nooova_30
03.08.06, 16:53
Jestem załamana. Nie wiem co robić.
W tym roku skończyłam 30 lat i doszłam do wniosku, że nic w życiu nie
osiągnęłam. Jedyna rzecz jak mi się udała to rodzina. Mam fajnego męża i
dziecko. Dopóki dziecko było małe i zajmowałam się wychowywaniem go, wszystko
było w porządku. Ale dziecko w końcu poszło do przedszkola. Cały rok
siedziałam w domu. Postanowiliśmy, że będziemy starać się o następne dziecko.
Niestety narazie nam się nie udaje. Tak minął rok.
Niestety zaczęło mnie to wszysko przygnębiać. Postanowiłam pójśc do pracy. Ale
nie jest to dla mnie łatwe. Jestem osobą o bardzo niskim poczuciu wartości.
Jestem bardzo nieśmiała, nerwowa. Każda nowa sytuacja powoduje u mnie bardzo
duży stres, bóle brzucha, bezsenność, silne bóle głowy. Zanim zaczęłam
przeglądać oferty, całymi dniami myślałam tylko o tym, że napewno nic nie
znajdę, a jeżeli nawet ktoś mnie zaprosi na rozmowę, to napewno tylko się
ośmieszę. Ostatnio podjęłam też decyzję o pójściu na zaoczne studia. Możecie
sobie wyobrazić co się dzieje w mojej głowie. Całymi dniami myślę tylko o
tym, że sobie nie poradzę. Nawet jeszcze nie złożyłam dokumentów.
Mąż mówi, żebym zaczęła myśleć pozytywnie. Ale jak to zrobić??? To jest jakaś
obsesja. Cały czas myślę o tym, że sobie nie poradzę. Znajomi uważają, że jest
mi dobrze, że siedzę w domu, że mam fajnie, bo nie pracuję. A ja chcę
pracować. Chcę być przebojowa, mieć dużo znajomych, zarabiać własne pieniądze.
Mam dosyć siedzenia w domu, chociaż w nim czułam się bezpiecznie. Ale przecież
nie mogę tak żyć. Dlaczego jednak tyle mnie to kosztuje (bezssenne noce, bóle
brzucha). Dlaczego nie potrafię wziąć się w garść???
Dodam, że mąż mnie wspiera, chociaż nie bardzo potrafi mi pomóc. Zresztą nie
zamęczam go moimi problemami, bo czuję, że nie będzie potrafił mi pomóc. Mam
siebie dosyć, nie znoszę siebie. Jestem dorosłą kobietą a zachowuję się jak
dziecko. Przestałam cieszyć się życiem, bo moje myśli krążą tylko wokół
jednego:jak sobie poradzę? Nawet boję się iść do psychiatry, bo może mój
problem będzie dla niego zbyt banalny i tylko się ośmieszę.
Jak sobie poradzić??? Ostatnio doszły mnie jeszcze okropne myśli o śmierci.
Zaczynam się bać, że umrę, że nic już więcej nie przeżyję, że zostawię
dziecko, męża. A może dać sobie spokój z tym wszsytkim i żyć tak jak do tej
pory? A może jednak walczyć i pójść do lekarza?
Jak Wy sobie radzicie na studiach, w pracy?