witam serdecznie, jestem mamą 11 letniej Cyntii, 9 letniej Chiary i
niespodzianki, termin na poczatek grudnia.
imiona moim zdaniem śliczne ponad miare, chociaz to moje osobiste zdanie

Chiara oczywiscie czytana Kiara, Cyntia pisana własnie tak jak pisana.
chętnie wdam się w długie dyskusje o imionach, dopóki mam na to jeszcze czas.
a tutaj chciałabym opisac problem przekrecania imion.
gdy urodzilam pierwsza corke, nie widzialam zadnych problemow z imieniem,
poza takimi, ze nie dali mi nazwać jej CYNTHIA, lecz zmusili do spolszczenia.
pamietam dobrze te liczne spacery po placach zabaw, gdzie mile mamy ań i kaś
pytały się z usmiechem "jak mala ma na imie" na to ja, że cyntia.
i zapadała glucha cisza.
"jak?!" padalo nastepne pytanie, a ja mialam ochote wrzeszczec i kopac.
ale prawdziwy cyrk zaczal sie, gdy moja
Cyntusia poszła do szkoły.
Standardowa rozmowa przy odczytywaniu listy:
" Cy...cy...co?! jak?"
"cyntia"
"cy...ce...co?"
"cyntia"
"matko świeta, jak?!"
jedna z bardziej upartych wmawiala mojej coruni, ze nie ma takiego imienia i
ze musieli sie pomylic.
z racji braku drugiego imienia, wymyslila sobie, ze bedzie nazywac ją celiną.
i posunela sie nawet do tego, ze wstawila jej jedynke za brak uwazania, gdy
moje biedne dziecko nie reagowało na to imie.
na torcie napisali jej cynTINA, chociaz powtarzalam uparcie 10 razy.
w poczekalni u dentysty zostala, nie mam pojecia z jakiej paki CZESŁAWĄ.
większość osób woła na nia SYLWIA.
mogłabym tak wyliczać i wyliczać....
co do mojej drugiej córeczki, powstrzymam sie od komentarzy, bo aż sie
czerwona robie.
w szkole nazwyana jest zazwyczaj "dziewczynką z drugiej ławki pod oknem"
i zazwyczaj nie inaczej.
ach tak. no i CZARĄ, lub CZARUSIĄ. cud, że nie Cezarym.
Nie mam pojęcia jak nazwę kolejne dziecko, które podobno ma być dziewczynką.
Ale coraz powazniej zastanawiam się nad NELLĄ.
chociaż, z drugiej strony, boję się aż myśleć, co by wyczyniali z tym
imieniem...