Dodaj do ulubionych

"Inni" wsrod nas

18.01.05, 22:22
Zainspirowana kombinacja roznych wpisow (Hubertus o niepelnosprawnych, Szczur
wskazujacy dawniejszy watek jezykowy, Ancyk szukajaca personelu dla
bezdomnych, rozwazania o etyce) odgrzewam swoj wlasny watek, z innego forum.
Tych, ktorzy juz cztali i brali udzial w dyskusji, przepraszam za nudziarstwo,
majac nadzieje na wpisy mlodszych stazem forumowiczow i tych nie czytajacych
innych forow :).

Watek powstal jako kontynuacja pieknej opowiesci forumowiczow Swiatlo i Eloi o
Stefce Kolbusce i "Panku Malowanku", mieszkancach Jozefowa.
Obserwuj wątek
    • blotniarka.stawowa "Inni" wsrod nas - watek z innego forum 18.01.05, 22:30
      Swiatlo napisal:
      >Stefka Kolbuska nie była jedyną taką ofiarą. Pamiętam był w Józefowie taki
      >panek malowanek. Chodził zawsze w garniturze i krawacie, zadbany,
      >wyperfumowany. Przesiadywał całymi dniami w kawiarni, nie wiem z czego się
      >utrzymywał. Potem się powiesił.
      >Jak teraz go sobie przypominam, to mam hipotezę że myślę był to ukryty
      >homoseksualista. W tamtych surowych czasach w małych wiejskich
      >społecznościach tacy ludzie nie mieli szans na ujawnienie się i normalne życie.
      >Przez całe życie więc musieli się ukrywać, co prowadziło w efekcie do depresji,
      >zaburzeń i samobójstw.
      >Zreszta w tamtych czasach cała Polska była taka. Nawet w warszawskich
      >szkołach znęcano się nad słabymi i innymi.


      To prawda. Takie byly czasy i to nie tylko w Polsce, ale i na swiecie.
      Powiedzenie "kazda wioska ma swojego glupiego" istnieje tez w jez. angielskim
      ("every village has its idiot"). Zwykle byl to jakis odmieniec,
      niekoniecznie osoba chora psychicznie. Mogl to byc ktos kaleki, slaby czy
      generalnie "inny".

      W wiosce mojego dziecinstwa byl nim Jodko (Jutko). Byl to kawaler, ktory byl
      zawsze zasliniony, lubil biegac i bawic sie z dziecmi, ktore go obrzucaly
      kamieniami i bily kijami. Na szczescie mial rodzine, wiec nie byl bezdomny i
      nie musial zebrac. Byl tez jeden garbus, ktory byl zamykany w domu przez
      rodzine, wiec nikt nie wie do konca, kim byl. Umarl jako mlody czlowiek.
      Pozniej, w miescie byla to "Warszawianka" – stara kobieta, zebraczka, bez
      jednej nogi, poruszajaca sie o kulach. Zwykle biegaly za nia hordy
      dzieciakow podstawiajace jej kije pod kule, by sie przewracala na bruk..
      Warszawianka mieszkala w piwnicy, ktora jej nawet kwaterunek miejski jakos
      przystosowal do zycia, zalozyl zamek do drzwi itp. (no bo przeciez
      prawdziwego mieszkania kwaterunkowego bylo szkoda dla niej). Okien w tej
      piwnicy nie bylo – bo zaraz po zalozeniu wybijano je kamieniami.
      Przychodzila do nas czasem sie pozywic – zawsze siadala na laweczce w
      przedpokoju i tam na kolanach jadala, nie chciala wejsc nawet do kuchni.
      Wiedziala ze strasznie smierdzi i byla wdzieczna jak ja mama wiodla do
      lazienki i pozwalala umyc twarz i rece. Opowiadala o zyciu w Warszawie, ale
      nic z tego nie pamietam.
      W mojej szkole dzieci strasznie dokuczaly woznemu – byl to mlody czlowiek,
      ktorego przewina bylo to, ze nosil bardzo grube szkla w okraglych oprawkach.
      I te wlasnie okulary chlopcy mu tlukli regularnie, rzucano tez za nim
      kamieniami. Az w koncu nie wytrzymal i zloil jakiemus skore, za co zostal
      wyrzucony ze szkoly. Potem pracowal jako listonosz.

      A teraz cos z czasow wspolczesnych. Mamy przyjaciol – malzenstwo,oboje
      niepelnosprawni, znamy sie od czasow studenckich. Dziewczyna pochodzi z
      hrubieszowskiego, zachorowala na chorobe Heine –Medina (polio) w
      dziecinstwie. Przeszla niezliczona ilosc operacji, i co kilka lat ma
      nastepny zestaw srub wmonotowywany w kolana itp. Zycie miala strasznie
      ciezkie (ojciec pijak zostawil rodzine, matka zmarla na raka, czworo
      dzieci). Wiedziala ze jedyna droga dla niej to wyrwanie sie z rodzinnej wsi –
      do internatu technikum w miescie, potem studia, ktore ukonczyla utrzymujac
      sie wylacznie ze stypendium. Poslubila niepelnosprawnego chlopaka. Pracuje
      duzo i ciezko, zarabia godziwie, chodzi o kulach, ale zyje godnie – a mnie
      ogarnia uczucie wdziecznosci , ze nie przypadl jej los "Warszawianki" i
      innych. Bez watpienia zyjemy w generalnie lepszych czasach, ale niestety nie
      wszedzie jeszcze...

      Moze to i patetyczne, ale chcialabym by ten wpis oddal hold cierpieniom,
      jakie byly udzialem Stefki Kolbuski, "Panka-Malowanka", Warszawianki, Jutka,
      Pana Woznego, oraz garbusow i tych o ktorych nie wiemy...

      Jesli znacie takich nieszczesliwych ludzi, wymiencie ich tutaj – niech to
      bedzie takie chocby najskromniejsze zadoscuczynienie, ktorego nie doczekali...
      • wiloa Rudy 19.01.05, 15:32
        Znalam takiego pana ktorego naywali Rudy na wsi u mojej babci , ktory znikal
        na kilka dni z domu , w ktorym samotnie mieszkal . Szedł w las i tam zyl z tego
        co las dal przynajmniej tak ludzie mowili ale czy to prawda , trudno
        powiedziec . Rudy pojawial sie po kilku dnich jak gdyby nigdy nic w swoim domu,
        ale ja mysle ze wiecej ludzie wymyslili niz to prawda byla . Byl samotny nie
        wiele o nim wiedziano to wymyslali ludzie, tak mysle
        • wiloa Re: Rudy 23.01.05, 17:23
          Na wakacje bylam na wsi u ciotki i zdaje mi sie ze teraz juz nie ma takich
          Innych ludzi albo jest ich napewno mniej a szkoda bo to bylo bardzo ciekawie
    • tomalab1 Re: "Inni" wsrod nas 24.01.05, 09:32
      Pisałem już o tym w na forum roztoczańskim.Bywalcy Horyńca znają Roberta-
      młodego człowieka o lekkim upośledzeniu umysłowym którego hobby to zbieranie
      pieniędzy od przechodzących ludzi . Robi to w sposób grzeczny tzn.kłania się
      mówi dzień dobry i prosi o 50 gr - 'Na lody'.W ostatnich latach zszedł na
      złą drogę-zebrane pieniądze przepija.Jest trochę uciążliwy ponieważ jeżeli
      ktoś go nie zna może się przestraszyć jego wyglądem - ale jest to człowiek
      nieszkodliwy i grzeczny . Miejscowe władze nie bardzo miały pomysł co z nim
      zrobić , próbowały zwalczać jego hobby drogą sądową co jest dużym absurdem
      bo zabranie Robertowi paru groszy z niewielkiej renty nic nie da.
      W 2004 roku ktoś wpadł nareszcie na rozsądny pomysł i latem kiedy Robert
      straszył wczasowiczów gmina codzień odwoziła go do jakiegoś ośrodka
      dla osób upośledzonych w Krowicy .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka