A gdyby tak wyobrazić sobie życie jako jeden wielki zjazd na nartach z
wysokiego szczytu...Wtedy widać wyraźnie: potrzebny jest mistrz, który
powie/pokaże...ale przecież zjechać trzeba samemu! Nawet, jeśli to będzie na
zasadzie "hejże dzieci, hejże ha - róbcie wszystko to, co ja!" ;-)
Więc najpierw człowiek się na ten szczyt gramoli na własnych nogach, albo
jedzie sobie jakimś wyciągiem (ewentualnie zażywa wygód kolejki linowej).
Widać tych, którzy zjeżdżają - radośni, piękni...No,...