diotiama
16.12.04, 01:36
Leczylam sie u psychiatry ponad rok temu (depresja, mysli natretne, ataki
lekowe). Z trudem zmusilam sie do pojscia tam, bo ciagle mam wrazenie, ze to
sie rowna byciem kims slabym, nieporadnym itd. W efekcie nie powiedzialam
wszystkiego, dostalam leki i na nastepnej wizycie mowilam juz, ze wszystko
jest ok. Leki dzialaly przez jakis miesiac, potem przestaly, a ja nie
potrafilam przyznac sie, ze znowu jest zle. Mialam glupie uczucie, ze jest
moją wina to, iz nie reaguje na leki. Po 3 miesiacach leczenia odstawilam
leki i nie pojawilam sie wiecej u lekarza.
A teraz boje sie skorzystac z pomocy jakioegos psychoterapeuty, psychologa,
kogokolwiek, bo widzac uśmiech lekarza i wiedząc, ze on stara sie mi pomoc,
robie wszystko - nawet kłamię, ze jest dobrze - po to, zeby sprostac jego
oczekiwaniom...:/ Tkwie w blednym kole stalego poczucia winy, samookaleczen
(kiedys sie cielam, zeby sie ukarac, dzisiaj stalo sie to szybka metoda na
uspokojenie i ulge), drecza mnie mysli o tym, ze moja rodzina umrze, a z
drugiej strony mam poczucie, ze myślac o ich smierci przywolam ją. Miewam tez
napady lęku. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić:/// (mam 20 lat, rodzice nie
wiedza o samookaleczeniach, poczuciu winy itd.)