marlowepeter
06.10.08, 03:19
Jest teraz noc, a w nocy przytłaczają mnie bledy, które popełniłem. Nie daja mi spokoju, sprawiaja, ze mam ochote krzyczec z przerażenia w otchłań. Albo skoczyc i spadac i spadac i nigdy nie spasc. Nie mogę pogodzic się, ze jestem taki jaki jestem. Widze wyrazne wady mojego charakteru, mojego ciala. Staram się to zmienic, naprawde, ale kiedy tylko wydaje mi się, ze już się udalo znowu popełniam te same bledy. Bezwiednie, nieświadomie. Już tego nie zmienie. Bardzo zaluje za moje bledy, za to jaki jestem. Chciałbym zaczac wszystko od nowa, ale to nie takie proste. Można wmówić sobie żeby zapomniec o tym co było i spróbować jeszcze raz. Jestem jednak swiadomy, ze inni, w których otoczeniu zyje o tym tak szybka niezapomna. Już nigdy nie zapomna. Zostalem już oceniony i zaklasyfikowany. Chciałbym bardzo to zmienic, chciałbym się zmienic.
8-9lat temu odrzuciłem Boga. Stwierdzilem, ze ludzie nie potrzebuja Boga ani religii by moc odróżnić dobro od zla. Zreszta do dzisiaj wydaje mi się, ze jego istnienie jest niezwykle malo prawdopodobne. Ale teraz zaczynam się gubic. Nie widze sensu w zyciu, miotam się a od wewnątrz zzera mnie moja skrucha. Czasami mam ochote sobie palnac w leb, zastrzelic się. Ale nawet gdybym miał bron nie zrobiłbym tego. No bo po co by było moje zycie? Tak totalnie bez sensu, bez celu. Ludze się, ze jeszcze go odnajde, ze poczuje się szczesliwy na tyle by moc stwierdzic, ze warto jest zyc dla tej jednej chwili.
Niepowodzi mi się z kobietami. Boze, mam 24lata i nigdy nie miałem nawet dziewczyny. Ja chyba jestem brzydki, raczej nie podobam się kobietom. Poza tym, strasznie trudno mi nawiązać z nimi znajomości. Nie mam cierpliwości by przedzierac się przez te wszystkie ogolne tematy w stylu ‘co studiujesz, co robisz, co lubisz, acha, tak, nie, no co ty’. Nie mam na to sily. Mimo wszystko dramatycznie potrzebuje bliskości, czuje, ze mógłbym dac mnostwo miłości, troski i ciepla. Od lat zakochany jestem w jednej dziewczynie, przyjaciółce. Dla niej niestety jestem tylko kolega, rozmawialiśmy już o tym.
Przywyklem już powoli do tego, ze jestem sam. W gruncie rzeczy zawsze byłem sam. Jestem jedynakiem, wiec poczucie samotności towarzyszy mi od początku. Czasami jak pomysle sobie o przyszłości, jak caly dzien pracuje a potem wracam do pustego mieszkania, wlaczam telewizor, lub komputer. Jak sam chodze na basen, do kina i w gory . Robi mi się wtedy zimno i ogarnia mnie blady strach. Nie chce czegos takiego, boje się tego. Jaki jest sens w zyciu? Po co w ogole to wszystko? Czasami nie mam sily już na walke z nastepnym dniem.
Nie proszę was o rade, czy pomoc. Wysylam ta wiadomość w przestrzen, tak jak czasami wyrzuca się w morze list w butelce. To taki swoisty rodzaj spowiedzi, musialem to z siebie wyrzucic.