Dodaj do ulubionych

Zielganóc w Petrykowskim dworze łu Wraniców

01.04.09, 21:51
Dziwny tan człoziek Marek Wranica ! Niby taki realista, niby trzyźbzi, a jek
sia rozklepsie..... zaś z jekimiś wspomninkami wyskóknie to nie ziadomo, czy
łón kpsi czy ło droge sia pyto?! Bojki takim grotunom jek mym łopoziada czy co ?!
Ba, coby sia eszcze nie zaklinoł, że nie kpsi i nie baje... że to śwanta
prowda, przeżyta w codziannym, zwykłam dniu powszednim.... Niych go anieli
kosiajó, i te jygo zwykłe dzionecki powszednie. I te jygo wspomninki, na
chtórnych 'nie mo krzti fantazyji' !

(Gawędy minonego czasu - Tadeusz Stepowski)
A buło to tak....
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Zielganóc w Petrykowskim dworze łu Wraniców 02.04.09, 21:22
      Marek Wranica eszcze jeko dzieciuk boczy co sia zdarzuło w pewno Zielganóc.
      Zielganóc buł wczesnó ziosnó. Pode starej tradycji i strego stylu rychtowano w
      domu Wraniców śwanta barzo skrupulatnie - mnieli przyjechać bliska i dalyka
      familija, paciotki z Warszawy, Radomia, z Krakowa... Bóg zie skónd eszcze !
      Chudo tedy buło po mniastach, zianc Walery i Zofia Wranicowzie cole nie
      brukowali spraszać krewniaków jek to dawni czynili.
      Petrykowski dwór, w chtórym administratorem buł "kosiany Walerek" słynół z
      obfitości sielskiego jadła.
      cdn
      • rita100 Wciórcy czkajo na ksiandza proboszcza 03.04.09, 22:35
        Juz łod Palmowyj Niedzieli z bonófu zwozili gości. W Zielgó Sobote Petrykowski
        dwór buł tak zapakowany jek repatriacki pociąg. Rad buł Marek z mendla ciotek i
        wujków, braci i sióstr i tlo czykali eszcze na ksiandza proboszcza Wolskiego z
        Lutkówki, chtóry to mnioł łogromny stół pokropsić aby 'pantagrueliczne apetyty
        wielkiego zgromadzenia usankcjonować błogosławieństwem bożym'. (A zidzita jek
        noju gwara je prosta wink

        Tak wciórcy czkajo na ksiandza proboszcza, stół wyrychtowany, smakozite jydło na
        stole lyży, tlo falorza trza. Dzieciuki wyglóndajó bez łokna, wybziegajó na
        ganek i ślypsiajó. To zaś wyglondajó bez łokna, to zaś na ganek smykajó, to zaś
        patrzo...
        Jydzie ksiandz, czy nie jydzie ?

        Łoraz kumpel Marka, świniarczyk łod sójsiadów gno bez łónki i ryczy całó gambó:
        - Jadzie, jadzie jegomość !
        Co sia tero bandzie dzioć, to strach godać.
        Trza potoknóńć szluczek, coby sobzie jajzyk roziójzać wink
        • rita100 - Jadzie, jadzie jegomość ! 04.04.09, 22:27
          Na ganek wybziegli wujowie, praciotki, dzieciuki i gospodorz coby czynić honory
          domu. Szurki ustazili sia szpalerem, a bryka ksiandza juz turkotała do wrót
          Petrykowskiego dworu.
          - O, psiakrync! - Trónciuł łoraz Stefek - Jadzie zła krew!
          - Co ? czygo psiordzisz ? - ryczy Mareczek - Na ksiandza godasz psiakrync?!
          - Wej, toć kole kuczera łorganista siydzi! Psiakrync! I tygo kundla trzymo na
          kolanach... Hehe! bandzieta wy mniały !
          - Dzie łorganista ? Nie zidza pana Damazego!
          - To ty nie ziysz, że Damazy na emerytura poszed, a zaroz po Godach nastał tan
          Komosiński? Rychtycznie !.. po ślołach ino cępisz, to nie mniarkujesz, co sia w
          domu dzieje... Aż spode jakiejścić tam Mławy wydrwipołcia przywlekło. Łobacz na
          niygo! I jygo Cacusiozi łod morowego pozietrza....
          - No co? - wzdrygnół sia Marecek - Łorganista, jek łorganista, a kundel jek
          kundel... Co łón ?....
          Co łón, czyrwonó kokarde takej podwórkowyj sabace wiójże na szyjsku ?

          cdn
          • rita100 Re:Łorganista i Ciapuś 05.04.09, 21:32
            Bryczka zatrzymała się przed gankiem, ksiandza z nadzwyczajnó godnośció
            wysadzono, a Michałek patrzał na nowego łorganiste. Chłopsina wystaziuł belon
            jek mnienicecki zandarm, a twarz mnioł tako co jedno połowo sia filuśnie
            uśniechoł, a drugo połowa buła nabożno. Jek stynół czorny kapelonek to mnioł po
            środku glace, a po boczkach krancone kudełki. Tak to wyglóndał tan łorganista. A
            to eszcze nie wszistko, bo na kolanach łorganista trzynoł "zećpajkiełbasa" -
            takoj go łochrził Stefcio - tygo psieska ło łuszach szpica, a pysku buldoga.
            Kedy juz ksiójdż probosz z domowo asystó poloz za dźwierza tedy Wranica
            zaprosiuł i łorganiste.
            Łorganista skóknół z kozła dzierżónc pod pachó psieska. Potam z bryczki
            wyciungnół tasze, dzie buła stuła, kropsidło, slebrne ziaderko i jinsze
            jinstrumenta. Wloz na ganek i poziedzioł:
            - Pochwalóny Jezus Chrystus! Pokój i dostatek temu dómowi! Niech bandzie i mniód
            i mniajsiwo, i wszistko, cego brak, w obfitości! A z tyj łobfitości, wielmozny
            panie amistratorze, mom nadzieja, kapnie krusyna i dla ubogiego sługi Przibitku
            Pańskiego, ament!
            - Kapnie, kapnie... - pocungał wónsa stari Wranica
            Niech Komosiński wchodzi! Czas śwancić.
            - Oj, casz! oj, casz! chóć, co sia łodwlece, to nie uciece, śwante słowa! Chodź,
            Cacuś! ino grzecnie psiesecku.
            wink
            cdn
            • rita100 Chwalić Boga, pełen dóm łu państwa Wraniców 06.04.09, 21:31
              Kiedy weszli do stołowygo jegomośc tlo zacierał rance, potam wystawiuł je w
              przód i pozwolił sobzie łoblec komże, stułę, wziuł kropsidło, zamoczuł w
              śwancownej wodzie i dokonoł łobrzandu. Potam ksiandz zasiadł w gronie
              nojstarszych ciotek i wujaszków przy łokróngłym stole. I zaczły sia godki:

              - No cóż! chwalić Boga, pełen dóm łu państwa Wraniców, ale doł Bóg i czam
              przyjóńć i spojrzoł na baby, mazurki, łolbrzymi szynke, pantle woszty - co
              prazie pośwanciuł.
              - Ba! Zakranciuł sia na krześle łorganista:
              "Chto ło ubogich pamnianta, ten sam w łobfitości żyja...
              A totan torcik z bziałkowej psianki, ajwoj po środecku, to nie zielganócny
              specyjał, prose wielmożnyj pani aministratorowej. Jeno stół szpeci.... Usunąć,
              by go na rzec mojej Fredzi. Głosik mo paninka anielski, na chórze go za Bóg
              zapłać zdzira, a tak delikatna, że zamanówsy cóś jej na żełóndek szkodzi... Moze
              by taki torcik z psianki ne zaszkodziuł ?

              - I owszam, prosze barzo! - uśniecha sia matula Marecka, a łorganista w te pandy
              poddrygoł sia z krzesła, ficiuł za przygotowaną juz opałkę (pudełko) z Cacusiem
              łu nogi i delikatniusio styjół z patery łogromny, szykoladowy, z bezami tort. I
              jek to łorganista psianknie robziuł, to tedy Cacuś wspiół sia przednimi
              łapeczkami na stół, fyciuł zambami łogromnó szynkę za krótki kikut wieprzowej
              nogi i nadzwyczaj ręcznie ściójgnół z półmisa na dyle.

              - Skaranie Boskie ! - załamał rance proboszcz, szczyrnie łoburzony profanacjó
              śwantego stołu.
              Komosiński !!!!!!!!!

              - Ooo.... łuwala sia synecka - beznamiętnie goda łorganista - To niych juz moze
              bandzie no ubogiygo, prowda, prosę wielmożnych państwa ? i dmuchajónc
              kilakrotnie w łogromnó bryłę łurojchrowanego mniajsa, psieczołowicie umnieśćiuł
              ji w opałce (pudełku).
              • rita100 Re:Ji cworonozne swoje prawo zna... 07.04.09, 22:19
                - Komosiński! - rzecze proboszcz - Prandko prosze wyprowadzić to żywizne do kuchni!
                - Śwante słowa ! - poziedzioł 'sługa Przybytku Pańskiego' łorganista - Żywizna
                głodna, prosę dobrodzieja, to ji niespokojne. A w casz świuntecny, to ji
                cworonozne swoje prawo zna.... Pudź lof, psieciecku!
                W kuchni cie gosposie poratujó.
                Tak łorganista wyprowadziuł psa za drźwiyrza i spokojnie nazod za stołam usiadł.
                Ludzia gwołt juz splytkowali, klepali. Proboszcz szurków ło nauki sia pytoł itd.
                Tymciasam barzo niespokojny buł Marecek Wranica, pochłonianty buł gniewam na
                "wydrwipołcia" za tyn szykoladowy tort, na chtóry to mnioł zielgó łochote.
                Marecek tlo myśloł jek tu wygarbować garb tamu ryżowamu kundlozi. Tamu
                utrapsieńcozi. Po kryjomu Marek polaz do kuchni. A w kuchni przi stole siydzi
                świniarczyk Stefek.
                Marecek ślypsia i nie zidzi, to sia pyto:
                - A dzie tan ryżawy kundel ?!
                - Jeki ? Cacuś ? Toć go pewnie tan kandzierzawy glacek na kolanach trzymo -
                lodpoziada Stefek.
                - Nie! Kwadrans tamu nazod cisnół kundla za dźwierze, bo mu ksiandz kozoł... Ty
                ziysz co tan kundel narobziuł ? Szynkę śwanconó ścióngnół!
                - Ło... hehehehe....- oderwoł sia łod glutówki parobecek - a łorganista jó zaraz
                do opołki, no nie ?
                - Joł, bodaj go jasne psioruny ! I tort szykoladowy, com ci, Stefek kawałek
                łobiecoł.
                - Co ty godosz?! - zjadoziuł sia Stefek - Chumera trza mu za to.... Psiakrync!
                nie mózia, kope jojków, ale śwancone ze stoły rabować! Trza mu za to...
                - Kundla sprać, manto zerrźnóńć!
                - Racyja! Dzie łón je ? !!!!!!!!!!

                Łoto je pytanie ?
                • rita100 O Jezu! - janknół Stefcio. Tyla znisty! 09.04.09, 20:25
                  Psiakrync! nie mózia, kope jojków, ale śwancone ze stoły rabować! Trza mu za to...
                  - Kundla sprać, manto zerrźnóńć!
                  - Racyja! Dzie łón je ? !!!!
                  - Jek to gdzie ? - wlatuje Jandras, szurek łod Komosa - W spiżarni czyli w psiwnicy.
                  - Toć spiżarnia zawarta je !
                  - Jek na kluc, abo dobro kłódę, to moze i nie wloz... i posed kokosze dusić. Ale
                  jek ino tak, na klamkę, to no Cacusia nie zawarte....

                  Na łeb i na szyja podciepli sia szurki zza stołu i do dźwierzy spiżarni sia
                  cisnóli. Dźwierza buli uchylone, a zza dźwierzy słychać buło pracozite mlaskanie.
                  - Mowam go ! ryczy Marecek - Achtujta wyjścia!

                  "Na progu rozległej skarbnicy dworskich zapasów aż ich zatkała czerwona pasja i
                  graniczące z podziwem zdumienie. Jak by stado zgłodniałych wilków szalało tu
                  przez czas niekrótki. Zrzucone z półek i pościągane z haków walały się na
                  cementowej posadzce szynki, połcie wędzonki, pęta kiełbasy, balerony, salcesony
                  i ćwiartki pieczonej cielęciny. Wszystko poszarpane i ześwintuszone pławiło się
                  w galarecie wieprzowej, w kałużach śmietany, w szlamie powideł i konfitur z
                  rozbitych mis i garów. Dwa wory rozprute kłem sabaki pszennej maki, z trzeciego
                  miecha sypoł sia cukier."

                  - O Jezu! - janknół Stefcio. Tyla znisty! A toć starczyłoby, tygo na długe
                  śwanta, no coluśkich szworaków....

                  Łapaj go! Achtuj! Bandzie gruchał (gryzł)! - gromko ryczo szurki. Złapali
                  Causia, mocna , zła krew... do bzicia go nie utrzymom... Co by mu tu ?... Dobra,
                  ! Bzierz floske terpentyny, chlaśnij mu pod łogon! O, joł! Jesce, jesce, a Cacuś
                  benc i chibko bez łokno i znkił. Poszli go esce szukać. Wyjrzeli na gazon,
                  lopatrzyli klomby, jasminy i bezti, coluśkie łotoczenie dworu, zajrzeli do
                  kuchni - Cacusia nikaj nie noleźli.
                  Puda do jizby, może tam wpad - goda Marecek.
                  • rita100 Nigościnny to je dóm! 13.04.09, 13:48
                    W stolowej jizbzie, Cacusia ni buło - cołe towarzystwo siydzi za stołam
                    nieświadome zniszczenia dóbr czyli fundament zielganocnego śwantowania. Przy
                    zinku i psiernikach ludzia fest splytkowali, a nobarzi to łorganista:

                    - A jo poziadam, prosę pani prezesowej, co najziankszym krzpsicielem ziary
                    śwantej w sercach wasych jest łorganista. Kieby łorganista śpsiewem nie
                    pokierowoł, cole by ludzie nie ziedzieli, jek sia modlić majó. Nie ino prosty
                    naród, ale i z wielmoznych... Dobry łorganista to je grunt! Bo niech ino państwo
                    przyuwazą: dobrych ksiandzów, to gdzie kamnieniem rzucić.... Czy chto pozie na
                    ksiandza, ze zły.... A łorganiste dobrego noleź - to.... i pokozał palcem na
                    własnó psierś.
                    A po czam poznać dobrygo łorganiste ? Raz po śpsiwie... jo mizerak jezdem na
                    wejrzenia, ale jek zaśpsiewom, to świce i lichtarnie w najbliższym kandalabrze
                    gasnó... A po drugie, pode jygo, łorganisty, ludzkości. To znoczy, jaki łón no
                    najuboższego stworzynia, którym jest cworonozne.... Jo dla swojygo Cacusia to
                    łod ganby łodejmuje! I co eszcze pani prezesowej poziem: o ksiandza to som pan
                    Bóg dbo z wysokości, a ło łorganiste to kożdy katolik pozinien dbać i pociesać,
                    czem chtóry może! Bo jek z katolickiego dómu łorganista z pustymi rankoma
                    wychodzi - to.... i w tam momencie dźwiyrze sia gromko rozwarli i ze skowytem
                    wpodł Ciapuś, wpadł jek łoparzóny i w ramniona swygo żywiciela skoczuł prosto na
                    kolana i dupo sia łociero ło buksy pana łorganisty.
                    - Wszelaki duch Pana Boga! - zestrachał sia ksióndz - A tan co zaś wyprazia ?
                    Łorganista poniuchoł Ciapusia i goda:
                    - Terpentynó łod psiesiecka niesie, złe ludzia skrzywdzili stworzonko, prosę
                    jegomości. Oj!... jesce łóni sia bandó wstydzić.... Nigościnny to je dóm!

                    I sia nawet nie łodzitujónc, łorganista z opałkó wyloz z domu wloz na kozioł
                    bryszki i czkał na ksiandza.
                    • rita100 Nobarzi łobrotny kundek wsi 13.04.09, 13:49
                      Nobarzi łobrotny kundek wsi spokojnej i wsi wesołej
                      Tan rozdział mi sia nobarzi lejduje smile

                      Wciórcy przeżyli stratę potraw swiątecznych, a żeby ksióndź proboszcz i
                      łorganista nie gniewali się Wranicowie postanozili cołe to zdarzenie w anegdote
                      zamnienić, a za psi figiel w dobró lołne (żart). Pojechała zianc cała familija
                      Wraniców na sume, coby dostać spokój sumnienia łod duszpasterza i cało sprawę
                      zbagatelizowali. Walery Wranica szczyrze uważał, że należałoby nagrodzić sabakę
                      dodatkowym pędem kiełbasy za taki pyszny i smakozity kawał.

                      A służba również nic nie straciła, bo to, zielga rzecz, ze mniast tłustych
                      'maćków', nadzianych podrobami i gryczaną kaszą, dostaną tym razem stróże,
                      polowi, karbowi i fornale po kęsie nadszarpniętej psim zębem szynki, po kawale
                      salcesonu. Bandzie stónd sława dla domu !
                      Źle by buło, wbrew wszelkim prawom wsi spokojnej, wsi wesołej, keby jedan wyczyn
                      najbardziej obrotnego kundla wyczerpał możliwości zaopatrzeniowe piwnic
                      administratora dóbr! Zaro po przewodniej niedzieli trza byndzie jednygo wieprzka
                      rozflaczeć i gościom do walizek powtykoć nazod na droge.
                      Ot, i cołe nieszczajście !
                      • rita100 - Patrzajta, jeki jastrzómb! 13.04.09, 13:53
                        Jek tak cała familijó jechała na suma do kościoła to Marek Wranica łobaczuł jek
                        furał duży ptok:
                        - Patrzajta, jeki jastrzómb! Ależ łokaz! I to zwykły kuropatwiak, a łogromny jek
                        tuczny indor!
                        Marek tak ślypsioł w niygo, ślypsioł i nagle ptok upuściuł coś takego czarnego,
                        takim gradem i Marek poczuł sia nieswojo.
                        Juz w kościele na sumie Marecek stał niespokojnie, musioł kurtecke śwontecno
                        styjóńć, coby sia podrapać. Juz chcioł Marecek chibko do domu smyknóńć, ale
                        łojciec każe - a jek koże to syn musi i musieli do ksiandza dobrodzieja na uczta
                        lyź. A tam wsziści łoglóndali dokładnie petrykoskie towarzystwo. Łorganista
                        jydło podował na stół i zaś w trakcie nowczuł swojó gadke:

                        - O, nie ! prose jesne dziedzicki - za pleców Marecka głos łorganisty sia
                        roznosi - U wsiowych dzieciuków, prose jaśnie panstwa, to to sia zamanówszy
                        plęgnie, a kej sie chłopok ze skrympowania zagrzeje, czyli spoci, trapsi tak, że
                        nawet zwycajny orzydlami rucha... i zdjoł coś delikatnie z Marecka karku,
                        polożył na paznokciu wielkiego palca wysoko podniesionej lewej ręki i przydusił
                        kciukiem, aż trzasło rozgłośnie... Powtórzył ten zabieg jeszcze kilkakrotnie,
                        zanim Mareczek oprzytomniał i zerwał się z krzesła i uciekł

                        Potam rodzice Mareczka zakazali sią zabaziać z dzieciukami w czworakach. Tak
                        poziedzieli Mareczkowi:
                        - Zidzisz ! zidzisz !, oto skutki bratania sia z tymi szurkami ze czworaków!
                        Zawszone to, zaświerzbzione. Żeby tu ziancej noga tygo Stefka łod świń nie
                        stómpnuła!

                        A co sia łokazało, w czam buła rzecz ?
                        Chto pozie ?

                        Prosze pozidźta. Przeca soa domyslacie co to buło ?
                        • rita100 Kim buł Ciapuś ? 13.04.09, 13:57
                          Cacuś!.... wypsisz, wymaluj - no, no ......no chto zgodnie ?
                          • rita100 Re: Kim buł Cacuś ? 13.04.09, 21:04
                            Bo to nie buł Cacuś, jeno kłobuk !!!

                            Dopsiero po lotach, kedy to juz Marek Wranica wyłysioł, a skronie posiwiały
                            znacznie, ło kryjomych sprawach sia doziedzioł.
                            Doziedzioł sia w Ostródzie łod znawcy warnijskich zytów Jana Hocha i łon tak
                            poziedzioł:
                            - Tan psies, poziedasz, buł taki do nicego niepodobny?... Ani buldog, ani śpsic,
                            ani na tan przykłod, wyzeł ?..... I bez mało silke narobziuł znisty za stado
                            zilków ?... I skrzywdzóny łobjawziuł ci sia nazajutrz w postaci łogromnego
                            kobuza (kłobuka) i sypnół czymścić na ciebzie ?.... Hi hi hi..... wsami sypnół!
                            Dziwujes sia ?! A ilem ci razy pozadoł, ze to najmilsa zemsta zjadożonego
                            kłobuka - wsami łobsypać ?

                            Potokneli łyk zina, chtórym szczodrze Wranicę traktowol i orzekł:
                            - Bo to nie buł żoden Cacuś, jeno kłobuk !!!!!!!! Mniarkujesz ?... Łoooo! jo
                            niejednego łorganiste znołem, co sobzie kłobuka chowoł. A ten Cacuś!....
                            wypsisz, wymaluj - klobuk !
                            Moze być ! Cholera, nie Cacuś !....

                            Dobre, no ni ? smile
                            • rita100 Re: Bo to nie buł Cacuś, jeno kłobuk !!! 29.03.10, 21:34
                              I tak to sia łukonczuła ta swada z Cacusiem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka