27.01.06, 10:37
lll
Obserwuj wątek
    • lurien Re: proba 27.01.06, 12:56


      • lurien Re: proba 27.01.06, 13:00


    • Gość: 0 Re: proba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.06, 13:30
      Blogi Czat Poczta Usenet + Ogłoszenia Aaaby.pl Gazeta
      Wyborcza





      Fora prywatne | Fora regionalne | Moje forum | Wyszukiwarka | Pomoc
      | Zaloguj się |


      Gazeta.pl > Forum > Regionalne > Małopolskie > Kraków Piątek, 27
      stycznia 2006


      Kraków




      Re: Wstydliwi pałkarze z "Wyborczej" cd
      Autor: Gość: ctn IP: *.zax.pl / *.zax.pl
      Data: 27.01.06, 13:19 + dodaj do ulubionych wątków

      skasujcie post

      + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Dziś, to w większości, nowy, młody zespół, który stworzyliśmy po 1991 roku -
      gdy Wydawnictwo Jagiellonia SA nie "przejęło" - jak napisał pałkarz
      z "Wyborczej" - tylko kupiło na przetargu "Dziennik Polski" z poparciem m.in.
      Zarządu Regionu Małopolska NSZZ "Solidarność", rektora Uniwersytetu
      Jagiellońskiego, krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
      Także przewodniczącego Rady Miasta Krakowa wybranej wówczas w pierwszych
      wolnych wyborach samorządowych - a w skład tej rady pierwszej kadencji miał
      zaszczyt zostać wybrany (z ramienia Krakowskiego Komitetu
      Obywatelskiego "Solidarność") jeden z dzisiejszych członków Zarządu Wydawnictwa
      Jagiellonia SA - według terminologii pałkarza z "Wyborczej" - bezwstydny
      lustrator, który inaczej niż Adam Michnik nie chce pracować w jednej redakcji z
      byłymi ani obecnymi agentami...

      CZESŁAW T. NIEMCZYŃSKI


      PS A dla rozweselenia naszych Czytelników dodam, że pałkarz z "Wyborczej",
      który od kilku dni nie zajmuje się niczym innym tylko tropieniem bezwstydnych
      lustratorów z "Dziennika Polskiego" - przed kilkoma laty został za
      dziennikarską nierzetelność zwolniony z... "Dziennika Polskiego".



      --------------------------------------------------------------------------------

      « poprzedni list Sortuj: drzewko od najstarszego od najnowszego drzewko
      odwrotne pokaż treść wszystkich




      • Wstydliwi pałkarze z "Wyborczej" - Gość: ctn 27.01.06, 13:14
      • Re: Wstydliwi pałkarze z "Wyborczej" cd - Gość: ctn 27.01.06, 13:19








      --------------------------------------------------------------------------------

      Copyright © Agora SA˙•˙O nas˙•˙Reklama˙•˙Ochrona prywatności˙•˙Mapa
      serwisuPoleć stronę znajomym | Zgłoś problem lub błąd

      --------------------------------------------------------------------------------



    • Gość: 1 Re: proba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.06, 13:32
      Blogi Czat Poczta Usenet + Ogłoszenia Aaaby.pl Gazeta
      Wyborcza





      Fora prywatne | Fora regionalne | Moje forum | Wyszukiwarka | Pomoc
      | Zaloguj się |


      Gazeta.pl > Forum > Regionalne > Małopolskie > Kraków Piątek, 27
      stycznia 2006


      Kraków




      Wstydliwi pałkarze z "Wyborczej"
      Autor: Gość: ctn IP: *.zax.pl / *.zax.pl
      Data: 27.01.06, 13:14 + dodaj do ulubionych wątków

      skasujcie post

      + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      "Gazeta Wyborcza" łgała, łże i - jesteśmy pewni - łgać będzie nadal. Już taka
      jej uroda...

      Furia, z jaką od kilku dni atakowany jest "Dziennik Polski" i jego wydawca
      Zarząd Wydawnictwa Jagiellonia SA porównywalna jest tylko z "Trybuną Ludu"
      stanu wojennego, choć autor wydaje się trochę mniej utalentowany od Jerzego
      Urbana (jak powszechnie wiadomo: przyjaciela "Gazety Wyborczej" i towarzysza
      biesiad jej redaktora naczelnego). Zdolność honorową ma również porównywalną
      do twórcy stanu wojennego - certyfikat "człowieka honoru" udzielony wszak
      został gen. Jaruzelskiemu osobiście przez samego Adama Michnika. Autora z
      taką oto "zdolnością honorową" - w myśl kodeksu Boziewicza - trudno wyzwać na
      pojedynek. Tym bardziej że jedyna broń, jaką potrafi się posługiwać, to
      kłonica ewentualnie sztacheta wyrwana "z płota".

      A za cóż to misiaczki z "gazetki" tak nie lubią "Dziennika"? Ano - jak w
      filmie "Miś" nieodżałowanego Stanisława Barei - w dalszym ciągu są
      przekonani, że to oni są "kierownikami tej szatni". Oni i tylko oni wydają
      certyfikaty honoru, moralności etyki dziennikarskiej. Oni decydują, kto się
      zachowywał przyzwoicie a kto nie. Kto jest ładny i kto jest "brzydki". Oni
      kreują polityków - choćby byli najgorszymi PZPR-owskimi kanaliami - oni
      dołują każdego niepokornego. Tak się do roli przyzwyczaili, że nie sposób
      oderwać ich od tego tronu bez bolesnej operacji. Tronu "jedynie słusznego"
      strażnika, który wznieśli sobie sami...

      Osobliwie misiaczki z "gazetki" uczulone są na temat lustracji. Nikt nie wie
      dokładnie dlaczego - a w insynuacje na naszych łamach nie zwykliśmy się
      bawić. Owa "lustracyjna alergia" stała się właśnie bezpośrednim powodem
      furii - bo oto prywatny wydawca ośmielił się poprosić własnych dziennikarzy o
      dobrowolne złożenie oświadczeń, że nie współpracowali ze służbami specjalnymi
      PRL.

      Do wiadomości Czytelników - oświadczenia takie składają już od kilku lat
      dziennikarze zatrudnieni na kierowniczych stanowiskach w mediach publicznych -
      i nikt z tego nie robi sensacji. Wydaje się zupełnie oczywiste, że były
      agent bezpieki, który donosił w stanie wojennym na kolegów z redakcji, nie
      powinien pracować w dziennikarskim zawodzie, zawodzie przecież zaufania
      publicznego. Nie może brać udziału w kształtowaniu opinii publicznej w
      niepodległym państwie ktoś, o - nazwijmy to tak - specyficznej konstrukcji
      psychicznej, etycznej i moralnej byłego tajnego współpracownika.

      W ciągu 16 lat niepodległej Rzeczypospolitej, dzięki ożywionej działalności
      szeroko rozumianego "frontu antylustracyjnego" z "Gazetą Wyborczą" na czele,
      duszono w zarodku każdą próbę rozwiązania tego problemu, który szybko
      rozwiązano np. w Niemczech i w Czechach już nazajutrz po obaleniu komunizmu.
      Ani jako redaktor naczelny "Dziennika Polskiego" w latach 1990-2000, ani dziś
      jako jego wydawca nie miałem i nie mam prawem uregulowanych możliwości
      zażądania ani sprawdzenia oświadczeń lustracyjnych zatrudnionych u nas
      dziennikarzy. Stąd forma apelu, i tylko apelu, z którym - nie zamierzam
      ukrywać, że z mojej inicjatywy - Zarząd Wydawnictwa Jagiellonia zwrócił się
      do zespołu "Dziennika Polskiego". W końcu ileż kosztuje uczciwego człowieka
      potwierdzenie własnym podpisem, że był uczciwy nawet w najgorszych latach
      stanu wojennego...

      Zdecydowaliśmy się na ten krok jako pierwsze prywatne wydawnictwo w Polsce,
      podzielając pogląd Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, że czas najwyższy
      już uwolnić Czytelników, Telewidzów i Radiosłuchaczy od robienia im wody z
      mózgu przez niby-dziennikarzy i niby-publicystów, którzy mieli (a może i
      jeszcze mają) zgoła innych "panów" i dysponentów. Traktowaliśmy rzecz jako
      naszą, wewnętrzną sprawę do załatwienia. Dlatego nie wychodziliśmy z tym na
      łamy, szanując czas naszych Czytelników. Okazało się jednak, że kogoś bardzo
      przestraszyliśmy, popełniając zarazem niewybaczalny błąd: nie zapytaliśmy o
      pozwolenie samozwańczego strażnika cnót wszelakich, czyli "Gazety Wyborczej".
      No i zaczęło się...

      Czytelnikom "Dziennika Polskiego" zobowiązani jesteśmy wyjaśnienie, dlaczego
      uznaliśmy, że apel o lustrację jest potrzebny. Otóż w latach 1980-81 mieliśmy
      najliczniejszą ze wszystkich ówczesnych krakowskich redakcji organizację
      NSZZ "Solidarność". Dwóch z czterech dzisiejszych członów Zarządu Wydawnictwa
      Jagiellonia SA zakładało i współtworzyło międzyredakcyjną
      komisję "Solidarności" krakowskich dziennikarzy (łatwo
      sprawdzić: "Solidarność Małopolska 1980-2005" Adama Gliksmana). "Dziennikowa"
      organizacja związkowa wspólnie z "Solidarnością" kolegów drukarzy
      przeprowadziła jedyną w Polsce skuteczną akcję "Dni bez prasy" jako protest
      przeciwko zakłamywaniu rzeczywistości w partyjnych mediach (łatwo zapytać:
      ówczesny przewodniczący "Solidarności" drukarzy Ryszard Lebiest, więziony,
      internowany w stanie wojennym, a potem brutalnie pobity przez "nieznanych
      sprawców" - dziś jest redaktorem technicznym "Dziennika Polskiego"). Naszym
      Czytelnikom (nie czytelnikom "Gazety Wyborczej") winniśmy informację, z którą
      nigdy nie wychodziliśmy na łamy, z oczywistych względów nie chcąc stroić się
      w szaty niby-kombatantów, że "solidarnościowe" koło przy "Dzienniku Polskim"
      nie zaprzestało również działalności w stanie wojennym - organizując pomoc
      dla rodzin represjonowanych kolegów, redakcyjny papier dla podziemnych
      wydawnictw (zużycie papieru w "Dzienniku" zaiste wówczas wzrosło) i kolportaż
      ("Zomorządność", Koło Oporu Społecznego 241). Dla uczciwego dziennikarza
      wszystko jest do sprawdzenia: służę nazwiskami ludzi z moich
      ówczesnych "skrzynek kontaktowych" solidarnościowego podziemia. Dla
      uczciwego - to wyklucza pałkarza z "Wyborczej".

      Przepraszam z góry Czytelników "Dziennika", ale nie mogę sobie podarować
      cytatu z wczorajszego tekstu tejże "gazetki" pod znamiennym
      tytułem "Bezwstydni lustratorzy z Dziennika Polskiego": "Gdy ludzie z
      opozycji narażając się na aresztowania i represje zakładali niezależne
      wydawnictwa, oni publikowali na łamach reżimowej prasy chwalącej rząd, partię
      i jej zbrojne ramię".

      Otóż ludzie z "Dziennika" - proszę pałkarza z "Wyborczej" - uczestniczyli
      wtedy w zakładaniu podziemnego wydawnictwa, które drukowało gazetkę "Spod
      buta" (można sprawdzić w antologii prasy podziemnej). Zaś "gdy na ulicach
      Krakowa i Nowej Huty - pisze dalej pałkarz z "Wyborczej" - milicja pałowała
      robotników i studentów oni nie wstydzili się pisać w gazecie, która potępiała
      wolnościowe demonstracje"...

      Owszem, wstydzili się, dlatego właśnie nie pisali na oficjalnych łamach prasy
      stanu wojennego o wolnościowych demonstracjach. Pisali na łamach prasy
      podziemnej ("Spod buta", "Zomorządność", "CDN"). A niełatwą decyzję o
      pozostaniu także dziennikarzem oficjalnej prasy kontrolowanej przez agentów
      Kiszczaka (ten też pod opieką szefa "Wyborczej") każdy musiał rozważyć we
      własnym sumieniu.

      Po co te "kombatanckie" wspomnienia? Nie dlatego, że pałkarz z "Wyborczej"
      napisał: "Dzisiaj też nie mają wstydu. Lustrują innych, milcząc o własnej
      przeszłości". No to już nie milczymy, ale głównie po to, aby naszym
      Czytelnikom uświadomić, iż "Dziennik Polski" w tamtych latach był pod
      szczególnie intensywną "opieką" agentów generała zaprzyjaźnionego z
      naczelnym "Wyborczej". Ilu ich było wśród nas? - jes

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka