alfika
21.09.03, 11:15
Ona i on. On starszy, zrównoważony, pewien siebie, silna osobowość, łagodny -
mieszanka wzbudzająca szacunek. Skromny. Nie pcha sie w kłopoty, ma cudownie
zdrowe podejście do życia, ludzi. Budzi zaufanie. Inteligentny. Mądry.
Ona pewna siebie, uwielbia swoją pracę, rodzinę. Z nikim nie związana w
tradycyjny związek. Gdyby sytuacja była inna...
Tryska szczęściem i spokojem wewnętrznym, i radością życia. Taki promyk
słońca.
On ma kochaną żonę i wspaniałe dzieci.
Odpuszcza nadmiar pracy dla rodziny - szanuje ich, naprawdę kocha. Nie wiem,
jak z seksem, ale rodzina to świętość. I jego wybór przecież.
Poznaje ją, nasza onę.
Temat zdrad brzydzi i śmieszy, ocierają się o niego na każdym kroku, ale ich
to nie może dotyczyć, nie chcą. Pewnie kwestia zasad.
Temat zdrad obcy tak bardzo, że uwielbiają ze sobą pracować, rozmawiać -
żarty, sens swoich wypowiedzi wzajemnie chwytają w lot - i nie ma spotkań
potajemnych, nie ma łzawych historii, rozstań, wzniecania w sobie
idiotycznych oczekiwań.
Uwielbiają przebywać ze sobą, a elektryzowanie między sobą znoszą jako
łaskawy dar losu i równocześnie głupie utrudnienie, którego w czyn nie chcą
wprowadzać - potem było by trudniej.
Trudniej szanować siebie samego, trudniej utrzymać jego małżeństwo.
Godzą się ze stanem rzeczy pogodnie, zachowują się w sposób, który nikogo nie
powinien zranić - o ile nie rani sam fakt, że coś takiego ma miejsce.
Na to jednak nie mieli wpływu.
On nie czekał na nią, bo w życiu się nie spodziewał, ze coś jeszcze innego
poza spokojnym, pełnym przyjaźni, miłości i ciepła narzeczeństwem - potem
małżenstwem -się przydarzy.
Nie chciał, do głowy by mu nie przyszło, nie potrzebował i nie poszukiwał.
Ona też.
Jego żona jest kobietą naprawdę zasługującą na szacunek i sympatię :)
Tak twierdzą oboje.
No, nie chcą idiotycznych historii ze zdradami w roli głównej i już :)
Spotkania - czysto przyjacielskie, wystrzegają się spotkań sam na sam gdzie
indziej niż w miejscach publicznych - za podgrzewanie wulkanu nikt nie
odpowiada :)))
Czasem spacer za miasto, rozmowa, dotyk - jak skarb, tak delikatne. Ile siły
trzeba, by poza ciepłem niemal jak po latach partnerstwa nie dać się porwać
uniesieniom!
Jego głowa na jej brzuchu, gdy siedziała na trawie rozgrzanej popołudniowym
słońcem - położył się - rozmawiali. To chyba ich największa fizyczna
bliskość...
Głównie przeżywają bycie we dwoje - jedność dusz.
Prawdziwa jedność dusz.
Bez kombinacji.
Bez tajemnic. W całkowitym pogodzeniu z rzeczywistością. Z całkowitym
oddaniem. Z radością, że cos takiego się zdarza.
Miłość.
Od lat niezmienna, stała i na zawsze.
Jak Wam to wygląda?