eres2
23.02.06, 15:38
polskich miejscowości okrytych cieniem zbrodniczego dramatu, ale jakże różnią
się postawy ich mieszkańców, a zwłaszcza ich duszpasterzy, od mieszkańców
Jedwabnego i tamtejszego duszpasterza.
Masowe morderstwo dokonane w Jedwabnem na Żydach przez ich nie-żydowskich
sąsiadów to dramat dobrze znany. Równie dobrze znana jest mentalność
większości mieszkańców tej miejscowości i ich stosunek do zbrodni popełnionej
przez ich przodków; od zbrodni minęło ponad pół wieku, a mentalność
większości jedwabian pozostała bez zmian. Także znana jest zakłamana postawa
jedwabieńskiego duszpasterza, a co smutniejsze, również i jego zwierzchnika -
biskupa łomżyńskiego.
Mniej natomiast znany jest dramat Nieszawy z roku 1945.
Trudno nie dostrzec pewnej analogii między tym, co zdarzyło się w Jedwabnem
latem 1941 r., a tragicznym zdarzeniem z zimy roku 1945 w Nieszawie.
Większość nieszawskich Niemców etnicznych także była sąsiadami swoich
polskich współmieszkańców od pokoleń. Zgodna jest opinia starszych wiekiem
nieszawian, że ci Niemcy, którzy nie uciekli przed nadciągającym frontem, to
ci, którzy zachowywali się w czasie niemieckiej okupacji wobec Polaków
przyzwoicie. To właśnie ci ludzie, dzieci kobiety i mężczyźni zostali
brutalnie potopieni w Wiśle, a do tonących strzelano z karabinów maszynowych.
I rzecz najważniejsza: inaczej niż to miało miejsce w Jedwabnem, tu z
inicjatywy nieszawskiego duszpasterza, ks. kan. Wojciecha Sowy zainicjowane
zostało pełne ujawnienie ongisiejszej zbrodni, i zainspirowana została akcja
pojednania z Niemcami. Także inaczej niż w Jedwabnem, ci nieliczni Niemcy,
którzy uniknęli mordu, zostali nie tylko przez mieszkańców Nieszawy
zaproszeni i wysłuchani, ale wspólnie z nimi zorganizowane zostały
uroczystości ekspiacyjne.
Oto krótki fragment homilii wygłoszonej przez ks. Sowę w czasie nabożeństwa
pokutnego (nabożeństwo poprzedziły rekolekcje, podczas których został podjęty
temat tragicznych wydarzeń z roku 1945: „Jako chrześcijanie, ludzie sumienia
i dzieci Kościoła, w tym roku pojednania mówimy ‘mea culpa’, to jest nasza
wina i bierzemy ją na siebie. Bo do tej pory nikt tego nie uczynił”.
„[..] NIKT TEGO NIE UCZYNIŁ”. Zbrodnią w Nieszawie nie zajął się IPN, ale
żaden historyk, żaden Gross i nikogo nie można obwiniać o „antypolonizm”. Ze
swoją dramatyczną przeszłością rozprawili się sami nieszawianie i ich
duszpasterz. Chylę przed nimi czoło.