Wczoraj gleboką nocą, a w zasadzie juz dziś, skonczyłem "Zimę w Lizbonie" A.
Munoz Moliny i... rano zamiast do pracy poszedłem do knajpy i wstawiłem sie
trzema szklaneczkami bourbona :)
Ta ksiązka mnie zachwyciła, zdołowała i sprawila, ze niemal wyszedłem z
siebie i spojrzałem na zycie jakos z boku, z oddali. Może dlatego, ze
obudziła we mnie wspomnienie dawnej milosci, a moze jest po prostu wybitna.
Napiszcie co o niej sądzicie, tylko szybko, bo od jutra zostaje
alkoholikiem :)