foui
23.11.05, 11:13
A wszystko zaczęło się tak pięknie.
Cóż, nic nie trwa wiecznie, ta znajomość również nie mogła. Tylko dlaczego
zakończyła się w takich okolicznościach?
Ale od początku. On był „panem z telewizji”, z kręgów, jak by to rzec,
powiedzmy, naukowych. Napisałam do niego pewnego dnia maila, on mi odpisał,
ja mu odpisałam, potem znowu on odpisał i tak trwało to rok. Byłam oczarowana
jego inteligencją, otwartością (tyle pisał o sobie, swojej żonie, tym, że nie
mogą mieć dzieci…), tym, że człowiek z tytułami pisze do mnie kilometrowe
listy, z domu, z pracy, rano, w południe, w nocy… Pisał o pewnej młodej
kobiecie, która chce go uwieść w pracy, a on się nie daje (brawo, raki
moralny), a drugiej strony, gdy prosiłam go, aby pozdrowił ode mnie swoją
żonę – nie zrobię tego teraz ani w przyszłości bo charakter naszej
korespondencji mógłby ją zaniepokoić… Wysłałam mu swoje zdjęcia, chyba po
miesiącu znajomości, komplementy, itp. Znajomość rozwijała się w ciekawym
kierunku. Wszystko było bardzo niewinne. On sam schodził parokrotnie w te
rejony, ale… omijałam to szerokim łukiem, w końcu jest żonaty, moralny, nigdy
nie zdradził swojej żony, a ona nie wie o moim istnieniu… Zadzwoniłam do
niego. W dniu jego urodzin. Był to któryś z kolei mój telefon do niego.
Potraktował mnie w sposób koszmarny. Intonacja, szybkie zakończenie rozmowy…
potwierdziły się po raz kolejny pewne badania – gdy kobieta chce być miła,
uśmiecha się, mówi coś sympatycznego do mężczyzny (a intencje są czyste),
mężczyzna zawsze odbierze to jako zachętę do czegoś więcej, jako początek
szalonego romansu. Po tym telefonie napisał do mnie. Sugerował, że dążę do
zacieśnienia naszej znajomości, a on tego nie chce, itp. Jak mogłabym dążyć
do zacieśnienia czegokolwiek skoro dzieli nas 500 km??? Czym mogłabym
zacieśnić tę znajomość? Telefonem z życzeniami? Więcej do niego nie
napisałam. Nie pozwolę, nawet przez taką Osobistość, się obrażać. Bezczelnie
projektował na mnie swoje nie do końca uświadomione popędy, które tłumi w
sobie od lat. Przypuszczam, że jest impotentem. Poza tym – że ma poważne
zaburzenia osobowości. Ma problemy z uczuciowością wyższą – nie ma
wykształconej tej struktury.
Dlaczego do Was piszę? Kumpela sugeruje, że powinnam o wszystkim napisac jego
żonie, bardzo ważnemu dyrektorowi w bardzo poważnej instytucji. Wysłać jej
np. jeden ze stukilkudziesięciu maili. Znam wiele szczegółów, myślę, że
byłabym bardzo wiarygodna. Pamiętajcie, że on nigdy nie zdradził swojej żony.
Gdyby to wyszło na jaw, żona wniosłaby o rozwód, czego on się bardzo boi –
jest z nim od kilkunastu lat pomimo tego, że nie może jej dać dziecka.
Uwazam, że to byłaby podłość. W końcu – nie miałam z nim romansu, obraził
mnie, lecz cóż… takie jest życie w sieci. Boję się, że moja przyjaciółka, bez
mojej wiedzy, napisze na adres służbowy jego żony maila ze wszystkimi info, o
których jej powiedziałam. Np. skąd miałabym numer jego komórki lub
wiedziałabym, że w ich sypialni wisi pewien obraz, który poprawia nastrój
Pani Dyrektor?
Jak powstrzymać koleżankę?
Uważajcie na sieć. Abyście się nie zaplątali…