samodzielne wakacje

30.06.11, 13:20
Witam,
Mam pytanie, czy któreś z Waszych starszych (szkolnych) dzieci było na koloniach? Jak ta przygoda się skończyła? Żałujecie, że zgodziliście się na taki wyjazd?
Nasz 10-letni syn z ZA walczył z nami o kolonie detektywistyczne. Ostatecznie na nie jedzie, ale im bliżej wyjazdu, tym mam większe obawy, czy dobrze zrobiliśmy godząc się. Dlatego chętnie przeczytałabym wrażenia, niekoniecznie pozytywne, rodziców, którzy już podjęli taką decyzję. Na co uczulaliście dziecko przed wyjazdem, a o czym byście rozmawiali po fakcie. Proszę o wskazówki, bo stres mnie zżera.
Pozdrawiam
    • madziulec Re: samodzielne wakacje 30.06.11, 14:30
      Co prawda nie na kolonie, ale wyslalam dzis w tym roku Misia na zielone przedszkole.
      Byl tydzien, przez ten czas ani razu z nim nie rozmawialam.

      Co wazne: ustalalam gdzie sa jego rzeczy, jak ma sie zachowywac, gdzi ejedzie, mowilam, ze w razie co ma rposic. Ustalilismy ze pojdziemy i powiemy razem, ze moze nie jesc burakow (byly!! ale dzieki temu jeden stres mniej).
      Tydzien wytrzymal.
      Za rok planuje wyslac na kolonie
      • katerina8 Re: samodzielne wakacje 01.07.11, 09:27
        Sabina, nie zamartwiaj się na zapas, jeśli chłopak sam się domaga takiego wyjazdu, to naprawdę świetnie :-). A kolonie detektywistyczne mogą być fajną przygodą. Ja popełniłam ten błąd, że zbyt długo trzymałam syna pod kloszem, nie uczyłam go samodzielności. Na żadne wyjazdy typu kolonie nigdy go nie namawiałam, może dlatego, że sama za nimi w dzieciństwie nie przepadałam;-). A teraz, gdy chłopak ma 13 lat, nawet chciałabym, żeby wybył choć na tydzień sam w jakieś fajne miejsce, ale niestety, nie pała entuzjazmem.
        Warto dowiedzieć się jak najwęcej o planowanym miejscu pobytu syna, warunkach, planie dnia itd. i optymistycznie patrzeć w przyszłość :-).
        Będę trzymać za Was kciuki! I mam prośbę, jeśli wyjazd dojdzie do skutku, napisz jak było:-).
        • sabina211 Re: samodzielne wakacje 01.07.11, 10:59
          Dziękuję za podtrzymanie na duchu. Wyjazd dojdzie do skutku już za 11 dni.
          Wiem, że to dobrze, że syn nie zamyka się w domu, ale wiem też, że bardzo zafascynował go program obozu i miejsce pobytu (Tatry), a kwestie inne są dla niego mało ważne. Sam stwierdził, że nie musi mieć kolegów, wystarczy, żeby nikt mu nie dokuczał i nie śmiał się z niego. Smutne. Poza tym mam w głowie jego rzeczy porozrzucane po całym ośrodku, ubrania założone na lewą stronę, wyjście spod prysznica bez spłukania mydła itd...
          Tak czy owak napiszę, jak było. Proszę tez o dalsze wypowiedzi na temat.

          PS. Ja też nie znosiłam kolonii. Ale trudno porównywać te sprzed 25 lat do dzisiejszych. Dzwonić do wychowawcy\kierownika z informacją o ZA, czy zostawić kwestię własnemu biegowi?(Diagnozę na piśmie mamy od tygodnia.)
          • katerina8 Re: samodzielne wakacje 01.07.11, 12:46
            Mój też jest bałaganiarzem, więc wiem o czym mówisz ;-). Może postawienie syna właśnie w takiej sytuacji trochę nauczy go utrzymywania porządku wokół siebie. A jak u Was będą sukcesy, może i ja się pokuszę o wysłanie swojego gagatka na podobne kolonie :-).
            Co do informowania, jestem za. Warto opisać mocne i słabe strony syna, powiedzieć w czym może potrzebować pomocy, podać nr tel. do kontaktu. Na tym polega rola prawdziwego opiekuna, żeby zapewnić wszystkim podopiecznym dobry i pożyteczny wypoczynek :-).
            • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: samodzielne wakacje 01.07.11, 13:12
              Powiedziec o trudnosciach syna i sprawdzonych sposobach radzenia sobie z nimi z pewnoscia warto, ale zastanow sie dobrze czy nazywac problem i podawac konkretna diagnoze.
              Rok czy 2 lata temu glosno bylo o przypadku wykuczenia z listy dzieci zapisanych na kolonie dziewczynki, ktorej rodzice poinformowali organizatora o diagnozie ZA. W sytuacji, kiedy Twojemu synowi bardzo zalezy na tym wyjezdzie, jesli reakcja byloby rowniez pozbycie sie problemu, jak w tamtym przypadku, moze to spowodowac ogromne rozczarowanie, nie wspominajac juz o koniecznosci wytlumaczenia dziecku, dlaczego tak sie stalo.
              Powodzenia!
              Ciesz sie, ze chlopak wierzy we wlasne sily, a zainteresowania (czy sam chce tego czy nie) zblizaja go jednak do rowiesnikow :-).
              • wilma1970 Re: samodzielne wakacje 01.07.11, 23:15
                W sierpniu syn jedzie na dwunastodniową kolonię. Dostałam namiary na organizatora, zadzwoniłam i zaczęłam ostrożnie opowiadać o specyfice Franka - sztywne myślenie, nadgadatliwość, problemy z emocjami... a pani po drugiej stronie telefonu przerwała mi : "A czy dziecko nie ma czasami Aspergera?" :-) i zaraz uspokoiła mnie, że zna ten problem od podszewki, sama ma dziecko "niestandardowe". Zajęła się organizowaniem kolonii i imprez właśnie z myślą o takich dzieciach. To piękne, tak po prostu, bo w ofercie nie ma słowa o integracji, jest zwyczajne ludzkie "a dlaczego by nie?" i "damy sobie radę". Zobaczymy jak to się sprawdzi w praktyce, zdam relację po jego powrocie w sierpniu.
                Zawsze mówię opiekunom Franka o jego problemach - nie chcę by byli niemile zaskoczeni i rozumiem, gdy mi odmawiają pomocy. Rok temu Franek pojechał na tygodniowe kolonie razem ze szkołą, do której miałam nadzieję go przenieść. Nauczyciele i dyrektor obserwowali syna i po powrocie oznajmili mi, że nie mogą przyjąć go do szkoły, nie zapewnią mu optymalnych warunków do rozwoju, choć ich zdaniem jest bardzo ciekawy i uroczy. Rozumiem ich wybór. Franek bardzo dobrze czuł się na tym wyjeździe i w tym roku spytał, czy nie mógłby pojechać z nimi jeszcze raz. Szkoła zgodziła się z ochotą i Franek w niedzielę wyjeżdża na tydzień. Jestem dobrej myśli.
                • 9-x-2 Re: samodzielne wakacje 02.07.11, 04:09
                  Wilmo, koniecznie zdaj relacje z wyjazdu synka :) - chodzi mi o te kolonie, gdzie tolerują ZA :)
                  Może będzie więcej chętnych w przyszłym roku od nas... w każdym razie dobrze wiedzieć, gdzie ZA nie jest przeszkodą.
    • mama_kotula Re: samodzielne wakacje 04.07.11, 15:36
      Mój syn (ZA, 8 lat) pojedzie w tym roku na dwutygodniową kolonię. Jedzie razem z młodszą siostrą - jest przekonany, jak zwykle, że to on się będzie opiekować siostrą (w rzeczywistości jest na odwrót ;)). Kolonia w warunkach spartańskich bardzo, duży nacisk na samodzielność dzieci, coś bardziej na kształt obozu zuchowego niż luksusowego pobytu w all inclusive.
      Młody bardzo chce jechać na tę kolonię.

      Oczywiście do karty kolonijnej dołączę praktyczne wskazówki ode mnie dla wychowawcy. Plus, jedziemy z niemężem na wczasy w to samo miejsce w tym samym czasie - w razie większych problemów będzie łatwiejszy kontakt na linii my-wychowawca, niemniej nie zamierzamy "kontrolować" dziecka przez cały czas, absolutnie.
      • journalist Re: samodzielne wakacje 10.07.11, 19:29
        Dobrze, ze poruszylas ten temat. Moj syn, lat obecnie 11, od trzech lat jezdzi na kolonie. Za pierwszym razem co dwa, trzy dni, byly telefony od opiekunow, bo grupa sobie, a on nie zawsze z nimi. Nie robil tego, na co nie mial ochoty. Kolonie z Harym Potterem go chyba rozczarowaly, bo wyobrazal je sobie inaczej. W ub roku wyslalam na kolonie zeglarska. Syn swietnie plywa, ale przez 14 dni dzieci byly w wodzie dwa razy. Reszta na lodce. Nekal go tam jakis chlopiec, ale jakos sobie poradzil. W tym roku z powodu upierdliwosci swiata zewnetrznego wprowadzilismy niedawno leki. I psychiatra zaugerowala aby podawal je wychowawca. Syn jechal w to samo miejsce. Jeszcze nie przytulil glowy do poduszki pierwszego dnia, a juz dzwoniono do mnie z pytaniem, dlaczego te leki, czy syn leczy sie psychiatrycznie, pytania lekarza byly napastliwe, i czulam, ze beda z tego problemy. Syn ma klopotliwe zachowania: jest zywy, dosc niezdarny, wiec jak macha kijem w lesie to czasem kogos walnie, jest malo sprytny - jak inni sie popychaja, to nie widzi nikt, jak on popchnie kogos - wychowawca widzi zawsze. Poza tym leki wprowadzilismy bo dzieciak nie wytrzymal przemocy psychicznej (a czasami i fizycznej) w szkole i przestal chciec do niej chodzic. Pamietajmy tez, ze dzieci z ZA czesto ucza sie poprzez malpowanie. Wiedzialam wiec, ze bedzie predzej czy pozniej przejmowal negatywne zachowania. W drugim tygodniu zadzwoniono, zebym zabrala dziecko natychmiast (ja w drugim krancu Polski). Wynegocjowalam zeby przywiezli go mojej mamie (trzy godziny od kolonii). Za zadnym razem nie informowalam, ze dziecko cierpi na ZA. Uwazam, ze nie nalezy tego robic, niestety w pelni ufnosci sadzilam, ze leki, ktore mialy dziecku pomoc w koncentracji i je wyciszyc, zobojetnic troche na upierdliwosc swiata zewnetrznego, stworzyc dystans do odzywek, wysmiewania, bo to bedzie wszedzie (psychotropowe) okazaly sie "silne", a on - "niebezpieczny dla siebie i innych". Ta sama kolonia, to samo miejsce, ale tym razem juz inne dziecko. W ubieglym roku ani razu nikt do mnie nie zadzwonil. Teraz dzwonilam ja - bo syn skarzyl sie na dotkliwe dokuczanie przez kolegow. Mysle ze wina lezala po obu stronach, ale moj przyjmowal leki. Przezyl zalamanie nerwowe po powrocie. I nie wiem, czy jeszcze raz bedzie chcial pojechac na kolonie. W kazdym razie dostalam nauczke, a on jeszcze wieksza. Niczego by nie zmienilo, gdybym powiedziala, ze ma ZA. To to samo dziecko co rok wczesniej, ale po prostu by go nie zabrali. Wtedy mowi sie: nie jestesmy turnusem terapeutycznym.
        Nie twierdze ze syn - uparty, nie slucha czesto polecen za pierwszym razem, potrafi sie zachowac lekcewazaco w stosunku do zwracahjacych mu uwage - jest chodzacym idealem. Ale doswiadczylismy mocno stygmatyzacje i tutaj chcialam mu ja zdjac. Dwa razy sie udalo, a tym razem nie. Mam to sobie za zle, ale mleko sie wylalo. Moglam wyjsc z tych lekow i tyle, niczego by to nie zmienilo, bo on bez nich tez dobrze funkcjonowal (mysle, ze teraz jest rownie drazliwy jak nim je bral, bo czuje sie skrzywdzony). Te leki bierze sie przez bardzo krotki czas. Ale niczego juz nie zmienie. Wrocil bez wielu ubran, ktore dzis przywiezie mu kolezanka (byli na tych koloniach po raz drugi wspolnie). Syna odeslano na cztery dni przed koncem. Nawet nie umial wytlumaczyc kolezance z ktora sie znaja od lat, dlaczego. To tyle. Pozdrawiam!
        • sabina211 Re: samodzielne wakacje 02.08.11, 12:09
          Zgodnie z obietnicą opisuję kolonijne wrażenia syna. Na pewno nie było tragedii. Nikt z kadry do nas nie dzwonił, nie było szlochów do słuchawki. Na pytanie, czy chce jechać za rok odpowiedział, że tak tylko nad morze. Tymkowi podobały się zajęcia, umiał się porozumieć z wychowawczynią. Za to z rówieśnikami było trudno. Nie wiem, ile nam powiedział, ale sam mówi, że chciał być sam w pokoju i że chłopcy z innego pokoju zaprosili go oficjalnie na oglądanie telewizji, a tak naprawdę po to, żeby go bić pasami. Potem przed kierownikiem obozu wyparli się wszystkiego i stwierdzili, że nie wiedzą dlaczego Tymon krzyczał. Karę dostał Tymon, który nie był w stanie powiedzieć, co się naprawdę stało.
          Mimo tego Tymon chce jechać za rok. Pozwolić mu?
          • szalicja Re: samodzielne wakacje 02.08.11, 12:54
            Kurcze, serce boli i łzy się cisną, ile te dzieci znoszą krzywdy od innych...Są tak bardzo nieakceptowane przez rówieśników...Jak byłam mała też mi czasem na koloniach dokuczano, bez powodu, ale miałam koleżanki, radziłam sobie. Jak czytam Wasze opowieści to nie wiem, jak my przeżyjemy ten wiek nastoletni ;-(
            • czarna_ida Re: samodzielne wakacje 02.08.11, 18:36
              ja swoje wyjazdy nastoletnie wspominam źle.
              Myślę ze kazdy wiek jest specyficzny. Dla zwyklych dzieci tych wrazliwych to koszmar, ale co z naszymi ?
              Ja nie wybiegam tak daleko. Ale chyba bym sie nie zdecydowala na taki krok.
              • journalist Re: samodzielne wakacje 12.08.11, 10:46
                sabina: puscic. Moj syn rok temu wrocil bardzo zadowolony z wakacji z tym samym organizatorem i w tym samym miejscu, chociaz tez znalazl sie jakis rzep ktory sie do niego przyczepil i nekal. Tyle, ze ja niewiele tez moglam sie na ten temat od dziecka dowiedziec. W tym roku juz bylo gorzej, dziecko jest starsze, rozumie wiecej i wiecej odczuwa. Ale jesli bedzie chcialo w przyszlym roku pojechac (na inna kolonie) to ja sie zgodze. Choc raczej sadze ze bedzie sie sklanial do wyjazdow rodzinnych w grupie znajomych dzieci. On nie lubi spiewac w chorze (jak juz pisalam) a ja to rozumiem i akceptuje. Pozdrawiam!
      • mama_kotula Wrócił, przeżył 19.08.11, 13:25
        Straty w rzeczach: sztuk trzy, strat w ludziach nie było ;-)
        Na razie, tak sądzę, jesteśmy na plusie.

        Jesteśmy na plusie dzięki temu, że syn miał bardzo, ale to bardzo sensowną wychowawczynię. Trzymała chłopaków krótko, wyznaczyła konkretne zasady postępowania i umiała je wyegzekwować "po żołniersku" - a jednocześnie dbała o tak prozaiczne rzeczy jak np. to, aby chłopcy mieli na następny dzień czyste gatki - codzienna kontrola szafek, jak zapas się komuś kończy, robimy pranie w czasie ciszy poobiedniej - przy czym nie na zasadzie "won dziecko wypierz sobie gacie", tylko "chodź, przyniesiemy z łazienki wodę, pomogę ci zrobić pranie" (grupa chłopców 8-9-10-letnich, większość z nich nie miała pojęcia do czego służy miotła i jak się pierze skarpetki). Udzielała chłopakom wskazówek co do ubioru odpowiedniego do pogody, pomagała w samoobsłudze, pilnowała mycia itp., w przeciwieństwie do wychowawczyni córki - córka wróciła z kolonii brudna jak nieszczęście, z kołtunami na głowie, przywiozła nietknięte mydło i prawie cały żel pod prysznic...

        Oczywiście, wychowawczyni powiedziała mi, że syn ma problemy emocjonalne i kłopoty z dostosowaniem się do reguł - ale nie na zasadzie "rany boskie, tragedia, zróbcie coś z nim, jest nie do wytrzymania" (co przerabialiśmy na co dzień w szkole...), bardziej na zasadzie "tak, zauważyłam to, zrobiłam co mogłam, poradziliśmy sobie". Bo faktycznie sobie poradziła znakomicie :) i echh, marzę o takiej wychowczyni w szkole, ale nam nie dane.

        Syn wziął udział w niemal wszystkich konkursach kolonijnych, w tym w wyborach Mistera Kolonii :P - choć mam poczucie, że bardzej jako ofiara "ktoś musi iść" niż jako ochotnik ;). W konkursie "Mam talent" zdobył rysunkami i opowieściami o smokach trzecie miejsce :)
        • wilma1970 Re: Wrócił, przeżył 19.08.11, 17:06
          Nasz też wrócił! Strat nie odnotowałam, nie przeliczyłam bowiem odzieży, zapobiegawczo, więc się teraz nie martwię. :-)
          Odebrałam go z obozu, wsadziłam do samochodu i spytałam, jak było. Jak było? Jak było?!
          Oderwał wzrok od komiksu, których zawsze kilka roczników wala się po podłodze samochodu, rozejrzał się nieprzytomnie wokół i zapytał "Ale gdzie?" I tyle się dowiedziałam.
          Fajnie, że obóz miał fotobloga, mogłam się odnieść do tego, co widziałam na zdjęciach, zagadując Franka, podczas krótkich rozmów telefonicznych. Jedno zdjęcie mną wstrząsnęło ;-), tzn jestem bardzo ciekawa następnego ujęcia, czy Franek wylądował na grzbiecie konia, czy koń odbiegł spłoszony...
          picasaweb.google.com/lh/photo/_N6OijnBche_4PU2GGgGS84jzQZYxbgpFQW4lxDMPOE?feat=directlink
          Kadra wychowawców nie mogła się Franka nachwalić po obozie. Aktywny, zaangażowany, w stałym kontakcie. Za rok też go wyślę.
          • sabina211 Re: Wrócił, przeżył 19.08.11, 18:16
            Tymon po powrocie zachowywał się podobnie, tzn. pytania o obóz zbywał. Trochę więcej dowiedzieliśmy się zupełnie niedawno, kiedy zaczął porównywać szkołę i kolonie. Też wyślemy go za rok, ale bardzo bym chciała, żeby zaczął zauważać nie tylko, co się dzieje, ale i ludzi wokół...Ale może chcę za dużo?

            PS. Te komiksy porozrzucane wszędzie w ilościach hurtowych też są mi bardzo znajome.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja