Dodaj do ulubionych

nie wyrabiam

10.10.16, 20:22
Nie wyrabiam już nerwowo
musiałam wziąć telefon do ręki żeby odejść od dziecka zająć ręce żeby go nie rozszarpac nie wyrabiam już po prostu nie wytrzymam już od dwich godzin jęki płacz awantury rzucanie wszystkim i znów jek i płacz wszystko nie wszystko źle wszystko nie tak bo czekoladki odwinieta a miała być zawinięte bo nacisnelam klamkę a miałam nie naciskać bo nie ten sok bo miał być bananowy a nie ma rzucanie wszystkim trzaskanie drzwiami szufladami i jeden jęk i ciągle pretensje po prostu szaleje!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • marta75b Re: nie wyrabiam 10.10.16, 21:07
      Moj tez tak miał, tzn bardzo psocił, musiałam go pilnowac jak jakiejs kozy urwanej ze sznura, nie uczył sie na własnch błedach tylko na oslep biegł do niebezpieczenstwa, no i rykol straszny. Z czasem - teraz ma 5 lat troche złagodniał, juz nie jest taki histeryk, bardziej mysli nad tym co robi.
      Ja takie akcje miałam do okresu dojrzewania, po prostu nie panowałam nad sobą. Wiedziałam, ze robię zle, było mi wstyd ze jestem niegrzeczna, ale po prostu nie panowałam nad emocjami. Teraz jestem bardzo spokojną, ugodową osobą.
      Nie łam sie, bedzie lepiej.
      • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 10.10.16, 22:14
        Ale żeby on tylko psocil, to by bylo pol biedy, ale on nie psoci, on jęczy i płacze, rzuca się i rzuca wszystkim dookoła,demoluje i rozwala, przy czym to wszytsko z frustracji, zpowodu że cos nie jest tak jak on chcial, lub jest mimo ze on nie chcial. Nie da sie nic zaplanowac, nic zrobic, bo co chwile, doslownie co chwile jest cos nie tak, nie tak jak mialo byc lub jak nie mialo byc,i juz jest jęęęęęęk, i już wściek, i już rzuty, bieganie, trzaskanie, i znów jęki, i krzyki nienienieeeee.
        Całe popołudnie jeden jęk i rzucanie i trzaskanie, o byle co, o nic, o wszystko...
        NIe mam juz na to siły, zajmuje sie tylko nim, nic innego nie jestem w stanie zrobic, zabawki leza nietkniete, a jak mu cos podsune to juz znowu, drzwiczki auta się odłamały, puzle sie kładą krzywo, koło się nie kręci, i juz rzut autem przez cały salon, w okno, a pod ręką był pilot TV to juz rzut pilotem sruuuu! I tak w kółko...
        Nie wyraniam juz psychicznie, nie jestem w stanie przewidziec 100% rzeczy ktore wyprowadza go z rownowagi, ciagle wyskakuje cos nowego, ciagle sie cos wydarza co prowadzi do wścieku i płaczu...
        Nie wyrabiam jzu psychicznie.
        • holina Re: nie wyrabiam 10.10.16, 22:36
          Kurcze, a może synek w ten sposób musi odreagować pobyt w przedszkolu ? . Pisałaś w innym wątku, że w weekend było super. Zauważyłaś może, że w dni wolne jest spokojniejszy ?.
          • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 11.10.16, 13:31
            Od kiedy jest w przedszkolu jest gorzej, ale wcześniej też tak było. Nie ma reguły, bo w ten sam sposób czasem mija nam np. cała sobota czy niedziela, czyli teoretycznie kiedy dziecko jest w domu, jest odespane, jest w swoim dobrym towarzystwie (ze mną w domu)> Jak wstanie rano i jest jęk to od ranu wiem, ze taki będzie cały dzień. Nie wiem już jak do niego dotrzeć, żeby nie zatapiał się tak w tych tragediach i żeby nie był taki agresywny w tym.
            Np. ludzik w aucie siedział krzywo - rzut autem, krzyki i ryki wściekłości, atak trwający 10 minut, kładzenie się na podłodze i zapadanie w swoim nieszczęściu, próba podjęcia rozmowy czy pokazania że można usadzić ludzka prosto lub że się nie da, bo auto samo w sobie jest krzywe - od razu gorzej, kopanie, krzyki nie nie nie, rzuty na podłodze...
            To jest jakiś koszmar. Próbuje z nim spędzić spokojnie czas nie da się, bo puzel nie daje się dołączyć do puzla....całe popołudnie wczoraj było jednym ciagiem histerii agresji i płaczu.
            • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 11.10.16, 13:38
              Dodam tylko, że wczorajsze akcje były PO OBUDZENIU się z dwuipółgodzinnej drzemki....
              Czyli teoretycznie, wyspany był.
            • tijgertje Re: nie wyrabiam 11.10.16, 17:31
              No, skoro z samego rana juz wiesz, ze cały dzień bedzie do bani, to gwarantuje, ze tak właśnie bedzie.
              • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 21.10.16, 20:53
                Tijgertje, dopiero zauważyłam Twój wpis, rozumiem go jako niezbyt dobrze oceniane nastawianie się "na nie" przeze mnie, ale zapewniam, że tak nie było. Może użyłam skrótu myślowego, ale uwierz, ze stawałam na głowie, żeby ten dzień za każdym razem nie był cały "do bani" ale po porannym tonie jęków już zawsze wiem, że dzień będzie TRUDNY dla nas obojga, dla niego bo siebie nie radzi z emocjami i dla mnie, bo jestem w tym bezradna. Spełnianie każdej zachcianki choćby - to i tak nic nie dawało, bo klocek upadł krzywo, bo auto się nie domyka, bo się sam nie bawi, bo kolega nie siusia wtedy co on... Nie da się wyprzedzić w takie dni żadnej reakcji, żadnej sytuacji a choćby człowiek stawał na głowie, wydobywał pokłady cierpliwości i zrozumienia - i tak WSZYSTKO JEST ŹLE...
                Jestem tylko człowiekiem, i naprawdę, nie zawsze umiem mu pomóc, lub po prostu zaakceptować pewne rzeczy, najwidoczniej potrzebuje czasu. tak jak on.
    • tulipifera8910 Re: nie wyrabiam 10.10.16, 22:31
      Ile ma lat?
      Ja przed chwilą wróciłam z usypiania potwora - blisko 6 lat
      Mamo połóż sie koło mnie , położyłam się, mamo coś tam, coś tam innego , pić , za ciepło, za zimno.
      Mówię- pójdę do łazienki , będę obok. Spij. Za chwile mamo połóż się i znowu to samo.
      Mówię - nie zaśniesz ze mną pójdę do pokoju obok.Za chwilę połóż się koło mnie, zasnę tylko się połó, na pewno zasnę. Kładę się - wierci się , zadaje pytania, kładzie na mnie ręce - dusi przy okazji a ja nie wyrabiam.
      A rano nie może się obudzić do przedszkola i to na prawdę nie może.
      Nie jest tak codziennie na szczęście.
      Opócz tego obraża się , wścieka ,rzuca przedmiotami, jęczy,
      Mówię na przykład jak czegoś tam nie zrobisz to np nie będzie malowania. Reakcja - obrażenie i ucieczka. Przecież powiedziałaś że nie będę malować. Tłumaczę - nie dociera.
      A mąż czyta gazetę.
      • stysia1987 Re: nie wyrabiam 11.10.16, 07:53
        U nas 27 miesiecy. Jak sie coś nie podoba, ,to leży na podłodze i płacze. Albo bunt dwulatka albo zapowiedz co mnie czeka. ..
        • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 11.10.16, 13:35
          U nas nie kończy się na leżeniu i płakaniu, samo leżenie i płakanie jest już na sam koniec, po dwóch godzinach jak opada z sił. Wczoraj brał się już nawet za nożyczki i chciał w szale chwycić TV stojący na komodzie, tylko patrzeć jak w szale chwyci TV i nim rzuci na ziemię, bo tak się rozładowuje. Czy ktoś mi może pomóc???? Ostatnio pani psycholog dawała mi tylko takie rady: proszę mówić spokojnym i zdecydowanym tonem... Ale co jeśli to nie działa, bo za chwile znów klucz nie wchodzi do dziurki i znów jest atak??
      • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 11.10.16, 13:33
        Ma 3 lata. Takie histerie są od jakiegoś roku, na początku spisywałam to na karb buntu dwulatka, ale minął rok i nic się nie zmienia, poziom emocjonalny pozostał na poziomie dwulatka...
        Rzucanie talerzem z jedzeniem, butami przy ubieraniu, trzaskanie drzwiami, szufladami - to wszystko na porządku dziennym, bo klocek był krzywo, bo nie taki sok, bo nie ten kubek, bo ja nacisnęłam a on chciał, bo chciał się przywitać ale milczał i dzieci poszły a on się nie przywitał.... milion przykładów, miliony sytuacji, tragedia.
    • mamamada Re: nie wyrabiam 11.10.16, 17:54
      Ja bym grzdyla dyskretnie nagrała w takich akcjach i czym prędzej zaniosła dobremu psychologowi i dobremu psychiatrze dziecięcemu, coby obejrzeli i coś doradzili.
      Wyobrażam sobie, jak Ci ciężko.. Trzymaj się Babo, dbaj o siebie ile się da...
    • biankao Re: nie wyrabiam 21.10.16, 11:22
      Ech babo, ja znow tule i łącze sie w bólu, bo u nas podobnie. Tylko ja jeszcze mam do tego niemowlaka i czasem nie wytrzymuje i ryknę na syna co nie pomaga sytuacji. Tez ostatnio miałam po dwugodInnej drzemce dwie i pol godziny jeczenia, placu, wybuchów, wszystko wypowiadane tonem placzliwym lub krzykliwych, a siostra zmeczona pidchwytuje nastrój i zaczyna płakać. W końcu jak obsikal 5 par gaci z rzędu to wybuchlam:/ no i koniec z brakiem presji podczas odpieluchowania... Dzis tez nie moze wyjąc wtycZki ze swoich przedlurzaczy - krzyk, wieszaki upadły, mama przytul wieszaki - marudzenie i krzyki, awantura bo zrobiłam muffiny z migdałami i 20 razy marudzi/krzyczy, żebym mu dała bez i nie akceptuje, żadnej odpowiedzi z mojej strony:( on chce bez i tyle! Ostatnio nie zagladalam na to forum bo obiecałam sobie dac troche czasu synkowi na adaptacje w przedszkolu, ale po dniu dzisiejszym znow tu jestem...
      • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 21.10.16, 20:28
        A u nas dla odmiany od zeszłego czwartku nie to samo dziecko. Ataki szału sporadyczne, dużo większa akceptacja zmian, mniej nasilone reakcje na to, że nie czytam w jego myślach. Ewidentnie nastąpił jakiś lepszy okres, spokojniejszy.
        A dziś byłam na pierwszym spotkaniu w Jednym słowem, i zaproponowano nam ten turnus gdzie dziecko może być zdiagnozowane. Wybieramy się w połowie grudnia, o ile w pracy uda mi się załatwić tydzień.
        Za sobą mamy diagnozę SI z wytycznymi i skierowaniem na terapię, przed sobą jeszcze wizytę w placówce NFZ.
        Synek się uspokoił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nie potrafię skorelować tego z niczym konkretnym poza pogodą (nie wiem czy to możliwe???).
        Nie pisze tego by Cie zdołowac, ale by pokazac że mogą być okresy lepsze, trzeba działać i liczyć że potrwają jak najdłużej i będzie można trochę odetchnąć, a dziecko będzie bardziej ugodowe.
        Nadal są stałe tematy, ale napije się z innego kubka, nie zatapia się tak bardzo w tych tragediach swoich. Za to doszło cos nowego - nie chce piany w kąpilei, każe mi odsuwać pianę, boi się jej dotknąć. Ale to nic w porównaniu z 20 minutową histerią bo w wodzie "są brudy".
        Mam czas na nabranie sił na działanie.
    • stysia1987 Re: nie wyrabiam 21.10.16, 16:30
      Ale po czym tak naprawde poznac czy to bunt dwulatka czy zachowanie dziecka ze spektrum? Corka ma 27 mcy, zdiagnozowane CZR i nie umiem zaklasyfikowac czy jej rzucanie hedzeniem/butem/ zabawką lub kladzenie sie na podłoge to bunt 2latka czy zachowanie ze spektrum, a widze ze jest coraz gorzej. Zlobek uwielbia, terapeutki ciagle chwala... a my mamy dosc...
      • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 21.10.16, 20:34
        U nas ta faza stricte buntu chyba już mija bo zachowanie synka to nie jest zwykły bunt. Bunt rozumiem jako sprzeciw (uzasadniony bądź nie) wobec czegoś, a u syna widze raczej
        1) nie sprzeciw lecz chęć pozostania za wszelką cenę przy tym co zawsze, żeby było "tak jak zawsze",
        2) frustrację, że nie czytam w jego myślach, że nie wiedziałam jak wróżka czego chciał, np. chciał czekoladkę kinderka, podawałam mu a podając odwinęłam z papierka. Był szał i rzuty, agresja, bo czekoladka miała być nieodwinięta. Nie odczytałam jego myśli, nie wiedziałam że chciał przecież zawiniętą czekoladkę, chciał ją sam odwinąć, i już szał. Szał bo to nie on nacisnął klamkę, bo on chciał zakręcić wodę, wyjąć kabel ze ściany itd.

        Kiedy przechodził okres buntu dwulatka (oj było długo i ciężko), to był to dla mnie stricte bunt rozwojowy, ubierzemy buty? NIE, nie będę zakładac butów!
        Kiedy teraz pytam czy założymy buty, krzyczy Nie, bo ten but mnie boli! Bo jest klejący i boli (zapinany na rzepy).
        To jest dla mnie diametralna różnica.
        Twoja córeczka być może jest w okresie buntu dwulatka, ale wtedy ta różnica POWODÓW tych emocjonalnych reakcji jest inna.
    • carna_pscola Re: nie wyrabiam 21.10.16, 20:29
      Trudno mi doradzać, bo doświadczenie mam ograniczone, ale mogę podzielić się własną historią. Od momentu ukończenia przez synka dwóch lat mieliśmy bardzo trudne pół roku. Codziennie od rana płacz - o wszystko i o nic. Po prostu kładł się na podłodze i mocno płakał (moim zdaniem nie chodziło o żadne wymuszenia). Do tego napady płaczu - przynajmniej raz dziennie, ale często częściej. Do tego drapanie, szczypanie, czasem gryzienie. Każde wyjście "do miasta" lub na zajęcia (chodziłam z nim na ruch rozwijający W.S.) kończyło się przebodźcowaniem i odreagowywaniem w postaci płaczu nie do opisania (z bezwolnym oddaniem moczu włącznie, mimo bycia od dawna odpieluchowanym). W akcie desperacji udaliśmy się do "alternatywnego" lekarza - stwierdził pasożyty i zapisał silną kurację. Tydzień kuracji był najgorszym w moim życiu. Potem była skokowa poprawa. Nie wiem, czy kuracja pomogła czy po prostu przeszła mu taka faza rozwoju. Generalnie od tego momentu widzę stałą poprawę (co już na pewno nie jest związane z ewentualnymi pasożytami) - osobiście uważam, że po prostu wyrasta (miał tak mało i tak fragmentaryczną terapię, że nie wierzę, że mogła cokolwiek zmienić). Chociaż oczywiście dzięki temu, że wiemy o jego problemach w niektórych kwestiach, sami np. przyzwyczajamy go do zapachów lub faktur czy też zwracamy uwagę na "czynnik ludzki" (np. jak bawi się w autobusy, to pytamy, co robi pan kierowca i kto dokładnie wchodzi do pojazdu i gdzie jedzie - chociaż teraz to już w ogóle niepotrzebne). Obecnie marudzenie jest sporadyczne (zwykle jak jest niewyspany - rano lub późnym wieczorem) i bardzo łatwe do opanowania. Stosuję technikę, o której przeczytałam na forum - wchodzę w jego konwencję i zmieniam wszystko w żart. Przykładowo, kiedyś nagminne były histerie o numer mieszkania, do którego wracaliśmy - tzn. "my tu nie mieszkamy tylko pod innym numerem" - i ja w to wchodziłam i mówiłam" "rzeczywiście, ale jestem gapa, my przecież mieszkamy na 5-tym pietrze" i szliśmy na to piąte piętro i na niby pukaliśmy w jakieś obce drzwi, co wywoływało radość. To wystarczyło, żeby całkowicie rozładować sytuację i bez problemu wracaliśmy do domu. Myślę, że synek się cieszył, że wsłuchałam się w jego potrzebę. Inne przykłady: marudzenie, że to nie nasza klatka (np. chciał, żebyśmy wchodzili do C, a nie G) --> w magiczny sposób "zmazywałam" kreseczkę w G i powstawało C i już było wszystko dobrze. Jak chciał, żebyśmy parkowali samochód na miejscu obcych ludzi, które było akurat wolne, to mówiliśmy np.: "ale jak to? przecież stoi tam wielki czołg - zobacz, jaką ma wielką lufę". I tak dalej. Byliśmy w stanie zdusić w zarodku absolutną większość potencjalnych wybuchów. Teraz pojawiają się tylko w okresach nasilonego stresu (np. pierwsze dwa tygodnie nowego przedszkola lub zbliżająca się choroba) lub jak coś idzie niezgodnie z jego założonym planem (ale chodzi tylko o kwestie negatywne, np. myślał, że pójdzie rano z tatą do przedszkola, ale tata wyszedł wcześniej do pracy - pozytywne niespodzianki uwielbia).
      Problemy powoli przechodzą. Rok temu poszedł pierwszy raz do przedszkola (jako dwu-i-pół-latek). Była to katastrofa. Zostawał tylko na dwie godziny, płakał w zasadzie cały czas, moczył się. Droga do i z przedszkola była koszmarna. Wytrzymałam dwa tygodnie i dałam spokój. Teraz zachowuje się w przedszkolu fantastycznie i bardzo je lubi - jakos tam niezdarnie wchodzi również w interakcje z dziećmi (oczywiście jest to małe przedszkole prywatne). Przez około rok był na diecie kajzerka+bobofrut+jagodzianka(+butelka mleka przez sen) - w ogóle nie jadł obiadów. Teraz je bardzo dobrze - oczywiście jest mocno wybiórczy, ale jestem przekonana, że mimo tego je pełnowartościowe posiłki. I tak dalej.
      Rok, półtora temu umierałam ze strachu. Teraz jestem optymistą. Oczywiście nie wiem, co przyniesie przyszłość - może będzie miał myśli samobójcze, a jako dorosły nie znajdzie pracy (jak ostrzegają mnie w innym wątku) - ale myślę, że miłością i bezwarunkowym wsparciem może naprawdę wiele zdziałać.
      • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 21.10.16, 20:45
        Carna_pscolo czytałam Twoje wcześniejsze posty, i wiele rzeczy pokrywa się z tym, co u nas.
        U nas jest zawsze dyskusja o tym, na którym piętyrze mieszkamy, który guzik w widzie, czy to nasze piętro czy nie nasze piętro. Wybuchu płaczy o nic i o wszystko, leżenie na podłodze płacząc, płacz nie do uspokojenia, jęk od obudzenia się do zaśnięcia, to wszystko znam aż za dobrze. W zasadzie tak mi minęło ostanie pół roku, siepien i wrzesień jakies apogeum wszystkiego, nawet dziś nie wiem co robiliśmy we wrześniu bo minął mi nie wiem kiedy, jak jakiś zły sen, każdy dzień taki sam i tylko jęki i płacze i WSZYSTKO podporządkowane pod syna.
        I właśnie ten okres jakoś minął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki tydzień temu z hakiem, nie wiem co to spowodowało, ale jest dużo lepiej, jak u was.
        Kiedy jedziemy autobusem pyta dokąd jadą ludzie, czy kierowca kieruje, ale nadal jest temat wycieraczek, czy się ruszają czy nie.
        Mam wrażenie że idzie ku lepszemu, tak bym chciała żeby był szczęśliwy, niech sobie będzie jaki jest, niech zajmuje się tym co go interesuje, ale żeby tak nie męczył się tym płaczem, serce mi się krajało i zalewała mnie bezsilność, bezradność na to całkowita, często płakałam potem już razem z nim. Przy tym płaczy to już wszystko inne, te fiksacje, te wrażliwości, to już pikuś, raczej jak cechy charakteru, rzadkie bo rzadkie ale do zaakceptowania.
        • carna_pscola Re: nie wyrabiam 21.10.16, 22:47
          Ogromnie się cieszę, że jest lepiej. Sądząc po moim synku tak już powinno pozostać, z ewentualnymi tymczasowymi pogorszeniami w okresie nasilonego stresu. Miejmy nadzieję, że na długo:).
          • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 23.10.16, 12:40
            No niestety nasza sielanka dobiegla konca. Synek znow jest naladowany i krzyczy krecac glowa, rzuca przedmiotami i jest mega MEGA absorbujacy. Wstal dzis o 9 wiec niby pospal i od rana JĘK. Zachecalam go do zabawy ale non stop wscieklosc i rzucanie wszystkim bo drzwi auta sie nie domykaja, bo kolo krzywo jedzie.
            Zauwazylam tez ostatnio ze synek nie potrafi poprosic o pomioc w takich sytuacjach. Siedzi jeczy krzyczy "ne da lady!! Ne da lady zamknac!!" ale nie wstanie i nie przyjdzie z prosba "mama pomóż mi zamknac". Nie zwracalam na to uwagi wczesniej ale dzis to zaueazylam ze az rzuca mi sie to w oczy ze on nigdy nie przyjdzie z prośbą o pomoc tylko kazde niepowodzenie = wybuch. Dotad bylo chyba zawsze tak ze jakzaczynal jeczec czy krzyczec ze mu cos nie wychodzi to szlam do niego i sie po prostu domyslalam co sie dzieje i tyle. Czy to mozliwe ze tym domyslamiem sie zaszkodzilam mu i on teraz uwaza ze ludzie jakby czytaja w jego myslach i oczekuje pomocy nie proszac o nia? Widze ze powinsm zwrocic na to uwage, zeby artykulowal co sie dzieje, z czym ma problem i zeby wypowiadal konkretnie w czym potrzebuje pomocy. Czy wasze dzieci potrafia poprosic o pomoc lub powiedziec z czym maja problem zanim wybuchna?
            • katriel Re: nie wyrabiam 23.10.16, 17:16
              >Czy to mozliwe ze tym domyslamiem sie zaszkodzilam mu i on teraz uwaza ze ludzie
              > jakby czytaja w jego myslach i oczekuje pomocy nie proszac o nia?

              IMHO nie. IMHO nauczyłaś, że mama może pomóc (dobrze!), a że o pomoc trzeba poprosić, to jest następny etap. Mój wysokofunkcjonujący Aspi nauczył się prosić o pomoc w wieku siedmiu lat, naśladując młodszego brata. I wciąż trzeba z niego wyciągać, o co dokładnie chodzi.
            • stysia1987 Re: nie wyrabiam 23.10.16, 21:27
              A my czytaliśmy w myślach Ewy. Picie, jedzenie, siku czy pomóc. Przestaliśmy. Tak nam kazano w synapsis. Jest dużo lepiej. Jak sobie nie radzi to nas wola itp Jedyna sprawa ktora nie wiemy jak zmienic - prawie w ogóle nie bawi sie sama. Nawrt 5 minut. Musimy nawic sie razem, najlepiej we 3. W domu syf. Nie zajac, nie ucieknie ;)
              • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 23.10.16, 22:23
                U nas tak samo, sunek prawie nic nie robi sam, w ogole nie potrafi sie soba zająć ale staram sie widziec w tym plus (bardzo sie staram) bo w przebywaniu razem mozna sie siebie wiecej nauczyc niz gdyby sie izolowal. Ale faktem jest zejest bardzo bardzo absorbujacy, glupiewysuszenie wlosow suszarka po myciu jest problemem bo raz ze boi sie suszarki i musze go ostrzegac i dawkowacto dwa ze nawet kiedy ja susze to on czesto siedzi na dywaniku lazienkowym przy moich nogach. Jest przy mnie non stop i caly czas musze mu spelniac wypowiedziane i niewypowiedziane życzenia. Co chwile ale to co chwile cos.
                Najlepiej wtedy wyjsc na dwor ale ostatnio u nas ciagle pada dzieci na podworku zero...
                • marta75b Re: nie wyrabiam 23.10.16, 22:47
                  O matko, my tez tak mamy! Syn, lat 5,5, wcale sie nie potrafi soba zając, potrzebuje ciągłego zabawiania, organizacji czasu, lub tablet czy gry na komputerze. Czy to sie kiedys zmieni?
                • carna_pscola Re: nie wyrabiam 24.10.16, 00:03
                  A dzieci w wieku ok. trzech lat powinny bawić się same, abstrahując od tego, czy umieją? Mój synek potrafi bawić się sam (w sumie od niedawna), ale dłużej niż kilka minut mu na to "nie pozwalam" i dołączam do zabawy. Tez mam bałagan okrutny, ale jestem juz beyond caring.
                  Jeśli chodzi o potrzeby picia i jedzenia, to od niedawna umie je wyrazić (chociaż z piciem gorzej - jeśli jest mocno przebodźcowany i zaczyna się "zjazd", to najpierw szybko dajemy mu pić i często okazuje się, ze bardzo mu się chciało pić).
                  • carna_pscola Re: nie wyrabiam 24.10.16, 00:49
                    Przyszła mi jeszcze do głowy taka podpowiedź logistyczna: mój mały bawi się głównie pojazdami (np. samolot startuje, pociąg odjeżdża, autobus parkuje na zajezdni). Czasami w tym czasie ja np. myję naczynia, ale cały czas z nim rozmawiam, dopytuję, np. czy załadowano już wszystkie bagaże do samolotu, coś dokładam do historyjki, np. "ojej, chyba zepsuło się koło w tym autobusie - co teraz?" itd. U nas to działa, chociaż żeby być rzeczywiście zaangażowaną, muszę co chwilę się odrywać od pracy.
                    • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 24.10.16, 08:34
                      carna_pscola napisała:

                      > Przyszła mi jeszcze do głowy taka podpowiedź logistyczna: mój mały bawi się głó
                      > wnie pojazdami (np. samolot startuje, pociąg odjeżdża, autobus parkuje na zajez
                      > dni).

                      Mój się tak nie bawi. Jedzie autem trzy metry i koniec. Nie bawi się dalej, nie wiem czy to z nudy, czy nie potrafi. Sęk właśnie w tym, że sam się w ogóle nie bawi.

                      Czasami w tym czasie ja np. myję naczynia, ale cały czas z nim rozmawiam,
                      > dopytuję, np. czy załadowano już wszystkie bagaże do samolotu, coś dokładam do
                      > historyjki, np. "ojej, chyba zepsuło się koło w tym autobusie - co teraz?" itd
                      > . U nas to działa, chociaż żeby być rzeczywiście zaangażowaną, muszę co chwilę
                      > się odrywać od pracy.

                      Dla mnie byłoby super w takim układzie, ale u nas tak jest może z 3 razy na miesiąc, w wyjątkowo dobrym dniu. W pozostałe tak się nie bawi, tylko po minucie jest zostawienie zabawki lub wołanie mnie, żebym mu jeździła. Lub rzucanie bo nie chce jechać.
                      • carna_pscola Re: nie wyrabiam 25.10.16, 23:02
                        Mogę tylko tyle powiedzieć, że do pewnego momentu też tak u nas było, że sam się synek nie bawił, a nawet jeśli to jak mu coś nie wyszło, to od razu krzyczał. Gdzieś w okolicy trzecich urodzin mu przeszło, ale i tak dalej staram się możliwie dużo z nim bawić wspólnie.
                      • eagle1234 Re: nie wyrabiam 28.10.16, 01:47
                        Rozłóż stare prześcieradło i wysyp mu piach. Kup. Przynies. I tam niech jeździ samochodami. Niech maja koparki do kopania. Odkurzysz jak rozsypie. Niech robi rzeczy ,sensoryczne, przelewa wode zanurza ręce w piachu zwirku. Może pomoze
                        • eagle1234 Re: nie wyrabiam 28.10.16, 01:51
                          Stwórz kąt. Kat do wyladowania emocji agresji symulacji. Spróbuj wymusić na nim żeby w tym kacie sie realizował rzucaniem krzyczeniem etc. Zloz mu ręcznik w marchewkę niech wali w lóżko. Niech skacze niech krzyczy aż sąsiedzi zgłoszą. Niech wyrzuca z siebie złość niech sie stymuluje. Może tez wyrzuci o co mu najbardziej chodzi.
                  • pinak-oteka Re: nie wyrabiam 24.10.16, 07:57
                    Carna_pscolo,
                    Dlaczego nie pozwalasz synowi bawić się samemu?

                    U nas na przykład ciężko pracuję nad tym by dziecko umiało bawić się samo.
                    • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 24.10.16, 08:38
                      Pinak-oteka podpowiedz prosze jakieś pomysły, jak tego uczysz? Ja bardzo bym chciała, żeby synek pozostawiony sam zabawił się choć z 10 minut, ale to się nie udaje. Podpowiadam mu zabawy, jakieś fajne pomysły, próbowałam też powyciągać jakies rzeczy z szafek i zostawić mu do wolnej zabawy ale on po chilowym postukaniu czyms o cos już się dalej nie bawi.

                      Czy nie zaakceptować tego stanu po prostu, i pozwalac mu na "pomnaganie" mi i tyle? Tylko jako zwykly człowiek strasznie brakuje mi momentu kiedy mogę usiasc z gazeta... po prostu tak nic nie robić.
                      • pinak-oteka Re: nie wyrabiam 24.10.16, 09:49
                        A udało Wam się już gdzieś skonsultować synka?

                        My terapię zaczynaliśmy bardzo wcześnie, gdy dziecko miało 1,5 roku. I z takim maluchem jest łatwiej coś wypracować.
                        Zaczynaliśmy od zabaw typowo relacyjnych, bez zabawek, wychodzilismy od aktywności które dziecko lubi np wspólne skakanie na łóżku, w kałuzach, taniec, malowanie rękami farbami itd
                        Później to urozmaicalismy. Powoli weszliśmy w zabawę tematyczną sklep, lekarz, restauracja, tak po 1,5 roku mojej ciężkiej pracy.
                        Z tym, że ja w pewnym momencie przegielam z tym ciągłym przebywaniem razem i efekt teraz jest taki, że dziecko jest po prostu uzależnione od obecności osoby dorosłej.
                        Teraz pracujemy w oparciu o plan aktywności.
                        Ja rysuje schematyczne rysunki najistotniejszych wydarzeń dnia.
                        Np po przedszkolu jest obiad, później bawimy się razem np tor przeszkod, później zabawa samodzielna np puzzle. Ta przewidywalnosc bardzo dziecku pomaga.
                        Jeżeli Twój synek nie jest jeszcze gotowy na zabawę tematyczną, poszukaj czegoś co lubi, na pewno jest coś takiego i wyjdzcie od tego, takie zabawy najlepiej budują relację. I to pomaganie, to też jest fajne, wspólne wieszanie prania, wyjmowanie i wkładanie rzeczy do zmywarki, podlewanie kwiatów, mycie podłogi mopem itd.
                        Teraz można się super bawić w parku liściami. Dzieci w ogóle lubią zabawy ruchowe.
                        Moim zadaniem zachowanie Twojego synka jest spowodowane tym, że on nie ma poczucia bezpieczeństwa. No i szwankująca teoria umysłu, on myśli ze wszyscy dookoła siedzą w jego głowie i doskonale znają jego myśli.
                        • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 24.10.16, 10:10
                          Dziekuje za odpowiedz. Niestety jak tak czytam, wiele z tych rzeczy u nas odpada.
                          Angażuję go w pomaganie, i chyba tylko to jako tako nam wychodzi.
                          Puzzli nie układa, nie lubi i w ogóle nie potrafi dopasować kawałków tak, żeby ułożył się obraz. Kiedy zaczynałam z nim układac puzzle, od najmniej licznych, np. 2-3 kawałki układające się w zwierzątko, łączył je z czasem na pamięć lub dopasowując kształtem, w ogóle NIE WIDZI obrazka któy ma się z tego ułożyć. W efekcie układanie puzzli, nawet tych baby puzzle, to jest podawanie przeze mnie puzzla który on próbuje dołożyć do już leżącego, a jak mu nie wychodzi - wściek.
                          Na podwórku liście też go nie zabawią, poza może szuraniem nogami, bo boi się je dotknąć (nie lubi dotykać delikatnych, szeleszczących i brudnych przedmiotów, brudnych liści nie weźmie do ręki).

                          W domu robię takie rzeczy, że np. powycinałam z kolorowego papieru figury i próbujemy układać z nich domki, kwiaty itd. Klejenie go o dziwo ciekawi.
                          Albo nazbierałam kolorowych nakrętek od napojów, mleka itd., i wrzuca te nakrętki do miski, do plecaka, zamyka plecach, i otwiera i wyjmuje, i tak znowu. Albo układa te nakrętki opowiadając kolory.
                          Takie zabawy jeszcze jako tako go wciągają, też sa nerwy ale do opanowania.
                          Zwykłe zabawki prawie nie tknięte wszystkie leżą.

                          Też się tarzamy na łóżku, rolujemy, i tańczymy do muzyki, to lubi. Ale ten zakres lubianych zabaw jest tak ograniczony, że ciągle wałkowany. I zero samodzielności.

                          No cóż, chyba sama tu nic nie wymyślę.
                          • eagle1234 Re: nie wyrabiam 28.10.16, 02:02
                            Weź jedna z nietkniętych zabawek na Wasze wspólne zabawy na łóżku. Zaaranżuj podczas zabaw lozkowych jeden dwa trzy momenty kiedy cos musi sie pojawić. Polaskocz go- niech pojawi sie komputerek dla dzieci do badania poziomu zadowolenia z laskotania. Rozśmiesz go - niech pojawi się siatka z owocami do wybrania które sa najsmaczniejsze i gdzie rosną ... Itd. Itd. sama wprowadź mu w aktywność ktora lubi rzeczy które teraz go nie interesuja
                        • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 24.10.16, 10:13
                          pinak-oteka napisała:

                          > A udało Wam się już gdzieś skonsultować synka?

                          Poumawiałam nas na diagnozy, do Jednym Słowem w Opolu (wcześniej Prodeste) i do poradni u nas na NFZ.
                          W JS w Opolu byłam na pierwszej wizycie, zgłosiłam nas na tę diagnozę ich, ale miejsce mamy w połowie grudnia (!) czyli strasznie długo to jest odsunięte w czasie. CO robić do grudnia???

                          Wizytę na NFZ mam jutro sama pierwszą, do psychiatry dziecięcego, i zobaczę co psychiatra mi powie (zbyje mnie czy wskaże konieczność dalszych wizyt u lekarzy itd.). W zależności od tego jak jutro pójdzie, to albo będę kontynuować tę diagnozę na NFZ albo poczekam najpierw na JS/Opole.

                          Ponieważ to wszystko jest tak rozciągnięte w czasie, to mocno się zastanawiam, czy nie zadzwonić do PPPP i poprosić o spotkania na JUŻ i jakies porady, jakąs pomoc, bo zanim nas zdiagnozują to ja zwariuję do reszty, jestem u kresu sił.
                          • pinak-oteka Re: nie wyrabiam 24.10.16, 10:25
                            Czekajcie cierpliwie na tę diagnozę w Opolu, będziecie w dobrych rękach.
                            1,5 miesiąca jakoś przeżyjecie.
                            Ta jego "pomoc" to już jest coś. Jak coś razem robicie to przynajmniej nie ma wrzasku?

                            Póki co, trzymam kciuki żeby było coraz lepiej.


                      • eagle1234 Re: nie wyrabiam 28.10.16, 01:55
                        To daj mu pukać stukać i walić. Ale nie w zabawki wszystkie tylko wybrane które mogą do tego służyć. Drewniane klocki sa super. Daj mu miękki koc poduchy niech robi kraksy i niech wali. Przemyć mu za kilkanaście minut jakies rozszerzenie zabawy skoro tu kraksa to obok szpital z klocków. Tam może wyć syrena. Mam na myśli krok po kroku ale pooowoli rozszerzenie zabawowej rzeczywistości. Może to go zatrzyma w zabawie.
                    • carna_pscola Re: nie wyrabiam 25.10.16, 23:09
                      Nie wiem dlaczego. Jedna sprawa, ze naprawdę to lubię:) Najbardziej lubimy robić jakieś takie incepcje w tych zabawach, które potem zaczynają żyć własnym życiem i wychodzą z tego niesamowicie dziwaczne historie (chłopaki wszystkie takie głupoty, które im podpowiadamy, biorą strasznie serio:), np. o tym, co sobie jakieś zwierzę myśli itp.). Druga sprawa, to mam wrażenie, że jak się bawi sam, to zaczyna coraz mniej dzielić się tym, co robi i na samym końcu będzie bez sensu jeździł np. jakimś samochodem sobie przed oczami (tak jak to jakiś czas temu bywało). Dlatego cały czas czuwam nad tym, żeby zabawa miała scenariusz i sens. Czy robię dobrze to nie wiem, bo - jak mówiłam - nie mamy terapeuty, a nawet jakbyśmy mieli, to za grosz bym mu/jej nie wierzyła:)
                      • pinak-oteka Re: nie wyrabiam 26.10.16, 09:36
                        Z podobnych powodów ja nie pozwalałam na "samotna" zabawę.
                        No i się wkopałam w ten sposób.
                        A ta zabawa samodzielna jest potrzebna dziecku.
                        Ciągły "nadzór" tej zabawy spowodował, że mój 3,5 latek domaga się tego, żeby ktoś stale przy nim był i kreował tę zabawę.

                        A czy Twój syn, mówi co myśli, czuje czy chociażby lubi?
                        Pytam, odnośnie tych elementów Waszej zabawy- ze jakieś zwierzę coś myśli.

                        A co do terapeutów, nie spotkałaś dobrych terapeutów, dlatego masz takie podejście.
                        Ja tez po terapii behawioralnej i metodzie krakowskiej zwatpilam we wszystkich.
                        • carna_pscola Re: nie wyrabiam 26.10.16, 12:21
                          No właśnie, nie trafiliśmy i mieliśmy sobie dać spokój, ale będziemy chyba jednak dalej szukać.
                          U nas nie tyle chodzi o to, że synek chce, żeby kierować, ale żeby uczestniczyć (np. "wsiadać" do pociągu, być mamą zwierzątka, panią stewardessą itp.). Rozumie, że muszę czasami popracować w kuchni (chociaż mnie wtedy i tak często woła, żebym zobaczyła, co wymyślił), ale na pewno nie "pozwoliłby" mi usiąść i poczytać gazetę (inna sprawa, że jakoś nie miałabym sumienia).
                          Co do tego pytania, czy "mówi, co myśli, czuje, lubi", to trochę nie wiem, o co chodzi. Np. jak on jest kotkiem, to czy mówi, co czuje jako kotek? Chyba nie. Tzn. mówi, ze kotek jest głodny, ale po to, żebym mu dała jedzenie na niby. I wtedy je na niby je. Ale nie wiem, czy to jest jakiś schemat czy prawidłowe zachowanie - ja tych niuansów jakoś nie czuję.
                          A jeśli chodzi o życie, to sam z siebie mówi, jakie lubi jedzenie, jaki plac zabaw, jakie piosenki itp. Co czuje, to na pewno nie mówi.
                          • pinak-oteka Re: nie wyrabiam 26.10.16, 14:40
                            Pytałam o to, czy potrafi powiedzieć, czy coś lubi lub nie, że np coś/ktoś go zdenerwował, albo że było mu smutno z jakiegoś powodu, czegoś się przestraszył itd
                            Ale sam fakt, że potrafi okreslić co lubi, to już bardzo dużo.
                            • carna_pscola Re: nie wyrabiam 26.10.16, 14:46
                              Potrafi np. napiszczec na brata i powiedzieć, ze zrobił to, bo ten zabrał mu zabawkę. Potrafi też mniej więcej powiedzieć (po fakcie), dlaczego się rozpłakał (zwykle, bo się bał, że mama gdzieś pójdzie albo poszła).
                  • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 24.10.16, 08:31
                    carna_pscola napisała:

                    > A dzieci w wieku ok. trzech lat powinny bawić się same, abstrahując od tego, cz
                    > y umieją?

                    Nie chodzi o to czy powinien czy nie. Chodzi o to, że on nie potrafi, albo inaczej: może i by potrafił, ale zwykle wygląda to tak, że każda zabawa co 30 - 60 sekund jest przerywana atakiem jęku, rzucaniem zabawką, krzykiem, wyginaniem się i rzucaniem po podłodze bo koralik się nie chce przesuwać, auto krzywo jedzie, zakrętka się ie zakręca, ludzika nie można wcisnąć itd.
                    Synek rzadko kiedy, naprawdę od wielkiego dzwonu, przyniesie sobie zabawkę i z nią usiądzie na dywanie. I wtedy, nawet jeśli ja się z nim bawie, za chwile są rzuty i krzyki. Po prostu nie da się go zwyczajnie zabawić, i on sam nie umie się sam zabawić. Zabawa w udawanie, w robienie czegoś, prawie że nie występuje, więc jeśli się bawi to jest to zwykle jeżdżenie autem po dywanie (dywan jest krzywy!), otwieranie i zamykanie drzwiczek (źle się zamykają! nie chcą się zamknąć!), przeglądanie książki (mama na której stronie jest jas i malgosia, na której stronie! i kartki się sklejają, i już jest wściek itd.).
                    Do tych problemów przyczynia się to, że nie umie się bawić w na niby, i jest mało sprawny manualnie, mała motoryka kuleje, a każde manewrowanie paluszkami jest z dużo nadmierną siłą. I w ten sposób frustracja co pół minuty.
                    A najczęściej to się wcale po prostu NIE CHCE bawić tylko chce robic to co ja, mi "pomagać", zwykle tak się kończy że mi właśnie "pomaga" ale w ten sposób non stop mnie absorbuje.

                    W ciągu dnia praktycznie nie ma takich momentów, że mogę usiąść i mieć chwile spokoju dla siebie, praktycznie rzadko kiedy, może z kilka razy w tygodniu na 5 minut tak jest.
                    No chyba że go położę i zaśnie, wtedy siadam na kanapie i patrze w ściane bo mam tak dosyć że musze sama odpocząć.

                    Mój synek potrafi bawić się sam (w sumie od niedawna), ale dłużej niż
                    > kilka minut mu na to "nie pozwalam" i dołączam do zabawy. Tez mam bałagan okru
                    > tny, ale jestem juz beyond caring.

                    Ale u nas nie ma nawet tych kilku minut, no chyba że wyciągnę jakiś pomysł zupełnie nowy, to jest kilka minut zainteresowania, ale zaraz są wścieki i rzuty z byle powodu.
                    Np. ostatnio podczas szukania czegoś w piwnicy syn znalazł łańcuchy choinkowe. Nosił je sobie, przesypywał z rąk do rąk, owijał się, potrząsał nimi itd. Ale łańcuchy jak to łańcuchy, zaczęły się plątać. I po 5 minutach spokojnej "zabawy" nastąpiła 40 minutowa frustracja, rzucanie, bieganie, krzyki i płacz, bo łańcuchy nie dawały się rozplątać rzecz jasna siłowo, a trzeba manualnie, koralik po koraliku odplątywac. A to dla niego frustracja.

                    • eagle1234 Re: nie wyrabiam 28.10.16, 02:12
                      Może to absurdalne co napiszę - nie znam się 😉 a jesteś w stanie zatknąć sobie uszy. Niech szarpie ten łańcuch i piszczy aż go rozszarpie i sie zmęczy wyciem i jęczeniem. Ale warunek jest jeden. Musi wyraźnie usłyszeć przekaz. To czego oczekujesz. Np. zegarek na podłogę i 5 min sam próbujesz rozplątać a jak czas minie pomoże Ci mama. I element szantażu - jesli nie wytrzymasz 5 minut wyrzucę ten łańcuch do kosza bo i tak do niczego sie nie nada ... ja tylko gdybam nawet mam wyrzuty sumienia bo Ty padasz i wolalabys poczytać cos co Ci doraźnie pomoże. Ale ja czytam co piszesz i czegos mi w tym brakuje. Brakuje mi spojrzenia na Wasza przestrzeń od jego strony jego oczyma.
            • carna_pscola Re: nie wyrabiam 23.10.16, 23:56
              Ha! Może to kwestia ciśnienia czy jakichś innych warunków atmosferycznych, ale nasz mały był też dziś bardzo płaczliwy i smutny (co więcej, jego młodszy brat, który normalnie jest niesamowicie pogodny, też mocno marudził) - nie pamiętam, kiedy był taki ostatnio. Też kiedyś okropnie piszczał (nigdy takich wrzasków nie słyszałam u żadnego innego dziecka), jak mu coś nie wychodziło, ale po kilku miesiącach przestał i teraz normalnie przychodzi i prosi o pomoc, więc u Twojego synka to zapewne tylko kwestia czasu.
              Generalnie mam taką refleksję: wydaje mi się, że my - rodzice Aspich - za bardzo wszystko analizujemy i przeżywamy u naszych dzieci. Odkąd ponad rok temu zaczęły się u nas problemy, zaczęłam bardzo uważnie przyglądać się innym dzieciom, które znam lub nawet widzę na ulicy. NT-dzieci też marudzą i też mają różne nastroje. W każdym razie ja się już tak bardzo nie przejmuję.
              Jeszcze jedna refleksja: w szpitalu położniczym zasugerowano, że synek ma nieprawidłowe napięcie mięśniowe. Naczytałam się na ten temat dużo, a jeszcze więcej opowiedziały mi fizjoterapeutki, które prywatnie zatrudniałam do ćwiczeń (było ich chyba z pięć, bo szukałam najlepszej w mieście). Oceniały, że napięcie jest bardzo wysokie (jedna oceniła je jako 10/10 - cokolwiek by to znaczyło, druga powiedziała, że bez ćwiczeń będzie chodził jak Charlie Chaplin). W końcu trafiłam na konsultacje do P. Zawitkowskiego (jest to autorytet w tej dziedzinie). Jego zdaniem napięcie było absolutnie w normie (zalecił tylko basen, ale jego zdaniem wszystkim dzieciaczkom by się przydał). Opowiedział nam też, że na początku lat dziewięćdziesiątych stan wiedzy w Polsce był taki, że dzieci z porażeniem trafiały na rehabilitację w wielu 12 miesięcy, kiedy to było już za późno na pomoc. W związku z tym prowadzono (m.in. on) akcje informacyjne w szpitalach, żeby wyławiać potencjalnie problematyczne przypadki możliwie wcześnie. Ale wszystko poszło za daleko i teraz problem wmawiany jest niemal każdemu dziecku. Część środowiska, która czerpie z tego naddiagnozowania spore korzyści finansowe, określił wprost jako niemoralną. Ponieważ udało nam się znaleźć w końcu bardzo ciepłą panią rehabilitantkę (dużo się od niej dowiedziałam w kwestiach pielęgnacyjno-wychowawczych), więc kontynuowaliśmy terapię, ale jestem przekonana, że była ona zbędna. Dlatego też teraz mam mocno ambiwalentny stosunek do tych wszystkich terapii psychologicznych. Co więcej, widzę tu znacznie większe pole do rozwijania biznesu, szczególnie że dochodzi jeszcze kwestia wysokich dotacji państwowych.
              • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 24.10.16, 10:47
                Zapewne jest wiele prawdy w tym co piszesz, no może nie wiele, ale należy brać to pod uwagę szukając pomocy.
                Jednak w naszym przypadku ja WIDZĘ na własne że tak powiem oczy, że pomocy potrzebujemy - i dziecko i ja.
                Nie twierdzę, że po terapii, w trakcie terapii, nagle jak za dotknięciem różdżki dziecko stanie się nigdy nie marudzącym, układnym trzylatkiem. Nie tego szukam. Niechby i sobie marudził, i miał humor i humorek itd., ale nie w takim natężeniu! Nie w skali takiej, że paraliżuje nam to normlane, zwykłe funkcjonowanie, normalne zaznaczam, nie idealne.
                Przecież jeśli dziecko teraz mi się rzuca z płaczem, bije i kopie wszystko dookoła, bo nie nacisnął klamki... to jak to ma wyglądać w przyszłości?? Przeciez jest jakaś granica między normalną reakcją zmęczonego, przebodźcowanego trzylatka a taką reakcją, jak reaguje mój synek. Każdy kto to widział np. moja mama, siotra, twierdzi, że to NIE SĄ normalne reakcje normalnego, zwykłego trzylatka.
                Dwulatki potrafią się rzucac na ziemię w sklepie, i tarzać... ok, ale trzylatek rzucający się na ziemię 15 razy dziennie, bo klocek krzywo upadł, bo nakrętka się nie nakręca prosto...
                Uważam, że dla jego dobra nie mogę tergo teraz zlekceważyć, z nadzieją, że wyrośnie.

                Wyrosnąć może myślenia, że na obiad można jeść czekoladę. Nie z braku umiejętności radzenia sobie w społeczeństwie, z emocjami, z tym, ze ktoś nie czyta w jego myślach.
                • carna_pscola Re: nie wyrabiam 25.10.16, 22:58
                  Jasne - absolutnie nie zniechęcam cię do terapii. Chciałam Ci jedynie wskazać, opisując w detalach zachowanie mojego syna sprzed roku (czyli jako dwu-i-pół-latka) i obecnie, jak wiele może się zmienić. Ja rok temu też myślałam, że to już tak za zawsze. A jednak okazało się, ze nie.
                  I jeszcze inna sprawa. Bardzo mnie kiedyś denerwowały teksty w stylu "spokojna mama to spokojne dziecko". Teraz wierzę w to święcie. Ja na pewnym etapie odpuściłam, zaczęłam wszystko obracać w żart i mam wrażenie, że to szalenie pomogło.
                  Życzę wszystkiego dobrego i trzymam za Was kciuki,
                  carna_pscola
                  • izka2016 Re: nie wyrabiam 28.10.16, 00:19
                    Witam dziewczyny, podczytuję ten wątek, gdyż mam córkę 19 miesięcy i też jesteśmy niestety "do dalszej obserwacji w kierunku CZR" :(
                • biankao Re: nie wyrabiam 28.10.16, 13:19
                  Baba, a jak reagujesz jak on sie tak rzuca i histeryzuje?
                  U nas główne powody histerii wynikają z: 1) głodu (czy twój syn dobrze je?), 2) przemeczenia (ile spi?czy dobrze spi?), 3) braku uwagi ze strony rodzica (gdy np. Zajmuje sie siostra, albo cos szykuje i nie mam dla niego czasu) 4) chaosu, braku rutyny (ale z tego co pisalas to u was nie kłopot). Np. W tym tygodniu nie robiłam mu drzemek i zamiast 12 godzinna dobę on w wyniku tego spał średnio 11. Wszystko było ok, do wczoraj: nie zjadł obiadu w przedszkolu, do tego doszło przemeczenie i od 16 juz wszystko było zle, wszystko powodowało wybuchy płaczu. Pisze to, bo wydaje mi sie, ze cześć trudnego zachowania mozna wyeliminować dbając o podstawowe potrzeby dziecka.
                  • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 08.11.16, 13:51
                    biankao napisała:

                    > Baba, a jak reagujesz jak on sie tak rzuca i histeryzuje?

                    No właśnie moje reakcje są różne, ale ostatnio modyfikuję je w kierunku "zachowuję zimną krew, patrzę żeby nie zrobił krzywdy sobie, mnie i np. nie wybił okna".
                    Kiedy zaczyna ten atak, staram się stanowczo tłumaczyć mu na spokojnie że nie trzeba się denerwować, ale nie jest to łatwie bo wg niego najwyraźniej trzeba. Tak więc staram się tłumaczyć mu, ze gra nie jest warta aż takiej świeczki.
                    Sp jako niespodzianka się zgniotła w czasie otwierania, synek wpada w szał, płacz, podnoszę kawałki i zaczynam składac je na stole, pokazuję, że takie też są smaczne i że można jeść. Staram się to tłumaczyć na spokojnie i stanowczo.
                    Ale jeśli już atak nastąpił to tylko mówię do niego "spokojnie, spokojnie, zobacz, to się da naprawić, nie wiedziałam że chciałeś tak, synek musisz mi powiedzieć, mama nie wiedziała.." itd.
                    Najgorsze co mogę zrobić to zacząć krzyczeć na niego, podnosić głos, wtedy jest szał, kiedyś nie miałam tej świadomości i byle atak kończył się armagedonem, bo ja głupia zamiast wyciszać to nakręcałam te jego ataki. Na koniec krzyczeliśmy oboje, potem on zatykał uszy i krzyczał, i potem płacze i katastrofa.

                    > U nas główne powody histerii wynikają z: 1) głodu (czy twój syn dobrze je?),

                    Ostatnio bardzo dobrze, acz wybiórczo i w różnych formach. Np. nie lubi kanapki z serem, ale lubi suchy chleb i plasterki sera wcinać. I tak mu daję jak chce.
                    Nie zmuszam do jedzenia. Daje to co chce i jak chce.
                    Limituje słodycze.

                    2)
                    > przemeczenia (ile spi?czy dobrze spi?),

                    Przemeczony jest bardzo często bo nie śpi w przedszkolu a w weekend nie zawsze się daje położyć. Myślę że rezygnuje z drzemki i ma to niestety fatalny wpływ na niego, zawsze staram się go położyć choć na trochę.
                    W przemęczeniu jest jak chodzący granat z zawleczką wiszącą na włosku, tego chyba nie musze tłumaczyć.


                    3) braku uwagi ze strony rodzica (gdy
                    > np. Zajmuje sie siostra, albo cos szykuje i nie mam dla niego czasu)

                    U nas nie ma młodszego rodzeństwa, ale moja uwaga jest na maksa wymagana. Synek w domu jest jak przyklejony do mojej nogi, musze się z nim stale bawić, animować go, wszystkie czynności (nawet siku) robię z nim u nogi. Jest non stop koło mnie.


                    4) chaosu,
                    > braku rutyny (ale z tego co pisalas to u was nie kłopot).

                    U nas nie kłopot, bo u nas co dzień jest "dzień świstaka", co do joty, a nawet co do pojedynczych zdań wypowiadanych przez synka. Każdy dzień dla niego powinien być kopią poprzedniego i prawie tak jest.


                    Np. W tym tygodniu n
                    > ie robiłam mu drzemek i zamiast 12 godzinna dobę on w wyniku tego spał średnio
                    > 11. Wszystko było ok, do wczoraj: nie zjadł obiadu w przedszkolu, do tego doszł
                    > o przemeczenie i od 16 juz wszystko było zle, wszystko powodowało wybuchy płacz
                    > u. Pisze to, bo wydaje mi sie, ze cześć trudnego zachowania mozna wyeliminować
                    > dbając o podstawowe potrzeby dziecka.

                    To prawda. Ale co jeśli dziecko budzi się rano i od razu jest jęk i płacz i tak cały dzień?
                    Mieliśmy wiele, oj wiele takich dni.
                    Możesz stawać na głowie i od otworzenia do zamknięcia oczu wszystko było nie tak, wszystko źle, sam jęk i płacz. Gdzie szukać przyczyny wtedy? Płacz od obudzenia się.

                    Teraz jest o niebo lepiej, a od dwóch trzech tygodni w ogóle synek się bardzo uspokoił. Bardzo, jak nie ten sam.
                    Myślę że wynika to po części ze zmiany mojego zachowania.
                    • biankao Re: nie wyrabiam 09.11.16, 09:10
                      Baba, a znasz angielski? Podlinkowalabym ci artykuł o radzeniu sobie z emocjami dziecka.
                      • baba_za_kolkiem Re: nie wyrabiam 09.11.16, 10:15
                        Znam , podlinkuj. Chętnie poczytam, z tym że ostrzegam, ze tradycyjne metody u nas najczęściej nie działają.
                        Jego emocje są jak kula śnieżna, najlepiej nie dopuścić żeby zaczął się gromadzić śnieg, bo potem tylko nawarstwia się kolejna i kolejna warstwa śniegu, z którą coraz ciężej sobie poradzić.
                        • biankao Re: nie wyrabiam 09.11.16, 11:15
                          To tylko kilka, ktore cię mogą zainteresować. Jesli podejście ci sie spodoba to na tej stronie jest masa innych ciakawycg postów. Sa przykłady co mowić do dzieci w trudnych sytuacjach.
                          www.janetlansbury.com/2016/03/how-to-calm-an-angry-child/

                          www.janetlansbury.com/2015/06/guiding-toddlers-with-connection/

                          www.janetlansbury.com/2016/03/when-children-fall-apart-over-the-smallest-things/
                    • ofrelka Re: nie wyrabiam 09.11.16, 11:33
                      Mało się znam, bo jesteśmy na początku drogi, ale może postaraj się znaleźć jakiś nowy sposób wyciszania synka, nawet coś, co wygląda dziwnie. Ja właśnie zaczęłam ograniczać kp, ale u nas kilka (kilkanaście...) razy dziennie synek siedzi mi na kolanach na dużej piłce, cały we mnie wtulony i tak kicamy góra-dół. To na pewno ma jakieś wytłumaczenie pod kątem SI, jeszcze nie wgłębiałam się w temat. Potrafimy tak 15 min, synek sam prosi: piłka!, a jak się nasyci: ziemia! I zaczyna zabawę taki odświeżony, jakby wstał z dobrej drzemki. Wydaje mi się, że też potrzebujecie czegoś takiego, szczególnie po przedszkolu, po histerii. Naładowanie akumulatorów, ponowne zbliżenie, wyciszenie. Oczywiście sposób najpewniej będzie zupełnie inny, chociaż kiedyś chyba pisałaś o usypianiu, że synek lubi, żeby było ciasno, lubi takie ograniczenia. A może macie inną strategię i ja skorzystam?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka