halogen75
11.02.12, 17:55
Tijgertje, pozwolę sobie zacytować Twój wpis jako początek do myślę ciekawej dyskusji:
"Do przemyslenia i rachunku sumienia: czy jako grupa rodzicow dzieci z autyzmem (czy wlasnym autyzmem) jestesmy faktycznie tak izolowani od otoczenia jak nam sie wydaje? Czy to nie jest tak, ze majac wspolnego "wroga" sami sie izolujemy???
Osobiscie dopiero na kursie dla doroslych autystow zdalam sobie sprawe, ze to nie spoleczenstwo odsuwa mnie od siebie, a najczesciej jest to moj wlasny mniej lub bnardziej swiadomy wybor, znacznie altwiej jednak bylo mi zwlaic wine na innych"
Temat ciężki, natury psychicznej, pozwalający nam uświadomić sobie pewne kwestie.
Temat nie odbiega znacznie od tematyki głównej forum, bo dotyczy nas samych, rodziców dzieci z autyzmem i tego z czym mamy problem lub go nie mamy, a może tylko udajemy, że nie mamy. Bardzo często piszemy o braku akceptacji ze strony innych, o braku zrozumienia, o tym, że zrozumieć możemy się tylko we własnym gronie, bo innych po prostu to nie dotyczy i dlatego zostajemy w ten sposób z tym sami. Tig zwróciła uwagę na problem pytając czy przypadkiem sami nie jesteśmy sobie winni, czy przypadkiem nie izolujemy się na własną prośbę, czy automatycznie nie stawiamy przed innymi muru nie do sforsowania, a potem narzekamy, że nikt nawet nie spróbował przestawić w nim cegiełki.
Temat ciężki, bo albo zmusza nas do wewnętrznego przyznania się na głos, że jednak jesteśmy w pewien sposób "winni" sami sobie, albo nie jesteśmy "winni" co również wymaga pewnej sensownej i szerszej argumentacji.
Co na ten temat sądzicie? Zapraszam do dyskusji:)
Spróbujmy podyskutować ogólnie bez opierania się na wątku wyjściowym, który został usunięty. Pogadajmy tak po prostu.