Dodaj do ulubionych

Ubikacje PRL-u

16.11.06, 16:10
Pmietacie te przybytki higieny i zapachow ?? Gazety pokrojone na kawalki
zawieszone na gwozdziu i babcie klozetowe, ktorych jedyna rola bylo uwazanie
na to by kazdy wrzucil 50 gr(?), a nie szmata i szczotka do kibla ??
Jak one w tym smrodzie wytrzymywaly ?? No i zimna woda w zardzewialych
kranach, o mydle mozna bylo pomarzyc, zimna woda rece ochlapac, wytrzec w
spodnie czy spodnice do talerzyka wrzucic i w pospiechu wyjsc.
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Ubikacje PRL-u 16.11.06, 16:49
      Tak wlasnie bylo na filmie "Mis", gdzie dwie babcie klozetowe pija sobie
      herbate i jedza kanapki w kiblu, a facet dolewa zardzewialej wody do wodki.
      Kible w restauracjach to bylo jedno, ale taki szalet publiczny to byl prawdziwy
      test wytrzymalosci, tylko bardzo zdesperowany odwazyl sie na wejscie. Ale przy
      bardziej eleganckich restauracjach hotelowych kible byly mniej smierdzace oraz
      pani podawala recznik dla indywidualnych osob, ktore oczywiscie zaplacily
      wiecej niz bylo wymagane. Zdaje sie 5 zl juz kupowalo prawo do mydla i
      recznika. A co do smrodu, mojego kolegi brat jest "szambelanem", ma swoj wlasny
      biznes i oni potrafia usiasc na skraju szamba i wcinac kanapke. Smrodu nie
      czuja po jakims czasie.
      • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 16.11.06, 19:02
        A czy pamiętacie akcję Marka Kotańskiego "Kupą, mości panowie"? Chodził po
        warszawskich szaletach publicznych z grupą ludzi, szorowali te kible i krzyczeli
        że wygląd publicznych toalet to nasza hańba narodowa.
        • maglara Re: Ubikacje PRL-u 16.11.06, 19:49
          horpyna4 napisała:

          > A czy pamiętacie akcję Marka Kotańskiego "Kupą, mości panowie"? Chodził po
          > warszawskich szaletach publicznych z grupą ludzi, szorowali te kible i
          krzyczel
          > i
          > że wygląd publicznych toalet to nasza hańba narodowa.

          ale to juz chyba w czasach popeerelowskich ??
          • tamsin Re: Ubikacje PRL-u 16.11.06, 21:01
            Na sto procent jeszcze za czasow PRL-u chodzil z ta szmata i myl pisuary w
            szaletach miejskich. Po sukcesie "Monaru" zrobil te akcje z czyszczeniem kibli,
            pamietam ze pokazywali go w dzienniku i na pewno to bylo przed 1987 rokiem.
              • babiana Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 00:12
                Mnie to do pasji doprowadzal papier toaletowy, pociety na kawalki i nabity na
                gwozdz, ktory z kolei byl wbity w stol. Te kawaelczki papieru byly tak male, ze
                nie wiadomo bylo co z tym zrobic. Szczegolnie jak potrzeba byla wieksza to
                desperacja totalna. Trzeba bylo potrojnie zaplacic aby 3 kawalki otrzymac. I te
                drzwi na skobelek zamykane.Szczytem byly ubikacje w pociagach. Tego co tam sie
                dzialo nie mozna nawet opisac. Przewaznie nie bylo nawet wody wiec reszte mozna
                sobie juz wyobrazic.No i te napisy: Uprasza sie o niekorzystanie z toalety
                podczas postoju pociagu.
                • robin153 Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 00:49
                  Niestety w kiblach pociagow intercity na trasie Krakow- Warszawa czas sie
                  zatrzymal - wciaz sa orzydliwe :(

                  Ja wyjechalam z Polski 1989 i wrocilam na rok w 1991, pierwszym pozytywnym
                  szokiem byla wlasnie dramatyczna poprawa publicznych lazienek!
                  • tamsin Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 02:25
                    pamietam ubikacje w 1985 roku w samolocie LOT-u na trasie Toronto-Warszawa;
                    samolot tak pelny ze doslownie rozpieralo w szwach, przyczynial sie do tego
                    moze nie tyle komplet pasazerow, co niesawiete ilosc bagazu podrecznego.
                    Napitki byly podawane non stop, wiekszosc panow byla dobrze podchmielona juz
                    wsiadajac do tego samolotu, reszta doprawila sie po drodze. Tak w polowie lotu,
                    do kibla z tylu lepiej bylo nie wchodzic, ewetnualnie ogloszono ze zamykaja go
                    bo sie zapchal i poza tym jest zbyt obrzygany.
                    • robin153 Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 15:06
                      Tez sie czas zatrzymal w instytucji LOT - po raz pierwszy lecialam wlasnie
                      LOTEM z Newark NJ do Krakowa `zeszlego lata- sama mialam 1 klase ( uzbierana z
                      mil) ale moj syn byl juz w klasie ekonomicznej.W klasie ekonomicznej duzo
                      mezcxzyzn bylo dobrze podpitych, jeden z nich byl tak pijany ze zatoczyl sie i
                      upadl na raczkujace dZiecko. Stewardesy jakies takie potwornie sztywne i
                      sluzbowe, zdecydowanie zmiany nie doszly jeszcze do LOTu. Kibel tez smierdzial.
                      Kolejna instutucja w ktorej zmiany nastepuja wolno - a szkoda bo mimo wszystko
                      linie lotnicze sa jaks wizytowka kraju. Nie wiem czy to wspomnienie kwalifikuje
                      sie na to forum, chyba tak bo w pewnym sensie jest to spuzcizna PRL.
        • luccio1 Kioskarka z kluczem 18.03.07, 22:41
          Jeszcze jeden obrazek z PRL-u:
          kioskarka z kluczem lub pękiem kluczy w ręku i podkasaną spódnicą kuca obok
          swego kiosku.
          (Nie każdej z Pań chciało się bawić w siusianie wewnątrz kiosku do wiaderka - i
          wylewanie później jego zawartości).
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 20.03.07, 00:24
        Była kiedyś w latach 80. w prasie historia o opiekunce do dzieckamłodej
        dziewczynie, która mając iść z powierzonym jej dzieckiem na spacer, wstępowała
        do szaletu, gdzie jej ciotka(?) była "babcią" - zostawiała dziecko u niej, a
        sama szła spotkać się z przyjaciółkami. Potem odbierała dziecko - i do domu.
        • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 20.03.07, 09:58
          To nie była nawet ciotka, dziewczyna po prostu płaciła jej część pieniędzy
          otrzymywanych od chlebodawców i obie były zadowolone. Sprawa się rypła, jak
          ktoś z rodziny wstąpił przypadkowo do tego szaletu i rozpoznał dziecko (było to
          zresztą niemowlę w wózku, więc nie mogło wsypać dziewczyny i dlatego trwało to
          jakiś czas).
    • sherman-doberman Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 22:29
      Bardzo piękne studium o sraczykach w krajach komunistycznych napisała Chmielewska w jednej
      z książek. Uśmiałam się zdrowo. Tylko że postawiła tezę, że to system miał coś do toalet. Tymczasem
      to nie system, tylko brak kultury ludzi. Podobne widoki i zapachy były w toaletach publicznych i
      restauracjach czy muzeach we Francji jeszcze na początku lat 80tych. Więc to chyba nie komunizm.
      Tym bardziej, że w DDrze były czyste, choć potwornie śmierdziały środkami dezynfekującymi.
      Teraz się trochę poprawiło, ale też jeszcze czasem kuleje. Więc uszy do góry. wcale nie byliśmy tacy
      najgorsi! Zważywszy biedę i zacofanie.
      • tamsin Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 23:32
        No i teraz przypomnialas mi kible z DDR-u...bylysmy z mama na wycieczce z jej
        pracy, chyba w latach 70tych. Wypuscili wszystkich na zakupy no i potem zbiorka
        w autobusie. Pani siedzaca przed nami opowiadala, ze zachcialo sie jej do
        ubikacji, nie wiedziala jak szukac kibelka, wiec wypiela sie na trawniku pod
        jakims balkonem, deszcz padal wiec zaslonila sie troche parasolka i juz. Nawet
        wspominala, ze jakis Niemiec krzyczal i krzyczal z balkonu, ale sobie nie
        przerwala...Zreszta sama pamietam z PRLu, ze nie raz widzialam, a to panie
        przykucniete gdzies tam pod drzewem w parku, a to faceta odlewajacego sie kolo
        lawki.
        • babiana Re: Ubikacje PRL-u 17.11.06, 23:55
          Faceci to najbardziej upodobali sobie klatki schodowe. Jesli dom byl usytuowany
          w jakims newralgicznym punkcie miasta to pelno obszczymurkow zalatwialo tam
          swoja potrzebe. Czuc bylo na odleglosc. Cos strasznego i to bylo nie do
          upilnowania. Za czasow PRL nie bylo jeszcze zamykanych klatek schodowych.
          • tamsin Re: Ubikacje PRL-u 18.11.06, 00:18
            moja kolezanka mieszkala w starym budownictwie.. takie gdzie zazwyczaj mieli
            albo jakis bar na dole, albo bardzo blisko, a na dodatek przystanek tramwajowy.
            Do jej klatki schodowej wchodzilam z zapietym nosem. Zawsze tak zasikana i
            obfajdana, ze ciezko bylo wytrzymac. Bron boze dotknac sciane, wiadomo ze na
            niej bylo najwiecej moczu. Raz jej ojciec znalazl paczke na schodach, zaczal
            rozpakowywac a tam okazalo sie ze gown w srodku bylo..
            • robin153 Re: Ubikacje PRL-u 18.11.06, 16:33
              Tak to mogal byc moja kamienica - stare budwnictwo, bar na dole, kino w
              podworku i ZAWSZE obsikana klatka schodowa, a czesto tez jakis pijak na
              schodach. Mimo ze dozorczynie mielsismy bardzo pracowiat, codziennie sprzatala
              ta klatke, smrod byl tam zawsze.
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 20.12.06, 22:27
        sherman-doberman napisała:

        > Bardzo piękne studium o sraczykach w krajach komunistycznych napisała
        > Chmielewska w jednej z książek. Uśmiałam się zdrowo. Tylko że postawiła tezę,
        > że to system miał coś do toalet. Tymczasem to nie system, tylko brak kultury
        > ludzi.
        To był jak najbardziej system. Jego istotą był przede wszystkim b r a k
        toalet - i niedostępność istniejących. Oba czynniki razem tępiły stopniowo
        wrażliwość ludzi, nawet tych dobrze wychowanych i kulturalnych, wymuszając
        rozmaite kompromisy z nie dającymi się przeskoczyć żądaniami organizmu.
        Mam w oczach przykład z wiosny 1980 roku, samo centrum Krakowa, placyk przy
        skrzyżowaniu ulicy św. Jana z ulicą św. Tomasza, biegnącą dalej ku
        Floriańskiej, dziś znany jako "Zaułek Niewiernego Tomasza". Pani mocno już
        wiekowa, ale wciąż jeszcze piękna, szlachetne rysy twarzy wskazują pochodzenie
        z inteligencji od kilku pokoleń oraz kulturę wyniesioną z domu, a potem
        polerowaną przez długie lata kształcenia się, pracy, obcowania z ludźmi...;
        pani w kostiumie już wyszarzanym, ale wciąż jeszcze eleganckim, uszytym kiedyś
        tam na miarę przez pierwszorzędnego krawca z doskonałego materiału, z głową
        zwieńczoną toczkiem, wykonanym ileś dziesiąt lat temu przez najlepszą modystkę
        według indywidualnego projektu, który obie panie uzgadniały według wzorów
        będących wówczas "na topie" -
        teraz kucała pod szkarpą podpierającą boczną ścianę kościoła św. Jana, mając
        spódnicę podkasaną wysoko na biodra, nieco niżej zwiniętą halkę, obrzeżoną u
        dołu szerokim pasem koronki, opuszczone "niewymowne", odsłonięte podwiązki wraz
        z klamerkami trzymającymi pończochy... - i na oczach przechodniów w samym
        środku dnia załatwiała się na chodnik, wykonując obie czynności fizjologiczne.
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 21.12.06, 00:09
        sherman-doberman napisała:

        > Bardzo piękne studium o sraczykach w krajach komunistycznych napisała
        > Chmielewska w jednej z książek. Uśmiałam się zdrowo.
        Prawdopodobnie chodzi o jej wspomnienia z czasów pracy inżynierskiej na
        budowach (nie pamiętam w tej chwili tytułu). Jest tam wspomnienie o tym, że
        kiedy pracowała na budowie hotelu w samym centrum Warszawy, czując potrzebę
        musiała wychodzić z baraku biurowego na plac, za stertę drzewa z rozebranych
        rusztowań - i tam kucać; jej koleżanki tak samo. Na całym placu budowy, cóż
        mówić o baraku, nie było ani jednej toalety!!!
        Sytuacja nie miała nic do czynienia z kulturą pojedynczego człowieka - z
        systemem wszystko. No i śmiać się nie ma z czego.
        • sherman-doberman Re: Ubikacje PRL-u 03.01.07, 18:15
          Nie. to bbyło w jednym z kryminałów napisanych już po przemianie. Występuje tam w dwóch osobach:
          jako ona sama i jako swoja synowa. To był chyba "Zbieg okoliczności". Podczas stypy w Krakowie czy
          Wrocławiu w chińskiej knajpie wygłasza expose na temat różnych toalet w krajach komunistcznych.
          Robi to dlatego, że w knajpie skorzystała z przybytku, który był czysty i elegancki i zebrało się jej na
          wspomnienia.

          I dalej podtrzymuję, że to nie system. Publicznie sikają Francuzi. W supermarketach z reguły nie ma
          toalet, choć ostatnio coś się w tym względzie ruszyło. Panowie obsikują ściany zewnętrzne
          supermarketów lub wywijają siusiakami na wolnym powietrzu wzdłuż dróg.
          W wielu publicznych ubikacjach woda spuszcza się sama automatycznie, bo nikt tego inaczej nie zrobi.
          Pamiętam, że w latach 80tych przeżyłam wizytę w Muzeum dOrsay tylko dlatego, że miałam drewniaki
          na 10cm podeszwach. Więc podwinęłam spodnie i załatwiłam się. Inni nawet nie mogli tam wejść, tak
          było zalane. Czy to może wpływ wszechobecnych we Francji komunistów, finansowanych przez byłe
          ZSRR?

          Jednym z najbardziej makabryczny doświadczeń, była nocna 6godzinna kolejka przy granicy polskiej
          od strony NRD w grudniu 1989r lub 1990 roku. Ubikacji żadnych. Pobocze obkupkane dokumentnie.
          Na szczęście towarzysze niedoli wykazywali się taktem. Kiedy wyszłam z samochodu, bo już wytrzymać
          nie mogłam i musiałam w sążnisty mróz spuścić spodnie, znalazłszy uprzednio kawałek pobocza bez
          wcześniejszych ozdób, wszystkie samochody za mną w chwili, gdy przykucnęłam, zgasiły reflektory.
          Chwała im za to, dali mi trochę intymnej samotności.
      • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 18.11.06, 20:05
        Fajne były kible na basenie w warszawskim PKiN. W pomieszczeniu były przegródki,
        pięknie wszystko wyłożone glazurą, ale te poszczególne kabiny nie miały żadnych
        drzwi (z założenia). Klozety były zresztą takie "kucane". Nie pamiętam
        niestety, jak dawno to było - chyba jakieś 40 lat temu. Później już tam nie
        bywałam, więc nie wiem, czy i jak się zmieniło.
    • minerwamcg Re: Ubikacje PRL-u 18.11.06, 22:25
      Najgorsze "coś", bo nie można tego nazwać ani ubikacją, ani kiblem ani nawet
      sraczem było w budynku administracji Cmentarza Podgórskiego. Czarna, śmierdząca
      nora z kabinami z dech zamykanymi na sznurek (trzymało się go używając) z tzw.
      tureckimi muszlami (do kucania), popękanymi i czarnymi od brudu. Woń nie do
      opisania.
      Coś podobnego widziałam potem tylko raz w życiu. W jednym z lwowskich teatrów...
      • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 19.11.06, 10:42
        He, he, a na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie była kiedyś taka zwykła sławojka.
        Niestety, czasem trzeba było skorzystać. I bardzo zdziwiłam się, jak mój mąż po
        wyjściu z tego przybytku miał gębę roześmianą od ucha do ucha. Okazało się, że
        na ścianie nad deską z otworem ktoś napisał "PZPR" i narysował strzałkę w dół.
        • mister1 Re: Ubikacje PRL-u 19.11.06, 11:55
          ktos w szkole w kiblu napisal " Tu sie robi ser dla ZSRR" - dyrektor-kretyn
          zrobil sledztwo, a ze nikt sie nie przyznal, zawiadomil MO.Zle trafil, bo
          odmowili przyjazdu.Ten sam dyrektor juz po 89 roku zostal awansowany na
          kuratora.
          • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 19.11.06, 13:51
            W klblu jednej z warszawskich knajp (wiosna 1981) ktoś na ścianie napisał:

            Dnia szóstego września roku pamiętnego
            Gierek się dowiedział, że Polska nie jego.
            Babiuch rządził w Polsce tylko dwa kwartały,
            naród mu powiedział, że ma łeb za mały.

            Kto twierdzi, że Gierek i Kania to ch..,
            niech tu postawi krzyżyk swój.

            No i prawie cała ściana była pokryta krzyżykami.
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 17.03.07, 20:03
        > Coś podobnego widziałam potem tylko raz w życiu. W jednym z lwowskich
        > teatrów..
        Takie widziałem w 1996 r. w Gmachu Głównym Politechniki Lwowskiej. Tak trwały
        jako wiekopomne osiągnięcie Związku Radzieckiego w dostosowaniu do potrzeb i
        gustów mas pracujących budynku wzniesionego przez polskich kapitalistów (albo:
        przez robotników ukraińskich, jęczących pod jarzmem austro-polskim... i czort
        wie jak jeszcze).
        Nie wiem jak jest teraz. Od r. 1996 we Lwowie nie byłem, choć chciałem. Wciąż
        brakuje na wyjazd albo czasu, albo pieniędzy, albo obojga naraz.
        W Teatrze Wielkim (po sowiecko-ukraińsku: "Teatr Opery i Baletu" - w całym
        Sojuzie przecież nic tylko opera i balet...) nie byłem. Jakoś nie miałem ochoty
        iść na "Zaporożca za Dunajem" po to tylko, by oglądać w przerwie malowidła
        Piotra Wójtowicza i portrety aktorek i aktorów polskich "złotego wieku" teatru
        polskiego.
        We Lwowie zaliczyłem też bieg przez pół długości ulicy Kochanowskiego, potem
        Kubali, Fredry, w poprzek Akademickiej i na Mochnackiego 5 do starego gmachu
        Biblioteki Uniwersyteckiej (tak WC dla czytelników było w piwnicy - czytelnia
        główna na I piętrze...).
    • babiana Re: Ubikacje PRL-u 19.11.06, 00:35
      W pociagach w ubikacjach zadziwial mnie napis: uprasza sie podroznych o
      spuszczanie wody.Chociaz wielu podroznych nic sobie z tego nie robila. W latach
      60 w przedzialach przybite byly metalowe tabliczki przypominajace podroznym o
      zakazie przwozenia materialow cuchnacych, wybuchowych i latwopalnych.Bylam
      jeszcze dzieckiem i zastanawialam sie zawsze co to moga byc za materialy.
      • luccio1 Re: To już nie PRL 18.12.06, 13:20
        Przez wszystkie lata jak sięgam pamięcią wstecz, więc oczywiście po wojnie, na
        Cmentarzu Rakowickim w Krakowie były w różnych miejscach murowane "sławojki" z
        dołami kloacznymi. W r. 1997 ktoś zadecydował, że nie może być więcej dołów
        kloacznych w poświęconej ziemi - i jakoś tak tuż przed Wszystkimi Świętymi
        drzwi wspomnianych budyneczków założono potężnymi sztabami i zaśrubowano na
        głucho. W zamian nie dano nic - nawet drogowskazu do toalet w budynku biurowym
        przy bramie głównej. Skutek był taki, że przez całe dwa dni: Wszystkich
        Świętych i Zaduszki, wokół zamkniętych toalet od rana do wieczora kucał
        wianuszek pań, które tylko się tam wymieniały - pracownicy Zarządu Cmentarzy
        Komunalnych podsypywali od czasu do czasu wapno chlorowane.
        Toalety "toi-toi" dano dopiero w r. 1998.
        • tamsin Re: To już nie PRL 18.12.06, 22:19
          Pamietam jeden zjazd drogowy, jeszcze w czasach PRL-u, ale podobny problem:
          zjazd przy bardzo ruchliwej drodze miedzymiastowej - trawka, laweczki, mozna
          sobie rozprostowac nogi, zrobic maly piknik... jedyny problem: brak ubikacji,
          lub nawet dziury w ziemi ogrodzonej dla prywatnosci. Rezultat straszny...
          wydeptane sciezki w lesie usiane gownami w odstepach centymetrowych, rowno po
          obu stronach. Nawet zaszywajac sie gleboko w ten lasek nie mozna bylo znalezc
          wolnego centymera na przykucniecie. Po powrocie do naszej "syrenki" cala
          rodzina z pelnymi pecherzami, i jedna spostrzezeniem : ktos zawiesil na drzewie
          woreczek ze swoimi eksrementami, chyba z braku wolnego centymetra na polozenie
          tego na ziemi.
        • luccio1 Re: To już też nie PRL 05.02.07, 22:49
          tylko doświadczenie mojej starszej koleżanki, znajomej jeszcze od czasu moich
          studiów, zdobyte przed dwoma laty, kiedy przez pół roku chodziła po ludziach
          jako ankieterka (wzięła tę pracę, żeby mieć wymagane minimum stażu pracy do
          jakiejkolwiek emerytury, gdy dojdzie do odpowiedniego wieku):
          na samym początku kilka razy, prosząc w odwiedzanych mieszkaniach o możliwość
          skorzystania z toalety, spotkała się z odmową; wobec tego przestała pytać i
          gwałcąc własne dobre wychowanie zaczęła kucać w różnych miejscach: a to w
          różnych krzaczkach, a to w bramach przejazdowych, a to obok kubłów ze
          śmieciami, a to obok przystanków... wśród kilku setek odwiedzonych mieszkań
          tylko jeden jedyny raz gospodarze pierwsi wskazali łazienkę i
          zaproponowali "umycie rąk" - wtedy uprzejmie podziękowała, mówiąc z
          uśmiechem: "właśnie idąc do Państwa przykucnęłam za pawilonem handlowym".
          (Kawę, herbatę, a nawet coś "treściwego", proponowano znacznie częściej).
          • luccio1 Re: To już też nie PRL 18.03.07, 16:05
            tylko sam początek III RP. Środek lat 90.
            Popołudnie dnia Wszystkich Świętych przed Cmentarzem Rakowickim w Krakowie.
            Na chodniku ul. Rakowickiej, niedaleko bramy głównej, tam gdzie są początkowe
            przystanki tramwajowe, przy krawędzi pełnego ludzi chodnika szereg wózków
            inwalidzkich z kalekimi dziećmi - z tyłu krawężnik, wąski skwerek z rachityczną
            trawką, jakiś metr dalej mur cmentarza.
            Obok wózków stoją matki(?) - każda w żałobie. Są i tabliczki z przyczyną, dla
            której stoi się na ulicy (najczęściej coś w rodzaju: "Po śmierci Rodziców sama
            z chorym dzieckiem"), są i pudełka na datki...
            Z tyłu na trawniku - rząd kup, idealnie po jednej za każdym wózkiem; koło
            każdej kupy porozrzucane zużyte chusteczki higieniczne, serwetki... - namacalny
            ślad tego, że każda z matek od rana przykucnęła za wózkiem swego dziecka już
            kilka razy. Jedna właśnie kuca i robi nową kupę - dokładnie na starą...
    • nolwen58 Re: Ubikacje PRL-u 04.01.07, 04:59
      Podrozujac przez Niemcy , stwierdzam ze na stacjach benzynowych kibelki maja
      smierdzace, niby bezplatne , ale pan(i)pissuardes(sa) wwiercaja oczy w kazdego
      uzytkownika. Wiele osob wstydzilo sie korzystac z toalety , no bo jak ?pod "
      ciezkim" spojrzeniem ? i nie zaplacic?uszami tez strzygli , jak byli zajeci na
      stronie meskiej i nie uslyszawszy brzdeku monety , wymownie wlepiali oczy w
      winowajczynie.Raz trafilo mi sie i kliku jeszcze paniom , prawie bladym
      switem , poszukiwac toalety. Nie pamietam miejscowosci (Polska), drzwi sa ,
      ozakowane , lecz zamkniete !Idziemy do obslugi stacji i wymieklysmy .
      Otrzymalysmy wielgasny klucz!Toaleta byla maciupka , ale czysta. Ale wtedy
      wszyskie zaczelysmy wspominac czasy PRL-u.
    • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 15.03.07, 23:43
      Pamiętam wesele, na którym musiałem korzystać z toalety "na wyczucie" -
      wewnątrz było ciemno - pokradziono wszystkie żarówki.
      I stypę, na której dostojne matrony, od stóp do głów w czerni, po kilku
      zaledwie godzinach trwania imprezy załatwiały obie potrzeby kucając pod
      ścianami sali, poczym spokojnie wracały do przerwanej konwersacji (= jedzenia i
      picia na potęgę) przy stole - dojście do toalety okazało się nagle zbyt długie
      i zbyt trudne, zwłaszcza gdy się miało na nogach pantofle na szpilkach...
      Obie rzeczy to połowa lat 80.
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 17.03.07, 19:29
        > dostojne matrony, od stóp do głów w czerni, po kilku
        > zaledwie godzinach trwania imprezy załatwiały obie potrzeby kucając pod
        > ścianami sali, poczym spokojnie wracały do przerwanej konwersacji (= jedzenia
        > i picia na potęgę) przy stole

        Oczywiście, w całym pozostałym życiu były to pańcie z tych, co to mają
        wszystkim zawsze wszystko za złe, którym wszystko jest nie tak - paniusie
        wymagające, by koło nich tańczyć, chcące być zawsze w centrum uwagi - co
        najmniej rodziny...
    • babiana Re: Ubikacje PRL-u 16.03.07, 14:55
      Niedawno bedac w Polsce natknelam sie na rozmazana kupe w moczu na klatce
      schodowej(przy wejsciu). Nie wiem czy to byla psia czy tez ludzka.
      Obrzydlistwo.Myslalam, ze juz cos sie w tej materii zmienilo.
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 17.03.07, 12:25
        babiana napisała:

        > Niedawno bedac w Polsce natknelam sie na rozmazana kupe w moczu na klatce
        > schodowej(przy wejsciu). Nie wiem czy to byla psia czy tez ludzka.

        Prawdopodobnie zrobił to człowiek - i niestety najprawdopodobniej jakaś pani
        (byłoby chyba już lepiej, gdyby zrobiła to samo na trawę albo nawet na chodnik).
        • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 17.03.07, 13:12
          Czasem robią tak dzieci bawiące się na podwórku, jak nie chce im się wejść do
          mieszkania na czwarte piętro bez windy. Albo jak już nie mają czasu na takie
          wejście.
          No i niektórzy jeszcze właściciele psów wypuszczają zwierzaka z mieszkania, ale
          nie spieszą się z zejściem, żeby go wyprowadzić. A drzwi wejściowe do klatki
          schodowej coraz częściej są solidnie zamykane, to już nie te drzwi, co jak
          średniej wielkości pies popchnął, to się otwierały.
          W obydwu przypadkach pojawia się "dekoracja" w klatce schodowej blisko drzwi.
    • sherman-doberman Re: Ubikacje PRL-u 16.03.07, 21:51
      Choruję (dziedzicznie) na nerki i miewam też kłopot z pęcherzem, toteż temat toaletowy jest mi bliski i
      od lat go studiuję. Mogę śmiało powiedzić, że znam wszystkie toalety publiczne na trasie Genewa-
      Stokholm i Genewa-Warszawa-Olsztyn(przez Berlin). Chyba powinnam napisać na ten temat jakiś
      traktat.
      Oto dzisiejsze doświadczenie.Udałam się na cotygodniowe zakupy żywieniowe do najbliższego
      supermarketu (Francja w okolicach Genewy).Od czasu otwarcia nowej wersji supermarkietu istnieje w
      nim taoleta dla klientów (dawniej nie było, panowie wietrzyli siusiaki wzdłuż ścian markietu, panie
      musiały trzymać, bo przykucanie tu nie istnieje. Najwyraźniej szowinistyczny kraj - tylko mężczyźni
      mogą się załatwiać publicznie, co czynią cząsto i z upodobaniem. Kiedyś lokalna prasa opublikowała
      gniewny list starszej pani, typowe starcze dolegliwości pęcherza i konieczność cząstego odwiedzania
      toalety. Ponieważ nie było, prosiła o skorzystanie z WC dla obsługi, czego jej odmówiono). No i
      przycisnęło mnie, tym bardzej, że po drodze byłam w innych sklepach- oczywiście bez WC. O dziwo,
      toaleta była otwarta - od otwarcia nowego markietu minęły tak ze 2,5 roku, więc cęsto WC zabite na
      głucho). Wchodzim i co widzim: Deska klozetowa odwerana i spoczywa oparta o ścianę. Brak mydła,
      papieru toaletowego i ręczników. Brudna podłoga. Drzwi się nie zamykają, w okolicach zamka
      wywiercona dziura, zaktkana chusteczką higieniczną. Sedes oblany. O dziwo- wodę dało się spuścić.
      Mamy rok pański 2007 we Francji, dumnej ze swojej roli cywilizacyjnej i przekonanej o swojej
      wyższości wobec innych narodów, a zwłaszcza Ameryki (mieszkałam tam 3 lata, bywałam co roku
      przez dalsze 15, nigdy nie widziałam brudnej toalety).
      I niech mi teraz ktoś wmówi, że brudne toalety to system, wiadomo jaki!
      I żeby nie było nieporozumień - Polaków w tej okolicy prawie się nie widuje.Innych obywateli byłych
      demolodów jeszcze rzadziej.
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 16.03.07, 22:12
        sherman-doberman napisała:
        Udałam się na cotygodniowe zakupy żywieniowe do najbliższego
        > supermarketu (Francja w okolicach Genewy).Od czasu otwarcia nowej wersji
        > supermarkietu istnieje w nim toaleta dla klientów (dawniej nie było, panowie
        > wietrzyli siusiaki wzdłuż ścian markietu, panie musiały trzymać, bo
        > przykucanie tu nie istnieje. Najwyraźniej szowinistyczny kraj - tylko
        > mężczyźni mogą się załatwiać publicznie, co czynią cząsto i z upodobaniem.
        > Kiedyś lokalnaprasa opublikowała gniewny list starszej pani, typowe starcze
        > dolegliwości pęcherza i konieczność częstego odwiedzania toalety. Ponieważ
        > nie było, prosiła o skorzystanie z WC dla obsługi, czego jej odmówiono).

        Na co mogłaby się narazić ta starsza Pani, gdyby po odmowie zdecydowała się w
        formie manifestacji przed samym wejściem do supermarketu podnieść spódnicę,
        zdjąć "niewymowne", wypiąć pas do pończoch i zostawić na chodniku obie pamiątki
        po sobie - i do tego chusteczki higieniczne rzucone zabrudzoną stroną do góry?
          • luccio1 Kobieta walcząca o prawo publicznego załatwiania 16.03.07, 23:17
            Kobieta walcząca i manifestująca w środku dnia na rzecz swego prawa do
            publicznego załatwienia swych potrzeb w chwili, gdy staną się dokuczliwe:

            widziałem ją sześć lat temu w centrum Krakowa (jedna z przecznic Karmelickiej).
            Dziewczyna lat ok.30, z twarzy inteligentka nie pierwszego ani nie drugiego
            pokolenia;
            ubrana w żałobę cokolwiek w stylu retro (czarna gruba sukienka, na to czarny
            żakiet, na głowie toczek i jeszcze kawałki czarnej koronki wpięte we włosy o
            pięknym naturalnym kasztanowym kolorze, z pojedynczymi srebrnymi niteczkami;
            dziewczyna kuca pod ścianą kamienicy, w niemal pełnym słońcu;
            spod podkasanej sukienki widać bieliznę - też w stylu "retro": szarobłękitna
            halka, zwinięta na biodrach, pas do pończoch koloru różu herbacianego, na
            podwiązkach metalowe zaciski do regulowania długości gumki, lśniące druciane
            żabki dobrze trzymające czarne cienkie pończochy, nieco przejrzyste tam, gdzie
            się akurat rozciągają, na udach zrolowane seledynowe majtki tradycyjnego kroju;
            dziewczyna skończyła właśnie sikać - teraz do kałuży wylewa się jasna rzadka
            kupa...
            Chodnikiem przechodzą ludzie. Bez jednego słowa. Jakby oni i dziewczyna
            funkcjonowali w dwóch odrębnych światach.
            Obok dziewczyny, oparta o ścianę, stoi kula - taka, jaką się podpierają ludzie,
            których nogi nie chcą nosić same i potrzebują wsparcia rąk; na kuli zawieszona
            wypchana reklamówka z zakupami...
            Strój żałobny i kula: wskazanie na dwie okoliczności, na podstawie których
            dziewczyna żądała tolerancji dla swego zachowania mogącego szokować (żądała
            tolerancji - nie prosiła!):
            pierwsza: straciłam bliską osobę - bądźcie wobec mnie delikatni i wyrozumiali;
            druga: jak Państwo sami widzicie, ciężko mi chodzić, sprawia mi to ból - nie
            wymagajcie ode mnie, abym szukała toalety, gdy potrzeba nagli już już - (i tym
            bardziej nie zmuszajcie mnie do proszenia o pozwolenie na skorzystanie! to mnie
            upokarza o wiele bardziej niż to, co robię teraz!).
          • luccio1 "Amnestia toaletowa" dla Matek Polek 17.03.07, 20:24
            Pozwolić kobiecie w ciąży - przyszłej matce - załatwić się nawet przy ludziach,
            na skwerku, nawet na chodniku - jej zdrowie, a zatem i zdrowie dziecka, jest
            ważniejsze od ewentualnego zgorszenia kogokolwiek.
            Pozwolić na to samo matce dżwigającej siatki z zakupami, czy pchającej wózek z
            najmłodszym dzieckiem, i ciągnącej za sobą dwoje-troje starszych - niech nie
            biegnie z obłędem w oczach byle już-już być w domu - można myśleć, że podnosząc
            spódnicę na ulicy, zgorszy kogoś - z większą pewnością uniknie wypadku, nie
            wejdzie np. niespodzianie wprost pod jadący samochód, gdy jej zdolność
            odbierania bodźców ze świata zewnętrznego nie będzie przytłumiona alarmem
            pochodzącym od pęcherza lub/i jelit...Uznać, że jeśli matka w parku idzie wraz
            z dziećmi zrobić siusiu pod drzewo czy za krzaczki - w dalszym ciągu po prostu
            bawi się z nimi...

            Padło bardzo wiele słów o świętości życia - bardzo dobrze. Konkrety - nie
            poszły za tym żadne.
            Nie zrobiono najważniejszego: tego, żeby zarobek ojca wystarczał na całą
            rodzinę.
            Jeśli nie zrobiono nic w rzeczy tak ważnej, i wielu innych, ważnych zaledwie
            trochę mniej - to czy nie okazać chociażby odrobinę tolerancji?

            To były oczywiście tylko takie moje luźne rozważania - trochę w
            konwencji "wisielczego humoru".
      • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 18.03.07, 15:08
        sherman-doberman napisała:
        > Od czasu otwarcia nowej wersji supermarkietu istnieje w
        > nim toaleta dla klientów (dawniej nie było, panowie wietrzyli siusiaki wzdłuż
        > ścian markietu, panie musiały trzymać, bo przykucanie tu nie istnieje.
        > Najwyraźniej szowinistyczny kraj - tylko mężczyźni mogą się załatwiać
        > publicznie...
        Gdyby Polska Ludowa w latach 50-60 zaczęła budować "supermarkiety" z dala od
        centrów - zapewne widzielibyśmy wzdłuż ścian "markietu" rząd mamuś z wózkami,
        wystawiających na widok pasy do pończoch...
        Zresztą to i tak się działo tu i tam - z tyłu za pawilonem handlowym. Zwykle
        robiły tak dzień po dniu te same osoby.
    • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u: "Bez końca" inaczej 17.03.07, 21:57
      Jest w filmie ś.p. Krzysztofa Kieślowskiego "Bez końca" scena, w której główna
      bohaterka: Anna, odtwarzana przez Grażynę Szapołowską, siedzi w barze
      hotelu "Victoria" z jakimś znajomym; ten znajomy zrywa się nagle ze
      słowami "Wywożą mi samochód!"; Szapołowska zostaje sama przy stoliku z lampką
      wina. Przychodzi jakiś gość ze strefy wolnodewizowej, ocenia sytuację w jego
      rozumieniu jednoznacznie, pada propozycja "fifty dollars, O.K.?" - potem jest
      nakręcany kamerą z boku akt na tapczanie, a właściwie skórzanym pufie w pokoju
      w "Victorii", wreszcie zbliżenie ręki owego klienta wsuwającej banknot 50$ do
      torebki głównej bohaterki. I gdzieś po drodze pada z ust "Anny" westchnienie:
      masz takie same ręce, jak miał mój mąż... - to zdanie miało być kluczem, dla
      którego cała scena znalazła się w filmie: Anna jest zagubiona po śmierci męża,
      nieustannie biegnie przed siebie, bez celu, dla samego biegu, jak gdyby
      spoczynek miał być śmiercią i końcem wszystkiego. No i owe 50 dolarów, które
      każdy jeden powinien sobie przeliczyć po ówczesnym kursie czarnorynkowym, 50
      dolarów za krótkie zespolenie fizyczne z obcym człowiekiem, właściwie za nic(?)
      - i kwota w złotych po przeliczeniu - to wszystko miało uprzytamniać,
      przypominać, a obcym pokazywać: co to takiego była komuna w Polsce (akcja toczy
      się jesienią pierwszego roku stanu wojennego).

      Tej sceny mogłoby nie być. Zamiast niej mogłaby być inna. Anna, ubrana nie w
      szafirowy spodnium, jak na filmie, lecz w normalną polską czarną żałobę: grubą
      czarną spódnicę poza kolana, czarne pończochy, czarne botki do pół łydki (chyba
      tak najlepiej, jeśli akcja toczy się już jesienią), gruby żakietopłaszcz
      opadający na uda, na głowie albo czarna chustka zawiązana pod brodą, albo
      toczek, z którego można opuścić woalkę na twarz... jedzie najpierw tramwajem,
      potem autobusem (nie samochodem!!! w czasie, gdy były kartki na benzynę!);
      wysiada, idzie ciemną, prawie pustą ulicą,w obu rękach siaty i torby, torebka
      na pasku przez ramię...
      Widzi restaurację, wchodzi - szatniarz z punktu: "obowiązuje konsumpcja 3000
      zł, dziś dansing" (w lokalu jakoś nie ma prawie nikogo).
      "Przepraszam Pana najmocniej, chciałam tylko skorzystać z toalety".
      "Proszę Pani, powiedziałem: konsumpcja 3000, albo w tył zwrot i do widzenia".
      "Proszę Pana, aż mi niezręcznie mówić, ja naprawdę bardzo potrzebuję. Gdyby Pan
      choć powiedział, dokąd mogłabym pójść, jeśli tutaj nie można?"
      "Co mi Paniusia d... kręci! Ja Pani powiem: Pani potrzebuje się załatwić, a nie
      takie tam: "skorzystać z toalety". Żeby się Paniusia załatwiła, nie musi
      Paniusia korzystać. Wystarczy powiedzieć mi "dobranoc", wyjść na ulicę, tam
      kiecka do góry - w końcu już jest ciemno".
      Anna mówi: "Przepraszam za kłopot. Dobranoc Panu" - i wychodzi. Potem już na
      ulicy, w poświacie bijącej od okna restauracji, odwraca się do tego okna
      plecami; siatki odstawia na bok, zdejmuje toczek, rozpuszcza woalkę i zakłada
      go z powrotem - teraz jej twarzy już nie widać pod ciemnym półprzejrzystym
      płótnem (koronką?).
      Następnie odpina dolny guzik żakietu, poły na bok, pochyla się nieco, ujmuje
      oburącz spódnicę...
      Tu mógłby już być klaps - i koniec sceny. Już wszystko zostało powiedziane.
      Oczywiście można byłoby pokazywać dalej (tylko czy puściłaby to cenzura?);
      spódnica wędruje w górę, odsłaniając rąbek różowej halki; halka wędruje w górę,
      pokazując górne brzegi pończoch - grubsze i ciemniejsze, niż same pończochy,
      lekko przeświecające; widać różowe podwiązki z metalowymi "żabkami"... - potem
      majtki w dół, przykucnięcie i cała fizjologia (wraz z głosem na ścieżce) - aż
      do końca. Potem jeszcze jakieś kroki spoza kadru, głos: "Patrz - ale się k...
      nawaliła!" - i w tym momencie zbliżenie twarzy, Anna odrzuca welon, widać łzy w
      oczach... Na tym koniec.

      Przy tej scenie nie trzeba pamiętać, ile wartał dolar prawie 25 lat temu. Cała
      scena, wraz z kluczowym elementem: chamskimi odzywkami emerytowanego ubeka,
      mówi wystarczająco, czym była komuna, i to mówi nawet nie Polakowi,
      człowiekowi, który nie niesie na grzbiecie całego bagażu historii Polski
      ostatnich 200, albo i więcej lat.

      (NB: "Jak Pani potrzebuje się załatwić, to nie potrzebuje Pani korzystać z
      toalety" - to autentyk. Prawie 50 lat temu usłyszała te słowa moja Mama - w
      kawiarni, do której weszła z ulicy).
    • luccio1 Re: Ubikacje PRL-u 24.03.07, 20:48
      Za PRL-u toalet dla "ludzi" nie miały również kościoły, zwłaszcza te stare.
      Pamiętam powtarzający się i "bijący po oczach" obraz sprzed 30 lat: kończy się
      suma u św. Anny w Krakowie - różne starsze panie wędrują najpierw na Planty pod
      krzaczki, a dopiero potem do tramwaju
      (kościół ten, jako kościół uniwersytecki, ściągał ludzi z całego Krakowa -
      jeżdżono do niego nawet godzinę w jedną stronę).
      • tamsin Re: Ubikacje PRL-u 24.03.07, 23:11
        a nawet jak je mialy, to byly trudne do odnalezienia :-) Moj stary kosciol
        wybudowal sobie bardzo nowe budynki obok na potrzeby lekcji katechezy. Kto
        chodzil na lekcje relgii (czyli dzieci) to wiedzial gdzie sa toalety, starsi
        musieli trzymac az do domu doszli, lub dawac nura w krzaki.
    • brillen Re: Ubikacje PRL-u 25.03.07, 09:02

      "Nie przystoi witać kogoś, kto właśnie oddaje mocz, czy się wypróżnia" - radził
      w XVI wieku Erazm z Rotterdamu". Jestem już umyty i wyczesany, więc się witam.
      ...w szkolnych kibelkach oprócz bąkow puszczano dymka. Zdaje się, że nic się nie
      zmienilo od tamtych czasów. Nadal pali się tam papierosy. Płci męskiej
      zgrupowanej w kółeczku (dziewczyny wtedy raczej nie paliły - potwierdzi to
      zapewne Horpyna) i puszczajacej dymka przychodziło wiele spostrzeżeń “in cloaca”.
      Ciekawą rozprawkę podrzucam
      wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k=,wid,8786286,wiadomosc.html
      • horpyna4 Re: Ubikacje PRL-u 25.03.07, 11:35
        Fajna rozprawka, można dorzucić do niej jeszcze toalety podróżne. Widziałam coś
        takiego w muzeum - dworku Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. Okrągły drewniany
        taboret z porcelanowym (lub fajansowym) wkładem ze szczelnie zamykaną pokrywką.
        Korzystano z tego w pojazdach, a na postojach opróżniano, zapewne w rowie
        przydrożnym.
        No, ale to dawniejsze czasy. Wracając do PRL-u, kto pamięta nocniki w
        przedziałach pociągów sypialnych? Były chyba takie trochę podłużne, rzeczywiście
        mogły przypominać sosjerki...
        • sherman-doberman Re: Ubikacje PRL-u 25.03.07, 19:00
          Wcale nie dawne czasy. Jeżeli chcesz, możesz terz kupić nowoczesne, nawet składane, nocniki/toalety
          samochodowe. Zapewne nie są popularne, bo ostatnio buduje się jednak coraz więcej zajazdów z
          toaletami publicznymi. Wciąż jednak bywają trasy, gdzie taki gadżet ma rację bytu.Że też nie było nic
          takiego, kiedy wystawało się godzinami pod granicą polską!
    • trajlajlaj Re: Ubikacje PRL-u 24.03.08, 21:58
      Nie wiem czy ktoś z was pamięta taką sztuczkę:jak podetrzeć się biletem
      autobusowym lub tramwajowym (wiadomo,że były trudności z papierem
      toaletowym).Otóż bilet ów był z miękkiego papieru - należało go złożyć na
      pół,potem jeszcze raz na pół,następnie (to powinno się pokazywać)na tym zgięciu
      urwać rożek.Do powstałej w ten sposób dziury wsadzić palec i się
      podetrzeć.Zsunąć ten bilet po palcu i 2 rożkiem wyczyścić paznokieć.
    • luccio1 Rada na koniec szkoły 31.03.08, 23:37
      Gdy w czerwcu 1969 zbliżaliśmy się do końca kl. VIII (i w ogóle szkoły
      podstawowej), nasza Pani Wychowawczyni (i polonistka zarazem) miała na ostatniej
      lekcji wychowawczej przemowę do żeńskiej połowy klasy - mniej więcej tak:
      Będziecie od jesieni w nowych szkołach. Każdej z was droga z domu do szkoły i ze
      szkoły do domu wydłuży się w porównaniu z tym, co miałyście dotychczas. Jeśli
      którąkolwiek podczas tej drogi przyciśnie, z dala od domu, z dala od szkoły -
      proszę i uczulam każdą z osobna: nie chodź do żadnej ubikacji nie w domu, nie w
      szkole, a już Boże broń do toalety publicznej;
      nie dasz rady inaczej, znajdź jakiś kącik albo odejdź na bok -
      i przykucnij.
      W obcej ubikacji nigdy nie wiesz, kto korzystał przed tobą; nie wiesz nawet,
      jakie świństwa zbierzesz ręką z klamki...
      Rada była wypowiedziana w najlepszej wierze.
      • foxie777 Re: Rada na koniec szkoły 01.04.08, 05:49
        To byla dobra rada, bo ja NIGDY nie usiade na kiblu
        nawet w najbardziej ekskluzywnej toalecie.
        Jesli zas chodzi o "tamte" czasy, to bylo to straszne.
        Pamietam z czasow wakacyjnych , latryny, czy dziury
        z muchami i smierdzace.Makabra.I ten twardy papier, albo
        pociete gazety.Do tej pory mam uraz, i zawsze kupuje
        papier toaletowy najlepszej jakosci, na cene nie patrze.

        pozdr

        pozdr

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka