21.09.03, 11:15
Ona i on. On starszy, zrównoważony, pewien siebie, silna osobowość, łagodny -
mieszanka wzbudzająca szacunek. Skromny. Nie pcha sie w kłopoty, ma cudownie
zdrowe podejście do życia, ludzi. Budzi zaufanie. Inteligentny. Mądry.

Ona pewna siebie, uwielbia swoją pracę, rodzinę. Z nikim nie związana w
tradycyjny związek. Gdyby sytuacja była inna...
Tryska szczęściem i spokojem wewnętrznym, i radością życia. Taki promyk
słońca.

On ma kochaną żonę i wspaniałe dzieci.
Odpuszcza nadmiar pracy dla rodziny - szanuje ich, naprawdę kocha. Nie wiem,
jak z seksem, ale rodzina to świętość. I jego wybór przecież.

Poznaje ją, nasza onę.
Temat zdrad brzydzi i śmieszy, ocierają się o niego na każdym kroku, ale ich
to nie może dotyczyć, nie chcą. Pewnie kwestia zasad.

Temat zdrad obcy tak bardzo, że uwielbiają ze sobą pracować, rozmawiać -
żarty, sens swoich wypowiedzi wzajemnie chwytają w lot - i nie ma spotkań
potajemnych, nie ma łzawych historii, rozstań, wzniecania w sobie
idiotycznych oczekiwań.
Uwielbiają przebywać ze sobą, a elektryzowanie między sobą znoszą jako
łaskawy dar losu i równocześnie głupie utrudnienie, którego w czyn nie chcą
wprowadzać - potem było by trudniej.
Trudniej szanować siebie samego, trudniej utrzymać jego małżeństwo.

Godzą się ze stanem rzeczy pogodnie, zachowują się w sposób, który nikogo nie
powinien zranić - o ile nie rani sam fakt, że coś takiego ma miejsce.
Na to jednak nie mieli wpływu.

On nie czekał na nią, bo w życiu się nie spodziewał, ze coś jeszcze innego
poza spokojnym, pełnym przyjaźni, miłości i ciepła narzeczeństwem - potem
małżenstwem -się przydarzy.
Nie chciał, do głowy by mu nie przyszło, nie potrzebował i nie poszukiwał.
Ona też.

Jego żona jest kobietą naprawdę zasługującą na szacunek i sympatię :)
Tak twierdzą oboje.

No, nie chcą idiotycznych historii ze zdradami w roli głównej i już :)

Spotkania - czysto przyjacielskie, wystrzegają się spotkań sam na sam gdzie
indziej niż w miejscach publicznych - za podgrzewanie wulkanu nikt nie
odpowiada :)))

Czasem spacer za miasto, rozmowa, dotyk - jak skarb, tak delikatne. Ile siły
trzeba, by poza ciepłem niemal jak po latach partnerstwa nie dać się porwać
uniesieniom!
Jego głowa na jej brzuchu, gdy siedziała na trawie rozgrzanej popołudniowym
słońcem - położył się - rozmawiali. To chyba ich największa fizyczna
bliskość...

Głównie przeżywają bycie we dwoje - jedność dusz.
Prawdziwa jedność dusz.
Bez kombinacji.
Bez tajemnic. W całkowitym pogodzeniu z rzeczywistością. Z całkowitym
oddaniem. Z radością, że cos takiego się zdarza.

Miłość.
Od lat niezmienna, stała i na zawsze.

Jak Wam to wygląda?
Obserwuj wątek
    • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 11:29
      Nie ma siły, nie wytrzymają. Pociąg się rozpędza. Już niedużo brakuje. To nie jest
      koleżeństwo ani przyjaźń, za horyzontem już widać następny etap...
      • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 11:32
        To trwa 6 lat, nic się nie zmienia.
        Żona i dzieci nie są przeszkodą, on naprawdę jest wspaniałym mężem i ojcem.
        Ona też nigdy nie zgodzi się ich skrzywdzić.

        Ale to rzeczywiście nie jest tylko koleżeństwo ani tylko przyjaźń.
        • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 11:36
          Hmm, 6 lat to rzeczywiście dość długo. Żelazna dyscyplina. A może ty o czyms nie
          wiesz?
          • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 11:40
            Możliwe przecież, nie znam historii ze szczegółami.
            Ale ona kwitnie.
            Seksu nie ma, sumienie by ją wykańczało.
            Widać, że sie odnalazła. A że nie krzywdzi - wiem. Taki typ.
            • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 11:46
              Z tym sumieniem to różnie bywa... Przecież to, co oni robią, już zatrąca o zdradę:
              wspólne wypady za miasto? Zdarza ci się coś takiego z tym samym kumplem za każdym
              razem? Masz takiego kolegę, co ci kładzie głowę na czymkolwiek?
              Czego oczy nie widzą, to sercu nie żal - jak żona o niczym nie wie, to nie czuje się
              skrzywdzona, fakt. Więc Ona może być asolutnie święcie przekonana, że nie krzywdzi.
              • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 11:59
                melitele napisała:

                > Z tym sumieniem to różnie bywa... Przecież to, co oni robią, już zatrąca o
                zdra
                > dę:
                > wspólne wypady za miasto? Zdarza ci się coś takiego z tym samym kumplem za
                każd
                > ym
                > razem?


                Wypad: jeden.

                Masz takiego kolegę, co ci kładzie głowę na czymkolwiek?

                Mam - Alfa :)
                Ale u nich trudno mówić o kolezeństwie - to, co im się dzieje w środku to za
                zadne skarby na kolezeństwo nie wygląda :))))
                Oni wiedzą, że w ogień by za sobą poszli.
                Więc nie zdradzają na poziomie fizycznym.



                > Czego oczy nie widzą, to sercu nie żal - jak żona o niczym nie wie, to nie
                czuj
                > e się
                > skrzywdzona, fakt. Więc Ona może być asolutnie święcie przekonana, że nie
                krzyw
                > dzi.

                Nie mam zielonego pojęcia jak z żoną. Czy wie, czy nie. Ona sama mówi, że
                krzywdę się wyrządza nawet wtedy, gdy żony lub mężowie nie wiedzą - zdrada to
                zdrada i nie ma zmiłuj się.
                Może żona sama by odeszła, gdyby wiedziała?
                A może wie, ale on mówiąc o tym, co się dzieje, zapowiedział, że żadnych
                smutnych historii nie będzie i rodzina się nie rozleci?

                Szczęścia na rozbitym małżenstwie nie zbudują, dobrze wiedzą.
                Tej miłości z kolei nikt im nie zabierze. To takie najpierw zdziwienie, potem
                pogodzenie z faktem - jest i już. Reszta pozostaje bez zmian.

                Ta żona naprawdę jest fajną dziewczyną.
                • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 12:02
                  Czyli jednak krzywdzi, choć sobie wmawia, że nie?
                  Jednak to wszystko jest nieuczzciwe wobec rodziny. Jeśli Jemu nie jest dobrze z
                  rodziną, tylko z Nią, to coś jest nie tak, nie?
                  • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 12:11
                    melitele napisała:

                    > Czyli jednak krzywdzi, choć sobie wmawia, że nie?
                    > Jednak to wszystko jest nieuczzciwe wobec rodziny. Jeśli Jemu nie jest dobrze
                    z
                    >
                    > rodziną, tylko z Nią, to coś jest nie tak, nie?

                    Ona nie pamiętam, by cokolwiek sobie wmawiała.
                    Czym krzywdzą?
                    Krzywdząca jest sytuacja, że ta miłość spadła jak grom, ale nikt tego nie
                    chciał, kontakt mieli tylko w pracy, a i tego się bali, żeby nie przekroczyć
                    jakiejś granicy.
                    Samo się z czasem okazywało, że myślą w identyczny sposób.
                    Do niczego nie dążą, nie cierpią z niewidzenia się, nie łkają z tęsknoty. Czują
                    co czują i żyją z tym, normalnie.

                    Jemu jest dobrze z rodziną. To jest stałe, lubi swoją żonę jako człowieka,
                    szanuje jej opinie, dobrze się czuje w jej towarzystwie i nie ma wciskania
                    bzdur, że był młody, głupi i tak naprawdę nie kochał jak się żenił.
                    Nie wiem, jak on to godzi, ale promienieje na jej widok i do niczego nie dąży.
                    No nie ma się czego czepić.


                    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
                • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 12:11

                  > Masz takiego kolegę, co ci kładzie głowę na czymkolwiek?
                  >
                  > Mam - Alfa :)
                  Zdaje się, że Alf jest jednak czyms więcej niż kolega z pracy?
                  • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 12:18
                    Ohoho! I to ile więcej niż kolega z tego Alfa :)))
                    No patrz, ale i kolega z pracy :)))

                    Ale on dla niej też znaczy pół świata, żaden kolega. Ukochany.
                    Ona dla niego - muza, miłość, przyjaciółka, drugie pół świata.
                    • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 12:22
                      Czyli jest miłość - ta zakazana, jest oszustwo - bo oszukują żonę. I wszystko jasne.
                      Romans jak każdy inny, moxe troche bardziej subtelny, jeśli jeszcze nie byli w łóżku (w
                      co nie wierzę - przez 6 lat? niemożliwe).
                      • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 12:31
                        melitele napisała:

                        > Czyli jest miłość - ta zakazana, jest oszustwo - bo oszukują żonę. I wszystko
                        j
                        > asne.
                        > Romans jak każdy inny, moxe troche bardziej subtelny, jeśli jeszcze nie byli
                        w
                        > łóżku (w
                        > co nie wierzę - przez 6 lat? niemożliwe).

                        Możliwe, za to głową mogę ręczyć.

                        A co z tą zoną nieszczęsną? Mieliby powiedzieć?

                        To wyraźnie widać, ze się kochają, ale oni - nawet głupkiem można być, żeby
                        zobaczyć te jedność i to, że wszystko chcieliby razem - życie wspólne. Ale
                        twierdzą, że i tak mają wspólne. Seks niepotrzebny, choć piękny by był - ona
                        się uśmiecha i zamyka oczy.
                        Ale mówi, nie w tym rzecz.

                        To, co w nich się dzieje, to jest sedno sprawy. Daje spełnienie faklt istnienia
                        drugiej połowy duszy. Może nawet większe niz gdyby się zaczęły dramaty? Nie
                        wiem, ale tak mi wygląda.

                        I wiesz, to trochę mi pasuje do historii Eichelbergera - ze swoją drugą żoną
                        przyjaźnili się i opiekowali jego pierwszą żoną, jak zachorowała. To wyższy
                        stopien świadomości - albo jak kto woli, wyższa szkoła jazdy.
                        Masa zrozumienia, akceptacji i wybaczenia.

                        A u nich nie ma byłej i obecnej.
                        • eilen Re: Ona i on. 24.09.03, 17:48
                          alfika napisała:

                          > melitele napisała:
                          >
                          > > Czyli jest miłość - ta zakazana, jest oszustwo - bo oszukują żonę. I wszys
                          > tko
                          > j
                          > > asne.
                          > > Romans jak każdy inny, moxe troche bardziej subtelny, jeśli jeszcze nie by
                          > li
                          > w
                          > > łóżku (w
                          > > co nie wierzę - przez 6 lat? niemożliwe).
                          >
                          > Możliwe, za to głową mogę ręczyć.

                          Glowa mozesz reczyc tylko jesli jestes NIĄ.
                          • alfika Re: Ona i on. 24.09.03, 18:07
                            Głową to ja mogę ręczyć kiedy chcę.
                            A że mam jedną, to ręczę nią tylko w tych sytuacjach, kiedy jestem całkowicie
                            pewna.

                            Znasz ludzi, którym całkowicie wierzysz?
            • Gość: xmx Re: Ona i on. IP: *.acn.waw.pl 27.09.03, 21:12
              Piszesz"sygnaturka jaka,kazdy widzi"- czy ty jestes ta pierwsza,czyli zona?
              • alfika Re: Ona i on. 27.09.03, 23:56
                Gość portalu: xmx napisał(a):

                > Piszesz"sygnaturka jaka,kazdy widzi"- czy ty jestes ta pierwsza,czyli zona?



                Żadna żona ani ona, a sygnaturka sama sobie od roku żyje.
    • ta Re: Ona i on. 21.09.03, 11:34
      > Nie pcha sie w kłopoty, ma cudownie
      > zdrowe podejście do życia, ludzi. Budzi zaufanie. Inteligentny. Mądry.

      Wobec tego co czytam dalej, w mojej ocenie:
      1) pcha się w kłopoty
      2) ma niezdrowe podejście do życia
      3) nie budzi zaufania
      4) nie jest mądry

      > Jak Wam to wygląda?

      Tak sobie.

      Ta_

      P.S. Przyjaciele, nie zapomnijcie położyć głowy na moim brzuchu przy
      najbliższym spotkaniu. Byle delikatnie.


      • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 11:37
        ta napisała:

        > > Nie pcha sie w kłopoty, ma cudownie
        > > zdrowe podejście do życia, ludzi. Budzi zaufanie. Inteligentny. Mądry.
        >
        > Wobec tego co czytam dalej, w mojej ocenie:
        > 1) pcha się w kłopoty
        > 2) ma niezdrowe podejście do życia
        > 3) nie budzi zaufania
        > 4) nie jest mądry
        >
        > > Jak Wam to wygląda?
        >
        > Tak sobie.
        >
        > Ta_
        >
        > P.S. Przyjaciele, nie zapomnijcie położyć głowy na moim brzuchu przy
        > najbliższym spotkaniu. Byle delikatnie.
        >
        >

        Uzasadnienie poproszę :)
        • m.malone Re: Ona i on.- Oj!Oj! 21.09.03, 12:15
          Alfika:)))
          Dziewczyna jesteś, intuicję masz jak słoń trąbę, a nie wiesz i peesujesz:))
          Pytanie (w tej sprawie) jest: czy ostatnio nie jada więcej ostrych rzeczy, albo
          czy nie ma innych zachciewajek:))

          A w tamtej sprawie - poważniej przymina sie nie wiem czemu przecudnej urody
          folm chyba Agnes Vardy "Szczęście" (oglądałem chyba 6 razy)
          • alfika Re: Ona i on.- Oj!Oj! 21.09.03, 12:22
            Zapałałam pragnieniem obejrzenia owego filmu!
            Skąd go? Na kasetach krąży?
            Jak tak, to sobie znajdę.

            A kto na ostro i zachciewajkowo? Czy wiesz o Ta coś, czego ja nie wiem?

            To gratuluję serdecznie!!!
            (Te'ej, nie Tobie MM ;))))
            • m.malone Re: Ona i on.- Oj!Oj! 21.09.03, 12:35
              Niestety nie wiem:( Sam chciałbym - i to bardzo - mieć go na kasecie czy DVD.
              Varda zrobiła go ~ wczesne 70. Mam tylko "Czerwoną Pustynię". Ale może tu albo
              na jakims forum o filmach będą wiedzieli.

              Co do Ta - nic nie wiem, mam żelazne alibi - tylko włączyłem nadbieg swojej
              intuicji:))))

              Dottore
              MM
            • m.malone Re: Ona i on.- Oj!Oj! 21.09.03, 14:49
              Alfiko:)
              Czy pozwolisz mi opowiedzieć w tym wątku ("Ona i on" - czy to nie tytuł filmu?
              Słyszę jakąś muzykę... może mi się zdaje) historię podobną, tylko dłuższą (w
              czasie oczywiście - trwającą nie 6, a ponad 25 lat), w ktrej jest juz po
              epilogu??
              Jeśli tak, zrobię to wieczorkiem:) - przecież mówiłaś, że masz czas:-/
              MM
              Aha! Jeśli ręczysz głową za to, że nie było zblizenia w tym czasie, oznacza to,
              że musisz mieć ogromne zaufanie,przynajmniej do jednej, jeśli nie do dwu osób
              tego trójkąta, prawda?
              • Gość: alfika Re: Ona i on.- Oj!Oj! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 15:58
                Dlaczego Ty mnie pytasz o takie rzeczy?
                Wszystkie wątki są nasze :)))
                Piszcie sobie w moich wątkach i na inne tematy, pozwalam oficjalnie. I tak
                wrócę do tematu, jeśli to coś ważnego i nie rozebranego do końca :)
                • m.malone Re: Ona i on.- Oj!Oj! 21.09.03, 16:30
                  Gość portalu: alfika napisał(a):

                  > Dlaczego Ty mnie pytasz o takie rzeczy?
                  > Wszystkie wątki są nasze :)))
                  > Piszcie sobie w moich wątkach i na inne tematy, pozwalam oficjalnie. I tak
                  > wrócę do tematu, jeśli to coś ważnego i nie rozebranego do końca :)

                  piękne dzięki Alfice co Ją wylogowało:))
      • Gość: ryb Re: Ona i on. IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.09.03, 12:07
        "P.S. Przyjaciele, nie zapomnijcie położyć głowy na moim brzuchu przy
        najbliższym spotkaniu. Byle delikatnie."


        Czy uwazasz mnie za swojego przyjaciela?


        ryb

    • Gość: f5f5f5f5f5 Re: Ona i on. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 13:56
      Ja to znam z autopsji, wszystko sie zgadza co do szczegolu oprocz tego ze u
      mnie to trwa jeszcze krotko.Nie wierze ze sie zatrzymamy.To rozpaczliwa
      sytuacja.Mysle ze zdradzilismy juz swoje rodziny, tyle ze jeszcze nie
      fizycznie, ale co jest gorsze.To szalencza namietnosc ktorej nie da sie
      zatrzymac.Czy mozna budowac nawet najwieksze szczescie unieszczesliwiajac
      innych.
      • Gość: alfika Re: Ona i on. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 15:42
        Co Ty mówisz, jaka rozpaczliwa sytuacja, jaka namiętność???

        Poczekajcie te 6 lat, zobaczysz, czy to to samo.
        Trzymam kciuki za powodzenie, bo nie chodzi o fizyczność.
    • Gość: girl historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 15:10
      bohaterowie: chłopak i dziewczyna, Polak i Żydówka

      1.miejsce akcji: przedwojenna Polandia, bardzo się kochają, obie rodziny nie
      chcą się zgodzić na mezalianse, wybucha wojna, tracą się z oczu

      2.nie moga się odnaleźć po wojnie, chłopak jest przekonany że ona zginęła, żeni
      się z fajną kobietą, mają dzieci

      3.kilka lat po wojnie tamta go odnajduje, postanawiają zamieszkać kilka ulic od
      siebie, wielka miłość, on się nie rozwodzi bo "tak się nie robi", zero romansu
      w tradycyjnym sensie "bo tak się nie robi", są obok i "patrza w tym samym
      kierunku", przez 50 lat...

      4.niedawno ona umiera

      5.on następnego dnia gra w tenisa (wszystko z nim w najlepszym porządku, mimo
      80-tki) z przyjacielem i mówi: my już gramy ostatni raz. Dlaczego? Czy źle się
      czujesz? pyta przyjaciel. Ja już nie mam powodu żeby dalej żyć - uśmiecha się
      tamten.

      6.nastepnego dnia umiera.

      Mocne nie?
      Szkoda, że prawdziwe.
      Niech nikt mi nie mówi, ze kiedys fajniej się żyło, a ludzie byli szczęśliwsi.
      Niech nikt mi nie mówi, że chciałby być na miejscu żony z tej historii.
      Ja bym swoim rodzicom takiej głupoty nie wybaczyła.

      Sorry, ale wyznaje filozfię niepacyfikowania prawdy, dlatego uważam ludzi z
      historii Alfiki za pozornie dobrych i pozornie pięknych, a nawet powiem
      szczerze , że mnie złoszczą ;)

      pzdr :)

      p.s.Alfika, obejrzyj "Przemiany" Barczyka z Mają Ostaszewską. Był w tym roku na
      PFFF w Gdyni, pewnie go dadzą w TV za jakiś czas.
      • Gość: alfika Re: historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 15:56
        Rodzicom łatwiej doradzać he he :)))
        Innych łatwiej rozgrzeszyć niż siebie, szczególnie innych, których kochamy i
        szanujemy :)

        A sobie - co ze sobą byś zrobiła w tej historii?

        A jak ktoś by nie prosił o radę - oni sobie radzą jak potrafią, wydają sie być
        w sytuacji najlepszej jak w tej sytuacji można - ja nie jestem tu od radzenia!
        Czasem coś usłyszę, ile chce mi powiedzieć, nie robię też za dobrą
        przyjaciółkę, nie popieram i nie ganię - i obie na temat zdrady mamy baaardzo
        niepochlebne zdanie. Przepraszam, nie tylko my dwie :)
        Oni nie widzą problemu, pełna akceptacja faktów, opisuję żeby opowiedzieć
        miłość - honor - silną wolę - nie trzeba iść do łóżka.
        Miłość to sprawa serca.
        Tu w najczystszym wydaniu.
        Ja widzę to tak, a że ciekawi mnie reakcja ludzi na niepospolity stan rzeczy -
        to stąd historia.
        Przy pozwoleniu, nie kryją sie - bo i z czym?

        Przeciez powodem rozpadu małżeństwa - tym bardziej małżeństwa kogoś, kogo
        kochasz - być się nie chce.
        Przecież na miejscu tego mężczyzny tez trudno się odnaleźć - im się jak widać
        udało, osobiście twierdzę, że strasznie dużym kosztem, ale też tego nie powiem.

        Na miejscu żony być najgorzej - najprostsza - i najtrudniejsza - rola.
        • Gość: girlfriend Re: historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 16:24
          > A sobie - co ze sobą byś zrobiła w tej historii?

          gdybym była żoną i kochałabym męża i wiedziałabym, że to tamta jest miłością
          jego życia - pozwoliłabym mu odejść i jeszcze bym mu w tym pomogła

          gdybym byla żona i go nie kochała - tym bardziej

          gdybym była mężem - zastrzeliłabym się ;) bo podejrzewam, że wbrew pozorom on
          najbardziej kocha siebie i spokój własnego sumienia, niż tą prawdziwą ukochaną

          Tu tak naprawdę nie chodzi o sypianie ze soba, czyli przekroczenie ostatniej
          bariery intymności. Z żoną mężczyzna z Twojej opowieści sypia/sypiał, a jednak
          to nie ją kocha naprawdę. Czy jakby sypiali z tą prawdziwą miłością, to byliby
          bardziej "winni"? Wina dla mnie polega na byciu nie z tym, kogo się kocha
          naprawdę.
          Zawsze bedę bronić prawa ludzi do drugiej szansy. Czasem prawdziwa milość
          przychodzi druga.

          gdybym była ukochaną - przeszłoby mi, bo kochać można tylko mężczyznę, ktory
          wraca do chorej żony albo małoletnich dzieci

          Alfika, oni popełniają ciężki grzech.
          Oczywiście - nie należy udzielać rad nieproszącym o to.
          I jeszcze: pełna akceptacja faktów bywa pozorna.
          • Gość: alfika Re: historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 16:35
            Pozorna akceptacja nie daje człowiekowi spokoju.
            I to przez tyle lat?
            Chyba niemożliwe.

            Ona - ona nawet nie ma jak odejść, bo nie są ze sobą, nie ma czegoś o czym się
            mówi "związek".
            Jest coś, co trwa niezaleznie od spotkań czy niespotkań.

            Dla mnie to absurd, że wszyscy są gotowi ich wyswatać (oboje są wspaniałymi,
            kochanymi ludźmi).
            Tylko oni sami nie dali i nie dają sobie prawa do życia we dwoje.
            Przysięga małżenska, dziewczynki, żona...

            Stwierdzili, że wystarczy im uczucie.
            • melitele Re: historyjka druga 21.09.03, 16:38
              Przecież to jest nieuczciwe.
              • Gość: alfika Re: no, nie wiem... Dlaczego? (n/t) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 16:41
                • melitele Re: no, nie wiem... Dlaczego? (n/t) 21.09.03, 16:46
                  Napisałaś, że ludzie próbuja ich wyswatać - czyli widzą, że coś między nimi jest, że jakoś
                  do siebie pasują. Czy ci ludzie wiedzą o tej oszukiwanej żonie?
                  On - spotykając się z ~Nią- odbiera swoją obecnośc, swój czas, osobom, które powinny
                  być dla niego najważniejsze.
                  A może to jest taki - dość typowy zresztą - przykład faceta, co to "kocha" dwie kobiety - i z
                  jedną sie nie rozejdzie, bo daje mu domowe ciepełko, ale i drugiej nie zostawi, bo sie
                  "świetnie rozumieją i czuja ze sobą" Jakimś takim tchórzostwem mi to trąci.
                  • alfika Re: no, nie wiem... Dlaczego? (n/t) 21.09.03, 17:00
                    melitele napisała:

                    > Napisałaś, że ludzie próbuja ich wyswatać - czyli widzą, że coś między nimi
                    jes
                    > t, że jakoś
                    > do siebie pasują.


                    Ludzie z pracy, można się doskonale domyślić, ze przy takim zrozumieniu,
                    identycznym podejściu do życia, ludzi, poczuciu humoru - powinno iskrzyć.
                    Swataliby ich - bo ich lubią - ale nie wnikają jakoś szczególnie, dorośli są,
                    sami decydują.
                    Nie spodziewałabym się potępienia, po prostu. Może przez wygodnictwo? Jak się
                    ma dobre układy w pracy, to się o nie dba? On jest naprawdę specjalistą, nie do
                    zastąpienia.

                    Ale nikt jakoś kłopotów im robic nie potrzebuje, na afery nikt nie liczy, bo
                    oni nie z tych, co cokolwiek powiedzą czy ostentacyjnie przeżyją.
                    Cisza jest.

                    Spotykają się przy okazji w pracy, poza pracą - raz na parę tygodni. Nie
                    przesadzajmy z tym ograbianiem - częściej się odwiedza tesciową.
            • Gość: girlfriend Re: historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 16:51
              Facet jej nie kocha. Na bank.

              Dlaczego nie mieliby dać sobie prawa, gdyby się kochali?
              Czy ta żona jest masochistką, że chce być z facetem, dla ktorego inna jest nr1?
              Żona jest postacią głęboko smutną.

              Dziewczynki?
              ja bym nie chciała, zeby ktoś mnie uzywal jak zasłony dymnej. Żeby moim rodzice
              tkwili w nawet głębokiej pryjaźni, przywiązaniu itd. ale w niemiłości.

              ale jest jeszcze coś - niektórzy potrzebują pewnego rodzju dramatyczności w
              życiu.


              p.s.jeśli w obojgu jest spokój w takim układzie, to znaczy, że to nie miłość,
              tylko coś podrzedniejszego. moim zdaniem, skromnym resztą bardzo ;)
              • alfika Re: historyjka druga 21.09.03, 17:10
                Kocha ją. Na dwa banki.
                Omówili sytuację. To ona częściej mówi o jego żonie i córeczkach jako istotach
                do chronienia - bo w końcu nie są winne i nie zasłuzyły.

                On się nie broni przed tym uczuciem, przed nią, omówili możliwość życia we
                dwoje - na początku, ustalili, że nie udźwigną tego. Ustalili razem, do tematu
                wracali, nie chcieli takich historii.

                Diabli wiedzą, co z tą żoną? Wie? Domyśla się? Żyje w błogiej nieświadomości?

                Dramatyczność mają, może to rzeczywiście taki koktajl, co daje spełnienie - ale
                dorosłym ludziom? Oni są konkretni.

                Jak nie miłośc, to co trwa tyle czasu? W taki sposób?
                Ja nie widzę innej możliwości.
                • Gość: girlfriend Re: historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 17:16
                  > Kocha ją. Na dwa banki.
                  > Omówili sytuację. To ona częściej mówi o jego żonie i córeczkach jako
                  istotach
                  > do chronienia - bo w końcu nie są winne i nie zasłuzyły.

                  Alfika, wiem to napewno: jesli kobieta mysli o córeczkach i żonie bardziej niż
                  o nim - nie kocha go.
                  poza tym jak sie widują rzadziej niz on z tesciową, no to sorry...

                  > On się nie broni przed tym uczuciem, przed nią, omówili możliwość życia we
                  > dwoje - na początku, ustalili, że nie udźwigną tego. Ustalili razem, do
                  tematu
                  > wracali, nie chcieli takich historii.

                  skoro nie udxwigną - to nie jest miłość. to jest napewno coś milego i fajnego,
                  ale nie milość. Miłość jest wtedy, kiedy mężczyzna jest ważniejszy niż cała
                  reszta świata.

                  >
                  > Diabli wiedzą, co z tą żoną? Wie? Domyśla się? Żyje w błogiej nieświadomości?
                  >
                  > Dramatyczność mają, może to rzeczywiście taki koktajl, co daje spełnienie -
                  ale
                  >
                  > dorosłym ludziom? Oni są konkretni.
                  >
                  > Jak nie miłośc, to co trwa tyle czasu? W taki sposób?
                  > Ja nie widzę innej możliwości

                  jakaś fascynacja, głeboka sympatia i paralelność, przyjaźń, może i fascynacja
                  erotyczna, porozumienie, pewnie czułość, partnerstwo intelektualno-emocjonalne
                  i co tam jeszcze...

                  ale jak tak, to dobrze, że się nie wiążą - mgły wachlarzem nie rozpędzisz
                  • alfika Re: historyjka druga 21.09.03, 17:29
                    O matko, Girl (o matko Girl??? :))) - dla Ciebie to albo miłość i są we dwa,
                    albo nie miłośc i nie sa we dwa.

                    Nie myśli bardziej o żonie i dzieciach niż o nim - myśli o nich, bo to jego
                    żona i jego dzieci. On jest - no, łzawo, niech będzie - światłem w jej oczach.
                    I co sorry? :)))
                    Nie wiem, jak czesto on widuje się z teściową - pewnie rzadko, a ja
                    powiedziałam ogólnie.
                    >
                    > > On się nie broni przed tym uczuciem, przed nią, omówili możliwość życia we
                    >
                    > > dwoje - na początku, ustalili, że nie udźwigną tego. Ustalili razem, do
                    > tematu
                    > > wracali, nie chcieli takich historii.
                    >
                    > skoro nie udxwigną - to nie jest miłość.
                    to jest napewno coś milego i fajnego,
                    > ale nie milość. Miłość jest wtedy, kiedy mężczyzna jest ważniejszy niż cała
                    > reszta świata.


                    Tak, ale miłośc nie może być powodem do checi zranienia innych ludzi tylko
                    dlatego, że ona chciałaby go dla siebie.
                    Radośc z faktu kochania.
                    • Gość: girlfriend Re: historyjka druga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 17:59
                      Tak. Serio. We dwa. To nie telenowela południowoamerykańska ;)

                      z dziećmi może i troche zgoda
                      z żoną? no! zapewniam się ze mysli się o mężczyżnie, o tym co dobre dla niego,
                      a nie co dobre dla jego zony. a dla niego nie jest nigdy dobre żeby zasypiał i
                      budził się koło tej, co go kocha nie dość (z wyjatkiem wyżej przytoczonych
                      wyjątków)

                      Radość z faktu kochania ok. Ale jesli on mnie kocha nie dość, to go nie
                      zadręczam spotkaniami. Jego i siebie. Jeśli kocha dość, to mu nie pozwalam
                      tkwić w takim bagnie, ktore go wykończy w końcu.

                      ale ja obstaje przy tym, że ich nie big love łączy tylko mniejszy jakiś
                      kaliber :)
                  • Gość: jass Re: historyjka druga IP: 80.51.240.* 22.09.03, 12:30
                    Nie wiem,czy to ktoś przeczyta od srodka,bo jak zwykle jestem spózniony.Ale
                    włączam sie w miejscu,które mnie porusza.Alfika,uwazam,że nie znasz żony i
                    dlatego wszystko co z nia związane Cię nie rusza.Twoje prawo.Racja jest duża po
                    stronie girlfriend,a moje dopowiedzenie takie:i fajne to ich bycie,i miłe,i
                    duchowe,i przez to w pracy atmosfera ciepła,ale wydaje mi sie,ze żyją w dwóch
                    odrębnych światach.Jego rodzinnym,i ich wspólnym w pracy.I oba są wspaniałe,ale
                    już wiedzą,że bardziej rzeczywisty jest ten nie słuzbowy.Może wymyslam,ale póki
                    co ,tak myślę.
                    • alfika Re: historyjka druga 22.09.03, 13:33
                      Gość portalu: jass napisał(a):

                      Alfika,uwazam,że nie znasz żony i
                      > dlatego wszystko co z nia związane Cię nie rusza.Twoje prawo.


                      Nie przesadzaj. Skąd takie wrażenie? Bo opisuję to, co łaczy ich, a nie żonę?
                      Na każdym kroku podkreślam, że żona jest wspaniałą kobietą i nikt jej
                      stereotypowo - jak niewygodnej istoty w pięknej historii - nie ma prawa
                      traktować.


                      ale wydaje mi sie,ze żyją w dwóch
                      > odrębnych światach.Jego rodzinnym,i ich wspólnym w pracy.

                      Żyją w jednym świecie, czują swoje emocje, zachowują się jak - jak jedno - mają
                      podobne poglądy, jak nie mając podobnych to zawsze wyczuwają - to nie jest
                      kwestia tłumaczenia - dlaczego to drugie tak myśli. Niczego od nikogo nie chcą,
                      niczego nie oczekują, na nic się nie skarżą.
                      To nie jest stereotypowe, jakby było, ona szybciutko wybiłaby sobie z głowy
                      beznadziejne miłostki.
    • Gość: ktos Re: Ona i on. IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 21.09.03, 15:37
      to moja historia
      bez happy endu
    • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 15:57
      No właśnie. Jak to w życiu: okazuje się, że takich historii jest mnóstwo. Co zrobić w takiej
      sytuacji? Nie starczy siły, żeby przerwać, brakuje tupetu, żeby zażądać dla siebie
      szczęścia - więc może tak to trzeba zostawić, a jak sie wyda, to wtedy się będą martwić.
      Ponieważ sama przez jakiś czas byłąm z żonatym facetem, zawisiłam na kołku myślenie,
      że na cudzym nieszczęściu się szczęscia nie zbuduje. A jednak jakiś kawałek tego
      szczęścia powstaje! I może tego własnie trzeba sie trzymać?
      • alfika Re: Ona i on. 21.09.03, 16:07
        Znam mnóstwo sytuacji, że zdradzają: idą ze sobą do łóżka i czasem potrzebują
        dodać do tego gadanie o miłości a czasem nie.

        Tu nie ma łóżka.
        Nie ciągnie się romans za plecami żony.

        Oni żyją z uczuciem bez najmniejszych kombinacji.
        Jest różnica? Jest. Jak kto nie wierzy, niech spróbuje.
        • melitele Re: Ona i on. 21.09.03, 16:12
          alfika napisała:

          > Znam mnóstwo sytuacji, że zdradzają: idą ze sobą do łóżka i czasem potrzebują
          > dodać do tego gadanie o miłości a czasem nie.
          >
          > Tu nie ma łóżka.
          > Nie ciągnie się romans za plecami żony.
          >
          Dobrze, nie nazywajmy tego romansem. Ale cokolwiek to jest - ciĆgnie sie za plecami
          żony, prawda?
          > Oni żyją z uczuciem bez najmniejszych kombinacji.
          > Jest różnica? Jest. Jak kto nie wierzy, niech spróbuje.
          >
          • Gość: alfika Re: Ona i on. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 16:48
            Nie wiem, czy za plecami.
            On jest honorowy, nie wiem, co zrobił.
            Może na poczatku założył: zobaczymy co z tego wyniknie? może to chwilowe
            zauroczenie - wariactw się nie robi, żony się nie wplątuje a przede wszystkim
            nie idzie się do łóżka.

            A teraz? Ta żona to w zasadzie powinna sie domyślić?

            Pewnie, gdyby wiedziała, to choćby po jakimś czasie pomogła - jak pisze girl -
            jemu związać się z tą, która on kocha.
            Tym bardziej, że o nic walczyć nie musi, on jest.
            A nie wiem, czy stać by ją było na oszukiwanie się - a moze sa po rozmowach na
            ten temat - ona się koi myślą, ze on i tak nie odejdzie? Ale gdyby ona tak
            podchodziła wiedząc, co się stało, to on by jednak odszedł.

    • megxx Re: nie wierzę w to 21.09.03, 16:16
      A jak to jest, że sumienie jej nie zagryzło do tej pory, przecież grzeszy myślą
      i mową jeżeli nie(co należy podejrzewać)czynem.
      Mogę uwierzyć, że się kochają on nie nalega na częsty seks(ale mają to za sobą)
      i postanowili, że nie będą dążyć do jego rozwodu. Znam przynajmniej jeden taki
      wypadek.
      • Gość: alfika Re: nie wierzę w to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 16:40
        A ja podejrzewam, że gdyby dzielili ze sobą intymność, to by już nie wypuścili
        się z ramion.
        Dlatego myślę, że jednak nie dzielili.
        • megxx Re: nie wierzę w to 21.09.03, 16:58
          Myślę dokładnie odwrotnie, dlatego, że dzielili intymność mogą żyć czymś innym
          niż tylko seksem. I mężczyźnie też jest wtedy łatwiej, jakby nie patrzeć,
          normalny facet w zasadzie dąży do spełnienia. W zamian za to może dać dużo
          serca. Może też być bardzo cierpliwy. Znam jedno małżeństwo, w którym przez
          lata choroby(nie zawsze jednakowo silnej), mąż nie kochał się z żoną, bo nie
          chciał jej stresować.
          A co z tym jej "sumieniem"?
          • alfika Re: nie wierzę w to 21.09.03, 17:21
            Nie mogłaby.
            Zresztą, powiedziałaby, gdyby. Ale nie, to cos innego. Nie było intymności.

            Kiedyś zapytałam, co zrobi, gdy odezwie się chęć urodzenia dziecka.
            Powiedziała, że nic. Że nie będzie go obciążac swoim chceniem, bo on też by o
            tym myślał, chciałby się rozwieść, rozdzielić z dziećmi, a ona mu tego nie chce
            zrobić.
            O dzieciach tez rozmawiali. On na pewno by chciał.
            • bukfa smutek 21.09.03, 17:54
              Dla mnie ta historia jest po prostu przeszywajaco smutna.
              Niestety nie jest tez calkowicie abstrakcyjna.
              Ja wlasnie jestem zona ktorej maz - najukochanszy - pokochal inna. Sprawa jest
              jeszcze nowa, nie wiem czy tamto okaze sie przelotna fascynacja czy wielkim
              uczuciem. On tez nie wie - mowi ze kocha obie. Umarlam w czesci.
      • m.malone Re: nie wierzę w to 21.09.03, 23:39
        megxx napisała:

        > Mogę uwierzyć, że się kochają on nie nalega na częsty seks(ale mają to za
        sobą)
        > i postanowili, że nie będą dążyć do jego rozwodu. Znam przynajmniej jeden
        taki
        > wypadek.

        Meg:)
        przepraszam za wtręt: to nie wypadek, raczej przypadek.
        Wypadek może się dopiero zdarzyć:)
        MM
    • jmx Ona i on i ... 21.09.03, 20:25

      Nie chciałabym być tą żoną.
      • megxx Re: Ona i on i ... 21.09.03, 20:38
        Ja też, o ile jestem w stanie zrozumieć, że ktoś kogoś pokochał wbrew swoim
        przysięgom i mówi bye, bye..to taki stan jest upokarzający. Mam nadzieję, że
        ona nic nie wie.
      • jmx ps 21.09.03, 20:46

        Taka historia jest możliwa (abstrahując od odczuć osób trzecich), sama tez
        mialam (smutną) okazję się o tum przekonać. Ktoś kiedyś bardzo mądry
        powiedzial mi, że czasem jest "tylko" miłość a czasem "aż" przyjaźń. I tu jest
        chyba właśnie ten drugi przypadek. Ta kobieta kocha go naprawdę a on? Może
        jest niezdecydowany, a może mu wygodnie...
        • moc_ca hmm... 21.09.03, 21:40
          Nie czytałam żadnych wpisów oprócz rozpoczynajacego wątek.
          Dla mnie to zwykły,banalny romans z dorobioną bajkową otoczką.Seks iskrzy,sączy
          się ze słów i za chwilę trzaśnie w nich niczym piorun nagły i (nie)spodziewany.
          On o tym wie i czeka na uderzenie aby móc rozładować nabrzmiewające pożądanie
          wieńczące długotrwałe,nie powiem,przyjemne dla obojga zabiegi o
          przyzwolenie.Usypia jej czujność,mami pawim ogonem i godowym bulgotem.Samiec
          zuchwały,przebiegły i pewien zwycięstwa.
          • Gość: ryb Re: hmm... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.09.03, 21:52
            A ja mysle, ze to ona go wabi diabelskim jablkiem, jak ta Ewka!!! Samica bez
            skrupulow...Idzie perwfidnie przeciwko innej kobiecie, jak ten buldozer,
            zniszczy wszystko. Psychike tego biednego faceta tez...bo potem mu powie :
            Jaki z ciebie facet skoro nie masz swojego "Ja". Tak, tak, skoczy to sie
            jednym wielkim syfem...


            ryb
            • moc_ca Re: hmm... 21.09.03, 21:56
              Tak czy owak (myślę że TAK jak napisałam) jesteśmy zgodni co do finału rybie
              i to jest sedno historyjki.A może dno?
              • Gość: ryb Re: hmm... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.09.03, 21:57
                Dno, kompletne dno...:)


                ryb
                • alfika Re: hmm... 22.09.03, 07:55
                  Gość portalu: ryb napisał(a):

                  > Dno, kompletne dno...:)
                  >
                  >
                  > ryb


                  Wywróżyli dno i zadowoleni :)))
                  Trzymajmy się faktów.

                  Jestem do szpiku kości przeciwnikiem zdrad - zdrad, nie ludzi, którzy się
                  wplątują w idiotyzmy - ale tu - sytuacja patowa?

                  Z tym podejściem, że mu wygodnie to też nie do końca: oni w sobie widzą
                  nawzajem kryształy - on: "nie chcę, żebyś była kochanką, która będzie czekała
                  na moje wyrwanie się z domu, z pracy" - ona: "nie mogę oczekiwać, że on porzuci
                  rodzinę - bo to egoizm. Już bym nie była tą, która go kocha - coś wkradłoby się
                  między nas".
                  • Gość: girlfriend coś mi tu nie gra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 13:58
                    ona kocha mężczyznę, dla którego jest second best
                    dziwne

                    ja bym odjechała i nie karmiła się tym swoim...masochizmem?
                    bo ewidentnie ją to boli, co jest (tzn.o ile można wyrokować na pdst.kilku
                    postów :))))

                    • alfika Re: coś mi tu nie gra 22.09.03, 14:15
                      Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                      > ona kocha mężczyznę, dla którego jest second best
                      > dziwne


                      Dlaczego second???
                      Bo z nią nie mieszka? Bo z nią nie sypia?

                      To serce wyznacza first (bez żadnego second).

                      >
                      > ja bym odjechała i nie karmiła się tym swoim...masochizmem?
                      > bo ewidentnie ją to boli, co jest (tzn.o ile można wyrokować na pdst.kilku
                      > postów :))))
                      >

                      Nie boli, szczęściem tryska, łzy roni radosne, że takie uczucie istnieje.
                      • Gość: girlfriend Re: coś mi tu nie gra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 14:24
                        > Dlaczego second???
                        > Bo z nią nie mieszka? Bo z nią nie sypia?

                        ale Alfika, daj spokój...
                        powinno sie być z tym, kto jest first best, chyba że są ważne przeszkody, typu
                        żona ma własnie raka


                        czy tej nibykochance jest wszystko jedno?
                        ejże...

                        dlaczego on robi tak, jak robi?
                        dzieci małe? mam wątpliwości...
                        jeśli tak bedzie aż do śmierci zony, to ja tego faceta nie lubię, a zony nie
                        pojmuję

                        i czy to nie jest nie fair w stosunku do żony mimo że bez seksu?

                        nie wiem, czuje jakieś zgrzyty w tej historii
                        jakiś podskorny tragizm, jakieś zaprzeczenie porządku "bądź z tym, kto jest
                        first best"
                        • alfika Re: coś mi tu nie gra 22.09.03, 14:47
                          Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                          > ale Alfika, daj spokój...


                          NIE MA! NIE DAM i już! :)))))))))))))))

                          > powinno sie być z tym, kto jest first best, chyba że są ważne przeszkody,
                          typu
                          > żona ma własnie raka

                          ale dla nich ważną przeszkodą jest jego decyzja o małżeństwie, jego
                          szlachetność charakteru i jej szlachetność charakteru. Nie cierpią - za bardzo -
                          skoro to trwa, skoro lica im rozświetla, skoro odnajdują spełnienie w fakcie.
                          >
                          >
                          > czy tej nibykochance jest wszystko jedno?
                          > ejże...
                          >

                          Nie wszystko jedno - to się nazywa akceptacja realiów? Nieprzeparta niechęć do
                          parcia w problemy?



                          > dlaczego on robi tak, jak robi?

                          Jak robi? Kocha ją, życie by oddał. W ogień by poszedł. Rozwód by brał. Ją by
                          brał.
                          Ale uszczerbku ona się na jego duszy spodziewa.
                          I mówi, że ma więcej niż niejedna żona, że ma tak, jak w życiu nie myślała.
                          Ona mówi tak samo.
                          Kurczę, ona nigdy nie leci jak ćma do ognia - jakby w nim było coś
                          melodramatycznego, zawiłego, pokręconego, głupawego jednym słowem, to
                          popukałaby sie w czoło i tyle.


                          > dzieci małe? mam wątpliwości...
                          > jeśli tak bedzie aż do śmierci zony, to ja tego faceta nie lubię, a zony nie
                          > pojmuję
                          >
                          > i czy to nie jest nie fair w stosunku do żony mimo że bez seksu?
                          >
                          > nie wiem, czuje jakieś zgrzyty w tej historii
                          > jakiś podskorny tragizm, jakieś zaprzeczenie porządku "bądź z tym, kto jest
                          > first best"

                          A to akurat jest tu baaardzo wyraźne.
                          A może to jest tak, że kochac to czasem nie znaczy byc razem, aaa?
                          • Gość: girlfriend Re: coś mi tu nie gra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 15:03
                            > ale dla nich ważną przeszkodą jest jego decyzja o małżeństwie, jego
                            > szlachetność charakteru i jej szlachetność charakteru. Nie cierpią - za
                            bardzo
                            > -
                            > skoro to trwa, skoro lica im rozświetla, skoro odnajdują spełnienie w fakcie

                            aha, czyli wybrali niesienie krzyża.
                            Alfika! obudź się!!! w imie czego????

                            co z tą pokopaną zoną? czy ona się z kimś na rozum zamieniła, ze to wybiera?

                            ja jak widzę, że ktoś niesie krzyż, to mam ochotę mu go zdjąć
                            mozna sie poświęcać, ale w imie czyjegoś dobra!
                            jego "ofiara" jest pusta
                            PRZECIEŻ ON I TAK ZDRADZA ŻONĘ!!!!

                            > A może to jest tak, że kochac to czasem nie znaczy byc razem, aaa?

                            tak, kiedy jest ważny powód, typu czyjaś wyraxna krzywda - sory, ale tu takiej
                            nie widzę

                            pazdrawljaju (może nas policjantki nie obsztorcują :)))
                            • alfika Re: coś mi tu nie gra 22.09.03, 16:44
                              Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                              >
                              > aha, czyli wybrali niesienie krzyża.
                              > Alfika! obudź się!!! w imie czego????


                              w imię miłości ma się rozumieć. w imię miłości warto, nawet jak tak. Ale ona
                              przy słowie "wybrali krzyż" śmiać by sie zaczęła, on podobnie.


                              >
                              > co z tą pokopaną zoną? czy ona się z kimś na rozum zamieniła, ze to wybiera?


                              A jesli on przykładnym mężem w partnerskim związku jest? Czysto partnerskim,
                              zakolegowanym? Bo ta żona to fajna taka babka.

                              >
                              > ja jak widzę, że ktoś niesie krzyż, to mam ochotę mu go zdjąć


                              A jakże. Ale tu jak sobie zdejmą, to inny wrzucą.


                              > mozna sie poświęcać, ale w imie czyjegoś dobra!
                              > jego "ofiara" jest pusta
                              > PRZECIEŻ ON I TAK ZDRADZA ŻONĘ!!!!

                              A może mniej by zdradzał, jakby zdradzał???
                              Każdy taki układ jest krzywdzący. Dlatego jestem zagorzałą i rozgorzałą
                              przeciwniczką romansów z trójkątem w użyciu.
                              Idealnie to by było, jakby się poznali z oną na studiach przed żoną.

                              >
                              > > A może to jest tak, że kochac to czasem nie znaczy byc razem, aaa?
                              >
                              > tak, kiedy jest ważny powód, typu czyjaś wyraxna krzywda - sory, ale tu
                              takiej
                              > nie widzę
                              >
                              > pazdrawljaju (może nas policjantki nie obsztorcują :)))

                              Nie chcą budować na gruzach. Ona nie chce. On by przełknął? Pewnie tak.

                              A policjantki niech sobie nas sztorcują, mogą sobie nawet pobrykać -
                              popatrzymy, poklaszczemy i pojdziemy dalej :)
                              • Gość: girlfriend Re: coś mi tu nie gra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 17:42
                                > > aha, czyli wybrali niesienie krzyża.
                                > > Alfika! obudź się!!! w imie czego????
                                >
                                >
                                > w imię miłości ma się rozumieć. w imię miłości

                                gdzie jest miłość w tej historii? bo przecież nie w relacji on-żona...
                                więc chronią małżeństwo, w ktorym jest przyjaźń, ciepło, bezpieczeństwo
                                tralalala...ale milości prawdziwej, tej Miłości nie ma, bo jest gdzie indziej

                                teraz mi przyszlo do łba, że to wręcz świętokradztwo
                                oni malują trawe na zielono, Alfika...
                                w małżeństwie powinna być Milość, rozumiana jako bycie dal siebie nawzajem
                                first best
                                inaczej to karykatura małżeństwa
                                to wręcz nieludzkie

                                > A jesli on przykładnym mężem w partnerskim związku jest? Czysto partnerskim,
                                > zakolegowanym? Bo ta żona to fajna taka babka.

                                Przykładny mąż kocha żonę ponad inne. Kropka. Ten nie jest. Ale to oczywiście
                                kwestia odwagi.

                                re gruzy: czy zbuduja czy nie i tak są gruzy.

                                Powinno być tak: kończą małżeństwo, on z tą trzecią, żona z kimś nowym, kto
                                bedzie ją miał za first best

                                Alfika,
                                jestem po stronie prawdy i przeciw zasadom, które karzą utrzymywac atrapy bez
                                wyraźnego naprawdę dramatycznego powodu
                                jestem za niekomplikowaniem życia sobie i ludziom

                                tyle

                                p.s.moim zdaniem facet nie kocha żadnej z nich głęboko i naprawdę

                                • alfika Re: coś mi tu nie gra 22.09.03, 18:03
                                  Ale gdyby jej nie spotkał, to to małżeństwo by sobie trwało jako zgodne i pełne
                                  tego, co powinno być w małżeństwie!
                                  To jak tu się czepic, że strasznie oszukuje?

                                  Ejże, czy nie wyłazi kwestia bezsensu zawierania małżeństwa? :)))

                                  A gdyby oni spotkali się wcześniej - z tak dopasowanymi duszami to tez bez
                                  sensu ten ślub???
                                  On zycie za nią by oddał, więc nie powtarzajcie, ze jej nie kocha i wyzyskuje.
                                  Feminizmami mi tu nie merdać.
                                  O miłości do żony nie ma mowy - nie da rady z dwoma paniami first.
                                  Jak przysięgał na całe życie, to kochał. Teraz -

                                  ale, ale...
                                  Skoro wtedy myślał, że kocha, a poznał Onę, to może po prostu pomylił miłość? i
                                  tak naprawdę miłość to mu dopiero teraz spadła?

                                  Widziałam, wiem. Nikt między nich nie wejdzie. Nie ma miejsca. Dopasowane
                                  puzzle. Jak się rozleci, to albo z powrotem się odnajdą, albo nikt w to miejsce
                                  nie wejdzie - tak mi się widzi.
                                  • Gość: girlfriend Re: coś mi tu nie gra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 18:19
                                    > Ale gdyby jej nie spotkał, to to małżeństwo by sobie trwało jako zgodne i
                                    pełne
                                    >
                                    > tego, co powinno być w małżeństwie!
                                    > To jak tu się czepic, że strasznie oszukuje?

                                    nie, bo ono musialo nie być pełne, skoro trzecia sie wślizgnęła
                                    Alfika, przecież sama piszesz, że ona wypelnia jakąś dziurę
                                    trwałoby - ale byłoby pośledniejszego gatunku, czyli takie jak teraz jest

                                    on jej nie wyzyskuje, tylko jego zasady (spokój sumienia czy jaktam) są dla
                                    niego ważniejsze, skoro nie chce sie rozwieść żeby BYĆ z ukochaną w swięta i
                                    nie w święta, żeby z niz dzielić życie po prostu
                                    ergo: on nie chce z nią dzielić życia

                                    on nie kochał jak przysięgał, tylko był zakochany, podejrzewam
                                    jakby kochał, to by nadal kochał

                                    o to to!
                                    pomylił miłość
                                    czasem prawdziwa przychodzi druga - czy jest gorsza? czy nie zsługuje na
                                    spełnienie?
                                    powtorzę raz jeszcze: jeśli nie ma dramatów typu zona grozi samobojstwem,
                                    trzeba iść za prawdą, czyli w tym przypadku za drugim uczuciem

                                    zawsze bedę bronić prawa ludzi do drugiej szansy
                                    • alfika Re: coś mi tu nie gra 22.09.03, 18:32
                                      Gość portalu: girlfriend napisał(a):


                                      Ona niczego mu nie wypełnia z braków - brakow wcześniej nie czuł, dobrze mu się
                                      zyło, co chciał osiągnąć, osiągnął - w życiu prywatnym.
                                      Sumienie ona mu uspokaja, a swoja drogą oni i tak dzielą ze sobą życie, bo nikt
                                      im tej miłości nie wyrwie, chyba z sercem razem.

                                      A jak ona powie - teoretycznie - żyjmy razem, chcę z Toba byc, chrzańmy świat,
                                      jesteśmy dla siebie - to on co? Powie żonie w najbardziej dyplomatyczny,
                                      delikatny sposób. Potrafi - weźmie za ręce, będzie płacz.
                                      Co zrobi żona? A jak pobiegnie do kuchni, wrzaśnie, że rozumie, ale ona tego
                                      nie zniesie? i bach, przez okno?

                                      Nasza ona tego nie powie nigdy w życiu. "On ma przeciez rodzinę, tak nie można".
                                      On - on się zagryzie na śmierć, jesli nie będzie mu wystarczało kochanie onej
                                      tak, jak teraz. Jak mu nie wystarczy, to to już kochanie nie będzie, ale
                                      pożądanie bliskości drugiego człowieka.

                                      W prawdzie żyją o tyle, ze nie mordują uczucia, tylko się na nie godzą.


                                      Tylko to uczucie do zony mnie dręczy. Ale znając jego honorność - wcześniejsze
                                      zobowiązania to świetość.
    • Gość: inka_sama a ja wierzę IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.09.03, 22:48
      To nie jest łatwa sytuacja dla nikogo.
      Może jestem naiwna ale wierzę, że oni staraja sie z tego wyjść jak
      najporządniej.
      Nie znam ich ale z opisu Alfiki wyczuwam pewna prawdziwość uczuć, uczciwość,
      zupełnie niedziesiejsze podejście - w czasach gdy o walczy sie o miłość idąc do
      celu po trupach.

      Może kazdy widzi tę historie przez pryzmat WŁASNYCH intencji? Ja nie
      podejrzewam ich o niegodziwośc - bo we mnie jej nie ma? Inni widzą w tym
      paskudne rzeczy - bo sami byliby do nich zdolni? Może tak, może nie. Świat uczy
      podejrzliwości. Ale nie dopuszczę do tego by wszędzie widziec intrygi, a
      kazdego człowieka z góry traktowac jak szubrawca.

      Nawet gdybym to ja była ta żoną - pewnie by zabolało - ale chyba umiałabym
      zrozumieć.
      • cossa Re: a ja wierzę 21.09.03, 23:01
        piekniej sie nie dalo :)
        podpisuje sie pod Twoimi slowami ;)

        pozdrawiam
        cossa

        Gość portalu: inka_sama napisał(a):

        > To nie jest łatwa sytuacja dla nikogo.
        > Może jestem naiwna ale wierzę, że oni staraja sie z
        tego wyjść jak
        > najporządniej.
        > Nie znam ich ale z opisu Alfiki wyczuwam pewna
        prawdziwość uczuć, uczciwość,
        > zupełnie niedziesiejsze podejście - w czasach gdy o
        walczy sie o miłość idąc do
        >
        > celu po trupach.
        >
        > Może kazdy widzi tę historie przez pryzmat WŁASNYCH
        intencji? Ja nie
        > podejrzewam ich o niegodziwośc - bo we mnie jej nie ma?
        Inni widzą w tym
        > paskudne rzeczy - bo sami byliby do nich zdolni? Może
        tak, może nie. Świat uczy
        >
        > podejrzliwości. Ale nie dopuszczę do tego by wszędzie
        widziec intrygi, a
        > kazdego człowieka z góry traktowac jak szubrawca.
        >
        > Nawet gdybym to ja była ta żoną - pewnie by zabolało -
        ale chyba umiałabym
        > zrozumieć.
      • moc_ca Re: a ja wierzę 21.09.03, 23:13
        Gość portalu: inka_sama napisał(a):

        > To nie jest łatwa sytuacja dla nikogo.
        > Może jestem naiwna ale wierzę, że oni staraja sie z tego wyjść jak
        > najporządniej.
        > Nie znam ich ale z opisu Alfiki wyczuwam pewna prawdziwość uczuć, uczciwość,
        > zupełnie niedziesiejsze podejście - w czasach gdy o walczy sie o miłość idąc
        do
        >
        > celu po trupach.
        >
        > Może kazdy widzi tę historie przez pryzmat WŁASNYCH intencji? Ja nie
        > podejrzewam ich o niegodziwośc - bo we mnie jej nie ma? Inni widzą w tym
        > paskudne rzeczy - bo sami byliby do nich zdolni? Może tak, może nie. Świat
        uczy
        >
        > podejrzliwości. Ale nie dopuszczę do tego by wszędzie widziec intrygi, a
        > kazdego człowieka z góry traktowac jak szubrawca.
        >
        > Nawet gdybym to ja była ta żoną - pewnie by zabolało - ale chyba umiałabym
        > zrozumieć.

        Zrozumieć czułe tete-a-tete,tę jego głowę na jej brzuchu spoczywającą po
        romantycznym spacerze podczas kiedy ty kołyszesz wasze dziecię do snu,tęsknisz
        za jego głosem,odgrzewasz po raz siódmy obiadek?
        Nie twierdzę że nie wybaczyłabym ale jeśli nie to według ciebie dlatego
        bo patrzę przez pryzmat własnych intencji,niegodziwość którą w sobie
        mam,paskudne rzeczy do których jestem zdolna?Dziwna i niesprawiedliwa filozofia
        • Gość: inka_sama Re: a ja wierzę IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.09.03, 23:24
          moc_ca napisała:

          > Nie twierdzę że nie wybaczyłabym ale jeśli nie to według ciebie dlatego
          > bo patrzę przez pryzmat własnych intencji,niegodziwość którą w sobie
          > mam,paskudne rzeczy do których jestem zdolna?Dziwna i niesprawiedliwa
          filozofia

          Może i niesprawiedliwa.
          Ale widzisz - gdy naprawde sie kocha pragne się szczęścia kochanej osoby.
          Czasem nawet za cene własnego.
          Ja chyba wolałabym widzieć mojego męża z inna - przynajmniej dzieci miałyby
          ojca.
          Tak. Chyba o taki wariant poprosiłabym los, a nie ten który sam mi zesłał -
          gdybym miała jakis wybór, gdyby sie mnie spytał.
          Niestety los nie pyta.
          • absurd Re: a ja wierzę 22.09.03, 00:45
            Tak sobie czytam i się uśmiecham. Miło pobyć z Wami :)
    • megxx Re: Nowa myśl 22.09.03, 07:31
      Kiedy pomyślałam o nich po raz wtóry, poczułam, że są wielkimi tchórzami.
      Jeżeli kochają się tak bardzo jak pisze alfika, to dlaczego chcą być tacy
      lojalni wobec jego rodziny, podczas gdy w ogóle nie są lojalni, oszukują. Czy
      on kocha je obie? Czy po prostu jest mu tak wygodnie.
      Mam nadzieję, że jej się znudzi takie pseudozakochanie i powie mu pa, pa.
      Naturalnym przecież jest, że jak się kogoś kocha, to chce się z nim dzielić
      wszystko, każdą chwilę, każdą myśl. To jak to wygląda po latach dobrze wiemy,
      również to ile wysiłku trzeba włożyć w pielęgnację związku, by uniknąć takich
      pseudozakochań.
      • Gość: girlfriend tak, zgadzam się. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 13:59
    • ewaa76 Re: Ona i on. 22.09.03, 08:56
      Jesli rozważyć tu kwestię zdrady, to według mnie oni właśnie zdradzają.
      Bardziej boli właśnie taka zdrada, zdrada sercem. A jak się ze sobą prześpią to
      już nic nie zmieni.
      • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 11:49
        A do mnie najbardziej przemawia to, co pisze Inka_s - to jednak może kosztować,
        gdy ludzie czują to co oni, a odmawiają sobie bycia we dwoje - i w ogóle
        odmawiają sobie intymności - żeby w sytuacji, jaka jest, być jak najbardziej w
        porządku.

        Żona zaś nigdy w życiu nie odgrzewałaby obiadu po kilka razy, bo on ma ręce. A
        żona też pracuje i do sierotek Maryś zakutych podstępnie w obowiązki domowe nie
        nalezy :)
        Nie mówmy tez o pseudozakochaniu - nie ma czegoś takiego, co przetrwa lata całe
        bez jakiejkolwiek gratyfikacji w doznaniach fizycznych.
        • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 12:03
          alfika napisała:

          > Nie mówmy tez o pseudozakochaniu - nie ma czegoś takiego, co przetrwa lata
          całe
          >
          > bez jakiejkolwiek gratyfikacji w doznaniach fizycznych.
          >
          Jak to rozumieć? Zwłaszcza w świetle tego ponoć nieskonsumowanego związku?
          Jej postawę mogę zrozumieć, ale odpuściłabym sobie fragment o sumieniu,
          zakochała się i zgadza się tak cierpieć, ale on? Co on ma na myśli wiążąc
          kobietę uczuciem. Ona raczej nie znajdzie sobie kogoś na boku, by zaspokoić
          swoje potrzeby seksualne, bo przecież jest zapatrzona w innego, a ten ma żonę
          pod ręką do tych spraw. Żal mi jej.
          • Gość: inka_sama Re: Ona i on. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.09.03, 12:09
            Tak czytam i myslę - seks naprawde nie jest największa wartoscia na świecie. A
            tak mogłoby sie zdawac w dzisiejszych czasach.

            I czy oni sa takimi cierpiącymi? Ja czuję że nie. Wychodzi tu kwestia
            indywidualnego poczucia szczęścia. Dla ciebie megxx taki ukłąd to cierpienie -
            jestes więc pewna że i oni nie moga byc szczęśliwi. A czy to takie pewne?

            To że nie możemy osiagnąć spełnienia w jakiejś dziedzinie nie oznacza że nie
            możemy być szczęśliwi. Mało tego jestem PEWNA że możemy.
            Ja jestem.
          • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 12:17
            megxx napisała:

            > >
            > Jak to rozumieć? Zwłaszcza w świetle tego ponoć nieskonsumowanego związku?

            Zakochanie - jako zauroczenie, zafascynowanie - nie przetrwa. Miłość - tak.


            > Jej postawę mogę zrozumieć, ale odpuściłabym sobie fragment o sumieniu,
            > zakochała się i zgadza się tak cierpieć, ale on? Co on ma na myśli wiążąc
            > kobietę uczuciem.

            On jej absolutnie nie wiąże! Skąd ta myśl? Miłość nie służy do wiązania, tylko
            do życzenia jak najlepiej drugiemu człowiekowi.
            On jej mówił: nie kochaj mnie. Ona mu odpowiadała: dobrze.
            Ale oni nawet mowić nie muszą.


            Ona raczej nie znajdzie sobie kogoś na boku, by zaspokoić
            > swoje potrzeby seksualne, bo przecież jest zapatrzona w innego, a ten ma żonę
            > pod ręką do tych spraw. Żal mi jej.

            Bo potrzeb seksualnych nie zaspokaja??? To nie jest w życiu najistotniejsze.
            Znam kilka osób, które nie mają partnera seksualnego i są pełne spokoju,
            szczęśliwe. Ona jest jedną z bardziej szczęśliwych, zrównoważonych i
            tryskających energią.

            Nie wiem, jak sprawa seksu w tym małżeństwie.
            • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 12:47
              Czy seks nie ma nic wspólnego z miłością?
              Czy są szczęśliwi? Wystarcza im to co mają? Żyją tylko szczęściem, nie ma tam
              miłości. Czy to jakieś istoty wyższe?
              Ciekawe jakie byłoby zdanie jego żony, gdyby dowiedziała się, że w jego myślach
              pojawia się anioł ucieleśniony.

              A co do zakochania: jest ulotne, jest etapem, ale może też trwać długo
              (odpowiednio pielęgnowane), można co rusz od nowa zakochiwać się w tej samej
              osobie.

              Miłość jest w nas. Nikt nam jej nie doda, nie odejmie, tyle jej czujemy ile
              nam jej zaszczepiono w dzieciństwie i przez geny. Można kogoś kochać, a ta
              osoba o tym nawet nie będzie wiedziała, ale jak obie strony mówią sobie co
              czują i czują, że tak jest, to pozostaje cieszyć się tym ulotnym szczęściem.
              Można też czuć się kochanym, a niekoniecznie kochać tą osobę.

              Alfiko, czy to aby nie dotyczy Ciebie? :)

              Co kilka lat zmieniamy swoje poglądy i sposób widzenia pewnych spraw, to co
              teraz jest najważniejsze, potem dziwi, śmieszy, żenuje....
              Jakie są perspektywy dla Onej i Onego?
              • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 13:17
                megxx napisała:

                > Czy seks nie ma nic wspólnego z miłością?
                > Czy są szczęśliwi? Wystarcza im to co mają? Żyją tylko szczęściem, nie ma tam
                > miłości. Czy to jakieś istoty wyższe?


                Jest miłość, żyją szczęsciem wypływającym zmiłości - i żyją jesczcze paroma
                sprawami :)


                > Ciekawe jakie byłoby zdanie jego żony, gdyby dowiedziała się, że w jego
                myślach
                >
                > pojawia się anioł ucieleśniony.


                Wzięłaby pasa i spuściła mu lanie, a on, jak to chłop bez charakteru i polotu,
                na kolanach by obiecywał, że żaden anioł i nigdy więcej?
                Chyba nie w tym rzecz?

                Może żona wie i przeczekuje?
                Może nie wie?
                Może gdyby wiedziała, urządziłaby scenę pt. przecież miałam cię w kontrakcie?
                A może by powiedziała, że też kogoś ma?
                A może by powiedziała - ruszaj po swoje szczęście?
                Kto wie, kto wie...
                Szlag by mnie na jej miejscu trafił, umarło by mi z pół duszy - ale jeśli to
                tak by miało być, nie strawiłabym niczego poza ostatnim rozwiązaniem.
                Gdyby mnie chciał chronić nie mówiąc, to bym doceniła, aczkolwiek wyryczałabym
                jak trąba jerychońska, że głupi jak but, bo mogli od dawna być razem, a ja po
                przeżyciach.
                A, nie wiem.
                Moze bym zębami się wczepiła w rękaw i nie puściła aż do drzwi gabinetu
                dentystycznego?
                (potem bym uciekła).


                >
                > A co do zakochania: jest ulotne, jest etapem, ale może też trwać długo
                > (odpowiednio pielęgnowane), można co rusz od nowa zakochiwać się w tej samej
                > osobie.


                Bez miłości i głębi to sobie możesz pietruszkę co roku siać w tym samym
                miejscu, a nie odnawiać zakochanie. Serio i naprawdę.

                >
                > Miłość jest w nas. Nikt nam jej nie doda, nie odejmie, tyle jej czujemy ile
                > nam jej zaszczepiono w dzieciństwie i przez geny. Można kogoś kochać, a ta
                > osoba o tym nawet nie będzie wiedziała, ale jak obie strony mówią sobie co
                > czują i czują, że tak jest, to pozostaje cieszyć się tym ulotnym szczęściem.
                > Można też czuć się kochanym, a niekoniecznie kochać tą osobę.

                Chodzi nie o czucie się kochanym, a kochanie. Dlaczego ulotnym???
                Czyżby miłość ulotna miała być tak?

                >
                > Alfiko, czy to aby nie dotyczy Ciebie? :)

                Ech, Meg, Meg :) Fantazja Cię ponosi ułańska :)
                Gdyby to ja - to by pisało przecie.

                To nie ja - ale ktoś mi bardzo bliski.
                Jego tez bardzo lubię.
                I coś takiego w nich jest - dobrego? Łagodnego?

                >
                > Co kilka lat zmieniamy swoje poglądy i sposób widzenia pewnych spraw, to co
                > teraz jest najważniejsze, potem dziwi, śmieszy, żenuje....
                > Jakie są perspektywy dla Onej i Onego?

                Do uśmiechniętej śmierci - jeśli żony, to się pobiorą, jeśli jej, to on umrze
                zaraz, jeśli jego, to umrze ona.
                Jeśli zejdą piętro niżej, to będą małżenstwem.
                Ale czy będzie im tam dobrze?...
                Martwię się czasem o nich, choć własnie o nich nie trzeba.

                I do szału doprowadzają mnie historie zdrad, zdradek, zdradzików - po tym, co
                wiem, że możliwe.
                • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 14:23
                  alfika napisała:

                  >
                  > I do szału doprowadzają mnie historie zdrad, zdradek, zdradzików - po tym, co
                  > wiem, że możliwe.


                  To co opisujesz jest rodzajem zdrady.
                  A ja miałam w rodzinie taka historię: Przed II wojną moja ciocia podjęła pracę
                  jako pomoc domowa u pewnych państwa. W skrócie to tak: przeżyła z nimi wojnę,
                  lata powojenne, śmierci poszczególnych członków rodziny. Gdy chorowała
                  zajmowali sie nią. Aż zostało dwóch braci i ona. Mieli już koło 50lat, gdy w
                  czasie jej choroby jeden z nich zaproponował by przeniosła się z zimnego
                  pomieszczenia do jego pokoju. Drugi uznał to za nieprzyzwoitość, nie pozwolił
                  dla siebie gotować itd., potem umarł. A oni w tym pokoju mieszkali razem, drugi
                  stał pusty. Ona do niego mówiła per pan, on do niej po imieniu. Nasza rodzina
                  widziała jak się kochają?, no może wielbią, jaki szacunek maja dla siebie i nie
                  było powodów do przypuszczeń konsumcji związku. Na łożu śmierci on poprosił jej
                  rodzinę by zapytała ją czy zgodzi się na ślub, ona oczywiście tak...umarł za
                  trzy dni.
                  Inne czasy, ale co powodowało, ze zwlekał? Ile więcej szcęścia by mogli mieć?
                  Mieli codzienność, ale taką trochę osobną, nieprzytłczającą
                  A może trzeba propagować związki bez seksu i bez codzienności, jako największą
                  gwarancję szczęścia.

            • Gość: jass Re: Ona i on. IP: 80.51.240.* 22.09.03, 13:03
              Dlaczego to wszystko jest tak zagmatwane?Alfiko,czy maja mozliwość nie pracować
              ze soba,choc przez jakis czas?Moze juz próbowali,napisz o tym.A poza tym,gdyby
              to ona była mężatką,a on wolny,miałybyście dla niego więcej zrozumienia?
              • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 13:24
                Gość portalu: jass napisał(a):

                > Dlaczego to wszystko jest tak zagmatwane?


                Nie wiem. Mam wrazenie, że to jednak bardzo proste.


                Alfiko,czy maja mozliwość nie pracować
                >
                > ze soba,choc przez jakis czas?Moze juz próbowali,napisz o tym.


                Z tego, co wiem, nie pracują na stałe, tylko co jakiś czas - dopiero jak kilka
                firm bierze się za wykończenie robót, to mają kontakt w pracy.
                Oni nie szukali kontaktu ze sobą, nie usiłują go też unikać.


                A poza tym,gdyby
                > to ona była mężatką,a on wolny,miałybyście dla niego więcej zrozumienia?

                My - alfika? :)))
                Nie, my alfika myślimy, że to bez znaczenia, a z góry uprzedzamy, że forsowanie
                jakiś smętnych ideologii nie przejdzie, bo my, alfika, staramy się rozumieć
                najgłupsze historie. A poza tym my go lubimy.
                ;)))
              • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 13:29
                On podziwiałby ją jako kryształ, jej ta adoracja byłaby całkiem na rękę(jej
                mężowi też, bo jest taka teoria-ale o tym za chwilę), a jeżeli miałby pozostac
                jej wierny, to musiałby jakiś celibat ślubować, albo nie chcieć zrealizować
                swoich homoseksualnych zapędów. Inaczej to zdrowy chłop, chciałby seksu(chyba,
                że on nie zdrów?)

                A teraz wspomniana teoria: Każda rodzina powinna mieć takiego przyjaciela domu,
                czy rodziny(jak zwał tak zwał). To powinien być mężczyzna, który miałby takie
                zadanienp: trochę adorowałby panią domu(delikatnie),pochwaliłby nowe firanki,
                nową fryzurę by zauważył, czyli zaspakajałby te strony jej życia, które dla
                męża są nudne, małostkowe, a tak wiele dla kobiet znaczą; z jej mężem czasem
                piwo wypił, mecz obejrzał. Tylko mężowie nie lubią chyba jak ktoś chwali ich
                żonę, bo podejrzanie im to wygląda. (Tej teorii nie wymyśliłam sama,a tylko
                gdzieś wyczytałam, choć niektóre jej aspekty podobają mi się-zwłaszcza po wielu
                latach małżeństwa;)
                • Gość: jass Re: Ona i on. IP: 80.51.240.* 22.09.03, 13:41
                  Taka adoracja zdarza się bardzo często i męzom odpowiada,bo nie sa chorobliwymi
                  zazdrosnikami,poza tym do czego miałaby doprowadzić?
                  • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 13:53
                    Adoracja jako element zachowania przyjaciela domu wobec pani domu nie ma do
                    czegoś prowadzić. Cała jego obecność ma uzupełniać tą sferę potrzeb, które
                    niejeden mąż omija. A kobiety tego potrzebują.
                    Jest przecież podobna teoria, że każdy powinien mieć przyjaciela, kochanka i
                    mentora, ale nie zabrania by była to jedna osoba.
                    Tak więc mąż może przejąć zadania przyjaciela domu, ale ile jest takich
                    wspaniałych mężów.
                    • Gość: jass Re: Ona i on. IP: 80.51.240.* 22.09.03, 14:14
                      Najgorsze jest to,ze na wyżyny wspinamy się /bije się w piersi/,nie co
                      dzień,lecz tak z przypadku.Myslenie i ochota,by dac ukochanej wszystko czego
                      potrzebuje,z adoracja włącznie,jest jednak ogromna,choc do realizacji nie tak
                      znów blisko.;)
                      • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 14:25
                        Ale nawet niedoskonałe próby na pewno są zauważane przez żonę.(i doceniane)
                • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 13:44
                  Meg :))))))))))))))))))
                  Ty nie możesz być takim świntuszkiem :))))))))))))))

                  Seks jako misja życiowa faceta, a jeszcze jakiegoś zboczeńca do domu by
                  sprowadziła!!!

                  :))))))))))))))
                  • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 14:06
                    Mam trochę więcej lat niż Ty i zauważyłam, że mężczyźni znacznie częściej niż
                    my myślą o seksie. Jest oczywiście olbrzymie grono takich, którzy nie wywierają
                    żadnej presji na partnerkę w tym temacie, ale gdyby mogli, nie odmówiliby.
                    To wynika z ewolucji i całego sensu życia biologicznego. Przekazać swoje cechy
                    potomstwu,to podświadomy cel, a że teraz współżycie rzadko ma coś wspólnego z
                    prokreacją to sprawy inaczej się miewają.
                    Ta cecha umożliwia przetrwanie gatunkom przez miliony lat, nie można jej sie
                    natychmiast pozbyć.
                    • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 16:54
                      megxx napisała:

                      > Mam trochę więcej lat niż Ty


                      No i w tym miejscu powinnam Cię zacząć traktować jak wyrocznię hahaha :))))


                      i zauważyłam, że mężczyźni znacznie częściej niż
                      > my myślą o seksie.


                      A popatrz, ja to zauważyłam już lat temu jakies 15. A Ty myślałaś, ze ja o tym
                      nie wiem? Wiem, Meg, wiem. Spokojnie.



                      Jest oczywiście olbrzymie grono takich, którzy nie wywierają
                      >
                      > żadnej presji na partnerkę w tym temacie, ale gdyby mogli, nie odmówiliby.


                      Znasz niewielu mężczyzn - i to jakiś zdziczałych. Znam innych. Godnych
                      zaufania. Ale może jak poprzebywasz z facetami - kolegami dobrych parę lat, to
                      tez poznasz różne punkty widzenia?



                      > To wynika z ewolucji i całego sensu życia biologicznego. Przekazać swoje
                      cechy
                      > potomstwu,to podświadomy cel, a że teraz współżycie rzadko ma coś wspólnego z
                      > prokreacją to sprawy inaczej się miewają.
                      > Ta cecha umożliwia przetrwanie gatunkom przez miliony lat, nie można jej sie
                      > natychmiast pozbyć.

                      No, nie. To jak znajdziesz samca z lepszymi genami niż obecny to natychmiast z
                      nim zajdziesz w ciążę, porzucając obecnego i zjadając jego dzieci, żeby ten
                      kolejny nie musiał sie nimi przejmować? Myszy tak robią, biologicznie
                      uwarunkowane.
                      • megxx Re: Ona i on. 22.09.03, 18:33
                        alfika napisała:



                        > Znasz niewielu mężczyzn - i to jakiś zdziczałych. Znam innych. Godnych
                        > zaufania. Ale może jak poprzebywasz z facetami - kolegami dobrych parę lat,
                        to
                        > tez poznasz różne punkty widzenia?

                        Dziewczyno, dziewczyno, nawet jeżeli przebywam ze zdziczałymi mężczyznami to
                        znaczy, tylko, że tacy też są. A ponieważ wokoło pełno ich, myślę, że nie są to
                        wyjątki.

                        W dalszej części zwracałam uwagę na przyczyny tak dużego zainteresowania
                        mężczyzn seksem.
                        >
                        > No, nie. To jak znajdziesz samca z lepszymi genami niż obecny to natychmiast
                        z
                        > nim zajdziesz w ciążę, porzucając obecnego i zjadając jego dzieci, żeby ten
                        > kolejny nie musiał sie nimi przejmować? Myszy tak robią, biologicznie
                        > uwarunkowane.
                        MyszY, może tak, nie znam się na myszach, ale ja wyznaję ludzkie zasady. A
                        jedna z nich jest taka: wychodzę za mąż, mam dzieci i jestem wierna mimo
                        lepszych partii, które mogą się pojawiać w późniejszym czasie.
                        Proste.
                        • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 18:38
                          megxx napisała:

                          > Dziewczyno, dziewczyno, nawet jeżeli przebywam ze zdziczałymi mężczyznami to
                          > znaczy, tylko, że tacy też są. A ponieważ wokoło pełno ich, myślę, że nie są
                          to
                          >
                          > wyjątki.


                          Masz rację - jestem dziewczyną. Ile mam lat, to jedna Aiszka wie, ale niech
                          będzie dziewczyno :)
                          Dziewczyno też dziewczyno. Też tacy są to nie znaczy, że mężczyźni - w domyśle
                          wszyscy - tacy są.
                          I wszystko stało się prostsze...

                          > MyszY, może tak, nie znam się na myszach, ale ja wyznaję ludzkie zasady. A
                          > jedna z nich jest taka: wychodzę za mąż, mam dzieci i jestem wierna mimo
                          > lepszych partii, które mogą się pojawiać w późniejszym czasie.
                          > Proste.

                          No właśnie. Mężczyzna podobnie - też człowiek (równouprawnienie mamy ponoć),
                          nie samym interesem się kieruje.
                          Są i tacy, owszem.
                          Ale - wg mojego rozeznania - są w mniejszości.
                          Nie mam zamiaru podejrzewać kazdą żyjącą istotę - nawet mężczyznę - podejrzewać
                          o najgorsze pobudki.
    • qw5 Re: Ona i on. 22.09.03, 14:09
      Patrząc na tę historię z boku, w pierwszej chwili pomyślałam sobie, że jest o
      tyle mniej skomplikowana, że chociaż Ona nie ma rodziny. Czyli
      teoretycznie "krzywdzona" jest "tylko" jedna strona ( jego rodzina ) Ale zaraz
      potem pomyślałam, że nie do końca jest to tak. Ponieważ w tym układzie,
      zakładając, że sytuacja się nie rozwinie i pozostanie jak jest, to najbardziej
      ucierpi Ona. Zakładam, że jest osobą młodą, wolną, a będąc zwiazaną uczuciowo z
      mężczyzną nie będzie dążyć do innego związku, co w konsekwencji może skończyć
      sie dla niej tym, że nie założy "normalnej" rodziny i nie będzie mieć dzieci.
      (Kobieta ma określony i nie za długi czas na macierzyństwo)
      On ma do kogo wracać, Ona nie.
      Oczywiście to scenariusz bardzo teoretyczny, ale z drugiej strony jeśli trwa to
      już 6 lat? Dobrze by było, gdyby Ona jednak to sobie uświadomiła.


      Ogólnie historia i piękna i smutna. Zwłaszcza jeśli prawdziwa.

      Nie wiem do końca, na czym polega prawdziwa miłość, ale na pewno na tym (między
      innymi) że pragnie się szczęścia drugiej osoby ponad wszystko.

      I tak mi się przypomniał widziany dosłownie z 2 dni temu w TV film S
      Pollocka "Hawana" z R.Redfordem. Właściwie gdzieś tam mam go cały czas w
      pamieci.

      Pozdrawiam ciepło :)
      • alfika Re: Ona i on. 22.09.03, 17:07
        qw5 napisała:

        Ponieważ w tym układzie,
        > zakładając, że sytuacja się nie rozwinie i pozostanie jak jest, to
        najbardziej
        > ucierpi Ona. Zakładam, że jest osobą młodą, wolną, a będąc zwiazaną uczuciowo
        z
        >
        > mężczyzną nie będzie dążyć do innego związku, co w konsekwencji może skończyć
        > sie dla niej tym, że nie założy "normalnej" rodziny i nie będzie mieć dzieci.
        > (Kobieta ma określony i nie za długi czas na macierzyństwo)


        Niekoniecznie. Nie na urodzeniu dzieci jakiemukolwiek mężczyźnie sens życia się
        kończy.
        Ona twierdzi, że widocznie Bóg chciał tak, jak się stało. Nie jest nawiedzona,
        ale inaczej wytłumaczyć takiej przewrotności losu nie umie.
        I powinni zyć jak najlepiej z tym, co mają.
        I pyta - jak by mogła innemu dzieci rodzić? To jest mozliwe tylko z tym jedynym.


        > On ma do kogo wracać, Ona nie.

        On bardziej z tym cierpi, nie sądzisz? Postaw się na jego miejscu.
        Kobieta zapisana w niebie jest jedna jedyna na świecie. To ona. A on ma
        rodzinę, z myślą o niej wraca do tej rodziny Rodzinę też kocha, przecież
        inaczej by się rozwiódł zanim wogóle poznał oną. Nie rozwiódł się, bo wszystko
        było ok - a ona jak ta druga połowa duszy.
        Skąd i po co?


        Dobrze by było, gdyby Ona jednak to sobie uświadomiła.


        Jest świadoma. Zaakceptowali, że tak zadrwil z nich los, ale listów
        reklamacyjnych do Pana Boga nie wyślą. Bo On wie lepiej, jak ma być.
        a pragną szczęścia drugiej osoby - a to szczęście obie osoby widzą w tym
        jedynie, że się kochają. Bez wymagań, oczekiwań, żądań.


        Pozdrawiam :)
        • jmx Alfiko, 22.09.03, 17:42
          alfika napisała:

          > Ona twierdzi, że widocznie Bóg chciał tak, jak się stało. Nie jest
          nawiedzona,
          > ale inaczej wytłumaczyć takiej przewrotności losu nie umie.
          > I powinni zyć jak najlepiej z tym, co mają.
          > I pyta - jak by mogła innemu dzieci rodzić? To jest mozliwe tylko z tym
          jedynym.


          > Jest świadoma. Zaakceptowali, że tak zadrwil z nich los, ale listów
          > reklamacyjnych do Pana Boga nie wyślą. Bo On wie lepiej, jak ma być.
          > a pragną szczęścia drugiej osoby - a to szczęście obie osoby widzą w tym
          > jedynie, że się kochają. Bez wymagań, oczekiwań, żądań.


          Oni sami z siebie drwią, nie los, to oni podejmują decyzję, nie los. Ona go
          kocha, tego jestem pewna, a on? A on jej nie. Gbybym była nim i ją kochała
          prawdziwie to zniknęłabym z jej życia. Tak z pięć lat temu. Dla jej dobra.
          • alfika Re: Alfiko, 22.09.03, 17:47
            Co by to zniknięcie dało?
            Umarłoby uczucie? Wrazenie spotkania sojej bratniej duszy i idealnie
            dopasowanej cząstki?
            Eee, mam wrażenie, że cos mocno naciągane to "proste" rozwiązanie, Jmx.
            • jmx Re: Alfiko, 22.09.03, 17:53

              To nie jest "proste" rozwiązanie, żądne rozwiązanie w ich sytuacji nie
              jest "proste". Ale ja, będąc związana na stałe i nie chcąc tego zmieniać i
              widząc, co ktoś drugi do mnie czuje - postąpiłabym tak jak napisałam. W imię
              miłości właśnie. Za cenę cząstki, kawałka duszy itp. To uczuecie szkodzi tej
              kobiecie. Co to za miłośc jeśli ukochany(?) mówi - "nie kochaj mnie"? To jest
              sadyzm a nie miłość.
              • alfika Re: Alfiko, 22.09.03, 18:14
                jmx napisała:

                >
                > To nie jest "proste" rozwiązanie, żądne rozwiązanie w ich sytuacji nie
                > jest "proste". Ale ja, będąc związana na stałe i nie chcąc tego zmieniać i
                > widząc, co ktoś drugi do mnie czuje - postąpiłabym tak jak napisałam. W imię
                > miłości właśnie. Za cenę cząstki, kawałka duszy itp. To uczuecie szkodzi tej
                > kobiecie. Co to za miłośc jeśli ukochany(?) mówi - "nie kochaj mnie"? To jest
                > sadyzm a nie miłość.
                >

                Mówił raz, w chwili zagubienia, dawno to było, teraz jej dowolność zostawia, bo
                uznał, ze uparty Kozak z niej, a w kwestiach zasadniczych istny lew.
                Sam też wie, że ma dowolność - acz są granice dowolności, bo się nie prosili o
                takie cuda.

                On nie wie, czy nie chce zmieniac związania na stałe - ona jest bardziej
                ostoją. On jej ufa, ona mu też - oboje bezgranicznie. Nie wiem, jak oni doszli
                do takiego porozumienia!
                • jmx Re: Alfiko, 22.09.03, 18:26

                  Miłość nie polega na mówieniu, mnie zawsze uczono. Mógł sobie mówić i tak było
                  wiadomo co się stanie.

                  Porozumienie - a to jest akurat proste jak drut :-). Chociaż niewytłumaczalne.

                  I do rozmowy Twojej z Girl na temat "co by było gdyby wcześniej". Odpowiedź
                  brzmi - nic. On jest taki bo przeżył to co przeżył (bez niej) i ona tak samo.
                  Gdyby się spotkali wcześniej to nic by z tego, najprawdopodobniej, nie wyszło
                  bo byliby innymi ludźmi. Spotkali się w tym czasie w którym powinni. Ale co
                  dalej zrobią z uczuciem - już do nich należy.
                  • alfika Re: Alfiko, 22.09.03, 23:04
                    A wygląda tak, jakby całe życie dla siebie byli.
                    • jmx Re: Alfiko, 22.09.03, 23:06

                      I marnują to "bez plam na honorze". Ich wybór.
    • alfika Re: O właśnie! 22.09.03, 17:21
      Astinger mi podpowiedział - oni są właśnie pełni pokory i głębokiej
      wdzięczności za to, czym obdarzyło ich życie. Są szczęśliwi.
      I nie ma tu niczyjego wygodnictwa, nieszczęścia, rozpaczy.

      Jest czysta radość i poczucie bycia we dwoje nawet bez fizycznej bliskości.
      • Gość: girlfriend Re: O właśnie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 17:34
        nie zmienia to faktu, ze robią w trąbe jego zonę :)
        obydwa!

        ciekawe czy maja wyrzuty sumienia? ;)
        • cossa Re: O właśnie! 22.09.03, 17:51
          hehe.. czyby swiat byl czarno-bialy? :)
          nie zawsze mozna miec to co sie aktualnie chce
          chocby dlatego, ze to co chce sie dzisiaj
          niekoniecznie dobre dla nas jutro

          i czasem (czesto?) dzwgamy przez zycie
          konsekwencje jednej, kilku kluczowych decyzji
          wydaje mi sie, ze trzeba sie jakos w tym odnalesc
          pogodzic potrzeby, pragninia z zobowiazaniami
          moim zdaniem - oni lepiej odnalesc sie nie mogli

          pozdrawiam
          cossa

          pees. a w sumie prawdziwa milosc nie wymaga wylacznosci.
          prawdziwa milosc zyczy wszystkiego co najlepsze ukochanej
          osobie (prosze nie traktowac czarno-bialo - zalecam
          rownowage:)


          Gość portalu: girlfriend napisał(a):

          > nie zmienia to faktu, ze robią w trąbe jego zonę :)
          > obydwa!
          >
          > ciekawe czy maja wyrzuty sumienia? ;)
          • Gość: girlfriend Re: O właśnie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 17:59
            prawdziwa miłość pozwala tez odejść, nie zapominajmy :)

            > moim zdaniem - oni lepiej odnalesc sie nie mogli

            mogli
            dla mnie to nie fair być z jedna a drugiej kłaść głowę na brzuchu
            nawet jeśli obie ze wzgledu na miłość do niego taki stan akceptują

            on jest winny w tej historii
            kończąc: oskarżam jego.
            amen
            idźcie ofiary do domu (copyright kvinna ;)
            • alfika Re: O właśnie! 22.09.03, 18:06
              Gość portalu: girlfriend napisał(a):

              > prawdziwa miłość pozwala tez odejść, nie zapominajmy :)
              >
              > > moim zdaniem - oni lepiej odnalesc sie nie mogli
              >
              > mogli
              > dla mnie to nie fair być z jedna a drugiej kłaść głowę na brzuchu
              > nawet jeśli obie ze wzgledu na miłość do niego taki stan akceptują
              >
              > on jest winny w tej historii
              > kończąc: oskarżam jego.
              > amen
              > idźcie ofiary do domu (copyright kvinna ;)


              Nigdzie nie idę!!!!!
              Rozdarłam szatę na piersi i trwam.

              Rozbiorę temat czy to się komu podoba czy nie (to z innego wątku :P)!!!!!!!

              Nie ma stosów, a on ma najźlej!
              • Gość: girlfriend Re: O właśnie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 18:22
                weź mi to jeszcze raz wyłóż jak chłop krowie na rowie, dlaczego on nie odchodzi
                od kobiety, którą co najmniej kocha mniej?
              • megxx Re: ????? 22.09.03, 18:48
                Odnoszę wrażenie, że nie tylko przyzwalasz na taką postawę jaką prezentuja On i
                Ona, ale do tego bronisz ich przed całym światem.
                My nie kwestionujemy uczucia, które jest między nimi, ale było, nie było, to
                wieloletni romans, może bez współżycia. To zwykłe oszukiwanie żony, tłumaczenie
                się jej ochroną. Bzdura, żona nie taka głupia, żeby z okna skakać dla faceta,
                co od 6lat śni o innej. A jeżeli nie śni to jest wobec którejś z nich
                nieszczery. Może wobec Onej.
                • bukfa uczciwosc 22.09.03, 20:22
                  A gdzie tu uczciwosc malzenska? NO chyba ze zona wie o wszystkim i akceptuje, w
                  takim razie ich sparwa.
                  Ale jesli nie, to ta milosc jest po prostu zdrada, a to ze nie ma seksu, to
                  sprawa drugorzedna. Moim zdaniem ten uklad jest nieuczciwy, nie rozumiem tego
                  faceta. Czy kochac to uniemozliwiac mlodej kobiecie, zalozenie rodziny,
                  macierzynstwo, radosc z intymnosci? Czy kochac to oddawac zonie tylko kawalek
                  swojego sera, skrycie marzac o innej?
                  Wiem ze uczucia ludzkie sa zawile i zlozone, a opisana historia wzruszajaca i
                  nie pozbawiona piekna.
                  Ale mysle ze uczciwiej, i zdrowiej byloby dokonac wyboru i zyc w prawdzie!
                • alfika Re: ????? 22.09.03, 23:07
                  megxx napisała:

                  > Odnoszę wrażenie, że nie tylko przyzwalasz na taką postawę jaką prezentuja On
                  i
                  >
                  > Ona, ale do tego bronisz ich przed całym światem.


                  Nie ja jestem od wydawania sądów, więc i przyzwalania.
                  Ale możliwe, że bronię przed całym światem.


                  > My nie kwestionujemy uczucia, które jest między nimi, ale było, nie było, to
                  > wieloletni romans, może bez współżycia. To zwykłe oszukiwanie żony,
                  tłumaczenie
                  >
                  > się jej ochroną. Bzdura, żona nie taka głupia, żeby z okna skakać dla faceta,
                  > co od 6lat śni o innej. A jeżeli nie śni to jest wobec którejś z nich
                  > nieszczery. Może wobec Onej.

                  Meg, nie możesz wychodzić z założenia, że facet robi krzywdę.
                  Daj Boże, żeby ta żona taka głupia nie była i żeby jeszcze doceniła, że w tej
                  sytuacji traktują ją jak można najporządniej.
                  Tak czy nie mam racji?
                  • jmx Alfika!!! 22.09.03, 23:08
                    alfika napisała:

                    > Daj Boże, żeby ta żona taka głupia nie była i żeby jeszcze doceniła, że w
                    tej
                    > sytuacji traktują ją jak można najporządniej.
                    > Tak czy nie mam racji?
                    >

                    Moze jeszcze pomnik im postawić, hę?
                    • alfika Re: Alfika!!! 22.09.03, 23:35
                      A Boy ma :)))))
    • qw5 Oj Alfiko, 22.09.03, 19:06
      czy Ty się nie za bardzo zaangażowałaś w tę historię ?
      • Gość: girlfriend otóż to! qw5 walnęła w sedno, Alfa! :))))) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 19:10
        • alfika Re: otóż to! qw5 walnęła w sedno, Alfa! :))))) 22.09.03, 22:57
          No i co się czepiacie?!

          Zaangażowałam się jak diabli, rosło we mnie i sobie strzeliło na forum, uczucia
          i odczucia mną targają wte i nazad.
          Lubię ich, jakbym nie znała, też bym szalała, bo mi to zaburza mój stosunek do
          trójkątów.

          No.
    • jmx Podsumowanie? 22.09.03, 22:41

      Jedno jest pewne - gdyby którejś ze stron taki "układ" zaczął przeszkadzać,
      rozpadłby się już dawno. To znaczy, że osoby 'zamieszane' w całą historię, w
      taki a nie inny sposób - zaspokajają swoje potrzeby. I dopóki będą
      zaspokajać - dopóty taka przyjaźń będzie trwać. Są dorośli, podjęli decyzje,
      taką a nie inną, jeśli są zadowoleni - to nam nic do tego. Ale, mimo wszystko,
      nie gloryfikowałabym takich sytuacji.
      • alfika Re: Podsumowanie? 22.09.03, 23:01
        A ja podziwiam, w takich parszywych historiach pokładają się ze sobą i mają
        wyżyte-zakończone albo jak u znajomego po ostatecznie ostatnim pożegnaniu
        dziecko w drodze.

        A ich nie dość, że trzyma, to jeszcze bez plamy na honorze.
        O tyle, o ile.

        Mają wariant najtrudniejszy, ale jakby poświęcili sobie więcej czasu i
        czułości, to zostaliby razem. A liczą się z innymi, światem - i co? Nie robi
        wrażenia?
        • jmx Re: Podsumowanie? 22.09.03, 23:05

          Status quo nie robi specjalnego wrażenia. Może też wygodnictwo, może i
          strach...? Bo co innego "przeżywać uniesienia duszy" i filozoficznie
          rozprawiać i "kłaść głowę na brzuchu" a co innego zwykłe, realne, codzienne
          życie. Z praniem, gotowanie, rachunkami, chorobami etc. etc. Może ich związek
          nie przetrwałby pół roku gdyby spróbowali? Kto wie... kto wie...
          • procesor Re: Podsumowanie? 22.09.03, 23:20
            Alescie się tego brzucha uczepili!
            To ponoc było raz. Na sześc lat. Nie mówię że kolegom się po łonie daję turlac,
            hehe, ale jak sie wyjeżdżało ze znajomymi to przyjaciel mógł ise o mnie oprzec.
            Chocby i wątpia uciskając. I nie wnosłabym sprawy o molestownaie seksualne.
            Ech, a wam to sie wszystko..
            • alfika Re: Podsumowanie? 22.09.03, 23:33
              No, co chwila ten brzuch przygnieciony wyjeżdza :)
              A daliby radę z debetem na koncie nawet i złodziejem kosmetyków, coś mi się
              widzi.

              Bo mi się to, kurcze, kojarzy z takim doktorem Piotrem i innymi postawami
              bohaterskimi.

              Zachwytu nie okazuję - może tu - i ochami nie rzucam, jak rozmawiamy -
              sporadycznie - na temat, to rzeczowo, ona też mi nie ochuje za często.

              No to co on miałby niby zrobić, do żony lecieć serce jej łamać, z niechcianej-
              chcianej miłości się zwierzać? Dziewczynkom powiedzieć, że tatuś własnie kocha
              taką panią?
              Do księdza po poradę?
              Kontakty mogą sobie zrywać i cyrk robić, i tak przepadło, kochają się skuteczne.
              • jmx bohaterstwo 22.09.03, 23:51
                alfika napisała:

                > No to co on miałby niby zrobić, do żony lecieć serce jej łamać, z
                niechcianej-
                > chcianej miłości się zwierzać? Dziewczynkom powiedzieć, że tatuś własnie
                kocha
                > taką panią?
                > Do księdza po poradę?
                > Kontakty mogą sobie zrywać i cyrk robić, i tak przepadło, kochają się
                skuteczne.

                A, bo na to już za późno. O tym trzeba było wcześniej pomyśleć. Ale... no.
                A teraz to sytuacja patowa.

                Tak mi się nasunęło - bohaterstwo czy bohaterszczyzna? (to już bardziej
                ogólnie, bo, jak już pisałam, taka sytuacja im odpowiada - gdyby nie - nie
                byłoby jej). Czy bycie z naprawdę ukochaną osobą to tchórzostwo? Skąd się
                bierze takie myślenie? A może to dopiero bohaterstwo bo trzeba czoło stawić
                całemu światu, co ludzie powiedzą itp. i zmagać się wspólnie z codziennością?
                Co jest trudniejsze?
                • alfika Re: bohaterstwo 22.09.03, 23:56
                  jmx napisała:

                  > Tak mi się nasunęło - bohaterstwo czy bohaterszczyzna? (to już bardziej
                  > ogólnie, bo, jak już pisałam, taka sytuacja im odpowiada - gdyby nie - nie
                  > byłoby jej). Czy bycie z naprawdę ukochaną osobą to tchórzostwo? Skąd się
                  > bierze takie myślenie? A może to dopiero bohaterstwo bo trzeba czoło stawić
                  > całemu światu, co ludzie powiedzą itp. i zmagać się wspólnie z codziennością?
                  > Co jest trudniejsze?
                  >

                  Ja bym nie stawiała tchórzostwa na drugim końcu kija.
                  Może pójście na łatwiznę? egoizm? - oczywiście tylko w tej konkretnej sytuacji.
                  Mają w nosie opinie, ale nie krzywdy.
                  Świat się dostosuje do moich osobistych decyzji - tak więc zdrowe podejście.
            • jmx Re: Podsumowanie? 22.09.03, 23:35

              W moim poście tylko brzuch zauważyłaś? I kto tu kojarzy "tylko jedno" ;-)
              Ale fakt, mogło brzucha nie być, chodziło mi zupełnie o coś innego.
    • jmx "Miłość" 23.09.03, 03:26

      Jest miłość trudna
      jak sól czy po prostu kamień do zjedzenia
      jest przewidująca
      taka co grób zamawia wciąż na dwie osoby
      niedokładna jak uczeń co czyta po łebkach
      jest cienka jak opłatek bo wewnątrz wzruszenie
      jest miłość wariatka egoistka gapa
      jak jesień lekko chora z księżycem kłamczuchem
      jest miłość co była ciałem a stała się duchem
      i ta co nie odejdzie - bo znów niemożliwa


      J. Twardowski
      • Gość: jass Re: "Miłość" IP: 80.51.240.* 23.09.03, 13:10
        Piekne podsumowanie,szkoda,ze czytam tak rano,a nie o trzeciej,przy
        księzycu,ale i przy słońcu jasnym,piekne jest.To jeszcze coś ode
        mnie
        Wisława Szymborska
        Miłość szczęśliwa

        Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
        czy to poważne, czy to pożyteczne --
        co świat ma z dwojga ludzi,
        którzy nie widzą świata?

        Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
        pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
        że tak się stać musiało
      • alfika Re: "Miłość" 23.09.03, 16:31
        ***
        jutro zobaczę cię znowu
        będziesz bardzo mądry
        oprawiony w tablicy czerń
        z czołem pofałdowanym w tysiące drobnych
        zmarszczek

        poprzez otwarte okno
        wejdzie promień słoneczny
        przysiądzie na moich włosach
        zaświeci

        zdumiony
        zamilkniesz na chwilę
        - tak milkną na obrazach święci
        w niewidzialnego boga zapatrzeni -

        jutro - to będzie jutro

        tymczasem wytrwałe słońce
        obiega
        drugą stronę zmarzniętej ziemi




        H. Poświatowska
      • jmx Mówisz.... 23.09.03, 16:49
        Mówisz
        Gdybyśmy byli razem
        przynosiłbym rano
        bułki i mleko
        Mielibyśmy
        wspólne drzwi
        wspólne światło
        wspólną noc

        Lecz dzielą nas
        klucze
        schody
        mieszkania
        oczy mężczyzny
        oczy kobiety
        nawet płacząca wierzba na podwórku
        pod którą nam nie wolno się całować

        Mówisz
        Jesteś dla mnie
        jak wschód słońca

        żeby go zobaczyć
        odwracam się od ludzi plecami


        M. Hillar
    • ta Re: Ona i on. 24.09.03, 12:30
      Dotknę fizjologii.
      On zaspokaja zapewne wszelkie potrzeby małżonki w tym seksualne, jeśli przez 6
      lat nie zorientowała się, co jest grane. Być może jest nawet czulszy i
      uważniejszy, niż byłby bez tego uczucia do innej kobiety, z poczucia winy wobec
      żony oraz rozbudzanych przez kontakt z "ukochaną" namiętności.

      Wobec tego żona ma z tego układu pewna "korzyść" - błagam, nie zakrzyczcie mnie-
      mówię to z drwiną.

      On ma korzyść niewątpliwą, gdyż pobudzany zmysłowo pozamałżeńsko radośniej
      spełnia powinności małżeńskie w stadle, w którym pierwsze porywy wygasły.
      Kontakt z Oną jest dla niego afrodyzjakiem. Jak mile łechtana jest jego
      próżność, wiadomo.

      Żona trzymając w ramionach męża nie ma świadmości, że pan ten kocha się z
      wirtualnym zlepkiem jej i Onej. Jest oszukiwana bez dwóch zdań i proszę mi tu
      nie wyjeżdżać z cyniczną opinią, że nieświadomość tego faktu pozwala jej dobrze
      przeżywać orgazm, wobec tego nie ma krzywdy.

      Ona, rozbudzona ( chyba, że głaz) po spotkaniu z Onym potrafi swoje potrzeby
      zdusić, uprawia jogę, pływa, skacze i biega i nigdy, ale to nigdy nie cierpi z
      powodu, że On w tym czasie...

      Ludzie uprawiaja różne gry i zabawy.
      W tym układzie wygrywa On - cyniczny pupek

      Ta_
      • m.malone Powiedzmy wprost.... 24.09.03, 12:53
        ...Dupek. TYlko bez tych dwu dziewczyn?? No jak by on wyglądał?
        MM

        __

        Kiedy Bóg stwarzał czas, stworzył go wystarczająco dużo
        - irlandzkie (podobno)
        • ta Re: Powiedzmy wprost.... 24.09.03, 13:02
          m.malone napisał:

          > ...Dupek. TYlko bez tych dwu dziewczyn?? No jak by on wyglądał?
          > MM

          Masz rację - DUPEK. Bez dziewczyn wyglądałby tak samo.
          W innych układach funkcjonuje podobnie.
          Taki charakter, gracz.
          Świeczka, ogarek itepe + na maksa własne korzyści.
          Łech, łech, jaki ci on cudny!
          błe
          Ta_
        • ta Re: Powiedzmy wprost.... 24.09.03, 13:08
          Uważaj miły m.m., nasze stanowiska zbyt się do siebie zbliżyły,
          by miało ci to ujść na sucho :)
          Dodam do tego jeszcze ciumka i niech się dzieje , co chce.

          Kaweczka na stole pachnąca, słoneczko za oknem
          posyłam ci promyczek razem z ciumkiem
          Teraz chyba trzymam się w konwencji ?

          Ta_
          Motto dnia : Dupek jest dupkiem
          • alfika Re: Powiedzmy wprost.... 24.09.03, 14:20
            Para fantastów z Was, Ta i MM :)

            Ta wymyśliła scenariusz pożycia małżeńskiego, podsumowała, MM podchwycił,
            dołączył się do życzeń - i już.

            Nie wierzę za bardzo w to udane i rozkoszne życie łóżkowe - jedna podnieca, a
            druga substytut? Czyście zwariowali? Czy normalny człowiek coś takiego zdzierży?
            Prędzej żona zdzierży brak pożycia.

            Tak mi się wydaje.

            Dla świętego spokoju nikt nie zaspokaja w ten sposób drugiego człowieka.

            Ale jedno muszę przyznać. Może byc tak, że do żony nie czuje niechęci i
            obrzydzenia i z nią - dla niej samej, a nie jako z substytutem - sypia.
            Co nie wyklucza uczucia do innej.
            Może tak być, czy naciągam?
            Ja mam wrażenie, że może.
            • megxx R: Zastanawia mnie 25.09.03, 10:27
              to co piszesz w tym poście.
              Bo z jednej strony jest pytanie o jego pożycie z żoną, a z drugiej o jego
              osobiste potrzeby seksualne.
              Czy żona może wytrzymać brak pożycia, jeżeli wcześniej było co najmniej częste
              i udane?
              Czy mężczyźnie tak trudno osiągnąć satysfakcję, nawet jeżeli nie ma obok niego
              tej najwspanialszej?
              A może oni wszyscy żyją romantycznymi uniesieniami, pięknem i poezją, a seks
              w naszym rozumieniu dla nich jest zbyt prozaiczny? I w ogóle są z innego
              świata, a my nawet nie mamy szansy ich zrozumieć?
              Ja tam wolę zasadę wszystko albo nic i nie zadawalają mnie substytuty.
              • alfika Re: R: Zastanawia mnie 25.09.03, 10:54
                megxx napisała:

                > to co piszesz w tym poście.
                > Bo z jednej strony jest pytanie o jego pożycie z żoną, a z drugiej o jego
                > osobiste potrzeby seksualne.
                > Czy żona może wytrzymać brak pożycia, jeżeli wcześniej było co najmniej
                częste
                > i udane?


                Mogło być częste i udane na wstępie - potem rzadsze i udane - tak jak w każdym
                (no, większości!) siłą rzeczy, normalnym, kochającym się (nawet dziko i
                bezgranicznie) związku.


                > Czy mężczyźnie tak trudno osiągnąć satysfakcję, nawet jeżeli nie ma obok
                niego
                > tej najwspanialszej?


                Zalezy od potrzeb tego mężczyzny. Wszystkich potrzeb, nie tylko fizycznych.
                Są mężczyźni, których podnieca prostytutka - nie wyobrażenie, ale fakt
                uprawiania z nią seksu "bez zobowiązań".
                Są tacy, którym "ręce" i ochota opadają z obrzydzenia i nic nie wyjdzie.

                Pewnie i w temacie wątku jest podobnie - jesli on nie czyni z seksu świętości
                (ale i hobby, oczywiście), to mogą mieć dość stabilne pożycie z żoną.



                > A może oni wszyscy żyją romantycznymi uniesieniami, pięknem i poezją, a
                seks
                > w naszym rozumieniu dla nich jest zbyt prozaiczny? I w ogóle są z innego
                > świata, a my nawet nie mamy szansy ich zrozumieć?


                Może. Może to dla Małgosi poezja, a zdrady fizyczne to normalka, bo często
                spotykane - zaś dla Zosi ta sytuacja to norma, a zdrady to śmieszno-głupie
                rozrywki?
                Ja nie oceniam, o sposób widzenia świata się rozchodzi.


                > Ja tam wolę zasadę wszystko albo nic i nie zadawalają mnie substytuty.

                A jakbyś nie miała brać, Meg, tylko dawać?
                Widziałabyś inaczej tę sytuację, czyż tak?
                • megxx Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 11:13
                  Ponieważ jestem dawcą, notorycznym, wiem, że to jest złe. Należy również brać,
                  tylko wtedy ma się równowagę. To jest powód , dla którego pozwalam sobie
                  oceniać na nie tych, którzy tylko biorą i tych , którzy tylko dają.

                  Zasada wszystko albo nic jest oczywiści plastyczna. Nie znaczy, że jak nie mogę
                  zarobić 10000/miesiąc to rzucam pracę, ale znaczy jak miałabym mieć faceta
                  czasem i tylko do westchnień, to wolę zrezygnować.
                  • alfika Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 11:54
                    To jesteś typem zdrowego dawcy-biorcy.
                    Oni są typami dawcy.
                    Dają, a nic w zamian.
                    Można tak to nazwać?
                    • jmx Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 16:14

                      Komu dają jeśli wzajemnie tego nie przyjmują?
                      • alfika Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 16:18
                        Sobie nawzajem - i owszem, a branie tego, co sobie dają idzie automatem :)
                        Nie ma warunku, że jak ona przestanie kochać, to mu przechodzi, bo mu się nie
                        opłaca.
                        W drugą stronę tak samo.
                        • jmx Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 20:24

                          Wiesz, nie wiem. Najpierw mówisz, ze oni tylko dają bez brania a potem, że
                          branie idzie automatem. Co oni biorą? Skoro to co chcą sobie dawać nie mogą z
                          powodu jego małżeństwa?
                          • alfika Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 22:52
                            A tam, jakby ludzie potrafili dawać sobie tylko seks i wspólne mieszkanie!
                            Dają sobie zrozumienie, świadomość istnienia dla siebie, miłość, całkowitą
                            chyba akceptację, przyjaźń, zaufanie, wiarę w dobrą wolę, dobrą wolę - wszystko
                            poza właśnie współżyciem i wspólnym mieszkaniem.

                            Na miłość nie mozna patrzeć tak płasko!
                            • jmx Re: R: Dawać-brać 25.09.03, 23:32

                              ;-)))) Alfiko, z całym szacunkiem - czy Ty jesteś nastolatką?
                              Ktoś już pisał o nieumytych garach, wrzeszczących dzieciach, kłopotach
                              codziennych, którym się zagląda wspólnie w twarz. Bardzo łatwo się zdobyć na
                              zrozumienie i dobrą wolę kiedy to nic nie kosztuje. Spotykają się raz na
                              tydzień/miesiąc (napisałaś, że nie szukają kontaktu i nie unikają ich) patrzą
                              sobie w oczy zachwycają się sobą i radują wspólnym towarzystwem. I na tym
                              polega miłość??
                              • alfika Re: R: Dawać-brać 26.09.03, 09:22
                                jmx napisała:

                                >
                                > ;-)))) Alfiko, z całym szacunkiem - czy Ty jesteś nastolatką?


                                TAK, jestem nastolatką!!!!!!!!!! Hi hi ;))))))))))


                                > Ktoś już pisał o nieumytych garach, wrzeszczących dzieciach, kłopotach
                                > codziennych, którym się zagląda wspólnie w twarz. Bardzo łatwo się zdobyć na
                                > zrozumienie i dobrą wolę kiedy to nic nie kosztuje. Spotykają się raz na
                                > tydzień/miesiąc (napisałaś, że nie szukają kontaktu i nie unikają ich) patrzą
                                > sobie w oczy zachwycają się sobą i radują wspólnym towarzystwem. I na tym
                                > polega miłość??
                                >

                                Nie wiem. Miłości są bardzo różne.
                                Dlaczego tak się upierasz przy tych pieluchach na sprawdzian miłości?
                                A inne sprawy?
                                A towarzyszenie przy powolnym umieraniu na raka w młodym wieku? Pieluch nie ma.
                                A strata kogoś ważnego i obecność tej kochającej osoby?
                                A inne "egzaminy" uczucia?
                                A czy taki egzamin jest konieczny, żeby "zatwierdzić" miłość?
                                Oj, oj...
                                I - jeśli mówisz "tak" - czy sytuacja onej i onego takim sprawdzianem nie jest?
                                • jmx Re: R: Dawać-brać 26.09.03, 21:06

                                  Tak, to są sprawdziany, ale "miłość" onej i onego nie ma takich sprawdzianów -
                                  przynajmniej, z tego co napisałaś do tej pory, ich nie widzę.

                                  I nie upierałam się do sprawdzianu miłości wyłącznie z pieluch i wspólnego
                                  życia (nawet nie chodzi stricte o sypianie bo są małżonkowie którzy są chorzy
                                  i nie współżyją albo tzw. "białe małżeństwa" z powodu niemożności zawarcia
                                  związku sakramentalnego) ale jeśli czytam, że taka miłośc z pieluchami jest
                                  mniej warta od wzdychania i myślenia o sobie to mi się scyzoryk w kieszeni
                                  otwiera.
    • Gość: kate Re: Ona i on. IP: 212.160.228.* 24.09.03, 15:03
      juz chyba wiadomo co to jest. Zauroczenie do czasu, az wyobraznia nie stanie
      sie rzeczywistoscia. Dopoki wyobrazaja sobie, jak to mogloby byc gdyby byli
      kochankami, to jest to wspaniale, bo ciagle jeszcze nieosiagalne. I mysle
      sobie, ze tak przeciagaja ten czas, bo sa swiadomi ze czar prysnie jak tylko
      przekrocza ta jedna jedyna jeszcze, dla nich nieosiagalna granice. I to jest
      piekne. Kiedy dziala tylko wyobraznia, kiedy mowia o tym jak moze byc pieknie.
      Bo nie czarujmy sie, ale to jest jedyna rzecz w ich "zwiazku", ktorej JESZCZE
      nie sprobowali
      • Gość: girlfriend spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 15:40
        też mi to przywędrowało do głowy
        pzdr :)
        • Gość: alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 16:20
          Jaaaasne.
          I tak para dorosłych ludzi, których nikt w więzieniu nie trzyma, od lat osiąga
          całkowite porozumienie bez słów, oczami, łagodnością, oddaniem, podobieństwem
          reakcji, odczuć, słów, dusz - dzięki wyobrażaniu sobie seksu.
          Ha ha - ja Wam na to.
          Sama bym to widziała, bo w gorącą miłość w trójkątach nie wierzę.

          Nie ma i już.

          Za duzi są na wyobraźnię wiecznych 16 latków - i w ogóle nie ten typ, ot co.

          • Gość: girlfriend Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 16:23
            moim zdaniem oni sie pasą niespełnieniem
            Kathy i Heathclif (tak się to pisze?) czy jak tam...

            eee...literatura :)
            • Gość: alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 16:27
              Spełnienie wisi w powietrzu przy każdym spotkaniu. Gdyby o seks chodziło - tak,
              mogłoby tak być.

              Ale tu nie o seks chodzi, od 6, lat???!!!!
              Żaden żywy organizm takiej chuci nie wytrzyma - jeśli to czysta chuć, bez
              wyższych przeżyć, doznań i spełnień!
              • Gość: MArgaret Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.dip.t-dialin.net 24.09.03, 18:04
                Alfiko,Ty im jednak ten pomnik postaw, albo napisz do wladz koscielnych o
                beatyfikacje za zycia.
                Sprobuj sie ydstansowac od historii...i spojrz na nia z boku. Nie hedzie to
                wszystko takie kryszalotwe.
                Ja na miejscu zony chcialabym wiedziec, by moc sonbei ulozyc zycie z kims kto
                mnie pokocha i kogo pokcham ja.
                • alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) 24.09.03, 18:12
                  Strasznie smieszne z tym pomnikiem :)))

                  Patrzę z boku. Nie umiem się tak całkiem zdystansować, więc albo mnie trzeba
                  będzie rozstrzelać, albo wygonić na wieczną tułaczkę.

                  A na miejscu tej żony jakbyś kochała właśnie tego męża a nie jakiegoś innego,
                  to co?

                  Ja też bym chciała wiedzieć, gdyby mój miły miał być szczęśliwy z inną - i
                  chciałabym o tym spokojnie, jak przyjaciel, z nim rozmawiać - czego jest pewien
                  i czego chce dalej.
                  Ale rola żony najwdzięczniejsza - co byś powiedziała na rolę męża?
                  • ziereal Re: spod palców mi to wyjęłaś :) 24.09.03, 18:28
                    juz tu niektorzy pisali.a ja sie podpinam.ON ja oszukuje, moze byc wspanialym
                    czlowiekiem etc itp..ale to nie zmienia faktu ze ja oszukuje i to rzutuje na
                    moj obraz tego czlowieka. Czlowieka, ktory w gruncie rzeczy nie potrafi podjac
                    decyzji, albo po prostu nie chce jej podejmowac bo w gruncie rzeczy stan
                    obecny mu odpowiada. Nie rozumiem Twojego tekstu "co gdy zona kocha wlasnie
                    tego mezczyzne(mezsa=".No kocha, owszem, ale to nie znaczy ze bedzie wiecznie
                    kochala, zwlascza jak dowie sie o zaisznialej sytuacji. Ta zona zasluguje na
                    kogos kto bedzie ja kochal calym sercem..czy tez nie?.
                    Jakie to cudowne, oni w gruncie rzeczy przezywaja caly czas wstepny etap
                    zwiazkku..zakochanie..milosc.?. Dla mnie milosc to bedzie wtedy gdy dojda do
                    tego nieumyte gary w kuchni, wspolne problemy, troski, codzienne zycie.
                    Oczywiscie to tylko moja definicja, ale mam do niej prawo.
                    • alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) 24.09.03, 18:31
                      Niedoskonała czyżby taka żonowa miłość?
                      Bo żonina trwała po grób.

                      A co łatwiej znieść w życiu codziennym: brudne gary czy taką sytuację?
                      • Gość: girlfriend Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 19:40
                        1.jakbym była żoną i bym go kochała, to bym mu KAZAŁA odejść.

                        2.czy Ty Alfika wierzysz w coś takiego, że można kochać mężczyznę i nie chcieć
                        z nim sypiać?

                        • alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) 24.09.03, 22:32
                          Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                          > 1.jakbym była żoną i bym go kochała, to bym mu KAZAŁA odejść.


                          No, jakby się było na jej miejscu - jak najbardziej.
                          Bez krwawych rozwodów.

                          >
                          > 2.czy Ty Alfika wierzysz w coś takiego, że można kochać mężczyznę i nie
                          chcieć
                          > z nim sypiać?
                          >

                          Nie. Ona też nie. On też nie. Żona - też nie?!
                          • Gość: girlfriend Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 22:34
                            więc o co im do diaska chodzi?
                            • alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) 24.09.03, 22:44
                              Im o nic!
                              Oni tryskają szczęściem cudnej natury, miłością - i spełnieniem.
                              To mi chodzi, bo mi ład świata takie coś burzy - ja się z tym burzeniem godzę,
                              nawet wdzięczna mogę być - ład świata rzecz umowna - ale nie wiem.

                              Układam to w sobie.
                              A do tego może taka historia komuś cos też da.
                              Mniejsza z tym, w sobie porządek robię.
                              • Gość: girlfriend Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 22:46
                                a Ty jesteś pewna że dobrze widzisz, z tym tryskaniem mianowicie?
                                • alfika Re: spod palców mi to wyjęłaś :) 24.09.03, 22:52
                                  Tak.
                                  Widzę.
                                  Słyszę co ona mówi.
                                  On z tymi oczami za nią - matkoicórko.
                                  • Gość: girlfriend Re: spod palców mi to wyjęłaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.03, 14:15
                                    nie zmienia to faktu, że grają nie fair w stosunku do żony, ktora jak rozumiem
                                    nie do konca jest swiadoma ich relacji.

                                    ja jestem za mówieniem prawdy
                                    • Gość: girlfriend jeszcze coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.03, 14:18
                                      moja przyjaciółka , głęboko wierząca i rzetelnie praktykująca, powiedziała
                                      niedawno o pewnym trójkącie: taaa...najlepiej by było, gdyby zona zginęła w
                                      wypadku samochodowym.

                                      hihi ;)))
                                      • alfika Re: jeszcze coś 25.09.03, 14:44
                                        To baaardzo głęboko oddana miłości bliźniego kobieta była...

                                        OK. Mówienie prawdy.

                                        W zasadzie spodziewając się dobrych intencji żony nasz on dochodzi do wniosku,
                                        że kocha oną na całe życie.
                                        Przemyśliwszy sprawę pare setek razy, gdy nie ma cienia wątpliwości, że kocha
                                        oną naprawdę, szanując przyjaźń i łagodność cechującą jego związek z żoną -
                                        idzie mówić prawdę.
                                        Stało się, zawinił - przyznać się czas.
                                        przyznał się przed sobą, to idzie przyznać sie przed żoną.
                                        Najpierw, oczywiście - i przede wszystkim całkiem niezależnie od tego, jak
                                        zareaguje ona - teoretycznie ma pewność, że miłość jest obustronna, ale
                                        chciałabym wykluczyć, że ustawia sobie życie z oną i urządzi klasycznie
                                        wstrętne przejście z rąk do rąk - od żony do onej.
                                        No to idzie do tej żony.

                                        I to komuś jeszcze się podoba?
                                        To kontynuujmy.
                                        Sadza ją w porze wieczornej w sobotę na fotelu, siada naprzeciwko, bierze jej
                                        dłonie w dłonie i mówi.
                                        Wybacz. Stało się coś, czego nigdy nie przewidziałem - ty też nie.
                                        Żona blednie.
                                        Daj mi się z tym oswoić.
                                        Oswaja się.
                                        Serce złamane, paluchy wykręcone, świat leży w gruzach i nikt nie chce tego
                                        posprzątać.
                                        Ale pełna empatii zdobywa się na: Idź do niej. Cholera. Idź i żyj jak człowiek.
                                        I nawet go nie obgaduje przed sąsiadkami, przyjaciółkami i matką z teściową.

                                        Spójrzmy przez chwilę na jego sumienie w tym momencie.
                                        Spójrzmy na sytuację, w której spotyka po roku kumpla z wojska i mówi: to moja
                                        żona (o onej).
                                        A kumpel patrzy jak na durnia i mówi: TO jest twoja żona?... No, stary!!! (tu:
                                        przyjacielski rechot). Itak miliony razy - przy każdym kumplu.

                                        A oni, z powaga na twarzach - tak bywa w życiu.

                                        To mi sie podoba, ale musiałabym byc tą żoną, żeby urządzić takie pożegnanie.
                                        Miłość onego i onej przetrwa i gorsze. I najgorsze.
                                        Ale krzywda zony i poczucie, że się zawiodło?
                                        To mi zostaje mimo uroku sytuacji.
                                        • Gość: girlfriend Re: jeszcze coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.03, 15:21
                                          dlaczego krzywda żony? nie widzę. a skąd wiesz , że on jest mężczyzną właściwym
                                          dla niej? może na nią też ktoś czeka a to, co jest teraz czyli trzymanie się
                                          litery (bo przyznasz, że nie ducha) traktatu pt.małżeństwo, przekreśla jej
                                          życiową szansę?


                                          p.s.miłość jest niezależna od naszej woli, on nie ponosi winy za to, że uległ
                                          złudzeniu x lat temu i ozenil się z niewlasciwą kobietą

                                          p.s.2. wiara w nierozerwalnośc węzła małżeńskiego (tzn. własciwie d e c y z j a
                                          że bedziemy się tego tzrymać, że taką wizję naszego życia wybieramy) ponosi za
                                          sobą dramatyczną konsekwencję: mianowicie przyznanie milości srebrnego medalu.
                                          Uważam, że jeśli sie tak wybiera (np.z powodow religijnych) to potem uczciwie
                                          jest wiać od takiej onej. Oni ewidentnie nie są fair w stosunku do jego zony.
                                          Nie jestem też przekonana czy są fair w stosunku do siebie nawzajem. to zluda,
                                          że bez seksu nie ma zdrady , ale o tym już było :)
                                          • alfika Re: jeszcze coś 25.09.03, 16:21
                                            I jak to widzisz, Girl?
                                            Jesli małżenstwo ma pierwszeństwo, a miłość nawet ma srebrny medal, to już
                                            wiadomo, że ma się odkochać i już?

                                            A jak?

                                            :))))))))
                                            • alfika Re: jeszcze coś 25.09.03, 16:24
                                              Może wiać - on od niej, ona od niego. I co, miłość im wygaśnie???
                                              To uważasz, że jednak karmili się swoim widokiem raz na jakiś czas i to syciło
                                              to, co jest między nimi???
                                              Nie wierzę!
                                              Dorośli ludzie, a nie nastolatki znad tomików poezji miłosnej? Przez sześć
                                              lat???
                                              • jmx Re: jeszcze coś 25.09.03, 20:27

                                                Tak. Gdyby nie kontaktowali się ze sobą, wcale, to miłośc w przeciągu roku
                                                dwóch lat minęłaby zostawiając piękne wspomnienie. Dorośli ludzie - może on i
                                                był dodrosły ale ona gdy go spotkała była bardzo młodziutka. Im dłużej to
                                                trwało tym głębiej w to wchodzili.
                                                • alfika Re: jmx 25.09.03, 22:55
                                                  Myślę, że wcale by nie stracili świadomości istnienia tej drugiej połowy, no
                                                  skąd Ci takie myśli przychodzą???

                                                  Jmx od czarnowidzenia!
                                                  • jmx Re: jmx 25.09.03, 23:24

                                                    To nie czarnowidztwo tylko najprawdziwszy r e a l i z m.
                                                    A po prawdzie to nie wiesz co by im przyszło do głowy bo nie spróbowali.
                                                    Uważam, że jeśli to jest prawdziwa druga połowa (chociaż nie jestem
                                                    zwolennikiem teorii "jedynych połówek" które się spotyka raz w życiu) to po
                                                    prostu byliby ze sobą. I jeszcze - on tak naprawdę nie wiedzą, czy są tymi
                                                    jedynymi połówkami bo nie sprawdzą tego w praktyce, im sie to tylko wydaje. A
                                                    złudzeniami bardzo długo można żyć, nawet całe życie.
                                              • Gość: girlfriend Re: jeszcze coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.03, 22:33
                                                no i własnie to jest dowód na absurdalność stawiania miłości na drugim miejscu
                                                a kontraktów na pierwszym.
                                                100 lat temu, jak kobiety były od mężczyzn zależne finansowo może miało to
                                                jakiś sens społeczny, ale teraz? nie widzę.
                                                jakby nie było wyłazi na moje, hihi ;)
                                                • alfika Re: jeszcze coś 26.09.03, 09:17
                                                  Kwestia priorytetów.
                                                  Jeśli na równi stawiasz miłośc i honor, to w tej sytuacji mogę zrozumieć, że
                                                  kierujesz się honorem, a miłość uważasz za coś, co i tak ma miejsce.

                                                  A właściwie nawet jeśli miłość na pierwszym miejscu, to może sobie być taka
                                                  sytuacja - bo miłośc trwa - w kazdej sytuacji.

                                                  Tyle że za miłością spodziewane jest życie we dwoje - bez ślubu czy ze ślubem.
                                                  I w tym sęk.
                                                  Musze to przedumać, czy jest do przyjęcia miłość, która nie pociąga
                                                  automatycznie za sobą życia we dwoje, skarpet i rodzenia dzieci.
                                                  Na teraz wydaje mi się, że jest możliwa.
                                                  Powszechne tendencje zmierzają jednak ku byciu w stadle.
                                                  Tak jak pięciopalczasta dłoń - tym tendencjom nie ma co zaprzeczać, zdrowe są i
                                                  normalne.

                                                  Ale czy możliwy jest wyjątek?
                                                  Taki człowiek z sześcioma palcami u dłoni?
                                                  • Gość: girlfriend Re: jeszcze coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.03, 12:55
                                                    Tyle że za miłością spodziewane jest życie we dwoje - bez ślubu czy ze ślubem.
                                                    > I w tym sęk.
                                                    > Musze to przedumać, czy jest do przyjęcia miłość, która nie pociąga
                                                    > automatycznie za sobą życia we dwoje, skarpet i rodzenia dzieci.

                                                    ale to nie o to chodzi!
                                                    nie o mieszkanie razem, tylko o dawanie w s z y s t k i e g o.
                                                    a oni sobie nie dają wszystkiego, bo ze sobą nie sypiają! "sypiają" - jakie
                                                    brzydkie słowo zresztą :(

                                                    proste jak banan ;)
                      • jmx do Alfiki 24.09.03, 22:47
                        alfika napisała:

                        > A co łatwiej znieść w życiu codziennym: brudne gary czy taką sytuację?

                        Oczywiście, że taką sytuację - bycie w permanentnym stanie uniesienia przez
                        sześć lat jest niemożliwe w żadnym związku. A w takim, "niespełnionym" - jak
                        najbardziej. Takie "miłości" są najtrwalsze bo nie wypalają się w codzienności.

                        I jeszcze coś - tak pięknie o nich piszesz, ze tak wspaniale się odnaleźli w
                        takiej sytuacji, nie krzywdząc nikogo. Powiedz szczerze, niekoniecznie tutaj,
                        przed samą sobą - chciałabyś być na miejscu którejkolwiek ze stron?
                        Myślę, że znam odpowiedź.
                        • alfika Re: do Alfiki 24.09.03, 22:53
                          Ale ja już pisałam wcześniej, że nie do pozazdroszczenia.
                          I że rola żony najtrudniejsza - i najprostsza.
                          Żadna werelacja.

                          Ładnie piszę, bo ładnie widzę. Co będę Wam kłamać.
                          • jmx Re: do Alfiki 24.09.03, 23:05

                            Właśnie do tego zmierzałam - "ładnie się widzi" takie rzeczy ale kurewsko w
                            nich żyje (przepraszam wszystkich za przekleństwo, nie mam lepszego
                            określenia).
                            • alfika Re: do Alfiki 24.09.03, 23:17
                              Nie ulega wątpliwości. Jak Cię wytną, to przerobimy na słowo do użycia i
                              powtórzymy.

                              Ale pomimo największych trudów można żyć pięknie.
                              Niezależnie od interpretacji.

                              Oni żyją pięknie.
                              Niemniej mam jakiś okropny niedosyt pomimo piękna.
                              niedosyt bierze się z naturalnej skłonności do nasycania - do zdobywania
                              upragnionych rzeczy, stanów czy ludzi.
                              Ale niezdobycie i niezaspokojenie - do tego z wyboru - może też być źródłem
                              szczęścia. Większego niż to wypływające z zaspokojenia?
                              Na to wyglada.

                              Może im nawet łatwiej zaakceptować taki stan rzeczy niż nam jego istnienie?
                              • jmx Re: do Alfiki 25.09.03, 02:18

                                "Żyją szczęśliwie i pięknie" - wg Ciebie....
                                Dlaczego akceptują - bo z jakichś względów wygodniej im żyć tak a nie inaczej.
                                "Lepiej mieć coś niż nic" - chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to
                                pytanie.


                                PS. Uff, nie wycięli ;-)))
                                • alfika Re: do Alfiki 25.09.03, 07:34
                                  jmx napisała:

                                  >
                                  > "Żyją szczęśliwie i pięknie" - wg Ciebie....
                                  > Dlaczego akceptują - bo z jakichś względów wygodniej im żyć tak a nie inaczej.


                                  Masz rację, nie jest to wymarzony sposób na życie, ale W TEJ sytuacji? Można
                                  inaczej, żeby było do przyjęcia?
                                  To nie jest kwestia wygody, tylko samopoczucia: tak, a nie inaczej żyją z tego
                                  względu, że on ma rodzinę.
                                  Jedyny powód.


                                  > "Lepiej mieć coś niż nic" - chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to
                                  > pytanie.
                                  >

                                  Nie wiem, czy oni czegokolwiek takiego potrzebowali. Wlazło im w życiorys samo,
                                  taki żart losu.


                                  >
                                  > PS. Uff, nie wycięli ;-)))
                                  >
                                  :)))))))))))))))
                                  • jmx Re: do Alfiki 25.09.03, 16:02
                                    alfika napisała:

                                    > To nie jest kwestia wygody, tylko samopoczucia: tak, a nie inaczej żyją z
                                    tego
                                    > względu, że on ma rodzinę.

                                    Jak zwał tak zwał. Wygodniej im myśleć, że są w porządku (stąd lepsze
                                    samopoczucie) - "jacy jesteśmy szlachetni, nie rozbijamy rodziny". To przykład
                                    życia złudzeniami albo przekonanaia, że jak się o czymś nie powie na głos to
                                    to nie istnieje.

                                    Rozumiem "W TEJ" sytuacji. Ale oni własnymi czynami doprowadzili do "tej"
                                    sytuacji. Trzeba myśleć zanim się coś zrobi, postapi bo "po" bywa za późno i
                                    doprowadza się do sytuacji naprawdę bez wyjścia, tak, jak moim zdaniem, tutaj.


                                    > Nie wiem, czy oni czegokolwiek takiego potrzebowali. Wlazło im w życiorys
                                    samo, taki żart losu.

                                    Widocznie tak, skoro trwa to tak długo i nie widac końca. Raczej jestem
                                    racjonalistką w tym względzie i twierdzę, jak już pisałam wcześniej, że gdyby
                                    im było źle (nie zaspokajaliby swoich potrzeb) to nie działo by się to i tak
                                    długo co się dzieje.
                                    • alfika Re: do Alfiki 25.09.03, 18:06
                                      Człowiek to nie zwierzę, nie działa (czy kocha) jedynie pod wpływem
                                      zaspokojenia.

                                      Jak doprowadzili do tej sytuacji?
                                      W którym momencie?

                                      Właśnie tego tez nie widzę.
                                      • jmx Re: do Alfiki 25.09.03, 20:19

                                        Są różne rodzaje zaspokojenia, nie miałam na myśli fizycznego, np. emocjonalne.
                                        Gdyby z żoną u Onego było wszystko w porządku to chyba cała ta sytuacja nie
                                        rozwinęłaby się tak?

                                        W którym momencie - napisałaś, że on w chwili zwątpienia(?)
                                        powiedział "przestań mnie kochać" - gdyby wszystko było w porządku, takie
                                        czyste i niewinne nie powiedziałby tak? Nie przyszłoby mu to do głowy chyba.
                                        Czuł, że coś jest źle skoro zdecydował się powiedzieć takie słowa. Jeśli oni
                                        są dojrzali, mądrzy i świadomi wlasnych odczuć (to znaczy znają sami siebie)
                                        to wiedzą, w którym momencie. To mogło umknąć postronnym obserwatorom ale nie
                                        im.
    • qw5 Alfika, Ty na bieżąco zdawaj nam relacje, 25.09.03, 09:29
      co się z nimi dzieje, bo ja uwielbiam takie wątki i historie.

      Zdrady (wszelkiej maści) i chamstwo to moje ulubione tematy na forum:)
      • alfika Re: Ejże, qw5... 25.09.03, 09:39
        Jak uwielbiasz, to trzeba Ci będzie poczekać choćby na komandosa :P

        Ten wątek nie jest wątkiem o zdradzie - choć niewątpliwie o trójkącie.
        Ale bardziej o sytuacji patowej, której nie wiadomo jak zmienić - i w której
        ktoś żyje.

        Relacji nie będzie. Sytuację przedstawiłam w pierwszym poscie, można o niej
        pisac, co komu przyjdzie do głowy - ale przy watkach plotkarskich -"słuchajcie,
        a u niej coś nowego! - (i tu rewelacja) " - ja ziewam.
        • qw5 Re: Ejże, qw5... 25.09.03, 09:48
          alfika napisała:

          > Ten wątek nie jest wątkiem o zdradzie - choć niewątpliwie o trójkącie.

          Ten wątek jest o zdradzie i to o gorszym z gatunków zdrad, bowiem większość
          ludzi ( tak mi się wydaje ) jest w stanie dużo lepiej znieść zdradę fizyczną od
          tzw. psychicznej.
          • alfika Re: Ejże, qw5... 25.09.03, 10:12
            Zdrada jest od decyzji, poczynań, podejścia zdradzającego zależna - jak każda
            kwestia wyboru. Jest złem, na które się albo decydujemy, albo nie.

            Żeby nie pójść do łóżka z kimś - wiadomo, co należy. Głównie nie migdalić się i
            odpuścić sobie zabawę w Poważne Uwodzenie i Wielkie Nieokiełznane Namiętności.
            Unikac tzw. okazji.

            A żeby ktoś nie dotknął jakiejś ważnej, trwałej struny, żeby nie obudzić
            miłości - to co nalezy?

            Bo może ja patrzę w ograniczony sposób i nie widzę - jak uniknąć zdrady w
            uczuciach?
            Tylko nie powtarzajmy po raz kolejny kwestii, że on powinien unikać onej, a ona
            onego. Bo w którym momencie?
            Byli pewni swoich sił w walce z "namiętnościami fizycznymi".
            Nie zrobili nic w kwestii budzenia uczucia, nawet w marzeniach.
            Poznali się.
            Poczuli miętę przez rumianek.
            Postanowili spokojnie, bez wariactw przeczekać.
            Nie dość, że nie przeszło, to dusze do siebie przylgnęły.

            Gdzie tu zdrada?
            • megxx Re: Zdrada 25.09.03, 10:35
              Jeżeli pominiemy fakt, że można zdradzić myślą, to wg mnie zdrada mogła powstać
              w momencie, gdy sobie nawzajem wymienili poglądy na swój temat.
              Jeżeli ja do kogoś robię maślane oczy, a on nic, to jeszcze nie jest to zdrada,
              ale jeżeli ten ktoś spojrzy na mnie tak samo i zaczniemy mówić co do siebie
              czujemy, a tylko sytuacja nie pozwala(i nasze podejście do tego-ja to nazywam
              tchórzostwo, każdy może nazwać po swojemu), to już dla mnie zaczyna się zdrada.
              • alfika Re: Zdrada 25.09.03, 11:09
                Nieprawda.
                Nazwanie faktu nie zmienia postaci rzeczy.
                Jak robimy maślane oczy, to robimy, czy to jest powiedziane, czy nie - i
                niezaleznie od tego, czy ta druga osoba ucieka, nie widzi czy robi drugą parę
                maślanych oczek.
                • megxx Re: Zdrada 25.09.03, 11:19
                  alfika napisała:

                  > Nieprawda.
                  > Nazwanie faktu nie zmienia postaci rzeczy.
                  > Jak robimy maślane oczy, to robimy, czy to jest powiedziane, czy nie - i
                  > niezaleznie od tego, czy ta druga osoba ucieka, nie widzi czy robi drugą parę
                  > maślanych oczek.

                  Nieprawda, że co?
                  -że robienie maślanych oczu to zdrada?( wykluczyłam zdradę myślą)
                  -że wyznanie miłości nie jest zdradą?
                  -że nie ma zdrady do póki nie ma kontaktów cielesnych?


                  • alfika Re: Zdrada 25.09.03, 11:50
                    Nieprawda, że zdrada powstaje w momencie ustalenia zeznań przez winowajców.
                    W momencie wymiany poglądów.

                    Nie wiem, jak jest tu z tą zdradą.
                    Ewidentnie żona ma podstawy czuć się zdradzona - nie ma dyskusji.
                    Ale czy mamy tu winnych zdrady?

                    Winny zdrady fizycznej wiadomo co zrobił.
                    Winny zdrady jw - co zrobił?
                    Czepiać się jedynie tej głowy na trawie nie ma sensu.

                    Tak sobie dumam i dumam...
                    • megxx Re: w świetle całej sprawy 25.09.03, 12:21
                      Ta głowa na trawie dla mnie przestaje byc w ogóle ważna i małostkowością byłoby
                      się tego czepiać.
                      Ale jeżeli tworzymy jakiś rodzaj związku, dwojga osób, ukrywamy to przed żoną,
                      to czy nazwiemy to zdradą, czy nie wiadomo czym, oszukujemy żonę. I już
                      przestaje byc ważne, czy sypiają ze sobą ,czy nie.
                      Bo jak sobie pomyślę, że mój osobisty mąż wzdychałby do gwiazd z myślą o innej,
                      to reszta byłaby nieistotna. Miłości są różne, zdrady też.
                      • alfika Re: w świetle całej sprawy 25.09.03, 12:26
                        Masz całkowitą rację co do bycia z takim mężem - stąd gotowość do zwrócenia
                        wolności, o ile nie brać pod uwagę tego, że przysięgano przed Bogiem.

                        I jeszcze zobacz, Meg, że tak jak łatwo wejść w tej sytuacji w rolę żony - i
                        się wie, co by się zrobiło, to już wejść na miejsce ich dwojga jest szalenie
                        trudno.
                        • megxx Re: Ona Ona 25.09.03, 12:56
                          W jej rolę można wejść tylko wtedy, gdy identyfikujesz się z jej postawą i
                          poglądami. Może to zrobić ten, kto zapatrzony w drugą osobę potrafi kochać taką
                          miłością, która nic a nic nie chce. Ale dla mnie to poświęcenie bez celu.
                          Bo mogłabym zaczekać na ukochanego( gdy np. wysłali go na księżyc), ale gdyby
                          dzielił nas jego związek, tak czekać bym nawet nie chciała.
                          A w jego rolę mnie kobiecie, nijak wejść. Nigdy nie chciałabym, nawet na
                          minutę, być mężczyzną.
                          • megxx Re:Alfiko, czy czytałaś 25.09.03, 13:01
                            mój post z 22.09 z godz 14.23 o historyjce z mojej rodziny?

                            My w domu najpierw latami zastanawialiśmy się o co chodzi, potem już nic nie
                            mogliśmy zrozumieć.
                            • alfika Re:Alfiko, czy czytałaś 25.09.03, 13:29
                              Czytałam, a teraz jeszcze sobie wróciłam.

                              Piszesz, że to było przytłaczające. Dla nich czy w odczuciu sytuacji przez
                              rodzinę?
                          • alfika Re: Ona Ona 25.09.03, 13:15
                            Ta miłość to nie jest czekanie. To trwanie - spokojne i stałe.

                            megxx napisała:

                            > A w jego rolę mnie kobiecie, nijak wejść. Nigdy nie chciałabym, nawet na
                            > minutę, być mężczyzną.

                            A to jest piękne i mi sie strasznie spodobało!
                            :)))

                            A ja też nie umiem i ciekawość mnie co prawda nie zżera, ale trochę podgryza.
    • dagi.m Re: Ona i on. 25.09.03, 14:13
      Przecudna historyjka. I przecudnie banalna. Zywcem z Harlequina wyjeta. Na
      koncu wredna zonka wyciagnie nogi, a oni będą zyc razem dlugo i szczesliwie
      wraz z gromadka jego dzieci... Bleee. A teraz realia:

      On- zakochany w sobie pan przechodzacy kryzys wieku sredniego, zapatrzony w
      siebie, przeglada się w niej jak w lustrze (jaki starszy mezczyzna oparlby się
      wpatrzonemu w niego dziewczeciu?); sypia z zona, kupuje jej prezenty, a w
      niedziele zabiera rodzinke na lody; tchorz, który nie umie dokonac wyboru, bo
      wiadomo- lepiej mieć dwie (trzy, cztery...) niż jedna.

      Ona- dziwna, niezdecydowana, może boi się bliskosci i dlatego bezpiecznie
      lokuje swoje uczucia w czlowieku, z którym nigdy nie stworzy prawdziwie
      szczesliwej relacji? Niepotrzebnie gra samarytanke, bo gdyby rzeczywiscie dbala
      o dobro jego rodziny, to nigdy nie wpakowalaby się w taki chory uklad.

      Gdyby ich uczucia były szczere, to już dawno temu jego malzenstwo by się
      rozpadlo.

      • Gość: girlfriend Re: Ona i on. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.03, 14:16
        skąd się bierze w ludziach podejrzliwość co do intencji innych?

        pzdr :)
        • alfika Re: Ona i on. 25.09.03, 14:28
          Właśnie chciałam zapytać, czy jeśli samarytaństwo, to zawsze tylko udawane -
          ale już pytanie padło.

          Czasy takie, że ludzie nieufni, bez wiary w dobre intencje innych - czy ludzie
          tacy, że dobre intencje innych mają gdzieś?

          Oto jest pytanie... - jak już przytaczałam gdzieś dzis słowa szejka.
          • dagi.m Re: Ona i on. 25.09.03, 14:51
            alfika napisała:

            > Właśnie chciałam zapytać, czy jeśli samarytaństwo, to zawsze tylko udawane -
            > ale już pytanie padło.

            W tym przypadku na pewno. Juz napisalam, ze gdyby to bylo smarytanstwo
            nieudawane, to nie byloby w ogole dyskusji o tej calej "wielkiej milosci".
            Spotyka sie panna z zonatym facetem po kryjomu i to jest wg niej bardziej okej
            niz gdyby stworzyla z nim szczesliwy zwiazek. To na tym polega ta jej dobroc?
            Ja na miejscu jego zony i dzieci "podziekowalabym" za taka laskawosc... Powinno
            sie dac jego rodzinie mozliwosc zadecydowania o swoim losie. Moze nie chca
            tatusia, ktory nie kocha mamusi, tylko inna kobiete. Moze zona nie chce takiego
            meza.
            • alfika Re: Ona i on. 25.09.03, 16:16
              dagi.m napisała:

              > alfika napisała:
              >
              > > Właśnie chciałam zapytać, czy jeśli samarytaństwo, to zawsze tylko udawane
              > -
              > > ale już pytanie padło.
              >
              > W tym przypadku na pewno. Juz napisalam, ze gdyby to bylo smarytanstwo
              > nieudawane, to nie byloby w ogole dyskusji o tej calej "wielkiej milosci".
              > Spotyka sie panna z zonatym facetem po kryjomu i to jest wg niej bardziej
              okej
              > niz gdyby stworzyla z nim szczesliwy zwiazek. To na tym polega ta jej dobroc?
              > Ja na miejscu jego zony i dzieci "podziekowalabym" za taka laskawosc...
              Powinno
              >
              > sie dac jego rodzinie mozliwosc zadecydowania o swoim losie. Moze nie chca
              > tatusia, ktory nie kocha mamusi, tylko inna kobiete. Moze zona nie chce
              takiego
              >
              > meza.


              Całkiem poważnie proponujesz zapytać o to kilkuletnie dzieci?

              A jej dobroć polega na pomaganiu każdemu, kto tego potrzebuje.
              Na wprowadzaniu zgody tam, gdzie cos się zaczyna burzyć.
              Na łagodnym uporze, gdy w coś wierzy i na cierpliwości anielskiej.
              Na przedkładaniu potrzeb innych nad swoje - a jak coś jej nie pasuje, to
              dopasowuje termin, a nie uczy się "asertywnego" odmawiania przy każdej okazji.
              Na tym, że nie czyni swoich racji i swoich interesów najważniejszymi i jedynymi
              na świecie.

              No no, ależ pięknie wyszło...
              • dagi.m Re: Ona i on. 25.09.03, 17:24
                > Całkiem poważnie proponujesz zapytać o to kilkuletnie dzieci?

                Jesli maja kilka lat, to nie. Ale zawsze mozna zapytac ich mamusie, ona tez ma
                prawo decydowac o swoim zyciu.

                > A jej dobroć polega na pomaganiu każdemu, kto tego potrzebuje.
                > Na wprowadzaniu zgody tam, gdzie cos się zaczyna burzyć.
                > Na łagodnym uporze, gdy w coś wierzy i na cierpliwości anielskiej.
                > Na przedkładaniu potrzeb innych nad swoje - a jak coś jej nie pasuje, to
                > dopasowuje termin, a nie uczy się "asertywnego" odmawiania przy każdej okazji.
                > Na tym, że nie czyni swoich racji i swoich interesów najważniejszymi i
                jedynymi
                >
                > na świecie.
                >
                > No no, ależ pięknie wyszło...

                Ta... Za pieknie. Lubisz pofantazjowac, co? :)

                A wracajac do tematu, skoro oboje sa tacy idealni, dobrzy, madrzy, szczesliwi
                (bogaci i mlodzi tez?- do pelni szczesliwosci?), to nad czym my tutaj
                debatujemy?? Moge im tylko zyczyc jeszcze wiecej szczescia.
                • alfika Re: Ona i on. 25.09.03, 18:10
                  dagi.m napisała:


                  >
                  > Ta... Za pieknie. Lubisz pofantazjowac, co? :)


                  Nie, no przecież ludzie fantazjować nienawidzą wręcz! ;)
                  Pewnie, że lubię.
                  Ale ją akurat znam, jak już pisałam.

                  Pisałam też, że to nie o mnie - to tak uprzedzając wniosek, że skoro ją znam,
                  to chodzi o mnie.

                  >
                  > A wracajac do tematu, skoro oboje sa tacy idealni, dobrzy, madrzy, szczesliwi
                  > (bogaci i mlodzi tez?- do pelni szczesliwosci?), to nad czym my tutaj
                  > debatujemy?? Moge im tylko zyczyc jeszcze wiecej szczescia.

                  Nie są idealni, zapewniam :)))
                  Dobrzy - są. Mądrzy - są. Szczęsliwi - tak wyglądają.

                  Debatę rozdmuchałam, by poznac zdania zainteresowanych i mniej zainteresowanych
                  na taką sytuację :)
                  W głowie porządki robię, pisałam :)
    • Gość: kate Re: Ona i on. IP: 212.160.228.* 25.09.03, 14:34
      ja wam mowie, ze jak tylko dojdzie do milosci fiycznej, to cos sie zacznie
      psuc, a to tylko dlatego ze osiagna juz wszystko z mozliwych rzeczy. To jest
      tak jak z zakazanym owocem. Na razie oni ciagle marza, zyja wyobraznia, a
      rzeczywistosc ich przerosnie
      • alfika Re: Ona i on. 25.09.03, 14:45
        A między Adamem i Ewą się nie popsuło - wręcz żyli długo, mieli dużo dzieci i
        nie było mowy o rozwodzie?
    • megxx Re:wiek 25.09.03, 17:13
      Czy już gdzieś jest informacja w jakim oni są wieku? (ale dokładnie) Może
      przegapiłam a teraz nie chce mi sie tego szukać.
      • alfika Re:wiek 25.09.03, 18:13
        O, nie było. Ona: 29 lat. On: 37.
        Normalnie :)
        O życiu już coś niecoś wiedzą. Do nastolatków im daleko, zrównoważeni są,
        dojrzali, wzbudzają szacunek i sympatię w swoim otoczeniu.
        I jedno, i drugie.
        • megxx Re:wiek 25.09.03, 19:31
          A co z powiedzeniem, że kobieta dopiero po trzydziestce wie co chce?
          • alfika Re:wiek 26.09.03, 09:03
            Nie każda. Jedne wiedzą po 60, inne nawet wtedy nie, a inne po 20.
        • Gość: aly Re:wiek IP: 62.121.128.* 26.09.03, 08:26
          " O, nie było. Ona: 29 lat. On: 37.
          > Normalnie :)
          > O życiu już coś niecoś wiedzą. Do nastolatków im daleko, zrównoważeni są,
          > dojrzali, wzbudzają szacunek i sympatię w swoim otoczeniu.
          > I jedno, i drugie."

          sory, ale dla mnie to nie jest piekne.
          zapytaj jego zone -czy wie o tym i czy tez w niej to wzbudza "szacunek i
          sympatie"... moze nie widzi tego, moze nie czuje jeszcze ze maz jest z nia z
          jakiejs dziwnie pojetej litosci zmieszanej z zaburzonym poczuciem obowiazku..

          druga sprawa- ONA MA 29 LAT - obudzi sie niedlugo, zobaczy ze przegrywa zycie,
          zapragnie miec swoje dzieci, normalna rodzine, miec komu ugotowac obiad i zeby
          ten ktorego kocha byl przy niej gdy bedzie chora.. ( chyba ze ma osobowosc
          zakonnicy i za boga wybrala sobie tego mezczyzne...)

          jeszcze utrzymuja ten zwiazek "w oblokach" bo tak dla wszystkich wygodniej, bo
          skonsumowanie- stworzyloby problemy z ktorymi musieliby sie zmierzyc a nie
          potrafia i nie chca..

          nie kupuje tej "pieknej bajki" ..
          jesli Ona tez bedzie miala kochajacego meza i swoja rodzine- uwierze w ich
          Przyjazn, nie wczesniej.
          • alfika Re:wiek 26.09.03, 09:01
            Gość portalu: aly napisał(a):

            >
            > sory, ale dla mnie to nie jest piekne.
            > zapytaj jego zone -czy wie o tym i czy tez w niej to wzbudza "szacunek i
            > sympatie"...



            Ja żony nie znam, niestety - ale Ty w takiej sytuacji byś, jak rozumiem, nie
            miała oporów i ją zapytała?



            >
            > druga sprawa- ONA MA 29 LAT - obudzi sie niedlugo, zobaczy ze przegrywa
            zycie,


            W jakim wieku "budzi" się kobieta? Ty w jakim?
            Bo mi się wydaje, że to kwestia dojrzałości - wybacz, ale są kobiety
            nieprzebudzone w wieku 60 lat, a są kobiety świadome swoich pragnień w
            okolicach 20. Takie też znam - i znajac onę nie bez kozery pisałam, że ona do
            takich należy.
            Możesz mieć na temat jej charakteru swoje zdanie, ale rozsądniej jest liczyć
            się ze zdaniem krewnej, z którą utrzymuje naprawdę bliski kontakt :) (ta krewna
            to ja, ofkors).

            >
            > zapragnie miec swoje dzieci, normalna rodzine, miec komu ugotowac obiad i
            zeby
            > ten ktorego kocha byl przy niej gdy bedzie chora..


            Są kobiety, które tego własnie potrzebują jak ryba wody.
            Są i takie, które męża nie mają, boga widzą w Bogu, a mimo to żyją same.
            "Żyją", nie "są".


            >
            > jeszcze utrzymuja ten zwiazek "w oblokach" bo tak dla wszystkich wygodniej,
            bo
            > skonsumowanie- stworzyloby problemy z ktorymi musieliby sie zmierzyc a nie
            > potrafia i nie chca..


            Dlaczego tak sądzisz?
            • Gość: aly Re:wiek IP: 62.121.128.* 26.09.03, 09:59
              "> Ja żony nie znam, niestety - ale Ty w takiej sytuacji byś, jak rozumiem, nie
              > miała oporów i ją zapytała?"

              -a szkoda ze nie znasz, wtedy mialabys pelny obraz sytuacji i nie gloryfikowala
              czegos co moze na to nie zasluguje...

              "> Bo mi się wydaje, że to kwestia dojrzałości - wybacz, ale są kobiety
              > nieprzebudzone w wieku 60 lat, a są kobiety świadome swoich pragnień w
              > okolicach 20. Takie też znam - i znajac onę nie bez kozery pisałam, że ona do
              > takich należy."

              -sa kobiety ktore cale zycie zyja zludzeniami, takie ktore sie poswiecaja i
              takie ktore z zycia wybieraja rodzynki, suchary zostawiajac innym.
              jesli tak dobrze ja znasz, a ona zna swe pracgnienia- powiedz mi jak ona sobie
              wyobraza swoje zycie za 10 lat?

              > Możesz mieć na temat jej charakteru swoje zdanie, ale rozsądniej jest liczyć
              > się ze zdaniem krewnej, z którą utrzymuje naprawdę bliski kontakt :) (ta
              krewna> to ja, ofkors)."

              -czyli subiektywizm wiekszy

              "> Są kobiety, które tego własnie potrzebują jak ryba wody.
              > Są i takie, które męża nie mają, boga widzą w Bogu, a mimo to żyją same.
              > "Żyją", nie "są". "

              - zyja same? czy z bliskim przyjacielem ktory czasem przyjdzie, pogladzi po
              twarzy.. a one wdzieczne mu beda za te chwile bardzo dlugo..
              dlaczego on na ten spacer za miasto nie zabral zony i dzieci? dlaczego nie
              wtula sie na lace w kolana zony? czy rozmawia z nim o problemach w wychowaniu
              jego dzieci ? :)) a wlasciwie trzeba by zapytac czy Ona zna jego rodzine i jak
              blisko.

              mowisz na wstepie - ze to "Miłość", postaw sie na miejscu zony ktora wie ze
              maz juz innej powiedzial ze ja Kocha. jesli to Przyjazn -w porzadku, ale jak
              mowie oprocz tego kazdy ma w sobie Milosc ktora naturalnie chce sie Komus
              dac,/chyba ze cos z natura szwankuje/, On dal ja kiedys zonie,a Ona....?? -
              nie jest to chyba Matka Teresa kochajaca wszystkie pokrzywdzone dusze po
              rowno.. jak sama piszesz ukierunkowala wyjatkowe uczucie gdzie? w jednym
              czlowieku- w zonatym facecie. brakuje jedynie "sprzyjajacych okolicznosci" ,
              chwili kryzysu, zalamania, trudnej sytuacji w ktorej beda blisko i
              spontanicznie zaczna sie pocieszac.
              • alfika Re:wiek 26.09.03, 10:36
                Mówisz z pozycji żony.
                A żona nie jest jedyną osobą w tym układzie.
                W wątku jest określony stosunek do żony.

                A ona swoje życie i za 10, i za 20 lat widzi tak samo jak teraz.
                Spełnia się, życie rodzinne - międzypokoleniowe, nie małżenskie i przyjaźnie.
                • Gość: aly Re:wiek IP: 62.121.128.* 26.09.03, 11:11
                  "> Mówisz z pozycji żony.
                  > A żona nie jest jedyną osobą w tym układzie.
                  > W wątku jest określony stosunek do żony."

                  -tak, jeszcze sa np.dzieci..
                  przykro mi ale w ulkadzie malzenstwo-inna kobieta zdanie zony jest baaaaardzo
                  wazne- o ile wie o calej sprawie.

                  > A ona swoje życie i za 10, i za 20 lat widzi tak samo jak teraz.
                  > Spełnia się, życie rodzinne - międzypokoleniowe, nie małżenskie i przyjaźnie.

                  - wybacz, ale nie wierze w to ze nie potrzebuje faceta, po prostu fizycznie jak
                  normalny zdrowy czlowiek, niekoniecznie meza, ale kochanka. chyba ze jest
                  zupelnie oziebla. ten "zwiazek" wiaze jej emocje, czuje sie dobrze bo kocha i
                  jest kochana i jeszcze lepiej bo jest tak wspaniala ze nie rozbija
                  malzenstwa... wystarczy jej byc zawsze "ciocia" nigdy mama..wracac do pustego
                  mieszkania? kazdy wybiera co chce.
                  tak, mam podobna znajoma, dobra i usluzna wszystkim, wieloletnia niespelniona
                  milosc od kilku lat on ma swoja rodzine a ona mieszka z rodzicami i rodzina
                  siostry-miedzypokoleniowo..ale jest juz 10lat starsza od twojej bohaterki -
                  tych waznych10lat i juz nie jest tak szczesliwa i promienna jak kiedys..

    • kalante Re: Ona i on. 25.09.03, 22:00
      Ona i on- taka piekna i doskonała miłość?. Uczucie,które dla Ciebie Alfiko jest
      takie wzniosłe i wspaniałe czym jest w istocie że tak się nad nim zachwycasz?
      Czy jest dzieleniem dobych i złych chwil w życiu, czy jest trwaniem w zdrowiu i
      chorobie. Gdzie poswięcenie dla drugiej osoby? Wybacz ale to co opisujesz tak
      naprawdę występuje na początku każdej miłości. Miłosci, która jeszcze nie zna
      codzienności i szarości dnia codziennego, trosk i poswięceń. Bez zobowiązań i
      odpowiedzialności za druga osobę. Nie są ze soba dzień w dzień, nie budzą się
      obok siebie codziennie i dlatego gdy się spotkają mają sobie wiele do
      powiedzenia, odnajdują u siebie wzajemnie zainteresowanie i uznanie dla własnej
      osoby . To uczucie jest świeże i "niesprawdzone w bojach życia". Chcę Ci
      pokazać jeszcze inną miłość - czy wystepuje ona w tej historii - oceń sama.
      Wiem, że występuje w wielu związkach. Mąż i zona - przed wielu laty każde
      dotkniecie rąk, każde spojrzenie , muśnięcie warg, wyznania miłości - były jak
      spacer w chmurach. Pewność , "że tylko z nim, ze tylko z nią" - wyrażona w
      przysiędze małżeńskiej. Pierwsze wspólne dni , noce, tygodnie , miesiące.
      Radość z budzenia się u swego boku. Później przyszła codzienność - praca,
      obowiązki, zmęczenie. A jednak ciągle razem - pomimo, że ona nie zawsze ma siłe
      i czas by jak dawniej patrzeć z miłością w jego oczy. Pomimo, że on czasem
      zatroskany i zmęczony nie obdarza ją codziennie komplementami. Obydwojgu w tym
      życiu codziennym brakuje tych romantycznych uniesień pierwszej miłości. Ale
      zamiast słów daja sobie coś co znaczy o wiele więcej - wspieraja się, mogą na
      siebie liczyć w dobrych i złych chwilach, potrafią sobie wybaczać własne
      niedoskonałości i życiowe potkniecia.
      Napisałam to wszystko, bo według Ciebie prawdziwa miłość - to własnie ten etap
      zauroczenia. A dla mnie najpiękniejsza miłośc to nie "chcieć isc ze soba przez
      zycie" a właśnie przeżyć te słodko-gorzkie lata ze soba nie zapominająć że
      miłośc to dawanie siebie i pragnienie dobra dla małżonka.
      • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 09:02
        Oj, Kalante, to wszystko rozbija się o definicję miłości!
      • dagi.m Re: Ona i on. 26.09.03, 09:30
        Zgadzam sie z Kalante. Spacery przy ksiezycu, ukradkowe spojrzenia to tylko
        zauroczenie. Nie ma ono nic wspolnego z prawdziwa gleboka wieczna miloscia, o
        ktorej probuje pisac Alfika.
        • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 09:34
          6-letnie zauroczenie jest z punktu widzenia psychologii i biochemii niemożliwe,
          bo musiałoby prowadzić do wyniszczenia psychiki i organizmu.
          Psychologia ustaliła 2 lata maksymalnie na stan zakochania.
          • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 10:02
            6 lat?
            wiec powiedz mi - ile przez ten czas ona miala "powaznych zwiazkow" ?
            ile razy sprobowala sie zwiazac z kims innym i- dlaczego jej sie nie udalo?
            • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 10:32
              Gość portalu: aly napisał(a):

              > 6 lat?
              > wiec powiedz mi - ile przez ten czas ona miala "powaznych zwiazkow" ?
              > ile razy sprobowala sie zwiazac z kims innym i- dlaczego jej sie nie udalo?

              Ten wątek jest dość długi, by doczytać, że to jest dla niej poważny związek.
              I swoje życie uważa za udane.
              • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 11:12
                przyznaje sie- calego watku nie przeczytalam :)
              • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 11:27
                "> Ten wątek jest dość długi, by doczytać, że to jest dla niej poważny związek.
                > I swoje życie uważa za udane."

                -"powazny zwiazek"? uff pora isc do psychologa.
                -czy jesli umrze/tfutfu/ jego zona- czy dalej bedzie to zwiazek dusz czy moze
                zajmie z radoscie jej miejsce ?
                -czy jesli umrze /tfutfu/ on- czy obok zony bedzie rozpaczac nad grobem
                ukochanego?



                • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 11:47
                  Gość portalu: aly napisał(a):

                  > "> Ten wątek jest dość długi, by doczytać, że to jest dla niej poważny związ
                  > ek.
                  > > I swoje życie uważa za udane."
                  >
                  > -"powazny zwiazek"? uff pora isc do psychologa.


                  Poważny, bo zajmuje wysokie miejsce w jej życiu. Nie, nie chodzi o czas
                  poswięcany jemu - ale o uwagę i jej własne stopniowanie.


                  > -czy jesli umrze/tfutfu/ jego zona- czy dalej bedzie to zwiazek dusz czy moze
                  > zajmie z radoscie jej miejsce ?
                  > -czy jesli umrze /tfutfu/ on- czy obok zony bedzie rozpaczac nad grobem
                  > ukochanego?
                  >
                  >
                  >
                  A tu Cię też mam :) O umieraniu też było. On umrze zaraz po niej, ona zaraz po
                  nim.
                  A w kwestii pytań:
                  Jeśli umrze żona - nie daj Boże, on - jak sądzę - przeżyje czas żałoby, jesli
                  pomyśli o wsparciu - będzie ona - a myślę, że będzie. I nie sądzę, by im się
                  głupio śpieszyło do tradycyjnego wizerunku zwiazku.
                  Choć moze - i wcale nie będzie to głupie?
                  Po okresie żałoby kiedy całą swoją uwagę będzie mógł poświęcić nowej rodzinie -
                  założą nową rodzinę.

                  Jeśli umrze on, a ona rzeczywiście to przeżyje - to trwanie nad grobem zostawmy
                  żonie. Stratę przeżywa się w sobie, a nie na cmentarzu.
                  • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 12:27
                    alfiko, zaczelam czytac watek dla jasniejszego obrazu.. ale przerwalam po
                    parunastu postach bo zrobilo mi sie niedobrze..
                    ktos kto nie ma za soba ukladu "malzenstwo i inny/inna" moze sie wzruszac nad
                    ich Wielka Miloscia.. dla mnie to co robia jest chore i podle, oszukuja siebie,
                    zone, krzywdza dzieci. facet jest tchorzem i egoista -zachowujac obie kobiety
                    dla siebie i kiedys sie na tym bardzo przejedzie. zona nawet jesli wie i
                    akceptuje ten uklad to ciekawe czy tak lekko da mu rozwod w wieku 50 lat? -
                    rozwod niekoniecznie dla tej kobiety...dla innej-bo szanowny malzonek juz
                    poczul urok kochania "nie tylko zony".na razie bedzie przy niej trwal,
                    wychowywal dzieci, myslal o sobie ze jest taki dobry i
                    odpowiedzialny...klamstwo, klamstwo i obuda..sam sie oklamuje, nie widzi ze
                    dziewczynie zwiazal zycie? pies ogrodnika, nie stac go na rozstanie?
                    A ona? przeegzaltowana, niedojrzala emocjonalnie, zakalapuckala sie w faceta w
                    wieku kiedy powinna ulozyc sobie normalne zycie, trwa przy tym bo nie potrafi
                    sie uwolnic, silna na zewnatrz, mala dziewczynka w srodku, stworzyla sobie
                    filozofie na okolicznosc swego dobrego samopoczucia. wzruszajaco wspaniala,
                    swieta i myslaca tylko o jego szczesciu... ? chooory naiwny masochizm, i egoizm
                    egoizm..wychuchane "uczucie" z ktorego nie stac by zrezygnowac... Gdyby myslala
                    o jego szczesciu - wziela by na siebe i podzielila sie z nim odpowiedzialnoscia
                    za jego rozwod ( co za ciezko z taka odpowiedzialnoscia?) , albo sie odsunela
                    nie kontaktowala z nim i pozwolila byc szczesliwemu z zona lub inna kobieta..

                    wiesz znam uklad: gdzie On ma dwie rodziny i dwa domy: jedna to zona +dziecko,
                    druga to kochanka + dziecko. dzieli miedzy nie swoj czas i poczucie obowiazku,
                    obie o sobie wiedza i sie akceptuja.kochance to wystarcza i jest szczesliwa bo
                    po nieudanym malzenstwie szukala wlasnie starszego czulego opiekuna. Zonie
                    wystarcza ze jest zona i ma meza.
                    "zwiazki" bywaja rozne - ale litoscii- dorosli ludzie niech nazywaja sprawy po
                    imieniu i niechze potrafia spojrzec faktom w oczy ..
                    • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 12:42
                      Oceniasz coś, o czym nie byłas w stanie czytac.

                      Ja swoją opinię na temat układów, jakie Ty opisujesz nie raz i nie dwa na tym
                      forum, a i w tym watku przedstawiłam.

                      Patrzysz tylko z punktu widzenia żony. Rozszerz perspektywę, tu jest więcej
                      osób i ich uczuć.

                      Nie sądzę, bym kiedykolwiek broniła wszelkiej maści trójkątów, więc mi nie
                      wpieraj. Ta sytuacja jednak mnie samej wydaje się co najmniej trochę odmienna
                      od tradycyjnych zdrad.
                      Stąd wątek.
                      • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 12:58
                        "Ta sytuacja jednak mnie samej wydaje się co najmniej trochę odmienna
                        > od tradycyjnych zdrad."

                        - wiec jak to nazwiesz? zdrada nietradycyjna?
                        i dlaczego mam nie myslec o tym co czuje zona w tym ukladzie?? czy ona do niego
                        nie nalezy i to bez swojej woli czy niewoli?? mam sie wzruszac na mezem ktory
                        jest "szczesliwy" z zona i wyznaje milosc innej kobiecie i nie rozwodzi sie
                        tylko temu ze tamta nie chce a jemu jest wlasciwie tak wygodnie? mam nie
                        wspolczuc mlodej dziewczynie ktora dla takiego kogos i "duchowej milosci"
                        rezygnuje z posiadania wlasnej rodziny, dzieci, sexu, wspolnych wakacji, swiat
                        itd.. czym tu sie zachwycac? to smutne.

                        • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 13:24
                          Gość portalu: aly napisał(a):

                          >
                          > - wiec jak to nazwiesz? zdrada nietradycyjna?

                          Nie trzeba nazywac, bo to chyba niczego nie wnosi. Tym bardziej, że yu jest to
                          trudne.


                          > i dlaczego mam nie myslec o tym co czuje zona w tym ukladzie?? czy ona do
                          niego
                          >
                          > nie nalezy i to bez swojej woli czy niewoli??


                          O żonie inni też myślą. Oni też. Żona należy do męża tylko z własnej woli.


                          mam sie wzruszac na mezem ktory
                          > jest "szczesliwy" z zona i wyznaje milosc innej kobiecie i nie rozwodzi sie
                          > tylko temu ze tamta nie chce a jemu jest wlasciwie tak wygodnie?


                          Nie jest mu wygodnie, wierz mi.
                          I ustalmy jedną rzecz: wzruszać to jeśli już - to ich stałość, oddanie i to, że
                          nie lecą na żywioł, bo czasu zabraknie.
                          Gdyby tak przetrzymać wszelkie próby zdrad, to mało kto by zdradzał :)
                          Zaś nie sądzę, by ktokolwiek chciąłby być na ich miejscu. Ani żony, ani onego,
                          ani onej.


                          mam nie
                          > wspolczuc mlodej dziewczynie ktora dla takiego kogos i "duchowej milosci"
                          > rezygnuje z posiadania wlasnej rodziny, dzieci, sexu, wspolnych wakacji,
                          swiat
                          > itd.. czym tu sie zachwycac? to smutne.
                          >

                          A może dla neij jest cenniejszym to, co czuje, a nie konkrety?
                          • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 13:50
                            "> O żonie inni też myślą. Oni też. Żona należy do męża tylko z własnej woli."

                            -zona Nie nalezy do nikogo. ale jest czescia malzenstwa i Nalezy do "ukladu"
                            stworzonego przez "kochajacego" meza


                            "> Nie jest mu wygodnie, wierz mi.> I ustalmy jedną rzecz: wzruszać to jeśli
                            już - to ich stałość, oddanie i to, że> nie lecą na żywioł, bo czasu zabraknie."

                            -nie usprawiedliwiej go... to totalna obluda,
                            to w koncu nie jest nieszczesliwy z zona czy jednak jest mu niewygodnie? :))))
                            nie daj sie nabierac na pieknne slowa,
                            przyjdzie do cibie twoja wielka milosc sprzed lat o ktorej nigdy nie
                            zapomnialas i powie ze cie kochal zawsze i kocha nadal ...z zona jest mu
                            dobrze ..tylko troche sie tlamsi.. a wlasnie urodzily mu sie bliznieta
                            hahaha ... a o tobie zapomniec nie moze.. i co? tez wyznasz mu milosc i
                            bedziecie sie spotykac by rozmawiac i pogladzic swoje rece czasem?? czy
                            powiesz -soory, ale wracaj do swojej rodziny i ucinasz kontakty - bo mimo ze
                            serca ci szaleje nie stac cie na rozbicie jego malzenstwa?


                            > Gdyby tak przetrzymać wszelkie próby zdrad, to mało kto by zdradzał :)
                            > Zaś nie sądzę, by ktokolwiek chciąłby być na ich miejscu. Ani żony, ani onego,
                            > ani onej.

                            -bardziej sie chce im wspolczuc niz zachwycac "czystoscia"/?/ uczucia..


                            "> A może dla neij jest cenniejszym to, co czuje, a nie konkrety?"

                            -niestety na to wyglada, tylko ze co z tego wynika? ze stworzyla sobie
                            nierealny swiat, ktory bedzie miala zawsze -bezpiecznie-, i karmi sie myslami i
                            wyobraznia..miloscia wyobrazona-jak zakonnica.
                            a realia? - brutalnie- sex przez telefon czy wibrator?, zamieszka sama czy
                            zawsze kolo bliskiej rodziny by nie poczuc dotkliwosci pustych scian?

                            • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 14:27
                              Gość portalu: aly napisał(a):

                              > -nie usprawiedliwiej go... to totalna obluda,
                              > to w koncu nie jest nieszczesliwy z zona czy jednak jest mu
                              niewygodnie? :))))
                              > nie daj sie nabierac na pieknne slowa,

                              ha ha, dlaczego sądzisz, że daję się nabierać na piękne słowa?


                              > przyjdzie do cibie twoja wielka milosc sprzed lat o ktorej nigdy nie
                              > zapomnialas i powie ze cie kochal zawsze i kocha nadal ...z zona jest mu
                              > dobrze ..tylko troche sie tlamsi.. a wlasnie urodzily mu sie bliznieta
                              > hahaha ... a o tobie zapomniec nie moze.. i co? tez wyznasz mu milosc i
                              > bedziecie sie spotykac by rozmawiac i pogladzic swoje rece czasem?? czy
                              > powiesz -soory, ale wracaj do swojej rodziny i ucinasz kontakty - bo mimo ze
                              > serca ci szaleje nie stac cie na rozbicie jego malzenstwa?


                              Dawna miłość, co ma żonę? To, kochana, serce mi na pewno nie
                              zaszaleje :)))))))))
                              A dla niego, ponieważ zapewne zna, byłabym ostatnią osobą, której by takie
                              propozycje składał :)))))))))))


                              > -bardziej sie chce im wspolczuc niz zachwycac "czystoscia"/?/ uczucia..

                              Każdy widzi po swojemu, kochana aly, każdy po swojemu.
                              > -niestety na to wyglada, tylko ze co z tego wynika? ze stworzyla sobie
                              > nierealny swiat, ktory bedzie miala zawsze -bezpiecznie-, i karmi sie myslami
                              i
                              >
                              > wyobraznia..miloscia wyobrazona-jak zakonnica.
                              > a realia? - brutalnie- sex przez telefon czy wibrator?, zamieszka sama czy
                              > zawsze kolo bliskiej rodziny by nie poczuc dotkliwosci pustych scian?
                              >

                              Nie wiem, czym się karmi, czy w ogóle musi się jakoś oszukiwać. Postaw się
                              teraz na jego miejscu, dobrze? A potem na miejscu onej?
                              I co?
                              Jak sprawa wygląda?



                              Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
                              • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 14:40
                                "> dlaczego sądzisz, że daję się nabierać na piękne słowa?"

                                - podalam pierwszy z brzegu przyklad, :)
                                przypadki chodza po ludziach nie po gorach ;)))


                                "> Nie wiem, czym się karmi, czy w ogóle musi się jakoś oszukiwać."

                                -alez nie, ona sie nie oszukuje - w ramach "swojego swiata"


                                " Postaw się > teraz na jego miejscu, dobrze? A potem na miejscu onej?
                                > I co?> Jak sprawa wygląda?"

                                - ano wlasnie tak jak ci tu caly dzien dzis pisze ;)
                                jesli nie stac ich na zycie razem i spelnienie sie w milosci - to wyja z bolu
                                ale odsuwaja sie od siebie i ucinaja kontakty - wlasnie w imie tej "milosci"
                                ktora tak sie epatuja..
                                po co? On -po to by Ona miala mozliwosc stworzyc sobie zycie bez niego, Ona po
                                to by On nie naduzywal swojego "szczescia" z zona i dziecmi..





                                • alfika Re: Ona i on. 27.09.03, 14:56
                                  A czy to zawsze jest tak, ze żony chcą wiedziec o takich sprawach? Może, dla
                                  trwałości małżeństwa, moga się pokusić o oczekiwanie, ze on sam się będzie
                                  męczył z takim czymś, a z nią rodzine zakładał i to ma trwać?
              • kalante Re: Ona i on. 26.09.03, 12:06
                Nie o definicję miłości mi chodzi ale o to czego byc może nie dostrzegasz. Być
                może nie dostrzegasz uczucia , którym on darzy swoja żonę. Dla Ciebie sprawa
                wyglada tak, że to własnie Oną i onego spotkała miłość. A byc może jemu jest
                dobrze z obiema. Obie kocha a bedąc zmuszony do podjęcia decyzji wybrałby życie
                z żoną. W tej sytuacji Ona nie ma mozliwości przekonac się czy rzeczywiście
                jest w jego zyciu tak ważna - czy naprawde chciałby z nią przeżyc życie. Nie
                zawsze jest tak , że zona to Przeszłość a kochanka to jedyne prawdziwe uczucie.
                Nie znam nikogo z tej trójki i dlatego nie bedę twierdzic jak jest w tym
                przypadku. Ale naprawde śmieszy mnie zawsze przekonanie tych trzecich, że z
                żona ich wybranek jest nieszczęsliwy. Prawda jest taka, że jest wiele osób , z
                którymi moglibyśmy być szczęśliwi, które moglibyśmy kochać. Ale wybieramy te
                jedna , z którą chcemy być . Dlaczego on nie wybierze onej by z nią iść przez
                życie? Dlaczego jest z żoną? Zbyt prosto tłumaczą sobie kochanki , że ich
                wybranek "chroni" żone. On często po prostu z nią chce być.
                • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 12:20
                  kalante napisała:

                  > Nie o definicję miłości mi chodzi ale o to czego byc może nie dostrzegasz.
                  Być
                  > może nie dostrzegasz uczucia , którym on darzy swoja żonę. Dla Ciebie sprawa
                  > wyglada tak, że to własnie Oną i onego spotkała miłość. A byc może jemu jest
                  > dobrze z obiema. Obie kocha a bedąc zmuszony do podjęcia decyzji wybrałby
                  życie
                  >
                  > z żoną. W tej sytuacji Ona nie ma mozliwości przekonac się czy rzeczywiście
                  > jest w jego zyciu tak ważna - czy naprawde chciałby z nią przeżyc życie. Nie
                  > zawsze jest tak , że zona to Przeszłość a kochanka to jedyne prawdziwe
                  uczucie.
                  >
                  > Nie znam nikogo z tej trójki i dlatego nie bedę twierdzic jak jest w tym
                  > przypadku. Ale naprawde śmieszy mnie zawsze przekonanie tych trzecich, że z
                  > żona ich wybranek jest nieszczęsliwy. Prawda jest taka, że jest wiele osób ,
                  z
                  > którymi moglibyśmy być szczęśliwi, które moglibyśmy kochać. Ale wybieramy te
                  > jedna , z którą chcemy być . Dlaczego on nie wybierze onej by z nią iść przez
                  > życie? Dlaczego jest z żoną? Zbyt prosto tłumaczą sobie kochanki , że ich
                  > wybranek "chroni" żone. On często po prostu z nią chce być.

                  Następna kobietka, która nie przeczytała upojnego zbioru ponad dwustu
                  postów :)))
                  Tam są odpowiedzi.
                  Ona nie jest kochanką.
                  On nie jest z żoną nieszczęśliwy.
                  Ona nie wpiera swiatu, że własnie ona jest jedynym sensem jego życia.
                  itd, itd.
                  • Gość: aly Re: Ona i on. IP: 62.121.128.* 26.09.03, 12:35
                    "> Następna kobietka, która nie przeczytała upojnego zbioru ponad dwustu
                    > postów :)))
                    > Tam są odpowiedzi.
                    > Ona nie jest kochanką.

                    - wszak darza sie Miloscia ? kimzez sa jesli nie kochankami?
                    uprawiac sex mozna z tirowka - a nie o tym mowimy.

                    > On nie jest z żoną nieszczęśliwy.

                    -ba, a jakzez inaczej? ;)) wcale sie nie dziwie, wiekszosc zonatych nie jest
                    nieszczesliwych z zonami a szuka przygod na boku- nigdy takiego nie spotkalas?


                    > Ona nie wpiera swiatu, że własnie ona jest jedynym sensem jego życia.
                    > itd, itd."

                    ale On jest jedynym sensem jej zycia!!
                    wiec Ona niech jak najszybciej sie uda do psychologa bo ma powaznie zaburzona
                    strukture emocjonalna,
                    a ten dupek ktory mieni sie byc w niej zakochany niech jej w tym pomoze a nie
                    zeruje na niej
                    • alfika Re: Ona i on. 26.09.03, 12:45
                      Gość portalu: aly napisał(a):
                      > - wszak darza sie Miloscia ? kimzez sa jesli nie kochankami?
                      > uprawiac sex mozna z tirowka - a nie o tym mowimy.

                      Nie o zaszufladkowanie chodzi.
                      I nie o seks z prostytutką.

                      > -ba, a jakzez inaczej? ;)) wcale sie nie dziwie, wiekszosc zonatych nie jest
                      > nieszczesliwych z zonami a szuka przygod na boku- nigdy takiego nie spotkalas?


                      Nie. Jakoś nie miałam ku temu okazji :)

                      >
                      >
                      > > Ona nie wpiera swiatu, że własnie ona jest jedynym sensem jego życia.
                      > > itd, itd."
                      >
                      > ale On jest jedynym sensem jej zycia!!
                      > wiec Ona niech jak najszybciej sie uda do psychologa bo ma powaznie zaburzona
                      > strukture emocjonalna,
                      > a ten dupek ktory mieni sie byc w niej zakochany niech jej w tym pomoze a nie
                      > zeruje na niej

                      Cóż, zdecydowane poglądy?

                      Ale o ich wspólnym stosunku do siebie też już pisałam.
                      • jmx Chłodnym okiem? 26.09.03, 21:43
                        alfika napisała:

                        > Ale o ich wspólnym stosunku do siebie też już pisałam.

                        Tak, że on jest jedynym mężczyzną, któremu chce rodzić dzieci.

                        Naprawdę jej współczuję, tym bardziej, gdy dowiedziałam się ile ma lat. Całe
                        swoje dotychczasowe dorosłe życie była zajęta platonicznym uczuciem do
                        żonatego faceta. Nie dawała sobie szansy, na poznawanie innych mężczyzn, na
                        wchodzenie w związki z nimi. To co dostawała od niego wystarcza jej. Teraz.
                        A potem? Sama, pusty dom, przysłowiowa "ciocia" dla rodziny. Cóż w tym
                        pięknego?

                        On - bardzo mu wygodnie, żona dba o sprawy doczesne, dom zadbany, wysprzątany,
                        z ukochaną małżonką i dziećmi, jak Pan Bóg przykazał. Wzorowa rodzina. Zbyt
                        słaby, żeby wziąść odpowiedzialność za siebie, za małżeństwo i "związek" z
                        oną, wolałby, żeby to ona podjęła decyzję, jedno jej słowo - rozwód byłby
                        faktem. Ona nie chce niszczyć mu życia rodzinnego, bo tak "nie wolno"
                        zachwycona, że i tak "ma więcej niż mogłaby się spodziewać". On "nie widzi",
                        że jego miłość(?) niszczy życie onej, ma wytłumaczenie - sama chce, on
                        wyganiał i została. Prawdziwa miłość po prostu.

                        Zona - ... o żonie wiele juz powiedziano, więc nie będę się powtarzać.
                        Mniej więcej każdy zdaje sobie sprawę co może czuć, jeśli wie.
                        • alfika Re: Chłodnym okiem? 27.09.03, 14:44
                          jmx napisała:

                          > Naprawdę jej współczuję, tym bardziej, gdy dowiedziałam się ile ma lat. Całe
                          > swoje dotychczasowe dorosłe życie była zajęta platonicznym uczuciem do
                          > żonatego faceta. Nie dawała sobie szansy, na poznawanie innych mężczyzn, na
                          > wchodzenie w związki z nimi. To co dostawała od niego wystarcza jej. Teraz.
                          > A potem? Sama, pusty dom, przysłowiowa "ciocia" dla rodziny. Cóż w tym
                          > pięknego?


                          Ale w ten sposób to można o każdym, bo nikt chyba nie ma idealnych,
                          cieplarnianych warunków.
                          Przecież o żonach można: coż pięknego w pieluchch i ryczących dzieciakach, o
                          mężach można: żona mu się roztyła i ma pretensje dziwne - cóż pięknego, o
                          samotnych, że siedzą w chałupie i się onanizują - itp.
                          A tak naprawdę to w tym wszystkim może być tyle ciepła, spełnienia - że
                          człowiek czuje się szczęśliwy - pomimo minusów.



                          >
                          > On - bardzo mu wygodnie, żona dba o sprawy doczesne, dom zadbany,
                          wysprzątany,
                          > z ukochaną małżonką i dziećmi, jak Pan Bóg przykazał. Wzorowa rodzina. Zbyt
                          > słaby, żeby wziąść odpowiedzialność za siebie, za małżeństwo i "związek" z
                          > oną, wolałby, żeby to ona podjęła decyzję, jedno jej słowo - rozwód byłby
                          > faktem.


                          On bierze odpowiedzialność - tak, jak ją rozumie, i najlepiej jak potrafi.
                          A o dom dbają razem, żona nie robi za służącą!
                          Dlaczego na zdradzane żony patrzy się jak na wykorzystywane uciśnione
                          poświęcające się kurki?


                          On "nie widzi",
                          > że jego miłość(?) niszczy życie onej, ma wytłumaczenie - sama chce, on
                          > wyganiał i została.


                          On się nie tłumaczy, że nie robi jej krzywdy - a życzy jej jak najlepiej.
                          Jeśli kogoś kochamy to nie jest równoznaczne, że tę osobę więzimy przy sobie -
                          kochanie oznacza, że zrobimy wszystko, by była szczęśliwa. On wie, co do onej
                          czuje i ma podstawy sądzić, że ona czuje to samo. Więc znając swoją sytuację
                          nie namawia jej na "łowienie męża".
                          Ale - gdyby usłyszał, ze ona kogoś poznała i zapowiada się związek, usunąłby
                          się, zgryzł w sobie - i jego miłość pozostałaby nadal faktem.

                          Ale jedno jest pewne, żona została zdradzona i dziej się jej krzywda, nawet
                          jeśli o tym nie wie. Tu nie ma dwóch zdań i tu piękno historii wysiada - o czym
                          było i w pierwszy, i kilku innych - poście. I ponieważ piękno wysiada, to nie
                          jest to sytuacja tak piękna i wzruszająca jak harlekinek.
                        • Gość: pytanie Re: Chłodnym okiem? IP: 195.117.237.* 29.09.03, 14:34

                          jmx napisała:

                          > alfika napisała:
                          >
                          > > Ale o ich wspólnym stosunku do siebie też już pisałam.
                          >
                          > Tak, że on jest jedynym mężczyzną, któremu chce rodzić dzieci.
                          >

                          a to ciekawe jak? jeśli nie zamierzają z sobą sypiać? przez zapylenie czy
                          poprosi go o przyniesienie plemników w słoiczku? za zgodą żony oczywiście.
                          • alfika Re: Chłodnym okiem? 29.09.03, 14:42
                            Gość portalu: pytanie napisał(a):

                            > >
                            > > Tak, że on jest jedynym mężczyzną, któremu chce rodzić dzieci.
                            > >
                            >
                            > a to ciekawe jak? jeśli nie zamierzają z sobą sypiać? przez zapylenie czy
                            > poprosi go o przyniesienie plemników w słoiczku? za zgodą żony oczywiście.


                            no strasznie dowcipne to Twoje pytanie, ale dziw mnie bierze, że już pisać
                            umiesz, a jeszcze nie wiesz, że od chcenia do spełnienia to daleka droga :)))
                      • elwinga Re: Ona i on. 26.09.03, 22:22
                        Nie przeczytałam wszystkich postów, ale muszę skomentować jedną z
                        wcześniejszych wypowiedzi Alfiki:

                        > Daj Boże, żeby ta żona taka głupia nie była i żeby jeszcze doceniła, że w tej
                        > sytuacji traktują ją jak można najporządniej.
                        > Tak czy nie mam racji?

                        Co jest dla Ciebie przejawem tego "najporządniejszego" traktowania?
                        To, że ze sobą nie sypiają? Czy to, że on się nie rozwodzi?

                        Mnie to ogólnie rzecz biorąc wzrusza i doceniam fakt, że przez 6 lat im nie
                        minęło. Tylko widzisz... Gdybym ja była na miejscu tej żony, to nie chciałabym
                        się dowiedzieć po 6 latach - czy po 36 - że pełne porozumienie duchowe mój mąż
                        osiąga od dawna z inną kobietą. Nie chciałabym się dowiedzieć, że był ze mną
                        dla honoru i przyzwoitości. Gdyby tak byłoby rzeczywiście, że to jego za późno
                        odnaleziona druga połówka - to wolałabym, żeby od razu przyszedł i powiedział.
                        Nie mogę oczywiście przewidzieć, jak bym się zachowała - ale przynajmniej
                        starałabym się zrozumieć. I docenić jego uczciwość.

                        Bo chyba bardziej by mnie bolało odkrycie po latach, że był równie czuły dla
                        mnie, jak i dla niej.
                      • elwinga Jeszcze parę pytań 26.09.03, 23:55
                        Tak sobie myślę - bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji i szczerze mówiąc,
                        najtrudniej jest mi się wczuć w Oną. Można parę pytań?

                        Kochają się, jak piszesz, od sześciu lat. Jakie były i są ich Wigilie,
                        Wielkanoce, weekendy i wakacje? Spędzają je razem? Osobno? Różnie?

                        Jeśli ona jest chora na grypę albo ma skręconą nogę i nie może zrobić zakupów,
                        zapłacić rachunków, oddać komuś pilnej pracy itp. - czy on może to zrobić nie
                        narażając się na podejrzenia żony? Czy może, ale nie robi? Czy ona go o to
                        nigdy nie prosi?

                        Jeśli on ma podobny problem, czy ona pomaga mu go rozwiązać? Czy on jej o to
                        nie prosi?

                        Czy ona i jego żona się znają? (np. z imprezy organizowanej przez ich wspólną
                        pracę)

                        Uff. Wczuwanie się jest męczące. :)
                        • alfika Re: Jeszcze parę pytań 27.09.03, 14:52
                          Wczuwanie się jest męczące, ale ufam, że ćwiczenie z nas wszystkich robi
                          Mistrzów :)
                          >
                          > Kochają się, jak piszesz, od sześciu lat. Jakie były i są ich Wigilie,
                          > Wielkanoce, weekendy i wakacje? Spędzają je razem? Osobno? Różnie?


                          Osobno. On ze swoją rodziną, ona ze swoją. Życzenia (nie wiem, czy przy
                          wszystkich świętach) w pracy - przed wolnym świątecznym.

                          >
                          > Jeśli ona jest chora na grypę albo ma skręconą nogę i nie może zrobić
                          zakupów,
                          > zapłacić rachunków, oddać komuś pilnej pracy itp. - czy on może to zrobić nie
                          > narażając się na podejrzenia żony? Czy może, ale nie robi? Czy ona go o to
                          > nigdy nie prosi?

                          Zakupy i opiekę w razie potrzeby załatwia kuzynostwo, wujki, czasem ciotki. Co
                          prawda, na razie się trzyma przy zdrowiu.
                          Ale wie, że gdyby czegoś potrzebowała, to on jej pomoże. Ona tego nie sprawdza
                          i nie wykorzystuje.
                          On czasem dzwoni, czy wszystko w porządku - o ile się dowie, ze nie ma jej w
                          pracy, bo jest chora.

                          >
                          > Jeśli on ma podobny problem, czy ona pomaga mu go rozwiązać? Czy on jej o to
                          > nie prosi?

                          Nie wiem. Ale raczej nie. Natomiast z łatwością przychodzi im rozwiązywanie
                          problemów zawodowych, pomagają sobie chętniutko i skutecznie.
                          życiowe mogłyby wyglądać podobnie, jak sądzę, ale oni boją się takiej bliskości
                          prywatnej.

                          >
                          > Czy ona i jego żona się znają? (np. z imprezy organizowanej przez ich wspólną
                          > pracę)

                          Tak.

                          >
                          > Uff. Wczuwanie się jest męczące. :)

                          :))) Ale jakie piękne owoce!!!
    • ta Re: Ona i on. 27.09.03, 00:41
      Jakie były relacje Onej z własnym ojcem?

      Ta_

      • alfika Re: Ona i on. 27.09.03, 14:54
        Bardzo dobre, są ze sobą zżyci, pełnia szacunku, czułość.
        • megxx Re:Tyle przemyśleń, 27.09.03, 15:35
          różnych kombinacji i domysłów, w sumie szkoda, że nie dane nam jest poznać
          zakończenia.
          • Gość: alfika Re:Tyle przemyśleń, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 16:37
            Mogę za 30 lat znowu wrócić do tematu :)

            Jedno jest pewne, do zdrady łóżko nie jest potrzebne.

            Zaś jak się dopuści do czegoś, co nie powinno się zdarzyć - albo jak
            samo "odgórnie" przyjdzie - to mamy zakichany osobisty obowiązek myśleć też o
            innych. Tak, jak o sobie. Albo bardziej.

            Chyba wolałabym, żeby albo powiedział żonie i ustalą, co dalej z ich
            małżenstwem, albo niechby któreś się wyprowadziło na koniec świata.

            Znajoma wróciła z Meksyku. Opowiadała, ze było miło, choć podczas tej wycieczki
            nie spotkała pokrewnej duszy - tak, jak na wycieczce do Indii.
            "Wiesz, tamten facet był taki, że przegadaliśmy całą podróż - to samo poczucie
            humoru, takie samo rozumowanie. To było niesamowicie miłe".
            • Gość: alfika Ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.03, 16:44
              ...to mój punkt widzenia.
              Oni sami decydują, z czym czują się najbardziej w porządku - choćby dlatego, że
              oni sami znają całokształt sprawy, swoich uczuć, możliwości.

              Nie ma idealnie - i nasze wybory to są po prostu nieuniknione sprawdziany
              naszej dojrzałości, wrażliwości, zrozumienia. W takich niedoskonałych
              sytuacjach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka