Dodaj do ulubionych

Dojrzalosc.....

11.10.03, 20:24
Przed dwoma laty zamiescilem ten cytat na innym forum... Mysle, ze ksiazki
Kanta sa ponadczasowe. Moze przeczytacie ponownie i zrozumiecie co Kant
niejaki Immanuel mial na mysli wtedy przed laty...

Pozdrawiam Mamusie:) i Tatusia :)
i musze juz isc, gdyz "gosc w dom Bog w dom".
Klaniam sie.
M.S.
Jesli I. Kant nie spotka sie z zainteresowaniem, nikt nie bedzie lal
krokodylich lez. Kant jest jednym z najwybitniejsyzch filozofow
w ...Niemczech ..i nie tylko* :)

*tylko oznacza swiat*
swiat oznacza mala przestrzen pomiedzy...
itd :)
jeszcze raz spoznione buziaki dla rodzicow-awanturnikow :)
3:0 :)
-----------
O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora
popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do
poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o
n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu,
lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere
aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi
haslo Oswiecenia.
Lenistwo i tchorzostwo to przyczyny, dla ktorych tak wielka czesc ludzi, mimo
wyzwolenia ich przez nature z obcego kierownictwa (naturalieter maiorennes),
pozostaje chetnie niepelnoletnimi przez cale swoje zycie. Te same przyczyny
sprawiaja, ze inni moga tak latwo narzucic sie im jako opiekunowie. (...)
Jesli posiadam ksiazke, ktora zastepuje rozum, (...) lekarza, ktory zamiast
mnie ustala diete itd itd.- nie musze sam o nic sie troszczyc. Nie potrzebuje
myslec, jesli tylko moge za wszystko zaplacic; inni juz zamiast mnie zajma
sie ta klopotliwa sytuacja. (...)
Totez kazdemu pojedynczemu czlowiekowi trudno jest wydobyc sie z
niepelnoletnosci, ktora stala sie prawie druga jego natura. Polubil ja nawet,
te swoja niepelnoletnosc i nie jest rzeczywiscie zdolny tak od razu zaczac
poslugiwac sie swym wlasnym rozumem- nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet
uczynic proby w tym kierunku. Dogmaty i formulki-owe mechaniczne narzedzia
rozumnego uzywania, a raczej naduzywania swych naturalnych zdolnosci- to
dzwoneczki blazenskie wiecznie trwajacej niepelnoletnosci. Gdyby czlowiek
pojedynczy nawet od nich sie uwolnil, nie potrafilby w jakis pewny sposob
przeskoczyc nawet najwezszego rowu-nie przywykl bowiem do tak swobodnego
poruszania sie. Totez t y l k o n i ew i e l u ludziom udalo sie wydobyc z
niepelnoletnosci dzieki w l a s n e j pracy swojego ducha i stanac pewnie na
swych wlasnych nogach.
Natomiast taki wypadek, by publicznosc oswiecila sie sama, jest raczej
mozliwy; co wiecej nawet nieunikniony, jesli pozostawic publicznosci wolnosc.
Znajda sie bowiem wsrod nich zawsze ludzie samodzielnie myslacy, i to nawet
posrod opiekunow duzego stada, ktorzy zrzuciwszy z siebie jarzmo
niepelnoletnosci, szerzyc beda dokola siebie ducha rozumnej oceny wartosci
wlasnej kazdego czlowieka i samodzielnego myslenia o jego przeznaczeniu.
(...) Dlatego tez publicznosc moze- tylko- p o w o l i dojrzec do
Oswiecenia.. (...)
Do wejscia na droge Oswiecenia nie potrzeba niczego oprocz wolnosci: i to
wolnosci najnieszkodliwszej sposrod wszystkiego, co nazwac mozna wolnoscia,
mianowicie wolnosci czynienia wszechstronnego publicznego uzytku ze swego
rozumu. (...)

I. Kant „Was ist Aufklaerung ?” , przeklad Adam Landman, I wyd. W
tomie „Kant” T. Kronskiego.
Obserwuj wątek
      • kardiolog Re: Immanuel, optymista :) 13.10.03, 14:55
        To i ja dorzuce, a raczej ponownie w dniu dzsiejszym przekopiuje garsc
        ciekawych informacji. Polecam naturalnie wersje obszerniejsza.
        Mathias zapraszam na forum, na ktorym od kilku miesiecy tocza sie ciekawe
        dyskusje (folozofia, psychologia, socjologia itp). (wiadomosc na skrzynce)

        Girlfriend, jesli interesuje Cie Immanuel Kant i znasz niemiecki, to zajrzyj na
        strone www.immanuel-kant.de

        Pozdrawiam obie osoby w watku i pedze dalej!
        kardiolog
        ------------------------
        Nauczanie logiki. Tezy do dyskusji

        Ryszard Wójcicki

        Instytut Filozofii i Socjologii PAN


        1. Dlaczego należy uczyć logiki?

        Tradycyjna odpowiedź na to pytanie brzmi: bo logika uczy precyzyjnego
        myślenia, ścisłego formułowania swoich sądów, unikania błędów logicznych w
        rozumowaniach. Obawiam się, że opieranie uniwersyteckich kursów logiki na tych
        założeniach jest nieporozumieniem. Sprawności logicznych student uczy się na
        każdym dobrze prowadzonym wykładzie, w tym logiki. Każdym źle prowadzony
        wykład, również logiki, oswaja go z logiczną bylejakością.
        Logika jest jedną z dyscyplin badawczych współczesnej nauki i punktem
        wyjścia każdego wykładu logiki winno być uświadomienie studentom tego faktu.
        Winni oni na samym wstępie dowiedzieć się, że ucząc się logiki posiądą pewna
        wiedzę. Mogą też utrwalić i pogłębić pewne cenne nawyki i umiejętności, które
        określa się mianem kultury logicznej. Logika jest jednak przede wszystkim sumą
        pewnych wiadomości, a nie zbiorem reguł, których opanowanie pozwoli unikać gaf
        logicznych.
        Skoro logika jest dyscypliną badawczą, student zechce uzyskać odpowiedź
        na dwa pytania. Pierwsze: czym zajmuje się logika? Drugie: w jakiej mierze
        znajomość logiki może mu być przydatna.

        2. Czym zajmuje się logika?

        Współczesna logika nie jest jednorodną dyscypliną. Jest konglomeratem
        wielu kierunków badawczych. Predyspozycje i zdolności wykładowcy mogą
        usprawiedliwiać, a nawet czynić pożądanym prezentowanie studentom "post-
        klasycznej" logiki. Jak zawsze jednak, wykład akademicki na poziomie
        podstawowym powinna cechować spora konserwatywność ujęcia. Dlatego pytanie czym
        zajmuje się logika rozumieć należy jako pytanie o to, co stanowi jądro dobrze
        ugruntowanych i sprawdzonych badań logicznych. Czym zatem zajmuje się logika?
        Spróbuję odpowiedzieć zarówno na to pytanie jaki i na pytanie, które go
        dopełnia: czym nie potrafi zająć się i nie powinna zajmować się logika.
        Centralnym pojęciem logiki jest pojęcie wynikania. Analiza tego pojęcia
        ujawnia, że w wielu kontekstach, pojęcie to jest trudno uchwytne. Dzieje się
        tak dlatego, że tezy i założenia traktowane jako punkt wyjścia podejmowanych
        analiz są często, a niekiedy muszą być, formułowane w sposób "miękki". Są
        wyrażane nieprecyzyjnie, niekompletnie, prowizorycznie.
        Logicy skłonni są ganić ten stan rzeczy ponieważ im mniej "twardo"
        sformułowane są założenia wyjściowe, tym mniej jasne jest co dokładnie z nich
        wynika. Pretensje logików do wypowiadania się kompetentnie o wszelkich
        rodzajach rozumowań prowadzą do klęski. Dlaczego? Znakomicie udokumentowaną
        odpowiedź na to pytanie zawiera rozprawa Teresy Hołówki Błedy, spory,
        argumenty, 1988 . Polecam uważną lekturę tej świetnej książki tym wszystkim
        kolegom logikom, którzy wierzą, że znajomość logiki pozwoliłaby znakomicie
        poprawić jakość wszelkich możliwych rozumowań.
        W jakiej mierze i w jakich przypadkach "twarde" formułowanie tez
        wyjściowych jest możliwe i celowe? Jeśli jest możliwe to prawie zawsze jest
        celowe. Możliwe jest natomiast tylko wówczas, gdy jasno sobie uświadamiamy
        naturę podejmowanego problemu. Gdy wiemy, jak powinniśmy definiować kluczowe
        pojęcia i gdy jesteśmy pewni przesłanek na jakich winniśmy opierać podejmowane
        próby rozwiązania problemu.
        Czy sytuacje takie są czymś wyjątkowym, czy raczej dość częstym? To
        zależy od dyscypliny badawczej, od rodzaju podejmowanej problematyki, od fazy w
        jakiej znajdują się badania. Ponieważ logik może kompetentnie zajmować się
        jedynie "twardymi" rozumowaniami ważne jest uświadomienie studentom, że ten
        rodzaj rozumowań nie jest czymś egzotycznym. Przykładem twardego rozumowania
        jest każdy dowód matematyczny i każde dobre rozumowanie wykorzystujące techniki
        matematyczne. To wiele ale nie wszystko. Również niezmatematyzowane rozważania
        mogą być twarde.
        Konkluzja, do której zmierzały te wywody: Badając pojęcie wynikania
        logika bada warunki jakie winny być spełnione aby pojęcie to było dobrze
        określone. Tym właśnie zajmuje się logika.

        3. Dlaczego warto studiować logikę?

        Z tych samych powodów z jakich warto studiować statystykę matematyczna
        (jeśli posiada się aspiracje badawcze), teorię argumentacji (jeśli myśli się o
        aktywnym udziale w życiu społecznym), filozofię (jeśli posiada się daleko idące
        aspiracje światopoglądowe). Logika pozwala uświadamiać sobie w jaki sposób i w
        jakiej mierze dostępne środki językowe wyznaczają zarówno nasze możliwości
        poznawcze jak i nasze możliwości komunikowania posiadanej wiedzy.
        Kwestionuje się niekiedy zaliczanie logiki do dyscyplin
        teoriopoznawczych. A jednak logika jest taką dyscypliną, co więcej jest przede
        wszystkim taką dyscypliną. Wnioskowanie (a więc wykazywanie wynikania między
        przesłankami a konkluzja) jest zarazem jedną z podstawowych metod poszerzania
        naszej wiedzy i jest jedną z podstawowych metod sprawdzania jej jakości.

        4. Czy usiłując uwypuklać teoriopoznawcze aspekty badań logicznych nie
        stawiamy studentów wobec problemów przekraczających ich możliwości
        intelektualne?

        To pytanie doprowadza mnie do (starannie ukrywanej?) furii. Traktowanie
        studentów jak głupków tylko dlatego, że bardzo często wykazują daleko idącą
        nieporadność wobec prostych zadań jakimi częstuje ich logik jest przejawem
        defektów intelektualnych nie studentów lecz logików.
        Przyswajanie wiedzy wymaga dwóch rzeczy. Przyswajania pewnych
        umiejętności. Aby nauczyć się arytmetyki, trzeba nauczyć się dodawać. Aby
        opanować analizę matematyczną trzeba nauczyć się różniczkować. Ale prócz
        uczenia umiejętności dobry nauczyciel akademicki winien umieć uczyć czegoś co
        nie jest sprawdzalne za pomocą egzaminacyjnego testu. Co więcej często objawia
        się nie od razu - posiada określony czas dojrzewania. Powinien uczyć zdolności
        postrzegania rzeczy w odpowiednio szerokim kontekście. Aby naprawdę rozumieć
        arytmetykę trzeba uświadomić sobie bardzo różne i bardzo bogate związki tej
        dyscypliny z innymi. Aby zrozumieć czym jest analiza matematyczna trzeba
        dostrzec jej ogromnie bogate i ogromnie ważne zastosowania.
        Logika winna być wykładana serio. A wykładem serio nie jest wykład, na
        którym na plan pierwszy wysuwa się wiedzę o zbyt szerokich i zbyt wąskich
        definicjach, o podziałach nierozłącznych, niepoprawnym odwracaniu implikacji
        itp. itp. Taki wykład infatylizuje logikę i jest złą przysługą wyrządzaną i
        studentom i logice. Ci zdolniejsi naucza się ją lekceważyć zanim jeszcze będą
        mieli okazję ją poznać. Owszem, wykład logiki stanowi dobrą okazję do
        przypomnienia, że definicje bywają za szerokie a z prawdziwości następnika nie
        wynika prawdziwość poprzednika. Ale prawdy te są zbyt banalne aby szanujący się
        logik mógł traktować je jako jądro wiedzy logicznej. A tak niestety bywa. Bywa
        o wiele za często.
        • Gość: girlfriend i jeszcze, chłopaki... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 16:40
          > Mathias zapraszam na forum, na ktorym od kilku miesiecy tocza sie ciekawe
          > dyskusje (folozofia, psychologia, socjologia itp). (wiadomosc na skrzynce)

          czy to jest zamknięty męski klub (no trudno, wybaczę)
          czy dziewczyny tam też dopuszczacie? ;)

          a konkretnie mam siebie na myśli :)
          bo bym się chętnie dowiedziała którędy do tamtąd.

          :)

          pzdr :)
          • mathias_sammer Re: i jeszcze, chłopaki... :) 12.11.03, 19:20
            cierpliwosci dziewczynko w wianku na glowie :)

            Poki co- mam dla przyjaciol w watku super dobra wiadomosc!

            Kochani!!! Postanowilem do Was systematycznie wpadac, aby umilac Wam czas.
            Cieszycie sie? Wiem Bulterierko, wiem, dziekuje za wpisy na priv, wzruszylem
            sie. Nie opuszcze Cie- bede dalej pisywal. Dzis juz nie, ale nie martw sie,
            wroce. Przyprowadze tez kolegow i kolezanki :) . Bedzie wesolo. Milego wieczoru!
            Klaniam sie,
            M.S. Bez podawania pory, kiedy wpadnie nastepnym razem.
        • mathias_sammer jak was widza tak... 17.11.03, 13:41
          kardiolog napisał:
          Czesc kardiolog,
          jak minal urodzinowy weekeend na wyjezdzie? Mam nadzieje, ze swietnie.
          Wyobraz sobie, ze do nas przyjechali goscie z Polski i oprocz wyzywienia ( w
          Niemczech bieda straszna panuje, bez flaszki zurku i polskiego bialego sera
          (wole ricotte) nie przezyjesz) nawiezli stosy gazet przeroznych, lacznie z
          pismami babskimi. Tych ostatnich u nas nie czytuje sie w zadnym jezyku,
          jednakowoz zachecony zdjeciami pieknych, na wpol rozebranych w zimie Polek
          zahaczylem o niektore teksty. 90% to oczywiscie rady jak byc wiecznie mloda,
          piekna i do tego swiadoma, 9% to zdjecia kosmetykow, ktore producenci daja
          dziennikarkom w prezencie, aby te zachwalaly marke, 0,5% (czesc najciekawsza bo
          podana nad wyraz zwiezle i na temat) spis tresci. Zostalo jeszcze 0,5% ktore
          postanowilem czesciowo przytoczyc. Ewentualnych zainteresowanych (moze
          bulterierce bedzie sie chcialo, choc mocno powatpiewam) odsylam na forum
          Kobieta lub tez do zrodla czyli samego Elle.

          Oto co wyczytalem siedzac na klopie :ß

          “Jak pozbyc sie faceta” Natrafilam niedawno na wielostronicowa dyskusje na
          forum internetowym Kobieta i skrzydla mi opadly. Mezczyzna, z ktorym mieszkam,
          a takze funkcjonuje tez przegladal to forum i chyba sie przestraszyl- pisze Ewa
          Winnicka.

          W wirualnej odnodze opiniotworczego (??? Przypis Mathiasa) dziennika rozszalala
          sie ostatnio burzliwa dyskusja. Miescila sie tematycznie w zakresie spraw
          definiowalnych haslem “Kobieta”. Sprawy poruszane na tym forum w zalozeniu
          swoim sluzyc maja samopomocy i solidarnosci kobiecej . (..) Natrafiam na
          dyskusje i skrzydla mi opadly. Sprawe zaczela uzytkowniczka imieniem Kocurek.
          Kocurek potrzebowala porady. Chciala pozbyc sie faceta. (..) Kocurek jednak
          miala faceta dosc. Dwa lata temu rozwiodla sie ze swoim mezem, jednak dalej z
          nim mieszkala (...)
          “Nie udalo sie przeprowadzic rozwodu z jego winy, choc probowalam. Co
          najgorsze : nie udaje mi sie go sprowokowac do rekoczynow, jak to kiedys, za
          dawnych lat, udawalo. (..)Nie wiem jak go podejsc, zeby sie wyprowadzil.
          Poradzcie, bo dluzej nie wytrzymam.”
          Zdesperowanemu Kocurkowi ruszyly na odsiecz pomocnice z calej Polski .
          Najbardziej optymistyczna byla ixi “Kochana zabierz sie za sprawe powaznie.
          Radze uzyc alkoholu, wrzucic mu jakiegos kwasa albo LSD. Masz dziada z glowy.
          Bron i walcz o swoje. Zabierz mu dzieciaki”
          Kocurek byla pesymistyczna (..) Przeciez juz w czasie rozwodu probowala wmowic
          policji, ze znecal sie nad rodzina. Jaga poradzila: Wejdz mu na ambicje”
          Wchodzenie na ambicje juz bylo. (...)Nic to nie dalo, dran sie nie wyprowadzil,
          nie jest honorowy”. Trzeba dodac, ze wyrzucenie bylego meza z jego wlasnego
          mieszkania sluzyc ma Kocurkowi jako moralna rekompensata za lata spedzone w
          malzenstwie. Maz, Kocurek przyznaje, sterowal wszystkim (..) I nie chce juz zyc
          w cieniu pana i wladcy. Chce miec wlasne zycie. Wsrod dyskutantek pojawilo sie
          jedno niesmiale pytanie o wczesniejsze zasady funkcjonowania ich zwiazku. Oraz
          o to, dlaczego Kocurek nie spakuje sie sama i nie zacznie wlasnego,
          niezaleznego zycia za pieniadze przyznane po podziale majatku. Na te pytania na
          razie nie ma odpowiedzi. Dyskusja trwa. (..)
          Facet, z ktorym funkicjonuje (a takze mieszkam) tez ostatnio przegladal
          forum “Kobieta” . Chyba sie wystraszyl. Chyba jest nienowoczesny, bo byl
          szczerze zdziwiony, ze na forum “Kobieta” nie znajduje juz przepisow na potrawy
          kulinarne ani domowych spososbow wywabiania plam. Tez czasem, ale bardzo
          rzadko, mysle, ze to szkoda.”

          Kardiologu, widze, ze inni dochodza do podobnych wnioskow.
          Pozdrawiam pania Ewe Winnicka a zwlaszcza Jej mezczyzne.

          Klaniam sie i do zobaczenia za jakis czas. Moze kiedys i tu na Psychologii
          przybedzie choc kilka naprawde ciekawych, tematow (nie zwiazanych wylacznie z
          jednym problemem).
          M.S.
          • kardiolog Re: 20.11.03, 11:55
            Czesc,
            kilka dni temu wrocilem do mojej ulubionej ksiazki Zimbardo.
            Zastanowil mnie pewien rozdzial, w zwiazku z tym, chcialbym nawiazac do
            wypowiedzi Mathiasa o kotku (dla Girlfrend podkresle zdanie, ktore
            przypuszczam, warte jest kilkuminutowego zastanowienia). Wczoraj wrzucilem
            tekst w komputer, dzis go tylko „rozdyndam“.
            Poza tym, u mnie bez zmian. Milego dnia.
            kardiolog
            ---------

            Rasizm: uprzedzenia poparte wladza. Przez cale dziesieciolecia psychologowie
            badali wyznaczniki, funkcje i skutki uprzedzen wystepujacych u poszczegolnych
            jednostek. Psychologowie o orientacji spolecznej probowali opracowac programy
            zmierzajace do modyfikowania uprzedzen sfanatyzowanych jednostek. Ta
            koncentracja psychologii na jednostce doprowadzila do ignorowania szerszego
            kontekstu politycznego , spolecznego i ekonomicznego, w ktorym indywidualne
            uprzedzenia sa pielegnowane i podtrzymywane. Roznica miedzy uprzedzeniem a
            rasizmem jest roznica miedzy jednostkami a systemami, miedzy molekularnym a
            molarnym poziomem analizy, miedzy preferencjami indywidualnymi a wladza
            sprawowana przez grupy w taki spososb, jaki uwazaja one za niezbedny do swego
            przetrwania. Podczas gdy uprzedzenie jest charakterystyczne dla pogladow i
            dzialan jednostek, to rasizm jest przekazywany z... pokolenia na pokolenie
            przez prawa, ustawy, normy grupowe i obyczaje. Jest on upowszechniany przez
            dzienniki, podrecznkiki szkolne i srodki masowego przekazu. Dominujaca w danej
            kulturze ideologia rasistowska nieustannie.. dostarcza „informacyjnego“ i
            spolecznego poparcia dla dyskryminacji, wbrem osobistemu doswiadczeniu, ktore
            dowodzi jej nieslusznosci i niesprawiedliwosci. Idee takie staja sie
            niekwestionowanymi zalozeniami, ktore uwaza sie nie za tendencyjne opinie czy
            wypaczone wartosci, lecz za oczywiste prawdy.

            Pod sztandarem „obowiazku bialego czlowieka“ kolonialisci mogli eksloploatowac
            zasoby czarnej Afryki-Indianie zas mogli byc pozbawieni ziemi, wolnosci i
            srodowiska ekologicznego w Stanach Zjedonoczonych przez nowo przybylych z
            Europy emigrantow, ktorych pragnienie bogactwa, posiadania gospodarstw rolnych
            i nowych obszarow ziemi pozostawaly w konflikcie z „zagrozeniem ze strony
            czerwonych dzikusow“.
            „Zolte niebezpieczenstwo“ bylo inna dziennikarska fikcja majaca nastawic ludzi
            przeciwko Amerykanom pochodzenia orientalnego. (..) Czy wiesz, ze ponad 100 000
            Amerykanow japonskiego pochodzenia na poczatku drugiej wojny swiatowej
            umieszczono w obozach koncentracyjnych (znajdujacych sie w zachodnich stanach),
            ze wywlaszczono ich z majatku za niewielkim odszkodowaniem, a miliony dolarow,
            bedace ich wlasnoscia, zostaly przejete przez rzad i obracano nimi w bankach az
            do 1973 roku (bez zadnych procentow)? Zadnych podobnych krokow nie
            przedsiewzieto przeciw Amerykanom pochodzenia niemieckiego czy wloskiego-
            chociaz Niemcy i Wlosi tez byli wrogami Stanow Zjednoczonych w czasie tej samej
            wojny...

            Gdy jakas grupa staje sie obiektem uprzedzen i dyskryminacji, wowczas zostaje
            ona odizolowana spolecznie, przeszkadza sie jej w normalnych kontaktach i
            likwiduje lub blokuje kanaly przekazywania informacji. Ta izolacja z kolei
            sprawia, ze plotki i stereotypy pozostaja nie sprawdzone i nie skorygowane,
            fantastyczne wyobrazenia pojawiaja sie i rozwijaja „obcosc“ danej grupy,
            prawdziwa i urojona z czasem wzrasta. Odizolowanie Indian w rezerwatach i
            segregacja w obrebie dzielnic mieszkaniowych w miastach amerykanskich wzmaga
            miedzy grupami i uniemozliwia zarowno sprawdzanie rzeczywistosci, jak i
            zdawkowe interakcje. Odmiennosc izolowanej grupy moze byc nie tyle przyczyna
            dyskryminacji i segregacji, ile ich wynikiem...

            „W koncu kazdy majacy sukces nauczyciel powie ci, ze mozesz nauczyc tylko tych
            rzeczy, ktorymi sam zyjesz. Jesli praktykujemy rasizm, to rasizm jest tym,
            czego uczymy.“
            Max Lerner „Actions and Passions“

            (A teraz do Girfrend i Mathiasa o kotku)

            „Twardoglowi nie smieja sie z Archiega Bunkera“
            Popularny w USA program „All in the Family“ wzbudzil znaczne kontrowersje
            poniewaz jego bohater jest przedstawiony jako zupelny fanatyk. Archie Bunker
            nie przebiera w swej dyskryminacji: okazuje on otwarta pogarde dla wszystkich
            roznych od niego ludzi- roznych pod wzgledem rasy, wiary, plci, kraju
            pochodzenia czy przekonan politycznych. Niektorzy krytycy argumentuja, ze
            program ten propaguje uprzedzenia pokazujac je i sankcjonujac poslugiwanie sie
            stereotypami. Zwolennicy programu podkreslali, ze wywiera on pozytywny
            wplyw „przewietrzajac“ publicznie uprzedzenia i wysmiewajac skrajnosci, do
            ktorych prowadzi sposob myslenia Archie’ego.

            Jak sadzisz, ktory z tych pogladow jest prawdopodobnie zgodny z rzeczywistoscia?

            Niedawno przeprowadzona ankieta zdaje sie swiadczyc, ze krytycy maja wiecej
            racji. Ankieta ta, ktora objela 237 amerykanskich nastolatkow ze Srodkowego
            Zachodu oraz 130 doroslych z miejscowosci London w stanie Ontario, badala
            reakcje respondentow na ten program w ogole oraz ich stosunek do Archie’ego.
            Badacze Nel Vidmar oraz Milton Rokeach (1974) doszli do wniosku, ze program
            ten „raczej wzmacnia uprzedzenia i rasizm, niz zwalcza je“(podkreslenie zdania
            dla Girlfrend).
            Wielu widzow nie dostrzeglo w nim nawet zadnej satyry na fanatyzm. Zamiast tego
            zgadzali sie oni z obrazliwymi uwagami Archie’ego dotyczacymi ludzi o odmiennym
            pochodzeniu etnicznym. Ci , ktorzy regularnie ogladali ten program, w
            porownaniu z rzadko go ogladajacymi, byli bardziej uprzedzeni, wykazywali
            wieksza tolerancje dla pogladow Archie’ego, bardziej podziwiali oraz uwazali,
            ze w koncu Archie odniosl triumf.

            „Psychologia i zycie“ Philip G. Zimbardo
            Floyd L. Ruch

            Dzial: Spoleczne podstawy zachowania

            Rozdzial: Uprzedzenia i rasizm.

            • mathias_sammer Re: 20.11.03, 18:40
              No! :)

              Kardiologu, jak tak dalej pojdzie to na 100 wpis w naszym watku bedziemy pic na
              pewnym weselu :)

              Milego weekendu i do zobaczenia w przyszlym tygodniu!:)
              M.S.
            • Gość: girlfriend Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 20:35
              Kardiologu :)

              W Polandii 60% telewidzów nie rozumie o czym mówi się w "Wiadomościach", a
              jakiejś specjalnej rafinady tam przecież nie ma, moim skromnym zdaniem ;D
              Dlaczego więc ci sami (czy tacy sami) odbiorcy mieliby rozumieć ironię, co, jak
              mi się wydaje, wymaga większej sprawności umysłowej? :)

              Bez względu na to, co napiszesz, zagrasz czy powiesz, odbiorca i tak przeczyta,
              zobaczy lub usłyszy to, co zechce :) innymi słowy - to, co potwierdzi jego
              wizję świata. No niestety. Jedyna rzecz w którą wierzę, to magia osobistego
              doświadczenia :)

              pozdrawiam :)


              • kardiolog Re: 21.11.03, 11:26
                Czesc Mathias I Girlfriend,

                Mathias, eeee.. zepsules cala zabawe juz w pierwszym akcie! Nie mozna na
                Ciebie w ogole liczyc ;). Dobrze jednak, ze nadrzedny cel zostal wyraznie przez
                Ciebie nakreslony- chcesz wprosic sie niezuwazony ( w dodatku bez prezentu) na
                darmowe party . Jak Cie znam, wykonasz jeszcze niejedna wolte, nie zbaczaj
                jednak z obranego kursu. Bedzie dobrze, zobaczysz!

                Mam jeszcze kilka tematow do wrzucenia m.in. o pomiarze osobowosci czy o
                emocjach i kontroli poznawczej- stres, jego formy, sposoby radzenia sobie ze
                stresem (jesli mnie pamiec co do rozdzialow nie myli). Nikt o tym na
                Psychologii nie pisze, a warto. Nie ma sensu wywazac otwartych (przez
                swietnych psychologow) drzwi. Zreszta juz wczesniej pisales (choc gdzie
                indziej) o wynikach rozczepiania i rozpraszania atomow.

                Girlfriend, ile osob tyle interpretacji – i dobrze. Kazda jednostka
                wnosi „added value“ i to jest najwazniejsze. Mnie nie zalezy zbytnio na
                rozumieniu mojej osoby, ale na propagowaniu okreslonych tresci. Nie zabiegam
                tez o forumowa akceptacje spoleczna, jestem przyzwyczajony do samotnosci i jest
                mnie z nia bardzo dobrze. Poza tym, mam Mathiasa, na ktorego moge liczyc.
                Jezeli masz ochote podjac dyskusje na jakikolwiek temat to zapraszam, jesli
                nie, to zostaw nas samych- nie bedziesz miec klopotow z tego tytulu, ani
                wyrzutow sumienia...
                Od czasu do czasu prowadzona rozmowa o filozofii, psychologii , wartosciach,
                upodobaniach nie jest zadna zdrada. Jesli uwazasz, ze rozmawiajac z nami
                dopuszczasz sie zdrady idealow...nie wchodz i nie czytaj. Ja nie bede czesto
                pisywal o ile w ogole (zreszta i tak mam niewiele czasu, tylko do konca
                miesiaca, potem 3-4 tyg. przerwa), gdyz nie zniknely przeszkody, o ktorych
                pisalem wczesniej. Natomiast wiem, ze Mathias bedzie wpadal od czasu do czasu i
                zadna sila go stad nie wykurzy, brak interlokutorow tez nie. Zreszta, gdy mu
                bedzie smutno- ma mnie. Poza tym pisujemy jeszcze w innym miejscu , w ktorym
                poznalismy kilku ciekawych ludzi i fascynujace poglady. Moze kiedys cos
                przeniose, chociaz nie, jestem zwolennikiem przynaleznosci danych tresci do
                danego miejsca....(bez zlosliwosci).

                Rowniez zycze milego weekendu i do zobaczenia nie wczesniej jak w przyszlym
                tygodniu.


                Kardiolog

                PS. nie wiem, czy mnie sie zadawalo, czy cos zaszelescilo...? O widze, jakis
                chitynowy pancerzyk.
                Nadepnac?
                Nie nadepnac?
                Nadepnac?
                Nie nadepnac..?

                Jezeli nie zabijam pajakow to karaluchow tez nie powinienen. Niech zyje
                wiec...:)
                • Gość: gf Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.03, 14:45
                  > Od czasu do czasu prowadzona rozmowa o filozofii, psychologii , wartosciach,
                  > upodobaniach nie jest zadna zdrada. Jesli uwazasz, ze rozmawiajac z nami
                  > dopuszczasz sie zdrady idealow...nie wchodz i nie czytaj.

                  ?

                  pozdrawiam serdecznie :)
      • kardiolog Re: Immanuel, optymista :) 28.02.04, 18:08
        Wprawdzie slowa girlfriend, a wlasciwie kogos innego, urzekl mnie jednak
        temat..immanuel optymista...

        Mathiasie pozwol, ze spojrze w gore i w dol o czym to rozmawia sie na forum
        psychologia. Acha, juz wiem, o milosci, o zdradzie i kurwwa jeszcze o czyms
        waznym.
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.10.03, 15:26
      Ten tekst tez jest ciekawy. Pozdrawiam i do nastepnego razu !
      kardiolog
      --------------
      Horror veritatis

      Elżbieta Kałuszyńska

      Instytut Filozofii i Socjologii
      Polskiej Akademii Nauk


      Prawda i jej krytycy

      Większość już chyba filozofów nauki i epistemologów od dłuższego czasu
      • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.10.03, 15:28
        Chodzi im zapewne o jakąś wyczerpującą, pełną wiedzę o rzeczywistości czy
        choćby o jej fragmencie lub aspekcie. Konstatacje o niemożności osiągnięcia
        prawdy, pojawiają się zwykle w kontekście rozważań dotyczących prawdziwości
        teorii naukowych, zadań nauki czy realizmu. Są one prostą konsekwencją uznania,
        że stanowisko realistyczne polega, po pierwsze, na przeświadczeniu o istnieniu
        obiektywnej rzeczywistości (obiektywnej ontologicznie, w sensie "niezależnej od
        poznającego podmiotu w swym istnieniu, własnościach i strukturze"), a nadto, o
        możliwości zdobycia literalnie prawdziwej o niej wiedzy. Celem nauki,
        realizowanym przez poszczególne dyscypliny naukowe poprzez powstające w ich
        ramach teorie, jest dostarczenie owego literalnie prawdziwego opisu
        rzeczywistości, owej PRAWDY. U podstaw tych rozważań leży wyobrażenie, które
        bodaj Dewey pierwszy ironicznie nazwał spectator theory of knowledge: dana,
        ready made, obiektywna rzeczywistość ma jakąś stałą strukturę, jest jakaś;
        toteż związany jest z nią jej obiektywny obraz, prawda o niej. Celem nauki jest
        dotarcie do tej prawdy, dostarczenie językowej reprezentacji rzeczywistości.
        Teoria jest prawdziwa, gdy odsłoni fragment tej gigantycznej "zdrapki".
        Najpierw tony atramentu, a potem toneru zużyto na dyskusje problemu, czy
        nauka może osiągnąć lub choćby progresywnie zbliżać się do tak rozumianej
        prawdy. Ponieważ jest dosyć jasne, że żadną miarą nie może, obrońców było
        niewielu, toteż zabierali głos głównie krytycy tego pomysłu, spierając się na
        ogół z papierowym przeciwnikiem, z "reprezentacjonistą" jako takim. Sceptycy
        stosowali różne strategie, aby wyzwolić się spod presji spectator theory of
        knowledge: odrzucali klasyczne pojęcie prawdy, opowiadając się za relatywizmem,
        głosili antyrealizm, bądź opatrywali "swój" realizm dodatkowymi etykietkami
        (wewnętrzny, naiwny, naukowy, naturalistyczny itp.) kwestionowali
        (epistemologiczną) obiektywność nauki, poddawali w wątpliwość (ontologiczną)
        obiektywność rzeczywistości, przyznawali teoriom naukowym, a tym samym i nauce
        jedynie wartość instrumentalną i wiele, wiele innych, aż po
        konstruktywistyczne "odkrycia", zgodnie z którymi tak prawda, jak i
        rzeczywistość są społecznymi instytucjami (konstruktami) narzucanymi i
        utrzymywanymi przemocą. Tymczasem dyskutowane zagadnienie nie jest w
        rzeczywistości problemem. Jest pseudoproblemem, czy może lepiej artefaktem.
        Artefaktami nazywam problemy, których źródłem są wadliwe definicje bądź
        błędne założenia lub supozycje, przez analogię do sytuacji w naukach
        empirycznych, gdzie zdarza się, że pewne cechy obrazu generowane są przez użytą
        aparaturę diagnostyczno pomiarową
            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 17.10.03, 12:16

              Przesylam tym razem nie cytat (jestem zwolennikiem podawania "czystego tekstu",
              a nie interpretacji, niezaleznie, czy jest to filozofia, psychologia czy
              wydarzenia polityczno-spoleczno-gospodarcze), ale skrocona, polska wersje
              zyciorysu pewnego filozofa. Niestety, niewiele jest w necie po polsku. Polecam
              go tym, ktorzy lubia i maja czas na rozwazania CZYSTO filozoficzne.
              Dlaczego Russell?
              Russell ma duzo wspolnego z Wittgenstein'em, jednoczesnie rozni ich wiele-
              girlfriend na pewno bedziesz wiedziala, o czym mowie :).

              Kardiolog, dzis na szybko do Ciebie- stad takie niedbale informacje o
              Bertrandzie, choc z wielka przyjemnoscia napisalbym obszerniej o nim. Erudyta
              wszech czasow!
              Do konca przyszlego tygodnia jestem poza netem. Po powrocie zajrze do Ciebie (u
              Ciebie), przede wszystkim by kontynuowac rozpoczete juz dyskusje.

              Pozdrawiam wsiech,
              M.S.
              politycznie: bezpartyjny

              ------------
              Russell Bertrand (1872-1970), filozof angielski, przedstawiciel filozofii
              analitycznej. W metafizyce zastosował redukcjonizm, stojąc na stanowisku
              izomorfizmu, wg którego powinna istnieć ścisła zależność pomiędzy językiem i
              rzeczywistością, tak, by kategoria wyrażeń dokładnie odpowiadała kategorii
              przedmiotów.

              Rozwijając teorię deskrypcji, opierał się na przeświadczeniu, że język
              potoczny, jako niedoskonały, musi być zinterpretowany, jeśli ma zostać
              zachowane zwykłe poczucie rzeczywistości. Istotą teorii deskrypcji jest
              odróżnienie formy gramatycznej od formy logicznej wypowiedzi.

              W stworzonej przez siebie doktrynie atomizmu logicznego Russell sformułował
              trzy tezy o świecie i równoległe do nich trzy tezy o języku. Tezy o świecie
              głoszą, że: 1) istnieją fakty, 2) fakty są obiektywne, 3) nie ma faktów
              prawdziwych lub fałszywych, mogą być jednostkowe i ogólne, pozytywne i
              negatywne.

              Swój system filozoficzny oparł Russell na następujących przesłankach:

              1) istnieją dwa obrazy świata: fizykalny (świat obiektów hipotetycznych nauki)
              i zdroworozsądkowy (świat danych zmysłowych).

              2) świat fizykalny jest podobny do świata danych zmysłowych.

              3) możemy widzieć i obserwować tylko to, co zachodzi w naszej świadomości:
              odległe skutki odległych przyczyn.

              4) to, że nie zawsze spostrzegamy wszystkie rzeczy, bierze się stąd, iż szeregi
              przyczynowe mogą się gubić.

              Do najważniejszych prac Russella należą: Zagadnienia filozofii (1912, wydanie
              polskie 1913), Wstęp do filozofii matematyki (1919, wydanie polskie 1958), Mój
              rozwój filozoficzny (1959, wydanie polskie 1971).

              W 1950 otrzymał literacką Nagrodę Nobla.

              • Gość: girlfriend Re: Dojrzalosc..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 15:49
                > jestem zwolennikiem podawania "czystego tekstu",
                >
                > a nie interpretacji, niezaleznie, czy jest to filozofia, psychologia czy
                > wydarzenia polityczno-spoleczno-gospodarcze)

                Z grubsza zgoda, pod warunkiem, że "czysty tekst" jest w oryginale :)

                języki indoeuropejskie to pikuś, ale kto raz widział 2 tłumaczenia tego samego
                z ideograficznych na "nasze" (i nie padł przy okazji ;) ten doceni wartość
                profesjonalnej egzegezy :))))))


                pozdrawiam serdecznie :)

                ---
                "Strzeżcie się uroczystych - najczęściej sa głupcami" (powiedział Bertrand
                widząc oczami wyobraźni niektóre panny z tego Forum ;)))
              • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 26.10.03, 21:01
                Witaj Mathias,
                oddzywam sie, zebys nie pomyslal, ze umarlem. Znajdziesz mnie na innym forum.
                Do poczytania wrzucam cos z sieci, moze juz to znasz, mnie rozbawilo.
                Girlfriend-mam nadzieje, ze ponizszy tekst zadowoli Cie w kwestii egzegezy :),
                natomiast jesli interesujesz sie filozofia to polecam podobienstwa i roznice w
                pogladach dwoch panow: Schopenhauera i Hegla. Czy wiesz dlaczego Hegel mial
                zawsze pelna aule? (uwaga - to moze byc intelektualna zasadzka :)
                pozdro,
                kardiolog
                ***************




                Dlaczego kura przekroczyła ulicę?

                Odpowiedzi:

                · PANI PRZEDSZKOLANKA: Zeby przejsc na druga strone.

                · PLATON: Dla wazniejszego dobra

                · ARYSTOTELES: Taka jest natura kur, ze przekraczaja ulice.

                · KAROL MARX: To bylo historycznie nie do unikniecia.

                · TIMOTHY LEARY: Poniewaz to byla jedyna wycieczka, na ktora chcial zezwolic
                kurze rzad.

                · SADDAM HUSSAJN: To byl nie sprowokowany akt rebelii i mamy prawo, zrzucic 50
                ton gazu nerwowego na te kure.

                · RONALD REAGAN: Zapomnialem.

                · KAPITAN JAMES T. KIRK: Zeby pojsc tam, gdzie jeszcze nigdy zadna kura nie byla.

                · HIPPOKRATES: Wegen eines Überschusses an Trägheit in ihrer Bauchspeicheldrüse.

                · ANDERSEN CONSULTING: Deregulacja na dotychczasowej stronie ulicy zagrazala
                dominujacej pozycji rynkowej kury. Kura rozpoznala wyzwanie w rozwinieciu swoich
                kompetencji, ktore sa niezbedne do przetrwania na nowych rynkach nacechowanych
                wysoka konkurencja. W partnerskiej wspolpracy z klientem Andersen Consulting
                pomogl kurze przemyslec fizyczna strategie dystrybucji i procesow przetworstwa.
                Stosujac Model Integracji Drobiu (MID) Andersen pomogl kurze zastosowac jej
                umiejetnosci, metodologie, wiedze, kapital i doswiadczenie, w celu
                nakierunkowania pracownikow, procesow i technologii kury w ramach
                Programm-Management na wspomaganie jej calosciowej strategii. Andersen
                Consulting zaangazowal zroznicowane Cross-Spectrum analitykow ulic i najlepsze
                kur, jak rowniez doradcow Andersena z szerokimi doswiadczeniami w przemysle
                transportowym, ktorzy podczas dwudniowych narad sprowadzili swoj osobisty
                kapital wiedzy do wspolnego poziomu i stworzyli synergie, aby osiagnac konieczny
                cel, a mianowicie wypracowanie i wdrozenie ogolnoprzedsiebiorczej ramy wartosci
                w procesie drobiowym sredniego szczebla. Spotkanie mialo miejsce w parkowej
                okolicy, aby zapewnic atmosfere testowa, ktora bazeje na strategiach, na ktorych
                skupia sie przemysl, i ktora zaowocowala w jasnej i jedynej w swoim rodzaju
                teori rynku. Andersen Consulting pomogl kurze przemienic sie, zeby stac sie
                bardziej kura sukcesu.

                · MARTIN LUTHER KING, JR.: Widze Swiat, w ktorym wszystkie kury sa wolne i moga
                przekraczac ulice, nie bedac pytanymi o motywy.

                · MOJZESZ: I Bog zstapil z niebios, i Bog przemowil do kury: "Masz przekroczyc
                ulice!". I kura przekroczyla ulice.

                · FOX MULDER: Zobaczyliscie na wlasne oczy, ze kura przekroczyla ulice. Ile kur
                przekraczajacych ulice musicie jeszcze zobaczyc, zanim w to uwierzycie?

                · RICHARD M. NIXON: Kury nie przekroczyla ulicy. Powtarzam, kura NIE
                przekroczyla ulicy.

                · VMACHIAVELLI: Decydujace jest to, ze kury przekroczyla ulice. Kogo interesuja
                powody? Przekroczenie ulicy usprawiedliwia wszelkie motywy.

                · JERRY SEINFELD: Dlaczego ktos przekracza ulice? Mam na mysli, dlaczego nikomu
                nie przyjdzie na mysl zapytac: "Co do diabla ta kura w ogole tam robila?"

                · FREUD: Fakt, ze sie w ogole ta sprawa interesujecie, ze kura przekroczyla
                ulice, ujawnia wasza seksualna niepewnosc.

                · BILL GATES: Akurat wypuscilem na rynek nowy KuraOffice 2000, ktory nie tylko
                bedzie przekraczal ulice, ale rowniez bedzie znosil jaja, zarzadzal waznymi
                dokumentami i wyrownywal stan waszego konta.

                · OLIVER STONE: Pytaniem nie jest "Dlaczego kura przekroczyla ulice", tylko
                "Kto przekroczyl ulice w tym samym momencie, kogo przeoczylismy w naszej
                nienawisci, podczas gdy obserwowalismy kure"

                · DARWIN: Kury zostaly w dluzszym okresie przez nature tak wybrane, ze teraz sa
                genetycznie do tego uwarunkowane, aby przekraczac ulice.

                · EINSTEIN: Czy to kura przekroczyla ulice, czy tez to ulica się przesunela pod
                kura, zalezy od waszego punktu odniesienia.

                · BUDDA: Tym pytaniem ujawniasz twoja wlasna kurza nature.

                · ERNEST HEMIGWAY: Aby umrzec. W deszczu.

                · COLONEL SANDERS: Przeoczylem jakas?

                · KRZYSZTOF HOŁOWCZYC: W zeszłym roku na polskich drogach zginęło 3 tony kur.
                Dlatego nigdy nie przekraczam ulic po alkoholu. Pijane kury niosą śmierć.

                · DOWOLNY POLITYK ROSYJSKI: To poważny błąd. Co czeka kurę po tamtej stronie
                ulicy? Ona wciąż rozumuje w kategoriach zimnowojennych.

                · CLINTON: W zadnym momencie nie bylem z ta kura sam na sam.

                · ADOLF HITLER: Aryjskich kur nie powstrzymaja drogi wytyczone na mapie swiata
                przez judejska plutokracje

                · ERNESTO CHE GUEVARA: Kura jest jak rower - kiedy nie jedzie to sie przewraca

                · JOZEF PILSUDSKI: Wysiadla z czerwonego tramwaju na przystanku niepodleglosc.

                · NAPOLEON BONAPARTE: Uciekla. W milosci jest tylko jedno wyjscie: ucieczka.

                · BUDKA SUFLERA: Skad wzial sie ten ptak po srodku drogi ?

                · ANDRZEJ LEPPER: Oswiadczam, ze jezeli rzad bedzie dalej niszczyl polskie
                rolnictwo niedlugo na wszystkie drogi w kraju wyjda kury i beda przechodzic na
                druga strone tak dlugo dopoki ten rzad zlodziejow i slugusow Unii Europejskiej
                nie podda sie do dymisji.

                · RZECZNIK PRASOWY POLICJI: Trwaja czynnosci procesowe zmierzajace do ustalenia
                przebiegu zdarzenia. Ze wzgledu na dobro sprawy na obecnym etapie śledztwa nie
                moge nic wiecej Panstwu powiedziec.

                · LEIBNITZ: Szuka najlepszego ze swiatow

                · LECH WALESA: Nie potwierdzam i nie zaprzeczam

                · BOGUSLAW LINDA: Bo to zla kura byla



    • bulterier Re: Dojrzalosc..... 01.11.03, 18:03
      Witam Panie i Panow w watku, ktory co jakis czas jakas niewierna dusza powinna
      podnosic do gory :-).

      Pomyslalam sobie, ze skoro juz przepisalam fragment ksiazki -moge rowniez i
      tu.. tj. na GW zadac pytanie- zagadke. Pytanie naturalnie adresowane do tych,
      ktorych interesuja rozwazania nt sensu egzystencji ludzkiej. Dzis dzien
      melancholii, swiece dla Zmarlych czlonkow rodziny, przyjaciol, zmajomych plona
      od kilku godzin. Czy macie tez takie dni, ktore sa dla Was Swietem, dniem, gdy
      skladacie bron oraz zbroje i zakladacie jedwab lub len?

      Dziwny ten dzisiejszy dzien, jak co roku.. Gdy wspominam tych, ktorzy odeszli i
      patrze na niektorych zyjacych zadaje sobie pytanie, czy nie szkoda marnotrawic
      czasu na rzeczy nie/istotne, nie/wazne, nie/zmieniajace rzeczywistosci,
      znaczaco nie/wplywajace, juz od lat, na terazniejszosc czy przyszlosc? Czy
      warto poraz 1000-ny klocic sie o te same rzeczy, warczec na siebie wciaz od
      nowa, by poraz 1000-ny dochodzic do jakze odleglego ale i znajomego... punktu
      wyjscia? Wiadomo, zawsze bedzie mozna powiedziec, ze przede mna kolejny
      tysiecznik do zdobycia.... Czy jednak nie szkoda czasu, zdrowia, zycia...?

      Zapalona swiece i te slowa dedykuje mojej niezyjacej Mamie. Moze gdybym przed
      laty wiedziala tyle co dzisiaj zylaby do dzis?

      Moja Mama dotarla na szczyt dwutysiecznika...

      Serce i dusza nie wytrzymaly wysokosci...

      Zmarla pewnego zimowego popoludnia...

      Mamo, jesli pewnego dnia okaze sie, ze jest Bog- a tym samym niebo lub pieklo-
      to obiecuje Ci, ze odszukam Cie gdzies tam, posrod nas - zmarlych i powiem
      wszystko to, na co nie starczylo czasu...........gdyz starczylo go tylko na
      rzeczy niewazne. Niestety. .................... Przerwa w pisaniu.
      ---------
      A teraz cytat dla Panow Matiejasa Hammera i Kardiologa. Jesli Girlfriend masz
      ochote po-rozwazac to zapraszam rowniez. Acha i jeszcze jedno. Mimo, ze jestem
      bulterierem cytaty pozbawione sa tym razem (przy 1 listopada) drugiego dna.
      Zainteresowala mnie natomiast ocena autora odnoszaca sie do istoty-czlowieka.

      Pytanie natomiast brzmi nie z jakiej ksiazki pochodzi cytat, to za proste, ale
      teoriami jakich filozof/a/ow posluzyl sie przedstawiony beletrystyk? Dodam
      tylko co stoi na okladce „Ksiazka, ktora uswieca i ocala to, co dla nas
      najwazniejsze w jednym z najwazniejszych poetyckich mitow naszej tradycji“
      Newsweek , „(..) zasluzyl, zeby stanac na polce obok Wladcy Much, Kociej
      Kolyski i Buszujacego w zbozu.“ Christian Science Monitor.

      „(..)-Ludzie- rzekl smok i zamilkl na dluzsza chwile. Powietrze jaskini
      nasiaknelo pogarda jak smoczy oddech jadem.-Widze, ze rozumiesz ludzi. Pomiary,
      rachunki, teoryjki. –Gry i gierki- parsknal smiechem. –Oni tylko mysla, ze
      mysla. Brak im zupelnie calosciowego systemu, calosciowych wizji. Rozumuja za
      pomoca schematow opartych na powierzchownych analogiach, tozsamych z
      rzeczywistoscia mniej wiecej tak, jak tozsame sa mosty i pajeczy. Buduja z tych
      pajeczyn mosty nad otchlaniami, a kiedy czasem uda sie po nich przejsc, mysla,
      ze juz wszystko wiedza. Przy pomocy swoich teoryjek probuja wytyczyc droge
      przez pieklo, a co maja naprawde? Dluga jak stad do ksiezyca liste rozmaitych,
      nieistotnych faktow. To czyste szalenstwo, zreszta jak mozna wymyslic: bierzemy
      odrebne, odosobnione fakty i inne fakty, ktore je lacza, te wszystkie „i“
      i „ale“, i oto widzimy sine qua non ich wiekopomnych odkryc. (...wycinam ze
      wzgledu na dalej nastepujace okrucienstwo slow, ktore moglby ktos wziac do
      siebie, poproszona dosztukuje) . (...) . Smok spochmurnial, wzial gleboki
      oddech, ulozyl wygodniej przednie lapy i po chwili namyslu rozpoczal: – Kiedy
      mowa jest o naturze- nie wolno tracic z oczu roznic skali, szczegolnie zas
      roznic w rozciaglosci czasowej. Za wyznaczniki skali czasu zwyklismy bowiem
      przyjmowac okres i sposob funkcjonowania naszych cial. W rzeczywistosci
      rozciaganie wnioskow plynacych z obserwacji na obszary o skali krancowo roznej
      od tej, w ktorej dokonana zostala obserwacja, to postepowanie wyjatkowo
      pochopne. I tak: brak wyraznych zmian w na przestrzeni jedenej sekundy mowi nic
      o zmianach jakie moglyby zajsc w ciagu tysiaca lat. Rowniez pojawienie sie
      takich zmian w ciagu tysiaclecia nie mowi nic o tym, co mogloby zajsc w ciagu ,
      powiedzmy, miliona lat. Milion lat nie wzbogaci naszej wiedzy o miliardzie.
      Mozemy rozwijac ten ciag w nieskonczonosc, gdyz nie istnieje tu zadna wielkosc
      podstawowa. Kazdy element ciagu jest olbrzymi w porownaniu z poprzednim i
      niewielki w porownaniu z nastepnym. (...)- Czym rozni sie dzban od materii
      ozywionej?- Z powrotem odstawil dzban w bezpieczne miejsce- Organizacja, rzecz
      jasna. Organizacja atomow dzbana jest w pelni demokratyczna. Dzban posiada wiec
      waznosc lub, jesli wolisz, obecnosc, ale brak mu zupelnie expresji, czyli
      ogolnie mowiac, ho-ho!-sci. Waznosc jest w jej odniesieniu do wszechswiata
      monistyczna: jesli ograniczyc ja do skonczonego, pojedynczego przypadku,
      waznosc przestaje byc wazna. W pewnym sensie-darujmy sobie szczegoly-waznosc
      jest pochodna immanentnej niespokonczonosci w tym, co skonczone. Natomiast
      ekspresja- sluchaj teraz uwaznie- ekspresja opiera sie na skonczonosci, jest
      dzialaniem skonczonosci, ktora odciska sie na otoczeniu. Waznosc przechodzi ze
      swiata bedacego jednoscia do swiata bedacego wieloscia, podczas, gdy ekspresja
      jest darem swiata jako wielosci dla swiata jako jednosci. Prawa natury to tylko
      niedostrzegalna wladza zasad statystyki bezososbowo dazacych do
      wyposrodkowania , gdyz jest ona z zasady swojej indywidualna. Wezmy na przyklad
      jedna molekule... (..)“

      Moze byc wiecej. Mozna tez zglaszac zastrzezenia do przedstawionej tresci :-).


      Zycze milego weekendu,

      bulterier

      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 01.11.03, 19:45
        Czesc bul.
        Skad taka pokora dzisiaj, czyzby przezycia powalily Cie na chwilke? Nie martw
        sie, jutro tez jest dzien- a co jest ciekawsze jutro jest juz 2 listopada...

        Mialem nie odpisywac dzisiaj, ale czekam, az skonczy sie transmisja futbolowa i
        ide jesc. Na temat zagadki bedzie za chwile, natomiast przypomnial mi sie
        dzisiaj pewien epizod. Czy pasuje on do watku "dojrzalosc" nie wiem-sama ocen.

        Oto, kilka dni temu wybralem sie ze swoja malzonka na kolacje do tureckiej
        dzielnicy. Ide sobie, ide i nagle widze Turka (nie mam nic do nich do momentu
        az zaczynaja mi cytowac Koran i przekonywac, ze Katolik to szajs). I ten
        stojacy na bocznej ulicy Turek, wzrostu jakies 160cm w czapce krzyczy cos
        niewyraznie, ze Niemcy to h. a Niemki to fotze. Slucham, slucham, az wreszcie
        podchodze go goscia, lapie go za grdyke i prosze, zeby powtorzyl. Hasir sie
        wystraszyl i wykrztusil, zebym spojrzal do gory. Patrze przeto, a na 2 pietrze
        stoi w oknie, chyba matka, patrzac po gabarytach i przyglada sie calej
        sytuacji. Pytam wiec gostka co ma do Niemcow? On na to ze nic, ale chcialby,
        aby jego matka wierzyla, ze ma, bo taka tendencja wsrod Turkow, wiec przed
        matka ten cyrk robi. Wzialem gostka do bramy i uwalniajac lekko grdyke kaze mu
        wszystko powtorzyc. Cos krzaka i wypluwa niewyraznie , ze jak matki nie ma na
        podoredziu to Niemcow on nie wyzywa. Pytam wiec po co caly ten cyrk? On na to,
        ze jak przychodzi potem do domu to mu mama wstawke umoralniajaca serwuje bo
        matriarchat u Turkow musi byc, ona ma poczucie spelnionego obowiazku a on i tak
        wie swoje. A Niemcy? No Niemcy, sa inteligentni, maja doktoraty to moze sie
        domysla, ze im dobrze zyczy. Puscilem wypierdka i kazalem mu podrosnac. Podobno
        niektorzy po przekroczeniu 30 roku wciaz rosna. Co do mamusi natomiast,
        powiedzialem, ze my Niemcy wychowani na roznej kuchni nie musimy codziennie
        jadac tureckich kebabow pachnacych czosnkiem. Obawiam sie, ze nie zrozumial, ze
        mozna zyc bez kebabu. No! Teraz ide jesc do Wlocha. O Smoku bedzie w nastepnym
        odcinku.
        Hej!
        M.S.
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 04.11.03, 16:10
          „Miasto zostalo spalone w kolejnych etapach, ktorych
          warstwy
          ukladaja sie piramidalnie w Cokol
          bedacy dowodem istnienia rzeczy niemozliwych.
          Miato zas
          bylo mozliwe, totez mozliwym sie stalo spalenie go
          tak doszczetnie, by nikt i w zadnej sytuacji
          nie byl go w stanie odnowic, a nawet podjac prob
          udanych czy nieudanych
          odnowienia.
          Spalono wszystkie sily osobowe, rzeczowe
          i teoretyczne,
          spalono metody, formy, pytania i racje,
          takze Najwyzsza racje i konsekwencje palenia,
          spalono stosy.
          Jedyny byt spalonego miasta trwa w idealnej sferze
          Cokolu,
          ktory w istocie rzeczy jest zlozony, lecz
          jednorodny,
          jednoznaczny i niemozliwy oraz
          nie daje sie spalic...“


          Bulterierko oraz Mathiasie,
          wczoraj podczas kameralnego spotkania ze znajomymi doszlo to pewnego incydentu.
          Pod wplywem nadmiernego spozycia alkoholu przez niektorych, plugawiacych
          wszystko co moze miec jakokolwiek wartosc nie wylaczajac czlowieczenstwa moja
          zona!!!!!, ktora pragnela poznac ciekawych ludzi, zostala uderzona.
          Zareagowalem tak, jak zareagowalby kazdy mezczyzna broniacy rodziny- uderzylem
          goscia w twarz. Nie za mocno, nie wybilem mu zebow, pomyslalem jednak wtedy z
          przerazeniem, ze w obronie rodziny, naszego istnienia jak najbardziej realnego,
          moglbym bez mrugniecia powieki zabic. Czy naprawde bylbym do tego zdolny?!!!!
          Ogarnal mnie potworny strach przed wlasna nieobliczalnoscia...........
          Wyszlismy z restauracji. Do konca pobytu moja zona nie doczekala sie od
          zadnego ze sprawcow przeprosin. Nie doczekalem sie tez i ja.
          Wrocilismy do domu, nalalem jej kieliszek wina i zastanawialem sie co powie.
          Bardzo cicho i nad wyraz spokojnie rzekla tylko: „ chcialabym abys juz nigdy
          nie grzebal w gnijacym smietniku. Bardzo cie o to prosze. Za bardzo cie kocham
          i szanuje...“. Nic nie odpowiedzialem. Dlugo nie moglem zasnac caly czas
          slyszac wypowiedziane slowo: smietnik, smietnik!, smietnik!!!!,
          smietnik!!!!!!!!!!!!!!!!!.... Nie wiem, czy bardziej bolala swiadomosc, ze
          zobaczylem upadek czlowieka, czy to, ze sam pomyslalem o bliznim podobnie, czy
          tez to, iz ONA uswiadomila mi jakze wazny poglad: tolerancja dla pogladow i
          bytu drugiego czlowieka musi miec granice...
          Rano, po przebudzeniu, pierwsza, odczytana w glowie mysla bylo nieodpuszczenie
          sytuacji i zgodnie z kodeksem Hammurabiego odplacenie pieknym za nadobne.
          Chwile pozniej, (tak jak juz kiedys), gdy minela zlosc, uswiadomilem sobie, iz
          musialbym stac sie taki sam, stac sie identycznym odpadkiem na wysypisku
          blazenady, aby dopelnic slow:„oko za oko zab za zab“. Wiedzac duzo o swoich
          znajomych owe „oko“, czy kazdy „zab“ musialby byc ostrzem skierowanym w serce.
          I oto, poraz kolejny (inni nazywaja te postawa tchorzliwa) uzmyslowilem sobie,
          ze postepujac w ten sposob skazalbym na spalenie na stosie zdrady wszystkie
          przeczytane przeze mnie ksiazki filozoficzne. Zdradzilbym zatem mysli Platona,
          Kanta, Wittgensteina, Schopenhauera nawet i slowa samego Hegla.... Nagle w
          glowie uslyszalem Tadeusza Kotarbinskiego, ktory chyba specjalnie do mnie
          krzyknal „Nie mam czasu, zeby tracic czas!“ . Aby ponownie spotykac sie
          z „tamtymi“ musialbym wyrzec sie swojej wiary, poradzic sobie z niechecia i co
          najgorsze pogarda. Poczulem jednoczesnie ogromna pogarde do siebie za to, ze
          zywie podobne uczucie do innych / tych ktorzy uderzyli moja zone/, nie moge
          jednak okielznac owego niskiego uczucia zarowno w stosunku do siebie jak i
          innych. Poczulem sie maly, brzydki, kostropaty i postanowilem w zwiazku z tym
          dac sobie troche czasu , by w swojej jaskini uporac sie z wezem trawiacym mozg.

          A teraz odnosnie forum i watku. Bulterier, pytanie o doktryne smoka jest dosc
          proste, sama slonko sprobuj odpowiedziec. Smok mowi o roznicy na skali czasu
          oraz o organizacji atomow. A zatem niedefiniowalna i umowna jednostka oraz
          idealnie uporzadkowana struktura molekularna, mozesz oczywiscie pojsc dalej i
          zahaczyc o kwanty, ale Smok okresla tylko zalozenia poczatkowe.
          Nie mam zastrzezen do tekstu- traktuje on o cudzej mysli, spostrzezeniach,
          jest proba interpretacji pewnej hipotezy. Bylbym glupcem, gdybym probowal
          udowadniac, ze wiem lepiej..........

          Mili moi interlokutorzy, chcialbym pozegnac sie na jakis czas. Za nadchodzace
          zyczenia urodzinowe z gory serdecznie dziekuje. Nie chcialbym, aby ktos w
          podziekowaniach poczul sie pominiety, wiec czynie to na zapas (adresuje do
          tych, ktorzy znaja date i ktorzy napisza na priv).

          Pozostalym forumowiczom zycze udanego forumowania. Z uwagi na czyniona przerwe
          nie bede mogl uczestniczyc w jakze licznie... odwiedzanych dyskusjach tu i na
          forum kobieta pt: „Czym jest kobiecosc?“, „Idealna kobieta?“, „Co oznacza miec
          klase?, „Wrazliwosc duszy“ i tym podobne... Mam nadzieje jednak, ze inni
          uczestnicy latwo uporaja sie z definicja, wiedzac z wlasnego doswiadczenia o
          czym oczywiscie mowa...

          Na koniec, tuz przed pozegnaniem czasowym, bedzie jeszcze jeden wierszyk z
          tomiku, po ktory nie siegalem od lat. Dedykuje Marinecie i Markowi.

          Mathiasie i Bulterier, jesli Wy chcecie dalej pisac na GW o filozofii czy
          czymkolwiek, co Was interesuje to smialo piszcie, zamieszczajcie cytaty, linki
          itp. itd.. Mnie jest wszystko jedno, znajdziecie mnie raz-dwa razy w tygodniu z
          tekstami do dyskusji na innym forum.

          I jeszcze cusik na samsiejszy koniec. Bullterier_ko...pamietasz przed laty
          fajnego faceta, ktorego pisanie, przemyslenia itp. tak bardzo przemawialy do
          Ciebie, byly dla Ciebie dojrzale........?............?

          Pozdrawiam i ide juz do domu,
          Skazany na kobiety..
          kardiolog

          ps. Prosilbym, aby tym razem , po uplywie 10-15minut nie powstala w
          watku „Dojrzalosc“ zadna recenzja... wiersza. Niech choc raz, dla odmiany,
          przenicuje nas prawdziwa cisza.
          ....
          „Zaraza“
          Gdy patrzymy na siebie w milosnym uscisku ,
          chorobe nasza widzi
          Pan blota naszych cial.-Bo wlasnie choroba,
          zbutwieniem
          plynie do Jego zrenic goraczka krwi,
          a w gorze szumi obalany las,
          wiatr chloszcze noc
          odbita w trzesawisku – -
          Choc zapada sie pora jak milosc prostacka,
          choc usmiech siny chlod zadaje sercu,
          mozemy trwac! Pan Blota naszych cial
          nie calkiem jeszcze rozblysnal w zachmurzonym
          niebie,
          gdzie rozpalone mrozem zwloki zarazy
          jak rdzawa stal
          trwaja nad moczarem –
          A ksiezyc mknie wsrod wiatru - zelazny waz,
          cien wszystkich diablow i Blota cien panski
          czola nam znaczac filetowym cieniem - -
          Cien rwie sie, roztargany o gwiazdy
          pod batem budzacego sie sumienia!
          Mozemy byc! Coz z tego, ze sledzi,
          ze wie, ze wszystko minie, i jasnoscia wzroku
          przypisze nas na zawsze w swiety szlam pod stopa,
          ze zetrze w dzien najczystszego naszego czuwania - -
          Niech zgnilizna twych dloni moja sie oslania,
          badz...
          U.B.
          -----------
          Oszczedzaj lez twoim dzieciom, aby mialy czym plakac na twoja trumna. Pitagoras
          • mathias_sammer Dojrzalosc? o nie! ten tekst malo dojrzaly jest:) 04.11.03, 17:50
            Hej Kardiolog!
            jestes tam jeszcze? (lepiej dalbys tutaj ten tekst z innego foruma, jest
            calkiem calkiem do rzeczy. O Leibnizu jeszcze nie bylo :)

            Wpadnij chlopie do mnie, super balanga jest! Troche usmiechu nie zaszkodzi :))).
            A ten wierszyk co to zadedykowales MiM to jak? podobal sie?
            Nie wierze, ze komus przyszlo do glowy, zeby ROSCIC SOBIE PRAWA DO TWOJEJ
            PRYWATNEJ, REALNEJ!!!!!! ZONY!!!
            Nie uwierzysz, kiedys pewien gosc ze sklepu spozywczego byl zazdrosny o moja
            wlasna!!!! zone z krwi i kosci. Myslalem, ze umre ze smiechu :)choc w sumie
            wystrzalowa babka z niej :)))

            Dobra, rob jak chcesz. Ja tam od czasu do czasu wpadne do kabaretu Zielona Ges.
            Bilety ostatnio potanialy, jakbys chcial tez to daj cynk, wybierzemy sie razem.
            A teraz grzecznie odmaszeruj precz celem leczenia swojego nabrzmialego
            pogardulus pospolitus. Wez kilka aspiryn, potem no.. wiesz..co Ci bede mowil...
            a potem bedzie lekko i przyjemnie :)))
            Wesolego wieczoru! Hej!
            klaniam sie,
            M.S.
            • bulterier pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne :) 05.11.03, 13:23
              Czesc Mathiasie i Kardiologu,
              wpadlam na chwilke zrobic prasowke i biegne dalej.
              Skopiowalam cos dla Ciebie, zdaje sie , ze na innym watku cos
              podobnego...mowiles. Milej lektury i narazie. Jednoczesnie przypomnial mi sie
              cytat z Marka Twaina "Dziennikarze zawsze oddzwierciedlaja glupote opinii
              publicznej" . Czy zgodzilbys sie z tym stwierdzeniem w kontekscie nizej
              zamieszczonej kopii?
              *********************+
              Kardiologu,
              ciesze sie, ze wpadles wczoraj do naszego watku. I ja rowniez naleze do osob
              wybitnie tolerancyjnych (wierz mi na slowo, ci, ktorzy mnie znaja wiedza, ze to
              prawda). Wydaje mi sie jednak, ze nie wszystkie sytuacje mozna zwyczajnie
              skwitowac i zbagatelizowac slowami: ech, nie warto zawracac sobie glowy lub: to
              typowe, czego wiec oczekiwac wiecej? Wlasnie trzeba i nalezy oczekiwac wiecej.
              Jesli Twoich znajomych nie stac na wyartykulowanie przeprosin, ba! nie czuja
              sie winni. radze dac sobie z nimi spokoj (co mogloby pewnie niektorych
              ucieszyc) lub wrecz odwrotnie- przypominac sie systematycznie. Nie nalezy
              bowiem mylic zlosliwosci , ironii (i autoironii) z chamstwem i wulgarnoscia.
              Granica jest zbyt widoczna, by jej nie zauwazac. Jezeli nie zrobiles nic zlego,
              ani Twoja zona, a smiem sadzic , iz nie, to pileczka jest teraz po ich stronie.
              Nie mowie o niczym innym jak tylko o honorze i odwadze cywilnej...

              Co zas tyczy sie smoka...:-) to nie zgadles..to.. to byl Smok wawelski :-)
              Zartowalam oczywiscie, przemysle Twoja teze, ale odkryje juz info o ksiazce
              Pozdrawiam i odfruwam :)

              "Grendel" John Gardner
              I jeszcze dla M.S.
              Niemiecka prasa: Polska irytuje



              Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" poświęcił główny komentarz polskim
              obawom związanym z procesem wstępowania do Unii Europejskiej oraz europejską
              konstytucją, pisząc o nieufności między Polską i UE.

              Komentator nawiązuje na wstępie do unijnego raportu wytykającego Polsce liczne
              zaniedbania w przygotowaniu do wstąpienia do UE i zauważa: "Takie zaniedbania
              są kłopotliwe, lecz prawdziwe problemy leżą głębiej. Ostatnie miesiące przed
              osiągnięciem europejskiej jedności nacechowane są wzajemną nieufnością".
              Zdaniem "SZ", spór o konstytucję europejską ujawnił z całą mocą istniejącą
              nieufność.

              Jak podkreśla komentator, Polska "irytuje" swoich partnerów ostrym tonem, jakim
              przedstawia swoje argumenty. Szereg polskich polityków nie uważa hasła "Nicea
              albo śmierć" za coś niestosownego - ubolewa "SZ" i zauważa ironicznie: "Wobec
              takiej retoryki polski obywatel może sądzić, że jego ojczyźnie grozi co
              najmniej wzięcie w kleszcze przez mongolskich jeźdźców, osmańskie hordy lub
              szwedzką piechotę".

              Niemiecka gazeta krytycznie ocenia polski styl negocjacji: "Polacy wiedzą, jak
              negocjuje się wejście do Unii. Sztukę negocjacji w UE muszą jeszcze poćwiczyć".

              Komentator poddaje surowej krytyce politykę polskiego rządu: "Autorem mocnych
              haseł jest słaby rząd. Polski premier Leszek Miller utracił zaufanie obywateli.
              Afery korupcyjne i gospodarcze porażki zrujnowały wizerunek Millera i
              wstrząsnęły jego poczuciem pewności siebie. (Miller) zrezygnował z wyznaczania
              Polakom kierunku, a zamiast tego sam kieruje się populistycznymi nastrojami.
              Inaczej niż prezydent Aleksander Kwaśniewski, nie tłumi obaw, lecz wzmacnia je".

              Zdaniem "SZ", polityka rządu w sporze o Centrum przeciwko Wypędzeniom
              była "ryzykowna", natomiast w konflikcie o przyszłość Europy działa
              ona "destrukcyjnie". "Polski rząd powołuje się w czasie negocjacji w sprawie
              konstytucji na obawy ludności, w których podsycaniu sam brał udział".

              Komentator dodaje, że polska opozycja pogarsza jeszcze sytuację,
              ponieważ "radykalizuje" rząd, zamiast działać na niego w sposób hamujący.

              "Polskie troski mogą być przesadzone, nie są jednak irracjonalne. Związane są z
              realnie istniejącą Europą" - czytamy w dalszej części materiału.

              Komentator podkreśla, że Niemcy i Francja tkwią w gospodarczym kryzysie i
              sprawiają wrażenie "kasjerów". W gospodarczej pogoni za najbardziej
              rozwiniętymi krajami Unii nowi członkowie otrzymają mniejszą pomoc niż
              Irlandia, Grecja, Hiszpania czy Portugalia. W Europie Wschodniej wywołuje to
              frustrację - twierdzi dziennikarz. To powoduje, że Niemcy i Francja krytykowane
              są jako kraje, które wystawiają na szwank zasadę europejskiej solidarności.

              Komentator zauważa, że Berlin i Paryż stały się w oczach Polaków "symbolem
              wroga". Prezydent Francji Jacques Chirac przyczynił się do tego swoją arogancją
              wobec nowych krajów. Umiarkowane siły w Warszawie zdają sobie jednak sprawę z
              tego, że rozbita i sparaliżowana Europa nie leży w interesie Polski i że
              postawa konfrontacyjna nie przyczyni się do solidarności.

              • Gość: tandori Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : IP: 217.245.71.* 06.11.03, 19:20
                ja tez.napiszcie co sadzicie:
                Histeria, nerwica, której charakterystycznymi cechami są: przesada, teatralność
                w zachowaniu się, egocentryzm, duża sugestywność, różnorodność objawów.
                Niektórzy uważają histerię za wrodzone zaburzenia osobowości, które mają
                ujawniać się pod postacią reakcji nerwicowych, zaburzeń zachowania się, ale
                również psychoz.

                Histeria może imitować różne choroby. Najczęściej występują objawy: porażenia,
                niemożność stania i chodzenia (abasia-astasia), ślepota, głuchota, bezgłos
                (aphonia), drżenie mięśniowe, tępy ból, uczucie jakby gwoździa w głowie
                (globus), uczucie duszenia w gardle (clavus). Opisane objawy somatyczne
                obejmuje się ogólną nazwą konwersji histerycznej. Mówi się także o osobowości
                histerycznej.

                U histeryków szczególnie łatwo dochodzi do opisanych objawów oraz do reakcji
                histerycznej, kiedy to pod wpływem jakiegoś bodźca występują objawy
                konwersyjne, na ogół szybko cofające się.

                Histeria może również objawiać się pod postacią zaburzeń świadomości
                (przytonmość), np. amnezją (niepamięć lub jasnym stanem pomrocznym. Histerycy
                mają skłonności do nadmiernej afektacji, np. w stosunku do lekarzy. Uczucie
                miłości i przywiązania może jednak bardzo łatwo zmienić się w niechęć, a nawet
                nienawiść.

                Powiązania
                Głuchota, Psychopatia, Mitomania, Arc de cercle, Astazja, Charcot Jean Martin,
                Zasadowica, Brain-fag, Ekstaza, Dysfagia, Sâya, Poriomania, Fugi, Wiktorianizm,
                Janet Pierre, Psychoanaliza, Abazja, więcej »

                • malvvina Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 19:30
                  histeria juz nie jest modna
                  wiec znika
                  czas zaprzeszly

                  a propos , slowo histeria (uterus po fr) to macica ktora to miala sie u kobiet
                  przemieszczac czyli perambulowac wywolujac przy tym humory az do skrajnego
                  trzasniecia w leb
                  stara histo(-e)ria : kobieta = macica= choroba psychiczna

                  jestem przeciwko "mizoginowej" histerii i walcze przeciwko zyciu intymnemu
                  jajnikow
                  • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 21:22
                    malvvina napisała:

                    > histeria juz nie jest modna
                    > wiec znika
                    > czas zaprzeszly
                    >
                    > a propos , slowo histeria (uterus po fr) to macica ktora to miala sie u
                    kobiet
                    > przemieszczac czyli perambulowac wywolujac przy tym humory az do skrajnego
                    > trzasniecia w leb
                    > stara histo(-e)ria : kobieta = macica= choroba psychiczna
                    >
                    > jestem przeciwko "mizoginowej" histerii i walcze przeciwko zyciu intymnemu
                    > jajnikow


                    Znakomity tekst! Popieram w calej swej fizycznej rozciaglosci :)

                    Uklon dla Pani:)
                    dla przyjaciol Mathias:)
                • mathias_sammer Re: pogrubiam : 27.11.03, 19:24
                  tandori i aspiryna :)
                  nie wiem dlaczego tak stalo sie, ze do tej pory nie odpowiedzialem na Wasze
                  listy. Przepraszam za zwloke. Dziekuje za to, co napisalyscie. Aspi:)ryna
                  przypomniala mi o mojej sympatii do niemieckiej literatury oraz o fakcie, ze w
                  jej propagowaniu bylem kiedys bardzo aktywny: Walter Benjamin, Karol Sauerland,
                  Franz Hessel (czy pisalem tez o Georgu Heym?)czy ulubiony nie-niemiecki
                  Baudelaire. Pewnie jeszcze do nich (i innych ) wroce. Tyle jest jeszcze
                  nieodkrytych, nieprzeczytanych mysli...

                  Kardiolog,
                  wiem, ze ze wzgledu na ograniczenia czasowe w tym roku juz nie zacytujesz
                  Zimbardo. Moze po powrocie w 2004......?
                  Zycze zdrowych Swiat oraz milego Sylwestra Tobie oraz wszystkim
                  uczestnikom "Dojrzalosci" nie wylaczajac przypadkowych czytaczy.
                  Z racji, iz bedziesz nieobecny postanowilem zawiesic swoj udzial i wrocic w
                  przyszlym roku, jak tylko Cie zobacze "antenie" ;))).

                  Chociaz nie mam w zwyczaju skladac zyczen imieninowych czy urodzinowych
                  (wirtualnie) to zlamie teraz te zasade.
                  Solenizantowi i Jubilatce (wg nastepowania dat) zycze przed wszystkim
                  zdrowia, "reszte mozecie sobie kupic" (jak mawial pewien znajomy wyspiarz).

                  I jeszcze najwazniejsze moje zyczenie: aby za rok- w dniu Waszego Swieta
                  tegoroczne zmartwienia, smutki i stresy byly wspomnieniem wywolujacym jedynie
                  cieply, przyjazdny usmiech.

                  Do zobaczenia w 2004! (choc chwilke jeszcze sie tu pokrece :)
                  M.S.
                  • Gość: kardiolog hej koleda koleda ! IP: 5.3.1R* / 208.147.1.* 17.12.03, 05:25
                    witaj Mathias,
                    musze szybko pisac, bo co chwile wylaczaja prad.
                    Zanim krotko zapoznam sie z trescia wpisow szacownego gremium zloze zyczenia
                    swiateczne. Chcialem wpasc w Wigilie, ale akurat bede zmienial miejsce pobytu,
                    potem trzeba bedzie zorganizowac sobie jakas strawe wigilijna, nie bedzie
                    pewnie kompa itd itp...wiec teraz zdrowych i wesolych Swiat i niech Jezusek w
                    swoje urodziny zamienia wode w wino tak, aby 2004 okazal sie jak najlepszym
                    rocznikiem ... :)

                    Obecnie moje mysli wedruja ku pewnej hipotezie, ktora dreczy mnie nocami, a
                    raczej dniami. Jak tylko wroce na swoje wlosci musze natychmiast poszukac
                    materialow dodatkowych, gdyz w teorii dwoch powyzszych psychologow (Freuda i
                    Junga) znajduje luke. Chodzi oczywiscie o sny i ich interpretacje. Wiadomo, ze
                    wszystko co nas otacza na nasze wlasne zyczenie jest swiatem umownych symboli (
                    o tym pisze kilku filozofow, najprosciej wyjasnia pozniejszy Fromm), ktore
                    pozostaja ze soba w okreslonych relacjach. Jezeli snimy interpretujemy powyzsze
                    zjawiska tak jak Freud, Jung lub wierzacy czyli projektujemy (lub przepowiadamy
                    przyszlosc- jak kto woli. Symbole ze snu sa dla nas czesto niezrozumiale. Co w
                    sytuacji gdy popelniamy blad interpretujac sny na bazie umownych, przyjetych
                    wczesnierj symboli? Logika czy jej wieloznacznosc (ty wiesz, ktorz to filozof) ?
                    Moze trzeba dodatkowego klucza z repliki DNA i kodu genetycznego (tu uklon w
                    kierunku Junga)? A jesli wierzacy przyjmujac okreslone symbole powtarzajace sie
                    np male dziecko lub brudna woda oznacza nieszczescie nie przepowiada
                    przyszlosci tylko opisuje wydarzenia juz majace miejsce w przeszlosci?
                    Samoreplikujacy sie genetyczny kod informacyjny wystepujacy w okreslonych
                    cyklach? Mnostwo pytan, nie mam zadnej ksiazki u boku, by zglebiac podobne
                    zagadnienia. No dobra. Musze usystematyzowac swoje mysli- jak dojde do wnioskow
                    popartych czymkolwiek, czego jeszcze nie wyczytalem- to doniose. Strasznie mnie
                    to nurtuje.
                    To tyle. Jeszcze raz milego Swietowania!
                    kardiolog
                    • kardiolog Re: hej koleda koleda ! 17.12.03, 05:51
                      i jeszcze dopisek na koniec.
                      Przejrzalem pobieznie wpisy z pierwszej strony. Dzisiaj mamy chyba 17.12.2003.
                      Czy zagladajac na forum 17.11.03, 17.10.03 czy 17.01.04, 17.02.04.. dojde do
                      wniosku- znanego wszystkim- ze historia ludzkosci zaczynajac od homo erectusa
                      (wiesz, ze mial juz wyksztalcony system mowy i byl pierwszym "czlowiekiem,
                      ktory wydawal sensowne dzwieki), poprzez neardentala, wojny, sredniowiecze,
                      odrodzenie, oswiecenie a moze odwrotnie..potrzebuje dziesiatkow lat jesli nie
                      tysiecy na dokonanie zwrotow tzw historycznych re-wolt.
                      Ciekawy jestem, czy 17 grudnia 2010 roku (jesli dozyje) wyciagne ten wpis z
                      archiwum pamieci GW i podpisze sie pod nim...?
                      Technologicznie w ciagu 4 lat chyba nie ruszymy zbytnio do przodu...

                      To tyle. Do zobaczenia w 2004..moze pewnego 17tego...
                      kardiolog
                      • kardiolog Re: hej koleda koleda ! up! :) 2003rok 14.09.05, 12:20
                        jeszcze dopisek na koniec.
                        Przejrzalem pobieznie wpisy z pierwszej strony. Dzisiaj mamy chyba 17.12.2003.
                        Czy zagladajac na forum 17.11.03, 17.10.03 czy 17.01.04, 17.02.04.. dojde do
                        wniosku- znanego wszystkim- ze historia ludzkosci zaczynajac od homo erectusa
                        (wiesz, ze mial juz wyksztalcony system mowy i byl pierwszym "czlowiekiem,
                        ktory wydawal sensowne dzwieki), poprzez neardentala, wojny, sredniowiecze,
                        odrodzenie, oswiecenie a moze odwrotnie..potrzebuje dziesiatkow lat jesli nie
                        tysiecy na dokonanie zwrotow tzw historycznych re-wolt.
                        Ciekawy jestem, czy 17 grudnia 2010 roku (jesli dozyje) wyciagne ten wpis z
                        archiwum pamieci GW i podpisze sie pod nim...?
                        Technologicznie w ciagu 4 lat chyba nie ruszymy zbytnio do przodu...

                        To tyle. Do zobaczenia w 2004..moze pewnego 17tego...
                        kardiolog
              • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 21:28
                Bulterierko,
                ach jein!!! jesli wiesz co to znaczy :)

                Z przyjemnoscia napisze co mysle o dziennikarzach i polityce zagranicznej
                Niemiec, ale teraz futbol jest, wybacz wiec.
                Musze ogladac futbol. Moja druzyna miala male potkniecie z Sochoux, ale zolto-
                czarne paski
                jeeeeeszcze nie zgineeeely
                dopoki
                farby saaaaa!
                No, ide ogladac dalej. Kant Spi.
                Klaniam sie i rozyczka dla pieknej Pani )
                M.S.
                • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 22:14
                  No prosze!
                  cichutko, bez problemu ruszylismy nozka i oto 2:2.
                  Nie wiedzialem , ze tak lekko Borussia bedzie pykac bramki. Jeszcze 10 minut do
                  koncA, ale zegnam sie: BulTERIER. Odejdz od TV; zrob sobie herbate _a odpocznij
                  sobie. Jutro Wochenende..!
                  Do nastepnego tygodnia!
                  Milo znow Was bedzie zobaczyc :).
                  Juz tesknie :)
                  Matt
                  (a propos-pogramy w szachy? :))
          • Gość: aspidistra Re: Dojrzalosc..... IP: 217.245.69.* 13.11.03, 18:41


            Z cyklu „Ni-czyja ziemia glosy“

            Inside out outside in


            Smietnik sprzetow polyka ekranowy sen, co dzien wzrok
            Przywiera do pojemnikow oblepionych
            Powiedzeniami gwiazd i prezentow, ryczace
            Odbiorniki graja ostatnie przeboje
            Rozdartym materacom, poduszkom tlustym od deszczu,
            Podsciolce minionych cial, calowan,
            Sprytnych rypan. Spoza firanek
            Blekitne migotanie w tle wieczoru, nuda
            Familijny szmer przechodzacy w charkot.
            Kazdy mord to nazajutrz naglowek, poszlaka
            Przeciwko zastojowi por roku
            I generacji. Chlod
            Ochlodzilo sie, przez jedna noc mroz,
            Szron na maskach samochodow. Pomiedzy palcami
            Na nowo lsnia jesienne liscie, cyrylica
            Nasiakl papier, Rosja Zebrana, jak gabka


            -----Napity sterczalem
            sterczalem byle gdzie w slowach, w zdaniach, we flegmie
            Sygnifikantow , o Kantowskie kanty
            Zraniony... Czas i przestrzen.
            Trynaksyjski czlowiek marksjanski, merkantylny,
            Spieniezyciel cienia, iksista bez losu, trofeum Freuda,
            Zakochany w Potedze Podswiadomosci, w zapominaniu
            Szczescia..polslepy od zludzen.

            Lezac w owocu maku lekarskiego snilem,
            Owiniety o moj pusty srodek, ja, zwierze metafizyczne.

            ------Wyniosly glos, szpieg
            Rozpadu bez nadziei na rozpad we wnetrzu,
            Tam gdzie jeczy pamiec, gdzie jazn jeszcze
            Skupia sie rozbita elektroniczna sniezyca,
            Euforrczna kupko, cialo, czyzbys z wolna wiotczalo?
            Narodzone, oblizane, sine w swietle sali operacyjnej,
            jeszcze przed pierwszym krzykiem omal nie uduszone powietrzem.
            Twoim krotkim procesem byl ten scisk w podbrzuszu,
            Ten dziwny akt, co wykluczyl ciebie jako swiadka,
            Ten boski pomysl „Dziecko“ Dziecko!“.
            Byles w wiosennych wirach najpierw emocja
            Endorfina z tubki, wstrzyknieta do mozgu
            „jak wiecie szalejemy za chwila“.

            Tamte lata jak wlosy w odplywie wanny, mlodosc, przemoc
            Rozmazana po kaflach klopow, starta, juz za mlodu
            Stawanie wobec stluczen, zdeflorowany srom, strach,
            horror harcow na motorach, czasy kielbie we lbie.
            Cokolwiek bylo, bylo, bylo odlotowe poki potajemne
            Rozpierzchle jak znaki puste w podziemnym kienie
            Toczace Sie Kamienie w alkoholu, co znaczyla zlosc?

            Z dziadkowym zegarkiem na szyi zdobylem najwyzsze drzewp,
            W nagich galeziach stalem cudoreki, dorosly, lato za latem
            Zegnajac szyderczym usmiechem, szare od kurzu przedmiescie
            W bawelnianym podkoszulku, dziecinstwo bez konca wnet minelo.
            Kolo poludnia szlismy polowac na wysypiskach smieci,
            Zle lobuzyna skraju miasta, posrod torow i gruzu,
            Zwabieni przez fetor i tabu krajobrazu,
            Ktorego nikt nie chcial znac, podejrzany grunt
            Skladownisko trucizn, truizm, kazda piedz ziemi zryta.
            Ogrodzenie zdradzalo pole bitwy.
            Na horyzoncie spychacze, koparki, ciezarowki.
            --------------- ---------------Wszyscy, wszystko
            Bylo poza podejrzeniem. Ludziom tutaj
            Mozna bylo ufac... Zywi ugrzezli na dzialkach
            I ociekali dozywotnio na wieszaku.
            Czy to tu uczylismy sie mowic, jak w obledzie, glusi?
            Oslupienie zastapila w oczach pustka, cel
            Zeby wypruwac ze szczurow embriony i plody
            Czerwone mordki z brzuchow, rozdarte cisnieniem powietrza.
            Czty to tu dreczylismy zwierzeta, na czworakach
            Wsrod smieci , pod pustymi niebiosami prychajacy,
            Wyuzdani od dymu, wpatrzeni w zgaszone dezszcem ogniska.

            Znuzeni opuszczaniem powiek
            Zapadlismy w sen.


            Lezac w owocu maku lekarskiego snilem o tym,
            Jak my mokrzy, zmarznieci patrzylismy w ogniska
            Jak wiatr wtargnal w nasze zyciorysy
            Jak drgaly w popiele tamte zwloki, szara sierc
            W gniezdzie z samochodowych opon. Te zweglone cialo
            Bylo punktem zerowym, tu sie zaczelo jakanie,
            Tu cieniem polozyla sie na jezykach afazja.

            „Nie, juz nic wiecej nie wysnie“. „Chory jestes?“
            „To slowa, slyszysz?“ „Odpocznij troche...“
            „To jest targowanie sie, nie dzwiek“. „Byc moze“.
            „My wszyscy tkwimy w jezyku, w pustej przestrzeni“.

            „Myslisz, ze jestes...“ „Wez te szczury-fiolkowce,
            „Napalone na zapach fiolkow. Substancje aromatyczna
            „Wstrzykuje sie do macicy, przez co one
            „Szaleja za wszystkim co pachnie fiolkami jak matka“.

            Zapomnij
            Niezapominajko-

            „Zaraz w tej szklanej stajni zacznie sie zycie milosne“.

            Ni-czyja ziemia glosy...
            Pod jaki ekran zlozonym, iloma dziurami
            Bezglosnie wchlonietym, tutaj nigdy pojac
            Nigdzie nigdy spoczac lub byc lekkim
            Az serce nie wydola.

            Ni-czyja ziemia...
            ...we wczesnych godzinach rannych, jeszcze w pijanym zwidzie,
            --widzeniach
            Kiedy we wnetrzu zewnetrze, a w zewnetrzu wnetrze
            Sciete jak bialko, kiedy po nocy pielegniarka wraca do domu
            I zaczyna sie poranna zmiana, kiedy juz
            Przypiety szczur w laboratorium dogorywa,
            Ten mozg i jego jazn przechodzi na zwykly odbior
            Lapie od razu, europejskim kodem, jak nerwowe radio
            Dosiadajace psychofal az po pierwsze wyrazne slowo.

            Ni-czyja ziemia...
            ...w srodowisku bialych komor deprywacyjnych.
            W higienicznym studio, w przemierzanych ultradzwiekiem komorkach
            Gdzie polaczone z aparatura leza ciala do przejrzenia,
            Dawcy czesci zamiennych, gdzie pod namiotem tlenowym
            Umieranie zbiega sie z urodzeniem wczesniaka
            Tam pamiec zamrozona szuka w spiaczce drogi
            Od zygoty w probowce do sekcji.

            Lezac w owocu maku lekarskiego snilem,
            Owiniety wokol pustego srodka w sobie, na pepowienie
            Odwijany i z powrotem zwijany poprzez mlode lata.

            Jeszcze bylem plodem/A juz uwieziony
            Labirynt lozyska/Byl mi cieplym domem
            Sam ze soby rok blisko/Gdy niosly mnie wody
            Jak morze

            Diorama dziecinstwa gdzies wsiakla wraz z tymi bunkrami.

            Na jej scianach pierwszy zegar, bez wskazowek, zakurzony
            Nie mierzy skoku znad znakowkreda na ziemi...Abecadlo
            Geste od gestow, ukryte za tym, co jest Dobrze i Zle.

            Z plecakiem pelnym ksiazek stalem przed zejsciem do metra
            Wahajac sie, wzrok rozkojarzony zgielkiem ulicy
            Znuzony niemym czytaniem. Moj dokladny wiek
            Data w legitymacji nie miala nic wspolnego
            Z tym ruchem ani z tym zimnym powietrzem od dolu.
            Skoro schody byly statystyka, a wypadek
            Przerwa w numerycznym jeczeniu
            Czym bylo bicie mojego serca przy zasadzce z czasu?
            Kiedy stanalem wobec siebie w monitorze
            Mialem za soba moj juz zapomniany szlak.
            W czternascie dni przez poezje niemiecka.
            W miesiac przez powojenna mysl
            Ze wszystkim co ktos gwizdzac wyciagnal sposrod chlamu
            Jesli choc troche blyszczalo pod czystym wstretem.
            „W niszczarce zer umarlych...wytarte, wytarte“.
            Jakis przeskok, a potem roj much przy kazdym obrazie.
            Za kazde zwiedle zdjecie zielnik na wysoki polysk.
            „100 slow i poczujesz sie u siebie!“

            Swobodne spadanie przez zgielk az skurcz pusci
            Az wystapia te czarne zylki, miasto bez rzeki,
            Od wszystkich morz opuszczone, ponizej zera, znieruchomiale,
            Pod spodem na blotnistym dnie w tunelach metra.
            W momencie uderzenia slyszalem chrzest kostek,
            Krew lomotala w czaszce kiedy obiektyw pekl.
            Split-brain scalil na nowo okruchy
            W pryzmat, ktory wokolo rozrzucal ukladanki.
            Moje kroki niosly sie echem po kawalku epoki Bismarcka.
            Kazda martwa stacja byla schronieniem przed znakami.
            Z podrapanymi dlonmi sunalem wzdluz przeciwpozarowych scian.
            W kaluzach stala woda gruntowa jak w basniach cicha.
            Wszedzie na scianach nagryzmolone kutasy i cipy
            Psi rewir, znaczony swiecacymi graffiti.
            Tabliczki ochorny przeciwlotniczej i teksty w rodzaju
            Tu Herman Goering dal sobie obciagnac
            --- ---Smierc to zycie spalone na gowno
            Zgubilem serce w dworcowej klozetce
            --- ---Lize moj wilczur a mysle o tobie
            Jak to niebo niebieszczeje
             ---Panie: juz czas
            - --- -- Czeka nas zemsta wszechswiata.

            Niejasnosc. Przeszlosc. Pierzasta strzalka
            Czarna i wskazujaca w obie strony, pod nia
            Kredowobiala szwabacha Godzina Zero.

            „Jestesmy, jestesmy, doszlismy!“
            Poumierali umarli, zywi poumykali
            „Cokolwiek kora mozgowa nadaje, ty w to nie wierz, nie wierz“.
            Inflacja i metafora. Duzo za duza euforia
            Jak na kraj c
            • Gość: aspidistra Re: Dojrzalosc..... IP: 217.245.69.* 13.11.03, 18:43

              „Jestesmy, jestesmy, doszlismy!“
              Poumierali umarli, zywi poumykali
              „Cokolwiek kora mozgowa nadaje, ty w to nie wierz, nie wierz“.
              Inflacja i metafora. Duzo za duza euforia
              Jak na kraj co nie raz budzi sie w katatonii.

              Rano wynurzyc sie, zniknac w tlumie, nijakim
              Wrocic w ten trojfazowy prad, do sieci, na ulice.
              Jaka tam w gorze pora roku, jakie flagi na mokrej galezi?
              Kazde drzewo to szkielet obwieszony zielona lameta
              Ktorej brzek w deszczu przestrzega przed rozpoczeciem od nowa.
              Na skraju siatkowki fantazyjne paprocie, w niszach
              Trwa wojna pojazdowa, jakanie, konanie.
              O kazdy blok walka z kazdego przedpokoju czuc gaz,
              Elektronika stylizowane samobojstwa.

              Raptem wyrwac sie i od samej krawedzi wyglaszac obrazki
              W tym wartkim stop and go. Ruchliwe rodziny
              Przed blyskawica skryte po autach tkwia w korku.
              Zwarcie pragnien, tam gdzie tasmowo toczy sie wypoczynek
              A w nim dawkowane uczucia, idole pakowane w folie
              Przed chwila biale jak jednorazowa chusteczka ze sperma i krwia.
              Gra losowa, znieczulenie, zabojstwo z zagarnieciem lat.

              „Zadnych falszywych ruchow!“ mamrocze w megafon ped powietrza.
              Ale imiona odchodza z niczym

              Puscic, pora
              Wylezc z tych dziur, oczy
              Szeroko otwarte, w innym nurcie lekka stopa.
              Wrzaskliwe i zawile rzeczy mijaja cie plynac.
              Czy byl jakis mit co temu odpowiada?
              Czy byl jakis mit
              Jakis mit co
              Opowiadaj.

              Durs Gruenbein
              Przelozyl Jakub Ekier


              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....aspiryna :) 17.11.03, 13:56

                Mam na pozegnanie. Jak wpadne nastepnym razem po dluzszo-krotkiej przerwie to
                wrzuce cos na temat. Znasz niejakiego Thomasa Rosenlöcher'a? Polecam. Milego
                dnia , wieczoru, poranka itd.
                Klaniam sie wymeldowawszy juz swe jestestwo
                M.S.
                ----------
                Durs Grünbein


                [Heimliche Rückkehr]

                Wie schön das war, Leben, als noch alles im Argen lag.
                Verfallene Häuser, Matratzen, die unter Birken schwelten.
                Eine Kindheit vor Dresden bis zum Einmarsch in Prag ...
                Und der Traum restaurierte, was draußen fehlte.

                Solche Ferne auf engstem Raum. Grauzone morgens,
                Das fing auf der Netzhaut an, im vernebelten Denken.
                Hier geboren sein, hieß nicht, man war hier geborgen.
                Am Polarkreis, wer lebt da gern? Tschuktschen, Ewenken?

                Staub oder Dunst oder Ruß - das Gemüt, früh bedrückt
                Von der Landschaft in Bleisatz, dem Graudruck ringsum,
                Federt spät erst wie Tundra, gefrorener Boden, zurück,
                Bis als letzter der Zeugen das Gedächtnis verstummt.


                Februar 2002

    • marusia_ogoniok Re: Dojrzalosc..... 12.11.03, 19:45
      Kartezjusz stwierdza: zwierzęta to maszyny, które nie czują...
      Kant dokłada do tego: "Zwierzęta są środkiem do celu, a celem jest człowiek..."
      Mój pies by się o własną budę zabił gdyby przeczytał takich dojrzałych
      człowieków jak mathias_sammer, Kant, kardiolog czy Kartezjusz. Boszszszszse, a
      takich logików mieć na codzień w domu i ocierać się o nich????!!!!! .......
      zaraz pojadę do Rygi... a co znaczy mathias, to jakiś rodzaj śledzia?
        • marusia_ogoniok Mów do mnie jeszcze girlf... 12.11.03, 20:15
          Gość portalu: girlfriend napisał(a):

          > hihihi ;)))
          >
          > Lepiej się zabierz za te ciotki "ah tak, rozumiem cię doskonale, że chcesz
          > popełnić harakiri, ja tez tak miałam i nawet dzis rano w autobusie, nic nie
          > jest proste i wszystko musimy zanalizować"
          >
          a najlepiej
          > wot szto! :D

          .......... bo nie pojmuję... czy to ostrzeżenie.... czy ja juz padnięta?... nie
          mam zamiaru nawet czytać tych smutnych panów i innych rozmaitych, logicznych
          erotomanów... do mnie pająki i ryby przychodzą na zawołanie nie mówiąc o
          wilkach i innych... takich. Sądzisz, że mi Kant straszny czy filet ze śledzia??
          Krugłyje duraki, wot szto!

      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 17.11.03, 13:47
        marusia_ogoniok napisała:

        > Kartezjusz stwierdza: zwierzęta to maszyny, które nie czują...
        > Kant dokłada do tego: "Zwierzęta są środkiem do celu, a celem jest
        człowiek..."
        >
        > Mój pies by się o własną budę zabił gdyby przeczytał takich dojrzałych
        > człowieków jak mathias_sammer, Kant, kardiolog czy Kartezjusz. Boszszszszse,
        a
        > takich logików mieć na codzień w domu i ocierać się o nich????!!!!! .......
        > zaraz pojadę do Rygi... a co znaczy mathias, to jakiś rodzaj śledzia?

        Tak, Marusiu-tak, mathias oznacza rodzaj sledzia. I pozostanmy juz przy tej
        fantastycznej hipotezie, chyba, ze zechcesz rozszerzyc swoj wywod o wyjasnienie
        podobienstw Kanta i Kartezjusza (oprocz wspolnej literka "K" na poczatku
        nazwiska :)
        A poza tym:"Gosc w dom, Bog w dom".

        Witam wiec na wlosciach :) Czuj sie tak jak w innych watkach..jak u siebie w
        domu :)

        M.S.
        • marusia_ogoniok Panowie mathias_sammer & kardiolog 18.12.03, 11:16
          mathias_sammer napisał:
          >
          > Tak, Marusiu-tak, mathias oznacza rodzaj sledzia. I pozostanmy juz przy tej
          > fantastycznej hipotezie, chyba, ze zechcesz rozszerzyc swoj wywod o
          wyjasnienie
          >
          > podobienstw Kanta i Kartezjusza (oprocz wspolnej literka "K" na poczatku
          > nazwiska :)
          > A poza tym:"Gosc w dom, Bog w dom".
          >
          > Witam wiec na wlosciach :) Czuj sie tak jak w innych watkach..jak u siebie w
          > domu :)
          >
          > M.S.

          Nie musi mnie zapewniać gf, że jesteście chłopcy w porzo:), co zawsze czyni gdy
          gdzieś takich dostrzerze. Nie mniej, na dzień dzisiejszy przynajmniej gramy w
          innych drużynach. Otóż jest pewna, drobna acz istotna różnica pomiędzy mną,
          Kantem, Kartezjuszem i wieloma innymi. Zasadza się ona w tym, że jeśli uważam,
          że coś jest białe i przypadkiem lub z głębszegogo namysłu, któryś z tych panów
          też tak uważał, chwała mu, zasługuje na czekoladkę. Jeśli zaś zdarzyło mu się
          twierdzić inaczej, powinien się wstydzić i .... niepokoić, gdyż marny jego los
          w zaświatach:) Nigdy odwrotnie!:). Jaki z tego płynie logiczny wniosek? Tak,
          oczywiście, że masz rację specjalisto od logiki Kardiologu:):). Gdyby ci
          panowie nie urodzili się zbyt wcześnie, a chodzili wśród nas.... co by robili?
          Śpiewaliby: "Uczę się ciebie na pamięć... Marusiu"..... i TO właśnie byłoby
          oznaką ich dojrzałości.
          Ponieważ wtargnęłam z buciorami w Wasz wątek, należy się wyjaśnienie:
          Wyskoczył on na wierzch w momencie mojego stanu psychicznego, który medycyna
          określa mianem: wqrwienie. W innym miejscu wprowadzałam akurat temat "duszy
          zwierząt". Temat rzeka, zakrojony na nieskończoną ilość wypowiedzi, fachowców i
          laików, dzieci i dorosłych - jak nieskończona jest ilość "zachowań"
          zwierzęcych, które można spokojnie zakwalifikować jako "wyższe". Temat
          praktyczny, nie mający na celu jałowych popisów z wątpliwej wiedzy, zwłaszcza
          filozoficznej, czyli tzw. ściągania skórki z gówna:):) ale uwrażliwiający
          ludzi na wiadome sprawy. Praktyczny - to także szukający przyczyn np. ludzkiej
          niechęci do czarnych kotów i kotów w ogóle, wilków itd. Ktoś kiedyś, w sobie
          tylko znanym celu rozpuszczał bajki wśród ciemnoty, które na trwałe weszły w
          podświadomość dzisiejszych, zdawałoby się światłych ludzi jako niby przesądy
          ale................. Ktoś, przypuszczalnie znaczący filozoficznie wpłynął na
          papieża Innocentego VIII, że w 1484r, oficjalnie nakazał palenie na stosach
          kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez
          trwający setki lat okres polowań na czarownice i do dziś pozostawił ślady w
          stosunku niktórych ludzi do kotów. Jak to pięknie i teatralnie wyglądało
          mogłaby pewnie opowiedzieć Malvina, gdyż największymi specjalistami od takich
          spektali byli zwyrodniali Walezjusze. Do dziś ludzie francuscy znają imię kota,
          któremu jako jedynemu z paryskich udało się zwiać z rusztowania i mimo płonącej
          kity zmylić królewsko - papieski pościg.
          Tak więc widzisz drogi mathias_sammer, ludzie typu Kartezjusza, pozostawiający
          trwały, zły ślad na stosunku ludzi do przyrody to dla mnie gówniarze, którzy
          powinni radować się w piekle, że w ogóle znam ich nazwisko. Poza tym na mnie
          nazwiska filozofów nie robią żadnego wrażenia. Na wielu - robią. Ja ich nie
          znam - ale Ty ich znasz i pewnie Kardiolog ich zna. Jeśli więc znajdziecie czas
          i dobrą wolę, i zechcecie dorzucić cegiełkę w w/w /moim/ temacie poczujemy się
          zaszczyceni. Czas i miejsce akcji:):) poda Wam czuwająca na wszystkim
          Girlfriend.
          Jeśli idzie o ten, Wasz wątek, k sażaleniju - nie przydam się. Choć nie jestem
          kuzynką Izabeli Łęckiej i mój stosunek do handlarzy, sorry Marketingowców, nie
          jest aż tak "nie dobry", nie mniej poszukiwanie słabości ludzkich aby wcisnąć
          im bubel nie uważam za szczytną idee i zwyczajnie - nie rajcuje mnie. Poza tym
          nie jestem teoretykiem tańca......:):):)
          Z szacunkiem Marusia




          • mathias_sammer Re: "deszcze niespokojne- Marusia 29.12.03, 11:00

            potargaly sad
            a my na tej wojnie
            ladnych pare lat


            do domu wrocimy
            w piecu napalimy
            nakarmimy psa
            przed noca zdazymy
            tylko zwyciezymy
            bo to wazna gra............"
            -----

            Sprawdzajac poczte odnalazlem ninijeszy list, a takowych nigdy nie pozostawiam
            bez odpowiedzi. Taki juz jestem- w porzo :).
            Marusiu_Ogoniok, pozwol, ze potne odrobine Twoja odpowiedz, latwiej bedzie do
            niej sie odniesc- choc ze smutkiem przyznam odpowiedz bedzie szybka i dosc
            niedbala.
            +++++
            Nie musi mnie zapewniać gf, że jesteście chłopcy w porzo:), co zawsze czyni gdy
            gdzieś takich dostrzerze. Nie mniej, na dzień dzisiejszy przynajmniej gramy w
            innych drużynach.++++++++
            Byc moze gramy w innych druzynach, nie jestem co do tego w pelni przekonany
            zwazywszy na podobienstwo celow. Idac jednak dalej tym krokiem
            czyli „sportowym“ jestem zwolennikiem gier, w ktorych stawia sie przede
            wszystkim na dobra zabawe i nie-pomijanie zasad „fair play“. Nie jestem
            natomiast zwolennikiem gier zespolowych (poza futbolem z pozycji fotela
            oddalonego 40cm od ekranu) , gdyz zawodnicy takowych- mnie krotkowidzowi-
            zlewaja sie w jedna mase i nie moge dostrzec indywidualnosci. Co nie oznacza,
            ze widzac zadowolonych kibicow swietujacych dobre wyniki swoich druzyn czuje
            nieklamana radosc. Jednoczesnie pragne dodac, ze dobra gra kojarzona jest
            przeze mnie z fajnym jej przebiegiem, a nie samym wynikiem. Moze rozczaruje
            kibicow futbolu, ale wynik oraz plasowanie sie druzyn jest ostatnia informacja
            jaka sprawdzam w tabeli..
            +++++++
            Otóż jest pewna, drobna acz istotna różnica pomiędzy mną,
            Kantem, Kartezjuszem i wieloma innymi. Zasadza się ona w tym, że jeśli uważam,
            że coś jest białe i przypadkiem lub z głębszegogo namysłu, któryś z tych panów
            też tak uważał, chwała mu, zasługuje na czekoladkę. Jeśli zaś zdarzyło mu się
            twierdzić inaczej, powinien się wstydzić i .... niepokoić, gdyż marny jego los
            w zaświatach:) Nigdy odwrotnie!:). Jaki z tego płynie logiczny wniosek? Tak,
            oczywiście, że masz rację specjalisto od logiki Kardiologu:):). Gdyby ci
            panowie nie urodzili się zbyt wcześnie, a chodzili wśród nas.... co by robili?
            Śpiewaliby: "Uczę się ciebie na pamięć... Marusiu"..... i TO właśnie byłoby
            oznaką ich dojrzałości.
            +++++++
            :D
            Lubie zabawne kobiety z duza domieszka wysublimowanej ironii:)(wszak oto tutaj
            przez caly czas chodzi:)). Ja tez mam niczym pewnien autor „pociag...do
            groteski“ .....
            Nie odpowiem za Kardiologa, gdyz nie wiem co mu w duszy gra. Widzialem go
            zreszta na kozetce zawziecie cos liczacego, sapiacego i ciagle drapiacego sie
            po glowie.
            Od siebie: Biada! Marusiu biada! wiec tym, ktorzy Twoje biale dostrzegaja na
            czarno a Twoje czarne w niezmaconej, macznej biali...:)
            Czyz jednak nie ciekawym jest wlasnie owa roznorodnosc? Nie plochy Twych
            przekonani odwaznie odpowiem „TAK!“
            I jeszcze na marginesie, Kardiolog nie jest specjalista od logiki :) Nie
            istnieje bowiem jej wieloznacznosc, nie ma takiego pojecia- ani ukrytego pod
            nim racjonalnego znaczenia- co moge mu latwo udowodnic... Nie ma
            wieloznacznosci logiki drogi Kolego- nawet gdybys stanal na uszach i probowal
            jej ze wszech miar dowodzic....................................... :)
            ++++++++
            Ponieważ wtargnęłam z buciorami w Wasz wątek, należy się wyjaśnienie:
            Wyskoczył on na wierzch w momencie mojego stanu psychicznego, który medycyna
            określa mianem: wqrwienie.
            ++++++++
            Nie szkodzi. Mam nadzieje, iz przy nastepnej okazji wynurzania sie watku trafie
            na inne Twoje stany ducha :) Stan okreslony przez Ciebie „wqurwieniem“ uznaje
            za wyjatkowo niezdrowy dla zoladka, od dawna wiec nie praktykuje- czego
            oczywiscie zycze i Tobie .
            ++++++++++
            W innym miejscu wprowadzałam akurat temat "duszy
            zwierząt". Temat rzeka, zakrojony na nieskończoną ilość wypowiedzi, fachowców i
            laików, dzieci i dorosłych - jak nieskończona jest ilość "zachowań"
            zwierzęcych, które można spokojnie zakwalifikować jako "wyższe". Temat
            praktyczny, nie mający na celu jałowych popisów z wątpliwej wiedzy, zwłaszcza
            filozoficznej, czyli tzw. ściągania skórki z gówna:):) ale uwrażliwiający
            ludzi na wiadome sprawy.
            +++++++
            Wybacz, ale tutaj podkresle roznice naszych „druzyn“, o ktorej wspominasz
            powyzej. Uwazam temat o „duszy zwierzat“ za wyjatkowo ograniczony i nieciekawy.
            Nie zgodze sie , aby zachowania kotow (ad rem ponizej), psow oraz innej masci
            gadziny dowodzily o ich „wyzszosci“ oraz ich nieskonczonosci (chyba ze wliczamy
            nieustajaca powtarzalnosc). Filozofia zwlaszcza ta zwiazana z matematyka i
            fizyka nie jest nauka watpliwa, choc w rzeczy samej, nie wszystkich musi
            interesowac. Filozofia moze zostac uznana za watpliwa i jalowa (tu sie zgodze)
            jesli odnosi sie jedynie do Boga i sensu zycia.
            Marusiu, zapytam troche z innej beczki. Czy zadalas sobie kiedys trudu,a by
            przeanalizowac watki pisane przez Kobiety ? (pisze przez duze K, bo Kobiety
            zawsze rozumiem przez duze K ). Czy nie zauwazylas, ze Kobiety wola dyskutowac
            np. na tematy swojego wygladu, kremow czy ubioru (ciekawy niegdys zamieszczony
            watek: dlaczego filozofia nie jest dla kobiet? Czy jakos tak. Posunalbym sie
            dalej w pytaniu: dlaczego patrzac na historie ludzkosci kobiety w zadnej
            dziedzinie nie posunely swiata naprzod, nie odniosly znaczacych sukcesow???
            (poza Fracuzka:)Maria Curie korzystajaca zreszta z pomocy meza) ??? Mam nam
            mysli fizyke, chemie, muzyke, literature , medycyne itp itd. Czy brak ich
            obecnosci dowodzi mniejszej niz meska inteligencji, dyskryminacji przez
            mezczyzn, czy moze z faktu, ze kobiety tylko jednej sprawie potrafia oddac sie
            w calosci: wychowaniu dzieci i bezgranicznej, bezkompromisowej milosci do
            swojego mezczyzny (czytaj Pana i Wladcy)..??????????
            Od dawna zadaje sobie to pytanie i tylko do takiej (jak wyzej) odp. doszedlem .
            Moge natomiast sie mylic, co przyznalbym z ulga.

            „ściągania skórki z gówna:):) „ swietnie napisane :). Naprawde!

            Aleeeee......Czy sciaganie mozna podobnie rozumiec jak nakladanie skorki na
            gowno?:).
            ++++++
            Praktyczny - to także szukający przyczyn np. ludzkiej
            niechęci do czarnych kotów i kotów w ogóle, wilków itd. Ktoś kiedyś, w sobie
            tylko znanym celu rozpuszczał bajki wśród ciemnoty, które na trwałe weszły w
            podświadomość dzisiejszych, zdawałoby się światłych ludzi jako niby przesądy
            ale.................
            +++++++
            no coz... historia dowodzi rowniez, ze nie wszyscy wierzyli w bajki i przesady.

            +++++++
            Ktoś, przypuszczalnie znaczący filozoficznie wpłynął na
            papieża Innocentego VIII, że w 1484r, oficjalnie nakazał palenie na stosach
            kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez
            trwający setki lat okres polowań na czarownice i do dziś pozostawił ślady w
            stosunku niktórych ludzi do kotów. Jak to pięknie i teatralnie wyglądało
            mogłaby pewnie opowiedzieć Malvina, gdyż największymi specjalistami od takich
            spektali byli zwyrodniali Walezjusze. Do dziś ludzie francuscy znają imię kota,
            któremu jako jedynemu z paryskich udało się zwiać z rusztowania i mimo płonącej
            kity zmylić królewsko - papieski pościg.
            :):):)
            +++++
            Tak więc widzisz drogi mathias_sammer, ludzie typu Kartezjusza, pozostawiający
            trwały, zły ślad na stosunku ludzi do przyrody to dla mnie gówniarze, którzy
            powinni radować się w piekle, że w ogóle znam ich nazwisko. Poza tym na mnie
            nazwiska filozofów nie robią żadnego wrażenia. Na wielu - robią. Ja ich nie
            znam - ale Ty ich znasz i pewnie Kardiolog ich zna. Jeśli więc znajdziecie czas
            i dobrą wolę, i zechcecie dorzucić cegiełkę w w/w /moim/ temacie poczujemy się
            zaszczyceni. Czas i miejsce akcji:):) poda Wam czuwająca na wszystkim
            Girlfriend.
            ++++++
            Marusiu, obok Kartezjusza mozna wymienic jeszcze wielu myslicieli, ktorych
            wplyw „po linii“ zdziesiatkowal szeregi ludzkie- zwlaszcza u
            • mathias_sammer Re: "deszcze niespokojne- Marusia 29.12.03, 11:02

              Tak więc widzisz drogi mathias_sammer, ludzie typu Kartezjusza, pozostawiający
              trwały, zły ślad na stosunku ludzi do przyrody to dla mnie gówniarze, którzy
              powinni radować się w piekle, że w ogóle znam ich nazwisko. Poza tym na mnie
              nazwiska filozofów nie robią żadnego wrażenia. Na wielu - robią. Ja ich nie
              znam - ale Ty ich znasz i pewnie Kardiolog ich zna. Jeśli więc znajdziecie czas
              i dobrą wolę, i zechcecie dorzucić cegiełkę w w/w /moim/ temacie poczujemy się
              zaszczyceni. Czas i miejsce akcji:):) poda Wam czuwająca na wszystkim
              Girlfriend.
              ++++++
              Marusiu, obok Kartezjusza mozna wymienic jeszcze wielu myslicieli, ktorych
              wplyw „po linii“ zdziesiatkowal szeregi ludzkie- zwlaszcza uwaznie obserwujac
              rozwoj chrzescijanstwa.
              Cos nie znajduje czuwajacej Girlfriend..moze spi...a moze jest w lesie...?:)
              Ale to chyba dobrze, ze nie ma Jej tutaj, prawda? :)
              ++++++
              Jeśli idzie o ten, Wasz wątek, k sażaleniju - nie przydam się. Choć nie jestem
              kuzynką Izabeli Łęckiej i mój stosunek do handlarzy, sorry Marketingowców, nie
              jest aż tak "nie dobry", nie mniej poszukiwanie słabości ludzkich aby wcisnąć
              im bubel nie uważam za szczytną idee i zwyczajnie - nie rajcuje mnie. Poza tym
              nie jestem teoretykiem tańca......:):):)
              ++++++
              Dzieki za poswiecenie „Waszego“ cennego czasu Marusiu. My tez czujemy sie
              zaszczyceni. Najbardziej mnie w Tobie podoba sie Twoj ciety jezyk oraz to , ze
              trzymasz sie granicy dobrego smaku :)

              Dopoki naiwni beda kupowac buble „hadlarzy“, dopoty handlarze bez mrugniecia
              powieki beda im trefny towar sprzedawac. Takie jest prawo rynku Marusiu.
              Bledem niektorych konsumentow wg mnie jest natomiast myslenie prowadzace do
              nikad czyli marketing to wylacznie rywalizacja (proba sil), wynik finansowy
              oraz % udzial w rynku (zwyciestwo?).
              Ja Marusiu- w przeciwienstwie na przyklad do Kanta- jestem jak najbardziej
              praktykiem.
              W tancu rowniez :).

              +++++++++
              Z szacunkiem Marusia

              Z szacunkiem i usmiechem,
              Mathias_Sammer
              -------

              Kardiologu,
              jesli pochylisz sie nad wpisem do Marusi znajdziesz kilka uwag dla siebie. Ze
              wzgledu na ograniczenia czasowe nie chcialbym i nie moge sie powtarzac.
              Pozdro i dzieki za zyczenia swiateczne :)


              • kardiolog Re: "deszcze niespokojne- Mat i Marusia 30.12.03, 07:44
                Czesc Mathias,
                po 20h podrozy cierpie na zmiane czasu stad moja obecnosc o tak wczesnej porze.

                hahahahahaha

                Wybacz, ale nie potrafie powstrzymac sie od powalajacego smiechu.
                No przyznaj sie czekales na mnie, co? hahahahahaha


                No nie moge, skonczylem wlasnie czytac posty te z godziny 3.00 o dzieciach.
                Bezsennosc w Seattle....?
                Cos czuje , ze w roku 2004 Polska bedzie wychodzic z nizu demograficznego :).
                Nieprawdopodobne :D, tylu zainteresowanych dziecmi i to o roznym odcieniu skory.
                hehehehe
                A teraz na temat:

                Chcesz, zebym udowodnil, ze niektorzy wierza w tzw. nakladanie...sie logiki?
                Potrzebuje do tego od 5 do 7minut, moge podac 5 przykladow :)No dobra, jeden
                podam :) Na poczatek :)
                Nie, nie bede psul calej zabawy z samego rana, zwlaszcza tuz przed Nowym Rokiem.
                A propos 2004 slyszalem takie zyczenia: nasze zycie w naszych rekach! Niech rok
                2004 bedzie lepszy. DLa mnie rok 2003 byl calkiem niezly, a 2004 bedzie super
                dobry (mam wiele planow zawodowych i rodzinnych, o ktorych oczywiscie nie bede
                informowal na forum) . A wiesz dlaczego rowniez bedzie lepszy tzn.tu: weselszy?
                Bo wydusze z kazdych 24h z 365 dni (rok przestepny, musze na nowo policzyc haha)
                ostatnia krople potu :)

                Pomyslnosci, nastepnym razem wpadne.. tj. jak bede. Mozesz na mnie liczyc, nie
                przyjde z pustymi rekami :):)
                ***************

                Witaj Marusia,
                milo widziec u nas. Chcesz z nami rozmawiac to rozmawiaj (bedzie nam wyjatkowo
                milo), nie chcesz to nie pisz (tez OK, zyl sobie nie podetniemy... hahaha-ten
                smiech to absolutnie nie do Ciebie).
                Uzupelnie komentarz M.S. o jedna dodatkowa uwage odnosnie handlarzy. Wole
                ludzi, ktorzy zajmuja sie marketingiem, gdyz to jest ich praca, nawet jesli u
                jej podstaw lezy naciaganie wrecz "oklamywanie" klienta. Kliencie -badz madry -
                nie kupuj, bo potem mozesz miec pretensje wylacznie do siebie.
                Natomiast ludziom, ktorzy bezplatnie! oszukuja innych, klamia bez mrugniecia
                powieki, sa hipokrytami i zlodziejami cudzej wlasnosci wypowiadam wojne. Wybacz
                wiec z gory, jesli bede pietnowal kazde oszustwo i hipokryzje, ktore wykryje-
                amam juz calkiem spory dorobek. Jezeli ktos zaslania sie uczciwoscia i
                czystoscia intencji niechze wreszcie! zacznie tak czynic- w przeciwnym razie
                bedzie mial ze mna do czynienia :)
                Chce abys wiedziala, ze NIC do Ciebie nie mam, czytajac Twoje wpisy podpisze
                sie jednak pod Twoim komentarzem- jestesmy w innych druzynach ( tym roznie sie
                od Mathiasa, ale jestem w jednym podobny-zawsze stane pos tonie kobiet). Jestes
                w porzo, choc potrafisz zalezc za skore :), ale lubie Cie- gdyz i ja lubie
                kobiety duzego formatu. Nie lubie natomiast ludzi malego formatu, jesli wiec
                staniesz w ich obronie, co oczywiscie obroci sie szybko przeciwko Tobie,
                wowczas wybacz, ale bede zmuszony i Ciebie o tym solidnie poinformowac...

                To tyle ode mnie w tzw. " swiatecznej godzinie szczerosci z Kardiologiem"

                Pozdrawiam i jeszcze raz zycze wszystkiego dobrego (tego, czego nie mozna sobie
                kupic) i nie powtarzania w 2004 bledow z roku 2003.
                (To do Ciebie Matt..).

                Klaniam sie,
                kardiolog

                PS1 dobra wiadomosc dla Bulterierki jest taka, ze nie zamierzam w roku 04
                zwiekszac czestotliwosci pisania.
                PS2, druga dobra wiadomosc- widzialem na forum Petre. Dawno jej nie bylo......
                Ciekawe co z nia sie dzialo.....? :) Moze napisze :)
                • mathias_sammer Re: kardiolog 30.12.03, 10:53
                  Czesc Kardiolog,
                  oj cieniutko cieniutko- takie ledwie ruszanie paluchem w bucie:)))))))))))))
                  Wysil sie troche :)

                  Tak sobie wlasnie tele-expressowo (od 15-20 minut) czytam i mam nieodparta chec
                  dorzucenia co-nie-co.
                  Kardiologu, nie koncentrujesz sie na problemie tylko slizgasz po nim- co w
                  istocie doprowadza Cie na wyspisko przeszlosci. Po co? Mowa bowiem nie o
                  przeszlosci, (choc jak pisala Maruska- co chlopcy (czyt. filozofowie) by
                  robili, gdyby zyli w Jej czasach-), ale o terazniejszosci. Zaglebiasz sie w
                  faldy sprzed lat dochodzac jedynie do wniosku, ze „niby gdzies dzwoni, ale nie
                  wiesz gdzie, a wiec daleko, glucho i nieistotnie”..............;). A czy
                  zdajesz sobie sprawe, ze przeszlosc np. rzeczywisty udzial Marksa, ucznia
                  Hegla, a moze Hegla ucznia Marksa..? wygladal, byc moze, o 180 stopni inaczej,
                  niz podaja zrodla biograficzne......??? No powiedz, czy pomyslales o tym, ze
                  prawdziwe historyczne asy caly czas drzemia w rekawie ? Moze toczy sie gra
                  stara jak swiat czyli w „plotki” , gdy rekiny spia lub w bierki? Ach..
                  zagralbym wreszcie w prawdziwego pokera :) nawet jedna lichutka para waletow ,
                  a nie tzw. wojne, gdzie wygrywa ten, ktory pierwszy „wypstryka” sie ze
                  wszystkich kart :).
                  Do czego nawiazuje moj rozmowco?
                  Ano do ostatniego numeru Spiegla (wiem, ze znasz rowniez niemiecki, czego dales
                  dowod na innym forum). Rok 2004 rokiem Immanuela Kanta (200 rocznica). Poczytaj
                  cover story „Das reine Gold des Denkens”, bardzo ciekawa i pouczajaca lektura,
                  a zwlaszcza szokujacy na swoj sposob wywiad z Manfredem Geierem „Die
                  Arbeitsmoral des Handwerkers”, ktory stara sie dziennikarzowi odpowiedziec na
                  wyjatkowo trudne pytania dotyczace moralnosci..
                  Jesli przeczytasz napisz prosze, czy pomyslales choc raz, ze historia mogla
                  wygladac zupelnie inaczej niz ja dotychczas szeroko i glosno...opisywano......?
                  Pamietaj jednak, ze nie mowimy o szalenie odleglej dla mnie przeszlosci, ktorej
                  nie mam zamiaru przytaczac, gdyz od dawna szczegolowe noty biograficzne uwazam
                  za nieistotne dla terazniejszosci. Mowimy o roku 2004, ktory moze stac sie
                  prawdziwa pozywka intelektualna dla myslicieli czy tez mysliwych.
                  W tym kontekscie interesuje mnie zwlaszcza wydana w 1781 roku „Kritik der
                  reinen Vernuft”, fragmenty ktorej w tlumaczeniu ,tez zdaje sie, zamieszczalem.
                  Jesli nie zamieszczalem, nie bede sie upieral :)

                  I ja ubawilem sie dzis setnie, ale czas juz na powazniejsza pauze- obowiazki
                  czekaja, najpierw te sylwestrowe :)

                  Do nastepnego razu czyli do kolejnego , uroczego „zachciejstwa” :)

                  M.S.
    • mathias_sammer marketing bez tajemnic 25.11.03, 13:43
      Czesc Kariologu,
      mam dokladnie 20 minut i postanowilem je Tobie poswiecic. Dlaczego? Ano
      dlatego, ze bedziesz z nami jeszcze 4 dni, potem juz laba. Zaszczepiles sie?
      Jesli bedziesz mogl i mial ochote to stuknij pozdrowienia z dzungli.

      Mam tu w biurze kilka ksiazek marketingowych, wszystkie tomiska (m.in.
      Bennetta) po angielsku i za dlugo, by tlumaczyc- zreszta leniwy jestem.
      Znalazlem jednak mala dziecinna ksiazeczke wydana po polsku (nawet nie wiem
      skad sie wziela), ktora mnie zaciekawila. Wydanie z 1996 wiec dosc leciwe, ale
      tresci podane w sposob bardzo przystepny i zrozumialy nawet dla tych, ktorzy
      wczesniej nie mieli kontaktu z marketingem. Przymknij oko na czeste powtorzenia
      w tekscie-osobiscie nie lubie.
      Al Ries
      Jack Trout (:), cos mnie sie przypomnialo)
      „22 niezmienne prawa marketingu“
      ----
      Naruszasz je na wlasne ryzyko!

      Spis tresci interesujacy wiec, zamieszcze i wrzuce tez kopie jednego z dzialow.
      PRAWO:
      1. pierwszenstwa
      2. kategorii
      3. pierwszenstwa mysli
      4. percepcji
      5. koncentracji
      6. wylacznosci
      7. drabiny
      8. dwoch
      9. przeciwienstwa
      10. podzialu
      11. perspektywy
      12. rozszerzania asorytmentu
      13. rezygnacji
      14. wlasnosci
      15. szczerosci
      16. jedynego rozwiazania
      17. nieprzewidywalnosci
      18. sukcesu
      19. niepowodzenia
      20. przesady
      21. trendu
      22. i zasobow

      Wszystkie prawa sa ze soba polaczone, ale kazde stanowi niezalezna calosc- co
      oznacza, ze mozna cytowac w dowolnej konfiguracji. Moze jeszcze przed Twoim
      wyjazdem cos dorzuce.
      Klaniam sie,
      M.S.

      Punkt 18 (skroty)
      SUKCES CZESTO PROWADZI DO AROGANCJI; A AROGANCJA DO KLESKI

      Zadowolenie z siebie jest wrogiem skutecznego marketingu. Konieczny
      jest obiektywizm.
      Kiedy ludzie osiagaja sukces, sa sklonni do mniejszej obiektywnosci. Czesto
      biora swoj wlasny poglad, za to, czego chce rynek.
      Przyklad czlowieka zaslepionego szybko odniesionym sukcesem i nieskazonego
      skromnoscia to Donald Trump. A kiedy sie jest zaslepionym, trudno skupic uwage
      na rzeczywistosci.
      Strategia Trumpa polegala na umieszczeniu swojego nazwiska na wszystkim, przez
      co popelnial grzech glowny rozszerzania asortymentu.(Wydaje sie, ze
      sprotostowania nieodlacznie towarzysza nadmiernemu zadowoleniu z siebie. Kiedy
      po raz pierwszy spotkalismy sie z Wielkim Donaldem, zaczal rozmowe od tego, jak
      to ludzie oskarzaja go o przesadne mniemanie o sobie. Nastepnie stwierdzil, iz
      nieprawda jest, jakoby mial o sobie nadmiernie dobre mniemanie. Jednak trudno
      bylo nie dostrzec metrowej litery „T“ z mosiadzu, ustawionej obok jego biurka).
      Sukces czesto prowadzi do fatalnego w skutkach rozszerzania asortymentu. Kiedy
      marka osiagnie powodzenie, firma zaklada, ze to nazwa jest glowna przyczyna
      sukcesu marki. Szybko wiec szuka dalszych wyrobow, do ktorych moglaby
      przyczepic nazwe swojej marki.
      W rzeczywistosci jest odwrotnie. To nie nazwa powoduje, ze marka staje sie
      slynna (chociaz zle dobrana nazwa moze uniemozliwic zdobycie przez marki
      slawe). Marka stala sie slynna, bo podjeto wlasciwie dzialania marketingowe.
      Inaczej mowiac, podjete dzialania byly zgodne z podstawowymi prawami marketingu.
      (..)

      Powodzenie rozdyma firme do tego stopnia, ze nadaje ona slynna marke swoim
      wyrobom. Skutek: poczatkowe sukcesy i niepowodzenia w dalszej perspektywie.
      Vide upadek Donalda Trumpa.
      Im silniej sie identyfukuje ze swoja marka czy nazwa korporacji, tym wieksze
      prawdopodobienstwo, ze sie wpadnie w pulapke rozszerzania. Gdy sprawy ida zle,
      byc moze pomysli sie: „to nie moze byc wina nazwy. Nasza nazwa jest znakomita“.
      Przed zguba idzie pycha, a przed upadkiem duch sie wynosi (Ksiega Przypowiesci
      16, 18).
      Tom Monaghan z Domino Pizza jest jednym z nielicznych menedzerow, ktorzy zdaja
      sobie sprawe z tego, jak zadowolenie z siebie moze czlowieka sprowadzic na
      manowce.“Zaczyna sie myslec, ze czlowiek moze dokonac wszystkiego. Taki bylem
      na poczatku. Zajmowalem sie przez pewien czas mrozonymi pizzami i to byla
      katastrofa. Gdybym sie nie bawil sie w te mrozone pizze przez blisko rok,
      probujac sprzedawac je barom i restauracjom, zapewne byloby znacznie wiecej
      sklepow Domino“.
      W istocie wiara w siebie jest potrzebna. Moze stanowic sile napedowa w
      tworzeniu przedsiebiorstwa. Grozne jest zadowolenie z siebie w procesie
      marketingu. Najzdolniejsi marketingowcy potrafia myslec tak, jak potencjalny
      klient. Stawiaja siebie w jego sytuacji. Nie dostosowuja jej do swojego
      swiatopogladu. (..)
      W miare odnoszenia coraz wiekszych sukcesow, narastala arogancja takich firm
      jak General Motors, Sears, Roebuck i IBM. Uwazali, ze moga na rynku zrobic to,
      co chca.
      Popatrzymy na Digital Equipment Corp. (DEC), firma, ktora dala nam
      minikomputery. DEC, ktora zaczynala od zera, jest dzisiaj niezwykle skuteczna
      firma o obrotach 14 mld USD.
      Zalozycielem DEC jest Kenneth Olsen. Powodzenie, ktore osiagnal, spowodowalo,
      ze uwierzywszy we wlasna nieomylnosc w sprawach komputerow, wysmial komputery
      osobiste, systemy otwarte , a na koniec RISC (reduces instruction set
      computers).
      Inaczej mowiac, Ken Olsen zlekcewazyl trzy z najwiekszych osiagniec w
      kategorii komputerow. Dzisiaj Ken Olsen wypadl juz z obiegu. (..)
      Ilustracja tej sprawy (utrata kontaktu z linia frontu przez dyrektora
      naczelnego w wielkich firmach-przyp. M.S.) byl konflikt miedzy Rogerem Smithem
      i Rossem Perotem w General Motors. Ross Perot, kiedy byl czlonkiem rady
      nadzorczej GM, w weekendy odwiedzal dealerow i kupowal u nich samochody.
      Krytykowal Rogera S. za to, ze tego nie robil.
      Perot powiedzial: „Musimy rzucic bombe atomowa na system GM“ Chcial zlikwidowac
      ogrzewane garaze, luksusowe limuzyny z szoferami, jadalnie dla menedzerow.
      Luksusowe limuzyny z szoferami w firmie, ktora usiluje sprzedawac samochody..?
      Jezeli sie jest mocno zajetym dyrektorem (okropne tlumaczenie- przyp. M.S.,
      chyba tego „dluzej nie zniese“. Trzym sie Mathias, dotrwaj do konca!), to w
      jaki sposob zbierac informacje o tym, co sie dzieje naprawde? Jak obejsc
      sklonnosc kierownikow sredniego szczebla do mowienia tego, co sadza, ze sie
      chce od nich uslyszec? Jak zapewnic sobie doplyw zlych informacji obok dobrych?
      Jedna z metod jest chodzenie incognito albo w sposob niezapowiedziany. Jest to
      szczegolnie przydatne na szczeblu dystrybutorow i w detalu. Pod wieloma
      wzgledami przypomina to krola, ktory przebiera sie w zwyczajny stroj i idzie
      miedzy poddanych (ach to amerykanskie zadecie!- przyp. M.S.). cel:uzyskac
      bezstronne opinie o tym, co sie dzieje.
      Podobnie jak krolowie, naczelni dyrektorzy rzadko kiedy uzyskuje szczere
      informacje od swoich ministrow. Na dworze jest zbyt wiele intryg.
      Innym aspektem sprawy jest podziala czasu. Bardzo czesto naczelny dyrektor zbyt
      wiele swojego czasu poswieca na zebrania organizacji dobroczynnnych (?),
      dzialalnosc stowarzyszen branzowych, posiedzenia rad nadzorczych innych firm,
      uroczyste przyjecia. Wg jednego z sondazy, dyr. Naczelny poswieca przecietnie
      18godz /tyg na „zajecia zewnetrzne“.
      Innym zlodziejem czasu sa narady wewnetrzne. Dyr poswieca przecietnie 17
      godzin /tyg na udzial w naradach w przedsiebiorstwie i dalsze 6h na
      przygotowanie sie do nich. Skoro typowy naczelny pracuje 61 godz tygodniowo,
      pozostaje mu zaledwie 20 godzin na wszystko inne, w tym na kierowanie
      operacjami i na zwiedzanie linii frontu.
      Marnotrawstwem czasu jest tez zbyt czesty udzial w konferencjach. Zamiast
      omawiac sprawy, lepiej wyjsc i zobaczyc samemu.
      Jak powiedzial Grobaczow Reaganowi: „Lepiej raz zobaczyc niz 100 razy uslyszec“.


      Al Ries I Jack Trout sa autorami opublikowanej w 1980 klasycznej
      ksiazki „Positioning: The Battle for Your Mind“, oraz „Bottom-Up Marketing“
      (1985), „Horse Sense“ (1990) oraz ksiazeczki , u ktorej zaczerpnalem cytaty
      Tlumaczenie jest tak fatalne, ze wpisze rowniez
      • mathias_sammer Re: marketing bez tajemnic 25.11.03, 13:45
        pozarlo ogonek :)
        ------

        Al Ries I Jack Trout sa autorami opublikowanej w 1980 klasycznej
        ksiazki „Positioning: The Battle for Your Mind“, oraz „Bottom-Up Marketing“
        (1985), „Horse Sense“ (1990) oraz ksiazeczki , u ktorej zaczerpnalem cytaty
        Tlumaczenie jest tak fatalne, ze wpisze rowniez nazwisko autora i wydawnictwo:
        Andrzej Ehrich (panie Andrzeju- ehrlich jest, ale czy dobrze...? :)) Polskie
        Wydawnictwo Ekonomiczne.

        Do jutra jak zdaze
        lub do po-ju-trza!

    • mathias_sammer mikroswiat- kardiolog 30.12.03, 12:41

      Kardiolog, jeszcze jestem na chwilke w necie. Kurde musze juz isc a ja
      zakleszczylem sie przed kompem czy jak? :)
      Z humorem u mnie caly czas w porzadku, tak dalej trzymac. Znalazlem miejsce, z
      ktorego sciagasz teksty, ale tego na pewno nie czytales. Podrzucam- gdyz wydaje
      mi sie wyjatkow ciekawy w odniesieniu do Twoich rozwazan o replice komorek.
      W Nowym Roku, jak tylko czas pozwoli, bede wieszal teksty z literatury
      niemieckiej powojennej. Wykopalem kilka fajnych ksiazek.

      Pozdrowka i milego czytania:

      Michał Tempczyk
      Uniwersytet Stefana Wyszyńskiego
      w Warszawie

      D O P I S Z K O M E N T A R Z
      (komentarze znajdziesz poniżej tekstu)(opuscilem :)

      --------------------------------------------------------------------------------
      ------------
      Fizyka jest podstawową nauką przyrodniczą, dlatego jej zakres obejmuje
      także zjawiska i obszary odległe od naszego codziennego doświadczenia, których
      strukturę poznajemy za pośrednictwem zaawansowanych zmatematyzowanych teorii,
      takich jak mechanika kwantowa lub ogólna teoria względności. Teorie te
      postulują istnienie obiektów, których nie można bezpośrednio obserwować,
      dlatego problem istnienia tych obiektów nabiera szczególnego znaczenia i ma
      wyjątkowe aspekty. Są one konsekwencją tego, że w przeciwieństwie do ciał
      znanych nam z bezpośredniej obserwacji, o istnieniu obiektów takich jak partony
      lub czarne dziury dowiadujemy się głównie dzięki teorii. Zmiana teorii, lub
      inne względy niezależne od doświadczenia, może doprowadzić do zmiany poglądów,
      jakie obiekty istnieją w dziedzinie zjawisk opisywanych przez teorię. Z tego
      powodu przekonanie o tym, jakie obiekty opisuje taka teoria wymaga szczególnej
      analizy. Nawet uczeni pracujący w ramach jednej teorii mogą mieć różniące się
      poglądy na ten temat. W przypadku mikroświata analiza zagadnienia istnienia
      jego składników musi brać pod uwagę kilka podstawowych trudności, wynikających
      z istoty tego obszaru zjawisk. Trudności te można scharakteryzować w kilku
      punktach:

      1. Obserwowalność mikroobiektów.

      Mikroświat zdefiniuję jako sferę obiektów fizycznych i zachodzących w
      nich procesów, obejmujących atomy, ich proste połączenia i części. Ponad sto
      lat temu, gdy atomowa teoria budowy materii stała się podstawą fizyki i chemii,
      nie było możliwości obserwowania pojedynczych atomów ani dokonywania pomiarów
      procesów zachodzących w atomach. Uczeni mogli obserwować i mierzyć przebieg
      procesów zachodzących w małych, z makroskopowego punktu widzenia, próbkach
      materii, jednak próbki te zawierały ogromne ilości atomów. Zdumiewająca
      pomysłowość fizyków pozwoliła im pomierzyć wielkości tak małe, jak elektryczny
      ładunek elektronu lub wyliczyć masy atomowe poszczególnych pierwiastków,
      pomiary te nie były jednak oparte na obserwacji pojedynczych mikroobiektów,
      których istnienie wynikało z teorii. Z tego powodu Mach i inni empiryści mogli
      powątpiewać w istnienie atomów, traktując je jako jedynie zręczną konstrukcję
      teoretyczną.
      Od tego czasu sytuacja radykalnie się zmieniła. Techniki eksperymentalne
      pozwalają obecnie manipulować poszczególnymi atomami, na przykład umieszczać je
      w sieci krystalicznej innego pierwiastka, zatrzymywać pojedyncze atomy,
      obserwować ich promieniowanie itp. Można także, używając mikroskopu tunelowego,
      obserwować pojedyncze atomy. Techniki pracy z pojedynczymi atomami lub jonami
      są obecnie powszechnie stosowane w mikroelektronice, teorii ciała stałego i
      fizyce atomowej. Dzięki nim można atomy uznać za obiekty obserwowalne. Są one
      obserwowalne w takim samym stopniu w jakim obserwuje się drobne organizmy pod
      mikroskopem. Różnica polega jedynie na innym promieniowaniu używanym w
      mikroskopach tunelowych, elektronowych i optycznych. W tych wszystkich
      przypadkach bada się obiekty zbyt małe, by można było ich istnienie sprawdzić
      gołym okiem.

      2. Pośrednia obserwowalność cząstek elementarnych.

      Bardziej skomplikowana jest sprawa obserwacji składników atomów, czyli
      jąder i cząstek elementarnych. Swoje uwagi ograniczę do tych ostatnich. Cząstki
      elementarne tworzą bogaty zbiór różnych mikroobiektów, który ze względu na
      obserwowalność można podzielić na trzy klasy. Podstawą wyróżnienia tych klas
      jest czas życia cząstek.
      Najważniejsze są cząstki żyjące dowolnie długo, z których są zbudowane
      atomy: elektrony, protony i neutrony. Neutrony w stanie swobodnym rozpadają się
      z okresem rozpadu około 500 s., jednak tym nie będę się zajmował. Podstawą
      makroskopowych obserwacji cząstek jest ich oddziaływanie z atomami, oparte na
      siłach elektrycznych, dlatego neutrony nie są pod tym względem obserwowalne.
      Można je obserwować dzięki powodowanym przez nie procesom jądrowym, lecz o tym
      nie będę mówił. Z cząstek żyjących dowolnie długo pozostają protony i
      elektrony. Na szczęście sytuacja nie jest tak zła, ponieważ istnieje kilka
      typów cząstek, które wprawdzie rozpadają się, istnieją jednak wystarczająco
      długo, aby ich tory mogły być zarejestrowane przez klisze fotograficzne, komory
      Wilsona lub liczniki. Z tego powodu cząstki te można obserwować tak jak protony
      i elektrony, licząc z parametrów toru ich masy i ładunki elektryczne.
      Tych kilka rodzajów długożyjących cząstek lub jąder atomowych (cząstki
      alfa) jest rozpraszanych w najrozmaitszych akceleratorach i w rezultacie
      otrzymuje się bogactwo pozostałych cząstek, które nazywane są rezonansami,
      ponieważ o ich istnieniu fizycy dowiadują się tylko obserwując rezonanse w
      macierzy rozpraszania protonów, mezonów pi, antyprotonów. Rezonanse żyją
      niesłychanie krótko, przeważnie tak długo ile wynosi czas przelotu światła na
      odległość w przybliżeniu równą ich rozmiarom (rzędu 10-23s), fizycy uznają
      jednak, że są to samodzielne cząstki, z teoretycznego punktu widzenia
      równorzędne cząstkom trwałym. Zgodnie z tym starają się zbudować schematy
      klasyfikujące w jednakowy sposób wszystkie cząstki. Udanym schematem jest grupa
      SU(3), która stała się podstawą fizyki cząstek elementarnych.

      3. Kwarki.

      Sukces klasyfikacji cząstek, opartej na schematach grupy SU(3) był taki
      wielki, że fizycy uwierzyli w nią i postanowili do końca wykorzystać możliwości
      teoretyczne, jakie daje. Zgodnie z teorią grup Liego każda grupa daje określone
      schematy klasyfikacyjne, zwane reprezentacjami, które można zbudować drogą
      kolejnego składania kilka najprostszych schematów, czyli elementarnych
      reprezentacji tej grupy. W przypadku grupy obrotów SO(3) podstawowy jest stan o
      momencie pędu 1/2 i z niego można zbudować układy o dowolnym momencie pędu
      połówkowym lub całkowitym. Grupa SU(3) ma dwie takie podstawowe reprezentacje,
      nazwane przez Gell-Manna kwarkami i antykwarkami. Teoretyczny model składania
      wszystkich rodzajów cząstek z kwarków, prosty i efektywny, doprowadził fizyków
      do przekonania, że kwarki istnieją. Najpierw byli oni przekonani, że kwarki
      istnieją tak jak inne cząstki, dlatego chcieli zaobserwować kwarki swobodne,
      jednak po latach nieudanych poszukiwań doszli do wniosku, że występują one
      tylko w cząstkach jako ich składniki opisane za pomocą reprezentacji grupy SU
      (3), natomiast nie mogą tworzyć odrębnych, samodzielnych obiektów fizycznych.
      Kwarki istnieją więc w stanie 'uwięzionym'. Wytłumaczyli to tworząc teorię
      uwięzienia kwarków i opracowali dynamikę oddziaływania kwarków wewnątrz
      cząstek - chromodynamikę. Doprowadziła ona do następnego sposobu rozumienia
      istnienia mikroobiektów - istnienia niesamodzielnego.

      4. Istnienie uwięzione.

      Kwarki istnieją lecz nie mogą występować jako obiekty pojedyncze. Fizycy
      zgromadzili ogromny materiał obserwacji potwierdzających samo istnienie kwarków
      oraz ich własności, przede wszystkim ułamkowych ładunków elektrycznych. Pod tym
      względem pomysłowość fizyków jest ogromna. Są oni przekonani, że empiria
      całkowicie potwierdza teorię, którą w związku z t
      • mathias_sammer Re: mikroswiat- kardiolog cd 30.12.03, 12:43
        tu: o kwarkach jest bardzo malo, przy okazji uzupelnie szerzej bo warto.

        4. Istnienie uwięzione.

        Kwarki istnieją lecz nie mogą występować jako obiekty pojedyncze. Fizycy
        zgromadzili ogromny materiał obserwacji potwierdzających samo istnienie kwarków
        oraz ich własności, przede wszystkim ułamkowych ładunków elektrycznych. Pod tym
        względem pomysłowość fizyków jest ogromna. Są oni przekonani, że empiria
        całkowicie potwierdza teorię, którą w związku z tym nazywają teorią
        standardową. Uważają, że każda podstawowa teoria budowy materii będzie musiała
        zawierać teorię kwarków jako swoją część. Z filozoficznego punktu widzenia
        kwarki są obiektami teoretycznymi, dlatego wydaje się, że poważna zmiana teorii
        musiałaby doprowadzić do zmiany koncepcji ich istnienia, o czym fizycy nie chcą
        mówić. Dla nich kwarki istnieją. Budują coraz bardziej skomplikowane modele
        wewnętrznej struktury cząstek elementarnych. Prócz kwarków zawierają one siły
        łączące kwarki. Ich nośniki nazywane są gluonami. Niesprowadzalne do kwarków są
        leptony, czyli elektrony, miony i ich neutrina. Zgodnie z teorią standardową
        kwarki i leptony są podstawowymi składnikami materii.
        Problem istnienia kwarków jest wyjątkowo ciekawy. Po pierwsze,
        skuteczność zastosowania w teorii cząstek elementarnych metod grupy SU(3) nie
        zmusza wcale do przekonania, że muszą istnieć najprostsze reprezentacje tej
        grupy. Prostota matematyczne nie wymusza istnienia odpowiednich obiektów tylko
        dlatego, że w modelach procesów realnych istnienie takie doprowadziłoby do
        uproszczenia obrazu całości. Mamy tutaj więc do czynienia z istnieniem bardzo
        uzależnionym od teorii. Jednak to nie wszystko. Zgodnie z prawami mechaniki
        kwantowej, zwłaszcza z zakazem Pauliego, takie same kwarki nie mogą występować
        koło siebie wewnątrz jednej cząstki, a tymczasem w kwarkowych modelach cząstek
        sytuacja taka zdarza się często. Fakt ten stanowił trudny problem teorii. Aby
        się z nim uporać fizycy wymyślili nową własność kwarków - kolor. Kwarki takie
        same pod każdym innym względem, występując w jednej cząstce, różnią się
        kolorem. Ponieważ bariony składają się z trzech kwarków, kolory są trzy -
        czerwony, zielony i niebieski. Oddziaływanie kwarków polega na przenoszeniu
        koloru, dlatego nośników tego oddziaływania - gluonów - jest osiem (9 minus
        jeden warunek dodatkowy). W tej teorii widać jak fizycy z trudności z zakazem
        Pauliego zrobili mechanizm sił wiążących składniki cząstek elementarnych. Na
        razie są oni przekonani, że mają rację. Wydaje mi się jednak, że rezygnacja z
        tezy o istnieniu kwarków jako samodzielnych składników cząstek znacznie
        uprościłaby teorię i obraz oddziaływań elementarnych. Cząstki mogą w
        oddziaływaniach wykazywać istnienie wewnętrznej struktury, która nie musi być
        konsekwencją istnienia w nich jakichś całkowicie niezależnych składników. Na
        przykład, protony mają określony rozkład ładunku elektrycznego, co nie zmusza
        do przekonania, że składają się z jakichś mniejszych jednolicie naładowanych
        części. Podobnie może być z kwarkami.

        5. Typy idealne.

        Powyższe uwagi pokazują, że cząstki elementarne i ich składniki są
        tworami wysoce teoretycznymi. Przekonanie o ich istnieniu zależy bardzo od
        teorii, w ramach której się je bada. Ta sytuacja ma jednak jedna istotną
        zaletę. Świat mikroobiektów jest kompletny i czysty. Nie ma w nim elementów
        zaburzających ani przypadkowych. Na tym poziomie materia składa się tylko z
        cząstek elementarnych, dlatego wszystko co bierze udział w procesach
        elementarnych jest cząstką. Z praw mechaniki kwantowej wynika ponadto, że
        wszystkie cząstki jednego rodzaju są idealnie takie same. Są one w związku z
        tym nierozróżnialne. Nierozróżnialność jest ważnym postulatem statystyk
        kwantowych i z niej wynika odmienność tych statystyk od klasycznej. Na poziomie
        budowy atomów prowadzi to do antysymetryzacji stanów elektronów znajdujących
        się na jednej powłoce. Każdy z nich znajduje się w każdym z dopuszczalnych
        stanów, co trudno sobie wyobrazić myśląc klasycznie, a jednak bez tego nie było
        by wiązań chemicznych ani powłok. Materia makroskopowa istnieje dzięki
        nieodróżnialności elektronów i zakazowi Pauliego. Inne zadziwiające procesy,
        takie jak nadciekłość i nadprzewodnictwo, również powstają dzięki
        nieodróżnialności atomów lub ich składników. W ciele stałym wzbudzenia sieci
        krystalicznej także dają statystkę Bosego-Einsteina, wynikającą z
        nieodróżnialności tych stanów. Z tego powodu obiekty mikroświata są przykładem
        typów idealnych, podobnych do obiektów matematyki, gdzie obiekty izomorficzne
        są nieodróżnialne. Jest to ważna cecha mikroświata.
        • bulterier Most na rzece Kwai 31.12.03, 11:04
          Czesc Wam,

          ogladaliscie ten film? Wlasnie zastanawiam sie nad zakonczeniem. Nie moge sobie
          przypomniec czy wysadzili ten piekny most.

          Z 32 kart w talii dobralam sobie dwie pary- chyba wiec niezle :)

          Wpadlam jedynie celem zabrania kilku swoich (uzytkowanych przez innych........)
          rzeczy....... oraz powieszenia zyczen noworocznych w mysl zasady „nie odkladaj
          do jutra tego co masz zrobic dzis” -a dzis Sylwester w koncu, no i ....imieniny
          Hermesa :). Ach, jak ja lubie Grecje i jej mitologie!

          Ksiazki i plyty postanowilam zostawic czyli ododac do pewnego domu dziecka,
          gdyz nic bardziej nie cieszy, jak swiadomosc, ze komus moga sie przydac a nawet
          sprawic duza przyjemnosc. Niech wiec „beda dalej podawane”.
          Ciesze sie Panowie, ze zaprosiliscie mnie w inne miejsce, ktore od czasu do
          czasu bede nawiedzac celem siania zametu :) Nie chce zbytnio prowokowac
          tamtejszych pisarzy, niech sympatyczne zycie plynie spokojnym jak do tej pory
          tempem. Ciesze sie jednak, ze nie rozpromowaliscie tego „waszego” miejsca w
          innych mediach.

          Co do Waszej logiki to nie zgodze sie z Wami odnosnie roli kobiet. Ja tam
          lepiej wiem co nalezy zrobic z tymi no... skwarkami, o ktorych piszecie. Sprawa
          jest wyjatkowo prosta- trzeba je dobrze wysmazyc! Ot co! Odnosnie zas samego
          bycia mezczyna to powiem Wam, ze zdarza sie niekiedy, ze to kobieta znajdujaca
          sie pomiedzy facetami okazuje sie byc prawdziwym mezczyzna, ktory wie kiedy
          nalezy wstac i wyjsc.
          Pamietacie jeszcze moj hymn Perfektu „Niepokonani”?
          Stare ale zawsze aktualne.

          A teraz bardziej na temat. Co do tej calej Waszej logiki to mam pewna uwage.
          Mianowicie, mnie kiedys zastanowil rachunek prawdopodobienstwa , ktory mogl
          stac sie kluczem, choc klucz lezy gdzie indziej. Rachunek pr. zawiera bowiem
          zbyt wielka, trudna do zrealizowania liczbe. Istota natomiast sa wykonywane
          dzialania: dodawania, mnozenia (niekiedy tez dzielenia) , ktore doprowadzaja
          do takiego a nie innego rezultatu czyli wyniku....... Podazacie jeszcze za
          mna?:)
          Matematyka to wspaniala rzecz! Na przyklad wykorzystuje ja do sporzadzania
          listy zakupow, kilogram kaczki, 5 pomaranczy, sto butelek wina ect :) Czyz to
          nie genialne?:)

          Musze juz isc. Na koniec zyczenia noworoczne dla Wszystkich (rowniez nie
          wymienionych i tych, ktorzy nie przychodza mi teraz do glowy) starenkich i
          mniej starych MOICH.. osobistych przyjaciol oraz innych znajomych internetowych.

          Zyczenia skladam w kolejnosci znajomosci :
          Wszystkiego dobrego w nowym 2004 roku:
          KimB
          Jarkowi
          Kozie
          Klarze
          Petrze
          Maja Maya (dodatkowy calus za jej slynne : pomozcie, jestem tu nowa!)
          Slimaczkowi
          Mrowce
          Kosmatemu
          Nivei
          Nowemu
          Andromedzie itd.

          Wystarczy, zasapalam sie.
          Sciskam pod kolankiem i wszystkiego dobrego !

          Bulterier czyli Dorota*

          * info dla tych, ktorzy nie wiedzieli kiedy skladac mi zyczenia imieninowe :)

          PS tak tak, zdaje sie wysadzili ten most...

          bez odbioru
          • kardiolog dojrzalosc 2004 04.01.04, 12:31
            Witam,
            zaczne po kolei.

            Czesc Dorotko..Bulterierko
            Przykro, ze rezygnujesz z forum Gazety Wyborczej. Ja zostaje, i tak jak
            napisalem powyzej, bede w 2004 zagladal od czasu do czasu na jego strony.
            Widze, ze „zaciagnelas sie feromonem” (to ze Shreka) czyli Klubowym z filtrem...
            Kiedys tez toto palilem. Prawda, ze smak kiepsciutenki? Dla mnie dzisiaj
            rowniez wybitnie wymiotny. Mam nadzieje, ze wiesz, ze prawie przez dwa lata
            fabryka produkowala papierosy W POLSCE BEZ zagranicznych licencji..? Dopiero
            pozniej Philip Morris zostal ponownie wlaczony. Uzupelniam, bo widze, ze
            niektorzy palacze pragna wykorzystac owa sytuacje celem ochrony pluc wlasnych i
            ubieganie sie o odszkodowanie?! To tak jakby morderca powiedzial: „tak zabilem,
            ale to wszystko z milosci do ciebie kotku”. Cytat z filmu, zdaje sie z 45 roku,
            nie pamietam.
            Mowiac o kinie, mimo wszystko, najciekawsze produkcje wyemitowano w minionym
            roku, zupelnie inne, ale zgodze sie poraz 50ty- nie ma sensu pisac o filmach,
            ktore ogladalo sie wiele razy. Filmy sprzed wojny, jak wiesz, zniszczono. Nie
            wszystkie jednak, ale to tak staaara historia, ze naprawde juz szkoda czasu na
            odgrzebywanie.

            Dlaczego? Dlaczego wczesniej nie pisalem o filmach?
            Moze wiec cos z marketingu.
            Dam taki przyklad. Wyobraz sobie, ze zostalas ankieterka i musisz zebrac
            opinie. Grupa jakosciowa 100 osob, grupa docelowa: 50/50 kobiety mezczyzni,
            dorosli, wygladem sugerujacy wiek pow. 30lat. Badanie przeprowadzasz na
            najbardziej ruchliwej ulicy w Twoim miescie. Pytanie brzmi: Wygral/a Pan/i
            wlasnie na loterii 20 mln nowych zlotych. Jak spozytkuje Pan/i wygrana?
            Zalozmy, ze mezczyzni powiedza: kupie dom, mercedesa, pojade (jesli ma rodzine-
            pojedziemy) na dlugie wakacje dookola swiata, zainwestuje itp. Kobieta : kupie
            dom, kupie mieszkania dzieciom, wykupie polisy ubezpieczeniowe dla dzieci,
            zadnych inwestycji, wplace czesc na ksiazeczke oszczednosciowa, co z reszta nie
            wiem, musze sie zastanowic. Podobnie moglyby odpowiedziec pozostale osoby.
            Badacze skierowaliby uwage na preferencje konsupcyjne damskie i meskie
            dokonujac po drodze analizy osobowosci , sklonnosci do podejmowania
            dlugofalowego ryzyka etc. Mozna zatem dlugo „wedrowac” w tym kierunku.
            Pytanie bylo jednak inne. Ile z przebadanych osob potrafi w ciagu kilku minut
            odpowiedziec: 20 mln zlotych przeznaczam na: zakup domu, zostaje mi X, ktore
            przeznaczam na zakup samochodu kosztujacy Y, potem kwote Z przeznaczam na
            inwestycje, inna kwote A+B na fundusz taki i taki, czesc pozostawiam w banku, w
            ktorym odsetki wynosza tyle i tyle czyli... . A zatem po zsumowaniu wszystkich
            wydatkow wychodzi dokladnie wygrana kwota 20 mln.
            Jak myslisz ile osob mogloby tak odpowiedziec?
            Tez nie wiem, nie znam podobnego badania. Niemniej szczerze zapytam (nie, nie
            to nie arogancja): czy gdybys wygrala 20 mln zl wiedzialabys co z owa wygrana
            zrobic.........?
            Czyli jak widzisz- ulubione przez wszystkich statystyki bywaja na-ogol mylne-
            to jak ze szklanka do polowy pusta lub do polowy pelna... Tyle, ze tym razem
            ulalo sie jednak...

            Wracajac jeszcze do pokera czyli do samej gry. Zeby grac w pokera i KAZDA
            partie wygrywac musisz miec kogos za plecami , kto podsunie „wlasciwa dla
            Ciebie” decyzje kiedy zwiekszyc pule (tak samo jak w filmie z Banderasem i
            Angelika Jolie, ktory obejrzalem na urlopie na pewnej stacji).
            Mozesz jednak sprobowac zagrac bez niczyjej pomocy. Bedziesz mogla powiedziec,
            ze jest to wtedy Twoja wlasna wygrana lub przegrana.. Ja gram w pojedynke,
            czasem wygrywam, czasem przegrywam. Ot zycie po prostu. Gram jednak dalej.

            Czesc Mathias,
            zdaje sie, ze jeszcze nie skonczylismy rozmowy o kwarkach. Zaraz wychodze do
            kina, ale wpadne za kilka dni liczac, ze cos nowego napiszesz, bo jak na razie
            to widze, ze historia zaczyna sie powtarzac. Nie staraj sie smiercia Kanta
            uszlachetniac Schopenhauera...chyba, ze potrafisz odwrocic historie do gory
            nogami- wtedy bede zmuszony przyznac, ze miales racje a raczej profesor
            Warwick* i nie pozostanie mi nic innego jak uchylic kapelusza dla geniuszu i
            oddalic sie w milczeniu...

            Klaniam sie i do nastepnego,
            kardiolog

            PS. Mathias nie probuj mnie wykurzyc, bo nie uda sie :)
            Mozesz ze mna nie rozmawiac- Jak najbardziej OK. Dopoki jednak bedziesz mowil
            o mnie czuje sie do rozmowy zaproszony...
            PS2 * Profesor Warwick twierdzil, ze prawda nie istnieje.


            • mathias_sammer "Proba ognia i proba wody" 04.01.04, 20:20
              Kardiolog, przerywam pisanie na dwa- trzy tygodnie, ale wrzuce cos na odchodne
              niejako zamykajac temat ze swojej strony (chyba, ze nalegalbys, by kontynuowac,
              ale ja nie lubie powtorzen).
              Jedyne co moge Tobie zarzucic to fakt, ze popelniasz mase bledow
              stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych. Nie mart sie jednak- na
              Zachodzie ludzie z tym „problemem” (tak samo jak z samoczynnie piszaca lewa
              reka w przeciwienstwie do tej no..prawej) calkiem dobrze funkcjonuja.

              „ W ostatnim tygodniu swego zycia Marcel Proust zrobil cos, z czym badacze pod
              dzis dzien nie umieja sobie poradzic. Jak odkryto dopiero 10 lat temu,
              wykreslil dwie trzecie topograficznego skladu „Albertyny”. Do dzis nie wiadomo,
              co zamyslal, ale pewna wskazowka kaze domniemywac, ze smierc przerwala mu prace
              nad jakas wieksza przerobka. Otoz w finale tej czesci cyklu Proust zostawia
              koniec pewnej intrygi, ktora nie ma poczatku i po smierci autora musiala zostac
              uzupelniona przez jego brata na podstawie rekopisu. Rozwiazanie jest
              niezrozumiale bez wezla; Proust musialby zatem dolaczyc wezel, albo usunac
              rozwiazanie . Przy zalozeniu, (...), i ze zdecydowalby sie na drugi wariant-
              wykluczenie rozwiazania razem z wezlem-cos by zawalilo w swiecie. Albowiem w
              takim przypadku „Poszukiwanie” utraciloby to, co mozna poczytac za ustepstwo na
              rzecz ludzkiej ograniczonosci: jedyny powazny blad w sztuce.
              Jestesmy w przedostatnim tomie cyklu. Narrator Marcel otrzymal telegram:
              Albertyna, ukochana, uwieziona i zbiegla Albertyna spadla z konia. Albertyna
              nie zyje. Nastepuje okres zaloby, kiedy Marcel zamyka sie z czytelnikiem na
              caly jeden ponury tom. Potem odwaza sie znowu wrocic do swiata i jedzie z matka
              do Wenecji. Tam dostaje depesze o tresci: „drogi Przyjacielu, myslisz, ze
              umarlam, ale ja zyje, chce Cie zobaczyc, pomowic o projektach matrymonialnych,
              kiedy wracasz? Albertyna”. Jak to, wiec Alberrtyna zyje? Marcel w to nie watpi,
              ale o dziwo wiadomosc o jej zmartwychwstaniu nie moze mu sprawic spodziewanej
              radosci. Dokonuje rozrachunku z samym soba i przekonuje sie, ze nie jest zdolny
              wskrzesic ani dawnej Albertyny, ani swojego dawnego, obumarlego Ja: ze slusznie
              obawial sie potwora zapomnienia, ktory pochlonie jego milosc; ze wierzyl, iz
              kocha dziewczeta, a tymczasem kocha tylko odblask jutrzenki, ktory na krotko
              rozjasnia twarze; az wreszcie takze nasza milosc do zycia to tylko dawne
              _liaison_, ktorego nie umiemy zerwac, wszelako smierc, ktora je niszczy,
              potrafi nas uleczyc z pragnienia niesmiertelnosci.
              Cudowne chociaz smutne. I teraz Proust popelnia jedyny kapitalny blad w sztuce
              swojej powiesci. (...dokladny opis bledu wyciety przez M.S.) Czytelnik jest
              oburzony; oburza go nie nagle rozwiazanie, ale wirtuozerski spacer, ktory je
              poprzedzil.
              Proust popelnil blad, tak gleboko zakorzeniony w naturze powiesciopisarstwa, ze
              nawet olbrzym nie zdola go usunac. Proust zapomina, ze wprawdzie on sam zna
              plan, ale nie zna go czytelnik. (...jw) Totez autor stara sie pociagnac
              czytelnika za soba w glebine. Chce go wygnac ze stanu niewinnosci, i ma na to
              jeden sposob, musi zachecic czytelnika do recydywy. Kolega Prousta Tomasz Mann,
              nie poprzestal na zachecie i posunal sie do jawnego wezwania. W wykladzie dla
              studentow w Princeton wystapil z zadaniem, by zechcieli jego powiesc o
              straconym czasie przeczytac dwa razy. Dopiero wtedy bowiem beda mogli ogarnac
              caly muzyczno-ideowy zespol odniesien i w obie strony interpretowac symboliczne
              aluzje formul slownych; jak muzyke, ktora tez trzeba pierwej znac, aby
              prawdziwie sie nia delektowac (Tomasz Mann „Wstep do Czarodziejskiej gory”).
              Tomasz Mann, ktory okreslil to zadanie jako „bardzo aroganckie”, wyrazil tylko
              nadzieje, jaka zywi kazdy powazny autor. Kazdy autor, ktory pisze cos wiecej
              niz broszurki- choc niekoniecznie musza to byc od razu _Cahiers_-oczekuje w
              skrytosci ducha, ze sie go bedzie wielokrotnie czytalo. Ponowne czytanie to
              podzieka, na jaka zasluguje kazdy autor, ktory wklada miedzy wiersze wiecej niz
              mozna z nich mimochodem wydobyc. Poczciwi niewinni czytelnicy-jakze by mogli za
              pierwszym razem docenic cos wiecej niz tylko czastke wszystkich tych skarbow,
              ktore obmyslil dla nich autor? Pierwsza lektura jest jak powitanie, stan
              cokolwiek upokarzajacy, ktory kazdy czytelnik musi przejsc, zeby dorosnac;
              lektura konieczna, ale nie tyle ze wzgledu na nia sama, ale po to, by umozliwic
              te druga, powazna, ukierunkowana przez rozeznanie, uwolniona od ciezkich
              pierwiastkow materialu. Gdyby nie bylo tej drugiej, poglebionej lektury,
              skrupulatni autorzy na darmo by sie trudzili. Przy pierszej lekturze nikt nie
              moze wiedziec, na co ma w szczegolnosci zwrocic uwage, przeciwnie, jezeli od
              razu na to cos szczegolnego wpada i cwierkaja o tym wszystkie wroble na dachu,
              to dowod, ze autor jest partaczem, a zatem poniewaz czytelnik nie moze tego
              wiedziec, musi z koniecznosci ujsc jego uwagi, jak kunsztownie autor
              uporzadkowal motywy i jak gesto utkal materie. Poniewaz czytelnik nie zna
              konca, mozna sie tylko domyslac, jak wczesnie i jak wyraznie wszystko ten
              koniec zapowiada. Po dziesieciu tomach Prousta czytelnik zapomnial juz
              pierwszego slowa –Longtemps- do ktorego nawraca ostatnie slowo-temps; szedl po
              wyznaczonej linii i myslal, ze porusza sie prosto; dopiero za drugim
              przebiegiem moze odkryc, ze autor zakrzywil linie i poruszamy sie po ogromnym
              kole, jak w „Finnegans Wake” , gdzie ostatnie slowo bez kropki nawraca do
              poczatku mala litera. Dopiero przy drugiej lekturze czytelnik moze zrozumiec
              plan i spostrzec, jak to na kazdym pietrze autor przyczynial sie do jego
              realizacji. Nie przy pierwszej, naiwnej pospiesznej lekturze, lecz przy
              drugiej, statecznie powsciagliwej, moze studiowac glosy gornego i nizszego
              rejestru, aby ogarnac polifoniczna calosc; (..)Autorzy aleksandryniczni jak
              Tomasz Mann albo Joyce bardziej od innych blagaja, by nie odkladac ich po
              pierwszym razie. Kto uczyni tym blaganiom zadosc i przeczyta jeszcze raz,
              doswiadczy, jak swobodna, afunkcjonalna powodz szczegolow traci stopniowo impet
              i zostaje skanalizowana. Na koniec w Ulissesie i w Czarodziejskiej gorze kazdy
              prawie detal jest dobrze osadzony w porzadku motywow lub symboli; nawet cygara
              nie zarza sie juz ot tak sobie, i nawet protoduszne biurka albo kominki nie
              sluza tylko wygodzie suchotnikow........(..)”.

              Michael Maar
              (ur. 1960) eseista niemiecki: studiowal germanistyke i psychologie. W 1995 r
              opublikowal prace doktorska „Geister und Kunst, Neuigkeiten aus dem
              Zauberberg”. Zostala nagrodzona przez Deutsche Akademie für Sprache und
              Dichtung. Maar mieszka w Bambergu, wspolpracuje literacko z „Frankfurter
              Allgemeine Zeitung” i mies. „Merkur”. W 1997 opublikowal ksiazke „Die Feuer –
              und die Wasserprobe”.



              • kardiolog Re: "Proba ognia i proba wody" 04.01.04, 21:31
                Zajrzalem jeszcze przed tak zwanym snem.., ale wychodze z sieci zaraz po
                wyslaniu. Otoz chlopcze- nie ciesz sie przedwczesnie, bo Twoja uciecha oznacza
                ni mniej ni wiecej, ze Prousta sam czytales tylko raz..
                Dwa, trzy tygodnie powiadasz..? Z kim wiec bede dyskutowal, jesli opuscisz
                forum na tak dlugo, chyba nie sam ze soba..:DD
                Z racji Twojej nieobecnosci odloze wiec egzekucje na pozniej, mozesz byc jednak
                pewny, ze jestem po stronie srodka z dodatkiem Bulterierki:) Ona, na szczescie,
                tak jak i ja, samotny bialy ster i okret (czy jakos tak), wiec poradzi sobie
                swietnie beze mnie. Obysmy tylko nie zastali siebie za trzy tygodnie w tym
                samym miejscu dziejowym, bo bedzie przykro patrzec na kolejna masakre.
                Licze, ze rok 2004 bedzie ciekawszy- no chyba, ze bedziesz caly czas pisal te
                same smutne bajki o wielkim kancie... w mysl adolfowskiej zasady "klamstwo
                powtorzone 100 razy..." wtedy trzeba bedzie cie zlikwidowac trzema strzalami w
                glowe:) (podpatrzylem te metode w filmie o glorii gestapo lub o innej glorii)
                To tyle, bo mam dzis dobry humor, goscie poszli, ja tez oddalam sie ku swemu
                jestestwu.
                kardiolog

                Zobaczymy co wykombinujesz jak znowu sie pojawie tzn pod moja nieobecnosc, bo
                to, ze przylutowano cie do klawiatury to widze i bez okularow.
                • mathias_sammer Re: "Proba ognia i proba wody" 08.01.04, 11:49
                  czesc Kardiolog,
                  wiem, ze nie jestes pod stalym kablem (zajrzalem na chwile po poczte- a skoro
                  zajrzalem to nie udam, ze mnie nie bylo :)
                  Raz, dwa razy w tygodniu mozesz pisac- czesciej nie przewiduje odpowiadac :).

                  A teraz krociutko w odpowiedzi na list.
                  Mysle, ze bedziesz musiac jednak uchylic kapelusza :) Pamietaj- nie jest hanba
                  oddac uklon lepszemu...:)Zrobie to naprawde bez cienia zazenowania- jesli
                  zasluzysz ;))))
                  Czy bede arogancki jesli skieruje slowa do Bulterierki..?
                  Hmm- moze jednak nie.
                  Szanowna Bu-ko,
                  Decydujac sie na zejscie i odwiedziny piwnicy klubowej (tej co miesci sie pod
                  uniwersytetem) powinnas zabrac ze soba latarke i klucz do pierwszych drzwi).
                  Latarke ma Kardiolog, ja mam klucz.
                  Czy naprawde chcesz wchodzic w te ciemnosci i wilgoc...?
                  Zostan lepiej na powierzchni mowiac- "mam to gdziesz; zyje dalej, malo tego
                  zaczynam zyc pelna (piekna a jakze..piersia)!!"
                  Wybor jednak nalezy do Ciebie.
                  Kardiolog nie ma interesu podawac o-garka a ja wskazywac drzwi...
                  O co chodzi wiec?
                  Aby deklaracje roku obrachunkowego 2004 na jego zakonczenie byly zgodne z
                  podawanym stanem kasy oraz rachunkiem wynikow. Czyz nie po to jest Urzad
                  Skarbowy by przypominac, iz skladanie falszywych zeznan podatkowych grozi
                  wysokimi karami? Wchodzimy do Unii, powinnismy wiec dostosowac nasze prawo i
                  sankcjonowanie do unijnego... Nie badz cierpniaca Matka Teresa- zyj jak
                  przystalo na tak atrakcyjna kobiete jak Ty- a zobaczysz, ze zaroja sie faceci
                  wokol Ciebie jak mrowki:) Juz sie.. roja :))))))) Tak trzymac! :)

                  Moze wiec teraz latwiej zrozumiesz - miliony osob graja codziennie na loterii,
                  w Lotto itp. , ale tylko garstka wygrywa. Po co grac, jesli z gory wiadomo, ze
                  na koncu losowania i tak nie ma i nie bedzie nic wiecej.....................?
                  Toz to nic innego jak grzech popelniony na logice..

                  klaniam sie rowniez
                  i cieplo pozdrawiam
                  uczestnikow forum Psy-chol-og-i-a
                  • bul-terierka Re: "Proba ognia i proba wody" 09.01.04, 15:23
                    mathias_sammer postanowilam do ciebie napisac i oto moje uwagi.

                    1. piszesz na forum za duzo
                    2. piszesz na forum za malo, bez skladu i ladu
                    3. piszesz na forum za czesto
                    4. piszesz na forum za rzadko
                    5. jestes slepcem
                    6. mialo cie nie byc a jestes znow
                    7. masz inne zdanie niz a ja, a ja tego nie znosze, kto nie jest ze mna jest
                    przeciwko mnie
                    8. mnozysz sie na potege
                    9. przychodzisz po 13.00 jak do monopolu zamiast z dwutygodniowym wyprzedzeniem
                    poprosic o pozwolenie na wejscie do klubu
                    10. nie jestes tu mile widziany, to jest moj dom a w nim moja prywatnosc i
                    intymnosc
                    11. udawalam, ze cie toleruje, ale nie moge oszukiwac samej siebie- nienawidze
                    cie, jestes odpowiedzialny za I wojne swiatowa, druga wojne swiatowa, atak na
                    balkany, irak i wszystko inne
                    12. trzymaj sie z daleka ode mnie tj. zachowaj co najmniej 2 metry odleglosci
                    13. mi sie nie podoba jak wygladasz
                    14. –II- gdzie mieszkasz
                    15. co mowisz
                    16. jak mowisz
                    17. wykurze cie stad!
                    18. klamiesz, masz to w genach jak ten lekarzyna, ktorego mam gdzies
                    19. nie interesujesz mnie
                    20. nie interesuje mnie co piszesz, nie czytam twoich wypocin
                    21. nie wierze, ze pracujesz, jestes pewnie pucybutem u turka lub siedzisz w
                    domu na zasilku pilnujac dzieci siostry

                    to tyle na poczatek. licze, ze wypowiesz sie. a moze jak zwykle przestraszysz
                    sie mieczaku?!hehe
                    • Gość: mathias_sammer Re: "Proba ognia i proba wody" IP: 80.51.234.* 13.01.04, 16:12
                      bul-terierka napisała:

                      > mathias_sammer postanowilam do ciebie napisac i oto moje uwagi.
                      >
                      > 1. piszesz na forum za duzo
                      > 2. piszesz na forum za malo, bez skladu i ladu
                      > 3. piszesz na forum za czesto
                      > 4. piszesz na forum za rzadko
                      > 5. jestes slepcem
                      > 6. mialo cie nie byc a jestes znow
                      > 7. masz inne zdanie niz a ja, a ja tego nie znosze, kto nie jest ze mna jest
                      > przeciwko mnie
                      > 8. mnozysz sie na potege
                      > 9. przychodzisz po 13.00 jak do monopolu zamiast z dwutygodniowym
                      wyprzedzeniem
                      >
                      > poprosic o pozwolenie na wejscie do klubu
                      > 10. nie jestes tu mile widziany, to jest moj dom a w nim moja prywatnosc i
                      > intymnosc
                      > 11. udawalam, ze cie toleruje, ale nie moge oszukiwac samej siebie-
                      nienawidze
                      > cie, jestes odpowiedzialny za I wojne swiatowa, druga wojne swiatowa, atak na
                      > balkany, irak i wszystko inne
                      > 12. trzymaj sie z daleka ode mnie tj. zachowaj co najmniej 2 metry odleglosci
                      > 13. mi sie nie podoba jak wygladasz
                      > 14. –II- gdzie mieszkasz
                      > 15. co mowisz
                      > 16. jak mowisz
                      > 17. wykurze cie stad!
                      > 18. klamiesz, masz to w genach jak ten lekarzyna, ktorego mam gdzies
                      > 19. nie interesujesz mnie
                      > 20. nie interesuje mnie co piszesz, nie czytam twoich wypocin
                      > 21. nie wierze, ze pracujesz, jestes pewnie pucybutem u turka lub siedzisz w
                      > domu na zasilku pilnujac dzieci siostry
                      >
                      > to tyle na poczatek. licze, ze wypowiesz sie. a moze jak zwykle przestraszysz
                      > sie mieczaku?!hehe


                      Do powyzszych tresci ustosunkuje sie po powrocie do BRD.

                      M.S.
                      • Gość: mathias_sammer Re: "Proba ognia i proba wody" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.04, 23:51
                        Gość portalu: mathias_sammer napisał(a):

                        > bul-terierka napisała:
                        >
                        > > mathias_sammer postanowilam do ciebie napisac i oto moje uwagi.
                        > >
                        > > 1. piszesz na forum za duzo
                        > > 2. piszesz na forum za malo, bez skladu i ladu
                        > > 3. piszesz na forum za czesto
                        > > 4. piszesz na forum za rzadko
                        > > 5. jestes slepcem
                        > > 6. mialo cie nie byc a jestes znow
                        > > 7. masz inne zdanie niz a ja, a ja tego nie znosze, kto nie jest ze mna je
                        > st
                        > > przeciwko mnie
                        > > 8. mnozysz sie na potege
                        > > 9. przychodzisz po 13.00 jak do monopolu zamiast z dwutygodniowym
                        > wyprzedzeniem
                        > >
                        > > poprosic o pozwolenie na wejscie do klubu
                        > > 10. nie jestes tu mile widziany, to jest moj dom a w nim moja prywatnosc i
                        >
                        > > intymnosc
                        > > 11. udawalam, ze cie toleruje, ale nie moge oszukiwac samej siebie-
                        > nienawidze
                        > > cie, jestes odpowiedzialny za I wojne swiatowa, druga wojne swiatowa, atak
                        > na
                        > > balkany, irak i wszystko inne
                        > > 12. trzymaj sie z daleka ode mnie tj. zachowaj co najmniej 2 metry odleglo
                        > sci
                        > > 13. mi sie nie podoba jak wygladasz
                        > > 14. –II- gdzie mieszkasz
                        > > 15. co mowisz
                        > > 16. jak mowisz
                        > > 17. wykurze cie stad!
                        > > 18. klamiesz, masz to w genach jak ten lekarzyna, ktorego mam gdzies
                        > > 19. nie interesujesz mnie
                        > > 20. nie interesuje mnie co piszesz, nie czytam twoich wypocin
                        > > 21. nie wierze, ze pracujesz, jestes pewnie pucybutem u turka lub siedzisz
                        > w
                        > > domu na zasilku pilnujac dzieci siostry
                        > >
                        > > to tyle na poczatek. licze, ze wypowiesz sie. a moze jak zwykle przestrasz
                        > ysz
                        > > sie mieczaku?!hehe
                        >
                        >
                        > Do powyzszych tresci ustosunkuje sie po powrocie do BRD.
                        >
                        > M.S.

                        Tia..., ja jeszcze pobede troche w Polsce. Siedze cholera! nad chrzaniona
                        prezentacja, ktora musze jutro przeslac. Wlalem sobie kieliszek wina
                        hiszpanskiego, przemaszerowalem 7 razy pokoj, pogimnastykowalem cialo i umysl,
                        po czym postanowilem na chwile zajrzec na GW celem oderwania mysli od pisaniny
                        (nie, to nie tlumaczenie co robie i nie powod, by wpisywac sie do watku
                        doktorki z przychodni publicznej, ktora nie moze juz sluchac zwierzen
                        pacjentow..- tak misie tylko przypomnialo).

                        I wiesz co? Moglbym odpowiedziec rowniez w punktach ( obszernie i w kazdym
                        ustepie..)na przedstawione przez Ciebie argumenty (?) , ale zaczyna nareszcie
                        do mnie docierac, ze ta dyskusja jak rowniez kazda nastepna nie ma juz sensu.
                        Mam nadzieje, ze pokusilas sie chociaz o chwile refleksji... nade/mna,
                        nad/soba, swiatem, zyciem i cala (zdaje sie poza Toba) niepotrzebna reszta.
                        I zamiast napisac w taki sposob, abys poczula sie zle (wiesz, ze potrafie i
                        moge zbic powyzsze uwagi) uznalem, ze pkt 17 zaczyna nabierac dla mnie coraz
                        wiekszego znaczenia.

                        Nie czuje juz nic, tylko dziwna kwasnosc w ustach. Nie, to nie jest smak
                        wina... Jakas dziwna , bezkresna pustka.
                        Sa chwile w zyciu, podczas ktorych nawet agnostyk zastanawia sie nad istnieniem
                        jakiegokolwiek boga, sprawcza czy na-prawcza sily...? I wlasnie w takich
                        momentach jak ten poraz kolejny dochodze do wniosku, ze nie. boga nie ma.

                        Mam nadzieje-tak jak i Ty- ze w prawdziwym ( a nie wymyslonym, nie/istniejacym
                        zyciu) nasze drogi nigdy nie skrzyzuja sie...

                        Nie chce mi/sie z Toba walczyc, nie czuje takiej potrzeby- chce aby Wasze zycie
                        i wpisy w tym watku...(tak jak chcecie) przestaly mnie dotyczyc. Czy jesli
                        przestane pisac to zajmiecie sie tylko soba? Czy tez tak bardzo wroslem w kazdy
                        Wasz dzien, ze nie potraficie beze mnie juz zyc...? Udowodnijcie prosze,ze sie
                        myle. Tak bardzo chcialöbym sie mylic...
                        I cos jeszcze. Myslalem, ze z "owym lekarzyna" (jak go pogardliwie nazywasz)
                        mozemy od czasu do czasu poklepac na neutralne, nudne tematy (takie o
                        szydelkowaniu i gotowaniu). Jednak nie mozemy. Skoro nie mozemy, bo i ja juz
                        nie widze sensu to nalezy podac sobie dlon na odchodne i nie przeszkadzac
                        nawzajem w zyciu.

                        "Nie wywolujcie wilka z lasu" a i on nie bedzie sie wywolywal..a gdy pewnego
                        dnia zajrzy do lasu i nie znajdzie koszyczka, babci czy czerwonego kapturka w
                        milczeniu podrepcze do innego zoo..........................


                        mathias sammer

                        • Gość: OIeńka mathiasie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 00:15
                          Czort Cię wie, kiedy Ty serio gadasz, a kiedy nie ;) zresztą pora późna i
                          mój "zmysł tekstu" nieco uległ anihibi stępieniu poważnemu :))

                          Ale, chciałam rzec, choć to zapewne nie argument, że jak przestaniecie tu pisać
                          to, co piszecie, to a/będzie mi smutno b/obrażę się ;) c/współczynnik sensu na
                          Psach wyraźnie spadnie. Wiem, że masz to tam, gdzie Twoje plecy tracą swoją
                          szlachetną linię ;))

                          Niemniej chciałam zeznać, jak wyżej :)

                          pozdrawiam,
                          Oleńka/gf
                        • bulterier Re: "Proba ognia i proba wody" 29.01.04, 00:34
                          mathiasie
                          pozwol ze bede dzis acz jednorazowo pisac z malej litery tak jak-hiczkok i ja
                          kocham forme wypowiedzi bez przecinkow i znakow zapytania i kropek widze kazdy
                          szuka potwierdzenia teorii prawa buszu cos ci pokaze z zegarkiem w reku 14,5
                          stopnia w skali czasu'' bylam na aktual jak telexpress ludzki czas
                          insitoris1hymenada08 abstrakt2003andrzejgsowiesomat_teuszpollak(wszystko w
                          czerni pogrubionej)miriamfirst_ kkaczory_piss_btohers_panidanka!
                          sceptykjaceknierownyjw(zal)reszte tez widze oczy wykolec '?wykole a jakzewszak
                          widzec nie wolno i to tutaj pomalutku namalowano kropeczkie:)
                          szkodaze tracicie czas na gmeranie po przeszlosci tu chodzi o przyszlosc
                          no cuz w tem tenmacie juz nie wyjdzie zadne jajo
                          spokojnej nocy mnie zaczyna sie za chwile wam pewnie 0 4
                          busiamilaladnaiprzyjemna:)ups
                        • bulterier juz blisko konca czyli okraglej setki 17.02.04, 21:17

                          > Tia..., ja jeszcze pobede troche w Polsce. Siedze cholera! nad chrzaniona
                          > prezentacja, ktora musze jutro przeslac. Wlalem sobie kieliszek wina
                          > hiszpanskiego, przemaszerowalem 7 razy pokoj, pogimnastykowalem cialo i
                          umysl,
                          > po czym postanowilem na chwile zajrzec na GW celem oderwania mysli od
                          pisaniny
                          >
                          > (nie, to nie tlumaczenie co robie i nie powod, by wpisywac sie do watku
                          > doktorki z przychodni publicznej, ktora nie moze juz sluchac zwierzen
                          > pacjentow..- tak misie tylko przypomnialo).
                          >
                          > I wiesz co? Moglbym odpowiedziec rowniez w punktach ( obszernie i w kazdym
                          > ustepie..)na przedstawione przez Ciebie argumenty (?) , ale zaczyna nareszcie
                          > do mnie docierac, ze ta dyskusja jak rowniez kazda nastepna nie ma juz
                          sensu.
                          > Mam nadzieje, ze pokusilas sie chociaz o chwile refleksji... nade/mna,
                          > nad/soba, swiatem, zyciem i cala (zdaje sie poza Toba) niepotrzebna reszta.
                          > I zamiast napisac w taki sposob, abys poczula sie zle (wiesz, ze potrafie i
                          > moge zbic powyzsze uwagi) uznalem, ze pkt 17 zaczyna nabierac dla mnie coraz
                          > wiekszego znaczenia.
                          >
                          > Nie czuje juz nic, tylko dziwna kwasnosc w ustach. Nie, to nie jest smak
                          > wina... Jakas dziwna , bezkresna pustka.
                          > Sa chwile w zyciu, podczas ktorych nawet agnostyk zastanawia sie nad
                          istnieniem
                          >
                          > jakiegokolwiek boga, sprawcza czy na-prawcza sily...? I wlasnie w takich
                          > momentach jak ten poraz kolejny dochodze do wniosku, ze nie. boga nie ma.
                          >
                          > Mam nadzieje-tak jak i Ty- ze w prawdziwym ( a nie wymyslonym,
                          nie/istniejacym
                          > zyciu) nasze drogi nigdy nie skrzyzuja sie...
                          >
                          > Nie chce mi/sie z Toba walczyc, nie czuje takiej potrzeby- chce aby Wasze
                          zycie
                          >
                          > i wpisy w tym watku...(tak jak chcecie) przestaly mnie dotyczyc. Czy jesli
                          > przestane pisac to zajmiecie sie tylko soba? Czy tez tak bardzo wroslem w
                          kazdy
                          >
                          > Wasz dzien, ze nie potraficie beze mnie juz zyc...? Udowodnijcie prosze,ze
                          sie
                          > myle. Tak bardzo chcialöbym sie mylic...
                          > I cos jeszcze. Myslalem, ze z "owym lekarzyna" (jak go pogardliwie nazywasz)
                          > mozemy od czasu do czasu poklepac na neutralne, nudne tematy (takie o
                          > szydelkowaniu i gotowaniu). Jednak nie mozemy. Skoro nie mozemy, bo i ja juz
                          > nie widze sensu to nalezy podac sobie dlon na odchodne i nie przeszkadzac
                          > nawzajem w zyciu.
                          >
                          > "Nie wywolujcie wilka z lasu" a i on nie bedzie sie wywolywal..a gdy pewnego
                          > dnia zajrzy do lasu i nie znajdzie koszyczka, babci czy czerwonego kapturka w
                          > milczeniu podrepcze do innego zoo..........................
                          >
                          >
                          > mathias sammer
                          > .........

                          Melduje sie, ze jestem od 10 minut (ale i tak pewnie siedzicie na czacie:),
                          pobede jeszcze z kilka, zeby dopisac to i owo i znikam:)

                          Czesc mathiasie i kardiologu,
                          w zyciu jak to w zyciu ... z krociutkich obserwacji wynika, ze kroliczek
                          podwinal kite i kica sobie gdzies po kolorach :) ( z tego miejsca pozdrawiam
                          krolika siedzacego w kolorach:))........ a mysliwi, panie, za nim,:) cala
                          czereda... to tak na marginesie tytulem mysli optymistycznej...Moze wreszcie
                          zlapia kroliczka :)Oby i ja potem "tam bylam wino pilam i zyli dlugo i
                          szczesliwie"

                          Ja tylko dzisiaj z pewnym newsem, gdybym nie powiedziala czulabym sie jakos
                          tak... no... nie jak ja:)

                          A wiec- jak mawiaja w szkole tworzac poczatek zdania.........- w czwartek,
                          mathiasie, jestem na Targach w Twoim miescie na (nie bylo mnie tam ponad dwa
                          lata) . I wiesz... pomyslalam sobie, ze moglabym odwiedzic Cie, zobaczyc jak
                          wygladasz, jak mieszkasz no i jaki masz komputer :) . Zrobilbys kawe, ja
                          przynioslabym ciasteczka i wiesz..no wiesz...byloby milo....:)

                          Jednak- jak mawiaja juz po szkole, na zakonczenie zdania............- tak
                          sklada sie niefortunnie, ze nie bede mogla przyjsc z ciasteczkami i nie bede
                          mogla wpasc do Ciebie czy tez do pobliskiej kawiarni.

                          Dlaczego o tym pisze tu a nie na priv...? (Tylko nie pisz prosze czasem, ze nie
                          zapraszales kumpeli na zwykla kawe, gdyby byla w oklicy)

                          Nie mam mathiasie nic do ukrycia: zarowno faktu, ze bede w Twoim miescie, jak
                          i faktu, ze nasza wirtualna i tylko wirtualna znajomosc pomalutku drepcze
                          (niczym stare, wirtualne slonie) na netowe cmentarzysko...
                          Za duzo dzieje sie zlego Kolego, wciaz na nowo i od nowa...........juz za
                          duzo............

                          Zaluje, ze nie potrafilismy sie porozumiec, by zostac wirtualnymi znajomymi.
                          Odnosilam wrazenie, ze jednak potrafimy ze soba rozmawiac. Chcialam, aby Twoje
                          zycie ulozylo sie jak najlepiej, tak samo jak kArdiologa- o czym Ty doskonale
                          wiesz. Zawsze wiedziales- przeciez Cie informowalam.
                          Widzisz...., ja w rozmowie z Toba (od tzw. nowych czasow) staralam sie byc
                          otwarta i serdeczna, poniewaz wyznawalam zasade, ze ZAWSZE mozna sie dogadac,
                          jesli tylko strony dysponuja tzw. dobra wola. Owa wola byla z dwoch stron,
                          zabraklo tylko odwagi z jednej, by przyznac sie do zwyklych, niezobowiazujacych
                          dyskusji... Pisze tu na forum, poniewaz nasze (podkreslam nasze) rozmowy nie
                          naruszaly zadnych granic. O tym tez wiesz. Ty jednak chciales i prowokowales
                          innych, by moja osobe wciagali w rozne historie, potem juz sam, najczesciej
                          sam.... tworzyles “spiskowa teorie dziejow”.....choc gdzie indziej byles innym
                          czlowiekiem... Dlaczego ciagle sprawiasz ludziom przykrosc, ludziom, ktorzy
                          poswiecili dla Ciebie kawalek swojego zycia ...? DLACZEGO IM TO ROBISZ..?
                          Zadaje Tobie to pytanie. Ja znam juz odpowiedz...Zastanawiam sie tylko, czy
                          jest jeszcze ktos kto jest w stanie Cie powstrzymac........Ja juz rezygnuje z
                          kolejnych prob.....


                          Nie.................., nie jest to moje netowe pozegnanie. Ja pisze,
                          uczestnicze w roznych dyskusjach w necie, niekiedy zagladam do Was. Pewnie
                          gdzies na siebie wpadniemy. I pewnie od czasu do czasu i tu wrzuce kilka slow .
                          Ilekroc zajrze (tak jak dzisiaj) odezwe sie. Tak jak teraz .

                          To tyle ode mnie bezposrednio do Ciebie- czyli osobisty.

                          Nie dopisuj tresci, ktore nie zostaly tu wypowiedziane.
                          Wciaz mam nadzieje, ze pewnego dnia obudzisz sie ze zlego stanu KOMa (czyli tu:
                          destrukcji), w ktorym tkwisz- zycze z calego serca.

                          Pomacham do Ciebie Mathiasie, gdy bede w Twoim miescie...

                          Twoja byla kumpelka
                          Bulterier
                          -------

                          “Nie moge was odprowadzic, bo musialbym przyznac wam prawo do posiadania dachu
                          nad glowa, a zawsze sam tego prawa sie domagalem.”
                          Rabi Mazlia


                          • bulterier jeszcze jedno mathias 17.02.04, 21:42
                            przeczytalam, ale zapomnialam dodac, a chcialabym,abys wiedzial , iz jestem
                            swiadoma dziewczyna- zatem wiem, ze w tym czasie, gdy ja bede w .. Ty
                            pragniesz odwiedzic kArdiologa.
                            uff, zeby z tego tytulu nie bylo nieporozumien.

                            W tym czy innym czasie, zycze WAM udanego spotkania i bawcie sie dobrze:).

                            ufff, aby bylo bez prostowania wlosow na gofrownicy uff uff :):)
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 27.01.04, 19:14
      jeszcze dla Ciebie Kardiologu do poczytania.

      Od siebie dodam: po to Pan Bucek (nie mylic z Buckiem od Wiesi) dal ludziom 10
      przykazan na kamiennych tablicach, aby je przestrzegali.
      Moge oczywiscie sie mylic co do jego intencji.
      M.S.
      > -----------
      > O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora
      > popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do
      > poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o
      > n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu,
      > lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere
      > aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi
      > haslo Oswiecenia.
      > Lenistwo i tchorzostwo to przyczyny, dla ktorych tak wielka czesc ludzi, mimo
      > wyzwolenia ich przez nature z obcego kierownictwa (naturalieter maiorennes),
      > pozostaje chetnie niepelnoletnimi przez cale swoje zycie. Te same przyczyny
      > sprawiaja, ze inni moga tak latwo narzucic sie im jako opiekunowie. (...)
      > Jesli posiadam ksiazke, ktora zastepuje rozum, (...) lekarza, ktory zamiast
      > mnie ustala diete itd itd.- nie musze sam o nic sie troszczyc. Nie potrzebuje
      > myslec, jesli tylko moge za wszystko zaplacic; inni juz zamiast mnie zajma
      > sie ta klopotliwa sytuacja. (...)
      > Totez kazdemu pojedynczemu czlowiekowi trudno jest wydobyc sie z
      > niepelnoletnosci, ktora stala sie prawie druga jego natura. Polubil ja nawet,
      > te swoja niepelnoletnosc i nie jest rzeczywiscie zdolny tak od razu zaczac
      > poslugiwac sie swym wlasnym rozumem- nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet
      > uczynic proby w tym kierunku. Dogmaty i formulki-owe mechaniczne narzedzia
      > rozumnego uzywania, a raczej naduzywania swych naturalnych zdolnosci- to
      > dzwoneczki blazenskie wiecznie trwajacej niepelnoletnosci. Gdyby czlowiek
      > pojedynczy nawet od nich sie uwolnil, nie potrafilby w jakis pewny sposob
      > przeskoczyc nawet najwezszego rowu-nie przywykl bowiem do tak swobodnego
      > poruszania sie. Totez t y l k o n i ew i e l u ludziom udalo sie wydobyc z
      > niepelnoletnosci dzieki w l a s n e j pracy swojego ducha i stanac pewnie na
      > swych wlasnych nogach.
      > Natomiast taki wypadek, by publicznosc oswiecila sie sama, jest raczej
      > mozliwy; co wiecej nawet nieunikniony, jesli pozostawic publicznosci wolnosc.
      > Znajda sie bowiem wsrod nich zawsze ludzie samodzielnie myslacy, i to nawet
      > posrod opiekunow duzego stada, ktorzy zrzuciwszy z siebie jarzmo
      > niepelnoletnosci, szerzyc beda dokola siebie ducha rozumnej oceny wartosci
      > wlasnej kazdego czlowieka i samodzielnego myslenia o jego przeznaczeniu.
      > (...) Dlatego tez publicznosc moze- tylko- p o w o l i dojrzec do
      > Oswiecenia.. (...)
      > Do wejscia na droge Oswiecenia nie potrzeba niczego oprocz wolnosci: i to
      > wolnosci najnieszkodliwszej sposrod wszystkiego, co nazwac mozna wolnoscia,
      > mianowicie wolnosci czynienia wszechstronnego publicznego uzytku ze swego
      > rozumu. (...)
      >
      > I. Kant „Was ist Aufklaerung ?” , przeklad Adam Landman, I wyd. W
      > tomie „Kant” T. Kronskiego.
        • mathias_sammer bez tytulu tym razem..... 28.01.04, 13:28
          Tak, tak kardiologu, chcialem, zebys przeczytal fragment Kanta jeszcze raz.
          To wielki i niesmiertelny mysliciel.

          Nie tak dawno odwiedzilem wystawe prac Augusta Sandera. O nim i o jeszcze
          wiekszym artyscie XX w Helmucie Newtonie (tragicznie zmarlym) chcialem troche
          popisac, bo sam jest dla mnie nie tylko zrodlem inspiracji, ale przede
          wszystkim znakomita przygotowalnia warsztatowa. Zajrzalem z ciekawosci na forum
          fotografia GW zastanawiajac sie jak odbierane sa dwa najwieksze swiatowe
          nazwiska, ale niewiele znalazlem. Jesli interesuje Cie rowniez fotografia (a
          wiesz, ze mnie od lat) to wrzuc sobie nazwiska na wyszukiwarke. Samego Newtona
          mozesz chocby znalezc na www.helmut-newton.de , ale oczywiscie innych stron, w
          innych jezykach sa tysiace.
          Polecam w wolnym czasie. Skracam dzis temat wylacznie do formy
          zaznaczenia.Zstanawiam sie czy kazdy pasjonat fotografii „przerobil” juz obu
          panow...? Szkoda, ze Newton podzielil los osob, ktore za szybko
          odeszly.........

          Zauwazylem tez, ze forum GW zaczelo robic sie wlasciwie prywatne.., a forum
          prywatne ma to do siebie, ze do takowego idywidualnie zaprasza sie gosci lub
          tez ich indywidualnie sie wyprasza... Rozumiem teraz co miala na mysli
          Bulterierka powyzej.
          Obawiam sie, ze na GW nie ma juz wielu miejsc , ktorymi „nie opiekowaliby sie”
          administratorzy. Nawet w najbardziej zabitej dechami dziurze poczujesz, ze
          zajma sie Toba i Twoimi wpisami.
          To tyle razie. Spadywuje sobie, jak mnie cos zakreci tematycznie to oczywiscie
          wrzuce.
          Acha, jeszcze jedno. Don Juan z Sewerynem byl sredni, warto bylo jednak sie
          przewietrzyc.
          ...........

          Olenka, wczoraj nie zauwazylem Twoich wpisow. Dzieki za cieple slowo:) Jesli
          cos ciekawego znajde lub przeczytam zamieszcze. Nie lubie pisac o ksiazkach,
          lubie je natomiast prezentowac we fragmentach nie narzucajac potencjalnemu
          czytelnikowi swojej opinii. To do czytelnika nalezy wybor, czy ksiazke warto
          zakupic a po przecztyaniu uznac za dobra, czy tez nie.
          Zreszta pojecie dobra ksiazka lub zla jest szalenie wzgledne. To co podoba sie
          jednemu „czytkowi” nie musi podobac sie innemu (np- le Carre czy B.Walter). Owa
          roznorodnosc myslenia, odczuwania –jakze inna u kazdego- jest wlasnie
          najfajniejsza. Kocham ksiazki, teatr, malarstwo, wystawy, kocham ten caly
          roznobarwny i wciaz, wciaz nie-odkryty swiat. Posiadania tego uczucia zycze Cie
          przy poznawaniu kolejnych tajemnic, ktore czekaja na Ciebie tuz za prawdziwym
          czy tez wirtualnym zakretem.

          ..............

          Bull_ta_reiko,
          bodajze z rok temu napisalem, ze jestem mocno zdziwiony w jakis sposob jestes w
          stanie podzielic czas jednego dnia na pielegnacje ogrodu, prace zawodowa,
          wychowanie dziecka .

          Przypatrujac sie zdjeciom zwlaszcza Twojego ogrodu kazdego dnia wymagajacego
          wielu godzin podlewania, pielenia, porzadkowania itp itd. uswiadomilem sobie,
          ze sa to zajecia absorbujace Twoj czas od switu do nocy. Ten zaczarowany ogrod
          z taka iloscia kwiatow, krzewow i warzywek przeroznych, porzadkowanych sciezek
          i sciezynek nawet przy pomocy bardzo pomagajacego na gospodarstwie meza,
          ktory zaraz po Tobie (lub przed Toba) zasiewaja drugie (pierwsze) ziarno nowej
          czy tez kwitnacej w zeszlym roku roslinki nie utrzymalby sie sam, bez
          codziennej orki. Powiedzialem Tobie wtedy: „calymi dniami siedzisz wylacznie w
          ogrodzie i w ogrodzie, jak mozesz wiec pracowac? A kino, teatr, ksiazka,
          spotkania z najblisza rodzina, dzieckiem, przyjaciolmi? Pamietam bylas bardzo
          zla, nie odpowiedzialas. Dopiero teraz, wlasciwie wczoraj, po roku,
          uswiadomilem sobie, ze mimo tak znakomitego, mlodego wygladu Ty musisz byc juz
          na emeryturze lub na rencie...
          Przepraszam wiec za tamte slowa. Nie pomyslalem wtedy w ten sposob.

          Kazdy ma prawo spedzac swoj wlasny, wolny czas jak chce...

          Te przeprosiny to nie jest zlosliwosc, tylko przyznanie sie do wlasnej glupoty,
          iz nie dostrzeglem prawdy wczesniej...

          Zostawiam Cie wiec wsrod Twoich prywatnych drzew i kwiatow a na Gazete zajrze
          od czasu do czasu (raz-dwa razy w tygodniu czytam newsy z PL tu i na Rzepie i z
          tego nie zrezygnuje). Jesli zajrze natomiast na forum to zamelduje sie, ale
          tylko wtedy, gdy znajde cos dla siebie ciekawego i nowego.
          Wstyd przyznac, ale ja jakis taki zmanierowany jestem, szybko sie nudze , a
          rozmowy o Polsce nie sa dla mnie tak wazne jak dla osob mieszkajacych w tym
          kraju.
          Chyba pomalu sie „zniemczam”...:)

          Klaniam sie i do nastepnego,
          M.S.
          PS.
          Olenko, dbaj o swoja kolezanke......:)
          • kardiolog Re: bez tytulu tym razem..... 28.01.04, 16:35
            Kant? hahahahah

            Matiasie, Ty to potrafisz czlowieka rozbawic :)))))

            Wlasnie wrocilem z portalu o2, gdzie wpadlem na gorace rozmowe pewnego pana i
            pewnej pani.
            Jak oni pieknie ze soba rozmawiaja , mowie Ci. Nie uwierzylbys :)))))))))))

            Najpierw wybaluszylem oczy a potem dostalem ataku smiechu :DDDDDDDD

            Ten pan i ta pani pisuja na portalu GW (ale tylko od czasu do czasu bo sa
            hmmm :) bardzo zapracowani :). Musisz koniecznie poczytac ich watki. Gdybys
            mial ochote to pisza o etyce, kulturze i poszanowaniu jednostki........
            przepraszam, ale musialem wyjsc po wode.....zaksztusilem sie...........
            chyba cos wpadlo mi do gardla ..........hahahaha... ach juz wiem, wpadla mi do
            gardla delikatna kropla wody, ktora z trzaskiem rozbila sie o rozdygotana
            tkanke krtani (tu zaszlochalem ze wzruszenia). Przypomnialy mi sie pewne
            wiersze i proza.............znowu musialem sie napic. Chyba dzis juz nie
            opanuje smiechu....:DDDDDDD
            Takiego kabaretu nie jeszcze bylo.............hihihi

            Choc mathias, pojdziemy do siebie :)))))))))))))
            Wiem, wiem cala przyjemnosc po twojej stronie.

            przed wyjsciem nie zapomnij uklonic sie osobom starszym z fakultetami i dobrym
            pochodzeniem...........
            wymaga tego....jak to bylo....zerkne na O2.....juz wiem........KULTURA
            OSOBISTA:DDDDDDDDDDD.

            hahahah

            szacuneczek,
            kardiolog

            bye
            bez odbioru
              • mathias_sammer Re: kardiologu 28.01.04, 22:25
                no dobrze pierodolo:)- odpisze. Jestem w necie dokladnie od 6.5 minuty (juz
                idzie dalej czas, wartosc bez-wzgledna ), zjadlem kolacje, nie, nie zagrzeje
                dlugo (moze z 15 minut.......ihhhh.......hmmm......?), dopijam jeszcze lampke i
                popatrze. no wiesz, popatrze. jak w kinie. no co?! wredny nie jestem ,melduje
                sie(by w spokoku i ciszy popatrzec na.....zycie)

                wiesz?, wiem....mam plan.
                szczerze mowiac wymyslilem sobie, ze doprowadze adminow nie-spolecznych, tylko
                za pensyjke 14000 brutto do sytuacji, ze mnie zbanuja :))))))zrobie to w tym
                roku, "naprowde"! :) Nie zbanuja innych a, ale mnie zbanuja :))))

                rozbawiles mnie dzis, wiec wybacz , ze smieje sie :)))))))))))
                • mathias_sammer Re: kardiologu 28.01.04, 23:11


                  Slucham wciaz Schumanna (melom/anik jestem (stare!)). Jeszcze dwie minuty, ale
                  ide juz se;

                  Wiesz co najbardziej lubie obserwowac?
                  Jak w Polsce "gonca ze zlymi wiadomosciami rozstrzeliwuja " :)
                  Mnie juz to nie bawi, naprawde.
                  Mysle , ze za jakies 15- 20 lat moze byc inaczej..Mnie juz na pewno na tym
                  swiecie nie bedzie...
                  Tyle dzisiaj.
                  M.S.
                  PS mysle, ze , jest Tobie smutno, iz musialem to obejrzec. To nie Twoja sprawa
                  kardiologu, nie Twoje zycie. Jesli ktos woli ciernie zamiast roz po
                  szosie ..chocbys stanal na glowie (a dla innych, jezyk intelektualistow, by
                  zrozumieli: zesral sie)...to nie przydasz sie w szopce. Chyba, ze do wbijania
                  cierni, bo tylko taka nowomowe moga rozumiec (pamietasz, zacytowalem parwie
                  cala ksiazke).

                  Czas juz, Schumann wybija ostatnie takty na fortepianie.

                  M.S.
                  To byl list tylko do moje kardiologa
                  Tchüss
                  • kardiolog do kolezanki 29.01.04, 13:25
                    Kolezanko
                    jedna rzecz jeszcze na odchodne lub nie (zalezy to od ciebie).


                    Dopoki bedziesz o mnie pisala bede czul sie zaproszony do kazdej dyskusji.
                    Bede pisal dokladnie w taki sam sposob jak zwracasz sie do mnie.
                    To byla odpowiedz na "zlizywanie z butow".
                    Nie ma dnia, zebys w swoich wypowiedziach nie wycierala sie mna.
                    Skor sie tak brzydzisz to po co to robisz?

                    Mathias prosil, zeby go nie wywolywac z lasu.

                    I zostaw wreszcie moje rzeczy! Przeszukalas juz wszystkie magazyny?
                    Znalazlas cos?
                    Skoro nie lubisz second-handow czy innej Terranovy to nie siegaj po nie swoja
                    wlasnosc. Jesli natomiast chcesz kupic cos co sie podoba to nalezy zaplacic, w
                    niektorych sklepach wystarczy nawet symboliczna zlotowka i slowo dziekuje.

                    Jesli nie zamilczysz na moj temat nie zamilcze i ja.

                    Negocjacje zakonczone.

                    Zegnam.

                    I jeszcze
                    • kardiolog i jeszcze jedno 29.01.04, 13:39
                      krotko, bo szkoda mi czasu na czytanie i odpisywanie na to guwno (jak przez u
                      to moze nie wytna).

                      Mathiasie, byli tu kiedys ludzie z Poznania, pokazali zdjecia, ktos ich pogonil
                      a komus zabroniono z nimi rozmawiac. Byli ludzie z Wrocka, tez ich nie ma.
                      Byli tez jeszcze inni...
                      Zalogowalem sie kiedys na stara polonie , by zlozyc ludziom zyczenia (chyba z
                      1,5 temu czy rok) to we Wrocku byla histeria i zadyma "jak smie tam
                      przychodzic???!!!! jakim prawem!!!!!?????" . Wrzuc na wyszukiwarke jesli nie
                      wisz o czym mowie.

                      Ja wiem, kto powinien isc do prawdziwego lekarza.

                      Jezeli ty nie wiesz to trudno.

                      Wychodze stad bo weekend sie zbliza. Jesli po weekendzie kolezanka dalej bedzie
                      pisac tak jak na o2 oraz w innych tekstach to ja zwyczajnie przeoram, a
                      materialu mam co najmniej na roczna orke.
                      Hej!
                      • mathias_sammer Re: 03.03.04, 12:22
                        Walter Benjamin:
                        Das Kunstwerk im Zeitalter seiner technischen Reproduzierbarkeit
                        (1935/36 )


                        --------------------------------------------------------------------------------

                        Der unter schwierigen Bedingungen 1935/36 im Pariser Exil entstandene Aufsatz
                        des Philosophen und Kulturkritikers Walter Benjamin kann als zentraler Text der
                        modernen Kultur- und Medientheorie gelten. Angesichts der historischen
                        Situation, die Benjamin, aus materialistischer Sicht, als einen katastrophalen
                        Rückfall hinter die Möglichkeiten eines revolutionären sozialen Wandels deutet,
                        richtet er sich am Beispiel des faschistischen Führerkults gegen
                        die "Ästhetisierung der Politik"(S. 168). Diese Ästhetisierung basiere auf
                        einer vormodernen Rezeptionshaltung des Publikums, während das "Zeitalter der
                        technischen Reproduzierbarkeit" nicht allein neue Rezeptionsweisen, sondern
                        auch eine neue Kunst (Film) erzeugt sowie den "Verfall der Aura" (S. 142)
                        bewirkt habe. Aura - die "einmalige Erscheinung einer Ferne, so nah sie sein
                        mag" (142) - der Begriff ist verbunden mit dem Kultwert eines Kunstwerks,
                        seiner Einmaligkeit und seiner Dauer. Diese Unnahbarkeit spiegelt sich in
                        seiner ursprünglichen Aufgabe im Ritual, zeigt sich aber noch beim
                        zeitgenössischen Kunstsammler.

                        Die massenhafte technische Reproduktion, die mit der Erfindung der Fotografie
                        1839 begann und von Benjamin vor allem anhand der neuen Filmkunst diskutiert
                        wird, beendet die daraus erwachsenen Vorstellungen von "Schöpfertum und
                        Genialität" (S. 137), von Originalität und Ursprung: "die Frage nach dem echten
                        Abzug hat keinen Sinn" (S. 145) mehr. Die Aufforderung an den Betrachter, sich
                        kontemplativ in ein Gemälde zu versenken, tritt in umgekehrter Form in
                        fotografischen Bildern wieder auf: "Ihnen ist die freischwebende Kontemplation
                        nicht angemessen. Sie beunruhigen den Betrachter; er fühlt: zu ihnen muß er
                        einen bestimmten Weg suchen. Wegweiser beginnen ihm gleichzeitig die
                        illustrierten Zeitschriften aufzustellen. Richtige oder falsche - gleichviel."
                        (S. 148) Extremer ist die "Chockwirkung" noch im Film, dessen Bilder wie
                        ein "Geschoß" dem Betrachter entgegentreten, im nächsten Augenblick aber dem
                        Massenpublikum, schon wieder entrissen werden und "wie jede Chockwirkung [nur]
                        durch gesteigerte Geistesgegenwart aufgefangen" (S. 165) werden können.

                        Benjamin behauptet eine neuartige, von "Flüchtigkeit und Wiederholbarkeit" (S.
                        143) geprägte Wahrnehmungsweise, "deren ‚Sinn für das Gleichartige in der Welt'
                        so gewachsen ist, daß sie es mittels der Reproduktion auch dem Einmaligen
                        abgewinnt." (S. 143) Überkommene Vorstellungen von Tradition sind damit
                        grundsätzlich in Frage gestellt. Vorformen der mit der Kunstform Film
                        verbundenen Wirkung finden sich in Werken der künstlerischen Avantgarde,
                        beispielsweise im Dadaismus: Dort wurde mit allen (handwerklichen!) Mitteln
                        versucht, dem Kunstwerk den Charakter eines Originals zu nehmen und eine
                        physisch-moralische "Chockwirkung" beim Publikum zu erzeugen. Auch die Aura des
                        Schauspielers - seine unmittelbare Präsenz im Hier und Jetzt - geht durch den
                        Filter der Apparatur im Film verloren: "Das Publikum fühlt sich in den
                        Darsteller nur ein, indem es sich in den Apparat einfühlt." (S. 151) Positiv
                        bewertet Benjamin die Verquickung von Kunst und Wissenschaft im Film, der
                        aufgrund seiner objektiven Registrierung aller Details der sozialen Analyse der
                        Wirklichkeit genauere Dienste leisten könne als Malerei oder Theater. Bizarr
                        erscheint in diesem Zusammenhang, daß die Filmindustrie mit allen Mitteln
                        versucht, gegen die von ihrem Medium geprägte Wahrnehmungsweise auratische
                        Wirkungen auszulösen. Der von ihnen gepflegte Starkult unterlaufe, so Benjamin,
                        das revolutionäre Potential des Films.

                        © pflug




                        Walter Benjamin: Das Kunstwerk im Zeitalter seiner technischen
                        Reproduzierbarkeit, in: ders.: Illuminationen. Ausgewählte Schriften I,
                        Frankfurt/M. 1977, S. 136-169. .

      • kardiolog Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 09:55
        Tylko dla Mathiasa Sammera/

        Wpadlem wczoraj na ten tekst. Zamieszczam dzisiaj.
        Ciewawy jestem ile osob czeka juz na Lisa na czacie :)
        Pewnie wydrukuja przebieg, trzeba bedzie zerknac.

        Do milego...!
        kardiolog
        .............

        Nadmierne zageszczenie

        „W jakim stopniu fizyczny fakt nadmiernego zageszczenia ludnosci prowadzi do
        wrogosci i schorzen spolecznych-widocznych w takich miastach, jak Nowy Jork,
        Filadelfia, Newark, Detroit, Chicago, Tokio, Kalkuta, Londyn i inne?

        Najbardziej dokladne badania nad zwiazkami pomiedzy liczebnoscia populacji,
        srodowiskiem fizycznym i spoleczno-emocjonalnym zachowaniem zwierzat prowadzil
        w ciagu 20lat John Calhoun w National Institute of Mental Health . Kolonie
        dzikich badz oswojonych szczurow lub myszy hodowano w sztucznych srodowiskach,
        w ktorych skutki wzrostu liczebnosci populacji mozna bylo obserwowac w ciagu
        kilku pokolen.

        „W jednej serii eksperymentow stworzono cos w rodzaju „osiedla mieszkaniowego“,
        w ktorym byly cztery polaczone ze soba pomieszczenia mieszkalne, do ktorych
        zwierzeta mogly przedostac sie po kreconych schodach. Aby dojsc do koncowych
        pomieszczen, zwierzeta musialy przechodzic przez pomieszczenia srodkowe, ktore
        wkrotce staly sie osrodkami aktywnosci spolecznej. Gdy populacja wzrosla do
        ponad 80 szczurow-optymalna liczba bylo 48 zwierzat-zaczely u nich wystepowac
        destrukcyjne, zagrazajace zyciu zachowania.
        Pomimo obfitosci zasobow fizycznych, takich jak pokarm i materialy do budowy
        gniazd, wystepowaly czesto zlosliwe walki miedzy samcami, jak rowniez
        niesprowokowane napasci na samice i mlode. Niektore samce byly niezwykle
        agresywne, podczas gdy inne „wycofywaly sie“ i staly sie bierne. Ogromnie
        wzrosla czestosc przypadkow hiperseksualizmu, homoseksualizmu oraz
        biseksualizmu. Porzadek spoleczny zalamal sie calkowicie, do tego stopnia, ze
        samice ignorowaly takie normalne czynnosci, jak budowanie gniazd i opieka nad
        mlodymi, zdarzaly sie przypadki kanibalizmu i zadne z mlodych nie osiagnelo
        dojrzalosci.

        W innej wersji, w ktorej pomieszczenia mieszkalne byly usytuowane wokol
        otwartej przestrzeni, przy czym rowniez zapewniono obfitosc pokarmu i materialu
        do budowy gniazd, jak rowniez ochrone przed zarazkami, przesladowcami oraz
        deszczem czy sniegiem, oznaki zalamania wystapily wtedy, gdy wszystkie pozadane
        miejsca przestrzeni fizycznej oraz wszystkie role spoleczne zostaly zajete.
        Dominujace samce zaczely sie zalamywac wyczerpane obrona wlasnych terytoriow.
        Samice wczesniej wypedzaly swe mlode z gniazd i stawaly sie bardziej agresywne
        i dominujace. Mlode, dorosle osobniki przestaly walczyc o wlasne terytorium i
        przyjely patologiczny sposob zycia „na ulicach“, na duzej otwartej przestrzeni.
        Zwierzeta przestaly sie rozmnazac. Ostatnia mysz zdechla przed uplywem pieciu
        lat od rozpoczecia badania.““

        Jane Elliott, Riceville, Iowa, Public School


        • kardiolog Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 10:26
          zAkonczylem wlasnie prasowke, czas do roboty a potem juz weekend! Hurra!
          Musze wreszcie obejrzec oslawiona "Pasje". Swoja droga polecam Gothike,
          Mathiasie.

          DLa bulterierki mam zdjecie i cytat aktorki KH.

          film.onet.pl/osoba.asp?DB=144&ITEM=1361
          Rozesmiany od ucha do ucha
          i wylagowujacy sie z jasnie wielmoznego portalu GW
          kardiolog
          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 12:56
            kardiolog napisał:

            > zAkonczylem wlasnie prasowke, czas do roboty a potem juz weekend! Hurra!
            > Musze wreszcie obejrzec oslawiona "Pasje". Swoja droga polecam Gothike,
            > Mathiasie.
            >
            > DLa bulterierki mam zdjecie i cytat aktorki KH.
            >
            > film.onet.pl/osoba.asp?DB=144&ITEM=1361
            > Rozesmiany od ucha do ucha
            > i wylagowujacy sie z jasnie wielmoznego portalu GW
            > kardiolog


            Ja tez ide. Zaczynam sie juz nudzic. Zdaje sie, ze w Polsce wiosna idzie a wraz
            z nia kolejna fala prob eksmisji. Jakiez to wtorne zachowanie az smiac mi sie
            chce. Zdecydowanie dobry a przede wszystkim zabawny mialem poranek!
            :D

            Nara! Spadywuje.
            M.S.


          • mathias_sammer tematyka niemiecka-kardiolog tylko 26.03.04, 19:04
            Kardiologu, jesli interesuje Cie jak w Niemczech komentuje sie wydarzenia w
            Polsce, wspolprace pol-niem etc. to polecam zajrzec do Aktualnosci.
            Teraz pedze dalej bo musze dopisac komentarze (nie na GW tylko tam), rozmowcy
            kurka wodna strasznie wymagajacy a ja ostatnio opuscilem sie i krzycza na mnie.
            Ide wiec skrobac a dla Ciebie cos z polskiego podworka. Mnie rozbawilo.
            Czolgiem
            M.S.
            .........
            HITLER



            (wbiega Hitler, chodzi nerwowo tam i z powrotem, za nim służący Johan)

            Hitler ? Hańba! Doner veter! Obelga! Ein zwei! Wstyd! Hańba! Niemcy! Eine
            kleine madchen! RMF FM!!!

            Johan ? Co się dzieje panie Hitlerze? Co się dzieje?

            Hitler ? Zejdź mi z oczu!

            Johan ? (Johan zawija się w kurtynę)

            Hitler ? Co ja ludziom powiem? Przegrałem wojnę! Oj, jak się Goebels dowie!..
            Będzie bił trzcinką. Nie mogę nikomu tego powiedzieć! (podchodzi do kurtynki)
            Johan, udawaj, że mnie nie słyszysz? Przegrałem wojnę!

            Johan ? O mein Gott! (pada zemdlony)

            Hitler ? Johan nie szalej, nie szalej! Dawać mi tu Kronnenberga!

            Johan ? Dawać mi tu Kronnenberga!

            Hitler ? Johan wąsy.

            Johan ? (odchyla poły marynarki, na których ma rząd wąsów. Hitler zmienia wąsy)

            Kronnenberg ? (w geście Heil) Myłem!

            Hitler ? Myłem!

            Kronnenberg ? Przepraszam za tę szopkę, ale wiecie? Goebels.

            (wszyscy leciutko się rozbiegają sycząc)

            Hitler ? A zresztą. Goebels Goebels głupi mebel.

            Kronnenberg ? Co?

            Hitler ? Goebels Goebels głupi mebel.

            Kronnenberg ? Co?

            Hitler ? Kapusta i kwas? nieważne! Kronnenberg ty szmato, przegrałem wojnę!

            Johan ? O mein Gott! (pada zemdlony)

            Kronnenberg ? A co ja winien? To nie ja! To Niemcy!

            Hitler ? Milcz! To przez ciebie!

            Kronnenberg ? Przez mnie? Ja otrzymałem tylko złe wychowanie. Wiecie przecież?
            Goebels.

            (rozbiegają się sycząc)

            Hitler ? Przyznaj się. Nic ci się nie stanie. Jezu, jak ja cię będę katował.

            Kronnenberg ? Słucham?

            Hitler ? Słucham?

            Kronnenberg ? (!?)

            Hitler ? Aaa kapusta i kwas?nieważne. Kronnenberg, inaczej z tobą pogadam.
            Johan, czerwone wąsy.

            Johan ? (daje czerwone wąsy)

            Hitler ? (nakłada) Jak wyglądam?

            Johan ? Jak idiota.

            Hitler ? Niebieskie! (nakłada niebieskie) Jak wyglądam?

            Johan ? Jak idiota.

            Hitler ? Czarne. (nakłada czarne) Jak wyglądam?

            Johan ? Jak idiota.

            Hitler ? Dobrze. (szepcząc do Kronenberga) Posłuchaj mnie hitlerowcu. Jak
            zaczynałem w 39 to nie tak to miało wyglądać! (rozkleja się) Moje gestapo, mój
            Wermacht... (pada na kolana) Teraz będą musieli pójść do uczciwej pracy.

            Kronnenberg ? (kurczy się leciutko) Do pracy? To obrzydliwe!

            Hitler ? Tak, do pracy. I powiedz mi Kronnenberg, tak po niemiecku, czy ktoś
            powinien za to odpowiadać?

            Kronnenberg ? Tak.

            Hitler ? - Po niemiecku! Czy ktoś za to odpowiada?

            Kronnenberg ? Ja!

            Hitler ? Brać go!

            Johan ? Jawohl! Myłem!

            Hitler ? Myłem!



            KONIEC


            autor? Klub Literatów Zeppelin na podstawie opowiadania Joanny Kołaczkowskiej
            pod tym samym tytułem.


            • mathias_sammer Re: tematyka niemiecka-kardiolog tylko 26.03.04, 20:21
              Miod na dusze i to po polsku! Koniecznie siegnij nie po opracowania ale po
              dziela. Polecam na chlodne wiosenne wieczory - prawdziwa uczta dla duszy

              M.S. stary flaneur
              ----
              Flâneurie istota zjawiska i transformacje
              Piotr Dejneka
              Konstancin 2 maja 2000


              --------------------------------------------------------------------------------

              Spis Treści
              Wstęp
              Rozdział 1: Społeczne tło narodzin Flâneura
              Rozwój prasy
              Procesy modernizacyjne
              Bulwary paryskie
              Paryż II Cesarstwa
              Rozdział 2: Flâneur - bohater dziewiętnastowiecznej literatury
              "Fizjologia małżeństwa"
              "Tajemnice Paryża"
              "Człowiek Tłumu"
              "Szkoła Uczuć"
              Rozdział 3: Spacer w twórczości Charlesa Baudelaiere`a
              Romantyczny spleen
              "Kwiaty Zła"
              Doświadczenie i przeżycie
              Rozdział 4: Postać flâneura w twórczości Waltera Benjamina
              Pasaż - przestrzeń życiowa flâneura
              Inne Inspiracje
              Rozdział 5: Idea spaceru - kontynuacje
              Współczesny dom towarowy
              Nowe media
              Architektura
              Intelektualne nawiązania
              Zakończenie
              Literatura

              --------------------------------------------------------------------------------

              Wstęp
              Kryzys jest immanentną kategorią naszego ponowoczesnego stylu bycia, twierdzą
              już od ponad trzydziestu lat teoretycy kultury, socjologowie, antropolodzy,
              filozofowie mówiąc o zmianie paradygmatu, momencie przesilenia, punkcie
              przejściowym, epoce kryzysu, zmierzchu wielkich narracji, zmianie świadomości
              podmiotu oraz jego stosunku do historii i czasu.
              Człowiek ponowoczesny przestał wierzyć w metaopowieść. Lyotard w swojej
              rozprawie "La condition postmoderne. Rapport sur le savoir"1 wyraźnie stwierdza
              że przestała istnieć bezpowrotnie legitymizująca siła meta-narracji. Człowiek
              współczesny przestał w nią wierzyć. Trzy wielkie meta-opowieści nowoczesności -
              emancypacja podmiotu, urzeczywistnienie ducha, kapitalizm, są już ideami
              przeszłości i jako takie nie stanowią sił napędowych teraźniejszości. Trudno
              jednak całkowicie wyeliminować ich siłę sprawczą i powiedzieć że nie są one już
              obecne w kulturze, i że nie mogą nadal służyć ludziom jako punkty orientacyjne
              oraz wyzwalać ich zaangażowania. Chodzi o to, że te meta-narracje nie mają już
              powszechnej mocy obowiązującej i legitymizującej siły. Forma meta-narracji,
              która jako dominująca idea byłaby w stanie wyjaśnić każde teoretyczne i
              praktyczne postępowanie epoki i nim kierować, stała się przestarzała. Jak mówi
              Wolfgang Welsch ,,Metanarracje są dzisiaj podwójnie niemożliwe. Po pierwsze
              dlatego że nie ma żadnej takiej na widoku, co rzeczywiście mogłaby przynajmniej
              wydawać się uniwersalna (...).Po drugie i przede wszystkim dlatego, że
              niemożliwość takiej wszechobejmującej meta-narracji pojawiła się w naszej
              świadomości. Przejrzeliśmy oszustwo całości, zamiast niej nauczyliśmy się
              rozpoznawać i uznawać wielość; na projektach całości zaobserwowaliśmy, że im
              więcej ich usilnych starań, tym wyraźniej zaznacza się ich partykularność. W
              zarysach całości nauczyliśmy się odkrywać sygnaturę wielości. Prawda, moc
              prawna, człowieczeństwo leżą dla nas po tej stronie owego konwulsyjnego,
              pełnego napięcia wysiłku meta-narracji."2
              Można powiedzieć, że współczesność jest epoką, której mitem jest utrata
              ośrodka , pewnej utopii - wyobrażenia jedynego zbawienia, jedynej słusznej
              drogi i zastąpienie jej nową utopią zupełnie innego rodzaju - "utopią
              wielości". Tak więc utopia ta paradoksalnie jawi się jednak jako nowa meta-
              narracja.
              Jeżeli utrata ośrodka staje się nowym mitem współczesnej świadomości to
              należałoby się zastanowić, czy rzeczywiście istnieje jakieś radykalne cięcie
              epistemologiczne oddzielające świadomość współczesnego podmiotu od świadomości
              podmiotu epok wcześniejszych, czy też mamy tu do czynienia ze stopniowym
              przekształcaniem systemu od wewnątrz ? "Chronicznym atrybutem ponowoczesnego
              stylu życia wydaje się być niespójność, niekonsekwencja postępowania,
              fragmentaryzacja i epizodyczność rozmaitych sfer aktywności jednostek"3 pisze o
              ponowoczesności Zygmunt Bauman. Taka sytuacja jest niewątpliwie konsekwencją
              utraty jednolitego ośrodka. Jednak wydaje się że źródła ponowoczesnego stylu
              myślenia sięgają korzeniami dziewiętnastego wieku, kiedy to doszło do
              przekształcenia sfery publicznej, rozwoju domów towarowych, masowej turystyki,
              rozrywek, prasy, kapitalistycznego rynku towarowego itp. Zmianom tym
              towarzyszyła postać flâneura, spacerowicza, który stał się jednym z głównych
              wzorów nowoczesnego podmiotu . Jaki był ten podmiot? Chyba można zaryzykować
              twierdzenie iż mimo że jego tożsamość ewoluowała w czasie, zawsze był postacią
              wieloznaczną .,,Z pewnością był pozbawiony tożsamośc, "zdecentralizowany" -
              odpowiedzą natychmiast Jacques Derrida, Jacques Lakan, Gilles Delazue, Jean -
              Francois Lyotardi inni orędownicy ponowoczesnej filozofii - był wiecznym
              obserwatorem, widzem, pragnącym zachować anonimowość, podchwytującym wszystko,
              ale pozostającym w ukryciu"4 Zygmunt Bauman pisze ,,włóczyć się (flâner)
              oznacza przeprowadzać próby przygodności znaczenia; życie jako wór pełen
              epizodów, z których żaden nie jest określony, jednoznaczny, nieodwracalny;
              życie jako sztuka5 [...]._Aby tkać swoją materię fantazji, przechodzić
              niezłomnie przez próby namiętnej wyobraźni, flâneur musi zachować dla siebie
              wolną przestrzeń "człowieka niezaangażowanego", będąc zarazem zatopiony w
              tłumie ; musi widzieć, nie będąc widzianym; to właśnie niestrudzona ciekawość
              widza wyczarowuje i jedno i drugie - tłum jako teatr i wolność spacerowicza
              jako scenarzysty. U flâneura ,,triumfuje radość obserwowania'' flâneur ,,nie
              zamiera z otwartymi ustami", jest "detektywem-amatorem"6 . Praca flâneura jest
              przyjemna choć niełatwa. I nie może być wykonywana po prostu gdziekolwiek.
              Społeczeństwo które wysłało flâneura w wieczną podróż odkrywania, które zrobiło
              z niego gracza, spodziewającego się, iż świat jest zabawą, musiało wyposażyć go
              w świat właściwy zabawie odkrywania. Takim światem była pierwotnie ulica
              nowożytnej metropolii. Rytm życia flâneura, jak zauważył Benjamin stanowi
              odbicie tempa życia wielkiego miasta. Flâneur "chwyta rzeczy w locie". W
              zatłoczonych ulicach metropolii rzeczy istotnie są w locie."7
              Spojrzenie stało się czynnikiem konstytutywnym nowego podmiotu. Flâneur,
              wałęsający się bez celu, rozglądający po ulicach i witrynach sklepowych mający
              w sobie coś z dandysa, poety, detektywa i zbrodniarza zarazem stał się
              nieoczekiwanie metaforą sytuacji współczesnego człowieka, jego bycia w świecie
              ponowoczesnym: niespójnym, fragmentarycznym, z jego sztandarową epizodycznością
              rozmaitych sfer aktywności jednostek -które to atrybuty z jednej strony dają mu
              poczucie wszechogarniającej wolności lecz z drugiej skazują go na nią. nie
              dając mu w zamian poczucia bezpieczeństwa i wizji jedynej słusznej drogi,
              stawiając go nieustannie przed nowymi fragmentarycznymi wyborami, które muszą
              ciągle od nowa na bieżąco go konstytuować.
              W pracy tej postaram się prześledzić drogę jaką przebył spacerowicz już w ponad
              200 letniej wędrówce przez czas i przestrzeń. Osią konstrukcyjną na której oprę
              swój wywód będzie typologia historyczna. Spróbuję śledząc transformacje w
              czasie i przestrzeni tej metafory szukać kolejnych jej wcieleń.
              W rozdziale pierwszym pt: "Społeczne i kulturowe tło narodzin flâneura"
              spróbuję, opisując życie dziewiętnastowiecznego Paryża, uchwycić te aspekty
              jego funkcjonowania, które przyczyniły się do narodzin form spacerowania,
              utożsamianych z flâneriie.
              W rozdziale drugim, poświęconym flâneurowi, jako bohaterowi
              dziewiętnastowiecznej literatury postaram się ukazać - jak metafora ta
              funkcjonowała w dziewiętnastowiecznej prozie.
              Rozdział trzeci, poświęcony twórczości Charlesa Baudelaiere`a, celowo został
              potraktowany przeze mnie jako konstrukcyjnie odrębna całość. Stało się tak
              dlatego że twórczość autora "Kwiatów Zła" zakorzeniła się w analizach
              kulturowych
              • mathias_sammer Re: moja literatura- kardiolog tylko 26.03.04, 20:25
                robie ciach i wiecej juz nie bedzie---------------------------------------------
                -----------------------------------

                Rozdział 1
                Społeczne tło narodzin Flâneura
                "Typ Flâneura powołał do życia Paryż - przypomina Walter Benjamin w recenzji
                książki swojego przyjaciela Franza Hessela który próbował zachęcić do tej
                sztuki Berlińczyków. To nie obcy przybysze ale sami Paryżanie uczynili swoje
                miasto ojczyzną Flâneura"8 Swój sąd Benjamin oparł na rzetelnych studiach
                filozoficzno-historycznych, których efektem były prace zamieszczone w
                nieukończonej nigdy miazdze tematycznej "Passanger Werk". Ja także spróbuję
                pokrótce przyjrzeć się pewnym aspektom życia dziewiętnastowiecznego Paryża,
                starając się wychwycić aspekty jego funkcjonowania, mające wpływ na
                ukształtowanie się figury flâneura o którym w tej pracy będzie mowa. Pisząc
                pracę o flâneurze (spacerowiczu) trzeba się odnieść do społeczeństwa
                francuskiego wieku XIX z jego monarchiami i dyktaturami, światowymi wystawami i
                rewolucjami. Społeczeństwo to jest bezpośrednim prekursorem społeczeństwa
                nowoczesnego . Nie tylko dlatego że dokonują się w nim narodziny gospodarki
                światowej, ale również dlatego, że dochodzi w nim do przekształcenia sfery
                publicznej, rozwoju domów towarowych, masowej turystyki, rozrywek, prasy itp.
                Dziewiętnastowieczny Paryż jest widownią szeregu wydarzeń społecznych,
                politycznych i artystycznych o pierwszorzędnym znaczeniu i jedynym miejscem,
                którego historia stanowi historię Europy, a nawet świata. Stąd też można mówić
                o Paryżu jako stolicy dziewiętnastego wieku.9 Dla moich rozważań istotne będą
                trzy kwestie, którym, każdej z osobna należało by poświęcić chwilę uwagi, zanim
                przejdziemy do obserwacji postaci flâneura śledząc jego transformacje w czasie
                i przestrzeni. Mianowicie chodzi o rozwój prasy i jej upowszechnienie, w czym
                niemałą rolę odegrało drukowanie powieści w odcinkach; w tym z naszego punktu
                widzenia ważnej "Tajemnic Paryża" Eugeniusza Sue, zapoczątkowania wielkich
                procesów modernizacyjnych, jak i rozwoju mody na przesiadywanie na Paryskich
                bulwarach. W "szlifowaniu" miejskich bruków gustowała początkowo arystokracja
                (dandysi)10 i artystyczna bohema-dając zarazem tym zwyczajem podstawy do
                narodzin flâneura - typowo miejskiej istoty kulturowej,11 która w przyszłości w
                różnego rodzaju włóczęgach znajdowała różnego rodzaju upodobania i cele.

                Rozwój Prasy
                Do lat czterdziestych XIX wieku gazety były organami politycznymi. Co za tym
                idzie zwracały się do kręgu czytelników, o takich samych zapatrywaniach, kręgu
                z konieczności ograniczonego, albowiem dla pokrycia kosztów własnych wydawcy
                gazet pobierali od abonenta wysoką opłatę: 80 franków. Obalił ten system i
                zindustrializował prasę Emile Girardin, który wpadł na pomysł, by dochód, jaki
                ma przynieść gazeta, czerpać nie tyle z abonamentów, ile z ogłoszeń. Rozumował
                on tak: obniżając opłaty abonamentowe, zwiększy się nakład gazety a zwiększony
                nakład pociągnie za sobą siłą rzeczy wzrost liczby anonsów. Zakładając w
                1836 "La Presse", po raz pierwszy urzeczywistnił ideę nowoczesnej gazety.
                Opłata za ogłoszenie, zamieszczona w "La Presse", była nieco wyższa od
                obowiązującej, ale za to prenumerata wynosiła już teraz nie 80, lecz 40
                franków. Zdecydowany sukces "La Presse" wywołał w branży gazetowej rewolucję
                Girardin nie przewidział daleko idących skutków, jakie pociągnęła za sobą jego
                reforma gazety. Mianowicie na skutek uzależnienia prasy od anonsu pieniądz stał
                się wyznacznikiem rozwoju życia duchowego. Skomercjalizowana gazeta znalazła
                się właściwie poza obrębem sporów wynikających z różnicy poglądów i od tej pory
                broniła tego czy innego stanowiska tylko wtedy, kiedy nie było ono sprzeczne z
                przesłankami ekonomicznymi, na jakich się opierała. To uzależnienie nie
                docierało jednak do świadomości abonentów tak wyraźnie jak fakt, że gazeta
                stała się teraz organem neutralnym, w którym duch czasu mógł poczynać sobie
                nieporównanie swobodniej niż w gazetach utrzymanych w starym stylu. Znalazłszy
                mocne oparcie w pieniądzu, duch ten uwolnił się z wielu więzów i manifestował
                się jako duch sam w sobie. W pierwszym numerze swej "La Presse" Girardin
                zaznaczył , że chce szerzyć wszystkie autentyczne poglądy i że będzie się
                starał godzić sprzeczności, zapomniał przy tym dodać, że ta wspaniałomyślność
                zwiększa szanse bytu jego gazety.12 Sama neutralność nie mogła jednak
                wystarczyć; należało zadbać o atrakcyjność tej gazety. Interesujące artykuły,
                opowiadania i pogawędki stały się towarem bardzo pożądanym, a wkrótce pojawiła
                się na jej łamach powieść w odcinkach. Wszyscy pisarze i poeci, zachęceni
                korzyściami natury materialnej i ideowej, ofiarowali gazetom swoje usługi.
                Balzak, Dumas Victor Hugo, George Sand, zaczęli drukować swoje utwory w "La
                Presse" i w innych gazetach, które dzięki tym współpracownikom mogły wychodzić
                w ogromnych nakładach. W konsekwencji tego zaczęła się konkurencyjna walka o
                pozyskanie co lepszych autorów; ich honoraria szybko się zwiększały w miarę jak
                rosły nakłady. Jednym z najlepiej opłacanych autorów był Eugeniusz Sue. To on
                pierwszy zrozumiał, że powieść w odcinkach należy pisać inaczej niż książkę.
                Jego powieść "Tajemnice Paryża" drukowana w "Le Journal des Debats" trzymała w
                napięciu cały Paryż. Gdy któregoś dnia zabrakło w gazecie kolejnego odcinka
                miasto popadło w głęboką depresję.13 Rozrywka nie mogła oczywiście wyprzeć z
                łam gazet reklam i anonsów. Współzawodniczono w wynajdywaniu nowych sposobów
                lansowania dóbr i usług. Jak pisze Siegfried Kracauer "pewien pomysłowy młody
                człowiek, wydawca małego żurnala mód, co tydzień publikował w "La Presse"
                felieton zachwalający ten czy inny modny wyrób; za taki felieton dostawał
                każdorazowo 100 franków, a oprócz tego oczywiście dobrą zapłatę od osób
                zainteresowanych reklamą. Pomysł był jego zaś felietony pisali mu inni".14 W
                wyniku szybkiego rozwoju produkcji gazet na skalę przemysłową, wzrosło
                zapotrzebowanie na żurnalistów. Pojawili się żurnaliści nowego typu. Byli
                oczywiście uzależnieni od ekonomicznych zasad wydawania nowoczesnej gazety,
                jakimi kierował się również Girardin. Ale zależność ta wcale im nie ciążyła, a
                to dlatego, że rozwój przemysłu nie doprowadził jeszcze do ostrych konfliktów
                społecznych. Obracali się oni w sferze neutralnej; mogli więc korzystać z
                wolności przekonań i cieszyć się intelektualną niezależnością. Wyzwoliwszy się
                spod wpływu tradycyjnych poglądów, związali się z bohemą i oddali się
                przyjemności "bujania" po świecie. Przy sposobności zauważyli, oczywiście, że
                niejeden przedmiot czci to napuszona nicość i że za fasadą wielu ideałów kryją
                się jedynie materialne zainteresowania. Pieniądz od którego byli bezpośrednio
                uzależnieni, rozwinął w nich zdolność widzenia spraw zakulisowych. Tak oto
                dziennikarze stali się sceptyczni. Inna rzecz że można ich było sobie kupić. To
                oni właśnie stają się pierwowzorem Baudelairowskiego flâneura.

                Procesy modernizacyjne
                W połowie dziewiętnastego stulecia ukształtowało się również nowożytne
                społeczeństwom. Było to następstwem rozwoju przemysłu, rozwoju uwarunkowanego
                prawdziwie gwałtowną falą wynalazków. Przewrotu dokonała przede wszystkim kolej
                żelazna, która zmieniła oblicze ziemi i przeobraziła stosunki między ludźmi.
                Również inne wynalazki zrewolucjonizowały ludzkie życie. Doprowadziły do
                niesłychanego rozkwitu już istniejące gałęzie przemysłu, spowodowały powstanie
                nowych branż, a wszystkie przenikały, bardziej lub mniej bezpośrednio, do życia
                codziennego - począwszy od oświetlenia gazowego czy też dagerotypii,
                skończywszy na galwanicznej technice złocenia, dzięki której stan średni mógł
                pysznić się naczyniami stołowymi łudząco podobnymi do tych jakie miała wielka
                burżuazja. Wskutek żywiołowego rozwoju produkcji przemysłowej budziła się
                świadomość, że właśnie produkcja stanowi potężną siłę społeczną. Jej z
                • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:11
                  Czesc Mathias, mysle, ze zaciekawi cie ten felieton. Skroty zamiescilem tez w
                  innym miejscu, ale tu przytocze calosc. Zrobilem szybko dzienna prasowke,
                  dzieki za informacje w Aktualnosciach . Nie podbijam, bo Polacy juz dawno
                  zapomnieli, ze poza Polska istnieja jeszcze inne kraje. Wybacz, ale nie bede
                  sugerowal czegos innego.
                  Milej niedzieli oraz kolejnych dni i wypadam. Pewnie zajrze w przyszlym
                  tygodniu, na pewno zdaze przed Swietami z zyczeniami.
                  kardiolog
                  ----




                  28.03.2004



























                  eseje, artykuły, opracowania
                  teatr

                  Jacek Sieradzki
                  TRUDNA WOLNOŚĆ
                  Dramaturgia po 1989 roku

                  wersje językowe: polska


                  1.

                  Rok 1989 dla polskich dramatopisarzy był rokiem euforii, ulgi i nadziei - jak
                  dla całego społeczeństwa, może poza grupą satelitów odchodzącej władzy i
                  zupełnie znikomą garstką komunistycznych ortodoksów. Dalibóg nikomu już nie
                  chciało się ze swoimi utworami dreptać przed drukiem lub wystawieniem do
                  państwowej cenzury (która, zwłaszcza w schyłkowej dobie działalności, wydawała
                  decyzje kuriozalne, jak z kabaretu), nikomu też się nie chciało uzgadniać
                  repertuarów teatrów z wytycznymi odpowiednich towarzyszy z wszechwładnej
                  partii. Uzyskana wolność była dla twórców darem wspaniałym; umieli - w
                  większości - go cenić. Nie zdawali jednak sobie sprawy z tego, że w nowej
                  sytuacji w kraju zmieni się wszystko, a część tych zmian boleśnie dotknie
                  właśnie ich; że, paradoksalnie, będąc beneficjentami przewrotu, będą
                  równocześnie jego ofiarami. W wielu przypadkach euforia prędzej czy później
                  zmieniała się w - mniejsze lub większe - rozgoryczenie, a tak czy owak wybuch
                  wolności narodowej i intelektualnej nie zaowocował taką erupcją twórczości
                  artystycznej, jakiej można się było spodziewać.

                  Ale też punkt wyjścia - nastrój z czasów bezpośrednio poprzedzających ów, co tu
                  dużo mówić, niespodziany wybuch wolności - był wysoce niesprzyjający. Trudno o
                  gorszy.

                  Polska sztuka sceniczna drugiej połowy dwudziestego wieku miała swoje dwa
                  podniebne wzloty. Pierwszym był okres tak zwanej odwilży, po październiku 1956
                  roku. Wówczas to, po odejściu od stalinizmu w Związku Radzieckim i odpowiedniej
                  wymianie władz również w Polsce, unieważniono obowiązującą, ideologicznie
                  sztywną i jałową doktrynę realizmu socjalistycznego, tudzież podniesiono
                  żelazną kurtynę odcinającą polskie sceny od zachodniego repertuaru. Efekt był
                  piorunujący. W europejskim dramacie już od końca lat czterdziestych działo się
                  dużo i ciekawie; fala nowości estetycznych, formalnych, treściowych wlała się
                  jak powódź przez otwarte śluzy, wypełniając bez reszty teatralne afisze. Ponad
                  wszelką wątpliwość dramat i teatr były w tamtych czasach jednym z
                  najważniejszych narzędzi artystycznej wypowiedzi o rzeczywistości. Inwazji
                  zachodnich dramatopisarzy towarzyszyło też pojawienie się równych im rangą
                  twórców rodzimych; debiutowali najwybitniejsi polscy pisarze teatralni całej
                  połówki wieku - Tadeusz Różewicz i Sławomir Mrożek w otoczeniu mniej sławnych,
                  lecz również cenionych autorów.

                  Drugi tak płodny okres zdarzył się półtorej dekady później w czasach, które
                  można by uznać za zwieńczenie polskiej mutacji ruchów kontrkulturowych. Na
                  przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Wrocław ze swoim
                  MIĘDZYNARODOWYM FESTIWALEM TEATRU OTWARTEGO był jedną ze światowych stolic
                  buntowniczych ruchów scenicznych; u szczytu teatralnej sławy (a chwilę przed
                  odejściem od tworzenia widowisk) znajdował się Jerzy Grotowski, powstawały nowe
                  ensamble, ostro i nowocześnie (w miarę, rzecz jasna, cenzuralnych możliwości,
                  ale i niekiedy niejako ponad tę miarę) artykułujące niepokoje społeczne,
                  polityczne, etyczne, egzystencjalne. Epoka ta nie wydała swojej "osobnej"
                  dramaturgii, ale "pisane na scenie" scenariusze, powstające na próbach
                  (częściowo z improwizacji), podtrzymywały żywy, gorący charakter scenicznych
                  wypowiedzi. I stymulowały, rzecz jasna, tradycyjny teatr i dramaturgię, choć do
                  obowiązującego tonu należało zaprzeczanie tym wpływom.

                  W latach osiemdziesiątych z tamtych płomiennych okresów pozostało już tylko
                  wspomnienie. Postarzała się i osłabła popaździernikowa dramaturgia, wypalił się
                  kontrkulturowy bunt. Traumatycznym doświadczeniem Polaków były wydarzenia lat
                  1980-1981: powstanie wielomilionowego, nominalnie związkowego, a realnie po
                  prostu żywiołowego ruchu społecznego "Solidarność", usiłującego bezkrwawo
                  poszerzyć granice wolności - i siłowe stłumienie tego ruchu w ramach stanu
                  wojennego wprowadzonego przez władzę komunistyczną przeciw własnemu narodowi.
                  Represje nie miały charakteru fizycznej pacyfikacji, ale o pacyfikacji
                  psychicznej można mówić: odbierały nadzieję. Nie licząc pojedynczych tekstów,
                  przedstawień i zjawisk teatralnych, dekadę wypełniły jałowe próby sił między
                  twórcami i cenzurą; sporo tryumfalnie "przepchniętych" wówczas utworów już parę
                  lat później było całkowicie anachroniczne. Stan wojenny podciął też skrzydła
                  całemu pokoleniu wchodzącemu w dorosłe, twórcze życie; wypalili się szybciej,
                  niż przewidują normy, pozostały po nich vacaty we wszystkich dziedzinach
                  twórczości, w teatrze i dramaturgii też.

                  Czy można się więc dziwić, że po 1989, kiedy komunistyczną cenzurę odesłano do
                  lamusa, wszelkie nadzieje na genialne utwory pisane ponoć "do szuflady" okazały
                  się płonne? Szuflady były puste. Rzekłoby się, krzycząco puste.


                  2.

                  Niczego nie mieli w nich starzy mistrzowie. Tadeusz Różewicz ostatnie swoje
                  dzieło dramatyczne - PUŁAPKĘ, pół-biograficzne, pół-fantasmagoryczne dzieło o
                  Franzu Kafce napisał na początku lat osiemdziesiątych. Później zajął się już
                  tylko poezją, co jakiś czas mamiąc ludzi teatru obietnicami nowego dramatru.
                  Nie sprzyjały tym obietnicom ani apatyczne lata osiemdziesiąte, ani czas
                  wolności, gdy wznowione, dawne jego sztuki - DO PIACHU z nieheroicznym obrazem
                  wojny sprzed pół wieku i BIAŁE MAŁŻEŃSTWO o fin-de-siecle'owych wstydach i
                  marzeniach erotycznych - okazały się sprzeczne z aktualnym decorum. Jako
                  dramatopisarz nowej epoki Różewicz, owszem, zaistniał, ale tylko pośrednio. Dał
                  się namówić na poprowadzenie serii prób z KARTOTEKI, rewolucyjnego debiutu z
                  1960 roku; na potrzeby owych prób przekomponował utwór i dopisał wiele nowych
                  scen. Ta nowa wersja, nazwana KARTOTEKĄ ROZRZUCONĄ została potem (1994)
                  opublikowana i - przy całej zależności od pierwowzoru - jest jedną z
                  najciekawszych wypowiedzi o współczesności; nowatorstwu formy (zakładającej
                  kolażowe łączenie cytatów, dokumentów codzienności z fikcją) towarzyszy
                  imponująca celność kpin; pisarz pokazał pazur satyryka najwyższej klasy.

                  Innym przykładem "pośredniego" życia dramatopisarskiego Różewicza jest RAJSKI
                  OGRÓDEK (2001) brawurowy scenariusz złożony przez młodego reżysera Pawła
                  Miśkiewicza z eksperymentalnych jednoaktówek Różewicza z lat sześćdziesiątych.
                  Jedna z tych jednoaktówek - NASZA MAŁA STABILIZACJA - dała niegdyś nazwę całej
                  pod epoce tamtych lat; Miśkiewicz we współczesności nowego przełomu wieków
                  odnalazł w niczym nie postarzałe elementy tamtej "małej stabilizacji", z jej
                  nieustannym lękiem o cokolwiek stałego i niewzruszonego w życiu, z jej
                  egzystencjalną niepewnością pokrywaną liczmanami, paplaniną i dobrą miną do
                  złej gry. Po czterdziestu latach Różewicz okazał się wciąż aktualnym piewcą
                  postaw rodaków, a "nowy dramat" złożony z jego starych tekstów - celniejszy od
                  wielu dzieł pisanych na bieżąco.

                  Drugi z wielkich polskiej dramaturgii, Sławomir Mrożek swoje rozliczenie z
                  komunistycznym systemem - nie uproszczone, mocno relatywizujące schemat "kat-
                  ofiara" - napisał chwilę za wcześnie; PORTRET opublikowano w 1987. Dramat
                  musiał jeszcze przejść przez aberracyjną cenzurę, arbitralnie zmieniającą
                  pisarzowi jedne słowa na inne, a i pewna dezynwoltura w konfrontowanych
                  postawac
                  • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:13
                    niewzruszonego w życiu, z jej egzystencjalną niepewnością pokrywaną
                    liczmanami, paplaniną i dobrą miną do złej gry. Po czterdziestu latach Różewicz
                    okazał się wciąż aktualnym piewcą postaw rodaków, a "nowy dramat" złożony z
                    jego starych tekstów - celniejszy od wielu dzieł pisanych na bieżąco.

                    Drugi z wielkich polskiej dramaturgii, Sławomir Mrożek swoje rozliczenie z
                    komunistycznym systemem - nie uproszczone, mocno relatywizujące schemat "kat-
                    ofiara" - napisał chwilę za wcześnie; PORTRET opublikowano w 1987. Dramat
                    musiał jeszcze przejść przez aberracyjną cenzurę, arbitralnie zmieniającą
                    pisarzowi jedne słowa na inne, a i pewna dezynwoltura w konfrontowanych
                    postawach stalinowskiego donosiciela i nieoczekiwanie skorego do bicia pokłonów
                    przed portretem satrapy "męczennika", w latach niewoli nie miała szans na
                    właściwe wybrzmienie. Polska wolność zastała pisarza w Meksyku, gdzie mieszkał
                    z żoną na rancho o pięknie brzmiącej nazwie "La Epifania". Pisał wówczas, po
                    dość poważnych perturbacjach zdrowotnych, groteskę WDOWY (1990), gdzie akcję
                    wypełniają, jak zwykle u niego, dowcipne dialogi pełne absurdalnych paradoksów,
                    ale trzecia, milcząca przez całą sztukę wdowa, ma pod żałobnym welonem
                    prawdziwą trupią czaszkę.

                    Następna sztuka Mrożka, MIŁOŚĆ NA KRYMIE (1993) zasłynęła z powodu
                    niecodziennych okoliczności towarzyszących. Autor obłożył utwór
                    dziesięciopunktową klauzulą obligującą teatry do nie stosowania skrótów,
                    zbudowania realistycznej dekoracji, respektowania układu aktów, używania
                    tradycyjnej kurtyny, etc. Polecił również opublikować te żądania w programie
                    pod tytułem "Autor zwariował, albo ostatni Mohikanin". Klauzula okazała się
                    kłopotliwa nie tyle z powodu radykalizmu, ile z powodu mniejszej, niż można
                    było przewidywać, atrakcyjności samej sztuki; mało który teatr decydował się na
                    trzyaktową kolubrynę stanowiącą dziwny - choć miejscami olśniewający - pastisz
                    idiomów rosyjskich (pierwszy akt był ekstraktem Czechowa, drugi - powiedzmy
                    Bułhakowa, trzeci - niejasną groteską o Rosji współczesnej). Na sztukę tę nie
                    rzuciły się wszystkie liczące się teatry w kraju, jak to z propozycjami Mrożka
                    bywało w latach prosperity. Następnego dzieła - dwóch jednoaktówek pod wspólnym
                    tytułem PIĘKNY WIDOK (1999) nie zagrał już nikt. Szkoda: dobrze wykonany,
                    błyskotliwy dyskurs dwóch męsko-damskich par w niejasno groźnej sytuacji,
                    pełnej niesprecyzowanego, wojennego napięcia (inspirację stanowił tu konflikt
                    bałkański) mógł być kanwą ciekawego widowiska. Ostatnią opublikowaną dotąd
                    sztukę WIELEBNI (1999) sam autor uznał, jak się zdaje, za rzecz niezbyt udaną.
                    Absurdalna farsa o anglikańskiej parafii, na którą przez pomyłkę skierowanie
                    dostają równocześnie proboszcz-kobieta i proboszcz-Żyd nie wie, jak się
                    skończyć; trzeba zesłać helikopter (niczym deus ex machina), żeby móc opuścić
                    kurtynę.

                    Do grona mistrzów starszego pokolenia dołączył Janusz Głowacki. Ten prozaik,
                    felietonista, dramato- i scenariopisarz, przytrzaśnięty przez stan wojenny w
                    Nowym Jorku, podjął heroiczną próbę utrzymania się w USA tylko z pisania - i
                    przeszedł, można rzec, morderczą szkołę zawodowego przetrwania. Z wygnania
                    przywiózł dwa dramaty. POLOWANIE NA KARALUCHY (wydanie krajowe 1990), sztuka o
                    upokarzającej egzystencji polskich wygnańców w Stanach - temat ten podejmie
                    też, ale w dużo bardziej ostrej, paszkwilanckiej formie, inny prozaik, Edward
                    Redliński w sztuce CUD NA GREENPOINCIE (1995) - sztuka ta cieszyła się sporym
                    powodzeniem na krajowych scenach. Aliści już następna pozycja, FORTYNBRAS SIĘ
                    UPIŁ (1990), mogłaby stanowić modelowy przykład dramaturgii z epoki ancien
                    regime'u, gdzie obserwacje mechanizmów rządzących życiem społeczno-politycznym
                    były kamuflowane w kostiumie historycznym, bądź literackim (Dania Hamleta jest
                    Polską, a Norwegia Fortynbrasa - Związkiem Radzieckim). Ten typ dramaturgii
                    aluzyjnej, rozpowszechniony w epoce komunistycznej, wolność zmiotła ze scen bez
                    reszty. Niekiedy do spółki z jej autorami.

                    Co, rzecz jasna, nie dotyczy Głowackiego, który parę sezonów później
                    zaproponował teatrom bodaj najciekawszy utwór dramatyczny dekady - ANTYGONĘ W
                    NOWYM JORKU (1992). Z antycznego mitu pozostały tylko rudymenty: konieczność
                    sprawienia pogrzebu najbliższemu człowiekowi wbrew wszelkim przeciwnościom.
                    Rzecz przeniosła się do Tompkins Square Park w Nowym Jorku, w środowisko
                    bezdomnych, zdeklasowanych wygnańców, pazernych egoistycznych i chytrych, ale
                    zdobywających się na szeroki, altruistyczny gest w chwili próby. Swoim
                    zwyczajem Głowacki pozbawił bohaterów patosu, opowiedział ich losy z
                    sarkastycznym, chwilami makabrycznym humorem. Funkcję greckiego chóru
                    powierzył, też nie bez złośliwości, bezgranicznie zachwyconemu sobą
                    nowojorskiemu policjantowi. W dialogach Polaka, Rosjanina i Portorykanki
                    osiągnął to, co najważniejsze: zuniwersalizował dramat i ból, nie odbierając
                    postaciom oryginalności i wyrazistości.

                    Dużo gorzej niż Antygona przyjęta została kolejna sztuka Głowackiego CZWARTA
                    SIOSTRA (1999). Być może powodem irytacji było ponowne - po Mrożku - sięgnięcie
                    przez polskiego autora do swoistego współczesnego folkloru rosyjskiego;
                    zarzucono dramatopisarzowi niezgodne ze poprawnością polityczną łatwe
                    dowcipkowanie ze znienawidzonego niegdyś sąsiada. Niechętni nie zauważyli, że
                    przedmiotem gier pisarskich Głowackiego w tej sztuce, już tytułem nawiązującej
                    wprost do Czechowa, jest nie tyle rosyjska rzeczywistość, ile pewien zasób
                    stereotypów kulturowo-literackich. I to nie tylko wschodnich; punktem
                    odniesienia groteskowej akcji jest wszakże dokumentarny film kręcony przez
                    Amerykanina i szykowany pod Oscara, zatem wszelkie celowe łatwizny brane są w
                    podwójny nawias, a wszystko razem służy ujawnieniu nieskrywanego przerażenia
                    współczesną naskórkowością i gruboskórnością w odbieraniu i rozumieniu świata,
                    czemu globalizacyjne zmniejszenie odległości między kontynentami bynajmniej nie
                    zapobiega. Raczej przeciwnie.

                    Wśród zasłużonych pisarzy starszego pokolenia, obok prozy parających się także
                    pisarstwem dla teatru, wypada wymienić Wiesława Myśliwskiego, znakomitego
                    reprezentanta "nurtu chłopskiego" w polskiej powieści. Jego dramat REQUIEM DLA
                    GOSPODYNI (2000) można wziąć za rodzaj ultrakonserwatywnego manifestu; ujętym w
                    wizyjne, poetyckie retrospekcje wspomnieniom o dawnych czasach wiejskiego,
                    patriarchalnego ładu towarzyszą namiętne filipiki przeciwko współczesnemu
                    zepsuciu obyczajów. Jak zwykle w takich przypadkach nieco rażące bezsilnością -
                    chociaż klątwie podstawowej "wszyscyście dzieci jednej matki: telewizji",
                    trudno odmówić słuszności.


                    3.

                    Niewątpliwą gwiazdą wśród dramatopisarzy średniego pokolenia - tego najmocniej
                    dotkniętego nieprzychylnością najnowszej historii - jest Tadeusz Słobodzianek.
                    Ten mieszkaniec wschodnich kresów Polski zasłynął już chwilę po studiach, gdy
                    pod arystokratycznym pseudonimem "Jan Koniecpolski" wszedł w rolę enfant
                    terrible polskiej krytyki teatralnej: w imię elementarnego sensu i logiki
                    atakował świętości sceny i literatury. Po wprowadzeniu stanu wojennego
                    zrezygnował z recenzenctwa, zaczął studiować reżyserię lalkową i zajął się
                    pisaniem. Jego debiut dramatyczny, CAR MIKOŁAJ (1987), został przyjęty z
                    wielkimi nadziejami, choć przesiąknięta mieszczańskimi nawykami polska scena
                    nie bardzo wiedziała, jak się zabrać do tej, pełnej soczystych przekleństw
                    opowieści o mieszkańcach zapadłych kresów z lat trzydziestych ubiegłego wieku.
                    Następna sztuka, OBYWATEL PEKOSIEWICZ została osadzona już bliżej
                    współczesności, w niesławnej pamięci 1968 roku, kiedy to walki frakcyjne w
                    łonie partii komunistycznej zaowocowały rozpętaną odgórnie, haniebną
                    antysemicką nagonką. W sztuce Słobodzianka wypadki te ukazane są od dołu, z
                    perspektywy zabitego dechami miasteczka; ofiara prowokacji i zmagań dwóch
                    prowincjonalnych "włodarzy dusz": sekretarza pa
                    • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:15
                      "włodarzy dusz": sekretarza partii i katolickiego biskupa ląduje w
                      szpitalu wariatów. Dramat zdobył nagrodę na oficjalnym konkursie
                      dramaturgicznym, po czym cenzura przyaresztowała go skutecznie; mógł się ukazać
                      w druku i na scenie dopiero nieomal równo z wyborami w 1989 roku.

                      Słobodzianek jest moralistą, choć unika kaznodziejstwa jak ognia a swoje
                      przesłania ukrywa w szorstkiej, nie upiększanej formie. Portretuje ludzi
                      zrozpaczonych, przepełnionych atawistycznym marzeniem o uwzniośleniu,
                      usensownieniu egzystencji. Tak dzieje się w PROROKU ILJI (1992), drugiej po
                      CARZE MIKOŁAJU opowieści z wschodnich kresach, osnutej wokół autentycznej
                      postaci wiejskiego proroka uważającego się za nowe wcielenie Syna Bożego.
                      Rozpacz jego współplemieńców, poczucie zachwianego porządku świata rodzi
                      oszalałą ideę ukrzyżowania Mesjasza - skazania się na wieczne potępienie, by
                      przywrócić właściwe urządzenie kosmosu. Przedsięwzięcie kończy się, rzecz
                      jasna, groteskowo, ale ból jego uczestników (ledwie uświadomiony, przeczuty
                      raczej) nie traci mocy.

                      Kwestia bezpośredniej odpowiedzialności Boga za ziemskie zło, ujmowana w
                      przejmujące, rozpaczliwe skargi-wyrzuty-oskarżenia jest częstym motywem
                      dramatów Słobodzianka. Pojawia się też w dwóch moralitetowych przypowieściach
                      scenicznych. W MERLINIE (1993), w manichejski, miejscami bluźnierczy sposób
                      odwracającym chrześcijańskie dogmaty moralne i kreującym postać czarownika z
                      legend arturiańskich wręcz na antychrysta - oraz w KOWALU MALAMBO (1993)
                      stylizowanej "legendzie argentyńskiej", gdzie Pan Jezus wysłuchuje skarg
                      zgnębionych ziemian i nie potrafi ukryć swej bezsilności. Obie sztuki,
                      niezwykle ciekawe, nie zaistniały w polskim życiu scenicznym tak, jak by na to
                      zasługiwały, być może dlatego, że pisane były na specjalny "instrument":
                      wędrowny Teatr Towarzystwa Wierszalin, łączący sceniczne techniki lalkowe z
                      żywym planem. Niestety, chwilę po napisaniu wymienionych sztuk, rozeszły się
                      drogi Słobodzianka i współzałożyciela sceny, reżysera i dramatopisarza Piotra
                      Tomaszuka. Przedtem zdążyli jednak razem napisać znakomitego TURLAJGROSZKA
                      (1990) gorzką baśń o współczesnej rodzinie, jej podatności na wszelkie,
                      najprymitywniejsze nawet formy kuszenia, brak elementarnej miłości, tryumf
                      czorta, bezsilność porządnych. Moralitetowa opowieść o osamotnionym dziecku,
                      porzucanym przez rodziców dla marnego grosza, nie kończyła się nawet namiastką
                      happy endu. "Nie pokochali. Boli" - konkludował chór.

                      Po dłuższym milczeniu Słobodzianek opublikował w 1999 roku SEN PLUSKWY, jeszcze
                      jedną pozycję z trudno wytłumaczalnego nurtu rosyjskich reminiscencji w
                      dramaturgii wolnej Polski. Tym razem fabularną kanwą opowieści był ciąg dalszy
                      losów Prysypkina, bohatera PLUSKWY Majakowskiego, wypuszczonego z klatki po
                      upadku komunizmu. Jak Mrożek i Głowacki, również i Słobodzianek potraktował
                      Rosję bardziej jako rezerwuar motywów literackich, niż jako realność. Jednak i
                      w tę opowieść, pełną aluzji do Bułhakowa czy Jerofiejewa, włożył swe pytania o
                      możliwość realizacji przyrodzonych ludzkich wyobrażeń kosmicznego ładu wśród
                      chaosu i o utopijność wszelkich rajów, z rajem chrześcijańskim włącznie.
                      Realizujący prapremierę weteran polskiego teatru o jednoznacznie lewicowym
                      obliczu, Kazimierz Dejmek, wolał przeczytać w ŚNIE PLUSKWY jeszcze jedno
                      rozliczenie z bolesnymi złudzeniami politycznymi minionego wieku, co nieco
                      nieoczekiwanie spotkało się z całkiem żywym odbiorem współczesnej publiczności,
                      raczej pozbawionej podobnych okazji w ostatnich sezonach.


                      4.

                      Czytelników tego sprawozdania z życia dramaturgii w wolnej Polsce zadziwi być
                      może pewien rzucający się w oczy brak. Brak dzieł w jakikolwiek sposób
                      odnotowujących sam fakt odzyskania niepodległości, odnoszących się do
                      historycznych zdarzeń bezpośrednio poprzedzającej owo szczęśliwe wydarzenie,
                      biorących się za bary z nowymi problemami, przed którymi stanął kraj. Cóż, ten
                      brak, bolesny zwłaszcza w pierwszych latach po 1989, jest nie do ukrycia i
                      stanowi jedną z największych słabości sztuki scenicznej naszej współczesności.

                      W roku przemiany szuflady, jako się rzekło, były puste. Wydarzenia polityczne
                      pierwszych lat niepodległości galopowały tak wariacko, że nikt nie kwapił się
                      utrwalać ich w formie dzieł dramatycznych (generalnie: w sztuce). Napięcia i
                      wyrzeczenia, jakich wymagała transformacja ustrojowa, stymulowały wśród
                      popierających ją w większości twórców postawę państwowotwórczą: raczej
                      łagodzenie konfliktów, niż ukazywanie ich w pełnej skali, raczej konsolidowanie
                      społeczeństwa, niż jątrzenie. Tymczasem właśnie owe napięcia z jednej strony,
                      pewien nadmiar kaznodziejstwa (zwłaszcza w publicystyce i w massmediach) z
                      drugiej, inwazja czysto komercyjnej rozrywki z trzeciej, wywołały niezwykle
                      szybko odruch niechęci wobec wszystkiego, co wiązało się z problematyką
                      polityczną. Wyrzucono precz tematy historyczne, opędzano się przed
                      najniewinniejszymi nawet formami "kombatanctwa" jak przed stadem os,
                      słowo "etos", kluczowe dla pokojowego przecież, zwycięskiego
                      ruchu "Solidarności", trafiło do kabaretu. Ogarnięci biernością twórcy
                      wszystkich pokoleń nie umieli temu przeciwdziałać.

                      A przecież istniało pole do zagospodarowania. Największym sukcesem widowiskowym
                      pierwszych lat niepodległości był musical METRO (1991), pierwsza w Warszawie
                      prawdziwie "zachodnia" produkcja widowiskowa, próba powołania prywatnego
                      komercyjnego teatru. O sukcesie tego spektaklu przesądziły jednak nie tylko
                      nowoczesna wystawa, szalona dynamika młodych wykonawców i utarcie nosa
                      stetryczałym środowiskowych elitom. Także libretto: prościutka i głupiutka w
                      gruncie rzeczy opowieść o grupie młodych ludzi, którzy, odtrąceni przez
                      establishment, jadą do Paryża, grają w metrze i odnoszą sukces na oszołamiającą
                      skalę. Młodzi widzowie, tysiącami zjeżdżający na musical z odległych zakątków
                      Polski, potrzebowali swojego mitu, swojej legendy, potwierdzenia nowej
                      tożsamości. Wolno wierzyć, że przyjęliby i zaakceptowali również treści na
                      wyższym poziomie umysłowym, niż prymitywne libretto; kłopot w tym, że i teatr,
                      i dramaturgia nie miała im zupełnie nic do zaoferowania.

                      Sztuka sceniczna była bezradna wobec emocjonalnych potrzeb najmłodszej widowni,
                      zbuntowanej przeciw frazesom i egzaltacjom starszych pokoleń. Bezradna była też
                      wobec nowej, nie całkiem różowej rzeczywistości: wobec bandytyzmu, który zjawił
                      się w kraju w ślad za prawdziwymi (a nie komunistycznymi) pieniędzmi, wobec
                      przemocy, narkomanii, etc. Artyści żyli w mylnym przekonaniu, że widz szuka w
                      teatrze przede wszystkim rozrywki, zabawy, lekkiego spędzenia wieczoru. I
                      dostarczali mu tę lekkość - głównie za sprawą importowanych fars. Że owo
                      rozpoznanie potrzeb było fałszywe, może świadczyć kariera sztuki, a ściśle
                      mówiąc cyklu jednoaktówek MŁODA ŚMIERĆ (1995). Jej autor, dziś już nieżyjący
                      Grzegorz Nawrocki, był zapoznanym reportażystą i dramatopisarzem minorum
                      gentium, dysponował jednak dobrym słuchem społecznym. W utworze, opartym na
                      autentycznych faktach, opisał bez osłonek i zabezpieczeń, bezmyślne, okrutne
                      morderstwa popełniane przez młodocianych przestępców, dzieci właściwie, na
                      rówieśnikach i na bezbronnych starszych. W prostych formalnie zapisach
                      dramatycznych sytuacji otworzyła się cała otchłań immoralizmu, odczłowieczenia,
                      bezduszności. Sztukę po prapremierze w Teatrze Współczesnym w Szczecinie
                      (czyniącym rozmaite i spore wysiłki aby zdobyć dla teatru nowych autorów)
                      zagrało sporo scen w kraju; funkcja trzeźwiąca i ostrzegawcza, przyrodzona
                      teatrowi, niejako wracała do łask. Ów powrót nie zaowocował jednak urodzajem
                      podobnych tekstów; teatr, owszem, przestał wreszcie stronić od drażliwych
                      tematów, ale do podejmowania ich musiał używać dramaturgii obcojęzycznej.
                      Głównie z tzw. "brutalistycznego" nurtu, jaki z Anglii przez Niemcy miał się
                      rozlać po całej Europie koń
                      • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:19
                        Sztukę po prapremierze w Teatrze Współczesnym w Szczecinie (czyniącym
                        rozmaite i spore wysiłki aby zdobyć dla teatru nowych autorów) zagrało sporo
                        scen w kraju; funkcja trzeźwiąca i ostrzegawcza, przyrodzona teatrowi, niejako
                        wracała do łask. Ów powrót nie zaowocował jednak urodzajem podobnych tekstów;
                        teatr, owszem, przestał wreszcie stronić od drażliwych tematów, ale do
                        podejmowania ich musiał używać dramaturgii obcojęzycznej. Głównie z
                        tzw. "brutalistycznego" nurtu, jaki z Anglii przez Niemcy miał się rozlać po
                        całej Europie końca XX wieku.

                        Najciekawsi autorzy młodszych pokoleń woleli z potocznej rzeczywistości uciekać
                        w osobne, wysublimowane, ale przy tym nieraz bardzo ciekawe światy. Swoje
                        miejsce na scenach zdobyła wreszcie, z ogromnymi oporami Lidia Amejko. Z
                        oporami, ponieważ jej dramaturgia bardziej przypomina misterne i delikatne jak
                        stare koronki traktaty filozoficzne, niż sprawny, łatwy do wystawienia materiał
                        sceniczny. Ogromnym wyzwanim dla inscenizatów jest choćby taka MĘKA PAŃSKA W
                        BUTELCE (1995), opowieść o amsterdamskiej kloszardce znajdującej na wysypisku
                        laskę, w której zaklęta została dusza Uriela d'Acosty, średniowiecznego mistyka
                        i heretyka, czy butelkę w której zatrzaśnięta jest i spetryfikowana Golgota z
                        dwoma żołdakami pilnującymi Chrystusowej kaźni. Największy sukces sceniczny
                        przyniosła autorce sarkastyczna komedia FARRAGO (1997), łącząca przewrotny
                        dowcip z refleksją i dająca znakomite pole do popisu aktorom. Przed obliczem
                        Boga (zwanego z ziemska Ekscelencją) i świętego Piotra staje popularny aktor
                        drugorzędnych filmów akcji: akt oskarżenia przeciw obwinionemu o czynienie
                        najwymyślniejszego zła w fikcyjnych fabułach, nieoczekiwanie łatwo da się
                        ekstrapolować na samego Sędziego; i on przecież odpowiedzialny jest za zło
                        świata, który można uznać za boską, bynajmniej nie zawsze pierwszorzędną
                        fabułę. W najnowszej sztuce Lidii Amejko, NONDUM (2001), kanwą przypowieści
                        jest jedno z najbardziej znanych zdań Starego Testamentu. Skoro na początku
                        było słowo - więc i na końcu być musi. "Jak na wszystko, tak i na człowieka los
                        gadaniem spływa z Boskich ust i jak się człowiek rodzi, to z takiej opowieści
                        dostaje jakiś kawałek nieduży". A jak umiera, to musi ten kawałek - Boską
                        pożyczkę - zwrócić. Tylko że to już nie jest takie proste.

                        Swoje miejsce na teatralnych afiszach zdobył też krajan Lidii Amejko, jak i ona
                        wrocławianin - Jerzy Łukosz. Ten ceniony germanista pracę doktorską pisał o
                        Tomaszu Mannie i niejako jej produktem ubocznym była sztuka poświęcona
                        niemieckiemu pisarzowi. TOMASZ MANN (1995) to ironiczna opowieść o kuszeniu
                        (sławą, zaszczytami, a przede wszystkim "misją dziejową") jakie wobec Manna
                        podjęte zostało ze strony hitlerowskiego rządu. Opowieść o kuszeniu
                        niespełnionym, ale eksponującym słabsze strony natury artysty, próżność i
                        naiwność nierozerwalnie splecione z przenikliwą mądrością. Obok portretu samego
                        Manna równie ciekawy, przewrotnie ironiczny zda się tu portret kusiciela,
                        chamskiego fryzjera i funkcjonariusza, który w końcu stanie się najbliższym
                        powiernikiem Mannów i egzegetą twórczości pisarza. Kontynuując zainteresowania
                        wielkimi postaciami niemieckiej literatury Łukosz opublikował w 2001 roku
                        Hauptmanna: jednoaktowy obrazek przedstawiający spotkanie tuż po wojnie, w 1945
                        roku, niemieckiego noblisty, rezydującego w swym majątku na ziemiach
                        przypadających, decyzją aliantów, Polsce - z całkiem dobrze wykształconym
                        literacko oficerem radzieckich służb specjalnych. Ich rozmowa ma te same
                        zalety, co sztuka o Mannie: pokazuje tak mądrość pisarza, jak jego rozczulające
                        słabostki i jego nieprzystawalność do nadchodzących czasów. Spośród utworów
                        Łukosza na uwagę zasługuje też monodram GRABARZ KRÓLÓW (1997): relacja
                        polskiego gastarbeitera, który, pracując w obsłudze niemieckiego cmentarza
                        znalazł sposób na wyrównywanie krzywd i niesprawiedliwości świata poprzez
                        przenoszenie prochów skremowanych maluczkich do grobowców możnych, tych
                        ostatnich zaś wykwaterowując do donic i pod rabaty.

                        Niewątpliwą gwiazdą polskiej dramaturgii ostatnich lat stał się Ingmar
                        Villqist. Imię i nazwisko tego autora nieprzypadkowo brzmi obco: to element
                        autokreacji cenionego historyka sztuki, który na użytek dramatopisarskiego i
                        reżyserskiego wcielenia stworzył sobie norweską tożsamość, biografię i całą
                        mapę z mitycznym Ellmit, miastem wśród nadmorskich fiordów, gdzie toczy się
                        większość jego dramatów. Łatwo odczytać w nich fascynację skandynawskimi
                        mistrzami intymnego dramatu psychologicznego, od Ibsena i Strindberga po
                        Bergmana. Dramaturgię Villqista można pogrupować w dwa cykle. W pierwszym z
                        nich fabuły rozgrywają się w realiach wyraźnie fikcyjnych, ale wzorowanych na
                        historii Europy lat trzydziestych - w realiach państwa pozostającego pod presją
                        sił szowinistycznych i faszystowskich. NOC HELVERA (2000), to studium dramatu
                        dwojga ludzi: nieszczęśliwej dziewczyny, i opóźnionego w rozwoju chłopca,
                        którego wzięła na wychowanie; ich psychologicznego splecenia, dialektyki
                        miłości i poniżania. Aby ratować wychowanka przed bojówkami likwidującymi
                        niepełnosprawnych i "nieczystych", dziewczyna woli zabić go sama
                        przedawkowanymi lekarstwami. Inną sztuką z tego cyklu jest ENTARTETE KUNST
                        (2001), rzecz o urzędniczo-wojskowych komisjach prowadzących upokarzające
                        reedukowanie artystów, wybijanie im z głowy "zdegenerowanej sztuki".

                        Drugi cykl Villqista rozgrywa się współcześnie. Składają się nań nade wszystko
                        jednoaktówki z serii nazwanej BEZTLENOWCE (2000). Autor opowiada tu o ludziach
                        z psychiczną skazą, o współczesnych odmieńcach, tworzących na obrzeżach
                        normalnego (rzekomo) społeczeństwa inne, zwichrowane życie. Pisarz imponuje
                        subtelnością i precyzją portretowania swoich "beztlenowców", związków damsko-
                        damskich, męsko-męskich, małżeństwa z urojonym dzieckiem, etc. Zarzucano mu
                        wyabstrahowanie tego świata z rozpoznawalnych realiów, swoistą laboratoryjność:
                        mityczne Ellmit, mówiono, mogłoby się znajdować właściwie wszędzie. Czy jednak
                        tego rodzaju uniwersalność doprawdy jest grzechem?


                        5.

                        W tym opisie losów polskiej dramaturgii po 1989 roku, niewiele brzmi tonów
                        euforycznych, wniebowziętych. Cóż, jest jak jest. Przy wszystkich rangach i
                        zasługach dramatopisarzy, polski teatr nie tylko ostatniej dekady, ale i może
                        całego dwudziestego wieku, stał głównie siłą swych inscenizatorów i aktorów;
                        komentatorzy opisujący te dziedziny sztuki scenicznej mają z pewnością więcej
                        powodów do radości. Choć i w powyższym zestawieniu jest się, wolno sądzić, parę
                        tytułów sztuk znakomitych, które mogłyby śmiało zainteresować widzów również
                        daleko od krainy nad Wisłą. Wypada bez obaw życzyć im tej konfrontacji.

                        Zniżona ranga dramatopisarza w polskim życiu scenicznym w ostatnich latach
                        zaczyna się zresztą systematycznie poprawiać. Od 1994 roku działa konkurs
                        Ministerstwa Kultury, w wyniku którego twórcy najlepszych realizacji rodzimych
                        sztuk współczesnych otrzymują nagrody, a teatry podejmujące ryzyko prapremiery
                        mają prawo do zwrotu części poniesionych kosztów. Kampanię promującą młodych
                        dramatopisarzy toczy największy polski dziennik - "Gazeta Wyborcza". Działa
                        także przemożnie przykład zewnętrzny: bujny rozwój młodej dramaturgii, jako
                        podstawowej składowej młodego teatru za miedzą - w Niemczech czy w Skandynawii.
                        Przykładem tych właśnie krajów coraz więcej polskich teatrów organizuje
                        warsztaty lub staże dla adeptów, chcących uczyć się pisania dla teatru;
                        warsztaty te coraz częściej mają charakter międzynarodowy. Coraz więcej teatrów
                        zaprasza też widzów na prezentacje nowych utworów w formie mniej lub bardziej
                        podreżyserowanych prób czytanych. Prezentacje takie cieszą się powodzeniem, co
                        tylko potwierdza niezaspokojone potrzeby widowni w tej dziedzinie.

                        Być może już za chwilę na polskie deski sceniczne wkroczy rosnące właśnie
                        interesujące pokol
                        • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:20

                          Być może już za chwilę na polskie deski sceniczne wkroczy rosnące właśnie
                          interesujące pokolenie nowych autorów. O ich sukcesach lub porażkach wypadnie
                          jednak napisać dopiero przy jakiejś następnej okazji.

                          Tekst został opublikowany w miesięczniku "Ade Teatro"
                          wrzesień 2002


                          © Copyright by Instytut Adama Mickiewicza
                          Centrum Międzynarodowej Współpracy Kulturalnej


                          --------

                          uff! niezly kawalek. czesc.
                      • bulterier Re: teatr- mathias tylko 12.04.04, 19:50
                        Mathias, czytam cie od kilku dobrych minut.
                        Czytam jak ronisz krople (potu.. ze zmeczenia?) pochylajac sie nad Kaczmarskim
                        ze swa nadobna..??? ma-zl-z-o-nka. Ta poch!la sie z toba nam bledami, jakze
                        milo
                        pochYlac sie wspolnie nad czyms, dopoki wci_z jest nad czym.Jakze dobrze, ze
                        Kaczmarski zdechl.. Wielki byl przeciez, nie? Dobry, jak kazdy inny. Umarl we
                        wlasciwym czasie.. No i Daria tez umarla, Jak dobrze. Te smierci takie
                        sposobne.. Jak fajnie. Moze jutro tez ktos umrze? Mozna bedzie swieczke
                        zaswiecic. Zeby tylko ktos w tym tygodniu umarl. Koniecznie. Kocham pogrzeby, a
                        wy?
                        eee tam, wracajac do watku.
                        Musicie teraz przedyskutowac kwestie gramatyczna, mozecie tez kwestie uprawy
                        ogrodka oraz uwentualnie wsadzania kija w pochwe po mieczu (wymiennie, toz to
                        seks przeciez czyli OBS). Nie zapomnijcie o gumce, zeby z tego dzieci nie bylo.
                        Zaden z moich realnych znajomych nawet mocno alkoholizowany (znane nazwiska w
                        prasie i TV) nie uprawial takiego upadku, ale moze dlatego, ze oni sa ciut
                        znani.. Tak sadze. Ludzie ciut znani maja gleboko w powazaniu zageszczajacy sie
                        moj/Loch.?? Nie wiem, nie wiem, nie mnie to wiedziec.
                        Zdrowych i Wesolych Swiat i piszcie, piszcie nie ustawajcie.
                        Ktos moglby napisac o was ksiazke znaczy sie broszurke,by uniknac powtorzen.
                        Przypadek wciaz powtarzajacy sie? Nie, o! nie. Alfabet ma 24 litery i mozna
                        zaczac od konca, jak zwykle. Ksiazki, ksiazki, teatr, teatr, film, film, zycie,
                        zycie. Czy znajde juz wszystko na www. mat-sam-rix. pl? Nie trac/cie jednak
                        ducha i wiary ani czasu. A moze kiedys posmiernie.. ktos popelni na sobie
                        przestepstwo? By potem na was? W koncu kiedys przychodzi moment, ze kazdy nawet
                        najwiekszy przyglup -jak ja- bierze sie za uprawianie rzekomej sztuki.
                        Wielkich. Przepraszam, mialo byc .. szutki, skoro rozum krotki...
                        Majac uprawnienia strata czasu. Toz to dopiero choroba,
                        kardiologu, nie? Przypadek nieuleczalny.
                        Bog jest!
                        Boga nie ma!
                        Zesz kuwra mac! Dno!Nie? Jeszcze nie? Mozna jeszcze nizej! Opla!!!! Moze
                        lepiej
                        wygodniej? Spadochron, kanapki i...internet?

                        bulterier


                        Pozdrow tych , ktorzy pewnie sie pochyla by opowiedziec ..zgroma..dzonym, co
                        zobaczyli.
                        Chocby sc_ut, den_li, m_d_me, m_kh, crist_, kosm_, si_kie, aaaa PaniSf_nks by
                        opowiedziec nam NOWA, niepowtarzalna basn wigilijna. A ty wtoruj w basni o
                        krolowej i krolu. O krolestwie niebieskim tez opowiedz. Nie zapomnij aby
                        piesni o piskach!
                        Pa.
                        O Pieskach mialo byc, naucz sie wreszcie cz<t'c
                        naucz tez innych, kuwra!
                        Korzystajac z moim slow i mowia po latach co poprawnie a co nie. Chrystytusi
                        Narodow w daupe mac!

                        Tirli tirli! Smingus dyngus.
                        Wesolych Swiat .
                        Niech Was Bog blogoslawi..!Kuwra, innych slow nie znajduje
                        • kardiolog Re: teatr- 14.04.04, 12:53
                          bulterier napisał:


                          ) Zesz kuwra mac! Dno!Nie? Jeszcze nie? Mozna jeszcze nizej! Opla!!!! Moze
                          ) lepiej
                          ) wygodniej? Spadochron, kanapki i...internet?
                          )
                          .........
                          No dobrze bulterierko! Skoro tak bardzo prosisz, aby odpowiedziec na Twoje
                          wpisy to zaczynam i na tym komentarzu poprzestane. Zaznaczam jednak, ze
                          postaram sie w przeciwienstwie do Ciebie nawiazac do tematu w sposob zwiezly.

                          Jak ladnie potrafisz rzucac miesem niejednokrotnie udowodnilas. Jesli chodzi o
                          moja osobe dalas temu wyraz juz w 2002 oraz 2003 roku. Pogardliwych,
                          ponizajacych i opluwajacych komentarzy rasowych, seksistowskich, wzywania do
                          bitwy za stodola itp. itd. (odnosnie rasy znajdziesz cos w moim 2 watku) nie
                          bylo konca. Czyzbys znowu zapomniala o tym, co wczesniej pisalas...? Kiedys
                          owszem tak, ale obecnie Twoje bluzgi nie robia na mnie juz zadnego wiekszego
                          wrazenia. Zastanawiam sie jedynie czy Ty aby naprawde jestes kobieta... Skoro
                          lubisz i skoro chcesz byc taka sama jak ci, ktorych pietnujesz za chamstwo to
                          kontynuuj ku uciesze gawiedzi. Zadasz pewnie pytanie co zmienilo sie od tamtej
                          pory, ze ja postanowilem wreszcie zareagowac na Twoje komentarze? Ano to, ze
                          moja tolerancja i proba zrozumienia Twojej sytuacji wyczerpala sie do zera.
                          Jezeli piszesz O MNIE (nie DO mnie, czujesz roznice ?) SAMA nadajesz mi
                          automatycznie prawo odnoszenia sie do Twoich wypowiedzi. Niektore Twoje wpisy
                          komentuje, zawsze powolujac sie na zrodla, niektore wpisy olewam, wielu
                          zwyczajnie nie czytam. Czy wciaz czujesz roznice.....?

                          Natomiast co do Twoich powyzszych uwag ...- chcialbym, abys wreszcie cos
                          zrozumiala:

                          Pkt. 1. forum nalezy do Gazety Wyborczej niezaleznie czy jest Twoim prywatnym
                          folwarkiem i niezaleznie czy spedzasz na nim godzine czy 22,5h na dobe. Dla
                          mnie mozesz spac nawet na klawiaturze, nie ruszam zadnego z Twoich wpisow,
                          jesli mnie nie dotyczy, chyba, ze pomylkowo wpisze sie tam, gdzie akurat nie
                          mowisz o sobie....

                          Pkt. 2. nie widze juz dluzej powodu, by tlumaczyc sie przed Toba z
                          czegokolwiek, poniewaz wszelkie proby nawiazania kontaktu zawsze koncza sie
                          niepowodzeniem. Dlaczego? Dlatego, ze wszystkich naokolo oskarzasz o wciaz na
                          nowo popelniane bledy, niewlasciwe traktowanie Twojej osoby, brak wrazliwosci,
                          niewlasciwy jezyk, wnikanie w Twoje zycie itp itd. nie zauwazajac, ze sama:
                          wykazujesz kompletny brak wrazliwosci,
                          popelniasz wciaz te same bledy,
                          uzywasz niewlasciwego jezyka i
                          obgadujesz innych za plecami mieszajac sie do ich zycia.
                          W ciagu godziny potrafisz wyglosic jakas uwage by zaraz zaprzeczyc sobie.
                          Dlaczego? Rozszczepienie osobowosci? Nie. Po prostu sama nie wierzysz w to co
                          mowisz lub wierzysz na okolicznosc danego momentu. Pozniej o wygloszonej
                          kwestii oczywiscie zapominasz..
                          Ja mam to w nosie, ale nie wymagaj konsekwencji od innych jesli sama jestes
                          niekonsekwentna... Co do dalszej wymiany zdan -podpisuje sie pod Twoim
                          komentarzem. Kolejnych prob psuedo-dialogu juz nie bedzie. Jesli wciaz
                          bedziesz chciala uprawiac pyskowke w zaleznosci od mojego humoru wymienimy sie
                          blockiem (od blota) lub dostaniesz , jak znam siebie, ignora. Wiesz bulterierko
                          na czym naprawde polega ignor? Tak, tak... ignor? Nie na tym, ze nie odpiszesz
                          na moj post, ale jak tylko odstawie palce od klawiatury biegniesz do forumowego
                          magla, by natychmiasz skomentowac z bracmi i nie-bracmi w wierze co i jak
                          zostalo powiedziane. Ignor polega na "calkowitym zaniechaniu", czyli „jak
                          kamien w studnie”, totalne milczenie, jakby czlowiek nigdy dla Ciebie nie
                          istnial.... Rozumiesz? Jakby czlowieka nie bylo.... Choc RAZ! sprobuj wreszcie
                          zrobic to -o co Cie od dwoch lat prosze... Wlacz wreszcie pod moim
                          nickiem „ignora” i udowodnij, ze naprawde odprowadzilas moja osobe w obojetny
                          niebyt, zapalilas swieczke i powiedzialas amen... Nie wiem tylko czy potrafisz,
                          sprobuj jednak...moze tym razem sie uda...?.
                          Na niczym bardziej mi nie zalezy....

                          I jeszcze w uzupenieniu odnosnie pseudo-dyskusji jaka miedzy nami odbyla sie.
                          Mnie interesuje wiele rzeczy nie tylko Twoja osobka, czego tematycznie dalem
                          dowod w niejednym watku. Ty moje zainteresowania odbierasz (czego dajesz wyraz
                          pisemnie) jako mdlawe, nudne, nieistotne bazgrolenie. Otoz bulterierko, swiat
                          to nie tylko krecenie sie na lancuchu wokol wlasnej budy.... Nie interesuje Cie
                          o czym pisze? PO PROSTU NIE CZYTAJ.
                          Chcialbym, abys uzmyslowila sobie jedna rzecz. NIE WSZYSCY mysla tak jak Ty, i
                          Twoje priorytety nie musza byc priorytetami innych. Mozesz nie wierzyc, Twoje
                          prawo, ale tak jest w istocie.

                          Pkt. 3.
                          Ten temat najbardziej Cie interesuje spedzajac sen z powiek.. Chodzi
                          oczywiscie o Mathiasa i moj „uklad „ z nim. Niewazne co dalej napisze, Ty i tak
                          wiesz swoje, prawda? Nie mozesz zrozumiec, ze ja i Mathias nie jestesmy
                          pedalami tylko kumplami, ktorzy nieraz ze soba rozmawiaja nieraz bija sie po
                          pyskach, ale z tego ciasta zadnych dzieci ..nie bedzie. Mathias jest dla mnie
                          znajomoscia wirtualna tak jak ja dla niego i tak pozostanie. Nie ukrywam, ze sa
                          tematy, na ktore z nim chetnie rozmawiam i pewnie niekiedy rozmawiac bede.
                          Jakze uroczo wsciekasz sie, jesli chlop Cie podpusci i napisze pare slow do
                          mnie. Przeciez Ty nie mozesz zniesc mysli, ze moglby ze mna korespondowac,
                          prawda? Widzisz bulterierko, on z tego sie smieje , ja tez z tego sie smieje,
                          a Ty sie denerwujesz. On Cie podpuszcza, a Ty lykasz przynete jak rybka.
                          Moglismy tu rozmawiac o pupie Maryni, ale Ty nie moglabys scierpiec naszego
                          dialogu krecac sie po swoich rewirach jak zraniony pies, ktoremu co 5 minut
                          trzeba byloby udawadniac, ze jest najwazniejeszym i najpiekniejszym na swiecie.
                          Takie proby przeciez tez juz byly. Nie wiem, czy zauwazylas, ze Ty samma
                          wmawiasz nam, ze jest inaczej. Namawiasz Mathiasa, zeby ze mna rozmawial, ale
                          nie dlatego, ze interesuje Cie o czym bedziemy klepac. Interesuje Cie, zeby
                          jego i moje zachowanie potwierdzilo Twoje przypuszczenia, iz oboje jestesmy
                          ch... a Ty szlachetna i ze ZAWSZE mialas racje. Nie moj interes, by Cie
                          uswiadamiac, ze jest i bedzie inaczej... no ale chcialem, zebys wiedziala jak
                          Twoje zachowanie jest odbierane. Na nic ten komentarz, tak sobie tylko „pieklo
                          brukuje...”

                          Czy ja szukam poparcia u Ciebie..?
                          Szanowna bulterierko, podpisze sie pod kazda opinia, z ktora po zapoznaniu
                          zgadzam sie niezaleznie czy jest ona przez Ciebie wygloszona czy przez
                          Mathiasa, tak samo nie mam problemow z przyznaniem sie do bledu i odstapieniem
                          od pierwotnej mysli. Chodzi o ZASADY a nie o ludzi. Ty odbierasz sytuacje
                          zupelnie odwrotnie. Jesli zgodze sie z czyms z M.S. wpadasz w furie i
                          lamentujesz nad swoim biednym, pokiereszowanym losem. Jesli zgodze sie z Toba
                          uznajesz, ze szukam poparcia u Ciebie bo taki biedny malutki jestem i moze
                          wreszcie dobierzemy sie koledze do d.... Prawda jest jednak taka, ze wiesz
                          bardzo niewiele na moj i M.S. temat i to nie ja szukam poparcia, ale Ty zawsze
                          wtedy, gdy Twoja pozycja jako nieskazitelnego, inteligentnego przywodcy.. (???)
                          duchowego jest zagrozona . Tak naprawde inni ludzie i ich losy nigdy Cie nie
                          interesowali, byli wylacznie narzedziem do zaspakajania Twoich potrzeb. Jak
                          jest w prawdziwym zyciu, nie wiem, pisze o wirtualnym, wykreowanym przez Ciebie
                          bycie. Dlatego niekiedy stajesz sie falszywym przyjacielem, by wyszlo chwilowo
                          na Twoje. Jestes w stanie podac reke wrogowi i temu, ktorego uwazasz za smiecia
                          i gnide. Twoja sprawa, nie przypisuj jednak swoich „zasad” innym. Konczac
                          punkt. 3. Czyli rzecz o mnie i M.S. Jesli ja bede mial ochote na rozmowe z M.S.
                          i on bedzie mial ochote na rozmowe ze mna to porozmawiamy, a Ty nie bedziesz
                          juz wiedziala. Po co masz wiedziec, ze gadamy o polityce czy gospodarce skoro w
                          ogole nie radzisz sobie ze swiadomoscia, iz na swiecie zyje nie tylko jedna
                          pani bulterierka? My z Mathiasem potra
                          • kardiolog Re: teatr- 14.04.04, 12:55
                            Tak naprawde inni ludzie i ich losy nigdy Cie nie interesowali, byli wylacznie
                            narzedziem do zaspakajaniaTwoich potrzeb. Jak jest w prawdziwym zyciu, nie
                            wiem, pisze o wirtualnym, wykreowanym bycie. Dlatego niekiedy stajesz sie
                            falszywym przyjacielem, by wyszlo chwilowo na Twoje. Jestes w stanie podac reke
                            wrogowi i temu, ktorego uwazasz za smiecia i gnide. Twoja sprawa, nie przypisuj
                            jednak swoich „zasad” innym. Konczac punkt. 3. Czyli rzecz o mnie i M.S. Jesli
                            ja bede mial ochote na rozmowe z M.S. i on bedzie mial ochote na rozmowe ze mna
                            to porozmawiamy, a Ty nie bedziesz juz wiedziala. Po co masz wiedziec, ze
                            gadamy o polityce czy gospodarce skoro w ogole nie radzisz sobie ze
                            swiadomoscia, iz na swiecie zyje nie tylko jedna pani bulterierka? My z
                            Mathiasem potrafimy tez sobie dolozyc do pieca, ale ja wciaz widze w nim
                            czlowieka a nie bydlaka i nie jest to bynajmniej proba dowartosciowania jego
                            ego. Poza tym, na Mathiasie swiat nie zaczyna sie i nie konczy, tak samo jak
                            swiat nie zaczyna sie i nie konczy na kardiologu, dlatego nasze rozmowy wciaz
                            sa mozliwe. Mathias jest przecietnym gosciem, tak jak ja i Ty tez, jeden zna
                            sie na tym inny na czyms innym, dlatego rozmowy mogly byc ciekawe ze wzgledu na
                            rozne doswiadczenia i poglady. Ty za to chcesz znac sie na wszystkim i kazdego
                            o tym znamienitym fakcie informowac, dlatego nie dziw sie prosze, ze przy
                            potknieciach w nie-swoich tematach kazdy dostrzega mocno falszywa ryse i kiwa
                            jedynie glowa ze smutnym zrozumieniem. Chcialem rozmawiac z M.S tu i tylko tu
                            bo nie mam nic do ukrycia. Skoro nie chcesz, to nie.
                            Z interentu nie zrezygnuje, mojego nowego nicka nigdy nie rozpoznasz, chyba ze
                            M.S. Cie poinformuje. Jesli oczywiscie nie zapragnie pobawic sie i po-
                            podpuszczac bialymi myszkami..

                            Tak. Oczywiscie... Ten list napisany jest nie tak jak Ty bys sobie zyczyla.
                            Pisze go jednak ja i wybacz, ale Ty nie masz skrupolow w nazywaniu rzeczy po
                            imieniu, ja tez wiec nie powinienem.
                            Jezli pragniesz zrobic dodatkowy rys psychologiczny mojej osoby chetnie
                            poczytam. Uwazaj jednak, aby uzywac argumentow i wlasnych wnioskow, a nie
                            wnioskow zaslyszanych, moga okazac sie mylne. Bardzo, ale to bardzo malo o mnie
                            wiesz. Ja bardzo rzadko pisze o sobie... Erudycja to nie wszystko, za ladnie
                            zbudowanym zdaniempowinna pojsc jeszcze mysl.

                            Podsumowanie:
                            Zrobisz co uznasz za stosowne. Twoja sprawa i Twoj czas poswieciony w necie.
                            Nie widze tak jak Ty obecnie mozliwosci zawarcia kompromisu. Dlaczego? Dlatego,
                            ze caly czas stawiasz na osoby a ja na to, co maja do powiedzenia. Powiesz
                            oczywiscie, ze przeciez czepiam sie nickow: bula, bulka, bulterrierka itp. Tak,
                            to prawda. Czepiam sie tych, wypowiedzi ktorych o mnie traktuja. Pisanie na
                            NOWY temat nie polega na doborze innych slow by walkowac wciaz te same stare
                            rzeczy, lecz na calkowitej zmianie myslenia. Watpie, czy jestes w stanie
                            przeszkoczyc sama siebie..... Jesli tak -bede pierwszy, choc obawiam sie z
                            opoznieniem, ktory zlozy uklony szacunku i przesle gratulacje....

                            Milego dnia zycze,
                            kardiolog
                        • kardiolog demokracje ideologiczne 14.04.04, 12:57
                          Rozdział 5



                          DEMOKRACJE IDEOLOGICZNE

                          (hodowla ludzi II kategorii)



                          Państwa demokratyczne mają swoją (ideologiczną) koncepcję światopogladową, za
                          którą optują. Ideologie pojałtańskiego demokratyzmu, ekonomizmu i masonerii nie
                          mają na celu tworzenia nowego, lepszego społeczeństwa, tylko utrzymanie
                          supremacji swojej antynaukowej koncepcji świata i barbarzyńskiego status quo.



                          Totalna propaganda destruktywnej, demokratycznej polityki społecznej radośnie
                          głosi: „kres ery ideologii”, „wolność słowa nie ograniczona przez żadne tabu
                          ideologiczne”, „prawo do nieskrępowanego wyrażania opinii”, „neutralność
                          światopoglądowa państwa”… i tym podobne ślicznostki. Spróbujmy skonfrontować te
                          demagogizmy z rzeczywistością i totalną, międzynarodową ideologizacją życia
                          społecznego.

                          ¢ ZAŁGANA do granic absurdu demokracja ideologiczna głosi, że to bardzo brzydko
                          kategoryzować ludzi, bo przecież „wszyscy jesteśmy równi”. Otóż nie jesteśmy
                          równi. Należy zwrócić uwagę, że to nie „rasiści” kategoryzują ludzi, lecz sama
                          Natura. To Natura od tysięcy lat dzieli, kategoryzuje i szufladkuje ludzi na
                          genetycznie szlachetnych, pospolitych, prymitywnych, podłych i potwornych; na
                          ładnych, brzydkich, cofniętych umysłowo, zdegenerowanych, wynaturzonych,
                          zboczonych, upośledzonych, inteligentnych, nieinteligentnych, na genetycznie
                          złych, dobrych, lepszych, gorszych, normalnych i nienormalnych. Wszystkie wyżej
                          wymienione kategorie istniały już w epoce kamienia łupanego i istnieją do dziś
                          niezależnie od tego, czy „rasiści” kategoryzują ludzi, i czy „poprawnie
                          myślące” przygłupy wierzą w jakąś tam urojoną „równość”. Skrajnie prymitywne,
                          marksistowskie, bolszewickie, chrześcijańskie, pseudonaukowe teorie o „równości
                          ludzi” są w swych konsekwencjach wybitnie destruktywne społecznie ponieważ,
                          wypaczając obraz rzeczywistości, utrudniają zrozumienie, rasowych,
                          eugenicznych, genetycznych i arystokratycznych praw rządzących naturą i
                          ewolucją gatunku ludzkiego.

                          ¢ ŚWIADECTWEM ciężkiego niedorozwoju światopoglądowego demokratycznej,
                          pojałtańskiej, ideologicznej epoki, jest upatrywanie przez nią wyłącznie
                          społecznych, środowiskowych i kulturowych (czyli nabytych) uwarunkowań wyższej
                          czy niższej inteligencji człowieka, jak też szlachetnej, prymitywnej,
                          chamskiej, podłej, czy psychopatycznej osobowości. Państwowe instytucje
                          demokratyczne („neutralne” światopoglądowo) potwierdzają, nobilitują i
                          sankcjonują — na każdym kroku — ideologiczne, marksistowskie głuptactwo
                          głoszące, iż „byt kształtuje świadomość”, broniąc przy tym tej destruktywnej
                          cywilizacyjnie bzdury konsekwentnie i w sposób arbitralny.

                          ¢ DEMOKRATYCZNIE wyselekcjonowany, ideologicznie poprawny polityk, eks-kanclerz
                          Niemiec i laureat pokojowej nagrody Nobla Willy Brandt, popisał się kiedyś swą
                          nieinteligentną wypowiedzią — ale ideologicznie słuszną — oświadczając
                          publicznie, że „granica pomiędzy dobrem i złem nie przebiega między
                          poszczególnymi ludźmi, czy grupami ludzkimi, lecz przebiega w każdym
                          człowieku”.

                          Prawda, jakie to kochane?… Chrześcijańskie, demokratyczne, „poprawne
                          politycznie”, neobolszewickie i czyniące automatycznie wszystkich ludzi
                          równymi? Automatycznie wszyscy jesteśmy równi i tacy sami, nikt nie może być od
                          nikogo lepszy! Wszyscy jesteśmy ludźmi I kategorii! Tak, to prawda, że
                          aresztowany w 1992 r. w USA ludożerca, koprofag, sadysta, zwyrodnialec i
                          nekrofil Jeffrey Dahmer, dla przyjemności seksualnej torturował, ćwiartował,
                          gotował, smażył i żarł ludzi (zjadł około 20 ludzi). Tak, to prawda, że w 1994
                          r. wykonano wyrok śmierci na psychopacie Johnie Gacy, który zatorturował na
                          śmierć 33 chłopców i młodych mężczyzn zaspokajając swój zdegenerowany
                          genetycznie popęd seksualny. Tak to prawda, że Czikatiło torturował i żarł
                          ludzi… Tak to prawda, że inni psychopaci zabijają ludzi, by pozyskać w ten
                          sposób trupa dla swojej przyjemności seksualnej. Tak, to prawda, że takich
                          ludzi jest wielu (około 5 tysięcy samych tylko dzieci ginie rocznie w USA bez
                          wieści), ale czy JA mogę powiedzieć, że jestem LEPSZY? Przecież i JA bywam
                          także ZŁY i NIEDOSKONAŁY: niedawno zdenerwowałem się na swoją ciocię a na
                          kolegę, ze złości, powiedziałem „głupek”.

                          Prawda, jakie to kochane?… WSZYSCY JESTEŚMY WINNI… Nikt nie jest LEPSZY od
                          drugiego… Wszyscy jesteśmy RÓWNI ponieważ… „granica pomiędzy dobrem i złem
                          przebiega w każdym z nas”…

                          Zgroza, prymityw, kołtuństwo, marksizm, chrześcijaństwo i patologiczna
                          demokracja ideologiczna! I destruktywna cywilizacyjnie ideologia równości!
                          Chyba nie może być już bardziej obłąkanej, pomylonej, poniżającej, niemoralnej,
                          nieetycznej, destruktywnej i degeneratywnej społecznie ideologii, jak ideologia
                          równości: — jak zrównywanie zwyczajnych, normalnych, prostych i szlachetnych
                          ludzi z nekrofilami, sadystami, psychopatami- potworami, zoofilami,
                          koprofagami, zwyrodnialcami, kryminalistami i wszelkim innym, mieniącym się w
                          tysięcznych odmianach zdegenerowanym motłochem, prymitywem i kanalią.

                          Bądźmy odporni na tego rodzaju pranie mózgu i nachalną, totalną,
                          międzynarodową, neokomunistyczno- demokratyczno- chrześcijańsko- masońską
                          ideologizację życia społecznego!

                          Granica pomiędzy dobrem i złem przebiega właśnie między ludźmi lepszymi i
                          gorszymi: między ludźmi szlachetnymi z wrodzonej etyczno-moralnej natury i
                          nieszlachetnymi z urodzenia. Granica pomiędzy dobrem i złem przebiega między
                          ludźmi I kategorii a ludźmi II kategorii; między ludźmi I kategorii a ludźmi
                          niższego rzędu — ludźmi, których kiedyś nie będzie.

                          ¢ OBECNIE (2000 r.), zgodnie z „ogólnohumanistycznymi ideałami i wartościami
                          demokracji”, prawie 2 mln członków „wielkiego społeczeństwa” siedzi w więzieniu
                          a 3 mln przebywa stale na warunkowym zwolnieniu. W listopadzie 1992 r.
                          specjalna komisja National Research Council do spraw walki z przestępczością
                          wystąpiła do rządu Stanów Zjednoczonych, aby ten przeznaczył więcej pieniędzy
                          na badania prowadzące do zapobiegania przestępczości oraz pozwalające
                          stwierdzić, jakie czynniki społeczne i ekonomiczne doprowadzają ludzi do
                          zbrodni.

                          Zwróćmy uwagę, iż według demokracji ideologicznej i chrześcijańskiej,
                          metafizycznej koncepcji światopoglądowej (nie mówiąc już o ciężkiej patologii
                          komunistycznej), do zbrodni doprowadzają ludzi wyłącznie czynniki społeczne i
                          ekonomiczne!

                          Ciężki prymitywizm, zgroza i marksizm… Oczywiście nikt w „specjalnej komisji”
                          nie piśnie ani słówka o istniejących także biologicznych, dziedzicznych,
                          genetycznych uwarunkowaniach aspołecznych, patologicznych, zbrodniczych
                          osobowości, ponieważ w tym cudownym „kraju wolności słowa” wywalonoby takiego
                          śmiałka z roboty na zbitą twarz jako „rasistę”, którego poglądy stoją w
                          jaskrawej sprzeczności ze „szlachetnymi ideałami równości ludzi”!



                          Stały, biologiczny przyrost naturalny kryminalistów zapewnia obowiązująca
                          kryminogenna

                          polityka antyeugenicznej ideologii: sankcjonowanie anarchii rozrodczej

                          i gwałcenie praw higieny rasowej.



                          ¢ W CHICAGO prowadzone są od początku 1996 r. zakrojone na szeroką skalę i
                          obliczone na kilka lat „badania”, które mają stanowić próbę znalezienia
                          odpowiedzi na pytanie (uwaga!) Jak powstaje przestępca? Zaangażowane są w nie
                          najwyższe autorytety. Finansuje je National Institute of Justice, działający
                          przy amerykańskim Ministerstwie Sprawiedliwości i Fundacja John D. & Catherine
                          T. MacArthur. W przedsięwzięciu biorą udział naukowcy z całego kraju —
                          kryminolodzy, psychologowie, psychi
                          • kardiolog Re: demokracje ideologiczne 14.04.04, 12:59
                            Finansuje je National Institute of Justice, działający przy amerykańskim
                            Ministerstwie Sprawiedliwości i Fundacja John D. & Catherine T. MacArthur. W
                            przedsięwzięciu biorą udział naukowcy z całego kraju — kryminolodzy,
                            psychologowie, psychiatrzy, socjologowie i przedstawiciele wielu innych
                            dyscyplin naukowych pokrewnych naukom o środowisku społecznym.

                            Przygotowania do podjęcia tych ideologicznych „badań” trwały 10 lat! Nie mam
                            żadnych wątpliwości, iż poczyniono odpowiednie kroki (aby utrzymać zbrodniczy
                            dozór ideologii nad nauką), aby żaden naukowiec nie wyrwał się przypadkiem z
                            cechami wrodzonymi, degeneracją pokoleń, czy jakimiś tam (nie daj Boże!)
                            uwarunkowaniami genetycznymi i nie zepsuł „najwyższym autorytetom” dobrego
                            samopoczucia. A więc całe przedsięwzięcie, ogromne pieniądze i ludzką nadzieję
                            na lepsze życie zeżre znowu moloch ideologii.



                            Tragiczną głupotą jest maniakalne poszukiwanie rozwiązań problemów społecznych,
                            które zawsze muszą być zgodne z ideologią. Naukową, ewolucjonistyczną,
                            eugeniczną — ponad 100-letnią już, koncepcję człowieka — państwo i policja
                            wyciągną z szuflady dopiero wtedy, kiedy nastąpi całkowite załamanie i
                            zbarbaryzowanie życia społecznego.

                            ¢ W LIPCU 1994 r. Wspólna Komisja Senatu i Izby Reprezentantów uchwaliła ustawę
                            o zaostrzeniu walki z przestępczością. Przewiduje ona m.in. wydanie 8,8
                            miliarda dolarów na budowę nowych więzień (rośnie nam nowy „Archipelag Gułag”,
                            ale „z ludzką twarzą”… bo amerykański!) oraz 8,8 miliarda dolarów
                            na „prewencję” i „resocjalizację”. Ogółem w ciągu sześciu lat na walkę z
                            kryminalistami ma być przeznaczona dodatkowo ogromna kwota w wysokości ponad 30
                            miliardów dolarów! Nie mam żadnych wątpliwości, że te wielkie pieniądze będą
                            precyzyjnie utopione w błocie demokracji ideologicznej, i irracjonalnej,
                            marksistowskiej interpretacji zarówno przestępczości, prewencji,
                            resocjalizacji, jak i samego człowieka.

                            „Podjęliśmy najostrzejszy, najbardziej zmasowany i najmądrzej zaplanowany atak
                            na świat przestępczy w historii naszego kraju” stwierdził — zadowolony z
                            uchwalenia ustawy demokratyczny ideolog — prezydent USA Bill Clinton. Do
                            publicznej wiadomości podano przy tym niezmiernie istotną informację, iż
                            odnośny akt prawny mierzy aż 18 centymetrów grubości!

                            Ile zaś waży ta cała makulatura — nie podano. Tajemnica, czy ki diabeł?

                            ¢ CHYBA NAJBARDZIEJ nachalna bzdura propagandowa w USA głosi codziennie (z
                            konsekwencją automatu) we wszystkich środkach masowego przekazu, że niby to
                            Ameryka stwarza „równe szanse dla wszystkich” (equal opportunity for all).

                            A więc niby 40 mln Amerykanów wegetujących i gnijących w nędzy, znajduje się w
                            tej sytuacji tylko dlatego, ponieważ „nie chcą” skorzystać z „równych szans”
                            jakie daje im dobra Ameryka! Ot, uparli się dranie i nie chcą być zamożni! Wolą
                            tragedię nędzy, poniżenia, „nurkowania” w śmietnikach, głód a nawet śmierć…
                            byle tylko nie żyć w przyzwoitych warunkach! By to jasna cholera! Wspaniała,
                            hojna i bogata Ameryka daje im wszystko, a oni… „nie chcą”!

                            …Niby, że dziesiątki milionów mało inteligentnych, tępych ludzi,
                            upośledzonych, „odchylonych”, prymitywnych, niezupełnych, wybrakowanych, czy
                            innych nieszczęsnych, poszkodowanych przez naturę, dziedzicznych, genetycznych
                            przygłupów ma jakieś tam urojone przez obłąkańczą propagandę i ideologię „równe
                            szanse”, czy „równy start” ! Przerażająca głupota i kołtuństwo.

                            ¢ W STANACH ZJEDNOCZONYCH 4,3 miliona dzieci było maltretowanych w 1994 r.
                            (Instytut Gallupa, grudzien 1995 r.) Z rąk rodziców lub bliskich opiekunów
                            ginie w USA ponad 2000 dzieci rocznie. Dane mówią, że morderstwo popełnione na
                            dziecku nie jest na ogół popełniane z premedytacją. W większości przypadków
                            dzieci są katowane, torturowane i mordowane, gdy nie potrafią zachować
                            dyscypliny wymaganej przez rodziców-psychopatów. Wymienia się tu także motyw
                            zwrócenia na siebie uwagi otoczenia. Motyw ten „naukowcy” nazwali syndromem
                            Munchausena, „choroby”, na którą cierpią przede wszystkim kobiety pozorujące
                            jakoby niezawinioną przez siebie śmierć dziecka, aby zyskać współczucie
                            otoczenia.

                            I znowu ta sama bzdura! Jakiś „SYNDROM” i oczywiście „CHOROBA”! A wszystko po
                            to, by nisko wykształcone światopoglądowo i samozakłamujące się społeczeństwo
                            nie dopuściło do świadomości faktu istnienia genetycznej, dziedzicznej
                            degeneracji psycho- etycznych cech człowieka, aby nie dotknąć tylko
                            biologicznej prawdy o człowieku. Są zdegenerowane matki i ojcowie, którzy
                            całymi miesiącami, a nawet latami katują i torturują własne dzieci: przypalają
                            im genitalia, łamią kości, głodzą na śmierć i wyczyniają niewyobrażalne
                            okrucieństwa zanim dziecko wyzionie ducha.

                            A nawet ugotują dzieciaka i zeżrą: 3 miesięczny chłopczyk, Rubin Almeyda;
                            zdegenerowani rodzice byli w wieku 20-tu lat; przed ugotowaniem dziecko było
                            okrutnie bite i miało liczne złamania kości; zdarzenie – Nowy Jork, Manhattan,
                            lipiec 1977 rok. Inny przypadek człowieka zdegenerowanego:

                            22 listopada 1995 r. w Nowym Jorku, na Manhattanie, 29 letnia Avilda Lopez,
                            matka sześcioletniej Elisy Izquiedro zatłukła swoje dziecko na śmierć. Twarz i
                            okolice skroni dziewczynki pokryte były pokaźnymi siniakami a na całym ciele
                            widniały zaczerwienione ślady, jak od poparzeń papierosem. W rejonie genitaliów
                            widniały rany niewiadomego pochodzenia. Kość ze złamanego palca u prawej ręki
                            przebijała na wylot skórę. Matka torturowała córkę od maja 1994 r. kiedy umarł
                            na raka ojciec dziewczynki, Gus Izquiedro, który ją szalenie kochał. Matka
                            zabraniała dziecku wychodzić z pokoju, oglądać telewizję czy bawić się razem z
                            przyrodnim rodzeństwem. Mała Eliza załatwiała się w łóżku albo do nocnika,
                            który nie był przez matkę opróżniany. Ekskrementy spływały do sąsiadów, którzy
                            narzekali na zacieki na ścianach i suficie. Matka kazała dziecku zjadać własne
                            ekskrementy, wieszała ją często do góry nogami, gwałciła córkę szczotką do
                            włosów i wkładała jej do gardła węże. (Na podstawie Newsweeka i Time’a)



                            Tylko patrzeć jak jakiś pseudonaukowiec zatrudniony w
                            służbie „ogólnohumanistycznych ideałów demokracji” ogłosi, że to też jest taki
                            a taki „syndrom” i jednocześnie „CHOROBA”! Aby tylko utrzymać priorytet
                            ideologii nad nauką, aby tylko utrzymać, że psychopatia jest jednak nabyta, a
                            nie broń Boże wrodzona i dziedziczna! Aby tylko nie przyznać, że psychopatyczne
                            uczucia, emocje i zachowania mogą pochodzić z przekazu genetycznego. Aby tylko
                            nie przyznać, że rzeczywiście istnieją ludzie II kategorii. Aby tylko nie
                            przyznać, że matka zamęczyła na śmierć własne dziecko, ponieważ jest po prostu
                            genetycznie, dziedzicznie, pokoleniowo zdegenerowana, zwyrodniała i
                            wynaturzona. I że taka przyszła na świat. Aby tylko nie przyznać, że psychopaci
                            mordują z powodu złych genów a nie tylko złej woli. Aby tylko nie dotknąć
                            biologicznej prawdy o człowieku. Aby tylko nie przyznać, że dzieje się tak
                            przerażające Zło, ponieważ istnieje patologiczny (uwarunkowany ideologicznie)
                            stan anarchii rozrodczej, w którym gwałcenie etycznych praw eugeniki socjalnej
                            powoduje rzeczywistą hodowlę ludzi II kategorii, gdzie masowo przychodzi na
                            świat wszelka zmutowana i zdegenerowana genetycznie kanalia, która istnieje,
                            żyje i oddycha przeciwko społeczeństwu, człowieczeństwu, miłości, szczęściu i
                            życiu!

                            I tak więc — pracujący na rzecz „ideologicznych faktów równości ludzi”
                            i „ideologii cech nabytych” — pseudonaukowcy wymyślają rozmaite
                            psychiczne „syndromy” i „
                            • kardiolog Re: demokracje ideologiczne 14.04.04, 13:00


                              I tak więc — pracujący na rzecz „ideologicznych faktów równości ludzi”
                              i „ideologii cech nabytych” — pseudonaukowcy wymyślają rozmaite
                              psychiczne „syndromy” i „choroby”, a otumanione, nieszczęsne społeczeństwo
                              cierpi piekło, barbarzyństwo, ideologiczną demokrację, poniżenie, upodlenie, i
                              degeneruje się dalej i głębiej

                              Począwszy od 1907 roku w 30 stanach USA uchwalono jakże humanitarne i etyczne
                              prawa eugeniki socjalnej zezwalające na sterylizację osób cofniętych umysłowo i
                              chorych psychicznie. Po wojnie zaś w USA i prawie wszystkich krajach
                              zablokowano realizację dobrych, uszlachetniających, etycznych praw eugeniki
                              (jako przejaw „rasistowskiej ideologii”), skazując tym samym niemalże cały
                              świat na piekło genetycznej degeneracji pokoleń.



                              Gdyby etyczne prawa eugeniki socjalnej, prawa higieny rasowej, wdrożone w USA

                              na początku XX wieku, były przestrzegane do chwili obecnej, to dzisiaj nie
                              byłoby

                              takich potworów, bestii ludzkich, takiej kanalii…



                              Ale kiedyś ludzie nie będą swoich dzieci katować, torturować na śmierć i
                              wkładać im węży do gardła. Nadejdzie czas, kiedy takich, zdegenerowanych ludzi
                              już nigdy nie będzie. Pierestrojka Michaiła Gorbaczowa zlikwidowała zbrodniczą
                              komunistyczną paranoję. Obecnie, na swoją pierestrojkę czeka — również ciężko
                              chora na ideologię, na „poprawność politycznego myślenia”, na chrześcijańskie
                              wartości „absolutne” — cywilizacja zachodnia.

                              Dopóki nie nastąpi transformacja „ideałów cywilizacji zachodniej” i obecnej
                              demokracji ideologicznej ku demokracji postideologicz