zeta52
25.11.09, 21:38
Raz jeszcze gratuluję Michałowi Gniazdowskiemu zdobycia tytułu drugiego wicemistrza polskiej ortografii. Wcześniej uczyniłem to na estradzie GCK niedługo po zakończeniu imprezy.
Sam do udziału w Dyktandzie 2009 przystąpiłem w grupie rezerwowej. Wiedziałem wcześniej o możliwości zgłaszania się, ale kiedy zdecydowałem się w końcu na rejestrację, było już po terminie. Mieliśmy pisać w pobliskim budynku Uniwersytetu Śląskiego. Tam miały być tylko drobne nagrody dla najlepszych. Pisanie raczej sobie a muzom. Co by było, gdyby w tej grupie znalazł się ktoś, kto napisałby na miejsce na pudle? Byłby to pech. Jednakże sporo zarejestrowanych osób nie dojechało. W tej sytuacji na kilka minut przed rozpoczęciem imprezy wszystkich nas przeprowadzono do sali koncertowej centrum. Wszedłem tam przedostatni.
Nagłośnienie i oświetlenie było bez zarzutu, co wcale nie musi znaczyć, że warunki były idealne. W tego typu konkursie sporo zależy też od sposobu podania tekstu przez osoby czytające. Dyktando prowadzone było w formie dialogu, przygotowanego i czytanego na przemian przez profesorów Markowskiego i Bralczyka. Tekst czytany był trzykrotnie. Pierwszy etap to prezentacja dla ogólnego zapoznania się z jego charakterem. Drugi – to właściwe dyktowanie. Trzeci natomiast , to brawurowe sczytanie go w piorunującym tempie, nie bardzo pozwalającym nawet na dokładne prześledzenie zapisanego tekstu, a tym bardziej na możliwość dokonania w nim poprawek.
Tu pojawia się pytanie o zgodność warstwy fonetycznej języka z pisownią, a w szczególności chodzi w tym przypadku o wymowę wyrażenia „kogiel-mogiel”, przedstawionego w tej formie trzykrotnie, za każdym razem identycznie, sugerując jakoby istnienie formy obocznej. Mam to nagrane na twardym dysku dekodera. Niestety, nie można tego przegrać na inny nośnik magnetyczny. Chociaż, kto wie, może znalazłby się spec, który potrafiłby to zrobić. Zachodzi też pytanie, czy można podczas wzorcowego czytania prezentować regionalną formę wymowy? A może wręcz powinno się to czynić, na przykład ze względów dydaktycznych, tworząc swego rodzaju pułapki fonetyczno-ortograficzne? Podobnie w wymowie „anticellulitisowy”. Tak to było słychać w części dyktowanej. Widać czytający tekst też ulegają emocjom. Przy okazji prof. Markowski podał obie formy fonetyczne wyrazu image: „imaż” lub „imydż”, jak kto woli, co było dobrym posunięciem. Takie dyktando organizowane raz na rok, czasem dwa lata, to trochę za rzadko, by nabrać wprawy i odporności na różne ewentualne niespodzianki, które mogą wystąpić w trakcie konkursu, gdzie decydują nieraz ułamki sekund. To jak w teleturnieju „Dzieciaki górą”, gdzie dzieci wygrywają z dorosłymi głównie dzięki temu, że bardzo często występują i nabrały już pełnej wprawy w obsługiwaniu przycisków. Czego nie można przypisać większości dorosłych przystępujących do tego teleturnieju, zwłaszcza po raz pierwszy. Tu rolę przycisków pełniły długopisy, ale reakcje na zaskakujące sytuacje bywają różne.
Znalazłem się w grupie osób wyróżnionych, TOP18. Wręczenie nagród odbywało się na estradzie. Róża, rąsia, dyplom, parker. Nagrody wręczał także prof. Edward Polański. Wkrótce po zakończeniu części oficjalnej, kiedy podszedłem do niego, rozpoznał mnie i z właściwym sobie entuzjazmem głośno wykrzykiwał w obecności kilku stojących obok osób, jak gdyby do nich adresując swoje wypowiedzi: „O, pana poznaję! To pan od szaradzistów! Z klubu „Ariada” w Sosnowcu. Pamiętam dobrze! Byłem tam. To było bardzo ciekawe spotkanie!”.
Spotkałem też kilku znajomych, z którymi miałem przyjemność zamienić parę słów. Z krakowskiej „Agory” przyjechali między innymi Rysiek Kobaka i Józek Orlik. Musieli się spodobać realizatorom, bo mieli nawet wyraźne zbliżenia podczas emisji programu. A może dlatego, że usiedli w następnym rzędzie, tuż za dziennikarką telewizyjnej jedynki? Michał też był na zbliżeniu. Czyżby realizatorzy słusznie upatrywali w nim jednego z faworytów? W gronie wyróżnionych znalazł się też Staszek Gajos, wielokrotny uczestnik teleturniejów.
Z imprezy na imprezę powtarzają się te same uwagi i pytania. Czy jest to sprawdzian na pewno ze znajomości języka polskiego? Na ile sposób czytania odbija się na poprawności pisania? Niektórzy uważają próby opanowania naszej ortografii za walkę z wiatrakami. Fakt, że na czternaście krajowych dyktand, nie licząc tych kilku przeprowadzonych za granicą, w ciągu 22 lat aż cztery osoby napisały bezbłędnie, być może świadczy tylko o tym, że natrafiły one na „swoje” teksty, do których akurat były dobrze przygotowane. To pod tym względem jakby swego rodzaju loteria. Sami wybitni językoznawcy w wielu wypadkach nie są całkowicie zgodni co do prawidłowych rozstrzygnięć ortograficznych i interpunkcyjnych. Poza tym nie wystarczy znajomość samych zasad. Od nich są jeszcze liczne wyjątki.