Przedstawienie wbiło mnie w fotel, powaliło na łopatki, radykalnie
unieruchomiło z otwartą gębą i brakiem tlenu w płucach. Mieliśmy
miejsca w pierwszym rzędzie, bo dziewczyna, która to wyjście
organizowała, jest maniaczką musicali, ma na ich tle absolutnego
fioła i na przedstawienia w "Romie" przyjeżdża aż ze Świnoujścia. I
musi mieć to, co najlepsze :-) Poza tym, zabrała na "Koty" swoją
sześcioletnią córkę, i zależało jej na tym, żeby mała przeżyła
cudowny wieczór, i żeby ją ko...