Jestem wielka :-) Mimo, że wieje, postanowiłam ochrzcić wiatróweczkę na
polarku (taką cieniutką) i wybrałam się z Kluskiem na przepęd. Po drodze
kupiłam czapkę z daszkiem, bo jak nie wiatr, to słońce... Na czapeczkę
nasunęłam kaptur i zawiało nas daaaaleko... I super :-) Młody pospał, wiatr
miał w nosie, a ja wyglądam jak potargana czarownica... Oczywiście, z moim
szczęściem do spotykania dziwnych ludzi, musieliśmy się natknąć na przemiłą,
energiczną panią, która wypatrzyła nas z ...