blackcoff
28.07.06, 23:00
chcę zniknąć kiedy to mam kiedy dostaje ataku, odkąd pamiętam choruje na
silna nerwice lekowo wegetatywną, potem doszla straszna depresja, mialam
okresy remisji, niestety wpadlam nie w jedno a dwa uzależnienia, z którymi
dałam sobie radę. w tej chwili nie mam jako takiej depresji, ale bardzo
wielka zmienność nastrojów czasem od euforii do okropnego doła. Rozchorowałam
sie też na bulimię... z nia jako tako tez daje sobie radę.ale nie z tym...
dostalam okropnej nerwicy natręctw.Nie umiem sobie z nia poradzić ataki mam
ostatnio często i bardzo silne.Nie mam juz siły z tym wszystkim walczyć.
Przeszłam kilkunastuletnie leczenie farmakologiczne, uzdrowiciele,
bioenrgioterapie, medytacje, joge, szpital - oddział nerwic, raz hipnoze,
radiestetów, psychoterapie indywidualna, grupowa, biocom, szkoda wyliczać...
nie wiem skąd wzięła się u mnie nerwica natręctw. nie mam już siły, chcę żyć,
ale już nie daje rady. kiedy dostaje ataku to jak najokropniejszy
najobrzydliwszy paraliz duszy i ciala. Wyobrażam sobie obrzydliwe rzeczy,
straszne, a najgorsze, że je czuje. smieszne że taki atak przychodzi z nikąd,
albo kiedy spojrze na to co zostało po obciętej gałęzi drzewa to dla mnie
obrzydliwe, nagle widzę siebie, cała w tych obciętych dziurach, na języku, na
twarzy, w środku... albo dziura na drodze kiedy ma kolce czuje jak przekłuwa
moją dusze wgryza sie w moje zęby, jedząc kanapkę widzę na niej stara chorą
zropiała skóre człowieka którą muszę zjeśc, wtedy chce umrzeć, nic nie
pomaga, to juz chyba koniec. koniec... koniec...