sweetnighter
25.06.05, 12:30
a'propos kilku wcześniejszych dyskusji, w ktorych w tej czy innej formie
pojawial sie temat grodzonych osiedli i mentalności ich mieszkańców (skad to
zjawisko sie bierze, jak wplywa na przestrzen publiczna i jakosc wiezi
spolecznych) - dziejsza gw przynosi znakomity artykul na ten temat,
inspirowany sytuacją w warszawie, dający szersze ujęcie problemu w jego
społecznym kotekście.
co ciekawe, obaj autorzy - zajmujacy sie architerkura i urbanistyka w gazecie
stolecznej - bardzo dlugo w zasadzie nie widzieli zadnego problemu, zajeci
tropieniem strasznych "pozostalosci prl" w architekturze warszawy. obudzili
sie teraz, kiedy w warszawie takich "gated communities" jest...ponad
dwieście, a taka marina mokotow (zawsze te kiczowate nazwy pod snobistycznego
burzuja) zaraz wykroi z przestrzeni publicznej teren wiekszy od starego
miasta.
dla ryba, ivka i paru innych, wybrałem smakowite fragmenty, oczywiscie
zachęcam do przeczytania całości (link poniżej):
"W Warszawie jest już kilkaset osiedli zamkniętych. Inwestorzy wyrąbują z
przestrzeni publicznej coraz większe kawałki. Grodzą je i ustawiają w ich
bramach strażników.
[...]
- Grodzenie tak ogromnego osiedla rozrywa miasto. To absurd. W Warszawie
tworzy się jakiś archipelag Gułag. Wszędzie parkingi za płotem, budki
strażników. I kolejne "obozy" do mieszkania! Musi wreszcie przyjść
opamiętanie - denerwuje się dr Andrzej Kiciński, szef Miejskiej Komisji
Urbanistyczno-Architektonicznej. Przypomina, że przed wojną podwórka na
starej Ochocie były pogrodzone, ale furtki zamykano co najwyżej na noc. W
ciągu dnia dało się nimi przechodzić na przestrzał. Podobnie było na
osiedlach społecznych Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu. W
PRL płoty i mury miały runąć, tereny osiedlowe zamieniały się w przestrzenie
otwarte dla wszystkich. Miało to oczywiście ciemne strony: przestępczość była
wtedy niższa, problemem był jednak wandalizm i dewastacja.
[...]
Coraz wyraźniej widać granicę między tym, co publiczne, a tym, co prywatne.
Chodnik przy prywatnym obiekcie jest równy, dobrze oświetlony, a zieleń
zadbana. Porządku pilnuje ochrona. Życie wyższej klasy średniej toczy się
między grodzonym osiedlem, biurowcem i galerią handlową z kinami i
restauracjami - coraz częściej z garażu do garażu, bez konieczności stawiania
stopy na terenie publicznym. Przestrzeń publiczna, za którą odpowiadają
władze samorządowe oraz policja, ulega degradacji.
[opróćz USA, gdzie jest ich najwięcej] "Osiedla za bramą" są też
charakterystyczne dla miast latynoamerykańskich, w których bogacze chronią
się przed nędzarzami. Dużo ich w Afryce Południowej, Azji Środkowej i
Południowo-Wschodniej. W państwach Europy Zachodniej, Kanadzie, Australii i
Nowej Zelandii grodzonych osiedli jest mało, ale prawie każdy kraj ma już
przynajmniej po kilka takich przykładów. Najlepiej przyjęły się w Wielkiej
Brytanii i są tam powszechnie akceptowane. [zwroccie uwage, ze to jest nic
innego, jak zestawienie krajow wg nierownosci spolecznych, od usa, ameryki
lacinskiej i uk w europie - to sa kraje z najwiekszymi narownosciami]
[...]
[teraz najlepsze]
Deweloperzy sprzedają wam nowy styl życia. Łudzą, że za murem powstanie jakaś
lepsza społeczność - twierdzi Henrik Werth. Jaka to społeczność? Próbowali to
ustalić ankieterzy przygotowujący z prof. Bohdanem Jałowieckim wspomniany
raport "Rezydencje i zespoły rezydencjalne w Warszawie". Czytamy w
nim: "Podstawową trudnością w kontakcie z mieszkańcami było to, że wracają
oni do swych domów ok. godz. 22-23. Są tak zmęczeni, że nie chcą z nikim
rozmawiać. W soboty najczęściej pracują, a niedziele - jako jedyne wolne dni -
chcą mieć dla siebie. (...) Osoby odmawiające rozmowy robiły to często w
sposób arogancki, niesympatyczny. Przeliczały swój czas na pieniądze i
mówiły, że mogłyby się zgodzić, gdyby ankieter płacił za wywiad 300-500 zł".
Warszawiacy kupują mieszkania i rezydencje za murem mimo wysokich cen - z
potrzeby prestiżu i ze strachu przed przestępczością. - Koncepcja grodzonych
osiedli jest chwytem reklamowym, który pozwala sprzedawać marzenia o
bezpieczeństwie i spokoju, o dobrym sąsiedztwie i kontakcie z naturą - uważa
Jacek Gądecki.
Amerykańska para badaczy Edward Blakely i Mary Gail Snyder wykazała na
podstawie sondaży wśród mieszkańców, że "gated communities" nie gwarantują
bezpieczeństwa, powodując jednocześnie osłabienie więzi społecznych. Plonem
tych badań jest książka "Forteca Ameryka".
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2785902.html