Dziś chyba po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się w ogóle nie przystąpić do
dyskusji (via internet oczywiście), bo poczułam się mocno zniechęcona już
pierwszą wypowiedzią "dyskutanta". Ogólny wydźwięk tej wypowiedzi był taki, że
"bo jest tak i tak, a kto tego nie widzi, tej jest kretynem i niech się wali".
I nawet miałam odpowiedź sine ira et studio przygotowaną, ot, żeby przedstawić
odmienne stanowisko, ale komp mi się zwiesił, a ja w tym czasie straciłam
ochotę, by tę odpowiedź publi...