fufu_ffm
13.09.06, 14:40
Uprzedzam, ze dluga opowiesc...
Mam dobra kolezanke(Niemke) ktora mieszka z chlopakiem. Problem jest taki ze
chlopak jest skapy (on tez jest Niemcem, z pochodzenia jest Wlochem, to
znaczy dziadek czy pradziakek Wlochem byl ale on sie tu urodzil i jedgo
rodzice tez).
Macie moze jakis pomysl jak oni powinni o tym porozmawiac zeby ten problem
rozwiazac? Zalezy jej na zwiazku ale doslownie za kazdym razem koncza sie
rozmowy z nim klotnia i ostatnio on nawet walnal talerzem w podloge. Ja
normalnie bym nie wytrzymala w takiej sytuacji i bym sie w 5 minut
wyprowadzila ale ona chce to "ratowac" i takie tam...
Moze macie jakies pomysly jak do tego podejsc bo mi rece opadaja...
Tu sa fakty ktore znam:
Sa ze soba 3 lata - wczesniej w tej samej firmie pracowali na polnocy
Niemiec. Firma zrobila plajte wiec on najpierw sie do Hessen przeniosl a ona
po roku czasu jak znalazla tu prace. On zarabia mniej wiecej dwa razy tyle co
ona.
W ciagu tego roku osobno doplacala mu do mieszkania tu na miejscu (no bo sie
zdecydowali na 3 pokoje zamiast dwoch z nadzieja ze ona sie przeprowadzi) noi
oczywiscie musiala tez placic za swoje osobne - on przyjezdzal do niej na
weekendy ale sie do jej rachunkow nie dokladal. Ok, ona sie przeprowadzila
noi w zasadzie kupila cala kuchnie, living room noi czesc sypialni - od niego
ani grosza na to nie poszlo, mimo ze tam rok mieszkal..
On kupil laptop i jej powiedzial ze moze go uzywac mimo ze sie do tego nie
dorzucila.
On lubi spedzac wakacje w luksusie (ona wolalaby troche skromniej) wiec
pojechali na wakacje wedlug jego "luksusowych zapotrzebowan" i nastepnie on
zazadal zwrotu kosztow - 50-50. Za jedzenie, wynajecie samochu, benzyne
etc...slowem - za kazda duperele.
Ona zatrzymala poprzednie mieszkanie bo miala takie spodzielcze i placila ze
swiadczeniami tylko 400 euro na miesiac - poniewaz jego rodzice ktorzy
wczesniej mieszkali na poludniu Europy zdecydowali sie na powrot do Niemiec.
Jego rodzenstwo (ktorych jest 5) postanowilo ze mieszkanie beda rodzicom
placic. Ale rodzice ciagle jeszcze sie nie sprowadzili (dopiero w Listopadzie
beda tutaj) i od 6 miesiecy ona z tych swoich mizernych zarobko placi dalej
to poprzednie mieszkanie. Rodzenstwo sie zobowiazalo ze od Marca beda placic -
ale jak dotad nie widziala od nich ani grosza...
oczywiscie za tutejsze mieszkanie daje mu polowe.
Jak podniosla ta sprawe z jedgo rodzenstwem jak byli tam w odwiedziny to sie
na nia wydarl ze ona jest "skapa" i ze to w koncu nie taka znowu suma. Acha,
jak juz nawet jego rodzice tam mieszkac beda to ona ma mu tak czy siak 50
euro "jej czesci" dawac bo moze czasem tam pojada w odwiedziny i beda chcieli
przenocowac.
On sobie kupil dosc drogi sportowy samochod cabrio ktory tylko latem moze
uzywac. Poniwaz w tym cabrio malo miejsca jest na bagaz to zawsze brali jej
stare Polo na wyjazdy az wyzional ducha. W zwiazku z tym on zasugerowal zeby
ona sobie nowy duzy samochod kupila - ktory on w zimie bedzie on uzywal tak
czy siak. Ona dojezdza do pracy koleja - mimo ze mieszkaja w miescie gdzie on
ma prace a jej praca jest w sasiednim miescie. Wedlug niego powinna ten
samochod kupic z wlasnej kasy.
Na jej urodziny nic jej nie kupil - nawet kwiatka - bo twierdzil ze nie
wiedzial co.
Ostatnio po tym rzucaniu talerzami ona wyslala mu sms (bo ze soba nie
rozmawiali) czy on wogole widzi przyszlosc dla tego zwiazku. On na to ze tak.
Za kazdym razem (tak jak dzisiaj) jak slysze jej opowiesci to jedyne co jej
moge poradzic to kopnac tego faceta (ktory nawiasem mowiac w kontaktach
miedzyludzkich bardzo mily jest) w cztery litery i splunac prze lewe ramie
zeby nie wrocilo.
Ale ewidetnie zalezy jej na nim i mowi mi, ze "tak poza tym to wszytko dziala
super" tylko z finansami ciagle jest problem.
Mi staja wlosy deba na glowie ale skoro jej zalezy na tym facecie to macie
jakies pomysly co jej poradzic jakby mogla do tego podejsc? Co Wy wogole na
to?
Czy odbieracie jego zachowanie jako normalne?