Dodaj do ulubionych

Siła zdradzonych

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.03, 19:52
To tak jakbym czytał swoją historię. Szkoda że nie preczytałem
tego rok temu.
Obserwuj wątek
    • Gość: mala Re: Siła zdradzonych IP: 81.210.23.* 09.09.03, 16:18
      Czytam i oczom nie wierzę to samo przeżyłam poł roku temu. Te
      same wymówki, te same tłumaczenia, że musi odpocząć odemnie i
      nabrać dystansu, żeby wiedział na czym mu zależy.Oczywiście
      przez ten czas "odpoczynku" odemnie był cały czas z tą
      fantastyczną osobą. Finał jest taki,że na nowo zaczęliśmy nasze
      życie razem. Mój mąż żałuje tego co mi zrobił (przynajmniej tak
      mi mówi) ale mnie pomimo wszystko to jeszcze cały czas boli.
      Jest tylko satysfakcja, że to ja zwyciężyłam. Zrobiłam to dla
      siebie i dla naszego synka.
    • Gość: magda Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.03, 13:49
      Sama prawda. Wiem, bo przeżyłam. Ten żal i upokorzenie bycia
      zdradzoną. Najsmieszniejsze, że dowiedziałam się po "fakcie" jak
      romans sie skonczył a moja luba nie byla pewna z kim chce być.
      Prośby, krzyki i błaganie nic nie dały. Nie byłam aniołkiem, ale
      sie zmieniłam. Dla siebie, nie dla niej. O dziwo, wróciła i
      powiedziała, że nigdy już tego nie zrobi.Minęło 5 lat. Ufam jej,
      ale pamiętam, że mnie zdradzono. Zawsze będę. I nie chodzi tu o
      to, że to ona, ale w ogóle. To mój "krzyż". I moja lekcja
      dorosłości.
      • Gość: KIM Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 19:25
        W 90%przypadków to nie wymalowana rasowa blondyna która ma czas tylko dla
        siebie i oczekuje czyjegoś mężusia piłujac szpony w swojej wymuskanej
        kawalerce. To kobieta w róznym wieku, zapracowana, ze zrzędliwym mężem, dwójką
        dzieci, średnio zarabiająca. Ale jest w niej to coś- ta radość,pewność siebie,
        entuzjazm i umiejetność cieszenia się każdą skradzioną chwilą. Może więc
        lepszym sposobem niż smycz, inwigilator, awantury, obciach przed znajomymi i
        sąsiadami,które są poniżające i (ja na miejscu męża zwiałabym gdzie pieprz
        rośnie!) byłoby zastanowienie się i praca nad sobą? Co ona ma w sobie i co ja
        gdzieś po drodze zgubiłam? Swoją drogą kochanka też człowiek i też
        cierpi.Beata spędza weekendy płaczac, bo wie że Darek wyjeżdża z Warszawy do
        rodziny, a teksty "że żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią to ona "na
        pamięć to umie", Edyta uwikłana w klasyczny biurowy romans-któregoś pięknego
        poranka On przychodzi rozpromieniony, wystrojony z obrączką,która zdjął pół
        roku temu i ogłasza wszem(jej również ) ze dzisiaj dowiedział się że żona
        spodziewa się dziecka!;chciał do niej wrócić gdy emocje opadły lecz zdążyła
        wyjechać do Stanów płacąc niemała cenę i wiele podobnych hitorii gdy " ta
        druga chce pierwszą być"
        • Gość: koko Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 01:44
          Oj, to nie tak. Mój mąż był wolny tak bardzo, że nawet nie musiał mówić gdzie
          idzie, a ja byłam tak przekonana o jego miłości, że do głowy mi nie przyszło
          pytać czy sprawdzać.Ja po prostu nie miałam pojęcia, że między nami jest coś
          nie tak! Wręcz przeciwnie, momentami czułam się tak szczęśliwa przy nim!
          Bezgranicznie ufałam jemu i wierzyłam w jego miłość do mnie.
          Teraz już minęły ponad trzy lata od ich rozstania, a to JA mam wrażenie
          zrujnowanego życia. Ona podobno wyszla za mąż. Ja nie jestem w stanie ufać
          mężowi, on jest dla mnie nieczuły;mam wrażenie, że cierpi nad tamtym
          rozstaniem. W domu po pracy siedzi z pilotem i gapi się bezmyślnie w telewizor.
          Dzieci go drażnią. Nie bawi się z nimi, nie kąpie, nie zabiera na spacer.
          Do dzisiaj nie ma mowy ani nawet nadzieji na powrót do dawnej bliskości.
          Być może - kochanka to cierpiące biedactwo.
          A co z moją rodziną?


          • Gość: kitty Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.aster.pl / 10.71.2.* 25.10.03, 15:58
            pewnie ze kochanka tez czlowiek. a zdradzona to nie? problem
            tkwi w tym że ten kto zdradza ma juz wybór za sobą , a zdradzony
            dopiera będzie sie musial z nim zmierzyc. Sama przszlam przez to
            pieklo, patrzylam na siebie i nie rozumialam dlaczego, chcialam
            sie zmieniac byc lepsza i wtedy on powiedzial to nie twoja wina
            nie szukaj jej w sobie tak sie stało. minely 3 lata i nadal jest
            zle bo ja pamietam a on nie wie o co mi chodzi. a mnie tylko
            chodzi o żal, ból, rozgoryczenie i brak zaufania . Najwięcej
            jednak zapłacą za to dzieci . Do dzis pamietam synka który
            pewnego dnia zapytal czy tata sie nigdy nie wyprowadzi. A wtedy
            kiedy to sie stal mial 3 latka i sadzilismy ze nic nie rozumie.
            Dbajmy o swoje rodziny, nie dajmy sie wkraść tam obcym
        • Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 11:27
          ciesze sie, ze wreszcie ktos napisal te slowa. troszke sie z tym utozsamiam.
          Zdradzilam poniewaz od dawna w moim małżeństwie nie jest tak jak być powinno.
          Oczywiście nie jest to tylko wina mojego męża ale również moja, przestaliśmy
          się starać. I stało się, że pokochałam innego mężczyznę. Czy jest mi z tym
          lepiej? nie, nie umiem sobie z tym poradzić. Czy rozwód byłby rozwiązaniem,
          pewnie tak. Byłabym przynajmniej uczciwa wobec męża. Niech napisze ktoś do mnie
          jeśli jest w podobnej sytuacji, proszę
            • Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 14:47
              dzieki, wiem, że nie potrafię pokochać męża znowu. Jesteśmy nascie lat
              poślubie, mamy dwoje nastoltenich dzieci i moje uczucia gdzieś po drodze
              wygasły. A kochanka też juz nie jestem, trwało to rok, było pięknie i nie
              żałuję ale przyszedł taki moment, że on zrezygnował, przestraszył się, że może
              za dużo stracić. I jestem mu za to wdzięczna, gdyż sama bym nie zrezygnowała, a
              wtedy wiadomo czym by to sie skończyło dla mnie - rozwodem. Ja za bardzo sie
              zmieniłam po jego poznaniu i mój mąż domyślał sie wszystkiego, no cóż jest w
              porządku, nie odrzucił mnie. Ale nie byłam na tyle uczciwa, żeby powiedzieć mu
              to otwarcie, a teraz mam problemy ze sobą i nie wiem co dalej? czy działo sie
              z Tobą podobnie?
              • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 18:06
                nie moge teraz tobie szczczegółowo opsać swojego przypadku bo mam troche pracy,
                może później.Na gorąco jedyna rada jaka mi się nasuwa dotyczaca twojej
                sytuacji,to napewno taka-ASOLUTNIE I POD ŻADNYM POZOREM NIE PRZYZNAWAJ SIĘ
                MĘŻOWI DO ZDRADY.Mówię to z całą stanowczością,na podstawie własnego
                doświadczenia, ale nie tylko.Uwikłana w podwójne życie również sobie z tym nie
                radziłam ,starałam się dużo czytac na ten temat.Były to najczęściej wypowiedzi
                znanych psychologów i psychoterapeutow.Zacytuję jedna z nich:jeśli decydujesz
                sie na zradę to zapamiętaj trzy zasady -po pierwsze nie przyznawać sie-po
                drugie nie przyznawać sie -po trzecie nie przyznawać sie.Pozdrawiam
                • Gość: Moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 12:16
                  odnoszę wrażenie z tego co piszesz i co sama przeżywałam i przeżywam (mimo, że
                  nie spotykam się juz z nim), że kobiety chyba za bardzo sie angażują. Masz
                  rację nie powiem mężowi, jesli nie zrobiłam tego od razu to teraz nie ma już
                  sensu. czytałam o zdradzie w trakcie , czytam teraz i jedno wiem, że za mało
                  wiedziałm a już na pewno nie sądziłam, że z własnymi myslami nie będzie mi
                  łatwo sobie poradzić. Angażując się wiedziałam, że nie może to trwać wiecznie,
                  nie chciałam zranic nikogo, nic od niego nie żądałam poza tym, żeby był. napisz
                  cos o sobie, bo ja cały czas zastanawiam sie jak długo będę jeszcze go kochać i
                  czy w końcu będę mogła przestać o tym mysleć, staram sie zająć różnymi rzeczami
                  ale to wszystko jest za mało. Najlepszyn byłby zanik pamięci. A najgorsze że za
                  duzo o nim wiem i czasami mam ochote zrobic coś naprawdę głupiego. Czy Tobie
                  też przychodziły do głowy takie dziwne mysli? pozdrawiam i dzieki za odpowiedż
                  brakowało mi chyba kogos z kim mogłabym o tym rozmawiać.
                  • Gość: KIM Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest i Moni IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 17:54
                    Strasznie cieszę się że jeszcze ktoś potrafi popatrzeć na ten temat z drugiej
                    strony a nie tylko "żoneczka skrzywdzona świętość kochanka be"
                    Myślę że faceci potrafia oddzielić miłość do żony i dziecka od faktu
                    posiadania kochanki, bo przede wszystkim są FACETAMI i potrafią podejść do
                    sprawy lekko i przyjemnie
                    a my niestety angażujemy się i potem no właśnie
                    Jedyne lekarswo jakie znam to dojść do etapu"fuj" obrzydzić go sobie po prostu
                    lepszy chyba kac moralny " o Boże co ja w nim widziałam" niż ciągłe usychanie
                    z tesknoty i cierpienie

                    • Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do KIM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 11:56
                      dzieki za Twoje słowa
                      zastanawiałam sie ostatnio czy te zdradzane żony rzeczywiscie kochaja swoich
                      mężów, czy też boją się utracić swoją własność
                      a jesłi chodzi o mnie chyba nie chcę Go sobie obrzydzić , boję sie ze za duzo
                      o nim wiem i może przyjdzie mi do głowy żeby zrobić cos głupiego. Na szczęście
                      jeszcze rozsądku troche zachowałam.
                      pozdrawiam i napisz coś jeszcze w tej chwili wszystko jest dla mnie ważne
                      • Gość: KIM Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 20:23
                        Znam wiele żon które traktują męzów jak własność i powiedzmy paszport poczucia
                        własnej wartości, więc jak się dowiedzą to katastrofa
                        Co do robienia czegoś głupiego to znam z własnego doświadczenia że najgorzej
                        jest jak siedzisz sama i rozmyślasz korci Cię to coraz bardziej, chwytasz za
                        telefon... i potem załujesz.Ja nie potrafię mieć takiej "godności" i
                        wykonywałam takie akcje zwłaszcza gdy facet był w jakiś sposób dla mnie
                        nieuchwytny.Wtedy jedynym sposobem była przyjaciółka która mnie "pilnowała" na
                        zasadzie zostaw pana brzydki pan
                        Chętnie bym coś więcej napisała ale mam inwigilator w postaci męza więc jeśli
                        masz jakiś adres to napiszę z pracy
                        POzdr
                  • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 08:28
                    długo sie nie odzywałam,przepraszam,zdaje sobie sprawę jak bardzo potrzebujesz
                    wymiany myśli,które w tej chwili kłębią się w tobie,a podzielić się nimi nie ma
                    z kim.Doskonale pamiętam siebie z tamtego czasu.Moje szczere wynurzenia na
                    forum opisujące historię mojej "drugiej ścieżki życia" pewnie by zanadto
                    zbulwersowały większość forumowiczów/ek/ przekonanych o nadrzędnej roli
                    święych związków małżeńskich.Myślę,że opisywanie kiluletniego romansu kobiety
                    zamężniej od wielu lat i mężczyny również posiadającego rodzinę nie mieściłoby
                    im się w głowach.Dodam jeszcze,że romansu,ktory nigy sie nie wydał i dzięki
                    któremu zachowałam ronowagę psychiczną w najgorszych momentach mojego
                    życia/rownież małżeńskiego/.A ty Moni jeśli chcesz pogadać pisz na
                    adres:rakjest@gazeta.pl.Pozdrowienia dla KIM.
                      • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 15:31
                        wcale się nie potępiaj,to co zrobiłś jest całkiem wytłumaczalne-to poprostu
                        było silniejsze.Mało kto w takim stanie w jakim obecnie się znajdujesz potrafi
                        racjonalnie myśleć i postępować.Tomy mogłabym napisać o głupotach do jakich
                        byłam zdolna,ile inwencji i fantazji potrafiłam z siebie wykrzesać.I niczego
                        nie żałuj.Twoje są wpomnienia,reszte załątwi czas.Daruj mi ten banał, ale
                        przekonasz sie kiedyś,że to prawda.
                      • Gość: nan Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 11:43
                        Gość portalu: moni napisał(a):

                        > dzieki
                        > na pewno do Ciebie napiszę, bo przed nami jesien i zima a dla
                        mnie nie jest to
                        > dobry czas, żeby zapomnieć. A na dodatek wczoraj zrobilam cos
                        głupiego co mnie
                        > jesczez dodatkowo osłabiło, zadzwoniłam do Niego tylko po to,
                        żeby Go usłyszeć.
                        >
                        > Sama sie za to potepiam ale jeszcze nie potrafie sobie z tym
                        radzić. Pozdrawiam

                        Witaj Moni.
                        Jestem nowa w tym towarzystwie ale chciałam Ci życzyć dużo
                        wytrwałości i wytrzymałości. To jeszcze potrwa - znam to z
                        autopsji,bo właśnie usiłuję przetrwać podobną historię. I nie
                        martw się, nie zrobiłaś nic głupiego.Każdy ma jakąś
                        wytrzymałość a nerwy czasem puszczają.To wszystko jest
                        diabelnie trudne.
                        B. pozdr
                    • Gość: Z.M Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.chello.pl 17.04.04, 13:20
                      Każdy, facet, kobieta zdradzany zdradzana to człowiek.. I nie prawdą jest, że
                      kochanki są wredne, że na siłe chcą kogoś odbić.. Tak się po prostu dzieje..
                      Nie umiem wytłumaczyć "dlaczego?". Co do zapominania o swoimi "ex kochanku" ja
                      pamiętam wszystkich.. Pierwszego wspominam niemiło - bo tak też sie
                      rozstaliśmy, jego problem..., drugiego nie zapomnę nigdy, choć to ja uznałam,
                      że lepiej będzie jak przestaniemy się widywać.. ale nie zapomne ciepła, wiary w
                      siebie, czułości i wszystkiego co od niego dostałam.. z trzecim jestem teraz..
                      wiem, że nie potrwa to długo, ale wiem , że będzie piąty i po piątym następny
                      i następny, choćbyśmy nie wiem jak wmawiali sobie, że nigdy więcej już nie
                      zdradzimy to zdradzimy jak tylko nadarzy sie okazja.. O pierwszych 2
                      powiedziałam swojemu mężowi.. nie żałuję, że sie dowiedział, ale żal mi było
                      tego jak cierpiał, pierwszy raz w życiu widziałam go tak bezradnego,
                      załamanego.. na samą myśl serce mnie boli, nie chce aby znów to przeżywał i
                      postaram się by nigdy nie dowiedział się o kolejnych zdradach...
                • Gość: kama Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.net.pl 11.11.03, 18:20
                  NIGDY NIE NALEŻY SIE PRZYZNAWAC DO ZDRADY - STARA ZASADA- NUCZYLI MNIE TEGO
                  kOLEDZY. .... nawet jak cie złapią w łóżku z narzeczonym przyjaciółki to mowi
                  ze to nie byłas ty a oni mieli zwidy.
                  Mam kogoś jezeli wszystko sie ułozy bedziemy razem.... ale niegdy bym sie
                  mężowi nie przyznała, On moze miec kochanki -jemu wolno!! a mnie być
                  szczesliwa nie
                  niedługo sie przekona jak bardzo sie mylił

          • Gość: dan Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: 195.114.171.* 18.09.03, 17:06
            witaj, rozwód to naprawdę najlepsze wyjście z tej sytuacji.
            Jeśli kochasz innego (i ten inny kocha Ciebie)nie będziesz już
            nigdy mogła spojrzeć przychylniejszym okiem na swojego męża. Nie
            pomogą żadne starania, zawsze ten drugi pozostanie w Twojej
            pamięci tym lepszym, tym przeznaczonym. Będziesz winiła męża za
            to, że Cię unieszczęśliwił zatrzymując przy sobie, będziesz
            nosiła w sobie świadomość zbyt wielkiego poświęcenia,
            szczególnie wtedy, gdy mąż nic a nic nie zmieni swego
            postępowania wobec Ciebie. A jeśli dowie się o Twojej
            zdradzie...będziesz musiała się kajać wcale tego nie chcąc,
            prosić o kolejną szansę wcale jej nie pragnąc i mając nadzieję
            na to, że jednak Ci nie wybaczy, że to on zadecyduje o
            rozstaniu. Uwierz, lepiej zakończyć tę sprawę rozwodem...Jest
            tylko jedno "ale". Jeśli ten drugi, którego pokochałaś nie
            zechce dzielić z Tobą Twojego "nowego" życia, możesz nie podołać
            trudom samotności (w końcu od dłuższego czasu nie byłaś sama)i
            po pewnym czasie zapragniesz wrócić do męża. A wtedy może być za
            późno na pojednanie. W każdym razie ja przeżyłam, jestem w tej
            chwili po rozwodzie i nigdy, przenigdy nie będę żałować podjętej
            decyzji. Żałuję tylko, że tak długo zwlekałam i że tak długo
            męczyłam i siebie i eks-męża. No i tego "drugiego" ;)Pozdrawiam
            i życzę powodzenia
          • Gość: sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.09.03, 19:27
            No cóż, ja jestem w podobnej sytuacji, ale z pewna różnicą. To
            mój mąż poprosił mnie abym sobie kogoś znalazła, ponieważ
            stwierdził że jest śmiertelnie chory...i stało się.Minęły 2
            lata, a ja mam kochanka, którego mo mąż akceptuje /chyba to
            jednak nie jest śmiertelna choroba.../Najgorsze jest to że nie
            potrafie zdecydowac się na żadnego z nich.Jestem w zawieszeniu,
            które niszczy wszystkich,a decyzje muszę podjąc...czasem mam
            ochotę powiedzieć obu "nie"
              • Gość: sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 18:09
                Do moni,
                mój mąż na początku był zachwycony że mam innego mężczyżnę,który mnie pożada.W
                ten sposób był pewien że jestem naprawdę atrakcyjna nie tylko dla niego /po 5
                latach małżeństwa/. Ponownie zaczął widzieć we mnie kobietę,ponownie dostawałam
                prezenty, drogą bieliznę i ubrania.Jednak z początkiem roku stwierdził, że to
                nie tak miało być..ponieważ nie przewidział,ze pokocham tamtego.Zamierzałam
                odejść, ale nasza dziecko za nim przepada.A może tak mnie się wydaje..?poza tym
                niestety w chwili obecnej nie byłabym w stanie utrzymać się finansowo.Dwa
                miesiące temu mój mąż powiedział że nie da mi rozwodu, nie pozwoli abym z kims
                innym zamieszkała, a jeżeli to zrobię, to zabierze dziecko do mojej matki i
                razem będą je wychowywać. Natomiast ja staram sie na tyle usamodzielnić, aby
                samodzielnie wraz z dzieckiem móc się utrzymać; bez szukania oparci w
                kimkolwiek, nawet w tym drugim...
                • megxx Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek 19.09.03, 18:20
                  Czy ja dobrze rozumiem? chory mąż z niezrozumiałej przyczyny rzuca hasłem byś
                  kogoś sobie znalazła, a Ty to akceptujesz. Potem piszesz, że nie chcesz
                  zostawić żadnego z nich, a za chwilę ,że obu.
                  Dwa posty, niecałe 24 godz różnicy i dwa różne poglądy.
                  Może raczej powinnaś powiedzieć, że od dawna nie kochasz męża, ale z różnych
                  powodów nie odejdziesz. Jego pseudoakceptacja kochanka to był dla Ciebie tylko
                  pretekst by to ujawnić. Nie mogłaś ukryć tego przed niby chorym śmiertelnie
                  mężem? I teraz dziwisz się, że sytuacja przerosła Twoje wyobrażenia. Myślałaś,
                  że łatwiej zostać wdową?
                  • Gość: sylwia Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do megx IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 20:13
                    Może żle się wyraziłam, mój mąż od początku wiedział że spotykam się z innym
                    mężczyzna i również on "akceptował" i "oceniał"go.Taka moja rozbieżność w
                    przeciągu niemal 24h jest spowodowana tym,iż obaj starają się pokazać iż to
                    właśnie on jest lepszy, ale bez obczerniana tego drugiego.Dlatego czasem jestem
                    tym zmęczona i wtedy mam ochotę obu powiedzieć-nie.
                    • megxx Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg 20.09.03, 17:01
                      Panowie stawają w konkury, ale jeden ma szantażowego asa w zanadrzu i nie
                      zawaha się go użyć. Twój problem nie leży tylko w tym kogo wybrać, ale wiąże
                      się z innymi decyzjami. A właściwie to z kim jesteś( intymnie): z mężem,
                      kochankiem, czy z oboma w zależności, który bliżej i który ma dla Ciebie czas?
                      Jak myślisz, czy jeżeli dokonasz wyboru(spośród nich )to będziesz szczęśliwa?
                      Czy stoją za tym uczucia, czy raczej sprawy materialne?
                      I jeszcze jedno: nadal wydaje mi się nienormalne to jak tłumaczysz początki
                      drugiego związku i Twoją postawę w tamtym czasie wobec sugestii męża i jego
                      samego(coś o chorobie pisałaś).
                      • Gość: sylwia Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.09.03, 10:29
                        Odpowiadam : zgadzam się początek był nienormalny, ale to była dosyć
                        skomplikowana emocjonalnie dla mnie sytuacja.
                        Było to w 3 roku naszego małżenstwa.Przeprowadziliśmy się z małego miasta do
                        duzej aglomeracji.W pogoni za pieniędzmi brakowało czasu tylko dla siebie.Mąż
                        wracał pózno, a ja po pracy padająca ze zmęczenia zajmowałam się dzieckiem i
                        czekałam do północy i czasem póżniej na jego powrót.
                        Potem okazało się, że nie tylko praca tak bardzo absorbowała go , ale również
                        inna kobieta.
                        Gdy zarzucałam mu brak czasu, zawsze odp.-przecież pracuję na nasze utrzymanie,
                        a gdy pytałam o nią , mówił i co z tego: przecież z nią nie sypiam, to że czuję
                        się u niej w domu dobrze, lubię tam przebywać lub spotykam się z nią i
                        rozmawiamy-to przecież nic złego.
                        W międzyczasie okazało się, że jego koleżanka z pracy również bardzo go
                        fascynuje.Ale zawsze słyszałam, że przecież z żadną nie poszedł do łóżka.

                        Właśnie w takiej atmosferze,tych wszystkich wydarzeń powiedział mi,że jest
                        śmiertelnie chory, poprosił abym znalazła kogoś kto będzie wstanie go
                        zastąpić...Szczerze mówiąc nie wierzyłam w to, natomiast jedno co zauważyłam:
                        kiedy coraz cześciej mówił o drugim mężczyżnie w moim życiu,a ja dla
                        tzw.świętego spokoju mówiłam-tak, pomyślę, a może i nawet znajdę.
                        Jego postawa wobec mnie była taka jak przed laty / i znajome przestawły być już
                        tak ważne/.
                        Wtedy właśnie pomyślałam,jeżeli to ma spowodować że będzie tak jak kiedyś-to
                        zrobię wszystko aby tak było...i zrobiłam.
                        Ale nic nie jest tak jak sobie zaplanujemy.
                        Niejednokrotnie sama mam trudności w odnalezieniu siebie w tym wszystkim.
                        Prawdą jest że boję się pozostać sama,ale czy cena nie jest zbyt wysoka...?
                        • megxx Re:do Sylwi 21.09.03, 11:59
                          Na moje oko sami zafundowaliście sobie nie tylko trójkąt, ale wręcz czworokąt.
                          Teraz trudno sie odnaleźć. To jest jedna z przyczyn, z powodu której w
                          wypracowanych normach właściwych zachowań(czy jak to nazwać), postuluje się
                          wierność jednemu partnerowi w danym czasie. Wszystko po to by uniknąć pułapek.
                          Ale kto korzysta z cudzych doświadczeń. Dziwne, że kiedy to wszystko się
                          zaczynało tak łatwo uwierzyłaś w to co mówił mąż. Gdybyś wtedy postąpiła inaczej
                          (jesteśmy razem lub odchodzę), teraz sytuacja byłaby inna. A tak to są
                          problemy. Najlepszym wyjściem jest pomyślenie o sobie. Dzieci z czasem nas
                          opuszczają, mają przecież swoje życie, a jeżeli teraz nie wypełnisz swojego
                          życia z myślą o sobie, to potem możesz znaleźć się w pustce.
                            • megxx Re:do Sylwi 21.09.03, 15:33
                              Oczywiście, że dasz sobie radę. Trzeba tylko działać, nie stać w miejscu, bo to
                              jest przygnębiające. Pozdr. również.
                              • Gość: Zdziwiona Re:do Sylwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 02:20
                                Czytam po kolei, przepraszm za skrajną złosliwość - nie wyobrażam sobie aby
                                wieść o chorobie męża tak mnie zdołowała, że musiałabym szybko sobie znaleźć
                                ekwiwalent tegoż męża - o ile rozumiem to choroba (weneryczna?)kogoś bliskiego
                                pozwoliła Ci odczuwać prawdziwie namiętności z tym drugim. A mąż jak ten kotek
                                był chory i leżał w łózeczku - a może kotek TEZ był chory?
          • Gość: żonaty Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.03, 13:07
            Moni, u mnie było podobnie. W domu źle ("nie dotykaj mnie, nie przytulaj, nie
            ruszaj, nie chce mi się ciebie słuchać, wyjdź stąd, wyprowadź się, rozwiedź się
            ze mną ty ch..." - takie słowa słyszałem od żony, więc żeby nie bolało musiałem
            się od niej odizolować emocjonalnie). Więc wbrew mojej woli się zakochałem...
            bez wzajemności. Nawet jej nie dotknąłem, nic. Dzisiaj to już przeszło, ale w
            domu jest dalej źle. Tyle, że dziś mam tego świadomość, że nie na tym polega
            małżeństwo, aby ciągle kogoś gnębić. Więc pewnie się rozwiodę. Choć mi ciężko z
            tą myślą, nie szukałem nigdy kochanki, chciałbym mieć tylko normalną rodzinę,
            żonę, a nie "żonę".
            • Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 15:30
              do Zonatego
              smutne jest to co napisales i troszke zle mnie zrozumiales. ja nie moge
              powiedzieć, że moje małżeństwo było nieudane, nigdy tego typu słowa nie padły,
              nie obrzucaliśmy się epitetami a nawet nigdy na siebie nie krzyczeliśmy i nadal
              jesteśmy postrzegani jako bardzo dobre małżeństwo z dwójką udanych dzieci.
              Dlaczego zdradziłam męża - no cóż nic nie trwa wiecznie, miłość gdzieś się
              ulotniła została codzienność, seks a właściwei brak seksu (myliłam się sądząc,
              że seks ma małe znaczenie, ma bardzo duże). Skąd moje dylematy? nie mogłam byc
              jednoczesnie żoną i kochanką, to mnie psychicznie i fizycznie wykańczało. a
              teraz gdy już się z nim nie spotykam, została tęsknota, tęsknota...ale mogę już
              spokojnie przespać całą noc ale nie potrafię nie mysleć. A uczucie dla męza?
              wiem że jest dobrym człowiekiem, dobrym ojcem i że mnie nie odrzucił chociaż
              domyslał się bardzo wiele ale pewności nigdy więc tak niech juz zostanie. Nie
              chcę tylko żebysmy kiedys zostali razem na starość samotni we dwoje, bo to
              będzie straszne. pozdrawiam
          • Gość: milka Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.03, 10:50
            Ja tez zdradzałam,az do momentu kiedy naprawdę się
            zakochałam..maż sie wyprowadził do rodziców, i natychmiast
            zamieszkałam z moja miłościa..czsami czuje sie z tym
            zle,zrobiłam krzywde mysle,ale tak naprawde czy nie krzywdziłam
            zdradzajac?A tak sytuacja jest jasna,zaczelismy nowe zycie i
            wierze ze i mi jak i mojemu byłemu mezowi bedzie lepiej osobno
            niz jak bylismy razem...czasem wrto odejsc tak poprostu..jak sie
            zdradza to znaczy trzeba zostawic ta osobe z ktora sie jest, bo
            zdrada to i tak poczatek konca.On nadal cierpi,ale mysle ze za 5
            lat gdyby to dopiero nastapilo powiedzmy byłby bardziej
            zdradzany i bardziej by cierpiał a tak jest młody ma sznse
            znalezc kogos z kim bedzie szczesliwy.Nie zdradzaj -roztan sie.
          • Gość: Sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wlan.sse.pl 05.12.03, 11:21
            Witam cię moni piszesz że w twoim małżeństwie nie jest tak jak powinno
            przyznajesz,że to również twoja wina,a czy próbowałaś z mężem rozmawiać zanim
            go zdradziłaś,pewnie nie bo to zbyt trudne.Mój mąż mnie zdradził i też nie
            powiedział co go boli rozmowa byłaby zbyt trudna dla niego,nie liczyłam się ja
            tylko on,jego potrzeby.Dodam że mieliśmy kłopoty,ale nie w sypialni.On jednak
            przeniósł je i tam.Nie kochaliśmy się był dla mnie zimny i obojętny on
            twierdził że chwilowo nie może.Uwierzyłam, sądziłam,że w wieku 40 lat może się
            to przytrafić każdemu facetowi,cierpliwie czekałam chciałam rozmawiać z nim bo
            czułam że coś jest nie tak.Obserwowałam,aż wreszcie poznałam prawdę,była inna
            młodsza, która go rozumiała,nie zadawała trudnych pytań było mu dobrze no może
            nie tak dobrze jakby chciał bo jednak w łóżku z tą dziwką mu nie wyszło z
            powodu poczucia winy tak stwierdził.A ja ,no cóż życie to nie bajka.Dziś mimo
            że nadal jesteśmy razem jest jak dawniej usłyszałam że potrzebuje trochę czasu
            jak w schemacie nawet nie próbuje się do mnie zbliżyć.I choć zarzucił mi kiedyś
            że to moja wina,ja nie czuję się winna.Myślę że mąż jest zbyt słaby,aby umiał
            żyć ze mną po tym co zrobił wiem że czujesię z tym zle ale zaproponowałam mu
            wizytę u psychologa zgodził się ale jak do tej pory nie ma na to czasu.Może to
            dziwne ale wybaczyłam mu ten skok ale do niej mam tyle nienawiści,że nie umiem
            sobie z tym poradzić i czasem aż sie tego boję.Dlatego myślę że zanim ktoś
            zrobi takie świństwo partnerowi,trzeba rozmawiać i powiedzieć o swoich
            wątpliwościach,jęśli wam na sobie zależy to znajdziecie wyjście,a jeśli nie to
            przynajmniej będzie ta druga strona wiedziała,że jesteśmy z nią szczeży.Gdyby
            mój mąż zanim mnie zdradził powiedział,że jest mu ze mną zle i wtedy mnie
            zdradził ja nie potraktowałabym tego jak zdrady i jeśli by mi na nim zależało
            to zrobiłabym wszystko by ratować rodzinę i małżeństwo.Jednym słowem zdrady
            niczym nie da się usprawiedliwić .Ten kto zdradza robi to bo tak poprostu chce
            dla mnie to czyste chamstwo wyuzdanie i brak ludzkiej godności.Ktoś kto zdradza
            a szczególnie kobieta nie ma w sobie godności i nie jest dla mnie nawet
            człowiekiem,bo po co Bozia dała rozum no właśnie chyba lepiej byłoby paść się
            nałące na łańcuchu lub jak suczka podnosić ogonek na widok pierwszego
            napotkanego pieska.Wstyd mi za wszystkie kobiety,które zdradzają mężów iza te
            które włażą do łóżek żonatych facetów.Mimo to pomodlę się dziś za was
            wszystkich którzy jesteście tak obłudni i zakłamani i brak wam życiowej odwagi
            by stawić czoło problemom w małżeństwach myślcie prosze was o tym co robicie,
            myślcie jaki ból zadajecie partnerowi i dzieciom.Życze odwagi i siły w
            pokonywaniu drogi życiowej szczególnie tej w małżeństwie.Powodzenia
        • Gość: wizg od żonatych lepiej uciekac IP: 217.11.151.* 04.03.04, 15:21
          nie żal mi kochanek, wybaczcie, sama miałam do wyboru zonaty uroczy czarujacy
          facet, czy samotność i wybrałam o drugie, choć mnie w srodku do tej pory
          coś "rwie" ale wole tak, niz szaleć z żalu że jestem dodatkiem, chwilą i że nie
          moge liczyć na wiele, ani na wspolne wyjazdy, ani poważne relacje, i wiecznie
          uczucie, że się musze ze wszystkim kryć. mysle, że tacy faceci nieczesto
          rezygnuja z żon i dzieci, wiec zanim zaczniecie żałowac kochanek pomyślcie, że
          same to sobie zafundowały, lepiej nie być naiwną...mniej się wtedy człowiek
          pokieraszuje...lepiej takiego goscia kopnac w tylek i powiedziec zeby wracal do
          żony i zacząl pracować nad sobą i swoim związkiem!!! pozdrowienia :)
    • oporna Re: Siła zdradzonych 13.09.03, 19:49
      Czytałam wypowiedź "zdradonej żony" i jestem przerazona jej zachowaniem. Dla
      mnie to nie ma nic wspólnego z miłościa do męża. To jest tylko urażona
      ambicja, Chęć zemsty, i to jakiej zemsty Ta kobieta jest nieszczęśliwa nie
      tylko z powodu zdrady. Ona musi mieć problemy z soba, z akceptacją siebie. Jak
      można pisać listy do sąsiadów, znajomych itp. Jestenm ciekawa co widzi w
      lustrze jak patrzy na siebie. To wygląda jakby winna była tylko tamta
      kobieta, a jej mąż? Szczerze mówiąc to współczuję jej męzowi. Ale zyczę jej
      by znalazła w sobie ciepłe uczucia gównie do samej siebie i aby odrzuciła
      nienawiść bo ja zniszczy a ma dopiero 40 lat. Myślę ,że pomogłaby terapia ale
      do tego też trzeba dojrzeć a w tej chwili jest ona jescze zaślepiona
      nienawiścią. Szukaj pomocnej, mądrej dłoni.
    • Gość: jolka Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 13.09.03, 22:23
      Czytając felieton "Siła zdradzonych" doznałam szoku.Oto jakby
      ktoś opisywał życie w moim własnym domu z tą tylko różnicą, że
      to nie ja jestem zdradzona żoną tylko córką. Tak! Zdradzona i
      pozbawiona wszelkich już złudzeń i nadzieji. Nikt nie może sobie
      wyobrazić co moze przezywac "dziecko" kiedy sie orientuje, ze
      jego rodzic ma romans? Nikt nie wie co sie dzieje w jego głowie
      gdy zastanawia sie czy ma o tym powiedziec zdradzanej stornie
      czy nie?! Ja chociaz mam juz 20 lat nie wiedziałam jak mam sobie
      poradzic z ta wiadomoscia i na prawde nie zycze nikomu aby
      musiał przechodzic przez to samo co ja!
      (moj adres mailowy: jolkaspychala@wp.pl)
      • Gość: zdziwiona Re: Siła zdradzonych - do Jolki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 02:08
        Czytam wszystkie wypowiedzi po kolei. I to chyba jest charakterystyczne: sądzac
        po ilosci i jakosci rozwijanych wątków dominuje egoizm, swój punkt widzenia
        (moje potrzeby, moje wspomnienia) itd. Tylko Ty napisałaś co czuje dziecko - to
        chyba najważniejszy problem - wydaje sie ,ze cakowicie pomijany w wypowiedziach
        dyskutantów (tak jakby nie żyli w rodzinach tylko w związkach, trójkatach
        domyslnych i prowokowanych itd. To co opisała mama jest PATOLOGIĄ i
        zaniedbaniem wobec własnego dziecka! Gdzie w tym wszystkim to co było na
        poczatku - przysięga - jesli nie przed Bogiem ,to przed sobą i tym wybranym -
        przynajmniej w chwili slubu (od ślubuję - przysięgam. czy to już NIC nie
        znaczy?) Zdrada niszczy całą rodzinę, ten kto zdradza, zdradza nie tylko w
        łóżku, zdradza dzieci, kłamie, kradnie (pieniądze, czas przeznaczony na bycie
        razem z dziećmi). Nikt nie broni dzieci - przeciwnie: modne, kolorowe
        czasopisma co raz zachłystują się opisami kolejnych żyć (jak w grach wideo)
        uczuciowych gwiazd znanych bardziej lub mniej. Na kolorowych fotografiach i
        okładkach różni znani obfotografują nowe dzieci z nowych zwiazków jakby
        zapominając , że krótki czas temu na okładce uśmiechały się wspaniale dzieci z
        tzw'pierwszych zwiazków". Każde dziecko chce mieć normalną spokojną, szczęśliwą
        rodzinę. Jeżeli mamy dzieci, jesteśmy za nią odpowiedzialni. Moje dzieci
        (równiez dzieci ojca, ktory zdradził całą naszą rodzinę nigdy nie powiedzą
        bracie do nowego dziecka ich ojca.
    • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 23:54
      Przeczytałam te wypowiedzi zdradzanych i opowiem coś innego……
      coś z innej strony.
      Minął już ponad rok od tych zdarzeń, ale wciąż o nich pamiętam.
      Mam w pracy kolegę-mogę nawet powiedzieć, że to mój przyjaciel-
      znamy się osobiście, pracujemy w tej samej firmie, ale w różnych
      miastach. Spotykamy się kilkanaście razy w roku, natomiast
      najczęściej nasze rozmowy prowadzimy używając komputera (maile +
      komunikator). Kiedyś zaczęliśmy rozmowy na bardzo różne tematy,
      zwykłe, codzienne, firmowe, domowe. Mogliśmy pogadać o
      wszystkim, naprawdę o wszystkim. Doszliśmy również do tematów
      bardziej osobistych. Naszych związków, przyjaźni, miłości,
      seksu. On zaczął mówić o niemożności dogadania się z żoną w
      wielu sprawach, a ja o moich nieudanych związkach. Wspomniał też
      o tym, że nie wie czy wytrzyma w tym małżeństwie…. Doradzałam mu
      zawsze rozmowę z żoną i wyjaśnienie wszystkiego. Była też między
      nami rozmowa... hmm...powiedziałabym o podłożu erotycznym. Było
      to coś jak pieszczoty tyle, że wirtualne i to on był stroną
      aktywną. Ale nadal była to tylko rozmowa. Niedługo potem
      dowiedziałam się od niego, że jego żona przeczytała to
      wszystko.... I cóż w tej sytuacji robi żona??? Najpierw robi
      zadymę w domu i pyta męża jak mógł rozmawiać w ten sposób z
      kimkolwiek innym niż ona?? Następnie pisze do mnie, zwracając
      się po imieniu, „bo dobrzy znajomi jej męża są też jej
      znajomymi”. Pisze, że bardzo się cieszy, że bardzo dobrze
      dogaduję się z jej mężem, ale ma do mnie prośbę: żebym
      ograniczyła swoje kontakty z jej mężem do służbowych, a do
      pieszczot zaangażowała kogoś innego – najlepiej kawalera. Mam
      zapomnieć o jakimkolwiek dalszym ciągu tych rozmów. Dodała też,
      że być może kiedyś wyjdę za mąż i też przeczytam jak mój mąż
      dopieszcza swoją koleżankę, a to jak zapewniła nie jest
      przyjemne…. Podpisała się inicjałami, co od razu zrodziło w
      mojej głowie pytanie: czyżby kobiecie zabrakło odwagi żeby
      podpisać się pod tym tekstem??? Jednak cały ten tekst był dla
      mnie informacją, że ona chce ratować małżeństwo i zapobiec
      ewentualnemu romansowi jej męża. Natomiast ja poczułam się w tej
      sytuacji idiotycznie, bo przecież ani nie namawiałam specjalnie
      przyjaciela do tych rozmów, nie wyciągałam z niego jakie ma
      problemy-to naprawdę wyszło spontanicznie. Nigdy też nie doszło
      między nami do żadnej sytuacji intymnej.
      On miał do mnie wtedy tylko jedną prośbę: nie dyskutuj z nią,
      spróbuję z nią porozmawiać-może przejrzy na oczy i dogadamy się.
      Bo to co przeczytała otwarło jej oczy, więc może zrozumie o co
      tu chodzi?? Stwierdziłam wtedy, że tak naprawdę to ona powinna
      się zastanowić dlaczego jej mąż nie rozmawia z nią tak jak ze
      mną?? Dlaczego z nią nie ma tak dobrego kontaktu jak ze mną, bo
      to tutaj był podstawowy problem. Rozmawialiśmy z nim także o tym
      jej tekście. I on też się zdziwił, że nie podpisała się pod nim.
      W każdym razie odpisałam, że anonimy mnie nie interesują i żeby
      się przedstawiła skoro pisze tak mocny tekst. W odpowiedzi
      dostałam informację, że to co napisała miało przemówić do mojego
      sumienia, dobrego wychowania i kobiecego szacunku dla samej
      siebie i jeśli do zrozumienia tego jest mi potrzebne jej imię to
      podaje mi je………
      Tym razem mnie uraziła, naprawdę uraziła. Nie miałam w tej
      sprawie NIC na sumieniu, wychowana jestem chyba lepiej niż ona,
      bo nie czytam cudzej korespondencji, a co do szacunku dla samej
      siebie to mam go na tyle dużo, że nigdy nie wdawałam się w
      związki z żonatymi facetami. Zastanowiło mnie też jak można
      pisać coś takiego do kogoś, co do kogo nie ma się pewności, że
      zrobił coś złego?? W tej sytuacji dalsza wymiana zdań wydała mi
      się zbędna. Stwierdziłam, że nie będę się tłumaczyć z czegoś,
      czego nie zrobiłam.
      Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Oczywiście rozmowy z
      przyjacielem prowadzimy nadal. Nadal się spotykamy. I nadal do
      niczego między nami nie doszło. Tyle, że jego żona nie wie o
      tym. I w związku z tym wciąż, po upływie ponad roku, robi
      awantury, oskarża go o romans i wymyśla, czego to jej mąż
      zapewne ze mną nie robił…???? To po prostu jakiś horror. Ona
      chyba nie zdaje sobie sprawy, że sama niszczy to małżeństwo.
      Swoją podejrzliwością, zazdrością i …… zbyt bujną wyobraźnią. A
      mój przyjaciel ?? Czasem mi o tym opowiada, choć robi to
      niechętnie, bo widać, że strasznie go to męczy.
      Dodam tylko jedno- ZDRADZANI (lub ci, którzy podejrzewacie
      tylko, że BYĆ MOŻE jesteście zdradzani) zastanówcie się zanim
      zaczniecie krzywdzić siebie, partnerów i ich przyjaciół,
      znajomych, kolegów. To do niczego nie prowadzi, a działa
      destukcyjnie na wszystkie zaangażowane w to osoby.
        • Gość: kręcacy głową Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.chello.pl 14.09.03, 12:13
          zgadzam sie z przedmówczynią. straszne brednie. jakby tak ci zależało na
          szczęściu "przyjaciela" to byś zrozumiała że nie powinnaś niszczyć jego
          małżeństwa, rodziny. ty jestes po prostu egocentryczka która widzi tylko swój
          czubek nosa. oj dobrze ci "ta głupia żona" napisała. zrozumiesz jak sama się
          znajdziesz po drugiej stronie. facet kłamie zonę a ty sie dziwisz że ona nie ma
          do niego zaufania.
          co za niedojżałość emocjonalna. blee....
          • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 17:27
            do kręcącego głową :-))
            W jakiż to sposób niszczę ich małżeństwo??? W taki,że namawiam do szczerej
            rozmowy i dogadania się?? A może w taki,że wspieram kogoś w dążeniu do dobrego
            zakończenia?? pomyśl o tym... Nigdy tez nie nazwałam tej żony głupią-rozumiem,
            że chciała ratowac małżeństwo, ale sposoby jakie wybrała mogą spowodować
            zupełnie odwrotną reakcję. A co do okłamywania jej... cóż.... gdyby koleś
            ukrywał swoje kontakty z innym kolegą nie byłoby problemu, ale skoro ukrywa
            kontakty z kobietą to zaraz jest to oszukiwanie......... Takie myślenie na ten
            temat,świadczy tylko o zbyt płytkim wgłębieniu się w sprawę.
            pozdrowienia :-))
      • Gość: baśka Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 217.97.144.* 14.09.03, 16:04
        A ja ją rozumię g69 i wiem co to znaczy, sam to niedawno
        przeżyłam i odczułam na własne skórze. Żona mojego kolegi z
        pracy i podwładnego uroiła sobie że jej mąż jest we mnie
        zakochany i mamy romans. Początkowo potraktowałm to jako żart,
        nawet śmiałam sie z tego, ale gdy ta urządziła mi awanturę to
        juz nie wytrzymałam i poprostu powiedziałm jej " prosto z mostu"
        to co myśle. Gdybyśmy ( ja i jej mąż ) chcieli mieć romans lub
        coś więcej to by nam nie przeszkodziła, może nigdy by się o tym
        nie dowiedziała lub na samym końcu. Zagroziłam że gdy nie
        zakończy tych insunuacji i komentarzy to wystąpie to
        przełożonych o przeniesienie jej męża do innej jednostki do
        innego miasta, bo nie pozwolę by niszczyła dobra atmosferę w
        pracy, nie pozwolę sobie by obrażała mnie, nie mam sobie nic do
        zarzucenia i nie będę tolerowała jej wybryków, oczywiście podam
        oficjalnie jaki jest - będzie powód wniosku o przeniesienie jej
        mężą. .Jestem osoba zdecydowaną i wiedziała że nie żartuję ,
        zresztą użyłam jeszcze kilku "mocnych" słów. Uspokoiła się
        przynajmniej w stosunku do mnie, bo "zaatakowała" teraz inną,
        bogu ducha winną kobietę też na stanowisku uważając ją za
        rywalkę. A najciekawsze w tym jest to że sama ma kochanka ( nie
        pierwszego ) , oczym wie sporo osób- poza mężem, nie kryje się
        zresztą z tym , a jej mąż jest miłym uczynnym kolegą z pracy,
        który praktycznie prowadzi dom, sprząta gotuje i chyba jest "
        ślepy" lub tak jest mu wygodnie.
        • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 17:15
          dzięki baśka :-)) chciałam jeszcze coś dodać do swojej wypowiedzi.... niestety
          nie moja to wina, że żona kolegi nie rozumie podstawowej rzeczy czyli, że nie
          poświęca swojemu mężowi wystarczająco dużo czasu, aby czuł z nią więź i czuł
          się jej potrzebny..... a mężczyźni tez tego potrzebują, choć nieczęsto się
          przyznają do tego.... Nie mogę także odpowiadać za jej wizje ułożone w głowie
          przez zbyt bujną fantazję. A co do mojego rozumienia przyjaźni to.... tak ją
          właśnie pojmuję-nie wyobrażam sobie zerwania kontaktów z kimś kogo znam od lat
          tylko dlatego,że jego żona tego chce. Przyjaciół podobno poznaje się w
          biedzie........ Więc jeśli WY - moi oponenci - opuścilibyście przyjaciela w
          takim momencie (chodzi o wsparcie i rozmowę, a nie przytulanki i sex) to
          współczuję Waszym przyjaciołom,jeśli ich macie ....
            • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie-do b69 IP: *.kobierzyn.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 10:47
              To,ze masz inne poglądy niż ja nie upoważnia Cię chyba do zalecania mi
              terapii....... terapia jest potrzebna raczej ludziom, którzy zagubili się we
              własnym małżeństwie i szukają pocieszenia gdzie indziej..... i dla tych, którzy
              zauważyli,ze zaczyna się jakiś problem w małżeństwie i nie potrafią go
              rozwiązać normalnie tylko oskarżają cały świat,że jest przeciwko nim....
              • agata1972 Siła zdradzonych do g69 15.09.03, 13:42
                Wszytstko pięknie, ładnie to miłe, że starasz sie być dobrą
                przyjaciółką, to się chwali :) Tylko nie potrafieę zrozumieć,
                dlaczego pozwoliłaś sobie na te "wirtualne pieszczoty" przecież
                wystarcyło bys oponowała w jakiś sposóbm to nawet jeśli żona to
                by przeczytła widziałaby,ze ty tego nie chcesz, a tak jest na
                Ciebie. Wydaje mi sie że są różne powody zdrady, m.in. ciekawość
                jak to jest z kimś innym. Każda z nas mężatek obawia sie takiego
                momentu, ze dowie się o zdradzie... spróbuj ją też zrozumieć,
                fakty przemawiały za tym, ze coś was łączy - takie "wirtualne
                pieszczoty" można różnie odebrać, też nie byłabym tym faktem
                zachwycona gdybym coś takiego wyczytał i trudno by było
                uwierzyć, że to tylko wirtualnie, pozdrwaiam
                • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.kobierzyn.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 14:04
                  Tak , to jedyna rzecz jakiej żałuję...... że nie powiedziałam "stop- to już
                  wykracza poza przyjaźń". Ale cóż , każdy popełnia błędy - ten akurat wiele mnie
                  nauczył. I naprawdę próbowałam zrozumieć tą kobietę, wiem,ze mogła się źle
                  poczuć i odebrać to jako zdradę. Jednak wiem też, ze żadne wyjaśnianie tej
                  sytuacji nic nie da, bo ona po prostu nie przyjmuje do wiadomości,ze NIC nie
                  było.
                  • agata1972 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 15.09.03, 14:18
                    i nieststy nie zrozumie - to nie takie proste, nawet jeśli
                    powie, że juz ok - to i tak w głebi siebie zawsze będzie
                    wierzyła w tą zdradę. A poza tym co to jest zdrada??? Ja uważam,
                    ze on zdradził żonę dając Ci "wirtualne pieszczoty" - bo jak
                    sama napisałaś to wykroczyło poza przyjaźń. Z drugiej strony
                    bardzo go wybieliłaś a tak właściwie jaki są uklady między
                    małżonkami znasz tylko z jego relacji - a on jednak szukał
                    przygody - i znając Ciebie pewnie wiedział, że nie miał by szans
                    gdyby powiedział, ze ma cudowną żonę... może to tak... Nie masz
                    co liczyń na jej zrozumienie, bo to nie przejdzie - a on jak
                    będzie chciał zdradzić to i tak to zrobi... Ja jestem mężatką od
                    długiego czasu i bywały momenty,z ę podejżewałam - ale nie
                    chciałabym miećtego potwierdzonego czarno na białym... to
                    strasznie boli...
                  • Gość: Zuzia Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: 217.153.159.* 15.09.03, 14:54
                    Gość portalu: g69 napisał(a):

                    > Tak , to jedyna rzecz jakiej żałuję...... że nie powiedziałam "stop- to już
                    > wykracza poza przyjaźń". Ale cóż , każdy popełnia błędy - ten akurat wiele
                    mnie
                    >
                    > nauczył. I naprawdę próbowałam zrozumieć tą kobietę, wiem,ze mogła się źle
                    > poczuć i odebrać to jako zdradę. Jednak wiem też, ze żadne wyjaśnianie tej
                    > sytuacji nic nie da, bo ona po prostu nie przyjmuje do wiadomości,ze NIC nie
                    > było.

                    Zraniłaś ją i zrozumiesz co się stało, gdy będziesz w takiej samej sytuacji.
                    Nie rób drugiemu co by tobie było niemiłe. Facet, który opowiada w pracy o
                    problemach z żoną szuka przygód albo następnej żony. W mojej pracy większość
                    kolegów ma wspaniałe poczucie humoru, ale ich żony, czy dziewczyny to temat
                    tabu. Skoro to pierwsze takie Twoje doświadczenie, to bardzo dobrze że masz
                    wyrzuty sumienia. Zrezygnuj z takiej przyjazni, a zobaczysz - on znajdzie sobie
                    następną taką powiernicę. Chyba , że historia ta będzie miała ciąg dalszy. Czy
                    można mu ufać? Wszyscy jesteśmy narażeni na pokusy, ale nieprowokowanie
                    nieszczęść to warunek udanego, szczęśliwego związku. Nieporozumienia zdarzają
                    się w każdym małżeństwie, ale osobom postronnym nic do tego. Co można sądzić o
                    przyjaciółce Twojego przyszłego męża, martwiącej się, że coś z Tobą nie tak i
                    pocieszającej go słownymi pieszczotami. Może to zdrada gorsza od przespania się
                    z prostytutką.
                    • Gość: Wika Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.coig.katowice.pl 15.09.03, 15:56
                      Agato,
                      Z wielkim bolem czytalam Twoj list i odpowiedzi do Ciebie. Moj
                      maz od dluzszego czasu prowadzil taka wlasnie niewinna
                      korespondencje internetowa. Realizowal w niej potrzebe kontaktu,
                      bliskosci, ciepla, radosci, humoru, etc, tym samym wycofujac sie
                      z ww. w naszym zwiazku. A moze po prostu szukal przygody,
                      ucieczki od rutyny codziennego dnia,emocji silniejszych niz te w
                      w tralym zwiazku... Potem powstalo uczucie do idealnej
                      internetowej Przyjaciolki, cudowna projekcyjna, romantyczna
                      milosc. Jakze ja realna kobieta moglabym z tym konkurowac, to
                      inny wymiar... Potem spotkania, choc przeciez do niczego nie
                      doszlo... nie podjeli decyzji o seksie...
                      Bylo moje czekanie, moje poczucie odrzucenia, moja rozpacz...
                      Byla straszliwa emocjonalna zdrada... Byla destabilizacja
                      rodziny, niepokoj dzieci...
                      Byly wahania mojego meza, jego agresja wyrosla z poczuc winy,
                      moja agresja wyrosla ze zranienia...
                      I caly ten czas moja walka - o nasz zwiazek, o moje poczucie
                      wartosci jako kobiety, czlowieka, partnera, matki...
                      Jest poczatek powrotu, choc wiem, ze musze zachowac czujnosc...

                      Za nasz zwiazek taki, jakim byl odpowiedzialni jestesmy oboje,
                      za ingerencje trzeciej osoby juz nie ja... Nie jestem tez
                      odpowiedzialna za jego frustracje, po rozstaniu z ta kobieta,
                      choc probuje mnie tym obciazyc...

                      Bardzo cierpie... jedna jest dla mnie i mojego meza'korzysc' tej
                      tragedii - nadzieja na energie do przebudowy mojego zwiazku z
                      mezem...
                      Dluga ciernista droga przed nami z ledwo migoczcym switelkiem w
                      tunelu...
                      Dla mnie motywacja do zmian, zycia dla siebie...

                      Wiesz Agato, teraz ta kobieta tez cierpi, nie potrafila
                      powiedziec stop,gdy przyjazn przestawala byc przyjaznia.
                      Dla mnie jest wazne, ze nie potrafil tego zrobic moj maz, ale
                      nie tylko dla nas dwojga ta sytuacja jest wazna lekcja.
                      • agata1972 Siła zdradzonych do Wiki 16.09.03, 08:53
                        Wiki!
                        Podziwiam Cię. Musiałaś na prawdę wiele przejść. Myślę, ze
                        najtrudniej w takich sytuacjach odbudować zaufanie a to z kolei
                        jest podstawą udanego zwiazku. Nie rozumiem dlaczego czujesz się
                        winna... Zapewne starasz się to wszystko odbudować, przede
                        wszystkim dla dzieci... Gratuluję siły walki :) Jakbyś chciala
                        pogadać prywatnie to napisz na adres agata1972@gazeta.pl
                        • Gość: ada Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.23.* 16.09.03, 10:29
                          Jestem pełna podziwu dla Ciebie Wiki!!!
                          Jestem w tej chwili w takiej właśnie sytuacji. Od trzech tygodni
                          walczę o odzyskanie wiary w siebie, prawo do spokojnego życia
                          dla moich trzech synów (9,11 i 13lat). Nie wiem czy powinnam
                          odejść, czy dalej prosić "oprawcę" o łaskę dla chociażby dzieci.
                          Wierzyłam mojemu mężowi bezgranicznie przez 14 lat, a okazało
                          się że o conajmniej 3 lata za długo. Moimi rywalkami (okazało
                          się że było ich więcej niż jedna) były właśnie panie "wirtualne"
                          z którymi mój mąż prowadził długie, nieskrępowane rozmowy
                          różnego rodzaju i z którymi spotykał się (jak mówi) tylko na
                          kawę. Całymi nocami "pracował nad projektami" a później spał
                          popołudniami. Gdy wszystko wyszło na jaw jedna z panienek
                          pokroju g69 napisała SMS o terści cyt" U mnie jest impreza
                          przyjdźcie, dla niej też coś się znajdzie..." Gdy powiedziałam
                          mężowi co o niej myślę stwierdził że ona jest niewinna i nie
                          powinnam jej do niczego mieszać. W rozmowie telefonicznej z nią
                          stwierdziła, że ona "biedna" zostanie sama a ja mam przecież
                          dzieci. Co poradzić na takie damskie "pustaki"?
                      • Gość: cox2 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 17:38
                        To wrecz zadziwiajace, jak jednakowo odczuwamy i przezywamy zdrade. Przezywalam
                        i przezywam podobna sytuacje. Najgorsze jest jednak to, ze mimo iz wydaje sie,
                        ze maz stara sie ze wszystkich sil naprawic nasz zwiazek to ja nie moge
                        zapomniec. Jak znowu uwierzyc w szczerosc slow i czynow? Caly moj dotychczasowy
                        swiat i wiara w takie wartosci jak milosc, lojalnosc, wiernosc przestal istniec
                        - jak zbudowac go na nowo? A jesli nie uda sie go odbudowac, to jak zyc?

                        A tym wszystkim "wyrozumialym" przyjaciolkom z pracy pragne powiedziec, ze
                        to nie urazona duma zon powoduje ich wscieklosc. Te pogardzane przez was zony
                        walcza o swoja godnosc, o wartosci, w ktore wierza i wyznaja a wy je depczecie.
                        Ja bardziej winie mego meza, a nie kobiete, ktora jest jego kochanka, ale
                        nie daje jej prawa do oceny mojego postepowania - to ona brutalnie wdziera sie
                        w moje zycie nieproszona i powinna choc na tyle miec przyzwoitosci w sobie, aby
                        wiedziec, ze postepuje niegodnie. Jesli tego nie rozumie to "nie dorasta mi do
                        piet".
                        • Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 07:56
                          Tak właśnie to jest. Bardzo trafnie to ujęłaś. Może jednak coś
                          do "przyjaciółeczki" trafi. A Tobie życzę, żeby się udało.
                          Kiedy uczucie istnieje, to nawet zdradę można wybaczyć i
                          zbudować życie, w tym zaufanie, na nowo. Zapomnieć się nie da,
                          ale można traktować to jako incydent, jeszcze jedno
                          doświadczenie - okrutne i bolesne, ale stanowiące to
                          przysłowiowe dno, od którego można się odbić i stworzyć nową
                          wartość. Pozdrawiam serdecznie.
                          • Gość: M** Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.03, 15:25
                            Trzymaj się, Agato1972. Dasz radę, skoro podjęłaś taką decyzję. Łatwo nie jest
                            i nie będzie. Jeśli mąż zechce również utrzymać Wasz związek, będzie musiał
                            bardzo się postarać, żeby Cię o tym przekonać. Nieprędko zaczniesz wierzyć. Na
                            początek daj sobie czas, aby przetrwać ból i uczucie upokorzenia. To wszystko
                            tak podobnie się dzieje u nas wszystkich, że aż jest banalne. Jednego tylko
                            życzę "przyjaciółeczkom". Podobnych przeżyć w ich związkach i żeby one już
                            nigdy potem nie przestały płakać....
                        • Gość: lk Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: 195.20.110.* 06.12.03, 13:53
                          Ja też z jednej strony staram się zrozumiec dziewczynę, z która zdradził mnie
                          mój mąz. Wiem, że też cierpi, tęskni. Wiem,że wina lezy jednak zdecydowanie po
                          stronie mojego meza, to On pozwolił sobie na rozwój tego romansu a jej na
                          uwierzenie w ten związek. Ale w momencie gdy mąz wybiera powrót do domu, do
                          wieloletniego szczęśliwego związku (tak!), każda kochanka powinna po angielsku
                          po prostu zniknąć, każdej ze stron wtedy będzie łatwiej odbudowac swoje życie.
                          I to jest własnie najtrudniejsze, ale podobno mozliwe. Bardzo w to wierzę,
                          wierze w naszą miłość. Wierzę, że ta fascynacja inna kobietą pojawiła się z
                          innych powodów niz brak szczęścia i udanego związku. Chodzimy z męzem na
                          terapie do psychologa, próbujemy zrozumiec co się tak na prawdę wydarzyło, co z
                          naszą miłoscia sie stało. Minęło raptem pół roku od momentu, gdy mój maż
                          opowiedział mi o wszystkim. To był straszny czas, trudny ale szczery i
                          prawdziwy, były momenty zwątpienia, wściekłości, żalu- ale tez momenty piekne,
                          które pozwoliły nam zobaczyć siebie prawdziwych, porozmawiać o tym co dla nas
                          ważne w życiu, o nas, o naszych dzieciach. I wierzymy mocno że nam sie uda.
                          Choc cierpimy bardzo, ja ze swoim zranionym serce i zdruzgotanym zaufaniem, mój
                          mąż ze swoim zwatpieniem w miłość "świetą" i jedyną i ze swoja tęsknotą za
                          nieodwracalnym i za koniecznościa wyboru jednego z tych uczuć.
                          • anya1 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 09.06.04, 11:15
                            To ja zdradziłam. Z większością cytowanych banalnych atrybutów zrady. Mój mąż
                            dowiedział się od żony mojego kochanka. Pięć lat mojego szamotania się,
                            egoizmu, głupoty zrozumiała w jednej chwili. Kiedy zobaczyłam ciężar całej
                            mojej przeszłości na twarzy mojego męża. To ja próbuję walczyć o nasze
                            małżeństwo i wiem, że tylko miłość może uratować, miłość we mnie a nie miłość
                            od niego. Ja muszę dawać jak najwiecej i mam nadzieję, że pozwoli mu to
                            odbudować zaufanie i miłość. Czuję jakbym przez te lata nie wiedziała co to
                            miłość. To dawanie, oddawanie siebie. Wszystkie bzdury o tym, że musimy myśleć
                            o sobie, nie poświęcać się można wyrzucić do kosza. Robią z nas tylko
                            nieszczęśliwych ludzi goniących za tym czego im jeszcze brakuje. A to jest
                            proste. Miłość. Taki wybór. Modlę się tylko, żeby nie było za późno.
          • Gość: m** Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.03, 15:46
            > dzięki baśka :-)) chciałam jeszcze coś dodać do swojej wypowiedzi....
            niestety
            > nie moja to wina, że żona kolegi nie rozumie podstawowej rzeczy czyli, że
            nie
            > poświęca swojemu mężowi wystarczająco dużo czasu, aby czuł z nią więź i czuł
            > się jej potrzebny.....
            I wiesz to od niego??? Oj, naiwnaś Ty, "przyjaciółko", naiwna.... A zapytaj
            go, ile czasu on poświęca na rozmowę z żoną... Na próby rozmowy... o czym
            chciałby porozmawiać... Czy pomaga w domu, aby odetchnęła i żeby razem mogli
            usiąść i pogadać.... Czy zaprasza ją na kawę, kolację, czy choćby hamburgera.
            Ty naprawdę jesteś egoistką. I napawasz się tym, że facet do Ciebie leci...
            Fantazjom zaś swoim Twój "przyajciel" dał wyraz w komunikatorze...
            Więc jeśli WY - moi oponenci - opuścilibyście przyjaciela w
            > takim momencie (chodzi o wsparcie i rozmowę, a nie przytulanki i sex) to
            > współczuję Waszym przyjaciołom,jeśli ich macie ....
            NIe opuściliśmy, ale żona przyjaciela odczuwała dyskomfort z powodu więzi
            rodzinnych, jakie zachodziły pomiędzy mną i największą miłością
            mojego "przyjaciela" (był to przyjaciel z dzieciństwa, a nie z biura. Ona źle
            znosiła nasze kontakty, a mieli prawo sami zdecydować o swoim zyciu. PO pewnej
            przerwie (zastosowałam się do jej życzenia) widujemy się i ona ma 200%
            pewności, że ani ja, ani moja krewna (jej poprzedniczka) nie stanowimy
            zagrożenia dla jej rodziny. Zatem, to jest wykonalne, ale trzeba spojrzec
            dalej niż czubek własnego egocentrycznego nosa arogantki!
            PS Jeśli im się nie układa, niech się rozwiodą, ale faceci to tchórze...
            lepiej mieć wikt, opierunek, niańkę do dzieci, być dobrym weekendowym
            tatuśkiem, a na boczku "przyjaciółkę" do pogadania... a potem inną... do czego
            innego.... Fu... Tchórzostwo i arogancja!
      • Gość: ada Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.23.* 16.09.03, 09:47
        Gość portalu: g69 napisał(a):

        > Przeczytałam te wypowiedzi zdradzanych i opowiem coś innego……
        > coś z innej strony.
        > Minął już ponad rok od tych zdarzeń, ale wciąż o nich pamiętam.
        > Mam w pracy kolegę-mogę nawet powiedzieć, że to mój przyjaciel-

        > znamy się osobiście, pracujemy w tej samej firmie, ale w
        różnych
        > miastach. Spotykamy się kilkanaście razy w roku, natomiast
        > najczęściej nasze rozmowy prowadzimy używając komputera (maile
        +
        > komunikator). Kiedyś zaczęliśmy rozmowy na bardzo różne
        tematy,
        > zwykłe, codzienne, firmowe, domowe. Mogliśmy pogadać o
        > wszystkim, naprawdę o wszystkim. Doszliśmy również do tematów
        > bardziej osobistych. Naszych związków, przyjaźni, miłości,
        > seksu. On zaczął mówić o niemożności dogadania się z żoną w
        > wielu sprawach, a ja o moich nieudanych związkach. Wspomniał
        też
        > o tym, że nie wie czy wytrzyma w tym małżeństwie…. Doradzałam
        mu
        > zawsze rozmowę z żoną i wyjaśnienie wszystkiego. Była też
        między
        > nami rozmowa... hmm...powiedziałabym o podłożu erotycznym.
        Było
        > to coś jak pieszczoty tyle, że wirtualne i to on był stroną
        > aktywną. Ale nadal była to tylko rozmowa. Niedługo potem
        > dowiedziałam się od niego, że jego żona przeczytała to
        > wszystko.... I cóż w tej sytuacji robi żona??? Najpierw robi
        > zadymę w domu i pyta męża jak mógł rozmawiać w ten sposób z
        > kimkolwiek innym niż ona?? Następnie pisze do mnie, zwracając
        > się po imieniu, „bo dobrzy znajomi jej męża są też jej
        > znajomymi”. Pisze, że bardzo się cieszy, że bardzo dobrze
        > dogaduję się z jej mężem, ale ma do mnie prośbę: żebym
        > ograniczyła swoje kontakty z jej mężem do służbowych, a do
        > pieszczot zaangażowała kogoś innego – najlepiej kawalera. Mam
        > zapomnieć o jakimkolwiek dalszym ciągu tych rozmów. Dodała
        też,
        > że być może kiedyś wyjdę za mąż i też przeczytam jak mój mąż
        > dopieszcza swoją koleżankę, a to jak zapewniła nie jest
        > przyjemne…. Podpisała się inicjałami, co od razu zrodziło w
        > mojej głowie pytanie: czyżby kobiecie zabrakło odwagi żeby
        > podpisać się pod tym tekstem??? Jednak cały ten tekst był dla
        > mnie informacją, że ona chce ratować małżeństwo i zapobiec
        > ewentualnemu romansowi jej męża. Natomiast ja poczułam się w
        tej
        > sytuacji idiotycznie, bo przecież ani nie namawiałam
        specjalnie
        > przyjaciela do tych rozmów, nie wyciągałam z niego jakie ma
        > problemy-to naprawdę wyszło spontanicznie. Nigdy też nie
        doszło
        > między nami do żadnej sytuacji intymnej.
        > On miał do mnie wtedy tylko jedną prośbę: nie dyskutuj z nią,
        > spróbuję z nią porozmawiać-może przejrzy na oczy i dogadamy
        się.
        > Bo to co przeczytała otwarło jej oczy, więc może zrozumie o co
        > tu chodzi?? Stwierdziłam wtedy, że tak naprawdę to ona powinna
        > się zastanowić dlaczego jej mąż nie rozmawia z nią tak jak ze
        > mną?? Dlaczego z nią nie ma tak dobrego kontaktu jak ze mną,
        bo
        > to tutaj był podstawowy problem. Rozmawialiśmy z nim także o
        tym
        > jej tekście. I on też się zdziwił, że nie podpisała się pod
        nim.
        > W każdym razie odpisałam, że anonimy mnie nie interesują i
        żeby
        > się przedstawiła skoro pisze tak mocny tekst. W odpowiedzi
        > dostałam informację, że to co napisała miało przemówić do
        mojego
        > sumienia, dobrego wychowania i kobiecego szacunku dla samej
        > siebie i jeśli do zrozumienia tego jest mi potrzebne jej imię
        to
        > podaje mi je………
        > Tym razem mnie uraziła, naprawdę uraziła. Nie miałam w tej
        > sprawie NIC na sumieniu, wychowana jestem chyba lepiej niż
        ona,
        > bo nie czytam cudzej korespondencji, a co do szacunku dla
        samej
        > siebie to mam go na tyle dużo, że nigdy nie wdawałam się w
        > związki z żonatymi facetami. Zastanowiło mnie też jak można
        > pisać coś takiego do kogoś, co do kogo nie ma się pewności, że
        > zrobił coś złego?? W tej sytuacji dalsza wymiana zdań wydała
        mi
        > się zbędna. Stwierdziłam, że nie będę się tłumaczyć z czegoś,
        > czego nie zrobiłam.
        > Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Oczywiście rozmowy z
        > przyjacielem prowadzimy nadal. Nadal się spotykamy. I nadal do
        > niczego między nami nie doszło. Tyle, że jego żona nie wie o
        > tym. I w związku z tym wciąż, po upływie ponad roku, robi
        > awantury, oskarża go o romans i wymyśla, czego to jej mąż
        > zapewne ze mną nie robił…???? To po prostu jakiś horror. Ona
        > chyba nie zdaje sobie sprawy, że sama niszczy to małżeństwo.
        > Swoją podejrzliwością, zazdrością i …… zbyt bujną wyobraźnią.
        A
        > mój przyjaciel ?? Czasem mi o tym opowiada, choć robi to
        > niechętnie, bo widać, że strasznie go to męczy.
        > Dodam tylko jedno- ZDRADZANI (lub ci, którzy podejrzewacie
        > tylko, że BYĆ MOŻE jesteście zdradzani) zastanówcie się zanim
        > zaczniecie krzywdzić siebie, partnerów i ich przyjaciół,
        > znajomych, kolegów. To do niczego nie prowadzi, a działa
        > destukcyjnie na wszystkie zaangażowane w to osoby.

        Nie mogę uwierzyć że osoba, która to napisała nie widzi żadnej
        swojej winy w niszczeniu związku swojego kolegi z pracy. W pracy
        powinny toczyć się między wami tylko rozmowy służbowe. Gdyby nie
        twoja ingerencja, ten związek trwał by nadal bez burz. Dlaczego
        pozwalasz sobie na prawo rozmów intymnych z partnerem innej.
        Zastanów się czy byłabyś zachwycona dowiadując się o podonych
        rozmowach twojego partnera. Zacznij myśleć głową...
      • Gość: Ela Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.myslowice.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 11:11
        To, co napisałaś jest mi skądinąd dość znajome, gdyż przeżyłam właśnie niemal
        identyczną historię. Z tą różnicą, że to ja byłam obsadzona w roli
        zdradzonej/nie zdradzonej(?) żony. Różnica polegała też na tym, że nie
        widziałam większego sensu, żeby wypisywać maile do obcej, bezczelnej baby,
        która od przyjaźni biurowo-internetowej przeszła już do etapu, kiedy nacisnęła
        mojego ślubnego, żeby podjął jakieś życiowe decyzje (czyli chyba odszedł od
        żony i żył z nią). Różnica polega też chyba na tym, że mojemu mężowi chyba
        bardziej zależy na naszym związku, niż Twojemu przyjacielowi, bo ostatnio ta
        znajomość zaczęła go już męczyć (to, ze ona zaczęła naciskać i ta niby-
        przyjaźń damsko-męska, jak ją określała okazała się banalnym romansidłem)i ja
        dowiedziałam się o tym, kiedy praktycznie było już po wszystkim.
        To nie jest tak, ze żona jest sobie winna, bo nie ma dostatecznie silnego
        kontaktu z mężem, prawda jest taka, ze nowość jest zawsze atrakcyjniejsza od
        tego, co się zna. Nie bądź zatem taka pewna, że jesteś lepsza od jego żony. A
        swoją drogą facet tez jest niezłym draniem, skoro cały czas żyje w takim
        zakłamaniu, skoro jego żona jest taka zła, to dlaczego tego jej uczciwie nie
        powie, a może jest mu wygodnie mieć ciepłe gniazdko w domu, a w pracy
        poflirtować internetowo z koleżanką, żeby podnieść swoje meskie ego. Ty
        piszesz, że specjalnie nie zabiegasz o tę znajomość, ale przyznasz, że chyba
        nie z każdym kolegą z pracy uskuteczniasz rozmowy "o erotycznym podłożu", to
        wymaga jednak pewnego stopnia zażyłości między ludźmi, a tę zażyłość
        zbudowałaś wspólnie z kolegą z pracy (w przeciwnym wypadku byłoby to po prostu
        molestowanie). Tak więc droga "g69" trochę uczciwości proszę...
      • Gość: Emilka B. Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 10:09
        Mnie dziwi taka rzecz: dlaczego, zamiast zrozumiec
        tę kobietę (w koncu nie napisala nic obraźliwego za pierwszym razem), czepialaś
        się, że podpisala się inicjałami. Wiedziałaś, od kogo ten list, więc co to za
        cyrki z tymi inicjałami. Bardzo niewrazliwe. A oprocz tego, faktycznie jestes
        egocentryczna, bo najwyraźniej cenisz swoja przyjaźń znacznie wyźej niz czyjes
        małżeństwo. On, gdyby był porządnym człowiekiem, już dawno powinien rozluźnić
        wasze kontakty, choćby dlatego, że ranią one jego żone. A Ty powinnaś mu dopomóc
        w podjęciu tej decyzji (o rozlużnieniu kontaktu). Nie robiąc tego, oboje
        jesteście nie w porządku, i wmawianie sobie że "nic nie było, więc nic złego nie
        zrobiłam" to jakaś dziecinada.
        • Gość: Olga Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 11:51
          Czytam te listy o zdradach i zadaje sobie pytanie,czy kazda ze zdradzonych zon
          decydujac sie na malzenstwo, na podpisanie papierka, zadala sobie pytanie, czy
          tak bedzie pieknie przez cale zycie,czy zostawila sobie 20 % na to ze kiedys
          cos zlego miedzy wami moze sie wydarzyc,ze za meza birze sobie czlowieka
          ktorego tak naprawde nie poznala do konca, ze przysiega malzenska to sa tylko
          slowa i ze ludzie z biegiem lat sie zmieniaja.
          Zdrada jest i bedzie i nie ma co sie nad nia rozwiodzic,jedne zony o tym wiedza
          inne zyja wiele lat w nieswiadomosci ze sa zdradzane.Ale mezczyzna ktory kocha
          swoja zone, szanuje ja nigdy nie zdradzi.
          Nie mozna tu winic kobiet (kochanek)bo to nie one zabiegaja o wzgledy i na sile
          nie wypychaja sie do lozka, tylko mezczyzni robia wszystko zeby zdobyc
          kobiete,zachowanie samca.
          Napewno nie jedna zona chcialaby aby jej maz byl dla niej taki jaki jest dla
          kochanki, wiec albo trzeba sie postarac zeby meza zatrzymac przy sobie albo
          nalezy zazdroscic jaki wspanialy jest dla kochanki.Kiedys padlo stwierdzenia ze
          kochanka nie dorasta zonie do piet,jest gorsza od zony, chyba ktos sie pomylil
          kiedy to pisal,zawsze kochanka jest w czyms lepsza od zony,inaczej jakby
          wszystkie zony byly idealne to po co facet bralby sobie kochanke?
          Zdradzone zony maja urazona swoja kobieca dume,ale musza sie dobrze nad soba
          zastanowic gdzie i kiedy popelnily błąd, ze ich wlasny maz poszedl sobie do
          innej, moze powinny cos zmienic w sobie, radze sie dobrze nad tym zastanowic.
          Przeszlam przez zdrade mojego meza i to ona kochanka otworzyla mi oczy na swiat
          i na to jaka jestem (niestety ona byla lepsza odemnie),nie walczylam o swojego
          meza jak lwica, zachowalam stoicki spokuj i zaczelam zmieniac siebie.Minelo juz
          wiele lat, ja jestem inna kobieta.Nasze malzenstwo sobie trwa ale juz na innym
          ukladzie tworzymy fajny kumplowski duet,uczucia dawno minely,a najwiekszym
          sukcesem jest to ze maz szanuje mnie za to ze cala ta sytuacja ze zdrada
          przeszla spokojnie bez krzyku bez awantur z pelnym zrozumieniem z mojej
          strony.Napewno ktos zada pytanie dlaczego tak postapilam? poprostu staralam sie
          zrozumiec dlaczego to robi, co sie dzieje w jego sercu w jego duszy,szukalam
          przyczyny,staralam sie postawic w jego sytuacji, probowalam zrozumiec ta
          kobiete (chyba na jej miejscu nie oparlabym sie takiemu facetowi jak moj maz)i
          chyba najwazniejsza rzecz, robilam to wszystko sama,nie chcialam sluchac rad
          dobrych przyjaciolek czy kolezanek,bo to byl wtedy tylko moj problem.Dumna
          jestem z tego ze potrafilam sie tak zachowac, ze nikt nie ucierpial z calej
          trojki.
          Dlatego nie stoje po stronie zdradzonych zon ani kochanek,takie jest zycie,
          wszystkie sa wspanialymi kobietami.Pozdrawiam
          • pestka03 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 14:33
            Moim zdaniem kochanki często nie są w niczym lepsze od żon(może w Twoim
            przypadku było akurat inaczej),są tylko inne,NOWE.A co powiesz jeśli facet
            zdradza kochankę z inną kochanką,albo nawet kilkoma innymi.Jak to wytłumaczysz?
            Wszystkim kolejnym czegoś brakuje.... i powinny szukać winy w sobie???Przecież
            to chore?A może raczej z takim samcem coś jest nie tak???
              • megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 19:01
                Zdrada kobiet kojarzy mi się z konkretnymi brakami w związku(albo uczuć,
                zainteresowania z drugiej strony, albo normalności), zdrada mężczyzn jawi mi
                sie inaczej. To mężczyźni kreują sie na poligamistów. Dla nich uczucie i seks
                to dwie różne sprawy, mogą się łączyć lub występować niezależnie z innymi
                partnerkami. Może to jest prawdą, a może sprytnym męskim wytłumaczeniem na
                różne okoliczności. Gotowośc mężczyzn do uprawiania seksu nie wymaga
                zaangażowania kory mózgowej, wystarczą bodźce wzrokowo-dotykowe(dla niektórych
                prosta zasada:wszystko co sie rusza i nie ucieka na drzewo). Myślę, że jest też
                inna grupa mężczyzn, też chętnie by tak postępowali, ale jakieś geny, czy
                zasady, czy nie-wiadomo-co wyhamowywuje te atawistyczne zachowania. Oni
                zdradzają rzadziej lub wcale.
                Czy jest wiele kobiet, które poszłyby do łóżka niezaangażowane uczuciowo?
                A mężczyźni nie raz kochają sie w żonie(i nie chcą od niej odejść) a sypiają z
                inną.

              • Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.wmc.com.pl 17.09.03, 19:22
                Smutne, ale takie jest życie.Felieton p. Wrzosińskiej jest
                prawdziwy aż do bólu. Jeżeli chcesz walczyć o związek po
                zdradzie, zejdź parę poziomów w dół i zapomnij o godności. Czy
                naprawde warto? No, chyba że chce się mieć w domu spółkę cywilną
                z o.o. Nie wierzę w to, że po zdradzie małżonkowie odnajdą się
                na wyższym poziomie. Szkoda życia. Moja personalna opinia jest
                taka, że w pewnym momencie z jednej bądź obu stron wypala się
                miłość. Zdrada jest tego sygnałem.Pozostaje przywiązanie, a ono
                rodzi ból. Posty, które tu przeczytałam, potwierdzają to.
                Akceptacja tego prawa niesie spokój.
                • megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 19:46
                  W postach jest za mało wypowiedzi zdradzających, co czują, dlaczego nie
                  potrafią najpierw powiedzieć rozstanie, potem nowa miłość, co czują gdy wrócą
                  na łono rodziny. I niekoniecznie chodzi o jednorazówki, tacy są czymś skażeni i
                  podlegają innym zasadom.(np. nie rokują nadziei, że to się nie powtórzy).
                  Dlaczego jak coś sie nie układa po naszej myśli, to najpiew skłonni jesteśmy
                  się fałszywie pocieszać(oszukiwać), zamiast szukać rozwiązań problemów.
                  Dlaczego coraz częściej forumowicze piszą o potrzebie akceptacji możliwości
                  zdrady, wręcz uznaniu jej za składnik związku. TO PATOLOGIA.
                  • Gość: cox2 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 21:35
                    do megxx

                    Nie wiem jak tlumacza zdrade inni, ja otrzymalam wyjasnienie, ze to jest rzecz
                    bez znaczenia, nie majaca wplywu na nasz zwiazek, ze tak dlugo jak miedzy nami
                    wszystko uklada sie dobrze to nie ma mowy o zdradzie. Najwazniejsze sa relacje
                    miedzy nami a tamto to taka inna bajka. Jest to bardzo wygodne tlumaczenie
                    nie majace pokrycia w rzeczywistosci, bo stosunek meza do mnie ulegl bardzo
                    wyraznej zmianie widocznej dla wszystkich, lecz nie dla niego. On uwazal, ze
                    wszystko jest o.k., podczas gdy oddalil sie ode mnie, od dzieci i rodziny i
                    nawet tego nie zauwazyl. Dla mnie zdrada "fizyczna" nie ma takiego ciezaru
                    jak zdrada psychiczna, przez ktora rozumie wiez emocjonalna z inna kobieta,a
                    tak wlasnie bylo w moim przypadku. Maz byl ze mna i dziecmi, a tak jakby go
                    nie bylo. Nie wolno tez zapominac, iz zdrada pociaga za soba klamstwa,
                    oszustwa, rozne podlosci o ktorych tak jak o zdradzie, tak trudno zapomniec.
                    Bo po takim koszmarze trudno spodziewac sie, ze przekrecimy kluczyk,
                    przeprosimy, wyznamy milosc i obiecamy poprawe, a wszystko wroci do normy.
                    • lafemme5 Re: polecam 18.09.03, 04:26
                      wizyte na www.dearpeggy.com - dla znajacych jezyk angielski. Ta strona jest pod
                      opieka psycholog, ktora tym tematem zajmuje sie od przeszlo 20 lat, a temat
                      zna i od strony badan naukowych i z autopsji. Mozna sie tam dowiedziec o
                      przyczynach zdrad, i ich emocjonalnie dewastujacego impaktu.
                      Pozdrawiam serdecznie, znajaca temat z autopsji.
                    • megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 18.09.03, 17:45
                      Gość portalu: cox2 napisał(a):


                      >
                      > Nie wiem jak tlumacza zdrade inni, ja otrzymalam wyjasnienie, ze to jest rzecz
                      > bez znaczenia, nie majaca wplywu na nasz zwiazek, ze tak dlugo jak miedzy nami
                      > wszystko uklada sie dobrze to nie ma mowy o zdradzie. Najwazniejsze sa relacje
                      > miedzy nami a tamto to taka inna bajka.

                      Może nie miałoby wpływu, gdyby nie kradzież czasu i myśli, które mogłyby być
                      poświęcone Wam. Ja zapytałabym co wybiera, czy nas, czy siebie. Drugiej szansy
                      nie dałabym nigdy.

                      On uwazal, ze
                      > wszystko jest o.k., podczas gdy oddalil sie ode mnie, od dzieci i rodziny i
                      > nawet tego nie zauwazyl. Dla mnie zdrada "fizyczna" nie ma takiego ciezaru
                      > jak zdrada psychiczna, przez ktora rozumie wiez emocjonalna z inna kobieta,a
                      > tak wlasnie bylo w moim przypadku.

                      Co do więzi emocjonalnej u mężczyzn-czasem mam wątpliwości, czy oni w
                      ogóle mają emocje.

                      > Bo po takim koszmarze trudno spodziewac sie, ze przekrecimy kluczyk,
                      > przeprosimy, wyznamy milosc i obiecamy poprawe, a wszystko wroci do normy.

                      Po czymś takim nie możemy być tacy sami, a i związek jest już inny. Wszystko
                      zależy na co partnerzy się zdecydują, jak zaczną zaleczać rany. Blizny i tak
                      zostaną.
                      Ale mam nadzieję, że nie należysz do tych co proponują zdradę wpisać w
                      charakterystykę małżeństwa.
                • Gość: Ela Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.myslowice.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 08:32
                  Gość portalu: Bambi napisał(a):

                  > Smutne, ale takie jest życie.Felieton p. Wrzosińskiej jest
                  > prawdziwy aż do bólu. Jeżeli chcesz walczyć o związek po
                  > zdradzie, zejdź parę poziomów w dół i zapomnij o godności. Czy
                  > naprawde warto? No, chyba że chce się mieć w domu spółkę cywilną
                  > z o.o. Nie wierzę w to, że po zdradzie małżonkowie odnajdą się
                  > na wyższym poziomie. Szkoda życia. Moja personalna opinia jest
                  > taka, że w pewnym momencie z jednej bądź obu stron wypala się
                  > miłość. Zdrada jest tego sygnałem.Pozostaje przywiązanie, a ono
                  > rodzi ból. Posty, które tu przeczytałam, potwierdzają to.
                  > Akceptacja tego prawa niesie spokój.

                  Myślę jednak, ze to nie jest takie proste. To nie jest tak, ze wypala się
                  miłość - ona po prostu nie zawsze jest taka sama, podlega zmianom w czasie.
                  Zwiazek zawsze warto ratować wtedy, jeśli partnerom na nim zależy, bo jeśli
                  nie, to rzeczywiście nic nie można już zrobić. Inną sprawą są oczywiście
                  skutki zdrady - szczególnie dla zdradzonego, bo to on musi się z tym uporać
                  emocjonalnie. Związek traci swoją "niewinność" i czy nam się to podoba, czy
                  nie jest już inny, choć niekoniecznie gorszy. Czasem zdrada hartuje związek w
                  ten sposób, że - jak z każdego błędu życiowego - możemy z niej wynieść jakieś
                  nauki na przyszłość. Podstawowa nauka jest taka, że na miłość trzeba cały czas
                  chuchać i ją pielęgnować, poza tym być czujnym, ale nie mam tu na myśli
                  inwigilacji partnera, ale raczej zważanie na to, by zbyt nie oddalić się od
                  siebie emocjonalnie. Sama jestem dowodem na to, ze pomimo zdrady miłość może
                  trwać.
                  • Gość: heera Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 09:58
                    Zgadzam się z Tobą.Każdy związek zmienia się wczasie.Zauroczenie, miłość
                    powinny przeobrazić się w przyjazń.Jeżeli przyjazń jest prawdziwa przetrwa
                    najtrudniejsze chwile.Jeżeli partnera traktujemy jak swoją najbliższą
                    rodzińę,znajdziemy w sobie dość siły na wybaczenie,zrozumienie.Moim zdaniem im
                    dłużej trwa związek tym trudniejsze są decyzje.
                    • aquarius72 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 18.09.03, 10:05
                      Mój mąż, kiedy przyparłam go do muru i powiedziałam, że skoro mu ze mną tak
                      źle, to niech odejdzie do niej załamał się i powiedział, że "nie może żyć beze
                      mnie, tak jak nie można żyć bez powietrza", więc nie jest tak, że zdradza się,
                      bo miłość się skończyła, powody są różne. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, możemy
                      popełniać błędy. Ważne jest tylko, żebyśmy chcieli je naprawiać.
                • Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.wmc.com.pl 18.09.03, 22:51
                  Przyjaźń to bardzo cenna rzecz, ale przyjaciół można mieć
                  wielu.Przyjaźń nie równa się miłość, choć w miłości przyjaźń
                  odnajdziemy. Miłość wyklucza zdradę, moim zdaniem. A jeżeli
                  zdradzający deklaruje "Nie mogę bez Ciebie żyć tak jak nie mogę
                  żyć bez powietrza...", świadczy to po prostu o jego słabości. I
                  przywiazaniu, przyjaźni też. Oraz o tym, że nie kocha tamtej
                  trzeciej. I jeszcze jedno - przyjaźń nie jest doskonalszym
                  stopniem miłości. Nie oszukujmy się.
          • an70 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 10.01.04, 13:04
            Przeczytalam ten list z duza uwaga i podziwem dla autorki za jej opanowanie i
            madre slowa. Jest to jedna z niewielu wypowiedzi, ktora nie sprowadza sie
            wylacznie do potepienia tej drugiej i obrzucania najgorszymi wyzwiskami, a
            nawet jak ktos tu napisal "te drugie kwalifikuja sie tylko do gazu", no a
            przede wszystkim ze "nie sa kobietami" i za to, ze co niektorzy panowie
            zapomnieli o tym, ze maja u boku wspaniale zony, dzieci... powinny cierpiec
            niewyobrazalne meki. No wiec z calym szacunkiem dla wszystkich żon, to nie
            jest zawsze tak, ze ta druga (ta wywloka jak sadzicie - lagodnie mowiac) z
            premedytacja czyha na waszego meza, aby na bezczelnego wepchac sie do jego
            lozka, zabrac czas, mysli, uczucia, ktore to wam sie naleza. Ja sama jeszcze
            nie tak dawno temu nie potrafilam znalezc usprawiedliwienia dla takich
            sytuacji, kobiet, ktore staja sie przyczyna cierpienia zony takiego
            nieodpowiedzialnego hipokryty.Ale do czasu. Kiedy sama nie stalam sie ta...
            przez ktora cierpi inna kobieta, ktora na to nie zasluguje.Nie wiem kiedy i
            jak to sie stalo, ze przyjazn zamienila sie w uczucie, ale z pewnoscia nie
            chcialam tego i rowniez bardzo cierpie z tego powodu.Ja bynajmniej nie
            planowalam z zimna krwia wejsc w czyjes zycie malzenskie (wiem, ze to brzmi
            jak glupie usprawidliwianie sie)ale czlowiek, ktory jest mezem innej kobiety
            postanowil wejsc w moje zycie za wszelka cene, dazyl do celu bardzo
            dlugo,pierwszy mowil o uczuciach i podobno to bylo gleboko przemyslane, razem
            plakalismy itd, ale to niewazne. Tak przyznaje sie do tego, ze bardzo go
            kocham, jak nigdy dotad, ale wiem, ze to uczucie zakazane i niemozliwe.
            Dlatego prosze go, zeby zniknal, zapomnial o mnie na zawsze, nie szukal
            zadnego kontaktu przez wzgledu na zone, na to co przezyli razem, wiem, ze nie
            powinnam istniec w jego zyciu.Ale on wraca jak bumerang i nic do niego nie
            dociera, ze dla nas nie ma i nigdy nie bedzie zadnej szansy a jemu nie wolno
            jest mnie kochac. Wiem, ze jego zona tez cierpi, ale ja niestety jestem,
            istnieje, nie zapadne sie pod ziemie, aby jej bylo lzej, nie zmienie tego, ze
            jej maz mowi jej o tym jak bardzo mnie kocha, ze siedzi zamyslony, ze nie chce
            z nia rozmawiac. Olga, bardzo trafnie napisala, ze "decydujac sie na
            malzenstwo, na podpisanie papierka, zadala sobie pytanie, czy > tak bedzie
            pieknie przez cale zycie,czy zostawila sobie 20 % na to ze kiedys > cos zlego
            miedzy wami moze sie wydarzyc,ze za meza birze sobie czlowieka > ktorego tak
            naprawde nie poznala do konca, ze przysiega malzenska to sa tylko > slowa i ze
            ludzie z biegiem lat sie zmieniaja". Nigdy nie ma gwarancji, ze te uczucia,
            ktore byly na poczatku, z chwila podpisania umowy na 'milosc i wiernosc
            malzenska" przetrwaja do konca, chociaz wiele par ma to szczescie, ze pomimo
            burz udaje sie razem wytrwac na zawsze.Prawda jest, ze mezczyzna, ktory bardzo
            kocha i szanuje swoja zona nigdy nie doprowadzi do takiej sytuacji.Ale
            niestety zycie bywa czasami bardzo okrutne, potrafi zeslac na dwoje ludzi
            uczucie tak glebokie (nie chcodzi tu o seks), ze niestety rozsadek nie potrafi
            juz nad tym zapanowac.Wiec zycie calej naszej trojki zamienilo sie w
            pieklo.Niepotrzebne cierpienie, wylane łzy. Bo zadna zona, ani zadna ta druga
            nie zasluguje na to.Pewnie przeczytam tu steki wyzwisk pod swoim adresem, ale
            drogie panie... nie czuje sie, ani nie jestem "szmata", Nigdy nie wiemy, co
            nas w zyciu spotka, nawet uczucie do zonatego faceta,tego sie nie planuje, nie
            dazy za wszelka cene, tak sie czasami w zyciu namiesza, ze spotyka sie dwoje
            ludzi, ktorzy nigdy nie powinni sie spotkac.To jest dramat dla wszystkich.A
            sprawcy tego calego zamieszania? roznie bywa, jedni to robia naprawde z wielka
            premedytacja, inni nie potrafia sie opanowac... a jeszcze inni naprawde
            zakochuja sie, nikt z nas nie ma wylacznosci na milosc,ale oni tak samo
            ponosza odpowiedzialnosc za bol, upokorzenie, lzy kobiety bedacej po tej czy
            tez po drugiej stronie. To banalne, ale jestesmy tylko ludzmi,i te drugie nie
            sa wylacznie (... i tu powinno byc zestawienie wszelkich obelg)to sa rowniez
            kobiety,ktore takze cierpia i maja prawo rowniez czuc sie skrzywdzone. Moze
            tym paniom, ktore tak "zyczliwie" zycza tym "potworom, nie-kobietom") takich
            straszliwych cierpien, aby zaznaly tej 'pseudo" slodyczy jakiej sie zaznaje
            bedac ta druga. Zdarza sie, ze sa kobiety, ktore pakuja sie w uklad z takim
            panem nie zastanwiajac sie nad konsekwencjami,dla zabawy itp, ale sa tez
            takie, ktore niestety naprawde zakochuja sie i to czasami nawet z
            wzajemnoscia. Na zakonczenie wypada zyczyc tylko, aby jednych i drugich bylo
            jak najmniej, lecz to nieuniknione.
            • Gość: kalina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 14:45
              Czytam rózne opinie, czasami myślę to o mnie pisze Pani, która rozumie mojego
              męża. Ba, była uprzejma i zadzwoniła do mnie mówiąc mi, zebym jej nie
              przeszkadzała w pracy. Nie wie jak bardzo bolą mnie jej przyjazne rozmowy z
              moim mężem. Spotykają się kilka razy w roku, przy okazji służbowych
              spotkań.Kiedy byłam w szpitalu moj mąż zadzwonił do niej żaląc sie jej na
              kolejne kłopoty żoną, zapomniał tylko o naszej córce, która musiała wysłuchac
              tych zwierzeń. To oczywiście jest tylko przyjażń, tylko przyjażn. Pani jest
              taka wyrozumiała, Pani jest taka wspołczująca,mój maż dzwoni do Pani w wieczór
              wigilijny, w Sylwestra, tak się martwi, żebym Pani nie skrzywdziła. Pani go tak
              rozumie, taki miły Pan, o wszystkim można z nim porozmawiać,przychodzi do domu
              podpity, bluzga wyzwiskami, poniewiera, poniża, miota się, nienawidzi, nie
              bierze odpowiedzialnosci za własne zachowanie. Jutro przyjdzie do biura wyśle
              Pani miłego maila, porozmawia, ale czy opowie to co powiedzial żonie, że jest
              zerem ,ze On i Pani pracuje na takie jak Ona. Te urocze służbowe spotkania, po
              których przyjeżdza z komentarzem, że życie może być piękne. Panie siedzą przy
              ognisku, Panie tak dobrze rozumieja potrzeby Tego miłego Pana. Pójdzie Pani z
              nim do sklepu, wybierze ładną bluzkę dla ich córki, żona to wie, nie wybierał
              jej sam, bo nie ma gustu, ale Pani ma gust,to Pani przyznaje, Pani jest tylko
              dobrą koleżanka, Pani nie widzi miny naszej corki, Ona sie tak cieszy z tej
              bluzki, ale Ona czuje sie winna, Mama jest taka smutna, niby wszystko jest w
              porządku, mama też chwali bluzkę, tylko dlaczego nie wybrała Pani jakiegoś
              drobiazgu dla Niej?. Pani jest tylko przyjaciółką, Wie Pani o ich kłótniach, to
              Pani wie o Jego uczuciach, o tym jak się czuje. Przyjażń jest czysta i
              szlachetna w intencji. Po powrocie do domu może ignorować żonę, bo przecież
              wszystko,co ważne zostało już powiedziane, wcześniej, w godzinach pracy, teraz
              przyjdzie, zje obiad, pobawi sie pilotem ,jego prawdziwe życie emocjonalne
              zawieszone. Jest w domu ,biedny i nieszczęsliwy, jego spełnienie emocjonalne to
              Pani.Żona ma depresję?, opowie o tym Pani barwnie, nie zauważy nawet Pani
              cierpienia, samotnosci tej kobiety, zobaczy Pani tylko Jego samotnośc i jego
              cierpienie. Gratuluję.
            • Gość: Abigail 7 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.astro.net.pl 10.03.04, 12:50
              Poprzeni post mnie załamał. Co za naiwność i konsekwencja w
              samousprawiedliwianiu się. Najczęściej małzeństwo też bywa poprzedzone długim
              okresem przyjażni . Czy to gorsza przyjażń od tej jaką Pani zaproponowała?Po
              co ' zagęszczać znajomość z żonatym mężczyzną? Czy skutki są trudne do
              przewidzenia/ Czy jeśli czyś samochód podoba się Pani , jest wygodny i nic nie
              kosztuje , to może go pani zaanektować ? Czy nie przypadkiem przykazania nie
              kradnij i nie cudzołóż są przez tzw przyjaciółki są kompletnie ignorowane.Ten
              pan , którego pani koch znudzi się panią tak jak żoną i znajdzie kolejną .....
          • Gość: olina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 09:45
            Podobnie jak olga przeszłam przez zdradę męża, wiedziałam,że wina leży po obu
            naszych stronach. Mimo urażonej ambicji, przyjęłąm męża z powrotem, ale
            podjęłąm decyzję ,że to możliwe pod kilkoma warunkami. Po pierwsze muszę mu
            wybaczyć , po drugie nigdy mu nie będę tego wypominać , po trzecie tak jak
            żyliśmy nie możemy dalej żyć.Myślę, że zawsze będę pamiętać co się stało.
            Paradoks , ten romans nam pomógł, wydorośleliśmy. Ja postanowiłam coś z sobą
            zrobić, uznałam, że musiał mieć powód jeżeli poszukał innej. To była i jest
            ciężka praca , ale warto było.To była wariacka szansa i wykorzystałam
            ją.Zmieniłam stosunek do męża , spojrzałam na niego nie jak na moją własnośc.
            Pozdrawiam
      • Gość: R Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 81.210.81.* 07.01.04, 14:24
        Glupia jestes.
        Egoistyczna i naiwna.
        Odpowiedzialna i dorosla osoba nie pozwolilaby, zeby cos takiego sie zaczelo.
        Moze i on byl strona aktywna bardziej, ale brak reakcji tez jest reakcja. To ze
        mu na to pozwalalas swiadczy o Tobie, a nie o nim. On zrobil bardzo zle. Jego
        zona probowala zastosowac lek na skutki, a nie przyczyny.
        A Ty? Udajesz i wmawiasz samej sobie, ze jestes ofiara jego kombinacji. A sama
        pozwolilas na to ze tamten zwiazek jeszcze sie pogorszyl. Po prostu dolozylas
        do tego swoich dzialan.
        Ze ze to nie Twoje malzenstwo, nie oznacza ze nie bierzesz za to co sie stalo
        zadnej odpowiedzialnosci. Glupia jestes i niedorosla.
    • Gość: mama Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 22:18
      To wcale nie musi byc tak, ze nie wie sie o niczym.Moj maz
      uwazal, ze musi byc uczciwy wzgledem mnie .Jak? Otoz nie
      oszczedzil mi niczego, zadnej wiadomosci, wiedzialam kiedy idzie
      do niej, kiedy nie wracal wiedzialam gdzie jest, teraz
      poinformowal mnie, ze ma syna...Nasze dzieci nie mialy nigdy
      taty kumpla, taty opiekuna.Zjawia sie i w niedziele jedzie z
      nimi na zakupy, zreszta coraz skromniejsze, bo przeciez trudno
      jest utrzymac 2 rodziny.To, ze sie ze mna jeszcze nie rozwiodl,
      to tak zwana presja srodowiska, no bo jak tu panie dziejku
      zostawic zone z 4 dzieci? Najmlodsza miala pol roku kiedy moj
      slubny poznal milosc swojego zycia.dowiedzialam sie , ze nigdy
      mnie nie kochal, ze jestem nudna , nie pracuje bo mi sie nie
      chce itd.Podbudowal mnie w sposob godny samca.Bylismy wtedy na
      za grnica, on w tak zwanym trudnym dla mezczyzn wieku.Walczylam
      poki sie dalo.Potem uznalam , ze juz nie ma o co.Wrocilam do
      kraju, zabralam dzieci, poszlam do pracy, wnioslam o
      alimenty.Zrezygnowalam z nich , gdy zgodzil sie placic mi takie,
      jakich zazadalam.Ale napisal tak obrzydliwy list o mnie, ze az
      go sobie skserowalam, zeby miec na pamiatke.Dowiedzialam sie, ze
      on cale zycie pracowal , zeby mi zapewnic zycie na poziomie,
      kupowal jwdzenie, a ja w sposob rozrzutny wydalam to co od niego
      dostalam,musial placic moje dlugi i takie tam brednie.Jeszcze
      jestem wsciekla , gdy sobie to przypominam.Dodam, ze nie
      pracowalam, bo ministerstwo w ktorym byl zatrudniony ma takie
      przepisy , ze zony
      nie moga pracowac na etacie.
      Najgorsze jest to , ze moj maz zaczal wierzyc w to wszystko, co
      o mnie napisal, lacznie z tym, ze zalozylam alarm, zeby nie mogl
      wejsc do domu.Zapomnial tylko, ze sa dokumenty, ze alarm
      zalozyli nasi ostatni lokarorzy, a on zaplacil za to.
      Moj dzis 14 letni syn zaczal sikac do lozka, bo tatus zabieral
      go na wycieczki z nowa miloscia i jej corka.Ba, po lekturze
      ksiazki Milosc we troje, moj slubny maz stwierdzil, ze on tez
      tak chce.Nie zgodzilam sie i uznalam , ze chyba mam wariata za
      meza.Dzis, po 2 latach od powrotu ,jego powrotu, moj nastapil 3
      lata temu, jest miedzy nami tragicznie.Jestesmy oddzielnie, choc
      w domu maz ma swoj pokoj i wscieka sie, gdy dzieci mu tam
      buszuja.Ja juz nie reaguje na to.Musze byc czyjna, bo ktoregos
      pieknego dnia dzielnicowy przyszedl uzyskac ode mnie opinie o
      repatriantce pod moim dachem.Dowiedzialam sie wiec , ze mam juz
      lokatorke.Zlozylam zastrzezenie, ze jako wspolwlasciciel bez
      mojej wiedzy nie wyrazam zgody na meldowanie kogokolwiek.Jest na
      tyle niewrazliwy, ze przyszedl, bym mu pomogla to zalatwic.
      Mamy 14 letniego syna, ktory strasznie potrzebuje ojca.Nawet
      najbardziej kochana mama nie jest ojcem.Pal licho uczucia do
      mnie, stalo sie odszedl, ale on odszedl od dzieci i to mnie
      najbardziej rani.
      Najstarsza corka ma 19 lat i nie odzywa sie do ojca.Wie o
      wszystkim, bo tatus jest zwolennikiem twardego howu.Dzieci nie
      nalezy oszczedzac, maja poczuc strach zycia .
      Najszczesliwsza jestem, gdy nie mam go caly tydzien w domu.I
      pomyslec , ze to byl taki mily , sympatyczny facet, poki nie
      zwariowal.Bo to nie jest chyba milosc to co go laczy z tamta
      kobieta, bo i ja zdradza, ale ponoc to ich tylko bardziej laczy.
      Jest wolny, wolny do bolu.Czasem nuci mi Myslowitz i nawet
      jesli bede sam nie zmienie sie , to nie moj styl.
      Sa prostytutki i to nie tylko te damskie, on musi sprobowac
      wszystkiego, ja jestem na to za mala i nie rozumiem zycia.Coz,
      chyba ma racje, jesli to jest zycie.
      Czasem placze, ale z perspektywy tych 5 lat, kiedy jestem na
      etacie zony,bez przywilejow ale z mnostwem obowiazkow
      stwierdzam, ze jestem bardzo silna, ze nie przypuszczalam nawet
      tak bardzo.Wzielam odpowiedzialnosc za siebie i moje dzieci, za
      dom i prace,mam przyjaciol,wreszcie swoich a nie tylko jego.I
      czasem umiem glosno powiedziec, jestem szczesliwa ,choc nie wiem
      dlaczego.Po prostu mam juz z gorki, pogodzilam sie , ze juz nie
      bedzie tak jak bylo, zaakceptowalam pewne moje stany iii, zyje...
      • megxx Re: Siła zdradzonych 20.09.03, 23:13
        Czy warto?
        Czy na pewno nie możesz odejść z dziećmi?
        Czy jesteś kolejną przywiązaną(uzależnioną) do domu, pieniędzy i poziomu życia?
        To, ze dzieci potrzebują ojca jest pewne, ale, czy takiego?
        • Gość: Majka Re: Siła zdradzonych IP: 193.1.82.* 17.01.04, 16:39
          Przeczytalam wiele artykulow tutaj... jedne sa bardziej drugie mniej
          przerazajace. Wiem tylko jedno, zyje sie dla siebie. Jesli sie jest osoba
          szczesliwa, osoby obok tez sa szczesliwe. A zwiazek sie ma po to, by w sumie
          razem miec wiecej niz osobno. Ale najwazniejsze sa uczucia swoje. Najwazniejszy
          nie jest on, ale TY!!!! Nawet dzieci w koncu odejda, albo powiedza ci ze twoje
          zycie to twoj problem. Zyje sie dla siebie.
          Wychowano mnie ze trzeba dawac, pozyczac, udostepniac, liczyc sie z uczuciam
          innych, pomagac innym, nie byc egoista (bee tak nie wolno)..... teraz czytam
          wspoczesne wychowanie dzieci: a w nim jak dziecko nie chce pozyczyc zabawki, to
          nie mozna go zmuszac do pozyczenia, bo wtedy zaglusza wlasna potrzebe ochrony
          swojego mienia, trzeba nagradzac ze sie odwazyl chronic wlasne uczucia, ze
          powiedzial NIE!!!!!
          Zyjcie dla siebie, szanujcie siebie.
      • Gość: Maria Re: do Mamy IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 12:42
        Jesteś wspaniałą i piękną kobietą. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Twojej
        determinacji. Również mądrości. Będzie to pewnie marne pocieszenie, ale wiem,
        że tacy mężowie istnieją. Dręczą, zabijają i jeszcze nie mają wyrzutów
        sumienia. Czasami, kiedy wydaje się nam, że nic dobrego nas już nie spotka,
        sytuacja się odmienia. Życzę Ci tego z całego serca. Pozdrawiam.
        • Gość: nathan Re: Siła zdradzonych IP: *.man.polbox.pl 29.05.04, 19:24
          Myślę, że jestem albo za jakich czas będę takim mężem. Niestety. Trochę wynika
          to z tego, że sam byłem zdradzany, a trochę z tego, że ciężko jest to wygrać ze
          swoją słabością. Rożne rzeczy cię łamią, chociaż nie jest to żadne
          usprawiedliwienie. Staram się jak najmniej zburzyć, bo wierzę jednak, że się
          odnajdę, że się zmienię. Myślę że Twój mąż też może tak myśleć, chociaż nic na
          to nie wskazuje. To okropne co napisał. Nie traktuje tego jak
          usprawiedliwienie, ale czasami robisz coś przeciw temu co na prawdę czujesz. To
          niemądre ale tak jest. Gratuluję Ci, że się odnalazłaś sama dla siebie. Nie
          ratuje to relacji waszych dzieci z Tatą. Ale im jesteś lepsza tym więcej szansy
          na odnalezienie dajesz mężowi. To co jak sądzę udało mi się zrobić dla żony to
          to, że stała się samodzielna. Ma pracę. Ma z czego żyć. Może odejść lub mnie
          wyrzucić jeśli chce. Nie wyrzuca mnie tylko daje mi odczuć, że nic dla niej nie
          znaczę. Pewnie tak musi być zanim się to ostatecznie nie zawali albo naprawi.
    • Gość: kora Romans moze byc piekny IP: *.178.108.239.forward.012.net.il 21.09.03, 20:44
      Nie usiluje polemizowac z zadna ze stron zdradzanych, z ich
      bolem i nieszczesciem na pewno autentycznym.
      Chcialabym jednak dodac swoja historie na dowod, ze romans
      pozamalzenski moze byc dobry, moze dac pozytywne rezultaty.

      Jestem mezatka. Mam bardzo dobrego, kochanego meza, ktory jest
      dla mnie najwazniejszy, ale m.in z jego powodu lecze sie od lat
      na depresje. Rok temu poznalam kogos przez internet. Tez
      zonatego i to szczesliwie. Bylo dla mnie bardzo istotne, ze
      szczesliwie, bo gwarantowalo, ze nie zacznie sie miedzy nami nic
      powaznego.

      Zatem niepowaznie - czaty, SMSy, telefony. Czulam, ze odzywam,
      ze ubywa mi lat, ze promienieje od srodka. Zrzucilam nawet pare
      kilo - ze szczescia nie chce sie jesc. Wreszcie trafila sie
      okazja, by spedzic razem jakis czas. Wykorzystalismy ja
      skwapliwie a kiedy czas minal wrocilsmy oboje grzecznie do
      domow.
      Odleglosc nie pozwoli nam sie wiecej zobaczyc, ale tez wcale
      tego nie pragniemy.

      Jakie plusy?
      Depresja poszla w kat, znow czuje sie prawdziwa, pozadana
      kobieta, na nowo odkrywam zalety mego wspanialego meza (za
      tamtego w zyciu bym nie wyszla...), mam fantastyczne wspomnienia
      na dlugie zimowe wieczory zas maz cieszy sie, ze ma w domu
      zadbana, szczesliwa i znowu zainteresowana seksem zone.

      Nie rozbilismy niczego. Obdarowalismy sie tylko to, czego kazde
      mialo w nadmiarze. Kazde odnowione, z nowymi silami (i nowymi
      pozycjami ;-), wrocilo do rodziny.

      Happy End...
      • glajda do Mamy 24.09.03, 09:54
        Ale dlaczego to ciągniesz? Dlaczego ten człowiek ma pokój w twoim mieszkaniu?
        jesteś silną, wspaniałą kobietą, prawo jest po Twojej stronie, rozwód byłby z
        jego winy, mieszkanie Sąd prawdopodobnie przyznałby Tobie /bo dzieci z Tobą
        mieszkają/, alimenty i to wysokie też. Dlaczego, dlaczego, dlaczego? jeżeli dla
        dzieci, to taka ułuda normalności bardzo je rani i w dodatku uczy, że
        małżeństwo to syf. Przepraszam za dosadne słowa. DLACZEGO?
        • Gość: mama Re: glaja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 21:07
          bo prawo wcale nie jest po mojej stronie, alimenty sa groszowe ,dom sad kaze mi
          podzielic na pol,dzieci pozostana ze mna ,beda ciagane po psychologach, by
          ustalic jak to z ta wiezia emocjonalna jest.Tylko z pozoru jest to takie
          latwe...Bylam u adwokata, wiem co mowie.Pozdrawiam
          • anna-maria17 Do mama 24.09.03, 21:51
            Droga mamo, tego nie powinnas byla pisac. Skoro jest ci wazniejszy dom niz
            zdrowie psychiczne twoich dzieci, to ponosisz dokladnie taka sama wine, jak ich
            ojciec. Jesli by ci rzeczywiscie zalezalo na tym, zeby twoje dzieci sie
            prawidlowo i spokojnie rozwijaly, to bys za kazda cene starala sie o ich dobro,
            przedewszystkim. Sama sie zastanawialam, czytajac twoj post, dlaczego pozwalasz
            na to wszystko? Dlaczego pozwalasz, zeby twoj maz wyrzadzal taka krzywde
            dzieciom? Ale juz wiem. To nie chodzi o dobro dzieci. Chodzi o dom, chodzi o
            alimenty i chodzi o ew udowodnienie, ze wplyw ojca na psychike dzieci jest
            negatywny. A to wymaga troche zachodu. A dzieci kiedys wyrosna i pojda swoja
            droga a dom ci zostanie. Pozostawiam to bez komentarza.
            • Gość: krysia Re: Do mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.03, 22:43
              Jak czytam takie listy, to mnie szlag trafia. Czy wy wszystkie macie kupę
              szmalu, czy żadna z was nie pracuje w budzetówce za 800zł, kiedy opłaty
              miesięczne przewyższaja zarobki, ?Czy nie rozumiecie, że matki nie odchodzą,
              cierpią, bo dzieci muszą jeść!Nigdy tego nie zrozumiecie, póki nie będziecie
              miały 40 lat, męża- babiarza, wyższego wykształcenia i marnych 800zł(dwa lata
              szukam dodatkowej pracy, setki ofert wysłanych i nic. Rodziny do pomocy też
              żadnej.20 lat temu też byłam taka harda.