mcphisto
14.12.05, 12:01
Jedno z bardziej nieznanych dla mnie zjawisk: przyjaźń. Doświadczyłem
przyjaźni, bezinteresownego uczucia. Ktoś był przy mnie, gdy było źle. A jak
jest dobrze? Czego ludzie wymagają od siebie kiedy jest dobrze? Nie znam
odpowiedzi na to pytanie. Przez większość życia byłem pogrążony w depresji,
nie znam "normalnego" życia.
Gdzie jest granica między poświęceniem a byciem dla siebie samego?
Ile można wybaczyć komuś, kogo uważa się za przyjaciela?
Co to znaczy "być przy kimś"?
Co to znaczy być dla kogoś przyjacielem?
Boję się znowu popaść w manię obwiniania się i wymagania od siebie i od innych
niemożliwego. Jakie Wy macie doświadczenia w temacie przyjaźni?