Dodaj do ulubionych

toksyczne związki

11.02.06, 07:16
Zauważyłem,że to bardzo często uzywany (nadużywany?)termin na tym forum.
Muszę wyznać, że moje małżeństwo jest wybitnie "toksyczne". Zdaje się, że
wedle powszechnej opinii, należałoby ten "toksyczny związek" jak najprędzej
rozwiązać. Albo przynajmniej pójść na terapię rodzinną, bo wszak "macie już
dziecko", "dziecka krzywdzić nie można" itd.
Co do terapii - zgoda. Ale czy owa toksyczność nie jest pewną stałą cechą
wszystkich relacji intensywnych? Albo inaczej. Czy para ludzi, która
uświadamia sobie pewne stężenie toksyn w swoim związku i stara sie z nimi
walczyć, nie jest pod pewnym względem parą idealną? Czy to nie tutaj
realizuje się coś, co można nazwać erotyczną tajemnicą (erotyczną w znaczeniu
głębszym, rzecz jasna)? Czy nie jest to - inaczej mówiąc - gra o większą
stawkę? O większą niż w związku nietoksycznym, niedynamicznym,
homeostatycznym?
Wbrew formie logicznej jest to pytanie otwarte. Jak jest więc wasza opinia?
Obserwuj wątek
    • bambomurzynzafryko Re: toksyczne związki 11.02.06, 10:17
      Inne sformułowanie.
      W zachowaniu ludzkim dominują dwie postawy:
      1) zadaniowa (dynamiczna)
      2) roszczeniowa (statyczna)
      W myśl postawy pierwszej, każda relacja jest zmaganiem, w którym
      najistotniejsze jest dążenie do poprawy istniejącego stanu rzeczy
      W myśl postawy drugiej - relacje z przedmiotami i z ludźmi powinny dostarczyc
      nam korzyści/
      Termin "związek toksyczny" należy do języka,którym posługuje się postawa druga.
      Choć moze być incydentalnie wykorzystywany przez ludzi myślących "zadaniowo".

      Podobnie z chodzeniem po górach. Są ludzie, dla których celem wspinaczki jest
      wypicie piwa na szczycie i "złapanie kolorków". Dla tych wędrówka po stromiźnie
      jest bezsensem. Dla wędrowców zadaniowych - odwrotnie. Piwo nie smakuje,jesli
      nie padasz z nóg, gdyż szczyt jest tylko "dodatkiem" do góry.
    • tristezza Re: toksyczne związki 11.02.06, 13:05
      o ile pamietam termin toksycznosc w odniesieniu do zwiazkow wylansowala niejaka
      Susan Forward, ikona amerykanskiej psychoterapii. zapewne ta pani podala jakas
      swoja definicje, ale termin zyje wlasnym zyciem, a to co on oznacza pozornie
      wydaje sie oczywiste.istotnie brzmi obrazowo i efektownie, funkcjonuje jako
      celny epitet w konfliktach rodzinnych i pararodzinnych wszelkiej masci.
      niewatpliwie jest naduzywany, bo oznacza z grubsza wszystko z czym nie jest mi
      po drodze u rodzica, partnera zyciowego itd. krotko mowiac wor bez dna.
      zdefiniuj wiec moze Bambo te toksycznosc chocby w odniesieniu do wlasnego
      zwiazku, bo ja odnosze wrazenie,ze Twoje malzenstwo jest raczej konfliktowe, a
      to jeszcze nie znaczy dysfunkcyjne i do rozwiazania.

      ps. lubie Cie Bambo, wiesz?
      niezbyt czeste w przyrodzie polaczenie walorow serca i intelektu, ktore
      prezentujesz jest na tym forum obecne raczej sladowo, zwlaszcza ostatnio...
      pozdrawiam
      t.
      • bambomurzynzafryko Re: toksyczne związki 11.02.06, 17:33
        T.!
        Jeszcze się rumienię po przeczytaniu tych miłych słów, ale spróbuję na nie
        zasłużyć.
        Co do rozróżnienia na związki"konfliktowe" i "toksyczne". Być może mój związek
        jest właśnie konfliktowy, a nie toksyczny. Prawdę powiedziawszy nie wiedziałem,
        ze ten termin ma jakąś szerszą teoretyczną bazę. Jak pisałem tamte posty
        wydawało mi się, ze toksyczny = bardzo konfliktowy. I że różnica między jednym
        a drugim jest "magiczna". Kiedy ktoś Ci mówi: "Wiesz, jesteś taka toksyczna",
        to brzmi podobnie jak "Wiesz, masz w sobie złą energię". Taka wypowiedź
        sugeruje istnienie jakiejś tajemnej właściwości, toksyny, która sprawia, że z
        tą osobą "nie da się po ludzku".
        Moje małżeństwo jest bardzo intensywne i bardzo konfliktowe. Trudna nam spędzić
        dzień bez siebie, ale awantury wybuchają non stop. Od czasu kiedy biorę efectin
        sytuacja nieco sie zmieniła. Teraz to moja żona ciosa mi kołki na głowie, a jej
        wściekłość potęguje fakt mojej "obojętności" i to, że syn zazwyczaj staje po
        mojej stronie. Oczywiście dochodzi do tego nasza materialna niestabilność - nie
        mamy własnego mieszkania, stałej pracy itd. Ale to nie może tak trwac w
        nieskończoność i zastanawiam się,jak z tego bagna możemy wyjść.
        Moja standardowa reakcja sprzed tego związku - spakować plecak i prysnąć na
        parę miesięcy za granicę - nie wchodzi w rachubę. Pozostaje piękna szkoła
        pokory,cierpliwościi wyrozumiałości. Obym wytrzymał.
        • kamila305 Re: toksyczne związki 11.02.06, 18:31
          Napisales,ze twoje malzenstwo jest bardzo intensywne i konfliktowe i co krok
          wybuchaja awantury.Ja jestem wlasnie dzieckiem rodzicow,ktorych malzenstwo
          wygladalo podobnie.Przezywalam mocno okresy kiedy sie szarpali i nie moglam
          tego pojac,ze tak moze wygladac milosc.Z perspektywy czasu wcale sie nie
          zmienili.Pewne jest,ze jak jedno powie a to drugie na pewno b i znowu beda sie
          klocic.Nie kazdy daje rade funkcjonowac w takim zwiazku.Ja juz swoje
          odchorowalam,Choc nigdy,przenigdy im nie wypomnialam tego stresu i
          krzykow,ktory towarzyszyl mi od dziecinstwa.Dla mnie to jest niestety toksyczny
          zwiazek.Moze sie i kochaja na swoj sposob,ale co z tego kiedy jedno jest w
          stanie rzucic sie na drugie i powoli sie wykanczaja.Ja wiem jedno,nie bylabym
          ani jednego dnia w takim zwiazku.Chyba,ze bylabym masochistka.Dla mnie
          najwazniejsza na swiecie jest milosc bez klotni ,wrzaskow i nienawisci.Kiedy
          dwoje ludzi nie potrafi juz ze soba porozmawiac ,bo nie ma o czym,to tez mowi o
          zwiazku.Mysle,ze zwiazek moze byc intensywny,a mimo topozbawiony agresji i
          konfliktow,ktore tak bardzo niszcza.Opisujac swoj zwiazek tak bardzo
          przypomnial mi sie obraz moich rodzicow.Wrocil ten bol w sercu,kiedy plakalam i
          modlilam sie ,zeby sie nie pozabijali.Nie wiem ,byc moze oni tego tak
          drastycznie nie odbierali,ale ja wysiadlam psychicznie.
          • bambomurzynzafryko Re: toksyczne związki 11.02.06, 18:55
            Kamilo!
            Dziękuję za list. Muszę jednak powiedzieć, że do zabójstwa w naszym związku
            jeszcze daleko. Inna sprawa - jak to może wyglądac z punktu widzenia dziecka,
            ale - na ile mogę sie domyśleć - nie jest jeszcze tak tragicznie.
            Tak czy inaczej rozstanie nie wchodzi w rachubę, bodaj z wszystkich możliwych
            względów. Przede wszystkim ze względu na dziecko. Moja żona (którą b. kocham)
            została opuszczona przez tatę, gdy miała 5 lat i mogę na jej przykładzie
            obserwować rozmiary tragedii jaką było dzieciństwo bez ojca.
            Intensywność relacji sama w sobie nie jest czymś dobrym. Ale może być bazą do
            rekonstrukcji i naprawy. W to wierzę.
            • kamila305 Re: toksyczne związki 11.02.06, 19:28
              Wiesz najwazniejsze,ze kochasz ja i dazysz do naprawy stosunkow miedzy
              wami ,aby nie byly tak intensywne.Mysle,ze Wlasnie twoja zona moze wiele
              zrozumiec,co czuja dzieci w takim ukladzie na swoim przykladzie z
              dziecinstwa.Dzieki temu sama sprobuje dazyc do zmian na lepsze.A jesli dwojka
              ludzi bedzie wiedziala gdzie popelnia i oboje beda bardzo pragnac lepiej i
              piekniej zyc moze sie udac.Czego wam zycze.W koncu chciec to moc.
    • tristezza Re: toksyczne związki 11.02.06, 23:31
      wydaje mi sie, ze zwiazki toksyczne to takie, ktore rujnuja emocjonalnie,
      psychicznie i fizycznie, w ktorych cierpienie, poczucie krzywdy, ponizenie itp.
      sa zdecydowanie silniejsze od doznan pozytywnych. sa to zwiazki patologiczne, w
      ktorych dominuje uzaleznienie (wzajemne, lub jednej strony, czesto mylone z
      miloscia), straszliwe napiecie i jawna lub maskowana wrogosc.
      Twoje malzenstwo to z pewnoscia zupelnie inna bajka. Jesli dobrze pamietam
      wspominales kiedys o depresji zony, czyli oboje macie problemy afektywne. w
      polaczeniu z proza zycia (male mieszkanie, brak stalej pracy, male dziecko)
      byloby zupelnie niezrozumiale i chyba mocno podejrzane gdyby nie dochodzilo
      miedzy Wami do konfliktow. z punktu widzenia dziecka najgorsza jest permanentna
      wrogosc czy nawet obojetnosc. dlatego kontynuowanie zwiazku ze wzgledu na
      dziecko nie ma sensu. nie zaslaniajcie sie dzieckiem,Bambo, przeciez sie
      kochacie.jesli potraficie okazywac sobie uczucia pozytywne dziecko jakos
      przetrwa.

      z teoria wiekszej stawki, tajemnicy erotycznej itp. w zwiazkach konfliktowych
      pozwole sobie sie nie zgodzic. moim zdaniem to racjonalizacja i tyle.
      zdecydowanie lepiej starac sie dodatkowo nawzajem nie nakrecac. zaburzona
      chemia mozgu wystarczajaco daje w kosc.
      t.
    • tristezza Re: toksyczne związki 12.02.06, 13:15
      mysle ze w takich intensywnych zwiazkach (a wiem cos o tym z autopsji)
      strasznie duzo pary idzie w gwizdek. powinno sie sobie dawac wiecej
      przestrzeni: nie rezygnowac z kontaktow ze znajomymi i przyjaciolmi,szczegolnie
      z tymi, ktorzy nie sa wspolni, wyjezdzac przynajmniej czasami bez partnera,
      dbac o swoje zainteresowania, rozwoj duchowy itd. jak zwiazek staje sie mniej
      absorbujacy wszyscy na tym wychodza lepiej. z dzieckiem na czele, w przeciwnym
      wypadku wychowuje sie ono w pewnym sensie pod stolem.
      • ulybka Re: toksyczne związki 12.02.06, 17:55
        Kłotnia to forma głębokiego kontaktu międzyludzkiego. Jednak nie można tego
        wytrzymac zbyt długo, moim zdaniem warto( i tu zwracam się do każdego, nikogo
        nie omijają konfrontacje z innymi) pracować nad sobą, trenować empatię i
        asertywność.
        Zamiast wrzeszczeć, wyzywać, poniżać, mimo że sprawia to wielka przyjemnosć,
        zastanowić się co to w efekcie da? Zapewne popsuje na jakiś czas relację z daną
        osobą.
        Może lepiej nauczyć się odbierać krytykę?
        Jednym ze sposobów jest zgadzanie się z rozmówcą- to technika rozbrajania.
        Gdy on mówi-"Nic nie potrafisz"
        gdy odpowiesz-"to prawda, wielu rzeczy nie potrafię ale w kilku jestem dobry",
        zdziwi się że zamiast atakować jak zwykle, bierzesz na siebie ciosy nei
        poniżając się jednocześnie.

        Piszę w zasadzie po raz pierwszy na tym forum, mam nadzieję że to co napisałam
        ma jakiś sens. Nie mam zbyt duzego doświadczenia życiowego i wiem że okropnie
        trudno jest być "empatycznym" gdy ktoś na nas najeżdza. Ale warto zmienić
        siebie. To przez nasze myśli źle się czujemy. Wystarczy je zmienić a będzie łatwiej.
        pozdrawiam serdecznie!!
        • bambomurzynzafryko Re: toksyczne związki 12.02.06, 21:15
          Droga ulybko!
          Dziekuję za post i odzywaj sie tu czasem. Postaram sie zastosować do Twoich
          rad, choc sama wiesz,ze to nieproste. Pozdrawiam.
      • bambomurzynzafryko Re: toksyczne związki 12.02.06, 20:41
        tristezza napisała:

        > mysle ze w takich intensywnych zwiazkach (a wiem cos o tym z autopsji)
        > strasznie duzo pary idzie w gwizdek. powinno sie sobie dawac wiecej
        > przestrzeni

        To jest oczywiście nasz problem. Ja bez mojej żony nie bardzo daję sobie
        radę,ona - jak sądzę - też, choć u niej nie przybiera to tak patologicznych
        rozmiarów jak u mnie. Czasami myślę, że powinienem żyć samotnie. Bycie z kimś
        zbyt wiele mnie kosztuje. Mam syndromy borerline'owego przywiązania i latwo
        dramatyzuje wszelkie sygnaly i konflikty.
        Inna sprawa, że wyroslem w rodzinie,gdzie więzy uczuciowe byly nieslychanie
        silne. Nie pamiętam, żeby mój ojciec albo matka kiedykolwiek nie mieli dla mnie
        czasu. Rozpieszczac nie rozpieszczali (moge nawet powiedzieć, że trzymali mnie
        krótko),ale nigdy nie szczędzili ani czasu, ani uwagi. Inna sprawa to to jak im
        się odwdzięczylem. Ale nawet kiedy bylem na dnie (od pierwszych klas
        podstawówki chciano mnie obsadzić, albo wyslać do szkoly specjalnej) zawsze we
        mnie wierzyli. No ale to tak na marginesie i wlaściwie pisane nie wiadomo po co
        • mgla_jedwabna Re: toksyczne związki 12.02.06, 21:21
          toksyczne zwiazki to wcale niekoniecznie takie, w ktorych jest duzo konfliktow.
          Predzej podejrzewalabym o toksycznosc takie, w ktorych konfliktow nie ma w
          ogole, bo to znaczy, ze jedna ze stron podporzadkowala sie calkowicie. Wydaje
          jej/mu sie, ze jak da sie zdeptac, to lepiej, niz jak sie pokloci, ale prawda
          kest taka, ze zlosc i zal (czyli toksyny) narastaja w niej/w nim pod skora i
          kieys pekna i poplyna jak lawa wulkaniczna. Wiec moze juz lepsze sa konflikty,
          bo przynajmniej nikt nie udaje ze jest fajnie, kiedy nie jest...(siebie i tak
          nie da sie oszukac).
          Wedlug mnie relacja toksyczna to taka, ktora cie niszczy, wydobywa na wierzch i
          wzmacnia to, co w tobie zle albo tez "tylko" tlamsi cie i nie daje szans na
          rozwoj (nie mowie tu o swiadomej rezygnacji z pewnych rzeczy dobrych dla rzeczy
          jeszcze lepszych). Jesli konflikty w zwiazku sa "wynikiem" trudnej sytuacji,
          ale obie strony szukaja rozwiazania- to nie jest zwiazek toksyczny. Jesli sa
          narzedziem niszczenia drugiej strony, tlamszenia jej, udowadniania, ze to ja
          jestem lepszy/a i mam racje, krzywdzenia, wyzywania sie, dolowania
          i "udupiania"- to wtedy jest to zwiazek toksyczny.
          Reasumujac- moga byc zwiazki toksyczne bez konfliktow a te z konfliktami moga
          byc toksyczne lub nie. I to moze byc inne dla kazdej ze stron- np. jakas
          sytuacja dla jednej osoby bedzie neutralna a dla drugiej nieznosna, a na
          dluzsza mete- toksyczna. I o tym ni,kt za ciebie nie zadecyduje, a juz napewno
          nie na forum ;)
          Pozdrawiam
          • kamila305 Re: toksyczne związki 12.02.06, 22:25
            No tak tylko co dla jednej osoby jest toksyczne i nie do przyjecia,dla innej
            moze oznaczac jedynie konflikt.Sa osoby,ktore w zwiazku pelnym konfliktow nie
            moglyby normalnie funkcjonowac i zyc ,a po pewnym czasie zapadlyby na gleboka
            nerwice.Sa i takie dla ,ktorych codzienna klotnia,sprzeczka ,udawadnianie kto
            ma racje to nic nie znaczacy epizod,norma.Jesli w zwiazku nie ma duzo
            konfliktow to nie zawsze oznacza ,ze jedna strona podporzadkowala sie
            drugiej,choc pewnie i tak bywa.Moze tez oznaczac ,ze zgadzaja sie w wiekszosci
            spraw ,maja podobne zdanie,gust,przemyslenia.Istnieja tez na tym swiecie
            blizniacze dusze.ktore naprawde mysla i czuja prawie zawsze to samo.
            • mgla_jedwabna Re: toksyczne związki 12.02.06, 22:37
              tak, tylko nie chodzi mi o zgadzanie sie "zwykle" tylko "zawsze". Tzn, ze w
              normalnym zwiazku zawsze sa jakies konflikty. Jesli sa rzadko- to tak, jak
              piszesz, oznacza to podobne gusta itd., ale jesli nie ma ich n i g d y to
              dopiero jest podejrzane...bo mozliwe ze dwoje ludzi zgadza sie w 99% ale
              niemozliwe, ze w 100%.
              • kamila305 Re: toksyczne związki 12.02.06, 22:46
                Masz racje,zawsze ten jeden procent nawet w najbardziej idealnych zwiazkach
                jest.Bywa i tak ,ze jedna strona jest ofiara,ktora nigdy nie sprzeciwi sie panu
                i wladcy i woli przemilczec niz dostac ciosy.Ale co taka ofiara skumuluje w
                sobie agresji przez te lata.Przeciez kumulacja leku, bolu po czasie grozi
                wybuchem poteznej agresji.Potem slyszy sie i czyta ,ze ofiara zabila oprawce.
                • mgla_jedwabna Re: toksyczne związki 12.02.06, 22:56
                  a zwykle jest jeszcze tak, ze nie ma czytelnego podzialu na ofiare i sprawce
                  albo istnieje on tylko dla jednej ze stron...ktos przez lata na pytanie "kawe
                  czy herbate" odpowiada "herbate" zeby ten drugi nie mial problemow z
                  fusami...potem po latach wybucha "bo ja zawsze kawe wolalam/em ale dla ciebie
                  wazniejsze byly torebki ekspresowe!" a sprawca herbaty jest naprawde
                  zdziwiony/a..."bo trzeba bylo mowic!" i biedny/a nie wie, dlaczego zostal
                  uznany/a za sprawce, przeciez zawsze sie pytal/a "kawe czy herbate?". innymi
                  slowy wiele osob ustawia siebie w roli ofiary a partnera,partnerke w roli
                  sprawcy, czerpie korzysci z tego ukladu, a kiedy mu/jej wygodnie- zada
                  odszkodowania za bycie ofiara...
                  sa tez takie zwiazki toksyczne, w ktorych oboje partnerow (czesto sa to
                  partnerzy na nierownych pozycjach, gdzie jedno z nich nie ma nic do gadania,
                  np. rodzic i dziecko) rani sie nawzajem, oboje sa sprawcami i ofiarami. I to sa
                  chyba uklady najczestsze

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka