Mój niepokój wzbudziły kilka lat temu nagłe napady potów od stóp do głów i
ciągłe zmęczenie. Myślałam, że to wczesny klimax (ok 40-tki), więc poszłam do
ginekologa. Jeden mnie zbył, a także mój tsh 4,7 (bo norma mówiła o 5). Po
kilku latach (teraz mam 44l) wróciłam do tematu, bo poty ciągle były. Zrobiłam
komplet babskich hormonów - wszystko ok. Potem przy okazji wyszło Haszi, od
pół roku biorę eutyrox (obecnie 37) ale poty po przerwie - wróciły. Czy to
może być objaw niedoczynności?