annafelczerek
30.06.11, 12:41
Ostatnio zachowanie mojego synka bardzo się poprawiło. Wszystko dlatego, że zmieniliśmy sposób egzekwowania niektórych zachowań. Zamiast konwencjonalnych poleceń i kar zawieramy z synkiem "umowy", których realizacja jest warunkiem umożliwienia mu preferowanych rzez niego form aktywności. Czyli... "Eryk... będziesz mógł dziś obejrzeć "Jak to jest zrobione" na Discovery, tylko pod warunkiem że nie będziesz zabierał zabawek siostrze. "Będziesz mógł wieczorem pół godziny pograć, o ile w ciągu dnia będziesz sprzątał po sobie zabawki, sam się ubierał i ładnie zjesz obiad."
No i stał się cud niemalże - niegrzeczne dziecko zmieniło się w grzeczne. Nie do końca oczywiście, ale wyraźnie stara się kontrolować i mu to jakoś wychodzi. Chwalimy go za każdym razem za efekty i jest jeszcze lepiej.
Ja natomiast mam następujące wątpliwości - po pierwsze, to czuję się źle. Jak wredna manipulatorka, a nie kochająca matka. Cały czas mam wrażenie, że to nie jest dobra metoda wpływania na zachowanie dziecka :/. Co Wy o tym sądzicie?
Po drugie - czy opisany efekt jest typowy u dzieci z ZA? Cały czas mam wątpliwości czy diagnoza została postawiona trafnie.
Pozdrawiam
Ania