Gość: Maks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.03, 19:52 To tak jakbym czytał swoją historię. Szkoda że nie preczytałem tego rok temu. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: mala Re: Siła zdradzonych IP: 81.210.23.* 09.09.03, 16:18 Czytam i oczom nie wierzę to samo przeżyłam poł roku temu. Te same wymówki, te same tłumaczenia, że musi odpocząć odemnie i nabrać dystansu, żeby wiedział na czym mu zależy.Oczywiście przez ten czas "odpoczynku" odemnie był cały czas z tą fantastyczną osobą. Finał jest taki,że na nowo zaczęliśmy nasze życie razem. Mój mąż żałuje tego co mi zrobił (przynajmniej tak mi mówi) ale mnie pomimo wszystko to jeszcze cały czas boli. Jest tylko satysfakcja, że to ja zwyciężyłam. Zrobiłam to dla siebie i dla naszego synka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.03, 22:59 Jeszcze nie zwyciezylas, to dopiero poczatek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.03, 13:49 Sama prawda. Wiem, bo przeżyłam. Ten żal i upokorzenie bycia zdradzoną. Najsmieszniejsze, że dowiedziałam się po "fakcie" jak romans sie skonczył a moja luba nie byla pewna z kim chce być. Prośby, krzyki i błaganie nic nie dały. Nie byłam aniołkiem, ale sie zmieniłam. Dla siebie, nie dla niej. O dziwo, wróciła i powiedziała, że nigdy już tego nie zrobi.Minęło 5 lat. Ufam jej, ale pamiętam, że mnie zdradzono. Zawsze będę. I nie chodzi tu o to, że to ona, ale w ogóle. To mój "krzyż". I moja lekcja dorosłości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ALICJA46 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.03, 07:15 Zdradziłam męża ,z kimś dużo starszym od siebie ,on też ma rodzinę ,i to dużą ,zrobiłabym to jeszcze raz . Ktoś kto to zrobił raz ,zrobi to jeszcze.poprostu w związku nie czuje sie dobrze.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kalina Z. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 17.04.04, 13:05 Zdrada to nie tylko seks, ja nie posunęłam się do seksu, ale zdradzłam, pierwszy raz... drugi, kiedy potem korzystałam z wymówek zawartych w artykule.. "Potrzebuje przerwy, daj mi troche czasu" Kocham swojego partnera, lubie z nim byc, rozmawiać ale znów go zdradzam.. i wiem, że zawsze będę.. ja sie chyba nie nadaje do stałych związków, jestem uzależniona od flirtu, od komplementów, od tych pierwszych nieśmiałych spojżeń... a jednocześnie potrzebuję mieć kogoś do kogo mogę przyjść po pracy, dla kogo mogę gotować, sprzątać prać. Jestem idealną żoną i matką w domu... poza nim, kokietką i wampem... Może to rozdwojenie jaźni? A może powinnam się leczyć.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daniel do Kaliiny IP: *.elsat.net.pl / *.elsat.net.pl 31.05.04, 10:52 Też choruje na tą chorobe--mam tak samo jak TY--tylko że ja............. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: molly Re: Siła zdradzonych IP: 212.122.214.* 09.06.04, 09:03 nie powinnas sie leczyc - mam podobnie - i dzieki ze znalazlam ten list - myslalam ze jest cos ze mna nie tak.... :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: XXX Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 17:57 Czy my się przypadkiem nie znamy? Jeździłaś kiedyś na motorach? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pep5 Re: Siła zdradzonych IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 10:13 Przynajmniej jestes szczera:( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MEL. Taka banalna historia... IP: 193.111.166.* 11.09.03, 15:47 ... a powtarza się w tylu związkach. Też to przeżyłam. I jeszcze pewnie nie raz przeżyję, ale z innym nastawieniem. Ja również życzę wszystkim wytrwałości i życia dla siebie, nie dla współmałżonka. MEL. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KIM Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 19:25 W 90%przypadków to nie wymalowana rasowa blondyna która ma czas tylko dla siebie i oczekuje czyjegoś mężusia piłujac szpony w swojej wymuskanej kawalerce. To kobieta w róznym wieku, zapracowana, ze zrzędliwym mężem, dwójką dzieci, średnio zarabiająca. Ale jest w niej to coś- ta radość,pewność siebie, entuzjazm i umiejetność cieszenia się każdą skradzioną chwilą. Może więc lepszym sposobem niż smycz, inwigilator, awantury, obciach przed znajomymi i sąsiadami,które są poniżające i (ja na miejscu męża zwiałabym gdzie pieprz rośnie!) byłoby zastanowienie się i praca nad sobą? Co ona ma w sobie i co ja gdzieś po drodze zgubiłam? Swoją drogą kochanka też człowiek i też cierpi.Beata spędza weekendy płaczac, bo wie że Darek wyjeżdża z Warszawy do rodziny, a teksty "że żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią to ona "na pamięć to umie", Edyta uwikłana w klasyczny biurowy romans-któregoś pięknego poranka On przychodzi rozpromieniony, wystrojony z obrączką,która zdjął pół roku temu i ogłasza wszem(jej również ) ze dzisiaj dowiedział się że żona spodziewa się dziecka!;chciał do niej wrócić gdy emocje opadły lecz zdążyła wyjechać do Stanów płacąc niemała cenę i wiele podobnych hitorii gdy " ta druga chce pierwszą być" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koko Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 01:44 Oj, to nie tak. Mój mąż był wolny tak bardzo, że nawet nie musiał mówić gdzie idzie, a ja byłam tak przekonana o jego miłości, że do głowy mi nie przyszło pytać czy sprawdzać.Ja po prostu nie miałam pojęcia, że między nami jest coś nie tak! Wręcz przeciwnie, momentami czułam się tak szczęśliwa przy nim! Bezgranicznie ufałam jemu i wierzyłam w jego miłość do mnie. Teraz już minęły ponad trzy lata od ich rozstania, a to JA mam wrażenie zrujnowanego życia. Ona podobno wyszla za mąż. Ja nie jestem w stanie ufać mężowi, on jest dla mnie nieczuły;mam wrażenie, że cierpi nad tamtym rozstaniem. W domu po pracy siedzi z pilotem i gapi się bezmyślnie w telewizor. Dzieci go drażnią. Nie bawi się z nimi, nie kąpie, nie zabiera na spacer. Do dzisiaj nie ma mowy ani nawet nadzieji na powrót do dawnej bliskości. Być może - kochanka to cierpiące biedactwo. A co z moją rodziną? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kitty Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.aster.pl / 10.71.2.* 25.10.03, 15:58 pewnie ze kochanka tez czlowiek. a zdradzona to nie? problem tkwi w tym że ten kto zdradza ma juz wybór za sobą , a zdradzony dopiera będzie sie musial z nim zmierzyc. Sama przszlam przez to pieklo, patrzylam na siebie i nie rozumialam dlaczego, chcialam sie zmieniac byc lepsza i wtedy on powiedzial to nie twoja wina nie szukaj jej w sobie tak sie stało. minely 3 lata i nadal jest zle bo ja pamietam a on nie wie o co mi chodzi. a mnie tylko chodzi o żal, ból, rozgoryczenie i brak zaufania . Najwięcej jednak zapłacą za to dzieci . Do dzis pamietam synka który pewnego dnia zapytal czy tata sie nigdy nie wyprowadzi. A wtedy kiedy to sie stal mial 3 latka i sadzilismy ze nic nie rozumie. Dbajmy o swoje rodziny, nie dajmy sie wkraść tam obcym Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 11:27 ciesze sie, ze wreszcie ktos napisal te slowa. troszke sie z tym utozsamiam. Zdradzilam poniewaz od dawna w moim małżeństwie nie jest tak jak być powinno. Oczywiście nie jest to tylko wina mojego męża ale również moja, przestaliśmy się starać. I stało się, że pokochałam innego mężczyznę. Czy jest mi z tym lepiej? nie, nie umiem sobie z tym poradzić. Czy rozwód byłby rozwiązaniem, pewnie tak. Byłabym przynajmniej uczciwa wobec męża. Niech napisze ktoś do mnie jeśli jest w podobnej sytuacji, proszę Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rakjest Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 11:47 Nie licz na to,że jak przestałś kochać swojego męża,to zerwanie z kochankiem spowoduje odbudowę uczucia do męża.Ktoś mądry kiedyś powiedział,że"kobieta nigdy nie wybaczy mężczyźnie,że przestała go kochać".Wiem to z własnego doświadczenia,przeżyłam i bycie żoną i bycie kochanką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 14:47 dzieki, wiem, że nie potrafię pokochać męża znowu. Jesteśmy nascie lat poślubie, mamy dwoje nastoltenich dzieci i moje uczucia gdzieś po drodze wygasły. A kochanka też juz nie jestem, trwało to rok, było pięknie i nie żałuję ale przyszedł taki moment, że on zrezygnował, przestraszył się, że może za dużo stracić. I jestem mu za to wdzięczna, gdyż sama bym nie zrezygnowała, a wtedy wiadomo czym by to sie skończyło dla mnie - rozwodem. Ja za bardzo sie zmieniłam po jego poznaniu i mój mąż domyślał sie wszystkiego, no cóż jest w porządku, nie odrzucił mnie. Ale nie byłam na tyle uczciwa, żeby powiedzieć mu to otwarcie, a teraz mam problemy ze sobą i nie wiem co dalej? czy działo sie z Tobą podobnie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 18:06 nie moge teraz tobie szczczegółowo opsać swojego przypadku bo mam troche pracy, może później.Na gorąco jedyna rada jaka mi się nasuwa dotyczaca twojej sytuacji,to napewno taka-ASOLUTNIE I POD ŻADNYM POZOREM NIE PRZYZNAWAJ SIĘ MĘŻOWI DO ZDRADY.Mówię to z całą stanowczością,na podstawie własnego doświadczenia, ale nie tylko.Uwikłana w podwójne życie również sobie z tym nie radziłam ,starałam się dużo czytac na ten temat.Były to najczęściej wypowiedzi znanych psychologów i psychoterapeutow.Zacytuję jedna z nich:jeśli decydujesz sie na zradę to zapamiętaj trzy zasady -po pierwsze nie przyznawać sie-po drugie nie przyznawać sie -po trzecie nie przyznawać sie.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 12:16 odnoszę wrażenie z tego co piszesz i co sama przeżywałam i przeżywam (mimo, że nie spotykam się juz z nim), że kobiety chyba za bardzo sie angażują. Masz rację nie powiem mężowi, jesli nie zrobiłam tego od razu to teraz nie ma już sensu. czytałam o zdradzie w trakcie , czytam teraz i jedno wiem, że za mało wiedziałm a już na pewno nie sądziłam, że z własnymi myslami nie będzie mi łatwo sobie poradzić. Angażując się wiedziałam, że nie może to trwać wiecznie, nie chciałam zranic nikogo, nic od niego nie żądałam poza tym, żeby był. napisz cos o sobie, bo ja cały czas zastanawiam sie jak długo będę jeszcze go kochać i czy w końcu będę mogła przestać o tym mysleć, staram sie zająć różnymi rzeczami ale to wszystko jest za mało. Najlepszyn byłby zanik pamięci. A najgorsze że za duzo o nim wiem i czasami mam ochote zrobic coś naprawdę głupiego. Czy Tobie też przychodziły do głowy takie dziwne mysli? pozdrawiam i dzieki za odpowiedż brakowało mi chyba kogos z kim mogłabym o tym rozmawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KIM Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest i Moni IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 17:54 Strasznie cieszę się że jeszcze ktoś potrafi popatrzeć na ten temat z drugiej strony a nie tylko "żoneczka skrzywdzona świętość kochanka be" Myślę że faceci potrafia oddzielić miłość do żony i dziecka od faktu posiadania kochanki, bo przede wszystkim są FACETAMI i potrafią podejść do sprawy lekko i przyjemnie a my niestety angażujemy się i potem no właśnie Jedyne lekarswo jakie znam to dojść do etapu"fuj" obrzydzić go sobie po prostu lepszy chyba kac moralny " o Boże co ja w nim widziałam" niż ciągłe usychanie z tesknoty i cierpienie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do KIM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 11:56 dzieki za Twoje słowa zastanawiałam sie ostatnio czy te zdradzane żony rzeczywiscie kochaja swoich mężów, czy też boją się utracić swoją własność a jesłi chodzi o mnie chyba nie chcę Go sobie obrzydzić , boję sie ze za duzo o nim wiem i może przyjdzie mi do głowy żeby zrobić cos głupiego. Na szczęście jeszcze rozsądku troche zachowałam. pozdrawiam i napisz coś jeszcze w tej chwili wszystko jest dla mnie ważne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KIM Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 20:23 Znam wiele żon które traktują męzów jak własność i powiedzmy paszport poczucia własnej wartości, więc jak się dowiedzą to katastrofa Co do robienia czegoś głupiego to znam z własnego doświadczenia że najgorzej jest jak siedzisz sama i rozmyślasz korci Cię to coraz bardziej, chwytasz za telefon... i potem załujesz.Ja nie potrafię mieć takiej "godności" i wykonywałam takie akcje zwłaszcza gdy facet był w jakiś sposób dla mnie nieuchwytny.Wtedy jedynym sposobem była przyjaciółka która mnie "pilnowała" na zasadzie zostaw pana brzydki pan Chętnie bym coś więcej napisała ale mam inwigilator w postaci męza więc jeśli masz jakiś adres to napiszę z pracy POzdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 08:28 długo sie nie odzywałam,przepraszam,zdaje sobie sprawę jak bardzo potrzebujesz wymiany myśli,które w tej chwili kłębią się w tobie,a podzielić się nimi nie ma z kim.Doskonale pamiętam siebie z tamtego czasu.Moje szczere wynurzenia na forum opisujące historię mojej "drugiej ścieżki życia" pewnie by zanadto zbulwersowały większość forumowiczów/ek/ przekonanych o nadrzędnej roli święych związków małżeńskich.Myślę,że opisywanie kiluletniego romansu kobiety zamężniej od wielu lat i mężczyny również posiadającego rodzinę nie mieściłoby im się w głowach.Dodam jeszcze,że romansu,ktory nigy sie nie wydał i dzięki któremu zachowałam ronowagę psychiczną w najgorszych momentach mojego życia/rownież małżeńskiego/.A ty Moni jeśli chcesz pogadać pisz na adres:rakjest@gazeta.pl.Pozdrowienia dla KIM. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 11:44 dzieki na pewno do Ciebie napiszę, bo przed nami jesien i zima a dla mnie nie jest to dobry czas, żeby zapomnieć. A na dodatek wczoraj zrobilam cos głupiego co mnie jesczez dodatkowo osłabiło, zadzwoniłam do Niego tylko po to, żeby Go usłyszeć. Sama sie za to potepiam ale jeszcze nie potrafie sobie z tym radzić. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 15:31 wcale się nie potępiaj,to co zrobiłś jest całkiem wytłumaczalne-to poprostu było silniejsze.Mało kto w takim stanie w jakim obecnie się znajdujesz potrafi racjonalnie myśleć i postępować.Tomy mogłabym napisać o głupotach do jakich byłam zdolna,ile inwencji i fantazji potrafiłam z siebie wykrzesać.I niczego nie żałuj.Twoje są wpomnienia,reszte załątwi czas.Daruj mi ten banał, ale przekonasz sie kiedyś,że to prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 15:40 Moni !patrz poprzedni post -powinien być oczywiście" Do Mononi",ale mam nadzieję,że wiedzałś kto był jego głównym adresatem.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 16:18 dzieki masz racje na pewno ale na razie sie miotam i jestem zła na siebie samą. napisałam do Ciebie maila ale nie wiem czy doszedł (nigdy nie korzystałam z tej poczty) a ze słuzbowej wole nie korzystać. A może masz gg, mogłybysmy kiedys w wonej chwili porozmawiać pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 11:43 Gość portalu: moni napisał(a): > dzieki > na pewno do Ciebie napiszę, bo przed nami jesien i zima a dla mnie nie jest to > dobry czas, żeby zapomnieć. A na dodatek wczoraj zrobilam cos głupiego co mnie > jesczez dodatkowo osłabiło, zadzwoniłam do Niego tylko po to, żeby Go usłyszeć. > > Sama sie za to potepiam ale jeszcze nie potrafie sobie z tym radzić. Pozdrawiam Witaj Moni. Jestem nowa w tym towarzystwie ale chciałam Ci życzyć dużo wytrwałości i wytrzymałości. To jeszcze potrwa - znam to z autopsji,bo właśnie usiłuję przetrwać podobną historię. I nie martw się, nie zrobiłaś nic głupiego.Każdy ma jakąś wytrzymałość a nerwy czasem puszczają.To wszystko jest diabelnie trudne. B. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Z.M Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.chello.pl 17.04.04, 13:20 Każdy, facet, kobieta zdradzany zdradzana to człowiek.. I nie prawdą jest, że kochanki są wredne, że na siłe chcą kogoś odbić.. Tak się po prostu dzieje.. Nie umiem wytłumaczyć "dlaczego?". Co do zapominania o swoimi "ex kochanku" ja pamiętam wszystkich.. Pierwszego wspominam niemiło - bo tak też sie rozstaliśmy, jego problem..., drugiego nie zapomnę nigdy, choć to ja uznałam, że lepiej będzie jak przestaniemy się widywać.. ale nie zapomne ciepła, wiary w siebie, czułości i wszystkiego co od niego dostałam.. z trzecim jestem teraz.. wiem, że nie potrwa to długo, ale wiem , że będzie piąty i po piątym następny i następny, choćbyśmy nie wiem jak wmawiali sobie, że nigdy więcej już nie zdradzimy to zdradzimy jak tylko nadarzy sie okazja.. O pierwszych 2 powiedziałam swojemu mężowi.. nie żałuję, że sie dowiedział, ale żal mi było tego jak cierpiał, pierwszy raz w życiu widziałam go tak bezradnego, załamanego.. na samą myśl serce mnie boli, nie chce aby znów to przeżywał i postaram się by nigdy nie dowiedział się o kolejnych zdradach... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.net.pl 11.11.03, 18:20 NIGDY NIE NALEŻY SIE PRZYZNAWAC DO ZDRADY - STARA ZASADA- NUCZYLI MNIE TEGO kOLEDZY. .... nawet jak cie złapią w łóżku z narzeczonym przyjaciółki to mowi ze to nie byłas ty a oni mieli zwidy. Mam kogoś jezeli wszystko sie ułozy bedziemy razem.... ale niegdy bym sie mężowi nie przyznała, On moze miec kochanki -jemu wolno!! a mnie być szczesliwa nie niedługo sie przekona jak bardzo sie mylił Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomek Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 13:42 usprawiedliwiajcie sie zdradzajacy/ce - i tak jestescie zaklamanymi szmatami!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mmajja Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek 17.09.03, 14:52 Gość portalu: Tomek napisał(a): > usprawiedliwiajcie sie zdradzajacy/ce - i tak jestescie > zaklamanymi szmatami!!! Obrazanie kogokolwiek nic tu nie zmieni, ale warto zachowac jakis poziom, w koncu to forum gazety, a nie Twoj lokalny smietnik! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: deadmario Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wirba.net / 213.77.42.* 06.02.04, 18:39 nikt tu nikogo nie obraża, bo to jest tylko prawda. Jeśli prawda jest dla ciebie obrazą to pogubiłaś się już w swoim zakłamaniu. A jeśli chodzi o poziom to sama go wcześniej nie utrzymałaś a teraz kogoś pouczasz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nina Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 13:56 Milo mi rowniez ze masz bardzo podobna sytuacje jak ja ,nieudane malzenstwo,ktorego nie dalo sie ratowac, bo uczucia wygasly i pojawila sie milosc.Nie jest zauroczenie ,szczenieca milosc, jest to dojrzale powazne uczucie ktore trwa.Oboje jestesmy dobrze po 30 -tce i znamy smak zycia,jestem szczesliwa osoba ze go spotkalam i ze jestesmy razem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dan Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: 195.114.171.* 18.09.03, 17:06 witaj, rozwód to naprawdę najlepsze wyjście z tej sytuacji. Jeśli kochasz innego (i ten inny kocha Ciebie)nie będziesz już nigdy mogła spojrzeć przychylniejszym okiem na swojego męża. Nie pomogą żadne starania, zawsze ten drugi pozostanie w Twojej pamięci tym lepszym, tym przeznaczonym. Będziesz winiła męża za to, że Cię unieszczęśliwił zatrzymując przy sobie, będziesz nosiła w sobie świadomość zbyt wielkiego poświęcenia, szczególnie wtedy, gdy mąż nic a nic nie zmieni swego postępowania wobec Ciebie. A jeśli dowie się o Twojej zdradzie...będziesz musiała się kajać wcale tego nie chcąc, prosić o kolejną szansę wcale jej nie pragnąc i mając nadzieję na to, że jednak Ci nie wybaczy, że to on zadecyduje o rozstaniu. Uwierz, lepiej zakończyć tę sprawę rozwodem...Jest tylko jedno "ale". Jeśli ten drugi, którego pokochałaś nie zechce dzielić z Tobą Twojego "nowego" życia, możesz nie podołać trudom samotności (w końcu od dłuższego czasu nie byłaś sama)i po pewnym czasie zapragniesz wrócić do męża. A wtedy może być za późno na pojednanie. W każdym razie ja przeżyłam, jestem w tej chwili po rozwodzie i nigdy, przenigdy nie będę żałować podjętej decyzji. Żałuję tylko, że tak długo zwlekałam i że tak długo męczyłam i siebie i eks-męża. No i tego "drugiego" ;)Pozdrawiam i życzę powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KA Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wlan.sse.pl 05.12.03, 11:35 teraz dla odmiany to ciebie rzucui ten drugi popaprancu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.09.03, 19:27 No cóż, ja jestem w podobnej sytuacji, ale z pewna różnicą. To mój mąż poprosił mnie abym sobie kogoś znalazła, ponieważ stwierdził że jest śmiertelnie chory...i stało się.Minęły 2 lata, a ja mam kochanka, którego mo mąż akceptuje /chyba to jednak nie jest śmiertelna choroba.../Najgorsze jest to że nie potrafie zdecydowac się na żadnego z nich.Jestem w zawieszeniu, które niszczy wszystkich,a decyzje muszę podjąc...czasem mam ochotę powiedzieć obu "nie" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 12:13 witaj Sylwio jak widze Twoja sytuacja wcale nie jest przyjemna czy zrozumialaś o co właściwie chodzi Twojemu mężowi to jakis horror a decyzję musisz podjąć jesli nie chcesz zniszczyć siebie czy macie dzieci? dla mnie dzieci były i są zawsze najważniejsze, czy ich nie krzywdzisz? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 18:09 Do moni, mój mąż na początku był zachwycony że mam innego mężczyżnę,który mnie pożada.W ten sposób był pewien że jestem naprawdę atrakcyjna nie tylko dla niego /po 5 latach małżeństwa/. Ponownie zaczął widzieć we mnie kobietę,ponownie dostawałam prezenty, drogą bieliznę i ubrania.Jednak z początkiem roku stwierdził, że to nie tak miało być..ponieważ nie przewidział,ze pokocham tamtego.Zamierzałam odejść, ale nasza dziecko za nim przepada.A może tak mnie się wydaje..?poza tym niestety w chwili obecnej nie byłabym w stanie utrzymać się finansowo.Dwa miesiące temu mój mąż powiedział że nie da mi rozwodu, nie pozwoli abym z kims innym zamieszkała, a jeżeli to zrobię, to zabierze dziecko do mojej matki i razem będą je wychowywać. Natomiast ja staram sie na tyle usamodzielnić, aby samodzielnie wraz z dzieckiem móc się utrzymać; bez szukania oparci w kimkolwiek, nawet w tym drugim... Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek 19.09.03, 18:20 Czy ja dobrze rozumiem? chory mąż z niezrozumiałej przyczyny rzuca hasłem byś kogoś sobie znalazła, a Ty to akceptujesz. Potem piszesz, że nie chcesz zostawić żadnego z nich, a za chwilę ,że obu. Dwa posty, niecałe 24 godz różnicy i dwa różne poglądy. Może raczej powinnaś powiedzieć, że od dawna nie kochasz męża, ale z różnych powodów nie odejdziesz. Jego pseudoakceptacja kochanka to był dla Ciebie tylko pretekst by to ujawnić. Nie mogłaś ukryć tego przed niby chorym śmiertelnie mężem? I teraz dziwisz się, że sytuacja przerosła Twoje wyobrażenia. Myślałaś, że łatwiej zostać wdową? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do megx IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 20:13 Może żle się wyraziłam, mój mąż od początku wiedział że spotykam się z innym mężczyzna i również on "akceptował" i "oceniał"go.Taka moja rozbieżność w przeciągu niemal 24h jest spowodowana tym,iż obaj starają się pokazać iż to właśnie on jest lepszy, ale bez obczerniana tego drugiego.Dlatego czasem jestem tym zmęczona i wtedy mam ochotę obu powiedzieć-nie. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg 20.09.03, 17:01 Panowie stawają w konkury, ale jeden ma szantażowego asa w zanadrzu i nie zawaha się go użyć. Twój problem nie leży tylko w tym kogo wybrać, ale wiąże się z innymi decyzjami. A właściwie to z kim jesteś( intymnie): z mężem, kochankiem, czy z oboma w zależności, który bliżej i który ma dla Ciebie czas? Jak myślisz, czy jeżeli dokonasz wyboru(spośród nich )to będziesz szczęśliwa? Czy stoją za tym uczucia, czy raczej sprawy materialne? I jeszcze jedno: nadal wydaje mi się nienormalne to jak tłumaczysz początki drugiego związku i Twoją postawę w tamtym czasie wobec sugestii męża i jego samego(coś o chorobie pisałaś). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.09.03, 10:29 Odpowiadam : zgadzam się początek był nienormalny, ale to była dosyć skomplikowana emocjonalnie dla mnie sytuacja. Było to w 3 roku naszego małżenstwa.Przeprowadziliśmy się z małego miasta do duzej aglomeracji.W pogoni za pieniędzmi brakowało czasu tylko dla siebie.Mąż wracał pózno, a ja po pracy padająca ze zmęczenia zajmowałam się dzieckiem i czekałam do północy i czasem póżniej na jego powrót. Potem okazało się, że nie tylko praca tak bardzo absorbowała go , ale również inna kobieta. Gdy zarzucałam mu brak czasu, zawsze odp.-przecież pracuję na nasze utrzymanie, a gdy pytałam o nią , mówił i co z tego: przecież z nią nie sypiam, to że czuję się u niej w domu dobrze, lubię tam przebywać lub spotykam się z nią i rozmawiamy-to przecież nic złego. W międzyczasie okazało się, że jego koleżanka z pracy również bardzo go fascynuje.Ale zawsze słyszałam, że przecież z żadną nie poszedł do łóżka. Właśnie w takiej atmosferze,tych wszystkich wydarzeń powiedział mi,że jest śmiertelnie chory, poprosił abym znalazła kogoś kto będzie wstanie go zastąpić...Szczerze mówiąc nie wierzyłam w to, natomiast jedno co zauważyłam: kiedy coraz cześciej mówił o drugim mężczyżnie w moim życiu,a ja dla tzw.świętego spokoju mówiłam-tak, pomyślę, a może i nawet znajdę. Jego postawa wobec mnie była taka jak przed laty / i znajome przestawły być już tak ważne/. Wtedy właśnie pomyślałam,jeżeli to ma spowodować że będzie tak jak kiedyś-to zrobię wszystko aby tak było...i zrobiłam. Ale nic nie jest tak jak sobie zaplanujemy. Niejednokrotnie sama mam trudności w odnalezieniu siebie w tym wszystkim. Prawdą jest że boję się pozostać sama,ale czy cena nie jest zbyt wysoka...? Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re:do Sylwi 21.09.03, 11:59 Na moje oko sami zafundowaliście sobie nie tylko trójkąt, ale wręcz czworokąt. Teraz trudno sie odnaleźć. To jest jedna z przyczyn, z powodu której w wypracowanych normach właściwych zachowań(czy jak to nazwać), postuluje się wierność jednemu partnerowi w danym czasie. Wszystko po to by uniknąć pułapek. Ale kto korzysta z cudzych doświadczeń. Dziwne, że kiedy to wszystko się zaczynało tak łatwo uwierzyłaś w to co mówił mąż. Gdybyś wtedy postąpiła inaczej (jesteśmy razem lub odchodzę), teraz sytuacja byłaby inna. A tak to są problemy. Najlepszym wyjściem jest pomyślenie o sobie. Dzieci z czasem nas opuszczają, mają przecież swoje życie, a jeżeli teraz nie wypełnisz swojego życia z myślą o sobie, to potem możesz znaleźć się w pustce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re:do meg IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.09.03, 13:25 Niestety, wiem i zgadzam się z Tobą, ale paraliżuje mnie strach, że nie poradzę sobie sama.Póki co staram się doskonalić zawodowo, aby w przyszłości móc liczyć tylko na siebie.Oby się udało.Ps. dziękuję za szczerość i dobrą radę.pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re:do Sylwi 21.09.03, 15:33 Oczywiście, że dasz sobie radę. Trzeba tylko działać, nie stać w miejscu, bo to jest przygnębiające. Pozdr. również. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdziwiona Re:do Sylwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 02:20 Czytam po kolei, przepraszm za skrajną złosliwość - nie wyobrażam sobie aby wieść o chorobie męża tak mnie zdołowała, że musiałabym szybko sobie znaleźć ekwiwalent tegoż męża - o ile rozumiem to choroba (weneryczna?)kogoś bliskiego pozwoliła Ci odczuwać prawdziwie namiętności z tym drugim. A mąż jak ten kotek był chory i leżał w łózeczku - a może kotek TEZ był chory? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pep5 Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 12:36 Dziwie sie, że go nie zostawiłaś wtedy gdy kazał tobie znalesc sobie kogoś. Przeciez nie zrobił tego z miłosci do Ciebie. To absurd!!!!!I po co ci to było???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kwk Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.ci.nsw / 217.153.83.* 07.10.03, 12:05 mój romans zaczął się z głupia frant i nie umiem odpowiedzieć dlaczego. W zależności od pory dnia i nastroju moje odpowiedzi mogą być różne, także nie dziwcie się sylwi Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do kwk 08.10.03, 10:19 Nie dziwi mnie, że znalazła sobie kogoś, nawet nie dziwi mnie, że mąż to akceptował. Nie umiem zrozumieć wytłumaczenia chorobą męża i oczekiwaniem na jego śmierć. Jeżeli wtedy był jej tak obojętny mogła rozwieść się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxxxxx I bede Ci wierna i nie opuszcze Cie do smierci IP: *.wroclaw.mm.pl 12.10.04, 11:34 Banda zaklamnych blaznow- skonczycie w piekle zareczam wam.Kto czyni zlo tego zlo nawiedzi.Cokolwiek czynicie drugiemu - sobie czynicie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żonaty Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.03, 13:07 Moni, u mnie było podobnie. W domu źle ("nie dotykaj mnie, nie przytulaj, nie ruszaj, nie chce mi się ciebie słuchać, wyjdź stąd, wyprowadź się, rozwiedź się ze mną ty ch..." - takie słowa słyszałem od żony, więc żeby nie bolało musiałem się od niej odizolować emocjonalnie). Więc wbrew mojej woli się zakochałem... bez wzajemności. Nawet jej nie dotknąłem, nic. Dzisiaj to już przeszło, ale w domu jest dalej źle. Tyle, że dziś mam tego świadomość, że nie na tym polega małżeństwo, aby ciągle kogoś gnębić. Więc pewnie się rozwiodę. Choć mi ciężko z tą myślą, nie szukałem nigdy kochanki, chciałbym mieć tylko normalną rodzinę, żonę, a nie "żonę". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 15:30 do Zonatego smutne jest to co napisales i troszke zle mnie zrozumiales. ja nie moge powiedzieć, że moje małżeństwo było nieudane, nigdy tego typu słowa nie padły, nie obrzucaliśmy się epitetami a nawet nigdy na siebie nie krzyczeliśmy i nadal jesteśmy postrzegani jako bardzo dobre małżeństwo z dwójką udanych dzieci. Dlaczego zdradziłam męża - no cóż nic nie trwa wiecznie, miłość gdzieś się ulotniła została codzienność, seks a właściwei brak seksu (myliłam się sądząc, że seks ma małe znaczenie, ma bardzo duże). Skąd moje dylematy? nie mogłam byc jednoczesnie żoną i kochanką, to mnie psychicznie i fizycznie wykańczało. a teraz gdy już się z nim nie spotykam, została tęsknota, tęsknota...ale mogę już spokojnie przespać całą noc ale nie potrafię nie mysleć. A uczucie dla męza? wiem że jest dobrym człowiekiem, dobrym ojcem i że mnie nie odrzucił chociaż domyslał się bardzo wiele ale pewności nigdy więc tak niech juz zostanie. Nie chcę tylko żebysmy kiedys zostali razem na starość samotni we dwoje, bo to będzie straszne. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: milka Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.03, 10:50 Ja tez zdradzałam,az do momentu kiedy naprawdę się zakochałam..maż sie wyprowadził do rodziców, i natychmiast zamieszkałam z moja miłościa..czsami czuje sie z tym zle,zrobiłam krzywde mysle,ale tak naprawde czy nie krzywdziłam zdradzajac?A tak sytuacja jest jasna,zaczelismy nowe zycie i wierze ze i mi jak i mojemu byłemu mezowi bedzie lepiej osobno niz jak bylismy razem...czasem wrto odejsc tak poprostu..jak sie zdradza to znaczy trzeba zostawic ta osobe z ktora sie jest, bo zdrada to i tak poczatek konca.On nadal cierpi,ale mysle ze za 5 lat gdyby to dopiero nastapilo powiedzmy byłby bardziej zdradzany i bardziej by cierpiał a tak jest młody ma sznse znalezc kogos z kim bedzie szczesliwy.Nie zdradzaj -roztan sie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wlan.sse.pl 05.12.03, 11:21 Witam cię moni piszesz że w twoim małżeństwie nie jest tak jak powinno przyznajesz,że to również twoja wina,a czy próbowałaś z mężem rozmawiać zanim go zdradziłaś,pewnie nie bo to zbyt trudne.Mój mąż mnie zdradził i też nie powiedział co go boli rozmowa byłaby zbyt trudna dla niego,nie liczyłam się ja tylko on,jego potrzeby.Dodam że mieliśmy kłopoty,ale nie w sypialni.On jednak przeniósł je i tam.Nie kochaliśmy się był dla mnie zimny i obojętny on twierdził że chwilowo nie może.Uwierzyłam, sądziłam,że w wieku 40 lat może się to przytrafić każdemu facetowi,cierpliwie czekałam chciałam rozmawiać z nim bo czułam że coś jest nie tak.Obserwowałam,aż wreszcie poznałam prawdę,była inna młodsza, która go rozumiała,nie zadawała trudnych pytań było mu dobrze no może nie tak dobrze jakby chciał bo jednak w łóżku z tą dziwką mu nie wyszło z powodu poczucia winy tak stwierdził.A ja ,no cóż życie to nie bajka.Dziś mimo że nadal jesteśmy razem jest jak dawniej usłyszałam że potrzebuje trochę czasu jak w schemacie nawet nie próbuje się do mnie zbliżyć.I choć zarzucił mi kiedyś że to moja wina,ja nie czuję się winna.Myślę że mąż jest zbyt słaby,aby umiał żyć ze mną po tym co zrobił wiem że czujesię z tym zle ale zaproponowałam mu wizytę u psychologa zgodził się ale jak do tej pory nie ma na to czasu.Może to dziwne ale wybaczyłam mu ten skok ale do niej mam tyle nienawiści,że nie umiem sobie z tym poradzić i czasem aż sie tego boję.Dlatego myślę że zanim ktoś zrobi takie świństwo partnerowi,trzeba rozmawiać i powiedzieć o swoich wątpliwościach,jęśli wam na sobie zależy to znajdziecie wyjście,a jeśli nie to przynajmniej będzie ta druga strona wiedziała,że jesteśmy z nią szczeży.Gdyby mój mąż zanim mnie zdradził powiedział,że jest mu ze mną zle i wtedy mnie zdradził ja nie potraktowałabym tego jak zdrady i jeśli by mi na nim zależało to zrobiłabym wszystko by ratować rodzinę i małżeństwo.Jednym słowem zdrady niczym nie da się usprawiedliwić .Ten kto zdradza robi to bo tak poprostu chce dla mnie to czyste chamstwo wyuzdanie i brak ludzkiej godności.Ktoś kto zdradza a szczególnie kobieta nie ma w sobie godności i nie jest dla mnie nawet człowiekiem,bo po co Bozia dała rozum no właśnie chyba lepiej byłoby paść się nałące na łańcuchu lub jak suczka podnosić ogonek na widok pierwszego napotkanego pieska.Wstyd mi za wszystkie kobiety,które zdradzają mężów iza te które włażą do łóżek żonatych facetów.Mimo to pomodlę się dziś za was wszystkich którzy jesteście tak obłudni i zakłamani i brak wam życiowej odwagi by stawić czoło problemom w małżeństwach myślcie prosze was o tym co robicie, myślcie jaki ból zadajecie partnerowi i dzieciom.Życze odwagi i siły w pokonywaniu drogi życiowej szczególnie tej w małżeństwie.Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GOSIA Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: 68.145.212.* 16.12.03, 20:10 KOCHANKA TO NIE CZLOWIEK TO "NIBY KOBIETA"(JAK NIBY NOZKI),KTORA ROBI COS CZEGO SIE NIE ROBI,SAMA NAPEWNO NIE CHCIALA BY BYC W TAKIEJ SYTUACJI W JAKIEJ JEST ZONA JEJ KOCHANKA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wizg od żonatych lepiej uciekac IP: 217.11.151.* 04.03.04, 15:21 nie żal mi kochanek, wybaczcie, sama miałam do wyboru zonaty uroczy czarujacy facet, czy samotność i wybrałam o drugie, choć mnie w srodku do tej pory coś "rwie" ale wole tak, niz szaleć z żalu że jestem dodatkiem, chwilą i że nie moge liczyć na wiele, ani na wspolne wyjazdy, ani poważne relacje, i wiecznie uczucie, że się musze ze wszystkim kryć. mysle, że tacy faceci nieczesto rezygnuja z żon i dzieci, wiec zanim zaczniecie żałowac kochanek pomyślcie, że same to sobie zafundowały, lepiej nie być naiwną...mniej się wtedy człowiek pokieraszuje...lepiej takiego goscia kopnac w tylek i powiedziec zeby wracal do żony i zacząl pracować nad sobą i swoim związkiem!!! pozdrowienia :) Odpowiedz Link Zgłoś
oporna Re: Siła zdradzonych 13.09.03, 19:49 Czytałam wypowiedź "zdradonej żony" i jestem przerazona jej zachowaniem. Dla mnie to nie ma nic wspólnego z miłościa do męża. To jest tylko urażona ambicja, Chęć zemsty, i to jakiej zemsty Ta kobieta jest nieszczęśliwa nie tylko z powodu zdrady. Ona musi mieć problemy z soba, z akceptacją siebie. Jak można pisać listy do sąsiadów, znajomych itp. Jestenm ciekawa co widzi w lustrze jak patrzy na siebie. To wygląda jakby winna była tylko tamta kobieta, a jej mąż? Szczerze mówiąc to współczuję jej męzowi. Ale zyczę jej by znalazła w sobie ciepłe uczucia gównie do samej siebie i aby odrzuciła nienawiść bo ja zniszczy a ma dopiero 40 lat. Myślę ,że pomogłaby terapia ale do tego też trzeba dojrzeć a w tej chwili jest ona jescze zaślepiona nienawiścią. Szukaj pomocnej, mądrej dłoni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jolka Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 13.09.03, 22:23 Czytając felieton "Siła zdradzonych" doznałam szoku.Oto jakby ktoś opisywał życie w moim własnym domu z tą tylko różnicą, że to nie ja jestem zdradzona żoną tylko córką. Tak! Zdradzona i pozbawiona wszelkich już złudzeń i nadzieji. Nikt nie może sobie wyobrazić co moze przezywac "dziecko" kiedy sie orientuje, ze jego rodzic ma romans? Nikt nie wie co sie dzieje w jego głowie gdy zastanawia sie czy ma o tym powiedziec zdradzanej stornie czy nie?! Ja chociaz mam juz 20 lat nie wiedziałam jak mam sobie poradzic z ta wiadomoscia i na prawde nie zycze nikomu aby musiał przechodzic przez to samo co ja! (moj adres mailowy: jolkaspychala@wp.pl) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdziwiona Re: Siła zdradzonych - do Jolki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 02:08 Czytam wszystkie wypowiedzi po kolei. I to chyba jest charakterystyczne: sądzac po ilosci i jakosci rozwijanych wątków dominuje egoizm, swój punkt widzenia (moje potrzeby, moje wspomnienia) itd. Tylko Ty napisałaś co czuje dziecko - to chyba najważniejszy problem - wydaje sie ,ze cakowicie pomijany w wypowiedziach dyskutantów (tak jakby nie żyli w rodzinach tylko w związkach, trójkatach domyslnych i prowokowanych itd. To co opisała mama jest PATOLOGIĄ i zaniedbaniem wobec własnego dziecka! Gdzie w tym wszystkim to co było na poczatku - przysięga - jesli nie przed Bogiem ,to przed sobą i tym wybranym - przynajmniej w chwili slubu (od ślubuję - przysięgam. czy to już NIC nie znaczy?) Zdrada niszczy całą rodzinę, ten kto zdradza, zdradza nie tylko w łóżku, zdradza dzieci, kłamie, kradnie (pieniądze, czas przeznaczony na bycie razem z dziećmi). Nikt nie broni dzieci - przeciwnie: modne, kolorowe czasopisma co raz zachłystują się opisami kolejnych żyć (jak w grach wideo) uczuciowych gwiazd znanych bardziej lub mniej. Na kolorowych fotografiach i okładkach różni znani obfotografują nowe dzieci z nowych zwiazków jakby zapominając , że krótki czas temu na okładce uśmiechały się wspaniale dzieci z tzw'pierwszych zwiazków". Każde dziecko chce mieć normalną spokojną, szczęśliwą rodzinę. Jeżeli mamy dzieci, jesteśmy za nią odpowiedzialni. Moje dzieci (równiez dzieci ojca, ktory zdradził całą naszą rodzinę nigdy nie powiedzą bracie do nowego dziecka ich ojca. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 23:54 Przeczytałam te wypowiedzi zdradzanych i opowiem coś innego…… coś z innej strony. Minął już ponad rok od tych zdarzeń, ale wciąż o nich pamiętam. Mam w pracy kolegę-mogę nawet powiedzieć, że to mój przyjaciel- znamy się osobiście, pracujemy w tej samej firmie, ale w różnych miastach. Spotykamy się kilkanaście razy w roku, natomiast najczęściej nasze rozmowy prowadzimy używając komputera (maile + komunikator). Kiedyś zaczęliśmy rozmowy na bardzo różne tematy, zwykłe, codzienne, firmowe, domowe. Mogliśmy pogadać o wszystkim, naprawdę o wszystkim. Doszliśmy również do tematów bardziej osobistych. Naszych związków, przyjaźni, miłości, seksu. On zaczął mówić o niemożności dogadania się z żoną w wielu sprawach, a ja o moich nieudanych związkach. Wspomniał też o tym, że nie wie czy wytrzyma w tym małżeństwie…. Doradzałam mu zawsze rozmowę z żoną i wyjaśnienie wszystkiego. Była też między nami rozmowa... hmm...powiedziałabym o podłożu erotycznym. Było to coś jak pieszczoty tyle, że wirtualne i to on był stroną aktywną. Ale nadal była to tylko rozmowa. Niedługo potem dowiedziałam się od niego, że jego żona przeczytała to wszystko.... I cóż w tej sytuacji robi żona??? Najpierw robi zadymę w domu i pyta męża jak mógł rozmawiać w ten sposób z kimkolwiek innym niż ona?? Następnie pisze do mnie, zwracając się po imieniu, „bo dobrzy znajomi jej męża są też jej znajomymi”. Pisze, że bardzo się cieszy, że bardzo dobrze dogaduję się z jej mężem, ale ma do mnie prośbę: żebym ograniczyła swoje kontakty z jej mężem do służbowych, a do pieszczot zaangażowała kogoś innego – najlepiej kawalera. Mam zapomnieć o jakimkolwiek dalszym ciągu tych rozmów. Dodała też, że być może kiedyś wyjdę za mąż i też przeczytam jak mój mąż dopieszcza swoją koleżankę, a to jak zapewniła nie jest przyjemne…. Podpisała się inicjałami, co od razu zrodziło w mojej głowie pytanie: czyżby kobiecie zabrakło odwagi żeby podpisać się pod tym tekstem??? Jednak cały ten tekst był dla mnie informacją, że ona chce ratować małżeństwo i zapobiec ewentualnemu romansowi jej męża. Natomiast ja poczułam się w tej sytuacji idiotycznie, bo przecież ani nie namawiałam specjalnie przyjaciela do tych rozmów, nie wyciągałam z niego jakie ma problemy-to naprawdę wyszło spontanicznie. Nigdy też nie doszło między nami do żadnej sytuacji intymnej. On miał do mnie wtedy tylko jedną prośbę: nie dyskutuj z nią, spróbuję z nią porozmawiać-może przejrzy na oczy i dogadamy się. Bo to co przeczytała otwarło jej oczy, więc może zrozumie o co tu chodzi?? Stwierdziłam wtedy, że tak naprawdę to ona powinna się zastanowić dlaczego jej mąż nie rozmawia z nią tak jak ze mną?? Dlaczego z nią nie ma tak dobrego kontaktu jak ze mną, bo to tutaj był podstawowy problem. Rozmawialiśmy z nim także o tym jej tekście. I on też się zdziwił, że nie podpisała się pod nim. W każdym razie odpisałam, że anonimy mnie nie interesują i żeby się przedstawiła skoro pisze tak mocny tekst. W odpowiedzi dostałam informację, że to co napisała miało przemówić do mojego sumienia, dobrego wychowania i kobiecego szacunku dla samej siebie i jeśli do zrozumienia tego jest mi potrzebne jej imię to podaje mi je……… Tym razem mnie uraziła, naprawdę uraziła. Nie miałam w tej sprawie NIC na sumieniu, wychowana jestem chyba lepiej niż ona, bo nie czytam cudzej korespondencji, a co do szacunku dla samej siebie to mam go na tyle dużo, że nigdy nie wdawałam się w związki z żonatymi facetami. Zastanowiło mnie też jak można pisać coś takiego do kogoś, co do kogo nie ma się pewności, że zrobił coś złego?? W tej sytuacji dalsza wymiana zdań wydała mi się zbędna. Stwierdziłam, że nie będę się tłumaczyć z czegoś, czego nie zrobiłam. Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Oczywiście rozmowy z przyjacielem prowadzimy nadal. Nadal się spotykamy. I nadal do niczego między nami nie doszło. Tyle, że jego żona nie wie o tym. I w związku z tym wciąż, po upływie ponad roku, robi awantury, oskarża go o romans i wymyśla, czego to jej mąż zapewne ze mną nie robił…???? To po prostu jakiś horror. Ona chyba nie zdaje sobie sprawy, że sama niszczy to małżeństwo. Swoją podejrzliwością, zazdrością i …… zbyt bujną wyobraźnią. A mój przyjaciel ?? Czasem mi o tym opowiada, choć robi to niechętnie, bo widać, że strasznie go to męczy. Dodam tylko jedno- ZDRADZANI (lub ci, którzy podejrzewacie tylko, że BYĆ MOŻE jesteście zdradzani) zastanówcie się zanim zaczniecie krzywdzić siebie, partnerów i ich przyjaciół, znajomych, kolegów. To do niczego nie prowadzi, a działa destukcyjnie na wszystkie zaangażowane w to osoby. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 10:27 Cóż za zakłamanie... Dziewczyno, zastanów się, co robisz! Masz jakieś skrzywione pojęcie o przyjaźni, nie mówiąc już podstawowym systemie wartości. Porozmawiaj z kimś mądrym, bo inaczej zrobisz komuś, w tym sobie, ogromną krzywdę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kręcacy głową Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.chello.pl 14.09.03, 12:13 zgadzam sie z przedmówczynią. straszne brednie. jakby tak ci zależało na szczęściu "przyjaciela" to byś zrozumiała że nie powinnaś niszczyć jego małżeństwa, rodziny. ty jestes po prostu egocentryczka która widzi tylko swój czubek nosa. oj dobrze ci "ta głupia żona" napisała. zrozumiesz jak sama się znajdziesz po drugiej stronie. facet kłamie zonę a ty sie dziwisz że ona nie ma do niego zaufania. co za niedojżałość emocjonalna. blee.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 17:27 do kręcącego głową :-)) W jakiż to sposób niszczę ich małżeństwo??? W taki,że namawiam do szczerej rozmowy i dogadania się?? A może w taki,że wspieram kogoś w dążeniu do dobrego zakończenia?? pomyśl o tym... Nigdy tez nie nazwałam tej żony głupią-rozumiem, że chciała ratowac małżeństwo, ale sposoby jakie wybrała mogą spowodować zupełnie odwrotną reakcję. A co do okłamywania jej... cóż.... gdyby koleś ukrywał swoje kontakty z innym kolegą nie byłoby problemu, ale skoro ukrywa kontakty z kobietą to zaraz jest to oszukiwanie......... Takie myślenie na ten temat,świadczy tylko o zbyt płytkim wgłębieniu się w sprawę. pozdrowienia :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vicky_brown Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 15:56 A co twoim zdaniem, miała spokojnie czekac az ty mu wleziesz do łóżka? Zastanów się kobieto.. Odpowiedz Link Zgłoś
abrakadabra10 Re:szkoda,że nie dotarłam tu rok temu 24.10.04, 20:03 Może lepiej byłoby mi uporać się z moimi sprawami, nie musiałabym przegryzać się sama przez te wszystkie sytuacje,które opisaliście. Jakie to wszystko podobne. Jest mi ciężko, ale teraz wiem, że scenariusz, według którego toczy się ostatnio moje życie, to nic nowego. Chętnie pogadałabym z kimś na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baśka Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 217.97.144.* 14.09.03, 16:04 A ja ją rozumię g69 i wiem co to znaczy, sam to niedawno przeżyłam i odczułam na własne skórze. Żona mojego kolegi z pracy i podwładnego uroiła sobie że jej mąż jest we mnie zakochany i mamy romans. Początkowo potraktowałm to jako żart, nawet śmiałam sie z tego, ale gdy ta urządziła mi awanturę to juz nie wytrzymałam i poprostu powiedziałm jej " prosto z mostu" to co myśle. Gdybyśmy ( ja i jej mąż ) chcieli mieć romans lub coś więcej to by nam nie przeszkodziła, może nigdy by się o tym nie dowiedziała lub na samym końcu. Zagroziłam że gdy nie zakończy tych insunuacji i komentarzy to wystąpie to przełożonych o przeniesienie jej męża do innej jednostki do innego miasta, bo nie pozwolę by niszczyła dobra atmosferę w pracy, nie pozwolę sobie by obrażała mnie, nie mam sobie nic do zarzucenia i nie będę tolerowała jej wybryków, oczywiście podam oficjalnie jaki jest - będzie powód wniosku o przeniesienie jej mężą. .Jestem osoba zdecydowaną i wiedziała że nie żartuję , zresztą użyłam jeszcze kilku "mocnych" słów. Uspokoiła się przynajmniej w stosunku do mnie, bo "zaatakowała" teraz inną, bogu ducha winną kobietę też na stanowisku uważając ją za rywalkę. A najciekawsze w tym jest to że sama ma kochanka ( nie pierwszego ) , oczym wie sporo osób- poza mężem, nie kryje się zresztą z tym , a jej mąż jest miłym uczynnym kolegą z pracy, który praktycznie prowadzi dom, sprząta gotuje i chyba jest " ślepy" lub tak jest mu wygodnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 17:15 dzięki baśka :-)) chciałam jeszcze coś dodać do swojej wypowiedzi.... niestety nie moja to wina, że żona kolegi nie rozumie podstawowej rzeczy czyli, że nie poświęca swojemu mężowi wystarczająco dużo czasu, aby czuł z nią więź i czuł się jej potrzebny..... a mężczyźni tez tego potrzebują, choć nieczęsto się przyznają do tego.... Nie mogę także odpowiadać za jej wizje ułożone w głowie przez zbyt bujną fantazję. A co do mojego rozumienia przyjaźni to.... tak ją właśnie pojmuję-nie wyobrażam sobie zerwania kontaktów z kimś kogo znam od lat tylko dlatego,że jego żona tego chce. Przyjaciół podobno poznaje się w biedzie........ Więc jeśli WY - moi oponenci - opuścilibyście przyjaciela w takim momencie (chodzi o wsparcie i rozmowę, a nie przytulanki i sex) to współczuję Waszym przyjaciołom,jeśli ich macie .... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 08:47 Wygląda na to, że pomoc terapeutyczna jest jednak niezbędna. Zupełnie nic nie trafia... To przerażające. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie-do b69 IP: *.kobierzyn.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 10:47 To,ze masz inne poglądy niż ja nie upoważnia Cię chyba do zalecania mi terapii....... terapia jest potrzebna raczej ludziom, którzy zagubili się we własnym małżeństwie i szukają pocieszenia gdzie indziej..... i dla tych, którzy zauważyli,ze zaczyna się jakiś problem w małżeństwie i nie potrafią go rozwiązać normalnie tylko oskarżają cały świat,że jest przeciwko nim.... Odpowiedz Link Zgłoś
agata1972 Siła zdradzonych do g69 15.09.03, 13:42 Wszytstko pięknie, ładnie to miłe, że starasz sie być dobrą przyjaciółką, to się chwali :) Tylko nie potrafieę zrozumieć, dlaczego pozwoliłaś sobie na te "wirtualne pieszczoty" przecież wystarcyło bys oponowała w jakiś sposóbm to nawet jeśli żona to by przeczytła widziałaby,ze ty tego nie chcesz, a tak jest na Ciebie. Wydaje mi sie że są różne powody zdrady, m.in. ciekawość jak to jest z kimś innym. Każda z nas mężatek obawia sie takiego momentu, ze dowie się o zdradzie... spróbuj ją też zrozumieć, fakty przemawiały za tym, ze coś was łączy - takie "wirtualne pieszczoty" można różnie odebrać, też nie byłabym tym faktem zachwycona gdybym coś takiego wyczytał i trudno by było uwierzyć, że to tylko wirtualnie, pozdrwaiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g69 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.kobierzyn.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 14:04 Tak , to jedyna rzecz jakiej żałuję...... że nie powiedziałam "stop- to już wykracza poza przyjaźń". Ale cóż , każdy popełnia błędy - ten akurat wiele mnie nauczył. I naprawdę próbowałam zrozumieć tą kobietę, wiem,ze mogła się źle poczuć i odebrać to jako zdradę. Jednak wiem też, ze żadne wyjaśnianie tej sytuacji nic nie da, bo ona po prostu nie przyjmuje do wiadomości,ze NIC nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
agata1972 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 15.09.03, 14:18 i nieststy nie zrozumie - to nie takie proste, nawet jeśli powie, że juz ok - to i tak w głebi siebie zawsze będzie wierzyła w tą zdradę. A poza tym co to jest zdrada??? Ja uważam, ze on zdradził żonę dając Ci "wirtualne pieszczoty" - bo jak sama napisałaś to wykroczyło poza przyjaźń. Z drugiej strony bardzo go wybieliłaś a tak właściwie jaki są uklady między małżonkami znasz tylko z jego relacji - a on jednak szukał przygody - i znając Ciebie pewnie wiedział, że nie miał by szans gdyby powiedział, ze ma cudowną żonę... może to tak... Nie masz co liczyń na jej zrozumienie, bo to nie przejdzie - a on jak będzie chciał zdradzić to i tak to zrobi... Ja jestem mężatką od długiego czasu i bywały momenty,z ę podejżewałam - ale nie chciałabym miećtego potwierdzonego czarno na białym... to strasznie boli... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuzia Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: 217.153.159.* 15.09.03, 14:54 Gość portalu: g69 napisał(a): > Tak , to jedyna rzecz jakiej żałuję...... że nie powiedziałam "stop- to już > wykracza poza przyjaźń". Ale cóż , każdy popełnia błędy - ten akurat wiele mnie > > nauczył. I naprawdę próbowałam zrozumieć tą kobietę, wiem,ze mogła się źle > poczuć i odebrać to jako zdradę. Jednak wiem też, ze żadne wyjaśnianie tej > sytuacji nic nie da, bo ona po prostu nie przyjmuje do wiadomości,ze NIC nie > było. Zraniłaś ją i zrozumiesz co się stało, gdy będziesz w takiej samej sytuacji. Nie rób drugiemu co by tobie było niemiłe. Facet, który opowiada w pracy o problemach z żoną szuka przygód albo następnej żony. W mojej pracy większość kolegów ma wspaniałe poczucie humoru, ale ich żony, czy dziewczyny to temat tabu. Skoro to pierwsze takie Twoje doświadczenie, to bardzo dobrze że masz wyrzuty sumienia. Zrezygnuj z takiej przyjazni, a zobaczysz - on znajdzie sobie następną taką powiernicę. Chyba , że historia ta będzie miała ciąg dalszy. Czy można mu ufać? Wszyscy jesteśmy narażeni na pokusy, ale nieprowokowanie nieszczęść to warunek udanego, szczęśliwego związku. Nieporozumienia zdarzają się w każdym małżeństwie, ale osobom postronnym nic do tego. Co można sądzić o przyjaciółce Twojego przyszłego męża, martwiącej się, że coś z Tobą nie tak i pocieszającej go słownymi pieszczotami. Może to zdrada gorsza od przespania się z prostytutką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wika Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.coig.katowice.pl 15.09.03, 15:56 Agato, Z wielkim bolem czytalam Twoj list i odpowiedzi do Ciebie. Moj maz od dluzszego czasu prowadzil taka wlasnie niewinna korespondencje internetowa. Realizowal w niej potrzebe kontaktu, bliskosci, ciepla, radosci, humoru, etc, tym samym wycofujac sie z ww. w naszym zwiazku. A moze po prostu szukal przygody, ucieczki od rutyny codziennego dnia,emocji silniejszych niz te w w tralym zwiazku... Potem powstalo uczucie do idealnej internetowej Przyjaciolki, cudowna projekcyjna, romantyczna milosc. Jakze ja realna kobieta moglabym z tym konkurowac, to inny wymiar... Potem spotkania, choc przeciez do niczego nie doszlo... nie podjeli decyzji o seksie... Bylo moje czekanie, moje poczucie odrzucenia, moja rozpacz... Byla straszliwa emocjonalna zdrada... Byla destabilizacja rodziny, niepokoj dzieci... Byly wahania mojego meza, jego agresja wyrosla z poczuc winy, moja agresja wyrosla ze zranienia... I caly ten czas moja walka - o nasz zwiazek, o moje poczucie wartosci jako kobiety, czlowieka, partnera, matki... Jest poczatek powrotu, choc wiem, ze musze zachowac czujnosc... Za nasz zwiazek taki, jakim byl odpowiedzialni jestesmy oboje, za ingerencje trzeciej osoby juz nie ja... Nie jestem tez odpowiedzialna za jego frustracje, po rozstaniu z ta kobieta, choc probuje mnie tym obciazyc... Bardzo cierpie... jedna jest dla mnie i mojego meza'korzysc' tej tragedii - nadzieja na energie do przebudowy mojego zwiazku z mezem... Dluga ciernista droga przed nami z ledwo migoczcym switelkiem w tunelu... Dla mnie motywacja do zmian, zycia dla siebie... Wiesz Agato, teraz ta kobieta tez cierpi, nie potrafila powiedziec stop,gdy przyjazn przestawala byc przyjaznia. Dla mnie jest wazne, ze nie potrafil tego zrobic moj maz, ale nie tylko dla nas dwojga ta sytuacja jest wazna lekcja. Odpowiedz Link Zgłoś
agata1972 Siła zdradzonych do Wiki 16.09.03, 08:53 Wiki! Podziwiam Cię. Musiałaś na prawdę wiele przejść. Myślę, ze najtrudniej w takich sytuacjach odbudować zaufanie a to z kolei jest podstawą udanego zwiazku. Nie rozumiem dlaczego czujesz się winna... Zapewne starasz się to wszystko odbudować, przede wszystkim dla dzieci... Gratuluję siły walki :) Jakbyś chciala pogadać prywatnie to napisz na adres agata1972@gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ada Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.23.* 16.09.03, 10:29 Jestem pełna podziwu dla Ciebie Wiki!!! Jestem w tej chwili w takiej właśnie sytuacji. Od trzech tygodni walczę o odzyskanie wiary w siebie, prawo do spokojnego życia dla moich trzech synów (9,11 i 13lat). Nie wiem czy powinnam odejść, czy dalej prosić "oprawcę" o łaskę dla chociażby dzieci. Wierzyłam mojemu mężowi bezgranicznie przez 14 lat, a okazało się że o conajmniej 3 lata za długo. Moimi rywalkami (okazało się że było ich więcej niż jedna) były właśnie panie "wirtualne" z którymi mój mąż prowadził długie, nieskrępowane rozmowy różnego rodzaju i z którymi spotykał się (jak mówi) tylko na kawę. Całymi nocami "pracował nad projektami" a później spał popołudniami. Gdy wszystko wyszło na jaw jedna z panienek pokroju g69 napisała SMS o terści cyt" U mnie jest impreza przyjdźcie, dla niej też coś się znajdzie..." Gdy powiedziałam mężowi co o niej myślę stwierdził że ona jest niewinna i nie powinnam jej do niczego mieszać. W rozmowie telefonicznej z nią stwierdziła, że ona "biedna" zostanie sama a ja mam przecież dzieci. Co poradzić na takie damskie "pustaki"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wika Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.coig.katowice.pl 16.09.03, 14:35 Ada, Jeatem z Toba i zycze Ci duzo energii w Twojej walce o Twoj zwiazek, jesli taka podjelas decyzje. To dluga i trudna droga. Pamietaj,to Ty jetes w zona i matka, Twoj zwiazek z mezem to realnosc, zycie, wspolne lata, radosci, problemy. Moze czegos w nim brakuje, bo trudno o ideal na ziemi, ale szukac musimy w nas samych, a nie poza zwiazkiem. Moze ta trudna chwila pomoze Wam sie odnalezc z mezem - pelniej i dojrzalej. Strasznie boli, ale nie trac wiary w siebie, nie watp w siebie ani przez chwile! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kiki Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:28 Powystrzelać!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cox2 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 17:38 To wrecz zadziwiajace, jak jednakowo odczuwamy i przezywamy zdrade. Przezywalam i przezywam podobna sytuacje. Najgorsze jest jednak to, ze mimo iz wydaje sie, ze maz stara sie ze wszystkich sil naprawic nasz zwiazek to ja nie moge zapomniec. Jak znowu uwierzyc w szczerosc slow i czynow? Caly moj dotychczasowy swiat i wiara w takie wartosci jak milosc, lojalnosc, wiernosc przestal istniec - jak zbudowac go na nowo? A jesli nie uda sie go odbudowac, to jak zyc? A tym wszystkim "wyrozumialym" przyjaciolkom z pracy pragne powiedziec, ze to nie urazona duma zon powoduje ich wscieklosc. Te pogardzane przez was zony walcza o swoja godnosc, o wartosci, w ktore wierza i wyznaja a wy je depczecie. Ja bardziej winie mego meza, a nie kobiete, ktora jest jego kochanka, ale nie daje jej prawa do oceny mojego postepowania - to ona brutalnie wdziera sie w moje zycie nieproszona i powinna choc na tyle miec przyzwoitosci w sobie, aby wiedziec, ze postepuje niegodnie. Jesli tego nie rozumie to "nie dorasta mi do piet". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 07:56 Tak właśnie to jest. Bardzo trafnie to ujęłaś. Może jednak coś do "przyjaciółeczki" trafi. A Tobie życzę, żeby się udało. Kiedy uczucie istnieje, to nawet zdradę można wybaczyć i zbudować życie, w tym zaufanie, na nowo. Zapomnieć się nie da, ale można traktować to jako incydent, jeszcze jedno doświadczenie - okrutne i bolesne, ale stanowiące to przysłowiowe dno, od którego można się odbić i stworzyć nową wartość. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M** Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.03, 15:25 Trzymaj się, Agato1972. Dasz radę, skoro podjęłaś taką decyzję. Łatwo nie jest i nie będzie. Jeśli mąż zechce również utrzymać Wasz związek, będzie musiał bardzo się postarać, żeby Cię o tym przekonać. Nieprędko zaczniesz wierzyć. Na początek daj sobie czas, aby przetrwać ból i uczucie upokorzenia. To wszystko tak podobnie się dzieje u nas wszystkich, że aż jest banalne. Jednego tylko życzę "przyjaciółeczkom". Podobnych przeżyć w ich związkach i żeby one już nigdy potem nie przestały płakać.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lk Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: 195.20.110.* 06.12.03, 13:53 Ja też z jednej strony staram się zrozumiec dziewczynę, z która zdradził mnie mój mąz. Wiem, że też cierpi, tęskni. Wiem,że wina lezy jednak zdecydowanie po stronie mojego meza, to On pozwolił sobie na rozwój tego romansu a jej na uwierzenie w ten związek. Ale w momencie gdy mąz wybiera powrót do domu, do wieloletniego szczęśliwego związku (tak!), każda kochanka powinna po angielsku po prostu zniknąć, każdej ze stron wtedy będzie łatwiej odbudowac swoje życie. I to jest własnie najtrudniejsze, ale podobno mozliwe. Bardzo w to wierzę, wierze w naszą miłość. Wierzę, że ta fascynacja inna kobietą pojawiła się z innych powodów niz brak szczęścia i udanego związku. Chodzimy z męzem na terapie do psychologa, próbujemy zrozumiec co się tak na prawdę wydarzyło, co z naszą miłoscia sie stało. Minęło raptem pół roku od momentu, gdy mój maż opowiedział mi o wszystkim. To był straszny czas, trudny ale szczery i prawdziwy, były momenty zwątpienia, wściekłości, żalu- ale tez momenty piekne, które pozwoliły nam zobaczyć siebie prawdziwych, porozmawiać o tym co dla nas ważne w życiu, o nas, o naszych dzieciach. I wierzymy mocno że nam sie uda. Choc cierpimy bardzo, ja ze swoim zranionym serce i zdruzgotanym zaufaniem, mój mąż ze swoim zwatpieniem w miłość "świetą" i jedyną i ze swoja tęsknotą za nieodwracalnym i za koniecznościa wyboru jednego z tych uczuć. Odpowiedz Link Zgłoś
anya1 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 09.06.04, 11:15 To ja zdradziłam. Z większością cytowanych banalnych atrybutów zrady. Mój mąż dowiedział się od żony mojego kochanka. Pięć lat mojego szamotania się, egoizmu, głupoty zrozumiała w jednej chwili. Kiedy zobaczyłam ciężar całej mojej przeszłości na twarzy mojego męża. To ja próbuję walczyć o nasze małżeństwo i wiem, że tylko miłość może uratować, miłość we mnie a nie miłość od niego. Ja muszę dawać jak najwiecej i mam nadzieję, że pozwoli mu to odbudować zaufanie i miłość. Czuję jakbym przez te lata nie wiedziała co to miłość. To dawanie, oddawanie siebie. Wszystkie bzdury o tym, że musimy myśleć o sobie, nie poświęcać się można wyrzucić do kosza. Robią z nas tylko nieszczęśliwych ludzi goniących za tym czego im jeszcze brakuje. A to jest proste. Miłość. Taki wybór. Modlę się tylko, żeby nie było za późno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pep5 Re: Siła zdradzonych do cox2 IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:31 Ja wybaczyłam.......po miesiącu okazało się że dalej mnie zdradza:( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kiki Re: Siła zdradzonych do g69 IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:20 A co gdybyś się w nim zakochała, albo on w tobie?Nie musicie od razu skończyc w łóżku.Jak byś sie czuła wtedy na miejscu żony. Nie czułabyś sie zdradzona.Jak by się wtedy wszystko potoczyło?.....lub potoczy:] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iwona Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie-do b69 IP: *.proxy.aol.com 01.10.03, 13:25 i ty poprzez swoja przyjazn do jej meza wyleczysz to ich malzenstwo - wybacz ale jestes naiwna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysza Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.w3cache.trzebnica.net / 10.17.64.* / *.router.trzebnica.net 18.09.03, 21:55 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m** Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.03, 15:46 > dzięki baśka :-)) chciałam jeszcze coś dodać do swojej wypowiedzi.... niestety > nie moja to wina, że żona kolegi nie rozumie podstawowej rzeczy czyli, że nie > poświęca swojemu mężowi wystarczająco dużo czasu, aby czuł z nią więź i czuł > się jej potrzebny..... I wiesz to od niego??? Oj, naiwnaś Ty, "przyjaciółko", naiwna.... A zapytaj go, ile czasu on poświęca na rozmowę z żoną... Na próby rozmowy... o czym chciałby porozmawiać... Czy pomaga w domu, aby odetchnęła i żeby razem mogli usiąść i pogadać.... Czy zaprasza ją na kawę, kolację, czy choćby hamburgera. Ty naprawdę jesteś egoistką. I napawasz się tym, że facet do Ciebie leci... Fantazjom zaś swoim Twój "przyajciel" dał wyraz w komunikatorze... Więc jeśli WY - moi oponenci - opuścilibyście przyjaciela w > takim momencie (chodzi o wsparcie i rozmowę, a nie przytulanki i sex) to > współczuję Waszym przyjaciołom,jeśli ich macie .... NIe opuściliśmy, ale żona przyjaciela odczuwała dyskomfort z powodu więzi rodzinnych, jakie zachodziły pomiędzy mną i największą miłością mojego "przyjaciela" (był to przyjaciel z dzieciństwa, a nie z biura. Ona źle znosiła nasze kontakty, a mieli prawo sami zdecydować o swoim zyciu. PO pewnej przerwie (zastosowałam się do jej życzenia) widujemy się i ona ma 200% pewności, że ani ja, ani moja krewna (jej poprzedniczka) nie stanowimy zagrożenia dla jej rodziny. Zatem, to jest wykonalne, ale trzeba spojrzec dalej niż czubek własnego egocentrycznego nosa arogantki! PS Jeśli im się nie układa, niech się rozwiodą, ale faceci to tchórze... lepiej mieć wikt, opierunek, niańkę do dzieci, być dobrym weekendowym tatuśkiem, a na boczku "przyjaciółkę" do pogadania... a potem inną... do czego innego.... Fu... Tchórzostwo i arogancja! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pep5 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:14 Biedny to on dopiero bedzie jak nie znikniesz z ich zycia.Zrozum że dopóki ty bedziesz(a jestes dla niego miłą odskocznią) to on nigdy nie zacznie sie starać i rozmawiac ze swoja żoną, żeby naprawić małżeństwo!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ada Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.23.* 16.09.03, 09:47 Gość portalu: g69 napisał(a): > Przeczytałam te wypowiedzi zdradzanych i opowiem coś innego…… > coś z innej strony. > Minął już ponad rok od tych zdarzeń, ale wciąż o nich pamiętam. > Mam w pracy kolegę-mogę nawet powiedzieć, że to mój przyjaciel- > znamy się osobiście, pracujemy w tej samej firmie, ale w różnych > miastach. Spotykamy się kilkanaście razy w roku, natomiast > najczęściej nasze rozmowy prowadzimy używając komputera (maile + > komunikator). Kiedyś zaczęliśmy rozmowy na bardzo różne tematy, > zwykłe, codzienne, firmowe, domowe. Mogliśmy pogadać o > wszystkim, naprawdę o wszystkim. Doszliśmy również do tematów > bardziej osobistych. Naszych związków, przyjaźni, miłości, > seksu. On zaczął mówić o niemożności dogadania się z żoną w > wielu sprawach, a ja o moich nieudanych związkach. Wspomniał też > o tym, że nie wie czy wytrzyma w tym małżeństwie…. Doradzałam mu > zawsze rozmowę z żoną i wyjaśnienie wszystkiego. Była też między > nami rozmowa... hmm...powiedziałabym o podłożu erotycznym. Było > to coś jak pieszczoty tyle, że wirtualne i to on był stroną > aktywną. Ale nadal była to tylko rozmowa. Niedługo potem > dowiedziałam się od niego, że jego żona przeczytała to > wszystko.... I cóż w tej sytuacji robi żona??? Najpierw robi > zadymę w domu i pyta męża jak mógł rozmawiać w ten sposób z > kimkolwiek innym niż ona?? Następnie pisze do mnie, zwracając > się po imieniu, „bo dobrzy znajomi jej męża są też jej > znajomymi”. Pisze, że bardzo się cieszy, że bardzo dobrze > dogaduję się z jej mężem, ale ma do mnie prośbę: żebym > ograniczyła swoje kontakty z jej mężem do służbowych, a do > pieszczot zaangażowała kogoś innego – najlepiej kawalera. Mam > zapomnieć o jakimkolwiek dalszym ciągu tych rozmów. Dodała też, > że być może kiedyś wyjdę za mąż i też przeczytam jak mój mąż > dopieszcza swoją koleżankę, a to jak zapewniła nie jest > przyjemne…. Podpisała się inicjałami, co od razu zrodziło w > mojej głowie pytanie: czyżby kobiecie zabrakło odwagi żeby > podpisać się pod tym tekstem??? Jednak cały ten tekst był dla > mnie informacją, że ona chce ratować małżeństwo i zapobiec > ewentualnemu romansowi jej męża. Natomiast ja poczułam się w tej > sytuacji idiotycznie, bo przecież ani nie namawiałam specjalnie > przyjaciela do tych rozmów, nie wyciągałam z niego jakie ma > problemy-to naprawdę wyszło spontanicznie. Nigdy też nie doszło > między nami do żadnej sytuacji intymnej. > On miał do mnie wtedy tylko jedną prośbę: nie dyskutuj z nią, > spróbuję z nią porozmawiać-może przejrzy na oczy i dogadamy się. > Bo to co przeczytała otwarło jej oczy, więc może zrozumie o co > tu chodzi?? Stwierdziłam wtedy, że tak naprawdę to ona powinna > się zastanowić dlaczego jej mąż nie rozmawia z nią tak jak ze > mną?? Dlaczego z nią nie ma tak dobrego kontaktu jak ze mną, bo > to tutaj był podstawowy problem. Rozmawialiśmy z nim także o tym > jej tekście. I on też się zdziwił, że nie podpisała się pod nim. > W każdym razie odpisałam, że anonimy mnie nie interesują i żeby > się przedstawiła skoro pisze tak mocny tekst. W odpowiedzi > dostałam informację, że to co napisała miało przemówić do mojego > sumienia, dobrego wychowania i kobiecego szacunku dla samej > siebie i jeśli do zrozumienia tego jest mi potrzebne jej imię to > podaje mi je……… > Tym razem mnie uraziła, naprawdę uraziła. Nie miałam w tej > sprawie NIC na sumieniu, wychowana jestem chyba lepiej niż ona, > bo nie czytam cudzej korespondencji, a co do szacunku dla samej > siebie to mam go na tyle dużo, że nigdy nie wdawałam się w > związki z żonatymi facetami. Zastanowiło mnie też jak można > pisać coś takiego do kogoś, co do kogo nie ma się pewności, że > zrobił coś złego?? W tej sytuacji dalsza wymiana zdań wydała mi > się zbędna. Stwierdziłam, że nie będę się tłumaczyć z czegoś, > czego nie zrobiłam. > Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Oczywiście rozmowy z > przyjacielem prowadzimy nadal. Nadal się spotykamy. I nadal do > niczego między nami nie doszło. Tyle, że jego żona nie wie o > tym. I w związku z tym wciąż, po upływie ponad roku, robi > awantury, oskarża go o romans i wymyśla, czego to jej mąż > zapewne ze mną nie robił…???? To po prostu jakiś horror. Ona > chyba nie zdaje sobie sprawy, że sama niszczy to małżeństwo. > Swoją podejrzliwością, zazdrością i …… zbyt bujną wyobraźnią. A > mój przyjaciel ?? Czasem mi o tym opowiada, choć robi to > niechętnie, bo widać, że strasznie go to męczy. > Dodam tylko jedno- ZDRADZANI (lub ci, którzy podejrzewacie > tylko, że BYĆ MOŻE jesteście zdradzani) zastanówcie się zanim > zaczniecie krzywdzić siebie, partnerów i ich przyjaciół, > znajomych, kolegów. To do niczego nie prowadzi, a działa > destukcyjnie na wszystkie zaangażowane w to osoby. Nie mogę uwierzyć że osoba, która to napisała nie widzi żadnej swojej winy w niszczeniu związku swojego kolegi z pracy. W pracy powinny toczyć się między wami tylko rozmowy służbowe. Gdyby nie twoja ingerencja, ten związek trwał by nadal bez burz. Dlaczego pozwalasz sobie na prawo rozmów intymnych z partnerem innej. Zastanów się czy byłabyś zachwycona dowiadując się o podonych rozmowach twojego partnera. Zacznij myśleć głową... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ela Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.myslowice.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 11:11 To, co napisałaś jest mi skądinąd dość znajome, gdyż przeżyłam właśnie niemal identyczną historię. Z tą różnicą, że to ja byłam obsadzona w roli zdradzonej/nie zdradzonej(?) żony. Różnica polegała też na tym, że nie widziałam większego sensu, żeby wypisywać maile do obcej, bezczelnej baby, która od przyjaźni biurowo-internetowej przeszła już do etapu, kiedy nacisnęła mojego ślubnego, żeby podjął jakieś życiowe decyzje (czyli chyba odszedł od żony i żył z nią). Różnica polega też chyba na tym, że mojemu mężowi chyba bardziej zależy na naszym związku, niż Twojemu przyjacielowi, bo ostatnio ta znajomość zaczęła go już męczyć (to, ze ona zaczęła naciskać i ta niby- przyjaźń damsko-męska, jak ją określała okazała się banalnym romansidłem)i ja dowiedziałam się o tym, kiedy praktycznie było już po wszystkim. To nie jest tak, ze żona jest sobie winna, bo nie ma dostatecznie silnego kontaktu z mężem, prawda jest taka, ze nowość jest zawsze atrakcyjniejsza od tego, co się zna. Nie bądź zatem taka pewna, że jesteś lepsza od jego żony. A swoją drogą facet tez jest niezłym draniem, skoro cały czas żyje w takim zakłamaniu, skoro jego żona jest taka zła, to dlaczego tego jej uczciwie nie powie, a może jest mu wygodnie mieć ciepłe gniazdko w domu, a w pracy poflirtować internetowo z koleżanką, żeby podnieść swoje meskie ego. Ty piszesz, że specjalnie nie zabiegasz o tę znajomość, ale przyznasz, że chyba nie z każdym kolegą z pracy uskuteczniasz rozmowy "o erotycznym podłożu", to wymaga jednak pewnego stopnia zażyłości między ludźmi, a tę zażyłość zbudowałaś wspólnie z kolegą z pracy (w przeciwnym wypadku byłoby to po prostu molestowanie). Tak więc droga "g69" trochę uczciwości proszę... Odpowiedz Link Zgłoś
heera Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 16.09.03, 12:44 Elu masz rację.Gdyby od dziewczyn pokroju g69 można było oczekiwać więcej uczciwości, mniej egocenyryzmu.Jestem tą zdradzoną.Moja historia zaczęła sięniewinnie.Początkowo były opowieści o sekretarce,jaka ona jestdzielna,pracuje, uczy się i sama utrzymuje się ,bo z ojcem ma zły kontakt/ co zresztą okazało się kompletną bzdurą.Ja współczując jej zabiegałam żeby nie została zwolniona z pracy.Potem były niewinne liściki,sms,telefony w trakcie urlopu.Mężowi imponowało zainteresowanie ze strony kobiety o dwadzieścia lat młodszej.I dla mojej rodziny ,moich synów zaczął się bardzo trudny czas.Rozumiem kobiety zdradzonei nie znajdę usprawidliwienia dla drugiej strony.Były rozmowy,prośby,kłótnie.Pani się ośmiesza- padała odpowiedz.Ale dla rodziny i dzieci,dla męża którego kocham,dla dwudziestu lat życia można się "ośmieszać".W małżeństwie nie ma miejsca na nieszczerość bo to doprowadza do braku zaufania.Myślę że młode kobiety ,z braku doświadczenia, nie wiedzą jak strasznie krzywdzą inne kobiety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAWA Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 16.09.03, 19:43 wszystie kochanki naszych mężów ( czy to panny czy mężątki)do GAZU. Życzę by ich faceci puścili je kantem to posmakują roli zdradzonej zony.Pożują szczęście zdradzonej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: girlfriend KAWA do lekarza! (n/t) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:20 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ronin Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 5.3.1R3D* / 212.199.28.* 23.09.03, 22:31 eee tam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koko Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 01:54 Skonsumowanie tego związku to moim zdaniem tylko kwestia czasu, nie oszukuj się. I zastanów się, czego właściwie oczekujesz po tej "przyjaźni". O JEGO oczekiwaniach nie wspominając. No i rzeczywiście, co za flądra z tej żony, jak śmie nie ufać swojemu mężowi! Zwłaszcza, że jak wspominasz, ukrywacie się ze swoją korespondencją. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Emilka B. Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 10:09 Mnie dziwi taka rzecz: dlaczego, zamiast zrozumiec tę kobietę (w koncu nie napisala nic obraźliwego za pierwszym razem), czepialaś się, że podpisala się inicjałami. Wiedziałaś, od kogo ten list, więc co to za cyrki z tymi inicjałami. Bardzo niewrazliwe. A oprocz tego, faktycznie jestes egocentryczna, bo najwyraźniej cenisz swoja przyjaźń znacznie wyźej niz czyjes małżeństwo. On, gdyby był porządnym człowiekiem, już dawno powinien rozluźnić wasze kontakty, choćby dlatego, że ranią one jego żone. A Ty powinnaś mu dopomóc w podjęciu tej decyzji (o rozlużnieniu kontaktu). Nie robiąc tego, oboje jesteście nie w porządku, i wmawianie sobie że "nic nie było, więc nic złego nie zrobiłam" to jakaś dziecinada. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olga Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 11:51 Czytam te listy o zdradach i zadaje sobie pytanie,czy kazda ze zdradzonych zon decydujac sie na malzenstwo, na podpisanie papierka, zadala sobie pytanie, czy tak bedzie pieknie przez cale zycie,czy zostawila sobie 20 % na to ze kiedys cos zlego miedzy wami moze sie wydarzyc,ze za meza birze sobie czlowieka ktorego tak naprawde nie poznala do konca, ze przysiega malzenska to sa tylko slowa i ze ludzie z biegiem lat sie zmieniaja. Zdrada jest i bedzie i nie ma co sie nad nia rozwiodzic,jedne zony o tym wiedza inne zyja wiele lat w nieswiadomosci ze sa zdradzane.Ale mezczyzna ktory kocha swoja zone, szanuje ja nigdy nie zdradzi. Nie mozna tu winic kobiet (kochanek)bo to nie one zabiegaja o wzgledy i na sile nie wypychaja sie do lozka, tylko mezczyzni robia wszystko zeby zdobyc kobiete,zachowanie samca. Napewno nie jedna zona chcialaby aby jej maz byl dla niej taki jaki jest dla kochanki, wiec albo trzeba sie postarac zeby meza zatrzymac przy sobie albo nalezy zazdroscic jaki wspanialy jest dla kochanki.Kiedys padlo stwierdzenia ze kochanka nie dorasta zonie do piet,jest gorsza od zony, chyba ktos sie pomylil kiedy to pisal,zawsze kochanka jest w czyms lepsza od zony,inaczej jakby wszystkie zony byly idealne to po co facet bralby sobie kochanke? Zdradzone zony maja urazona swoja kobieca dume,ale musza sie dobrze nad soba zastanowic gdzie i kiedy popelnily błąd, ze ich wlasny maz poszedl sobie do innej, moze powinny cos zmienic w sobie, radze sie dobrze nad tym zastanowic. Przeszlam przez zdrade mojego meza i to ona kochanka otworzyla mi oczy na swiat i na to jaka jestem (niestety ona byla lepsza odemnie),nie walczylam o swojego meza jak lwica, zachowalam stoicki spokuj i zaczelam zmieniac siebie.Minelo juz wiele lat, ja jestem inna kobieta.Nasze malzenstwo sobie trwa ale juz na innym ukladzie tworzymy fajny kumplowski duet,uczucia dawno minely,a najwiekszym sukcesem jest to ze maz szanuje mnie za to ze cala ta sytuacja ze zdrada przeszla spokojnie bez krzyku bez awantur z pelnym zrozumieniem z mojej strony.Napewno ktos zada pytanie dlaczego tak postapilam? poprostu staralam sie zrozumiec dlaczego to robi, co sie dzieje w jego sercu w jego duszy,szukalam przyczyny,staralam sie postawic w jego sytuacji, probowalam zrozumiec ta kobiete (chyba na jej miejscu nie oparlabym sie takiemu facetowi jak moj maz)i chyba najwazniejsza rzecz, robilam to wszystko sama,nie chcialam sluchac rad dobrych przyjaciolek czy kolezanek,bo to byl wtedy tylko moj problem.Dumna jestem z tego ze potrafilam sie tak zachowac, ze nikt nie ucierpial z calej trojki. Dlatego nie stoje po stronie zdradzonych zon ani kochanek,takie jest zycie, wszystkie sa wspanialymi kobietami.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
pestka03 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 14:33 Moim zdaniem kochanki często nie są w niczym lepsze od żon(może w Twoim przypadku było akurat inaczej),są tylko inne,NOWE.A co powiesz jeśli facet zdradza kochankę z inną kochanką,albo nawet kilkoma innymi.Jak to wytłumaczysz? Wszystkim kolejnym czegoś brakuje.... i powinny szukać winy w sobie???Przecież to chore?A może raczej z takim samcem coś jest nie tak??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sliva Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 17:46 Facet ma tzw niską samoocenę,czyli mówiąc krótko i dosadnie-jedna wielka kupa kompleksów,ktore leczy w ten właśnie sposob.Wydaje mu się,że im więcej panienek tym jest bardziej męski. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 19:01 Zdrada kobiet kojarzy mi się z konkretnymi brakami w związku(albo uczuć, zainteresowania z drugiej strony, albo normalności), zdrada mężczyzn jawi mi sie inaczej. To mężczyźni kreują sie na poligamistów. Dla nich uczucie i seks to dwie różne sprawy, mogą się łączyć lub występować niezależnie z innymi partnerkami. Może to jest prawdą, a może sprytnym męskim wytłumaczeniem na różne okoliczności. Gotowośc mężczyzn do uprawiania seksu nie wymaga zaangażowania kory mózgowej, wystarczą bodźce wzrokowo-dotykowe(dla niektórych prosta zasada:wszystko co sie rusza i nie ucieka na drzewo). Myślę, że jest też inna grupa mężczyzn, też chętnie by tak postępowali, ale jakieś geny, czy zasady, czy nie-wiadomo-co wyhamowywuje te atawistyczne zachowania. Oni zdradzają rzadziej lub wcale. Czy jest wiele kobiet, które poszłyby do łóżka niezaangażowane uczuciowo? A mężczyźni nie raz kochają sie w żonie(i nie chcą od niej odejść) a sypiają z inną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.wmc.com.pl 17.09.03, 19:22 Smutne, ale takie jest życie.Felieton p. Wrzosińskiej jest prawdziwy aż do bólu. Jeżeli chcesz walczyć o związek po zdradzie, zejdź parę poziomów w dół i zapomnij o godności. Czy naprawde warto? No, chyba że chce się mieć w domu spółkę cywilną z o.o. Nie wierzę w to, że po zdradzie małżonkowie odnajdą się na wyższym poziomie. Szkoda życia. Moja personalna opinia jest taka, że w pewnym momencie z jednej bądź obu stron wypala się miłość. Zdrada jest tego sygnałem.Pozostaje przywiązanie, a ono rodzi ból. Posty, które tu przeczytałam, potwierdzają to. Akceptacja tego prawa niesie spokój. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 19:46 W postach jest za mało wypowiedzi zdradzających, co czują, dlaczego nie potrafią najpierw powiedzieć rozstanie, potem nowa miłość, co czują gdy wrócą na łono rodziny. I niekoniecznie chodzi o jednorazówki, tacy są czymś skażeni i podlegają innym zasadom.(np. nie rokują nadziei, że to się nie powtórzy). Dlaczego jak coś sie nie układa po naszej myśli, to najpiew skłonni jesteśmy się fałszywie pocieszać(oszukiwać), zamiast szukać rozwiązań problemów. Dlaczego coraz częściej forumowicze piszą o potrzebie akceptacji możliwości zdrady, wręcz uznaniu jej za składnik związku. TO PATOLOGIA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cox2 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 21:35 do megxx Nie wiem jak tlumacza zdrade inni, ja otrzymalam wyjasnienie, ze to jest rzecz bez znaczenia, nie majaca wplywu na nasz zwiazek, ze tak dlugo jak miedzy nami wszystko uklada sie dobrze to nie ma mowy o zdradzie. Najwazniejsze sa relacje miedzy nami a tamto to taka inna bajka. Jest to bardzo wygodne tlumaczenie nie majace pokrycia w rzeczywistosci, bo stosunek meza do mnie ulegl bardzo wyraznej zmianie widocznej dla wszystkich, lecz nie dla niego. On uwazal, ze wszystko jest o.k., podczas gdy oddalil sie ode mnie, od dzieci i rodziny i nawet tego nie zauwazyl. Dla mnie zdrada "fizyczna" nie ma takiego ciezaru jak zdrada psychiczna, przez ktora rozumie wiez emocjonalna z inna kobieta,a tak wlasnie bylo w moim przypadku. Maz byl ze mna i dziecmi, a tak jakby go nie bylo. Nie wolno tez zapominac, iz zdrada pociaga za soba klamstwa, oszustwa, rozne podlosci o ktorych tak jak o zdradzie, tak trudno zapomniec. Bo po takim koszmarze trudno spodziewac sie, ze przekrecimy kluczyk, przeprosimy, wyznamy milosc i obiecamy poprawe, a wszystko wroci do normy. Odpowiedz Link Zgłoś
lafemme5 Re: polecam 18.09.03, 04:26 wizyte na www.dearpeggy.com - dla znajacych jezyk angielski. Ta strona jest pod opieka psycholog, ktora tym tematem zajmuje sie od przeszlo 20 lat, a temat zna i od strony badan naukowych i z autopsji. Mozna sie tam dowiedziec o przyczynach zdrad, i ich emocjonalnie dewastujacego impaktu. Pozdrawiam serdecznie, znajaca temat z autopsji. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 18.09.03, 17:45 Gość portalu: cox2 napisał(a): > > Nie wiem jak tlumacza zdrade inni, ja otrzymalam wyjasnienie, ze to jest rzecz > bez znaczenia, nie majaca wplywu na nasz zwiazek, ze tak dlugo jak miedzy nami > wszystko uklada sie dobrze to nie ma mowy o zdradzie. Najwazniejsze sa relacje > miedzy nami a tamto to taka inna bajka. Może nie miałoby wpływu, gdyby nie kradzież czasu i myśli, które mogłyby być poświęcone Wam. Ja zapytałabym co wybiera, czy nas, czy siebie. Drugiej szansy nie dałabym nigdy. On uwazal, ze > wszystko jest o.k., podczas gdy oddalil sie ode mnie, od dzieci i rodziny i > nawet tego nie zauwazyl. Dla mnie zdrada "fizyczna" nie ma takiego ciezaru > jak zdrada psychiczna, przez ktora rozumie wiez emocjonalna z inna kobieta,a > tak wlasnie bylo w moim przypadku. Co do więzi emocjonalnej u mężczyzn-czasem mam wątpliwości, czy oni w ogóle mają emocje. > Bo po takim koszmarze trudno spodziewac sie, ze przekrecimy kluczyk, > przeprosimy, wyznamy milosc i obiecamy poprawe, a wszystko wroci do normy. Po czymś takim nie możemy być tacy sami, a i związek jest już inny. Wszystko zależy na co partnerzy się zdecydują, jak zaczną zaleczać rany. Blizny i tak zostaną. Ale mam nadzieję, że nie należysz do tych co proponują zdradę wpisać w charakterystykę małżeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ela Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.myslowice.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 08:32 Gość portalu: Bambi napisał(a): > Smutne, ale takie jest życie.Felieton p. Wrzosińskiej jest > prawdziwy aż do bólu. Jeżeli chcesz walczyć o związek po > zdradzie, zejdź parę poziomów w dół i zapomnij o godności. Czy > naprawde warto? No, chyba że chce się mieć w domu spółkę cywilną > z o.o. Nie wierzę w to, że po zdradzie małżonkowie odnajdą się > na wyższym poziomie. Szkoda życia. Moja personalna opinia jest > taka, że w pewnym momencie z jednej bądź obu stron wypala się > miłość. Zdrada jest tego sygnałem.Pozostaje przywiązanie, a ono > rodzi ból. Posty, które tu przeczytałam, potwierdzają to. > Akceptacja tego prawa niesie spokój. Myślę jednak, ze to nie jest takie proste. To nie jest tak, ze wypala się miłość - ona po prostu nie zawsze jest taka sama, podlega zmianom w czasie. Zwiazek zawsze warto ratować wtedy, jeśli partnerom na nim zależy, bo jeśli nie, to rzeczywiście nic nie można już zrobić. Inną sprawą są oczywiście skutki zdrady - szczególnie dla zdradzonego, bo to on musi się z tym uporać emocjonalnie. Związek traci swoją "niewinność" i czy nam się to podoba, czy nie jest już inny, choć niekoniecznie gorszy. Czasem zdrada hartuje związek w ten sposób, że - jak z każdego błędu życiowego - możemy z niej wynieść jakieś nauki na przyszłość. Podstawowa nauka jest taka, że na miłość trzeba cały czas chuchać i ją pielęgnować, poza tym być czujnym, ale nie mam tu na myśli inwigilacji partnera, ale raczej zważanie na to, by zbyt nie oddalić się od siebie emocjonalnie. Sama jestem dowodem na to, ze pomimo zdrady miłość może trwać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heera Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 09:58 Zgadzam się z Tobą.Każdy związek zmienia się wczasie.Zauroczenie, miłość powinny przeobrazić się w przyjazń.Jeżeli przyjazń jest prawdziwa przetrwa najtrudniejsze chwile.Jeżeli partnera traktujemy jak swoją najbliższą rodzińę,znajdziemy w sobie dość siły na wybaczenie,zrozumienie.Moim zdaniem im dłużej trwa związek tym trudniejsze są decyzje. Odpowiedz Link Zgłoś
aquarius72 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 18.09.03, 10:05 Mój mąż, kiedy przyparłam go do muru i powiedziałam, że skoro mu ze mną tak źle, to niech odejdzie do niej załamał się i powiedział, że "nie może żyć beze mnie, tak jak nie można żyć bez powietrza", więc nie jest tak, że zdradza się, bo miłość się skończyła, powody są różne. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, możemy popełniać błędy. Ważne jest tylko, żebyśmy chcieli je naprawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pestka03 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 2.4.STABLE* / 195.94.206.* 18.09.03, 09:39 do Slivy Pewnie masz rację.Po wielu przemyśleniach też doszłam do takiego wniosku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.wmc.com.pl 18.09.03, 22:51 Przyjaźń to bardzo cenna rzecz, ale przyjaciół można mieć wielu.Przyjaźń nie równa się miłość, choć w miłości przyjaźń odnajdziemy. Miłość wyklucza zdradę, moim zdaniem. A jeżeli zdradzający deklaruje "Nie mogę bez Ciebie żyć tak jak nie mogę żyć bez powietrza...", świadczy to po prostu o jego słabości. I przywiazaniu, przyjaźni też. Oraz o tym, że nie kocha tamtej trzeciej. I jeszcze jedno - przyjaźń nie jest doskonalszym stopniem miłości. Nie oszukujmy się. Odpowiedz Link Zgłoś
yyysi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 23.09.03, 02:40 a moze to seksoholik? To mozna leczyc... Odpowiedz Link Zgłoś
an70 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 10.01.04, 13:04 Przeczytalam ten list z duza uwaga i podziwem dla autorki za jej opanowanie i madre slowa. Jest to jedna z niewielu wypowiedzi, ktora nie sprowadza sie wylacznie do potepienia tej drugiej i obrzucania najgorszymi wyzwiskami, a nawet jak ktos tu napisal "te drugie kwalifikuja sie tylko do gazu", no a przede wszystkim ze "nie sa kobietami" i za to, ze co niektorzy panowie zapomnieli o tym, ze maja u boku wspaniale zony, dzieci... powinny cierpiec niewyobrazalne meki. No wiec z calym szacunkiem dla wszystkich żon, to nie jest zawsze tak, ze ta druga (ta wywloka jak sadzicie - lagodnie mowiac) z premedytacja czyha na waszego meza, aby na bezczelnego wepchac sie do jego lozka, zabrac czas, mysli, uczucia, ktore to wam sie naleza. Ja sama jeszcze nie tak dawno temu nie potrafilam znalezc usprawiedliwienia dla takich sytuacji, kobiet, ktore staja sie przyczyna cierpienia zony takiego nieodpowiedzialnego hipokryty.Ale do czasu. Kiedy sama nie stalam sie ta... przez ktora cierpi inna kobieta, ktora na to nie zasluguje.Nie wiem kiedy i jak to sie stalo, ze przyjazn zamienila sie w uczucie, ale z pewnoscia nie chcialam tego i rowniez bardzo cierpie z tego powodu.Ja bynajmniej nie planowalam z zimna krwia wejsc w czyjes zycie malzenskie (wiem, ze to brzmi jak glupie usprawidliwianie sie)ale czlowiek, ktory jest mezem innej kobiety postanowil wejsc w moje zycie za wszelka cene, dazyl do celu bardzo dlugo,pierwszy mowil o uczuciach i podobno to bylo gleboko przemyslane, razem plakalismy itd, ale to niewazne. Tak przyznaje sie do tego, ze bardzo go kocham, jak nigdy dotad, ale wiem, ze to uczucie zakazane i niemozliwe. Dlatego prosze go, zeby zniknal, zapomnial o mnie na zawsze, nie szukal zadnego kontaktu przez wzgledu na zone, na to co przezyli razem, wiem, ze nie powinnam istniec w jego zyciu.Ale on wraca jak bumerang i nic do niego nie dociera, ze dla nas nie ma i nigdy nie bedzie zadnej szansy a jemu nie wolno jest mnie kochac. Wiem, ze jego zona tez cierpi, ale ja niestety jestem, istnieje, nie zapadne sie pod ziemie, aby jej bylo lzej, nie zmienie tego, ze jej maz mowi jej o tym jak bardzo mnie kocha, ze siedzi zamyslony, ze nie chce z nia rozmawiac. Olga, bardzo trafnie napisala, ze "decydujac sie na malzenstwo, na podpisanie papierka, zadala sobie pytanie, czy > tak bedzie pieknie przez cale zycie,czy zostawila sobie 20 % na to ze kiedys > cos zlego miedzy wami moze sie wydarzyc,ze za meza birze sobie czlowieka > ktorego tak naprawde nie poznala do konca, ze przysiega malzenska to sa tylko > slowa i ze ludzie z biegiem lat sie zmieniaja". Nigdy nie ma gwarancji, ze te uczucia, ktore byly na poczatku, z chwila podpisania umowy na 'milosc i wiernosc malzenska" przetrwaja do konca, chociaz wiele par ma to szczescie, ze pomimo burz udaje sie razem wytrwac na zawsze.Prawda jest, ze mezczyzna, ktory bardzo kocha i szanuje swoja zona nigdy nie doprowadzi do takiej sytuacji.Ale niestety zycie bywa czasami bardzo okrutne, potrafi zeslac na dwoje ludzi uczucie tak glebokie (nie chcodzi tu o seks), ze niestety rozsadek nie potrafi juz nad tym zapanowac.Wiec zycie calej naszej trojki zamienilo sie w pieklo.Niepotrzebne cierpienie, wylane łzy. Bo zadna zona, ani zadna ta druga nie zasluguje na to.Pewnie przeczytam tu steki wyzwisk pod swoim adresem, ale drogie panie... nie czuje sie, ani nie jestem "szmata", Nigdy nie wiemy, co nas w zyciu spotka, nawet uczucie do zonatego faceta,tego sie nie planuje, nie dazy za wszelka cene, tak sie czasami w zyciu namiesza, ze spotyka sie dwoje ludzi, ktorzy nigdy nie powinni sie spotkac.To jest dramat dla wszystkich.A sprawcy tego calego zamieszania? roznie bywa, jedni to robia naprawde z wielka premedytacja, inni nie potrafia sie opanowac... a jeszcze inni naprawde zakochuja sie, nikt z nas nie ma wylacznosci na milosc,ale oni tak samo ponosza odpowiedzialnosc za bol, upokorzenie, lzy kobiety bedacej po tej czy tez po drugiej stronie. To banalne, ale jestesmy tylko ludzmi,i te drugie nie sa wylacznie (... i tu powinno byc zestawienie wszelkich obelg)to sa rowniez kobiety,ktore takze cierpia i maja prawo rowniez czuc sie skrzywdzone. Moze tym paniom, ktore tak "zyczliwie" zycza tym "potworom, nie-kobietom") takich straszliwych cierpien, aby zaznaly tej 'pseudo" slodyczy jakiej sie zaznaje bedac ta druga. Zdarza sie, ze sa kobiety, ktore pakuja sie w uklad z takim panem nie zastanwiajac sie nad konsekwencjami,dla zabawy itp, ale sa tez takie, ktore niestety naprawde zakochuja sie i to czasami nawet z wzajemnoscia. Na zakonczenie wypada zyczyc tylko, aby jednych i drugich bylo jak najmniej, lecz to nieuniknione. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 14:45 Czytam rózne opinie, czasami myślę to o mnie pisze Pani, która rozumie mojego męża. Ba, była uprzejma i zadzwoniła do mnie mówiąc mi, zebym jej nie przeszkadzała w pracy. Nie wie jak bardzo bolą mnie jej przyjazne rozmowy z moim mężem. Spotykają się kilka razy w roku, przy okazji służbowych spotkań.Kiedy byłam w szpitalu moj mąż zadzwonił do niej żaląc sie jej na kolejne kłopoty żoną, zapomniał tylko o naszej córce, która musiała wysłuchac tych zwierzeń. To oczywiście jest tylko przyjażń, tylko przyjażn. Pani jest taka wyrozumiała, Pani jest taka wspołczująca,mój maż dzwoni do Pani w wieczór wigilijny, w Sylwestra, tak się martwi, żebym Pani nie skrzywdziła. Pani go tak rozumie, taki miły Pan, o wszystkim można z nim porozmawiać,przychodzi do domu podpity, bluzga wyzwiskami, poniewiera, poniża, miota się, nienawidzi, nie bierze odpowiedzialnosci za własne zachowanie. Jutro przyjdzie do biura wyśle Pani miłego maila, porozmawia, ale czy opowie to co powiedzial żonie, że jest zerem ,ze On i Pani pracuje na takie jak Ona. Te urocze służbowe spotkania, po których przyjeżdza z komentarzem, że życie może być piękne. Panie siedzą przy ognisku, Panie tak dobrze rozumieja potrzeby Tego miłego Pana. Pójdzie Pani z nim do sklepu, wybierze ładną bluzkę dla ich córki, żona to wie, nie wybierał jej sam, bo nie ma gustu, ale Pani ma gust,to Pani przyznaje, Pani jest tylko dobrą koleżanka, Pani nie widzi miny naszej corki, Ona sie tak cieszy z tej bluzki, ale Ona czuje sie winna, Mama jest taka smutna, niby wszystko jest w porządku, mama też chwali bluzkę, tylko dlaczego nie wybrała Pani jakiegoś drobiazgu dla Niej?. Pani jest tylko przyjaciółką, Wie Pani o ich kłótniach, to Pani wie o Jego uczuciach, o tym jak się czuje. Przyjażń jest czysta i szlachetna w intencji. Po powrocie do domu może ignorować żonę, bo przecież wszystko,co ważne zostało już powiedziane, wcześniej, w godzinach pracy, teraz przyjdzie, zje obiad, pobawi sie pilotem ,jego prawdziwe życie emocjonalne zawieszone. Jest w domu ,biedny i nieszczęsliwy, jego spełnienie emocjonalne to Pani.Żona ma depresję?, opowie o tym Pani barwnie, nie zauważy nawet Pani cierpienia, samotnosci tej kobiety, zobaczy Pani tylko Jego samotnośc i jego cierpienie. Gratuluję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kongo Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.e-wroc.com 16.04.04, 20:56 Siła Zdradzonych Reaktywacja Piszę do tych wszystkich "zaangażowanych", może zamiast wypłakiwać się na forum GW należy powiedzieć to tej drugiej osobie? Dlaczego tak łatwo opisać coś ogółowi a tak trudno mówić? Dlaczego tak trudno słuchać? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Abigail 7 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.astro.net.pl 10.03.04, 12:50 Poprzeni post mnie załamał. Co za naiwność i konsekwencja w samousprawiedliwianiu się. Najczęściej małzeństwo też bywa poprzedzone długim okresem przyjażni . Czy to gorsza przyjażń od tej jaką Pani zaproponowała?Po co ' zagęszczać znajomość z żonatym mężczyzną? Czy skutki są trudne do przewidzenia/ Czy jeśli czyś samochód podoba się Pani , jest wygodny i nic nie kosztuje , to może go pani zaanektować ? Czy nie przypadkiem przykazania nie kradnij i nie cudzołóż są przez tzw przyjaciółki są kompletnie ignorowane.Ten pan , którego pani koch znudzi się panią tak jak żoną i znajdzie kolejną ..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 09:45 Podobnie jak olga przeszłam przez zdradę męża, wiedziałam,że wina leży po obu naszych stronach. Mimo urażonej ambicji, przyjęłąm męża z powrotem, ale podjęłąm decyzję ,że to możliwe pod kilkoma warunkami. Po pierwsze muszę mu wybaczyć , po drugie nigdy mu nie będę tego wypominać , po trzecie tak jak żyliśmy nie możemy dalej żyć.Myślę, że zawsze będę pamiętać co się stało. Paradoks , ten romans nam pomógł, wydorośleliśmy. Ja postanowiłam coś z sobą zrobić, uznałam, że musiał mieć powód jeżeli poszukał innej. To była i jest ciężka praca , ale warto było.To była wariacka szansa i wykorzystałam ją.Zmieniłam stosunek do męża , spojrzałam na niego nie jak na moją własnośc. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.04, 15:10 U mnie bylo podobnie i jest teraz dobrze - oj, jak dobrze... Tamto zle trudno jest zapomniec, ale milosc sie odrodzila i to jest najwazniejsze. Pozdrawiam cieplo. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 21:10 U mnie jest dodatkowy problem ,rodzina męża ,która wolała tamta. Właśnie znalazłam u teściowej zdjęcia tamtej. I co mam zrobić? Odpowiedz Link Zgłoś
anya1 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 09.06.04, 12:00 Jak to zrobic? Walczę żeby ratować nasze małżeństwo. Zdradziłam. Chcę naprawić wszystko! Pomocy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kot Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.spray.net.pl 30.01.04, 22:14 Olga, mnie się wydaje, że jesteś po prostu zimną rybą i tyle... Nikt kto na prawdę kogoś kocha nie jest w stanie podejść racjonalnie do bycia zdradzonym... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: R Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 81.210.81.* 07.01.04, 14:24 Glupia jestes. Egoistyczna i naiwna. Odpowiedzialna i dorosla osoba nie pozwolilaby, zeby cos takiego sie zaczelo. Moze i on byl strona aktywna bardziej, ale brak reakcji tez jest reakcja. To ze mu na to pozwalalas swiadczy o Tobie, a nie o nim. On zrobil bardzo zle. Jego zona probowala zastosowac lek na skutki, a nie przyczyny. A Ty? Udajesz i wmawiasz samej sobie, ze jestes ofiara jego kombinacji. A sama pozwolilas na to ze tamten zwiazek jeszcze sie pogorszyl. Po prostu dolozylas do tego swoich dzialan. Ze ze to nie Twoje malzenstwo, nie oznacza ze nie bierzesz za to co sie stalo zadnej odpowiedzialnosci. Glupia jestes i niedorosla. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: myszka Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.mtvk.pl 02.06.04, 12:08 kobieto obudź się , jesteś w błędzie a żonę rozumię i to ona ma racje a ty ani się obejrzysz i jednak... wylądujesz w..jego łóżku a wtedy już dla was wszystkich będzie za późno! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vicky_brown Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 15:53 Ciesz się babo, że kobietka miała w sobie tyle klasy i nie przyjechała, by nawalić ci po pysku. Najlepiej zwalić całą winę na te 'niedobrą żonę'. Obyś nigdy nie musiała walczyć o swojego mężą i ojca twoich dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mama Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 22:18 To wcale nie musi byc tak, ze nie wie sie o niczym.Moj maz uwazal, ze musi byc uczciwy wzgledem mnie .Jak? Otoz nie oszczedzil mi niczego, zadnej wiadomosci, wiedzialam kiedy idzie do niej, kiedy nie wracal wiedzialam gdzie jest, teraz poinformowal mnie, ze ma syna...Nasze dzieci nie mialy nigdy taty kumpla, taty opiekuna.Zjawia sie i w niedziele jedzie z nimi na zakupy, zreszta coraz skromniejsze, bo przeciez trudno jest utrzymac 2 rodziny.To, ze sie ze mna jeszcze nie rozwiodl, to tak zwana presja srodowiska, no bo jak tu panie dziejku zostawic zone z 4 dzieci? Najmlodsza miala pol roku kiedy moj slubny poznal milosc swojego zycia.dowiedzialam sie , ze nigdy mnie nie kochal, ze jestem nudna , nie pracuje bo mi sie nie chce itd.Podbudowal mnie w sposob godny samca.Bylismy wtedy na za grnica, on w tak zwanym trudnym dla mezczyzn wieku.Walczylam poki sie dalo.Potem uznalam , ze juz nie ma o co.Wrocilam do kraju, zabralam dzieci, poszlam do pracy, wnioslam o alimenty.Zrezygnowalam z nich , gdy zgodzil sie placic mi takie, jakich zazadalam.Ale napisal tak obrzydliwy list o mnie, ze az go sobie skserowalam, zeby miec na pamiatke.Dowiedzialam sie, ze on cale zycie pracowal , zeby mi zapewnic zycie na poziomie, kupowal jwdzenie, a ja w sposob rozrzutny wydalam to co od niego dostalam,musial placic moje dlugi i takie tam brednie.Jeszcze jestem wsciekla , gdy sobie to przypominam.Dodam, ze nie pracowalam, bo ministerstwo w ktorym byl zatrudniony ma takie przepisy , ze zony nie moga pracowac na etacie. Najgorsze jest to , ze moj maz zaczal wierzyc w to wszystko, co o mnie napisal, lacznie z tym, ze zalozylam alarm, zeby nie mogl wejsc do domu.Zapomnial tylko, ze sa dokumenty, ze alarm zalozyli nasi ostatni lokarorzy, a on zaplacil za to. Moj dzis 14 letni syn zaczal sikac do lozka, bo tatus zabieral go na wycieczki z nowa miloscia i jej corka.Ba, po lekturze ksiazki Milosc we troje, moj slubny maz stwierdzil, ze on tez tak chce.Nie zgodzilam sie i uznalam , ze chyba mam wariata za meza.Dzis, po 2 latach od powrotu ,jego powrotu, moj nastapil 3 lata temu, jest miedzy nami tragicznie.Jestesmy oddzielnie, choc w domu maz ma swoj pokoj i wscieka sie, gdy dzieci mu tam buszuja.Ja juz nie reaguje na to.Musze byc czyjna, bo ktoregos pieknego dnia dzielnicowy przyszedl uzyskac ode mnie opinie o repatriantce pod moim dachem.Dowiedzialam sie wiec , ze mam juz lokatorke.Zlozylam zastrzezenie, ze jako wspolwlasciciel bez mojej wiedzy nie wyrazam zgody na meldowanie kogokolwiek.Jest na tyle niewrazliwy, ze przyszedl, bym mu pomogla to zalatwic. Mamy 14 letniego syna, ktory strasznie potrzebuje ojca.Nawet najbardziej kochana mama nie jest ojcem.Pal licho uczucia do mnie, stalo sie odszedl, ale on odszedl od dzieci i to mnie najbardziej rani. Najstarsza corka ma 19 lat i nie odzywa sie do ojca.Wie o wszystkim, bo tatus jest zwolennikiem twardego howu.Dzieci nie nalezy oszczedzac, maja poczuc strach zycia . Najszczesliwsza jestem, gdy nie mam go caly tydzien w domu.I pomyslec , ze to byl taki mily , sympatyczny facet, poki nie zwariowal.Bo to nie jest chyba milosc to co go laczy z tamta kobieta, bo i ja zdradza, ale ponoc to ich tylko bardziej laczy. Jest wolny, wolny do bolu.Czasem nuci mi Myslowitz i nawet jesli bede sam nie zmienie sie , to nie moj styl. Sa prostytutki i to nie tylko te damskie, on musi sprobowac wszystkiego, ja jestem na to za mala i nie rozumiem zycia.Coz, chyba ma racje, jesli to jest zycie. Czasem placze, ale z perspektywy tych 5 lat, kiedy jestem na etacie zony,bez przywilejow ale z mnostwem obowiazkow stwierdzam, ze jestem bardzo silna, ze nie przypuszczalam nawet tak bardzo.Wzielam odpowiedzialnosc za siebie i moje dzieci, za dom i prace,mam przyjaciol,wreszcie swoich a nie tylko jego.I czasem umiem glosno powiedziec, jestem szczesliwa ,choc nie wiem dlaczego.Po prostu mam juz z gorki, pogodzilam sie , ze juz nie bedzie tak jak bylo, zaakceptowalam pewne moje stany iii, zyje... Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonych 20.09.03, 23:13 Czy warto? Czy na pewno nie możesz odejść z dziećmi? Czy jesteś kolejną przywiązaną(uzależnioną) do domu, pieniędzy i poziomu życia? To, ze dzieci potrzebują ojca jest pewne, ale, czy takiego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Majka Re: Siła zdradzonych IP: 193.1.82.* 17.01.04, 16:39 Przeczytalam wiele artykulow tutaj... jedne sa bardziej drugie mniej przerazajace. Wiem tylko jedno, zyje sie dla siebie. Jesli sie jest osoba szczesliwa, osoby obok tez sa szczesliwe. A zwiazek sie ma po to, by w sumie razem miec wiecej niz osobno. Ale najwazniejsze sa uczucia swoje. Najwazniejszy nie jest on, ale TY!!!! Nawet dzieci w koncu odejda, albo powiedza ci ze twoje zycie to twoj problem. Zyje sie dla siebie. Wychowano mnie ze trzeba dawac, pozyczac, udostepniac, liczyc sie z uczuciam innych, pomagac innym, nie byc egoista (bee tak nie wolno)..... teraz czytam wspoczesne wychowanie dzieci: a w nim jak dziecko nie chce pozyczyc zabawki, to nie mozna go zmuszac do pozyczenia, bo wtedy zaglusza wlasna potrzebe ochrony swojego mienia, trzeba nagradzac ze sie odwazyl chronic wlasne uczucia, ze powiedzial NIE!!!!! Zyjcie dla siebie, szanujcie siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria Re: do Mamy IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 12:42 Jesteś wspaniałą i piękną kobietą. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Twojej determinacji. Również mądrości. Będzie to pewnie marne pocieszenie, ale wiem, że tacy mężowie istnieją. Dręczą, zabijają i jeszcze nie mają wyrzutów sumienia. Czasami, kiedy wydaje się nam, że nic dobrego nas już nie spotka, sytuacja się odmienia. Życzę Ci tego z całego serca. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mama Re: do Mamy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 17:52 Mario, dzieki, Odpowiedz Link Zgłoś
38sama Re: Siła zdradzonych 14.04.04, 15:07 Bardzo Ci wspolczuje, pociechy z dzieci Ci zycze i szczescia pomimo wszystko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nathan Re: Siła zdradzonych IP: *.man.polbox.pl 29.05.04, 19:24 Myślę, że jestem albo za jakich czas będę takim mężem. Niestety. Trochę wynika to z tego, że sam byłem zdradzany, a trochę z tego, że ciężko jest to wygrać ze swoją słabością. Rożne rzeczy cię łamią, chociaż nie jest to żadne usprawiedliwienie. Staram się jak najmniej zburzyć, bo wierzę jednak, że się odnajdę, że się zmienię. Myślę że Twój mąż też może tak myśleć, chociaż nic na to nie wskazuje. To okropne co napisał. Nie traktuje tego jak usprawiedliwienie, ale czasami robisz coś przeciw temu co na prawdę czujesz. To niemądre ale tak jest. Gratuluję Ci, że się odnalazłaś sama dla siebie. Nie ratuje to relacji waszych dzieci z Tatą. Ale im jesteś lepsza tym więcej szansy na odnalezienie dajesz mężowi. To co jak sądzę udało mi się zrobić dla żony to to, że stała się samodzielna. Ma pracę. Ma z czego żyć. Może odejść lub mnie wyrzucić jeśli chce. Nie wyrzuca mnie tylko daje mi odczuć, że nic dla niej nie znaczę. Pewnie tak musi być zanim się to ostatecznie nie zawali albo naprawi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kora Romans moze byc piekny IP: *.178.108.239.forward.012.net.il 21.09.03, 20:44 Nie usiluje polemizowac z zadna ze stron zdradzanych, z ich bolem i nieszczesciem na pewno autentycznym. Chcialabym jednak dodac swoja historie na dowod, ze romans pozamalzenski moze byc dobry, moze dac pozytywne rezultaty. Jestem mezatka. Mam bardzo dobrego, kochanego meza, ktory jest dla mnie najwazniejszy, ale m.in z jego powodu lecze sie od lat na depresje. Rok temu poznalam kogos przez internet. Tez zonatego i to szczesliwie. Bylo dla mnie bardzo istotne, ze szczesliwie, bo gwarantowalo, ze nie zacznie sie miedzy nami nic powaznego. Zatem niepowaznie - czaty, SMSy, telefony. Czulam, ze odzywam, ze ubywa mi lat, ze promienieje od srodka. Zrzucilam nawet pare kilo - ze szczescia nie chce sie jesc. Wreszcie trafila sie okazja, by spedzic razem jakis czas. Wykorzystalismy ja skwapliwie a kiedy czas minal wrocilsmy oboje grzecznie do domow. Odleglosc nie pozwoli nam sie wiecej zobaczyc, ale tez wcale tego nie pragniemy. Jakie plusy? Depresja poszla w kat, znow czuje sie prawdziwa, pozadana kobieta, na nowo odkrywam zalety mego wspanialego meza (za tamtego w zyciu bym nie wyszla...), mam fantastyczne wspomnienia na dlugie zimowe wieczory zas maz cieszy sie, ze ma w domu zadbana, szczesliwa i znowu zainteresowana seksem zone. Nie rozbilismy niczego. Obdarowalismy sie tylko to, czego kazde mialo w nadmiarze. Kazde odnowione, z nowymi silami (i nowymi pozycjami ;-), wrocilo do rodziny. Happy End... Odpowiedz Link Zgłoś
glajda do Mamy 24.09.03, 09:54 Ale dlaczego to ciągniesz? Dlaczego ten człowiek ma pokój w twoim mieszkaniu? jesteś silną, wspaniałą kobietą, prawo jest po Twojej stronie, rozwód byłby z jego winy, mieszkanie Sąd prawdopodobnie przyznałby Tobie /bo dzieci z Tobą mieszkają/, alimenty i to wysokie też. Dlaczego, dlaczego, dlaczego? jeżeli dla dzieci, to taka ułuda normalności bardzo je rani i w dodatku uczy, że małżeństwo to syf. Przepraszam za dosadne słowa. DLACZEGO? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mama Re: glaja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 21:07 bo prawo wcale nie jest po mojej stronie, alimenty sa groszowe ,dom sad kaze mi podzielic na pol,dzieci pozostana ze mna ,beda ciagane po psychologach, by ustalic jak to z ta wiezia emocjonalna jest.Tylko z pozoru jest to takie latwe...Bylam u adwokata, wiem co mowie.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
anna-maria17 Do mama 24.09.03, 21:51 Droga mamo, tego nie powinnas byla pisac. Skoro jest ci wazniejszy dom niz zdrowie psychiczne twoich dzieci, to ponosisz dokladnie taka sama wine, jak ich ojciec. Jesli by ci rzeczywiscie zalezalo na tym, zeby twoje dzieci sie prawidlowo i spokojnie rozwijaly, to bys za kazda cene starala sie o ich dobro, przedewszystkim. Sama sie zastanawialam, czytajac twoj post, dlaczego pozwalasz na to wszystko? Dlaczego pozwalasz, zeby twoj maz wyrzadzal taka krzywde dzieciom? Ale juz wiem. To nie chodzi o dobro dzieci. Chodzi o dom, chodzi o alimenty i chodzi o ew udowodnienie, ze wplyw ojca na psychike dzieci jest negatywny. A to wymaga troche zachodu. A dzieci kiedys wyrosna i pojda swoja droga a dom ci zostanie. Pozostawiam to bez komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krysia Re: Do mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.03, 22:43 Jak czytam takie listy, to mnie szlag trafia. Czy wy wszystkie macie kupę szmalu, czy żadna z was nie pracuje w budzetówce za 800zł, kiedy opłaty miesięczne przewyższaja zarobki, ?Czy nie rozumiecie, że matki nie odchodzą, cierpią, bo dzieci muszą jeść!Nigdy tego nie zrozumiecie, póki nie będziecie miały 40 lat, męża- babiarza, wyższego wykształcenia i marnych 800zł(dwa lata szukam dodatkowej pracy, setki ofert wysłanych i nic. Rodziny do pomocy też żadnej.20 lat temu też byłam taka harda. Odpowiedz Link Zgłoś
glajda do mamy 24.09.03, 23:05 nadal uważam, że można dużo zrobić, wina Twojego męża jest oczywista, chyba że nie napisałaś wszystkiego. Prawo mówi, że jeżeli rozwód następuje z wyłącznej winy jednej ze stron, to strona ta ma obowiązek zapewnić życie na podobnej stopie życiowej jak przed rozwodem. Nawet jeżeli Twój mąż pracuje "na czarno", to i tak sytuacja nie jest beznadziejna, bo można udowodnić mu to, że jest w stanie utrzymywać dwa domy.Alimenty mogą być całkiem niezłe, bo prawo bardzo chroni interes dzieci małżeńskich. Twoim zadaniem byłoby udowodnienie jego wyłącznej winy i możliwości płatniczych. To wymaga trochę wysiłku i stosowania metod bezwzględnych /np.nagrywanie rozmów, przechwytywanie korespondencji/ ale ten facet wydaje się być bezwzględny dla Ciebie i Twoich dzieci. Również Twoi znajomi mogliby bardzo pomóc, świadcząc w Sądzie. A psychologiczne badanie dzieci to nie żadne ciąganie po psychologach, tylko kilka godzin spędzonych w RODK. Chodzi tam o ustalenie, jak ewentualny rozwód odbiłby sie na nich i o późniejsze ustalanie kontaktów z ojcem. Psychologowie są odpowiednio przygotowani do rozmów z dziećmi. Wiem co mówię, bo sama jestem po rozwodzie, a moja koleżanka jest w jego trakcie. Pewna jestem, że takie badanie jest dla dziecka znacznie mniej traumatyczne niż to, co oboje dzieciaczkom fundujecie.Przepraszam za ostre sformułowanie, ale to Ty napisałaś, że czternastolatek zaczął się moczyć po aranżowanych przez ojca kontaktach z tamtą panią. A co do podziału domu na pół. Dopóki jesteście małżeństwem i nie macie rozdzielności majątkowej, możesz stracić ten swój dom. Wystarczy, że mąż narobi długów. Długi zaciągnięte podczas trwania małżeństwa obciążają oboje małżonków. Aż tak mu ufasz? sama piszesz, że zwariował. Odpowiedz Link Zgłoś
glajda Re: Romans moze byc piekny 24.09.03, 09:58 A mi się płakać chce, gdy to czytam.Powiedz, czy pozwoliłabyś na takie doświadczenie swemu mężowi? I z jakiego powodu cierpiałaś przez niego na depresję? Może on już wcześniej tak właśnie wzbogacał Wasz związek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kora Re: Romans moze byc piekny IP: 5.3.1R3D* / 212.199.28.* 01.10.03, 23:13 Nie wiem, czy to przeczytasz, bo juz sporo czasu minelo, ale odpowiadam. Tak, pozwolilabym, wrecz w ktoryms momencie namawialam go do tego. Depresje mialam miedzy innymi z tego powodu, ze dla meza liczy sie tylko praca i sport, w lozku jest nadal nastolatkiem. Sadzilam, ze taki romans by go obudzil. W miedzyczasie zas usychalam u jego boku. Romans mnie odnowil i odrodzil. Przypomnialam sobie jak to jest byc zachochana, odzyskalam energie na uczenie meza i zmienianie mojego malzenstwa. Teraz kochamy sie jak nigdy dotad. pozdrawiam k. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Rdla kobiety 01.10.03, 23:27 dla kobiety romans znaczy cos innego nie dla mężczyzny Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Romans moze byc piekny- Do Kory IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 13:38 jak to zrobilas, żeni zakochalas sie w nim i spokojnie wrocilas do meza mnie sie to nie udalo a teraz musze dalej trwac z mezem kochajac drugiego i nie daje sobie z tym rady Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Romans moze byc piekny do Kory IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 11:47 jak to zrobilas, że nie zakochalas sie w tym mezczyznie ja wpadlam natychmiast a teraz musze uczyc sie zyc z mezem , ktorego nie bede juz nigdy kochac, bo po 20 latach malzenstwa to sie juz nie wroci Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: po 20 latach 10.10.03, 12:11 Miłość się zmienia, nie może być jednakowa. Co czujesz do męża? Nic? Ja wierzę, że można po latach pokochać od nowa, choć nie każdy człowiek jest do pokochania. Mam na myśli ludzi z założenia niedobrych, złośliwych, głupich itd. Ale jeżeli u Ciebie nie ma takich przeciwwskazań, czemu nie spróbować odnaleźć w związku jakąś nową, stymulującą nić porozumienia? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: po 20 latach do megxx IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 17:27 sama nie wiem co czuje, a to co jest czy to wystarczy by przezyc razem reszte zycia? czy na nowo moglabym go pokochac, na razie na pewno nie. za duzo mysle o tym drugim. caly czas sie miotam, nie potrafie sie cieszyc a moj maz zna mnie bardzo dobrze i widzi co sie ze mna dzieje. Gdyby byl zlym czlowiekiem nie mialabym takich problemow i wiem, ze potrafilabym sie z nim rozstac. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: po 20 latach do moni 14.10.03, 18:01 Już to, że jest dobrym człowiekiem dobrze wróży. Czas uspokoi Twoje emocje, Twoje szalone myśli. Nie odeszłaś od męża, więc tam było mniej stabilności, czy czegoś takiego. Jesteś tu i teraz, tu masz swoje centrum. Z całego serca życzę Ci dobrych wyborów i radości z życia. I tak nie wiemy jakie będzie nasze jutro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kora Re: Romans moze byc piekny do Kory IP: *.bchsia.telus.net 12.10.03, 19:29 bylam zakochana przez chwile. Ale od samego poczatku wiedzialam, ze mojego meza za nic nie zostawie, bo to najlepszy partner na swiecie. Nie szukalam partnera, szukalam przygody. Bardzo Ci wspolczuje, wyobrazam sobie, jak to boli... Moze znajdziesz takiego, z ktorym uda Ci sie zwiazac? Albo odkyjesz meza na nowo? Serdecznie Ci tego zycze, k. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: matt Re: Romans moze byc piekny IP: *.sn.pl 13.10.03, 12:01 Happy End? Czy raczej jeszcze jeden romans który nie ujrzał świateł dnia? Pełne szczęście, bo zdradzany mąż i żona drugiej strony po prostu się nie dowiedzieli. Pełna beztroska, może kiedyś nawet będzie można to powtórzyć. Może nawet z jeszcze innym, cudzym mężem. I może znów się uda. Może................ Albo się nie uda ukryć, bądź wyjdzie przez przypadek - jak często bywa.....i? I nie będzie to już happy end! Za to w innym wtedy wątku forum kora będzie wymieniać minusy romansu. Bo minusy też są. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Żona Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.03, 23:14 Dziekuję Autorce za mądry, dobry tekst. Zawsze czytam cykl Dusza i Ciało. Dwa lata temu z bólem i wielkimi emocjami przeczytałam Sąd nad Kochanką autorstwa Pani Anny Dodziuk. Do dzisiaj pamiętam końcowe słowa, że kochanki chcą i potrzebują być kochane. Żony, te wierne i kochające też chcą być kochane - przegrywają na wstępie. Kochanka jest młodsza, jest pewną siebie blondynką bez zahamowań, wyzwoloną, z przeświadczeniem, że sie jej od życia należy cudzy mąż. I tak to sie zaczyna - w domu nudne obowiązki a dziewczyna tańczy!!! Z powodu coraz dłuższych nieobecności męża w domu tworzy się mechanizm błędnego koła - im bardziej zapracowana, zmęczona żona (nie bedąca na utrzymaniu męża, ale sama pracująca) tym atrakcyjniejsza kochanka (myszka - oryginalne), której jedynym obowiązkiem są upojne randki i bycie piękną i ubraną za pieniądze kradzione rodzinie przez dzielnego faceta (misia- tez oryginalne). Znajomi udają, że nie wiedzą - podają rękę facetowi, kłaniają sie kochance, z żoną nikt nie potrafi rozmawiać patrząc w oczy. Za to niebo które się otworzyło zakochany facet zrobi wszystko - wynajmie dziewczynie (żeby nie było wątpliwości - cudzej żonie) i jej dziecku mieszkanie, płaci za studia (dziewczyna jest ambitna wie jak wejść do lekarskiej rodziny - musi sie wykształcić), publicznie tuli dziecko tej pani i jakiegoś przypadkowego nie liczącego się męża (młody chłopak zatrudniony na dorywczych, wyjazdowych pracach ma być wymieniony na znanego w mieście lekarza - jak tu się dziwić, że dziewczyna się zakochała). Takie drobiazgi jak zakażenie chlamydią, opryszczką czy candidą to prawie szczęście - można przecież zdobyć ta drogą wirusy C i B zapalenia watroby, kiłę czy HIV (dzielna dziewczyna jest "pełną życia" - również mikrobiologicznego królową dyskotek i byłą partnerką innego lekarza - też misia z tego samego szpitala powiatowego - jak to bywa w kolumbijskim serialu. A najgorsze dopiero następuje gdy żona już (jako ostatnia w mieście)wie. Obwnianie siebie, decyzja o byciu razem. Wspaniały, sfrustrowany tchórz nie umie podjąć decyzji o rozwodzie zwłaszca gdy okazało się że dziwczyna ma ksywkę glajdys i gaciara nie całkiem bez powodu. Zaczyna się koszmar nowego wspólnego, smutnego życia. To życie dziesiątego gatunku. Nie potrafię zapomnieć, chociaż z serca chcę wybaczyć. Zycie intymne nie istnieje - ja ciągle porównuję, nie potrafię przestać wyzwolić się z myśli o tym, że ona była lepsza. Ona nie musi porównywać - ona wie, że jest lepsza, jej siłę daje mój mąż. Nienawiść do tej osoby niszczy tylko mnie, bo przecież jej niczym i nigdy nie skrzywdziłam. A Ona - urodziła mojemu mężowi dziecko - to się nazywa "zainwestować w brzuch", bo przecież nikt nie uwierzy , ze lekarz ordynator i pielegniarka studiująca na opłacanych przez kochanka studiach - kierunek "promocja zdrowia" nie wiedzą jak zapobiec ciąży!!!! Próbowałam chronić moje dzieci nie mówiąc im - i tak sie dowiedziały, bo tej osobie na tym zależało aby wszyscy dookoła wiedzieli. Żyję bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Łączą nas kredyty i budynek w którym mieszkamy z dziećmi. Moja determinacja, moja miłość nic nie ocaliła. Jestem i bedę wierna przysiędze małżeńskiej, bo jestem chrześcijanką i przede wszystkim jestem wierna sobie. Zdradziłabym siebie szukając innego partnera. Myślę, ze kiedyś znajdę siły aby odejść i żyć samotnie. Miłość mnie zniszczyła, został żal, ból, smutek, pogarda dla siebie i kogoś dla kogo żyłam całe moje dorosłe życie. Muszę się trzymać - jestem przecież silna, nie mogę sie upić, nałykać leków, popaść w depresję, uciec, "zaginąć" - jestem podobno mądrą, szanowaną, "wziętą lekarką" - stracę pacjentów i źródło utrzymania moich dzieci jeżeli pozwolę sobie na niekontrolowane szaleństwo. Zresztą nie mam gdzie uciec, moje dzieci mnie potrzebują. Zdrada powoli zabija, jest czymś nieodwracalnym, co zmieniło całe moje życie. Ja już na nic nie czekam. Jestem za słaba żeby walczyć i zbyt odpowiedzialna i silna by skończyć z życiem. Myślę o końcu mojego życia jak o wyzwoleniu - a mam dopiero? już? 45 lat. Cieszę się że Pani Zofia Milska Wrzosińka nie uważa zdrady za coś normalnego, tylko dlatego że tak wokoł często istnieje. To prawie dziwactwo dzisiaj tak myśleć. Niech chociaż jedna zdradzona osoba po przeczytaniu tego tekstu podejmie zwycięską walkę o uratowanie rodziny, czego serdecznie życzę wszystkim których spotkało "to co miało się w naszym życiu nie wydarzyć" . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mama Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 20:39 Droga Pani lekarko, zono.Wspolczuje Ci, poniewaz sama tkwie w identycznym piekielku.Tylko mnie jeszcze mlodsza kobieta tu z tego forum nawymyslala od materialistek, bo nie rozwiodlam sie z powodu wspolnych dlugow.Mowia , ze nic tak nie wiaze jak wspolne pieniadze, szczegolnie te do oddania..Tak jak ty wierze, ze kiedys uda mi sie uciec z tego chorego ukladu, niestety ,chyba nie predko..Pozostaje tylko byc silna i wierzyc, ze to co robimy jest dobre, bo my w to wierzymy.Dostojewski powiedzial kiedys, ze gdyby nawet udowodniono mu ze Boga nie ma, to on i tak nie przestanie w niego wierzyc.W zwiazku z tym choc dookola tyle brudu ja wierze , ze istnieje uczciwosc i sprawiedliwosc.Poki ja w to wierze one sa na tym swiecie.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G73 Re: Siła zdradzonych IP: 213.17.142.* 28.09.03, 21:22 Tydzień temu mąż powiedział mi, że "Jest kobieta". Chyba nigdy tego nie zapomne. Czytam wszstko co moze mi pomóc. Ja nie wyobrażam sobie zycia bez niego, czy to nie żałosne. Ja w przeciwieństwie do wielu innych kobiet nie mam dla kogo życ, nie mamy dzieci, a ja zawsze zyłam zyciem innych. Owszem pracowałam, studiowałam, ale w mojej głowie zawsze robiłam to wszystko dla kogoś, dla niego. Tydzien temu myslałam, ze moze bede żyć dla mojej matki, bo tak bardzo ją kocham, ale dzieś? Chyba zaraz zwariuję. On nie wie co ma zrobić, choc w piatek mówił, że nie ma sensu, bo on i ja nigdy tego nie zapomnimy i dlatego nie mamy szans, ale od wczoraj znowu sie zastanawia. On wie, że ja często miewałam mysli samobójcze, ale on był wspaniałym mężem i zawsze potrafił mnie z tych myśli wyciąnąć. A teraz ? Co ja zrobię??? O tej zdradzie wie moja przyjaciółka, która mówi żebym była silna. Staram się, chce mu wybaczyć, spróbować od nowa. W końcu jestesmy 7 lat po ślubie. Ja go nadal kocham, nie nienawidze, Co robic, co robic??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vivi Re: Siła zdradzonych IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.09.03, 13:01 ..cholera, strasznie Ci wspólczuję..ale w tym wszystkim jest jedna zasadnicza nieprawidlowosc - nie masz dla kogo żyć..? Człowiek nie moze żyć, tylko żyjąc dla kogos - każdy, nie tylko kobieta! W ten sposob uzaleznia sie od innej osoby, osob - to strasznie destrukcyjne przeciez.. jestes osobna, odrebna jednostką, jezeli nie odnajdziesz radosci zycia samego w sobie, szacunku, dumy, zadowolenia z wlasnej osoby, ktory nie bedzie wynikal wylacznie z faktu bycia z kims - to nie wydobedziesz sie z tej sytuacji i nie bedziesz silna - byc moze Twoj maz potrzebuja wlasnie takiej swiadomej siebie, swojej wartosci, samodzielnej kobiety? Poza tym całkiem mozliwe, ze z mezem dobrze sie ulozy - oczywiscie, ze mozna zapomniec, oczywiscie, bo sie jezeli sie tylko naprawde chce - mozna wszystko. Powodzenia!:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: usopkojona Re: Siła zdradzonych IP: *.torun.mm.pl 29.09.03, 17:23 Rok temu byłam dokładnie w takiej samej sytuacji, też mi się świat zawalił. Dziś wiem ,że nie można żyć życiem odbitym, choćby nojlepszego męża. Trzeba żyć dla siebie, nie martwić sie co powiedzą inni , po pewnym czasie czerpie się przyjemność z samodzielnego organizowania sobie czasu, zreszta ma się go więcej dla siebie.Poza tym wszystko można naprawić, można starac się zapomnieć . Dziś po roku romans męża wydaje się już tylko krótkim epizodem w naszym życiu, który najchętniej on sam wymazałby z pamięci, niestety mi jest to zrobić trudniej(a jednak boli , ale coraz mniej). Doszłam do wniosku , że myśleniem o tym zatruwam tylo siebie. Dziś moje życie wróciło do normy , mamy nadal wspolne plany i dzielimy życie, nie jest źle, ja myślę bardziej samodzielnie , jestem silniejsza. Najważniejsze , żeby w obojgu znalazła się wola do ratowania tego , co da się uratować. W tym momencie , w którym się teraz znajdujesz , jest najgorzej, trzeba to jakoś wytrwać i wygrać (taki skiz), ta rozpacz minie , wiem to, potem będzie już tylko lepiej, tylko zacznij myśleć o sobie i żyć dla siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m** Re: Siła zdradzonych-do G73 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.03, 16:04 Ja go nadal kocham, nie > nienawidze, Co robic, co robic??? Żyć, co minutę o minutę dłużej, oddychać, trzymać się... Nie jesteś sama. Jesteś więcej warta niż Twoje bycie dla Niego. Znajdź, coś, kogoś, co Ci doda sił... obraz, melodię, film, człowieka, modlitwę. szukaj, na pewno coś takiego istnieje. Przetrwaj, nie daj się.... Z głebi serca życzę powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosia Re: Siła zdradzonych IP: *.artcom.pl / *.artcom.pl 03.10.03, 16:45 Kochanie! Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Mnie mąż powiedział, że jest inna kobieta, kiedy byłam w 3 miesiącu długo oczekiwanej ciąży. Leżałam potem 3 dni bez ruchu, potem nadeszła depresja, histeria, poniżanie siebie - płacz i nakłanianie, żeby z nią zerwał. Dostawałam jedną odpowiedź - to jest silniejsze ode mnie. No cóż, nie miałam wyjścia,musiałam przez to wszystko przejść. Ciąża była dla mnie koszmarem, mąż ciągle wychodził do kochanki, w końcu, 3 tygodnie po porodzie, odszedł na zawsze. Od tego momentu poczułam się pewniej - wiedziałam już, na czym stoję i że muszę zacząć układać życie od nowa. Kupiłam rower, zaczęłam jeździć po Puszczy, pływać kilka razy w tygodniu, codziennie chodziłam z maleństwem na długie, parogodzinne spacery. Odżyłam. Teraz, 4 lata po zdradzie, mam nowego, wspaniałego męża (poznanego na czacie), ubóstwiającego moją Agusię, cudowne, spokojne, śmiejące się dziecko. JESTEM SZCZEŚLIWA, o wiele szczęśliwsza, niż gdybym została z pierwszym mężem i próbowała ratować małżeństwo. Teraz uważam, że to nie miałoby najmniejszego sensu, bo nigdy już nie byłabym pewna, czy mnie znowu nie zdradza. Mogę powiedzieć, że było warto. Cieszę się, że coś takiego mi się przytrafiło, bo potrafię teraz czerpać radość z życia. Jestem cały czas roześmiana. Różne są koleje losu, ale myślę, że wszystko obróci się w końcu na dobre, czego i Tobie życzę. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
anna-maria17 Re: Siła zdradzonych 28.09.03, 22:58 Droga mamo, nie naublizalam ci, jesli to o mnie mowisz. Jesli do wyboru jest dom i pieniadze (nawet dlugi) a z drugiej strony dobro dzieci ( i mam na mysli, to prawdziwe dobro dzieci), to nie ma sie nad czym zastanawiac. Kazdy dlug mozna splacic, kazdy kredyt podzielic i kazdy dom, ale krzywdy wyrzadzonej dzieciom, nie naprawi sie niczym. Jesli dziecko zaczyna sie nagle moczyc, to jest ostatni znak, ze dzieje mu sie krzywda z ktora nie potrafi sobie poradzic. Jesli te krzywde wyrzadza mu ojciec, to obowiazkiem matki jest, natychmiastowe odizolowanie dziecka, od zrodla tej krzywdy. Nie, mamo, nie zaslugujesz na wspolczucie. W twoich rekach jest twoj los i zdrowie psychiczne twoich dzieci. Nie zaslaniaj sie Bogiem i dlugami. Co dzieciom da fakt, ze zostaniesz wspolwlascicielem domu, jeli ich psychika zostala skrzywiona? Dla nich to jest niewazne. Dla dzieci wazne jest spokojne i zrownowazone otoczenie. Dom, czy M3 jest im obojetne.Powiesz im kiedys, ze w imie domu skazalas je na to wszystko? Mam nadzieje, ze kiedys same postawia ci to pytanie. A Bog, moja droga mamo, jesli istnieje, nie rozliczy cie kiedys z zachowanego majatku, tylko z tego, co zrobilas z najwiekszym darem jaki ci on dal. Z zyciem twoich dzieci. Bog nie zna pojecia dom i dlugi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Teresa Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 09:36 Piszecie o zdradach i o walce o utrzymanie zwiazku i o tym jak cierpia dzieci.Oczywiscie zgodze sie ze dzieci sa najwazniejsze, ale nie moga byc karta przetargowa, i kiedy przezywaja rozlam w rodzinie to tylko dlatego ze maja beznadziejnych rodzicow.W moim przypadku moje dzieci nawet nie poczuly, ze sie rozchodzimy i ze tata bedzie mieszkal i mieszka oddzielnie.Na poczatku to my sie musielismy oboje dogadac poza domem oczywiscie,potem przygotowalismy do tego dzieci.W moim sercu byl wielki zal i smutek, ale zdawalam sobie sprawe ze nie moge pokazac po sobie co tak naprawde sie dzieje,podobnie bylo z mezem.Moje dzieci nadal maja kochajacych rodzicow,tylko ze mieszkamy oddzielnie,ojciec ma dokladnie takie same prawa jak matka, i mam gdzies co postanowil sad, widzenie dwa razy w miesiacu,moj byly maz zabiera dziecie kiedy chce, odwiedza nas kiedy ma ochote.Nie jestem i nigdy nie bylam zawzieta zona,walczaca o utrzymanie zwiazku za wszelka cene, uwazam ze teraz jestesmy wspanialymi przyjacolmi,kazdy ma swoje zycie, swoje problemy i umiemy o tym rozmawiac,a do tego wlasnie potrzebna nam byla wolnosc. Moze najwyzsza pora zeby ludzie mogli sie dogadac,kulturalnie i spokojnie, a wtedy nasz dzieci nie beda cierpialy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 13:14 Czytalam z zaciekawieniem wasze listy, i zabraklo mi tutaj jednego wypowiedzi kobiety kochanki, dlatego postanowilam napisac.Tutaj na forum nie wstydze sie przyznac ze od dlugiego czasu mam romans z zonatym facetem.Rowniez jestem mezatka,mam dzieci i nie mam juz 20 lat.Napewno posypia sie w moja strone slowa krytyki,ale najpierw trzeba sie zastanowic czy wina lezy tylko po mojej stronie.W pelni jestem swiadoma, ze rowniez popelnilam blad pakujac sie w taki uklad,ale sila uczucia jest tak silna, ze nawet nie jestem w stanie tego wytlumaczyc,to trzeba przezyc zeby w tym wypadku mnie zrozumiec. Od poczatku mialam watpliwosci czy chce zebysmy sie przyjaznili,ale z dnia na dzien to On robil wszystko zebysmy sie spotkali,to On mowil piekne slowa,byl dla mnie cieplym, serdecznym facetem,to On chcial sie ze mna spotykac pod pretekstem krotkiej rozmowy.Bronilam sie,bo zdawalam sobie sprawe ze to nie ma sensu,ale jestem kobieta i mam uczucia,poprostu facet zakrecil mi w glowie.Nigdy nie bylo zadnych prezentow czy kwiatow,miedzy nami zaiskrzylo wielkie uczucie,potrzebowalaismy siebie na wzajem,seks tez nie wchodzil w gre na poczatku,bo nie bylo specjalnie mozliwosci, nasze spotkania byly czeste ale krotkie.Liczylo sie to ze mozemy na siebie popatrzec, wziasc sie za reke, pocalowac.Co wtedy czuje kobieta? szczescie, radosc,oddalaby siebie gdyby tylko mogla, a po chwili zostaje smutek i zal i wielka tesknota,bo juz pojechal do zony, do dzieci, do wlasnego gniazdka.I znowu czekanie na spotkanie, telefon, sms-a.I tak to sie ciagnie w bolu, tesknocie,pragnieniu,nigdy nie wiem co mnie czeka nastepnego dnia zyje w niepewnosci,watpliwosciach, kazdy dzien kiedy milczy jest dla mnie udreka.Zgotowalam sobie sam takie zycie,ale co mam poradzic kiedy kocham tego mezczyzne,dalam mu cala moja milosc,czuje sie przy nim szczesliwa i nieszczesliwa.Czesem nie wiem co mam robic, czy sie wycofac i zgotowac sobie kilka miesiecy a moze wiecej cierpienia i tesknoty, czy dalej ciagnac ten zwiazek i czekac co czas przyniesie.Trudno sie o tym pisze, bo wiem ze nie znajde zrozumienia i moge byc potepiona,ale czy to tak latwo powiedziec sobie "nie nie zakocham sie" albo "odkochuje sie dzis", rozum rozumem, a serce sercem. Drogie zdradzone zony! nie latwo byc ta druga kobieta,zadna z was nie chcialaby tak cierpiec z powodu jednego faceta, wiec jezeli kiedys dowiecie sie ze wasz maz was zdradza nie robcie mu awantur tylko wytlumaczcie jak bardzo krzywdzi swoja zone i swoja kochanke,ze przez niego cierpia dwie kobiety,bo on nigdy nie pomysli o tym,podchodzi do zycia zbyt egoistycznie, patrzy na swoje dobro i swoje korzysci.Nie zdaje sobie sprawy ze zona, mimo tego ze jest przy niej w domu,przezywa zdrade,a kochanka ktora jest daleko jeszcze bardziej. Nieraz mysle ze obie kobiety powinny sie trzymac razem i otworzyc facetowi oczy na zycie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 17:10 Gość portalu: kochanka... napisał(a): > Czytalam z zaciekawieniem wasze listy, i zabraklo mi tutaj jednego wypowiedzi > kobiety kochanki, dlatego postanowilam napisac.Tutaj na forum nie wstydze sie > przyznac ze od dlugiego czasu mam romans z zonatym facetem.Rowniez jestem > mezatka,mam dzieci i nie mam juz 20 lat.Napewno posypia sie w moja strone slowa > > krytyki,ale najpierw trzeba sie zastanowic czy wina lezy tylko po mojej > stronie.W pelni jestem swiadoma, ze rowniez popelnilam blad pakujac sie w taki > uklad,ale sila uczucia jest tak silna, ze nawet nie jestem w stanie tego > wytlumaczyc,to trzeba przezyc zeby w tym wypadku mnie zrozumiec. > Od poczatku mialam watpliwosci czy chce zebysmy sie przyjaznili,ale z dnia na > dzien to On robil wszystko zebysmy sie spotkali,to On mowil piekne slowa,byl > dla mnie cieplym, serdecznym facetem,to On chcial sie ze mna spotykac pod > pretekstem krotkiej rozmowy.Bronilam sie,bo zdawalam sobie sprawe ze to nie ma > sensu,ale jestem kobieta i mam uczucia,poprostu facet zakrecil mi w > glowie.Nigdy nie bylo zadnych prezentow czy kwiatow,miedzy nami zaiskrzylo > wielkie uczucie,potrzebowalaismy siebie na wzajem,seks tez nie wchodzil w gre > na poczatku,bo nie bylo specjalnie mozliwosci, nasze spotkania byly czeste ale > krotkie.Liczylo sie to ze mozemy na siebie popatrzec, wziasc sie za reke, > pocalowac.Co wtedy czuje kobieta? szczescie, radosc,oddalaby siebie gdyby tylko > > mogla, a po chwili zostaje smutek i zal i wielka tesknota,bo juz pojechal do > zony, do dzieci, do wlasnego gniazdka.I znowu czekanie na spotkanie, telefon, > sms-a.I tak to sie ciagnie w bolu, tesknocie,pragnieniu,nigdy nie wiem co mnie > czeka nastepnego dnia zyje w niepewnosci,watpliwosciach, kazdy dzien kiedy > milczy jest dla mnie udreka.Zgotowalam sobie sam takie zycie,ale co mam > poradzic kiedy kocham tego mezczyzne,dalam mu cala moja milosc,czuje sie przy > nim szczesliwa i nieszczesliwa.Czesem nie wiem co mam robic, czy sie wycofac i > zgotowac sobie kilka miesiecy a moze wiecej cierpienia i tesknoty, czy dalej > ciagnac ten zwiazek i czekac co czas przyniesie.Trudno sie o tym pisze, bo wiem > > ze nie znajde zrozumienia i moge byc potepiona,ale czy to tak latwo powiedziec > sobie "nie nie zakocham sie" albo "odkochuje sie dzis", rozum rozumem, a serce > sercem. > Drogie zdradzone zony! nie latwo byc ta druga kobieta,zadna z was nie chcialaby > > tak cierpiec z powodu jednego faceta, wiec jezeli kiedys dowiecie sie ze wasz > maz was zdradza nie robcie mu awantur tylko wytlumaczcie jak bardzo krzywdzi > swoja zone i swoja kochanke,ze przez niego cierpia dwie kobiety,bo on nigdy nie > > pomysli o tym,podchodzi do zycia zbyt egoistycznie, patrzy na swoje dobro i > swoje korzysci.Nie zdaje sobie sprawy ze zona, mimo tego ze jest przy niej w > domu,przezywa zdrade,a kochanka ktora jest daleko jeszcze bardziej. > Nieraz mysle ze obie kobiety powinny sie trzymac razem i otworzyc facetowi oczy > > na zycie. Nie jestem z tych, które posądzasz o rzucanie gromów na Twoją głowę. Jestem dokładnie tym kim Ty tyle,że już na następnym etapie. Doskonale wiem o czym mówisz jako,że przez długi czas przechodziłam przez to samo. Przypadkowe spotkanie, niechciane (poniekąd) uczucie, mnóstwo szczęścia i jeszcze więcej cierpienia. Rozumiem Twoje dylematy i bardzo Ci współczuję, taka sytuacja jest diabelnie trudna i nie ma z niej dobrego dla wszystkich wyjścia. Aż do momentu kiedy KTOŚ (kto?) podejmie jakieś ostateczne decyzje. Ja kochałam (i kocham nadal) tak bardzo, że sama nie potrafiłam podjąć żadnej decyzji. Więc On ją podjął i wrócił do domu. Minęło już kilka miesięcy i wcale nie jest lepiej i uczucie nie mija. Trzymaj się i czekaj co będzie dalej, rób to co jesteś w stanie znieść. Serd. pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 09:44 Dzieki nan za zrozumienie i mile slowa,wiem ze tylko ktos taki jak ty moze mnie zrozumiec kto przechodzil lub przechodzi przez taki etap swojego zycia.Dokladnie tak samo zdradzona zona zrozumie tylko zdradzona zone. Staram sie caly czas myslec realnie i podejmowac sluszne decyzje, ale nadal to ciagne i nie chce zeby sie skonczylo, a z drugiej strony wiem ze przedewszystkim robie sobie krzywde bo zbyt mocno sie zaangazowalam i odbija sie to na mojej psychice.Napewno nie krzywdze zony ani dzieci mojego faceta, bo nie wiedza o moim istnieniu,ja nie dzwonie i nie pisze sms-ow kiedy on jest w domu,spotykamy sie wtedy kiedy on ma czas,a ma go dla mnie nie wiele, ale za to czesto.Ja robie podobnie i u mnie w rodzinie tez nikt nie ma mozliwosci zeby o cos mnie podejrzewac.Pelna dyplomacja z korzyscia dla wszystkich. Ale...jest bol, jest tesknota,bardzo czesto sie zastanawiam czy to ma sens,czy poprostu zaczac powoli odsuwac sie,unikac,ale jak to zrobic zeby nie cierpiec? Czasem mysle ze bylo by lepiej gdyby on sie wycofal, ale wiem ze tego nie zrobi,bo byl juz jeden moment kiedy mogl to zrobic i nie zrobil. A ja? chcialabym ale nie moge,nawet nie zdawalam sobie sprawy ze tak bardzo mozna pokochac mezczyzne. Czekam i bede czekala co przyniesie zycie i pragnelabym zeby bylo dla mnie laskawe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 10:29 Myślę,że możesz tylko czekać. Któreś z Was kiedyś podejmie decyzję bo wiem z doświadczenia,że taka sytuacja nie może trwać wiecznie. W pewnym momencie będziecie oboje bardzo zmęczeni.Albo tym wiecznym ukrywaniem się i wszystkim co się z tym wiąże(wierz mi,wiem co oznacza dzwonienie o wyznaczonej godzinie, chowanie billingów i straszne noce kiedy było nam paskudnieźle a nie mogliśmy nawet do siebie zadzwonić). Albo zmęczy Was to,że nie możecie być naprawdę razem. Ktoś nie wytrzyma i coś zrobi. Nie chcę przez to powiedzieć, że musicie się roztać-może się to inaczej ułożyć. Jeśli mogę Ci coś radzić to przede wszystkim słuchaj siebie, bo tylko Ty wiesz ile możesz znieść.Jeśli będziesz pewna swojej siły to zrób jakiś krok,ale jeśli nie będziesz miała 200% pewności to zostaw to Jemu.Ale wiem,że jeśli Go kochasz to tak jak ja będziesz czekać na każdą sekundę z Nim.I nic na to nie poradzisz niezależnie od tego ile to przyniesie Ci cierpienia. O by los był dla Was łaskawy pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bea Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 15:19 Dobrze wiedziec ze wsrod kobiet sa takie ktore maja podobne problemy do moich,ale wlasciwie nie wiem czy mozna tu mowiec o problemie raczej o tym co zycie nam przynioslo.Znam dobrze to uczucie i nie bede sie rozpisywac na ten temat,bo ciezko sie pisze na temat bycia ta druga kobieta.Wazne jest ze napisalyscie na ten temat i byc moze wymiana swoich doswiadczen pomoze nam przetrwac w szczesciu i radosci,a nie tylko w tesknocie.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 15:58 Po tych wszystkich doświadczeniach, które (jak słusznie zauważyłaś) przynosi życie chyba już wiem co jest najważniejsze oprócz miłości naturalnie - szacunek. Dla Niego, Jego decyzji i też dla siebie. Tylko to spowodowało,że w najcięższych chwilach nie dostałam na głowę.Wydaje mi się, że Wam też może pomóc. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 16:07 I dziękuję, że odezałyście się na forum. Niedlatego,żeby pokazać zdradzonym żonom "drugą stronę medalu", ale fakt Waszej obecności bardzo pomaga. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wydawało mi się, że nikt mnie nie rozumie i jestem absolutnie sama .Okazuje się,że nie. I za tą świadomość jestem wdzięczna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka... Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 17:46 Super ze jestescie,jutro napisze wiecej pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: silna Re: Do kochanki i do nan IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 02.10.03, 09:32 Moje drogie Panie.Nie łudzcie się dlugo nadzieją bycia szczęśliwą kochanką cudzego męża.wasz romans może trwać bardzo dlugo,ale wcześniej czy póżniej wyjdzie na jaw Bardzo przypadkowo. To jest pewne na 100%CZar waszego szczęścia pryśnie jak mydlana bańka.Zonaci nie tak łatwo odchodzą od swoich żon.Kiedy wyjdzie na jaw a wychodzi,wasi kochankowie wracaja do zon skruszeni błagaja na kolanach o wybaczenie ,i kochają jeszcze bardziej. staraja się naprawić to co zepsuli.najbardziej przykre dla kochanek jest fakt kiedy wpadną w szpony zdradzonych zon.My zdradzone żony nie mamy dla was litości.Nigdy nie zbudujecie swojego szczęścia na nieszczęściu zdradzonej żony.Opamiętajcie sie panie dla własnego dobra i dobra waszych rodzin. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam35 Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:13 Faceci wracaja do swoich zon, ale zawsze na krotko, na rok moze dwa i tak potem szukaja ukojenia w ramionach innej kochanki, a moze nawet tej samej. Dla mnie jest logiczne jesli kocha sie swoja zone,dzieci,chce miec wspaniala rodzine i zalezy mu na szczesciu rodziny to nie szuka przyjaciolek i kochanek. Wiec nie łudzcie sie kochane zony, ktore zostalyscie zdradzone, ze wasi mezowie po zdradzie pokochaja was szczera miloscia,wroca na lono rodziny i beda udawac i robic wszystko zebyscie uwierzyly znowu ze sa najwspanialsi na swiecie. Jedno jest tylko pewne ze bardzo kochaja swoje dzieci i w 99% robia to dla nich, a nie dla was. Dlaczego to napisalem,bo nigdy nie przyszlo mi do glowy zeby zdradzic swoja zone, kocham ja bardzo,daje mi szczescie,cieplo i radosc, urodzila mi wspaniale dzieci, jest cudowna istota,rozumiemy sie pod kazdym wzgledem,wiec nie wyobrazam sobie zeby kiedykolwiek spotkac sie z inna kobieta.Moze jestem wyjatkiem, a moze nie wiem co mnie jeszcze czeka. A jesli chodzi o kochanki,im nalezy wspolczuc ze znalazly sie w takiej sytuacji, bo jestem facetem i znam facetow,to tylko ich wina, bo to oni zrobia wszystko zeby zdobyc kobiete,a potem to juz zalezy co ich polaczy. Pilnujecie zony swoich facetow i mezowie pilnujcie swoich zon. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:21 Dzięki bardzo Adam, to mądre co napisałeś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:19 Z uwagą przeczytałam Pani wypowiedź, jak również wszystkie wcześniejsze. I muszę przyznać,że nigdzie nie odnalazłam stwierdzenia mówiącego,że "łatwo" odchodzi się od żony, a tym bardziej od dzieci. To nigdy nie jest łatwe i nikt też tak nie twierdzi. Być może to odrobinę naiwne, ale dla mnie miłość polega między innymi na dawaniu, nie na braniu. Także dawaniu szacunku i swobody. Dlatego też już kochanką nie jestem-dałam swobodę "mojemu" mężczyźnie aby podjął takie decyzje, które uznał za najstosowniejsze. W jednym ma Pani rację-szczęście rzeczywiście może pęknąć jak bańka mydlana ale jeśli On jest szczęśliwy (z żoną, nie ze mną) to dobrze-zasłużył na to. Sądzę tylko, że przesadziła Pani z wylewaniem jadu na kochanki.Kiedy traci się kogoś ukochanego to zawsze jest to dramat, niezależnie od tego czy jest się legalną żoną czy nielegalną kochanką.A kopanie leżącego należy raczej do kiepskich obyczajów. Każdy jednak zachowuje się zgodnie z posiadanym poziomem kultury osobistej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka..? Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 11:23 Adam masz racje i mardze napisales,zgadzam sie rowniez z nan. A tak na marginesie calej sprawy,teraz kazda zona jest zona,przysiega ze nigdy nie zdradzi swojego meza,ale nigdy nie wiadomo ca ja czeka w przyszlosci,byc moze tez zostanie kochanka. Ja tez sie tak kiedys myslalam.Teraz jestem przekonana ze zycie niesie niespodzianki, ktorych sie nigdy nie spodziewamy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 11:28 W którymś momencie życia należy się nauczyć,że mogą nas spotkać sytuacje zupełnie nieprzewidywalne. I nic na to nie można poradzić pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ba69 Re: Do nan IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 12:04 Ten wtręt o kulturze osobistej był nie na miejscu, prawda? Pozycja osoby, która pomija wszelkie zasady etyczne i godzi się na romans z żonatym mężczyzną, nie daje prawa do jakiejkolwiek krytyki osoby, która w podobnej sytuacji została okrutnie i boleśnie skrzywdzona. Fakt zakochania się w żonatym facecie nie daje jeszcze prawa do angażowania się, prawda? A wystarczyłoby po prostu powiedzieć - nie. Ale do tego potrzebne są pewne wartości etyczne, znane nie tylko z teorii, ale też stosowane w życiu. A co do opinii Adama, to ma on rację tylko częściowo. Rzeczywiście, faceci - zdobywcy pozbawieni są wszelkich skrupułów i stosują wszelkie dostępne metody. Natomiast nie zgadzam się, że zdrada musi się powtórzyć. Istnieją przypadki, które spowodowały totalną odnowę życia w małżeństwie i wybuch uczucia na nowo. Tego życzę tym zdradzonym żonom, które kochają, potrafią wybaczyć i przyjąć skruchę i chęć poprawy męża. Łączę pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam35 Re: Do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 12:17 Fajnie sie czyta kiedy kobiety mezczyznie przyznaja racje, dziekuje za to,przeczytalem rowniez watek o malzenstwie z milosci czy z rozsadku.I zadaje sobie pytanie ile jest malzenstw z rozsadku? jesli takie sa to wiadomo ze wczesniej czy pozniej dojdzie do zdrady, a moze wybuchnie wielka milosc,a jesli malzenstwo z milosc to trzeba byc pewnym ze to uczucie sie nie wypali, a jesli sie wypali to bedzie malzenstwo z rozsadku.Pogmatwane to wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 13:32 Nie masz za co dziękować. Napisałeś coś niezwykle mądrego i cieszy,że są takie związki jak Twój i Twojej żony.Gratuluję i życzę dalej powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 13:29 Przyznaję,że miłość do mężczyzny żonatego (lub związanego z kimś innym) nie daje prawa do nawiązywania z Nim romansu.Proszę jednak uważnie przeczytać wypowiedź "silnej".Moim zdaniem bycie skrzywdzoną przez kogoś bliskiego nie daje także prawa do takiego agresywnego zachowania.Skrzywdzenie "wrednej kochanki męża" nie jest dobrym sposobem na odreagowanie doznanego cierpienia. "Rozszarpanie" tej drugiej nie odbuduje związku z mężem. Natomiast o normach etycznych w tej konkretnej sytuacji nie chcę dyskutować jako,że wiążąc sięz mężczyzną żonatym faktycznie wszystkie je złamałam. Proszę mi wierzyć-to nie jest powód do dumy. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tez zona Re: Do nan IP: *.bielsko.dialog.net.pl 02.10.03, 23:51 ...oczywiscie, ze nie daje prawa - zachowanie jest paskudne, myslenie jest paskudne, potwierdza sie tylko stereotyp.. od kiedy ludzie maja siebie na wlasnosc..? To straszne, ze tak mozna sie zachowywac, myslec, nie widziec winy w sobie- mam na mysli te nienawisc i agresje, nie umiec wyciagnac trzezwych wnioskow z tej przykrej sytuacji.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka i zona Re: Do kochanki i do nan IP: *.bielsko.dialog.net.pl 02.10.03, 23:35 ..lepiej byc na chwile szczesliwą kochanką niz do konca zycia zgorzknialą, zaborczą, podejrzliwą, pałajacą nienawiscią, silną - NIESZCZESLIWą zoną.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych IP: *.wmc.com.pl 29.09.03, 17:22 Ten, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w Ciebie kamieniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ba69 Re: Do kochanki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 09:11 Przeczytałam Twój list kilka razy. Piszesz, że nie masz już 20 lat, jesteś mężatką i matką. I to nie daje mi spokoju, bo odnoszę wrażenie, że ten tekst napisała zupełnie niedojrzała osoba. Zwłaszcza ostatni akapit mówiący o wspólnocie przeżyć (!) i pewnego rodzaju solidarności (!) między żoną a kochanką ... Jak to możliwe, że kobieta - robiąca wrażenie osoby na przyzwoitym poziomie, dochodzi do takich wniosków? A może to po prostu przejaw bezradności? Może powinnaś przemyśleć jeszcze raz swoje uczucia i zweryfikować postawę? Przecież on najwyraźniej - jak większość facetów, szuka tylko odskoczni, i nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek romatycznym uczuciem. Mężczyzna szukający przygody wykazuje dużo inwencji, żeby zdobyć swój obiekt. Nie ma się co łudzić, niszczyć życie rodziny i szczęście innej kobiety a siebie kreować na ofiarę uczucia. Otrząśnij się dziewczyno! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 14:10 witaj widze ze nie sledzilas od poczatku wsystkich wypowiedzi, bo sama tez pisalam na temat i nie tylko ja. Moj romans trwal tylko lub az rok ale dla mnie ciagnie sie nadal, bo nie moge o nim zapomniec, zakochalam sie niestety. Nie zaluje niczego co zrobilam, ale coraz czesciej jestem zla na siebie, ze dalam sie tak podejsc (chociaz tego chcialam i chce). Mialabym ochote go zniszczyc, za to ze trafil na mnie ze swoim problemem wieku sredniego, znudzenia jedzowata zona (tak mowil chociaz nieczesto) i z checia zrobienia tego z druga kobieta. Mam nadzieje jednak ze moj zdrowy rozsadek zwyciezy i nie zrobie nic glupiego, niepotrzebnie wiem, gdzie pracuje jego zona, gdzie uczy sie jego corka (do tego samego liceum chodzi moj syn). czulam sie dokladnie tak jak Ty. wiem, ze gdybym mogla to wszystko powtorzyc zrobilabym to jeszcze raz .napisz cos jeszcze jesli mozesz pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.03, 14:32 Czy Twoj list moni byl skierowany do mnie czy tez do innej kochanki, jesli tak to chetnie sie z toba podziele moja jeszcze nie skonczona historia pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 16:02 tak pisalam do Ciebie poniewaz Twoje odczucia wydaly mi sie bardzo znajome, jesli bys chciala napisz prosze , chetnie dowiem sie cos wiecej moze bede mogla dzieki temu uporac sie ze swoimi problemami, pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka.. Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 14:46 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 14:49 chetnie napisze jesli masz ochote podaj mi swoj adres mailowy,niestety na forum pewnych rzeczy nie powinnam pisac pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kotka Re: Siła zdradzonych IP: *.lublin.mm.pl 13.04.04, 20:12 Aż trudno uwierzyź że ktoś moze tak pięknie rozegrać tak trudnę rzecz w swoim i nie tylko swoim życiu. Pokrzepiające. Dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: ????? 29.09.03, 12:48 Czy tkwiąc w związku z powodu długów nie boicie się, że mąż wykorzysta was i powiększy dług? Czy nie było szansy rozdzielić spraw finansowych od wspólego mieszkania (wyprowadzasz się, do czasu spłaty długów nie wnoszę pozwu, albo poradzić się adwokata, bo może właśnie trzeba złożyć pozew). Autorka artykułu mówi o próbie ratowania związku, ale w określonej sytuacji. Pokazuje taka szansę w momencie ujawnienia zdrady i oczywiście gdy zdradzany tego chce. Nie zmusicie nikogo siłą by na nowo pokochał, zadbał.... Życie pokazuje też takie pojedyncze uratowane i dobrze rokujące związki jako wyjątki, raczej należy powiedzieć sobie, że być może lepiej przerwać tą udrękę, pomęczyć się trochę więcej by wyjść na prostą. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 Re: Siła zdradzonych 12.01.04, 02:34 jestes madra konieta, a madre kobiety placa cene za to, ze nie wypada im byc frywolnymi i infantylnymi cackammi, ktorymi tak latwo zaopiekowac sie slabym chlopcom. juz jakis czas temu napisalas ten list, mysle, ze jednak nadal potrzebujesz zyczliwej energii i wsparcia. sle ci je z bardzo daleka, gdzie przegralam swoje zaufanie. jak ty - nie moge nalykac sie prochow(choc z nimi pracuje na codzien) ani sie upic. ide przed siebie w zadumie. napisz do mnie, mam pare slow wiecej do dodania. takasobie1@NOSPAM.gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żona nie przyznawaj się, mężu, nigdy! IP: *.visp.energis.pl 30.09.03, 00:36 Nie ufam ci, nie wieżę w twoje wyznania, manipulujesz mną, kłamiesz! To wszystko prawda, lecz kocham cię, chcę wieżyć w twoje kłamstwa i zapewnienia o twojej miłości do mnie. Nigdy nie przyznawaj się do zdrady, jeśli mnie kochasz! Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: nie przyznawaj się, mężu, nigdy! 30.09.03, 11:40 Przecież przyznanie się do zdrady dawno wszyscy uznali za najgłupsze. Jak ktoś chce zdradzać, to niech zrobi to kosztem swojego czasu, a nie tego poświęcanego rodzinie i nie kosztem ich pieniędzy. A jak mu przejdzie niech się zastanowi, czy warto było. Generalnie mówimy tu o zdradach odkrytych, o szansie sanacji związku w pierwszym okresie(gdy jeszcze to trwa) i o szansach gdy strona zdradzana mówi; z tamtym koniec, wracam na łono rodziny. Bo cóż poradzi się, gdy ktosś zdradza nadal, a rodzinę wykorzystuje, że łaskawym okiem przyzwala i daje kąt? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G73 Re: nie przyznawaj się, mężu, nigdy! IP: 213.17.142.* 30.09.03, 12:13 Ja tez chaciałabym, aby mój mąż nigdy sie do zdrady nie przyznał, ale zrobił to i nie chce z tym z kończyć. Co prawda mówi, że cos do mnie jeszcze czuje, ale według niego to za mało, aby spróbować ze mna jeszcze raz, choćby na kilka miesięcy. Może boi się, że jednak jest między nami uczucie. ja kocham go bardzo i chce mu wybaczyc , choc nie wiem czy mi się to uda. Ale z nią śpi od miesiąca, a ja jestem z nim od 7 lat. Bez niego nie potrafię żyć. Po prostu nie wyobrazam sobie zycia bez niego, po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: nie przyznawaj się, mężu, nigdy! 01.10.03, 13:57 Czy on odszedł? Jeżeli nie, to postaw mu ostre ultimatum, może sam nie wie co chce, a jak mimo wszystko ma Ciebie obok i Twoje zapewnienia o uczuciu do niego, to znajduje sie dla siebie w wygodnej sytuacji. Tylko pokazanie, że nie pozwolisz soba pomiatać, daje szansę na ocknięcie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zanna Moj maz sie przyznal 3 dni temu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 17:33 Moj maz tez sie przyznal, trzy dni temu.... i tez nie chce z tym skonczyc. Po 10 latach wspanialego, jak sie wydawalo, zwiazku. Dopiero teraz slysze zarzuty na przyklad o to, ze musial kosic trawnik. Biedny, ciemiezony misio! A tamta kobieta daje mu wolnosc! Pewnie ze mu daje, sama ma dziecko i meza... I w ogole sie nie zdeklarowala, nie powiedziala, ze go kocha. To moj maz zakochal sie po uszy i jest gotow wyprowadzic sie z domu do swoich rodzicow... W kazdej chwili... Z nia widzial sie zaledwie kilka razy, wymienili kilka pocalunkow... ale on wie, ze ona jest mu przeznaczona. Dzis poprosil ja, zeby sie zdeklarowala... a ona powiedziala, ze seks jest dla niej bardzo wazny, i nie moze decydowac bez - wiec wyjezdzaja za tydzien na weekend, zeby "sie sprawdzic". I co? Wykopac go z domu? Czekac az wroci z malinkami na szyi? Kocham go tak, ze nie wyobrazam sobie zycia bez niego... nie chodzi o pieniadze, o dom, o to, zeby skosil trawnik... chodzi o milosc. 10 lat, moze nie zawsze idealnych, ale na pewno dobrych... jest calym moim zyciem... mam prace, przyjaciol, pasje, ale to on nadawal wszystkiemu sens. Nie moge zrozumiec, jak faceci, tacy rozsadni, dobrzy mezowie, potrafia nagle przestac myslec mozgiem a zaczac penisem... Naprawde bylismy szczesliwi, on tez to potwierdza... ale spotkal te kobiete w internecie i oszalal. Nie wie, gdzie ona pracuje, nie wie o niej wlasciwie nic... Tylko to, ze musi sprobowac. I ze ja jus sie nie licze, ale oczywiscie jest mu przykro, i mozemy zostac przyjaciolmi, i zawsze moge na niego liczyc... Czy ktos z Was przezyl cos podobnego? Co radzicie? Wywalic z domu? Byc slodka i mila i liczyc, ze mu minie? Tylko po ilu takich "weekenedach"? A moze odnalezc jej meza, i poinformowac o wszystkim? Bo on jeszcze nie wie... Jestem zalamana... Ukrywam to przed moja mama, ktora mieszka razem z nami, ona kocha go jak syna... przed znajomymi.... wczoraj moj maz zaprosil sasiadow na kolacje, zeby bylo "jak zwykle"... Nie moge uwierzyc, ze to ciagle on, czlowiek ktorego znalam tak dobrze... Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu 02.10.03, 18:17 Gdy czytam o zdradzie, myślę co bym w takiej sytuacji zrobiła. Nie mam takiej mocy, jaką prezentują niektóre kobiety, że od razu out. Ale z drugiej strony jeżeli mąż mówi mam kogoś, to dla mnie nie ważne jest na ile i jak bardzo, a ważne, że mówi nie wybieram ciebie. Jeżeli powiedziałby nie dla nas, to musiałby zejść mi z oczu natychmiast. Ja gotowa jestem wybaczyć raz. Może dobrze będzie dla Was jak się wyprowadzi na trochę, to pozwoli przemyśleć i może... A przed znajomymi lepiej nie udawać, bo po co dodatkowo cierpieć. W Twoim poście widzę, że mąż próbuje również na Ciebie zrzucić winę, na to nie możesz pozwolić. Odpowiedz Link Zgłoś
ulenia Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu 02.10.03, 20:24 Boże, skąd ja to znam! Przeżywałam to samo tylko 7 miesięcy temu. Też nie wyobrażałam sobie życia be niego był całym moim światem tak samo jak u Ciebie. Uwierz mi,teraz żyję bez niego, juz nie czekam na telefon, już nie umieram z tęsknoty, już mi serce nie bije jak przychodzi do dzieci. Jeszcze go kocham, a może tylko wspomnienia 9 w miarę szczęśliwych lat. Boli jeszcze strasznie, ale juz mogę spać, mogę jeść. Na poczatku odchodziłam od zmysłów, prawie nie jadłam, nie spałam. W 1 miesiąc schudłam 9 kg. Nie potrafiłam kopnąć go w d... , ani okazać swojej godności, pomomo, że nadal spotykał się z kochanką. Godziłam sie na wszystko, aby tylko wrócił. Az przyszedł moment krytyczny. Czara goryczy się przepełniła i pomimo że kocham, to już go nie chcę. Kiedyś myślałam, że moja miłość wszystko przetrzyma, a teraz wiem , że nawet największą i najgłębszą miłość można zabić i zniszczyć. A to co robi twój mąż jest okrutne. Jak on może umawiać się z kochanką na skonsumowanie tego związku i informować cię o tym????? To tak wygląda, jakby on chciał twojego błogosławieństwa. Okrutne to i nieludzkie i niestety świadczy o jego egoiźmie i totalnym nieliczeniu się z Twoimi uczucuami. Jedyną słuszna decyzją, według mnie, jest wyrzucenie go z domu. Może zimny kubeł wody zadziała na niego. Ale jeśli jest typem mojego męża to niewiele to da. I wiem, że prawdopodobie nie zdobędziesz się na to, jeśli twoja miłość jest podobna do mojej. Ja też wiedziałam co trzeba zrobić, ale nie miałam na to siły, tak bardzo pragnęłam , żeby wszystko było jak dawniej. Czas leczy rany. Niestety trzeba duuuużo czasu. Jescze długo będziesz cierpieć, ale z miesiąca na miesiąc coraz mniej będziesz cierpieć. A może uda ci się uratować swoje małżeństwo, czego Ci bardzo życzę Pozdrawiam, trzymaj się ciepło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zanna Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 20:36 Dzieki, Ulenia, za cieple slowa... ciesze sie, ze Ci sie udalo wyjsc z tego koszmaru w miare zdrowa psychicznie... mam nadzieje, ze mnie tez to czeka... bez wzgledu na to, czy maz zostanie czy odejdzie. Na razie, na wypadek tego ostatniego, staram sie mozliwie na zimno zalatwic sprawy majatkowe. Zgodzil sie podpisac papiery, ze dom jest moj (no bo jest, z moich i mojej mamy pieniedzy, ale budowany do majatku wspolnego)... wiec, poki jeszcze mam na niego chociaz taki wplyw, poki chce to zrobic, to musze to zalatwic... niech podpisze kwity o podziale majatku u notariusza, niech zostanie mi przynajmniej dom, jesli nie uratuje milosci... Jestem taka durna, ze nawet mam wyrzuty sumienia, ze go o to prosze... no ale przeciez on jest gotow odejsc w kazdej chwili, a tamta panna na pewno nie bedzie go namawiac, zeby zrzekl sie domu zamiast o niego walczyc... Dzieki jeszcze raz! To naprawde ulga, czytac te posty i widziec, ze nie ja jedna mam ten problem. I ze ludzie, ktorym serca rozpadaly sie na miliony kawalkow, jakos zyja dalej... Moze ja tez przetrwam i pewnego dnia zaczne sie usmiechac? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M** Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.03, 11:22 Gość portalu: Zanna napisał(a): udalo wyjsc z tego koszmaru w miare zdrowa psychicznie... mam nadzieje, ze mnie tez to czeka... > bez wzgledu na to, czy maz zostanie czy odejdzie. Trzymaj sie Zanno! Mnie sie udalo troche inaczej, maz postawiony przed wyborem, wybrał mnie. Zaczęliśmy od nowa pracować nad naszym związkiem. Jasno powiedziałam, jakiego "starania się" z jego strony oczekuję. Do wszelkich kochanek - mój mąż zawsze miał swobodę ruchów i decyzji. Nigdy do niczego nie był zmuszany, zresztą, niewolnik nie potrafi świadomie kochać, a to było dla mnie najważniejsze. Sam przyznał, że to była jego wyłączna wina... i to ja zebrałam cały ból... Nie robiłam mu awantur. Przeprowadziłam jedną rozmowę. POtem,, kiedy już zdecydował i kiedy ja zdecydowałam (tak, tak, bo przecież, czy ja będę w stanie z tym żyć dalej jako jego żona). Stwierdziłam, że jeśli to padło coś między nami, to nie rozstaniemy się z powodu jakiejś egocentrycznej siksy, ale świadomie i rozważnie. Udało się nam uratować nasz związek, choć ja wciąż jeszcze czuję ból i pytam, dlaczeg, dlaczego....? Na razie, na wypadek tego > ostatniego, staram sie mozliwie na zimno zalatwic sprawy majatkowe. Bardzo mądrze. To nie jest materializm. To jest zapobiegliwość. Miłość i uczucia właśnie Ci ktoś podeptał. Nie możesz dopuścić, abyś na domiar nieszczęścia straciła dach nad głową. Niech on traci. Ty straciłaś znacznie więcej. poki chce to zrobic, to musze to zalatwic... niech podpisze kwity o > > podziale majatku u notariusza, niech zostanie mi przynajmniej dom, jesli nie > uratuje milosci... Brawo, brawo.... panienki niech same zarabiają na "miłość swego życia" (when poverty knocks at the door, the love flies out through the window). To naprawde ulga, czytac te posty i widziec, ze nie ja > jedna mam ten problem. I ze ludzie, ktorym serca rozpadaly sie na miliony > kawalkow, jakos zyja dalej... Moze ja tez przetrwam i pewnego dnia zaczne sie > usmiechac? zaczniesz, zaczniesz.... Niedługo przestanie Cię boleć, jak oddychasz. POtem po kolei wypracujesz kolejne kroki przetrwania i będziesz silniejsza, pewniejsza siebie i bardziej świadoma swojej wartości i szacunku, jakiego masz prawo oczekiwać. Pozdrawiam.M** Odpowiedz Link Zgłoś
filwinka Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu 29.01.04, 09:26 Zanna , i inne dziewczyny . Nie jestem zbyt dojrzała , mam 29 lat i napewno nie przeżyłam jeszcze wszystkiego . Napewno nie spotkało mnie tyle , różnych zdarzeń które są Waszym udziałem . Lecz gdy to czytam , przychodzi mi do głowy jedna myśl . A mianowicie , czy te zdrady nie zdarzają się dlatego , że nie mówimy sobie prawdy ? Chodzi mi o to , że gdyby , mąż mógł powiedzieć żonie : Kochanie moje , wiesz poznałem kogoś ciekawego , chciałbym żebyś i ty go poznała . Skoro tak bardzo kogoś lubimy to może polubmy i jego rodzinę ?????? Skoro szanujemy jego , może powinniśmy szanowac i jego aktualna połowę , własnie z powodu Naszej ogromnej miłości do niego ????? Może skoro ktoś jest tak miły , a my nie planujemy zdrady to faktycznie zaprzyjaźnijmy się . Powiem wiecej może okazało by się , że nie jest tak miło gdy byśmy poprosili kogoś o bezinteresowna przysługę , zostań z naszymi dziećmi a my wyskoczymy do kina ?????? Czy potencjalna kochanka zostałaby ... ??? A może warto się zastanowić czy skoro ten ktoś tak strasznie pomylił się co do jednej osoby , czy za parę lat nie powie , że pomylił się i co do nas ????? Myślę , że warto sobie ufać ja wole , żeby mój mąż powiedział mi , że kogoś poznał , .... zwykle gdy bys my spróbowali się zaprzyjaźnić okazało by się , że nie jest tak miło jakby wyglądało z początku . To proste , życie codzienne to obowiązki , a z tym kimś ukrytym jest tak przyjemnie . tylko czy będzie przyjemnie , gdy nie zrobisz mu obiadu , albo czy wybaczy Ci że wydałaś całą pensję ? Albo że zgubiłaś torebkę , albo , że nie zapłaciłaś rachunku ??? A kochanka zrozumie gdy już i z nią nie będziesz mógł ?? Albo będziesz wolał oglądać mecz ?? Albo czy też będziemy się mu podobać gdy będziemy wymiotować w łazience bo zatruliśmy się sałatką ????? Czy czasem czar zdrady nie dlatego taki silny jest że brak mu codziennego splinu który króluje w naszych domach ?????????? Gdy na początku gdy jeszcze nie trzeba nic ukrywac powiemy prawdę , może wszystko się ułożyć . Tajemnice w małżeństwie zasadniczo nie wnoszą nic dobrego . Tak mi się wydaje . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mała Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 02.10.03, 20:04 Zanna ja wybaczyłam zdradę teraz naprawdę jest super powiem więcej lepiej niż kiedykolwiek. Mam na to uczciwe dowody męża.Tak jak ty nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża. Walczyłam . To był jego krótki romans.Przyznał się bo wpadli ,ja odkryłam go przypadkowo.Ja własnie przy pomocy naszych znajomych, którym powiedziałam o romansie męża dotarłam najpierw do panienki( mężatki), a potem do jej męża. Zadzwoniłam do niego, chłop zgłupiał.Zatelefonowałam z automatu na jego komórkę podczas kiedy był w pracy nie przedstawiłam sie ale zasugerowałam sprawdzenie pewnych rzeczy u jego żony np. komórki itp.zasugerowałam dając pewne informacje jak ma psycholgicznie podejść swoją żonkę.Tak chłop zatruł życie swojej żonie że odniechce jej sie romansów. Z tym panem byłam w kontakcie telefonicznym przez jakiś czas . Było mi go przez jakiś czas żal bo bardzo kochał swoją żonę. Nie wiem co sie u nich teraz dzieje ale ja mam satysfakcję ,że babsko zostało ukarane za zdradzanie swojego męża z cudzym mężem. Ja ocaliłam moje szczęście bo ono dla mnie jest najważniejsze. trzymaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zanna Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 20:24 Dzieki! Wielkie dzieki za wiadomosc... dobrze slyszec, ze ktos przezyl cos podobnego - i wygral. Ja tez wlasnie staram sie namierzyc jej meza... nie wiem, co to da, ale musze sprobowac wszystkiego. Chce,zeby on wiedzial... maja przeciez male dziecko... Do mojego meza nic w tej chwili nie dociera, po prostu chce wyjechac z nia na weekend i przespac sie z panna... Ale jest wspanialomyslny: moge wybrac, ktory to bedzie weekend! Zapisalam sie na konsultacje do pani Milskiej-Wrzosinskiej, autorki artykulu w Obcasach... Moze uslysze od niej cos madrego, cos co mi pomoze? Nie wiem, chwytam sie wszystkiego... bo wiem, ze jesli nic nie zrobie, on wyprowadzi sie za kilka dni... Nie chce do tego dopuscic. Pozdrawiam Cie, Mala, i dzieki za wsparcie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bambi Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.wmc.com.pl 02.10.03, 22:23 TY MASZ WYBRAĆ KTÓRY WEEKEND? Dlaczego on ci proponuje takie rzeczy? Zanno, wybacz, ale chyba nie wszystko było o.k. w twoim związku. Sytuacja jak z filmu, reżyserowana przez kiepskiego reżysera. Nazywasz go Misiek, co sugeruje kochanego poczciwca. A to człowiek okrutny. Zgłupiał, prawda, ale to chyba nie wszystko.Wydaje mi się, że on nie jest w stanie kochać ani Ciebie, ani nikogo innego, bo takich rzeczy nie robi się nawet wówczas, gdy uczucie wypaliło się. On jest kaleką emocjonalnym, zawsze był, tylko Ty tego nie widziałaś. Może teraz nadszedł czas, by zmierzyć się z tym i uwolnic od niego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam35 Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 09:47 Jestem facetem i czytajac wasze listy wnioskuje ze wy kobiety zony jestescie od nas uzaleznione, ze to my mozemy brac was pod patofel, wybaczacie zdrade, wszelkimi metodami o nas walczycie,ale mam pytanie gdzie wasza amcbicja, kobieca duma? czy wam wydaje sie ze status zony to wszystko, ze wy jestescie na tym swiecie najwazniejsze i najbardziej pokrzywdzone.Czy kiedykolwiek zawierajac zwiazek malzenski pomyslalyscie ze to co teraz jest idealne piekne owiane miloscia kiedys moze sie skonczyc? czy tak do konca poznalyscie swoich partnerow? Milosc jak kazde uczucie ma prawo sie wypalic,podejmujac kazda decyzje mamy prawo sie z niej wycofac, to tak jak z umowa wynajem mieszkania, dzis podpisuje bo mi sie podoba, a za jakis czas z 3 miesiecznym wypowiedzeniem rezygnuje, moze to glupie porownanie ale teraz mi to przyszlo do glowy.Jestem facetem wiec mam prawo do takiego myslenia po mesku. Szkoda mi was, bo wiem ze kobiety sa bardziej uczuciowe, wrazliwe,ale wiadomo jakie sa czasy,ludzie tez sie zmieniaja i trzeba na to wszystko wziasc poprawke. Walczcie o swoje zwiazki, ale pamietajcie zeby nie mieszac w to calego swiata i jak male dzieci szukac pomocy u innych.Sprawy malzenskie zalatwia sie tylko we dwoje lub szuka sie pomocy specjalisty.Wogole nie wyobrazam sobie zeby w moje zycie mieszaly sie osoby trzecie,ja bedac kobieta wstydzilbym sie powiedziec komus ze maz mnie zdradza, co to swiadczy o zonie,Powiedzialbym kobiecie ze jest kiepska po kazdym wzgledem i dlatego maz szuka kochanki. Az sie sam zastanawiam dla czego to pisze,ale to moja zona nauczyla mnie ze mazenstwo to przedewszystkim partnerstwo,szacunek, rozmowa.Od poczatku jak sie poznalismy wyrazalismy swoje uczucia i mysli, to ona pokazala mi na czym polega udany zwiazek.Jest kobieta bardzo tolerancyjna, wyrozumiala,szczera i otwarta,w naszym domu nie wiem co to klotnia, sprzeczka,wszystkie sprawy zalatwia sie spokojnie,duzo rozmawiamy,jestesmy tez swobodni, kazdy z nas ma prace, swoje zainteresowania,wiele rzeczy robimy razem ale wiele oddzielnie.Mamy wspolnych znajomych, ale rowniez kazdy ma swoich.Nie podejrzewamy sie o zdrady,nie grzebiemy sobie w rzeczach i nie zadajemy zbednych pytan. Napewno ciekawe jestescie co moja zona mysli o zdradzie (rozmwaialem z nia o waszych listach)padla jedna odpowiedz, widac nie umialy byc zonami, albo trafily na takich nieodpowiednicch facetow.Jak zuwazylem jestem chyba jedynym facetem ktory tu pisze, ale jestem ludzkim czlowiekiem i zadne problemy nie sa mi obce, szczegolnie tak pieknych i wspanialych kobiet.Musicie byc silne i nie dac sie,na waszych mezach swiat sie nie konczy.Pozdrawiam was i zycze podjecia slusznych decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonychDo Adama 03.10.03, 10:00 Kiedy dwoje ludzi idealnie sie dobierze mniejsze są szanse na kłopoty. Ale jak pokazuje doświadczenie całego świata nie zawsze tak jest. Piszesz,że kobieta nie umie być żoną jeżeli mąż ją zdradza, czy Tobie się klapki zamknęły, z takim myśleniem! Piszesz, by brać pod uwagę możliwość skończenia się miłości, a dlaczego? Jezeli mąż ślubował coś na kształt: do końca życia itp. to kto jest niepoważny, żona, która uwierzyła mężczyźnie, czy mężczyzna, który kłamie? A czy Ty w swoim związku też bierzesz pod uwagę możliwość skończenia się miłości, czy bierzesz pod uwagę to, że ludzie się zmieniają? Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: P.s. do Adama 03.10.03, 10:03 Proszę zapytaj żony, co zrobiłaby, gdyby dowiedziała się , że ją zdradzasz, czy próbowałaby ratować związek? A co Ty byś zrobił, w sytuacji, gdybys dowiedział się o zdradzie żony. To czysto teoretyczne pytanie, możesz spróbować odpowiedzieć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo megxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 10:46 pytasz dlaczego miłość ma się skończyć i kto w tej sytuacji jest niepoważny. Nikt biorąc ślub nie zakłada,że miłość się skończy-wręcz przeciwnie-wierzy,że będzie trwała wiecznie w takiej lub innej postaci.Jak sądzę Adam nie kwestionuje szczerości i głębokiej wiary osób zawierających związek w jego powodzenie.Złożenie przysięgi małżeńskiej jest zawarciem umowy (nacechowanej bardzo silnymi emocjami ale jednak umowy).Zerwanie tej umowy jest oczywiście naganne jednak zdarza się.I każda ze stron ma do tego prawo Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonychDo tia 03.10.03, 11:22 Nie pytam, dlaczego miłość się skończy, ale dlaczego mam to zakładać. Dlaczego nie wierzyć w siłę miłości, dlaczego nie szukać jej w sobie. Miłośc ma wiele postaci, prawdziwa tkwi w nas głęboko i wiele może przetrzymać. W małżeństwie są dwie strony, najboleśniejsze, gdy jedna przestaje kochać nie zważając na uczucia drugiej strony. A jeżeli miałabym wychodzić za mąż z myślą, a tam najwyżej sie rozwiodę, to już na starcie nie byłabym uczciwa i na pewno nie kochałabym prawdziwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo mgxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 12:13 W żadnym wypadku nie należy zakładać,że miłość się skończy-wręcz przeciwnie. Jednak czasem tak właśnie (niestety)się dzieje i jeśli zawiodą wszystkie sposoby na jej odnowienie to chyba lepiej się z tym jakoś pogodzić a nie trzymać się kurczowo stanowiska "przysięgał/przysięgała więc nie może się wycofać. Może i w tym leży cały dramat pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonychDo tia 03.10.03, 13:44 Niektórym nie jest łatwo pogodzić się, gdy sami jeszcze kochają, że nie sa już tymi ukochanymi. I trudno im znaleźć się w takiej sytuacji. A co do przysięgi: jeżeli zdrada jest wg Adama i jego żony wyłączną winą żon (strony zdradzanej), to kto kłamie obiecując wierność, czy uczciwość małżeńską? Osobiście uważam i powtarzam po raz któryś; jeżeli mąż mnie zdradzi, a ja sie o tym dowiem i na moje pytanie kogo wybierasz, wybierze mnie-przebaczę, ale tylko raz. Ale jeżeli nie będzie chciał skończyć tamtego, to nie ma zlituj się. Mam nadzieję, że nie będę w takiej sytuacji, ale życie pokazuje, że bywa różnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo tia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 14:07 Masz rację-nie jest łatwo pogodzić się z faktem,że ktoś kto obiecywał miłość nagle przstał kochać. Czasem wydaje się to wręcz niemożliwe.Ale kiedy zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym sądzę,że nie mamy wyjścia. Natomiast o winie trudno tu mówić,nie chcę oceniać bo nie jestem wystarczająco kompetentna.Trzeba tylko pamiętać,że nad uczuciami zazwyczaj nie można zapanować.Mężczyzna/kobieta kochający kogoś innego (nie męża/żonę)może być obwiniany najwyżej o swoje ZACHOWANIE a nie o uczucia. Natomiast co do przysięgi wierności i uczciwości-ja nadal wierzę,że ludzie składający takową nie kłamią, robią to z przekonaniem i uczciwością. Co się tyczy "winy" zdradzonej kobiety-może być ona współwinna rozpadu więzi,która doprowadziła do zdrady.Jednak winę za sam AKT zdrady ponosi zawsze strona ZDRADZAJĄCA nie ZDRADZANA pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam35 Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 11:05 Nie wiem jaka jestes kobieta i nie chce wiedziec, twoje wypowiedzi sa bardzo ostre i stanowcze i mam wrazenie ze jestes kobieta ostra, brak w tobie zrozumienia drugiego czlowieka,ciepla, serdecznosci. Kobieta czesto sie wydaje ze sa swietnymi zonami, ale czy kiedykolwiek rozmawialy szczerze ze swoim mezem na ten temat,czy poznaly jego mysli i pragnienia,a milosc jest i jej nie ma, ale zawsze moze pozostac wiernosc, partnerstwo i szacunek.Meg slubowanie to slowa, podpisanie papierka to, tylko papier.Jestes zapatrzona w siebie i bardzo zaborcza i nigdy ja bym sie z toba nie dogadal.Spojrz na swiat innymi oczami, wszyscy sie zmieniaja kobiety i mezczyzni. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: Siła zdradzonychDo Adama 03.10.03, 11:16 Oczywiście Ty już wiesz, że ze mną nie mógłbyś się dogadać. Ja tak szybko nie dyskwalifikuję ludzi. Moje ciepło i zrozumienie innych wyraża sie również w tym, że nie zgadzam się, by dołować kobiety, które zdradził mąż. Nie jest to ich wina. W małżeństwie są lepsze i gorsze dni, a jak nadchodzi kryzys to najlepiej byłoby go "przerobić"(omówić), a nie szukać pocieszenia. To dotyczy obu stron. Czy kobieta nie umiała być dobrą żoną, bo dała luz mężowi, sama zajęła sie domem, dziećmi, a on powie, że ona dla niego nie ma czasu, ale nie widzi, że mógłby jej pomóc. W nagrodę zdradza ją. Jej wina? Chyba tylko taka, że nie zastosowała manipulacji, o których osobiście nie chcę pisać na forum, nie trzymała męża pod pantoflem tak, by on tego nie zauważał, a robił to co ona chce i jeszcze, żeby myślał, że sam tak chce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meggi Re: Siła zdradzonych do megxx IP: *.hestia.pl 08.10.03, 13:25 Megxx-podoba mi się to jak piszesz i co piszesz! Jestem mężatką od 11 lat. Nigdy nie chciałabym dowiedzieć się o zdradzie męża! Wiem, że cierpienie byłoby nie do zniesienia. Czytam z ogromnym zainteresowaniem Wasze kochane kobietki listy i jedno jest pewne: jesteśmy uzależnione! I żony i kochanki są uzależnione od akceptacji mężczyzny, od jego spojrzenia, od jego obecności. Wydaje nam się, że życie bez niego nie ma sensu, że najlepiej przestać istnieć. Podczas mojego małżeństwa były bardzo różne chwile. Czasami byliśmy jedno, innym razem żyliśmy jakby obok. Ja zawsze winiłam się, że to przeze mnie i jeśli czujecie coś podobnego, to musiecie siebie pokochać i polubić. Bo poczucie winy bierze się z nieakceptowania siebie. Trudne, ale uczę się powoli tej akceptacji, bo faceci lubią silne kobiety. Ale robię to głównie dla siebie, aby móc spojrzeć z satysfacją w lustro! Mój mąż jest dość atrakcyjnym facetem, którego głównym atutem jest uśmiech i ciekawa osobowość, więc wiem, że niejedna kręciła sie wokół niego. Rozmawialiśmy kiedyś, czy miał jakieś propozycję i przyznał, że tak, ale i tu jego słowa: "Co z tego. Mam żonę.". Oby takie myślenie pozostało mu na zawsze. Wiem jednak, że najmniejsze przyzwolenie z jego strony i już babka kładzie się z nim do łóżka. Kobiety, te zdradzające są wg mnie bardzo nieszczęśliwymi istotami. Szukają miłości na oślep i chwytają się czego mogą. Oj, życie jest strasznie trudne! Współczuję wszystkim zdradzonym i życzę pokochania siebie i szacunku do własnej osoby. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iw Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 03.10.03, 10:07 Drogi Adamie to teraz odwracając sytuację wyobraź sobie ( tylko typowo teoretycznie) że dowiadujesz się o zdradzie Twojej żony! Piszesz jakim jesteście udanym małżeństwem a raptem spada na Ciebie taka wiadomość. Przynajmniej teoretycznie postaw się na miejscu tych kobiet. One też do pewnego momentu pisałyby o swoim małżeństwie to co Ty. I raptem , niespodziewanie. Ja też myślałam,że tworzę udany związek. Nie było nigdy kłótni, dużo rozmów,tolerancja i zrozumienie. Dzisiej mąż mówi,że nie wie czemu to zrobił! Czasami chodzi o seks( to coś co było na początku- dreszcze), o zaspokojenie próżności.Moja sytuacja jest o wiele lepsza bo nie musiałam walczyć. Skończyło się wszystko w momencie mojego wtargnięcia na ring ale nie wiem jakbym się zachowała, gdybym musiała walczyć. Nie wiem - czy myślałabym o mojej godności, ambicjach mając cały świat do stracenia. To jest każdego indywidualny niestety dramat. Wam życzę wielu szczęśliwych lat ( i zazdroszczę żonie, że trafiła na tak dorosłego mężczyznę). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam35 Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 11:18 Pisze juz ostatni list (chyba )bo i tak z wami sie nie dogadam kazda ma inne zdanie.Jestem jaki jestem, tego nauczyla mnie moja zona.Moze dlatego majm wiele wspanialych kolezanek, ale zadna nie doruwnuje mojej zonie.Nie szukam przygod ale nie wykluczam ze kiedys moze cos sie wydarzyc w moim zyciu.Zdrada jest rzecza ludzka i nigdy nie zdradza sie bez powodu,najpierw trzeba znalesc przyczyne a potem ja zaczac rozwiazywac,spokojnie, we dwoje,zrozumiec partnera dlaczego sie posunal do tego.Gdybym sie dowiedzial ze moja zona cos takiego zrobila, to napewno chcialbym z nia rozmawiac i rozmawiac pomoc jej zrozumiec dlaczego i dac jej szanse podjecia decyzji.Kocham ja i chce zeby byla szczesliwa, i bez roznicy czy to bede ja czy inny facet,chcialbym zebysmy zostali przyjaciolmi,zeby to co przezylismy razem nie poszlo w niepamiec, nie chcialbym wojowac, probowac jej udowodnic ze jestem lepszy niz jej kochanek, bo to nic nie da wrecz przeciwnie podburzy ogien nienawisci. Nie jestem jakims madrym facetem i staram sie myslec logicznie i rozsadnie, wszystko sie moze w zyciu zdarzyc,dzis jestem jutro mnie nie ma. Trzymam strone facetow to chyba normalne, ale rowniez jestem za kobietami i probuje je zrozumiec bo jestescie wszystkie jedna wielka zagadka,tajemnica. Wiec tzrymajcie sie zdradzone zony i wspaniale kochanki,zdradzeni mezowie i wspaniali kochankowie.cieszcie sie zyciem bo jest krotkie (moze 70 ale a moze wiecej , a moze mniej)Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 12:22 Myślę,że dogadać się z Tobą można bez większych komplikacji. Jednak kobiety mówiąc i myśląc o zdradzie podlegają emocjom zupełnie niekontrolowanym i zdrowy rozsądek jest im wtedy obcy.Wiele czsu potrzeba aby zrozumieć tak trudne sprawy ale jest to możliwe.A kluczem do rozwiązania jest jedno Twoje zdanie: "kocham Ją i chcę żeby była szcęśliwa, i bez różnicy czy to będę ja czy inny facet..." Dla tych, którzy kochają wszystko jest jasne pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zanna Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.03, 10:57 Wiesz Adamie, tak samo mowilam o swoim malzenstwie jeszcze w poniedzialek w poludnie. Ze cudowne, ze rozmawiamy, ze nie ma klotni, ze mamy wspolne zainteresowania, ale i zainteresowania oddzielne, ze gdyby cos sie dzialo, to bysmy rozmawiali... Zycze Ci, zebys nigdy nie obudzil sie tak gwaltownie jak ja... I wiesz co? Ja tez myslalam, ze nie jestem az tak emocjonalnie uzalezniona, i ze to nie jest koniec swiata.... okazalo sie, ze jest. Bo moj swiat to on, mimo pracy, przyjaciol, zainteresowan... Bez niego po prostu wszystko stracilo sens. Mam tylko nadzieje, ze nie na zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mała Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 03.10.03, 18:22 Zanna. Bardzo dobrze że idziesz na konsultacje zyczę Ci byś otrzymała dobre wskazówki które pomogą Ci zatrzymać męża.Jeśliby Ci się nie powiodło to pamietaj wkraczaj na ring bez litości.W tym momencie nie masz już nic do stracenia. Nikt na twoim nieszczęsciu nie będzie budował swojego szczęścia.Ja wyznaję taką zasadę. Bądż silna sobą w walce o swoje szczęsie, jesli przegrasz ( czego ci nie zycze)bierz się w garść i żyj dalej z głową do góry.Dobrze ze udało Ci sie wyegzekwować u mężą parę notarialnych podpisów.Nie obrażając go to on jest słaby emocjonalnie,może trochę niedojrzały.Ty walcz o swoje szczęscie i wygraj . Pozdrawiam .Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdziwiona III Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 04.10.03, 20:09 Czytam ponownie wszystkie listy po kolei. Gość kochanka i żona napisała: lepiejbyć na chwilę szczęśliwą kochanką niż do końca życia zgorzkniałą, zaborczą podejrzliwą i płającą nienawiścią silną NIESZĘŚLIWĄ żoną. Gratulują Autorce możliwości wyboru!!!! Wygląda na to,że podstawową zaletą kochanki jest to,że kocha(dlatego jest szcęśliwa i daje szczęście).Podstawową WINĄ żony zaś jest to,że kocha i dlatego cierpi, jest zaborcza, pała nienawiścią itd..... A co ma zrobić żona ktora nie chce być kochanką cudzego męża Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo tez od kochanki IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 22:34 PIsalam rok temu o mojej znajomosci z zonatyym. POniewaz bylo oburzenie,ze pisze "przyjaciolka'- nie uzywam tego stwierdzenia . A co tam. I w ogole mniej mi zalezy na jakims tlumaczeniu sie. Tylko ktos w podobnej sytuacji to zrozumie. I o tym juz byla tu mowa. NIe weszlam butami w ich zycie. PO prostu nie umielismy tego przerwac w przelomowym momencie- slubie. Teraz jestesmy w swietnych relacjach. żadnych zludzen czy oszustw. Wreszcie jest zaufanie i pewnosc wzajemnego szacunku. Swietie sie rozumiemy, dogadujemy , seks jest rewelacyjny. I tylko modle sie,aby Jego zona nigdy sie nie dowiedzila. Nie znioslabym poczucia,ze ktos przeze mnei cierpi.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.03, 12:10 Jeszcze raz przeczytalam kilkanascie listow i zastanawialam sie dlaczego tak sie dzieje ze wokol jest tyle problemow, ale wiem ze sami sobie zgotowalismy takie zycie.Swoje bledy ktore popelniamy zauwazamy zawsze za pozno, ale lepiej pozno niz wcale,wiec i naprawianie ich nie jest proste. Czlowiek uczy sie cale zycie,za roku na rok stajemy sie madrzejsi i kazdy blad nas czegos uczy,uczymy sie tez od ludzi ktorzy nas otaczaja,uwazam ze forum jest miejscem gdzie mozmy sobie pozwolic na zwierzenia bo jestesmy anonimowi,a nie wszystkie nasze prywatne sprawy mozemy opowiadac naszej rodzinie czy znajomym.Wiele waszych listow jest bardzo madrych i mozna wyciagnac ciekawe wnioski, przemyslec. Moja prywatna sytuacja nie jest ciekawa i napewno wiekszosc kobiet nie chcialaby sie znalesc na moim miejscu,ale z drugiej strony napewno sa kobiety ktore chcialyby przezyc tak piekne chwile, poczuc sie potrzebna i kochana, kochac calym sercem. Tak jak napisala jo, nie powinna sie tlumaczyc zadna kobieta, ktora jest w podobnej sytuacji.Sama sobie jestem winna On rowniez ze zdecydowalismy sie na zwiazek na boku, ale na zwiazek oparty na szacunku, milosci,na zrozumieniu.Oboje przezywamy to ze nie mozemy byc ze soba, ze ograniczamy nasze spotkania,ale mamy sile zeby nadal w tym tkwic.Nikt przez nas nie cierpi,oboje zyjemy w swoim szczesliwym swiecie,a co bedzie dalej? nie wiem i chyba nie chce wiedziec,ciesze sie tym co mam teraz,ale gdzies w glebi serca przyzwyczajam sie do tego ze ktoregos dnia bede cierpiec,tesknic,plakac.I nie zakladam ze bedziemy razem do konca zycia,przeciez On juz ma rodzine i ja tez. Dlaczego nie moglismy sie spotkac wczesniej?? Pozdrawiam i zycze powiodzenia wszystkim ktorzy kochaja Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.03, 13:16 Witam, trafnie to ujęłaś-sami sobie zgotowaliśmy ten los.Nic dodać, nic ująć. Rzeczywiście uczymy się całe życie i na własnych błędach,ale ja osobiście gdybym miała choć cień pojęcia ile niektóre z tych "błędów" będą mnie kosztować to chyba jednak wolałabym, być nieukiem. To co się teraz dzieje w Twoim życiu (w moim też)jest jak sądzę bolesną konsekwencją podjętych kiedyś decyzji.Być może były błędne-być może nie.Jeszcze nie potrafię tego ocenić.A forum jest rzeczywiście miejscem gdzie można trochę szerzej spojrzeć na swoją sytuację i dostrzec coś więcej niż czubek własnego nosa.To bywa bolesne ale pouczające. Żeby tylko życie było tak proste jak to co napisałam!!!!!!!! Trzymaj się,miej dużo cierpliwości i wyrozumiałości dla siebie i dla Niego. pozdr nan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: tez od kochanki IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 22:57 jestem zaaskoczona,ze jest wiecej kobiet w podobnej sytuacji co ja... i zaczynaja o tym mowic.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 08:20 Zaczynają mówić,bo to jest trudna, nieakceptowana społecznie sytuacja i nieczęsto można znaleźć gdziekolwiek zrozumienie. A takie życie jak sama wiesz nie tylko daje dużo szczęścia ale również bardzo ciąży. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdziwionaIV Re: tez od kochanki IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 06.10.03, 19:34 Oczywiście ,on poświęca się i sypia ze swoją żoną aby nie zaczęła niczego podejrzewać, a Ty się na to godzisz aby Tajemnica (oszustwo) pozostała tajemnicą, i dla tego wspaniałego dobrego samopoczucia że nikt przez Ciebie nie cierpi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: tez od kochanki IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 22:50 ojej.. jakie oproszczenie i wyrwanie z kontekstu..... tylko ze wizja tej trzeciej jest wlasnie taka,ze czeka ona na rozpad malzenstwa JEGO. A ja chcialam pokazac,ze nie musi tak byc poswiecenie to kochanie kogos i nie bycie z nim Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 08:53 Wlasnie jo masz racje,kocha sie mezczyzne,jest sie ta druga kobieta i robimy to bezinteresownie,tylko w imie milosci. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re:i to wystarczy? 07.10.03, 11:23 Nie chcecie dzielić każdej chwili z ukochanym? Jakiś nowy rodzaj miłości. Nie mówiąc o tym, że to wygodne, na jego złe strony żona, na dobre kochanka. I nawet to w imię miłości? Tyle jest warta miłość ile przetrzyma w szarej codzienności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re:i to wystarczy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 11:42 To nie takie proste.Myślę,że każda kochanka chce spędzać możliwie najwięcej czasu z Tym mężczyzną.Ale jednocześnie każda w miarę rozsądna kochanka wie,że nie może tego robić bo nie ma takiego prawa.Ja miałam świadomość,że nie jestem Tą pierwszą,ale tą drugą.Trzeba znać swoje miejsce w szeregu... pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grazia Re:i to wystarczy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:18 Musze sie do niektorych listow ustosunkowac,chociaz nie jestem czestym gosciem forum i rzadko pisze, ale temat zdrady nie jest mi obcy.Moze tak po krotce o sobie i swoich przejsciach.Jestem mezatka , mam 2 dzieci,i za soba kilkanascie lat malzenstwa.Gdy maz mnie zdradzil, myslalam ze caly swiat sie zawali (jednak sie nie zawalil)Na poczatku wine zwalilam na kochanke,byly klotnie, awantury, stawianie warunkow.Obiecanki ze nigdy sie z nia nie spotka, ze ona nic nie znaczy dla niego i takie tam gadanie.Po miesiacu otrzasnelam sie i stwierdzilam ze przez te wszystkie wymowki stracilam w jego oczach ze pokazlam sie jako okropna, rozhisteryzowana zona,a on i tak spotykal sie z nia zeby opowiedziac jej jaka ja jestem zazdrosna.Zrozumialam wtedy ze nie tedy droga do pojednania.Zmienilam swoje postepowanie,duzo myslalam,i o dziwo stwierdzilam ze kochanka wcale nie jest winna, ze to on chcial w swoim zyciu cos zmienic a ona poprostu stanela mu na drodze.Zastanawialam sie co ona ma w sobie takiego ze idzi do niej, a co ja zrobilam zle ze mnie zdradzil,wydawalo mi sie ze jestem dobra zona i matka, a jednak gdzies tkwil blad.Zaczelam postepowac troche inaczej, zrobilam sie obojetna na mojego meza, ale nadal wykonywalam swoje obowiazki.Nie zadawalam zbednych pytan, nie probowalam sie dowiedziec czy sie z nia spotyka,czy maja kontakt bo i tak to nic by nie dalo, jak facet chce to zrobi wszystko.Nie chcialam tylko zeby mnie oszukiwal,po 6 miesiacach zpytalam o nia,okazalo sie ze juz sie nie spotykaja, ale bardzo chetnie mi o niej opowiedzial.Wtedy poczulam ze jestem jemu potrzebna,prawie wyplakal mi sie w rekaw.Z jego slow mozna bylo wywnioskowac ze to jest bardzo sympatyczna i mila kobieta, ze dobrze czul sie przy niej.Wcale nie przeszkadzalo mi ze o niej mowi tak cieplo,wrecz przeciwnie probowalam porownywac sie z nia.Wcale jej nie potepialam ze to ze romansowala z moim mezem,widac facet musi sobie od czasu do czasu gdzies wyskoczyc.Po jakims czasie chyba znow zaczeli sie spotykac,ja milczalam, ale po pewnym czasie poprosilam zeby dal mi jej numer,przezylam szok, wreczyl mi go i powiedzial ze ona tez chcialaby ze mna pogadac. Nie wiem skad we mnie bylo tyle sily zeby rozmawiac spokojnie,pokazalam sie z tej najlepszej strony,i do tej pory brzmi mi w uszach jej pozegnanie"milo bylo pania poznac, jest pani bardzo sympatyczna osoba, dokladnie tak jak pani maz opowiadal".Wiem ze nie klamala,bo po jakims czasie maz mi oznajmil ze odeszla od niego tylko dlatego ze nie chciala niszczyc mojego malzenstwa,ze on powinien docenic jak ma wspaniala zone i ze ze mna powinien byc szczesliwy. Nadal jestesmy razem ale na innych warunkach,ja wzielam sie porzadnie za siebie, patrze inaczej na mojego meza, zaczelam traktowac go jak przyjaciela i stwierdzilam jedno ze nigdy na sile nie zatrzyma sie drugiego czlowieka. Czy nadal mnie zdradza, tego nie wiem i nie chce wiedziac.Chce miec tylko spokojne zycie. Kochanki sa bardziej rozsadniejsze i madrzejsze od nas,przynajmniej ja sie czegos od niej nauczylam,ale nigdy nie chcialabym byc na jej miejscu bo zdaje sobie sprawe jakie to przykre i ciezkie byc ta druga kobieta,ile trzeba wyrozumialosc, zrozumienia i umiejetnosci dostosowania sie do warukow jakie dyktuje nam zycie,A mezczyzna tez przezywa bo teskni do niej a obok siebie ma zone a nie kochanke,musi grac dobrego meza i ojca a mysli caly czas kraza wokol niej. Wiec nie przejmujcie sie kochanki serce nie sluga,kochacie i chcecie byc kochane,mozecie duzo dac swojemu partnerowi,ale niestety jestescie na kiespkiej pozycji i dlatego wam wspolczuje,nalezy sie zastanowic zeby nie zadawcac sobie bolu.pozdrawiam ps;przepraszam za bledy stylistyczne nie najlepsza ze mnie pisarka Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re:i to wystarczy?do Grazii 07.10.03, 13:32 Dlaczego kochanki są od nas rozsądniejsze i mądrzejsze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niekochanka Re:i to wystarczy?do Grazii IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.03, 21:16 Kochanki nie miewaja kataru , zawsze umyta glowe,nie marudza, ze dziecko trzeba odebrac ze szkolz, ze znow braklo na oplatz, ze maja dolek, ze jest im zle, ze szef sie wsciekl, ze tesciowa narzeka, ze znow gdies bzl , choc obiecal, ze wroci wczesniej, no i kochanki nie maja problemu, ze ich kochanek chodzi do innej pani.On conajwzzej odwiedza wlasna zone.Nie maja powodu do zazdrosci wiec... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re:i to wystarczy?do Grazii IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.03, 20:03 Absolutnie sie nie zgadzam. Nie widze powodu, aby udawqac przed kim kolwiek dobry humor. Jesli jest mi zle , On zrobi cos nie tak- po prostu to mowie. a zreszta... na temat stereotypow o tej trzeciej juz tyle tu powieeziano Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re:i to wystarczy?do Grazii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:52 dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re:i to wystarczy? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 22:03 Brak mi slow.... Chyle przed Toba czola. To po taki liscie, a nie wymowkach, czuje wiekszy wstyd.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JO Re:i to wystarczy? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 21:59 Nic dodac nic ujac. dzis sie widzielismy. Byl to rewelacyjnie spedzony czas. I ciesze sie tym, co mam. Moze dlatego,ze mam ciekawe zycie, malo wolnego czasu i nie mysle calymy dniami tylko o nim.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 08:17 Łatwo jest oceniać i krytykować,prawda? Dużo trudniej zrozumieć-a przynajmniej spróbować pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leja Re: Siła zdradzonych IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.10.03, 06:20 ""Zdrada nie leczy kryzysu małżeńskiego lecz go zwielokratnia. Uratować związek może siła i determinacja strony zdradzanej"" ..... absolutnie sie z tym nie zgadzam. A wlasciwie zgadzam sie tylko posrednio. Nie ma jednej recepty na sytuacje zdrady bo jest ich tyle, ile malzenskich kombinacji. Z bardzo mieszanymi uczuciami przeczytalam artykul, i z mieszanymi uczuciami czytam wasze posty. Oburzeni, rozgoryczeni i cierpiacy zdradzani i rownie cierpiacy, usprawiedliwiajcy sie zdradzajacy. Nie oceniam. Nie komentuje. Rozumiem - to wystarczy. Nie bede przytaczac swojej historii, bo napawa mnie obrzydzeniem. Zycze wszystkim zdradzonym, aby determinacja w walce o wasz zwiazek nie przerodzila sie w chec zemsty na kochance / kochanku waszej nielojalnej polowy. To nie tak, ze wszystkie chwyty dozwolone. Istnieje cos takiego, jak odpowiedzialnosc za wlasne czyny. Wszyscy w tych trojkatach / czworokatach, jestesmy tak samo winni. Istnieje cos takiego, jak sumienie i wszyscy je dzwigamy na wlasnym grzbiecie. Nie krzywdzcie innych tylko dlatego, ze sami czujecie sie skrzywdzeni. Zycze wszystkim zdradzajacym, zdecydowania w wyborze i powrotu do normalnosci. Zastanowienia. Uspokojenia. Wszystkim - Wyluszczenia i uporzadkowania Waszych zyciowych wartosci. I czasu "potem" lepszego od "przedtem" Ktos tu powiedzial, ze zdradzonego zdrada bardziej boli. Bywa, ze tego strasznego, niedobrego zdradzajacego - boli jak diabli. pozdrawiam cieplo wszytkich - Leja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Donka Re: Siła zdradzonych IP: *.wroc.gazeta.pl 08.12.03, 17:39 Witam wszystkich. Wydaje mi się, że ze zdradą to jest tak - jak ktoś zreszta tutaj już wspominał. NIe powstaje sama, bez przyczyny. Widocznie coś jest nie tak w związku, co powoduje, że jedna strona idzie w tym kierunku. Oczywiście, że zdrada boli- jak jasna cholera, kłuje w serce i powoduje czy wzbudza chęć zemsty. Potrafi zrobić z nas potfora (zarówno ze zdradzanych jak i zdradzających) Zdradzając albo wiedząc, ze jesteśmy zdradzani potrafimy robić rzeczy okropne, wstydliwe(jak z kiepskiego serialu). Nie powinno się obarczać tych trzecich, że pojawili się w naszym zyciu,czy życiu partnera, wina leży tylko i wyłącznie w nas samych. Akt slubu nie powinien być wyrocznią, skazaniem na cale zycie. Moim zdaniem powinen byc szczęściem, że to właśnie tą osobę wybraliśmy i to własnie ta osoba wybrała nas. A na pewno nie powinien byc końcem (co często tak bywa)a początkiem starań o drugą połówkę. Żal, rozgoryczenie, złość jest rzeczą ludzką dlatego jestem pełna podziwu i szacunku do kobiet czy mężczyzn, którzy zostali zdradzeni i potrafią spojrzeć na to z boku, zmienić siebie, wybaczyć i kochac dalej, albo żyć lepiej inaczej np. solo. Chylę czoła. A dla tych wszystkich fanatycznych przeciwników zdrady,zadam tylko jedno pytanie: czasmai bywa tak, że jedni ludzie na przestrzeni lat zmieniają się: zmienia sie ich poglad na życie, dorastają, dojrzewają mają z czasem inne potrzeby, natomiast ukochana/ny jest wciąż taki sam, nie dorósł, jego potrzeby zostały niezmienione (takie jak kilka czy kilklanaście lat temu), co wtedy ? Czy dalej małżeństwo za wszelką cenę ? Uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Zdrada nie jest tak od...dla nikogo, nie wierzę. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gościu Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 14.10.03, 16:56 Ja myślę, że zdradzeni są na początku w przegranej sytuacji. Zdrada dosięga ich niespodzianie i myśli kotłują się tylko wokół jednego; dlaczego on (ona) mi to zrobił. Ja tak go kochałam i kocham. Zaczyna się szukać winy u siebie. No i wpadamy we własne sidła, a zdradzający wie że nam na nim zależy (to widać!), próbuje jak daleko może igrać z naszymi uczuciami. I tu pierwsza rada. Nie wolno brać na siebie żadnej winy, choćby nie wiem jakie miotało nami uczucie. Jeśli kochamy partnera,mimo wszystko, natychmiast trzeba postawić mu warunki,tak żeby on musiał starać się naprawić to co zepsuł, a nie wpędzać się samemu do narożnika. Pamiętajmy, jeśli on nas na prawdę kocha, to zrobi wszystko żeby nas przekonać, że zrywa wszelkie związki z kochankiem i chce być z nami. Jeśli tego nie robi, nie miejmy żadnych złudzeń. Trzeba się w życiu cenić. Rozstanie boli, ale życie z oszustem, na dodatek nie kochającym, skazuje na większe cierpienie i depresję. A tu trzeba kroczyć przez życie dalej! Wydaje mi się, z własnego doświadczenia,że trzeba przestać myśleć o cierpieniu i stwierdzić, że kocha się nadal, ale już nie bezgranicznie, że w życiu może być tak, że się nie będzie tym jedynym. Trzeba zmienić styl życia, nie szukać na siłę miłości u partnera. Popatrzmy wokół. A może sami wzbudzamy w kimś sympatię i zainteresowanie? Trzeba dać się temu porwać, ale w granicach przyzwoitości.Zapomnij, że u partnera jesteś tą jedyną (jedynym). Już wiesz, że tak nie było, nie jest, a może i nie będzie.Jeśli tak spojrzysz na życie, zachowasz równowagę ducha i przestaniesz ronić łzy, jaki świat jest okrutny, w tym twój najbliższy. Ten świat taki jest już dla Ciebie i musisz z tym się pogodzić. Zacznij szukać własnego szczęścia bez uczucia, że bez niego jest to niemożliwe.A jeśli on otrzezwieje i to był na prawdę tylko wyskok, będziesz o tym wiedzieć, bo po tych wydarzeniach jesteś osobą, którą trudno będzie oszukać, chyba że sama 8sam)bardzo tego chcesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Mi to sie właśnie przytrafia IP: SQUID:* / 192.168.1.* 17.10.03, 21:18 Gdybym wcześniej to przeczytał nie dał bym się robić w balona przez ponad pół roku. Zgadza się wszystko. Nawet słyszałem identyczne do opisanych "tekstów" prócz tych zawierających orgazmu,dzieci,pracy,małżeństwo ponieważ jesteśmy dopiero studentami. Pomyśleć że to mój pierwszy związek i byłem tak naiwny. Ale ponoć miłość jest naiwna :( Ja już powoli wariuje od próbowania się zmienić, nie sypiam (dziś wogule) a jak już usne to prześladuje mnie w snach. Wnioskuje iż stałem się przykrywką przed jej rodziną, chyba dlatego ostatnio znajduje dla mnie 1 godzine na 1-2 tygodnie. Musi mieć czas dojsc do siebie .... Naprawde dzienkuje za ten artykuł, pozwolił mi przejzeć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JO Re: Mi to sie właśnie przytrafia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.03, 17:32 a moze cos wiecej o twojej sytuacji?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iwonka Re: Siła zdradzonych IP: *.gdynia.mm.pl 23.10.03, 15:38 Najgorsze są takie panienki, którym wyjść za mąż sie nie udało, choć już powinny. Wobec tego rozwalają cudze małżeństwa, dzieciom domy, a potem nie wiedzą skąd pretensje, przecież to taka gra. Zero wyczucia, odpowiedzialności za sprawy najważniejsze, dno, Iwonka Kur Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JO Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.03, 22:01 Najgorsze sa takie panienki, ktorym wydaje sie,ze te bez meza sa niezeimsko nieszczesliwe i tylko marza, aby odbic jakiegos faceta szczesliwie poslubionej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iwona Kur Re: Siła zdradzonych IP: *.gdynia.mm.pl 23.10.03, 15:41 Zabawiłam się, rozwaliłam dom 2 małych dzieci i poszłam dalej rozwalać czyjeś życie, i mam to gdzieś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żona Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 03.01.04, 19:22 to chyba twoje nazwisko jest skrótem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nan Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 12:05 Poszukaj sobie dobrego psychiatry. To nie kpina ani złośliwość, ale dobra rada. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żona zdradzana przez internet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.03, 18:07 Moze ktoś powie że to co piszę to jakieś banały,ale po przeczytaniu nawet nie artykułu , ale odpowiedzi na niego jednej z pań, która nie widzi nic złego w pisaniu ze swoim "przyjacielem" tekstów o podłożu erotycznym postanowiłam napisać. Najpierw miałam zamiar napisać odpowiedź skierowaną do niej, po przemyśleniu jednak postanowiłam po prostu krótko streścić swoja własna historię. Otóż mam wspaniałego jak mi się zdaje męża, nasze pożycie układa się dobrze, a nawet lepiej niż dobrze. W łóżku rozumiemy się i spełniamy wzajemne oczekiwania, na co dzień owszem zdarzają się spory , ale ogólnie jest tak jak być powinno. Jest tylko jeden "drobny " szczególik, mój mąż od zawsze lubił adorować kobiety, zdarzył mu sie nawet romans z moją "przyjaciółką". Zaczęlismy od nowa, to było dawno i pewnie nic nie wzbudziłoby mojego niepokoju, gdyby nie to,że kiedy mój mąż klika sobie to starannie chowa treść, gdy nawet nie podchodzę do niego, ale w ogóle jestem w poblizu on od razu zasłania sie, abym nie mogła zobaczyć niczego. Myślę,ze trudno dziwić się,że po jego zachowaniu zainteresowałam się treścią tej korespondencji, dodatkowym motywem były tez telefony na komórkę o dość późnych porach(on oczywiście wychodził do innego pomieszczenia, żeby je odbierać). Po przeczytaniu jego rozmów włosy mi się zjeżyły na głowie, miłość wyznawał co najmniej 5 różnym kobietom, w tym z jedna klika systematycznie od około pół roku, o wirtualnym seksie nawet juz nie będę sie rozpisywać, powiem tylko,że kwitnie wprost.Na moje próby rozmowy na ten temat słyszę tylko: ja nie robię nic złego, nie wiem o co ci chodzi, zupełnie nie rozumiem twoich pretensji, przecież kocham tylko ciebie, tylko ty się dla mnie liczysz stwarzasz problem tam, gdzie go nie ma. Gdybyś nie interesowała sie tym , co ciebie nie dotyczy nie byłoby zadnego problemu, dla mnie to tylko świetna zabawa. Mogłabym długo jeszcze tu pisać , ale po co, dodam tylko,że mąż często wyjeżdża z domu (bo ma taką pracę) Proponuję tym wszystkim niewinnym, tak kobietom jak i mężczyznom zastanowić się nad tym co robią i po co, a także nad tym kto tu niszczy czyje życie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria Re: zdradzana przez internet IP: *.proxy.aol.com 25.10.03, 18:18 Nie za bardzo rozumiem pytania. Czy chcesz powiedziec, ze te panie z ktorymi randkuje twoj maz wirtualnie, niszcza twoje/wasze zycie?? Czy to nie przypadkiem twoj maz niszczy wasze zycie? Jesli juz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żona Re: zdradzana przez internet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.03, 18:31 Rzeczywiście nie za bardzo zrozumiałaś to co chciałam przekazać. Ja nie twierdzę że że mój mąż jest święty, wiem tylko że wina leży po obu stronach, on nie powinien robić tego co robi, ale one tez nie postępują właściwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria Re: zdradzana przez internet IP: *.proxy.aol.com 25.10.03, 21:21 Jaka wina lezy i po czyjej stronie? Jesli kobieta jest wolna i flirtuje a nawet swintuszy z zonatym mezczyzna, to na czym polega jej wina?? Powinna sie natychmiast rozlaczyc, czy co? To on jest zonaty a nie ona zamezna. Wina po ubu stronach?? Moja droga, zonaty, nie znaczy zadzumiony, tymbardziej w internecie. To twoj maz swintuszy, choc nie powinien. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: silva Re: zdradzana przez internet IP: *.toya.net.pl 26.10.03, 09:07 A skąd wiesz co twój ,jak go określasz"wpaniały" mąż naopowiadał tym kobietom z którymi tak namiętnie romansował"świetnie sie bawiąc"? Może przedstawiał sie jako wolny i do wzięcia? A już szczytem beszczelności z jego strony jest wmawianie Tobie,to nic wielkiego,bez znaczenia...czy jak tam było? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna Re: zdradzana przez internet-szukam bratniej duszy IP: *.54.132.226.tisdip.tiscali.de 23.01.04, 00:48 moj obecny maz /m-c po slubie/zdradzil mnie przez internet-calosc trwala prawie rok/jestesmy ze soba 2,5 roku,a znamy 5/dowiedzialam sie otym w 9 m-cu trwania tej znajomosci.6 m-cy "pisania i 1 spotkanie podczas mojej nieobecnoSci w naszym mieszkaniu. Bylam w szoku, schudlam w ciagu 1 m-ca 10 kg, nie spalam, nie jadlam, postanowilam walczyc...On twierdzil, ze nie byl pewien, czy go kocham?!!!!!!Bylismy zareczeni od 1,5 roku.Poczatkowo /na jego stwierdzenie:...ja dzielilem z nia zycie?????myslala, ze to koniec swiata,zaczelam sie zmieniac,chcialam mu pokazac jak bardzo go kocham, w ciagu ostatnich m-cy, prawie caly ro urzadzalismy nasze nowe mieszkanie, on bez pracy, w rzekomej depresji/ moze to-myslalam jest przyczyna- ale cos mi sie nie zgadzalo- BO TO JA DZIELILAM Z NIM ZYCIE i jego troski, bylam na codzien partnerem .Mysle, ze decyzja o slubie w jakis sposob go przerastala. Bal sie, ze nie damy rady z uwagi na brak pracy, planowanie dziecka itd. W koncu po zerwaniu kontaktow z "tamta" wzielismy slub /w grudniu/ pelni nowych obietnic, szcesliwi, od tygodnia moj maz pracuje znow. MInelo kilka tygodni i znow przylapalam go na " niegroznym"-slyszalam rozmowe telefonie. Byc moze stwierdzicie, ze jestem nienormalna bo mu jeszcze raz zaufalam, byc moze ktos powie, ze tym razem to nic takiego, ale od tego wlasnie sie przeciez wszystko zaczelo...Od niewinnej rozmowy. Na dodatek mieszkam za granica, a panienka byla z Polski/mowa o tej pierwszej/ i caly czas wiedziala o mnie. Moj maz tiwrdzi, ze jestem chorobliwie zazdrosna, a kontakty z czatu sa dla niego wygodne/ bo my tak malo wychodzimy..Czy jest ktos kto ma podobne doswiadczenia i chce sie nimi bezposrednio podzielic?Nie moge rozmawiac o tym z przyjaciolmi, nie mam ich wielu i mysle, ze ktos obcy moze to tez bezstronnie widziec. Pozrowienia i dzieki za cierpliwosc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zimna zona Re: zdradzana przez internet-szukam bratniej dusz IP: 64.36.248.* 13.02.04, 23:02 Hey, jestem dokladnie w takiej samej sytuacji, tez mieszkam za granica, a moj maz znalazl sobie swoja nowa milosc w Polsce. Do tego chce tam bezgranicznie wrocic. Do niej, czy to Polski to nie ma znaczenia.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Siła zdradzonych IP: *.net81-64-22.noos.fr 09.11.03, 15:23 ten arykul jest obuzrajacy!!!! swiadczy o braku poczucia wolnosci osobisnej autorki tegoz oto artykulu!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do ja Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.03, 20:14 mylisz sie. Odpowiedz Link Zgłoś
moniuka.usa Re: Siła zdradzonych 21.11.03, 15:32 Od pięciu lat jestem zdradzana.Od czterech o tym wiem.Od trzech zdradzam.Chwilami czuję się jak ekspert.Chwilami całkowicie bezradna. Popełniłam wszystkie z wymienionych błędów,a przede wszystkim zbytnio ufałam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do wszystkich Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 21.11.03, 18:05 Jestem za tym, że w małżeństwie się nie zdradza. Nawet jeśli ma się na to nieodpartą ochotę. Uważam również, że w małżeństwie sekretów nie ma. ŻADNE LISTY, ŻADNE E-MAILE, ŻADNE TAJEMNICZE TELEFONY. Takie patologiczne osoby, które uważają, że każdy ma prawo mieć swoje tajemnice w postaci listownych czy wirtualnych romansów uważam, że nie powinne zawierać ZWIĄZKÓW MAŁŻEŃSKICH!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marco2002 Re: Siła zdradzonych IP: *.waw.pl 21.11.03, 20:24 Zdrada w moim życiu była przyczyną rozpadu mojego związku. Zdradzała moja partnerka. Nie wiedząc o tym jeszcze usiłowałem walczyć o nas. Z mojej inicjatywy rozpoczęliśmy terapię małżeńską. Po 3 miesiącach trwania terapii podczas wysiadania z samochodu, kobiecie wypadły klucze które wyglądały obco. Gdy się zapytałem czyje są usłyszałem że jakiś mężczyzna poprosił ją aby z nim zamieszkała. Decyzję życiową o rozstaniu podejmowałem całe popołudnie. I zdecydowałem się. Poprosiłem aby wyprowadziła się z domu. I muszę wam powiedzieć że była to najlepsza decyzja w moim życiu. To co przeżyłem przez następne kilka lat zmieniło moje życie diametralnie i bardzo korzystnie dla mojego rozwoju. Ale ból rozstania był straszny i kiedy go wspominam to jeszcze raz to czuję. Całe tygodnie miesiące pustki i braku ciepła. Nie mam stałego związku teraz ale wierzę że przyszły będzie taki jaki da nam szczęście M Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CLARICE Re: Siła zdradzonych IP: *.magma-net.pl 28.11.03, 12:33 SUPER ARTYKUL, SWIETNA ANALIZA - JAK NA KOBIETE PRZYSTALO ! pANI ZOFIU JESTEM DUMNA Z PANI! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryjek zdrady wynikaja z egoizmu IP: 5.3.1R* / *.rupa.it 28.11.03, 14:52 Kochanek\kochanka daza do szczescia nie zwazajac na fakt, iz krzywdza cale grono osob (zone\meza i dzieci) osoby, z ktora maja romans. Tak samo to funkcjonuje gdy zona\maz nagle odkryli, ze kochaja kogos innego , nie swojego partnera. Krzywdza swoich bliskich i na tym chca budowac szczescie, a to dosc karkolomne. To moze nalezy jednak czasem zwrocic uwage na to, czy swoim czynem nie krzywdzi sie kogos? To wszystko jednak potem wraca jak bumerang. A jak zwiazek nieudany, to najpierw go skonczyc, a potem hulaj dusza, a nie w odwrotnej kolejnosci. Dobrze mowie?:-))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość 2 Re: zdrady wynikaja z egoizmu IP: *.crowley.pl 05.01.04, 18:32 masz rację, znam przypadki gdy te drugie związki wcale nie były lepsze od pierwszych, co okazywało się, gdy "spadły łuski z oczu" po jakichś 2 latach. No cóż, trudno to przewidzieć. Na pewno uczciwiej jest powiedzieć, nie chcę już być z tobą, ale nie mam nikogo innego. Tylko,że jak się nie ma nikogo innego, to się raczej nie chce rozwalać tego co się ma. Chyba,że jest naprawdę okropnie, przemoc itd.To jest temat niewyczerpany i każdy prawdopodobnie się z nim w swoim życiu zetknie. Te panie,które tu wypisują jako kochanki , tez pewnie zostaną żonami i wtedy to je spotka. Pozdrawiam wszystkich zdradzanych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.hestia.pl / 10.26.123.* 05.12.03, 12:57 Jeszcze kilka tygodni temu czytałam wszystkie wypowiedzi i modliłam się, aby nigdy nie dowiedzieć się o zdradzie mojego męża. Jesteśmy razem 13 lat i wydawało mi się, że mnie nigdy, nigdy nie spotka nielojalność z jego strony. Byłam przekonana, że co jak co ale zdrada nie wchodzi w grę! Jakże byłam naiwna! Mój mąż miał bardzo dużo swobody. Zawsze pracował na kierowniczych stanowiskach i zawsze pracował bardzo dużo. Mówił, że to dla mnie i naszego syna. Często wyjeżdżał, realizował swoje hobby, uwielbiał się rozwijać. Mamy całą bibliotekę książek o samorozwoju, o ukierunkowaniu na cel, na sukces. Ja w tym wszystkim byłam obok, zajęta własną pracą, dzieckiem i domem i od czasu do czasu słyszałam, że powinnam z nim się realizować, wyjeżdżać, czytać takie książaki jakie on czyta. Byłam jego cieniem, gotowym zrobić wszystko w imię naszej miłości. Kochałam i kocham go bardzo, więc zaślepiona nie widziałam pewnych symptomów, które teraz są dla mnie jasne. Miałam wrażenie, że jego sekretarka jakby ze mną rywalizuję, ale oczywiście nie dopuszczałam do siebie nawet cienia myśli o zdradzie. I o tej zdradzie dowiedziałam się wczoraj, po wielu latach. Dowiedziałam się też, że dziewczyna robiła sobie duże nadzieje związane z tym związkiem. A ja idiotka próbowałam się z nią zaprzyjaźnić, chodziłam z nią do kina, na spacery...Jak o tym pomyśle, to chce mi się wyć! Mój mąż miał nieograniczoną swobodę. Wyjeżdżał kiedy chciał, dzwonił do kogo chciał. Ostatnio w jego pracy zawodowej pojawił się pomysł na własną firmę. Był stres finansowy, który przeżywałam w samotności i starałam się być pełna optymizmu. Kiedy pierwszy raz w życiu poddałam w wątpliwość celowość zaciągnięcia kredytu, a właściwie wyartykułowałam swoje obawy usłyszałam, że mu nie ufam, że nie wierzę w jego sukces, że coraz mniej nas już łączy. Poprzestaję na małym, a on chce mi dać duże. Dowiedziałam się, że nie pozwalam mu się realizować, pracować w domu (nie ma nawet biedaczek biurka do pracy, a dodam, że mamy 40 metrowe mieszkanie). Postanowił więc wynająć kawalerkę, aby swobodnie pracować. Wpadłam w rozpacz, mamy dziecko, kocham go! Jest mi bardzo potrzebny, nie potrafię bez niego żyć. Dogadaliśmy się co do kredytu, który miałam podpisać i kiedy to się stało on najspokojniej w świecie oświadczył, że jednak wynajął mieszkanie. Nic się oczywiście nie zmieni, poza tym, że nie będę go ograniczała w jego planach. I wtedy zapytałam, czy kiedyś mnie zdradził. Usłyszałam: TAK, wiele razy. Usłyszałam też, że on ma tak wybujały temperament erotyczny, a ja męczę się seksem i nawet jak spróbuję się zmienić, to i tak będzie to wbrew mojej woli. Dotychczas wydawało mi się, że wystarczam mu w łóżku. Różniliśmy się, ale moja głupia wiara w miłość była tak silna, że wierzyłam w nas. Ale najciekawsza wiadomość była jeszcze przede mną - zdradza mnie ze swoją wspólniczką w interesach, która ma faceta, planują dziecko i który o wszystkim jest poinformowany....To nie mieści się w mojej głowie. Abym jeszcze czuła sie bardziej upokożona kilka dni przed "rozmową " przyjęłam na obiedzie jego wspólniczę i usłyszałam jaką jestem wspaniałą, pełną ciepła i miłości żoną... Aby ostatecznie poczuć się jak szmata na pytanie, czy podczas podróży służbowej ze wspólniczką ma zamiar z nią spć usłyszałam "być może"... A tak poza tym on mnie kocha i nic się nie zmieni.... Rozpacz, łzy, nienawiść, bezradność, samotność i bezgraniczny smutek. Na szczęście są wokół mnie ludzie, którzy mi pomagają. Po wylaniu na niego całej rozpaczy i rozczarowania, pozwoliłam mu odejść i chyba to było dla niego największym zaskoczeniem. Chyba spodziewał się, że będę wisieć na torbie z jego rzeczami, płakać i wić się w rozpaczy, a ja zaprosiłam go na kolację na drugi dzień i spotkanie ze mną i synem. Chcę, aby moje dziecko czuło się kochane przez nas obojga, aby miało podstawy szcześliwego dzieciństwa. Nie wiem, jak to się zakończy, ale jedno wiem - nie uwierzę już nikomu. Tak jak on mnie zranił, nie zranił mnie nikt. Wczoraj usłyszałam, że mi wybacza....Ciekawe co, może znów, jak przez wszystkie lata mam mieć poczucie winy, że nie sprostałam jego oczekiwaniom. Chce mi się wyć! Dziś jestem na etapie intercyzy małżeńskiej i podziału majątku, bo muszę mieć pewność, że nie zostanę kiedyś bez mieszkania. Nie ufam mu, że nie wpadnie na pomysł aby je sprzedać celem rozkręcenia interesu. Ma do mnie żal za brak zaufania, ale powiedzcie sami, jak mogłabym teraz mu wierzyć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zawiedziona Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 13:17 To co opisujesz to coś strasznego i nie do pomyślenia. Twój mąż okazał się zwykłym gnojkiem, bezdusznym, prymitywnym, myślącym tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb. Co on Tobie ma do wybaczenia? Twoją lojalność, oddanie, poświęcenie, miłość i co najważniejsze wierność? Po jakimś czasie, miej nadzieję, przekona się co stracił, bo nie docenia się tego co ma na co dzień.TO musi być jakiś zarozumiały bufon. Może dobrze,że go wyrzuciłaś, masz jeszcze szansę spotkać w życiu wartościowego mężczyznę. Nie pozwól się tylko " wykolegować" z majątku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 07.12.03, 01:34 Mnie też zdradził mój mąż z Ukraińską szmatą ze stadionu XX-lecia. Ta mała-co najwyżej 150cm wzrostu, sucha-co najwyżej 45kg wagi, wiek-powyżej 30 lat mająca kilkunastoletnią córkę i kochanka Polaka, jest młodsza ode mnie o kilkanaście lat. Powiedział mi, że zrobiła mu takiego loda jakiego ja w życiu bym mu nie zrobiła. Wylizała mu podobno cały interes łącznie z odbytem i olbrzymim żylakiem, który się na nim znajduje. od tamtej pory minęły już trzy lata, a ja wciąż go za to NIENAWIDZĘ i w ogóle ze sobą nie współżyjemy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdradzajacy Re: Siła zdradzonych IP: *.proxy.aol.com 07.12.03, 10:35 Ale z nim jestes i tobie zylak nie przeszkadza? Takie zony powinno sie po szyje w ziemie zakopywac. Sama nie zje a drugiemu nie da. Dobrze ci tak. Powinien cie zdradzac i pewnie to robi. Na nic lepszego nie zalugujesz, jesli tak potrafisz sie wyrazac o czlowieku z ktorym dzielisz i stol i lozko. Niektore kobiety nie zasluguja na nic innego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.03, 14:05 A Ty masz zone? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do capa Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 07.12.03, 23:25 Wszyscy jesteście ZDECHŁYMI CAPAMI . Każda żona powinna was zdradzać. Zasługujecie tylko na to , żeby pracować jak woły, a po śmierci się smażyć w piekle u Lucyfera. Jeżeli tylko tyle umiesz napisać to taką opinię wydałeś o sobie SAM, a ja to tylko napisałam. Takich prostaków jest pełno wśród was, mój mąż jest duuuuuużo bardziej kulturalny i dlatego wciąż z nim jestem i jeszcze dlatego, że mamy trójkę najwspanialszych na świecie dzieci. Są bardzo mądre, studiują na renomowanych warszawskich uczelniach i to właśnie dla nich się poświęcam, a o wierności w małżeństwie nie ma już mowy . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do zdradzającego Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 08.12.03, 01:12 Jeżeli ty masz takie zdanie na temat zdrady w małżeństwie to bardzo się dziwię, że masz kogo zdradzać. Chyba, że twoja zdradzana jest taka sama jak ty - wtedy po prostu jesteście siebie warci. Gdybym ja była na jej miejscu nie mósiałbyś nazywać siebie zdradzającym, byłbyś WOLNY JAK PTAK POLNY nieboże. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Zdr. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 08.12.03, 01:34 Smiem twierdzić, że byłeś zdradzony - stąd tyle nienawiści w tobie, albo po uszy zakompleksiony to na jedno wychodzi!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do zdradzającego Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 11.12.03, 21:00 Jej żylak nie przeszkadza, bo ona z tym żylakiem nie ma nic wspólnego. A ty mógłbyś być bardziej kulturalny i nie najeżdżać tak na kobiety będące w związkach małżeńskich, bo to świadczy o tym, że ty się na nich zawiodłeś. Jeśli tak jest to ja się bardzo cieszę, bo tacy jak ty powinni być przywiązywani do drzewa nago za jaja i podpalani łuczywem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdradzajacy Re: Siła zdradzonych IP: *.proxy.aol.com 12.12.03, 20:00 Ile razy ty masz zamiar jeszcze do mnie pisac, kobieto? Takie kobiety, ktore zyja w zwiazku malzenskim, jak ty i maja meza tylko po to, zeby z niego ostatni grosz zedrzec, lub zyje z mezem "dla dzieci" (bo sa takie zdolne), zasluguja na moja najgorsza odraze. Spokojne twoja glowa, nikt mnie nie zdradzil i moje "jaja" maja sie dobrze. Jesli tobie ten zylak nie przeszkadza, to czemu mialby przeszkadzac innej? Ktos cie kiedys, pewnie w pijanym widzie, poslubil i pluje sobie w brode przez reszte zycia. Tobie tez nie jest wesolo, ale sama sobie taki los zgotowalas. Czlowiek, to brzmi dumnie, ale niektorym to miano po prostu nie przastoi. Zal mi chlopa, ktory ma pecha byc twoim mezem. Bywaj, niewiasto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do zdr. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 13.12.03, 00:51 jesteś beznadziejnie żałosny aż śmieszny w tym co piszesz. Skąd taka pewność, że to ta sama osoba, czyżbyś był jednym z tych co kontrolują nasze wątki? Wobec tego gratuluję "kompetencji". Jeśli chodzi o mnie - Tę właściwą - to spoko. Nie narzekam na swój byt ani swoje życie. Mam co chcę, robię co chcę - czego i tobie z całego serca życzę. Może wtedy przestaniesz być agresywny. POZDRAWIAM! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka nienawiść Cię zje od środka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 18:29 > Mnie też zdradził mój mąż z Ukraińską szmatą ze stadionu XX-lecia. Ta mała-co > najwyżej 150cm wzrostu, sucha-co najwyżej 45kg wagi, wiek-powyżej 30 lat mająca > > kilkunastoletnią córkę i kochanka Polaka, jest młodsza ode mnie o kilkanaście > lat. > Powiedział mi, że zrobiła mu takiego loda jakiego ja w życiu bym mu nie > zrobiła. Wylizała mu podobno cały interes łącznie z odbytem i olbrzymim > żylakiem, który się na nim znajduje. od tamtej pory minęły już trzy lata, a ja > wciąż go za to NIENAWIDZĘ i w ogóle ze sobą nie współżyjemy. po jakiego diabła z nim jesteś skoro go nienawidzisz? za co każesz siebie i jego? i jak sie dochodzi do takiej pogardy w stosunku do ludzi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki siła zdradzonych. IP: 81.18.203.* 05.01.04, 21:20 Jak się dochodzi do takiej pogardy, to chyba wydaje mi się wynika z postu. Bardzo prosto. Wystarczy przekonać się o zdradzie. U mnie tak jest, bo wiem co jestem warta. Dlaczego z nim jestem to już wiesz z poniższych postów. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: siła zdradzonych. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 22:35 Nie prawda - inni ludzie zdradzeni nie nienawidzą. Co wynika choćby i z lektury tego wątku :) Nienawiść wynikajaca z poczucia wartości? Grubymi nićmi szyte... Kto ma silne poczucie wartości, tego nie dotyka fakt, ze ktoś go uważa za idiotę albo fakt, ze jakiś facet wybrał inną. Wybrał - to niech idzie. Widocznie jest niewłaściwą osobą dla mnie. Oczywiście że długi staż i dziecko komplikuja sprawę, ale wtedy trzeba we dwoje podjąć decyzję, a nie żyć w takim bagnie emocjonalnym. Tak robią dorośli ludzie - analizuja sytuacje i podejmują decyzję. pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: siła zdradzonych. IP: 81.18.203.* 06.01.04, 01:15 Być może mnie nie rozumiesz, bo jesteś inna ode mnie. Uwież mi naprawdę tak jest. Jeżeli tego nie rozumiesz to przyjmij, że tacy są ludzie i koniec. Dla mnie ludzie, którzy wybaczają i zapominają takie świństwa, to są ludzie ułomni: garbaci, kulawi, jąkaci,bez ręki, bez nogi, na wózku inwalidzkim, z białą laską, itp. itd. Przepraszam wszystkich inwalidów, mam również dla nich wiele szacunku. Przepraszam Oleńko ale tym razem już mnie poniosło. Czy Ty na pewno widzisz co piszesz? Czy Ty naprawdę jesteś taką kobietą bez żółci? Może jesteś b. młoda i tak jak już pisałam, nie jesteś w stałym związku z facetem. Jeśli zdradzę i to w dodatku kilkakrotnie, to może będę w stanie przejść do "porządku dziennego". Nie spocznę zanim tak się nie stanie. I nic tutaj nie zmieni jedna łaskawa dla CAPÓW Oleńka, a nawet cały ich garnizon. Ja jestem inna i nie chcę się zmieniać. Bardzo dobrze mi z tym. Nawet nie wiesz jak bardzo. Życzę powodzenia w szczęśliwym związku! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: siła zdradzonych. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.04, 01:20 Watpię, żebyś była szczęśliwa i wątpię, żeby zemsta przyniosła Ci spokój. I wątpię, żeby stan Twoich uczuć do męża dobrze robił Twojemu dziecku. Nie jestem "bardzo młoda" i jestem w stałym związku. Ale to bez znaczenia. Uwierz, ze niektorym kobietom trafia się taki mężczyzna, że czują sens "Hymnu o miłości" :) pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: siła zdradzonych. IP: 81.18.203.* 06.01.04, 01:57 Może wszystkiego nie widzisz skoro jesteś taka DOBRA, a może rzeczywiście tak jest. Jeśli tak jest to tylko Ci tego pozazdrościć. Ja zawsze bardzo się bałam zdrady. Nie wiem skąd u mnie wziął się ten lęk? Być może ściągnęłam to wszystko swoimi myślami na siebie i teraz się zadręczam przykrą rzeczywistością. Miło mi się z Tobą rozmawia Oleńko, ale chyba czs pomyśleć o spanku. Muszę wstać o 6.45,moje dziecko idzie do szkoły na 8.00 DOBRANOC! Odpowiedz Link Zgłoś
so_so Re: siła zdradzonych. 06.01.04, 21:38 "" Ja jestem inna i nie chcę > się zmieniać. Bardzo dobrze mi z tym. Nawet nie wiesz jak bardzo." - no właśnie wszyscy widzimy, ha..ha..:) ps. poprosze o wiecej takich kwestii:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do so_so Re: siła zdradzonych. IP: *.chello.pl 07.01.04, 19:33 ...OŻESZ.....KU.....nie powiesz kim jesteś? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zuzanna Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 22:11 Miałas za meża BURAKA -to wszystko wyjasnia zmiataj gdzie pieprz rosnie on jest niczego nie wart miec zone inwestycje mieszkania dzici kredyty i dupy na boku niech zgadne pochodzi z prowincji(biała rawska) i teraz mieszkacie w warszawie ? zmiataj dziewczyno poznaz kogoś kto jest coś wsart! Odpowiedz Link Zgłoś