PATAŁACHY bo kultura osobista nie pozwala nazwać mi ich inaczej.
Zacznę może od tego, że wymiana miałą trwać jeden dzień a trwałą
dwa, niby nic takiego ale nie jak się ma małe dziecko i plan na
jednodniowy pobyt ekipy. Więc drugiego dnia myślałam że oszaleje z
płaczącym dzieckiem którego nie mogłam spać położyć bo wszędzie syf
gorszy niż przy remoncie. I chyba tylko to zmęczenie usprawiedliwja
moją (dosłownie) głupote, że wypłaciłam im całą należność. Następna
sprawa to wykończe...