Zjedliśmy Święconkę i mój mąż pojechał do pracy. Siedzę w domciu, popijam
kawkę i jem keksa.
Rodzice, siostry, babcia, ciotki są na dalekim Podlasiu.
Inne te święta niż zwykle...
Miło mi i spokojnie.
Bezstresowo, nikt nie biega i nie odgrzewa bigosu. Nikt nie pyta o pracę, o to
kiedy dzieci będą...
Trochę tęsknię, ale pełne spokoju odprężenie, jak nigdy :)