mamamariuszka
02.05.12, 15:13
Witam!
Wiem, że ten temat był już milion razy poruszany w różnych miejscach, w całym internecie, również na tym forum, ale ja jakoś nie mogę się odnaleźć w tej całej wojnie przeciwników i zwolenników szczepień...Większość dyskusji to rozważania ogólne, raczej o charakterze globalnym, poparte różnymi mniej czy bardziej wiarygodnymi tezami.
Mnie natomiast, w tym momencie interesuje tylko jeden szczegół- czy jest taka możliwość, że szczepienie uszkodziło układ nerwowy mojego dziecka?
Dwa miesiące temu szczepiłam synka (DTP, IPV, Act-HIB) i mam wrażenie, że do tej pory nie może dojść do siebie. Tzn. Kiedy wrócił do domu po szczepieniu był otępiony, senny, marudny... Wiadomo dziecko ma do tego prawo- jego organizm walczy z wirusami. Spędził więc w łóżku kilka kolejnych po szczepieniu dni. Nie interesowało go co się dzieje wokół niego, co mama do niego mówi, a nawet co idzie w telewizji. W momentach kiedy nie spał wpatrywał się bezmyślnie w jeden punkt. Stracił całkiem apetyt. Po paru dniach zaczął się powoli "brać za życie." Ale oprócz kaszki z butelki nie jadł i do tej pory nie je nic innego. Nie nazwałabym tego już utratą apetytu, raczej jadłowstrętem. Wcześniej jadł wszystko. Po szczepieniu, kiedy np. ugotowałam mu parówki, które uwielbiał, to cieszył się, że są, ale wyglądało to tak jakby nie mógł ich przełknąć- gdy tylko wsadził do buzi- odruch wymiotny. Bardzo się przy tym denerwował. Zaczął też panicznie bać się kąpieli,a nawet dźwięku nalewanej do wanny wody.
Tydzień po szczepieniu dostał wysypki, która z godziny na godzinę stawał się coraz większa. Wygooglowałam sobie więc nazwę szczepionki(act hib) wyskoczył ulotka i pisze jak byk, że połączenie tych szczepionek może powodować wysypkę. Zadzwoniłam więc do przychodni i mówię jaka sprawa,a pani recepcjonistka nie pytając jakie dziecko, jakie szczepienie jak z automatu do mnie, że " nie ma związku ze szczepieniem", i że łączy mnie z panią doktor. No to mówię do p.dr to samo, a ta do mnie z identycznym tekstem, jak nakręcona: nie ma związku, nie ma związku, ale jeśli mnie to tak bardzo niepokoi to mogę przyjść(!) No więc poszłam. Pani dr stwierdziła, że to alergia pokarmowa, że na pewno w ostatnich dniach wprowadzałam jakiś nowy produkt, lub napój do jadłospisu (jasne, chciałabym), a jeśli nie to może o czymś nie wiem. Zapisał mu jakiś zastrzyk antyalergiczny.
Oprócz tego stwierdziła, że dziecko jest mało kontaktowe i mało zainteresowane otoczeniem i wypisała mi skierowanie do psychologa. Chciałam powiedzieć, że właśnie zrobił się taki po tym ostatnim szczepieniu, ale po co miałam to mówić, żeby usłyszeć, że " nie ma związku"?
Miesiąc temu byłam z nim u psychologa. Bardzo miła Pani w szpitalu na Prokocimiu. Potwierdziła, że dziecko jest zamknięte w sobie, ignoruje polecenia, unika kontaktu wzrokowego, milczy przy zabawie. Zleciła zrobić badanie w kierunku autyzmu w specjalistycznej przychodni. Złożyłam więc formularz na Zacisze i czekamy na odpowiedź.
Szczerze mówiąc-wszystko potoczyło się tak szybko, ze nawet nie mam się czasu załamywać. Siedzi mi tylko w głowie myśl: na ile na prawdę "szczepienie nie ma związku", czy jest coś takiego, że szczepienie uruchamia ukrytą w dziecku chorobę? Czy w takim razie trzeba szczepić wszystkie dzieci? Widzę, że niektórzy zwolennicy szczepień mają teorię, że u wcześniej chorych dzieci szczepienie może mieć wpływ na układ nerwowy. To dlaczego u zdrowych nie może? Czy zdrowe dzieci mają silniejszy ten układ? Kto i jak to zmierzy?
Do marca tego roku byłam entuzjastką szczepień, wyniosłam to z domu (Ja i dziewięcioro młodszych dzieci- szczepieni na wszystko- zero powikłań), przeciwników natomiast uważałam za nieodpowiedzialnych schizofreników, gotowych sprowadzić na ludzkość zarazę mogącą spowodować wyginięcie naszego gatunku. Przesadziłam, przepraszam, ale tylko troszkę wyolbrzymiłam mój wcześniejszy pogląd. Musiałam przekonać się na "własnej skórze", (niestety nawet nie na własnej), że musi być jakieś ziarenko prawdy w teorii o szkodliwości szczepień. I w tym przypadku nie można powiedzieć, że się tą teorią "pocieszam", bo diagnozy jeszcze nie mam. Przez te dwa miesiące nie zauważyłam, żadnego regresu w rozwoju, ale postępu tez nie. Pojawiły się niepokojące tiki twarzy,czasem całego ciała, jadłowstręt, duże zmiany w osobowości, w upodobaniach, brak zainteresowania nauką, w ogóle słuchaniem mnie.
Czy myślicie, że te zmiany mogą być jeszcze odwracalne? Czy może powinnam zacząć od szczegółowych badań neurologicznych? Teraz na "gdybanie" już jest za późno, ale mam jeszcze młodsze dziecko, które też czeka jeszcze seria szczepień,najbliższe za miesiąc. Boję się szczepić, boję się nie szczepić...