Dodaj do ulubionych

dom/mieszkanie?

12.07.12, 15:36
Jestem mamą już prawie Trzylatka ze zdiagnozowanym autyzmem. Pisałam już tu z prośbą o porady i pewnie jeszcze nie raz i nie dwa będę pisać.
Teraz stoimy przed wyborem mieszkania - nie mamy nic własnego, pora zadłużyć się na 100 lat no i zastanawiamy się co kupic. Problem polega na tym, że rozważamy dom pod miastem ew. mieszkanie w mieście. Cenowo nie ma faktycznie różnicy. Jeździmy z Młodym na zajęcia 3 lub 4 razy w tygodniu, Młody chodzi do Klubu Malucha od września startuje w przedszkolu integracyjnym przedszkole położone jest około 25 minut jazdy samochodem od naszego obecnego miejsca zamieszkania. Gdziekolwiek nie będziemy mieszkać to będzie dalej. Pod miastem +jakieś 20 minut. Jeśli chodzi o mieszkanie w mieście to są niewątpliwe plusy - bliskość do wszystkiego, ale niestety mieszkanie będzie musiało być niewielkie, w przyszłości pewnie pokój dzielony z rodzeństwem (na razie w planach). Dom to własny pokój, miejsce do zabaw, ogród itp. No i w domu moglibyśmy przygarnąć psa, a Młody kocha zwierzęta.
Powiedzcie mi co Wam się sprawdziło? Czy faktycznie większa przestrzeń jest dla Was ważniejsza, czy może krótsze dojazdy są priorytetem?
Boję się, że wybierzemy i będziemy potem żałować, bo Młody będzie wymęczony dojazdami itp. a decyzja będzie należeć do tych, które ciężko zmienić.
Jak dla Was i waszych dzieci jest wygodniej? Jaką decyzję byście teraz podjęły, patrząc na dotychczasowe doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • yula Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 16:36
      musicie sami zadecydować. Myśmy kupili małe mieszkanko, w planach zamiana na coś większego, oczywiście ja miałam iść do pracy. Z planów nic nie wyszło i utkwiliśmy w tym mieszkanku. Gdybym miała jakikolwiek wybór to był by dom z ogródkiem. Każde dziecko swój pokój. Syn jest nadpobudliwy, zalecenia ograniczenia bodżców, a jak to zrobić w jedynym pokoju?
    • tijgertje Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 16:42
      Dla mnie tylko dom. Mieszkanie, chocbym miala wszystko pod nosem to dla mnie nie miejsce, w ktorym mozna wypoczac. Ciasno, glosno (tobie sie moze wydawac, ze jest cicho, ale z nadwrazliwosciami slychac lejaca sie wode u wszystkich sasiadow, wszystkie kroki, zamykane drzwi w calej klatce itp), do tego zazwyczaj zbyt goraco, zarowno latem, jak i zima, zbt duzo swiatla i halasu, za malo zieleni i powietrza. Na studiach mieszkalam w fajnej kawalerce, sasiadow mialam tylko od gory, ale to i tak bylo zdecydowanie za duzo:/ Od mieszkania musialam odpoczywac jadac gdzies poza centrum w zielen, bo inaczej chyba bym oszalala. Poza tym sezon grzewczy wiecznie przechorowywalam, niezaleznie od wieku:/ Dom jest dla mnie jedyna alternatywa, tam czuje, ze moge byc soba, nie musze chodzic na palcach (ciaglego skakania i biegania mlodego chyba zaden sasiad by nie zniosl), moge sie latem wyciagnac na trawie (ogrod tak osloniety, ze zaden z sasiadow nie widzi z okien naszego ogrodu). W takich warunkach moge zyc. moge miec baaardzo zajety i meczacy dzien, ale wiem, ze wracam do spokojnego, cichego domu, gdzie nie musze sie liczyc z nikim poza domownikami.
      Upodobania sa rozne i wielu ludzi woli mieszkanie. Dla autysty, jesli jest w fajnym , bezpiecznym miejscu z duza iloscia dzieciarni w podobnym wieku, moze byc forma terapii, ale w moim czy syna przypadku zalety do piet wadom nie dorastaja. nie sadze, zeby jakakolwiek terapia przyniosla u mlodego efekty, gdyby nie mogl rozladowac napiecia i odpoczac we wlasnych 4 scianach. W bloku nie byloby to mozliwe.
      • tosia2012 Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 19:12
        Z tego co piszesz to ja wybrałabym dom.
        Ja mieszkam w bloku i bardzo mnie to męczy. Caly czas ci sami ludzie. Non stop ich slyszysz.
        Jak trafisz na mniej akustyczny blok albo głośnych sąsiadów to do konca życia będz ich słuchać:)
        Wrzaski dzieci, imprezy studentów, lejąca się woda, spłukiwanie wody w toalecie, głośny telewizor, upierdliwy pies....szkoda życia.
    • kas2009 Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 20:11
      Czyli jazda na zajęcia Was nie odstrasza od mieszkania w domu?
      Bo spod miasta trzeba jednak dołożyć te ~30 minut na dojazd. Młody dobrze znosi jazdę, ale ale pozostaje - godzina w aucie dodatkowa.
      Teraz mieszkamy tak, że sąsiadów mamy tylko przez część 1 ściany i podłogę i nie słyszymy ich, ale faktycznie nie pomyślałam, że po przeprowadzce możemy trafić zupełnie inaczej.
      • yula Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 20:21
        Ja dojeżdżam w jedno miejsce półgodziny autobusem i godzina piechotą, w drugie miejsce 30 min. piechotą i 1,5 godziny autobusem/tramwajem. Więc jak masz auto i dziecko dobrze toleruje jazdę...
      • kasia_de Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 20:24
        ja mieszkam w domu, wcześniej w kawalerce :-) nie ma porównania :-)

        brak sąsiadów, którzy wszystko słyszą i wszystko im przeszkadza, ogródek w którym można urządzić domowe SI :-) no i przestrzeń, kto chce może się odizolować, nie siedzi się sobie na głowie

        przy czym ja mieszkam 500 m od granicy Warszawy; szkoła tuż za granicą, terapie w dzielnicach sąsiadujących z moją miejscowością, więc na dojazdy nie narzekam
        • kasia_de Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 20:28
          dodam, że mąż dojeżdża do centrum miasta komunikacją miejską, nie narzeka, ja natomiast prowadzę własną działalność i staram się jeździć do miasta w godzinach poza szczytem, więc również na korki i dojazd nie narzekam również

          i zwierzęta - mamy 2 koty i psa, w kawalerce był tylko 1 kot :-)

          myślę, że zanim się na konkretny dom (czy działkę) zdecydujesz sprawdź po prostu co jest dostępne w okolicy, myśl przyszłościowo :-)

          my kupując działkę cieszyliśmy się szkoła jest blisko, po kilku latach okazało się że niestety nie nadaje się dla naszego dziecka :-( na szczęście niewiele dalej znalazł się bardzo fajna szkoła integracyjna
      • tijgertje Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 20:37
        Mnie dojazdy nie straszne. Wiekszosc zycia mieszkalam na tzw.` zadupiu` i faktycznie jak w domu moglam odpoczac, to w ogole mi to nie przeszkadzalo, ze trzeba bylo czasem wiecej czasu spedzic na czekaniu na autobusy i pociagi i sama podroz, niz cos, co sie zaplanowalo. Teraz tez mieszkamy tak, ze wszedzie trzeba dojechac, bo na miejscu nie ma absolutnie nic. Jesli jezdzisz samochodem, to nie jest najgorzej. Z mlodym zawsze duzo jezdzilam, samochod dla niego byl (i bywa) swoista terapia. Zawsze prowadzilismy dluuugie rozmowy, mialam jakies sluchowiska na cd, on rozne zabawki, teraz w samochodzie zawsze czyta. Samochod go uspokaja, pozwala rozladowac nieco emocje i spokojnie przejsc z jednych zajec na drugie. W Polsce jest inna mentalnosc niz u nas, tutaj ludzie do pracy dojezdzaja czasem po ponad 2 godziny w jedna strone tylko po to, zeby moc mieszkac w wiekszym domu w spokojniejszej okolicy. 12/latki dojezdzaja czasem po poltorej, 2 godziny na rowerach do szkoly! Niezaleznie od pogody. Jak pomysle, ze to samo czeka mojego mlodego za 4 lata, to w ogole sobie tego nie wyobrazam. Ale nawet jak bedzie jezdzic autobusem, to okolo godziny w jedna strone bedzie musial liczyc.
        • tijgertje Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 20:39
          A, jeszcze jedno. Duzo zalezy, o jakie miasto chodzi. Czesto jest tak, ze spoza miasta szybciej gdzies dojedziesz, niz w samym miejscie przecisniesz sie z jednego koncna na drugi;)
    • tylkocafe Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 21:22
      Mieszkałam w bloku pół zycia i chociaz uwielbiam Ursynów to tam nie wroce.Tylko dom.Do Wwy jade teoretycznie 22 minuty pociągiem.W ostatnie upały max 40minut z Dw Wileńskiego.
      • monna16 Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 22:00
        Ja od urodzenia wychowywałam się w domu. Wyszłam za mąż i zamieszkaliśmy w bloku, mieszkamy tak już 10 lat i bardzo mnie to męczy. Nasz autysta ma 8 lat i widzę jak bardzo brakuje mu kawałka podwórka. Wybrał już dla nas dom (jeden z segmentów w niedaleko powstających szeregowcach) i ciągle dopytuje kiedy będziemy tam mieszkać. Oczywiście mamy plany żeby w przyszłości kupić mały dom, ale ciężko codziennie tłumaczyć młodemu że na razie nie mamy na to kasy. Syn całe życie spędziłby na podwórku gdyby mógł. Nie mogę całego dnia spędzać z nim na dworze, a jego samego też nie mogę zostawić i koło się zamyka. Za każdym razem jak jedziemy do moich rodziców to dzieciaki trudno zaciągnąć do domu, żeby chociaż się przywitały. Najpierw idą nakarmić kury, przywitać się z rybkami, pohuśtać się itp.
        Trochę się rozpisałam, ale reasumując - dla mnie tylko dom, choćby najmniejszy ale DOM! I póki co to wielkie marzenie całej naszej rodziny, które (mam nadzieję) kiedyś się spełni. Dojazdy mnie nie przerażają. Teraz mieszkając w małym mieście (w bloku na przedmieściach) codziennie do szkoły dojeżdżamy pół godziny w jedną stronę a na terapię jedziemy grubo ponad 40 minut i wszędzie jeździmy autobusem.
        -
        • gostki2ija Re: dom/mieszkanie? 12.07.12, 22:31
          ja też stawiałabym zdecydowanie na dom z własnym podwórkiem/ogródkiem. Większość życia mieszkałam w domu, od 7 lat w bloku i po prostu duszę się...
          Podobnie jak dzieci przedmówczyni moje też jak jadą do dziadków to całe dnie spędzają na podwórku i ciężko zaciągnąć ich do domu:)
    • tata.po.30 Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 03:11
      My zdecydowaliśmy się, jak na razie, na jeszcze inne rozwiązanie: zamiast brać kredyt na X lat, wynajmujemy niewielki domek tuż pod miastem. Powody:
      1) Strach brać kredyt: zakładamy sobie pętlę na szyję i tracimy poduszkę finansową oszczędności (kto wie, czy nie przyda się na terapię, w razie ew. utraty pracy itp.). W razie kłopotów łatwiej też wyprowadzić się z wynajmowanego do tańszego mieszkania w okolicy (czy nawet do innego miasta/kraju) niż sprzedać mieszkanie niby swoje własne, a naprawdę niespłacone jeszcze, i to pod presją pustawego konta i comiesięcznej raty.
      2) Koszty wynajmu są niższe od całkowitej raty kredytu i niewiele wyższe od (średnich) kosztów kredytu (same oprocentowanie, bez uwzględnienia podstawowej kwoty kredytu). Czyli to nie do końca prawda, że spłacając kredyt płacisz na swoje: tak czy inaczej znaczne kwoty wkładasz komuś do kieszeni: albo bankowi, albo właścicielowi.
      3) Uważam, że realne ceny mieszkań/domów nadal będą spadać.
      4) Na dom w sensownej lokalizacji by nas nie było stać, na kredyt kupowalibyśmy mieszkanie: czyli zamienilibyśmy fajny domek z ogródkiem na ciasną klitkę.

      Plusy: Bez porównania lepiej się mieszka w domu, niż w mieszaniu: drzwi otwarte, szkrab biega na boso po trawie, basenik w ogródku, nikt nie stuka w sufit, nie słyszysz, że sąsiad znów ma rozstrój żołądka, nie szamoczesz się z wózkiem/rowerem w windzie/na schodach... Właściciel (mieszka na tej samej posesji w drugim domu) dba o ogród, bezpieczeństwo w razie wyjazdów, ew. poważniejsze naprawy itp. Do przedszkola mamy blisko: jeden przystanek kolejką, po drodze do mojej pracy.

      Minusy: Wiadomo, inaczej się mieszka na swoim, inaczej w wynajmowanym: dbasz o dom, ale nie inwestujesz tak w meble i wyposażenie, czyli w ogólną wygodę mieszkania. Dość daleko na terapię (godzina jazdy). Do pracy 50 minut (dojście+kolejka+dojście), ale poprzednio z mieszania w centrum jechałem 40-45 minut, więc zmiana i tak niewielka.

      Oczywiście, bardzo dużo zależy też od tego, na jakiego właściciela się trafi. Nam się udało dobrze trafić. Życzę dobrej decyzji.
    • roseanne Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 16:20
      nam sie sprawdzilo duze dwupoziomowe mieszkanie , lub dom
      mlody musi miec osobny pokoj,
      bardzo przydatna druga lazienke, troche dodatkowej przestrzenii na wyciszenie sie
    • kas2009 Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 20:23
      My też skłaniamy się ku opcji "dom", tylko właśnie dojazdów się boję, że zostanę kierowcą mojego syna, ale nęci mnie przestrzeń i oczywiście widzę, że dla Młodego lepiej będzie mieć własne miejsce. Oczywiście przy opcji dom boję się również samej budowy itp., ale to już zwykłe problemy, które ma każdy w takiej sytuacji, więc jestem pewna, że jakoś przebrniemy, tylko nie chcę zaszkodzić Młodemu.
      Czyli dojazdy da się ogarnąć?
      • eps Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 20:45
        dom i tylko dom.
        mieszkaliśmy w bloku teraz w szeregowcu na przedmieściach.
        wolałabym dom wolnostojący ale mnie nie stać, ale nie o tym.
        w domu (u nas w szeregowcu) każde dziecko ma swój pokój. pokój autysty jest nie przeładowany bodzcami i młody fajnie sie tam wycisza.
        wszesniej jak mieli pokój wspólny to były problemu bo Dawid chciałsie wyciszyć a młodszy wpadał i udawał wyścigi samochodowe.
        do tego ogródek, trampolina i spokojna okolica bez szumu samochodów.
        podsumowując dom i tylko dom
        nawet kosztem dojazdu.
    • backwoodsman Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 21:44
      droga kas2009, myślę, że oczekujesz od nas zbyt wiele, bo mam wrażenie, że chetnie scedowalabyś na nas pojęcie decyzji dom za miastam, czy mieszkanie w mieście. Tą decyzję musicie podjąć wy sami, bo wy będziecie ponosic jej konsekwencje. To twoje preferencje są tu najistotniejsze. Cóż z tego, ze i ja przyłączę się do głosów za domem pod miastem, skoro to nie ja będę umęczony dojazdami tylko ty, bo widzę, że się ich jednak obawiasz. My pokazujemy ci wady i zalety tych dwóch decyzji, ty musisz je rozważyć i zdecydować. Myśmy mieszkali w centrum dużego miasta w maleńkim (27 m kw) mieszkaniu we czwórkę i cóż z tego, że wszędzie było blisko? Do przedszkola 5 min pieszo, do szkoly 7 min pieszo, blisko teatr, kino i inne potrzeby kulturalne. Syn potrzebował przestrzeni której nie było. Po kilku latach nastapiła zmiana i pojawiło się ponad 100 metrowe mieszkanie (w tym samym miejscu). Wciąż zgiełk, za oknem halas samochodów, tramwajów... brak choćby najmniejszej własnej przestrzeni, pozostawał chodnik na ulicy i park (też blisko). Po latach wyprowadziliśmy się 40 km od miejsca ówczesnego zamieszkania do domu (ponad 200 m kw) na małej działce ale zapewniającej prywatność, nikt niepożądany nie wejdzie. Cisza wokół, wolniejsze życie, do teatru, kina, dużych centrów handlowych około godz jazdy autobusem, 30 min pociągiem + kom miejska, lub okolo 40-50 min samochodem (korki). Młody, dziś niemal dwudziestolatek ma swój pokój, swoją przestrzeń przy domu. Dom również moim zdaniem ma przewagę nad mieszkaniem w mieście, wśród zgiełku. Ale moja żona przez caly okres nauki po wyprowadzce z miasta dojeżdżała z synem do miasta. Ją to bardzo męczyło, ale zawsze mówiła, że coś za coś. Bo w życiu nie ma łatwych wyborów i to ty musisz podjąć decyzję rozważywszy wszystkie za i przeciw biorąc, pod uwagę swoje, nie nasze, preferencje i potrzeby. Wierzę, że dokonasz właściwego wyboru i będziesz zadowolona i tego ci życzę :-)
      • backwoodsman Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 21:53
        ach jeszcze jedno, ja nie jestem krezusem... dom to oczywiście kredyt hipoteczny na 30 lat i wcale nie uważam jak ktos powyżej, że to bez sensu. Placimy ratę kredytu zbliżona do czynszu jaki płaciliśmy za mieszkanie w dużym mieście (prywatny właściciel). Nie wiem czy dozyję zważywszy na mój wiek momentu splaty tego kredytu. Jest szansa, że tak. Tylko szansa, ale jest realna szansa na to, że mój autystyczny syn będzie miał własny kawałek podłogi z którego nikt go nie wyrzuci, a to dla mnie bardzo dużo znaczy.
    • madziulec Re: dom/mieszkanie? 13.07.12, 23:30
      Wszystko zalezy.
      Powiem Ci tak: prawie cale zycie spedzilam w Warszawie, prawie przy Lazienkach. Super komunikacja, w okolicy 3 szkoly podstawowe, 2 licea, bodajze 4 przedszkola itp.
      Sklepy..

      Wyprowadzilam sie majac trzydziesci kilka lat, rowniez do mieszkania. Pod miastem. Legionowo. Niby rzeczywiscie 25 minut do Dw. Gdanskiego, ale zadnej pracy nie masz na Dw. Gdanskim. Mialam niedaleko Arkadii, wiec laczny dojazd (wyjscie z domu, podjazd do stacji itp, potem pociag, tramwaj) zajmowal mi ok. godziny w jedna strone.
      Dojazd na terapie - wiele staje si eniedostepnych wlasnie ze wzgledu na dojazd. Np. super pomysl w Scolarze (Wilanow) jest dla nas niedostepnych (dojazd nawet do 2h w jedna strone w zaleznosci od droznosci trasy).
      Niestety akurat w te strone naza (Bialoleka, Tarchomin) jest rzeczywiscie posucha jesli chodzi o fajne terapie.

      Czy zaluje przeprowadzki? Niby super, las za oknem... Ale.. 60-tysieczne miasto i w roczniku Misia zero klasy integracyjnej. Zero terapii i PPP kompletnie nieprzyjazna i nieotwarta na potrzeby dzieci i rodzicow (zero terapii, sa nastawieni wylacznie na diagnozowanie).

      Pomysl. Tak naprawde u nas jestesmy teraz odcieci. A Ty pomysl jak bys miala jezdzic na terapie 3-4 razy w tygodniu (pracujesz?)
      • majowa23 Re: dom/mieszkanie? 14.07.12, 01:30
        Ja też jakiś czas temu stanęłam przed takim wyborem - kredyt i mieszkanie w mieście, maksymalnie 2-pokojowe czy dom (szereg, bliźniak) pod miastem. Wybraliśmy drugą opcję. Tylko my akurat dokonywaliśmy wyboru zanim urodził się nasz synek. Nie mieliśmy pojęcia, że będzie wymagał rehabilitacji.
        Ogródek i dużo przestrzeni ma swoje plusy. Dziecko może biegać boso po trawie, nie ma nadmiaru bodźców słuchowych...poza koszeniem trawy (u nas i u sąsiadów). Jest spokojnie, można chodzić na spacery, gdzie nie ma szumu samochodów.
        Czasami mam wrażenie, że przestrzeń mojego synka przerasta, że woli małe, dobrze znane pomieszczenia. Ale może to tylko wrażenie. Zresztą, każde dziecko jest inne.
        Dojazdy - mieszkając w mieście (przeprowadzaliśmy się jak synek miał rok) dojazd na rehabilitację ruchową zajmował nam 45 minut. Po przeprowadzce tyle samo. Ale już pewne ośrodki odpadają - bo są na drugim końcu miasta. Z basenu musieliśmy zrezygnować, bo prawie 2 godziny dojazdu w jedną stronę mijało się z celem. Ja często musiałam z dzieckiem jeździć komunikacją miejską. To na pewno nie wpływało na niego najlepiej. Krzyczał w autobusach, kręcił głową - bo ciągły szum, hałas. Samochodem pewnie jest inaczej. Chociaż moim zdaniem >1,5 godziny w jedną stronę to dla dziecka za dużo.
        Jeszcze jeden aspekt. Może da się jakoś obejść, a ja niedoświadczona mama...W każdym razie - miejsce zameldowania. Zameldowanie w małej miejscowości czasem utrudnia dostęp do specjalistów. Myślę, że po diagnozie jest łatwiej, bo są poradnie i ośrodki na województwo, a przed...ppp rejonowa, przedszkole też nie przyjmie spoza miasta. Ale jak macie diagnozę i przedszkole to myślę, że nie stanowi to problemu.
        I jeszcze - błaha sprawa, ale trochę mi przeszkadza. U nas w miejscowości nie ma żadnego placu zabaw. A z chęcią bym na taki zabierała synka. Jak jesteśmy w mieście to lubi piaskownice i robienie babek z piasku. Z dziećmi się nie bawi, ale tak sobie myślę, że to chyba dla niego dobrze - chociaż oswajanie miejsca, obecności innych osób.
        Pomimo wszystkich ale mieszkanie pod miastem ma dużo więcej plusów, wiele wymienionych już wcześniej, więc nie chcę się powtarzać.
        Ja sama czasami miałam dość dojazdów, widziałam że synek też jest tym zmęczony i myślałam, jak to by było dobrze mieć wszystko pod nosem. Kiedy indziej znowu myślę jak tu spokojnie i że na pewno dla dziecka lepiej niż mieszkanie przy ruchliwej ulicy.

    • kas2009 Re: dom/mieszkanie? 14.07.12, 09:33
      Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi. Wiem, że nikt za nas nie podejmie decyzji, jednak chcę wiedzieć co się u Was sprawdza. Pewnie inne wyzwania czekają moją rodzinę jak Młody pójdzie do szkoły - Wy już przed nimi stoicie i możecie coś podpowiedzieć. Zanim z Młodym zaczęła się polka bez wahania powiedziałabym dom, teraz wolę skorzystać z doświadczeń innych.
      Dzięki Wam teraz porozmawiam z dyrektorką szkoły z miejscowości o której myślimy i zobaczę, czy Młody będzie mógł tam uczęszczać. No i pomyślę o meldunku.
    • marektatojakuba Nie ma jasnej odpowiedzi 14.07.12, 09:38
      Sama widzisz, że nie ma jasnej odpowiedzi. Ja chociaż wychowałem się w bloku, wolałbym mieszkać jednak w domu, ale mieszkamy... w bloku. Na razie (w tej chwili) widzę więcej zalet mieszkania w bloku w mieście niż w domu pod miastem (na dom w mieście nie byłoby nas stać).

      Oczywiście patrzę na tę sprawę przez pryzmat potrzeb naszych dzieci, w tym w szczególności naszego Autusia. Niby nie powinno się całego życia podporządkowywać niepełnosprawnemu dziecku, ale sami rozumiecie jak to jest. Widząc, że jest szansa na "wyprowadzenie dziecka" większość z nas decyduje się wiele ważnych rzeczy poświęcić (np. aktywność zawodową jednego z rodziców), w pewnym sensie zainwestować, aby potem było łatwiej i lżej, a przede wszystkim aby dziecko było kiedyś w miarę samodzielne.
      Może w Krakowie nie jest tak tragicznie z dojazdami jak w Warszawie, ale także nie jest łatwo. Syn ma publiczne przedszkole 5 minut od domu, a autystyczna córka przyzwoite prywatne przedszkole ok. 15 minut od domu. Do ośrodków, w których mamy terapię mamy 20-30 minut samochodem. Gdybyśmy mieszkali pod miastem to na codzienne dojazdy doszłoby dodatkowo 20-30 minut w jedną stronę, a to oznacza prawie godzinę dziennie. W skali roku (ok. 200 dni "terapeutycznych") to jest jakieś 200 straconych godzin. Myśleliście o tym w ten sposób? O te 200 godzin dłużej w roku moja córka może przebywać w przedszkolu razem z innymi dziećmi zamiast siedzieć w samochodzie.
      Poza tym nie opłacacło by się wrócić do domu pod miastem po odwiezieniu dzieciaków do przedszkola. Trudniej byłoby skoordynować wszystkie zajęcia dla dzieci. W związku z tym moja wspaniała żona "Matka-Polka-Dowożąca" traciłaby bardzo dużo czasu.
      Kwestię dodatkowych kosztów paliwa pomijam, ale może niesłusznie, bo przecież można przeliczyć je na wiele godzin odpłatnych zajęć z logopedą lub rehabilitantem od SI. Nie wiem też czy udałoby nam się tak łatwo znaleźć logopedkę, która 3 razy w tygodniu przyjeżdża do nas do mieszkania na popołudniowe zajęcia z dzieckiem. Nawet gdyby ktoś taki się znalazł, to kosztowałoby nas to pewnie 2 razy drożej.

      Myślę, że ważne jest także jakie jest Twoje dziecko. Nasz Autuś ma wyjątkowo duży potencjał do naśladowania i praktycznie nie zaburzone (wręcz niepohamowane) dążenie do interakcji z innymi ludźmi. Głupio to brzmi, ale dla nas każde wyjście z dziećmi na podwórko to także rodzaj terapii. Moim zdaniem bardzo ważnej, praktycznie nie do przecenienia. Pod blokiem, przynajmniej "w sezonie", bawi się kilkanaścioro dzieci, z którymi Natalka uwielbia się bawić. W domowym ogródku za miastem nie byłoby tego. Trudniej byłoby także zorganizować sąsiedzkie wizyty innych dzieci. Ale tak jak napisałem - patrzę na to przez pryzmat naszej Natalki, która super naśladuje i dąży do interakcji.

      Pewnie znalazłbym jeszcze kilka pozytywów mieszkania w bloku w mieście, ale nie chcę się rozpisywać, bo wiem, ze długie posty niechętnie się czyta.
      Podsumowując, gdybym miał całkiem zdrowe dzieci, a dodatkowo wykonywalibyśmy z żoną wolne zawody, które umożliwiają bardziej elastyczne gospodarowanie czasem pracy, to bez wahania wybrałbym dom. Jest niestety odwrotnie i z tego względu życie w mieszkaniu w mieście wydaje mi się wygodniejsze i efektywniejsze. Ale zgadzam się z większością przytoczonych plusów mieszkania w domu i minusów mieszkania w mieście.
    • blekitnalaguna123 Re: dom/mieszkanie? 14.07.12, 18:47
      My mieszkamy w bloku w kilkudziesięciotysiecznym mieście. Chciałabym w domu, ale nie stać nas, dlatego nie do końca wierzę, kiedy piszesz, że koszt domu i mieszkania jest porównywalny. Dla mnie różnica między kredytem na 30 lat a 25 czy 20 jest ogromna, różnica w racie 100, 200 zł miesięcznie też piechotą nie chodzi, a do tego stres i wysiłek związany z budową domu jest nieporównywalny z kupnem mieszkania. Czy w mieszkaniu autik nie może mieć osobnego pokoju? My mamy 3 pokoje, jeden ma starsza córka, drugi autystyczny 9,5-latek, a trzeci my, każdy ma swoje królestwo, gdzie może się wyciszyć. Można znaleźć mieszkanie narożne na parterze, jak my, i masz mniej sąsiadów. Myślisz o drugim dziecku, będziesz pracować? Jeśli tak, to pomyśl o dojazdach do lekarzy, do dentysty, do poradni, na terapie, na zebrania do przedszkola, szkoły, bardzo możliwe, że dzieci będą w różnych miejscach. Jak to wszystko pogodzicie? Będziecie musieli wszędzie ze sobą wozić to młodsze. Do tego każde wyjście na basen, do wesołego miasteczka, na sale zabaw, do kina, na zakupy będzie wyprawą. Wam też bedzie trudniej się wyrwać, bo do każdego wyjścia na kawę z koleżanką, na fitness czy siłownię będzie trzeba doliczyć dojazd. W blokach jest większa szansa na integracje z dziećmi, bo jednak dużo wychodzi na podwórko, jest więcej placy zabaw, nawet jak autik się nie bawi z innymi to obserwuje, przyzwyczaja się. No i dom to jednak więcej obowiazków, dbanie o ogród, wyszystkie remonty, odśnieżanie, większa przestrzeń do sprzątania, to zabiera czas albo pieniądze. Poza tym zawsze mieszkanie szybciej można zmienić na większe, w innej lokalizacji czy dom, domu tak łatwo nie sprzedasz, a do tego wiadomo, sami budowaliście, tyle się napracowaliscie, żal zostawiać. To są tylko takie moje przemyślenia, sama marzę o domu, ale widzę dobre strony mieszkania tam, gdzie wszędzie blisko. Tak dopiszę tylko, że moja teściowa ma domek letni na dość dużej działce kawałek pod miastem, dwie godziny jazdy i mąż często jeździ tam z Młodym na weekend dla wyciszenia, spędzają tam też trzy tygodnie wakacji. Młody ma kontakt z przyrodą, chodzą po lesie, jeżdżą na ryby nad jezioro i to też jest dobre rozwiązanie.

      • majowa23 Re: dom/mieszkanie? 15.07.12, 00:12
        > My mieszkamy w bloku w kilkudziesięciotysiecznym mieście. Chciałabym w domu, al
        > e nie stać nas, dlatego nie do końca wierzę, kiedy piszesz, że koszt domu i mie
        > szkania jest porównywalny. Dla mnie różnica między kredytem na 30 lat a 25 czy
        > 20 jest ogromna, różnica w racie 100, 200 zł miesięcznie też piechotą nie chodz
        > i, a do tego stres i wysiłek związany z budową domu jest nieporównywalny z kupn
        > em mieszkania.
        Ja mieszkałam w mieście >500 tys mieszkańców i wierzę, że koszt mieszkania w mieście może być porównywalny z kosztem domu pod miastem. U nas w czasie kiedy rozglądaliśmy się za mieszkaniem tak było. I to nie mówię o mieszkaniach w mieście w znaczeniu "w ścisłym centrum", te miały ceny zupełnie poza zasięgiem, ale o mieszkaniach oddalonych od centrum 45minut.
        Z wymienionymi plusami mieszkania w bloku jak najbardziej się za to zgadzam.
        • blekitnalaguna123 Re: dom/mieszkanie? 15.07.12, 20:19
          majowa23 napisała:


          > Ja mieszkałam w mieście >500 tys mieszkańców i wierzę, że koszt mieszkania
          > w mieście może być porównywalny z kosztem domu pod miastem. U nas w czasie kied
          > y rozglądaliśmy się za mieszkaniem tak było. I to nie mówię o mieszkaniach w mi
          > eście w znaczeniu "w ścisłym centrum", te miały ceny zupełnie poza zasięgiem, a
          > le o mieszkaniach oddalonych od centrum 45minut.
          > Z wymienionymi plusami mieszkania w bloku jak najbardziej się za to zgadzam.

          Może zależy gdzie to ma być. Mimo wszystko radzę dokładne policzenie całkowitego kosztu kupna działki, wybudowania domu i doprowadzenia do zamieszkania. Pięć lat temu chcieliśmy kupić mieszkanie 3-pokojowe w Gdyni, a jest to miasto drogie, mieszkanie miało być z rynku wtórnego. Chociaż okazało się to ponad nasze możliwości, to kupno domu pod miastem wychodziło jeszcze drożej. Mieszkania są różne, nie każdy musi mieć nowe, można mieć 3 pokoje w 55m2 a można w 70.
    • blekitnalaguna123 Rodzina na swoim 14.07.12, 18:54
      Zorientuj się, czy się nie łapiecie. Program działa do końca tego roku.
      • aga_sama Re: Rodzina na swoim 15.07.12, 00:19
        Wiadomo, że nie można całego życia i wszystkich planów poświęcić autystycznemu dziecku. Ale prawda jest też taka, że w pewnym momencie trzeba mu poświęcić wiele: czasu, zaangażowania i środków, aby je jakoś usamodzielnić.
        Ja bym mocno przemyślała sprawę, głównie z obawy, że za kilka lat utknę w domu na przedmieściach z dwójką dzieci - jednym małym, drugim zaburzonym.
        Taki scenariusz jest moim zdaniem do zrealizowania przy kilku warunkach:
        - trzeba być mistrzem w organizacji i zarządzaniu czasem
        - jedna osoba nie poświęca się na 100% pracy, co ujmujecie już teraz w planach finansowych, licząc się z utratą zatrudnienia, bo w pl słabo jest z elastycznym czasem pracy lub macie pewność, że ktoś z rodziny (najlepiej zmotoryzowany) pomoże każdego dnia
        - już teraz myślicie o szkole, bo p-le to pikuś
        - w planach ujmujecie konieczność utrzymania 2 samochodów
        Pamiętajcie też, że obecnie tereny podmiejskie to nie jest taka wieś, jaką my pamiętamy z dzieciństwa. Teraz dzieci do wieku szkolnego raczej siedzą na swoich podwórkach, nie wałęsają się chmarą jak my całymi dniami. Jak jeszcze nie ma placu zabaw, to może być trudno, bo gdzie pójdziesz?


        Ja mieszkałam w małym miasteczku, pomieszkiwałam na wsi. Jestem na to zbyt leniwa i za mało zorganizowana. Teraz mieszkam w Warszawie, za oknami dzicz i busz, 10 minut pieszo do olbrzymich terenów rowerowo-spacerowych i 15 do metra. 20 minut na rowerze w jedną lub drugą stronę i rewelacyjne place zabaw...
        • madziulec Re: Rodzina na swoim 15.07.12, 09:58
          O wlasnie. Ten plac zabaw. I koledzy.
          Misiek mieszka pod miastem, ale na osiedlu.
          Doslownie 5 minut od nas ma kolege, bez zaburzen, ale mieszka w domku.
          Chlopiec narzeka, bo nei ma kolegow (obecnie ma 7 lat i rodzice nei wypuszcza go samego by walesal si epo okolicy), placu zabaw w domu na terenie nie ma (trampolina i kopie pilke i wlasciwie to wszystko).
          • ania-pat1 Re: Rodzina na swoim 16.07.12, 09:59
            No to teraz ja. Zastanawiałam się nad przeprowadzką "do większego" w spokojniejszej okolicy. Ale chyba odpuszczę. Mieszkam w ścisłym centrum Krakowa (Rynek piechotą w 10 min). W kamienicy (to lepsze niż blok, bo są tylko 2 piętra, a na każdym tylko 2 mieszkania), kamienica to własność rodzinna - więc mieszkanie własne (ale bez szans na zwiększenie metrażu) - ale decyzja kto mieszka jest ustalana wspólnie - stąd nie ma mowy o studentach, czy imprezach po ... 21 (tak jesteśmy umówieni) - na "granicznych" ścianach nie ma telewizorów, nie biegamy po klatce schodowej. Mieszka 5 rodzin. Po co to piszę - bo i tak słychać, co u kogo się dzieje ... i i tak to drażni. Mamy ogródek na tyłach kamienicy - teraz myślę o jego zagospodarowaniu (ale to taki ogródek, gdzie z sąsiednich wysokich budynków każdy sobie oglądnie, co się dzieje... - tu minus). Od frontu kamienicy - ulica - bezpośrednio (wąski chodnik) - to drażni. Metraż 54 m2 na 3 osoby (2 pokoje) - córka ma własny pokój, ale my śpimy w "wielofunkcyjnym", co drażni. Miejsce na drugie dziecko? (wcisnąc ZA niemowlę do pokoju?; z nami w salonie?; my do kuchni?..... Hmmm
            Ale centrum to jednakowe odległości na każdą terapię, wielu chętnych wolontariuszy (łatwy dojazd, wszędzie blisko), alternatywy edukacyjne i możliwośc rozważenia samodzielnych dojazdów starszego już dziecka do szkoły, czy koleżanek (marzenia) - liczne tramwaje , autobusy. Rozmaite place zbaw - najbliższy po drugiej stronie ulicy. Rozrywki kulturalne, więcej zajęć zorganizowanych dla starszaków (czasem lepsze niż TUS) - ścianki wspinaczkowe, balety, języki...(można jechać po szkole na balet, potem chwila w domu i na angielski - to znam z dzieciństwa). Wiele dzieci w pobliżu - więc większa szansa na kolegę (z drugiej strony większy wyścig szczurów). Szybszy powrót z pracy do domu (mąż już teraz wraca przed ósmą - za miastem byłby w nocy...), możliwość zamawiania jedzenia do domu - co stosuję dość często, brak "pętli kredytowej". A dodatkowo ja - mogę wyskoczyć na fitness, do kawiarni, na kurs językowy, czy zakupy "ciuchowe" po 20 kiedy dziecko już śpi - bo są takie alternatywy. Zawsze "coś za coś".
    • myszewa Re: dom/mieszkanie? 16.07.12, 20:04
      U nas poszlo w drugą stronę, choć nie powiem by byl to nasz wybór, raczej konieczność. Po studiach zamieszkaliśmy w rodzinnym mieście mojego męża w którym on mial pracę - miasto nieduże, polsko-niemieckie i z tego powodu rozwojowe, ok 160 km do Wroclawia, Pragi, Drezna, trochę dalej do Berlina, widok na góry z okna, wprawdzie nie domek, ale przestronne mieszkanie na poddaszu kamiennicy bez sąsiadów (jedynie z dołu, ale czulam jakby ich faktycznie nie bylo, bo dom dobrze wyciszony). Potem pojawil się maly, a jak mial dwa lata diagnoza i wtedy doświadczylam ciemniejszej strony mieszkania na prowincji - najpierw podważanie diagnozy w ppp, bo jak twierdzil lekarz na komisji o wwr "u takich malych dzieci autyzmu stwierdzić nie można", brak zupelnie oferty jakiejkolwiek - państwowej czy prywatnej (po iluś tam miesiącach znaleźlismy kontakt do fajnej mlodej pedagog, której coś się chciało i która nam pomagala), przez 1,5 roku dojeżdżalam z malym na terapię 160 km do Wroclawia - nie autem, tylko busem (a potem tramwajami), pracowalismy też "zdalnie" co ma sporo minusów, i dla nas nie bylo najlepszym rozwiazaniem. Zalamka przyszla w momencie szukania przedszkola - okazało się, że nie ma dla nas miejsca w żadnym z dwóch przedszkoli integracyjnych (specjalnego nie bylo), bo oficjalnie - nie bylo miejsc. W ppp panie namawialy by zapisać go jako zdrowego, "bo go nie przyjmą z autyzmem, tam preferują niepelnosprawność ruchową, zresztą w takim malym mieście wszystko szybko się roznosi - po co mu taka łatka" cyt. doslowny. Pęklam, przenioslam się z malym do dużego miasta, do kawalerki w samym centrum. Bez problemu znalazlam przedszkole od razu pomimo braku zameldowania (prywatne), a kiedy po kilku miesiącach okazalo się, że w przedszkolu mocno naduzyto naszego zaufania w ciągu zaledwie tygodnia znalazlam następne (tym razem rewelacyjne), dostępnościa terapii z początku się wręcz zachlysnęłam, dopiero po jakimś czasie nauczylam się wybierać z dostępnych to co mojemu dziecku naprawdę potrzebne i w takiej ilości w jakiej jest w stanie z tych dobrodziejstw korzystać. Mieszkanie w bloku i na malej przestrzeni ma swoje minusy - halas, sąsiadka stukająca w sufit, maly nie ma swojego pokoju co na obecnym etapie uważam jednak za plus (ma mniejsze szanse na izolowanie się, kawalerka wymusza większej interakcji) ale pewnie w wieku szkolnym dobrze byloby gdyby mial wlasny pokój. Ja wybralabym miasto - nie wiesz jak dalej potoczy się rozwój malego (nawet jak jest bardzo wysokofunkcjonujący), dojazd do części placówek (tych nie w centrum) może być bardzo trudny, problemem może być zameldowanie np. w dostaniu się do dobrej szkoly, co wreszcie z pięknego domu z ogrodem jeśli będziecie spędzać większość czasu w ciągu dnia na dojazdach, a w nim będziecie tylko sypiać....
    • kas2009 Re: dom/mieszkanie? 16.07.12, 23:53
      No właśnie. To wszystko co piszecie kłębi się teraz w mojej głowie. Mieszkamy w centrum dużego miasta (Wrocław) i wszystko co nam potrzeba mamy w zasięgu 20/30 minut jazdy samochodem maksymalnie. Wyprowadzka poza miasto oznacza dodatkowe 20 minut, więc nie najgorzej, ale to co najmniej 40 dodatkowych minut w aucie.
      Po wszystkich Waszych postach stwierdziłam, że wszystko jeszcze raz i powoli musimy przemyśleć, a w międzyczasie szukać może czegoś dość dużego w mieście np. do remontu, może się znajdzie coś ciekawego, bo na razie ceny mieszkań które oglądałam były dla mnie zaporowe i dlatego pomysł z własnym domem.
      Przyznam Wam się też, że jak ognia boję się kredytu (choć wiem, że to nie do uniknięcia) - teraz przy Młodym mogliśmy na więcej sobie pozwolić - chodzi o zajęcia, terapie, diagnozę, nie wiem, co nam jeszcze może wyskoczyć.
      No nic, myślimy dalej :)
      • marektatojakuba Re: dom/mieszkanie? 17.07.12, 10:03
        No sama widzisz. Z 365 dni w roku mamy ok. 200 dni "terapeutycznych" (dni robocze po odjęciu wakacji, ferii, świąt). Te 40 minut dziennie nie zauważysz, ale w skali roku to 133 godziny. O te 40 minut dziennie Twoje dziecko będzie mogło być dłużej w przedszkolu (godzina terapii dziennie więcej). Albo to 40 minut dziennie, o które będziesz mogła się lepiej wyspać, ewentualnie poświęcić na sprawy domowe lub swoje przyjemności.
        Poza tym przedszkole to nie wszystko. Przypuszczam, że we Wrocławiu także będziesz mogła zorganizować jakieś zajęcia terapeutyczne popołudniu, a więc znowu straty z powodu dojazdów.

        Jak patrzę na moją Natalkę, która przez ostatnie 2 lata poczyniła gigantyczne postępy dzięki temu, że miała intensywną terapię i chodziła przez ostatnie 1,5 roku do odpowiednich przedszkoli, to widzę jak ważne jest, aby malutkie dziecko szybko nadrobiło dystans. Szybkie pokonanie pewnych obiektywnych przeszkód powoduje, że dziecko dalej rozwija się niemal naturalnie, chłonie z otoczenia bez naszego udziału. Dwa lata temu mieliśmy dziecko z pełnoobjawowym autyzmem dziecięcym. Dzisiaj tylko najbliższa rodzina widzi, że coś jest nie tak.
        Zmierzam do tego, co już po części napisałem - nie wolno całego życia podporządkowywać dziecku niepełnosprawnemu, ale warto "zainwestować" czas i pieniądze wtedy gdy szansa na progresję jest najwyższa.

        Ja na Twoim miejscu wybrałbym mieszkanie w mieście. Jak z czasem zobaczysz, że wszystko idzie w dobrym kierunku to będzie Ci łatwiej wrócić do marzeń o domu. Mieszkanie łatwiej sprzedać, nawet jeżeli jest obciążone kredytem. A poza tym nie bój się kredytu - dzisiaj większość młodych ludzi żyje z kredytem. Nawet jak coś się w zyciu źle podzieje, to można sprzedać duże mieszkanie i zamienić na mniejsze.
    • kas2009 Re: dom/mieszkanie? 18.07.12, 10:41
      Mądrze piszesz. Niby wszystko wiem, ale decyzja trudna, szczególnie, że ogólnie ostatni czas to dla nas same trudne decyzje. Właśnie dostaliśmy orzeczenie o niepełnosprawności - to ostatnia rzecz o jakiej myślałabym rok temu, że mój syn może być dzieckiem niepełnosprawnym. Teraz chcę zapewnić mu optymalne warunki do rozwoju, no i uczę się jakie to są dla niego te "optymalne".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka