bambomurzynzafryko
11.02.06, 07:16
Zauważyłem,że to bardzo często uzywany (nadużywany?)termin na tym forum.
Muszę wyznać, że moje małżeństwo jest wybitnie "toksyczne". Zdaje się, że
wedle powszechnej opinii, należałoby ten "toksyczny związek" jak najprędzej
rozwiązać. Albo przynajmniej pójść na terapię rodzinną, bo wszak "macie już
dziecko", "dziecka krzywdzić nie można" itd.
Co do terapii - zgoda. Ale czy owa toksyczność nie jest pewną stałą cechą
wszystkich relacji intensywnych? Albo inaczej. Czy para ludzi, która
uświadamia sobie pewne stężenie toksyn w swoim związku i stara sie z nimi
walczyć, nie jest pod pewnym względem parą idealną? Czy to nie tutaj
realizuje się coś, co można nazwać erotyczną tajemnicą (erotyczną w znaczeniu
głębszym, rzecz jasna)? Czy nie jest to - inaczej mówiąc - gra o większą
stawkę? O większą niż w związku nietoksycznym, niedynamicznym,
homeostatycznym?
Wbrew formie logicznej jest to pytanie otwarte. Jak jest więc wasza opinia?