Dodaj do ulubionych

Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 00:19
Nie potrafie, nie wiem jak pozbyc sie strachu ze cos znow mi sie nie uda. I
nie rozpoczynam tego. Radosc z sukcesow trwa duzo krocej niz przezywanie
porazek.
Jak udalo sie wam pozbyc kompleksow?
Obserwuj wątek
    • Gość: Jo Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.02, 00:32
      Nic mi nie przyszło z pozbycia się kompleksów (nie wszystkich naturalnie).
      Może gdybym się ich nie pozbyła, miałabym teraz więcej pokory, a nie miałabym
      tak pustego, dennego życia, jakie mam.
      • albo_tak ciekawe 07.10.02, 15:15
        Gość portalu: Jo napisał(a):

        > Nic mi nie przyszło z pozbycia się kompleksów (nie wszystkich naturalnie).
        > Może gdybym się ich nie pozbyła, miałabym teraz więcej pokory, a nie miałabym
        > tak pustego, dennego życia, jakie mam.

        Jo, pozwól, że zapytam jak rasowy, amerykański psycholog "chcesz o tym
        opowiedzieć?". Bo ja bardzo chciałabym usłyszeć (przeczytać)... :)
      • Gość: ida Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.novartis.com 07.10.02, 18:34
        Gość portalu: Jo napisał(a):

        > Nic mi nie przyszło z pozbycia się kompleksów (nie wszystkich naturalnie).
        > Może gdybym się ich nie pozbyła, miałabym teraz więcej pokory, a nie miałabym
        > tak pustego, dennego życia, jakie mam.

        Taaa...
        Jak ktos ma kompleksy, to ma bogate zycie wewnetrzne...
        Jak ktos kompleksow nie ma, to jego zycie jest puste i denne...
        A moze to zycie bylo puste juz wczesniej...?
        Bo mi sie akurat wydaje, ze dopiero jak sie czlowiek wyzbedzie kompleksow, moze
        sie w pelni cieszyc zyciem...

        • Gość: Jo Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.02, 19:22
          > Taaa...
          > Jak ktos ma kompleksy, to ma bogate zycie wewnetrzne...
          > Jak ktos kompleksow nie ma, to jego zycie jest puste i denne...
          > A moze to zycie bylo puste juz wczesniej...?

          Ido, cenię Twoje zdanie na tym forum. Dlaczego tym razem pokpiwasz nie znając
          faktów? Ponadto nie powiedziałam, że nie mam kompleksów. Powiedziałam, że
          niektórych się pozbyłam. Może pozbyłam się ich w niewłaściwy sposób. Ale tak
          czy tak niewiele mi to pomogło.
          • Gość: ida Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.novartis.com 07.10.02, 19:46
            Pokpiwam, bo nie bardzo rozumiem w jaki sposob pozbycie sie kompleksow
            (wszystkich czy tylko niektorych) moze wplynac negatywnie na jakosc zycia...
            Ja swego czasu mialam mase kompleksow i bylam z tego powodu bardzo
            nieszczesliwa, z czasem sporej czesci sie ppozbylam, i postrzegam to jako
            zmiane na plus, a nie na minus. Powiem wiecej, kiedy zdarza mi sie czuc
            nieszczesliwa teraz, to doskonale wiem dlaczego-bo odzywaja sie te moje
            kompleksy, ktorych nie udalo mi sie wytrzebic...

            No i co to znaczy, ze pozbylas sie ich w niewlasciwy sposob? Moim zdaniem w
            walce z kompleksami kazdy sposob jest wlasciwy, jesli jest skuteczny...

            No a faktow rzeczywiscie nie znam, bo ich nie podalas...;-)


            • kwieto Ja vs Ida 08.10.02, 07:52
              Hehehe
              No i wychodzi na to, ze bogate zycie wewnetrzne sprowadza sie ni mniej ni wiecej
              tylko do biadolenia nad soba i zajmowania sie swoimi wyimaginowanymi
              problemami. Jak delikwent nie ma nad czym plakac i czego w sobie nienawidziec
              (kompleksow sie zwykle nie lubi, nieprawdaz?), to okazuje sie, ze jego zycie wypelnia
              pustka...

              Jo, wybacz ze powiem agresywnie, chamsko i dosadnie - probowalas kiedys patrzec
              dalej niz na czubek swojego nosa? Gwarantuje niezapomniane przezycia wewnetrzne,
              pomimo braku kompleksow :"))
              • kwieto Poprawka 08.10.02, 08:00
                Do tytulu: mialo byc oczywiscie "Jo vs Ida" :")))

                A swoja droga, ciekawe dlaczego do tej pory nagminnie np. artysci sa postrzegani
                jako "koniecznie wyizolowani ze spoleczenstwa, zakompleksieni ludzie, zyjacy
                wlasnym swiatem" (wewnetrznym oczywiscie) - to przeciez mit, wystarczy kilku z
                nich poznac, by zobaczyc, ze ten obraz nijak sie ma do rzeczywistosci.

                P.S.
                Jo, wybacz za atak w poprzednim poscie. Nie twierdze, ze jestes osoba wylacznie
                skupiona na sobie - jednak taki obraz mi sie pojawil jako pierwsza reakcja na Twoje
                slowa. Ciekawe...
                • Gość: Jo Re: Poprawka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.02, 13:58
                  > Jo, wybacz za atak w poprzednim poscie. Nie twierdze, ze jestes osoba
                  wylacznie skupiona na sobie

                  Bo nie jestem.
                  Wybaczam :-)
              • Gość: Jo Wiecie co, bo mnie wkurzacie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.02, 13:54
                Przestańcie się zajmowac moimi kompleksami (lub ich brakiem), bo nikogo o to
                nie prosiłam. Twórczyni wątku chciałam powiedzieć, ze pozbycie się kompleksów
                wcale nie gwarantuje, że nagle wszystko zrobi się super.
                Nie wiecie, dlaczego okreslam moje życie jako beznadziejne, i właśnie przez tę
                niewiedzę nie macie prawa mądrzyć się i kpić.
                Pogadajcie sobie lepiej z założycielką wątku, może ona tego potrzebuje, bo ja
                nie.
                • kwieto Re: Wiecie co, bo mnie wkurzacie! 08.10.02, 18:30
                  To Ty postawilas teze, ze wyzbycie sie kompleksow prowadzi wprost do
                  beznadziejnego zycia. I ta teza jest z mojego punktu widzenia smieszna, dlatego z niej
                  kpie
                  • Gość: Jo Cytuję swoją wypowiedź ex adversam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.02, 18:46
                    kwieto napisał:

                    > To Ty postawilas teze, ze wyzbycie sie kompleksow prowadzi wprost do
                    > beznadziejnego zycia.

                    Oto jest ta "teza" wg Ciebie:
                    "Nic mi nie przyszło z pozbycia się kompleksów (nie wszystkich naturalnie).
                    Może gdybym się ich nie pozbyła, miałabym teraz więcej pokory, a nie miałabym
                    tak pustego, dennego życia, jakie mam."

                    Proponuję zastanowić się nad _całością_ mojej wypowiedzi.
                    I nie przypisywać mi czegoś, czego NIE powiedziałam.

                    • Gość: Jo Zapomniałam dodać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.02, 18:48
                      ... że moja wypowiedź dotyczy _mnie_ i _moich_ doświadczeń.
                      • kwieto Re: Zapomniałam dodać 08.10.02, 19:19
                        Jesli dotyczy Ciebie i Twoich doswiadczen, to po co sie nia dzielisz z innymi? Skoro
                        jest az tak osobista, to znaczy, ze Ewie i tak nic nie przyjdzie z przeczytania tego co
                        napisalas, czyz nie tak?
                        To po diabla o tym pisac?
                        • Gość: Jo Kwieto... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.02, 19:28
                          > Jesli dotyczy Ciebie i Twoich doswiadczen, to po co sie nia dzielisz z
                          innymi?

                          Podajmy sobie rączki na pożegnanie, i ja sobie pójdę grzeczniutko na inne
                          forum, gdzie nikt nie będzie kwestionował mojej potrzeby/chęci napisania tego
                          czy owego... przepraszam, że się odezwałam.
                          Życzę wyłącznie mądrych, wyważonych i głębokich wypowiedzi, zresztą innych tu
                          nie widziałam, skądże...
                          • kwieto Jo, nie obrazaj sie... 08.10.02, 19:46
                            ...tylko dlatego, ze ktos zakwestionowal Twoja wypowiedz. OK. Ty mowisz o
                            swoich przemysleniach, podkreslasz ze dotycza one Ciebie. Twoja wypowiedz
                            powoduje jakies tam przemyslenia u mnie - ktore z kolei ja wypowiadam
                            (napisalem wyraznie, ze moja wypowiedz byla pierwszym co mi sie "rzucilo" po
                            przeczytaniu Twojego postu") Twoja wypowiedz zawiera mocna sugestie: "Może
                            gdybym się ich nie pozbyła [kompleksow - przyp. kwieto], miałabym teraz więcej
                            pokory, a nie miałabym tak pustego, dennego życia, jakie mam."
                            Tlumacze to sobie mniej wiecej tak - pozbycie sie kompleksow sprawilo, ze Twoje
                            zycie stalo sie "denne i puste". Albo mocno sie do tego przyczynilo.
                            Ja natomiast nie widze zwiazku pomiedzy brakiem kompleksow a dennym zyciem, a
                            nawet wrecz przeciwnie. Stad komentarz. Wyraza on MOJA OSOBISTA reakcje na
                            Twoje slowa. Jesli Ty masz prawo wyrazac swoje mysli, to ja mam chyba do tego
                            takie samo prawo?
                            A ze uwaga byla kasliwa - przeciez zastrzeglem, ze to jest obraz ktory powstaje
                            w mojej glowie tylko i wylacznie po tym jednym poscie, i nie zakladam, ze jest
                            on bliski realnosci.
                            • milusia_ kwieto! 15.10.02, 20:59
                              Tak sobie czytam ten wątek ze szczerym zainteresowaniem.
                              Sama mam kilka kompleksów, których chciałabym się pozbyć :)

                              Kwieto, ale twoich wycieczek pod adresem Jo nie rozumiem.
                              Wydaje mi się, że jest to czepianie się dla zasady "muszę przyszpilić,
                              bo ja widzę najlepiej, najogólniej, najobiektywniej". Wypowiedź Jo na temat wyzbycia się przez
                              nią kompleksów i jakiś tam niepowodzeń z tym związanych nie wywołała u mnie
                              jednoznacznego obrazu:
                              likwidacja kompleksów = denne życie. Gdzie ty znalazleś sugestie? Jo wypowiedziała się
                              wyłącznie ze swojego punktu widzenia, anie od dziś wiadomo, że zależy on
                              od punktu siedzenia, prawda? Postaraj się zrozumieć punkt widzenia innych ludzi,
                              nie analizuj zdań, których nie rozumiesz. Wystarczy zapytać się Jo, o co jej
                              właściwie chodziło. A gdy się już dowiesz (kto wie jakie przeżycia się za tym kryją?),
                              to wtedy zacznij rozkładać na czynniki pierwsze (jeżeli będzie ci się chciało).

                              Słowo za słowo, złudne czytanie między wierszami, przekonanie o swojej niezawodności
                              w widzeniu świata, podkreślanie słuszności swoich osądów... oto co widzę
                              czytając wymianę postów między tobą a Jo. Do tego momentu, bo dalej nie mam siły...

                              Słusznie zauważyłeś poniżej, że twoje wypowiedzi to "twoja osobista reakcja". Zgadzam się.
                              I nie odmawiam ci takiej reakcji. Zauważ tylko, że ty odmówiłeś jej wcześniej Jo zażucając jej,
                              że:
                              biadoli nad sobą, zajmuje się wyimaginowanymi problemami,
                              patrzy wyłącznie na swój czubek nosa,
                              stawia tezy, że wyzbycie kompleksów prowadzi do beznadziejności życia...
                              (wszystko z twoich powyższych postów)

                              Po pierwsze: jakie tezy? Nie dopatruj się w osobistym wyznaniu tez,
                              ogólnego światopoglądu, który może kogoś skrzywidzić. Poczytaj inne posty
                              na forum: ile tu myśli, wyznań, czasami sprzeczynch z naszym widzeniem
                              świata. Gdzie tu TEZY?

                              Kończąc swoją wypowiedź pozwolę sobie na moje małe spostrzeżenie:
                              mam wrażenie, że to ty kwieto, patrzysz wyłącznie na swój czubek nosa,
                              ale skrywasz to pod pewną maską...

                              Może się mylę. Oby.

                              Milusia




                              kwieto napisał:

                              > ...tylko dlatego, ze ktos zakwestionowal Twoja wypowiedz. OK. Ty mowisz o
                              > swoich przemysleniach, podkreslasz ze dotycza one Ciebie. Twoja wypowiedz
                              > powoduje jakies tam przemyslenia u mnie - ktore z kolei ja wypowiadam
                              > (napisalem wyraznie, ze moja wypowiedz byla pierwszym co mi sie "rzucilo" po
                              > przeczytaniu Twojego postu") Twoja wypowiedz zawiera mocna sugestie: "Może
                              > gdybym się ich nie pozbyła [kompleksow - przyp. kwieto], miałabym teraz więcej
                              > pokory, a nie miałabym tak pustego, dennego życia, jakie mam."
                              > Tlumacze to sobie mniej wiecej tak - pozbycie sie kompleksow sprawilo, ze Twoje
                              >
                              > zycie stalo sie "denne i puste". Albo mocno sie do tego przyczynilo.
                              > Ja natomiast nie widze zwiazku pomiedzy brakiem kompleksow a dennym zyciem, a
                              > nawet wrecz przeciwnie. Stad komentarz. Wyraza on MOJA OSOBISTA reakcje na
                              > Twoje slowa. Jesli Ty masz prawo wyrazac swoje mysli, to ja mam chyba do tego
                              > takie samo prawo?
                              > A ze uwaga byla kasliwa - przeciez zastrzeglem, ze to jest obraz ktory powstaje
                              >
                              > w mojej glowie tylko i wylacznie po tym jednym poscie, i nie zakladam, ze jest
                              > on bliski realnosci.
                              >
                              >
                              >
                          • Gość: eva07 PO CO taka złość? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 09.10.02, 01:26
                            To strasznie dziwne zjawisko, może wiecie z czego się bierze, że ludzie
                            natychmiast obrażaja się osobiście,kiedy tylko ktoś polemizuje z ich poglądami?
                            Miałam taki przypadek, ze dyskutowałam na czacie z pewnym facetem,który pisał,
                            że "sobie przywiózł kobietę z zagranicy". Zażartowała, że jak to "przywiózł"
                            kobieta nie paczka. Strasznie sie wściekł i uznał, ze sobie z niego robie jaja.
                            A gdy jeszcze napisałam,zgodnie z prawdą, gdzie pracuję (pracowałam), a to była
                            bardzo znana instytucja i rzekomo (choć nie naprawdę) prestiżowa, to całkiem
                            sie obraził za zarty i rozłączył się!!!!
                            Ludzie nie złoście się tak na bliźnich. Jo! Kwieto nie chciał cie ani obrazic,
                            ani wykpić! E.
                            • kwieto po prostu kompleksy... 09.10.02, 07:19
                    • Gość: ida Re: Cytuję swoją wypowiedź ex adversam IP: *.novartis.com 08.10.02, 19:26
                      Jo, no dobrze, moze faktycznie nie nazywajmy tego teza, bo to dosc "duze"
                      slowo, ale prawde mowiac anii slowem nie wyjasnilas DLACZEGO wiazesz pozbycie
                      sie kompleksow z tym, ze TWoje zycie stalo sie puste i denne... Bo teraz masz
                      kupe wolnego czasu, czasu ktory w czesniej spedzalas na zamartwianiu sie
                      jakimis wyimaginowanymi problemami? Owszem, zgadzam sie, gdybys sie tych
                      kompleksow nie pozbyla, nadal bys sie zamartwiala... Czyli TWoje zycie byloby
                      pelniejsze? Wlasnie w to jest mi baaardzo trudno uwierzyc...

                      I co ma do tego wszystkiego pokora?


        • kamfora Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 07.10.02, 19:47
          Gość portalu: ida napisał(a):

          > Taaa...
          > Jak ktos ma kompleksy, to ma bogate zycie wewnetrzne...
          > Jak ktos kompleksow nie ma, to jego zycie jest puste i denne...

          No nie chcesz chyba powiedzieć, że bogatsze życie wewnętrzne ma
          ktoś, kto ma tasiemca, albo owsiki ;-)
          • Gość: ida Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.novartis.com 08.10.02, 08:17
            kamfora napisała:

            > No nie chcesz chyba powiedzieć, że bogatsze życie wewnętrzne ma
            > ktoś, kto ma tasiemca, albo owsiki ;-)

            Z biologicznego (zoologicznego?) punktu widzenia- bogatsze na pewno...;-)))))))
            • albo_tak jestescie okropni 08.10.02, 11:04
              Co wiecie o Jo? Nic. A się wypowiadacie.
              Zainteresowała mnie jej historia i chciałabym, żeby powiedziała o co chodzi.
              Teraz już nie powie, bo ją spłoszyliście.

              Wystawiam długi jęzor na wszystkich.
        • pgasek Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 18.10.02, 08:44
          na grzyba mi takie bogactwo , siedzisz i rozmyslasz , jaki jestem beznadziejny.
          i na tym mija caly czas .
          kompleksy moga sluzyc jednak jako cel do poprawiania siebie, ciaglego , bo
          przeciez nigdy nie staniemy sie doskonali
          >

          >
          > Taaa...
          > Jak ktos ma kompleksy, to ma bogate zycie wewnetrzne...
          > Jak ktos kompleksow nie ma, to jego zycie jest puste i denne...
          > A moze to zycie bylo puste juz wczesniej...?
          > Bo mi sie akurat wydaje, ze dopiero jak sie czlowiek wyzbedzie kompleksow,
          moze
          >
          > sie w pelni cieszyc zyciem...
    • Gość: ryża małpa Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.lublin.mm.pl 07.10.02, 10:04
      Mam to samo pytanie. Tylko błagam, nie mówcie , że spotkaliście Jezusa!!!
      • Gość: Anahita Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.unused.zigzag.pl 07.10.02, 13:28
        wszystko zalezy od rodzaju kompleksow - czasem po prostu pomaga wmawiania
        sobie, ze jestem taka i taka, tak dlugo, az w koncu sie w to uwierzy...to
        dziala rewelacyjnie zwlaszcza przy niesmialosci - wiem z doswiadczenia :)
        nie jestem z natury przebojowa, chociaz zaloze sie, ze ludzie, ktorzy mnie
        znaja, nie uwierzyliby w to - po prostu przez jakis czas zmuszalam sie do
        robienia rzeczy, ktore mnie krepowaly - staralam sie miec jak naczesciej
        kontakt z obcymi ludzmi, pracowalam jako recepcjonistka, hostessa etc. na
        poczatku nie bylo latwo, przyznaje, ale potem weszlo mi to w krew i dzis raczej
        nie moge nazwac sie osoba niesmiala...
        te sama metode zastosowalam przy "leczeniu" sie z kompleksow dot. urody - dzis
        wiem, ze czasem wdziek i jakies takie wewnetrzne przeswiadczenie o swojej
        wartosci (+ pewnosc siebie) sprawiaja, ze ludzie odbieraja cie jako bardziej
        atrakcyjna niz jestes w rzeczywistosci :)
        trzeba po prostu mowic sobie kazdego dnia, ze jestes piekna i w koncu tak sie
        zaczniesz czuc i zachowywac...
        pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich zakompleksionych forumowiczow
        zyczac zwyciestwa w walce ze swoimi niedociagnieciami :)
        • Gość: eva07 Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 09.10.02, 01:38
          Tak, tak.Branie byka za rogi, jak pisze Anahita to dobry sposób. Ja ćwiczyłam
          na przyklad zwalczanie sztywności i nieśmiałości w stosunkach z nieznajomymi i
          przyjazny stosunek do innych ludzi. Przyjaźnie zagadywalam do obcych (przy
          jakiejś okazji, na przykład w sklepie, w pociągu, przy szatni w restuaracji)
          i... wbrew moim obawom, na miłe slowo, komplement, przyjazna uwagę 9 osób na 10
          reagowało przyjaźnie, a 1 nie reagowała wogóle.Może z wyjątkiem detektywa
          sklepowego w Moskwie na początku lat 90. Miał najstraszniejszą minę jaką
          kiedykolwiek widziałam, supergangstera. POnuro łypiąc odebrał mi maleńką
          torebkę, która miałam na ramieniu. Usmiechnęłam sie i zapytałam:
          -A pan się nigdy nie usmiecha?
          -Nigdy - łypnął jeszcze groźniej.

    • Gość: M* Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: 212.244.101.* 07.10.02, 18:14
      Oho... palący problem! Ale więcej widzę próśb o pomoc niż recept:))) Niestety
      ja dużo nie wymyślę, bo akurat jestem frajerem który wszędzie i zawsze schowa
      się w najgłębszy kąt "bo i tak nikt nie chce mnie tu widzieć". Bogu dzięki w
      Internecie jest się anonimowo...
      Wszystkim szukającym złotej metody - powodzenia! (bez ironii, co u mnie jest
      wyjątkowe!)
      • olek13 Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 07.10.02, 19:12
        Gość portalu: M* napisał(a):

        > Wszystkim szukającym złotej metody - powodzenia! (bez ironii, co u mnie jest
        >
        > wyjątkowe!)

        Metody są, pewnie nawet wiele. Kłopot tylko w tym, żeby zechcieć z którejś z nich skorzystać ...
        • Gość: baccar Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: 213.231.15.* 08.10.02, 09:11
          Powiem nawet wiecej, ci którzy biadola nad swoim strachem i kompleksami
          oczekuja ulgi a nie lekarstwa. Wcale nie chcą pozbyc sie tych kompleksów wbrew
          pozorom tak jest im bardzo dobrze. I powiem jeszcze, że powyższego sam nie
          wymyśliłem, ale trudno mi sie z tym nie zgodzić
          • Gość: MImi Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 08.10.02, 18:37
            Gość portalu: baccar napisał(a):

            > Powiem nawet wiecej, ci którzy biadola nad swoim strachem i kompleksami
            > oczekuja ulgi a nie lekarstwa. Wcale nie chcą pozbyc sie tych kompleksów
            wbrew
            > pozorom tak jest im bardzo dobrze. I powiem jeszcze, że powyższego sam nie
            > wymyśliłem, ale trudno mi sie z tym nie zgodzić
            TAk nie jest.Nikomu nie jest dobrze z kompleksami i strachem. Skąd Ci się
            wzięłą taka dziwna teoria???
            • olek13 To może ja odpowiem... 09.10.02, 08:01
              Gość portalu: MImi napisał(a):

              > TAk nie jest.Nikomu nie jest dobrze z kompleksami i strachem. Skąd Ci się
              > wzięłą taka dziwna teoria???

              Z kompleksami i strachem dobrze nie jest. Ale często strach przed tym, jak bez nich będzie, jest jeszcze większy.
              Np.: jestem sobie mały żuczek, biedny miś (i źle mi z tym), wszyscy nade mną biadolą i mnie żałują. I nie chcę tego zmieniać, bo się lękam, że gdybym zaczął być samodzielny, toby przestali się nade mną litować, a zaczęli (nie daj Boże!) czegoś wymagać. I strach się przestać bać!
              To dość powszechny mechanizm.

              Pozdrawiam serdecznie
    • ya-cek Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 09.10.02, 00:46
      Nie ma chyba Metody na pozbycie się kompleksów. Są na pewno sztuczki i kruczki.
      Tyle jest różnych poradników (od szmatławców po uczciwe i rzetelne), że można
      się z owymi psychologicznymi samo-sztuczkami zapoznać. Można je wypróbować,
      można nie.
      Mnie nie udało się p o z b y ć żadnych kompleksów. Niektóre same odeszły,
      niektóre mocno wyblakły, niektóre natomiast to wzmagają się, to więdną w
      zależności od życiowych sytuacji. Poznałem je, przecież one również budują mnie
      wewnętrznego, jestem także poprzez nie.
    • Gość: eva07 Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 09.10.02, 01:45
      Wiesz co Ewo? Problem chyab w tym, ze zawze w takich sytuacjach myslimy, że
      inni tak fatalnie nas zobaczyli (przy okazji tej porazki).A ci inni wcale się
      nami tak nie zajmuja, jak nam sie wydaje. To ja wiem ze mam OGROMNY pryszcz na
      brodzie.Ktoś inny dostrzegnie, że "chyba cos tam jej się na brodzie zrobiło,
      czy może mi sie wydawało...".Ważna i skuteczną recepta jest zajmowanie sięz
      całej duszy tym co się ma zamiar zrobić(jesli to referat, to jego tematem,jesli
      to wypowiedź publiczna, to tym do czego sie chce ludzi przekonać, jesli rozmowa
      z drugim człowiekiem, to tym człowiekiem) a nie tym jak sie wypadnie. Im mniej
      myslenia tylko o sobie tym mniej kompleksów. Wiem, że to trudne, ale
      przynajmniej częściowo mozliwe. E
      • kwieto Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 09.10.02, 07:29
        Gość portalu: eva07 napisał(a):

        > Wiesz co Ewo? Problem chyab w tym, ze zawze w takich sytuacjach myslimy, że
        > inni tak fatalnie nas zobaczyli (przy okazji tej porazki).A ci inni wcale się
        > nami tak nie zajmuja, jak nam sie wydaje.

        "zawsze" uwazalem, ze powodem kompleksow (lub ich czynnikiem napedzajacym)
        jsest zwykly przesadny egocentryzm. Bo czymze jest obawa ze ci "inni" nas ze
        potkniecia zobacza i wysmieja? - bardzo subtelnie zawoalowanym przekonaniem, ze
        wszyscy dookola nie maja nic lepszego do roboty, tylko interesowanie sie nasza
        osoba
        Brutalna prawda jest niestety taka, ze nawet jesli zobacza nasza gafe, i nawet jesli
        wysmieja - to zapomna o tym po kilku minutach :"))

        Drugim czynnikiem byloby smiertelnie powazne traktowanie wlasnej osoby (tu tez
        wyczuwam nutke egocentryzmu) - wszystko jest serio, wszystko powaznie, a kazda
        uwaga jest zlosliwoscia robiona "specjalnie by dokopac" (patrz powyzsza rozmowa
        z Jo).

        "Jedynym powodem, dla ktorego aniolowie sa blizej nieba jest to, ze traktuja siebie
        tak lekko" :"))

        --
        Na psychozy mam narkozy
        na wzrok krotki - niezabudki
        na bol glowy - sok zolwiowy
        na zatrucie - dziury w bucie
        niezawodnie oryginalna
        medycyna niebanalna
        • Gość: erwina Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.10.02, 10:34
          kwieto napisał:

          >
          > "zawsze" uwazalem, ze powodem kompleksow (lub ich czynnikiem napedzajacym)
          > jsest zwykly przesadny egocentryzm.

          Jest w tym trochę racji, że zakompleksieni koncentrują się na sobie, ale to nie
          jest ani powód ani czynnik napędzający kompleksy! Zazwyczaj powodem są
          przeżycia z dzieciństwa (niezawinione przez zakompleksionego) itp. A
          egocentrykiem jest też ten, komu się wydaje, że jest doskonały i wpada w
          samouwielbienie. Ja tam wolę ludzi, którzy dostrzegają swoje niedoskonałości,
          bo są "prawdziwsi" i np. potrafią słuchać, zamiast pchać się na pierwszy plan
          (jak to robią prawdziwi egocentrycy) ... Co nie zmienia faktu, że kompleksy
          (zwłaszcza te duże) przeszkadzają w życiu i trzeba się ich próbować pozbyć.

          >
          > Drugim czynnikiem byloby smiertelnie powazne traktowanie wlasnej osoby (tu
          tez
          > wyczuwam nutke egocentryzmu) - wszystko jest serio, wszystko powaznie, a
          kazda
          > uwaga jest zlosliwoscia robiona "specjalnie by dokopac" (patrz powyzsza
          rozmowa
          >
          > z Jo).

          Tu się zgodzę.

          > "Jedynym powodem, dla ktorego aniolowie sa blizej nieba jest to, ze traktuja
          si
          > ebie
          > tak lekko" :"))
          >

          I tu też :-)

          • kwieto Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 09.10.02, 18:04
            Gość portalu: erwina napisał(a):

            > jest ani powód ani czynnik napędzający kompleksy! Zazwyczaj powodem są
            > przeżycia z dzieciństwa (niezawinione przez zakompleksionego) itp.

            A czy to nie wszystko jedno? ciezko jest "walczyc" z przezyciami z dziecinstwa,
            latwiej z egocentryzmem - a efekt ten sam.
            Poza tym, mam wrazenie, ze czesto owe "przezycia z dziecinstwa" to taka furtka
            albo wytrych - bo nie musze sie zastanawiac czemu jestem taki czy owaki, wystarczy
            powiedziec, ze mialem ciezkie przezycia w dziecinstwie, by sie bezkrytycznie
            rozgrzeszyc.


            > A
            > egocentrykiem jest też ten, komu się wydaje, że jest doskonały i wpada w
            > samouwielbienie.

            I nie dostrzegasz, ze jest to lustro dla zakompleksionego? Samowielbiacy sie
            najczesciej jest tak samo zakompleksiony, tylko udaje ze tych kompleksow nie ma.
            Samowielbiacy sie najczesciej po prostu "gra" - w ten sposob pokazuje sobie i innym,
            ze nie jest taki do niczego

            > Ja tam wolę ludzi, którzy dostrzegają swoje niedoskonałości,
            > bo są "prawdziwsi" i np. potrafią słuchać, zamiast pchać się na pierwszy plan
            > (jak to robią prawdziwi egocentrycy) ...

            I jedni i drudzy sa prawdziwi, tylko jedni sie lepiej maskuja :")))
            Ale ci "dostrzegajacy swoje niedoskonalosci" beda potrafili miec do Ciebie (nigdy
            niewypowiedziana zapewne) pretensje za to, ze np. nie przyszlas im z pomoca, gdy
            jej potrzebowali, ale zapomnieli Cie o tej potrzebie poinformowac.
            • Gość: erwina Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.10.02, 10:19
              kwieto napisał:

              > Gość portalu: erwina napisał(a):
              >
              > > jest ani powód ani czynnik napędzający kompleksy! Zazwyczaj powodem są
              > > przeżycia z dzieciństwa (niezawinione przez zakompleksionego) itp.
              >
              > A czy to nie wszystko jedno? ciezko jest "walczyc" z przezyciami z
              dziecinstwa,
              >
              > latwiej z egocentryzmem - a efekt ten sam.

              Nie, nie wszystko jedno z czym się walczy, jesli chce się to zrobić skutecznie,
              a nie powierzchownie, więc efekt na pewno nie jest ten sam. Można wyprzeć z
              pamięci przeżycia z dzieciństwa, ale w trudnych momentach będą wracały, a
              czlowiek nawet nie będzie wiedział, dlaczego np. się boi. Twoja terapia nie
              koncentrowania się na sobie, czyli walki z egocenrtyzmem - obawiam się - raczej
              by zawiodła.


              > Poza tym, mam wrazenie, ze czesto owe "przezycia z dziecinstwa" to taka
              furtka
              > albo wytrych - bo nie musze sie zastanawiac czemu jestem taki czy owaki,
              wystar
              > czy
              > powiedziec, ze mialem ciezkie przezycia w dziecinstwie, by sie bezkrytycznie
              > rozgrzeszyc.

              A dlaczego nie musisz się zastanawiać? Dlaczego się bezkrytycznie rozgrzeszasz?
              Wcale tak nie jest. Pewnie, że można się tym zasłaniać, ale jesli chce się
              naprawdę coś zmienić, to nie można traktować tych przeżyć jako
              usprawiedliwienia i spokojnie żyć dalej; przecież życie z kompleksami jest
              bardzo uciążliwe!

              >
              > > A
              > > egocentrykiem jest też ten, komu się wydaje, że jest doskonały i wpada w
              > > samouwielbienie.
              >
              > I nie dostrzegasz, ze jest to lustro dla zakompleksionego? Samowielbiacy sie
              > najczesciej jest tak samo zakompleksiony, tylko udaje ze tych kompleksow nie
              ma
              > .
              > Samowielbiacy sie najczesciej po prostu "gra" - w ten sposob pokazuje sobie i
              i
              > nnym,
              > ze nie jest taki do niczego

              Pewnie faktycznie często tak właśnie jest. Ale czy zawsze?


              > > Ja tam wolę ludzi, którzy dostrzegają swoje niedoskonałości,
              > > bo są "prawdziwsi" i np. potrafią słuchać, zamiast pchać się na pierwszy p
              > lan
              > > (jak to robią prawdziwi egocentrycy) ...
              >
              > I jedni i drudzy sa prawdziwi, tylko jedni sie lepiej maskuja :")))
              > Ale ci "dostrzegajacy swoje niedoskonalosci" beda potrafili miec do Ciebie
              (nig
              > dy
              > niewypowiedziana zapewne) pretensje za to, ze np. nie przyszlas im z pomoca,
              g
              > dy
              > jej potrzebowali, ale zapomnieli Cie o tej potrzebie poinformowac.

              Nie rozumiem - nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Za to częściej spotykałam
              się z pretensjami pewnych siebie, czemu nie wielbię ich tak, jak na to zasługują

              Pozdrowienia!

              • kwieto Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 10.10.02, 22:36
                Gość portalu: erwina napisał(a):



                > Nie, nie wszystko jedno z czym się walczy, jesli chce się to zrobić skutecznie,
                >
                > a nie powierzchownie, więc efekt na pewno nie jest ten sam. Można wyprzeć z
                > pamięci przeżycia z dzieciństwa, ale w trudnych momentach będą wracały, a
                > czlowiek nawet nie będzie wiedział, dlaczego np. się boi. Twoja terapia nie
                > koncentrowania się na sobie, czyli walki z egocenrtyzmem - obawiam się - raczej
                > by zawiodła.
                >

                Uwaga w dzienniczku - nie proponowalem "niekoncentrowania sie na sobie" jako
                terapii.
                Natomiast, zakladajac, ze przezycia z dziecinstwa sa powiazane z egocentryzmem
                (co zdaje sie, sama przyznalas), wtedy wplywanie na jedno powinno w jakis sposob
                przekladac sie na drugie. Innymi slowy - moze sie okazac, ze rozwiazujac jakis
                problem, niejako "przy okazji" rozwiazujemy iles poroblemow pobocznych, ktore
                rozwiazuja sie niejako "same" poprzez poruszenie jednego z nich. Troszke jak z
                lawina, spowodowana jedna sniezna kulka.
                Ergo - wplywanie na egocentryzm powinno w tym ukladzie posrednio wplywac na
                rozwiazanie sie traum z dziecinstwa.


                > A dlaczego nie musisz się zastanawiać? Dlaczego się bezkrytycznie rozgrzeszasz?
                >

                Nie mowie tu o sobie, mowie tu o argumentacji ktora zdarza mi sie slyszec. O to,
                dlaczego tak jest nalezy pytac zainteresowanych. Ja sie moge tylko domyslac, ze
                latwiej jest byc "biedna sierotka" niz wziac sie za swoje sprawy. Latwiej powiedziec
                "taki juz jestem, to przez traumy w dziecinstwie" niz cos z tymi traumami robic.

                > Wcale tak nie jest. Pewnie, że można się tym zasłaniać, ale jesli chce się
                > naprawdę coś zmienić, to nie można traktować tych przeżyć jako
                > usprawiedliwienia i spokojnie żyć dalej; przecież życie z kompleksami jest
                > bardzo uciążliwe!
                >

                Tu dochodzimy do leku przed nieznanym. Niektorym tak naprawde latwiej jest zyc z
                kompleksami (i ciaglym narzekaniem na nie) niz podjac wysilek, by tych kompleksow
                sie pozbyc. Bo to zwyczajnie latwiejsze, stawiac sie w pozycji "ofiary", ktora jest
                tlamszona przez okrutny swiat zewnetrzny i sobie w tym swiecie nie radzi...
                A ze zuzywa to wiecej energii? tego nie widac na pierwszy rzut oka



                > Pewnie faktycznie często tak właśnie jest. Ale czy zawsze?
                >

                NIe wiem czy zawsze. aby moc to stwierdzic, trzeba by zajrzec do glowy kazdego
                "samouwielbiacza" a to niewykonalne. Natomiast nie wierze, ze ktos, kto nie ma
                kompleksow w ogole, wpada w samouwielbienie. Przeciez pycha tez powinna byc
                mu obca...



                > Nie rozumiem - nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Za to częściej spotykałam
                > się z pretensjami pewnych siebie, czemu nie wielbię ich tak, jak na to zasługują
                >

                Och, bo ci zakompleksieni nie mowia Ci o tym. Ale poczytaj watki tych, co to
                uwazaja, ze zycie jest bez sensu. Generalnie niemal zawsze glowna (lub jedna z
                glownych) osi zalamania jest to, ze gdy ten ktos potrzebuje pomocy, to znajomi sie
                na niego "wypinaja". Zarazem czytasz, ze on by chcial, aby znajomi sie "domyslili", ze
                on potrzebuje pomocy.
                Innymi slowy - ma do nich pretensje, ze sie nie domyslaja... choc nigdy im tego nie
                powie. Albo kiedys wybuchnie w stosunku do nich niekontrolowana agresja.
                • Gość: erwina Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.02, 16:46
                  kwieto napisał:

                  >
                  > Uwaga w dzienniczku - nie proponowalem "niekoncentrowania sie na sobie" jako
                  > terapii.
                  > Natomiast, zakladajac, ze przezycia z dziecinstwa sa powiazane z
                  egocentryzmem
                  > (co zdaje sie, sama przyznalas), wtedy wplywanie na jedno powinno w jakis
                  sposo
                  > b
                  > przekladac sie na drugie. Innymi slowy - moze sie okazac, ze rozwiazujac
                  jakis
                  > problem, niejako "przy okazji" rozwiazujemy iles poroblemow pobocznych, ktore
                  > rozwiazuja sie niejako "same" poprzez poruszenie jednego z nich. Troszke jak
                  z
                  > lawina, spowodowana jedna sniezna kulka.
                  > Ergo - wplywanie na egocentryzm powinno w tym ukladzie posrednio wplywac na
                  > rozwiazanie sie traum z dziecinstwa.

                  Przeżycia z dzieciństwa nie są związane z egocentryzmem, wcale tego nie
                  napisałam. Traumatyczne przeżycia mogą spowodować, że człowiek będzie zbytnio
                  przejmował się sobą i to mozna (choć wcale bym się przy tym nie upierała)
                  połączyć z egocentryzmem. Ale nie rozumiem dlaczego pozbywanie się egocentryzmu
                  ma uleczyć traumy z dzieciństwa - przez wyparcie? zapomnienie o nich? Żeby
                  rozwiązać problem, trzeba dotrzeć do sedna, żadne problemy nie rozwiazują
                  się "niejako same".


                  > Nie mowie tu o sobie, mowie tu o argumentacji ktora zdarza mi sie slyszec.

                  Wiem, ja też nie pisałam konkretnie o Tobie, ale wykorzystałam sposób, w jakim
                  pisałeś o problemie.

                  O to
                  > ,
                  > dlaczego tak jest nalezy pytac zainteresowanych. Ja sie moge tylko domyslac,
                  ze
                  >
                  > latwiej jest byc "biedna sierotka" niz wziac sie za swoje sprawy. Latwiej
                  powie
                  > dziec
                  > "taki juz jestem, to przez traumy w dziecinstwie" niz cos z tymi traumami
                  robic

                  Przecież nie mówię, żeby nic nie robić z traumami, ale żeby je sobie
                  uswiadomić! I wcale nie jest łatwo żyć jak "biedna sierotka"; to, że czasem
                  człowiek nie umie inaczej, nie znaczy, że jest mu wygodnie! Patrzysz na
                  wszystko z punktu widzenia tych niezakompleksionych, sam przyznałeś, że możesz
                  się tylko domyślać, więc nie możesz wiedzieć jak to jest dźwigać niezawioniony
                  przez siebie "garb", który w każdej sytuacji zyciowej daje o sobie znać.
                  Przerabiałam to kiedyś, więc wiem. Może niektórzy się chowają za kompleksami,
                  bo jest im wygodniej, ale tak na pewno nie jest w większości przypadków i w
                  przypadku osób, które tutaj - na forum - szukają porady. Chcą coś zmienić,
                  prawda?, więc o jakim wygodnictwie mówimy?
                  • kwieto Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 11.10.02, 18:54
                    Gość portalu: erwina napisał(a):


                    > ma uleczyć traumy z dzieciństwa - przez wyparcie? zapomnienie o nich? Żeby
                    > rozwiązać problem, trzeba dotrzeć do sedna, żadne problemy nie rozwiazują
                    > się "niejako same".
                    >

                    Dlaczego od razu przez wyparcie czy zapomnienie? Po prostu - niekoniecznie wg
                    mnie trzeba docierac do sedna problemu i rozgrzebywac go. Mozna tez sprawic, by
                    przestal by problemem, wtedy rozwiaze sie niejako samoistnie.


                    > Wiem, ja też nie pisałam konkretnie o Tobie, ale wykorzystałam sposób, w jakim
                    > pisałeś o problemie.
                    >
                    Ok.


                    > Przecież nie mówię, żeby nic nie robić z traumami, ale żeby je sobie
                    > uswiadomić! I wcale nie jest łatwo żyć jak "biedna sierotka"; to, że czasem
                    > człowiek nie umie inaczej, nie znaczy, że jest mu wygodnie! Patrzysz na
                    > wszystko z punktu widzenia tych niezakompleksionych, sam przyznałeś, że możesz
                    > się tylko domyślać, więc nie możesz wiedzieć jak to jest dźwigać niezawioniony
                    > przez siebie "garb", który w każdej sytuacji zyciowej daje o sobie znać.
                    > Przerabiałam to kiedyś, więc wiem. Może niektórzy się chowają za kompleksami,
                    > bo jest im wygodniej, ale tak na pewno nie jest w większości przypadków i w
                    > przypadku osób, które tutaj - na forum - szukają porady. Chcą coś zmienić,
                    > prawda?, więc o jakim wygodnictwie mówimy?

                    Generalnie latwo mi mowic, poniewaz JUZ nie mam kompleksow. Albo mam ich o
                    wiele mniej niz niegdys. Paradoksalnie, wiekszosc z nich rozwiazala sie "sama" gdy
                    przestalem sobie nimi zaprzatac glowe, albo zmienilem podejscie do pewnych
                    spraw - i problem przestal byc traktowany jako problem, po czym sam z siebie sie
                    "rozplynal". I docieranie do traum z dziecinstwa nie bylo mi wcale potrzebne.
                    Natomiast zmienilo sie dosc drastycznie moje podejscie do niektorych wydarzen z
                    przeszlosci (choc nie nazwalbym ich traumami). Ale znowu - nie "pracowalem" nad
                    tymi wydarzeniami, moje podejscie zmienilo sie samo z siebie.
                • eva07 W sprawie egocentryzmu 17.10.02, 02:03
                  Kwieto ma przynajmiej 90% racji z tym egocentryzmem. Kompleksy powodują
                  skupienie na sobie i jednocześnie wynikają w dużej mierze ze skupienia na
                  sobie. Błęne koło. I dlatego leczy się je bardzo słabo rozważaniem problemów z
                  dziciństwa (choć pewnie warto je sobie uświadomić i przemyśleć). Ale po prostu
                  dalsze myslenie w kółko o sobie, nie leczy z myślenia o sobie. Zresztą
                  starania, aby nie myśleć o sobie, także nie przynoszą rezultatów (jak w starym
                  przykładzie: spróbujcie przez chwilę, świadomie, nie myśleć o niedźwiedziu...).
                  Najlepiej jest więc starać się skupiać na czym innym i kim innym. Na treści
                  swojego wystąpienia, na ważnej sprawie, do której przekonuje się ludzi, na
                  drugim człowieku, z którym umówiliśmy się na randkę.On też z pewnością ma
                  kompleksy. Zastanówmy się nad nimi i nad tym jaki jest ten ktoś, a nie co o nas
                  sobie pomysli... Pomyślmy sobie, ża nasz pryszcz na nosie jest nie tyle brzydki
                  i okropny, co nie wazny...a fakt, że zapytaliśmy o coś głupio, za chwilę
                  zostanie zapomniany. To oczywiście okropne, ze nie jesteśmy pępkiem swiata
                  (choćby w brzydocie, niezdarności i nieudacznictwie),ale nie jesteśmy i już.
        • lisette Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 15.10.02, 10:08
          Nie zgadzam sie z kwieto.
          Wcale nie przesadny egocentryzm jest zrodlem kompleksow. fakt, ze koncentrujemy
          sie na jakims problemie, ktory jest kompleksem, nie znaczy, ze jestesmy
          egocentrykami - po prostu nas cos gryzie i dopoki sobie nie pomozemy to nie
          zapomnimy. Czy nazwalbys egocentrykiem kogos, kogo boli glowa albo cokolwiek
          innego, tylko dlatego ze ten bol nie pozwala mu normalnie myslec i
          funkcjonowac??
          Kompleksy to brak samoakceptacji, niskie poczucie wlasnej wartosci, ktore moze
          sie przejawiac w rozny sposob, czasem paradoksalnie w przesadnym manifestowaniu
          wlasnej waznosci. Kompleksy to wewnetrzne przekonanie, ze tacy jacy jestesmy
          nie zaslugujemy na nic, dlatego musimy sie ciagle zmieniac, ulepszac,
          poprawiac, ciagle cos jest nie tak i ciagle czegos nam brakuje, gonimy za
          wiatrem i cieniem... Przewaznie te wysilki skazane sa na przegrana, bo
          najlepszym sposobem, zeby sie naprawde zmienic, to uzyskac kredyt akceptacji w
          jeszcze zakompleksialym stanie ducha. To jednak rzadko sie zdarza, a poza tym
          trudno przekonac kogos zakompleksialego, ze nie jest z nim tak zle jak sobie
          wyobraza. Kompleksow nabywamy w dziecinstwie przewaznie i potem dzwigamy jak
          garb przez cale zycie szukajac potwierdzenia, ze i z garbem ktos nas moze
          pokochac.
          Najlepsze co mozemy zrobic w sprawie kompleksow, to afirmacje wplywajace na
          podswiadomosc. Nie znaczy to ze mamy sobie wmawiac ze jestesmy najpiekniejsi i
          najlepsi tak dlugo, az w to uwierzymy. chodzi o to, zeby zaprogramowac w sobie
          podstawowe ludzkie prawdy, jak np to, ze zaslugujemy na milosc i szacunek tacy
          jacy jestesmy, tylko dlatego ze jestesmy ludzmi, ze mamy prawo do przyjazni, ze
          nie jestesmy gorsi od innych ale inni. Te prawdy wydaja sie banalne, ale
          najczesciej to one stoja u podstaw kompleksow. No bo czym jest lek przed
          odezwaniem sie w towarzystwie, jak nie kompleksem, ze jestesmy mniej warci od
          innych? W taki stanie ducha kazda negatywna uwaga moze zostac odebrana jako
          zaprzeczenie naszej wartosci jako czlowieka. Nie swiadczy to o przesadnym
          koncentrowaniu sie na sobie, ale o totalnym braku poczucia wlasnej wartosci.

          Osobiscie wierze w programowanie neurolingwistyczne (NLP)jako metode pracy nad
          kompleksami i przeprogramowanie wlasnej podswiadomosci przez powtarzanie
          pozytywnych afirmacji. Nie znam lepszej metody.
          • eva07 Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 17.10.02, 02:29
            Ależ oczywiście lisette, że lęk przed odezwaniem się w towarzystwie, jest
            związany z egocentryzmem (swoistym rodzajem oczywiście). Delikwent bowiem
            więcej niż o temacie rozmowy i rozmówcach mysli o tym JAK WYPADNIE. To
            przekonanie o własnej gorszości,zazwyczaj nie jest zawieszone w próżni - ono
            jest przez zakompleksionego ODCZYTYWANE Z OCZU INNYCHludzi. Kompleksów nie
            ma "ot tak sobie", bez społecznej interakcji. To wówczas się objawiają i ćmią
            jak bolący ząb. Nie jest przypadkiem, że ofiarami kompleksów i "wstydów" są w
            największym stopniu ludzie bardzo młodzi. Oni tez są najbardziej skupieni na
            sobie, choćby dlatego, ze dopiero siebie odkrywają. Siebie i świat. Jak miałam
            14 lat i w obecności mojego pierwszego "prawie" chłopaka musialam pójść do
            toalety, srasznie się wstydziłam. Ten wstyd wypływał z przekonani, że on nie ma
            nic lepszego do roboty,tylko wschłuchiwanie się, jak siusiam.
            Potem okropnie przezywałam gafy. PO prostu latami sobie ich nie mogłam
            wybaczyć. Potem miałam problem, ze "on pomyśli, ze ja pomyślałam, ze on
            pomyślał..."Wszystko to wynikało z falszywego i wielce męczącego
            przekonania,że "inni" okropnie zawracają sobie mną głowę: moimi gafami,tym co
            sobie pomyślałam itd.
            I nie przesadzajmy z tymi "traumami". Cała masa ludzi z kompleksami nie miala
            żadnych specjalnie tragicznych przeżyć. Owszem pewną liczbę niezbyt
            przyjemnych. Mówię tu oczywiście nie o sytuacjach ekstremalnych,gdzie, jakies
            koszmarne prześladowania przez rodziców i kolegów, spowodowały istotne zmiany w
            czyjejś psychice. Mowię o tych kompleksach znanych nam na codzień, z którymi
            większość z nas jakoś zyje.
    • Gość: ela Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 09.10.02, 10:59
      Gość portalu: Ewa napisał(a):

      > Nie potrafie, nie wiem jak pozbyc sie strachu ze cos znow mi sie nie uda. I
      > nie rozpoczynam tego. Radosc z sukcesow trwa duzo krocej niz przezywanie
      > porazek.
      > Jak udalo sie wam pozbyc kompleksow?

      Nie wiem czy oglądałaś nie tak dawno pokazywany w TVP dokument dotyczący
      problemów dzieci otyłych. Chłopiec pracujący z psychologiem nad obrazem samego
      siebie pokazywał jaki chciałby być (jakieś 30 kg chudszy). Ciekawe było
      podkreślenie przez psychologa faktu (co osobiście potraktowałam jako wielce
      przydatne w różnych sytuacjach życiowych), że te 30 kg jest na początku
      nierealne do wykonania więc żeby wyznaczył sobie np. zrzucenie 5kg, aż małymi
      krokami (po 5 kg) dojdzie (lub nie) do tych 30kg.
      Ważne jest bowiem w miarę realistyczne wyznaczanie sobie zadań/celów po to by
      po wysiłku mieć szansę na uzyskanie efektu. Jeżeli nasze oczekiwania są zbyt
      wygórowane w zestawieniu z możliwościami możemy łatwo się zniechęcić i
      zarzucić nawet próbę wysiłku albo przeforsować się, żeby na siłę uzyskać efekt.
      A przecież nie o to chodzi. Żeby uwierzyć w siebie (w swoje siły/możliwości)
      trzeba najpierw "przejść" te przykładowe 5kg. No i nauczyć się cieszyć, że jest
      to aż (a nie dopiero) 5 kg.

      Pozdr.
      • forward Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? 11.10.02, 17:30
        Dla mnie kompleksy to taki eufemizm na oznaczenie obiektywnych braków. Mam
        paskudną gębę i brak kasy, czyli jestem zakompleksiony finansowo-estetycznie.
        Co mogę zmienić pracy szukam już od 3 miesięcy, wiadomo bez dużej kasy a
        wcześniej dobrej roboty nie klepię sobie ryja i tak zamyka się błędne koło. Jak
        mam pozbyć się kompleksów, czyli obiektywnych braków, które utrudniająmi życie
        w rilu ?




        Forward
        • Gość: ela Re: Uwierzyć w siebie - czy i jak sie wam udalo? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 14.10.02, 09:01
          forward napisał:

          > Dla mnie kompleksy to taki eufemizm na oznaczenie obiektywnych braków. Mam
          > paskudną gębę i brak kasy, czyli jestem zakompleksiony finansowo-estetycznie.
          > Co mogę zmienić pracy szukam już od 3 miesięcy, wiadomo bez dużej kasy a
          > wcześniej dobrej roboty nie klepię sobie ryja i tak zamyka się błędne koło.
          Jak
          >
          > mam pozbyć się kompleksów, czyli obiektywnych braków, które utrudniająmi
          życie
          > w rilu ?
          >
          >
          >
          >
          > Forward

          Wydaje mi się, że należałoby sobie uświadomić, że obie te sprawy nie są efektem
          Twoich błędów czy zaniedbań. Jeżeli chodzi o urodę to nie jest ona „dziełem”
          Twoich starań lecz czystego przypadku. Czy rzeczywiście jakikolwiek wygląd
          można traktować w kategorii braków, może tak ale tylko powierzchownie. W głębi
          siebie dobrze jest uświadomić sobie, że jest się ze swoim wyglądem całkowicie
          kompletnym wręcz idealnym, ponieważ jeśli nie ma się kłopotów ze zdrowiem tak
          po prostu jest. Można oczywiście wejść w polemikę przytaczając tysiące
          przykładów negowania naszego wyglądu przez innych ale jak głębiej pomyślimy to
          można dojść do wniosku, że to z innymi jest coś nie w porządku bo zamiast
          cieszyć się z obcowania z nami skupiają się na czymś tak powierzchownym jak
          nasz wygląd.

          Jeśli chodzi o stronę finansową to jest to problem bardziej złożony. Każdy z
          nas ma prawo oczekiwać, że praca powinna być dostępna a jeżeli jej nie ma to
          powinien być jakiś system finansowania tych którzy przez jakiś okres nie mogą
          jej znaleźć by mogli przetrwać ten trudny okres. Ale, że tak nie jest to
          wszyscy wiemy. Czy jest sens obwiniać siebie, że w Polsce jest kryzys
          finansowy, a właściwie kryzys pracy nie wydaje mi się. Podobnie jak z wyglądem
          to "czysty" przypadek, że jest tak jak jest.
          Przypadkowe jest również to, że urodziłeś się i mieszkasz w Polsce.

          I to jest moja odpowiedź na pytanie o Twoich obiektywnych brakach. Nie możesz
          się ich pozbyć bo ich nie masz. Masz problem z pozbyciem się przekonania, że
          te "braki" posiadasz.

          Ukojenie dla swojej odczuwania "niekomleptności", braków (przede wszystkim
          miłości) możesz znaleźć np. w psychoterapii.

          Pozdr.

          • samotnawyspa A JA SIĘ BOJĘ PUBLICZNYCH WYSTĄPIEŃ ... 09.12.02, 11:15
            Kiedy mam coś czytać albo mówić dłużej skupiając na sobie uwagę innych osób
            ogarnia mnie coś w rodzaju paraliżu. Czuję paniczny strach, serce mi łomocze,
            robię się czerwona i nie mogę skupić na tym co mam mówić, tylko myślę o tym jak
            wyglądam. Jak to opanować? Nie mogę żyć w ciągłym strachu!
            Życie utrudnia mi też fakt, że nie potrafię powiedzieć swojej "przyjaciółce" co
            o niej naprawdę myślę. Boję się odrzucenia. I w wyniku tego moja "przyjaciółka"
            ma mnie "żeruje". Nie chcę być manipulowana przez innych. Chcę być sobą,
            wyrażać siebie niekoniecznie obrażając innych. Pomóżcie mi znaleźć rozwiązanie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka