Chyba nadeszła moja pora, żeby się wyżalić.
Dziewczyny powiedzcie, ile jeszcze można wytrzymać? Ciągły ból, ustawianie
sobie życia wokół niego, tony prochów, paskudne skutki uboczne. Za kasę, którą
do tej pory wydałam na tryptany i inne tym podobne, miałabym już pewnie
ferrari i ze 3 futra z norek.
Zazwyczaj staram się nie dawać, ale pomału przestaję widzieć sens w takiej
egzystencji. Nawet sobie, k*****, popłakać nie mogę, bo od płaczu jeszcze
bardziej boli.
Proszę, podnieście mnie...