Dodaj do ulubionych

Siła zdradzonych

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.03, 19:52
To tak jakbym czytał swoją historię. Szkoda że nie preczytałem
tego rok temu.
Obserwuj wątek
    • Gość: mala Re: Siła zdradzonych IP: 81.210.23.* 09.09.03, 16:18
      Czytam i oczom nie wierzę to samo przeżyłam poł roku temu. Te
      same wymówki, te same tłumaczenia, że musi odpocząć odemnie i
      nabrać dystansu, żeby wiedział na czym mu zależy.Oczywiście
      przez ten czas "odpoczynku" odemnie był cały czas z tą
      fantastyczną osobą. Finał jest taki,że na nowo zaczęliśmy nasze
      życie razem. Mój mąż żałuje tego co mi zrobił (przynajmniej tak
      mi mówi) ale mnie pomimo wszystko to jeszcze cały czas boli.
      Jest tylko satysfakcja, że to ja zwyciężyłam. Zrobiłam to dla
      siebie i dla naszego synka.
      • Gość: Ja Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.03, 22:59
        Jeszcze nie zwyciezylas, to dopiero poczatek.
    • Gość: magda Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.03, 13:49
      Sama prawda. Wiem, bo przeżyłam. Ten żal i upokorzenie bycia
      zdradzoną. Najsmieszniejsze, że dowiedziałam się po "fakcie" jak
      romans sie skonczył a moja luba nie byla pewna z kim chce być.
      Prośby, krzyki i błaganie nic nie dały. Nie byłam aniołkiem, ale
      sie zmieniłam. Dla siebie, nie dla niej. O dziwo, wróciła i
      powiedziała, że nigdy już tego nie zrobi.Minęło 5 lat. Ufam jej,
      ale pamiętam, że mnie zdradzono. Zawsze będę. I nie chodzi tu o
      to, że to ona, ale w ogóle. To mój "krzyż". I moja lekcja
      dorosłości.
      • Gość: ALICJA46 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.03, 07:15
        Zdradziłam męża ,z kimś dużo starszym od siebie ,on też ma
        rodzinę ,i to dużą ,zrobiłabym to jeszcze raz .
        Ktoś kto to zrobił raz ,zrobi to jeszcze.poprostu w związku nie
        czuje sie dobrze..
        • Gość: Kalina Z. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 17.04.04, 13:05
          Zdrada to nie tylko seks, ja nie posunęłam się do seksu, ale zdradzłam,
          pierwszy raz... drugi, kiedy potem korzystałam z wymówek zawartych w
          artykule.. "Potrzebuje przerwy, daj mi troche czasu" Kocham swojego partnera,
          lubie z nim byc, rozmawiać ale znów go zdradzam.. i wiem, że zawsze będę.. ja
          sie chyba nie nadaje do stałych związków, jestem uzależniona od flirtu, od
          komplementów, od tych pierwszych nieśmiałych spojżeń... a jednocześnie
          potrzebuję mieć kogoś do kogo mogę przyjść po pracy, dla kogo mogę gotować,
          sprzątać prać. Jestem idealną żoną i matką w domu... poza nim, kokietką i
          wampem... Może to rozdwojenie jaźni? A może powinnam się leczyć..
          • Gość: daniel do Kaliiny IP: *.elsat.net.pl / *.elsat.net.pl 31.05.04, 10:52
            Też choruje na tą chorobe--mam tak samo jak TY--tylko że ja.............
          • Gość: molly Re: Siła zdradzonych IP: 212.122.214.* 09.06.04, 09:03
            nie powinnas sie leczyc - mam podobnie - i dzieki ze znalazlam ten list -
            myslalam ze jest cos ze mna nie tak.... :)
          • Gość: XXX Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 17:57
            Czy my się przypadkiem nie znamy? Jeździłaś kiedyś na motorach?
        • Gość: pep5 Re: Siła zdradzonych IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 10:13
          Przynajmniej jestes szczera:(
    • Gość: MEL. Taka banalna historia... IP: 193.111.166.* 11.09.03, 15:47
      ... a powtarza się w tylu związkach. Też to przeżyłam. I jeszcze
      pewnie nie raz przeżyję, ale z innym nastawieniem.
      Ja również życzę wszystkim wytrwałości i życia dla siebie, nie
      dla współmałżonka.
      MEL.
    • Gość: beta Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 19:46
      • Gość: KIM Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 19:25
        W 90%przypadków to nie wymalowana rasowa blondyna która ma czas tylko dla
        siebie i oczekuje czyjegoś mężusia piłujac szpony w swojej wymuskanej
        kawalerce. To kobieta w róznym wieku, zapracowana, ze zrzędliwym mężem, dwójką
        dzieci, średnio zarabiająca. Ale jest w niej to coś- ta radość,pewność siebie,
        entuzjazm i umiejetność cieszenia się każdą skradzioną chwilą. Może więc
        lepszym sposobem niż smycz, inwigilator, awantury, obciach przed znajomymi i
        sąsiadami,które są poniżające i (ja na miejscu męża zwiałabym gdzie pieprz
        rośnie!) byłoby zastanowienie się i praca nad sobą? Co ona ma w sobie i co ja
        gdzieś po drodze zgubiłam? Swoją drogą kochanka też człowiek i też
        cierpi.Beata spędza weekendy płaczac, bo wie że Darek wyjeżdża z Warszawy do
        rodziny, a teksty "że żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią to ona "na
        pamięć to umie", Edyta uwikłana w klasyczny biurowy romans-któregoś pięknego
        poranka On przychodzi rozpromieniony, wystrojony z obrączką,która zdjął pół
        roku temu i ogłasza wszem(jej również ) ze dzisiaj dowiedział się że żona
        spodziewa się dziecka!;chciał do niej wrócić gdy emocje opadły lecz zdążyła
        wyjechać do Stanów płacąc niemała cenę i wiele podobnych hitorii gdy " ta
        druga chce pierwszą być"
        • Gość: koko Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 01:44
          Oj, to nie tak. Mój mąż był wolny tak bardzo, że nawet nie musiał mówić gdzie
          idzie, a ja byłam tak przekonana o jego miłości, że do głowy mi nie przyszło
          pytać czy sprawdzać.Ja po prostu nie miałam pojęcia, że między nami jest coś
          nie tak! Wręcz przeciwnie, momentami czułam się tak szczęśliwa przy nim!
          Bezgranicznie ufałam jemu i wierzyłam w jego miłość do mnie.
          Teraz już minęły ponad trzy lata od ich rozstania, a to JA mam wrażenie
          zrujnowanego życia. Ona podobno wyszla za mąż. Ja nie jestem w stanie ufać
          mężowi, on jest dla mnie nieczuły;mam wrażenie, że cierpi nad tamtym
          rozstaniem. W domu po pracy siedzi z pilotem i gapi się bezmyślnie w telewizor.
          Dzieci go drażnią. Nie bawi się z nimi, nie kąpie, nie zabiera na spacer.
          Do dzisiaj nie ma mowy ani nawet nadzieji na powrót do dawnej bliskości.
          Być może - kochanka to cierpiące biedactwo.
          A co z moją rodziną?


          • Gość: kitty Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.aster.pl / 10.71.2.* 25.10.03, 15:58
            pewnie ze kochanka tez czlowiek. a zdradzona to nie? problem
            tkwi w tym że ten kto zdradza ma juz wybór za sobą , a zdradzony
            dopiera będzie sie musial z nim zmierzyc. Sama przszlam przez to
            pieklo, patrzylam na siebie i nie rozumialam dlaczego, chcialam
            sie zmieniac byc lepsza i wtedy on powiedzial to nie twoja wina
            nie szukaj jej w sobie tak sie stało. minely 3 lata i nadal jest
            zle bo ja pamietam a on nie wie o co mi chodzi. a mnie tylko
            chodzi o żal, ból, rozgoryczenie i brak zaufania . Najwięcej
            jednak zapłacą za to dzieci . Do dzis pamietam synka który
            pewnego dnia zapytal czy tata sie nigdy nie wyprowadzi. A wtedy
            kiedy to sie stal mial 3 latka i sadzilismy ze nic nie rozumie.
            Dbajmy o swoje rodziny, nie dajmy sie wkraść tam obcym
        • Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 11:27
          ciesze sie, ze wreszcie ktos napisal te slowa. troszke sie z tym utozsamiam.
          Zdradzilam poniewaz od dawna w moim małżeństwie nie jest tak jak być powinno.
          Oczywiście nie jest to tylko wina mojego męża ale również moja, przestaliśmy
          się starać. I stało się, że pokochałam innego mężczyznę. Czy jest mi z tym
          lepiej? nie, nie umiem sobie z tym poradzić. Czy rozwód byłby rozwiązaniem,
          pewnie tak. Byłabym przynajmniej uczciwa wobec męża. Niech napisze ktoś do mnie
          jeśli jest w podobnej sytuacji, proszę
          • Gość: rakjest Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 11:47
            Nie licz na to,że jak przestałś kochać swojego męża,to zerwanie z kochankiem
            spowoduje odbudowę uczucia do męża.Ktoś mądry kiedyś powiedział,że"kobieta
            nigdy nie wybaczy mężczyźnie,że przestała go kochać".Wiem to z własnego
            doświadczenia,przeżyłam i bycie żoną i bycie kochanką.
            • Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 14:47
              dzieki, wiem, że nie potrafię pokochać męża znowu. Jesteśmy nascie lat
              poślubie, mamy dwoje nastoltenich dzieci i moje uczucia gdzieś po drodze
              wygasły. A kochanka też juz nie jestem, trwało to rok, było pięknie i nie
              żałuję ale przyszedł taki moment, że on zrezygnował, przestraszył się, że może
              za dużo stracić. I jestem mu za to wdzięczna, gdyż sama bym nie zrezygnowała, a
              wtedy wiadomo czym by to sie skończyło dla mnie - rozwodem. Ja za bardzo sie
              zmieniłam po jego poznaniu i mój mąż domyślał sie wszystkiego, no cóż jest w
              porządku, nie odrzucił mnie. Ale nie byłam na tyle uczciwa, żeby powiedzieć mu
              to otwarcie, a teraz mam problemy ze sobą i nie wiem co dalej? czy działo sie
              z Tobą podobnie?
              • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 18:06
                nie moge teraz tobie szczczegółowo opsać swojego przypadku bo mam troche pracy,
                może później.Na gorąco jedyna rada jaka mi się nasuwa dotyczaca twojej
                sytuacji,to napewno taka-ASOLUTNIE I POD ŻADNYM POZOREM NIE PRZYZNAWAJ SIĘ
                MĘŻOWI DO ZDRADY.Mówię to z całą stanowczością,na podstawie własnego
                doświadczenia, ale nie tylko.Uwikłana w podwójne życie również sobie z tym nie
                radziłam ,starałam się dużo czytac na ten temat.Były to najczęściej wypowiedzi
                znanych psychologów i psychoterapeutow.Zacytuję jedna z nich:jeśli decydujesz
                sie na zradę to zapamiętaj trzy zasady -po pierwsze nie przyznawać sie-po
                drugie nie przyznawać sie -po trzecie nie przyznawać sie.Pozdrawiam
                • Gość: Moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 12:16
                  odnoszę wrażenie z tego co piszesz i co sama przeżywałam i przeżywam (mimo, że
                  nie spotykam się juz z nim), że kobiety chyba za bardzo sie angażują. Masz
                  rację nie powiem mężowi, jesli nie zrobiłam tego od razu to teraz nie ma już
                  sensu. czytałam o zdradzie w trakcie , czytam teraz i jedno wiem, że za mało
                  wiedziałm a już na pewno nie sądziłam, że z własnymi myslami nie będzie mi
                  łatwo sobie poradzić. Angażując się wiedziałam, że nie może to trwać wiecznie,
                  nie chciałam zranic nikogo, nic od niego nie żądałam poza tym, żeby był. napisz
                  cos o sobie, bo ja cały czas zastanawiam sie jak długo będę jeszcze go kochać i
                  czy w końcu będę mogła przestać o tym mysleć, staram sie zająć różnymi rzeczami
                  ale to wszystko jest za mało. Najlepszyn byłby zanik pamięci. A najgorsze że za
                  duzo o nim wiem i czasami mam ochote zrobic coś naprawdę głupiego. Czy Tobie
                  też przychodziły do głowy takie dziwne mysli? pozdrawiam i dzieki za odpowiedż
                  brakowało mi chyba kogos z kim mogłabym o tym rozmawiać.
                  • Gość: KIM Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest i Moni IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 17:54
                    Strasznie cieszę się że jeszcze ktoś potrafi popatrzeć na ten temat z drugiej
                    strony a nie tylko "żoneczka skrzywdzona świętość kochanka be"
                    Myślę że faceci potrafia oddzielić miłość do żony i dziecka od faktu
                    posiadania kochanki, bo przede wszystkim są FACETAMI i potrafią podejść do
                    sprawy lekko i przyjemnie
                    a my niestety angażujemy się i potem no właśnie
                    Jedyne lekarswo jakie znam to dojść do etapu"fuj" obrzydzić go sobie po prostu
                    lepszy chyba kac moralny " o Boże co ja w nim widziałam" niż ciągłe usychanie
                    z tesknoty i cierpienie

                    • Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do KIM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 11:56
                      dzieki za Twoje słowa
                      zastanawiałam sie ostatnio czy te zdradzane żony rzeczywiscie kochaja swoich
                      mężów, czy też boją się utracić swoją własność
                      a jesłi chodzi o mnie chyba nie chcę Go sobie obrzydzić , boję sie ze za duzo
                      o nim wiem i może przyjdzie mi do głowy żeby zrobić cos głupiego. Na szczęście
                      jeszcze rozsądku troche zachowałam.
                      pozdrawiam i napisz coś jeszcze w tej chwili wszystko jest dla mnie ważne
                      • Gość: KIM Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 20:23
                        Znam wiele żon które traktują męzów jak własność i powiedzmy paszport poczucia
                        własnej wartości, więc jak się dowiedzą to katastrofa
                        Co do robienia czegoś głupiego to znam z własnego doświadczenia że najgorzej
                        jest jak siedzisz sama i rozmyślasz korci Cię to coraz bardziej, chwytasz za
                        telefon... i potem załujesz.Ja nie potrafię mieć takiej "godności" i
                        wykonywałam takie akcje zwłaszcza gdy facet był w jakiś sposób dla mnie
                        nieuchwytny.Wtedy jedynym sposobem była przyjaciółka która mnie "pilnowała" na
                        zasadzie zostaw pana brzydki pan
                        Chętnie bym coś więcej napisała ale mam inwigilator w postaci męza więc jeśli
                        masz jakiś adres to napiszę z pracy
                        POzdr
                  • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 08:28
                    długo sie nie odzywałam,przepraszam,zdaje sobie sprawę jak bardzo potrzebujesz
                    wymiany myśli,które w tej chwili kłębią się w tobie,a podzielić się nimi nie ma
                    z kim.Doskonale pamiętam siebie z tamtego czasu.Moje szczere wynurzenia na
                    forum opisujące historię mojej "drugiej ścieżki życia" pewnie by zanadto
                    zbulwersowały większość forumowiczów/ek/ przekonanych o nadrzędnej roli
                    święych związków małżeńskich.Myślę,że opisywanie kiluletniego romansu kobiety
                    zamężniej od wielu lat i mężczyny również posiadającego rodzinę nie mieściłoby
                    im się w głowach.Dodam jeszcze,że romansu,ktory nigy sie nie wydał i dzięki
                    któremu zachowałam ronowagę psychiczną w najgorszych momentach mojego
                    życia/rownież małżeńskiego/.A ty Moni jeśli chcesz pogadać pisz na
                    adres:rakjest@gazeta.pl.Pozdrowienia dla KIM.
                    • Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 11:44
                      dzieki
                      na pewno do Ciebie napiszę, bo przed nami jesien i zima a dla mnie nie jest to
                      dobry czas, żeby zapomnieć. A na dodatek wczoraj zrobilam cos głupiego co mnie
                      jesczez dodatkowo osłabiło, zadzwoniłam do Niego tylko po to, żeby Go usłyszeć.
                      Sama sie za to potepiam ale jeszcze nie potrafie sobie z tym radzić. Pozdrawiam
                      • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 15:31
                        wcale się nie potępiaj,to co zrobiłś jest całkiem wytłumaczalne-to poprostu
                        było silniejsze.Mało kto w takim stanie w jakim obecnie się znajdujesz potrafi
                        racjonalnie myśleć i postępować.Tomy mogłabym napisać o głupotach do jakich
                        byłam zdolna,ile inwencji i fantazji potrafiłam z siebie wykrzesać.I niczego
                        nie żałuj.Twoje są wpomnienia,reszte załątwi czas.Daruj mi ten banał, ale
                        przekonasz sie kiedyś,że to prawda.
                        • Gość: rakjest Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.toya.net.pl 19.09.03, 15:40
                          Moni !patrz poprzedni post -powinien być oczywiście" Do Mononi",ale mam
                          nadzieję,że wiedzałś kto był jego głównym adresatem.Pozdrawiam
                          • Gość: moni Re: Re Kochanka też człowiek -Do Rakjest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 16:18
                            dzieki
                            masz racje na pewno ale na razie sie miotam i jestem zła na siebie samą.
                            napisałam do Ciebie maila ale nie wiem czy doszedł (nigdy nie korzystałam z tej
                            poczty) a ze słuzbowej wole nie korzystać. A może masz gg, mogłybysmy kiedys w
                            wonej chwili porozmawiać
                            pozdrawiam
                      • Gość: nan Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 11:43
                        Gość portalu: moni napisał(a):

                        > dzieki
                        > na pewno do Ciebie napiszę, bo przed nami jesien i zima a dla
                        mnie nie jest to
                        > dobry czas, żeby zapomnieć. A na dodatek wczoraj zrobilam cos
                        głupiego co mnie
                        > jesczez dodatkowo osłabiło, zadzwoniłam do Niego tylko po to,
                        żeby Go usłyszeć.
                        >
                        > Sama sie za to potepiam ale jeszcze nie potrafie sobie z tym
                        radzić. Pozdrawiam

                        Witaj Moni.
                        Jestem nowa w tym towarzystwie ale chciałam Ci życzyć dużo
                        wytrwałości i wytrzymałości. To jeszcze potrwa - znam to z
                        autopsji,bo właśnie usiłuję przetrwać podobną historię. I nie
                        martw się, nie zrobiłaś nic głupiego.Każdy ma jakąś
                        wytrzymałość a nerwy czasem puszczają.To wszystko jest
                        diabelnie trudne.
                        B. pozdr
                    • Gość: Z.M Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.chello.pl 17.04.04, 13:20
                      Każdy, facet, kobieta zdradzany zdradzana to człowiek.. I nie prawdą jest, że
                      kochanki są wredne, że na siłe chcą kogoś odbić.. Tak się po prostu dzieje..
                      Nie umiem wytłumaczyć "dlaczego?". Co do zapominania o swoimi "ex kochanku" ja
                      pamiętam wszystkich.. Pierwszego wspominam niemiło - bo tak też sie
                      rozstaliśmy, jego problem..., drugiego nie zapomnę nigdy, choć to ja uznałam,
                      że lepiej będzie jak przestaniemy się widywać.. ale nie zapomne ciepła, wiary w
                      siebie, czułości i wszystkiego co od niego dostałam.. z trzecim jestem teraz..
                      wiem, że nie potrwa to długo, ale wiem , że będzie piąty i po piątym następny
                      i następny, choćbyśmy nie wiem jak wmawiali sobie, że nigdy więcej już nie
                      zdradzimy to zdradzimy jak tylko nadarzy sie okazja.. O pierwszych 2
                      powiedziałam swojemu mężowi.. nie żałuję, że sie dowiedział, ale żal mi było
                      tego jak cierpiał, pierwszy raz w życiu widziałam go tak bezradnego,
                      załamanego.. na samą myśl serce mnie boli, nie chce aby znów to przeżywał i
                      postaram się by nigdy nie dowiedział się o kolejnych zdradach...
                • Gość: kama Re: Re Kochanka też człowiek -Do Moni IP: *.net.pl 11.11.03, 18:20
                  NIGDY NIE NALEŻY SIE PRZYZNAWAC DO ZDRADY - STARA ZASADA- NUCZYLI MNIE TEGO
                  kOLEDZY. .... nawet jak cie złapią w łóżku z narzeczonym przyjaciółki to mowi
                  ze to nie byłas ty a oni mieli zwidy.
                  Mam kogoś jezeli wszystko sie ułozy bedziemy razem.... ale niegdy bym sie
                  mężowi nie przyznała, On moze miec kochanki -jemu wolno!! a mnie być
                  szczesliwa nie
                  niedługo sie przekona jak bardzo sie mylił

          • Gość: Tomek Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 13:42
            usprawiedliwiajcie sie zdradzajacy/ce - i tak jestescie
            zaklamanymi szmatami!!!
            • mmajja Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek 17.09.03, 14:52
              Gość portalu: Tomek napisał(a):

              > usprawiedliwiajcie sie zdradzajacy/ce - i tak jestescie
              > zaklamanymi szmatami!!!

              Obrazanie kogokolwiek nic tu nie zmieni, ale warto zachowac jakis poziom, w
              koncu to forum gazety, a nie Twoj lokalny smietnik!
              • Gość: deadmario Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wirba.net / 213.77.42.* 06.02.04, 18:39
                nikt tu nikogo nie obraża, bo to jest tylko prawda. Jeśli prawda jest dla
                ciebie obrazą to pogubiłaś się już w swoim zakłamaniu. A jeśli chodzi o poziom
                to sama go wcześniej nie utrzymałaś a teraz kogoś pouczasz?
          • Gość: Nina Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 13:56
            Milo mi rowniez ze masz bardzo podobna sytuacje jak ja ,nieudane
            malzenstwo,ktorego nie dalo sie ratowac, bo uczucia wygasly i pojawila sie
            milosc.Nie jest zauroczenie ,szczenieca milosc, jest to dojrzale powazne
            uczucie ktore trwa.Oboje jestesmy dobrze po 30 -tce i znamy smak zycia,jestem
            szczesliwa osoba ze go spotkalam i ze jestesmy razem.
          • Gość: dan Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: 195.114.171.* 18.09.03, 17:06
            witaj, rozwód to naprawdę najlepsze wyjście z tej sytuacji.
            Jeśli kochasz innego (i ten inny kocha Ciebie)nie będziesz już
            nigdy mogła spojrzeć przychylniejszym okiem na swojego męża. Nie
            pomogą żadne starania, zawsze ten drugi pozostanie w Twojej
            pamięci tym lepszym, tym przeznaczonym. Będziesz winiła męża za
            to, że Cię unieszczęśliwił zatrzymując przy sobie, będziesz
            nosiła w sobie świadomość zbyt wielkiego poświęcenia,
            szczególnie wtedy, gdy mąż nic a nic nie zmieni swego
            postępowania wobec Ciebie. A jeśli dowie się o Twojej
            zdradzie...będziesz musiała się kajać wcale tego nie chcąc,
            prosić o kolejną szansę wcale jej nie pragnąc i mając nadzieję
            na to, że jednak Ci nie wybaczy, że to on zadecyduje o
            rozstaniu. Uwierz, lepiej zakończyć tę sprawę rozwodem...Jest
            tylko jedno "ale". Jeśli ten drugi, którego pokochałaś nie
            zechce dzielić z Tobą Twojego "nowego" życia, możesz nie podołać
            trudom samotności (w końcu od dłuższego czasu nie byłaś sama)i
            po pewnym czasie zapragniesz wrócić do męża. A wtedy może być za
            późno na pojednanie. W każdym razie ja przeżyłam, jestem w tej
            chwili po rozwodzie i nigdy, przenigdy nie będę żałować podjętej
            decyzji. Żałuję tylko, że tak długo zwlekałam i że tak długo
            męczyłam i siebie i eks-męża. No i tego "drugiego" ;)Pozdrawiam
            i życzę powodzenia
            • Gość: KA Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wlan.sse.pl 05.12.03, 11:35
              teraz dla odmiany to ciebie rzucui ten drugi popaprancu
          • Gość: sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.09.03, 19:27
            No cóż, ja jestem w podobnej sytuacji, ale z pewna różnicą. To
            mój mąż poprosił mnie abym sobie kogoś znalazła, ponieważ
            stwierdził że jest śmiertelnie chory...i stało się.Minęły 2
            lata, a ja mam kochanka, którego mo mąż akceptuje /chyba to
            jednak nie jest śmiertelna choroba.../Najgorsze jest to że nie
            potrafie zdecydowac się na żadnego z nich.Jestem w zawieszeniu,
            które niszczy wszystkich,a decyzje muszę podjąc...czasem mam
            ochotę powiedzieć obu "nie"
            • Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 12:13
              witaj Sylwio
              jak widze Twoja sytuacja wcale nie jest przyjemna
              czy zrozumialaś o co właściwie chodzi Twojemu mężowi
              to jakis horror a decyzję musisz podjąć jesli nie chcesz zniszczyć siebie
              czy macie dzieci? dla mnie dzieci były i są zawsze najważniejsze, czy ich nie
              krzywdzisz?
              pozdrawiam
              • Gość: sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 18:09
                Do moni,
                mój mąż na początku był zachwycony że mam innego mężczyżnę,który mnie pożada.W
                ten sposób był pewien że jestem naprawdę atrakcyjna nie tylko dla niego /po 5
                latach małżeństwa/. Ponownie zaczął widzieć we mnie kobietę,ponownie dostawałam
                prezenty, drogą bieliznę i ubrania.Jednak z początkiem roku stwierdził, że to
                nie tak miało być..ponieważ nie przewidział,ze pokocham tamtego.Zamierzałam
                odejść, ale nasza dziecko za nim przepada.A może tak mnie się wydaje..?poza tym
                niestety w chwili obecnej nie byłabym w stanie utrzymać się finansowo.Dwa
                miesiące temu mój mąż powiedział że nie da mi rozwodu, nie pozwoli abym z kims
                innym zamieszkała, a jeżeli to zrobię, to zabierze dziecko do mojej matki i
                razem będą je wychowywać. Natomiast ja staram sie na tyle usamodzielnić, aby
                samodzielnie wraz z dzieckiem móc się utrzymać; bez szukania oparci w
                kimkolwiek, nawet w tym drugim...
                • megxx Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek 19.09.03, 18:20
                  Czy ja dobrze rozumiem? chory mąż z niezrozumiałej przyczyny rzuca hasłem byś
                  kogoś sobie znalazła, a Ty to akceptujesz. Potem piszesz, że nie chcesz
                  zostawić żadnego z nich, a za chwilę ,że obu.
                  Dwa posty, niecałe 24 godz różnicy i dwa różne poglądy.
                  Może raczej powinnaś powiedzieć, że od dawna nie kochasz męża, ale z różnych
                  powodów nie odejdziesz. Jego pseudoakceptacja kochanka to był dla Ciebie tylko
                  pretekst by to ujawnić. Nie mogłaś ukryć tego przed niby chorym śmiertelnie
                  mężem? I teraz dziwisz się, że sytuacja przerosła Twoje wyobrażenia. Myślałaś,
                  że łatwiej zostać wdową?
                  • Gość: sylwia Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do megx IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 20:13
                    Może żle się wyraziłam, mój mąż od początku wiedział że spotykam się z innym
                    mężczyzna i również on "akceptował" i "oceniał"go.Taka moja rozbieżność w
                    przeciągu niemal 24h jest spowodowana tym,iż obaj starają się pokazać iż to
                    właśnie on jest lepszy, ale bez obczerniana tego drugiego.Dlatego czasem jestem
                    tym zmęczona i wtedy mam ochotę obu powiedzieć-nie.
                    • megxx Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg 20.09.03, 17:01
                      Panowie stawają w konkury, ale jeden ma szantażowego asa w zanadrzu i nie
                      zawaha się go użyć. Twój problem nie leży tylko w tym kogo wybrać, ale wiąże
                      się z innymi decyzjami. A właściwie to z kim jesteś( intymnie): z mężem,
                      kochankiem, czy z oboma w zależności, który bliżej i który ma dla Ciebie czas?
                      Jak myślisz, czy jeżeli dokonasz wyboru(spośród nich )to będziesz szczęśliwa?
                      Czy stoją za tym uczucia, czy raczej sprawy materialne?
                      I jeszcze jedno: nadal wydaje mi się nienormalne to jak tłumaczysz początki
                      drugiego związku i Twoją postawę w tamtym czasie wobec sugestii męża i jego
                      samego(coś o chorobie pisałaś).
                      • Gość: sylwia Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.09.03, 10:29
                        Odpowiadam : zgadzam się początek był nienormalny, ale to była dosyć
                        skomplikowana emocjonalnie dla mnie sytuacja.
                        Było to w 3 roku naszego małżenstwa.Przeprowadziliśmy się z małego miasta do
                        duzej aglomeracji.W pogoni za pieniędzmi brakowało czasu tylko dla siebie.Mąż
                        wracał pózno, a ja po pracy padająca ze zmęczenia zajmowałam się dzieckiem i
                        czekałam do północy i czasem póżniej na jego powrót.
                        Potem okazało się, że nie tylko praca tak bardzo absorbowała go , ale również
                        inna kobieta.
                        Gdy zarzucałam mu brak czasu, zawsze odp.-przecież pracuję na nasze utrzymanie,
                        a gdy pytałam o nią , mówił i co z tego: przecież z nią nie sypiam, to że czuję
                        się u niej w domu dobrze, lubię tam przebywać lub spotykam się z nią i
                        rozmawiamy-to przecież nic złego.
                        W międzyczasie okazało się, że jego koleżanka z pracy również bardzo go
                        fascynuje.Ale zawsze słyszałam, że przecież z żadną nie poszedł do łóżka.

                        Właśnie w takiej atmosferze,tych wszystkich wydarzeń powiedział mi,że jest
                        śmiertelnie chory, poprosił abym znalazła kogoś kto będzie wstanie go
                        zastąpić...Szczerze mówiąc nie wierzyłam w to, natomiast jedno co zauważyłam:
                        kiedy coraz cześciej mówił o drugim mężczyżnie w moim życiu,a ja dla
                        tzw.świętego spokoju mówiłam-tak, pomyślę, a może i nawet znajdę.
                        Jego postawa wobec mnie była taka jak przed laty / i znajome przestawły być już
                        tak ważne/.
                        Wtedy właśnie pomyślałam,jeżeli to ma spowodować że będzie tak jak kiedyś-to
                        zrobię wszystko aby tak było...i zrobiłam.
                        Ale nic nie jest tak jak sobie zaplanujemy.
                        Niejednokrotnie sama mam trudności w odnalezieniu siebie w tym wszystkim.
                        Prawdą jest że boję się pozostać sama,ale czy cena nie jest zbyt wysoka...?
                        • megxx Re:do Sylwi 21.09.03, 11:59
                          Na moje oko sami zafundowaliście sobie nie tylko trójkąt, ale wręcz czworokąt.
                          Teraz trudno sie odnaleźć. To jest jedna z przyczyn, z powodu której w
                          wypracowanych normach właściwych zachowań(czy jak to nazwać), postuluje się
                          wierność jednemu partnerowi w danym czasie. Wszystko po to by uniknąć pułapek.
                          Ale kto korzysta z cudzych doświadczeń. Dziwne, że kiedy to wszystko się
                          zaczynało tak łatwo uwierzyłaś w to co mówił mąż. Gdybyś wtedy postąpiła inaczej
                          (jesteśmy razem lub odchodzę), teraz sytuacja byłaby inna. A tak to są
                          problemy. Najlepszym wyjściem jest pomyślenie o sobie. Dzieci z czasem nas
                          opuszczają, mają przecież swoje życie, a jeżeli teraz nie wypełnisz swojego
                          życia z myślą o sobie, to potem możesz znaleźć się w pustce.
                          • Gość: sylwia Re:do meg IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.09.03, 13:25
                            Niestety, wiem i zgadzam się z Tobą, ale paraliżuje mnie strach, że nie poradzę
                            sobie sama.Póki co staram się doskonalić zawodowo, aby w przyszłości móc liczyć
                            tylko na siebie.Oby się udało.Ps. dziękuję za szczerość i dobrą radę.pzdr.
                            • megxx Re:do Sylwi 21.09.03, 15:33
                              Oczywiście, że dasz sobie radę. Trzeba tylko działać, nie stać w miejscu, bo to
                              jest przygnębiające. Pozdr. również.
                              • Gość: Zdziwiona Re:do Sylwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 02:20
                                Czytam po kolei, przepraszm za skrajną złosliwość - nie wyobrażam sobie aby
                                wieść o chorobie męża tak mnie zdołowała, że musiałabym szybko sobie znaleźć
                                ekwiwalent tegoż męża - o ile rozumiem to choroba (weneryczna?)kogoś bliskiego
                                pozwoliła Ci odczuwać prawdziwie namiętności z tym drugim. A mąż jak ten kotek
                                był chory i leżał w łózeczku - a może kotek TEZ był chory?
                        • Gość: pep5 Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 12:36
                          Dziwie sie, że go nie zostawiłaś wtedy gdy kazał tobie znalesc sobie kogoś.
                          Przeciez nie zrobił tego z miłosci do Ciebie. To absurd!!!!!I po co ci to
                          było????
                      • Gość: kwk Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do meg IP: *.ci.nsw / 217.153.83.* 07.10.03, 12:05
                        mój romans zaczął się z głupia frant i nie umiem odpowiedzieć dlaczego. W
                        zależności od pory dnia i nastroju moje odpowiedzi mogą być różne, także nie
                        dziwcie się sylwi
                        • megxx Re:Siła zdradzonych- kochanka też człowiek do kwk 08.10.03, 10:19
                          Nie dziwi mnie, że znalazła sobie kogoś, nawet nie dziwi mnie, że mąż to
                          akceptował.
                          Nie umiem zrozumieć wytłumaczenia chorobą męża i oczekiwaniem na jego śmierć.
                          Jeżeli wtedy był jej tak obojętny mogła rozwieść się.
            • Gość: xxxxxxxx I bede Ci wierna i nie opuszcze Cie do smierci IP: *.wroclaw.mm.pl 12.10.04, 11:34
              Banda zaklamnych blaznow- skonczycie w piekle zareczam wam.Kto czyni zlo tego
              zlo nawiedzi.Cokolwiek czynicie drugiemu - sobie czynicie.
          • Gość: żonaty Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.03, 13:07
            Moni, u mnie było podobnie. W domu źle ("nie dotykaj mnie, nie przytulaj, nie
            ruszaj, nie chce mi się ciebie słuchać, wyjdź stąd, wyprowadź się, rozwiedź się
            ze mną ty ch..." - takie słowa słyszałem od żony, więc żeby nie bolało musiałem
            się od niej odizolować emocjonalnie). Więc wbrew mojej woli się zakochałem...
            bez wzajemności. Nawet jej nie dotknąłem, nic. Dzisiaj to już przeszło, ale w
            domu jest dalej źle. Tyle, że dziś mam tego świadomość, że nie na tym polega
            małżeństwo, aby ciągle kogoś gnębić. Więc pewnie się rozwiodę. Choć mi ciężko z
            tą myślą, nie szukałem nigdy kochanki, chciałbym mieć tylko normalną rodzinę,
            żonę, a nie "żonę".
            • Gość: moni Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 15:30
              do Zonatego
              smutne jest to co napisales i troszke zle mnie zrozumiales. ja nie moge
              powiedzieć, że moje małżeństwo było nieudane, nigdy tego typu słowa nie padły,
              nie obrzucaliśmy się epitetami a nawet nigdy na siebie nie krzyczeliśmy i nadal
              jesteśmy postrzegani jako bardzo dobre małżeństwo z dwójką udanych dzieci.
              Dlaczego zdradziłam męża - no cóż nic nie trwa wiecznie, miłość gdzieś się
              ulotniła została codzienność, seks a właściwei brak seksu (myliłam się sądząc,
              że seks ma małe znaczenie, ma bardzo duże). Skąd moje dylematy? nie mogłam byc
              jednoczesnie żoną i kochanką, to mnie psychicznie i fizycznie wykańczało. a
              teraz gdy już się z nim nie spotykam, została tęsknota, tęsknota...ale mogę już
              spokojnie przespać całą noc ale nie potrafię nie mysleć. A uczucie dla męza?
              wiem że jest dobrym człowiekiem, dobrym ojcem i że mnie nie odrzucił chociaż
              domyslał się bardzo wiele ale pewności nigdy więc tak niech juz zostanie. Nie
              chcę tylko żebysmy kiedys zostali razem na starość samotni we dwoje, bo to
              będzie straszne. pozdrawiam
          • Gość: milka Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.03, 10:50
            Ja tez zdradzałam,az do momentu kiedy naprawdę się
            zakochałam..maż sie wyprowadził do rodziców, i natychmiast
            zamieszkałam z moja miłościa..czsami czuje sie z tym
            zle,zrobiłam krzywde mysle,ale tak naprawde czy nie krzywdziłam
            zdradzajac?A tak sytuacja jest jasna,zaczelismy nowe zycie i
            wierze ze i mi jak i mojemu byłemu mezowi bedzie lepiej osobno
            niz jak bylismy razem...czasem wrto odejsc tak poprostu..jak sie
            zdradza to znaczy trzeba zostawic ta osobe z ktora sie jest, bo
            zdrada to i tak poczatek konca.On nadal cierpi,ale mysle ze za 5
            lat gdyby to dopiero nastapilo powiedzmy byłby bardziej
            zdradzany i bardziej by cierpiał a tak jest młody ma sznse
            znalezc kogos z kim bedzie szczesliwy.Nie zdradzaj -roztan sie.
          • Gość: Sylwia Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: *.wlan.sse.pl 05.12.03, 11:21
            Witam cię moni piszesz że w twoim małżeństwie nie jest tak jak powinno
            przyznajesz,że to również twoja wina,a czy próbowałaś z mężem rozmawiać zanim
            go zdradziłaś,pewnie nie bo to zbyt trudne.Mój mąż mnie zdradził i też nie
            powiedział co go boli rozmowa byłaby zbyt trudna dla niego,nie liczyłam się ja
            tylko on,jego potrzeby.Dodam że mieliśmy kłopoty,ale nie w sypialni.On jednak
            przeniósł je i tam.Nie kochaliśmy się był dla mnie zimny i obojętny on
            twierdził że chwilowo nie może.Uwierzyłam, sądziłam,że w wieku 40 lat może się
            to przytrafić każdemu facetowi,cierpliwie czekałam chciałam rozmawiać z nim bo
            czułam że coś jest nie tak.Obserwowałam,aż wreszcie poznałam prawdę,była inna
            młodsza, która go rozumiała,nie zadawała trudnych pytań było mu dobrze no może
            nie tak dobrze jakby chciał bo jednak w łóżku z tą dziwką mu nie wyszło z
            powodu poczucia winy tak stwierdził.A ja ,no cóż życie to nie bajka.Dziś mimo
            że nadal jesteśmy razem jest jak dawniej usłyszałam że potrzebuje trochę czasu
            jak w schemacie nawet nie próbuje się do mnie zbliżyć.I choć zarzucił mi kiedyś
            że to moja wina,ja nie czuję się winna.Myślę że mąż jest zbyt słaby,aby umiał
            żyć ze mną po tym co zrobił wiem że czujesię z tym zle ale zaproponowałam mu
            wizytę u psychologa zgodził się ale jak do tej pory nie ma na to czasu.Może to
            dziwne ale wybaczyłam mu ten skok ale do niej mam tyle nienawiści,że nie umiem
            sobie z tym poradzić i czasem aż sie tego boję.Dlatego myślę że zanim ktoś
            zrobi takie świństwo partnerowi,trzeba rozmawiać i powiedzieć o swoich
            wątpliwościach,jęśli wam na sobie zależy to znajdziecie wyjście,a jeśli nie to
            przynajmniej będzie ta druga strona wiedziała,że jesteśmy z nią szczeży.Gdyby
            mój mąż zanim mnie zdradził powiedział,że jest mu ze mną zle i wtedy mnie
            zdradził ja nie potraktowałabym tego jak zdrady i jeśli by mi na nim zależało
            to zrobiłabym wszystko by ratować rodzinę i małżeństwo.Jednym słowem zdrady
            niczym nie da się usprawiedliwić .Ten kto zdradza robi to bo tak poprostu chce
            dla mnie to czyste chamstwo wyuzdanie i brak ludzkiej godności.Ktoś kto zdradza
            a szczególnie kobieta nie ma w sobie godności i nie jest dla mnie nawet
            człowiekiem,bo po co Bozia dała rozum no właśnie chyba lepiej byłoby paść się
            nałące na łańcuchu lub jak suczka podnosić ogonek na widok pierwszego
            napotkanego pieska.Wstyd mi za wszystkie kobiety,które zdradzają mężów iza te
            które włażą do łóżek żonatych facetów.Mimo to pomodlę się dziś za was
            wszystkich którzy jesteście tak obłudni i zakłamani i brak wam życiowej odwagi
            by stawić czoło problemom w małżeństwach myślcie prosze was o tym co robicie,
            myślcie jaki ból zadajecie partnerowi i dzieciom.Życze odwagi i siły w
            pokonywaniu drogi życiowej szczególnie tej w małżeństwie.Powodzenia
        • Gość: GOSIA Re: Siła zdradzonych- kochanka też człowiek IP: 68.145.212.* 16.12.03, 20:10
          KOCHANKA TO NIE CZLOWIEK TO "NIBY KOBIETA"(JAK NIBY NOZKI),KTORA ROBI COS CZEGO
          SIE NIE ROBI,SAMA NAPEWNO NIE CHCIALA BY BYC W TAKIEJ SYTUACJI W JAKIEJ JEST
          ZONA JEJ KOCHANKA.
        • Gość: wizg od żonatych lepiej uciekac IP: 217.11.151.* 04.03.04, 15:21
          nie żal mi kochanek, wybaczcie, sama miałam do wyboru zonaty uroczy czarujacy
          facet, czy samotność i wybrałam o drugie, choć mnie w srodku do tej pory
          coś "rwie" ale wole tak, niz szaleć z żalu że jestem dodatkiem, chwilą i że nie
          moge liczyć na wiele, ani na wspolne wyjazdy, ani poważne relacje, i wiecznie
          uczucie, że się musze ze wszystkim kryć. mysle, że tacy faceci nieczesto
          rezygnuja z żon i dzieci, wiec zanim zaczniecie żałowac kochanek pomyślcie, że
          same to sobie zafundowały, lepiej nie być naiwną...mniej się wtedy człowiek
          pokieraszuje...lepiej takiego goscia kopnac w tylek i powiedziec zeby wracal do
          żony i zacząl pracować nad sobą i swoim związkiem!!! pozdrowienia :)
    • oporna Re: Siła zdradzonych 13.09.03, 19:49
      Czytałam wypowiedź "zdradonej żony" i jestem przerazona jej zachowaniem. Dla
      mnie to nie ma nic wspólnego z miłościa do męża. To jest tylko urażona
      ambicja, Chęć zemsty, i to jakiej zemsty Ta kobieta jest nieszczęśliwa nie
      tylko z powodu zdrady. Ona musi mieć problemy z soba, z akceptacją siebie. Jak
      można pisać listy do sąsiadów, znajomych itp. Jestenm ciekawa co widzi w
      lustrze jak patrzy na siebie. To wygląda jakby winna była tylko tamta
      kobieta, a jej mąż? Szczerze mówiąc to współczuję jej męzowi. Ale zyczę jej
      by znalazła w sobie ciepłe uczucia gównie do samej siebie i aby odrzuciła
      nienawiść bo ja zniszczy a ma dopiero 40 lat. Myślę ,że pomogłaby terapia ale
      do tego też trzeba dojrzeć a w tej chwili jest ona jescze zaślepiona
      nienawiścią. Szukaj pomocnej, mądrej dłoni.
    • Gość: jolka Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 13.09.03, 22:23
      Czytając felieton "Siła zdradzonych" doznałam szoku.Oto jakby
      ktoś opisywał życie w moim własnym domu z tą tylko różnicą, że
      to nie ja jestem zdradzona żoną tylko córką. Tak! Zdradzona i
      pozbawiona wszelkich już złudzeń i nadzieji. Nikt nie może sobie
      wyobrazić co moze przezywac "dziecko" kiedy sie orientuje, ze
      jego rodzic ma romans? Nikt nie wie co sie dzieje w jego głowie
      gdy zastanawia sie czy ma o tym powiedziec zdradzanej stornie
      czy nie?! Ja chociaz mam juz 20 lat nie wiedziałam jak mam sobie
      poradzic z ta wiadomoscia i na prawde nie zycze nikomu aby
      musiał przechodzic przez to samo co ja!
      (moj adres mailowy: jolkaspychala@wp.pl)
      • Gość: zdziwiona Re: Siła zdradzonych - do Jolki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 02:08
        Czytam wszystkie wypowiedzi po kolei. I to chyba jest charakterystyczne: sądzac
        po ilosci i jakosci rozwijanych wątków dominuje egoizm, swój punkt widzenia
        (moje potrzeby, moje wspomnienia) itd. Tylko Ty napisałaś co czuje dziecko - to
        chyba najważniejszy problem - wydaje sie ,ze cakowicie pomijany w wypowiedziach
        dyskutantów (tak jakby nie żyli w rodzinach tylko w związkach, trójkatach
        domyslnych i prowokowanych itd. To co opisała mama jest PATOLOGIĄ i
        zaniedbaniem wobec własnego dziecka! Gdzie w tym wszystkim to co było na
        poczatku - przysięga - jesli nie przed Bogiem ,to przed sobą i tym wybranym -
        przynajmniej w chwili slubu (od ślubuję - przysięgam. czy to już NIC nie
        znaczy?) Zdrada niszczy całą rodzinę, ten kto zdradza, zdradza nie tylko w
        łóżku, zdradza dzieci, kłamie, kradnie (pieniądze, czas przeznaczony na bycie
        razem z dziećmi). Nikt nie broni dzieci - przeciwnie: modne, kolorowe
        czasopisma co raz zachłystują się opisami kolejnych żyć (jak w grach wideo)
        uczuciowych gwiazd znanych bardziej lub mniej. Na kolorowych fotografiach i
        okładkach różni znani obfotografują nowe dzieci z nowych zwiazków jakby
        zapominając , że krótki czas temu na okładce uśmiechały się wspaniale dzieci z
        tzw'pierwszych zwiazków". Każde dziecko chce mieć normalną spokojną, szczęśliwą
        rodzinę. Jeżeli mamy dzieci, jesteśmy za nią odpowiedzialni. Moje dzieci
        (równiez dzieci ojca, ktory zdradził całą naszą rodzinę nigdy nie powiedzą
        bracie do nowego dziecka ich ojca.
      • Gość: ann. Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.04, 23:42
    • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 23:54
      Przeczytałam te wypowiedzi zdradzanych i opowiem coś innego……
      coś z innej strony.
      Minął już ponad rok od tych zdarzeń, ale wciąż o nich pamiętam.
      Mam w pracy kolegę-mogę nawet powiedzieć, że to mój przyjaciel-
      znamy się osobiście, pracujemy w tej samej firmie, ale w różnych
      miastach. Spotykamy się kilkanaście razy w roku, natomiast
      najczęściej nasze rozmowy prowadzimy używając komputera (maile +
      komunikator). Kiedyś zaczęliśmy rozmowy na bardzo różne tematy,
      zwykłe, codzienne, firmowe, domowe. Mogliśmy pogadać o
      wszystkim, naprawdę o wszystkim. Doszliśmy również do tematów
      bardziej osobistych. Naszych związków, przyjaźni, miłości,
      seksu. On zaczął mówić o niemożności dogadania się z żoną w
      wielu sprawach, a ja o moich nieudanych związkach. Wspomniał też
      o tym, że nie wie czy wytrzyma w tym małżeństwie…. Doradzałam mu
      zawsze rozmowę z żoną i wyjaśnienie wszystkiego. Była też między
      nami rozmowa... hmm...powiedziałabym o podłożu erotycznym. Było
      to coś jak pieszczoty tyle, że wirtualne i to on był stroną
      aktywną. Ale nadal była to tylko rozmowa. Niedługo potem
      dowiedziałam się od niego, że jego żona przeczytała to
      wszystko.... I cóż w tej sytuacji robi żona??? Najpierw robi
      zadymę w domu i pyta męża jak mógł rozmawiać w ten sposób z
      kimkolwiek innym niż ona?? Następnie pisze do mnie, zwracając
      się po imieniu, „bo dobrzy znajomi jej męża są też jej
      znajomymi”. Pisze, że bardzo się cieszy, że bardzo dobrze
      dogaduję się z jej mężem, ale ma do mnie prośbę: żebym
      ograniczyła swoje kontakty z jej mężem do służbowych, a do
      pieszczot zaangażowała kogoś innego – najlepiej kawalera. Mam
      zapomnieć o jakimkolwiek dalszym ciągu tych rozmów. Dodała też,
      że być może kiedyś wyjdę za mąż i też przeczytam jak mój mąż
      dopieszcza swoją koleżankę, a to jak zapewniła nie jest
      przyjemne…. Podpisała się inicjałami, co od razu zrodziło w
      mojej głowie pytanie: czyżby kobiecie zabrakło odwagi żeby
      podpisać się pod tym tekstem??? Jednak cały ten tekst był dla
      mnie informacją, że ona chce ratować małżeństwo i zapobiec
      ewentualnemu romansowi jej męża. Natomiast ja poczułam się w tej
      sytuacji idiotycznie, bo przecież ani nie namawiałam specjalnie
      przyjaciela do tych rozmów, nie wyciągałam z niego jakie ma
      problemy-to naprawdę wyszło spontanicznie. Nigdy też nie doszło
      między nami do żadnej sytuacji intymnej.
      On miał do mnie wtedy tylko jedną prośbę: nie dyskutuj z nią,
      spróbuję z nią porozmawiać-może przejrzy na oczy i dogadamy się.
      Bo to co przeczytała otwarło jej oczy, więc może zrozumie o co
      tu chodzi?? Stwierdziłam wtedy, że tak naprawdę to ona powinna
      się zastanowić dlaczego jej mąż nie rozmawia z nią tak jak ze
      mną?? Dlaczego z nią nie ma tak dobrego kontaktu jak ze mną, bo
      to tutaj był podstawowy problem. Rozmawialiśmy z nim także o tym
      jej tekście. I on też się zdziwił, że nie podpisała się pod nim.
      W każdym razie odpisałam, że anonimy mnie nie interesują i żeby
      się przedstawiła skoro pisze tak mocny tekst. W odpowiedzi
      dostałam informację, że to co napisała miało przemówić do mojego
      sumienia, dobrego wychowania i kobiecego szacunku dla samej
      siebie i jeśli do zrozumienia tego jest mi potrzebne jej imię to
      podaje mi je………
      Tym razem mnie uraziła, naprawdę uraziła. Nie miałam w tej
      sprawie NIC na sumieniu, wychowana jestem chyba lepiej niż ona,
      bo nie czytam cudzej korespondencji, a co do szacunku dla samej
      siebie to mam go na tyle dużo, że nigdy nie wdawałam się w
      związki z żonatymi facetami. Zastanowiło mnie też jak można
      pisać coś takiego do kogoś, co do kogo nie ma się pewności, że
      zrobił coś złego?? W tej sytuacji dalsza wymiana zdań wydała mi
      się zbędna. Stwierdziłam, że nie będę się tłumaczyć z czegoś,
      czego nie zrobiłam.
      Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Oczywiście rozmowy z
      przyjacielem prowadzimy nadal. Nadal się spotykamy. I nadal do
      niczego między nami nie doszło. Tyle, że jego żona nie wie o
      tym. I w związku z tym wciąż, po upływie ponad roku, robi
      awantury, oskarża go o romans i wymyśla, czego to jej mąż
      zapewne ze mną nie robił…???? To po prostu jakiś horror. Ona
      chyba nie zdaje sobie sprawy, że sama niszczy to małżeństwo.
      Swoją podejrzliwością, zazdrością i …… zbyt bujną wyobraźnią. A
      mój przyjaciel ?? Czasem mi o tym opowiada, choć robi to
      niechętnie, bo widać, że strasznie go to męczy.
      Dodam tylko jedno- ZDRADZANI (lub ci, którzy podejrzewacie
      tylko, że BYĆ MOŻE jesteście zdradzani) zastanówcie się zanim
      zaczniecie krzywdzić siebie, partnerów i ich przyjaciół,
      znajomych, kolegów. To do niczego nie prowadzi, a działa
      destukcyjnie na wszystkie zaangażowane w to osoby.
      • Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 10:27
        Cóż za zakłamanie... Dziewczyno, zastanów się, co robisz! Masz
        jakieś skrzywione pojęcie o przyjaźni, nie mówiąc już
        podstawowym systemie wartości. Porozmawiaj z kimś mądrym, bo
        inaczej zrobisz komuś, w tym sobie, ogromną krzywdę.
        • Gość: kręcacy głową Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.chello.pl 14.09.03, 12:13
          zgadzam sie z przedmówczynią. straszne brednie. jakby tak ci zależało na
          szczęściu "przyjaciela" to byś zrozumiała że nie powinnaś niszczyć jego
          małżeństwa, rodziny. ty jestes po prostu egocentryczka która widzi tylko swój
          czubek nosa. oj dobrze ci "ta głupia żona" napisała. zrozumiesz jak sama się
          znajdziesz po drugiej stronie. facet kłamie zonę a ty sie dziwisz że ona nie ma
          do niego zaufania.
          co za niedojżałość emocjonalna. blee....
          • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 17:27
            do kręcącego głową :-))
            W jakiż to sposób niszczę ich małżeństwo??? W taki,że namawiam do szczerej
            rozmowy i dogadania się?? A może w taki,że wspieram kogoś w dążeniu do dobrego
            zakończenia?? pomyśl o tym... Nigdy tez nie nazwałam tej żony głupią-rozumiem,
            że chciała ratowac małżeństwo, ale sposoby jakie wybrała mogą spowodować
            zupełnie odwrotną reakcję. A co do okłamywania jej... cóż.... gdyby koleś
            ukrywał swoje kontakty z innym kolegą nie byłoby problemu, ale skoro ukrywa
            kontakty z kobietą to zaraz jest to oszukiwanie......... Takie myślenie na ten
            temat,świadczy tylko o zbyt płytkim wgłębieniu się w sprawę.
            pozdrowienia :-))
            • Gość: vicky_brown Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 15:56
              A co twoim zdaniem, miała spokojnie czekac az ty mu wleziesz do łóżka? Zastanów
              się kobieto..
              • abrakadabra10 Re:szkoda,że nie dotarłam tu rok temu 24.10.04, 20:03
                Może lepiej byłoby mi uporać się z moimi sprawami, nie musiałabym przegryzać
                się sama przez te wszystkie sytuacje,które opisaliście. Jakie to wszystko
                podobne.
                Jest mi ciężko, ale teraz wiem, że scenariusz, według którego toczy się
                ostatnio moje życie, to nic nowego.
                Chętnie pogadałabym z kimś na ten temat.
      • Gość: baśka Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 217.97.144.* 14.09.03, 16:04
        A ja ją rozumię g69 i wiem co to znaczy, sam to niedawno
        przeżyłam i odczułam na własne skórze. Żona mojego kolegi z
        pracy i podwładnego uroiła sobie że jej mąż jest we mnie
        zakochany i mamy romans. Początkowo potraktowałm to jako żart,
        nawet śmiałam sie z tego, ale gdy ta urządziła mi awanturę to
        juz nie wytrzymałam i poprostu powiedziałm jej " prosto z mostu"
        to co myśle. Gdybyśmy ( ja i jej mąż ) chcieli mieć romans lub
        coś więcej to by nam nie przeszkodziła, może nigdy by się o tym
        nie dowiedziała lub na samym końcu. Zagroziłam że gdy nie
        zakończy tych insunuacji i komentarzy to wystąpie to
        przełożonych o przeniesienie jej męża do innej jednostki do
        innego miasta, bo nie pozwolę by niszczyła dobra atmosferę w
        pracy, nie pozwolę sobie by obrażała mnie, nie mam sobie nic do
        zarzucenia i nie będę tolerowała jej wybryków, oczywiście podam
        oficjalnie jaki jest - będzie powód wniosku o przeniesienie jej
        mężą. .Jestem osoba zdecydowaną i wiedziała że nie żartuję ,
        zresztą użyłam jeszcze kilku "mocnych" słów. Uspokoiła się
        przynajmniej w stosunku do mnie, bo "zaatakowała" teraz inną,
        bogu ducha winną kobietę też na stanowisku uważając ją za
        rywalkę. A najciekawsze w tym jest to że sama ma kochanka ( nie
        pierwszego ) , oczym wie sporo osób- poza mężem, nie kryje się
        zresztą z tym , a jej mąż jest miłym uczynnym kolegą z pracy,
        który praktycznie prowadzi dom, sprząta gotuje i chyba jest "
        ślepy" lub tak jest mu wygodnie.
        • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 17:15
          dzięki baśka :-)) chciałam jeszcze coś dodać do swojej wypowiedzi.... niestety
          nie moja to wina, że żona kolegi nie rozumie podstawowej rzeczy czyli, że nie
          poświęca swojemu mężowi wystarczająco dużo czasu, aby czuł z nią więź i czuł
          się jej potrzebny..... a mężczyźni tez tego potrzebują, choć nieczęsto się
          przyznają do tego.... Nie mogę także odpowiadać za jej wizje ułożone w głowie
          przez zbyt bujną fantazję. A co do mojego rozumienia przyjaźni to.... tak ją
          właśnie pojmuję-nie wyobrażam sobie zerwania kontaktów z kimś kogo znam od lat
          tylko dlatego,że jego żona tego chce. Przyjaciół podobno poznaje się w
          biedzie........ Więc jeśli WY - moi oponenci - opuścilibyście przyjaciela w
          takim momencie (chodzi o wsparcie i rozmowę, a nie przytulanki i sex) to
          współczuję Waszym przyjaciołom,jeśli ich macie ....
          • Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 08:47
            Wygląda na to, że pomoc terapeutyczna jest jednak niezbędna. Zupełnie nic nie
            trafia... To przerażające.
            • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie-do b69 IP: *.kobierzyn.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 10:47
              To,ze masz inne poglądy niż ja nie upoważnia Cię chyba do zalecania mi
              terapii....... terapia jest potrzebna raczej ludziom, którzy zagubili się we
              własnym małżeństwie i szukają pocieszenia gdzie indziej..... i dla tych, którzy
              zauważyli,ze zaczyna się jakiś problem w małżeństwie i nie potrafią go
              rozwiązać normalnie tylko oskarżają cały świat,że jest przeciwko nim....
              • agata1972 Siła zdradzonych do g69 15.09.03, 13:42
                Wszytstko pięknie, ładnie to miłe, że starasz sie być dobrą
                przyjaciółką, to się chwali :) Tylko nie potrafieę zrozumieć,
                dlaczego pozwoliłaś sobie na te "wirtualne pieszczoty" przecież
                wystarcyło bys oponowała w jakiś sposóbm to nawet jeśli żona to
                by przeczytła widziałaby,ze ty tego nie chcesz, a tak jest na
                Ciebie. Wydaje mi sie że są różne powody zdrady, m.in. ciekawość
                jak to jest z kimś innym. Każda z nas mężatek obawia sie takiego
                momentu, ze dowie się o zdradzie... spróbuj ją też zrozumieć,
                fakty przemawiały za tym, ze coś was łączy - takie "wirtualne
                pieszczoty" można różnie odebrać, też nie byłabym tym faktem
                zachwycona gdybym coś takiego wyczytał i trudno by było
                uwierzyć, że to tylko wirtualnie, pozdrwaiam
                • Gość: g69 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.kobierzyn.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 14:04
                  Tak , to jedyna rzecz jakiej żałuję...... że nie powiedziałam "stop- to już
                  wykracza poza przyjaźń". Ale cóż , każdy popełnia błędy - ten akurat wiele mnie
                  nauczył. I naprawdę próbowałam zrozumieć tą kobietę, wiem,ze mogła się źle
                  poczuć i odebrać to jako zdradę. Jednak wiem też, ze żadne wyjaśnianie tej
                  sytuacji nic nie da, bo ona po prostu nie przyjmuje do wiadomości,ze NIC nie
                  było.
                  • agata1972 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 15.09.03, 14:18
                    i nieststy nie zrozumie - to nie takie proste, nawet jeśli
                    powie, że juz ok - to i tak w głebi siebie zawsze będzie
                    wierzyła w tą zdradę. A poza tym co to jest zdrada??? Ja uważam,
                    ze on zdradził żonę dając Ci "wirtualne pieszczoty" - bo jak
                    sama napisałaś to wykroczyło poza przyjaźń. Z drugiej strony
                    bardzo go wybieliłaś a tak właściwie jaki są uklady między
                    małżonkami znasz tylko z jego relacji - a on jednak szukał
                    przygody - i znając Ciebie pewnie wiedział, że nie miał by szans
                    gdyby powiedział, ze ma cudowną żonę... może to tak... Nie masz
                    co liczyń na jej zrozumienie, bo to nie przejdzie - a on jak
                    będzie chciał zdradzić to i tak to zrobi... Ja jestem mężatką od
                    długiego czasu i bywały momenty,z ę podejżewałam - ale nie
                    chciałabym miećtego potwierdzonego czarno na białym... to
                    strasznie boli...
                  • Gość: Zuzia Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: 217.153.159.* 15.09.03, 14:54
                    Gość portalu: g69 napisał(a):

                    > Tak , to jedyna rzecz jakiej żałuję...... że nie powiedziałam "stop- to już
                    > wykracza poza przyjaźń". Ale cóż , każdy popełnia błędy - ten akurat wiele
                    mnie
                    >
                    > nauczył. I naprawdę próbowałam zrozumieć tą kobietę, wiem,ze mogła się źle
                    > poczuć i odebrać to jako zdradę. Jednak wiem też, ze żadne wyjaśnianie tej
                    > sytuacji nic nie da, bo ona po prostu nie przyjmuje do wiadomości,ze NIC nie
                    > było.

                    Zraniłaś ją i zrozumiesz co się stało, gdy będziesz w takiej samej sytuacji.
                    Nie rób drugiemu co by tobie było niemiłe. Facet, który opowiada w pracy o
                    problemach z żoną szuka przygód albo następnej żony. W mojej pracy większość
                    kolegów ma wspaniałe poczucie humoru, ale ich żony, czy dziewczyny to temat
                    tabu. Skoro to pierwsze takie Twoje doświadczenie, to bardzo dobrze że masz
                    wyrzuty sumienia. Zrezygnuj z takiej przyjazni, a zobaczysz - on znajdzie sobie
                    następną taką powiernicę. Chyba , że historia ta będzie miała ciąg dalszy. Czy
                    można mu ufać? Wszyscy jesteśmy narażeni na pokusy, ale nieprowokowanie
                    nieszczęść to warunek udanego, szczęśliwego związku. Nieporozumienia zdarzają
                    się w każdym małżeństwie, ale osobom postronnym nic do tego. Co można sądzić o
                    przyjaciółce Twojego przyszłego męża, martwiącej się, że coś z Tobą nie tak i
                    pocieszającej go słownymi pieszczotami. Może to zdrada gorsza od przespania się
                    z prostytutką.
                    • Gość: Wika Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.coig.katowice.pl 15.09.03, 15:56
                      Agato,
                      Z wielkim bolem czytalam Twoj list i odpowiedzi do Ciebie. Moj
                      maz od dluzszego czasu prowadzil taka wlasnie niewinna
                      korespondencje internetowa. Realizowal w niej potrzebe kontaktu,
                      bliskosci, ciepla, radosci, humoru, etc, tym samym wycofujac sie
                      z ww. w naszym zwiazku. A moze po prostu szukal przygody,
                      ucieczki od rutyny codziennego dnia,emocji silniejszych niz te w
                      w tralym zwiazku... Potem powstalo uczucie do idealnej
                      internetowej Przyjaciolki, cudowna projekcyjna, romantyczna
                      milosc. Jakze ja realna kobieta moglabym z tym konkurowac, to
                      inny wymiar... Potem spotkania, choc przeciez do niczego nie
                      doszlo... nie podjeli decyzji o seksie...
                      Bylo moje czekanie, moje poczucie odrzucenia, moja rozpacz...
                      Byla straszliwa emocjonalna zdrada... Byla destabilizacja
                      rodziny, niepokoj dzieci...
                      Byly wahania mojego meza, jego agresja wyrosla z poczuc winy,
                      moja agresja wyrosla ze zranienia...
                      I caly ten czas moja walka - o nasz zwiazek, o moje poczucie
                      wartosci jako kobiety, czlowieka, partnera, matki...
                      Jest poczatek powrotu, choc wiem, ze musze zachowac czujnosc...

                      Za nasz zwiazek taki, jakim byl odpowiedzialni jestesmy oboje,
                      za ingerencje trzeciej osoby juz nie ja... Nie jestem tez
                      odpowiedzialna za jego frustracje, po rozstaniu z ta kobieta,
                      choc probuje mnie tym obciazyc...

                      Bardzo cierpie... jedna jest dla mnie i mojego meza'korzysc' tej
                      tragedii - nadzieja na energie do przebudowy mojego zwiazku z
                      mezem...
                      Dluga ciernista droga przed nami z ledwo migoczcym switelkiem w
                      tunelu...
                      Dla mnie motywacja do zmian, zycia dla siebie...

                      Wiesz Agato, teraz ta kobieta tez cierpi, nie potrafila
                      powiedziec stop,gdy przyjazn przestawala byc przyjaznia.
                      Dla mnie jest wazne, ze nie potrafil tego zrobic moj maz, ale
                      nie tylko dla nas dwojga ta sytuacja jest wazna lekcja.
                      • agata1972 Siła zdradzonych do Wiki 16.09.03, 08:53
                        Wiki!
                        Podziwiam Cię. Musiałaś na prawdę wiele przejść. Myślę, ze
                        najtrudniej w takich sytuacjach odbudować zaufanie a to z kolei
                        jest podstawą udanego zwiazku. Nie rozumiem dlaczego czujesz się
                        winna... Zapewne starasz się to wszystko odbudować, przede
                        wszystkim dla dzieci... Gratuluję siły walki :) Jakbyś chciala
                        pogadać prywatnie to napisz na adres agata1972@gazeta.pl
                        • Gość: ada Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.23.* 16.09.03, 10:29
                          Jestem pełna podziwu dla Ciebie Wiki!!!
                          Jestem w tej chwili w takiej właśnie sytuacji. Od trzech tygodni
                          walczę o odzyskanie wiary w siebie, prawo do spokojnego życia
                          dla moich trzech synów (9,11 i 13lat). Nie wiem czy powinnam
                          odejść, czy dalej prosić "oprawcę" o łaskę dla chociażby dzieci.
                          Wierzyłam mojemu mężowi bezgranicznie przez 14 lat, a okazało
                          się że o conajmniej 3 lata za długo. Moimi rywalkami (okazało
                          się że było ich więcej niż jedna) były właśnie panie "wirtualne"
                          z którymi mój mąż prowadził długie, nieskrępowane rozmowy
                          różnego rodzaju i z którymi spotykał się (jak mówi) tylko na
                          kawę. Całymi nocami "pracował nad projektami" a później spał
                          popołudniami. Gdy wszystko wyszło na jaw jedna z panienek
                          pokroju g69 napisała SMS o terści cyt" U mnie jest impreza
                          przyjdźcie, dla niej też coś się znajdzie..." Gdy powiedziałam
                          mężowi co o niej myślę stwierdził że ona jest niewinna i nie
                          powinnam jej do niczego mieszać. W rozmowie telefonicznej z nią
                          stwierdziła, że ona "biedna" zostanie sama a ja mam przecież
                          dzieci. Co poradzić na takie damskie "pustaki"?
                          • Gość: Wika Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.coig.katowice.pl 16.09.03, 14:35
                            Ada,
                            Jeatem z Toba i zycze Ci duzo energii w Twojej walce o Twoj zwiazek, jesli taka
                            podjelas decyzje. To dluga i trudna droga. Pamietaj,to Ty jetes w zona i matka,
                            Twoj zwiazek z mezem to realnosc, zycie, wspolne lata, radosci, problemy. Moze
                            czegos w nim brakuje, bo trudno o ideal na ziemi, ale szukac musimy w nas
                            samych, a nie poza zwiazkiem. Moze ta trudna chwila pomoze Wam sie odnalezc z
                            mezem - pelniej i dojrzalej. Strasznie boli, ale nie trac wiary w siebie, nie
                            watp w siebie ani przez chwile!
                          • Gość: kiki Re: Siła zdradzonych do Wiki IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:28
                            Powystrzelać!!!!!
                      • Gość: cox2 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 17:38
                        To wrecz zadziwiajace, jak jednakowo odczuwamy i przezywamy zdrade. Przezywalam
                        i przezywam podobna sytuacje. Najgorsze jest jednak to, ze mimo iz wydaje sie,
                        ze maz stara sie ze wszystkich sil naprawic nasz zwiazek to ja nie moge
                        zapomniec. Jak znowu uwierzyc w szczerosc slow i czynow? Caly moj dotychczasowy
                        swiat i wiara w takie wartosci jak milosc, lojalnosc, wiernosc przestal istniec
                        - jak zbudowac go na nowo? A jesli nie uda sie go odbudowac, to jak zyc?

                        A tym wszystkim "wyrozumialym" przyjaciolkom z pracy pragne powiedziec, ze
                        to nie urazona duma zon powoduje ich wscieklosc. Te pogardzane przez was zony
                        walcza o swoja godnosc, o wartosci, w ktore wierza i wyznaja a wy je depczecie.
                        Ja bardziej winie mego meza, a nie kobiete, ktora jest jego kochanka, ale
                        nie daje jej prawa do oceny mojego postepowania - to ona brutalnie wdziera sie
                        w moje zycie nieproszona i powinna choc na tyle miec przyzwoitosci w sobie, aby
                        wiedziec, ze postepuje niegodnie. Jesli tego nie rozumie to "nie dorasta mi do
                        piet".
                        • Gość: ba69 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 07:56
                          Tak właśnie to jest. Bardzo trafnie to ujęłaś. Może jednak coś
                          do "przyjaciółeczki" trafi. A Tobie życzę, żeby się udało.
                          Kiedy uczucie istnieje, to nawet zdradę można wybaczyć i
                          zbudować życie, w tym zaufanie, na nowo. Zapomnieć się nie da,
                          ale można traktować to jako incydent, jeszcze jedno
                          doświadczenie - okrutne i bolesne, ale stanowiące to
                          przysłowiowe dno, od którego można się odbić i stworzyć nową
                          wartość. Pozdrawiam serdecznie.
                          • Gość: M** Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.03, 15:25
                            Trzymaj się, Agato1972. Dasz radę, skoro podjęłaś taką decyzję. Łatwo nie jest
                            i nie będzie. Jeśli mąż zechce również utrzymać Wasz związek, będzie musiał
                            bardzo się postarać, żeby Cię o tym przekonać. Nieprędko zaczniesz wierzyć. Na
                            początek daj sobie czas, aby przetrwać ból i uczucie upokorzenia. To wszystko
                            tak podobnie się dzieje u nas wszystkich, że aż jest banalne. Jednego tylko
                            życzę "przyjaciółeczkom". Podobnych przeżyć w ich związkach i żeby one już
                            nigdy potem nie przestały płakać....
                        • Gość: lk Re: Siła zdradzonych do agaty1972 IP: 195.20.110.* 06.12.03, 13:53
                          Ja też z jednej strony staram się zrozumiec dziewczynę, z która zdradził mnie
                          mój mąz. Wiem, że też cierpi, tęskni. Wiem,że wina lezy jednak zdecydowanie po
                          stronie mojego meza, to On pozwolił sobie na rozwój tego romansu a jej na
                          uwierzenie w ten związek. Ale w momencie gdy mąz wybiera powrót do domu, do
                          wieloletniego szczęśliwego związku (tak!), każda kochanka powinna po angielsku
                          po prostu zniknąć, każdej ze stron wtedy będzie łatwiej odbudowac swoje życie.
                          I to jest własnie najtrudniejsze, ale podobno mozliwe. Bardzo w to wierzę,
                          wierze w naszą miłość. Wierzę, że ta fascynacja inna kobietą pojawiła się z
                          innych powodów niz brak szczęścia i udanego związku. Chodzimy z męzem na
                          terapie do psychologa, próbujemy zrozumiec co się tak na prawdę wydarzyło, co z
                          naszą miłoscia sie stało. Minęło raptem pół roku od momentu, gdy mój maż
                          opowiedział mi o wszystkim. To był straszny czas, trudny ale szczery i
                          prawdziwy, były momenty zwątpienia, wściekłości, żalu- ale tez momenty piekne,
                          które pozwoliły nam zobaczyć siebie prawdziwych, porozmawiać o tym co dla nas
                          ważne w życiu, o nas, o naszych dzieciach. I wierzymy mocno że nam sie uda.
                          Choc cierpimy bardzo, ja ze swoim zranionym serce i zdruzgotanym zaufaniem, mój
                          mąż ze swoim zwatpieniem w miłość "świetą" i jedyną i ze swoja tęsknotą za
                          nieodwracalnym i za koniecznościa wyboru jednego z tych uczuć.
                          • anya1 Re: Siła zdradzonych do agaty1972 09.06.04, 11:15
                            To ja zdradziłam. Z większością cytowanych banalnych atrybutów zrady. Mój mąż
                            dowiedział się od żony mojego kochanka. Pięć lat mojego szamotania się,
                            egoizmu, głupoty zrozumiała w jednej chwili. Kiedy zobaczyłam ciężar całej
                            mojej przeszłości na twarzy mojego męża. To ja próbuję walczyć o nasze
                            małżeństwo i wiem, że tylko miłość może uratować, miłość we mnie a nie miłość
                            od niego. Ja muszę dawać jak najwiecej i mam nadzieję, że pozwoli mu to
                            odbudować zaufanie i miłość. Czuję jakbym przez te lata nie wiedziała co to
                            miłość. To dawanie, oddawanie siebie. Wszystkie bzdury o tym, że musimy myśleć
                            o sobie, nie poświęcać się można wyrzucić do kosza. Robią z nas tylko
                            nieszczęśliwych ludzi goniących za tym czego im jeszcze brakuje. A to jest
                            proste. Miłość. Taki wybór. Modlę się tylko, żeby nie było za późno.
                        • Gość: pep5 Re: Siła zdradzonych do cox2 IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:31
                          Ja wybaczyłam.......po miesiącu okazało się że dalej mnie zdradza:(
                  • Gość: kiki Re: Siła zdradzonych do g69 IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:20
                    A co gdybyś się w nim zakochała, albo on w tobie?Nie musicie od razu skończyc w
                    łóżku.Jak byś sie czuła wtedy na miejscu żony. Nie czułabyś sie zdradzona.Jak
                    by się wtedy wszystko potoczyło?.....lub potoczy:]
              • Gość: Iwona Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie-do b69 IP: *.proxy.aol.com 01.10.03, 13:25
                i ty poprzez swoja przyjazn do jej meza wyleczysz to ich
                malzenstwo - wybacz ale jestes naiwna
          • Gość: mysza Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.w3cache.trzebnica.net / 10.17.64.* / *.router.trzebnica.net 18.09.03, 21:55
          • Gość: m** Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.03, 15:46
            > dzięki baśka :-)) chciałam jeszcze coś dodać do swojej wypowiedzi....
            niestety
            > nie moja to wina, że żona kolegi nie rozumie podstawowej rzeczy czyli, że
            nie
            > poświęca swojemu mężowi wystarczająco dużo czasu, aby czuł z nią więź i czuł
            > się jej potrzebny.....
            I wiesz to od niego??? Oj, naiwnaś Ty, "przyjaciółko", naiwna.... A zapytaj
            go, ile czasu on poświęca na rozmowę z żoną... Na próby rozmowy... o czym
            chciałby porozmawiać... Czy pomaga w domu, aby odetchnęła i żeby razem mogli
            usiąść i pogadać.... Czy zaprasza ją na kawę, kolację, czy choćby hamburgera.
            Ty naprawdę jesteś egoistką. I napawasz się tym, że facet do Ciebie leci...
            Fantazjom zaś swoim Twój "przyajciel" dał wyraz w komunikatorze...
            Więc jeśli WY - moi oponenci - opuścilibyście przyjaciela w
            > takim momencie (chodzi o wsparcie i rozmowę, a nie przytulanki i sex) to
            > współczuję Waszym przyjaciołom,jeśli ich macie ....
            NIe opuściliśmy, ale żona przyjaciela odczuwała dyskomfort z powodu więzi
            rodzinnych, jakie zachodziły pomiędzy mną i największą miłością
            mojego "przyjaciela" (był to przyjaciel z dzieciństwa, a nie z biura. Ona źle
            znosiła nasze kontakty, a mieli prawo sami zdecydować o swoim zyciu. PO pewnej
            przerwie (zastosowałam się do jej życzenia) widujemy się i ona ma 200%
            pewności, że ani ja, ani moja krewna (jej poprzedniczka) nie stanowimy
            zagrożenia dla jej rodziny. Zatem, to jest wykonalne, ale trzeba spojrzec
            dalej niż czubek własnego egocentrycznego nosa arogantki!
            PS Jeśli im się nie układa, niech się rozwiodą, ale faceci to tchórze...
            lepiej mieć wikt, opierunek, niańkę do dzieci, być dobrym weekendowym
            tatuśkiem, a na boczku "przyjaciółkę" do pogadania... a potem inną... do czego
            innego.... Fu... Tchórzostwo i arogancja!
          • Gość: pep5 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.man.poznan.pl 27.05.04, 13:14
            Biedny to on dopiero bedzie jak nie znikniesz z ich zycia.Zrozum że dopóki ty
            bedziesz(a jestes dla niego miłą odskocznią) to on nigdy nie zacznie sie starać
            i rozmawiac ze swoja żoną, żeby naprawić małżeństwo!!!
      • Gość: ada Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.23.* 16.09.03, 09:47
        Gość portalu: g69 napisał(a):

        > Przeczytałam te wypowiedzi zdradzanych i opowiem coś innego……
        > coś z innej strony.
        > Minął już ponad rok od tych zdarzeń, ale wciąż o nich pamiętam.
        > Mam w pracy kolegę-mogę nawet powiedzieć, że to mój przyjaciel-

        > znamy się osobiście, pracujemy w tej samej firmie, ale w
        różnych
        > miastach. Spotykamy się kilkanaście razy w roku, natomiast
        > najczęściej nasze rozmowy prowadzimy używając komputera (maile
        +
        > komunikator). Kiedyś zaczęliśmy rozmowy na bardzo różne
        tematy,
        > zwykłe, codzienne, firmowe, domowe. Mogliśmy pogadać o
        > wszystkim, naprawdę o wszystkim. Doszliśmy również do tematów
        > bardziej osobistych. Naszych związków, przyjaźni, miłości,
        > seksu. On zaczął mówić o niemożności dogadania się z żoną w
        > wielu sprawach, a ja o moich nieudanych związkach. Wspomniał
        też
        > o tym, że nie wie czy wytrzyma w tym małżeństwie…. Doradzałam
        mu
        > zawsze rozmowę z żoną i wyjaśnienie wszystkiego. Była też
        między
        > nami rozmowa... hmm...powiedziałabym o podłożu erotycznym.
        Było
        > to coś jak pieszczoty tyle, że wirtualne i to on był stroną
        > aktywną. Ale nadal była to tylko rozmowa. Niedługo potem
        > dowiedziałam się od niego, że jego żona przeczytała to
        > wszystko.... I cóż w tej sytuacji robi żona??? Najpierw robi
        > zadymę w domu i pyta męża jak mógł rozmawiać w ten sposób z
        > kimkolwiek innym niż ona?? Następnie pisze do mnie, zwracając
        > się po imieniu, „bo dobrzy znajomi jej męża są też jej
        > znajomymi”. Pisze, że bardzo się cieszy, że bardzo dobrze
        > dogaduję się z jej mężem, ale ma do mnie prośbę: żebym
        > ograniczyła swoje kontakty z jej mężem do służbowych, a do
        > pieszczot zaangażowała kogoś innego – najlepiej kawalera. Mam
        > zapomnieć o jakimkolwiek dalszym ciągu tych rozmów. Dodała
        też,
        > że być może kiedyś wyjdę za mąż i też przeczytam jak mój mąż
        > dopieszcza swoją koleżankę, a to jak zapewniła nie jest
        > przyjemne…. Podpisała się inicjałami, co od razu zrodziło w
        > mojej głowie pytanie: czyżby kobiecie zabrakło odwagi żeby
        > podpisać się pod tym tekstem??? Jednak cały ten tekst był dla
        > mnie informacją, że ona chce ratować małżeństwo i zapobiec
        > ewentualnemu romansowi jej męża. Natomiast ja poczułam się w
        tej
        > sytuacji idiotycznie, bo przecież ani nie namawiałam
        specjalnie
        > przyjaciela do tych rozmów, nie wyciągałam z niego jakie ma
        > problemy-to naprawdę wyszło spontanicznie. Nigdy też nie
        doszło
        > między nami do żadnej sytuacji intymnej.
        > On miał do mnie wtedy tylko jedną prośbę: nie dyskutuj z nią,
        > spróbuję z nią porozmawiać-może przejrzy na oczy i dogadamy
        się.
        > Bo to co przeczytała otwarło jej oczy, więc może zrozumie o co
        > tu chodzi?? Stwierdziłam wtedy, że tak naprawdę to ona powinna
        > się zastanowić dlaczego jej mąż nie rozmawia z nią tak jak ze
        > mną?? Dlaczego z nią nie ma tak dobrego kontaktu jak ze mną,
        bo
        > to tutaj był podstawowy problem. Rozmawialiśmy z nim także o
        tym
        > jej tekście. I on też się zdziwił, że nie podpisała się pod
        nim.
        > W każdym razie odpisałam, że anonimy mnie nie interesują i
        żeby
        > się przedstawiła skoro pisze tak mocny tekst. W odpowiedzi
        > dostałam informację, że to co napisała miało przemówić do
        mojego
        > sumienia, dobrego wychowania i kobiecego szacunku dla samej
        > siebie i jeśli do zrozumienia tego jest mi potrzebne jej imię
        to
        > podaje mi je………
        > Tym razem mnie uraziła, naprawdę uraziła. Nie miałam w tej
        > sprawie NIC na sumieniu, wychowana jestem chyba lepiej niż
        ona,
        > bo nie czytam cudzej korespondencji, a co do szacunku dla
        samej
        > siebie to mam go na tyle dużo, że nigdy nie wdawałam się w
        > związki z żonatymi facetami. Zastanowiło mnie też jak można
        > pisać coś takiego do kogoś, co do kogo nie ma się pewności, że
        > zrobił coś złego?? W tej sytuacji dalsza wymiana zdań wydała
        mi
        > się zbędna. Stwierdziłam, że nie będę się tłumaczyć z czegoś,
        > czego nie zrobiłam.
        > Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Oczywiście rozmowy z
        > przyjacielem prowadzimy nadal. Nadal się spotykamy. I nadal do
        > niczego między nami nie doszło. Tyle, że jego żona nie wie o
        > tym. I w związku z tym wciąż, po upływie ponad roku, robi
        > awantury, oskarża go o romans i wymyśla, czego to jej mąż
        > zapewne ze mną nie robił…???? To po prostu jakiś horror. Ona
        > chyba nie zdaje sobie sprawy, że sama niszczy to małżeństwo.
        > Swoją podejrzliwością, zazdrością i …… zbyt bujną wyobraźnią.
        A
        > mój przyjaciel ?? Czasem mi o tym opowiada, choć robi to
        > niechętnie, bo widać, że strasznie go to męczy.
        > Dodam tylko jedno- ZDRADZANI (lub ci, którzy podejrzewacie
        > tylko, że BYĆ MOŻE jesteście zdradzani) zastanówcie się zanim
        > zaczniecie krzywdzić siebie, partnerów i ich przyjaciół,
        > znajomych, kolegów. To do niczego nie prowadzi, a działa
        > destukcyjnie na wszystkie zaangażowane w to osoby.

        Nie mogę uwierzyć że osoba, która to napisała nie widzi żadnej
        swojej winy w niszczeniu związku swojego kolegi z pracy. W pracy
        powinny toczyć się między wami tylko rozmowy służbowe. Gdyby nie
        twoja ingerencja, ten związek trwał by nadal bez burz. Dlaczego
        pozwalasz sobie na prawo rozmów intymnych z partnerem innej.
        Zastanów się czy byłabyś zachwycona dowiadując się o podonych
        rozmowach twojego partnera. Zacznij myśleć głową...
      • Gość: Ela Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.myslowice.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 11:11
        To, co napisałaś jest mi skądinąd dość znajome, gdyż przeżyłam właśnie niemal
        identyczną historię. Z tą różnicą, że to ja byłam obsadzona w roli
        zdradzonej/nie zdradzonej(?) żony. Różnica polegała też na tym, że nie
        widziałam większego sensu, żeby wypisywać maile do obcej, bezczelnej baby,
        która od przyjaźni biurowo-internetowej przeszła już do etapu, kiedy nacisnęła
        mojego ślubnego, żeby podjął jakieś życiowe decyzje (czyli chyba odszedł od
        żony i żył z nią). Różnica polega też chyba na tym, że mojemu mężowi chyba
        bardziej zależy na naszym związku, niż Twojemu przyjacielowi, bo ostatnio ta
        znajomość zaczęła go już męczyć (to, ze ona zaczęła naciskać i ta niby-
        przyjaźń damsko-męska, jak ją określała okazała się banalnym romansidłem)i ja
        dowiedziałam się o tym, kiedy praktycznie było już po wszystkim.
        To nie jest tak, ze żona jest sobie winna, bo nie ma dostatecznie silnego
        kontaktu z mężem, prawda jest taka, ze nowość jest zawsze atrakcyjniejsza od
        tego, co się zna. Nie bądź zatem taka pewna, że jesteś lepsza od jego żony. A
        swoją drogą facet tez jest niezłym draniem, skoro cały czas żyje w takim
        zakłamaniu, skoro jego żona jest taka zła, to dlaczego tego jej uczciwie nie
        powie, a może jest mu wygodnie mieć ciepłe gniazdko w domu, a w pracy
        poflirtować internetowo z koleżanką, żeby podnieść swoje meskie ego. Ty
        piszesz, że specjalnie nie zabiegasz o tę znajomość, ale przyznasz, że chyba
        nie z każdym kolegą z pracy uskuteczniasz rozmowy "o erotycznym podłożu", to
        wymaga jednak pewnego stopnia zażyłości między ludźmi, a tę zażyłość
        zbudowałaś wspólnie z kolegą z pracy (w przeciwnym wypadku byłoby to po prostu
        molestowanie). Tak więc droga "g69" trochę uczciwości proszę...
        • heera Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 16.09.03, 12:44
          Elu masz rację.Gdyby od dziewczyn pokroju g69 można było oczekiwać więcej
          uczciwości, mniej egocenyryzmu.Jestem tą zdradzoną.Moja historia zaczęła
          sięniewinnie.Początkowo były opowieści o sekretarce,jaka ona
          jestdzielna,pracuje, uczy się i sama utrzymuje się ,bo z ojcem ma zły kontakt/
          co zresztą okazało się kompletną bzdurą.Ja współczując jej zabiegałam żeby nie
          została zwolniona z pracy.Potem były niewinne liściki,sms,telefony w trakcie
          urlopu.Mężowi imponowało zainteresowanie ze strony kobiety o dwadzieścia lat
          młodszej.I dla mojej rodziny ,moich synów zaczął się bardzo trudny
          czas.Rozumiem kobiety zdradzonei nie znajdę usprawidliwienia dla drugiej
          strony.Były rozmowy,prośby,kłótnie.Pani się ośmiesza- padała odpowiedz.Ale dla
          rodziny i dzieci,dla męża którego kocham,dla dwudziestu lat życia można
          się "ośmieszać".W małżeństwie nie ma miejsca na nieszczerość bo to doprowadza
          do braku zaufania.Myślę że młode kobiety ,z braku doświadczenia, nie wiedzą
          jak strasznie krzywdzą inne kobiety.
          • Gość: KAWA Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 16.09.03, 19:43
            wszystie kochanki naszych mężów ( czy to panny czy mężątki)do GAZU. Życzę by
            ich faceci puścili je kantem to posmakują roli zdradzonej zony.Pożują szczęście
            zdradzonej.
            • Gość: girlfriend KAWA do lekarza! (n/t) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:20
            • Gość: ronin Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 5.3.1R3D* / 212.199.28.* 23.09.03, 22:31
              eee tam
      • Gość: koko Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 01:54
        Skonsumowanie tego związku to moim zdaniem tylko kwestia czasu, nie oszukuj
        się. I zastanów się, czego właściwie oczekujesz po tej "przyjaźni".
        O JEGO oczekiwaniach nie wspominając.
        No i rzeczywiście, co za flądra z tej żony, jak śmie nie ufać swojemu mężowi!
        Zwłaszcza, że jak wspominasz, ukrywacie się ze swoją korespondencją.
      • Gość: Emilka B. Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.09.03, 10:09
        Mnie dziwi taka rzecz: dlaczego, zamiast zrozumiec
        tę kobietę (w koncu nie napisala nic obraźliwego za pierwszym razem), czepialaś
        się, że podpisala się inicjałami. Wiedziałaś, od kogo ten list, więc co to za
        cyrki z tymi inicjałami. Bardzo niewrazliwe. A oprocz tego, faktycznie jestes
        egocentryczna, bo najwyraźniej cenisz swoja przyjaźń znacznie wyźej niz czyjes
        małżeństwo. On, gdyby był porządnym człowiekiem, już dawno powinien rozluźnić
        wasze kontakty, choćby dlatego, że ranią one jego żone. A Ty powinnaś mu dopomóc
        w podjęciu tej decyzji (o rozlużnieniu kontaktu). Nie robiąc tego, oboje
        jesteście nie w porządku, i wmawianie sobie że "nic nie było, więc nic złego nie
        zrobiłam" to jakaś dziecinada.
        • Gość: Olga Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 11:51
          Czytam te listy o zdradach i zadaje sobie pytanie,czy kazda ze zdradzonych zon
          decydujac sie na malzenstwo, na podpisanie papierka, zadala sobie pytanie, czy
          tak bedzie pieknie przez cale zycie,czy zostawila sobie 20 % na to ze kiedys
          cos zlego miedzy wami moze sie wydarzyc,ze za meza birze sobie czlowieka
          ktorego tak naprawde nie poznala do konca, ze przysiega malzenska to sa tylko
          slowa i ze ludzie z biegiem lat sie zmieniaja.
          Zdrada jest i bedzie i nie ma co sie nad nia rozwiodzic,jedne zony o tym wiedza
          inne zyja wiele lat w nieswiadomosci ze sa zdradzane.Ale mezczyzna ktory kocha
          swoja zone, szanuje ja nigdy nie zdradzi.
          Nie mozna tu winic kobiet (kochanek)bo to nie one zabiegaja o wzgledy i na sile
          nie wypychaja sie do lozka, tylko mezczyzni robia wszystko zeby zdobyc
          kobiete,zachowanie samca.
          Napewno nie jedna zona chcialaby aby jej maz byl dla niej taki jaki jest dla
          kochanki, wiec albo trzeba sie postarac zeby meza zatrzymac przy sobie albo
          nalezy zazdroscic jaki wspanialy jest dla kochanki.Kiedys padlo stwierdzenia ze
          kochanka nie dorasta zonie do piet,jest gorsza od zony, chyba ktos sie pomylil
          kiedy to pisal,zawsze kochanka jest w czyms lepsza od zony,inaczej jakby
          wszystkie zony byly idealne to po co facet bralby sobie kochanke?
          Zdradzone zony maja urazona swoja kobieca dume,ale musza sie dobrze nad soba
          zastanowic gdzie i kiedy popelnily błąd, ze ich wlasny maz poszedl sobie do
          innej, moze powinny cos zmienic w sobie, radze sie dobrze nad tym zastanowic.
          Przeszlam przez zdrade mojego meza i to ona kochanka otworzyla mi oczy na swiat
          i na to jaka jestem (niestety ona byla lepsza odemnie),nie walczylam o swojego
          meza jak lwica, zachowalam stoicki spokuj i zaczelam zmieniac siebie.Minelo juz
          wiele lat, ja jestem inna kobieta.Nasze malzenstwo sobie trwa ale juz na innym
          ukladzie tworzymy fajny kumplowski duet,uczucia dawno minely,a najwiekszym
          sukcesem jest to ze maz szanuje mnie za to ze cala ta sytuacja ze zdrada
          przeszla spokojnie bez krzyku bez awantur z pelnym zrozumieniem z mojej
          strony.Napewno ktos zada pytanie dlaczego tak postapilam? poprostu staralam sie
          zrozumiec dlaczego to robi, co sie dzieje w jego sercu w jego duszy,szukalam
          przyczyny,staralam sie postawic w jego sytuacji, probowalam zrozumiec ta
          kobiete (chyba na jej miejscu nie oparlabym sie takiemu facetowi jak moj maz)i
          chyba najwazniejsza rzecz, robilam to wszystko sama,nie chcialam sluchac rad
          dobrych przyjaciolek czy kolezanek,bo to byl wtedy tylko moj problem.Dumna
          jestem z tego ze potrafilam sie tak zachowac, ze nikt nie ucierpial z calej
          trojki.
          Dlatego nie stoje po stronie zdradzonych zon ani kochanek,takie jest zycie,
          wszystkie sa wspanialymi kobietami.Pozdrawiam
          • pestka03 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 14:33
            Moim zdaniem kochanki często nie są w niczym lepsze od żon(może w Twoim
            przypadku było akurat inaczej),są tylko inne,NOWE.A co powiesz jeśli facet
            zdradza kochankę z inną kochanką,albo nawet kilkoma innymi.Jak to wytłumaczysz?
            Wszystkim kolejnym czegoś brakuje.... i powinny szukać winy w sobie???Przecież
            to chore?A może raczej z takim samcem coś jest nie tak???
            • Gość: sliva Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.toya.net.pl 17.09.03, 17:46
              Facet ma tzw niską samoocenę,czyli mówiąc krótko i dosadnie-jedna wielka kupa
              kompleksów,ktore leczy w ten właśnie sposob.Wydaje mu się,że im więcej panienek
              tym jest bardziej męski.
              • megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 19:01
                Zdrada kobiet kojarzy mi się z konkretnymi brakami w związku(albo uczuć,
                zainteresowania z drugiej strony, albo normalności), zdrada mężczyzn jawi mi
                sie inaczej. To mężczyźni kreują sie na poligamistów. Dla nich uczucie i seks
                to dwie różne sprawy, mogą się łączyć lub występować niezależnie z innymi
                partnerkami. Może to jest prawdą, a może sprytnym męskim wytłumaczeniem na
                różne okoliczności. Gotowośc mężczyzn do uprawiania seksu nie wymaga
                zaangażowania kory mózgowej, wystarczą bodźce wzrokowo-dotykowe(dla niektórych
                prosta zasada:wszystko co sie rusza i nie ucieka na drzewo). Myślę, że jest też
                inna grupa mężczyzn, też chętnie by tak postępowali, ale jakieś geny, czy
                zasady, czy nie-wiadomo-co wyhamowywuje te atawistyczne zachowania. Oni
                zdradzają rzadziej lub wcale.
                Czy jest wiele kobiet, które poszłyby do łóżka niezaangażowane uczuciowo?
                A mężczyźni nie raz kochają sie w żonie(i nie chcą od niej odejść) a sypiają z
                inną.

              • Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.wmc.com.pl 17.09.03, 19:22
                Smutne, ale takie jest życie.Felieton p. Wrzosińskiej jest
                prawdziwy aż do bólu. Jeżeli chcesz walczyć o związek po
                zdradzie, zejdź parę poziomów w dół i zapomnij o godności. Czy
                naprawde warto? No, chyba że chce się mieć w domu spółkę cywilną
                z o.o. Nie wierzę w to, że po zdradzie małżonkowie odnajdą się
                na wyższym poziomie. Szkoda życia. Moja personalna opinia jest
                taka, że w pewnym momencie z jednej bądź obu stron wypala się
                miłość. Zdrada jest tego sygnałem.Pozostaje przywiązanie, a ono
                rodzi ból. Posty, które tu przeczytałam, potwierdzają to.
                Akceptacja tego prawa niesie spokój.
                • megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 17.09.03, 19:46
                  W postach jest za mało wypowiedzi zdradzających, co czują, dlaczego nie
                  potrafią najpierw powiedzieć rozstanie, potem nowa miłość, co czują gdy wrócą
                  na łono rodziny. I niekoniecznie chodzi o jednorazówki, tacy są czymś skażeni i
                  podlegają innym zasadom.(np. nie rokują nadziei, że to się nie powtórzy).
                  Dlaczego jak coś sie nie układa po naszej myśli, to najpiew skłonni jesteśmy
                  się fałszywie pocieszać(oszukiwać), zamiast szukać rozwiązań problemów.
                  Dlaczego coraz częściej forumowicze piszą o potrzebie akceptacji możliwości
                  zdrady, wręcz uznaniu jej za składnik związku. TO PATOLOGIA.
                  • Gość: cox2 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 21:35
                    do megxx

                    Nie wiem jak tlumacza zdrade inni, ja otrzymalam wyjasnienie, ze to jest rzecz
                    bez znaczenia, nie majaca wplywu na nasz zwiazek, ze tak dlugo jak miedzy nami
                    wszystko uklada sie dobrze to nie ma mowy o zdradzie. Najwazniejsze sa relacje
                    miedzy nami a tamto to taka inna bajka. Jest to bardzo wygodne tlumaczenie
                    nie majace pokrycia w rzeczywistosci, bo stosunek meza do mnie ulegl bardzo
                    wyraznej zmianie widocznej dla wszystkich, lecz nie dla niego. On uwazal, ze
                    wszystko jest o.k., podczas gdy oddalil sie ode mnie, od dzieci i rodziny i
                    nawet tego nie zauwazyl. Dla mnie zdrada "fizyczna" nie ma takiego ciezaru
                    jak zdrada psychiczna, przez ktora rozumie wiez emocjonalna z inna kobieta,a
                    tak wlasnie bylo w moim przypadku. Maz byl ze mna i dziecmi, a tak jakby go
                    nie bylo. Nie wolno tez zapominac, iz zdrada pociaga za soba klamstwa,
                    oszustwa, rozne podlosci o ktorych tak jak o zdradzie, tak trudno zapomniec.
                    Bo po takim koszmarze trudno spodziewac sie, ze przekrecimy kluczyk,
                    przeprosimy, wyznamy milosc i obiecamy poprawe, a wszystko wroci do normy.
                    • lafemme5 Re: polecam 18.09.03, 04:26
                      wizyte na www.dearpeggy.com - dla znajacych jezyk angielski. Ta strona jest pod
                      opieka psycholog, ktora tym tematem zajmuje sie od przeszlo 20 lat, a temat
                      zna i od strony badan naukowych i z autopsji. Mozna sie tam dowiedziec o
                      przyczynach zdrad, i ich emocjonalnie dewastujacego impaktu.
                      Pozdrawiam serdecznie, znajaca temat z autopsji.
                    • megxx Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 18.09.03, 17:45
                      Gość portalu: cox2 napisał(a):


                      >
                      > Nie wiem jak tlumacza zdrade inni, ja otrzymalam wyjasnienie, ze to jest rzecz
                      > bez znaczenia, nie majaca wplywu na nasz zwiazek, ze tak dlugo jak miedzy nami
                      > wszystko uklada sie dobrze to nie ma mowy o zdradzie. Najwazniejsze sa relacje
                      > miedzy nami a tamto to taka inna bajka.

                      Może nie miałoby wpływu, gdyby nie kradzież czasu i myśli, które mogłyby być
                      poświęcone Wam. Ja zapytałabym co wybiera, czy nas, czy siebie. Drugiej szansy
                      nie dałabym nigdy.

                      On uwazal, ze
                      > wszystko jest o.k., podczas gdy oddalil sie ode mnie, od dzieci i rodziny i
                      > nawet tego nie zauwazyl. Dla mnie zdrada "fizyczna" nie ma takiego ciezaru
                      > jak zdrada psychiczna, przez ktora rozumie wiez emocjonalna z inna kobieta,a
                      > tak wlasnie bylo w moim przypadku.

                      Co do więzi emocjonalnej u mężczyzn-czasem mam wątpliwości, czy oni w
                      ogóle mają emocje.

                      > Bo po takim koszmarze trudno spodziewac sie, ze przekrecimy kluczyk,
                      > przeprosimy, wyznamy milosc i obiecamy poprawe, a wszystko wroci do normy.

                      Po czymś takim nie możemy być tacy sami, a i związek jest już inny. Wszystko
                      zależy na co partnerzy się zdecydują, jak zaczną zaleczać rany. Blizny i tak
                      zostaną.
                      Ale mam nadzieję, że nie należysz do tych co proponują zdradę wpisać w
                      charakterystykę małżeństwa.
                • Gość: Ela Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.myslowice.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 08:32
                  Gość portalu: Bambi napisał(a):

                  > Smutne, ale takie jest życie.Felieton p. Wrzosińskiej jest
                  > prawdziwy aż do bólu. Jeżeli chcesz walczyć o związek po
                  > zdradzie, zejdź parę poziomów w dół i zapomnij o godności. Czy
                  > naprawde warto? No, chyba że chce się mieć w domu spółkę cywilną
                  > z o.o. Nie wierzę w to, że po zdradzie małżonkowie odnajdą się
                  > na wyższym poziomie. Szkoda życia. Moja personalna opinia jest
                  > taka, że w pewnym momencie z jednej bądź obu stron wypala się
                  > miłość. Zdrada jest tego sygnałem.Pozostaje przywiązanie, a ono
                  > rodzi ból. Posty, które tu przeczytałam, potwierdzają to.
                  > Akceptacja tego prawa niesie spokój.

                  Myślę jednak, ze to nie jest takie proste. To nie jest tak, ze wypala się
                  miłość - ona po prostu nie zawsze jest taka sama, podlega zmianom w czasie.
                  Zwiazek zawsze warto ratować wtedy, jeśli partnerom na nim zależy, bo jeśli
                  nie, to rzeczywiście nic nie można już zrobić. Inną sprawą są oczywiście
                  skutki zdrady - szczególnie dla zdradzonego, bo to on musi się z tym uporać
                  emocjonalnie. Związek traci swoją "niewinność" i czy nam się to podoba, czy
                  nie jest już inny, choć niekoniecznie gorszy. Czasem zdrada hartuje związek w
                  ten sposób, że - jak z każdego błędu życiowego - możemy z niej wynieść jakieś
                  nauki na przyszłość. Podstawowa nauka jest taka, że na miłość trzeba cały czas
                  chuchać i ją pielęgnować, poza tym być czujnym, ale nie mam tu na myśli
                  inwigilacji partnera, ale raczej zważanie na to, by zbyt nie oddalić się od
                  siebie emocjonalnie. Sama jestem dowodem na to, ze pomimo zdrady miłość może
                  trwać.
                  • Gość: heera Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 09:58
                    Zgadzam się z Tobą.Każdy związek zmienia się wczasie.Zauroczenie, miłość
                    powinny przeobrazić się w przyjazń.Jeżeli przyjazń jest prawdziwa przetrwa
                    najtrudniejsze chwile.Jeżeli partnera traktujemy jak swoją najbliższą
                    rodzińę,znajdziemy w sobie dość siły na wybaczenie,zrozumienie.Moim zdaniem im
                    dłużej trwa związek tym trudniejsze są decyzje.
                    • aquarius72 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 18.09.03, 10:05
                      Mój mąż, kiedy przyparłam go do muru i powiedziałam, że skoro mu ze mną tak
                      źle, to niech odejdzie do niej załamał się i powiedział, że "nie może żyć beze
                      mnie, tak jak nie można żyć bez powietrza", więc nie jest tak, że zdradza się,
                      bo miłość się skończyła, powody są różne. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, możemy
                      popełniać błędy. Ważne jest tylko, żebyśmy chcieli je naprawiać.
              • Gość: pestka03 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 2.4.STABLE* / 195.94.206.* 18.09.03, 09:39
                do Slivy
                Pewnie masz rację.Po wielu przemyśleniach też doszłam do takiego wniosku.
                • Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.wmc.com.pl 18.09.03, 22:51
                  Przyjaźń to bardzo cenna rzecz, ale przyjaciół można mieć
                  wielu.Przyjaźń nie równa się miłość, choć w miłości przyjaźń
                  odnajdziemy. Miłość wyklucza zdradę, moim zdaniem. A jeżeli
                  zdradzający deklaruje "Nie mogę bez Ciebie żyć tak jak nie mogę
                  żyć bez powietrza...", świadczy to po prostu o jego słabości. I
                  przywiazaniu, przyjaźni też. Oraz o tym, że nie kocha tamtej
                  trzeciej. I jeszcze jedno - przyjaźń nie jest doskonalszym
                  stopniem miłości. Nie oszukujmy się.
              • yyysi Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 23.09.03, 02:40
                a moze to seksoholik? To mozna leczyc...
          • an70 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 10.01.04, 13:04
            Przeczytalam ten list z duza uwaga i podziwem dla autorki za jej opanowanie i
            madre slowa. Jest to jedna z niewielu wypowiedzi, ktora nie sprowadza sie
            wylacznie do potepienia tej drugiej i obrzucania najgorszymi wyzwiskami, a
            nawet jak ktos tu napisal "te drugie kwalifikuja sie tylko do gazu", no a
            przede wszystkim ze "nie sa kobietami" i za to, ze co niektorzy panowie
            zapomnieli o tym, ze maja u boku wspaniale zony, dzieci... powinny cierpiec
            niewyobrazalne meki. No wiec z calym szacunkiem dla wszystkich żon, to nie
            jest zawsze tak, ze ta druga (ta wywloka jak sadzicie - lagodnie mowiac) z
            premedytacja czyha na waszego meza, aby na bezczelnego wepchac sie do jego
            lozka, zabrac czas, mysli, uczucia, ktore to wam sie naleza. Ja sama jeszcze
            nie tak dawno temu nie potrafilam znalezc usprawiedliwienia dla takich
            sytuacji, kobiet, ktore staja sie przyczyna cierpienia zony takiego
            nieodpowiedzialnego hipokryty.Ale do czasu. Kiedy sama nie stalam sie ta...
            przez ktora cierpi inna kobieta, ktora na to nie zasluguje.Nie wiem kiedy i
            jak to sie stalo, ze przyjazn zamienila sie w uczucie, ale z pewnoscia nie
            chcialam tego i rowniez bardzo cierpie z tego powodu.Ja bynajmniej nie
            planowalam z zimna krwia wejsc w czyjes zycie malzenskie (wiem, ze to brzmi
            jak glupie usprawidliwianie sie)ale czlowiek, ktory jest mezem innej kobiety
            postanowil wejsc w moje zycie za wszelka cene, dazyl do celu bardzo
            dlugo,pierwszy mowil o uczuciach i podobno to bylo gleboko przemyslane, razem
            plakalismy itd, ale to niewazne. Tak przyznaje sie do tego, ze bardzo go
            kocham, jak nigdy dotad, ale wiem, ze to uczucie zakazane i niemozliwe.
            Dlatego prosze go, zeby zniknal, zapomnial o mnie na zawsze, nie szukal
            zadnego kontaktu przez wzgledu na zone, na to co przezyli razem, wiem, ze nie
            powinnam istniec w jego zyciu.Ale on wraca jak bumerang i nic do niego nie
            dociera, ze dla nas nie ma i nigdy nie bedzie zadnej szansy a jemu nie wolno
            jest mnie kochac. Wiem, ze jego zona tez cierpi, ale ja niestety jestem,
            istnieje, nie zapadne sie pod ziemie, aby jej bylo lzej, nie zmienie tego, ze
            jej maz mowi jej o tym jak bardzo mnie kocha, ze siedzi zamyslony, ze nie chce
            z nia rozmawiac. Olga, bardzo trafnie napisala, ze "decydujac sie na
            malzenstwo, na podpisanie papierka, zadala sobie pytanie, czy > tak bedzie
            pieknie przez cale zycie,czy zostawila sobie 20 % na to ze kiedys > cos zlego
            miedzy wami moze sie wydarzyc,ze za meza birze sobie czlowieka > ktorego tak
            naprawde nie poznala do konca, ze przysiega malzenska to sa tylko > slowa i ze
            ludzie z biegiem lat sie zmieniaja". Nigdy nie ma gwarancji, ze te uczucia,
            ktore byly na poczatku, z chwila podpisania umowy na 'milosc i wiernosc
            malzenska" przetrwaja do konca, chociaz wiele par ma to szczescie, ze pomimo
            burz udaje sie razem wytrwac na zawsze.Prawda jest, ze mezczyzna, ktory bardzo
            kocha i szanuje swoja zona nigdy nie doprowadzi do takiej sytuacji.Ale
            niestety zycie bywa czasami bardzo okrutne, potrafi zeslac na dwoje ludzi
            uczucie tak glebokie (nie chcodzi tu o seks), ze niestety rozsadek nie potrafi
            juz nad tym zapanowac.Wiec zycie calej naszej trojki zamienilo sie w
            pieklo.Niepotrzebne cierpienie, wylane łzy. Bo zadna zona, ani zadna ta druga
            nie zasluguje na to.Pewnie przeczytam tu steki wyzwisk pod swoim adresem, ale
            drogie panie... nie czuje sie, ani nie jestem "szmata", Nigdy nie wiemy, co
            nas w zyciu spotka, nawet uczucie do zonatego faceta,tego sie nie planuje, nie
            dazy za wszelka cene, tak sie czasami w zyciu namiesza, ze spotyka sie dwoje
            ludzi, ktorzy nigdy nie powinni sie spotkac.To jest dramat dla wszystkich.A
            sprawcy tego calego zamieszania? roznie bywa, jedni to robia naprawde z wielka
            premedytacja, inni nie potrafia sie opanowac... a jeszcze inni naprawde
            zakochuja sie, nikt z nas nie ma wylacznosci na milosc,ale oni tak samo
            ponosza odpowiedzialnosc za bol, upokorzenie, lzy kobiety bedacej po tej czy
            tez po drugiej stronie. To banalne, ale jestesmy tylko ludzmi,i te drugie nie
            sa wylacznie (... i tu powinno byc zestawienie wszelkich obelg)to sa rowniez
            kobiety,ktore takze cierpia i maja prawo rowniez czuc sie skrzywdzone. Moze
            tym paniom, ktore tak "zyczliwie" zycza tym "potworom, nie-kobietom") takich
            straszliwych cierpien, aby zaznaly tej 'pseudo" slodyczy jakiej sie zaznaje
            bedac ta druga. Zdarza sie, ze sa kobiety, ktore pakuja sie w uklad z takim
            panem nie zastanwiajac sie nad konsekwencjami,dla zabawy itp, ale sa tez
            takie, ktore niestety naprawde zakochuja sie i to czasami nawet z
            wzajemnoscia. Na zakonczenie wypada zyczyc tylko, aby jednych i drugich bylo
            jak najmniej, lecz to nieuniknione.
            • Gość: kalina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 14:45
              Czytam rózne opinie, czasami myślę to o mnie pisze Pani, która rozumie mojego
              męża. Ba, była uprzejma i zadzwoniła do mnie mówiąc mi, zebym jej nie
              przeszkadzała w pracy. Nie wie jak bardzo bolą mnie jej przyjazne rozmowy z
              moim mężem. Spotykają się kilka razy w roku, przy okazji służbowych
              spotkań.Kiedy byłam w szpitalu moj mąż zadzwonił do niej żaląc sie jej na
              kolejne kłopoty żoną, zapomniał tylko o naszej córce, która musiała wysłuchac
              tych zwierzeń. To oczywiście jest tylko przyjażń, tylko przyjażn. Pani jest
              taka wyrozumiała, Pani jest taka wspołczująca,mój maż dzwoni do Pani w wieczór
              wigilijny, w Sylwestra, tak się martwi, żebym Pani nie skrzywdziła. Pani go tak
              rozumie, taki miły Pan, o wszystkim można z nim porozmawiać,przychodzi do domu
              podpity, bluzga wyzwiskami, poniewiera, poniża, miota się, nienawidzi, nie
              bierze odpowiedzialnosci za własne zachowanie. Jutro przyjdzie do biura wyśle
              Pani miłego maila, porozmawia, ale czy opowie to co powiedzial żonie, że jest
              zerem ,ze On i Pani pracuje na takie jak Ona. Te urocze służbowe spotkania, po
              których przyjeżdza z komentarzem, że życie może być piękne. Panie siedzą przy
              ognisku, Panie tak dobrze rozumieja potrzeby Tego miłego Pana. Pójdzie Pani z
              nim do sklepu, wybierze ładną bluzkę dla ich córki, żona to wie, nie wybierał
              jej sam, bo nie ma gustu, ale Pani ma gust,to Pani przyznaje, Pani jest tylko
              dobrą koleżanka, Pani nie widzi miny naszej corki, Ona sie tak cieszy z tej
              bluzki, ale Ona czuje sie winna, Mama jest taka smutna, niby wszystko jest w
              porządku, mama też chwali bluzkę, tylko dlaczego nie wybrała Pani jakiegoś
              drobiazgu dla Niej?. Pani jest tylko przyjaciółką, Wie Pani o ich kłótniach, to
              Pani wie o Jego uczuciach, o tym jak się czuje. Przyjażń jest czysta i
              szlachetna w intencji. Po powrocie do domu może ignorować żonę, bo przecież
              wszystko,co ważne zostało już powiedziane, wcześniej, w godzinach pracy, teraz
              przyjdzie, zje obiad, pobawi sie pilotem ,jego prawdziwe życie emocjonalne
              zawieszone. Jest w domu ,biedny i nieszczęsliwy, jego spełnienie emocjonalne to
              Pani.Żona ma depresję?, opowie o tym Pani barwnie, nie zauważy nawet Pani
              cierpienia, samotnosci tej kobiety, zobaczy Pani tylko Jego samotnośc i jego
              cierpienie. Gratuluję.
              • Gość: Kongo Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.e-wroc.com 16.04.04, 20:56
                Siła Zdradzonych Reaktywacja
                Piszę do tych wszystkich "zaangażowanych", może zamiast wypłakiwać się na forum
                GW należy powiedzieć to tej drugiej osobie? Dlaczego tak łatwo opisać coś
                ogółowi a tak trudno mówić? Dlaczego tak trudno słuchać?
            • Gość: Abigail 7 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.astro.net.pl 10.03.04, 12:50
              Poprzeni post mnie załamał. Co za naiwność i konsekwencja w
              samousprawiedliwianiu się. Najczęściej małzeństwo też bywa poprzedzone długim
              okresem przyjażni . Czy to gorsza przyjażń od tej jaką Pani zaproponowała?Po
              co ' zagęszczać znajomość z żonatym mężczyzną? Czy skutki są trudne do
              przewidzenia/ Czy jeśli czyś samochód podoba się Pani , jest wygodny i nic nie
              kosztuje , to może go pani zaanektować ? Czy nie przypadkiem przykazania nie
              kradnij i nie cudzołóż są przez tzw przyjaciółki są kompletnie ignorowane.Ten
              pan , którego pani koch znudzi się panią tak jak żoną i znajdzie kolejną .....
          • Gość: olina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 09:45
            Podobnie jak olga przeszłam przez zdradę męża, wiedziałam,że wina leży po obu
            naszych stronach. Mimo urażonej ambicji, przyjęłąm męża z powrotem, ale
            podjęłąm decyzję ,że to możliwe pod kilkoma warunkami. Po pierwsze muszę mu
            wybaczyć , po drugie nigdy mu nie będę tego wypominać , po trzecie tak jak
            żyliśmy nie możemy dalej żyć.Myślę, że zawsze będę pamiętać co się stało.
            Paradoks , ten romans nam pomógł, wydorośleliśmy. Ja postanowiłam coś z sobą
            zrobić, uznałam, że musiał mieć powód jeżeli poszukał innej. To była i jest
            ciężka praca , ale warto było.To była wariacka szansa i wykorzystałam
            ją.Zmieniłam stosunek do męża , spojrzałam na niego nie jak na moją własnośc.
            Pozdrawiam
            • Gość: baba zona Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.04, 15:10
              U mnie bylo podobnie i jest teraz dobrze - oj, jak dobrze... Tamto zle trudno
              jest zapomniec, ale milosc sie odrodzila i to jest najwazniejsze.
              Pozdrawiam cieplo.
              :)))
              • Gość: olina Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 21:10
                U mnie jest dodatkowy problem ,rodzina męża ,która wolała tamta. Właśnie
                znalazłam u teściowej zdjęcia tamtej. I co mam zrobić?
              • anya1 Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie 09.06.04, 12:00
                Jak to zrobic? Walczę żeby ratować nasze małżeństwo. Zdradziłam. Chcę naprawić
                wszystko! Pomocy!
          • Gość: kot Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.spray.net.pl 30.01.04, 22:14
            Olga, mnie się wydaje, że jesteś po prostu zimną rybą i tyle... Nikt kto na
            prawdę kogoś kocha nie jest w stanie podejść racjonalnie do bycia zdradzonym...
      • Gość: R Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: 81.210.81.* 07.01.04, 14:24
        Glupia jestes.
        Egoistyczna i naiwna.
        Odpowiedzialna i dorosla osoba nie pozwolilaby, zeby cos takiego sie zaczelo.
        Moze i on byl strona aktywna bardziej, ale brak reakcji tez jest reakcja. To ze
        mu na to pozwalalas swiadczy o Tobie, a nie o nim. On zrobil bardzo zle. Jego
        zona probowala zastosowac lek na skutki, a nie przyczyny.
        A Ty? Udajesz i wmawiasz samej sobie, ze jestes ofiara jego kombinacji. A sama
        pozwolilas na to ze tamten zwiazek jeszcze sie pogorszyl. Po prostu dolozylas
        do tego swoich dzialan.
        Ze ze to nie Twoje malzenstwo, nie oznacza ze nie bierzesz za to co sie stalo
        zadnej odpowiedzialnosci. Glupia jestes i niedorosla.
      • Gość: myszka Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.mtvk.pl 02.06.04, 12:08
        kobieto obudź się , jesteś w błędzie a żonę rozumię i to ona ma racje a ty ani
        się obejrzysz i jednak... wylądujesz w..jego łóżku a wtedy już dla was
        wszystkich będzie za późno!
      • Gość: vicky_brown Re: Siła zdradzonych-inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 15:53
        Ciesz się babo, że kobietka miała w sobie tyle klasy i nie przyjechała, by
        nawalić ci po pysku. Najlepiej zwalić całą winę na te 'niedobrą żonę'. Obyś
        nigdy nie musiała walczyć o swojego mężą i ojca twoich dzieci.
    • Gość: mama Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 22:18
      To wcale nie musi byc tak, ze nie wie sie o niczym.Moj maz
      uwazal, ze musi byc uczciwy wzgledem mnie .Jak? Otoz nie
      oszczedzil mi niczego, zadnej wiadomosci, wiedzialam kiedy idzie
      do niej, kiedy nie wracal wiedzialam gdzie jest, teraz
      poinformowal mnie, ze ma syna...Nasze dzieci nie mialy nigdy
      taty kumpla, taty opiekuna.Zjawia sie i w niedziele jedzie z
      nimi na zakupy, zreszta coraz skromniejsze, bo przeciez trudno
      jest utrzymac 2 rodziny.To, ze sie ze mna jeszcze nie rozwiodl,
      to tak zwana presja srodowiska, no bo jak tu panie dziejku
      zostawic zone z 4 dzieci? Najmlodsza miala pol roku kiedy moj
      slubny poznal milosc swojego zycia.dowiedzialam sie , ze nigdy
      mnie nie kochal, ze jestem nudna , nie pracuje bo mi sie nie
      chce itd.Podbudowal mnie w sposob godny samca.Bylismy wtedy na
      za grnica, on w tak zwanym trudnym dla mezczyzn wieku.Walczylam
      poki sie dalo.Potem uznalam , ze juz nie ma o co.Wrocilam do
      kraju, zabralam dzieci, poszlam do pracy, wnioslam o
      alimenty.Zrezygnowalam z nich , gdy zgodzil sie placic mi takie,
      jakich zazadalam.Ale napisal tak obrzydliwy list o mnie, ze az
      go sobie skserowalam, zeby miec na pamiatke.Dowiedzialam sie, ze
      on cale zycie pracowal , zeby mi zapewnic zycie na poziomie,
      kupowal jwdzenie, a ja w sposob rozrzutny wydalam to co od niego
      dostalam,musial placic moje dlugi i takie tam brednie.Jeszcze
      jestem wsciekla , gdy sobie to przypominam.Dodam, ze nie
      pracowalam, bo ministerstwo w ktorym byl zatrudniony ma takie
      przepisy , ze zony
      nie moga pracowac na etacie.
      Najgorsze jest to , ze moj maz zaczal wierzyc w to wszystko, co
      o mnie napisal, lacznie z tym, ze zalozylam alarm, zeby nie mogl
      wejsc do domu.Zapomnial tylko, ze sa dokumenty, ze alarm
      zalozyli nasi ostatni lokarorzy, a on zaplacil za to.
      Moj dzis 14 letni syn zaczal sikac do lozka, bo tatus zabieral
      go na wycieczki z nowa miloscia i jej corka.Ba, po lekturze
      ksiazki Milosc we troje, moj slubny maz stwierdzil, ze on tez
      tak chce.Nie zgodzilam sie i uznalam , ze chyba mam wariata za
      meza.Dzis, po 2 latach od powrotu ,jego powrotu, moj nastapil 3
      lata temu, jest miedzy nami tragicznie.Jestesmy oddzielnie, choc
      w domu maz ma swoj pokoj i wscieka sie, gdy dzieci mu tam
      buszuja.Ja juz nie reaguje na to.Musze byc czyjna, bo ktoregos
      pieknego dnia dzielnicowy przyszedl uzyskac ode mnie opinie o
      repatriantce pod moim dachem.Dowiedzialam sie wiec , ze mam juz
      lokatorke.Zlozylam zastrzezenie, ze jako wspolwlasciciel bez
      mojej wiedzy nie wyrazam zgody na meldowanie kogokolwiek.Jest na
      tyle niewrazliwy, ze przyszedl, bym mu pomogla to zalatwic.
      Mamy 14 letniego syna, ktory strasznie potrzebuje ojca.Nawet
      najbardziej kochana mama nie jest ojcem.Pal licho uczucia do
      mnie, stalo sie odszedl, ale on odszedl od dzieci i to mnie
      najbardziej rani.
      Najstarsza corka ma 19 lat i nie odzywa sie do ojca.Wie o
      wszystkim, bo tatus jest zwolennikiem twardego howu.Dzieci nie
      nalezy oszczedzac, maja poczuc strach zycia .
      Najszczesliwsza jestem, gdy nie mam go caly tydzien w domu.I
      pomyslec , ze to byl taki mily , sympatyczny facet, poki nie
      zwariowal.Bo to nie jest chyba milosc to co go laczy z tamta
      kobieta, bo i ja zdradza, ale ponoc to ich tylko bardziej laczy.
      Jest wolny, wolny do bolu.Czasem nuci mi Myslowitz i nawet
      jesli bede sam nie zmienie sie , to nie moj styl.
      Sa prostytutki i to nie tylko te damskie, on musi sprobowac
      wszystkiego, ja jestem na to za mala i nie rozumiem zycia.Coz,
      chyba ma racje, jesli to jest zycie.
      Czasem placze, ale z perspektywy tych 5 lat, kiedy jestem na
      etacie zony,bez przywilejow ale z mnostwem obowiazkow
      stwierdzam, ze jestem bardzo silna, ze nie przypuszczalam nawet
      tak bardzo.Wzielam odpowiedzialnosc za siebie i moje dzieci, za
      dom i prace,mam przyjaciol,wreszcie swoich a nie tylko jego.I
      czasem umiem glosno powiedziec, jestem szczesliwa ,choc nie wiem
      dlaczego.Po prostu mam juz z gorki, pogodzilam sie , ze juz nie
      bedzie tak jak bylo, zaakceptowalam pewne moje stany iii, zyje...
      • megxx Re: Siła zdradzonych 20.09.03, 23:13
        Czy warto?
        Czy na pewno nie możesz odejść z dziećmi?
        Czy jesteś kolejną przywiązaną(uzależnioną) do domu, pieniędzy i poziomu życia?
        To, ze dzieci potrzebują ojca jest pewne, ale, czy takiego?
        • Gość: Majka Re: Siła zdradzonych IP: 193.1.82.* 17.01.04, 16:39
          Przeczytalam wiele artykulow tutaj... jedne sa bardziej drugie mniej
          przerazajace. Wiem tylko jedno, zyje sie dla siebie. Jesli sie jest osoba
          szczesliwa, osoby obok tez sa szczesliwe. A zwiazek sie ma po to, by w sumie
          razem miec wiecej niz osobno. Ale najwazniejsze sa uczucia swoje. Najwazniejszy
          nie jest on, ale TY!!!! Nawet dzieci w koncu odejda, albo powiedza ci ze twoje
          zycie to twoj problem. Zyje sie dla siebie.
          Wychowano mnie ze trzeba dawac, pozyczac, udostepniac, liczyc sie z uczuciam
          innych, pomagac innym, nie byc egoista (bee tak nie wolno)..... teraz czytam
          wspoczesne wychowanie dzieci: a w nim jak dziecko nie chce pozyczyc zabawki, to
          nie mozna go zmuszac do pozyczenia, bo wtedy zaglusza wlasna potrzebe ochrony
          swojego mienia, trzeba nagradzac ze sie odwazyl chronic wlasne uczucia, ze
          powiedzial NIE!!!!!
          Zyjcie dla siebie, szanujcie siebie.
      • Gość: Maria Re: do Mamy IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 12:42
        Jesteś wspaniałą i piękną kobietą. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Twojej
        determinacji. Również mądrości. Będzie to pewnie marne pocieszenie, ale wiem,
        że tacy mężowie istnieją. Dręczą, zabijają i jeszcze nie mają wyrzutów
        sumienia. Czasami, kiedy wydaje się nam, że nic dobrego nas już nie spotka,
        sytuacja się odmienia. Życzę Ci tego z całego serca. Pozdrawiam.
        • Gość: mama Re: do Mamy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 17:52

          Mario, dzieki,
      • 38sama Re: Siła zdradzonych 14.04.04, 15:07
        Bardzo Ci wspolczuje, pociechy z dzieci Ci zycze i szczescia pomimo wszystko
        • Gość: nathan Re: Siła zdradzonych IP: *.man.polbox.pl 29.05.04, 19:24
          Myślę, że jestem albo za jakich czas będę takim mężem. Niestety. Trochę wynika
          to z tego, że sam byłem zdradzany, a trochę z tego, że ciężko jest to wygrać ze
          swoją słabością. Rożne rzeczy cię łamią, chociaż nie jest to żadne
          usprawiedliwienie. Staram się jak najmniej zburzyć, bo wierzę jednak, że się
          odnajdę, że się zmienię. Myślę że Twój mąż też może tak myśleć, chociaż nic na
          to nie wskazuje. To okropne co napisał. Nie traktuje tego jak
          usprawiedliwienie, ale czasami robisz coś przeciw temu co na prawdę czujesz. To
          niemądre ale tak jest. Gratuluję Ci, że się odnalazłaś sama dla siebie. Nie
          ratuje to relacji waszych dzieci z Tatą. Ale im jesteś lepsza tym więcej szansy
          na odnalezienie dajesz mężowi. To co jak sądzę udało mi się zrobić dla żony to
          to, że stała się samodzielna. Ma pracę. Ma z czego żyć. Może odejść lub mnie
          wyrzucić jeśli chce. Nie wyrzuca mnie tylko daje mi odczuć, że nic dla niej nie
          znaczę. Pewnie tak musi być zanim się to ostatecznie nie zawali albo naprawi.
    • Gość: kora Romans moze byc piekny IP: *.178.108.239.forward.012.net.il 21.09.03, 20:44
      Nie usiluje polemizowac z zadna ze stron zdradzanych, z ich
      bolem i nieszczesciem na pewno autentycznym.
      Chcialabym jednak dodac swoja historie na dowod, ze romans
      pozamalzenski moze byc dobry, moze dac pozytywne rezultaty.

      Jestem mezatka. Mam bardzo dobrego, kochanego meza, ktory jest
      dla mnie najwazniejszy, ale m.in z jego powodu lecze sie od lat
      na depresje. Rok temu poznalam kogos przez internet. Tez
      zonatego i to szczesliwie. Bylo dla mnie bardzo istotne, ze
      szczesliwie, bo gwarantowalo, ze nie zacznie sie miedzy nami nic
      powaznego.

      Zatem niepowaznie - czaty, SMSy, telefony. Czulam, ze odzywam,
      ze ubywa mi lat, ze promienieje od srodka. Zrzucilam nawet pare
      kilo - ze szczescia nie chce sie jesc. Wreszcie trafila sie
      okazja, by spedzic razem jakis czas. Wykorzystalismy ja
      skwapliwie a kiedy czas minal wrocilsmy oboje grzecznie do
      domow.
      Odleglosc nie pozwoli nam sie wiecej zobaczyc, ale tez wcale
      tego nie pragniemy.

      Jakie plusy?
      Depresja poszla w kat, znow czuje sie prawdziwa, pozadana
      kobieta, na nowo odkrywam zalety mego wspanialego meza (za
      tamtego w zyciu bym nie wyszla...), mam fantastyczne wspomnienia
      na dlugie zimowe wieczory zas maz cieszy sie, ze ma w domu
      zadbana, szczesliwa i znowu zainteresowana seksem zone.

      Nie rozbilismy niczego. Obdarowalismy sie tylko to, czego kazde
      mialo w nadmiarze. Kazde odnowione, z nowymi silami (i nowymi
      pozycjami ;-), wrocilo do rodziny.

      Happy End...
      • glajda do Mamy 24.09.03, 09:54
        Ale dlaczego to ciągniesz? Dlaczego ten człowiek ma pokój w twoim mieszkaniu?
        jesteś silną, wspaniałą kobietą, prawo jest po Twojej stronie, rozwód byłby z
        jego winy, mieszkanie Sąd prawdopodobnie przyznałby Tobie /bo dzieci z Tobą
        mieszkają/, alimenty i to wysokie też. Dlaczego, dlaczego, dlaczego? jeżeli dla
        dzieci, to taka ułuda normalności bardzo je rani i w dodatku uczy, że
        małżeństwo to syf. Przepraszam za dosadne słowa. DLACZEGO?
        • Gość: mama Re: glaja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 21:07
          bo prawo wcale nie jest po mojej stronie, alimenty sa groszowe ,dom sad kaze mi
          podzielic na pol,dzieci pozostana ze mna ,beda ciagane po psychologach, by
          ustalic jak to z ta wiezia emocjonalna jest.Tylko z pozoru jest to takie
          latwe...Bylam u adwokata, wiem co mowie.Pozdrawiam
          • anna-maria17 Do mama 24.09.03, 21:51
            Droga mamo, tego nie powinnas byla pisac. Skoro jest ci wazniejszy dom niz
            zdrowie psychiczne twoich dzieci, to ponosisz dokladnie taka sama wine, jak ich
            ojciec. Jesli by ci rzeczywiscie zalezalo na tym, zeby twoje dzieci sie
            prawidlowo i spokojnie rozwijaly, to bys za kazda cene starala sie o ich dobro,
            przedewszystkim. Sama sie zastanawialam, czytajac twoj post, dlaczego pozwalasz
            na to wszystko? Dlaczego pozwalasz, zeby twoj maz wyrzadzal taka krzywde
            dzieciom? Ale juz wiem. To nie chodzi o dobro dzieci. Chodzi o dom, chodzi o
            alimenty i chodzi o ew udowodnienie, ze wplyw ojca na psychike dzieci jest
            negatywny. A to wymaga troche zachodu. A dzieci kiedys wyrosna i pojda swoja
            droga a dom ci zostanie. Pozostawiam to bez komentarza.
            • Gość: krysia Re: Do mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.03, 22:43
              Jak czytam takie listy, to mnie szlag trafia. Czy wy wszystkie macie kupę
              szmalu, czy żadna z was nie pracuje w budzetówce za 800zł, kiedy opłaty
              miesięczne przewyższaja zarobki, ?Czy nie rozumiecie, że matki nie odchodzą,
              cierpią, bo dzieci muszą jeść!Nigdy tego nie zrozumiecie, póki nie będziecie
              miały 40 lat, męża- babiarza, wyższego wykształcenia i marnych 800zł(dwa lata
              szukam dodatkowej pracy, setki ofert wysłanych i nic. Rodziny do pomocy też
              żadnej.20 lat temu też byłam taka harda.
          • glajda do mamy 24.09.03, 23:05
            nadal uważam, że można dużo zrobić, wina Twojego męża jest oczywista, chyba że
            nie napisałaś wszystkiego. Prawo mówi, że jeżeli rozwód następuje z wyłącznej
            winy jednej ze stron, to strona ta ma obowiązek zapewnić życie na podobnej
            stopie życiowej jak przed rozwodem. Nawet jeżeli Twój mąż pracuje "na czarno",
            to i tak sytuacja nie jest beznadziejna, bo można udowodnić mu to, że jest w
            stanie utrzymywać dwa domy.Alimenty mogą być całkiem niezłe, bo prawo bardzo
            chroni interes dzieci małżeńskich. Twoim zadaniem byłoby udowodnienie jego
            wyłącznej winy i możliwości płatniczych. To wymaga trochę wysiłku i stosowania
            metod bezwzględnych /np.nagrywanie rozmów, przechwytywanie korespondencji/ ale
            ten facet wydaje się być bezwzględny dla Ciebie i Twoich dzieci. Również Twoi
            znajomi mogliby bardzo pomóc, świadcząc w Sądzie. A psychologiczne badanie
            dzieci to nie żadne ciąganie po psychologach, tylko kilka godzin spędzonych w
            RODK. Chodzi tam o ustalenie, jak ewentualny rozwód odbiłby sie na nich i o
            późniejsze ustalanie kontaktów z ojcem. Psychologowie są odpowiednio
            przygotowani do rozmów z dziećmi. Wiem co mówię, bo sama jestem po rozwodzie, a
            moja koleżanka jest w jego trakcie. Pewna jestem, że takie badanie jest dla
            dziecka znacznie mniej traumatyczne niż to, co oboje dzieciaczkom
            fundujecie.Przepraszam za ostre sformułowanie, ale to Ty napisałaś, że
            czternastolatek zaczął się moczyć po aranżowanych przez ojca kontaktach z tamtą
            panią. A co do podziału domu na pół. Dopóki jesteście małżeństwem i nie macie
            rozdzielności majątkowej, możesz stracić ten swój dom. Wystarczy, że mąż narobi
            długów. Długi zaciągnięte podczas trwania małżeństwa obciążają oboje małżonków.
            Aż tak mu ufasz? sama piszesz, że zwariował.
      • glajda Re: Romans moze byc piekny 24.09.03, 09:58
        A mi się płakać chce, gdy to czytam.Powiedz, czy pozwoliłabyś na takie
        doświadczenie swemu mężowi? I z jakiego powodu cierpiałaś przez niego na
        depresję? Może on już wcześniej tak właśnie wzbogacał Wasz związek?
        • Gość: kora Re: Romans moze byc piekny IP: 5.3.1R3D* / 212.199.28.* 01.10.03, 23:13
          Nie wiem, czy to przeczytasz, bo juz sporo czasu minelo, ale odpowiadam.
          Tak, pozwolilabym, wrecz w ktoryms momencie namawialam go do tego. Depresje
          mialam miedzy innymi z tego powodu, ze dla meza liczy sie tylko praca i sport,
          w lozku jest nadal nastolatkiem. Sadzilam, ze taki romans by go obudzil. W
          miedzyczasie zas usychalam u jego boku.
          Romans mnie odnowil i odrodzil. Przypomnialam sobie jak to jest byc zachochana,
          odzyskalam energie na uczenie meza i zmienianie mojego malzenstwa.
          Teraz kochamy sie jak nigdy dotad.
          pozdrawiam
          k.
          • megxx Rdla kobiety 01.10.03, 23:27
            dla kobiety romans znaczy cos innego nie dla mężczyzny
          • Gość: moni Re: Romans moze byc piekny- Do Kory IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 13:38
            jak to zrobilas, żeni zakochalas sie w nim i spokojnie wrocilas do meza
            mnie sie to nie udalo a teraz musze dalej trwac z mezem kochajac drugiego i nie
            daje sobie z tym rady
      • Gość: moni Re: Romans moze byc piekny do Kory IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 11:47
        jak to zrobilas, że nie zakochalas sie w tym mezczyznie
        ja wpadlam natychmiast a teraz musze uczyc sie zyc z mezem , ktorego nie bede
        juz nigdy kochac, bo po 20 latach malzenstwa to sie juz nie wroci
        • megxx Re: po 20 latach 10.10.03, 12:11
          Miłość się zmienia, nie może być jednakowa.
          Co czujesz do męża? Nic? Ja wierzę, że można po latach pokochać od nowa, choć
          nie każdy człowiek jest do pokochania. Mam na myśli ludzi z założenia
          niedobrych, złośliwych, głupich itd.
          Ale jeżeli u Ciebie nie ma takich przeciwwskazań, czemu nie spróbować odnaleźć
          w związku jakąś nową, stymulującą nić porozumienia?
          • Gość: moni Re: po 20 latach do megxx IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 17:27
            sama nie wiem co czuje, a to co jest czy to wystarczy by przezyc razem reszte
            zycia? czy na nowo moglabym go pokochac, na razie na pewno nie. za duzo mysle o
            tym drugim. caly czas sie miotam, nie potrafie sie cieszyc a moj maz zna mnie
            bardzo dobrze i widzi co sie ze mna dzieje. Gdyby byl zlym czlowiekiem nie
            mialabym takich problemow i wiem, ze potrafilabym sie z nim rozstac.
            • megxx Re: po 20 latach do moni 14.10.03, 18:01
              Już to, że jest dobrym człowiekiem dobrze wróży.
              Czas uspokoi Twoje emocje, Twoje szalone myśli.
              Nie odeszłaś od męża, więc tam było mniej stabilności, czy czegoś takiego.
              Jesteś tu i teraz, tu masz swoje centrum. Z całego serca życzę Ci dobrych
              wyborów i radości z życia. I tak nie wiemy jakie będzie nasze jutro.
        • Gość: kora Re: Romans moze byc piekny do Kory IP: *.bchsia.telus.net 12.10.03, 19:29
          bylam zakochana przez chwile. Ale od samego poczatku wiedzialam, ze mojego meza
          za nic nie zostawie, bo to najlepszy partner na swiecie. Nie szukalam partnera,
          szukalam przygody.
          Bardzo Ci wspolczuje, wyobrazam sobie, jak to boli...
          Moze znajdziesz takiego, z ktorym uda Ci sie zwiazac? Albo odkyjesz meza na
          nowo?
          Serdecznie Ci tego zycze,
          k.
      • Gość: matt Re: Romans moze byc piekny IP: *.sn.pl 13.10.03, 12:01
        Happy End?
        Czy raczej jeszcze jeden romans który nie ujrzał świateł dnia?
        Pełne szczęście, bo zdradzany mąż i żona drugiej strony po prostu się nie
        dowiedzieli.
        Pełna beztroska, może kiedyś nawet będzie można to powtórzyć.
        Może nawet z jeszcze innym, cudzym mężem.
        I może znów się uda.
        Może................
        Albo się nie uda ukryć, bądź wyjdzie przez przypadek - jak często bywa.....i?
        I nie będzie to już happy end!
        Za to w innym wtedy wątku forum kora będzie wymieniać minusy romansu.
        Bo minusy też są.
    • Gość: Żona Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.03, 23:14
      Dziekuję Autorce za mądry, dobry tekst. Zawsze czytam cykl Dusza
      i Ciało. Dwa lata temu z bólem i wielkimi emocjami przeczytałam
      Sąd nad Kochanką autorstwa Pani Anny Dodziuk. Do dzisiaj
      pamiętam końcowe słowa, że kochanki chcą i potrzebują być
      kochane. Żony, te wierne i kochające też chcą być kochane -
      przegrywają na wstępie. Kochanka jest młodsza, jest pewną siebie
      blondynką bez zahamowań, wyzwoloną, z przeświadczeniem, że sie
      jej od życia należy cudzy mąż. I tak to sie zaczyna - w domu
      nudne obowiązki a dziewczyna tańczy!!! Z powodu coraz dłuższych
      nieobecności męża w domu tworzy się mechanizm błędnego koła - im
      bardziej zapracowana, zmęczona żona (nie bedąca na utrzymaniu
      męża, ale sama pracująca) tym atrakcyjniejsza kochanka (myszka -
      oryginalne), której jedynym obowiązkiem są upojne randki i bycie
      piękną i ubraną za pieniądze kradzione rodzinie przez dzielnego
      faceta (misia- tez oryginalne). Znajomi udają, że nie wiedzą -
      podają rękę facetowi, kłaniają sie kochance, z żoną nikt nie
      potrafi rozmawiać patrząc w oczy. Za to niebo które się
      otworzyło zakochany facet zrobi wszystko - wynajmie dziewczynie
      (żeby nie było wątpliwości - cudzej żonie) i jej dziecku
      mieszkanie, płaci za studia (dziewczyna jest ambitna wie jak
      wejść do lekarskiej rodziny - musi sie wykształcić), publicznie
      tuli dziecko tej pani i jakiegoś przypadkowego nie liczącego się
      męża (młody chłopak zatrudniony na dorywczych, wyjazdowych
      pracach ma być wymieniony na znanego w mieście lekarza - jak tu
      się dziwić, że dziewczyna się zakochała). Takie drobiazgi jak
      zakażenie chlamydią, opryszczką czy candidą to prawie szczęście -
      można przecież zdobyć ta drogą wirusy C i B zapalenia watroby,
      kiłę czy HIV (dzielna dziewczyna jest "pełną życia" - również
      mikrobiologicznego królową dyskotek i byłą partnerką innego
      lekarza - też misia z tego samego szpitala powiatowego - jak to
      bywa w kolumbijskim serialu. A najgorsze dopiero następuje gdy
      żona już (jako ostatnia w mieście)wie. Obwnianie siebie, decyzja
      o byciu razem. Wspaniały, sfrustrowany tchórz nie umie podjąć
      decyzji o rozwodzie zwłaszca gdy okazało się że dziwczyna ma
      ksywkę glajdys i gaciara nie całkiem bez powodu. Zaczyna się
      koszmar nowego wspólnego, smutnego życia. To życie dziesiątego
      gatunku. Nie potrafię zapomnieć, chociaż z serca chcę wybaczyć.
      Zycie intymne nie istnieje - ja ciągle porównuję, nie potrafię
      przestać wyzwolić się z myśli o tym, że ona była lepsza. Ona nie
      musi porównywać - ona wie, że jest lepsza, jej siłę daje mój
      mąż. Nienawiść do tej osoby niszczy tylko mnie, bo przecież jej
      niczym i nigdy nie skrzywdziłam. A Ona - urodziła mojemu mężowi
      dziecko - to się nazywa "zainwestować w brzuch", bo przecież
      nikt nie uwierzy , ze lekarz ordynator i pielegniarka studiująca
      na opłacanych przez kochanka studiach - kierunek "promocja
      zdrowia" nie wiedzą jak zapobiec ciąży!!!! Próbowałam chronić
      moje dzieci nie mówiąc im - i tak sie dowiedziały, bo tej osobie
      na tym zależało aby wszyscy dookoła wiedzieli. Żyję bez żadnej
      nadziei na lepsze jutro. Łączą nas kredyty i budynek w którym
      mieszkamy z dziećmi. Moja determinacja, moja miłość nic nie
      ocaliła. Jestem i bedę wierna przysiędze małżeńskiej, bo jestem
      chrześcijanką i przede wszystkim jestem wierna sobie.
      Zdradziłabym siebie szukając innego partnera. Myślę, ze kiedyś
      znajdę siły aby odejść i żyć samotnie. Miłość mnie zniszczyła,
      został żal, ból, smutek, pogarda dla siebie i kogoś dla kogo
      żyłam całe moje dorosłe życie. Muszę się trzymać - jestem
      przecież silna, nie mogę sie upić, nałykać leków, popaść w
      depresję, uciec, "zaginąć" - jestem podobno mądrą,
      szanowaną, "wziętą lekarką" - stracę pacjentów i źródło
      utrzymania moich dzieci jeżeli pozwolę sobie na niekontrolowane
      szaleństwo. Zresztą nie mam gdzie uciec, moje dzieci mnie
      potrzebują. Zdrada powoli zabija, jest czymś nieodwracalnym, co
      zmieniło całe moje życie. Ja już na nic nie czekam. Jestem za
      słaba żeby walczyć i zbyt odpowiedzialna i silna by skończyć z
      życiem. Myślę o końcu mojego życia jak o wyzwoleniu - a mam
      dopiero? już? 45 lat.
      Cieszę się że Pani Zofia Milska Wrzosińka nie uważa zdrady za
      coś normalnego, tylko dlatego że tak wokoł często istnieje. To
      prawie dziwactwo dzisiaj tak myśleć. Niech chociaż jedna
      zdradzona osoba po przeczytaniu tego tekstu podejmie zwycięską
      walkę o uratowanie rodziny, czego serdecznie życzę wszystkim
      których spotkało "to co miało się w naszym życiu nie wydarzyć" .
      • Gość: mama Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 20:39
        Droga Pani lekarko, zono.Wspolczuje Ci, poniewaz sama tkwie w identycznym
        piekielku.Tylko mnie jeszcze mlodsza kobieta tu z tego forum nawymyslala od
        materialistek, bo nie rozwiodlam sie z powodu wspolnych dlugow.Mowia , ze nic
        tak nie wiaze jak wspolne pieniadze, szczegolnie te do oddania..Tak jak ty
        wierze, ze kiedys uda mi sie uciec z tego chorego ukladu, niestety ,chyba nie
        predko..Pozostaje tylko byc silna i wierzyc, ze to co robimy jest dobre, bo my
        w to wierzymy.Dostojewski powiedzial kiedys, ze gdyby nawet udowodniono mu ze
        Boga nie ma, to on i tak nie przestanie w niego wierzyc.W zwiazku z tym choc
        dookola tyle brudu ja wierze , ze istnieje uczciwosc i sprawiedliwosc.Poki ja
        w to wierze one sa na tym swiecie.Pozdrawiam
        • Gość: G73 Re: Siła zdradzonych IP: 213.17.142.* 28.09.03, 21:22
          Tydzień temu mąż powiedział mi, że "Jest kobieta". Chyba nigdy
          tego nie zapomne. Czytam wszstko co moze mi pomóc. Ja nie
          wyobrażam sobie zycia bez niego, czy to nie żałosne. Ja w
          przeciwieństwie do wielu innych kobiet nie mam dla kogo życ, nie
          mamy dzieci, a ja zawsze zyłam zyciem innych. Owszem pracowałam,
          studiowałam, ale w mojej głowie zawsze robiłam to wszystko dla
          kogoś, dla niego. Tydzien temu myslałam, ze moze bede żyć dla
          mojej matki, bo tak bardzo ją kocham, ale dzieś? Chyba zaraz
          zwariuję. On nie wie co ma zrobić, choc w piatek mówił, że nie
          ma sensu, bo on i ja nigdy tego nie zapomnimy i dlatego nie mamy
          szans, ale od wczoraj znowu sie zastanawia. On wie, że ja
          często miewałam mysli samobójcze, ale on był wspaniałym mężem i
          zawsze potrafił mnie z tych myśli wyciąnąć. A teraz ? Co ja
          zrobię??? O tej zdradzie wie moja przyjaciółka, która mówi żebym
          była silna. Staram się, chce mu wybaczyć, spróbować od nowa. W
          końcu jestesmy 7 lat po ślubie. Ja go nadal kocham, nie
          nienawidze, Co robic, co robic???
          • Gość: vivi Re: Siła zdradzonych IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.09.03, 13:01
            ..cholera, strasznie Ci wspólczuję..ale w tym wszystkim jest jedna zasadnicza
            nieprawidlowosc - nie masz dla kogo żyć..? Człowiek nie moze żyć, tylko żyjąc
            dla kogos - każdy, nie tylko kobieta! W ten sposob uzaleznia sie od innej
            osoby, osob - to strasznie destrukcyjne przeciez.. jestes osobna, odrebna
            jednostką, jezeli nie odnajdziesz radosci zycia samego w sobie, szacunku, dumy,
            zadowolenia z wlasnej osoby, ktory nie bedzie wynikal wylacznie z faktu bycia z
            kims - to nie wydobedziesz sie z tej sytuacji i nie bedziesz silna - byc moze
            Twoj maz potrzebuja wlasnie takiej swiadomej siebie, swojej wartosci,
            samodzielnej kobiety? Poza tym całkiem mozliwe, ze z mezem dobrze sie ulozy -
            oczywiscie, ze mozna zapomniec, oczywiscie, bo sie jezeli sie tylko naprawde
            chce - mozna wszystko. Powodzenia!:))))
          • Gość: usopkojona Re: Siła zdradzonych IP: *.torun.mm.pl 29.09.03, 17:23
            Rok temu byłam dokładnie w takiej samej sytuacji, też mi się świat zawalił.
            Dziś wiem ,że nie można żyć życiem odbitym, choćby nojlepszego męża. Trzeba żyć
            dla siebie, nie martwić sie co powiedzą inni , po pewnym czasie czerpie się
            przyjemność z samodzielnego organizowania sobie czasu, zreszta ma się go więcej
            dla siebie.Poza tym wszystko można naprawić, można starac się zapomnieć . Dziś
            po roku romans męża wydaje się już tylko krótkim epizodem w naszym życiu,
            który najchętniej on sam wymazałby z pamięci, niestety mi jest to zrobić
            trudniej(a jednak boli , ale coraz mniej). Doszłam do wniosku , że myśleniem o
            tym zatruwam tylo siebie. Dziś moje życie wróciło do normy , mamy nadal wspolne
            plany i dzielimy życie, nie jest źle, ja myślę bardziej samodzielnie , jestem
            silniejsza. Najważniejsze , żeby w obojgu znalazła się wola do ratowania tego ,
            co da się uratować. W tym momencie , w którym się teraz znajdujesz , jest
            najgorzej, trzeba to jakoś wytrwać i wygrać (taki skiz), ta rozpacz minie ,
            wiem to, potem będzie już tylko lepiej, tylko zacznij myśleć o sobie i żyć dla
            siebie.
          • Gość: m** Re: Siła zdradzonych-do G73 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.03, 16:04
            Ja go nadal kocham, nie
            > nienawidze, Co robic, co robic???
            Żyć, co minutę o minutę dłużej, oddychać, trzymać się... Nie
            jesteś sama. Jesteś więcej warta niż Twoje bycie dla Niego.
            Znajdź, coś, kogoś, co Ci doda sił... obraz, melodię, film,
            człowieka, modlitwę. szukaj, na pewno coś takiego istnieje.
            Przetrwaj, nie daj się.... Z głebi serca życzę powodzenia.
          • Gość: gosia Re: Siła zdradzonych IP: *.artcom.pl / *.artcom.pl 03.10.03, 16:45
            Kochanie! Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Mnie mąż powiedział, że jest
            inna kobieta, kiedy byłam w 3 miesiącu długo oczekiwanej ciąży. Leżałam potem 3
            dni bez ruchu, potem nadeszła depresja, histeria, poniżanie siebie - płacz i
            nakłanianie, żeby z nią zerwał. Dostawałam jedną odpowiedź - to jest silniejsze
            ode mnie. No cóż, nie miałam wyjścia,musiałam przez to wszystko przejść. Ciąża
            była dla mnie koszmarem, mąż ciągle wychodził do kochanki, w końcu, 3 tygodnie
            po porodzie, odszedł na zawsze.
            Od tego momentu poczułam się pewniej - wiedziałam już, na czym stoję i że muszę
            zacząć układać życie od nowa. Kupiłam rower, zaczęłam jeździć po Puszczy,
            pływać kilka razy w tygodniu, codziennie chodziłam z maleństwem na długie,
            parogodzinne spacery. Odżyłam.
            Teraz, 4 lata po zdradzie, mam nowego, wspaniałego męża (poznanego na czacie),
            ubóstwiającego moją Agusię, cudowne, spokojne, śmiejące się dziecko. JESTEM
            SZCZEŚLIWA, o wiele szczęśliwsza, niż gdybym została z pierwszym mężem i
            próbowała ratować małżeństwo. Teraz uważam, że to nie miałoby najmniejszego
            sensu, bo nigdy już nie byłabym pewna, czy mnie znowu nie zdradza.
            Mogę powiedzieć, że było warto. Cieszę się, że coś takiego mi się przytrafiło,
            bo potrafię teraz czerpać radość z życia. Jestem cały czas roześmiana.
            Różne są koleje losu, ale myślę, że wszystko obróci się w końcu na dobre, czego
            i Tobie życzę.
            Pozdrawiam
        • anna-maria17 Re: Siła zdradzonych 28.09.03, 22:58
          Droga mamo, nie naublizalam ci, jesli to o mnie mowisz. Jesli do wyboru jest
          dom i pieniadze (nawet dlugi) a z drugiej strony dobro dzieci ( i mam na mysli,
          to prawdziwe dobro dzieci), to nie ma sie nad czym zastanawiac. Kazdy dlug
          mozna splacic, kazdy kredyt podzielic i kazdy dom, ale krzywdy wyrzadzonej
          dzieciom, nie naprawi sie niczym. Jesli dziecko zaczyna sie nagle moczyc, to
          jest ostatni znak, ze dzieje mu sie krzywda z ktora nie potrafi sobie poradzic.
          Jesli te krzywde wyrzadza mu ojciec, to obowiazkiem matki jest, natychmiastowe
          odizolowanie dziecka, od zrodla tej krzywdy. Nie, mamo, nie zaslugujesz na
          wspolczucie. W twoich rekach jest twoj los i zdrowie psychiczne twoich dzieci.
          Nie zaslaniaj sie Bogiem i dlugami. Co dzieciom da fakt, ze zostaniesz
          wspolwlascicielem domu, jeli ich psychika zostala skrzywiona? Dla nich to jest
          niewazne. Dla dzieci wazne jest spokojne i zrownowazone otoczenie. Dom, czy M3
          jest im obojetne.Powiesz im kiedys, ze w imie domu skazalas je na to wszystko?
          Mam nadzieje, ze kiedys same postawia ci to pytanie. A Bog, moja droga mamo,
          jesli istnieje, nie rozliczy cie kiedys z zachowanego majatku, tylko z tego, co
          zrobilas z najwiekszym darem jaki ci on dal. Z zyciem twoich dzieci. Bog nie
          zna pojecia dom i dlugi.
          • Gość: Teresa Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 09:36
            Piszecie o zdradach i o walce o utrzymanie zwiazku i o tym jak cierpia
            dzieci.Oczywiscie zgodze sie ze dzieci sa najwazniejsze, ale nie moga byc karta
            przetargowa, i kiedy przezywaja rozlam w rodzinie to tylko dlatego ze maja
            beznadziejnych rodzicow.W moim przypadku moje dzieci nawet nie poczuly, ze sie
            rozchodzimy i ze tata bedzie mieszkal i mieszka oddzielnie.Na poczatku to my
            sie musielismy oboje dogadac poza domem oczywiscie,potem przygotowalismy do
            tego dzieci.W moim sercu byl wielki zal i smutek, ale zdawalam sobie sprawe ze
            nie moge pokazac po sobie co tak naprawde sie dzieje,podobnie bylo z mezem.Moje
            dzieci nadal maja kochajacych rodzicow,tylko ze mieszkamy oddzielnie,ojciec ma
            dokladnie takie same prawa jak matka, i mam gdzies co postanowil sad, widzenie
            dwa razy w miesiacu,moj byly maz zabiera dziecie kiedy chce, odwiedza nas kiedy
            ma ochote.Nie jestem i nigdy nie bylam zawzieta zona,walczaca o utrzymanie
            zwiazku za wszelka cene, uwazam ze teraz jestesmy wspanialymi przyjacolmi,kazdy
            ma swoje zycie, swoje problemy i umiemy o tym rozmawiac,a do tego wlasnie
            potrzebna nam byla wolnosc.
            Moze najwyzsza pora zeby ludzie mogli sie dogadac,kulturalnie i spokojnie, a
            wtedy nasz dzieci nie beda cierpialy.
            • Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 13:14
              Czytalam z zaciekawieniem wasze listy, i zabraklo mi tutaj jednego wypowiedzi
              kobiety kochanki, dlatego postanowilam napisac.Tutaj na forum nie wstydze sie
              przyznac ze od dlugiego czasu mam romans z zonatym facetem.Rowniez jestem
              mezatka,mam dzieci i nie mam juz 20 lat.Napewno posypia sie w moja strone slowa
              krytyki,ale najpierw trzeba sie zastanowic czy wina lezy tylko po mojej
              stronie.W pelni jestem swiadoma, ze rowniez popelnilam blad pakujac sie w taki
              uklad,ale sila uczucia jest tak silna, ze nawet nie jestem w stanie tego
              wytlumaczyc,to trzeba przezyc zeby w tym wypadku mnie zrozumiec.
              Od poczatku mialam watpliwosci czy chce zebysmy sie przyjaznili,ale z dnia na
              dzien to On robil wszystko zebysmy sie spotkali,to On mowil piekne slowa,byl
              dla mnie cieplym, serdecznym facetem,to On chcial sie ze mna spotykac pod
              pretekstem krotkiej rozmowy.Bronilam sie,bo zdawalam sobie sprawe ze to nie ma
              sensu,ale jestem kobieta i mam uczucia,poprostu facet zakrecil mi w
              glowie.Nigdy nie bylo zadnych prezentow czy kwiatow,miedzy nami zaiskrzylo
              wielkie uczucie,potrzebowalaismy siebie na wzajem,seks tez nie wchodzil w gre
              na poczatku,bo nie bylo specjalnie mozliwosci, nasze spotkania byly czeste ale
              krotkie.Liczylo sie to ze mozemy na siebie popatrzec, wziasc sie za reke,
              pocalowac.Co wtedy czuje kobieta? szczescie, radosc,oddalaby siebie gdyby tylko
              mogla, a po chwili zostaje smutek i zal i wielka tesknota,bo juz pojechal do
              zony, do dzieci, do wlasnego gniazdka.I znowu czekanie na spotkanie, telefon,
              sms-a.I tak to sie ciagnie w bolu, tesknocie,pragnieniu,nigdy nie wiem co mnie
              czeka nastepnego dnia zyje w niepewnosci,watpliwosciach, kazdy dzien kiedy
              milczy jest dla mnie udreka.Zgotowalam sobie sam takie zycie,ale co mam
              poradzic kiedy kocham tego mezczyzne,dalam mu cala moja milosc,czuje sie przy
              nim szczesliwa i nieszczesliwa.Czesem nie wiem co mam robic, czy sie wycofac i
              zgotowac sobie kilka miesiecy a moze wiecej cierpienia i tesknoty, czy dalej
              ciagnac ten zwiazek i czekac co czas przyniesie.Trudno sie o tym pisze, bo wiem
              ze nie znajde zrozumienia i moge byc potepiona,ale czy to tak latwo powiedziec
              sobie "nie nie zakocham sie" albo "odkochuje sie dzis", rozum rozumem, a serce
              sercem.
              Drogie zdradzone zony! nie latwo byc ta druga kobieta,zadna z was nie chcialaby
              tak cierpiec z powodu jednego faceta, wiec jezeli kiedys dowiecie sie ze wasz
              maz was zdradza nie robcie mu awantur tylko wytlumaczcie jak bardzo krzywdzi
              swoja zone i swoja kochanke,ze przez niego cierpia dwie kobiety,bo on nigdy nie
              pomysli o tym,podchodzi do zycia zbyt egoistycznie, patrzy na swoje dobro i
              swoje korzysci.Nie zdaje sobie sprawy ze zona, mimo tego ze jest przy niej w
              domu,przezywa zdrade,a kochanka ktora jest daleko jeszcze bardziej.
              Nieraz mysle ze obie kobiety powinny sie trzymac razem i otworzyc facetowi oczy
              na zycie.
              • Gość: nan Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 17:10
                Gość portalu: kochanka... napisał(a):

                > Czytalam z zaciekawieniem wasze listy, i zabraklo mi tutaj
                jednego wypowiedzi
                > kobiety kochanki, dlatego postanowilam napisac.Tutaj na forum
                nie wstydze sie
                > przyznac ze od dlugiego czasu mam romans z zonatym
                facetem.Rowniez jestem
                > mezatka,mam dzieci i nie mam juz 20 lat.Napewno posypia sie w
                moja strone slowa
                >
                > krytyki,ale najpierw trzeba sie zastanowic czy wina lezy
                tylko po mojej
                > stronie.W pelni jestem swiadoma, ze rowniez popelnilam blad
                pakujac sie w taki
                > uklad,ale sila uczucia jest tak silna, ze nawet nie jestem w
                stanie tego
                > wytlumaczyc,to trzeba przezyc zeby w tym wypadku mnie
                zrozumiec.
                > Od poczatku mialam watpliwosci czy chce zebysmy sie
                przyjaznili,ale z dnia na
                > dzien to On robil wszystko zebysmy sie spotkali,to On mowil
                piekne slowa,byl
                > dla mnie cieplym, serdecznym facetem,to On chcial sie ze mna
                spotykac pod
                > pretekstem krotkiej rozmowy.Bronilam sie,bo zdawalam sobie
                sprawe ze to nie ma
                > sensu,ale jestem kobieta i mam uczucia,poprostu facet
                zakrecil mi w
                > glowie.Nigdy nie bylo zadnych prezentow czy kwiatow,miedzy
                nami zaiskrzylo
                > wielkie uczucie,potrzebowalaismy siebie na wzajem,seks tez
                nie wchodzil w gre
                > na poczatku,bo nie bylo specjalnie mozliwosci, nasze
                spotkania byly czeste ale
                > krotkie.Liczylo sie to ze mozemy na siebie popatrzec, wziasc
                sie za reke,
                > pocalowac.Co wtedy czuje kobieta? szczescie, radosc,oddalaby
                siebie gdyby tylko
                >
                > mogla, a po chwili zostaje smutek i zal i wielka tesknota,bo
                juz pojechal do
                > zony, do dzieci, do wlasnego gniazdka.I znowu czekanie na
                spotkanie, telefon,
                > sms-a.I tak to sie ciagnie w bolu, tesknocie,pragnieniu,nigdy
                nie wiem co mnie
                > czeka nastepnego dnia zyje w niepewnosci,watpliwosciach,
                kazdy dzien kiedy
                > milczy jest dla mnie udreka.Zgotowalam sobie sam takie
                zycie,ale co mam
                > poradzic kiedy kocham tego mezczyzne,dalam mu cala moja
                milosc,czuje sie przy
                > nim szczesliwa i nieszczesliwa.Czesem nie wiem co mam robic,
                czy sie wycofac i
                > zgotowac sobie kilka miesiecy a moze wiecej cierpienia i
                tesknoty, czy dalej
                > ciagnac ten zwiazek i czekac co czas przyniesie.Trudno sie o
                tym pisze, bo wiem
                >
                > ze nie znajde zrozumienia i moge byc potepiona,ale czy to tak
                latwo powiedziec
                > sobie "nie nie zakocham sie" albo "odkochuje sie dzis", rozum
                rozumem, a serce
                > sercem.
                > Drogie zdradzone zony! nie latwo byc ta druga kobieta,zadna z
                was nie chcialaby
                >
                > tak cierpiec z powodu jednego faceta, wiec jezeli kiedys
                dowiecie sie ze wasz
                > maz was zdradza nie robcie mu awantur tylko wytlumaczcie jak
                bardzo krzywdzi
                > swoja zone i swoja kochanke,ze przez niego cierpia dwie
                kobiety,bo on nigdy nie
                >
                > pomysli o tym,podchodzi do zycia zbyt egoistycznie, patrzy na
                swoje dobro i
                > swoje korzysci.Nie zdaje sobie sprawy ze zona, mimo tego ze
                jest przy niej w
                > domu,przezywa zdrade,a kochanka ktora jest daleko jeszcze
                bardziej.
                > Nieraz mysle ze obie kobiety powinny sie trzymac razem i
                otworzyc facetowi oczy
                >
                > na zycie.

                Nie jestem z tych, które posądzasz o rzucanie gromów na Twoją
                głowę. Jestem dokładnie tym kim Ty tyle,że już na następnym
                etapie. Doskonale wiem o czym mówisz jako,że przez długi czas
                przechodziłam przez to samo. Przypadkowe spotkanie, niechciane
                (poniekąd) uczucie, mnóstwo szczęścia i jeszcze więcej
                cierpienia. Rozumiem Twoje dylematy i bardzo Ci współczuję,
                taka sytuacja jest diabelnie trudna i nie ma z niej dobrego dla
                wszystkich wyjścia. Aż do momentu kiedy KTOŚ (kto?) podejmie
                jakieś ostateczne decyzje. Ja kochałam (i kocham nadal) tak
                bardzo, że sama nie potrafiłam podjąć żadnej decyzji. Więc On
                ją podjął i wrócił do domu. Minęło już kilka miesięcy i wcale
                nie jest lepiej i uczucie nie mija. Trzymaj się i czekaj co
                będzie dalej, rób to co jesteś w stanie znieść.
                Serd. pozdr.
                • Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 09:44
                  Dzieki nan za zrozumienie i mile slowa,wiem ze tylko ktos taki jak ty moze mnie
                  zrozumiec kto przechodzil lub przechodzi przez taki etap swojego
                  zycia.Dokladnie tak samo zdradzona zona zrozumie tylko zdradzona zone.
                  Staram sie caly czas myslec realnie i podejmowac sluszne decyzje, ale nadal to
                  ciagne i nie chce zeby sie skonczylo, a z drugiej strony wiem ze
                  przedewszystkim robie sobie krzywde bo zbyt mocno sie zaangazowalam i odbija
                  sie to na mojej psychice.Napewno nie krzywdze zony ani dzieci mojego faceta, bo
                  nie wiedza o moim istnieniu,ja nie dzwonie i nie pisze sms-ow kiedy on jest w
                  domu,spotykamy sie wtedy kiedy on ma czas,a ma go dla mnie nie wiele, ale za to
                  czesto.Ja robie podobnie i u mnie w rodzinie tez nikt nie ma mozliwosci zeby o
                  cos mnie podejrzewac.Pelna dyplomacja z korzyscia dla wszystkich.
                  Ale...jest bol, jest tesknota,bardzo czesto sie zastanawiam czy to ma sens,czy
                  poprostu zaczac powoli odsuwac sie,unikac,ale jak to zrobic zeby nie cierpiec?
                  Czasem mysle ze bylo by lepiej gdyby on sie wycofal, ale wiem ze tego nie
                  zrobi,bo byl juz jeden moment kiedy mogl to zrobic i nie zrobil.
                  A ja? chcialabym ale nie moge,nawet nie zdawalam sobie sprawy ze tak bardzo
                  mozna pokochac mezczyzne.
                  Czekam i bede czekala co przyniesie zycie i pragnelabym zeby bylo dla mnie
                  laskawe.
                  • Gość: nan Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 10:29
                    Myślę,że możesz tylko czekać. Któreś z Was kiedyś podejmie decyzję bo wiem z
                    doświadczenia,że taka sytuacja nie może trwać wiecznie. W pewnym momencie
                    będziecie oboje bardzo zmęczeni.Albo tym wiecznym ukrywaniem się i wszystkim
                    co się z tym wiąże(wierz mi,wiem co oznacza dzwonienie o wyznaczonej godzinie,
                    chowanie billingów i straszne noce kiedy było nam paskudnieźle a nie mogliśmy
                    nawet do siebie zadzwonić). Albo zmęczy Was to,że nie możecie być naprawdę
                    razem. Ktoś nie wytrzyma i coś zrobi. Nie chcę przez to powiedzieć, że musicie
                    się roztać-może się to inaczej ułożyć.
                    Jeśli mogę Ci coś radzić to przede wszystkim słuchaj siebie, bo tylko Ty wiesz
                    ile możesz znieść.Jeśli będziesz pewna swojej siły to zrób jakiś krok,ale
                    jeśli nie będziesz miała 200% pewności to zostaw to Jemu.Ale wiem,że jeśli Go
                    kochasz to tak jak ja będziesz czekać na każdą sekundę z Nim.I nic na to nie
                    poradzisz niezależnie od tego ile to przyniesie Ci cierpienia.
                    O by los był dla Was łaskawy
                    pozdr
                  • Gość: Bea Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 15:19
                    Dobrze wiedziec ze wsrod kobiet sa takie ktore maja podobne problemy do
                    moich,ale wlasciwie nie wiem czy mozna tu mowiec o problemie raczej o tym co
                    zycie nam przynioslo.Znam dobrze to uczucie i nie bede sie rozpisywac na ten
                    temat,bo ciezko sie pisze na temat bycia ta druga kobieta.Wazne jest ze
                    napisalyscie na ten temat i byc moze wymiana swoich doswiadczen pomoze nam
                    przetrwac w szczesciu i radosci,a nie tylko w tesknocie.Pozdrawiam
                    • Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 15:58
                      Po tych wszystkich doświadczeniach, które (jak słusznie zauważyłaś) przynosi
                      życie chyba już wiem co jest najważniejsze oprócz miłości naturalnie -
                      szacunek. Dla Niego, Jego decyzji i też dla siebie. Tylko to spowodowało,że w
                      najcięższych chwilach nie dostałam na głowę.Wydaje mi się, że Wam też może
                      pomóc.
                      pozdr
                    • Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 16:07
                      I dziękuję, że odezałyście się na forum. Niedlatego,żeby pokazać zdradzonym
                      żonom "drugą stronę medalu", ale fakt Waszej obecności bardzo pomaga. Wbrew
                      zdrowemu rozsądkowi wydawało mi się, że nikt mnie nie rozumie i jestem
                      absolutnie sama .Okazuje się,że nie. I za tą świadomość jestem wdzięczna
                      • Gość: kochanka... Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 17:46
                        Super ze jestescie,jutro napisze wiecej pozdrawiam
                        • Gość: silna Re: Do kochanki i do nan IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 02.10.03, 09:32
                          Moje drogie Panie.Nie łudzcie się dlugo nadzieją bycia szczęśliwą kochanką
                          cudzego męża.wasz romans może trwać bardzo dlugo,ale wcześniej czy póżniej
                          wyjdzie na jaw Bardzo przypadkowo. To jest pewne na 100%CZar waszego szczęścia
                          pryśnie jak mydlana bańka.Zonaci nie tak łatwo odchodzą od swoich żon.Kiedy
                          wyjdzie na jaw a wychodzi,wasi kochankowie wracaja do zon skruszeni błagaja na
                          kolanach o wybaczenie ,i kochają jeszcze bardziej. staraja się naprawić to co
                          zepsuli.najbardziej przykre dla kochanek jest fakt kiedy wpadną w szpony
                          zdradzonych zon.My zdradzone żony nie mamy dla was litości.Nigdy nie zbudujecie
                          swojego szczęścia na nieszczęściu zdradzonej żony.Opamiętajcie sie panie dla
                          własnego dobra i dobra waszych rodzin.
                          • Gość: Adam35 Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:13
                            Faceci wracaja do swoich zon, ale zawsze na krotko, na rok moze dwa i tak potem
                            szukaja ukojenia w ramionach innej kochanki, a moze nawet tej samej.
                            Dla mnie jest logiczne jesli kocha sie swoja zone,dzieci,chce miec wspaniala
                            rodzine i zalezy mu na szczesciu rodziny to nie szuka przyjaciolek i kochanek.
                            Wiec nie łudzcie sie kochane zony, ktore zostalyscie zdradzone, ze wasi mezowie
                            po zdradzie pokochaja was szczera miloscia,wroca na lono rodziny i beda udawac
                            i robic wszystko zebyscie uwierzyly znowu ze sa najwspanialsi na swiecie.
                            Jedno jest tylko pewne ze bardzo kochaja swoje dzieci i w 99% robia to dla
                            nich, a nie dla was.
                            Dlaczego to napisalem,bo nigdy nie przyszlo mi do glowy zeby zdradzic swoja
                            zone, kocham ja bardzo,daje mi szczescie,cieplo i radosc, urodzila mi wspaniale
                            dzieci, jest cudowna istota,rozumiemy sie pod kazdym wzgledem,wiec nie
                            wyobrazam sobie zeby kiedykolwiek spotkac sie z inna kobieta.Moze jestem
                            wyjatkiem, a moze nie wiem co mnie jeszcze czeka.
                            A jesli chodzi o kochanki,im nalezy wspolczuc ze znalazly sie w takiej
                            sytuacji, bo jestem facetem i znam facetow,to tylko ich wina, bo to oni zrobia
                            wszystko zeby zdobyc kobiete,a potem to juz zalezy co ich polaczy.
                            Pilnujecie zony swoich facetow i mezowie pilnujcie swoich zon. Pozdrowienia
                            • Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:21
                              Dzięki bardzo Adam, to mądre co napisałeś.
                          • Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:19
                            Z uwagą przeczytałam Pani wypowiedź, jak również wszystkie wcześniejsze.
                            I muszę przyznać,że nigdzie nie odnalazłam stwierdzenia mówiącego,że "łatwo"
                            odchodzi się od żony, a tym bardziej od dzieci. To nigdy nie jest łatwe i nikt
                            też tak nie twierdzi. Być może to odrobinę naiwne, ale dla mnie miłość polega
                            między innymi na dawaniu, nie na braniu. Także dawaniu szacunku i swobody.
                            Dlatego też już kochanką nie jestem-dałam swobodę "mojemu" mężczyźnie aby
                            podjął takie decyzje, które uznał za najstosowniejsze.
                            W jednym ma Pani rację-szczęście rzeczywiście może pęknąć jak bańka mydlana
                            ale jeśli On jest szczęśliwy (z żoną, nie ze mną) to dobrze-zasłużył na to.
                            Sądzę tylko, że przesadziła Pani z wylewaniem jadu na kochanki.Kiedy traci się
                            kogoś ukochanego to zawsze jest to dramat, niezależnie od tego czy jest się
                            legalną żoną czy nielegalną kochanką.A kopanie leżącego należy raczej do
                            kiepskich obyczajów. Każdy jednak zachowuje się zgodnie z posiadanym poziomem
                            kultury osobistej.
                            • Gość: kochanka..? Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 11:23
                              Adam masz racje i mardze napisales,zgadzam sie rowniez z nan.
                              A tak na marginesie calej sprawy,teraz kazda zona jest zona,przysiega ze nigdy
                              nie zdradzi swojego meza,ale nigdy nie wiadomo ca ja czeka w przyszlosci,byc
                              moze tez zostanie kochanka. Ja tez sie tak kiedys myslalam.Teraz jestem
                              przekonana ze zycie niesie niespodzianki, ktorych sie nigdy nie spodziewamy.
                              • Gość: nan Re: Do kochanki i do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 11:28
                                W którymś momencie życia należy się nauczyć,że mogą nas spotkać sytuacje
                                zupełnie nieprzewidywalne. I nic na to nie można poradzić
                                pozdr
                            • Gość: ba69 Re: Do nan IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 12:04
                              Ten wtręt o kulturze osobistej był nie na miejscu, prawda? Pozycja osoby,
                              która pomija wszelkie zasady etyczne i godzi się na romans z żonatym
                              mężczyzną, nie daje prawa do jakiejkolwiek krytyki osoby, która w podobnej
                              sytuacji została okrutnie i boleśnie skrzywdzona. Fakt zakochania się w
                              żonatym facecie nie daje jeszcze prawa do angażowania się, prawda? A
                              wystarczyłoby po prostu powiedzieć - nie. Ale do tego potrzebne są pewne
                              wartości etyczne, znane nie tylko z teorii, ale też stosowane w życiu.
                              A co do opinii Adama, to ma on rację tylko częściowo. Rzeczywiście, faceci -
                              zdobywcy pozbawieni są wszelkich skrupułów i stosują wszelkie dostępne metody.
                              Natomiast nie zgadzam się, że zdrada musi się powtórzyć. Istnieją przypadki,
                              które spowodowały totalną odnowę życia w małżeństwie i wybuch uczucia na nowo.
                              Tego życzę tym zdradzonym żonom, które kochają, potrafią wybaczyć i przyjąć
                              skruchę i chęć poprawy męża. Łączę pozdrowienia
                              • Gość: Adam35 Re: Do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 12:17
                                Fajnie sie czyta kiedy kobiety mezczyznie przyznaja racje, dziekuje za
                                to,przeczytalem rowniez watek o malzenstwie z milosci czy z rozsadku.I zadaje
                                sobie pytanie ile jest malzenstw z rozsadku? jesli takie sa to wiadomo ze
                                wczesniej czy pozniej dojdzie do zdrady, a moze wybuchnie wielka milosc,a jesli
                                malzenstwo z milosc to trzeba byc pewnym ze to uczucie sie nie wypali, a jesli
                                sie wypali to bedzie malzenstwo z rozsadku.Pogmatwane to wszystko.
                                • Gość: nan Re: Do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 13:32
                                  Nie masz za co dziękować. Napisałeś coś niezwykle mądrego i cieszy,że są takie
                                  związki jak Twój i Twojej żony.Gratuluję i życzę dalej powodzenia.
                              • Gość: nan Re: Do nan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 13:29
                                Przyznaję,że miłość do mężczyzny żonatego (lub związanego z kimś innym) nie
                                daje prawa do nawiązywania z Nim romansu.Proszę jednak uważnie przeczytać
                                wypowiedź "silnej".Moim zdaniem bycie skrzywdzoną przez kogoś bliskiego nie
                                daje także prawa do takiego agresywnego zachowania.Skrzywdzenie "wrednej
                                kochanki męża" nie jest dobrym sposobem na odreagowanie doznanego cierpienia.
                                "Rozszarpanie" tej drugiej nie odbuduje związku z mężem.
                                Natomiast o normach etycznych w tej konkretnej sytuacji nie chcę dyskutować
                                jako,że wiążąc sięz mężczyzną żonatym faktycznie wszystkie je złamałam.
                                Proszę mi wierzyć-to nie jest powód do dumy.
                                pozdr
                                • Gość: tez zona Re: Do nan IP: *.bielsko.dialog.net.pl 02.10.03, 23:51
                                  ...oczywiscie, ze nie daje prawa - zachowanie jest paskudne, myslenie jest
                                  paskudne, potwierdza sie tylko stereotyp.. od kiedy ludzie maja siebie na
                                  wlasnosc..? To straszne, ze tak mozna sie zachowywac, myslec, nie widziec winy
                                  w sobie- mam na mysli te nienawisc i agresje, nie umiec wyciagnac trzezwych
                                  wnioskow z tej przykrej sytuacji..
                          • Gość: kochanka i zona Re: Do kochanki i do nan IP: *.bielsko.dialog.net.pl 02.10.03, 23:35
                            ..lepiej byc na chwile szczesliwą kochanką niz do konca zycia zgorzknialą,
                            zaborczą, podejrzliwą, pałajacą nienawiscią, silną - NIESZCZESLIWą zoną..
              • Gość: Bambi Re: Siła zdradzonych IP: *.wmc.com.pl 29.09.03, 17:22
                Ten, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w Ciebie kamieniem.
              • Gość: ba69 Re: Do kochanki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 09:11
                Przeczytałam Twój list kilka razy. Piszesz, że nie masz już 20 lat, jesteś
                mężatką i matką. I to nie daje mi spokoju, bo odnoszę wrażenie, że ten tekst
                napisała zupełnie niedojrzała osoba. Zwłaszcza ostatni akapit mówiący o
                wspólnocie przeżyć (!) i pewnego rodzaju solidarności (!) między żoną a
                kochanką ... Jak to możliwe, że kobieta - robiąca wrażenie osoby na
                przyzwoitym poziomie, dochodzi do takich wniosków? A może to po prostu przejaw
                bezradności? Może powinnaś przemyśleć jeszcze raz swoje uczucia i zweryfikować
                postawę? Przecież on najwyraźniej - jak większość facetów, szuka tylko
                odskoczni, i nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek romatycznym uczuciem.
                Mężczyzna szukający przygody wykazuje dużo inwencji, żeby zdobyć swój obiekt.
                Nie ma się co łudzić, niszczyć życie rodziny i szczęście innej kobiety a
                siebie kreować na ofiarę uczucia. Otrząśnij się dziewczyno!
              • Gość: moni Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 14:10
                witaj
                widze ze nie sledzilas od poczatku wsystkich wypowiedzi, bo sama tez pisalam na
                temat i nie tylko ja. Moj romans trwal tylko lub az rok ale dla mnie ciagnie
                sie nadal, bo nie moge o nim zapomniec, zakochalam sie niestety. Nie zaluje
                niczego co zrobilam, ale coraz czesciej jestem zla na siebie, ze dalam sie tak
                podejsc (chociaz tego chcialam i chce). Mialabym ochote go zniszczyc, za to ze
                trafil na mnie ze swoim problemem wieku sredniego, znudzenia jedzowata zona
                (tak mowil chociaz nieczesto) i z checia zrobienia tego z druga kobieta. Mam
                nadzieje jednak ze moj zdrowy rozsadek zwyciezy i nie zrobie nic glupiego,
                niepotrzebnie wiem, gdzie pracuje jego zona, gdzie uczy sie jego corka (do tego
                samego liceum chodzi moj syn). czulam sie dokladnie tak jak Ty. wiem, ze gdybym
                mogla to wszystko powtorzyc zrobilabym to jeszcze raz .napisz cos jeszcze
                jesli mozesz
                pozdrawiam
                • Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.03, 14:32
                  Czy Twoj list moni byl skierowany do mnie czy tez do innej kochanki, jesli tak
                  to chetnie sie z toba podziele moja jeszcze nie skonczona historia pozdrawiam
                  • Gość: moni Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 16:02
                    tak pisalam do Ciebie poniewaz Twoje odczucia wydaly mi sie bardzo znajome,
                    jesli bys chciala napisz prosze , chetnie dowiem sie cos wiecej moze bede mogla
                    dzieki temu uporac sie ze swoimi problemami, pozdrawiam
                    • Gość: kochanka.. Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 14:46
                    • Gość: kochanka... Re: Siła zdradzonych do Kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 14:49
                      chetnie napisze jesli masz ochote podaj mi swoj adres mailowy,niestety na forum
                      pewnych rzeczy nie powinnam pisac pozdrawiam
            • Gość: kotka Re: Siła zdradzonych IP: *.lublin.mm.pl 13.04.04, 20:12
              Aż trudno uwierzyź że ktoś moze tak pięknie rozegrać tak trudnę rzecz w swoim i
              nie tylko swoim życiu. Pokrzepiające. Dzięki.
      • megxx Re: ????? 29.09.03, 12:48
        Czy tkwiąc w związku z powodu długów nie boicie się, że mąż wykorzysta was i
        powiększy dług?
        Czy nie było szansy rozdzielić spraw finansowych od wspólego mieszkania
        (wyprowadzasz się, do czasu spłaty długów nie wnoszę pozwu, albo poradzić się
        adwokata, bo może właśnie trzeba złożyć pozew).

        Autorka artykułu mówi o próbie ratowania związku, ale w określonej sytuacji.
        Pokazuje taka szansę w momencie ujawnienia zdrady i oczywiście gdy zdradzany
        tego chce. Nie zmusicie nikogo siłą by na nowo pokochał, zadbał....
        Życie pokazuje też takie pojedyncze uratowane i dobrze rokujące związki jako
        wyjątki, raczej należy powiedzieć sobie, że być może lepiej przerwać tą udrękę,
        pomęczyć się trochę więcej by wyjść na prostą.
      • takasobie1 Re: Siła zdradzonych 12.01.04, 02:34
        jestes madra konieta, a madre kobiety placa cene za to, ze nie wypada im byc
        frywolnymi i infantylnymi cackammi, ktorymi tak latwo zaopiekowac sie slabym
        chlopcom. juz jakis czas temu napisalas ten list, mysle, ze jednak nadal
        potrzebujesz zyczliwej energii i wsparcia. sle ci je z bardzo daleka, gdzie
        przegralam swoje zaufanie. jak ty - nie moge nalykac sie prochow(choc z nimi
        pracuje na codzien) ani sie upic. ide przed siebie w zadumie. napisz do mnie,
        mam pare slow wiecej do dodania. takasobie1@NOSPAM.gazeta.pl
    • Gość: żona nie przyznawaj się, mężu, nigdy! IP: *.visp.energis.pl 30.09.03, 00:36
      Nie ufam ci, nie wieżę w twoje wyznania, manipulujesz mną,
      kłamiesz! To wszystko prawda, lecz kocham cię, chcę wieżyć w
      twoje kłamstwa i zapewnienia o twojej miłości do mnie. Nigdy nie
      przyznawaj się do zdrady, jeśli mnie kochasz!
      • megxx Re: nie przyznawaj się, mężu, nigdy! 30.09.03, 11:40
        Przecież przyznanie się do zdrady dawno wszyscy uznali za najgłupsze.
        Jak ktoś chce zdradzać, to niech zrobi to kosztem swojego czasu, a nie tego
        poświęcanego rodzinie i nie kosztem ich pieniędzy. A jak mu przejdzie niech się
        zastanowi, czy warto było.
        Generalnie mówimy tu o zdradach odkrytych, o szansie sanacji związku w
        pierwszym okresie(gdy jeszcze to trwa) i o szansach gdy strona zdradzana mówi;
        z tamtym koniec, wracam na łono rodziny.
        Bo cóż poradzi się, gdy ktosś zdradza nadal, a rodzinę wykorzystuje, że
        łaskawym okiem przyzwala i daje kąt?
        • Gość: G73 Re: nie przyznawaj się, mężu, nigdy! IP: 213.17.142.* 30.09.03, 12:13
          Ja tez chaciałabym, aby mój mąż nigdy sie do zdrady nie przyznał, ale zrobił to
          i nie chce z tym z kończyć. Co prawda mówi, że cos do mnie jeszcze czuje, ale
          według niego to za mało, aby spróbować ze mna jeszcze raz, choćby na kilka
          miesięcy. Może boi się, że jednak jest między nami uczucie. ja kocham go bardzo
          i chce mu wybaczyc , choc nie wiem czy mi się to uda. Ale z nią śpi od
          miesiąca, a ja jestem z nim od 7 lat. Bez niego nie potrafię żyć. Po prostu nie
          wyobrazam sobie zycia bez niego, po prostu.
          • megxx Re: nie przyznawaj się, mężu, nigdy! 01.10.03, 13:57
            Czy on odszedł?
            Jeżeli nie, to postaw mu ostre ultimatum, może sam nie wie co chce, a jak mimo
            wszystko ma Ciebie obok i Twoje zapewnienia o uczuciu do niego, to znajduje sie
            dla siebie w wygodnej sytuacji.
            Tylko pokazanie, że nie pozwolisz soba pomiatać, daje szansę na ocknięcie.
          • Gość: Zanna Moj maz sie przyznal 3 dni temu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 17:33
            Moj maz tez sie przyznal, trzy dni temu.... i tez nie chce z tym skonczyc. Po
            10 latach wspanialego, jak sie wydawalo, zwiazku. Dopiero teraz slysze zarzuty
            na przyklad o to, ze musial kosic trawnik. Biedny, ciemiezony misio! A tamta
            kobieta daje mu wolnosc! Pewnie ze mu daje, sama ma dziecko i meza... I w ogole
            sie nie zdeklarowala, nie powiedziala, ze go kocha. To moj maz zakochal sie po
            uszy i jest gotow wyprowadzic sie z domu do swoich rodzicow... W kazdej
            chwili... Z nia widzial sie zaledwie kilka razy, wymienili kilka pocalunkow...
            ale on wie, ze ona jest mu przeznaczona. Dzis poprosil ja, zeby sie
            zdeklarowala... a ona powiedziala, ze seks jest dla niej bardzo wazny, i nie
            moze decydowac bez - wiec wyjezdzaja za tydzien na weekend, zeby "sie
            sprawdzic". I co? Wykopac go z domu? Czekac az wroci z malinkami na szyi?
            Kocham go tak, ze nie wyobrazam sobie zycia bez niego... nie chodzi o
            pieniadze, o dom, o to, zeby skosil trawnik... chodzi o milosc. 10 lat, moze
            nie zawsze idealnych, ale na pewno dobrych... jest calym moim zyciem... mam
            prace, przyjaciol, pasje, ale to on nadawal wszystkiemu sens. Nie moge
            zrozumiec, jak faceci, tacy rozsadni, dobrzy mezowie, potrafia nagle przestac
            myslec mozgiem a zaczac penisem... Naprawde bylismy szczesliwi, on tez to
            potwierdza... ale spotkal te kobiete w internecie i oszalal. Nie wie, gdzie ona
            pracuje, nie wie o niej wlasciwie nic... Tylko to, ze musi sprobowac. I ze ja
            jus sie nie licze, ale oczywiscie jest mu przykro, i mozemy zostac
            przyjaciolmi, i zawsze moge na niego liczyc...
            Czy ktos z Was przezyl cos podobnego? Co radzicie? Wywalic z domu? Byc slodka i
            mila i liczyc, ze mu minie? Tylko po ilu takich "weekenedach"?
            A moze odnalezc jej meza, i poinformowac o wszystkim? Bo on jeszcze nie wie...
            Jestem zalamana... Ukrywam to przed moja mama, ktora mieszka razem z nami, ona
            kocha go jak syna... przed znajomymi.... wczoraj moj maz zaprosil sasiadow na
            kolacje, zeby bylo "jak zwykle"... Nie moge uwierzyc, ze to ciagle on, czlowiek
            ktorego znalam tak dobrze...
            • megxx Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu 02.10.03, 18:17
              Gdy czytam o zdradzie, myślę co bym w takiej sytuacji zrobiła. Nie mam takiej
              mocy, jaką prezentują niektóre kobiety, że od razu out.
              Ale z drugiej strony jeżeli mąż mówi mam kogoś, to dla mnie nie ważne jest na
              ile i jak bardzo, a ważne, że mówi nie wybieram ciebie. Jeżeli powiedziałby nie
              dla nas, to musiałby zejść mi z oczu natychmiast.
              Ja gotowa jestem wybaczyć raz. Może dobrze będzie dla Was jak się wyprowadzi na
              trochę, to pozwoli przemyśleć i może...
              A przed znajomymi lepiej nie udawać, bo po co dodatkowo cierpieć.
              W Twoim poście widzę, że mąż próbuje również na Ciebie zrzucić winę, na to nie
              możesz pozwolić.
            • ulenia Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu 02.10.03, 20:24
              Boże, skąd ja to znam! Przeżywałam to samo tylko 7 miesięcy temu. Też nie
              wyobrażałam sobie życia be niego był całym moim światem tak samo jak u Ciebie.
              Uwierz mi,teraz żyję bez niego, juz nie czekam na telefon, już nie umieram z
              tęsknoty, już mi serce nie bije jak przychodzi do dzieci. Jeszcze go kocham, a
              może tylko wspomnienia 9 w miarę szczęśliwych lat. Boli jeszcze strasznie, ale
              juz mogę spać, mogę jeść. Na poczatku odchodziłam od zmysłów, prawie nie
              jadłam, nie spałam. W 1 miesiąc schudłam 9 kg. Nie potrafiłam kopnąć go w
              d... , ani okazać swojej godności, pomomo, że nadal spotykał się z kochanką.
              Godziłam sie na wszystko, aby tylko wrócił. Az przyszedł moment krytyczny.
              Czara goryczy się przepełniła i pomimo że kocham, to już go nie chcę. Kiedyś
              myślałam, że moja miłość wszystko przetrzyma, a teraz wiem , że nawet
              największą i najgłębszą miłość można zabić i zniszczyć. A to co robi twój mąż
              jest okrutne. Jak on może umawiać się z kochanką na skonsumowanie tego związku
              i informować cię o tym????? To tak wygląda, jakby on chciał twojego
              błogosławieństwa. Okrutne to i nieludzkie i niestety świadczy o jego egoiźmie
              i totalnym nieliczeniu się z Twoimi uczucuami. Jedyną słuszna decyzją, według
              mnie, jest wyrzucenie go z domu. Może zimny kubeł wody zadziała na niego. Ale
              jeśli jest typem mojego męża to niewiele to da. I wiem, że prawdopodobie nie
              zdobędziesz się na to, jeśli twoja miłość jest podobna do mojej. Ja też
              wiedziałam co trzeba zrobić, ale nie miałam na to siły, tak bardzo pragnęłam ,
              żeby wszystko było jak dawniej. Czas leczy rany. Niestety trzeba duuuużo
              czasu. Jescze długo będziesz cierpieć, ale z miesiąca na miesiąc coraz mniej
              będziesz cierpieć. A może uda ci się uratować swoje małżeństwo, czego Ci
              bardzo życzę Pozdrawiam, trzymaj się ciepło.
              • Gość: Zanna Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 20:36
                Dzieki, Ulenia, za cieple slowa... ciesze sie, ze Ci sie udalo wyjsc z tego
                koszmaru w miare zdrowa psychicznie... mam nadzieje, ze mnie tez to czeka...
                bez wzgledu na to, czy maz zostanie czy odejdzie. Na razie, na wypadek tego
                ostatniego, staram sie mozliwie na zimno zalatwic sprawy majatkowe. Zgodzil sie
                podpisac papiery, ze dom jest moj (no bo jest, z moich i mojej mamy pieniedzy,
                ale budowany do majatku wspolnego)... wiec, poki jeszcze mam na niego chociaz
                taki wplyw, poki chce to zrobic, to musze to zalatwic... niech podpisze kwity o
                podziale majatku u notariusza, niech zostanie mi przynajmniej dom, jesli nie
                uratuje milosci... Jestem taka durna, ze nawet mam wyrzuty sumienia, ze go o to
                prosze... no ale przeciez on jest gotow odejsc w kazdej chwili, a tamta panna
                na pewno nie bedzie go namawiac, zeby zrzekl sie domu zamiast o niego walczyc...
                Dzieki jeszcze raz! To naprawde ulga, czytac te posty i widziec, ze nie ja
                jedna mam ten problem. I ze ludzie, ktorym serca rozpadaly sie na miliony
                kawalkow, jakos zyja dalej... Moze ja tez przetrwam i pewnego dnia zaczne sie
                usmiechac?
                • Gość: M** Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.03, 11:22
                  Gość portalu: Zanna napisał(a):

                  udalo wyjsc z tego koszmaru w miare zdrowa psychicznie... mam nadzieje, ze
                  mnie tez to czeka...
                  > bez wzgledu na to, czy maz zostanie czy odejdzie.
                  Trzymaj sie Zanno! Mnie sie udalo troche inaczej, maz postawiony przed
                  wyborem, wybrał mnie. Zaczęliśmy od nowa pracować nad naszym związkiem. Jasno
                  powiedziałam, jakiego "starania się" z jego strony oczekuję. Do wszelkich
                  kochanek - mój mąż zawsze miał swobodę ruchów i decyzji. Nigdy do niczego nie
                  był zmuszany, zresztą, niewolnik nie potrafi świadomie kochać, a to było dla
                  mnie najważniejsze. Sam przyznał, że to była jego wyłączna wina... i to ja
                  zebrałam cały ból... Nie robiłam mu awantur. Przeprowadziłam jedną rozmowę.
                  POtem,, kiedy już zdecydował i kiedy ja zdecydowałam (tak, tak, bo przecież,
                  czy ja będę w stanie z tym żyć dalej jako jego żona). Stwierdziłam, że jeśli
                  to padło coś między nami, to nie rozstaniemy się z powodu jakiejś
                  egocentrycznej siksy, ale świadomie i rozważnie. Udało się nam uratować nasz
                  związek, choć ja wciąż jeszcze czuję ból i pytam, dlaczeg, dlaczego....?
                  Na razie, na wypadek tego
                  > ostatniego, staram sie mozliwie na zimno zalatwic sprawy majatkowe.
                  Bardzo mądrze. To nie jest materializm. To jest zapobiegliwość. Miłość i
                  uczucia właśnie Ci ktoś podeptał. Nie możesz dopuścić, abyś na domiar
                  nieszczęścia straciła dach nad głową. Niech on traci. Ty straciłaś znacznie
                  więcej.
                  poki chce to zrobic, to musze to zalatwic... niech podpisze kwity o
                  >
                  > podziale majatku u notariusza, niech zostanie mi przynajmniej dom, jesli nie
                  > uratuje milosci...
                  Brawo, brawo.... panienki niech same zarabiają na "miłość swego życia" (when
                  poverty knocks at the door, the love flies out through the window).
                  To naprawde ulga, czytac te posty i widziec, ze nie ja
                  > jedna mam ten problem. I ze ludzie, ktorym serca rozpadaly sie na miliony
                  > kawalkow, jakos zyja dalej... Moze ja tez przetrwam i pewnego dnia zaczne
                  sie
                  > usmiechac?
                  zaczniesz, zaczniesz.... Niedługo przestanie Cię boleć, jak oddychasz. POtem
                  po kolei wypracujesz kolejne kroki przetrwania i będziesz silniejsza,
                  pewniejsza siebie i bardziej świadoma swojej wartości i szacunku, jakiego masz
                  prawo oczekiwać. Pozdrawiam.M**
            • filwinka Re: Moj maz sie przyznal 3 dni temu 29.01.04, 09:26
              Zanna , i inne dziewczyny .
              Nie jestem zbyt dojrzała , mam 29 lat i napewno nie przeżyłam jeszcze
              wszystkiego . Napewno nie spotkało mnie tyle , różnych zdarzeń które są Waszym
              udziałem . Lecz gdy to czytam , przychodzi mi do głowy jedna myśl . A
              mianowicie , czy te zdrady nie zdarzają się dlatego , że nie mówimy sobie
              prawdy ?
              Chodzi mi o to , że gdyby , mąż mógł powiedzieć żonie : Kochanie moje , wiesz
              poznałem kogoś ciekawego , chciałbym żebyś i ty go poznała . Skoro tak bardzo
              kogoś lubimy to może polubmy i jego rodzinę ?????? Skoro szanujemy jego , może
              powinniśmy szanowac i jego aktualna połowę , własnie z powodu Naszej ogromnej
              miłości do niego ?????
              Może skoro ktoś jest tak miły , a my nie planujemy zdrady to faktycznie
              zaprzyjaźnijmy się . Powiem wiecej może okazało by się , że nie jest tak miło
              gdy byśmy poprosili kogoś o bezinteresowna przysługę , zostań z naszymi dziećmi
              a my wyskoczymy do kina ?????? Czy potencjalna kochanka zostałaby ... ???
              A może warto się zastanowić czy skoro ten ktoś tak strasznie pomylił się co do
              jednej osoby , czy za parę lat nie powie , że pomylił się i co do nas ?????
              Myślę , że warto sobie ufać ja wole , żeby mój mąż powiedział mi , że kogoś
              poznał , .... zwykle gdy bys my spróbowali się zaprzyjaźnić okazało by się , że
              nie jest tak miło jakby wyglądało z początku . To proste , życie codzienne to
              obowiązki , a z tym kimś ukrytym jest tak przyjemnie . tylko czy będzie
              przyjemnie , gdy nie zrobisz mu obiadu , albo czy wybaczy Ci że wydałaś całą
              pensję ? Albo że zgubiłaś torebkę , albo , że nie zapłaciłaś rachunku ??? A
              kochanka zrozumie gdy już i z nią nie będziesz mógł ?? Albo będziesz wolał
              oglądać mecz ?? Albo czy też będziemy się mu podobać gdy będziemy wymiotować w
              łazience bo zatruliśmy się sałatką ????? Czy czasem czar zdrady nie dlatego
              taki silny jest że brak mu codziennego splinu który króluje w naszych
              domach ??????????
              Gdy na początku gdy jeszcze nie trzeba nic ukrywac powiemy prawdę , może
              wszystko się ułożyć . Tajemnice w małżeństwie zasadniczo nie wnoszą nic
              dobrego .
              Tak mi się wydaje .
    • Gość: Mała Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 02.10.03, 20:04
      Zanna ja wybaczyłam zdradę teraz naprawdę jest super powiem więcej lepiej niż
      kiedykolwiek. Mam na to uczciwe dowody męża.Tak jak ty nie wyobrażam sobie
      życia bez mojego męża. Walczyłam . To był jego krótki romans.Przyznał się bo
      wpadli ,ja odkryłam go przypadkowo.Ja własnie przy pomocy naszych znajomych,
      którym powiedziałam o romansie męża dotarłam najpierw do panienki( mężatki), a
      potem do jej męża. Zadzwoniłam do niego, chłop zgłupiał.Zatelefonowałam z
      automatu na jego komórkę podczas kiedy był w pracy nie przedstawiłam sie ale
      zasugerowałam sprawdzenie pewnych rzeczy u jego żony np. komórki
      itp.zasugerowałam dając pewne informacje jak ma psycholgicznie podejść swoją
      żonkę.Tak chłop zatruł życie swojej żonie że odniechce jej sie romansów. Z tym
      panem byłam w kontakcie telefonicznym przez jakiś czas . Było mi go przez jakiś
      czas żal bo bardzo kochał swoją żonę. Nie wiem co sie u nich teraz dzieje ale
      ja mam satysfakcję ,że babsko zostało ukarane za zdradzanie swojego męża z
      cudzym mężem. Ja ocaliłam moje szczęście bo ono dla mnie jest najważniejsze.
      trzymaj się.
      • Gość: Zanna Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 20:24
        Dzieki! Wielkie dzieki za wiadomosc... dobrze slyszec, ze ktos przezyl cos
        podobnego - i wygral. Ja tez wlasnie staram sie namierzyc jej meza... nie wiem,
        co to da, ale musze sprobowac wszystkiego. Chce,zeby on wiedzial... maja
        przeciez male dziecko... Do mojego meza nic w tej chwili nie dociera, po prostu
        chce wyjechac z nia na weekend i przespac sie z panna... Ale jest
        wspanialomyslny: moge wybrac, ktory to bedzie weekend!
        Zapisalam sie na konsultacje do pani Milskiej-Wrzosinskiej, autorki artykulu w
        Obcasach... Moze uslysze od niej cos madrego, cos co mi pomoze?
        Nie wiem, chwytam sie wszystkiego... bo wiem, ze jesli nic nie zrobie, on
        wyprowadzi sie za kilka dni... Nie chce do tego dopuscic.
        Pozdrawiam Cie, Mala, i dzieki za wsparcie!
        • Gość: Bambi Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.wmc.com.pl 02.10.03, 22:23
          TY MASZ WYBRAĆ KTÓRY WEEKEND? Dlaczego on ci proponuje takie rzeczy? Zanno,
          wybacz, ale chyba nie wszystko było o.k. w twoim związku. Sytuacja jak z filmu,
          reżyserowana przez kiepskiego reżysera. Nazywasz go Misiek, co sugeruje
          kochanego poczciwca. A to człowiek okrutny. Zgłupiał, prawda, ale to chyba nie
          wszystko.Wydaje mi się, że on nie jest w stanie kochać ani Ciebie, ani nikogo
          innego, bo takich rzeczy nie robi się nawet wówczas, gdy uczucie wypaliło się.
          On jest kaleką emocjonalnym, zawsze był, tylko Ty tego nie widziałaś. Może
          teraz nadszedł czas, by zmierzyć się z tym i uwolnic od niego?
          • Gość: Adam35 Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 09:47
            Jestem facetem i czytajac wasze listy wnioskuje ze wy kobiety zony jestescie od
            nas uzaleznione, ze to my mozemy brac was pod patofel, wybaczacie zdrade,
            wszelkimi metodami o nas walczycie,ale mam pytanie gdzie wasza amcbicja,
            kobieca duma? czy wam wydaje sie ze status zony to wszystko, ze wy jestescie na
            tym swiecie najwazniejsze i najbardziej pokrzywdzone.Czy kiedykolwiek
            zawierajac zwiazek malzenski pomyslalyscie ze to co teraz jest idealne piekne
            owiane miloscia kiedys moze sie skonczyc? czy tak do konca poznalyscie swoich
            partnerow? Milosc jak kazde uczucie ma prawo sie wypalic,podejmujac kazda
            decyzje mamy prawo sie z niej wycofac, to tak jak z umowa wynajem mieszkania,
            dzis podpisuje bo mi sie podoba, a za jakis czas z 3 miesiecznym wypowiedzeniem
            rezygnuje, moze to glupie porownanie ale teraz mi to przyszlo do glowy.Jestem
            facetem wiec mam prawo do takiego myslenia po mesku.
            Szkoda mi was, bo wiem ze kobiety sa bardziej uczuciowe, wrazliwe,ale wiadomo
            jakie sa czasy,ludzie tez sie zmieniaja i trzeba na to wszystko wziasc poprawke.
            Walczcie o swoje zwiazki, ale pamietajcie zeby nie mieszac w to calego swiata i
            jak male dzieci szukac pomocy u innych.Sprawy malzenskie zalatwia sie tylko we
            dwoje lub szuka sie pomocy specjalisty.Wogole nie wyobrazam sobie zeby w moje
            zycie mieszaly sie osoby trzecie,ja bedac kobieta wstydzilbym sie powiedziec
            komus ze maz mnie zdradza, co to swiadczy o zonie,Powiedzialbym kobiecie ze
            jest kiepska po kazdym wzgledem i dlatego maz szuka kochanki.
            Az sie sam zastanawiam dla czego to pisze,ale to moja zona nauczyla mnie ze
            mazenstwo to przedewszystkim partnerstwo,szacunek, rozmowa.Od poczatku jak sie
            poznalismy wyrazalismy swoje uczucia i mysli, to ona pokazala mi na czym polega
            udany zwiazek.Jest kobieta bardzo tolerancyjna, wyrozumiala,szczera i otwarta,w
            naszym domu nie wiem co to klotnia, sprzeczka,wszystkie sprawy zalatwia sie
            spokojnie,duzo rozmawiamy,jestesmy tez swobodni, kazdy z nas ma prace, swoje
            zainteresowania,wiele rzeczy robimy razem ale wiele oddzielnie.Mamy wspolnych
            znajomych, ale rowniez kazdy ma swoich.Nie podejrzewamy sie o zdrady,nie
            grzebiemy sobie w rzeczach i nie zadajemy zbednych pytan.
            Napewno ciekawe jestescie co moja zona mysli o zdradzie (rozmwaialem z nia o
            waszych listach)padla jedna odpowiedz, widac nie umialy byc zonami, albo
            trafily na takich nieodpowiednicch facetow.Jak zuwazylem jestem chyba jedynym
            facetem ktory tu pisze, ale jestem ludzkim czlowiekiem i zadne problemy nie sa
            mi obce, szczegolnie tak pieknych i wspanialych kobiet.Musicie byc silne i nie
            dac sie,na waszych mezach swiat sie nie konczy.Pozdrawiam was i zycze podjecia
            slusznych decyzji.
            • megxx Re: Siła zdradzonychDo Adama 03.10.03, 10:00
              Kiedy dwoje ludzi idealnie sie dobierze mniejsze są szanse na kłopoty.
              Ale jak pokazuje doświadczenie całego świata nie zawsze tak jest.
              Piszesz,że kobieta nie umie być żoną jeżeli mąż ją zdradza, czy Tobie się
              klapki zamknęły, z takim myśleniem!
              Piszesz, by brać pod uwagę możliwość skończenia się miłości, a dlaczego?
              Jezeli mąż ślubował coś na kształt: do końca życia itp. to kto jest niepoważny,
              żona, która uwierzyła mężczyźnie, czy mężczyzna, który kłamie?
              A czy Ty w swoim związku też bierzesz pod uwagę możliwość skończenia się
              miłości, czy bierzesz pod uwagę to, że ludzie się zmieniają?
              • megxx Re: P.s. do Adama 03.10.03, 10:03
                Proszę zapytaj żony, co zrobiłaby, gdyby dowiedziała się , że ją zdradzasz, czy
                próbowałaby ratować związek?
                A co Ty byś zrobił, w sytuacji, gdybys dowiedział się o zdradzie żony.
                To czysto teoretyczne pytanie, możesz spróbować odpowiedzieć?
              • Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo megxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 10:46
                pytasz dlaczego miłość ma się skończyć i kto w tej sytuacji jest niepoważny.
                Nikt biorąc ślub nie zakłada,że miłość się skończy-wręcz przeciwnie-wierzy,że
                będzie trwała wiecznie w takiej lub innej postaci.Jak sądzę Adam nie
                kwestionuje szczerości i głębokiej wiary osób zawierających związek w jego
                powodzenie.Złożenie przysięgi małżeńskiej jest zawarciem umowy (nacechowanej
                bardzo silnymi emocjami ale jednak umowy).Zerwanie tej umowy jest oczywiście
                naganne jednak zdarza się.I każda ze stron ma do tego prawo
                • megxx Re: Siła zdradzonychDo tia 03.10.03, 11:22
                  Nie pytam, dlaczego miłość się skończy, ale dlaczego mam to zakładać. Dlaczego
                  nie wierzyć w siłę miłości, dlaczego nie szukać jej w sobie.
                  Miłośc ma wiele postaci, prawdziwa tkwi w nas głęboko i wiele może przetrzymać.
                  W małżeństwie są dwie strony, najboleśniejsze, gdy jedna przestaje kochać nie
                  zważając na uczucia drugiej strony.
                  A jeżeli miałabym wychodzić za mąż z myślą, a tam najwyżej sie rozwiodę, to
                  już na starcie nie byłabym uczciwa i na pewno nie kochałabym prawdziwie.
                  • Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo mgxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 12:13
                    W żadnym wypadku nie należy zakładać,że miłość się skończy-wręcz przeciwnie.
                    Jednak czasem tak właśnie (niestety)się dzieje i jeśli zawiodą wszystkie
                    sposoby na jej odnowienie to chyba lepiej się z tym jakoś pogodzić a nie
                    trzymać się kurczowo stanowiska "przysięgał/przysięgała więc nie może się
                    wycofać. Może i w tym leży cały dramat
                    pozdr
                    • megxx Re: Siła zdradzonychDo tia 03.10.03, 13:44
                      Niektórym nie jest łatwo pogodzić się, gdy sami jeszcze kochają, że nie sa już
                      tymi ukochanymi. I trudno im znaleźć się w takiej sytuacji.
                      A co do przysięgi: jeżeli zdrada jest wg Adama i jego żony wyłączną winą żon
                      (strony zdradzanej), to kto kłamie obiecując wierność, czy uczciwość małżeńską?
                      Osobiście uważam i powtarzam po raz któryś; jeżeli mąż mnie zdradzi, a ja sie o
                      tym dowiem i na moje pytanie kogo wybierasz, wybierze mnie-przebaczę, ale tylko
                      raz. Ale jeżeli nie będzie chciał skończyć tamtego, to nie ma zlituj się.
                      Mam nadzieję, że nie będę w takiej sytuacji, ale życie pokazuje, że bywa
                      różnie.
                      • Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo tia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 14:07
                        Masz rację-nie jest łatwo pogodzić się z faktem,że ktoś kto obiecywał miłość
                        nagle przstał kochać. Czasem wydaje się to wręcz niemożliwe.Ale kiedy
                        zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym sądzę,że nie mamy wyjścia.
                        Natomiast o winie trudno tu mówić,nie chcę oceniać bo nie jestem wystarczająco
                        kompetentna.Trzeba tylko pamiętać,że nad uczuciami zazwyczaj nie można
                        zapanować.Mężczyzna/kobieta kochający kogoś innego (nie męża/żonę)może być
                        obwiniany najwyżej o swoje ZACHOWANIE a nie o uczucia.
                        Natomiast co do przysięgi wierności i uczciwości-ja nadal wierzę,że ludzie
                        składający takową nie kłamią, robią to z przekonaniem i uczciwością.
                        Co się tyczy "winy" zdradzonej kobiety-może być ona współwinna rozpadu
                        więzi,która doprowadziła do zdrady.Jednak winę za sam AKT zdrady ponosi zawsze
                        strona ZDRADZAJĄCA nie ZDRADZANA
                        pozdr
              • Gość: Adam35 Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 11:05
                Nie wiem jaka jestes kobieta i nie chce wiedziec, twoje wypowiedzi sa bardzo
                ostre i stanowcze i mam wrazenie ze jestes kobieta ostra, brak w tobie
                zrozumienia drugiego czlowieka,ciepla, serdecznosci.
                Kobieta czesto sie wydaje ze sa swietnymi zonami, ale czy kiedykolwiek
                rozmawialy szczerze ze swoim mezem na ten temat,czy poznaly jego mysli i
                pragnienia,a milosc jest i jej nie ma, ale zawsze moze pozostac wiernosc,
                partnerstwo i szacunek.Meg slubowanie to slowa, podpisanie papierka to, tylko
                papier.Jestes zapatrzona w siebie i bardzo zaborcza i nigdy ja bym sie z toba
                nie dogadal.Spojrz na swiat innymi oczami, wszyscy sie zmieniaja kobiety i
                mezczyzni.
                • megxx Re: Siła zdradzonychDo Adama 03.10.03, 11:16
                  Oczywiście Ty już wiesz, że ze mną nie mógłbyś się dogadać. Ja tak szybko nie
                  dyskwalifikuję ludzi. Moje ciepło i zrozumienie innych wyraża sie również w
                  tym, że nie zgadzam się, by dołować kobiety, które zdradził mąż. Nie jest to
                  ich wina. W małżeństwie są lepsze i gorsze dni, a jak nadchodzi kryzys to
                  najlepiej byłoby go "przerobić"(omówić), a nie szukać pocieszenia. To dotyczy
                  obu stron.
                  Czy kobieta nie umiała być dobrą żoną, bo dała luz mężowi, sama zajęła sie
                  domem, dziećmi, a on powie, że ona dla niego nie ma czasu, ale nie widzi, że
                  mógłby jej pomóc. W nagrodę zdradza ją. Jej wina? Chyba tylko taka, że nie
                  zastosowała manipulacji, o których osobiście nie chcę pisać na forum, nie
                  trzymała męża pod pantoflem tak, by on tego nie zauważał, a robił to co ona
                  chce i jeszcze, żeby myślał, że sam tak chce.
                  • Gość: meggi Re: Siła zdradzonych do megxx IP: *.hestia.pl 08.10.03, 13:25
                    Megxx-podoba mi się to jak piszesz i co piszesz! Jestem mężatką od 11 lat.
                    Nigdy nie chciałabym dowiedzieć się o zdradzie męża! Wiem, że cierpienie byłoby
                    nie do zniesienia. Czytam z ogromnym zainteresowaniem Wasze kochane kobietki
                    listy i jedno jest pewne: jesteśmy uzależnione! I żony i kochanki są
                    uzależnione od akceptacji mężczyzny, od jego spojrzenia, od jego obecności.
                    Wydaje nam się, że życie bez niego nie ma sensu, że najlepiej przestać istnieć.
                    Podczas mojego małżeństwa były bardzo różne chwile. Czasami byliśmy jedno,
                    innym razem żyliśmy jakby obok. Ja zawsze winiłam się, że to przeze mnie i
                    jeśli czujecie coś podobnego, to musiecie siebie pokochać i polubić. Bo
                    poczucie winy bierze się z nieakceptowania siebie. Trudne, ale uczę się powoli
                    tej akceptacji, bo faceci lubią silne kobiety. Ale robię to głównie dla siebie,
                    aby móc spojrzeć z satysfacją w lustro!
                    Mój mąż jest dość atrakcyjnym facetem, którego głównym atutem jest uśmiech i
                    ciekawa osobowość, więc wiem, że niejedna kręciła sie wokół niego.
                    Rozmawialiśmy kiedyś, czy miał jakieś propozycję i przyznał, że tak, ale i tu
                    jego słowa: "Co z tego. Mam żonę.". Oby takie myślenie pozostało mu na zawsze.
                    Wiem jednak, że najmniejsze przyzwolenie z jego strony i już babka kładzie się
                    z nim do łóżka. Kobiety, te zdradzające są wg mnie bardzo nieszczęśliwymi
                    istotami. Szukają miłości na oślep i chwytają się czego mogą.
                    Oj, życie jest strasznie trudne! Współczuję wszystkim zdradzonym i życzę
                    pokochania siebie i szacunku do własnej osoby.
            • Gość: Iw Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 03.10.03, 10:07
              Drogi Adamie to teraz odwracając sytuację wyobraź sobie ( tylko typowo
              teoretycznie) że dowiadujesz się o zdradzie Twojej żony! Piszesz jakim
              jesteście udanym małżeństwem a raptem spada na Ciebie taka wiadomość.
              Przynajmniej teoretycznie postaw się na miejscu tych kobiet. One też do pewnego
              momentu pisałyby o swoim małżeństwie to co Ty. I raptem , niespodziewanie. Ja
              też myślałam,że tworzę udany związek. Nie było nigdy kłótni, dużo
              rozmów,tolerancja i zrozumienie. Dzisiej mąż mówi,że nie wie czemu to zrobił!
              Czasami chodzi o seks( to coś co było na początku- dreszcze), o zaspokojenie
              próżności.Moja sytuacja jest o wiele lepsza bo nie musiałam walczyć. Skończyło
              się wszystko w momencie mojego wtargnięcia na ring ale nie wiem jakbym się
              zachowała, gdybym musiała walczyć. Nie wiem - czy myślałabym o mojej godności,
              ambicjach mając cały świat do stracenia. To jest każdego indywidualny niestety
              dramat. Wam życzę wielu szczęśliwych lat ( i zazdroszczę żonie, że trafiła na
              tak dorosłego mężczyznę).
              • Gość: Adam35 Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 11:18
                Pisze juz ostatni list (chyba )bo i tak z wami sie nie dogadam kazda ma inne
                zdanie.Jestem jaki jestem, tego nauczyla mnie moja zona.Moze dlatego majm wiele
                wspanialych kolezanek, ale zadna nie doruwnuje mojej zonie.Nie szukam przygod
                ale nie wykluczam ze kiedys moze cos sie wydarzyc w moim zyciu.Zdrada jest
                rzecza ludzka i nigdy nie zdradza sie bez powodu,najpierw trzeba znalesc
                przyczyne a potem ja zaczac rozwiazywac,spokojnie, we dwoje,zrozumiec partnera
                dlaczego sie posunal do tego.Gdybym sie dowiedzial ze moja zona cos takiego
                zrobila, to napewno chcialbym z nia rozmawiac i rozmawiac pomoc jej zrozumiec
                dlaczego i dac jej szanse podjecia decyzji.Kocham ja i chce zeby byla
                szczesliwa, i bez roznicy czy to bede ja czy inny facet,chcialbym zebysmy
                zostali przyjaciolmi,zeby to co przezylismy razem nie poszlo w niepamiec, nie
                chcialbym wojowac, probowac jej udowodnic ze jestem lepszy niz jej kochanek, bo
                to nic nie da wrecz przeciwnie podburzy ogien nienawisci.
                Nie jestem jakims madrym facetem i staram sie myslec logicznie i rozsadnie,
                wszystko sie moze w zyciu zdarzyc,dzis jestem jutro mnie nie ma.
                Trzymam strone facetow to chyba normalne, ale rowniez jestem za kobietami i
                probuje je zrozumiec bo jestescie wszystkie jedna wielka zagadka,tajemnica.
                Wiec tzrymajcie sie zdradzone zony i wspaniale kochanki,zdradzeni mezowie i
                wspaniali kochankowie.cieszcie sie zyciem bo jest krotkie (moze 70 ale a moze
                wiecej , a moze mniej)Pozdrawiam.
                • Gość: tia Re: Siła zdradzonychDo Adama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 12:22
                  Myślę,że dogadać się z Tobą można bez większych komplikacji. Jednak kobiety
                  mówiąc i myśląc o zdradzie podlegają emocjom zupełnie niekontrolowanym i
                  zdrowy rozsądek jest im wtedy obcy.Wiele czsu potrzeba aby zrozumieć tak
                  trudne sprawy ale jest to możliwe.A kluczem do rozwiązania jest jedno Twoje
                  zdanie: "kocham Ją i chcę żeby była szcęśliwa, i bez różnicy czy to będę ja
                  czy inny facet..." Dla tych, którzy kochają wszystko jest jasne
                  pozdr
            • Gość: Zanna Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.03, 10:57
              Wiesz Adamie, tak samo mowilam o swoim malzenstwie jeszcze w poniedzialek w
              poludnie. Ze cudowne, ze rozmawiamy, ze nie ma klotni, ze mamy wspolne
              zainteresowania, ale i zainteresowania oddzielne, ze gdyby cos sie dzialo, to
              bysmy rozmawiali... Zycze Ci, zebys nigdy nie obudzil sie tak gwaltownie jak
              ja... I wiesz co? Ja tez myslalam, ze nie jestem az tak emocjonalnie
              uzalezniona, i ze to nie jest koniec swiata.... okazalo sie, ze jest. Bo moj
              swiat to on, mimo pracy, przyjaciol, zainteresowan... Bez niego po prostu
              wszystko stracilo sens. Mam tylko nadzieje, ze nie na zawsze.
        • Gość: Mała Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 03.10.03, 18:22
          Zanna. Bardzo dobrze że idziesz na konsultacje zyczę Ci byś otrzymała dobre
          wskazówki które pomogą Ci zatrzymać męża.Jeśliby Ci się nie powiodło to
          pamietaj wkraczaj na ring bez litości.W tym momencie nie masz już nic do
          stracenia. Nikt na twoim nieszczęsciu nie będzie budował swojego szczęścia.Ja
          wyznaję taką zasadę. Bądż silna sobą w walce o swoje szczęsie, jesli przegrasz
          ( czego ci nie zycze)bierz się w garść i żyj dalej z głową do góry.Dobrze ze
          udało Ci sie wyegzekwować u mężą parę notarialnych podpisów.Nie obrażając go to
          on jest słaby emocjonalnie,może trochę niedojrzały.Ty walcz o swoje szczęscie i
          wygraj . Pozdrawiam .Powodzenia.
          • Gość: zdziwiona III Re: Siła zdradzonychDo Zanny IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 04.10.03, 20:09
            Czytam ponownie wszystkie listy po kolei. Gość kochanka i żona napisała:
            lepiejbyć na chwilę szczęśliwą kochanką niż do końca życia zgorzkniałą,
            zaborczą podejrzliwą i płającą nienawiścią silną NIESZĘŚLIWĄ żoną. Gratulują
            Autorce możliwości wyboru!!!! Wygląda na to,że podstawową zaletą kochanki jest
            to,że kocha(dlatego jest szcęśliwa i daje szczęście).Podstawową WINĄ żony zaś
            jest to,że kocha i dlatego cierpi, jest zaborcza, pała nienawiścią itd..... A
            co ma zrobić żona ktora nie chce być kochanką cudzego męża
    • Gość: jo tez od kochanki IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 22:34
      PIsalam rok temu o mojej znajomosci z zonatyym. POniewaz bylo oburzenie,ze
      pisze "przyjaciolka'- nie uzywam tego stwierdzenia . A co tam. I w ogole mniej
      mi zalezy na jakims tlumaczeniu sie. Tylko ktos w podobnej sytuacji to
      zrozumie. I o tym juz byla tu mowa. NIe weszlam butami w ich zycie. PO prostu
      nie umielismy tego przerwac w przelomowym momencie- slubie. Teraz jestesmy w
      swietnych relacjach. żadnych zludzen czy oszustw. Wreszcie jest zaufanie i
      pewnosc wzajemnego szacunku. Swietie sie rozumiemy, dogadujemy , seks jest
      rewelacyjny.
      I tylko modle sie,aby Jego zona nigdy sie nie dowiedzila. Nie znioslabym
      poczucia,ze ktos przeze mnei cierpi....
      • Gość: kochanka Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.03, 12:10
        Jeszcze raz przeczytalam kilkanascie listow i zastanawialam sie dlaczego tak
        sie dzieje ze wokol jest tyle problemow, ale wiem ze sami sobie zgotowalismy
        takie zycie.Swoje bledy ktore popelniamy zauwazamy zawsze za pozno, ale lepiej
        pozno niz wcale,wiec i naprawianie ich nie jest proste.
        Czlowiek uczy sie cale zycie,za roku na rok stajemy sie madrzejsi i kazdy blad
        nas czegos uczy,uczymy sie tez od ludzi ktorzy nas otaczaja,uwazam ze forum
        jest miejscem gdzie mozmy sobie pozwolic na zwierzenia bo jestesmy anonimowi,a
        nie wszystkie nasze prywatne sprawy mozemy opowiadac naszej rodzinie czy
        znajomym.Wiele waszych listow jest bardzo madrych i mozna wyciagnac ciekawe
        wnioski, przemyslec.
        Moja prywatna sytuacja nie jest ciekawa i napewno wiekszosc kobiet nie
        chcialaby sie znalesc na moim miejscu,ale z drugiej strony napewno sa kobiety
        ktore chcialyby przezyc tak piekne chwile, poczuc sie potrzebna i kochana,
        kochac calym sercem.
        Tak jak napisala jo, nie powinna sie tlumaczyc zadna kobieta, ktora jest w
        podobnej sytuacji.Sama sobie jestem winna On rowniez ze zdecydowalismy sie na
        zwiazek na boku, ale na zwiazek oparty na szacunku, milosci,na
        zrozumieniu.Oboje przezywamy to ze nie mozemy byc ze soba, ze ograniczamy nasze
        spotkania,ale mamy sile zeby nadal w tym tkwic.Nikt przez nas nie cierpi,oboje
        zyjemy w swoim szczesliwym swiecie,a co bedzie dalej? nie wiem i chyba nie chce
        wiedziec,ciesze sie tym co mam teraz,ale gdzies w glebi serca przyzwyczajam sie
        do tego ze ktoregos dnia bede cierpiec,tesknic,plakac.I nie zakladam ze
        bedziemy razem do konca zycia,przeciez On juz ma rodzine i ja tez.
        Dlaczego nie moglismy sie spotkac wczesniej??
        Pozdrawiam i zycze powiodzenia wszystkim ktorzy kochaja
        • Gość: nan Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.03, 13:16
          Witam,
          trafnie to ujęłaś-sami sobie zgotowaliśmy ten los.Nic dodać, nic ująć.
          Rzeczywiście uczymy się całe życie i na własnych błędach,ale ja osobiście
          gdybym miała choć cień pojęcia ile niektóre z tych "błędów" będą mnie
          kosztować to chyba jednak wolałabym, być nieukiem. To co się teraz dzieje w
          Twoim życiu (w moim też)jest jak sądzę bolesną konsekwencją podjętych kiedyś
          decyzji.Być może były błędne-być może nie.Jeszcze nie potrafię tego ocenić.A
          forum jest rzeczywiście miejscem gdzie można trochę szerzej spojrzeć na swoją
          sytuację i dostrzec coś więcej niż czubek własnego nosa.To bywa bolesne ale
          pouczające.
          Żeby tylko życie było tak proste jak to co napisałam!!!!!!!!
          Trzymaj się,miej dużo cierpliwości i wyrozumiałości dla siebie i dla Niego.
          pozdr
          nan
          • Gość: jo Re: tez od kochanki IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 22:57
            jestem zaaskoczona,ze jest wiecej kobiet w podobnej sytuacji co ja... i
            zaczynaja o tym mowic....
            • Gość: nan Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 08:20
              Zaczynają mówić,bo to jest trudna, nieakceptowana społecznie sytuacja
              i nieczęsto można znaleźć gdziekolwiek zrozumienie. A takie życie jak sama
              wiesz nie tylko daje dużo szczęścia ale również bardzo ciąży.
              pozdr
      • Gość: zdziwionaIV Re: tez od kochanki IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 06.10.03, 19:34
        Oczywiście ,on poświęca się i sypia ze swoją żoną aby nie zaczęła niczego
        podejrzewać, a Ty się na to godzisz aby Tajemnica (oszustwo) pozostała
        tajemnicą, i dla tego wspaniałego dobrego samopoczucia że nikt przez Ciebie
        nie cierpi
        • Gość: jo Re: tez od kochanki IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 22:50
          ojej.. jakie oproszczenie i wyrwanie z kontekstu.....
          tylko ze wizja tej trzeciej jest wlasnie taka,ze czeka ona na rozpad
          malzenstwa JEGO. A ja chcialam pokazac,ze nie musi tak byc
          poswiecenie to kochanie kogos i nie bycie z nim
          • Gość: kochanka Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 08:53
            Wlasnie jo masz racje,kocha sie mezczyzne,jest sie ta druga kobieta i robimy to
            bezinteresownie,tylko w imie milosci.
            • megxx Re:i to wystarczy? 07.10.03, 11:23
              Nie chcecie dzielić każdej chwili z ukochanym? Jakiś nowy rodzaj miłości.
              Nie mówiąc o tym, że to wygodne, na jego złe strony żona, na dobre kochanka.
              I nawet to w imię miłości?

              Tyle jest warta miłość ile przetrzyma w szarej codzienności.
              • Gość: nan Re:i to wystarczy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 11:42
                To nie takie proste.Myślę,że każda kochanka chce spędzać możliwie najwięcej
                czasu z Tym mężczyzną.Ale jednocześnie każda w miarę rozsądna kochanka wie,że
                nie może tego robić bo nie ma takiego prawa.Ja miałam świadomość,że nie jestem
                Tą pierwszą,ale tą drugą.Trzeba znać swoje miejsce w szeregu...
                pozdr
                • Gość: Grazia Re:i to wystarczy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:18
                  Musze sie do niektorych listow ustosunkowac,chociaz nie jestem czestym gosciem
                  forum i rzadko pisze, ale temat zdrady nie jest mi obcy.Moze tak po krotce o
                  sobie i swoich przejsciach.Jestem mezatka , mam 2 dzieci,i za soba kilkanascie
                  lat malzenstwa.Gdy maz mnie zdradzil, myslalam ze caly swiat sie zawali (jednak
                  sie nie zawalil)Na poczatku wine zwalilam na kochanke,byly klotnie, awantury,
                  stawianie warunkow.Obiecanki ze nigdy sie z nia nie spotka, ze ona nic nie
                  znaczy dla niego i takie tam gadanie.Po miesiacu otrzasnelam sie i stwierdzilam
                  ze przez te wszystkie wymowki stracilam w jego oczach ze pokazlam sie jako
                  okropna, rozhisteryzowana zona,a on i tak spotykal sie z nia zeby opowiedziac
                  jej jaka ja jestem zazdrosna.Zrozumialam wtedy ze nie tedy droga do
                  pojednania.Zmienilam swoje postepowanie,duzo myslalam,i o dziwo stwierdzilam ze
                  kochanka wcale nie jest winna, ze to on chcial w swoim zyciu cos zmienic a ona
                  poprostu stanela mu na drodze.Zastanawialam sie co ona ma w sobie takiego ze
                  idzi do niej, a co ja zrobilam zle ze mnie zdradzil,wydawalo mi sie ze jestem
                  dobra zona i matka, a jednak gdzies tkwil blad.Zaczelam postepowac troche
                  inaczej, zrobilam sie obojetna na mojego meza, ale nadal wykonywalam swoje
                  obowiazki.Nie zadawalam zbednych pytan, nie probowalam sie dowiedziec czy sie z
                  nia spotyka,czy maja kontakt bo i tak to nic by nie dalo, jak facet chce to
                  zrobi wszystko.Nie chcialam tylko zeby mnie oszukiwal,po 6 miesiacach zpytalam
                  o nia,okazalo sie ze juz sie nie spotykaja, ale bardzo chetnie mi o niej
                  opowiedzial.Wtedy poczulam ze jestem jemu potrzebna,prawie wyplakal mi sie w
                  rekaw.Z jego slow mozna bylo wywnioskowac ze to jest bardzo sympatyczna i mila
                  kobieta, ze dobrze czul sie przy niej.Wcale nie przeszkadzalo mi ze o niej mowi
                  tak cieplo,wrecz przeciwnie probowalam porownywac sie z nia.Wcale jej nie
                  potepialam ze to ze romansowala z moim mezem,widac facet musi sobie od czasu do
                  czasu gdzies wyskoczyc.Po jakims czasie chyba znow zaczeli sie spotykac,ja
                  milczalam, ale po pewnym czasie poprosilam zeby dal mi jej numer,przezylam
                  szok, wreczyl mi go i powiedzial ze ona tez chcialaby ze mna pogadac.
                  Nie wiem skad we mnie bylo tyle sily zeby rozmawiac spokojnie,pokazalam sie z
                  tej najlepszej strony,i do tej pory brzmi mi w uszach jej pozegnanie"milo bylo
                  pania poznac, jest pani bardzo sympatyczna osoba, dokladnie tak jak pani maz
                  opowiadal".Wiem ze nie klamala,bo po jakims czasie maz mi oznajmil ze odeszla
                  od niego tylko dlatego ze nie chciala niszczyc mojego malzenstwa,ze on powinien
                  docenic jak ma wspaniala zone i ze ze mna powinien byc szczesliwy.
                  Nadal jestesmy razem ale na innych warunkach,ja wzielam sie porzadnie za
                  siebie, patrze inaczej na mojego meza, zaczelam traktowac go jak przyjaciela i
                  stwierdzilam jedno ze nigdy na sile nie zatrzyma sie drugiego czlowieka.
                  Czy nadal mnie zdradza, tego nie wiem i nie chce wiedziac.Chce miec tylko
                  spokojne zycie.
                  Kochanki sa bardziej rozsadniejsze i madrzejsze od nas,przynajmniej ja sie
                  czegos od niej nauczylam,ale nigdy nie chcialabym byc na jej miejscu bo zdaje
                  sobie sprawe jakie to przykre i ciezkie byc ta druga kobieta,ile trzeba
                  wyrozumialosc, zrozumienia i umiejetnosci dostosowania sie do warukow jakie
                  dyktuje nam zycie,A mezczyzna tez przezywa bo teskni do niej a obok siebie ma
                  zone a nie kochanke,musi grac dobrego meza i ojca a mysli caly czas kraza wokol
                  niej.
                  Wiec nie przejmujcie sie kochanki serce nie sluga,kochacie i chcecie byc
                  kochane,mozecie duzo dac swojemu partnerowi,ale niestety jestescie na kiespkiej
                  pozycji i dlatego wam wspolczuje,nalezy sie zastanowic zeby nie zadawcac sobie
                  bolu.pozdrawiam
                  ps;przepraszam za bledy stylistyczne nie najlepsza ze mnie pisarka
                  • megxx Re:i to wystarczy?do Grazii 07.10.03, 13:32
                    Dlaczego kochanki są od nas rozsądniejsze i mądrzejsze?
                    • Gość: niekochanka Re:i to wystarczy?do Grazii IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.03, 21:16
                      Kochanki nie miewaja kataru , zawsze umyta glowe,nie marudza, ze dziecko trzeba
                      odebrac ze szkolz, ze znow braklo na oplatz, ze maja dolek, ze jest im zle, ze
                      szef sie wsciekl, ze tesciowa narzeka, ze znow gdies bzl , choc obiecal, ze
                      wroci wczesniej, no i kochanki nie maja problemu, ze ich kochanek chodzi do
                      innej pani.On conajwzzej odwiedza wlasna zone.Nie maja powodu do zazdrosci
                      wiec...
                      • Gość: jo Re:i to wystarczy?do Grazii IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.03, 20:03
                        Absolutnie sie nie zgadzam. Nie widze powodu, aby udawqac przed kim kolwiek
                        dobry humor. Jesli jest mi zle , On zrobi cos nie tak- po prostu to mowie.
                        a zreszta... na temat stereotypow o tej trzeciej juz tyle tu powieeziano
                  • Gość: nan Re:i to wystarczy?do Grazii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:52
                    dziękuję
                  • Gość: jo Re:i to wystarczy? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 22:03
                    Brak mi slow....
                    Chyle przed Toba czola. To po taki liscie, a nie wymowkach, czuje wiekszy
                    wstyd....
                • Gość: JO Re:i to wystarczy? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 21:59
                  Nic dodac nic ujac. dzis sie widzielismy. Byl to rewelacyjnie spedzony czas. I
                  ciesze sie tym, co mam. Moze dlatego,ze mam ciekawe zycie, malo wolnego czasu
                  i nie mysle calymy dniami tylko o nim....
        • Gość: nan Re: tez od kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 08:17
          Łatwo jest oceniać i krytykować,prawda?
          Dużo trudniej zrozumieć-a przynajmniej spróbować
          pozdr
    • Gość: Leja Re: Siła zdradzonych IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.10.03, 06:20
      ""Zdrada nie leczy kryzysu małżeńskiego lecz go zwielokratnia.
      Uratować związek może siła i determinacja strony
      zdradzanej"" ..... absolutnie sie z tym nie zgadzam. A wlasciwie
      zgadzam sie tylko posrednio. Nie ma jednej recepty na sytuacje
      zdrady bo jest ich tyle, ile malzenskich kombinacji. Z bardzo
      mieszanymi uczuciami przeczytalam artykul, i z mieszanymi
      uczuciami czytam wasze posty. Oburzeni, rozgoryczeni i cierpiacy
      zdradzani i rownie cierpiacy, usprawiedliwiajcy sie zdradzajacy.
      Nie oceniam. Nie komentuje. Rozumiem - to wystarczy. Nie bede
      przytaczac swojej historii, bo napawa mnie obrzydzeniem. Zycze
      wszystkim zdradzonym, aby determinacja w walce o wasz zwiazek
      nie przerodzila sie w chec zemsty na kochance / kochanku waszej
      nielojalnej polowy. To nie tak, ze wszystkie chwyty dozwolone.
      Istnieje cos takiego, jak odpowiedzialnosc za wlasne czyny.
      Wszyscy w tych trojkatach / czworokatach, jestesmy tak samo
      winni. Istnieje cos takiego, jak sumienie i wszyscy je dzwigamy
      na wlasnym grzbiecie. Nie krzywdzcie innych tylko dlatego, ze
      sami czujecie sie skrzywdzeni. Zycze wszystkim zdradzajacym,
      zdecydowania w wyborze i powrotu do normalnosci. Zastanowienia.
      Uspokojenia. Wszystkim - Wyluszczenia i uporzadkowania Waszych
      zyciowych wartosci. I czasu "potem" lepszego od "przedtem"
      Ktos tu powiedzial, ze zdradzonego zdrada bardziej boli. Bywa,
      ze tego strasznego, niedobrego zdradzajacego - boli jak diabli.
      pozdrawiam cieplo wszytkich - Leja.
      • Gość: Donka Re: Siła zdradzonych IP: *.wroc.gazeta.pl 08.12.03, 17:39
        Witam wszystkich.
        Wydaje mi się, że ze zdradą to jest tak - jak ktoś zreszta tutaj już wspominał.
        NIe powstaje sama, bez przyczyny. Widocznie coś jest nie tak w związku, co
        powoduje, że jedna strona idzie w tym kierunku.
        Oczywiście, że zdrada boli- jak jasna cholera, kłuje w serce i powoduje czy
        wzbudza chęć zemsty. Potrafi zrobić z nas potfora (zarówno ze zdradzanych jak i
        zdradzających) Zdradzając albo wiedząc, ze jesteśmy zdradzani potrafimy robić
        rzeczy okropne, wstydliwe(jak z kiepskiego serialu).
        Nie powinno się obarczać tych trzecich, że pojawili się w naszym zyciu,czy
        życiu partnera, wina leży tylko i wyłącznie w nas samych.
        Akt slubu nie powinien być wyrocznią, skazaniem na cale zycie.
        Moim zdaniem powinen byc szczęściem, że to właśnie tą osobę wybraliśmy i to
        własnie ta osoba wybrała nas. A na pewno nie powinien byc końcem (co często tak
        bywa)a początkiem starań o drugą połówkę.
        Żal, rozgoryczenie, złość jest rzeczą ludzką dlatego jestem pełna podziwu i
        szacunku do kobiet czy mężczyzn, którzy zostali zdradzeni i potrafią spojrzeć
        na to z boku, zmienić siebie, wybaczyć i kochac dalej, albo żyć lepiej inaczej
        np. solo. Chylę czoła.
        A dla tych wszystkich fanatycznych przeciwników zdrady,zadam tylko jedno
        pytanie: czasmai bywa tak, że jedni ludzie na przestrzeni lat zmieniają się:
        zmienia sie ich poglad na życie, dorastają, dojrzewają mają z czasem inne
        potrzeby, natomiast ukochana/ny jest wciąż taki sam, nie dorósł, jego potrzeby
        zostały niezmienione (takie jak kilka czy kilklanaście lat temu), co wtedy ?
        Czy dalej małżeństwo za wszelką cenę ?
        Uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
        Zdrada nie jest tak od...dla nikogo, nie wierzę.
        Pozdrawiam


    • Gość: gościu Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 14.10.03, 16:56
      Ja myślę, że zdradzeni są na początku w przegranej sytuacji.
      Zdrada dosięga ich niespodzianie i myśli kotłują się tylko wokół jednego;
      dlaczego on (ona) mi to zrobił. Ja tak go kochałam i kocham. Zaczyna się
      szukać winy u siebie. No i wpadamy we własne sidła, a zdradzający wie że nam
      na nim zależy (to widać!), próbuje jak daleko może igrać z naszymi uczuciami.
      I tu pierwsza rada. Nie wolno brać na siebie żadnej winy, choćby nie wiem
      jakie miotało nami uczucie. Jeśli kochamy partnera,mimo wszystko, natychmiast
      trzeba postawić mu warunki,tak żeby on musiał starać się naprawić to co
      zepsuł, a nie wpędzać się samemu do narożnika. Pamiętajmy, jeśli on nas na
      prawdę kocha, to zrobi wszystko żeby nas przekonać, że zrywa wszelkie związki
      z kochankiem i chce być z nami. Jeśli tego nie robi, nie miejmy żadnych
      złudzeń. Trzeba się w życiu cenić. Rozstanie boli, ale życie z oszustem, na
      dodatek nie kochającym, skazuje na większe cierpienie i depresję. A tu trzeba
      kroczyć przez życie dalej!
      Wydaje mi się, z własnego doświadczenia,że trzeba przestać myśleć o cierpieniu
      i stwierdzić, że kocha się nadal, ale już nie bezgranicznie, że w życiu może
      być tak, że się nie będzie tym jedynym. Trzeba zmienić styl życia, nie szukać
      na siłę miłości u partnera. Popatrzmy wokół. A może sami wzbudzamy w kimś
      sympatię i zainteresowanie? Trzeba dać się temu porwać, ale w granicach
      przyzwoitości.Zapomnij, że u partnera jesteś tą jedyną (jedynym). Już wiesz,
      że tak nie było, nie jest, a może i nie będzie.Jeśli tak spojrzysz na życie,
      zachowasz równowagę ducha i przestaniesz ronić łzy, jaki świat jest okrutny, w
      tym twój najbliższy.
      Ten świat taki jest już dla Ciebie i musisz z tym się pogodzić. Zacznij szukać
      własnego szczęścia bez uczucia, że bez niego jest to niemożliwe.A jeśli on
      otrzezwieje i to był na prawdę tylko wyskok, będziesz o tym wiedzieć, bo po
      tych wydarzeniach jesteś osobą, którą trudno będzie oszukać, chyba że sama
      8sam)bardzo tego chcesz.
    • Gość: Piotr Mi to sie właśnie przytrafia IP: SQUID:* / 192.168.1.* 17.10.03, 21:18
      Gdybym wcześniej to przeczytał nie dał bym się robić w balona
      przez ponad pół roku. Zgadza się wszystko. Nawet słyszałem
      identyczne do opisanych "tekstów" prócz tych zawierających
      orgazmu,dzieci,pracy,małżeństwo ponieważ jesteśmy dopiero
      studentami. Pomyśleć że to mój pierwszy związek i byłem tak
      naiwny. Ale ponoć miłość jest naiwna :( Ja już powoli wariuje od
      próbowania się zmienić, nie sypiam (dziś wogule) a jak już usne
      to prześladuje mnie w snach. Wnioskuje iż stałem się przykrywką
      przed jej rodziną, chyba dlatego ostatnio znajduje dla mnie 1
      godzine na 1-2 tygodnie. Musi mieć czas dojsc do siebie ....
      Naprawde dzienkuje za ten artykuł, pozwolił mi przejzeć.
      • Gość: JO Re: Mi to sie właśnie przytrafia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.03, 17:32
        a moze cos wiecej o twojej sytuacji??
    • Gość: Iwonka Re: Siła zdradzonych IP: *.gdynia.mm.pl 23.10.03, 15:38
      Najgorsze są takie panienki, którym wyjść za mąż sie nie udało,
      choć już powinny. Wobec tego rozwalają cudze małżeństwa,
      dzieciom domy, a potem nie wiedzą skąd pretensje, przecież to
      taka gra. Zero wyczucia, odpowiedzialności za sprawy
      najważniejsze, dno, Iwonka Kur
      • Gość: JO Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.03, 22:01
        Najgorsze sa takie panienki, ktorym wydaje sie,ze te bez meza sa niezeimsko
        nieszczesliwe i tylko marza, aby odbic jakiegos faceta szczesliwie
        poslubionej.
    • Gość: Iwona Kur Re: Siła zdradzonych IP: *.gdynia.mm.pl 23.10.03, 15:41
      Zabawiłam się, rozwaliłam dom 2 małych dzieci i poszłam dalej
      rozwalać czyjeś życie, i mam to gdzieś.
      • Gość: żona Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 03.01.04, 19:22
        to chyba twoje nazwisko jest skrótem
      • Gość: nan Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 12:05
        Poszukaj sobie dobrego psychiatry.
        To nie kpina ani złośliwość, ale dobra rada.
    • Gość: żona zdradzana przez internet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.03, 18:07
      Moze ktoś powie że to co piszę to jakieś banały,ale po
      przeczytaniu nawet nie artykułu , ale odpowiedzi na niego jednej
      z pań, która nie widzi nic złego w pisaniu ze
      swoim "przyjacielem" tekstów o podłożu erotycznym postanowiłam
      napisać. Najpierw miałam zamiar napisać odpowiedź skierowaną do
      niej, po przemyśleniu jednak postanowiłam po prostu krótko
      streścić swoja własna historię. Otóż mam wspaniałego jak mi się
      zdaje męża, nasze pożycie układa się dobrze, a nawet lepiej niż
      dobrze. W łóżku rozumiemy się i spełniamy wzajemne oczekiwania,
      na co dzień owszem zdarzają się spory , ale ogólnie jest tak jak
      być powinno. Jest tylko jeden "drobny " szczególik, mój mąż od
      zawsze lubił adorować kobiety, zdarzył mu sie nawet romans z
      moją "przyjaciółką". Zaczęlismy od nowa, to było dawno i pewnie
      nic nie wzbudziłoby mojego niepokoju, gdyby nie to,że kiedy mój
      mąż klika sobie to starannie chowa treść, gdy nawet nie
      podchodzę do niego, ale w ogóle jestem w poblizu on od razu
      zasłania sie, abym nie mogła zobaczyć niczego. Myślę,ze trudno
      dziwić się,że po jego zachowaniu zainteresowałam się treścią
      tej korespondencji, dodatkowym motywem były tez telefony na
      komórkę o dość późnych porach(on oczywiście wychodził do innego
      pomieszczenia, żeby je odbierać). Po przeczytaniu jego rozmów
      włosy mi się zjeżyły na głowie, miłość wyznawał co najmniej 5
      różnym kobietom, w tym z jedna klika systematycznie od około pół
      roku, o wirtualnym seksie nawet juz nie będę sie rozpisywać,
      powiem tylko,że kwitnie wprost.Na moje próby rozmowy na ten
      temat słyszę tylko: ja nie robię nic złego, nie wiem o co ci
      chodzi, zupełnie nie rozumiem twoich pretensji, przecież kocham
      tylko ciebie, tylko ty się dla mnie liczysz stwarzasz problem
      tam, gdzie go nie ma. Gdybyś nie interesowała sie tym , co
      ciebie nie dotyczy nie byłoby zadnego problemu, dla mnie to
      tylko świetna zabawa. Mogłabym długo jeszcze tu pisać , ale po
      co, dodam tylko,że mąż często wyjeżdża z domu (bo ma taką pracę)
      Proponuję tym wszystkim niewinnym, tak kobietom jak i mężczyznom
      zastanowić się nad tym co robią i po co, a także nad tym kto tu
      niszczy czyje życie.
      • Gość: Maria Re: zdradzana przez internet IP: *.proxy.aol.com 25.10.03, 18:18
        Nie za bardzo rozumiem pytania. Czy chcesz powiedziec, ze te panie z ktorymi
        randkuje twoj maz wirtualnie, niszcza twoje/wasze zycie?? Czy to nie
        przypadkiem twoj maz niszczy wasze zycie? Jesli juz.
        • Gość: żona Re: zdradzana przez internet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.03, 18:31
          Rzeczywiście nie za bardzo zrozumiałaś to co chciałam przekazać. Ja nie
          twierdzę że że mój mąż jest święty, wiem tylko że wina leży po obu stronach, on
          nie powinien robić tego co robi, ale one tez nie postępują właściwie.
          • Gość: Maria Re: zdradzana przez internet IP: *.proxy.aol.com 25.10.03, 21:21
            Jaka wina lezy i po czyjej stronie? Jesli kobieta jest wolna i flirtuje a nawet
            swintuszy z zonatym mezczyzna, to na czym polega jej wina?? Powinna sie
            natychmiast rozlaczyc, czy co? To on jest zonaty a nie ona zamezna. Wina po ubu
            stronach?? Moja droga, zonaty, nie znaczy zadzumiony, tymbardziej w internecie.
            To twoj maz swintuszy, choc nie powinien.
            • Gość: silva Re: zdradzana przez internet IP: *.toya.net.pl 26.10.03, 09:07
              A skąd wiesz co twój ,jak go określasz"wpaniały" mąż naopowiadał tym kobietom z
              którymi tak namiętnie romansował"świetnie sie bawiąc"?

              Może przedstawiał sie jako wolny i do wzięcia?
              A już szczytem beszczelności z jego strony jest wmawianie Tobie,to nic
              wielkiego,bez znaczenia...czy jak tam było?
      • Gość: Anna Re: zdradzana przez internet-szukam bratniej duszy IP: *.54.132.226.tisdip.tiscali.de 23.01.04, 00:48
        moj obecny maz /m-c po slubie/zdradzil mnie przez internet-calosc trwala
        prawie rok/jestesmy ze soba 2,5 roku,a znamy 5/dowiedzialam sie otym w 9 m-cu
        trwania tej znajomosci.6 m-cy "pisania i 1 spotkanie podczas mojej
        nieobecnoSci w naszym mieszkaniu. Bylam w szoku, schudlam w ciagu 1 m-ca 10
        kg, nie spalam, nie jadlam, postanowilam walczyc...On twierdzil, ze nie byl
        pewien, czy go kocham?!!!!!!Bylismy zareczeni od 1,5 roku.Poczatkowo /na jego
        stwierdzenie:...ja dzielilem z nia zycie?????myslala, ze to koniec
        swiata,zaczelam sie zmieniac,chcialam mu pokazac jak bardzo go kocham, w ciagu
        ostatnich m-cy, prawie caly ro urzadzalismy nasze nowe mieszkanie, on bez
        pracy, w rzekomej depresji/ moze to-myslalam jest przyczyna- ale cos mi sie
        nie zgadzalo- BO TO JA DZIELILAM Z NIM ZYCIE i jego troski, bylam na codzien
        partnerem .Mysle, ze decyzja o slubie w jakis sposob go przerastala. Bal sie,
        ze nie damy rady z uwagi na brak pracy, planowanie dziecka itd. W koncu po
        zerwaniu kontaktow z "tamta" wzielismy slub /w grudniu/ pelni nowych obietnic,
        szcesliwi, od tygodnia moj maz pracuje znow. MInelo kilka tygodni i znow
        przylapalam go na " niegroznym"-slyszalam rozmowe telefonie. Byc moze
        stwierdzicie, ze jestem nienormalna bo mu jeszcze raz zaufalam, byc moze ktos
        powie, ze tym razem to nic takiego, ale od tego wlasnie sie przeciez wszystko
        zaczelo...Od niewinnej rozmowy. Na dodatek mieszkam za granica, a panienka
        byla z Polski/mowa o tej pierwszej/ i caly czas wiedziala o mnie. Moj maz
        tiwrdzi, ze jestem chorobliwie zazdrosna, a kontakty z czatu sa dla niego
        wygodne/ bo my tak malo wychodzimy..Czy jest ktos kto ma podobne doswiadczenia
        i chce sie nimi bezposrednio podzielic?Nie moge rozmawiac o tym z
        przyjaciolmi, nie mam ich wielu i mysle, ze ktos obcy moze to tez bezstronnie
        widziec. Pozrowienia i dzieki za cierpliwosc.
        • Gość: Zimna zona Re: zdradzana przez internet-szukam bratniej dusz IP: 64.36.248.* 13.02.04, 23:02
          Hey, jestem dokladnie w takiej samej sytuacji, tez mieszkam za granica, a moj
          maz znalazl sobie swoja nowa milosc w Polsce. Do tego chce tam bezgranicznie
          wrocic. Do niej, czy to Polski to nie ma znaczenia....
    • Gość: ja Re: Siła zdradzonych IP: *.net81-64-22.noos.fr 09.11.03, 15:23
      ten arykul jest obuzrajacy!!!! swiadczy o braku poczucia
      wolnosci osobisnej autorki tegoz oto artykulu!!!
      • Gość: do ja Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.03, 20:14
        mylisz sie.
    • moniuka.usa Re: Siła zdradzonych 21.11.03, 15:32
      Od pięciu lat jestem zdradzana.Od czterech o tym wiem.Od trzech
      zdradzam.Chwilami czuję się jak ekspert.Chwilami całkowicie bezradna.
      Popełniłam wszystkie z wymienionych błędów,a przede wszystkim zbytnio ufałam.
      • Gość: do wszystkich Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 21.11.03, 18:05
        Jestem za tym, że w małżeństwie się nie zdradza. Nawet jeśli ma się na to
        nieodpartą ochotę. Uważam również, że w małżeństwie sekretów nie ma. ŻADNE
        LISTY, ŻADNE E-MAILE, ŻADNE TAJEMNICZE TELEFONY. Takie patologiczne osoby,
        które uważają, że każdy ma prawo mieć swoje tajemnice w postaci listownych czy
        wirtualnych romansów uważam, że nie powinne zawierać ZWIĄZKÓW MAŁŻEŃSKICH!!!!!!!
    • Gość: marco2002 Re: Siła zdradzonych IP: *.waw.pl 21.11.03, 20:24
      Zdrada w moim życiu była przyczyną rozpadu mojego związku. Zdradzała moja
      partnerka. Nie wiedząc o tym jeszcze usiłowałem walczyć o nas. Z mojej
      inicjatywy rozpoczęliśmy terapię małżeńską. Po 3 miesiącach trwania terapii
      podczas wysiadania z samochodu, kobiecie wypadły klucze które wyglądały obco.
      Gdy się zapytałem czyje są usłyszałem że jakiś mężczyzna poprosił ją aby z nim
      zamieszkała.
      Decyzję życiową o rozstaniu podejmowałem całe popołudnie. I zdecydowałem się.
      Poprosiłem aby wyprowadziła się z domu.
      I muszę wam powiedzieć że była to najlepsza decyzja w moim życiu. To co
      przeżyłem przez następne kilka lat zmieniło moje życie diametralnie i bardzo
      korzystnie dla mojego rozwoju.
      Ale ból rozstania był straszny i kiedy go wspominam to jeszcze raz to czuję.
      Całe tygodnie miesiące pustki i braku ciepła.
      Nie mam stałego związku teraz ale wierzę że przyszły będzie taki jaki da nam
      szczęście
      M
    • Gość: CLARICE Re: Siła zdradzonych IP: *.magma-net.pl 28.11.03, 12:33
      SUPER ARTYKUL, SWIETNA ANALIZA - JAK NA KOBIETE PRZYSTALO ! pANI
      ZOFIU JESTEM DUMNA Z PANI!
      • Gość: ryjek zdrady wynikaja z egoizmu IP: 5.3.1R* / *.rupa.it 28.11.03, 14:52
        Kochanek\kochanka daza do szczescia nie zwazajac na fakt, iz krzywdza cale
        grono osob (zone\meza i dzieci) osoby, z ktora maja romans. Tak samo to
        funkcjonuje gdy zona\maz nagle odkryli, ze kochaja kogos innego , nie swojego
        partnera. Krzywdza swoich bliskich i na tym chca budowac szczescie, a to dosc
        karkolomne. To moze nalezy jednak czasem zwrocic uwage na to, czy swoim czynem
        nie krzywdzi sie kogos? To wszystko jednak potem wraca jak bumerang. A jak
        zwiazek nieudany, to najpierw go skonczyc, a potem hulaj dusza, a nie w
        odwrotnej kolejnosci. Dobrze mowie?:-)))))))))))
        • Gość: gość 2 Re: zdrady wynikaja z egoizmu IP: *.crowley.pl 05.01.04, 18:32
          masz rację, znam przypadki gdy te drugie związki wcale nie były lepsze od
          pierwszych, co okazywało się, gdy "spadły łuski z oczu" po jakichś 2 latach.
          No cóż, trudno to przewidzieć. Na pewno uczciwiej jest powiedzieć, nie chcę już
          być z tobą, ale nie mam nikogo innego. Tylko,że jak się nie ma nikogo innego,
          to się raczej nie chce rozwalać tego co się ma. Chyba,że jest naprawdę
          okropnie, przemoc itd.To jest temat niewyczerpany i każdy prawdopodobnie się z
          nim w swoim życiu zetknie. Te panie,które tu wypisują jako kochanki , tez
          pewnie zostaną żonami i wtedy to je spotka. Pozdrawiam wszystkich zdradzanych
    • Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.hestia.pl / 10.26.123.* 05.12.03, 12:57
      Jeszcze kilka tygodni temu czytałam wszystkie wypowiedzi i
      modliłam się, aby nigdy nie dowiedzieć się o zdradzie mojego
      męża. Jesteśmy razem 13 lat i wydawało mi się, że mnie nigdy,
      nigdy nie spotka nielojalność z jego strony. Byłam przekonana,
      że co jak co ale zdrada nie wchodzi w grę! Jakże byłam naiwna!
      Mój mąż miał bardzo dużo swobody. Zawsze pracował na
      kierowniczych stanowiskach i zawsze pracował bardzo dużo. Mówił,
      że to dla mnie i naszego syna. Często wyjeżdżał, realizował
      swoje hobby, uwielbiał się rozwijać. Mamy całą bibliotekę
      książek o samorozwoju, o ukierunkowaniu na cel, na sukces. Ja w
      tym wszystkim byłam obok, zajęta własną pracą, dzieckiem i domem
      i od czasu do czasu słyszałam, że powinnam z nim się realizować,
      wyjeżdżać, czytać takie książaki jakie on czyta. Byłam jego
      cieniem, gotowym zrobić wszystko w imię naszej miłości.
      Kochałam i kocham go bardzo, więc zaślepiona nie widziałam
      pewnych symptomów, które teraz są dla mnie jasne.
      Miałam wrażenie, że jego sekretarka jakby ze mną rywalizuję, ale
      oczywiście nie dopuszczałam do siebie nawet cienia myśli o
      zdradzie. I o tej zdradzie dowiedziałam się wczoraj, po wielu
      latach. Dowiedziałam się też, że dziewczyna robiła sobie duże
      nadzieje związane z tym związkiem. A ja idiotka próbowałam się z
      nią zaprzyjaźnić, chodziłam z nią do kina, na spacery...Jak o
      tym pomyśle, to chce mi się wyć!
      Mój mąż miał nieograniczoną swobodę. Wyjeżdżał kiedy chciał,
      dzwonił do kogo chciał. Ostatnio w jego pracy zawodowej pojawił
      się pomysł na własną firmę. Był stres finansowy, który
      przeżywałam w samotności i starałam się być pełna optymizmu.
      Kiedy pierwszy raz w życiu poddałam w wątpliwość celowość
      zaciągnięcia kredytu, a właściwie wyartykułowałam swoje obawy
      usłyszałam, że mu nie ufam, że nie wierzę w jego sukces, że
      coraz mniej nas już łączy. Poprzestaję na małym, a on chce mi
      dać duże. Dowiedziałam się, że nie pozwalam mu się realizować,
      pracować w domu (nie ma nawet biedaczek biurka do pracy, a
      dodam, że mamy 40 metrowe mieszkanie). Postanowił więc wynająć
      kawalerkę, aby swobodnie pracować. Wpadłam w rozpacz, mamy
      dziecko, kocham go! Jest mi bardzo potrzebny, nie potrafię bez
      niego żyć. Dogadaliśmy się co do kredytu, który miałam podpisać
      i kiedy to się stało on najspokojniej w świecie oświadczył, że
      jednak wynajął mieszkanie. Nic się oczywiście nie zmieni, poza
      tym, że nie będę go ograniczała w jego planach. I wtedy
      zapytałam, czy kiedyś mnie zdradził. Usłyszałam: TAK, wiele
      razy. Usłyszałam też, że on ma tak wybujały temperament
      erotyczny, a ja męczę się seksem i nawet jak spróbuję się
      zmienić, to i tak będzie to wbrew mojej woli. Dotychczas
      wydawało mi się, że wystarczam mu w łóżku. Różniliśmy się, ale
      moja głupia wiara w miłość była tak silna, że wierzyłam w nas.
      Ale najciekawsza wiadomość była jeszcze przede mną - zdradza
      mnie ze swoją wspólniczką w interesach, która ma faceta, planują
      dziecko i który o wszystkim jest poinformowany....To nie mieści
      się w mojej głowie. Abym jeszcze czuła sie bardziej upokożona
      kilka dni przed "rozmową " przyjęłam na obiedzie jego wspólniczę
      i usłyszałam jaką jestem wspaniałą, pełną ciepła i miłości
      żoną...
      Aby ostatecznie poczuć się jak szmata na pytanie, czy podczas
      podróży służbowej ze wspólniczką ma zamiar z nią spć
      usłyszałam "być może"...
      A tak poza tym on mnie kocha i nic się nie zmieni....
      Rozpacz, łzy, nienawiść, bezradność, samotność i bezgraniczny
      smutek.
      Na szczęście są wokół mnie ludzie, którzy mi pomagają.
      Po wylaniu na niego całej rozpaczy i rozczarowania, pozwoliłam
      mu odejść i chyba to było dla niego największym zaskoczeniem.
      Chyba spodziewał się, że będę wisieć na torbie z jego rzeczami,
      płakać i wić się w rozpaczy, a ja zaprosiłam go na kolację na
      drugi dzień i spotkanie ze mną i synem. Chcę, aby moje dziecko
      czuło się kochane przez nas obojga, aby miało podstawy
      szcześliwego dzieciństwa.
      Nie wiem, jak to się zakończy, ale jedno wiem - nie uwierzę już
      nikomu. Tak jak on mnie zranił, nie zranił mnie nikt.
      Wczoraj usłyszałam, że mi wybacza....Ciekawe co, może znów, jak
      przez wszystkie lata mam mieć poczucie winy, że nie sprostałam
      jego oczekiwaniom.
      Chce mi się wyć! Dziś jestem na etapie intercyzy małżeńskiej i
      podziału majątku, bo muszę mieć pewność, że nie zostanę kiedyś
      bez mieszkania. Nie ufam mu, że nie wpadnie na pomysł aby je
      sprzedać celem rozkręcenia interesu. Ma do mnie żal za brak
      zaufania, ale powiedzcie sami, jak mogłabym teraz mu wierzyć?
      • Gość: zawiedziona Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 13:17
        To co opisujesz to coś strasznego i nie do pomyślenia.
        Twój mąż okazał się zwykłym gnojkiem, bezdusznym, prymitywnym, myślącym tylko o
        zaspokojeniu swoich potrzeb.
        Co on Tobie ma do wybaczenia? Twoją lojalność, oddanie, poświęcenie, miłość i
        co najważniejsze wierność? Po jakimś czasie, miej nadzieję, przekona się co
        stracił, bo nie docenia się tego co ma na co dzień.TO musi być jakiś
        zarozumiały bufon. Może dobrze,że go wyrzuciłaś, masz jeszcze szansę spotkać w
        życiu wartościowego mężczyznę. Nie pozwól się tylko " wykolegować" z majątku.
        • Gość: też zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 07.12.03, 01:34
          Mnie też zdradził mój mąż z Ukraińską szmatą ze stadionu XX-lecia. Ta mała-co
          najwyżej 150cm wzrostu, sucha-co najwyżej 45kg wagi, wiek-powyżej 30 lat mająca
          kilkunastoletnią córkę i kochanka Polaka, jest młodsza ode mnie o kilkanaście
          lat.
          Powiedział mi, że zrobiła mu takiego loda jakiego ja w życiu bym mu nie
          zrobiła. Wylizała mu podobno cały interes łącznie z odbytem i olbrzymim
          żylakiem, który się na nim znajduje. od tamtej pory minęły już trzy lata, a ja
          wciąż go za to NIENAWIDZĘ i w ogóle ze sobą nie współżyjemy.
          • Gość: Zdradzajacy Re: Siła zdradzonych IP: *.proxy.aol.com 07.12.03, 10:35
            Ale z nim jestes i tobie zylak nie przeszkadza? Takie zony powinno sie po szyje
            w ziemie zakopywac. Sama nie zje a drugiemu nie da. Dobrze ci tak. Powinien cie
            zdradzac i pewnie to robi. Na nic lepszego nie zalugujesz, jesli tak potrafisz
            sie wyrazac o czlowieku z ktorym dzielisz i stol i lozko. Niektore kobiety nie
            zasluguja na nic innego.
            • Gość: jo Re: Siła zdradzonych IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.03, 14:05
              A Ty masz zone?
            • Gość: do capa Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 07.12.03, 23:25
              Wszyscy jesteście ZDECHŁYMI CAPAMI . Każda żona powinna was zdradzać.
              Zasługujecie tylko na to , żeby pracować jak woły, a po śmierci się smażyć w
              piekle u Lucyfera.
              Jeżeli tylko tyle umiesz napisać to taką opinię wydałeś o sobie SAM, a ja to
              tylko napisałam. Takich prostaków jest pełno wśród was, mój mąż jest duuuuuużo
              bardziej kulturalny i dlatego wciąż z nim jestem i jeszcze dlatego, że mamy
              trójkę najwspanialszych na świecie dzieci. Są bardzo mądre, studiują na
              renomowanych warszawskich uczelniach i to właśnie dla nich się poświęcam, a o
              wierności w małżeństwie nie ma już mowy .
              • Gość: do zdradzającego Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 08.12.03, 01:12
                Jeżeli ty masz takie zdanie na temat zdrady w małżeństwie to bardzo się
                dziwię, że masz kogo zdradzać. Chyba, że twoja zdradzana jest taka sama jak ty -
                wtedy po prostu jesteście siebie warci.
                Gdybym ja była na jej miejscu nie mósiałbyś nazywać siebie zdradzającym, byłbyś
                WOLNY JAK PTAK POLNY nieboże.
            • Gość: do Zdr. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 08.12.03, 01:34
              Smiem twierdzić, że byłeś zdradzony - stąd tyle nienawiści w tobie,
              albo po uszy zakompleksiony to na jedno wychodzi!!!!
              • Gość: do zdradzającego Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 11.12.03, 21:00
                Jej żylak nie przeszkadza, bo ona z tym żylakiem nie ma nic wspólnego. A ty
                mógłbyś być bardziej kulturalny i nie najeżdżać tak na kobiety będące w
                związkach małżeńskich, bo to świadczy o tym, że ty się na nich zawiodłeś.
                Jeśli tak jest to ja się bardzo cieszę, bo tacy jak ty powinni być
                przywiązywani do drzewa nago za jaja i podpalani łuczywem.
                • Gość: Zdradzajacy Re: Siła zdradzonych IP: *.proxy.aol.com 12.12.03, 20:00
                  Ile razy ty masz zamiar jeszcze do mnie pisac, kobieto? Takie kobiety, ktore
                  zyja w zwiazku malzenskim, jak ty i maja meza tylko po to, zeby z niego ostatni
                  grosz zedrzec, lub zyje z mezem "dla dzieci" (bo sa takie zdolne), zasluguja na
                  moja najgorsza odraze. Spokojne twoja glowa, nikt mnie nie zdradzil i
                  moje "jaja" maja sie dobrze. Jesli tobie ten zylak nie przeszkadza, to czemu
                  mialby przeszkadzac innej? Ktos cie kiedys, pewnie w pijanym widzie, poslubil i
                  pluje sobie w brode przez reszte zycia. Tobie tez nie jest wesolo, ale sama
                  sobie taki los zgotowalas. Czlowiek, to brzmi dumnie, ale niektorym to miano po
                  prostu nie przastoi. Zal mi chlopa, ktory ma pecha byc twoim mezem. Bywaj,
                  niewiasto.
                  • Gość: do zdr. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 13.12.03, 00:51
                    jesteś beznadziejnie żałosny aż śmieszny w tym co piszesz. Skąd taka pewność,
                    że to ta sama osoba, czyżbyś był jednym z tych co kontrolują nasze wątki? Wobec
                    tego gratuluję "kompetencji".
                    Jeśli chodzi o mnie - Tę właściwą - to spoko. Nie narzekam na swój byt ani
                    swoje życie. Mam co chcę, robię co chcę - czego i tobie z całego serca życzę.
                    Może wtedy przestaniesz być agresywny. POZDRAWIAM!
          • Gość: Oleńka nienawiść Cię zje od środka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 18:29
            > Mnie też zdradził mój mąż z Ukraińską szmatą ze stadionu XX-lecia. Ta mała-co
            > najwyżej 150cm wzrostu, sucha-co najwyżej 45kg wagi, wiek-powyżej 30 lat
            mająca
            >
            > kilkunastoletnią córkę i kochanka Polaka, jest młodsza ode mnie o kilkanaście
            > lat.
            > Powiedział mi, że zrobiła mu takiego loda jakiego ja w życiu bym mu nie
            > zrobiła. Wylizała mu podobno cały interes łącznie z odbytem i olbrzymim
            > żylakiem, który się na nim znajduje. od tamtej pory minęły już trzy lata, a
            ja
            > wciąż go za to NIENAWIDZĘ i w ogóle ze sobą nie współżyjemy.


            po jakiego diabła z nim jesteś skoro go nienawidzisz?
            za co każesz siebie i jego?

            i jak sie dochodzi do takiej pogardy w stosunku do ludzi?
            • Gość: do Oleńki siła zdradzonych. IP: 81.18.203.* 05.01.04, 21:20
              Jak się dochodzi do takiej pogardy, to chyba wydaje mi się wynika z postu.
              Bardzo prosto. Wystarczy przekonać się o zdradzie. U mnie tak jest, bo wiem co
              jestem warta. Dlaczego z nim jestem to już wiesz z poniższych postów.
              Pozdrawiam.
              • Gość: Oleńka Re: siła zdradzonych. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 22:35
                Nie prawda - inni ludzie zdradzeni nie nienawidzą. Co wynika choćby i z lektury
                tego wątku :)

                Nienawiść wynikajaca z poczucia wartości? Grubymi nićmi szyte...
                Kto ma silne poczucie wartości, tego nie dotyka fakt, ze ktoś go uważa za
                idiotę albo fakt, ze jakiś facet wybrał inną. Wybrał - to niech idzie.
                Widocznie jest niewłaściwą osobą dla mnie. Oczywiście że długi staż i dziecko
                komplikuja sprawę, ale wtedy trzeba we dwoje podjąć decyzję, a nie żyć w takim
                bagnie emocjonalnym. Tak robią dorośli ludzie - analizuja sytuacje i podejmują
                decyzję.


                pozdrawiam :)

                • Gość: do Oleńki Re: siła zdradzonych. IP: 81.18.203.* 06.01.04, 01:15
                  Być może mnie nie rozumiesz, bo jesteś inna ode mnie. Uwież mi naprawdę tak
                  jest. Jeżeli tego nie rozumiesz to przyjmij, że tacy są ludzie i koniec. Dla
                  mnie ludzie, którzy wybaczają i zapominają takie świństwa, to są ludzie ułomni:
                  garbaci, kulawi, jąkaci,bez ręki, bez nogi, na wózku inwalidzkim, z białą
                  laską, itp. itd. Przepraszam wszystkich inwalidów, mam również dla nich wiele
                  szacunku. Przepraszam Oleńko ale tym razem już mnie poniosło. Czy Ty na pewno
                  widzisz co piszesz? Czy Ty naprawdę jesteś taką kobietą bez żółci? Może jesteś
                  b. młoda i tak jak już pisałam, nie jesteś w stałym związku z facetem. Jeśli
                  zdradzę i to w dodatku kilkakrotnie, to może będę w stanie przejść do "porządku
                  dziennego". Nie spocznę zanim tak się nie stanie. I nic tutaj nie zmieni jedna
                  łaskawa dla CAPÓW Oleńka, a nawet cały ich garnizon. Ja jestem inna i nie chcę
                  się zmieniać. Bardzo dobrze mi z tym. Nawet nie wiesz jak bardzo. Życzę
                  powodzenia w szczęśliwym związku!
                  • Gość: Oleńka Re: siła zdradzonych. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.04, 01:20
                    Watpię, żebyś była szczęśliwa i wątpię, żeby zemsta przyniosła Ci spokój.
                    I wątpię, żeby stan Twoich uczuć do męża dobrze robił Twojemu dziecku.

                    Nie jestem "bardzo młoda" i jestem w stałym związku. Ale to bez znaczenia.
                    Uwierz, ze niektorym kobietom trafia się taki mężczyzna, że czują sens "Hymnu o
                    miłości" :)

                    pozdrawiam :)
                    • Gość: do Oleńki Re: siła zdradzonych. IP: 81.18.203.* 06.01.04, 01:57
                      Może wszystkiego nie widzisz skoro jesteś taka DOBRA, a może rzeczywiście tak
                      jest. Jeśli tak jest to tylko Ci tego pozazdrościć. Ja zawsze bardzo się bałam
                      zdrady. Nie wiem skąd u mnie wziął się ten lęk?
                      Być może ściągnęłam to wszystko swoimi myślami na siebie i teraz się zadręczam
                      przykrą rzeczywistością. Miło mi się z Tobą rozmawia Oleńko, ale chyba czs
                      pomyśleć o spanku. Muszę wstać o 6.45,moje dziecko idzie do szkoły na 8.00
                      DOBRANOC!
                  • so_so Re: siła zdradzonych. 06.01.04, 21:38
                    "" Ja jestem inna i nie chcę
                    > się zmieniać. Bardzo dobrze mi z tym. Nawet nie wiesz jak bardzo."

                    - no właśnie wszyscy widzimy, ha..ha..:)

                    ps. poprosze o wiecej takich kwestii:)
                    • Gość: do so_so Re: siła zdradzonych. IP: *.chello.pl 07.01.04, 19:33
                      ...OŻESZ.....KU.....nie powiesz kim jesteś?
      • Gość: zuzanna Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 22:11
        Miałas za meża BURAKA -to wszystko wyjasnia
        zmiataj gdzie pieprz rosnie on jest niczego nie wart
        miec zone inwestycje mieszkania dzici kredyty i dupy na boku
        niech zgadne pochodzi z prowincji(biała rawska) i teraz mieszkacie w warszawie ?
        zmiataj dziewczyno poznaz kogoś kto jest coś wsart!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka