sulla
15.05.10, 23:22
Dziś chyba po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się w ogóle nie przystąpić do
dyskusji (via internet oczywiście), bo poczułam się mocno zniechęcona już
pierwszą wypowiedzią "dyskutanta". Ogólny wydźwięk tej wypowiedzi był taki, że
"bo jest tak i tak, a kto tego nie widzi, tej jest kretynem i niech się wali".
I nawet miałam odpowiedź sine ira et studio przygotowaną, ot, żeby przedstawić
odmienne stanowisko, ale komp mi się zwiesił, a ja w tym czasie straciłam
ochotę, by tę odpowiedź publikować. No bo skoro "każdy kto myśli inaczej ten
niech się wali"...Do tej pory starałam się rozmawiać z każdym, kto rozmowę
zaczynał. Ale dziś dotarło do mnie, że to, iż ktoś mówi, wcale nie oznacza, że
jest gotowy usłyszeć odpowiedź.
Gdzie dla Was jest ta granica, gdy nie ma sensu już rozmawiać? I co zrobić z
takimi ludźmi, którzy w swych opancerzonych głowach mają otwór jedynie na lufę?