wesoly33
04.12.05, 08:29
2005-12-01
Jacek Kurski i jego dom - replika do artykułu w „Gazecie Wyborczej”
W Gazecie z dnia 29 listopada br. ukazał się tekst „Jacek Kurski i jego
dom”. Z tekstu wyłania się obraz cwanego polityka, który podstępnie, w
zmowie z lokalnymi władzami za bezcen wchodzi w posiadanie majątku Skarbu
Państwa i gminy wartego przeszło milion złotych. Nie ukrywam, że dla mnie,
jako człowieka, który od lat tropi złodziejską prywatyzację i okradanie
Polski teza ta, oparta na manipulacji faktami, półprawdami i oczywistymi
kłamstwami, jest podłością narażającą na zniesławienie w oczach opinii
publicznej. Prawda jest dokładnie odwrotna. Dlatego na podstawie przepisów
prawa prasowego żądam niezwłocznego zamieszczenia poniższego sprostowania.
W 1999 roku wynająłem przeznaczoną do rozbiórki dobudówkę do leśniczówki,
stanowiąca osobny lokal (w leśniczówce są jeszcze trzy inne mieszkania
zajmowane przez trzy rodziny). Wynająć mógł ją każdy, ale nikomu to nie
przyszło do głowy, bowiem dobudówka znajdowała się od 10 lat w ruinie:
zerwany dach, dziury w przegniłych stropach, przez które przeleciałby
człowiek, powybijane bądź rozebrane okna i drzwi, brak jakichkolwiek
instalacji, odchody turystów pośrodku zdewastowanych pomieszczeń. Widok
budynku był tak przerażający, że kiedy go wynająłem wszyscy dookoła pukali
się w czoło.
Przystąpiłem do odbudowy. Po włożeniu 100 tysięcy złotych w remont,
wielomiesięcznej krwawicy mojej i rodziny oraz przyjaciół, wywiezieniu 5
ciężarówek gruzu i śmieci Danielówka rzeczywiście stała się piękna.
Inwestując nie miałem (jak sugeruje tekst) żadnej gwarancji, że ją
kiedykolwiek wykupię, ponieważ przepisy umożliwiające wykup wprowadził
dopiero rząd SLD trzy lata później w 2002 roku. Inwestowałem tylko dlatego,
że urzekło mnie miejsce, które w przeciwnym razie zostałoby rozebrane przez
buldożery.
W 2004 roku udało mi się wykupić budynek za 24 tysiące zł (licząc
notariusza), co jest, jak sądzę, najwyższą kwotą zapłaconą Lasom Państwowym
w Polsce za podobny obiekt, za który w związku bonifikatami (mniej więcej
takimi jak przy wykupie mieszkań komunalnych), ludzie w okolicy płacili
średnio ok. 1,5 tysiąca zł, mimo, że nie musieli inwestować ani złotówki w
zdrowe budynki przydzielone im i utrzymywane przez Lasy. Tak wygląda prawda
Gazety o „siedzibie pierwszych sekretarzy KW PZPR w Elblągu, którą u schyłku
III RP Jacek Kurski kupił za 20 tys.zł a w IV RP sam wyceniał już na blisko
300 tys.”
Autorzy dla udowodnienia kłamliwej i z góry założonej tezy o cynicznych
zwolennikach IV RP, będących prostą kontynuacją PRLowskich kacyków - wybrali
przykład świadczący (gdyby tylko chcieli pisać prawdę) o tezie odwrotnej:
oto antykomunista Jacek Kurski za własne i rodziny pieniądze odbudował ruinę
po sekretarzach PZPR (którzy za darmo i bezkarnie używali i dewastowali to
mienie do końca PRL), a w wolnej Polsce na uczciwych zasadach i za niemałe
pieniądze wykupił na własność to co odbudował. Podana przeze mnie w
oświadczeniu majątkowym wartość 280 tys. zł subiektywnie acz trafnie oddaje
poniesione nakłady (125 tys. samych pieniędzy), włożoną pracę w
uporządkowanie miejsca i wzrost cen takich nieruchomości po wejściu Polski
do Unii. Z tym tylko, że nikt mi niczego nie podarował.
Nie wiem czemu – nieuctwu czy złej woli – należy przypisać szczególnie podłą
insynuację autorów, jakobym do spółki z wójtem Starego Dzierzgonia wykiwał
gminę kupując od niej ziemię. „Jak wyliczyliśmy – piszą autorzy Sterlingow i
Wąs – gdyby gmina teraz sprzedała sześć hektarów Kurskiego, wzięłaby za nie
ponad 800 tysięcy zł”. Autorzy z premedytacją mylą dwie różne ziemie. Ziemię
orną 4 i 5 klasy, którą nabyłem po tym jak, pomimo wystawienia jej
dwukrotnie na sprzedaż nikt nie chciał kupić, bo najzwyczajniej leży za
lasem ponad kilometr od jeziora i pies z kulawą nogą się nią nie interesuje
– autorzy mylą z atrakcyjną, dzieloną na działki, ziemią gminną, która leży
tuż nad jeziorem i rzeczywiście sporo kosztuje. Jest tylko jeden problem: ja
tej drugiej nie mam nawet jednego metra kwadratowego. Jeśli moja ziemia jest
warta ponad 800 tysięcy to niniejszym składam ważne publiczne przyrzeczenie:
panie Sterlingow, panie Wąs! Sprzedam ją wam (i każdemu innemu chętnemu) za
50 tysięcy zł. Na czysto zarobicie ¾ miliona! Do emerytury nie będziecie
musieli pracować w zawodzie, w którym tak oszczędnie gospodarujecie prawdą.
Tekst Sterlingowa i Wąsa wyrządził potworną krzywdę moim bliskim. W ślad za
Gazetą wszystkie te kłamstwa powtórzyły radio tok Fm i w 3 minutowym
materiale Wydarzenia Polsatu. Widziałem łzy w oczach mojej żony i dzieci,
którzy najlepiej wiedzą ile wyrzeczeń kosztowała nas odbudowa Danielówki. To
miejsce było naszym największym rodzinnym szczęściem. Oburzenia nie kryją
przyjaciele i brat, którzy znają prawdę, bo wielokrotnie tam gościli i
pomagali w odbudowie.
Za chwilę kłamstwo o mojej leśniczówce i milionowym majątku zbitym na
krzywdzie Skarbu Państwa wejdzie w prześmiewczy obieg tak jak np. wanna
Wassermana. Rozumiem wymogi walki politycznej, rozumiem, ze jest na mnie po
ostatnich wyborach swoiste zlecenie, zwracam jednak uwagę, że po
przekroczeniu pewnej granicy złej woli dziennikarstwo z zawodu pięknego i
szlachetnego może stać się zwyczajnie podłe.
Jacek Kurski