rafcz
21.10.08, 12:27
Oto fragment relacji z Mistrzostw Łodzi (za stroną Rozrywki):
"(...)W zgodnej opinii uczestników zadania były różnorodne, dobrze opracowane
i niezbyt trudne – to kolejne plusy – jednak czas na rozwiązanie (godzina 15
minut) powinien być o kwadrans dłuższy. Jest to, niestety, mankament nie tylko
tych zawodów. Z kolei tydzień wcześniej, na mistrzostwach Pelplina, najlepsi
uzbierali raptem jedną trzecią z kompletu 190 punktów, a ci w środku stawki –
ok. 30 pkt! A wszystko z powodu zaledwie 60-minutowych rund…
Wydaje się więc, że organizatorzy zawodów nie powinni ustawiać poprzeczki aż
tak wysoko, spodziewając się startu samych najtęższych asów. Tymczasem duża
większość startujących nie jest przecież turniejowymi sprinterami. „Zadania [z
Pelplina] rzeczywiście bardzo ciekawe, ale co z tego. Nie po to przyjeżdża się
na turniej, aby podziwiać zadania, ale aby je rozwiązywać” – to głos z
internetowego forum (autor: piloje). Wniosek: więcej czasu na rozwiązywanie to
więcej frajdy dla wszystkich uczestników. A w razie gdyby dwie osoby zdołały
jednak rozwiązać cały zestaw – to przecież o wygranej rozstrzyga czas oddania
pracy."
Jestem ciekaw, czy podzielacie to zdanie? Moje zdanie jest takie, iż na
turniejach powinno się "premiować" również taktykę/dobór zadań. Jasne, że im
więcej rozwiązywania tym lepiej, ale przecież organizatorzy nie zabierają
zestawów i można z pozostałymi zadaniami zmierzyć się po turnieju. Wtedy widzi
się, które zadania niepotrzebnie odpuściliśmy (a poszły nam gładko w warunkach
domowych), a za które nie należało się brać... To doświadczenie procentuje w
późniejszych startach.