Dodaj do ulubionych

jedzenie w depresji

IP: *.unregistered.formus.pl 18.04.01, 17:55
Jedyny lek na szczęście to jedzenie. Tak jest u mnie. Wstydzę się już wychodzić
z domu. Do pracy jak tylko mam kasę, jadę taksówką. Chętnie poćwiczyłabym z
innymi, ale poszłam na basen, usłyszałam chichoty w szatni i skapitulowałam. Są
jakieś objadające się z Łodzi? Pomóżmy sobie...
Obserwuj wątek
    • wojciech.androsiuk Re: jedzenie w depresji 18.04.01, 18:26
      Zaburzenia odżywiania mogą być jednym z objawów depresji. Na pewno nie jest
      dobrym postępowaniem unikanie problemu. Warto zwrócić się do lekarza
      psychiatry. Może przydatna będzie psychoterapia, ew. poprzedzona
      farmakoterapią. W podobnych przypadkach konieczne bywają również konsultacje z
      internistą dotyczące wyrównania stanu somatycznego. W każdym razie warto zacząć
      od wizyty u psychiatry i omówienia planu leczenia.
      • Gość: zofia Re: jedzenie w depresji IP: *.columbia.k12.mo.us 27.04.01, 22:11
        u mnie bylo tak: kiedy tylko dopadla mnie jakas obsesyjna mysl i drazyla moj umysl to juz bylam w lodowce.
        moja siostra mnie zastopowala raz i spytalam co ty karmisz swoj glod czy swoj strach? spojrz do lustra. gdy
        spojrzalam to sie przestaszylam- sciagniete poruszajace sie rytmicznie usta , spieta twarz nieobecny wzrok..
        zaczelam sie obserwowac kiedy szlam do lodowki i zaczelam sie powoli smiac z siebie..nie mam klopotu z
        jedzeniem teraz.jem bardo malo, staram sie stosowac do zalecen dr. adamo gdyz przy jego diecie nie mam
        alergii pochodzacych od zywnosci. kiedy zjem cos co nie jest na mojej liscie to mam podobne objawy jakie daja
        niepokoje czyli krotki oddech, lek,i nerwowosc.
    • fibin Re: jedzenie w depresji 27.04.01, 21:29
      Nie jesteś jedyna. Ja obżeram się jak świnia i nie mogę przestać. Poradziłem
      sobie z alkoholizmem, ale z obżarstwem nie umiem. Przynajmniej na razie. Raz
      już zrzuciłem kilkanaście kilo, ale odrobiłem wszystko z nawiązką. Jedzenie
      jest jak narkotyk. Pamiętasz pijaka w Małym Księciu: pije bo się wstydze,
      wstydze się bo pije. U mnie jest tak teraz z jedzeniem. Ćwicze codziennie, ale
      to niewiele pomaga, bo mięśnie są cięższe niż tłuszcz i wagi wciąż przybywa.
      Pzdr:)
    • Gość: as Re: jedzenie w depresji IP: *.nest.gliwice.pl 28.04.01, 00:24
      Ja w depresji nie mogłam jeść i chudłam. Pamiętam, że zmuszałam się aby zjeść
      cokolwiek. Wszystko było bez jakiegokolwiek smaku. Dopóki "mam ochotę" na
      jakieś konkretne jedzenie, na ugotowanie, upieczenie czegoś uważam, że nie jest
      źle... Nie jestem gruba, ale takim chudzielcem jak wtedy też już nie jestem.
      Czy Tobie smakuje jedzenie? Jeśli tak to odczuwasz jakąś przyjemność, ale
      rozumiem, że okupioną poczuciem winy z powodu nadmiernych kilogramów. A może
      nie jest z tą tuszą naprawdę aż tak źle?
      • Gość: sa Re: jedzenie w depresji IP: *.tnt6.phl1.da.uu.net 28.04.01, 01:57
        Jak rzuciłem mięso i papierochy, zaraz zaczęlo się tycie. Mała świadomość.
        Za dużo dosładzania sobie nierozkosznych przeżyć. Poza tym cukry proste
        (słodycze) i weglowodany niezłożone ( potrawy mączne, z białej mąki)
        przywaliły. No i tłuszcze, smażonki.Przełądowanie nabiałami. Wszystko to
        dodatkowo, po jakimś czasie
        jeszcze podniosło mi nadciśnienie, etc. Oczywiście stresy też.
        Do tego jednak trzeba trochę świadomości czyli literatury (kuchnia chińska,
        makrobiotyczna, hinduska) i można poszaleć. Twórcze zajmowanie się
        kuchnią i eksperymentowanie na poziomie trochę mistycznej już świadomości
        może być piękną formą medytacji. Nie mówiąc o tym, że przyrządzone
        przez siebie jedzenie (w świadomie/intuicyjny sposób)jest lekarstwem.
        Oczywiście, że do wszystkiego dochodzi się z czasem.
        Poza tym głodówki około nowiu i pełni (na sokach lub owocach), jeden
        do czterech dni są super.
        A trzymanie takiej kontroli by jeść tylko wtedy kiedy jest się głodnym
        to już w ogóle świadczyłoby o tym, że ma się wreszcie
        godne problemy do rozwiązywania, i nie ma czasu na niemyślące i/lub
        bezmyślne jedzenie. Ale, nie od razu. To trwa fazami.
        Jak mawial prymas tys: możesz upadać, bylebyś się podnosil.
    • Gość: Krystyna Re: jedzenie w depresji IP: 212.244.27.* 28.04.01, 23:16
      Gość portalu: smutna napisał(a):

      > Jedyny lek na szczęście to jedzenie. Tak jest u mnie. Wstydzę się już wychodzić
      >
      > z domu. Do pracy jak tylko mam kasę, jadę taksówką. Chętnie poćwiczyłabym z
      > innymi, ale poszłam na basen, usłyszałam chichoty w szatni i skapitulowałam. Są
      >
      > jakieś objadające się z Łodzi? Pomóżmy sobie...

      Masz absolutną rację.Lek na szczęście to jedzenie, ale kompletnie inne, niż
      spożywasz.Przeczytaj moich kilka wypowiedzi w temacie depresji i zdrowia. Tkanka
      tłuszczowa, która Ci się odkłada pod skórą i niestety także w innych bardziej
      niebezpiecznych dla zdrowia miejscach tworzy się Z NADMIARU ZJEDZONYCH
      WĘGLOWODANÓW, a nie jak się powszechnie sądzi- ze zjedzonych tłuszczów. Jeśli
      chcesz schudnąć bez głodowania i bez szkody dla Twego organizmu - zajrzyj na
      stronę np. http://ikoiko.republika.pl , http://www.optymalni.com , tam znajdziesz
      to, czego szukasz :) Pozdrawiam. Krystyna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka