Dodaj do ulubionych

trochę nas jest

25.01.06, 22:57
Witam.Bardzo się cieszę, że został poruszony temat fobii
społecznej.Przeczytałam prawie wszystkie wypowiedzi.W wielu znalazłam odbicie
tego co sama przeżyłam i nadal przeżywam.Nie mogę uwierzyć,że istnieje tyle
osób poza mną, które ogarnia panika i trzęsiawka, przy zetknięciu z drugim
człowiekiem.Pamiętam, że już jako dziecko miałam wrażenie strasznego
wyobcowania w towarzystwie.W szkole czułam się nielubiana i gorsza, a w domu
niekochana i niepotrzebna.Prawdziwy koszmar zaczął się, gdy rozpoczęłam
szkołę średnią.Obudziłam się pewnej nocy z potwornym lękiem..Nie miałam
pojęcia co się ze mną dzieje.To był początek koszmaru.Bałam się wyjść na
ulicę,odezwać w szkole,nawet siedzieć w ławce.Robiło mi się słabo, myślałam
że umieram.Do tego dochodziło poczucie wyobcowania, strasznego osamotnienia i
niezrozumienia.W dodatku nie miałam żadnego oparcia ani w szkole, ani w
rodzinie.Rodzice zaprowadzili mnie do psychiatry i powiedzieli żebym się
wzięła w garść.A psychiatra kazał mi łykać Relanim i pić Mentowal.Potem były
studia, które wspominam jak horror, który do dzisiaj śni mi się po nocach.Nie
wiem jak udało mi się to przeżyć.Moja izolacja i strach przed ludżmi z
wiekiem się pogłębiał.Po studiach wyłączyłam się z aktywnego życia. Obecnie
mam 35 lat i wrażenie, że życie przepłynęło mi przez palce.Nie pracuję i nigy
nie pracowałam.Nie mam znajomych, nie potrafię niczego prawie sama załatwić.
Jedno co los dał mi dobrego, to wspaniałego człowieka ,z którym jestem od
czasów studiów.To dzięki niemu odbyłam kilkuletnią terapię indywidualną.
Pomógł mi znaleźć terapeutę i wszystko zfinansował. Moi rodzice nawet nie
wiedzą co się ze mną dzieje.Od momentu, kiedy wyniosłam się z domu na studia
ani razu nie zapytali co z moim zdrowiem.Obecnie rozpoczęłam terapię
grupową.Myślałam, że pierwszego spotkania nie przeżyję. Trzęsłam się jak
galareta z nerwów .Wydawało mi się,że wsyscy mnie obserwują i że nikt nie
jest tak bardzo roztrzęsiony jak ja.A jeszcze terapeuta na pierwszym
spotkaniu od razu rzucił nas na głębokie wody.Kazał stanąć w kółku i złapać
się za ręce. Brr gdyby dotyk mógł zabić. Co mi dotychczas dała terapia?
Zaczęłam poznawać siebie, odkrywać swoje uczucia i emocje, które gdzieś
głęboko we mnie zostały zablokowane. Mój terapeuta sprawił, że przy nim
czułam się bezpiecznie i swobodnie. Pomyślałam, że skoro potrafię tak dobrze
czuć się przy nim, to kiedyś tak dobrze będzie mi z innymi osobami.Odkryłam,
że drugi człowiek jest po to aby czerpać radość z przebywania z nim a nie
tylko lęk. Póki co to jest tylko w moim umyśle, świadomości i nie przełożyło
się jeszcze na praktyczne "życie". Ale czuję i wierzę że jestem bliska
przekroczenia jakiejś magicznej linii, za którą już wszystko może być tylko
lepsze.Bo co innego mi pozostało albo wiara albo...A póki co czekam i trzęsę
się na myśl o koleinym spotkaniu grupowym.Jestem z Białegostoku. Jeżeli ktoś
z tego miasta ma podobne problemy i korzystał z porad miejscowych terapeutów
czy lekarzy to będę wdzięczna za podzielenie się swoimi doświadczenianmi.
Obserwuj wątek
    • himera24 Re: trochę nas jest 26.01.06, 02:06
      alexban napisała:

      >
      > się na myśl o koleinym spotkaniu grupowym.Jestem z Białegostoku. Jeżeli ktoś
      > z tego miasta ma podobne problemy i korzystał z porad miejscowych terapeutów
      > czy lekarzy to będę wdzięczna za podzielenie się swoimi doświadczenianmi.



      Czesc!!
      Ja tez jestem z Bialegostoku, a wlasciwie bylam bo obecnie mieszkam w chicago
      (od 5 lat juz).
      JA myslalam ze moze jak zmienie srodowisko, otoczenie to to cos pomoze, ale...
      Na poczatku bylo pelno stresu, znalam troche angielski i rodzice rzucili mnie
      na gleboka wode proszac mnie o to abym dzwonila po roznych instytucjach i
      zalatwiala im sprawy. po angielsku mowilam slabo no i ten strach, pocilam sie
      jak szczur siedzac przed telefonem, ale to moi rodzice wiec chcialam pomoc...
      po paru miesiacach w niektorych sytuacjach trzeslam sie tak bardzo ze chowalam
      rece aby nikt tego nie widzial.
      mialam paru znajomych, ale stracilam ich. obecnie grono moich przyjaciol
      obejmuje jedna osobe - mojego chlopaka.
      mam znajomych ktorzy czasem zapraszali mnie na jakas impreze ale z czasem
      przestali bowiem ciagle im odmawialam, wiadomo dlaczego, a oni pewnie pomysleli
      ze po prostu nie mam ochoty w ich towarzystwie przebywac.
      nie chodze nigdzie, nie bawie sie jak ludzie w moim wieku, i podobnie jak ty
      czuje ze zycie mi przelatuje przed nosem a ja nie moge go zlapac. mam 24 lata,
      zaczelam terapie calkiem niedawno, biore leki (Paxil) narazie nie widze efektow
      bo nadal mam ataki paniki, ale przynajmniej przyznalam przed sama soba ze nie
      ma co udawac, ze moge sie wyleczyc, ze nie udaje jak wszyscy mi starali sie
      wmowic.
      tesknie do ludzi, brakuje mi grupowego kontaktu, wierze ze to sie zmieni.

      Zycze Ci wszystkiego najlepszego, pisz o wszystkich swoich osiagnieciach!

      Ja np. planuje SAMA isc na silownie:)
      • mamadu1 Do Alexban 01.02.06, 01:03
        Hej:) Przeczytałam i zdębiałam, bo tak wiele nas łączy... Przede wszystkim to,
        że nie pracuję, zupełnie tak samo jak Ty. I nigdy nie pracowałam:( I niczego
        nie umiem załatwiać - jestem jak dziecko we mgle...I teraz chodzę na grupową,
        na której trzęsę się jak galareta... Szkoda, że jestesmy z innego miasta:(
        Zazdroszczę Ci tej terapii, wydaje mi się jakąś fajną, jesli można tak to ująć.
        Na mojej takich akcji z trzymaniem się za ręce nie ma, a często jest pusta
        cisza, w której czuję się, jakbym wpadała w jakąś otchłań - i najczęściej
        obronnie się śmieję:/ Wierzę mimo to, że i ona do czegos doprowadzi i nie
        przerywam jej. Powodzenia na twojej terapii:)
        Pozdrawiam:)
        • alexban Re: Do Alexban 08.02.06, 22:18
          Witaj! Cieszę się, że do mnie napisałaś. Nie mogę uwierzyć, że jest ktoś tak
          bardzo podobny w swich doświadczeniach do mnie.A tak apropo jak radzisz sobie z
          pytaniami typu "czemu nie pracujesz?".Dla mnie kiedyś to był
          koszmar,szczególnie gdy dowiedziałam się, że w mojej dalszej rodzinie uchodzę
          za ofermę (chociaż nie wiem co też w tym temacie myślą moi rodzice). Teraz
          tego nie biorę tak bardzo do bani.Ale to jednak przykre że zrozumienie i pomoc
          otrzymujemy często nie od najbliższych a od całkiem obcych ludzi.A co do
          terapii to nie zrażaj się tym, że moja wydaje Ci się lepsza czy inna.Myślę,że
          każdy terapeuta ma swoje wyobrażenie i swój sposób prowadzenia terapii. Życzę
          Ci dużo siły i wytrwałości.
      • mamadu1 Do Himery:) 01.02.06, 01:05
        Życzę powodzenia na tej siłowni:) Ja niedawno wybrałam się sama do kina i bylo
        to moje duże osiągnięcie;)
        • himera24 Re: Do Himery:) 02.02.06, 22:04
          mamadu1 napisała:

          > Życzę powodzenia na tej siłowni:) Ja niedawno wybrałam się sama do kina i
          bylo
          > to moje duże osiągnięcie;)


          Dzieki! i gratulacje pojscia do kina.

          narazie chodze na silownie a to z chlopakiem, a to z kolega, mam nadzieje
          kiedys wybrac sie sama, moze sie wkoncu zbiore na odwage:)
          • insignificant Re: Do Himery:) 17.02.06, 13:35
            mam to samo co wy hehe i nie wiem jak to zmienic,na forum depresja mozecie
            wiecej otym poczytac,pozdrawiam
            • insignificant Re: Do Himery:) 17.02.06, 13:37
              nigdzie sam nie wychodze bo zaraz lęki,boje sie sam cos zalatwic, zle sie czuje
              w tlumie,mam marzenia ale przez to nie moge ich realizowac,spelniac sie,a
              chcialbym bardzo to zmienic.mam wrazenie ,ze gdybym znal kogos kto mnie zrozumie
              kto ma podobnie wszystko by sie zmienilo.jesli chodzi o leki to nie bardzo mi
              pomogly,a bralem rozne,od jakiegos czasu chodze na terapie rowniez.troche mi
              pomogly te wizyty jednkaze przerwalem dalsza terapie.
              • insignificant Re: Do Himery:) 17.02.06, 13:43
                wiem.ze sam tego nie dokonał,a nie moge przeciez wymagac od drugiej osoby
                zrozumienia od kogos kto nie miewa takich problemow bo wiem,ze byloby
                trudno.jedno jest pewne napewno mozna z tego wyjsc..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka