Dodaj do ulubionych

nawet umrzec nie moge

27.07.05, 07:08
Mialyscie, mieliscie kiedys takie marzenie- zasnac i sie nie obudzic... O jak
beztrosko, jak fajnie byloby MI, no wlasnie MI,ale co z reszta? Dlatego nigdy
tego nie zrobie, po prostu nie moge, mam dzieci, ktore kocham nad zycie i nad
smierc. Nie daje juz sobie rady z tym wszystkim, nawet nie wiem od czego
zaczac, gdzie sie udac i jak przy czterolatce znalezc czas na wyjscie z domu.
POza tym aby wyjsc to trzeba jeszcze jakos wygladac, trzeba wyprasowac jakis
ciuch umalowac sie a mnie to wszystko przerasta. Nie nadaje sie ani na matke
ani na zone, nie radze sobie w domu, mam straszny balagan, problemem jest
ugotowanie posilku dla dzieci ale do tego sie przymuszam, bo to akurat
priorytet... nie spie w nocy, chodze z kata w kat probujac ogarnac w myslach
ile rzeczy jeszcze mam do zrobienia a w tym czasie nie robie nic- miotam sie
tak do rana, potem jestem nieprzytomna, przesypiam pol dnia aby wieczorem
nadrobic wszystkie zaleglosci, co jest po prostu niemozliwe, wiec najczesciej
pobawie sie z dziecmi, poprzytulam je i znow noc jest tylko dla mnie, i
ludzac sie, ze jutro to pobojowisko jakos posprzatam marnuje tyle godzin i
czekam do nastepnej nocy...moze u mnie to juz jakas powazna choroba
psychiczna? do psychiatry obawiam sie isc, bo nosze sie z zamiarem rozwodu z
mezem a taki wpis w kartotece pewnie nie ulatwilby mi otrzymania opieki nad
dziecmi, a bez nich moje zycie nie ma juz zupelnie zadnego sensu...
Obserwuj wątek
    • azx Ano własnie! Na poczatek cała litania dupowych 27.07.05, 07:44
      myśli o sobie...
      • nowy_login73 masz depresję albo nerwicę 27.07.05, 09:41
        idz do lekarza albo terapeuty.
        znam świetnie te twoje odczucia, wszystko co opisujesz mniej lub bardziej
        pasuje do mnie.
        świetnie pomaga terapia i, jak potrzeba, leki chyba że jst taki dzień jak
        dzisiaj i wszystko wraca.
        ale co zrobić - dzieci są, im tego zrobić nie można.
    • laurpi Re: nawet umrzec nie moge 27.07.05, 15:09
      wcale się nie dziwie, że się boisz wpisu w kartotece. Ale myślę, że jakaś pomoc
      by ci się przydała, jeśli tak Ci się nie chce nic robić, bo w dluższym czasie
      człowiek się odzwyczaja od działania. Może jakoś anonimowo do prywatnego
      psychologa?

      maja002 napisała:
      i jak przy czterolatce znalezc czas na wyjscie z domu.
      > POza tym aby wyjsc to trzeba jeszcze jakos wygladac, trzeba wyprasowac jakis
      > ciuch umalowac sie a mnie to wszystko przerasta

      może sobie darować makijaż i zabrać ze sobą czterolatkę...(chyba,że miałaś na
      myśli wyjście do psychologa, ale wtedy chyba mąż może zostać z dzieckiem)

    • drugi_biegun Re: nawet umrzec nie moge 27.07.05, 17:28
      maja002 napisała:

      > Mialyscie, mieliscie kiedys takie marzenie- zasnac i sie nie obudzic...

      tak, znaam to uczucie
      towarzyszyło mi lata całe...długie lata

      >..moze u mnie to juz jakas powazna choroba
      > psychiczna? do psychiatry obawiam sie isc, bo nosze sie z zamiarem rozwodu z
      > mezem a taki wpis w kartotece pewnie nie ulatwilby mi otrzymania opieki nad
      > dziecmi, a bez nich moje zycie nie ma juz zupelnie zadnego sensu...

      jeśli nosisz się z zamiaarem rozwodu i jednoczesnie obawiasz się, ze możesz
      mieć poważną chorobę, to powinnaś jednak przemysleć, czy nie lepiej się
      wyleczyć a w tym czasie opiekę nad dziecmi powierzyć ich ojcu?
      chcesz tkwić w tej matni tylko dlaatego, ze boisz się "kartoteki" lekarskiej?
    • mskaiq Re: nawet umrzec nie moge 27.07.05, 18:06
      Takie marzenia samobojcze zdarzaja sie bardzo czesto, kusza, przekonuja ze tak
      bedzie najlepiej, to zludzenie smierc nie rozwiazuje zadnego problemu.
      Mysle ze Twoj problem to zorganizowanie Sobie czasu. Piszesz ze nie masz czasu
      na wyjscie przy czterolatce. Zabieraj Ja na spacer ze Soba, dziecko tez tego
      potrzebuje.
      Piszesz ze caly czas myslisz co zrobic i nic nie robisz to sie zdarza bardzo
      czesto, myslimy co mamy zrobic i nic nie robimy bo ciagle jestesmy zajci
      mysleniem o tym. Wypisz Sobie wszystko co masz zrobic, wtedy przestaniesz o tym
      myslec i zaczniesz wykonywac to co masz zapisane.
      Sprobuj, zobaczysz ze bardzo pomoze, w ten sposob pozbedziesz sie stresu ktory
      wynika z tego ze uwazasz ze jestes do niczego. Udowodnisz Sobie ze tak nie
      jest.
      Mysle ze nadajesz sie i na Zone i Matke. Bardzo kochasz Swoje Dzieci, nie ma
      nic wazniejszego niz Twoja milosc dla nich. One potrzebuja Ciebie, Twojej
      milosci.
      Serdeczne pozdrowienia.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • looserka Re: nawet umrzec nie moge 27.07.05, 20:50
      Myślę, że demonizujesz rzekome zagrożenie związane z pójściem do psychiatry a
      sprawą rozwodową.Naprawdę. Tym bardziej, że raczej nie cierpisz na "poważną
      chorobę psychiczną". "Poważna choroba psychiczna" to psychoza, a lęk przed
      zapadnięciem na chorobę psychiczną lub podejrzewanie jej u siebie to
      najczęściej typowy objaw nerwicy.
      Radzę Ci jak najszybciej skonsultować się z psychologiem, który ewentualnie
      stwierdzi, czy potrzebujesz też pomocy psychiatrycznej.Jeśli masz w
      perspektywie samotne wychowywanie dzieci, to tym bardziej zadbaj wcześniej o
      swoją kondycję psychiczną, nie czekaj na moment, kiedy rozypiesz się całkowicie.
    • joga7 Re: nawet umrzec nie moge 27.07.05, 23:11
      To nie wstyd skorzystać z porady doświadczonego psychiatry. Każdy lekarz musi
      dotrzymywać tajemnicę lekarską i nie może "tak sobie" mówić o pacjencie czy też
      przekazywać komukolwiek dokumenty medyczne, chyba, że ma wyraźne polecenie sądu.
      A jeśli takie polecenie jest to oznacza,że dwóch biegłych lekarzy psychiatrów
      musi dokonać badania /tylko im, jeśli potrzeba, możliwe jest udostępnienie
      wcześniejszej dokumentacji historii choroby/ i tylko wynik tego badania jest
      przekazywany do sądu /rodzina nie otrzymuje kopii/- reasumując nie musisz sie
      obawiać "wpisu do kartoteki" bo to niemożliwe, za to możliwe jest, że dobry
      psychiatra pomoże Ci w poukładaniu Twojego życia i już nie będziesz myślała ani
      o śmierci, ani o zmęczeniu, może Twój nastrój nareszcie "powędruje" w górę a nie
      w dół.... i może nawet przestaniesz myśleć o rozwodzie i znajdziesz inne może
      lepsze rozwiązania... Na ucieczkę przed światem, samym sobą, problemami i
      zmęczeniem zawsze jest czas.... Wiem to z całą pewnością NIE WARTO UCIEKAĆ...to
      niestety jeszcze bardziej niszczy człowieka. Warto "zawalczyć" o siebie o swoje
      szczęście o miłość (cokolwiek ona nie znaczy) Jeśli może Ci ktoś w tym pomóc nie
      oglądaj się na niczyje opinie na niczyje rady, na wstyd, na strach, że "będę
      mieć etykietę osoby chorej psychicznie" To wszystko jest mało ważne, tu chodzi o
      Ciebie, więc jeśli czujesz, że coś jest nie tak i nie umiesz sobie z tym dać
      rady - szukaj pomocy - im wcześniej tym lepiej.
      Ty sama wiesz co zrobić
      Pozdrowienia...
      • maja002 Re: nawet umrzec nie moge 28.07.05, 03:05
        Dziekuje za odpowiedzi, wczoraj faktycznie mialam straszliwego dola, dzisiaj
        jest troche lepiej. Nieprawda jest, ze wstydze sie skorzystac z porad
        psychiatry, wlasnie motywuje sie do tego aby tam wreszcie pojsc. Obawiam sie
        jednak sytuacji, kiedy to wyjdzie na jaw i maz wykorzysta te informacje w celu
        odebrania mi dzieci (tzn. on tak naprawde nie mialby pojecia co z nimi zrobic,
        nigdy w pelni nie uczestniczyl w zyciu rodzinym, szczegolnie tym duchowym,wg
        jego zasady facet jest po to aby zarabiac pieniadze i na nic wiecej nie ma
        ochoty). Z dziecmi nie ma dobrych relacji, zreszta nie ma go w domu
        tygodniami, kiedy wraca okazuje sie, ze wszystko jest nie na swoim miejscu,
        totalny balagan (co wzbudza u niego niemala agresje, na szczescie jak narazie
        slowna, choiaz zdarzalo sie juz kopanie upartego psa - super przyklad dla
        dzieci)a dzieciaki wg jego slow rozbestwione bez zadnej dyscypliny (szczesliwe
        i radosne- to moja opinia). Mimo wszystko twierdzi, ze mnie kocha i mam
        zapomniec o rozwodzie, ze w takiej sytuacji zrobi wszystko aby do tego nie
        dopuscic, jednym slowem bedzie probowal ze wszystkich sil udowodnic mi a moze
        nawet wprowadzic w czyn, ze samej mi sie nie uda, ze nie damy rady (ostatnio
        wykrzyczal, ze przestanie placic raty za dom, ze pojdzie sobie pod budke z
        piwem i bedzie mial w nosie to wszystko). Stad tez moja obawa o dzieci, bylyby
        swietnia bronia w jego rekach, dokladnie wie, ze nigdy w zyciu ich nie
        zostawie, sa zreszta bardzo zwiazane emocjonalnie ze mna. Jak kiedys uda mi
        sie wyrwac z tego chaosu to sprobuje pojsc do psychiatry, dla mnie wyjscie z
        domu jest nielada wyczynem, nie mam jeszcze jakis panicznych lekow z tym
        zwiazanych ale samo zorganizowanie wyjscia o okreslonej porze jest dla mnie
        wielkim wysilkiem (po calej nieprzespanej nocy zwyczajnie nie mam sily ani
        ochoty i "na pewno pojde jutro, pojutrze" itd.). Ech, kompletny metlik, chyba
        przestane Wam juz glowy zawracac, powinnam sama sobie pomoc ale skoro nie
        wiem jak to jak Wy to mozecie wiedziec czytajac jakis tam fragment mojego
        zycia... Jakby tego bylo malo, to wczoraj doczytalam sie, ze jestem DDA a moj
        zwiazek jest toksyczny. Dla mojego meza kazdy specjalista to wariat, ktory
        tylko teoretyzuje i spotkanie z takowym to tylko strata czasu i pieniedzy.
        pozdrawiam, Maja
        • tarja30 Re: nawet umrzec nie moge 28.07.05, 15:18
          maja002 napisała:

          > Dziekuje za odpowiedzi, wczoraj faktycznie mialam straszliwego dola, dzisiaj
          > jest troche lepiej. Nieprawda jest, ze wstydze sie skorzystac z porad
          > psychiatry, wlasnie motywuje sie do tego aby tam wreszcie pojsc. Obawiam sie
          > jednak sytuacji, kiedy to wyjdzie na jaw i maz wykorzysta te informacje w
          celu
          > odebrania mi dzieci (tzn. on tak naprawde nie mialby pojecia co z nimi
          zrobic,
          > nigdy w pelni nie uczestniczyl w zyciu rodzinym, szczegolnie tym duchowym,wg
          > jego zasady facet jest po to aby zarabiac pieniadze i na nic wiecej nie ma
          > ochoty). Z dziecmi nie ma dobrych relacji, zreszta nie ma go w domu
          > tygodniami, kiedy wraca okazuje sie, ze wszystko jest nie na swoim miejscu,
          > totalny balagan (co wzbudza u niego niemala agresje, na szczescie jak narazie
          > slowna, choiaz zdarzalo sie juz kopanie upartego psa - super przyklad dla
          > dzieci)a dzieciaki wg jego slow rozbestwione bez zadnej dyscypliny
          (szczesliwe
          >
          > i radosne- to moja opinia). Mimo wszystko twierdzi, ze mnie kocha i mam
          > zapomniec o rozwodzie, ze w takiej sytuacji zrobi wszystko aby do tego nie
          > dopuscic, jednym slowem bedzie probowal ze wszystkich sil udowodnic mi a moze
          > nawet wprowadzic w czyn, ze samej mi sie nie uda, ze nie damy rady (ostatnio
          > wykrzyczal, ze przestanie placic raty za dom, ze pojdzie sobie pod budke z
          > piwem i bedzie mial w nosie to wszystko). Stad tez moja obawa o dzieci,
          bylyby
          > swietnia bronia w jego rekach, dokladnie wie, ze nigdy w zyciu ich nie
          > zostawie, sa zreszta bardzo zwiazane emocjonalnie ze mna. Jak kiedys uda mi
          > sie wyrwac z tego chaosu to sprobuje pojsc do psychiatry, dla mnie wyjscie z
          > domu jest nielada wyczynem, nie mam jeszcze jakis panicznych lekow z tym
          > zwiazanych ale samo zorganizowanie wyjscia o okreslonej porze jest dla mnie
          > wielkim wysilkiem (po calej nieprzespanej nocy zwyczajnie nie mam sily ani
          > ochoty i "na pewno pojde jutro, pojutrze" itd.). Ech, kompletny metlik, chyba
          > przestane Wam juz glowy zawracac, powinnam sama sobie pomoc ale skoro nie
          > wiem jak to jak Wy to mozecie wiedziec czytajac jakis tam fragment mojego
          > zycia... Jakby tego bylo malo, to wczoraj doczytalam sie, ze jestem DDA a moj
          > zwiazek jest toksyczny. Dla mojego meza kazdy specjalista to wariat, ktory
          > tylko teoretyzuje i spotkanie z takowym to tylko strata czasu i pieniedzy.
          > pozdrawiam, Maja

          Nikt ci nie odbierze dzieci a leczyc bedziesz sie tez dla nich.Depresja czy
          nerwica to nie powod zeby matce odbierano dzieci.Pomysl o sobie,dzieciach i
          lecz sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka