Dodaj do ulubionych

samoocena i bezradność

14.09.10, 10:18
nie daje rady, zgubione stroje z wf, zapomniane prace domowe, utracone zaproszenia na urodziny od kolegów itp.; taka codziennosć Wyjatkowego.Nie ogrania szkolnej prozy i dostrzega to budując na tym bolesne przekonanie o własnej nieudolnosci. nie mam szansy zmienić jego przekonania. nijak mają się tutaj argumenty o jego mocnych/słabych stronach. pomysły na wspólne obmyślenie jakby tu pamiętać o róznych ważnych sprawach spełzają na niczym. poza tym mimo wielkiej pasji do piłki nożnej ( obecna fiksacja i namiętność) przeżywa dół,bo "nie jest dość dobry".. serce mi pęka. czy jest skazany na niemotoryczne pasje? ze zdiagnozowaną dyspraksją, z problemami z czuciem głebokim, z koordynacją, z lateralizacją, z napięciem mięsniowym itp. wiadomo że w sporcie bedzie zawsze słabszy niż tzw.norma. czy mam go przekonywać, że jak bedzie trenować to z kazym dniem będzie progres. może nie będzie , bo może nie przeskoczy swojej biologii. juz w przedszkolu nie lubił zabaw ruchowych i miał świadomość, że jest inny niż dzieci, które biegają, wspinają się itp. może mimo cwiczeń zawsze będzie tym najsłabszym z drużyny i tym, który tak o sobie myśli ( i to jest to najgorsze). jak widać w programie "mam talent", wcale nie trzeba być zdolnym, żeby świetnie się czuc ze sobą i byc przekonanym że jest się wyjątkowym w ten pozytywny sposób. zaczynam myśleć, że to geny rządzą naszym zachowaniem i wcale nie każdy kowalem swojego losu...
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 10:53
      Jakoś nie kojarzę ile Twoje dziecko ma lat ...
      U nas przez długi czas był problem bo Liliowy był slaby fizycznie , nie dorównywał rowieśnikom , nie dawał rady w szkole.
      Teraz jest bardzo popularny i w szkole i poza ... ale On ma blisko 21 lat i imponuje kolegom czymś inym niż kopaniem w piłkę...
      Co do prac domowych i zapominania wszystkiego mogłabym księgę napisać ale ciągła praca moja i z pomoc szkoły daje efekty ale czasem jest cholernie ciężko...

      Moim zdaniem trzeba pracować , cieszyć się każdym sukcesem i wspierać naszych Obcych.
      Wiem , łatwo powiedzieć trudniej wykonać ... ale taka jest prawda że życie z dzieckiem z ZA to codzeinna walka...

      • klafuti Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 11:47
        jaaan, Wyjakowy dopiero 8 lat ( biologicznie) bo mentalnie myśle czasem że jest jak dziadek piernik :) z tym jojczeniem. najbardziej w tym wszystkim nie dręczy mnie ta "ciągła walka" jak piszesz, raczej trudne jest zrozumienie dlaczego Wyjątkowy dewaluuje coś w czym rzeczywiście jest fajny i dobry. dlaczego wikła się w te porównania ( no wiem szkoła jest rywalizacyjna ) z najlepszymi w danej dziedzinie. to jest chore i na to nie znajduje obecnie lekarstwa... gdzieś głęboko wierze,że jego intelekt kiedyś zaprocentuje, choć tu też trzeba niejednokrotnie automotywacji,żeby osiągnąć jakiś sukces. I to moja największa obawa, żeby nie zaprzepaścił tym "tunelowym " spostrzeganiem, tego co ma w sobie najlepsze. Szkoła póki co nie jest dla niego ani wyzwaniem, ale specjalnie ciekawa, pisanie liczenie to cytuję "nuda".ale gdzie ja znajdę szkołę, w której przyroda z elementami geografii przeplatana będzie skokami narciarskimi i piłką nożną ( dużo tabelek z wynikami a mniej samego grania...) i jak tu dojechać do 21 lat Jann no jak?
        • aga_sama Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 13:13
          to ja Wam napiszę o sobie.
          Im mocniej się zastanawiam, tym większe jest we mnie przekonanie o własnych cechach autystycznych i ZA.
          Moje dzieciństwo i okres dojrzewania to był koszmar. Zawsze byłam najmniejsza i fizycznie najsłabsza, manualnie koszmar. Zawsze najbardziej niezborna ruchowo, w wieku 18 lat nadal nie potrafiłam przeskoczyć przez kozła. Zawsze na offie.
          Szkołę podstawową zmieniałam trzykrotnie, bo moich rodziców trochę nosiło. W żadnej nie potrafiłam się odnaleźć. Większość dzieci uważałam za głupie, bo ja zawsze byłam najmądrzejsza. Zawsze byłam odrzucona, poza grupą. Pamiętam, że nie lubiłam przerw, bo się na nich nudziłam, nie miałam z kim pogadać, dziewczynki grały w gumę, a ja nie potrafiłam albo gadały o pierdołach.
          W okres dojrzewania weszłam z bardzo niską samooceną. Z głową w książkach, dziwnych filmach, z dala od koleżanek i chłopców. Wiedziałam i czułam doskonale, że to nie tak ma wyglądać, że coś jest nie tak. Byłam nieszczęśliwa, bo chciałam być wśród ludzi, ale nie wychodziło. Kolejne próby nawiązania bliższej znajomości kończyły się najczęściej tym, że ktoś mni wykorzystał, obmówił, śmiał się ze mnie za moimi plecami.
          Sytuację zmieniło znalezienie sobie koleżanek, prawdziwych przyjaciółek. Jedna była taką outsiderką jak ja, druga najpopularniejszą dziewczyną we wsi. Relacje trwają do dziś.
          A potem, w drugiej klasie liceum trafiłam na ludzi, którzy zmienili moje życie. Warsztaty pracy z ciałem, dziennikarskie, filmowe. Do tego obowiązkowe cotygodniowe spotkania. Dopiero po kilku latach domyśliłam się, że była to regularna grupa terapeutyczna dla młodzieży zagrożonej uzależnieniami he he.
          Jak przestałam zabiegać o akceptację w szkole, atmosfera od razu się poprawiła. Zrozumiałam, że nie ma sensu się wysilać, bo te panny i tak nie złapią o co mi chodzi i bedą się śmiały. Towarzystwo warsztatowe po roku czy dwóch się rozpadło, ale ja studia rozpoczęłam dużo silniejsza.
          Często myślę o tych latach. Zastanawiam się, jak pokierować moim naiwnym kosmitą, żeby go życie nie bolało tak bardzo jak mnie. Czuję, że powinnam go wspierać w szukaniu akceptującej go grupy rówieśniczej. To od pewnego wieku podstawa. chciałabym, aby relacje w szkole były poprawne, nie liczę, że będzie miał tam paczkę oddanych znajomych. Musi poszukać ich gdzie indziej, bez oglądania się na tych debili co będą z nim w klasie.
          Inna, drażliwsza dla mnie sprawa to kwestia obrony przed manipulacją, przemocą fizyczną i psychiczną. Tu czuję się całkowicie bezradna.
          • lidqa Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 16:38
            aga_sama: jakbyś o mnie pisała. Tylko że to nie jest apserger. Ja oprocz tego nie miałąm najmniejszych kłopotow z rozumieniem pojęć abstrakcyjnych, nie miałam fiksacji, nie waliłam się kredką w głowę itp. Jak kiedyś zrobiłam ankietę wśród znajomych na innnym forum to okazało się że wielu z nich tak miało. POtem dorastamy, ja też w LO znalazłam grupę poza szkolną i jakoś poszło a teraz nikt by nie poweidział :) Dusza towarzystwa. I też wiem że najgłupsze co można robić to się starać.

            Ale... wyjaśnij to 7-latkowi. Mój ma identyczne problemy. Każde niepowodzenie uznaje za wielką porażkę- choćby tobyło robienie szlaczkow- i natychmiast uważa że jest głupkiem albo idiotą. TYlko że nie mówi tego ale pisze na kartce. Ucieka mi, biegnie i pisze ĆWOK. Pytam czemu tak napisałeś? A on; JA i pokazuje na kartkę. Uwierzcie że my uważamy na każde słowo przy nim. Jest motywowany pozytywnie, nie denerwuję się itp a jednak on ma tak niską samoocenę... A przecież w wieku lat 7 pisze i czyta :) I nic nie daje tłumaczenie i pokazywanie mocnych stron. Małe niepowodzenie i wielki dół w samoocenie się robi.
            Ciężko.
            • aga_sama Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 22:44
              Lidka, fiksacje były, a jakże. Echolalie, nieharmonijny rozwój, niezrozumienie norm społecznych, inne spojrzenie na świat także. Cały katalog :)
              Teraz widzę, ile pozytywnego ta inność wniosła w moje życie.
            • czarna_ida Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 23:13
              Powiedzcie skad w takich malych dzieciach, taka niska samoocena ?
    • gloria2 Re: samoocena i bezradność 14.09.10, 23:21
      klafuti, a może spróbuj Go zachęcić do jakiejś grupy pozaszkolnej, np. zuchy. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale np. na Natolinie w Domu Kultury działa też studio metamorfoza - bardzo fajna pedagog pasjonatka prowadzi zajęcia twórcze nastawione na rozwój i pracę zespołową.
      Dzieci w takich grupach mniej rywalizuja, zadania im stawiane bardziej wymuszają współprcę. Poza tym zawiązują przyjaźnie, mają też szansę na wyjazd na obóz - jest im wówczas łatwiej bo się już znają. Może pogadaj z nim o czymś takim.
      A może tez nie zmieniaj jego przekonania na siłę. Może powiedz mu, że ma prawo być słabszy w wielu aspektach i że Ty to rozumiesz i że to akceptujesz. Jednoczesnie chwal go za to, co Ciebie autentycznie zachwyca i i z czego jesteś dumna.
      • klafuti Re: samoocena i bezradność 16.09.10, 22:57
        aga sama, dzieki za Twoją historie, niezła aparatka z Ciebie ;))
        Lidqka, ciesze sie,choc nie wiem czy to odpowiednie słowo że nie obce Ci moje troski, zawsze nie jesteśmy z tym same :)
        Czarna Ido- ja już sama nie wiem skąd ta niska samoocena??geny? ja zły rodzic??
        Gloria, masz racje jakaś fajna nowa grupa "odniesienia" z sensowny, pedagogiem to byłoby to. może czegoś poszukam, bo same terapie to nie wszystko.
        dzieki dziewczyny
        • lidqa Re: samoocena i bezradność 16.09.10, 23:12
          Ja też się cieszę :) TO głupie prawda? cieszyć się że ktoś też ma problem. Ale ja nie wiedziałam że to może tak być. Cały czas się uczę o młodym dużo i obserwuję go. I czasem dobrze przeczytać że ktoś też tak ma i że to może "normalne" a nie jakiś mój wielki błąd.
          A tak z drugiej strony. To ja miałam niską samoocenę. I moja mama w zasadzie cały czas mnie chwaliła a ja uważałam że ona tak gada bo musi bo jest mamą. A ja wiem swoje, jestem brzydka, nikt mnie nie lubi itp itd. I w zasadzie bardzo późno sobie z tym poradziłam. Może to tak jest że niektórzy tak mają. A może pochwała nie jest środkiem do budowania samooceny.

          Idę szukać książek :)
          • klafuti Re: samoocena i bezradność 27.09.10, 23:09
            odgrzebałam wątek , bo mamy równię pochyłą, bede sie wyżalac i pomstować, ale jak z siebie nie wyrzuce to sie udusze ;) do objawów powyzej ( nie lubie sie, jestem idiotą, ze nie umiem tego czy tamtego) dziś mega histeria w szkole połaczona z autoagresja ( gryzie siebie, wali pięściami w głowe) . moje emocje pt. pomieszanie 'serce pęka z żółć zalewa wątrobę".. zabralam z sali do szatni dałam wody i jak przez mgłe usiłowałam dotrzec do zawieszonego we własnych emocjach dziecka,że obgadamy w domu. dopiero po kilku kwadransach doszedł do siebie, a potem po nudnym popołudniu w domu w ciszy mogliśmy "obgadać".może to ta pogoda dzisiejsza? może poniedziałek, a może nie wiem co i sie nie dowiem, bo "inny swiat"... zaczyna mnie przygniatać smutna myśl, że jest coraz trudniej Wyjatkowemu, i nam razem z Nim... samoocena Wyjąktowego w świecie szkolnym ( choć to 2ga klasa i bez ocen) uzależniona od tzw.kropek o dobrym i złym kolorze w zależnosci od zachowania delikwenta. każda kropka nie będąca czerwoną ( to taj naj) dewaluuje mi dziecko, w jego własnym mniemaniu on i tak jest inny i najgorszy i chocbym miała 100 argumentów i uczyła go że to ocena i chodzi o jego pojedyncze zachowania a on jest fajny i kocham niezależnie od... w ogóle nie trafiają. rozmowa, ktora jest monologiem z mojej strony, okropne uczucie..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka