edyta129
26.06.06, 09:24
moj problem narasta od dluzszego czasu, wiec moze zaczne od poczatku.....
juz od czasow szkolnych mialam duze problemy z publicznymi wystepami. umiem
dosc dobrze spiewac, wiec wszyscy nauczyciele mnie namawiali, abym
wystepowala na roznych akademiach, konkursach itp., ale ja z biegiam czasu
coraz czesciej unikalam tych wystepow, az w koncu przestalam w ogole spiewac
solo. w chorze czuje sie wspaniale, ale gdy musze sama wyjsc na scene
zaczynam cala sie trzasc, moj oddech staje sie bardzo plytki a gardlo jest
cale scisniete.
tak samo czuje sie, gdy musze zalatwiac codzienne sprawy w roznego rodzaju
urzedach, albo chociazby kiedy chce cos kupic w sklepie i rozmawiam ze
sprzedawca. juz na sama mysl o tym serca bije bardzo szybko, a oddech staje
sie plytki i dostaje zadyszki mimo tego, ze w ogole nie ruszam sie z miejsca.
w takich momentach czuje, ze przestaje byc soba. nie zawsze potrafie trzezwo
myslec i zdarza mi sia palnac jakas glupote, albo w ogole zapominam o co
mialam sie kogos spytac.... od czasu do czasu zdarza sie tez, ze przed jakims
wyjsciem denerwuje sie tak bardzo, ze zoladek mam caly scisniety i przechodzi
mi to dopiero jak zwymiotuje.
do niedawna jakos musialam dawac sobie z tym rade, ale ostatnio po raz
pierwszy "posypalam sie" calkowicie, kiedy robilam pewna prezentacje. bylo na
niej niewiele ponad 20 osob, ktore znalam juz od pewnago czasu, ale mimo to
nie potrafilam nad soba zapanowac. rece mi sie trzesly, glos drzal i w pewnym
momencie zorientowalam sie, ze ludzie kompletnie mnie nie sluchaja. wydawalo
mi sie, ze jest im mnie zal i gdyby tylko mogli, pozwoliliby mi zwyczajnie
skonczyc w pol slowa, zebym tylko nie musiala sie dalej meczyc. przez reszte
dnia robilam wszystko, by o tym nie myslec, bo zdawalam sobie sprawe, ze w
kazdej chwili moge po prostu wybuchnac. gdy tylko weszlam do mieszkania,
przestalam nad soba panowac kompletnie i caly dzien przeplakalam. mialam
wtedy jechac do rodzicow, ale moje oczy byly cale zapuchniete i balam sie, ze
nawet jesli sie na chwile uspokoje, to nawet najmniejsza rzecz moze sprawic,
ze rozrycze sie na srodku ulicy.
opowiedzialam o tym wszystkim mamie i ona od tamtego dnia caly czas namawia
mnie, zebym poszla do psychologa. chcialabym sie spytac, czy rzeczywiscie
potrzebuje pomocy kogos, kto sie na tym zna, czy tez lekko histeryzuje i moge
sobie sama z tym poradzic dzieki jakims cwiczeniom. zdaje sobie sprawe, ze
ludzie maja wieksze zmartwienia, ale boje sie, ze kiedys zupelnie przestane
sie kontrolowac, bo ten lek z biegiem czasu tylko narasta...
bede bardzo wdzieczna za kazda rade.