m.maska Re: Voyage, Voyage 09.02.11, 04:11 Zbigniew Herbert Podróż 1 Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi i abyś całą skórą zmierzył się ze światem 2 Zaprzyjaźń się z Grekiem z Efezu Żydem z Aleksandrii poprowadzą ciebie przez uśpione bazary miasta traktatów kryptoportyki tam nad wygasłym atanorem tablicą szmaragdową kołyszą się Basileos Valens Zosima Geber Filalet (złoto wyparowało mądrość pozostała) przez uchyloną zasłonę Izydy korytarze jak lustra oprawione w ciemność milczące inicjacje i niewinne orgie przez opuszczone sztolnie mitów i religii dotrzecie do nagich bogów bez symboli umarłych to jest wiecznych w cieniu swych potworów 3 Jeżeli już będziesz wiedział zamilcz swoją wiedzę na nowo ucz się świata jak joński filozof smakuj wodę i ogień powietrze i ziemię bo one pozostaną gdy wszystko przeminie i pozostanie podróż chociaż już nie twoja 4 Wtedy ojczyzna wyda ci się mała kołyska łódka przywiązana do gałęzi włosem matki kiedy wspomnisz jej imię nikt z tych przy ognisku nie będzie wiedział za jaką leży górą jakie rodzi drzewa kiedy tak iście mało potrzeba jej czułości powtarzaj przed zaśnięciem śmieszne dźwięki mowy że - czy - się uśmiechaj się przed zaśnięciem do ślepej ikony do łopuchów potoku do steczki do łęgów przeminął dom jest obłok ponad światem 5 Odkryj znikomość mowy królewską moc gestu bezużyteczność pojęć czystość samogłosek którymi można wyrazić wszystko żal radość zachwyt gniew lecz nie miej gniewu przyjmuj wszystko 6 Co to za miasto zatoka ulica rzeka skała która rośnie na morzu nie prosi o nazwę a ziemia jest jak niebo drogowskazy wiatrów światła wysokie i niskie tabliczki w proch się rozpadły piasek deszcz i trawa wyrównały wspomnienia imiona są jak muzyka przejrzyste i bez znaczenia Kalambaka Orchomenos Kavalla Levadia zegar staje i odtąd godziny są czarne białe lub niebieskie nasiąkają myślą że tracisz rysy twarzy kiedy niebo położy pieczęć na twej głowie cóż może odpowiedzieć ostom wyżłobiony napis oddaj puste siodło bez żalu oddaj powietrze innemu 7 Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa powtórka świata elementarna podróż rozmowa z żywiołami pytanie bez odpowiedzi pakt wymuszony po walce wielkie pojednanie Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Voyage, Voyage 09.02.11, 16:07 Śliczny video-clip, Maseczko. Wszędzie bym chciała.... Hmm...i jakaś znajoma postać w filmiku mi mignęła Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Voyage, Voyage 09.02.11, 16:08 ....a piosenkę nucę od samego rana. Nie chce się ode mnie odczepić Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 09.02.11, 16:18 a moze jestes "reif für die Insel"?(tlum.dojrzałaś do wyjazdu na wyspę) Odpowiedz Link
maja-z-podworka Re: Voyage, Voyage 10.02.11, 09:05 Nioe wiem, czy jest ktoś, kto nie marzył o takiej podróży, jaką opisuje Herbert.... Jak w dawnych wiekach - bez obciążenia zbędnym bagażem, prawie bez planu....poznawać Ziemię. Poczuć wspólnotę przyrody i człowieka....Straszna tęsknota łapie mnie, kiedy czytam ten wiersz. Ale przy planowaniu urlopu, wygrywa dostępność bieżącej ciepłej wody. I może wtedy najbardziej czuję upływające lata - wiem, że takie wędrówki nigdy już nie będą moim udziałem. Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 10.02.11, 20:19 Wiesz Majeczko, ja kiedy planuje wyjazd tez musze miec swiadomosc, ze nawet jesli caly dzien bede sie gdzis wloczyc po najrozniejszych miejscach, niekoniecznie najczystszych to jednak wieczorem bede miala do dyspozycji prysznic, swiezy recznik i czysta posciel...a tesknota? ta lapie mnie ilekroc widze lecacy nade mna samolot pasazerski...po niemiecku jest na to swietne okreslenie FERNWEH...to mniej wiecej, ""bol", spowodowany pragnieniem oddalenia sie z miejsca w ktorym sie przebywa, wyjazdu w podroz" - jedno slowo a ja napisalam ich tyle i wciaz to nie jest to... ale wiem Maju, ze Ty wiesz o co chodzi. Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 09.02.11, 16:24 AL...w parku Güell znajduje sie najdluzsza lawka do siedzenia, chyba na swiecie - no to jak mozna ominac taka okazje a przy tym odpoczac nieco? Odpowiedz Link
m.maska [...] 03.04.11, 23:05 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska [...] 11.02.11, 06:39 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska [...] 11.02.11, 06:54 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska [...] 11.02.11, 14:17 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Lizbona…Elevadores 11.02.11, 18:28 Lizbona, miasto położone na siedmiu wzgórzach – ma niezapomniany flair. Nie jest wielkie, nie ma nawet miliona mieszkańców tylko około 600tysiecy, ale ma w sobie tyle fasetek że można by napisać na ten temat książkę. Miasto dolne i miasto górne – co to w praktyce oznacza? Schody, schody, schody, niezliczone ilości schodów...i windy. Czyżby windy? Po portugalsku Elevador czyli winda... nie widziałam czegoś podobnego nigdzie....Elevador da Bica, Elevador da Gloria, Elevador da Lavra, Elevador de Santa Justa.... Jak można opisać przygodę pt. Jazda windą w Lizbonie – to coś jak kolejka szynowa, od schodów do schodów, po drodze mijanka – przepycha się ten wagonik w górę lub w dół wąskim korytarzem między budynkami, nie za szybko. Co sprawniejsi wysiadają lub wsiadają w biegu, kiedy mija miejsce do którego zmierzają lub skąd wybierają się w drogę. Ale nie każdy Elevador z tych czterech można tak po prostu odnaleźć – niektóre ukrywają się za zamkniętą bramą wejściową do budynku i niekiedy tylko to łut szczęścia: kiedy brama się otworzy a za nią nie ukaże się korytarz prowadzący do klatki schodowej i mieszkań a właśnie wagonik Elevador.... Elevador da Bica Wbrew pozorom opisanie tego wcale nie jest takie proste – to trzeba przeżyć, usłyszeć skrzypienie nienaoliwionych kół, spotkać w którymś z tych wagoników rozgadanego Portugalczyka, tak podobnego jakby zszedł z któregoś z portretów rodziny królewskiej, oglądanych kilka dni wcześniej w Queluz. Trzy pierwsze Elevadores kursują między budynkami, transportują mieszkańców z dolnego miasta do górnego i w kierunku odwrotnym, ale ta ostatnia, to rzeczywiście winda... Nocą ukazuje się podobnie jak wieża Eiffela oświetlona w koronkowej sukni. 32m w górę...dwie kabiny wyłożone bordowym aksamitem...każda zabiera 25 osób i każdą obsługuje windziarz. Zwykle transportuje mieszkańców z miasta dolnego do górnego – można dostać zawrotu głowy przechodząc z windy pomostem wprost na niewielki plac przed Igreja do Carmo(ale to już zupełnie inna fascynująca historia). Kiedy byłam w Lizbonie, wyjście przez Rua do Carmo było nieczynne. Kilka lat wcześniej był tam wielki pożar i właśnie odnawiane było całe przejście a Elevador de Santa Justa stanowiła chwilowo wieżę widokową... na samo wspomnienie dostaję zawrotu głowy. Winda jedzie z dołu do góry – nie ma nic pomiędzy – na górze jest stacja końcowa a ponad nią platforma widokowa z niewielką kawiarenką...jaka droga prowadzi na tę platformę? Może lepiej uprzedzę, osobom z lękiem wysokości i dużą wyobraźnią radzę w tym miejscu przestać czytać. Mnie na samo wspomnienie kręci się w głowie.... Na platformę prowadzą kręcone wąskie koronkowe schodki, ładniutkie...ale jeśli piszę wąskie kręcone, to one są wąskie, powiedziałabym są nawet ciasne – myślę, że już jakaś tęższa osoba miałaby problem wejść po nich i złapać zakręt...ale wejść w górę to bajka. A tam.... miasto pod nami, jak okiem sięgnąć – z bezpiecznej odległości do balustrady kręciłam film, w głowie nieustannie myśl: gdzie jestem – to co się nakręciło, to był raczej przypadek, bo nie miałam odwagi nawet patrzeć w kamerę....sporo tam nieba było jak się potem okazało. Ale byłam tam...a potem przyszedł najgorszy moment, trzeba było zejść, już innymi kręconymi schodkami, były tak wąskie, że właśnie z tego powodu były przeznaczone tylko do ruchu w jednym kierunku...hm pierwszy krok, spoglądam pod nogi i co widzę? W odległości ok 35m....między metalową, niezbyt gęstą koronką - ulica...no przecież jeśli źle postawię nogę, to pewnie spikuję w dół...dwa schody w dół, schody się kręcą a mnie kręci się w głowie – nie, nie ma mowy...za mną schodzi moja towarzyszka, musi się cofnąć do góry, ja wracam... po chwili kolejne podejście, spoglądam w dół? No przecież między tę metalową koronkę można wpaść...dlaczego nie widziałam platformy pod sobą? Widziałam tylko tę bardzo odległą ulicę i niczego co oddzielałoby mnie od niej... i...mowy nie ma, nie zejdę, teraz cofa się moja towarzyszka i jakaś para Węgrów, która zaczęła schodzić tuż za nami – nie było w ich wzroku nawet odrobiny potępienia...ile to trwało? nie wiem – schodziłam w końcu po tych schodach tyłem i z zamkniętymi oczami – uffff....i na to są niestety świadkowie. Elevador do Carmo / Elevador de Santa Justa Odpowiedz Link
m.maska Re: Lizbona…Elevadores 12.02.11, 03:33 ...wyjście z Elevador de Santa Justa na wysokości Igreja do Carmo nie było możliwe i jak dostać się do miasta położonego dużo wyżej?... to wcale nie takie proste, jeśli nie chce się tracić czasu i nadrabiać drogi liczącej kilka kilometrów.... Początkowo zamiast jechać z Baixa(nazwa dzielnicy dolnej)do góry, trzeba zjechać w dół...do metra, po przeciwnej stronie znajdują się ruchome schody prowadzące do górnego miasta...schody które wydają się nigdy nie skończyć. Ciągną się, co jakiś czas przerywane tylko...zapewne nie istnieje maszyneria, która mogłaby je jednym ciągiem uruchomić. Wychodzi się wprost w dzielnicy Chiado...po prawej napotykamy na przesławną kawiarnię A Brasileira, przed wejściem usadzono na ławeczce postać najsławniejszego portugalskiego poety Fernando Pessoa... Fernando Pessoa - *** (Żal mi gwiazd...) Żal mi gwiazd, Które świecą już tyle lat, Tyle lat... Gwiazd mi żal. Czy nie ma żadnego zmęczenia W rzeczach, Wszystkich rzeczach, Jak zmęczenie nóg lub ramienia? Zmęczenia istnieniem, Byciem, Tylko byciem, Wesołym lub smutnym lśnieniem... Czy nie czeka w końcu Na wszelkie istnienie Nie śmierć, lecz tak Jakby inny koniec? Lub wielkie usprawiedliwienie - Coś takiego jak Przebaczenie? Tutaj pozostawiam linka...chociaż żaden videoclip nie odda atmosfery tego miasta.... www.youtube.com/watch?v=IN6GSGyt61Q&feature=channel Odpowiedz Link
m.maska Re: Lizbona…Elevadores 12.02.11, 03:55 A tutaj jeszcze jeden link... mam wciąż w pamięci tamte schody, tamte tramwaje, tamte windy i tamtą atmosferę www.youtube.com/watch?v=gfQCglk93eA&feature=fvsr A tutaj nocne impresje z Lizbony... www.youtube.com/watch?v=RDRM2dJQDws Odpowiedz Link
m.maska Lizbona…Igreja do Carmo 12.02.11, 16:37 Igreja do Carmo Patrząc z Rossio w górę rzucają się w oczy ruiny Kościoła Karmelitów. Budowa tego kościoła i przylegającego doń klasztoru wiąże się ze spełnieniem przysięgi, którą złożył narodowy bohater Portugalii Nuno Álvares Pereira zanim w roku 1385 poprowadził swoje oddziały przeciwko Kastylii w walce o wyzwolenie Portugalii. Dlaczego ruiny? 10 minut trwało Inferno... Był 1 listopada 1755 roku. Lizbona uroczyście obchodziła dzień Wszystkich Świętych, do kościołów napływały tłumy ludzi. Pogoda była piękna i nic nie wskazywało na zbliżającą się katastrofę. Nagle około godziny dziewiątej przez miasto przeciągnęła wichura, morzem przetoczyły się ogromne fale. Na kilka minut przed dziesiątą, ziemia zaczęła drzeć. Początkowo nieznacznie tylko, krótko potem następny decydujący wstrząs. Wraz z nim nadeszła do Lizbony śmierć. W ziemi tworzyły się ogromne kratery, pochłaniały ludzi, powozy, konie, a także cale domy, pałace i ciągi ulic. Ale wraz z tym nie skończyło się przerażenie. Był dzień Wszystkich Świętych, w kościołach paliły się niezliczone ilości świec, wraz z paleniskami w prywatnych domach zamieniły Lizbonę natychmiast w morze ognia. Ludzie uciekali przed falą ognia, w panice, do portu, tam oczekiwały ich fale wysokości 15m, które dotarły już do dolnego miasta. Cokolwiek stanęło im na drodze, zostało zmiażdżone. Bilans tego, tylko dziesięć minut trwającego inferno był przerażający: 30 000 do 50 000 mieszkańców straciło życie, Lizbona liczyła wtedy 270 000 mieszkańców, tysiące domów zostało zmiecionych, ponad 100 kościołów, 40 klasztorów, 300 pałaców. Jedynie dzielnice Alfama i Belém, gdzie w tym czasie przebywał król wraz z dworem, nie ucierpiały. Kara Boża? Europa przeżyła szok. Lizbona miała w tamtym czasie dużo większe znaczenie polityczne i gospodarcze niż ma dzisiaj. Giełda zareagowała przerażeniem. Wiele domów handlowych z Amsterdamu, Hamburga, Londynu i Wenecji zainwestowało w Lizbonie. Wśród ówczesnej elity intelektualnej, trzęsienie ziemi w Lizbonie odbiło się szerokim echem. Człowiek Oświecenia ufał w sensowny i bezpieczny porządek wszystkiego, tutaj zachwiała się ta wiara w posadach. Voltaire dopatrywał się w tej katastrofie dowodów przeciw głoszonej przez Leibniza nowoczesnej tezie o „Świecie jedynym i najlepszym z możliwych” 1 listopada 1755 roku nastąpiło trzęsienie ziemi w Lizbonie i roztoczyło ogromne przerażenie nad spokojem i idyllą do której przywykli mieszkańcy( J.W.Goethe – Poezja i Prawda) Goethe miał wtedy 8 lat. Wiele lat później pisał: ogromna, okazała rezydencja, miasto handlowe i portowe bez ostrzeżenia zostało dotknięte ogromnym nieszczęściem. Ziemia trzęsie się i kołysze, morze jest wzburzone, statki wpadają na siebie, domy się walą...sześćdziesiąt tysięcy ludzi w jednym mgnieniu oka, a jeszcze przed chwilą spokojni i zadowoleni, ginie... Oczywiście, ze pewne kręgi dopatrywały się „kary Bożej” za bezwzględność w czasach Inkwizycji albo „odpowiedzi Boga” na heretycki charakter Oświecenia. Protestanccy kaznodzieje niczym nie różnili się wtedy od reakcyjnych Jezuitów. Igreja do Carmo – jest dzisiaj pomnikiem upamiętniającym tamte wydarzenia... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Lizbona…Igreja do Carmo 14.02.11, 18:41 Agadir, o którym tyle już pisałam, tez zmiotło trzęsienie ziemi Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Lizbona…Igreja do Carmo 14.02.11, 19:01 Oczywiście został odbudowany, ale praktycznie nie ma w nim zabytków Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Lizbona…Igreja do Carmo 14.02.11, 19:54 A ponoć było to miasto jak z bajki z tysiąca i jednej nocy. 15 sekund (1960 rok) i wszystko leżało w gruzach. Jedna trzecia mieszkańców zginęła natychmiast, dno oceanu w porcie gwałtownie się obniżyło. To była największa katastrofa w historii Maroko. Odpowiedz Link
m.maska Lizbona…Palacio dos Marqueses de Fronteira 13.02.11, 02:51 Palacio dos Marqueses de Fronteira od strony ogrodu Z dala od miejskiego zgiełku w dzielnicy Benfica odnaleźć można perełkę... tam nie docierają przepełnione turystami autobusy. Pałacyk Markiza de Fronteira jest posiadłością prywatną, oprowadzanie odbywa się indywidualnie, niektóre pomieszczenia nie są dostępne, fotografowanie czy kręcenie filmów zabronione.... Brama wejściowa zawsze zamknięta, trzeba dzwonić... Pałacyk w stylu renesansu jest utrzymany w barwach czerwono-brunatnych – zbudowany pierwotnie w 1640 roku jako pawilon myśliwski, po trzęsieniu ziemi w 1755 roku został rozbudowany ponieważ miejskie mieszkanie Markiza Joao de Mascaranhas zostało zniszczone. Pałac i ogród ozdobione są pięknymi azulejos(kafelkami) z Holandii, Hiszpanii i Portugalii. Wewnątrz obejrzeć można m.in bibliotekę i salę „walki”. Utrwalone na pięknych kafelkach zostały sceny wojenne z okresu restauracji. W sali jadalnej, kafelki ukazują sceny życia wiejskiego i z polowania(kafle z Delft). W sali kominkowej, portrety olejne antenatów obecnego właściciela. -wyjście na taras Taras wyłożony jest także azulejos...schodami przechodzi się do kaplicy i do wspaniałej groty. Ściany kaplicy wyłożone muszlami, porcelaną i kawałkami szkła połyskują kolorami tęczy. Ale właściwie dopiero w ogrodzie doznaje się oczarowania, groty, rzeźby, kafelki, kafelki, kafelki... przedstawiające nierzadko sceny frywolne, dużo alegorii, znaki zodiaku... Aniołowie, demony, ludzie pokazani pod postaciami kotów i małp... ściany pawilonu myśliwskiego(XVIIw.) ukazują dziwne bestiarium z pogranicza sacrum i profanum, zuchwalstwa i prowokacji. Nieważne ile fotek można pokazać, nic nie odda tego, co można zobaczyć w realu i aż dziwne że tak niewielu turystom chce się wziąć na siebie trud odszukania tego niezwykłego miejsca. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Lizbona…Palacio dos Marqueses de Fronte 13.02.11, 11:49 Zawsze marzyłam, aby zwiedzić Lizbonę. Teraz już nie będę marzyc tylko po prostu zaplanuje. Odpowiedz Link
m.maska Re: Lizbona…Palacio dos Marqueses de Fronte 07.03.18, 13:49 al-szamanka napisała: > Zawsze marzyłam, aby zwiedzić Lizbonę. Teraz już nie będę marzyc tylko po prost > u zaplanuje. I spelnilas swoje marzenie Odpowiedz Link
m.maska [...] 16.02.11, 12:55 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Sintra – bajkowe zamki i pałace niedaleko Lizbony 16.02.11, 13:22 Około 30km od Lizbony w górach, leży małe miasteczko Sintra. Jedyne w swoim rodzaju nagromadzenie pałaców, ruin zamkowych i parków znajduje się w górach Serra de Sintra i oświetla miasto bajecznymi kolorami. Już w Średniowieczu, Sintra była letnią rezydencją królów i arystokracji. W naturalnym krajobrazie budowano pałace i zamki. Dzisiaj Sintra należy do światowego dziedzictwa kultury UNESCO Jest tych pałaców i pałacyków, zamków i ruin sporo...co obejrzałam? Palácio National de Sintra, położony w dole, w centrum miasteczka, Palácio Nacional da Pena, górujący nad miasteczkiem, bajkowy pałac Quinta da Regaleira i znajdujące się w pobliżu ogrody Palacio de Monserrate Każde z tych miejsc warte jest opisania, każde z nich było inne, niekiedy dziwne.. bo jak można sobie na przykład wyobrazić coś takiego? Jak dwa górujące nad pałacem a nawet nad miastem, śnieżnobiałe dziwne stożkowe kominy i fasady w stylu manuelińskim, niezwykle ozdobne i bogate w szczegóły...w stylu, który wykształcił się jedynie w Portugalii. Odpowiedz Link
m.maska Sintra – Quinta da Regaleira 18.02.11, 02:32 Około 5 minut potrzeba na przejście szosą od miasteczka w kierunku Monserrate..po lewej stronie ukryta w lesie wznosi się jedna z najokazalszych prywatnych posiadłości w Sintrze, Palácio Quinta da Regaleira. W roku 1995 pałac zostal wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Palácio Quinta da Regaleira przypomina zaklęty zamek z dziecięcych baśni, znany jest także pod nazwą Palácio de Monteiro el de los Millones w nawiązaniu do pierwszego właściciela António Augusto Carvalho Monteiro. António Monteiro był portugalsko-brazylijskim handlarzem kawy i kamieni szlachetnych. Quinta da Regaleira była spełnieniem jego dziecięcych marzeń. Monteiro stworzył miejsce pełne tajemniczych elementów i symboli doskonale ukazujących jego własne zainteresowania. Quinta ciągnie się na czterech hektarach. Główna budowla, pseudomanueliński Palácio dos Milhoes jest najeżona wieżami i wieżyczkami, wewnątrz piękne rokokowe sufity i efektowne secesyjne kafelki. Ogrody przypominają bajkowy zaczarowany świat, pełen niespodzianek, kryją się tam piękne fontanny, mosty, tarasy, jeziorka, groty, podziemne tajemne przejścia i tajemnicze budowle, które przywodzą na myśl alchemików, wolnomularzy, templariuszy i różokrzyżowców. Znajduje się tam także Studnia Wtajemniczenia, która nazwę wzięła od wolnomularskich obrzędów inicjacji. Przez obrotowe kamienne drzwi, schodzi się po obrośniętych mchem krętych schodach na sam dół studni i dalej idzie się tunelem, który kończy się nad jeziorem. Jest tam mieszanina różnych stylów, romański, gotyk, renesans i oczywiście nieodzowny styl manueliński. To po prostu trzeba zobaczyć. Nie robiłam tam prawie wcale zdjęć, kręciłam film – postaram się wyciąć kilka kadrów i tutaj wkleić, ale to nieco później a teraz pozostawiam to co udało mi się odnależć w necie. Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Quinta da Regaleira - pałac 19.04.11, 19:49 rany/......................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! mmmmmaaaaaaaaaaaaaaseeeeeeeeeeeeeeeeeczzzzzzzzzzzzzzzzzzkkkkooooooooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 Odpowiedz Link
m.maska Quinta da Regaleira - ogrody 18.02.11, 03:05 Kaplica Tajemnicze jezioro jeszcze raz jezioro Odpowiedz Link
m.maska Re: Quinta da Regaleira - ogrody 18.02.11, 03:11 Studnia Wtajeminczenia grota ogrodowa ławka ogrodowa ławka, wewnątrz była chłodząca woda Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Quinta da Regaleira - ogrody 19.02.11, 10:28 Mam wrażenie, że styl ten znacząco zainspirował Gaudiego. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Quinta da Regaleira - ogrody 19.02.11, 10:29 Cudowne miejsce, wierze mocno, że zobaczę to wszystko na własne oczy Odpowiedz Link
m.maska Styl manueliński 19.02.11, 12:45 Styl manueliński (oryginalnie "Manuelino") to styl architektoniczny późnego gotyku. Rozwijał się w Portugalii za panowania króla Manuela I Szczęśliwego. Łączy gotyk z rzeźbami o morskich motywach i elementami orientalnymi. Przykładem może być tu Klasztor Hieronimitów z XVI wieku, pobliska Torre de Belém (Wieża Betlejemska), czy Kompleks Klasztorny Zakonu Chrystusa w Tomarze. Za pierwszą budowlę prezentującą ten bogaty w detale styl uważa się Igreja de Jesus w miejscowości Setúbal (1494-1498). (zerżnięte z wiki) Wyżej wspomniany Klasztor Hieronimitow i Torre de Belém w Lizbonie - piękne... powrócę do tego Odpowiedz Link
m.maska [...] 11.07.11, 04:55 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Lizbona...Belém 11.07.11, 05:01 Belém w tłumaczeniu oznacza Betlejem...to dzielnica ciągnąca się wzdłuż północno-zachodniego wybrzeża Tagu. Dzielnica sławiąca epokę żeglarzy i wielkich odkryć geograficznych. Szerokie bulwary, parki, promenady, prowadzą od jednego cudu architektury manuelińskiej do kolejnego...są hołdem złożonym złotej epoce portugalskiego żeglarstwa. Dojeżdża się tam tramwajem nr 15...ale tramwaj nie zatrzymuje się ot tak na przystanku, on zatrzymują się na żądanie (zawsze) Ta dzielnica jest naprawdę szczególna - kiedy samolot schodził do lądowania, widać było całe wybrzeże, widać było Torre de Belém, wieżę niegdyś broniącą ujścia rzeki, widać kilkaset metrów wgłąb lądu znajdujący się Klasztor Hieronimitów a tuż nad brzegiem rzeki pomnik poświęcony Wielkim Odkryciom. Interesująco prezentuje się wzniesiona w 1960roku w 500-lecie śmierci Henryka Żeglarza, księcia odkrywcy, wielka betonowa karawela. Na dziobie Henryk Żeglarz w dłoni trzyma karawelę a wokół niego figury 32 królów, święci, misjonarze, kapitanowie. Na znajdującym się przed pomnikiem placu, namalowano różę wiatrów, ale ta widoczna jest dopiero jeśli wjedzie się na górę i spojrzy w dół z pomnika.... Padrão dos Descobrimentos Róża wiatrów znajdująca się z tyłu pomnika, jeśli przyjąć, że z przodu umieszczono postać Henryka Żeglarza Powrócę kiedyś i do Klasztoru, bo jest doprawdy niezwykły i pałacu królewskiego i do Torre de Belém... jest tam także przepiękny park i wtedy w czerwcu, cały ten Jardim de Ultramar pachniał jaśminem, tam po raz pierwszy widziałam białe pawie, jest też muzeum karet i jest coś jeszcze... ciasteczka... Pastéis de Belém... ale o tym to już następnym razem, w każdym razie są wyborne i zjeść te ciasteczka tam właśnie w Belém, to jest mus...one w żadnym innym miejscu w całej Lizbonie już tak nie smakują... Odpowiedz Link
m.maska Pastéis de Belém 12.07.11, 02:52 Jeśli właśnie przebywa się w Belém, należy koniecznie spróbować tej miejscowej specjalności! Jeden, albo dwa, albo trzy a nawet cztery... nie sposób się powstrzymać, kiedy już znajdują się na talerzyku, te kremowe torciki, wciąż robione wg starej receptury od zawsze w tym samym miejscu, właśnie w tej dzielnicy. ...każdego dnia, wg unikalnej na świecie receptury... wszystko jest wykonywane ręcznie! Jak wiele innych portugalskich deserów, także Pastéis de Belém mają swoją historię... przed laty producent cukierków i właściciel cukrowni Domingos Rafael Alves miał dobrego przyjaciela który był cukiernikiem i pracował w Klasztorze Hieronimitów. Po Rewolucji w roku 1820 zakon został rozwiązany a mnisi i mniszki zostali bez dachu nad głową. Właśnie wtedy producent cukierków zatrudnił mnicha-cukiernika, który był w posiadaniu tajemnej receptury na ciasteczka. Receptura została opatentowana i do dnia dzisiejszego jest strzeżona tajemnicą. Codziennie fabryka produkuje 14 000 tych "torcików"... czy wszystkie są sprzedawane? wystarczy spróbować, a odpowiedź już się pozna, o ile na jednym się poprzestanie... Fabryka produkowała coraz więcej torcików, coraz więcej współpracowników znajdowało zatrudnienie przy produkcji, ale powstawał problem, za wszelką cenę trzeba było uniknąć ujawnienia receptury. Dlatego nowym szefem cukierników mógł zostać tylko ktoś kto pracował w firmie minimum 25 lat i któremu firma ufała. Nawet w takim wypadku - musiał składać przysięgę, że w żadnym wypadku nie zdradzi receptury. Złamanie tajemnicy groziło utratą mienia a nawet więzieniem. Na szczęście, ta przysięga nigdy przez nikogo nie została złamana a tajemnica receptury nadal skrywa się poza murami fabryki. Można te kremowe torciki dostać w wielu kafejkach, ale nigdzie nie smakują tak jak te oryginalne, szczególnie jeśli je się jeszcze ciepłe, posypane cynamonem i cukrem pudrem. Ale nawet kiedy są już zimne, nadal smakują doskonale. Przy fabryce znajduje się kafejka... a w niej... w ciasteczkach nie ma żadnego wyboru, serwowane są tylko i wyłącznie Pastéis de Belém... jest tam cały labirynt małych pomieszczeń, maleńkie stoliki, dwu i czteroosobowe, jest ich wiele, ale wszystkie zawsze zajęte...ściany tych pomieszczeń są wyłożone wspaniałymi azulejos(kafelkami) i tłumy chętnych do skosztowania tego specjału - każdy wychodzi jeszcze z zapakowanym pudełkiem w którym zabiera ze sobą, kolejne porcje Pastéis de Belém to właśnie kawiarnia, która znajduje się przy firmie, która produkuje "kremowe torciki" wyglądają bardzo niepozornie, ale są naprawdę wyborne... Odpowiedz Link
m.maska Re: Pastéis de Belém 13.07.11, 00:58 No cóż... skoro receptura jest chroniona - w takim razie ten przepis to nie tradycyjne Pastéis de Belém a raczej Pastéis de Nata - tzn. tylko podróbka... która jest sprzedawana w innych miejscach, niż Belém... Pastéis de Nata jadłam także na Maderze... Pastéis de Nata składniki na 4 porcje: (trzeba odpowiednio zmultiplikować) 125 g mąki 125 g masła 5 łyżek stołowych wody szczypta soli 2 żółtka 1 jajko 1 łyżka stołowa mąki 1 łyżka stołowa cukru 1 łyżeczka cukru waniliowego 250 ml mleka szczypta utartej skórki cytrynowej szczypta cynamonu Przygotowanie: Mąkę przesiać i zagnieść z łyżeczką masła, 5 łyżkami bardzo zimnej wody i szczyptą soli na jednolitą masę. Cienko rozwałkować, pozostałe masło(musi mieć tę samą temperaturę co ciasto) położyć na środku, z obu stron ciasto założyć na masło, rozwałkować, odwrócić i wałkować w przeciwnym kierunku. Pozostawić na 20 minut. Wałkowanie i pozostawienie na 20 minut, należy powtórzyć trzy razy. Przed użyciem, ciasto włożyć na 30 minut do lodówki. Mleko zagotować. Pozostałe składniki utrzeć razem(jajko, żółtka, cukier, cukier waniliowy, maka, skorka cytrynowa, cynamon) na gładką masę i ubijając dodawać stopniowo do mleka. Na parze albo słabo podgrzewając masę, mieszać aż do zgęstnienia. Cienko rozwałkować ciasto. Wyłożyć nim foremki i napełnić ochłodzonym kremem, przykryć cienką warstwą ciasta. Piec w dobrze nagrzanym piekarniku okolo 20 minut. Podawać jeszcze ciepłe. Idealnie nadaje się forma do muffinek... Odpowiedz Link
m.maska Re: Pastéis de Belém - poprawka 18.02.12, 18:26 > > Idealnie nadaje się forma do muffinek... > > Odpowiedz Link
m.maska Re: Pastéis de Belém - poprawka 18.02.12, 18:24 > Przy fabryce znajduje się kafejka... a w niej... w ciasteczkach nie ma żadnego > wyboru, serwowane są tylko i wyłącznie Pastéis de Belém... jest tam cały labiry > nt małych pomieszczeń, maleńkie stoliki, dwu i czteroosobowe, jest ich wiele, a > le wszystkie zawsze zajęte...ściany tych pomieszczeń są wyłożone wspaniałymi az > ulejos(kafelkami) i tłumy chętnych do skosztowania tego specjału - każdy wychod > zi jeszcze z zapakowanym pudełkiem w którym zabiera ze sobą, kolejne porcje Pas > téis de Belém > > > > to właśnie kawiarnia, która znajduje się przy firmie, która produkuje "kremowe > torciki" > > > > wyglądają bardzo niepozornie, ale są naprawdę wyborne... Odpowiedz Link
m.maska Lizbona...Torre de Belém 23.07.11, 02:45 Dlaczego pokochalam Lizbone? bo jest niezwyklym miastem, niepowtarzalnym... nie jest duza, ale ma bardzo wiele fasetek, nie jest monotonna, nie jest przeladowana muzeami, wszystko jest wywazone, jest historia ale jest i to "moderne".... Pozostajac w Belém, nie mozna zapomniec o Torre de Belém(wieza Belém)... widac ja wyraznie z samolotu, jest niezwykla, zaliczana do architektury "militarnej". Jak wiekszosc podobnych jej "wspanialosci" wzniesiona zostala za panowania Manuela I. Jej zadaniem byla obrona Tagu: w jej lochach, przez krotki czas wieziony byl general Jozef Bem. Mauretanskie wiezyczki, blizniacze okna, renesansowe wloskie loggie, mistrzowska koronkowa architektura, zabawa stylami i motywami manuelinskimi(spiralnie skrecone liny, herby, krzyze itp.) Z tarasu na piatym pietrze rozciaga sie widok na Tag...az po Ocean... taki widok mozna obejrzec z samolotu, ktory wlasnie nadlatuje od strony Oceanu... nie wiem jakie sa korytarze powietrzne, wiem ze nasza trasa prowadzila z Frankfurtu nad Menem, potem przelecielismy nad Paryzem(po drodze to nie bylo) i korytarz dalej prowadzil nad Zatoka Biskajska i wlasciwie caly czas wzdluz zachodniego wybrzeza Hiszpanii a potem Portugalii. Samolot wlasnie tam robi petle i juz bedac nisko nadlutuje od strony Tagu nad miasto. kiedy teraz na to patrze wydaje mi sie, ze wygladem bardziej przypomina cukierkowy palacyk niz militarna wieze obronna... wejscie do wiezy a to juz stanowiska strzelnicze na dolnej kondygnacji sala zwana sala królewską... i kolejnych kilka fragmentow Torre de Belém Odpowiedz Link
m.maska Lizbona...Klasztor Hieronimitów 25.07.11, 03:14 Kiedy stoi sie po przeciwnej stronie ulicy i spoglada na biel tej budowli, na jej wielkosc - wrazenie jest ogromne, wprost dech zapiera... to chyba jedna z najpiekniejszych budowli jakie widzialam. Wspanialy przyklad architektury manuelinskiej, pozny gotyk z inspirowanymi epoka odkryc geograficznych motywami rzezbiarskimi. Manuel I w roku 1502 rozpoczal budowe klasztoru ku chwale portugalskiej monarchii, budowa trwala prawie 100 lat. Wtedy tez zrodzila sie bogata kamieniarska koronka, motywy kwiatowe(liscie, kiscie, ananasy) i morskie(liny, korale, muszle), renesansowa groteska. A kiedy stoi sie tuz przed budowla, nie bardzo wiadomo na czym sie skoncetrowac, obfitosc szczegolow przyprawia o zawrot glowy. Koniecznie trzeba sie zatrzymac przy bocznych drzwiach, to arcydzielo najwiekszych mistrzow kamienia, albo imponujace sklepienie w kosciele... wewnatrz znajduje sie grob Vasco da Gamy...A dziedziniec wewnetrzny, a kruzganki, a... nie, to po prostu trzeba zobaczyc wejscie do Klasztoru Hieronimitów... po prawej wejscie do Kosciola Santa Maria de Belém Odpowiedz Link
m.maska [...] 18.02.12, 18:18 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: Lizbona...Belém - poprawka 18.02.12, 18:29 Nie wiem dlaczego, ale jak widze adresy obrazkow nie sa aktywne... dlatego umieszczam je jeszcze raz: > > Na znajdującym się przed pomnikiem placu, namalowano różę wiatrów, ale ta widoczna >>jest dopiero jeśli wjedzie się na górę i spojrzy w dół z pomnika... > > > > > > > > Padrão dos Descobrimentos > > > > > > > > Róża wiatrów znajdująca się z tyłu pomnika, jeśli przyjąć, że z przodu umieszczono >>postać Henryka Żeglarza Odpowiedz Link
al-szamanka Agadir....flamingi 11.02.11, 22:17 Urlop w Maroko, to nie tylko wypady w głąb lądu, czy na pustynię kamienną. To nie tylko gaje eukaliptusowe i spacery po długiej plaży (9km), to także nieprzewidziane wydarzenia. Otóż w mojej wędrowce po okolicy napotkałam zalew, który podczas przypływu zasilany był wodami oceanu. Zalew był ogromny, płytki i jak tubylcy mi opowiedzieli, od pokoleń stanowił żerowisko flamingów. Zobaczyłam ich wielkie stado dosyć daleko, chciałam je podejść i zrobić doskonale zdjęcia . Nogi grzęzły z kazdym krokiem głębiej w dziwnym podłożu, ale nie zastanawiałam się zbytnio, gdyż okazało się, że moim tropem szedł pies-przybłęda, bałam się, że chory na wściekliznę, wiec szłam dalej i dalej. Pies otrząsał się momentami, z jego kudłów pryskała na boki dziwaczna maź, moje żółte spodenki i biała bluzeczka były nią pięknie pochlapane. Pociągnęłam nosem....coś okropnego; odór, a właściwie ich mieszanina odorów -zgniłej ryby, mułu, odchodów. Zdjęcia strzeliłam i na ląd powróciłam, gdy pies w pewnym momencie zrezygnował z bliższej znajomości, a przestraszone flamingi odleciały ogromną, czerwonawą chmurą. Nogi, do połowy ud, były czarne, pokryte smolistą, obrzydliwą papką, za nic w świecie nie mogłam jej zmyć, nawet gdy szorowałam piaskiem. No i niestety, budząc niezwykłe zainteresowanie plażowiczów, musiałam tak wędrować 9 km. Niektórzy byli na tyle litościwi, że nie zatykali nosów. Paskudztwa tego pozbyłam się dopiero po dwugodzinnym szorowaniu szczotką, gąbką, proszkiem do prania, płynem do mycia naczyń i mydłem, ale jeszcze długo miałam wrażenie, że ciągnie się za mną rybi zapaszek....cóż, pospacerowałam sobie po wspaniałym, półciekłym pokładzie flamingowego guana Odpowiedz Link
m.maska Spacerkiem po plaży... 12.02.11, 19:08 Kazdy kiedys byl nad morzem czy oceanem, jakie sa plaze? gdzie warto spacerowac, a gdzie jest to niemozliwe? Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 12.02.11, 19:21 Lato idzie, warto powspominac...z reka na sercu powiem, ze dla mnie osobiscie, najpiekniejsza plażą jaką widzialam byla plaża na Helu...czy dzisiaj nadal jest taka szeroka, tego nie wiem. W pamieci utkwil mi taki obraz: mijamy wydmy i wychodzimy na bezkresna plażę, gdzies w oddali pojawia sie dopiero brzeg morza...to byl rok 1986... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Spacerkiem po plaży... 12.02.11, 21:28 Wspaniala plaza jest wlasnie w Agadirze. Szerooooka i strasznie dluuuuuuuuuuuuuuga, i niesamowity piasek, i bezkresny ocean Odpowiedz Link
m.maska [...] 18.02.11, 13:15 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 18.02.11, 13:18 Byc nad morzem i nie moc isc brzegiem plazy...to udreka. Od dziecka wiedzialam, ze kiedy stoje na brzegu morza, zachod slonca widze po lewej stronie i to wrasta w pamiec...i ze mozna kilometrami isc i isc - a przeciez nie wszedzie... i ze kiedy odwroce sie, to za plecami beda wydmy a dalej sosnowy las i plaszczyzna. Ale nie wszedzie przeciez...chociaz taki wlasnie obraz nosi sie w pamieci. Kiedy ten krajobraz sie zmienil i ukazal mi sie inny, wtedy ze zdumieniem stwierdzilam, ze to co od lat bylo dla mnie niezmienialne, gdzies indziej, wyglada zupelnie inaczej. Plaża w Marbelli, za plecami palmy i tuż tuż góry, a po prawej zachodzące słońce, oswietlajace swoimi promieniami skałę Gibraltaru. Odpowiedz Link
1zorro-bis Re: Spacerkiem po plaży... 18.02.11, 13:57 ja juz sie urlopu nie moge doczekac....A to dopiero pod koniec maja.:cool. Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 18.02.11, 14:03 A ja krotki bo krotki, ale juz za niepelny miesiac...i zachod slonca po prawej bede miala Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 18.02.11, 18:15 Ta plaża na Costa del Sol, nie jest szczególnie piękna, jest przede wszystkim wąska a woda jest tak przeraźliwie słona i lepka, że piasek ze stóp można dopiero zmyć pod ciepłą bieżącą wodą, przy użyciu mydła...do hotelu wracaliśmy zawsze na bosaka z obawy, że jeśli nałożymy choćby klapki, poobcieramy sobie stopy...ale spacer po plaży jest sympatyczny, ...iść ciągle iść w stronę słońca... www.youtube.com/watch?v=GpCmSmbhtRs Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Spacerkiem po plaży... 19.02.11, 10:33 Ale nawet tam można znaleźć urocze zatoczki, samotne, pełne odwiecznej medytacji.... Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 27.02.11, 15:15 Costa Brava...plaze mozna ogladac z okien pociagu... Linia kolejowa laczaca wybrzeze Costa Brava z Barcelona biegnie dalej na poludnie az do Costa Dorada a dalej Costa Blanca. Jadac pociagiem nie widzi sie zatloczonych plaz, gdzieniegdzie lezy ktos zaplatany, nie ma w rzedach ustawionych lezakow... a spacer po plazy? hmm... i tutaj ciekawostka - rzadko mozna zobaczyc spacerujacych brzegiem plazy, slonce i tak zachodzi na lądzie...tam mozna obejrzec wschod slonca, zobaczyc jak z glebin morskich, zamglone wyłania sie powoli w calej gamie zolci i pomaranczy. Nie, spacerowac sie tym brzegiem nie da - to jak trening...na odcinku Santa Susanna, Malgrat de Mar i dalej na poludnie, plażę stanowi drobny zwirek, cos takiego wielkosci ryżu i to wcale nie przeszkadza, problem stwarza cos zupelnie innego...idac plaza, stopy zapadaja sie w ten "piasek", niekiedy az po kolana...nie da sie tam tez dlatego grac w pilke, bo kazdy ruch przypomina ruch "muchy w smole"... Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 03.04.11, 00:17 Alanya...zachod slonca 16 marca 2011... plaza oddzielona jest szerokim pasem kamieni/otoczakow - co z tego, jesli przejscie po nich jest niekiedy karkolomne...spacerowac? mozna, najlepiej w obuwiu a tak naprawde to najlepiej usiasc i zapatrzec sie w opalizujacy zachod slonca - takich barw nie widzialam nigdy przedtem - na innych wybrzezach woda w tym momencie wydawala sie najczesciej wrecz granatowa Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Spacerkiem po plaży... 05.04.11, 20:55 ...a powietrze lepkie jest od słonej wilgoci Odpowiedz Link
m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 06.04.11, 00:13 latem tak... ale nie teraz w marcu... nie wyobrazam sobie tam byc w lipcu, w sierpniu... ale Madeira - ma wspanialy klimat, to wrecz termiczny luksus... kiedy tam bylam pod koniec czerwca - w Niemczech i w Polsce wszyscy wzdychali z ponad 30 stopniowych upalow - a tam caly czas luksusowe 27° i nie czulo sie tej lepkiej slonej wilgoci...inaczej na Malcie - odnosilam wrazenie, ze kiedy zachodzi slonce to temperatura utrzymuje sie wciaz ta sama... Okolo polowy sierpnia, pamietam jak powiedziala do mnie pewna Maltanka... slychac juz cykady, nareszcie nadejdzie ochlodzenie... hihi... widac w taki upal to nawet cykadom sie nie chce... Odpowiedz Link
m.maska Lubię podróżować... 24.03.11, 15:10 Nic na to nie poradze...lubie poznawac nowe miejsca, nowych ludzi...ich historie, ich zycie.. Pociaga mnie innosc, egzotyka... pierwsza moja dalsza podroz zawiodla mnie do Japonii. Zanim tam pojechalam, juz w Polsce mialam okazje zetknac sie z Japonczykami, ich zwyczajami, jezykiem, muzyka. Ale przed wyjazdem pochlonelam tez mase literatury na ten temat - chociaz w owczesnych czasach nie bylo zbyt wiele materialow dostepnych na polskim rynku na temat tego kraju. Inaczej oglada sie miejsca o ktorych sie juz cos wie i jest to w pamieci juz poukladane anizeli pozwalajac by pierwsze zetkniecie nastapilo juz na miejscu. Sa miejsca w ktore nigdy nie pojechalabym z zorganizowana wycieczka - ale sa i takie ktore mozna odwiedzic tylko w taki wlasnie sposob. Jesli decyduje sie obejrzec miasto - tak dokladnie, od srodka, wtedy wybieram definitywnie wyjazd indywidualny, to ja decyduje co i kiedy obejrze i ile czasu na to przeznacze... czy bede sie godzinami wloczyc po waskich uliczkach starego miasta, pozwalajac by czas zatrzymal sie w miejscu moc usiasc w kafejce i przygladac sie temu co dzieje sie wokol...Zadna zorganizowana wycieczka nie jest w stanie pokazac mi tego, co moge obejrzec sama. A jesli trzeba ruszyc sie gdzies dalej i... komunikacja jest dobrze zorganizowana, mozna samemu obejrzec wiecej i nie trzeba ogladac sie na nic i na nikogo. Takim wspaniale zorganizowanym miejscem jest Malta - z Valetty mozna korzystajac z miejscowej komunikacji dojechac w kazdy zakatek i spedzic tam tyle czasu ile uzna sie za stosowne...odwiedzic miejsca, ktorych nie ma w prospektach wycieczkowych. Duzo gorzej jest pod tym wzgledem w Andaluzji - tam panuje wszechobecne "mañana", autobusy jezdza, ale rozkladu jazdy sie nie uswiadczy...tak wiec nie bardzo wiadomo kiedy przyjada i dokad pojada i glowne pytanie: czy powroca? Chcialabym pojechac do Istambulu... na wlasna reke, niepospiesznie... Zadne wyjazdy all inclusiv.. tylko hotel i sniadanie - reszta wg wlasnego scenariusza... Tam gdzie bylam teraz - bylo swietnie - ale NIGDY nie pojechalabym tam w sezonie letnim...wykluczone... Ladny osrodek, tylko czy mozna tkwic tak codziennie przez dwa tygodnie w jednym miejscu? ja nie potrafie... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Lubię podróżować... 05.04.11, 20:58 Zorganizowane wycieczki tez nie dla mnie, chociaż to bardzo wygodne...ja lubię podróże na dziko Odpowiedz Link
m.maska Turcja - Anatolia 03.04.11, 23:08 To tak na poczatek... wrazenia na biezaco forum.gazeta.pl/forum/w,101385,123289944,123289944,Antalya.html Odpowiedz Link
m.maska Re: Turcja - Anatolia 11.05.11, 01:22 To juz niedlugo minie dwa miesiace od mojego powrotu z Anatolii i wciaz nie moge sie pozbierac, zeby napisac cos sensownego - chyba na razie uporalam sie ze zdjeciami... jest ich tyle, ze teraz bede musiala wybierac, ktore w ogole wsadzic do galerii... wiem z doswiadczenia, ze im dluzej bede z tym zwlekac, tym trudniej bedzie... tym bardziej ze zblizaja sie krotkie wycieczki w okolice - krotkie to znaczy latwiejsze do objecia, do opisania... no to sprobuje Odpowiedz Link
m.maska Re: Turcja - Anatolia 11.05.11, 01:44 Dzien pierwszy... O tym juz pisalam, dlugie oczekiwanie na odlot, potem dluga wycieczka objazdowa "samolotem" po lotnisku... terminal2 jest sporo oddalony od pasow startowych... Lot byl spokojny - trwal godzin 5 - w tym godzina przesuniecia, czyli realnie 4 tylko Wylatywalismy z zimnego Frankfurtu, przy temperaturze kilku stopni ponizej zera - wyladowalismy przy 22° na plusie. Zanim odebralismy bagaze, juz zaczynalismy sie powoli rozbierac... a pierwsze co zrobilam kiedy juz dopadlam swojej walizki, to wyciagnelam z niej cienkie mokasyny... wyszlismy z lotniska na zalany sloncem parking, tylko gory na widnokregu mialy osniezone szczyty i wszystko wskazywalo na to, ze ta wiosna nie trwala tam jeszcze zbyt dlugo... Do hotelu byl niezly kawalek drogi - drogi dobre, ale w koncu to rejon Riwiery tureckiej, gdzie hotele stoja niemal jeden przy drugim, teraz w wiekszosci puste, latem zapelnione sa spragnionymi slonca turystami. Hotel komfortowy, wlasciwie to osrodek hotelowy, wiele malych pietrowych dwupietrowych domkow wokol palmy, kwiaty, zielone aranzacje...wiosna byla juz w pelni... i pierwszy zachod slonca - chyba najefektowniejszy..wszystkie kolejne byly juz bardziej pochmurne. Odpowiedz Link
m.maska Turcja - Anatolia...fotki 11.05.11, 03:27 Poczatek juz zrobilam i ambitnie przygotowalam fotki z pierwszego dnia... pierwsze wrazenia - a jeszcze niczego zesmy nie obejrzeli, dalej bedzie juz tylko trudniej... ale bede sie starala dolaczac dalsze fotki Anatolia w albumie picasa (link) Odpowiedz Link
m.maska Re: Turcja - Anatolia 11.05.11, 18:18 Dzien drugi...17.03.2011 Alanya - miasto polozone u podnoza poteznej skaly(250m) wychodzacej wglab morza na okolo 2km.. w pewnym sensie podobne nieco do Gibraltaru, na szczycie widoczna cytadela i przypominajace mur chinski mury obronne(oczywiscie w wydaniu bardzo mini)... tuz przy nabrzezu zbudowano juz w 1225 roku wieze obronna, tzw. Czerwona Wieze, pieciopietrowa budowla w ksztalcie osmiokata. Nieopodal znajduja sie groty Damlatas, stalagmity, stalaktyty... i wszedzie oferowany swiezo wyciskany sok z granatow lub pomaranczy, a pogoda byla wrecz upalna. Na fotkach w picasa mozna zobaczyc kilka migawek z tamtych miejsc... picasaweb.google.com/maska.toja/Anatolia160323032011# Odpowiedz Link
m.maska Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 13:01 Ciekawa jestem co przywozicie z podrozy... Z mojej pierwszej zagranicznej podrozy, do Berlina w roku 1969... pamietam, przywiozlam sobie hihi... swietne BH... Triumpha - tego nie bylo w Polsce...oczywiscie pare fotek i nic ponadto. Pamietam jak wrocilam z Japonii w 1979 i kolezanki w pracy pytaly mnie co sobie kupilam i byly bardzo zdziwione... przywiozlam walizke folderow, widokowek, laleczke japonska, ktora dostalam w prezencie od poznanych jeszcze we Wroclawiu Japonczykow z ktorymi spotkalam sie w Osaka...jakies japonskie dzwoneczki, pozytywki w formie breloku i... moj pierwszy pamiatkowy breloczek. Potem byla dluuuuuuuga przerwa - wypady tu i tam ale tylko w poblizu... Paryz... z Paryza przywiozlam wszystkie pieniadze z powrotem(wtedy jeszcze franki) poniewaz naprawde nie znalazlam niczego na co warto byloby wydac pieniadze... na szczescie dosyc czesto wtedy jezdzilam na zakupy do Hagenau to okolo 90km stad - wiec nie bylo potrzeby powtornej wymiany... Odpowiedz Link
m.maska [...] 04.04.11, 13:09 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 13:20 Potem byla Costa Brava i Barcelona... ha... tam mialam nawet zaplacone kolacje, ale juz przy ktorejs z kolei wyszlo na to ze idziemy jednak na kolacje do lokalu...impreza byla udana, zreszta nie pierwsza - kiedys i o tym napisze... wink Ale tak prawde mowiac od pewnego momentu zaczelam przywozic wlasciwie tylko kartki, foldery, kalendarz na przyszly rok, ktory zawsze wisi w przedpokoju i widokami przypomina mi o minionej podrozy i... breloczek, zamienny z roku na rok...od podrozy do podrozy... Z Andaluzji - przywiozlam kastaniety i wachlarze - ale wachlarze jako element codziennego uzytku w upalne lato na poludniu... zabieram je kazdorazowo ze soba. Wachlarze byly pierwsza rzecza jaka zakupilam w Marbelli...ale te ktore widzialam potem byly urzekajace - tyle ze i ceny ich byly powalajace - tak srednio od 50 do 80€... A to te moje... Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 14:43 Oczywiscie, ze z Andaluzji przywiozlam tez cala mase kartek i folderow i... jeden cuuuuuuuuudny przewodnik po Rondzie - w jezyku(sic!) niemieckim - tzn. teoretycznie pisane to jest po niemiecku, slowa sa na pewno niemieckie, tylko wyglada na to, ze komus sie nie chcialo tego tlumaczyc i wyszlo jak wyszlo W calej broszurze nie znalazlam ani jednego zdania, ktore mialoby sens... chyba jednak ktos to zagooglal... ale przez to jest to rzeczywiscie przewodnik unikatowy z ktorego nikt znajacy jezyk niemiecki niczego sie o Rondzie nie dowie... Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 14:48 Z Malty przywiozlam kilkanascie nakreconych filmow video, zaledwie kilka tylko fotografii, breloczek z krzyzem maltanskim, jakas popielniczke z wtopionym rycerzem maltanskim, jakiegos wyjatkowego aniolka, mini szopke i... ha... kolczyki z kameami, pasowaly do wisiorka, ktory przywiozlam z Florencji no i oczywiscie kartki i foldery i kalendarz na kolejny rok. Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 14:53 Eeee to juz chyba nudne jest, bo z Lizbony to ja tez przywiozlam kartki i filmy...i kalendarz i breloczki.... aaaaaaaa.... w Kosciele, ktory powstal w miejscu domu w ktorym urodzil sie Sw.Antoni kupilam kilka maciupenkich figurek Sw.Antoniego - przeciez Sw.Antoni chroni przed kradzieza i zguba - mialysmy tego dnia wlasnie pelno tych figurek w naszych torebkach, kiedy to na ruchomych schodach ktos probowal sie dobrac do torebki mojej towarzyszki - i jak tu nie wierzyc? gdyby tego dnia zostala okradziona - zwatpilabym w ochrone tego Swietego... Noooooooo... w Fatimie to mozna bylo kupic najwieksze cuda....tam przemysl pamiatkarski kwitnie pelna para cos tam stamtad przywiozlam, ale... cicho-sza Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 15:21 Z Madeiry... co mozna przywiezc z Madeiry? oczywiscie przywiozlam kilka flaszek madery najlepszego gatunku...wloczylam sie po tych "pijalniach" i probowalam roznych marek, roznych smakow: Cerceal, Verdelho, Boal, Malvasia, madere 5-letnia, 10-letnia, 20-letnia...ale dopiero na lotnisku po zwazeniu mojego bagazu moglam uzupelnic tak naprawde to czego nie mialam odwagi dac do wazenia - a wiedzialam, ze ta najlepsza marka ma wlasnie na lotnisku w hali odlotow swoje stoisko. I przywiozlam sobie maly kafelek...taki malenki..ma bok o dlugosci 8cm, oczywiscie to samo co zawsze i bukiet tamtejszych kwiatow..kwiatow ktore rosna wszedzie..Madeira jest w koncu wyspa kwiatow - ale te sa szczegolne - to Agapanthus, w tlumaczeniu: afrykanskie kwiaty milosci.. i... owoce filodendrona - to tak jako ciekawostke, do sprobowania dla znajomych to moj kafelek a to Agapant Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 22:41 Barcelona - miasto Gaudiego...oczywiscie jak zawsze to samo...i breloki, breloki w ktorych umieszczono miniatury barwnych elementow z budowli Gaudiego...i breloki z Figueres - plynace zegary - byly dwa - oba dalam w prezencie i mam nadzieje, ze dzisiaj ciesza kogos innego. Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 22:44 Wlasciwie nigdy nie kupowalam jakichs typowych pamiatek, jakichs muszli, jakichs kubeczkow z napisem Paris... ale mam maly skladzik breloczkow i przez caly rok po powrocie z podrozy mam przyczepiony do torebki - "pamiec przynosi"... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Pamiatki z podrozy... 05.04.11, 21:00 Nigdy nie kupowałam pamiątek, wszystko mam w głowie, a posiadam pamięć słonia Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 07.04.11, 00:19 Eeee... kalendarz na scianie to tylko pamiatka na biezaco - takie przypomnienie ostatniej podrozy tylko... jakis breloczek przy kluczach - podobnie Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 21:16 jade z wami ,poniewaz mnie krecicie i zabytki owszem ! Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 21:22 toś następny, ciekawy świata. Uwielbiam zwiedzać Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:15 sadze,ze moze lizbona lub wieden....rowniez wspanialy! Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:18 Lizbona jest cudna - pozostawia niezapomniane wrazenia... ma swoj flair...i kolacja przy dzwiekach fado Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:20 Wiedeń znam, ale kusi mnie Lizbona, tak bardzo przez Maseczke reklamowana. Tylko, że podróż do niej musiałaby trwać dłuuuuuuuuuuugo, bo planuje zupełnie na dziko jazdę przez Włochy, Francję, Hiszpanie i Portugalię. Powolutku, z przystankami co parę kroków, z noclegami w prowincjonalnych hotelikach. Wtedy dopiero można tyyyle zobaczyć Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:23 ze mna oczywiscie....biore na siebie caly plan... Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:24 A moze jednak REJS? rozpoczac wlasnie w Lizbonie... na jachcie... kolejny przystanek w Kadyksie... zakonczenie powiedzmy w Aleksandrii... Jutro losowanie totolotka.... Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:34 rejs,rejs to jest to!masz racje ,masz naprawde racje!juz sie tam czuje! Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:38 My już od dawna tam się czujemy, ale najpierw ktoś z nas musi wygrać w lotto odpowiednią kwotę Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:38 a to ja Ci cos pokaze, bo plany sa juz od dawna... picasaweb.google.com/mp.graefin/NASZREJSWciazAktualny# Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 09.04.11, 23:06 Dzikus... wciagam Cie w takim razie na liste pasazerow... ale nie bedziesz siedzial w bocianim gniezdzie - sciagniemy Cie na poklad Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:43 znow jest problem,gdyz AL chce prowincjonalne bary i hotele....trele morele;wiadomo z gory ze latynosi lakni sa na przyjezdne dupki. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:48 I tu się mylisz, Dzikusie. Nie łaknie się tego, co samym spojrzeniem respekt i szacunek nakazuje. A porozmawiać zawsze można. Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 22:50 a te portowe tawerny... to co? przeciez do portow zawijac bedziemy Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Pamiatki z podrozy... 08.04.11, 23:23 wy, chyba juz dobrze poczytalyscie jak mniemam!latynosi lache klada na wasze widzimisie dzimisie...he,he!\\\\ Odpowiedz Link
m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 09.04.11, 00:15 Nie Dzikus...to raczej My nie interesujemy sie latynosami Odpowiedz Link
m.maska Kraj Wschodzącego Słońca 16.04.11, 01:17 Minęło już tyle lat, a ja wciąż mam w pamięci mój pierwszy wyjazd na „zachód“ zabawne, bo to wcale nie był tak naprawdę zachód – to był wschód.. daleki wschód.. W 68r. mój brat opuścił kraj i nie powrócił, a więc napiętnowana była cała rodzina i o jakichkolwiek wyjazdach mogliśmy sobie tylko pomarzyć.. ale nadszedł rok 79 i przede mną otworzyła się szansa wyjazdu do Japonii. To była jedyna szansa w życiu, tak to wtedy widziałam – postawiłam wszystko na jedną kartę, żeby zdobyć ten upragniony paszport, do wygrania miałam wiele, do stracenia nic... i.. udało się. Wycieczka, która miała odbywać się statkiem wzdłuż wschodnich wybrzeży Japonii, rozpoczynała się w Warszawie i miała kilka etapów, loty, przesiadki, hotele, kolej transsyberyjska i w końcu port w Nachodce.. to miał być Władywostok, ale ponieważ grupa polska była wyjątkowo liczna (72 osoby), a wtedy już widziano w Polakach wywrotowców uznano zapewne, że byłoby to nierozważne wpuszczać ekstremistów do tak ważnego strategicznie miasta i portu... Statek miał się na kilka tygodni stać naszym pływającym hotelem... dzień i noc od Nachodki do wybrzeża Japonii, tyle trwała podróż między wybrzeżem a wybrzeżem...a trzeciego dnia o świcie otworzył się widok niespotykany.. Kraj Wschodzącego Słońca.. Japonia w pełni zasługuje na to miano. Właśnie obserwując tę grę światła z pokładu statku, nie mogłam oderwać oczu od tego widowiska. Słońce które było jeszcze poniżej horyzontu już wypuszczało swoje promienie i ubarwiało coraz to inną wysepkę ciepłym blaskiem.. cała ta feeria barw raz nasilająca się to znów znikająca gdzieś w oddali za kolejną wysepką, trwała tak długo, aż słońce nie wzniosło się dostatecznie wysoko żeby nie przysłaniał go już żaden ląd, wyspa czy wysepka ... chyba miałam szczęście.. a gdyby dzień był pochmurny? O ile byłabym uboższa? Minęło tyle już lat, a wystarczy, że o świcie, kiedy słońce wypuszcza swoje pierwsze promienie lekko przymknę oczy, a czuję znowu na wargach tamtą wilgotną sól i tamto słoneczne ciepło i to oczekiwanie na nieznane.. fotka może nie najlepszej jakości, ale ma w końcu swoje lata... Odpowiedz Link
m.maska Firenze 18.04.11, 00:49 Florencja Florencja stolica Toskanii, „włoskie Ateny”, ma wiele do zaoferowania. Tam jedyny raz jadłam różane lody, tam zapatrzyłam się na Campanile(dzwonnica katedralna), swoja wielkością zadziwił mnie David, którego kopię umieszczono przed Palazzo Vecchio, odstałam swoje by wejść do Uffizien, nie mogłam oderwać oczu od wspaniałej katedry Santa Maria del Fiore jej wnętrze, wspaniała kopuła, przytłacza bogactwem detali(wymaga chyba oddzielnego opisu)...widziałam jak mocno opaleni handlarze jakichś chustek, okularów przeciwsłonecznych i innych cudów, rozłożonych przed Uffizien w zawrotnym tempie zbierali swoje „przenośne stoiska” i znikali kiedy na horyzoncie ukazywali się Carabinieri ...i Ponte Vecchio... Nie, byłam zupełnie nieprzygotowana na to co zobaczyłam – ten most przerzucony nad Arno, kiedy spoglądałam na niego kojarzył mi się z „komórkami do wynajęcia”. Nawet nie wiem dlaczego, może dlatego że takie małe, kolorowe, biedne – jakby każdy malował taką farbą jaka udało mu się zdobyć. Absolutnie nieciekawy...chociaz niezwykły i niepowtarzalny... Jednego tylko nie wiedziałam, że ten most to chyba jeden z najdroższych mostów na świecie a na pewno w Europie...bo kiedy wchodzi się na Ponte Vecchio okazuje się, że widziane z zewnątrz „komórki” to maleńkie sklepiki jubilerskie. Tam odnalazłam to o czym od dawna marzyłam – kamee... broszki, wisiorki, kolczyki, w różnych barwach, odcieniach, wielkościach. Każdy sklepik miał coś do zaoferowania...były zachwycające. Oczywiście musiałam kupić, nie mogło być inaczej...i teraz mam moją piękną kameę, która może być noszona jako broszka, lub jako wisiorek – a po kilku latach uzupełniłam ją o kolczyki, które znalazłam na Malcie, w tym samym kolorze jasnego chabru i z bardzo podobnym motywem. Pierwotnie na Ponte Vecchio znajdowały się tanie jatki i garbarnie. Rzeźnicy wyrzucali śmierdzące ochłapy do rzeki Arno, garbarze prali w niej swoje skóry, uprzednio moczone w końskiej urynie. W roku 1593 dekretem most przekazano w posiadanie jubilerom...jest jedynym mostem we Florencji, który przetrwał drugą wojnę światową bez żadnych uszkodzeń, sam Hitler wydał rozkaz żeby ten most oszczędzono... Odpowiedz Link
m.maska Firenze - Ponte Vecchio 18.04.11, 00:58 Ponte Vecchio - z zewnatrz Ponte Vecchio - sklepy jubilerow, przypominaja zamykane drzwiami wielkie szafy Odpowiedz Link
m.maska Re: Firenze - Ponte Vecchio 19.04.11, 12:19 A to kupilam w jednej z takich "budek" Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA 05.05.11, 23:51 Decyzja o wyjeździe na Costa del Sol zapadła nagle.. nęciło mnie także Bali, zniechęcał jednak długi lot. Przedyskutowałam to z Juniorem, którego chyba najważniejsze było to, że poleci w końcu samolotem. Bohaterem nie jest, na wszelki wypadek początkowa ciekawość przerodziła się w znudzenie i tym sposobem przespał lot nad Pirenejami a mnie wkurzył, bo zajął mi miejsce przy oknie z którego nie skorzystał... W głowie miałam już plan co koniecznie musimy obejrzeć. A więc w programie nie mogło zabraknąć Sevilli, Granady, Cordoby, Rondy i naturalnie koniecznie należy zajechać na skałę Gibraltaru... wszystko to udało mi się w ciągu tych dwóch tygodni w mniejszym czy większym stopniu zrealizować. Pierwszym zakupem jakiego dokonałam były piękne andaluzyjskie wachlarze... był koniec lipca i wachlarz nie był już tylko fanaberią Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA 05.05.11, 23:59 Przed wylotem miałam jeszcze trochę czasu żeby zapoznać się z historią tamtych miejsc. Z przerażeniem stwierdziłam, że nie wiedziałam na ten temat dosłownie NIC.. wiedziałam, że tam znajduje się najwięcej pozostałości bytności Maurów na półwyspie Pirenejskim... ale kim byli Maurowie, no tak ogólnie - Arabowie, no i fakt, że byli tam nie lat 50 czy 100 a 7 wieków - musiał pozostawić ślady. Przecież te narody na przestrzeni tylu wieków musiały się mieszać, przenikać, ślady są do dzisiaj...właśnie szczegolnie Andaluzja, zupełnie inaczej rzecz ma się w Katalonii. Także w języku hiszpańskim jest wiele słów arabskich. Andaluzja... miałam niesłychanie szczytne plany, objechać na własną rękę miejsca, które uważałam za interesujące. Przystanek autobusowy był tuż tuż przed hotelem.. oczywiście pierwsze co chciałam wiedzieć to: dokąd stamtąd dojadę i w jakich godzinach... mieszkałam w Marbelli. Przystanek autobusowy prezentował się niepozornie, była to tylko wiata i to dosłownie tylko... nic poza tym - gdyby nie fakt, że obsługa hotelowa pokazała mi go, nie wiedziałabym po co ta wiata tam stoi. Już następnego dnia byłam mądrzejsza. Dowiedziałam się, że autobusy jeżdżą jak chcą i kiedy się wsiada, nie bardzo wiadomo dokąd się dojedzie, o powrocie lepiej nie wspominać, a już zupełną niespodzianką jest godzina przyjazdu takiego autobusu, no i oczywiście, jeśli będzie pełen - wtedy się na pewno nie zatrzyma... moje szczytne plany zaczynały się walić.. Byłam na południu Hiszpanii co zawsze i wszędzie oznaczało mañana Odpowiedz Link
m.maska [...] 06.05.11, 00:08 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA 09.05.11, 15:01 W przeciwieństwie do gospodarnej Katalonii, leniwa Andaluzja nastawiona jest latem na spragnionych słońca turystów... nie jest więc łatwo poruszać się samodzielnie z plecakiem.. pozostaje wypożyczalnia samochodów albo zorganizowane wypady... Jedno i drugie ma plusy i minusy... Wypożyczony samochód oznacza jedno, kierowca niestety nie widzi niczego poza drogą przed sobą a widoki warte są oglądania. Do tego najczęściej dochodzi nieznajomość okolicy co wielokrotnie owocuje nadrabianiem drogi lub, jeszcze gorzej, pogubieniem się w drodze... Nie radzę na przykład komuś żeby przez przypadek zjechał na niewłaściwą autostradę w Niemczech, może to oznaczać wielogodzinne błądzenie... Odległości, które ja planowałam tzn. Marbella - Sevilla, M-Granada i M-Cordoba - to było za każdym razem ok. 200km w jedną stronę, w nieznanym terenie i... na południu Hiszpanii, trudno było wtedy porozumieć się po niemiecku - to już blisko Gibraltaru a więc i turyści przybywający w tamte rejony są w większości anglojęzyczni... Pozostały więc zorganizowane wycieczki - drogie były na ówczesne warunki potwornie... każda mniej więcej 65€ od osoby - dzisiaj już na pewno te ceny poszybowały w górę...ale... I zawsze ten sam dylemat: no skoro tutaj już jestem, a może nie będzie mi dane przyjechać raz jeszcze, po powrocie będę zła, że jednak nie odżałowałam tej kasy i nie pojechałam tu czy tam... a poza tym wracać tylko po to żeby obejrzeć to co się przegapiło..to strata czasu, można w tym czasie jechać gdzie indziej. Oczywiscie z w/w powodów nawet nie pomyślałam, żeby brać samochód i pchać się ponad 200km w jedna stronę spędzając czas za kierownicą... Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA - Sevilla 08.06.11, 01:52 Ile można obejrzeć na takiej "zorganizowanej" wycieczce? niewiele - ale... można sobie narobić apetytu na więcej. Nie ma co opowiadać bajek, jeśli chce się tak chociaż trochę zobaczyć Sevillę - należałoby spędzić tam przynajmniej tydzień... o ile nie więcej. A najlepiej w okresie Semana Santa(Wielki Tydzień) W czasie takiego "wypadu" do Sevilli... zagląda się na Plaza de España, to jest mus, ogląda się co pozostało ze światowej wystawy w 1930roku, złotą wieżę, królewski pałac Alcazar, który jako pierwszy pozostawia niezapomniane wrażenie i oczywiście Katedra. Do Katedry wchodzi się przez wielkie pomarańczowe patio... poprzecinane kanałami wodnymi, już samo szemranie tej wody sprawia, że ma się uczucie jakby nie było aż tak upalnie... i Giralda tzn. przebudowany na wieżę kościelną dawny Minaret - bo Katedra została zbudowana na pozostałościach dawnego meczetu.. Katedra w Sevilli, trzecia co do wielkości Katedra na świecie jest pod patronatem światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Kiedy ok. godziny 18 opuszczaliśmy Sevillę - termometr pokazywał 38°C - była ostatnia dekada lipca i wg tego co mówili Hiszpanie, gorąco zaczyna być w początku sierpnia i liczy się powyżej 40° - do 40°, jest tylko ciepło.. Oto fotka Katedry w Sevilli Ołtarz główny, jest chroniony metalową kratą - wszystkie złocenia zostały wykonane ze złota które ukradziono Inkom - ale... zapewne nic złego się nie stało, bo w końcu "cel uświęca środki" - Inkowie przypłacili życiem fakt posiadania złota, Kościół a wraz z nim Izabela i Ferdynand, ówcześni władcy się cieszyli.. Grobowiec Krzysztofa Kolumba w Katedrze Santa María de la Sede w Sevilli Grobowiec zbudowano w 1902 roku. Dźwigający trumnę symbolizują cztery królestwa hiszpańskie: Kastylię, León, Aragón i Navarrę. Interesujące jest to, że szkielet znajdujący się w grobowcu Kolumba jest niekompletny. Znajduje się w nim zaledwie 15 kości. Trumna była wielokrotnie przewożona. Pierwotny pochówek odbył się w roku 1506 w Valladolid w północnej Hiszpanii. Trzy lata później, trumna została przewieziona do klasztoru Santa Maria de las Cuevas de La Cartuja w Sevilli. W roku 1544 stało się wiadome, że Kolumb chciał być pogrzebany w Indiach. W związku z tym przewieziono jego szczątki do Hispanioli(dzisiejsza Republika Dominikany), potem dalej do Havanny. Kiedy ponownie wrócił do Hiszpanii, nie wiadomo. Ale na podstawie przeprowadzonych badań porównawczych DNA(szczątki jego syna zostały także złożone w Katedrze w Sevilli), stwierdzono jednoznacznie, że tych kilka kości należało do Krzysztofa Kolumba. Miejsce w którym znajdują się pozostałe kości Kolumba, nie jest znane. Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA - Sevilla 08.06.11, 02:08 p.s. zapomniałam dopisać...Ołtarz główny ma wysokość 23m tzn. ok. czterech pieter i szerokość 20m. Odpowiedz Link
m.maska [...] 08.06.11, 21:51 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
al-szamanka RZYM 19.09.11, 11:31 Rzym, moja druga zagraniczna podróż, ta z "najstarszych", minęło już od niej prawie 26 lat, jednakże była dla mnie tak ważna, iż pamiętam dokładnie każdą jej chwil się. Jechałam do Rzymu nocnym pociągiem, w przedziale dla siedzących, gdyż decyzja wyjazdu zapadła nagle i nie dostałam już kuszetki. Z samego rana, wytrzęsiona, zmęczona i w ponurym nastroju, nie mogłam uwierzyć, że szare, z mokrymi od deszczu czerwonymi dachami, budynki, które mijał pociąg były już Rzymem, a konkretnie okolicami dworca. Całe szczęście, że hotel znajdował się niedaleko i parę pokoi mieli jeszcze wolnych, gdyż o rezerwacji też oczywiście nie pomyślałam. Pierwsze co zrobiłam, po rzuceniu w kąt podróżnej torby, to wyjrzałam przez okno na wąską, zaśmieconą uliczkę - i to miało być Wieczne Miasto? A jednak przekonałam się, ze nim jest, przynajmniej dla mnie. Dwa tygodnie to sporo czasu jak na jedno miasto, postarałam się aby były wypełnione po brzegi. Od rana d nocy byłam na nogach i chyba w całym Rzymie nie ma kościoła, w którym nie pobyłabym chociaż pięciu minut, przytłoczyła mnie bazylika św.Piotra, zauroczyła natomiast prześliczna Santa Maria Maggiore. Zachwyciło mnie Forum Romanum, Koloseum, muzea, styl życia i wiele charakterystycznych miejsc znanych do tej pory tylko z włoskich filmów, a ja miałam wreszcie okazję być wśród nich. Pamiętam piknik na Via Appia Antica, gdzieś u samego jej końca, obok rozsypującego się grobowca z czasów cezara. Pamiętam panikę i ogarniające mnie uczucie mdłości w katakumbach San Sebastiano i zapach świeżej ciabatty z oliwkami. Koniecznie musiałam też usiąść na Schodach Hiszpańskich, i pomimo że siedziało się na nich tak samo jak na każdych innych schodach, to jednak był to moment wyjątkowy, wiec powtarzałam go wielokrotnie, raz na górnych, raz na dolnych stopniach i wystawiając twarz do słońca wsłuchiwałam się w rytm miasta, lub skupiałam na czekoladowym gelato. Nie przepuściłam też ani jednego dnia targowego, gdyż taką różnorodność śródziemnomorskich wspaniałości widziałam po raz pierwszy w życiu, byłam nimi zafascynowana, jak również tym, że potrafiłam wyhandlować niższą cenę praktycznie tylko przy pomocy niewinnego uśmiechu. I cieszyłam się, gdy w ostatnim dniu mojego pobytu, tak jak niegdyś Audrey Hepburn, nie straciłam mojej ręki w kamiennych Bocca della Verita. Do Rzymu wracałam jeszcze trzykrotnie... Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA - Sevilla - moje kalendarze 08.06.11, 22:12 Wspominalam juz o tym, ze z kazdego miejsca, ktore odwiedzam przywoze sobie kalendarz na rok kolejny - z Andaluzji przywiozlam wlasnie z Sevilli... oto jakie obrazki tam byly - pewnie nie beda one zbytnio dobrze widoczne, ale te ciekawsze zescanuje Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA - Granada 08.06.11, 03:31 Właściwie to jedynym dobrze znanym hasłem w Andaluzji była właśnie Granada... i ostatni bastion Maurów.. ALHAMBRA Zanim zobaczyłam Alhambrę, przeczytałam "Opowieści z Alhambry" Irvinga... "...Oglądane z zewnątrz jest to zwykłe nagromadzenie wież i murów obronnych, bez żadnego planu czy wdzięku architektonicznego, dające nikłą zapowiedź wdzięku i piękna panującego wewnątrz. Tak Washington Irving, amerykański pisarz, opisał Alhambrę w 1829 roku, lecz dzisiaj kontrast jest tak samo uderzający. Z zewnątrz była to twierdza obronna z 27 wieżami, zbudowana przez Maurów w czasach gdy potędze muzułmańskiej w Hiszpanii zagrażało ożywienie chrześcijaństwa. Wewnątrz niej istniał raj stworzony ludzką ręką.(...)Dziedzińce, korytarze i ciągi wodne łącza się w olśniewającą całość. Wszechobecne, przepyszne zdobienia w postaci płytek ceramicznych, rzeźb kamiennych, arabesek i zadziwiająco wyszukanych wzorów kaligraficznych niektórzy uważają za szczytowe osiągniecie muzułmańskiej sztuki zdobniczej na zachodzie: delikatnej, eleganckiej i technicznie doskonałej. Inni sądzą, że całe to miejsce tchnie dekadencją. Istotnie wyczuwa się coś dziwnie niematerialnego i oderwanego od świata w tych bogatych sklepieniach mugarnas - niesfornych strukturach zawieszonych niczym plastry miodu na drewnianych ramach, wspierających się na cienkich kolumnach. Poetyckie inskrypcje mówią o gwiazdach i niebiosach, kanałami płynie woda symbolizująca cztery rzeki raju islamskiego..." Każdy może sobie sam obejrzeć w necie obrazki z Alhambry.. ja miałam pecha i niestety jak się potem okazało, już w Sevilli zaczął mi nawalać aparat fot. wtedy jeszcze na klisze, po prostu nie przesuwał mi kliszy, dlatego mało mam zdjęć z Sevilli i także niewiele z Granady.. zostawiam jedno(z netu) z takich uroczych ale jest tam tego sporo, ogrody tak wspaniałe, że wydaje się, że to przedsmak raju... ale o tym następnym razem... Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA - Granada - ALHAMBRA 10.06.11, 01:33 Na widok Alhambry z lotu ptaka składają się ogrody i dziedzińce. Pokoje zazwyczaj otwierają się na cztery strony. Same ich nazwy budzą duchy przeszłości: Dziedziniec Mirtów (zasadzonych na rabatach przy sadzawce), Sala Dwu Sióstr (dwu białych marmurów wbudowanych w podłogę) i Dziedziniec Lwów (nazwany tak od fontanny ze stojącymi wokół niej 12 lwami). Sala Ambasadorów była przeznaczona do spotkań oficjalnych - audiencji królewskich i spraw dworskich, lecz i ona została stworzona na podobieństwo raju. Komnata ma wysokość 18 m, a rzeźby jej drewnianego stropu uważa się za próbę przywołania w myśli niebios. - to nie ja, to opis Alhambry z netu... poniżej sklepienie Sali Dwu Sióstr...Sala de las dos Hermanas: Ale dopiero obejrzenie tego sklepienia w zbliżeniu daje wyobrażenie o kunszcie architektów i budowniczych... Odpowiedz Link
m.maska Ogrody ALHAMBRY - Palacio de Generalife 10.06.11, 03:17 Cudowne ogrody Alhambry "Raj na Ziemi" - to chcieli stworzyć ówcześni Sułtani budując ogrody Alhambry. Ogrody Alhambry tworzono zgodnie z opisem raju jaki znaleźć można w Koranie. Różnorodność kwiatów, wyjątkowe zieleńce, wygodne pawilony i historyczny już Pałac Generalife... nie ma wątpliwości, że zamierzenie stworzenia raju na Ziemi, spełniło się. Pałac Generalife, otoczony rozległymi ogrodami, znajduje się powyżej Alhambry. Zarówno paląc jak i wspaniałe ogrody były przez ówczesnych Sułtanów z dynastii Nasrydów wykorzystywane jako letnia rezydencja. Wg legendy, nazwa pochodzi od arabskiego "Yanat- al- Arif", co oznacza ogród architekta, poetycko-religijne odniesienie do Boga(Allaha), jako architekta i twórcy wszechświata. Ogrody Alhambry określane także jako "Palacio de Generalife" zostały zbudowane w XIII wieku. Do nich zaliczają się: Patio de la Acequia z charakterystycznym długim basenem otoczonym barwnymi kwiatami i fontannami i Jardin de la Sultana udekorowany wspaniałymi palmami i żywopłotami. W roku 1999, ogrody Alhambry zostały wpisanee na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Z ogrodów rozpościera się zapierający dech widok na pałac Alhambry, na Granadę a w tle ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Tylko jedna droga prowadzi do "Palacio de Generalife" przez wysadzoną wysokimi cyprysami aleję zakończoną szpalerami róż tworzącymi sklepienia. Warto jest wspiąć się wysoko po schodach, by obejrzeć bajkowy krajobraz z górnej części ogrodów. Latem może to być szczególnie orzeźwiające - woda, szemrząca, pluskająca, sprawia, że upał nie jest tak bardzo nieznośny... w każdym miejscu można schłodzić dłonie, nabrać wody do picia albo - jak to zwykł robić Junior, wsadzić głowę pod fontannę Patio de la Acequia Jardin de la Sultana Odpowiedz Link
m.maska [...] 28.08.11, 01:23 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA - Granada - ALHAMBRA 19.09.11, 01:31 Architektura ALHAMBRY cokolwiek inaczej ALHAMBRA – budowa Alhambry oparta jest na prostej teorii zaleznych od siebie prostokatow. By uzyskac prostokat proporcjonalny, trzeba wziac te sama podstawe, przekatna ustawic pionowo by stanowila wysokosc kolejnego prostokata. Kluczem do projektu Alhambry jest prosta zaleznosc miedzy bokiem kwadratu a jego przekatna. Jesli uzyje sie przekatnej do utworzenia prostokata, a nastepnie przekatnej tego prostokata do utworzenia kolejnego prostokata, powstanie ciag prostokatow, czwarty prostokat bedzie dwa razy wiekszy od pierwszego, a przekatne w tym ciagu beda kwadratowymi pierwiastkami z 2, 3, 4 i 5 – magiczny ciag... Kazda przestrzen w palacu, dziedziniec, sale, rozmieszczenie kolumn oparto o ten system proporcji...takze elewacje... matematyka jest podstawa piekna ALHAMBRY Odpowiedz Link
m.maska [...] 19.09.11, 01:43 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA 19.09.11, 01:45 Zabiorę Was jeszcze do Rondy.. to małe urocze miasteczko położone w Sierra de Grazalema(wysoko w górach), do Cordoby, której pod żadnym pozorem pominąć w podróży nie należy - bo straci się okazję obejrzenia czegoś niepowtarzalnego i... na Gibraltar a może do Gibraltaru(?) - to już zupełnie inna bajka - mogłoby się wydawać, że w czasie pobytu Maurów na półwyspie iberyjskim Gibraltar zwyczajnie, nie istniał - i to wcale nie skała Gibraltaru jest najbardziej wysuniętym na południe cyplem Europy, tylko Tarifa.. Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA - Cordoba - Mezquita 20.09.11, 01:21 Głównym architektem Cordoby był Abdul Rahman – to on sprowadził kulturę i naukę z centrum świata islamu prosto do serca Andaluzji, do Cordoby. Kiedy przybył do Cordoby, miasto było w całkowitej rozsypce. Arabowie nie przybyli do Hiszpanii jako niszczyciele, a raczej jako wybawiciele... Abdul Rahman zastosował technologie nawadniania terenu, dzięki temu natychmiast zmienił się krajobraz. Palmy, drzewa cytrynowe, pomarańczowe, awokado, karczochy, granaty, pojawiły się rośliny dotąd nieznane w Europie. Dzięki rozwiniętej sieci handlowej, rolnictwo niosło wielkie bogactwo. A bogacze wybudowali jedno z najwspanialszych miast na świecie... Gdy mieszkańcy Londynu wciąż żyli w drewnianych domach, mieszkańcy Cordoby wybudowali stutysięczne kosmopolityczne miasto, największe w ówczesnej Europie. W Cordobie znajdowało się 70 bibliotek i ok. 300 publicznych łaźni. W relacjach podróżników mówi się o domach z bieżącą wodą i drogach oświetlonych latarniami. Zapewne jest w tym wiele kronikarskiej fantazji, ale odkrycia archeologiczne dowodzą, że miasto było niezwykle bogate. Największą zasługę jaką ma Abdul Rahman to wielki meczet Cordoby. Ma on powierzchnię czterech boisk do gry w piłkę nożną i jest największym meczetem zachodniego islamu. Las 600 marmurowych kolumn znikających gdzieś w dali tworzy hipnotyzujący efekt nieskończoności. Na kolumnach wspierają się łuki. Nisza modlitewna w kształcie muszli, ma niezwykłą akustykę. Słowo tam wypowiadane, jest słyszane w całym tym ogromnym pomieszczeniu.. kiedy meczet został wybudowany, arkady były otwarte do swobodnego wchodzenia i wychodzenia a dziedziniec stanowił centrum meczetu... Budowę meczetu zapoczątkował Abdul Rahman a kolejni władcy Cordoby w ciągu następnych 200 lat rozbudowywali go jeszcze trzykrotnie. Zapewne przyczyną tego był fakt, że w tym czasie przybyło wyznawców islamu i meczet musiał ich pomieścić...cdn... Nie wolno będąc w Andaluzji ominąć Cordoby – to najważniejsze ze wszystkich miast na tej trasie i... przynajmniej ja... mam niezapomniane wrażenia, na które mimo wszystko, nie byłam przygotowana... Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA - Cordoba - Mezquita 20.09.11, 01:34 Jeżeli myślicie, że maska zwariowała i uważa, że Cordobę należy odwiedzić, bo znajduje się tam wspaniały meczet... to trochę tak, ale niezupełnie tak... Kiedy weszliśmy do Mezquity, facet który sprawdzał bilety, dyskretnie zwrócił uwagę Juniorowi, żeby zdjął czapkę... właściwie dlaczego? przecież Arabowie noszą w meczetach nakrycia głowy? ja po prostu nie byłam tak naprawdę do końca poinformowana, jak się rzecz ma z Mezquitą.... Po upadku Maurów... w akcie "inspirującego wandalizmu" w Cordobie, władcy dokonali czegoś niezwykłego: pod ich naciskiem architekci zburzyli środek meczetu i wbudowali w to jedną z najpiękniejszych katedr w Hiszpanii. W rezultacie stworzono szokujące i bluźniercze połączenie dwóch największych religii świata. Katedra jest piękna, lecz jednocześnie zawiera w sobie pewną schizofrenię, tak jakby w tej budowli nieustannie była toczona niema bitwa między chrześcijaństwem i islamem... Musze przyznać, że widząc to doznałam wstrząsu, nie byłam aż tak przygotowana.. czasu na czytanie było niewiele, nie wszystko doczytałam.... Poniżej zostawiam Wam obraz tej budowli, jak wygląda to z zewnątrz - wg pierwotnych zamierzeń cały meczet miał zostać zamieniony w Katedrę...ale znaleźli się bardziej rozsądni władcy, którzy powstrzymali ten proces niszczenia... Odpowiedz Link
templb Re: ANDALUZJA - Cordoba - Mezquita 05.07.12, 13:26 Hej. Kordoba jest piękna i to nie tylko dzięki La Mezquita. Byliśmy tam w zeszłym roku. Najlepsze tapas jedliśmy zaraz obok w lokalu 1001 tapas (polecam). Trochę na ten temat napisałem na blogu trippics.pl/pl/article/view/1 (tutaj widać piękne połączenie dwóch kultur) Odpowiedz Link
m.maska ANDALUZJA - Ronda 22.09.11, 01:06 Nie dało się wmontować zorganizowanego wyjazdu do Rondy. Ronda to małe miasteczko położone wysoko w górach Sierra de Grazalema. Byłam z tego powodu niepocieszona, na widokówkach jawiło się ono jako miejsce wyjątkowo urokliwe, odmienne od pozostałych i znajdujące się z dala od turystycznych szlaków. Zapewne raz w tygodniu, kiedy dojeżdżały tam wycieczkowe autobusy, było zalewane przez fale turystów, ale w pozostałe dni, było to typowe senne miasteczko, z bielonymi ścianami domów... Decyzja zapadła – w końcu od czego są wypożyczalnie samochodów.. odległość od Marbelli nie była daleka, ok.40km Świtem bladym podstawiono mi samochód przed hotelem, na styl francuski, tzn. zderzak na zderzaku. I komu to zrobiono? Mnie która nigdy nie potrzebowała parkować na styku... już samo wyprowadzenie samochodu z tego tłoku to było ogromne przeżycie – na zewnątrz gorąco, w środku, uffff... a samochód nieznany oczywiście, jakiś z serii Seatow... kiedy w końcu udało mi się go wyprowadzić, byłam tak zadowolona, ze nawet nie pomyślałam, o tym by zaznajomić się z takim funkcjami jak np. światła..było jasno, nie myślałam o tym.. trasa która prowadziła mnie do Rondy nie przewidywała żadnych pułapek... akurat nie już po 15 km zmyliłam trasę i wjechałam do tunelu.... BEZ ŚWIATEŁ....... Ronda - to miejsce do ktorego wciaz powracal E.Hemingway... ponizej widok na "nowa" czesc miasteczka Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA - Ronda 22.09.11, 02:06 Kiedy myślę o Rondzie, przypomina mi się ten obraz. Dwie części śnieżno-białego miasta, nowa po lewej, stara po prawej stronie, obie położone na wysokich skałach, rozdzielone przez przepaść o głębokości 150m, połączone zostały dopiero w połowie XVIII w. przez budowę Ponte Nuevo..(widoczny na zdjęciu) Każdy most, ma podobno dwie strony, tę „dobrą” i tę „złą” – w zależności od położenia słońca. Dobra strona Ponte Nuevo była wielokrotnie przedstawiana na licznych fotografiach, ale spróbuję Wam pokazać tę „złą stronę”, zacienioną, odwróconą do słońca, stronę przepaści... W swojej powieści „Komu bije dzwon” Hemingway wspomina Rondę, jako miejsce w którym przeciwnicy zrzucali w przepaść faszystów...ten opis opiera się na autentycznych wydarzeniach, chociaż podobno ludzie ci zostali zastrzeleni.. A ta „dobra”, słoneczna strona.. Rondą zachwycił się Hemingway, Orson Welles którego dopadła Ronda-Euforia, zdecydował, by jego prochy zostały pogrzebane w Rondzie(znajdują się w pobliżu PLAZA DE TOROS areny walki byków - najstarszej w Hiszpanii), także Rainer Maria Rilke spędził kilka miesięcy w Rondzie i tak opisał swój tam pobyt: " Wunderbar, dass ich Ronda gefunden habe, in dem alles erwünschte sich zusammenfasst: die spanischste Ortschaft, phantastisch und überaus großartig auf zwei enorme steile Gebirgsmassive hinaufgehäuft ... das Spektakel dieser Stadt ist unbeschreiblich ..!" Cudownie, że znalazłem Rondę, w której zebrało się wszystko czego można zapragnąć: hiszpańskie miasteczko, fantastyczne, na dwóch potężnych skalnych masywach wspaniale nagromadzone... spektakl tego miasta, jest nie do opisania...(tłum.własne) Nie będę wchodziła w szczegóły. Każdy kto zechce odnajdzie w necie dostatecznie dużo nt. Rondy – to małe miasteczko ok. 35tys mieszkańców, ma dużo więcej do zaproponowania, niż tylko Ponte Nuevo... wymienię tylko w punktach: PLAZA DE TOROS Casa del Rey Moro Palacio del Marques de Salvatierra kościół Santa Maria la Mayor Palacio de Mondragon sa tam tez łaźnie z czasów Maurów... mury miejskie.. Będąc w Rondzie kupiliśmy przewodnik w języku niemieckim… który Junior wziął sobie do czytania po powrocie – planował dłuższe siedzenie w wannie... nie trwało to długo, kiedy nagle dobiegł mnie z łazienki szaleńczy śmiech... przez drzwi zaczął mi czytać to co zostało wydane jako przewodnik... tego się nie da opisać... zdania były zbudowane ze słów niemieckich, wszystkie słowa były niemieckie, ale żadne zdanie, dosłownie żadne, nie miało sensu... bardzo prawdopodobne, że tłumaczył to komputer.. hihi...zdarza mi się sięgnąć po ten przewodnik i za każdym razem próbuję zrozumieć o co tam chodzi... wyraźnie składnia hiszpańska(pierwotna?) odbiega od składni niemieckiej – no i znaczenie słów też najczęściej nie ma sensu... Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA - Ronda 21.11.11, 00:05 Pisalam o tym? pisalam... a teraz jest juz poswiadczone.... prosze bardzo - Ronda to najpiekniejsze miasto zbudowane na skalach.... wiedzialam dlaczego koniecznie musialam tam dojechac... podroze.gazeta.pl/podroze/56,114158,10647452,Najpiekniejsze_miasta_zbudowane_na_skalach.html Odpowiedz Link
m.maska GIBRALTAR 24.09.11, 00:49 Być w Andaluzji i ominąć Gibraltar? Dla Juniora, było nie do pomyślenia – koniecznie chciał zobaczyć te małpy, którymi zasiedlono skałę – podobno Gibraltar będzie tak długo należał do korony angielskiej, jak długo będą koczowały tam małpy…taka legenda.. Gibraltar nie należy do Unii Europejskiej(gospodarczo), ponieważ nie jest oddzielnym krajem, jest suwerenną posiadłością zamorską Wielkiej Brytanii i Północnej Irlandii, czego oczywiście nie uznaje Hiszpania i co jakiś czas odnawiane są spory terytorialne...w ogóle jedne prawa unijne tam obowiązują, inne nie 6,5 km² - to całe terytorium, w tym większość to skała gibraltarska – na tej powierzchni mieszka ponad 28 tys. mieszkańców... główna ulica, to raj dla kupujących, szczególnie papierosy, alkohol i elektronikę. Każdego dnia zjeżdżają do Gibraltaru dziesiątki autobusów pełne turystów chętnych by dokonać tanich zakupów. Czteropasmowa droga dojazdowa przecina pas startowy lotniska Gibraltaru... kiedy samoloty startują, ruch samochodowy ustaje, to ewenement na skalę światową. Gibraltar ma jednak więcej do zaproponowania niż tylko tani alkohol czy papierosy.. Na dole stoją mikrobusy turystyczne, którymi można objechać całą skałę.. Upał był nie do zniesienia, wsiadając do mikrobusu mieliśmy nadzieję na klimatyzację, kierowca-przewodnik radośnie nas poinformował, że niestety klimatyzacja wysiadła – śmiem wątpić czy kiedykolwiek w tym mikrobusie była zamontowana... no cóż. Jeśli ktoś wybiera się w tamte miejsca i zechce wsiąść do takiego mikrobusu, a cierpi jak ja, na lęk wysokości – odradzam siadanie po lewej stronie.. tzn. za kierowcą(Gibraltar ma ruch prawostronny, ze względu na jego umiejscowienie w Europie). Kiedy mikrobus wspina się w górę, po lewej stronie ma się pod sobą tylko przepaść... mija się Słupy Herkulesa – trzeba uważać żeby nie przegapić... jazda kończy się przy wejściu do groty Św.Michała – wbrew oczekiwaniom nie było tam ani trochę chłodniej, ale warto obejrzeć... właśnie przed wejściem do grot oczekują na turystów małpy... należy mimo wszystko uważać np na okulary, można się przez przypadek rozstać z nimi na zawsze, jeśli małpce się spodobają, nie będą już do odzyskania... z tego miejsca jest widok na cały port i położone w dole miasto, z tego też miejsca można kolejką linową wyruszyć na szczyt. Dobrowolnie zrezygnowałam, miałam dosyć przeżyć.. siedząc za kierowcą, nieustannie odchylałam się na prawo, co zostało zauważone przez kierowcę miałam wrażenie, że jeśli się odchylę, to kiedy ten busik będzie spadał na lewo... nawet nie wiem co mi się wydawało – śmieszne to było, ale jakieś instynktowne... kolejka linowa to już byłoby zbyt wiele, przecież czekała mnie droga powrotna, czyli zjazd, po drugiej stronie skały Słupy Herkulesa grota Św.Michała znaczek poczty Gibraltaru Odpowiedz Link
m.maska GIBRALTAR - Małpy 24.09.11, 00:56 Ministerstwo Turystyki Gibraltaru zadecydowało o zabiciu przy pomocy zastrzyku trucizny grupy małp, po tym jak zaatakowały turystów i mieszkańców Małpy zamieszkujące Gibraltar należą do głównych atrakcji turystycznych. Niewielka ich grupa w międzyczasie stała się wobec ludzi tak natrętna, że postanowiono je zabić. Grupa ok. 25 zwierząt oddzieliła się od pozostałych 200 małp żyjących na skałach i osiadła na jednej z popularnych plaż. Tam uprzykrzają życie mieszkańcom, dostają się poprzez otwarte okna do mieszkań i atakują turystów. „To niełatwa decyzja” Minister Turystyki Gibraltaru, E.Britto zdecydował, że małpy stanowią niebezpieczeństwo zdrowia publicznego, dlatego zostanie wydane zezwolenie na usuniecie małp. To ostatnia możliwość... "Gibraltar Chronicle" 18.04.2008 Możecie sobie wyobrazić reakcje organizacji obrońców zwierząt... A to te grzeczne, szalenie sympatyczne małpki, zamieszkujące skałę... Odpowiedz Link
m.maska Re: ANDALUZJA 24.09.11, 01:00 AL ANDALUZ – kraina Wandali - tak nazwali ten region Maurowie...dotyczyło to germańskiego plemienia Wizygotów rządzących wtedy Hiszpanią Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 19:24 Kiedys kogos zapytalam: byles we Florencji? odpowiedz byla: a gdzie ja nie bylem... moznaby pomyslec, ze tak malo jest tych miejsc w ktorych nie byl, ze trudno je wyliczyc...okazalo sie, ze tak naprawde to nigdzie nie byl. Czy latwe sa powroty do przeszlosci? jak sie okazuje czasami latwiejsze nizby moglo sie wydawac. Internet skrocil odleglosci, sprawil ze latwiej spotyka sie ludzi z ktorymi juz dawno rozstalismy sie... Podroze - zawsze deklarowalam, ze to moj konik...od lat, od wielu lat. Kto mnie tym zarazil? zapewne moja Mama - nie bylo miejsca w ktorym bysmy po prostu tylko byly - nie... to musialo sie jeszcze cos dziac. Nad morzem sama plaza, to bylo za malo, ogladalo sie przy okazji cala okolice, pamietam, ze kiedy bylysmy w Swinoujsciu chodzilo sie na koncerty... byla taka kawiarnia "Parkowa" o ile mnie pamiec nie myli - codziennie koncertowal tam Niemen - atmosfera niemal kameralna. Gdzies utkwilo mi to gleboko, jesli Wisla to i Nowy Targ i splyw Dunajcem i Niedzica i Czorsztyn... Spotykamy na swojej drodze ludzi, ktorzy albo juz maja podobny pęd w sobie, albo zarazaja sie takim bakcylem...a po latach okazuje sie, ze bylismy w roznych miejscach ale byly i takie ktore odwiedzilismy zupelnie niezaleznie od siebie. I co jako nastepne? zeby nie powracac w to samo miejsce - bo swiat ma tak wiele do zaoferowania. Na razie potrzeba nam (AL i mnie) pilnie czasu i niezbednych drobnych, ktorymi moznaby sfinansowac "wymyslona" przez AL trase...a teraz pytanie do AL: czy masz zaplanowana trase w najdrobniejszych szczegolach? bo ja mam rejs dopiety i brak mi tylko tych niezbednych kilkuset tysiecy gotowki...reszta to juz bajka jest... Jutro jade do Baden-Baden, nazywaja to miasteczko - bo w koncu jest to tylko miasteczko (50tysiecy mieszkancow) najmniejsza metropolia swiata...plany sa rozlegle, tylko czy czasowo to sie uda...a pogodowo? jesli mozna "ciuchcia" czy ja wiem jak to nazwac wjechac na tamtejsza gorke o nazwie Merkury o wysokosci 668m i obejrzec cala okolice, przy ladnej pogodzie moze to byc przezycie - ale jesli nad okolica zawisna deszczowe chmury - wtedy klapa. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 22:13 a teraz pytanie do AL: czy masz zaplanowana trase w najdrobniejszych szczegolach? Tej trasy, jako jedynej, nie mam zaplanowanej, może dlatego, że jak na razie pozostaje marzeniem, bo właśnie....tego grosiwa trzeba, a przede wszystkim dużo wolnego czasu, którego przecież nie posiadam. Ale wiem z grubsza jak musiałaby wyglądać. Początek pod moim domem, a potem jazda samochodem poprzez Italię, Francję, Hiszpanię i Portugalię, nocleg w hotelach gdzie popadnie, dłuższe pobyty w miejscowościach najbardziej interesujących, wszystko powoli i na luzie, ale tak, aby jak najwięcej zobaczyć. Na tę podróż potrzebuję minimum trzy miesiące i odpowiednią osobę towarzyszącą - tę już mam ...no nie, Maseczko? Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 22:26 AL - Ty jeszcze pytasz? w kazdej chwili...moge juz pakowac walizki... Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 22:57 czyzby tym wybrankiem ...byl jednak dzikus?;nie to chyba nie ta bajka......... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 23:00 Ale pomarzyć zawsze można, prawda? Dobranoc Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 23:15 ja nie marze-ja spelniam swe rzyczenia....he..he Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 23:35 a jak myslisz, skad u nas tyle wrazen? bo tez je spelniamy... ale sa takie, ktore mozna realizowac od reki i te na ktore potrzeba troche wiecej, czasu i kasy... Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 23:38 Spelniac mozna marzenia, jesli ma sie te niezbedne zasoby - na kredyt: NIGDY.....nie bede nigdy jezdzic samochodem na ktorym trzyma lape bank... W Niemczech byl czas, ze popularne byly takie naklejki "ALT, aber BEZAHLT" - stary, ale splacony - bo najczesciej te wszystkie potezne limuzyny to byly placone kredytami. Odpowiedz Link
dzikus0099 Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 23:53 Masz racje! a ja mam tez sporo euraczy odlozonych na rozne wypady-bo mnie kreca rozne kraje i ich obyczaje-ale kazdy szuka cos dla siebie.............. Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 14.05.11, 00:02 Owszem... a co Ciebie kreci?...kazdy ma jakies inne wyobrazenia - mnie egzotyka - innosc, ale raczej Europa, w dalszych planach Am.Poludniowa... moze Kambodza, Tajlandia, Bali...w Japonii bylam - powtorek nie robie. Odpowiedz Link
m.maska Baden-Baden i z powrotem... :-) 16.05.11, 01:36 Jak kazdy chyba kto polknal bakcyla podrozy, jesli nawet wybieram sie na jeden dzien w jakies miejsce - a nawet tymbardziej jesli jest to wypad jednodniowy, musi byc zaplanowany do ostatniej minuty...i byl... Switem bladym spojrzalam do netu, jaka pogoda byla przewidywana na ten dzien..hm..kazdy rozsadny zrezygnowalby chyba z wyjazdu - ale nie ja. Postanowilam przemilczec to co zobaczylam, a wiedzialam doskonale, ze reszta towarzystwa o tej porze nie zajrzala na prognozy. A prognozy byly, powiedzmy sobie, nie tylko nienajlepsze, ale wrecz fatalne... deszcz, burze ale 24°. Jestem chyba jednak optymistka - bo przekonalam sama siebie, ze te burze, to zapewne beda w nocy i beztroska pozbieralam "turystow". Sobota rano - rano, to malo powiedziane, dla mnie wrecz srodek nocy - bo ruszylismy o 7 rano. Do przebycia ok. 180km - oczywiscie, ze jest i trasa krotsza o 20km - ale jestem wygodna, wybieram taka, gdzie mam najkrotszy odcinek poza autostrada. Skad wzielo sie tego dnia i o tej porze tylu innych jadacych? oni powinni byli pojechac juz w piatek... na szczescie obylo sie bez korkow. Tak jak mi sie to dotychczas zwykle udawalo: planowo o 9 bylismy na miejscu, przejechalismy Baden-Baden i skierowalismy sie do Geroldsau... wodospad. Hihi...powiedzmy, szumnie nazwano to wodospadem..spotkanie z natura, wspanialy las, rododendrony ktore zwisaly nad nami, jakies takie monstrualne byly, gorski strumien, lesna droga - idyllicznie i...pogoda piekna. Gdybym wiedziala, ze "wodospad" moznaby spokojnie nazwac po prostu kaskada, zapewne zrezygnowalabym z tej wedrowki na korzysc wloczenia sie po zaulkach Baden-Baden a jednak bylo warto. Tam nawet ptaki spiewaly inaczej niz u mnie - las zyl...pieknie bylo. Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden i z powrotem... :-) 16.05.11, 02:08 Tutaj pozostawiam linka na moja "nowa" galerie... w tamtej wkrotce zabraknie miejsca - kiedy sie w koncu uporam z fotkami z Anatolii... picasaweb.google.com/115409003721019156859 Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden i z powrotem... :-) 16.05.11, 02:23 oczywiscie, ze postaram sie szybko uzupelnic reszte zdjec... kolejnym miejscem do ktorego zajrzelismy, bylo juz kasyno.... Odpowiedz Link
m.maska Baden-Baden - Casino 16.05.11, 17:19 "Tam gdzie serca graczy bija silniej" "Najpiekniejsze Kasyno swiata", z zachwytem miala powiedziec Marlena Dietrich kiedy byla gosciem w Baden-Baden. Czy to prawda, czy moze tylko legenda, pewne jest, ze Kasyno w Baden-Baden zalicza sie bezsprzecznie do najladniejszych w Niemczech i do tych ulubionych. Nawet ci, ktorym takie gry sa obojetne, zauwaza podczas wizyty urok Belle Epoque i chetnie zaryzykuja kilka zetonow. Kasyno otworzylo swoje podwoje w 1838 roku - male miasteczko Baden-Baden stalo sie natychmiast letnia stolica Europy. Przybywali tam wielcy tamtych czasow: Bismarck, Clara Schumann, Brahms, Wagner, Nietzsche, Krolowa Victoria. W 1863 odwiedzil Baden-Baden Franciszek Jozef z Austrii, Car Aleksander i Napoleo III - spotkanie trzech cesarzy. Dla wielbicieli Baden-Baden nastaly smutne czasy w okresie Republiki Weimarskiej... Kasyno zostalo zamkniete. W latach 1872-1933 gracze mogli probowac szczescia tylko na wyscigach konnych na pobliskim Iffezheim. Po wielkim krysysie gospodarczym w koncu lat dwudziestych szansa dla zrujnowanych finansow kurortu bylo ponowne otwarcie kasyna. W 1933 kiedy kule w ruletkach znowu sie potoczyly, gosci dosiegla goraczka gry, ale tylko do 1944 - kiedy ponownie swiatla pogasly, a Baden-Baden stalo sie "miastem-lazaretem"... zeby uchronic miasto przed bombardowaniami, na dachach rozciagnieto flagi z czerwonym krzyzem. W 1950 - sale zostaly ponownie otwarte. Rozpoczela sie druga Belle-Epoque. Ksiega gosci zaczela sie zapelniac slawnymi nazwiskami: od Szacha Persji do Kirka Douglasa, od Windsorow, Josephine Baker, po Curda Jürgensa... wszyscy kochali atmosfere kasyna Baden-Baden. BADEN-BADEN EXKLUSIV : W OGRODZIE ZIMOWYM, DAWNIEJ GRANO W RULETKE UZYWAJAC SREBRNYCH I ZLOTYCH ZETONOW. WSPANIALE: Wejscie do otwartych w 1855 roku wspanialych sal kasyna tworzy ogrod zimowy. Utrzymany jest w bialym marmurze. Sciany udekorowane pozlacana siateczka. Kilka lat temu stal tam jeszcze zloty stol, stol podwojnej ruletki, przy ktorym podczas specjalnych uroczystosci grano zlotymi i srebrnymi zetonami. "Sala czerwona" ma swoj wzorzec w barokowym palacu w Wersalu. Sciany wylozone sa czerwonym jedwabiem, drzwi, okna i sufity - bogato zdobione. Dzisiaj w "Sali czerwonej" obok klasycznej ruletki, gra sie takze Black-Jack. "Sala florentynska" zwana takze "Sala tysiaca swiec", kiedys sluzyla jako sala balowa. Orkiestra byla usadowiona w muszli, ktora byla spuszczana z sufitu. BACCARA i POKER : zwolennicy BACCARA z calego swiata czuja sie tutaj u siebie; w zadnym innym kasynie w Niemczech nie gra sie tak intensywnie Baccara jak wlasnie w Baden-Baden. Kazdego roku odbywaja sie turnieje Baccara. Baden-Baden, jako pierwsze kasyno w 1989 sciagnelo w swoje podwoje takze pokerzystow. W "Sali Amerykanskiej" graniczacej z "Sala Florentynska" grany jest poker, obok klasycznej ruletki, w roznych wersjach i na bardzo wysokim poziomie: w koncu listopada 1999 w kasynie odbyly sie finaly turnieju mistrzow pokera. To wiecej niz zabawa: No jak to, jeszcze nie graliscie? Dajcie sie skusic... to motto Baden-Baden: do poludnia odwiedzajacy moga obejrzec kasyno i wysluchac informacji, wieczorem krupierzy wprowadzaja gosci w "tajemnice gry". Restauracja, Nightclub i dyskoteka zapraszaja do odwiedzin. W barach kasyna mozna do rana swietowac wygrana albo utopic smutek przegranej. W galerii wkrotce pokaze fotki poszczegolnych sal... musze je tylko jakos skladnie poukladac zeby sie nie powielaly... Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden - Casino - fotki 16.05.11, 18:16 Zostawiam dla zainteresowanych linka... picasaweb.google.com/115409003721019156859/BadenBadenIICasino# Odpowiedz Link
m.maska [...] 17.05.11, 14:31 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden i z powrotem... :-) 17.05.11, 14:40 Poniewaz decyzja o wyjezdzie zapadla stosunkowo szybko, malo bylo tez czasu na przygotowanie indywidualnej trasy, w zwiazku z tym skorzystalismy z przewodnika w ktorym wytyczone byly trzy trasy... wszystkie rozpoczynaly sie od placu Leopolda i wlasnie druga wg numeracji powiodla nas do kasyna potem do pijalni i dalej na gore Michala do kaplicy Stourdza. Droga prowadzila przez piekny park, wsrod rododendronow wyrastajacych na wyskosc drzew, z powrotem wzdluz rzeki, ktora dzieli miasto a mosty, mostki i mosteczki....pojawiaja sie co kilkadziesiat metrow. Kolejna trasa zaprowadzila nas piekna aleja do Muzeum Fabergé i dalej do kosciola szpitalnego, do ruin dawnych lazni rzymskich, wspielismy sie po schodach do kosciola, po to tylko zeby popukac w zamkniete drzwi... spojrzelismy na Nowy Zamek znajdujacy sie na gorze Florentynskiej, wykupiony przez kuwejtskie towarzystwo Al-Hassawi, ktore planuje jego przebudowe na nowoczesny hotel. Zapewne warto byloby wejsc tam, chocby po to zeby z gory spojrzec na miasto - ale czas, czasu bylo niewiele... o godzinie 14 mielismy juz zaplanowane obejrzenie ruin lazni rzymskich. Byla jeszcze trzecia trasa, wiodaca od muzeum sztuki przez muzeum sztuki uzytkowej, muzeum sztuki nowoczesnej az do muzeum miejskiego... przeszlismy te droge z pelna swiadomoscia, ze musimy juz wybierac - czy wsiadamy w samochod i jedziemy na obrzeze miasta do muzeum Fridy Kahlo czy jednak zdecydujemy sie na wejscie do ktoregos z tych muzeow i wsiakniecie na dobre... pogoda ulatwila nam decyzje - zaczelo popadywac i spacer parkiem przestal byc przyjemnoscia. Powrocilismy do "punktu wyjscia" i znajdujacego sie o krok parkingu - ruszylismy do muzeum poswieconego w calosci zyciu i tworczosci Fridy Kahlo... do kazdego z tych miejsc odniose sie oddzielnie... a poniewaz w miedzyczasie rozpadalo sie na dobre, nie bylo tez sensu jechac kolejka na gore Merkurego... poza tym, caly dzien nic zesmy nie jedli - a kiedy do poludnia ogladalismy kasyno, serdecznie Nas zapraszano na wieczor - poszlismy tam, gdzie juz wiedzielismy, ze samochod pod dachem i nie trzeba bedzie chodzic i szukac miejsca gdzie zjesc kolacje, oczywiscie uprzednio przyodzialismy sie nieco przyzwoiciej ... pierwszy raz gralam w ruletke(!) - przygladalam sie wprawdzie jak grano w BlackJacka ale wiem dokladnie tyle samo co przedtem... i co? o ktorej godzinie mozna zakonczyc pobyt w kasynie? zamykaja je o 4 rano... nie dotrwalismy do konca - o 3 stwierdzilam, ze jesli mamy jeszcze dwie godziny jazdy przed soba - to juz czas...za to w drodze powrotnej autostrade mialam w zasadzie tylko dla siebie i moglam scinac wszystkie zakrety... Juz wkrotce uzupelnie ten opis o dokladniejsze opisy kaplicy Stourdza, muzeum Fabergé, ruin lazni rzymskich i muzeum Fridy Kahlo... Ufff... ale ogolne wrazenie juz tutaj pozostawiam.. Odpowiedz Link
m.maska Baden-Baden - kaplica Stourdza 17.05.11, 22:44 Kaplica Stourdza jest kaplicą grobową rumuńskiej rodziny książęcej Stourdza. Książę Michał Stourdza(1792-1884) był ostatnim regentem księstwa Mołdawii. Po wygnaniu z kraju(1849) osiedlił się najpierw w Paryżu a następnie w Baden-Baden. Po śmierci jego 17-letniego syna w 1863 roku postanowił wybudować tę kaplicę, gdzie w grobowcu mieszczącym się pod ołtarzem znajdują się sarkofagi rodziny wykonane z brązu. Przedsionek podtrzymują cztery kolumny w stylu jońskim z białego, czerwonego i brązowego piaskowca. Cała budowla zwieńczona jest kopułą która ma wysokość 24m, na niej znajduje się ortodoksyjny krzyż, wnętrze jest bogato zdobione freskami, ściany wykonano z barwnego marmuru ... kaplica znajduje się w otoczeniu wspaniałych drzew i kwitnących krzewów. Droga wiedzie nieco w gore, mija się niewielką uroczą kaskadę i ogromne krzewy różnobarwnych rododendronów. Kaplica jest otwarta, ale tylko jeśli się ktoś wcześniej telefonicznie umówi - nie mogliśmy przewidzieć o której godzinie znajdziemy się w jej okolicy - dlatego pozostało nam niestety obejrzenie jej tylko z zewnątrz... poniżej umieszczam fotki znalezione w necie z wnętrza kaplicy. Odpowiedz Link
m.maska Baden-Baden - Muzeum Fabergé 18.05.11, 01:52 Kolejnym, chyba jednym z najważniejszych punktów programu była wizyta w Muzeum Fabergé... wszystko co dotyczy muzeum, można przeczytać na wątku pt. Jajko - Fabergé... ponieważ zdjęć robić tam nie wolno, nie tylko w salach wystawowych ale już w pomieszczeniu gdzie kupuje się bilety wstępu, w związku z tym niewiele mogę Wam tutaj pokazać, poza ulotką reklamową i... biletem wstępu, imitującym rosyjskie ruble, z autentycznym znakiem wodnym na którym widoczny jest sam twórca Fabergé(z profilu). W sali w której mieści się kasa wystawione są kopie różnych jajek, także miniatury, są to obiekty do kupienia - nie tanie... Byłam już w muzeum biżuterii, muzeum kamieni szlachetnych, w tym muzeum sporo jest wyrobów świadczących o mistrzostwie jubilerskim Fabergé ale... oczywiście głównym i najważniejszym obiektem jest oryginalne jajko Fabergé zwane jajkiem Rothschilda. Otóż całość ma ok 25cm - wraz z podstawą. W dniu otwarcia muzeum, mechanizm został uruchomiony, klapka otworzyła się, kogucik ukazał się, zatrzepotał skrzydełkami, zapiał dwa razy, ponownie zatrzepotał skrzydełkami i schował się(powtarzam tylko to co usłyszeliśmy od osoby oprowadzającej). Oczywiście, jajko, które kosztowało drobne 12,5 miliona euro, nie może być dla każdego odwiedzającego nakręcane i mechanizm uruchamiany... toteż stoi w witrynie, można je obejrzeć ze wszystkich stron, sprawia wrażenie, że jest niesłychanie lekkie, niemal wydmuszka... tymczasem na wykonanie jajka wraz z cokołem na którym jest umieszczone, zużyto 3,7kg złota... a całość waży około 5 kg... Wejście do Muzeum Fabergé Ulotka reklamowa Muzeum Fabergé Bilet wstępu do Muzeum Fabergé w większym formacie można obejrzeć w galerii picasa: picasaweb.google.com/115409003721019156859/BadenBadenIII# Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden - Muzeum Fabergé 22.05.11, 12:46 No nieladnie wyszlo... widze, ze revers banknotu utracil adres.... Odpowiedz Link
m.maska Baden-Baden - ruiny rzymskich łażni 20.05.11, 01:46 Muzeum antycznej kultury kapieli Juz starozytni Rzymianie doceniali odprezajace dzialanie cieplych zrodel Baden-Baden. Baden-Baden szczyci sie dluga tradycja kapieli wodnych. Pierwsze publiczne laznie zbudowali tam Rzymianie, wtedy w "Aquae Aureliae", to antyczna nazwa Baden-Baden. Ruiny rzymskich łaźni stanowia dobrze zachowane pozostalosci znajdujace sie ponizej glownego placu i łaźni Fryderyka. Okolo 70 roku n.e. Rzymianie zalozyli wojskowa baze nad rzeka Oos, ktora nazwali "Aquae", co znaczy "woda", "łaźnie". Poczatkowo planowane jako baza wojskowa, stopniowo zyskalo takze na znaczeniu dla cywilow. Rzymskie zwyczaje i kultura czystosci sprawily, ze wokol goracych zrodel "Aquae" powstaly wielkie kapielowe budowle. U stop gory Florentynskiej powstaly laznie cesarskie i laznie zolnierskie. Baden-Baden w pierwszych wiekach n.e. przezylo nawet odwiedziny waznych osobistosci tamtych czasow. Cesarz Trajan(98-117r.n.e.) i Hadrian(117-138r.n.e.) odwiedzili "Aquae". Przy wyjsciu z podziemnego garazu na plac Rzymski, mozna obejrzec ruiny rzymskiej lazni, to tylko niewielka czesc calosci... zarys cesarskich lazni jest zaznaczony czarnymi plytami chodnikowymi na glownym placu. Proste wyposazenie lazni zbudowanych ok.117r.n.e. - wskazuje na laznie zolnierskie, bardzo wyraznie widac jakiej techniki uzyto w celu ogrzewania pomieszczen... pod podloga(!) W pomieszczeniach kapielowych(lat.balineum) mozna obejrzec swietnie zachowany z czasow rzymskich system ogrzewania podlog i scian... Oni to potrafili juz tyle wiekow temu... te laznie, kilka pomieszczen kapielowych, pomieszczenia do kapieli goracej i chlodzacej, miejsca zabaw i gier... oczywiscie bylo to juz wtedy platne -nie takie ot... kobiety przychodzily do poludnia, z cala sluzba, dlatego placily podwojnie... Poniewaz zdjec tam robic nie wolno - nie wiem dlaczego, bo przeciez kamieni im nikt nie przeswietli, ale nie i koniec - dlatego sciagam jeden fotosik z netu. to ponizej schodow to wlasnie system ogrzewczy...w jednym pomieszczeniu palono palenisko a powietrze bylo puszczane pod podloga i czesciowo na sciany, w scianach wmurowane byly takze cegly "pustaki" z ktorych wydostawalo sie cieple powietrze do pomieszczen... Ooooo...juz wtedy potrafiono zaradzic. Odpowiedz Link
m.maska Baden-Baden - Muzeum Fridy Kahlo 20.05.11, 23:36 Nie bede sie tutaj rozpisywac o Fridzie Kahlo, internet jest tego pelen, chocby tutaj... fridakahlo.prv.pl/ mozna przeczytac wszystko...faktem jest, ze nie wiedzialam, ze jej ojciec byl Niemcem, pochodzacym wlasnie z Baden-Baden... interesowala mnie tez niewiele, jej malarstwo, nie moj gust... Muzeum znajduje sie na obrzezu miasta w dzielnicy przemyslowej, w dawnej hali fabrycznej, ktorej charakter zostal utrzymany, na powierzchni 600m². Repliki jej prac sa prezentowane wg roku powstania - korzystajac z przewodnika audio, mozna spokojnie przed kazdym obrazem spedzic kilka minut i 2 godziny, ktore mielismy do czasu zamkniecia muzeum, to bylo stanowczo malo - kazdy obraz jest dokladnie opisany a opis odnosi sie takze do owczesnych wydarzen w zyciu Fridy. Po wyjsciu z muzeum pozostaje ogolne wrazenie, ze Frida Kahlo malowala glownie siebie sama... moze to tylko wrazenie, ale takie jest, ze autoportrety przewazaja w jej malarstwie. W galerii picasa znajduje sie kilka fotek jej obrazow - w koncu wszedzie w necie mozna sie tym upajac do woli... picasaweb.google.com/115409003721019156859/BadenBadenIII# Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden - Muzeum Fridy Kahlo 21.05.11, 03:27 Muzeum sztuki Gehrke-Remund W lutym 2009 roku w Baden-Baden zostało otwarte Muzeum Sztuki Gehrke-Remund, poświęcone w całości życiu i twórczości Fridy Kahlo. Portret twórców muzeum, ich wizja, przybliżyć odwiedzającym życie i twórczość artysty. Przeżywać sztukę Spontaniczna idea i przyjemność podzielenia się z szeroką publicznością swoją fascynacją sztuką, sprawiły że Dr. Mariella Remund i Hans-Jürgen Gehrke odważyli się na coś nowego, otwarcie muzeum wg własnych wyobrażeń. „Siedząc na ławce w parku pałacu Favorite wpadłem na pomysł otwarcia muzeum sztuki” opowiada Hans-Jürgen Gehrke. Mariella Remund śmieje się: „pomysł był tak zwariowany – pomyślałam, że powinniśmy to zrobić”. Oboje miłośnicy sztuki i kolekcjonerzy z pasji, ostatnich siedem lat mieszkali w Pekinie, gdzie pracowali na uczelni. Sztuka była zawsze dla nich ważna, brali udział w wielu projektach związanych ze sztuką. Jednak stworzenie muzeum, to było absolutnie nowe wyzwanie – i to miało być muzeum szczególne. „Mieliśmy wyobrażenie, by odwiedzającym nasze muzeum zaproponować szczególnie intensywne przeżywanie sztuki, miało nie tylko przemawiać do oka, ale także do duszy i serca” – opisuje ten projekt Mariella Remund. Właśnie na tej bazie powstała koncepcja. „Oboje chcieliśmy stworzyć muzeum monograficzne, a więc muzeum przedstawiające dzieła wyłącznie jednego twórcy”, wyjaśnia Hans-Jürgen Gehrke. „W ten sposób zwiedzający będą mogli obejrzeć całość dzieł danego artysty. Tylko tak jest możliwe rozpoznać poszczególne etapy rozwoju i zmiany stylu, przez które artysta przeszedł w okresie kiedy tworzył. Świat Fridy Kahlo Aktualna wystawa poświęcona jest meksykańskiej malarce Fridzie Kahlo, otwarta została w końcu lutego 2009 roku. Ponieważ Hans-Jürgen Gehrke od trzydziestu już lat interesował się ekscentryczną malarką, która już za życia stała się legendą, także Mariella Remund odczuwała pokrewieństwo z Kahlo, było zrozumiałe, że podjęli decyzję, by dzieła, życie i los tej artystki przedstawić szerszej publiczności. Rzeczywiście wchodząc do starej fabryki emalii, w której muzeum się znajduje, odwiedzający zanurza się w świat Fridy Kahlo. Wystawa przedstawia ponad 100 obrazów artystki, rozpoczynając od pierwszego jej obrazu „Autoportret w aksamitnej sukience” aż po jej ostatnie dzieło „Viva la Vida”, które namalowała krótko przed śmiercią. Obok wielu dzieł wiszą także autentyczne suknie i biżuteria Fridy Kahlo, które znalazły się na obrazach. „To sprawia, że obraz nabiera rzeczywistego życia” uzupełnia Mariella Remund. W drugiej części wystawy, zaprezentowane jest atelier artystki ze sztalugami, lustrem z którego korzystała do autoportretów i paletę z jej ulubionymi farbami. Kiedy odwiedzający wchodzi na wewnętrzny dziedziniec muzeum, znajduje się w ogrodzie Casa Azul, domu Fridy Kahlo. Podwórze „Błękitnego domu” w Coyocán, dzielnicy Mexiko-City w którym mieszkała Frida Kahlo, jest w muzeum dokładnie odtworzone – włącznie z aztecką piramidą, prekolumbijskimi figurami z gliny, ponad 60 różnymi kaktusami i wysoką wodną fontanną. Z uznaniem dla artysty Prezentacja eksponatów i ogólne rozplanowanie wystawy wskazują z jaką fascynacją i szacunkiem dla artystki oboje twórcy muzeum swój projekt zrealizowali. Oddźwięk wśród publiczności, jest tego świadectwem. Podczas gdy Mariella Remund chwilowo przebywa jako dyrektor akademicki instytutu amerykańskiego w Pekinie, Hans-Jürgen Gehrke oddał się całkowicie prowadzeniu muzeum i jego dalszemu rozwojowi. W ten sposób ma też okazję do rozmów z wieloma odwiedzającymi. „Jeśli ktoś mi powie – tak jak niedawno – że nasza wystawa jest interesująca, informacyjna, ale przede wszystkim dociera do głębi serca i rozjaśnia duszę, to jest to wspaniały komplement i dokładnie to o czym żeśmy marzyli”. [b]Frida Kahlo: „wstęga wokół bomby” Dzieła Fridy Kahlo – wszystkich razem jest 146 – rozrzucone są po całym świecie, niektóre z nich nie mogą opuścić Meksyku, tak więc wystawy jej obrazów są rzadkie i trudne do przygotowania. Muzeum Sztuki Gehrke-Remund przedstawia 100 obrazów, są to wyjątkowe, ręcznie malowane licencjonowane repliki, to najobszerniejsza wystawa prac Fridy Kahlo na świecie. (Replika – jest kopią dzieła wykonaną przez samego twórcę, lub na jego zlecenie) Odpowiedz Link
m.maska Re: Baden-Baden - Muzeum Fridy Kahlo 21.05.11, 03:31 Muzeum sztuki Gehrke-Remund W lutym 2009 roku w Baden-Baden zostało otwarte Muzeum Sztuki Gehrke-Remund, poświęcone w całości życiu i twórczości Fridy Kahlo. Portret twórców muzeum, ich wizja, przybliżyć odwiedzającym życie i twórczość artysty. Przeżywać sztukę Spontaniczna idea i przyjemność podzielenia się z szeroką publicznością swoją fascynacją sztuką, sprawiły że Dr. Mariella Remund i Hans-Jürgen Gehrke odważyli się na coś nowego, otwarcie muzeum wg własnych wyobrażeń. „Siedząc na ławce w parku pałacu Favorite wpadłem na pomysł otwarcia muzeum sztuki” opowiada Hans-Jürgen Gehrke. Mariella Remund śmieje się: „pomysł był tak zwariowany – pomyślałam, że powinniśmy to zrobić”. Oboje miłośnicy sztuki i kolekcjonerzy z pasji, ostatnich siedem lat mieszkali w Pekinie, gdzie pracowali na uczelni. Sztuka była zawsze dla nich ważna, brali udział w wielu projektach związanych ze sztuką. Jednak stworzenie muzeum, to było absolutnie nowe wyzwanie – i to miało być muzeum szczególne. „Mieliśmy wyobrażenie, by odwiedzającym nasze muzeum zaproponować szczególnie intensywne przeżywanie sztuki, miało nie tylko przemawiać do oka, ale także do duszy i serca” – opisuje ten projekt Mariella Remund. Właśnie na tej bazie powstała koncepcja. „Oboje chcieliśmy stworzyć muzeum monograficzne, a więc muzeum przedstawiające dzieła wyłącznie jednego twórcy”, wyjaśnia Hans-Jürgen Gehrke. „W ten sposób zwiedzający będą mogli obejrzeć całość dzieł danego artysty. Tylko tak jest możliwe rozpoznać poszczególne etapy rozwoju i zmiany stylu, przez które artysta przeszedł w okresie kiedy tworzył. Świat Fridy Kahlo Aktualna wystawa poświęcona jest meksykańskiej malarce Fridzie Kahlo, otwarta została w końcu lutego 2009 roku. Ponieważ Hans-Jürgen Gehrke od trzydziestu już lat interesował się ekscentryczną malarką, która już za życia stała się legendą, także Mariella Remund odczuwała pokrewieństwo z Kahlo, było zrozumiałe, że podjęli decyzję, by dzieła, życie i los tej artystki przedstawić szerszej publiczności. Rzeczywiście wchodząc do starej fabryki emalii, w której muzeum się znajduje, odwiedzający zanurza się w świat Fridy Kahlo. Wystawa przedstawia ponad 100 obrazów artystki, rozpoczynając od pierwszego jej obrazu „Autoportret w aksamitnej sukience” aż po jej ostatnie dzieło „Viva la Vida”, które namalowała krótko przed śmiercią. Obok wielu dzieł wiszą także autentyczne suknie i biżuteria Fridy Kahlo, które znalazły się na obrazach. „To sprawia, że obraz nabiera rzeczywistego życia” uzupełnia Mariella Remund. W drugiej części wystawy, zaprezentowane jest atelier artystki ze sztalugami, lustrem z którego korzystała do autoportretów i paletę z jej ulubionymi farbami. Kiedy odwiedzający wchodzi na wewnętrzny dziedziniec muzeum, znajduje się w ogrodzie Casa Azul, domu Fridy Kahlo. Podwórze „Błękitnego domu” w Coyocán, dzielnicy Mexiko-City w którym mieszkała Frida Kahlo, jest w muzeum dokładnie odtworzone – włącznie z aztecką piramidą, prekolumbijskimi figurami z gliny, ponad 60 różnymi kaktusami i wysoką wodną fontanną. Z uznaniem dla artysty Prezentacja eksponatów i ogólne rozplanowanie wystawy wskazują z jaką fascynacją i szacunkiem dla artystki oboje twórcy muzeum swój projekt zrealizowali. Oddźwięk wśród publiczności, jest tego świadectwem. Podczas gdy Mariella Remund chwilowo przebywa jako dyrektor akademicki instytutu amerykańskiego w Pekinie, Hans-Jürgen Gehrke oddał się całkowicie prowadzeniu muzeum i jego dalszemu rozwojowi. W ten sposób ma też okazję do rozmów z wieloma odwiedzającymi. „Jeśli ktoś mi powie – tak jak niedawno – że nasza wystawa jest interesująca, informacyjna, ale przede wszystkim dociera do głębi serca i rozjaśnia duszę, to jest to wspaniały komplement i dokładnie to o czym żeśmy marzyli”. Frida Kahlo: „wstęga wokół bomby” Dzieła Fridy Kahlo – wszystkich razem jest 146 – rozrzucone są po całym świecie, niektóre z nich nie mogą opuścić Meksyku, tak więc wystawy jej obrazów są rzadkie i trudne do przygotowania. Muzeum Sztuki Gehrke-Remund przedstawia 100 obrazów, są to wyjątkowe, ręcznie malowane licencjonowane repliki, to najobszerniejsza wystawa prac Fridy Kahlo na świecie. (Replika – jest kopią dzieła wykonaną przez samego twórcę, lub na jego zlecenie) Odpowiedz Link
m.maska Eifel i dolina Mozeli 31.05.11, 23:31 Taki dwudniowy wypad w okolice, ktore niby sa pod bokiem ale poniewaz sa w zasiegu reki odklada sie to regularnie na...kiedys... Wprawdzie juz w ubieglym roku planowalam wycieczke nad Mozele i cos, juz nie pamietam nawet co pokrzyzowalo mi plany - a w tym? czy bym sie wybrala, kto wie... los sam wybral: Zorro zupelnie niezaleznie zarezerwowal hotel tuz nad Mozela, a wiec, az sie prosilo zeby to wykorzystac. W dolinie Renu i w dolinie Mozeli az roi sie od zamkow, ruin ale takze i tych w dobrym stanie, wartych obejrzenia. Odpowiedz Link
m.maska Wina mozelskie 01.06.11, 01:14 Juz w czasach kiedy te tereny okupowali Rzymianie nad Mozela uprawiano winna latorosl. W roku 365 n.e, rzymski poeta Ausonius opiewal "Mosella" W koncu XVIII wieku elektor Trewiry Clemens Wenzeslaus zarzadzil: nad Mozela w winnicach mozna bylo sadzic tylko winna latorosl z ktorej produkowany bedzie wylacznie Riesling. Wlasnie to ograniczenie do jednego rodzaju winorosli, sprawilo, ze produkowano wina wyjatkowe, niemozliwe do podrobienia. W ten sposob wina mozelskie zyskaly wrecz legendarna opinie. Dzisiaj sadzone sa takze inne rodzaje winorosli, jednak nadal przewaza Riesling 54%, Müller-Thurgau 22% Elbling 9% i Kerner 8% - sa to wszystko wina biale, ale powoli rosnie tez procent win czerwonych i burgundow. Winnice Mozeli-Saary-Ruwer ciagna sie na przestrzeni 238km wzdluz rzek, po obu stronach Mozeli, Saary i Ruwer i dziela sie na piec regionow: Dolna Mozela-Zell, Srodkowa Mozela-Bernkastel, Gorna Mozela, Saara i Ruwer. Najwazniejsze winorosle nad Mozelą: (z wiki)Wina produkowane z odmiany Riesling są zazwyczaj delikatne, lekkie, o wysokiej kwasowości równoważonej zwiększoną zawartością cukru. Są to przede wszystkim białe wina wytrawne i półwytrawne o barwie bladożółtej, lekko pomieszanej ze słabą zielenią, ewoluującą z czasem w stronę jasnosłomkowej. Bukiet rieslinga jest bardzo świeży i złożony z dużej ilości delikatnych zapachów. W młodym winie łatwo wyczuwalne są zapachy owocowe (cytryna, limonka, grejpfrut, pestka brzoskwini) oraz kwiatowe (białe kwiaty, lipa). Starzejąc się, riesling nabiera unikatowych aromatów mineralnych, z których jest najbardziej znany (krzesiwo, krzemień, ropa). Müller-Thurgau jest bialym gatunkiem winorosli, ktore dzisiaj czesto ze wzgledow prawnych i marketingowych nazywane jest Rivaner. Jest to krzyzowka ktora w 1882 roku wyhodowal szwajcarski badacz Hermann Müller z Kantonu Thurgau. Müller-Thurgau sadzone na 42.000 ha na calym swiecie, jest najbardziej popularnym nowym gatunkiem. Ten gatunek nie jest wymagajacy jesli chodzi o glebe i klimat. Grona dojrzewaja wczesnie i przynosza bogate zbiory. Poniewaz nie zawieraja wiele kwasu, sa delikatne a jednak owocowe. Wina powinny byc pite stosunkowo mlodo, poprzez lezakowanie, poza niewielkimi wyjatkami, nie staja sie lepsze. Mimo, ze z gron Müller-Thurgau powstaja wysokogatunkowe wina, to jednak ten gatunek nie cieszy sie szczegolnym uznaniem, poniewaz z powodu obfitych zbiorow czesto uzywany jest do masowej produkcji malowartosciowych win. Wytrawne i polwytrawne gatunki czesto sa nazywane "Rivaner" wg domniemanych "rodzicow winorosli" Riesling i Silvaner, jednak na podstawie badan genetycznych wykonanych w 1998 roku stwierdzono, ze chodzi o krzyzowke gatunku Riesling(matka) i Madeleine Royale(ojciec). Uzywane w Szwajcarii okreslenie "RieslingxSilvaner" jest starszego pochodzenia. Hermann Müller nie chcial, zeby jego krzyzowka byla w jego ojczyznie znana pod jego imieniem. Ten gatunek winorosli daje wina lagodne, niekwasne o lekkiej nucie galki muszkatolowej. Elbling - Ten gatunek jest uwazany za najstarszy gatunek winorosli w Europie. Juz Rzymianie sadzili Elbling w dolinie Mozeli, w Sredniowieczu bylo to najczesciej spotykane wino, jednak od XVII wieku bylo coraz czesciej wypierane przez gatunki Riesling i Silvaner. Ten gatunek winorosli jest uzywany glownie do produkcji szampana. Wapienne podloze gornej Mozeli oferuje orzezwiajace, owocowe wino delikatnie kwaskowe. Kerner - to mlody gatunek winorosli. W roku 1929 August Herold w Weinsberg wyhodowal krzyzowke gatunkow Riesling i czerwonej winorosli Trollinger, nazwano te krzyzowke nazwiskiem poety Justinusa Kerner. To mocne, orzezwiajaco swieze, rasowe wino o owocowym bukiecie. No to NA ZDROWIE Odpowiedz Link
m.maska Zamek Pyrmont 01.06.11, 01:40 Pierwszy ktory znalazl sie na trasie naszej wycieczki byl zamek Pyrmont. Na wszelki wypadek upewnilam sie telefonicznie, czy Zorro nie dojedzie wczesniej do drugiego zamku przy ktorym chcielismy sie spotkac... hihi... mimo, ze rozmawialam z Jego Zona, na pytanie: to ile km jeszcze uslyszalam jego odpowiedz "a cholera wie"...no tak, Zorro jechal na skroty, poniewaz wyraznie obrazil sie na autostrade o numerze A2 - jak sie potem okazalo, ten skrot go "troche km kosztowal"... a my ruszylismy w tej sytuacji do zamku Pyrmont. Nie bede tutaj opisywac historii zamku, czy poszczegolnych elementow znajdujacych sie w roznych pomieszczeniach... najwieksze wrazenie na mnie zrobilo oczywiscie wejscie na baszte, podczas gdy metalowe krecone schodki w polowie zaczely sie tak jakby lekko odchylac od pionu - ale juz bylo blizej na gore niz wracac w dol i jakos mi sie udalo(bez histerii!) Tutaj pozostawiam linka do galerii - jesli ktos zechce moze rzucic okiem... Mam w nosie krytyke zdjec, nie mam ambicji zostania fotografem - mialam do dyspozycji dwa aparaty, strzelam zdjecia ku pamieci... picasaweb.google.com/115409003721019156859/BurgPyrmont# Odpowiedz Link
m.maska Re: Zamek Pyrmont 01.06.11, 02:30 No dobra, a poniewaz fotograf ze mnie kiepski, to pokaze Wam tutaj zescanowane kartki Odpowiedz Link
m.maska Zamek Eltz 01.06.11, 18:04 Teraz kiedy zaczynam pisać o Naszym spotkaniu, stwierdziłam, że coś w tym jest co napisała Zuza… spotkanie na szczycie i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, na szczycie góry na której rozsiadł się zamek Eltz i to nie byle jaki zamek a bardzo znaczący. W końcu w czasach kiedy walutą była marka, jego wizerunek znajdował się na banknocie 500-markowym... został uznany za najładniejszy zamek w Niemczech. Jego historia jest też nie byle jaka... od początku jego istnienia przez ponad 800 lat, jest bez przerwy w rękach tej samej rodziny, to już 33 pokolenie. Pierwotnie były to trzy „domy” – ponieważ rozsiadły się na jednej skale, budowano je w górę, niektóre elementy sięgają siódmej kondygnacji...trzy domy, trzech gałęzi jednej rodziny – Eltz. Trzech braci, którzy legitymowali się herbami: Eltz złotego lwa, Eltz srebrnego lwa i Eltz rogów bawolich. Strategicznie korzystne położenie nad rzeką Elz(dopływem Mozeli), będącej ważną drogą handlową, było zapewne głównym powodem dla którego został tak umiejscowiony. Fundamentem jest eliptyczny szczyt skały, sięgającej 70m – toteż i cały zamek został dopasowany do podstawy i ma formę elipsy. Kiedyś pokuszę się na pewno i napisze więcej na temat historii samego zamku, który tylko jeden raz na przestrzeni wieków był zamieszany w działania wojenne. Ponieważ wszyscy mieliśmy już za sobą niezłych kilkaset km, nie było sensu wędrować do zamku, jeśli co kilka minut jedzie busik, który podwozi chętnych pod sam zamek...i nie mogliśmy się nadziwić, że zamiast jechać w górę, w stronę zamku, jechaliśmy nieustannie w dół...no właśnie, bo zamek jest położony na skale, ale skała znajduje się w niecce...potrafię sobie wyobrazić, że kiedy tam opada mgła, zamek wygląda jak zaczarowany...i w takiej właśnie scenerii spotkałam Zorro... tylko dlaczego nie miał maski i peleryny? Noooo...może za ciepło było Pozostawiam tutaj linka do galerii, w której umieściłam kilka fotek, ale raczej screenów, ponieważ zamek jest teraz w trakcie renowacji, jego niektóre części były osłonięte...ale kiedyś powrócę jeszcze do jego historii. picasaweb.google.com/115409003721019156859/BurgEltz# Odpowiedz Link
m.maska Dolina Mozeli 02.06.11, 02:02 Oczywiscie, ze szukalam drogi, ktora z zamku Eltz wiodlaby nad Mozela... ja nie znalazlam, chociaz wiedzialam, ze byc musi. Moja trasa prowadzila przez autostrade i wynosila 68km, trasa, ktora wybral Zorro byla dwa razy tak dluga...ale warta podwojnego przejechania... poniewaz na drugi dzien nasze drogi prowadzily w przeciwnych kierunkach tzn. Zorro jechal na poludnie a ja na polnoc - wybralam te sama droge nad Mozela... jest piekna, wokol winnice, gdzieniegdzie widac jakis zamek, bywa, ze tylko ruiny... Nasza droga z zamku Eltz prowadzila caly czas nad Mozela, przez Cochem, Zell, Traben-Trarbach... poczatkowo jechalismy po lewej stronie rzeki, wlasnie przed Zell przejechalismy na strone przeciwna, po to by w Bernkastel Kues powrocic znowu na te strone, tam w poblizu znajdowal sie nasz hotel... Poniewaz wyjechalismy z zamku Eltz dosyc pozno, wiec jechalismy bez zatrzymywania sie. Za to nastepnego dnia, droga zajela mi troche wiecej czasu, bo nieustannie zatrzymywalam sie zeby cyknac jakas fotke... Ponizej zamieszczam mapke doliny Mozeli... Mozela w Koblencji laczy sie z Renem i to miejsce jest nazywane "niemieckim rogiem". Zorro nastepnego dnia pojechal na poludnie dalej wzdluz Mozeli moze i Saary... ale jak zauwazylam, to zamki koncza sie wlasnie na poziomie Bernkastel Kues chociaz winnice ciagna sie dalej az po Saare i Ruwer. a w galerii zostawiam kilka migawek z drogi, ktora wracalam w niedziele do Cochem... picasaweb.google.com/115409003721019156859/DolinaMozeli?authkey=Gv1sRgCLLSjN6Bxf-mbw# Odpowiedz Link
m.maska Re: Dolina Mozeli 03.06.11, 12:18 Ale tutaj musze cos dodac: najgorzej ma kierowca, Zorro wie cos o tym... pasazer moze sobie podziwiac widoki, kierowca juz mniej, chyba ze jedzie na pelnym luzie, ale wtedy moze byc denerwujacy dla innych kierowcow Odpowiedz Link
m.maska Cochem 03.06.11, 00:26 Spogladajac na mape i oznaczenie na niej miasta, moznaby pomyslec, ze... no wlasnie, ze to duze miasto - tymczasem Cochem jest drugim najmniejszym miastem okregowym Niemiec, liczy sobie zaledwie 5000 mieszkancow i... 40 hoteli - dziwne? wcale nie, mysle, ze tych hoteli jest nawet za malo, bo turystow jest tam pelno przez niemal caly rok. To czego nie sposob nie zauwazyc to gorujacy nad miastem zamek, widoczny z kazdego punktu miasta. Przypominalo mi to polozenie twierdzy Hohensalzburg w Salzburgu. Miasteczko jest niewielkie. Jak wielkie moze byc, jesli statystycznie na km² przypada 244 mieszkancow? w wielu miejscach zachowaly sie sredniowieczne mury miejskie, trzy albo cztery bramy miejskie...wrazenia potrzebuja czasu, zeby mogly sie poukladac - a mnie tego czasu brak... na srodku niewielkiego Rynku fontanna a tuz przy niej z jednej strony Ratusz, jesli wezme pod uwage rozmiary Ratusza we Wroclawiu, to to byl Ratuszek, malutki a na sasiedniej pierzei dom w ktorym gorna kondygnacje fasady stanowia dzwony... to charakterystyczny znak Cochem, pozostawiam linka, mozna tego posluchac...o godzinie 10, 12, 16 i 18 "koncert", zreszta bardzo sympatyczny. www.schwabenmedia.de/Bauwerke/Cochem/Glockenspiel.php?style=styleG A tutaj zblizenie tych "dzwonkow" Oczywiscie uzupelnie galerie o migawki z miasta...bo to naprawde stare miasto, zasiedlone bylo juz przez Celtow i Rzymian a po raz pierwszy wymieniane w dokumentach w 886 roku jako Villa cuchema... Odpowiedz Link
m.maska Zapraszam na spacer po Cochem 04.06.11, 01:17 picasaweb.google.com/115409003721019156859/CochemMigawkiZMiasta# Odpowiedz Link
m.maska Zamek Reichsburg - Cochem 04.06.11, 17:20 A zebyscie nie mogli mi zarzucic, ze tylko o niemczyznie pisze… to prosze bardzo – i tutaj historia zamku, chociaz tak odlegle polozonego od granic naszego kraju, jednak splata sie z nasza historia. Ale teraz po kolei... Ogolnie przyjmuje sie, ze zamek Cochem zostal zbudowany okolo roku 1000, kiedy te tereny nalezaly do palatynskiego hrabiego Ezzo, syna i nastepcy hrabiego Palatynatu Pusiliusa. Jednak w dokumentach pojawia sie po raz pierwszy w roku 1051, kiedy najstarsza corka hrabiego Ezzo Richeza, siostrzenica cesarza Ottona III, Królowa Polski, zona Mieszka II, w tym samym roku przekazala zamek swojemu siostrzencowi hrabiemu palatynskiemu Henrykowi I. Nie bede tutaj dokladnie opisywac historii zamku, w kazdym razie zamek pelnil zawsze wazna role w Palatynacie... w roku 1688, w okresie wojny o sukcesje, zolnierze Krola Ludwika XIV, Krola Slonce, wkroczyli w doline Renu i Mozeli, zajeli zamek a w marcu 1689 takze miasto Cochem. 19 maja 1689 roku zamek zostal podpalony, podminowany i wysadzony w powietrze. W tym samym roku, niemal cale miasto zostalo zniszczone przez wojska francuskie. Zamek pozostal ruina do roku 1868, wtedy to zostal wykupiony wraz z cala parcela przez berlinskiego bogacza Louisa Ravené za 300 zlotych marek – Ravené zachowujac pozostalosci poznogotyckie odbudowal zamek, w stylu neogotyckim, odpowiadajacym romantycznym wyobrazeniom XIX wieku. Odbudowany zamek sluzyl rodzinie Ravené jako letnia rezydencja i pozostal w rekach tej rodziny 75 lat. W roku 1942 zostal sprzedany i stal sie wlasnoscia Niemieckiej Rzeszy, od roku 1978 nalezy do miasta Cochem. Zamek Reichsburg znajduje sie na wzgorzu na wysokosci 100m ponad poziomem Mozeli A tutaj herby, zwiazane z tym zamkiem: I nadal gimnastykuje sie ze zdjeciami... mam nadzieje, ze jeszcze mi sie dzisiaj uda Odpowiedz Link
m.maska Re: Zamek Reichsburg - Cochem 06.06.11, 02:24 A tutaj mozecie zajrzec do zamku: picasaweb.google.com/115409003721019156859/ZamekReichsburgCochem# Odpowiedz Link
m.maska Dwa Zamki 06.06.11, 03:41 Burg Eltz i Burg Reichsburg polozone od siebie w odleglosci 28km konkuruja ze soba o "urode" - kazdy inny, kazdy ma cos innego do zaoferowania... Burg Reichsburg zbudowany od poczatku jako zamek obronny, Burg Eltz, budowany jako zamek mieszkalny. Nawet kiedy kupuje sie kartki czy przewodniki w Cochem, sprzedawcy zachwalaja, ze "ich" zamek jest ladniejszy, teraz zapewne tak, kiedy Burg Eltz jest w trakcie ronowacji - ale jak sie dziwic, jesli Burg Eltz nadal jest w rekach prywatnych, mieszkancy Cochem jednak czuja sie wlascicielami zamku Reichsburg, wiec tez sa z niego dumni. Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage, Voyage 12.06.11, 21:20 A tutaj zostawiam linka na inna wersje tej samej piosenki(?) a moze tym razem piesni... podoba mi sie www.youtube.com/watch?v=hZ3NZMb34_I Odpowiedz Link
cieplanata Fotki z wyprawy 16.07.11, 08:44 Wąwóz w Petrze Mc Donalds Wszędzie nam towarzyszy rodzina królewska wieczorami musieliśmy się zawsze skusić na sok ze świezych owoców Odpowiedz Link
m.maska Re: Fotki z wyprawy 16.07.11, 13:09 Dzieki... swietne fotki... Byl czas, ze krecilam filmy - teraz mi to przeszlo... fotki zawsze mozna wyciagnac i pojedynczo obejrzec... Rodzina krolewska - urodziwa jest.... Odpowiedz Link
cieplanata Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 14.07.11, 20:38 Będzie to kilka rozdziałów, bo nie wiem jak to skrócic, i tak moja opowieść będzie pobieżna, raczej o moich odczuciach, niż dokładne opisy tego co widziałam. Więc zaczyna kpiowac moją opowieść z mojego dzienniczka Zaczęło się 22 czerwca 2011. Oczywiście wcale nie bezstresowo, kolejki dwie do odprawy bagażowej i trzecia kolejka „bez kolejki” z dziećmi, niektóre dzieci większe ode mnie, ale trzeba czekać. W rezultacie biegiem, wywoływani przez głośniki biegliśmy do samolotu, ponieważ jeszcze MUSIAŁAM wpaść do Baltony po butelkę whiskacza i butelki z wodą. Lecimy, bałam się jak zwykle i jak zwykle popijałam whisky, którą w małych buteleczkach sobie zakupiłam. Przylecieliśmy, a w Egipcie spokój, ciepło, cisza. Obsługa sprawna, szybko odebralismy bagaze i do autokaru. Trzeba jeszcze jechać ponad 2 godziny do Taby. I znów miłe zaskoczenie, 4 lata temu w hotelu „przejściowym” była obrzydliwa brudna pościel, nic do picia, okropne łazienki. A teraz............ miły hotel, sprawna obsługa, weszliśmy do fajnego pokoju, na stoliku czekała na nas kolacja (a była 2 w nocy) stały butelki z wodą mineralną. Szok............... czysto, miło, więc spać. Rano znów zaskoczenie, miła obsługa w restauracji, sprawna organizacja BP, nasza Pilotka Agnieszka D, miła, bardzo profesjonalna. Ale niestety nie mozemy przeprawić się promem z Taby do Akaby, podobno aresztowana szefa od promów, trzeba jechać przez Izrael. No i w jeden dzień cztery granice, Egipska, dwa razy Izraelska (wyjątkowo łatwo poszło) i Jordańska. Dotarliśmy do Akaby. I znów miłe zaskoczenie, fajny hotel, pokój dwuosobowy, z dwoma łózkami, a każde łóżko większe niż nasze małżeńskie, mąż stwierdził, ze łóżka są wielkości boiska piłkarskiego . Poszliśmy na spacer po Akabie, prawdziwe arabskie miasto, kupiliśmy najwspanialsze jordańskie orzeszki, lody w McDonaldzie i wróciliśmy do hotelu. Rano czekała nas dość długa podróż do Ammanu, zaczynamy nasza Jordańską przygodę. Trzeci dzień przygody. Śniadanie, wykwaterowanie i przejazd do Ammanu. Zobaczyliśmy najbardziej znany zabytek miasta, dawniej znanego jako Filadelfia - teatr rzymski. Ten teatr rózni się do innych budowli tego typu, tamte stały zwykle na otwartym terenie,ten wzniesiono na stromym zboczu doliny, w którym wycięto w skale widownię na około 6 tyś. Osób. Cudo, a jaka akustyka.................... Z najwyższych rzędów amfiteatralnej widowni widać Amman no i wzgórze Dżabel al-Kala z cytadelą. Następnie jedziemy do cytadeli. To właśnie na jej terenie zobaczyliśmy Świątynię Herkulesa, Muzeum Archeologiczne i inne cudeńka. Ale jakby tego było mało, to zawieziono nas do Dżerasz Jest to najlepiej zachowane na Bliskim Wschodzie miasto grecko–rzymskie . Nie spodziewałam się takiego wielkiego miasta, zwiedzimy tu ruiny miasta, placu z kolumnadą, rzymskiego teatru, fontanny miejskiej, świątyni bogini Artemidy i kościoła bizantyjskiego ze wspaniałymi mozaikami podłogowymi. Byliśmy oczarowani, zachwyceni. Pełni wrażeń pojechaliśmy do hotelu. . Następny dzień, część ludzi jedzie nad Morze Martwe, my nie jedziemy, byliśmy po stronie Izraelskiej 4 lata temu nic niestety nie pomogło, nie odmłodniałam, nie wypiękniałam, forsę wydałam Poszliśmy na samodzielną wyprawę po Ammanie. Pochodziliśmy wkoło hotelu, ale nic nie było do oglądania, wsiedliśmy do taksówki i problem................ mówię taksówkarzowi, zeby jechał do centrum miasta, facet mnie pyta o konkretna ulicę, skąd do jasnej cholery mam wiedzieć jaka ulica jest w centrum miasta? Mówię, zeby jechał, a ja wysiądę jak będę uważała, ze dojechałam. Jedziemy............ jedziemy........... facet się już niepokoi, jak daleko ma nas wieść, mój ślubny się niepokoi widząc licznik. Wreszcie widzę, o największy Meczet w Jordanii, zbudowany na cześć króla Abd Allaha, wysiadamy, taksówkarz pyta nas się czy jedziemy do kościoła, ja …...... no tak, niby to jest kościół, facet mówi, ze zamknięty, ze dalej, około 200 metrów jest otwarty. Ahaaaaaaaaaa,, dopiero teraz zobaczyłam Kościół dalej następny, nie wiedziałam, że w kraju muzułmańskim jest tyle kościołów. Płacimy za taksówkę, w przeliczeniu na złotówki półgodzinna jazda taksówka kosztowała nas niecałe 10 zł. Idziemy do Meczetu, ubrali mnie w czarny długi strój, zakapturzyli, poszliśmy do budynków mąż na strone męską, ja kobiecą, jest sobota, muzułmanie mają dziś takie nasze „niedzielne szkółki” panie uczą się angielskiego, uczą się wymowy, panowie podobno czytają koran, uczą się „religii” Wszyscy patrzą na nas życzliwie, uśmiechają się, dzieci mówią grzecznie „salem alejkum „ Nigdzie, w żadnym mieście a byłam już w kilku czy kilkunastu albo i więcej miastach poza Polską nikt nas tak nie witał, nikt nie zaczepiał pytając skąd jesteśmy i co już widzieliśmy w Jordanii, czy nam się podoba ich kraj. Czuliśmy się naprawdę wspaniale, bezpiecznie. Poszwendaliśmy się jeszcze po tej części Ammanu, wsiedliśmy w taksówkę i wróciliśmy do hotelu, po krótkim odpoczynku wybierzemy się do sklepów, do Jordańskiego McDonaldsa, bo w każdym odwiedzanym kraju od Ukrainy po kraje kraje prawie egzotyczne MUSIMY zjeść Big Maca, zawsze się różnią. Jutro pojedziemy dalej, dziś po zjedzeniu obrzydliwego hamburgera i przepysznych lodów musimy odpocząć, jutro czekają nas następne przygody Odpowiedz Link
cieplanata Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 14.07.11, 20:39 Dziś niedziela, jedziemy w kilka miejsc, do Twierdzy Karak, Na Górę Nebo i zwiedzimy Kościół pw Św. Jerzego. Jemy śniadanie,szybko walizki wkładamy do autokaru i czeka nas przejazd na Górę Nebo – miejsce, do którego według tradycji dotarł Mojżesz i skąd spoglądał na Ziemię Obiecaną. W pobliżu ukryta miała zostać Arka Przymierza, ale co najważniejsze tutaj zmarł i został pochowany Mojżesz. Gorąco, wysoko, my wjechaliśmy autokarem, zastanawiam się jak taki stary człowiek wlazł na tę górę, a miał 120 lat, Biblia mówi, że doskonale widział ziemie obiecaną. Kiedyś ta ziemia widziana z Góry Nebo była podobno zielona, mlekiem i miodem płynąca. Teraz niestety to pustynia, szaro, gdzie niegdzie trochę zieleni, podobno to przez Izraelitów, którzy pobierają aż 70% wody z Jordanu. Następnym punktem jest Madaba – miejsce biblijne, wymieniane kilkakrotnie w Starym Testamencie. Okres świetności przeżywała w czasach rzymskich i w epoce wczesnego chrześcijaństwa. Świadectwem óczesnej wielkości miasta jest najstarsza i najlepiej zachowana mapa Ziemi Świętej, powstała w formie posadzki w Kościele PW Św. Jerzego. Oczywiście w ostatniej chwili dopiero zobaczyłam mapę, bo gapiłam się na fantastyczne ikony. Kolejnym etapem jest Karak, gdzie znajduje się jeden z najlepiej zachowanych zamków Krzyżowców na Bliskim Wschodzie. Tu pokłóciłam się ze ślubnym, bo musiał dokładnie wszystko sfilmowac, a mieliśmy tylko 10 minut do odjazdu autokaru, nie............ przecież jeszcze nie byliśmy w muzeum. No dobra, skłóceni i obrażeni ale z pełną „dokumentacją” wsiadamy do autokaru, jestem potwornie zmeczona, głowa od upału mnie boli, pomimo, ze głowa i ramiona były przykryte białym, tiulowym szalem. Marzę o kąpieli i o szklance zimnego piwa. Ale nie, jeszcze przerwa na zrobienie kilku zdjęć zamku Krzyżowców w Szobak . Widzimy to „cudo” z daleka. Wieczorem dojeżdżamy do Wadi Musa, podobno będziemy nocować w najlepszym w czasie objazdówki hotelu, hmmmmmmmmmm co dla kogo jest najlepsze, pokoik malutki, gdy przyniesiono nam nasze walizki, a jeszcze moja walizeczka podręczna, okazało się, że trudno nam się w tym pokoju poruszać. Szybko idziemy na kolację, nie mam ochoty spacerować, już zwiedzać, ten dzień bardzo dał mi w kość, a jutro przecież Petra, co najmniej 6 godzin w słońcu, bez możliwości posiedzenia, odpoczynku, no ale to jutro, dziś na tarasie hotelu jemy kolację, piekny zachód słońca, zjadłam pyszna rybę i idę po deser, widziałam ogromna ilość melonów, dochodzę do bufetu i ze zdziwienia oczy przecieram, niemożliwe, żeby 18 osób (bo nas z mężem nie liczę) zżarło wielką tacę melonów, obranych ze skórki. No ale tak, zje Polak czy nie zje, ale sobie nałoży. Wkurzyłam się, wychodzę z restauracji, a w windzie jakaś „życzliwa” para próbowała nam powiedzieć, kto zżarł wszystkie melony, nie chciałam słuchać, niech im pójdą na zdrowie, idę sobie zrobić drinka, powoli mam dość tej wyprawy w 50 stopniowym upale. Odpowiedz Link
cieplanata Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 14.07.11, 20:40 Dziś najważniejszy dzień naszej wyprawy, po to przecież przyjechaliśmy do Jordanii, żeby zobaczyć Petrę. Raniutko, bo o 7 śniadanie (w Polsce wtedy była 6 rano) szybko pakowanie walizek do autokaru, siadamy, jacyś podnieceni, zaaferowani. Dojechaliśmy do Petry, przewodniczka mówi, żeby wziąć po pół litra wody, żeby nie dźwigać, po drodze będzie można kupić, ja do swojej niby małej a przepastnej torebki pakuję dwie butelki po pół litra wody, dla męża i dla siebie, bo wiem, że mąż będzie tak zaaferowany, że gdzie mu tam myślenie o wodzie. Wchodzimy na szlak. Petra to miasto zbudowane przez Nabatejczyków, „poprawione” przez Rzymian, jesteśmy pod wrażeniem, nie zwracamy uwagi na rosnący upał, zdjęcia cykamy jak oszalali, przewodniczka mówi, żebyśmy szli dalej, zrobimy zdjęcia spokojnie wracając, przed nami około 6 godzin tego spaceru. Wchodzimy do wąwozu As-Sik, mamy około 1,5 km do przejścia tym wąwozem, wreszcie chłodniej, z kazdej strony dopadają nas dzieci, próbując nam sprzedać za „łan dolar” pocztówki, koraliki, kamyki. Szkoda mi tych dzieci, wyciągam co chwila łan dolara i kupuję zupełnie mi niepotrzebne pierdoły. Na różnych wysokościach zauważyć można wykute w skałach wnęki, to komory grobowe są różne, w zależności od statusu społecznego „lokatorów”. Co chwila mijaj nas riksze, powoziki powożone przez osiołki, są i konie, bo w ramach biletu wstępu taka przejażdżka konna się należy (ale okazuje się że w drodze powrotnej) o......... właśnie kilka dromaderów z przestraszonymi turystami nas mineło. Dochodzimy do najsławniejszego zabytku Petry czyli Skarbca Faraona. Nie zrobi na mnie specjalnego wrażenia, w porównaniu do wąwozu i drogi już przebytej, znałam go z filmów, z telewizji, taka dekoracja filmu przygodowego Chcemy zobaczyć więcej i więcej, idziemy dalej, ale wiele wycieczek tu kończy swoje zwiedzanie Petry, no bo po co iść dalej jak już się zobaczyło to co pokazują w telewizorze. Dalej jest miasto „umarłych” Mijamy Grobowce Królewskie, po czym znajdujemy się w zupełnie innej epoce. Nagle bowiem pojawia się typowy dla czasów rzymskich amfiteatr, w którym mogło zasiadać osiem tysięcy widzów. Spacerujemy ulicą kolumnową i... marzymy o skrawku cienia. Nie tylko my, biedne osiołki (takie taksówki miejscowe) kryją się za krzaczkami, za kwiatkami, zeby tylko trochę cienia. Osoby chętne mogą iść dalej, do Monastyru który ukryty jest na szczycie wzgórza wiedzie kręta droga z 800 stopniami. Mijamy fantastyczne formy skalne, które przybierają przeróżne barwy. Wyglądają, jakby ktoś pomalował je warstwowo na różne kolory. Skały opadają pionowo w dół ukazując malownicze wąwozy. Wędrówka staje się coraz bardziej męcząca myślę o powrocie. Mąż postanowił iść dalej, ja wracam, za gorąco, nie mamy już wody. Trudno, ze zdjęć zobaczę klasztor, wracam do Skarbca, kupuję sobie gorącą herbatę z gałązką mięty, jak cudownie gasi pragnienie, mężowi kupuję 1,5 litra wody za 3 dolary, no i co? Drogo? A co warte jest życie gdy chce się tak bardzo pić. Siadam sobie w cieniu i obserwuję ludzi. Z podziwem patrzę na staruszków beduinów, on prowadzi żonę idącą o lasce, jaki jest troskliwy, kto to mówił, że arabowie nie cenią sobie zon? Że są niedobrzy dla nich? Większość naszych staruszków nie wzięłoby swojej starej zony za rękę i nie pomogło w długiej wędrówce. Ale........ale........... co ja widzę? Starszy Beduin zaczął bardzo krzyczeć na swoja rodzine, ciężarna żona, kilkoro dzieci, goni ich w kierunku wąwozu, myślę sobie, jaki opiekuńczy, tu jest tak gorąco, w wąwozie chłodniej, ale nie, to właśnie nadchodzi duża grupa turystów amerykańskich, Beudin gonił rodzinę, zeby sprzedawała pamiątki za łan dolar. Czyli maja system ostrzegawczy, teraz to łatwo, komórki przecież działają, Orange jest wszędzie. Czekam prawie dwie godziny, wreszcie kilka osób z naszej grupy zaczyna schodzić z góry, mój mąż tak bardzo chciał pić, ze wypija całą butelkę wody, uszliśmy kawałek i musiałam znów wydać 3 dolary na nastepną butelkę, wypił znów jednym duszkiem, jak musiała się czuć kobieta, której mąż nie chciał kupić wody, bo była za droga? Nie chcę myśleć. Robimy jeszcze zdjęcia, w druga stronę te same miejsca wygladaja zupełnie inaczej. Fajny był dzień, ale czeka nas jeszcze niespodzianka, bo zamiast jutro dziś osoby które wykupiły wyprawę na Pustynię Wadi Rum maja jeepami tam jechać. Zastanawiam się ile taki wielbłąd może wypić wody? Ile starsza pani wytrzyma? E tam wytrzymam, nie zobaczyć Wadi Rum to jakby nie widzieć Jordanii Ale o tym później. Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 17:26 Cuuuuuuuuuuudne.... a te melony... trzeba bylo zazadac, zeby doniesli - takie zimne sa idealne pod tymi szerokosciami geograficznymi w czasie upalu... Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 17:28 to jakie tam panowaly temperatury?.... Odpowiedz Link
cieplanata Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 17:48 przy kolacji już było około 38 stopni Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 19:05 w cieniu, rozumiem... i sie juz ochlodzilo... Naprawde nie znam tamtych rejonow - ponoc slonce zachodzi za jednym chlupnieciem do morza na Synaju - tzn. z minuty na minute ciemna noc nastaje... a z w "Pustyni i w Puszczy" pamietam, ze noce sa zimne - kurcze, no przeciez wiem, ze to nie Sahara - ale tam juz niedaleko - wiec ciekawa jestem a najlepsze informacje sa zawsze z pierwszej reki Odpowiedz Link
cieplanata Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 20:13 zakochałam się w Jordanii, tak jak nie za bardzo mi pasował Egipt (do tego roku) tak, pomimo, ze już ponad tydzień jestem w Polsce, to jeszcze jak zamknę oczy widzę czerwone skały na Wadi Rum Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 20:45 Hej... a skoro sie zakochalas, to co chcesz teraz poczac z ta miloscia? Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 15.07.11, 20:47 Otworz jakis album na picasie czy innym portalu i pokaz wiecej tych fotek... az mnie skreca, zeby to zobaczyc... Odpowiedz Link
cieplanata Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 16.07.11, 07:40 nie umiem, może jak coś sobie ściągnę to założę, chciałam sobie na fotoforum gazeta powklejać, ale są za duże, muszę najpierw pozmniejszać, a to już kupa roboty Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 16.07.11, 13:06 Hej... a to ja Ci napisze jak to robic... picasa daje mozliwosc przekazywania fotek hurtem do galerii, a poza tym mozesz je tez przykroic... to proste jest ale zaczac trzeba... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 16.07.11, 21:58 Coraz bardziej jestem zachwycona.... Odpowiedz Link
m.maska Re: Voyage ..........Jordania na nas czeka:) 17.07.11, 01:19 tylko... jak sobie przypomne te upaly w Andaluzji, a tam bylo na pewno "ciut" cieplej... hmm.... a te skaly nad glowa?... to klaustrofobii mozna dostac... nie, ale naprawde wspanialy opis, widac, ze pozostawil ten urlop niezapmniane wrazenia... Odpowiedz Link
m.maska Byłam na Potzberg 28.07.11, 00:48 forum.gazeta.pl/forum/w,101385,127380289,127380289,Bylam_na_Potzberg.html Odpowiedz Link
m.maska Barcelona - Montjuïc 30.07.11, 00:42 Opowiedzieć o Barcelonie? Jak? W którym miejscu zacząć?...to może od najwyższego punktu Barcelony? Montjuïc(Góra Żydów)… 213m n.p.m. Jak dostać się na szczyt, który ma tak niechlubną przeszłość? Kilka jest możliwości, jedną z najszybszych jest kolejka linowa, która startuje z nabrzeża i ciągnie się ponad portem a kończy na wysokości połowy góry. Stamtąd można przesiąść się do kolejnej kolejki i tak dotrzeć na szczyt gdzie znajduje się twierdza, która w okresie dyktatury Gen.Franco została zamieniona w więzienie. Egzekucje na więźniach politycznych były wykonywane po wschodniej stronie góry a zwłoki zrzucano do morza. Właśnie o tym miejscu pisał w swojej powieści "Cień wiatru" R. Zafón. Montjuïc... ma też coś innego, niż muzea, ogrody, obiekty sportowe, tego jest tam w nadmiarze ale... jest tam także Poble Espanyol...to Hiszpania „w pigułce” - to pozostałość po światowej wystawie w 1929 roku. Spacer wąskimi uliczkami, to „podróż przez architekturę” Hiszpanii, budynki z Andaluzji, z Balearów, z Pirenejów, albo z Asturii aż po Galicję. Wchodzi się przez kopię bramy miejskiej w Avilli wprost na Plaza Mayor otoczony budynkami z Kastylii i Aragonii, dalej dzielnica andaluzyjska, baskijskie zaułki, dzielnice katalońska i galicyjska i klasztor Dominikanów. Budynki, pałace, odtworzone z wszelkimi detalami, mieszczą się w nich sklepiki z pamiątkami, warsztaty artystów plastyków a także rzemieślników prezentujących rzadkie już dzisiaj zawody np. dmuchacz szkła, czy szewc szyjący katalońskie obuwie z płótna żaglowego. Oczywiscie nie może też zabraknąć kafejek, restauracji i...tam właśnie znajduje się główna nocna atrakcja Barcelony „El Poble”... Puerta de San Vincente, Ávila wejście do Poble Espanyol Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Barcelona - Montjuïc 30.07.11, 18:58 Na tę kolejkę linową to nawet bałam się z odległości spojrzeć.....ale chodząc po ulicach na pierwszy rzut oka rozpoznawałam fasady domów zaprojektowanych przez Gaudiego. Odpowiedz Link
m.maska Barcelona - Teleférico del Puerto 31.07.11, 09:06 Zanim poleciałam do Barcelony – przerobiłam dokładnie wszystko to co chciałabym obejrzeć…wszystko…żeby po powrocie nie okazało się, że tam w jakimś zaułku, pięć metrów za rogiem, ominęłam coś istotnego…o kolejce wiedziałam – wiedziałam, że na Montjuïc trzeba się jakoś dostać i jakoś stamtąd powrócić….zwiedzanie można zacząć albo z góry i kierować na dół, albo odwrotnie – tak czy inaczej do wyboru pozostawał albo turystyczny autobus, który zatrzymuje się przy poszczególnych obiektach ale wtedy trzeba przejechać pól miasta metrem, albo per pedes albo właśnie kolejka z nabrzeża – najszybszy środek lokomocji w górę – i tutaj zaczęły się schody. Boję się kolejek, pamiętam, jak mając już bilet nie mogłam się przemóc żeby wsiąść do kolejki linowej na Maderze, przepuściłam kilka wagoników zanim się w końcu zdecydowałam. Zanim poleciałam do Barcelony dokładnie przestudiowałam dane dotyczące Teleférico del Puerto...wiedziałam wszystko: jakiej wysokości jest wieża z której w porcie startuje, jaką wysokość ma wieża, będąca jedyną podporą na długości 1300m, którą musi pokonać wagonik w drodze do celu. Kiedy miała kolejka przerwy konserwacyjne, ile ma lin, ile osób może do niej wejść – wszystko co mogłam wyczytać na ten temat... nic to nie dało – bałam się i tak. Właściwie wykluczone było, że uda mi się pokonać lęk wysokości. Jednak w Barcelonie było jeszcze kilka innych obiektów, które wzbudzały we mnie podobny lęk; porozmawiałam z zaprzyjaźnionym neurologiem a On znalazł rozwiązanie... Tym sposobem, wjechałam na to „rusztowanie” na wysokość 70m z którego wagonik startował, wsiadłam do kolejki, która ma otwarte okienka, a kiedy powoli bo z prędkością ok. 17km/h przesuwała się nad portowym basenem kręciłam film i robiłam fotki. Jeśli się bardzo chce, wtedy wszystko można Wieża San Sebastián, stąd rozpoczyna się tę podróż...ma wysokość 70m i najpierw trzeba tam wjechać a potem stać i czekać na swoją kolej... Widok z wieży San Sebastián na Montjuïc Takie to wagoniki kursują... i to jest ta jedyna podpora na trasie 1300m: wieża Jaime I... ma wysokość 101m widok jaki roztacza się z kolejki... po prawej widoczny jest biurowiec „cygaro”... wspaniale wygląda nocą – dniem jest okropnym zwalistym czymś...patrząc w lewo od środka – Sagrada Familia właściwie to można jadąc kolejką zajrzeć niemal w oczy Kolumbowi stojącemu na swojej „kuli” widok na wieżę Jaime I z końcowego przystanku Miramar, znajdującego się na wysokości 57m...niby nie wysoko, bo do szczytu jest jeszcze ponad 150m... ale stamtąd można przesiąść się na kolejkę, która wygląda jednak mniej „ryzykownie” Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Barcelona - Teleférico del Puerto 01.08.11, 22:15 Ależ Ty jesteś zorganizowana, Maseczko, można Ciebie używać jako przewodnika Odpowiedz Link
m.maska Re: Barcelona - Teleférico del Puerto 01.08.11, 23:24 I Kto to pisze? no Kto? A Ty to nie jestes zorganizowana? Salzburg w malym palcu i kazde trasa przemyslana... w takich momentach poznaje sie starego "wyjadacza", ktory juz nie jedna trase przeszedl...Kiedy lecialam do Japonii, to byla moja pierwsza daleka podroz, wiedzialam, ze zwiedzania na wlasna reke raczej nie bedzie - jeden dzien mielismy do wlasnej dyspozycji w Tokio - czytalam na temat Japonii wszystko cokolwiek wpadlo mi w rece, a wtedy nie bylo tego zbyt wiele... troche o kulturze, o spoleczenstwie, o historii...przy kolejnych wyjazdach, to juz byla tylko kontynuacja i udoskonalanie metod... Odpowiedz Link
m.maska Barcelona - Monument a Colom 05.08.11, 02:47 W Barcelonie jest jeszcze kilka takich „punktów wysokościowych”. Drugim i bardzo ważnym są wieże Sagrada Familia – niestety, nie udało mi się wjechać na żadną z nich...z powodu silnego wiatru, windy były tego dnia nieczynne. Trzecim jest Statua Kolumba – nie tak wysoka, ale za to... Statua Kolumba znajduje się na końcu Las Ramblas, promenady(długości ca.1,3km) łączącej Plaça de Catalunya, będącego niejako głównym punktem Barcelony, z portem. ten widoczny na środku pas zieleni, to właśnie Las Ramblas Monument a Colom wystawiono z okazji Światowej Wystawy w roku 1928, jest hołdem złożonym odkrywcy Ameryki. Król Ferdynand I przyjął Krzysztofa Kolumba po jego powrocie z Ameryki w 1493 roku – właśnie w Barcelonie. Kolumna zbudowana w stylu korynckim ma wysokość 60m i na tej wysokości znajduje się platforma widokowa... nie jest to na pewno żaden turystyczny „mus”... właściwy pomnik znajduje się powyżej. Jest to postać Krzysztofa Kolumba wysokości 8 metrów, ręką wskazująca w kierunku Ameryki. Jeśli ktoś nie ma lęku wysokości i....co dosyć istotne(!) nie cierpi na klaustrofobię, na pewno doceni widok jaki się stamtąd roztacza na okolice: Port Vell(stary port), centrum handlowe Maremagnum, Montjuïc, Las Ramblas i oddalone od centrum Tibidabo* Winda jest niewielka, ile osób mieści? Nie pamiętam, ale wydaje mi się, że nie było to więcej niż 6....miejsca na platformie, jest być może na osób 12, jest bardzo ciasno, między wewnętrzną ścianą, którą stanowi szyb windy a niewielkimi „okienkami”, zresztą otwartymi, nie ma więcej niż pół metra przestrzeni... osoby o potężnej posturze mogłyby mieć już kłopot z przeciśnięciem się... Winda wjeżdża na górę „wypluwa pasażerów” i zabiera kolejnych w dół...przez moment następuje zagęszczenie, kiedy jedni wysiadają a kolejni jeszcze nie wsiedli. Podłoga na której się stoi, pochylona jest lekko na zewnątrz, co sprawia wrażenie, że gdyby „otwory okienne” nie były zabezpieczone metalowymi ozdobami i nie były większe, można by wylecieć, albo że całość się przewraca...teraz zaczęłam się zastanawiać jak tam jest przy silnym wietrze i wiem, że nie chciałabym tam wtedy być...Zresztą gdybym wiedziała, tak naprawdę jak tam jest, zapewne w ogóle bym tam nie wjechała. Ale to dotyczy też wielu innych miejsc... wspomnę tylko lądowanie na Maderze... *Nazwa Tibidabo pochodzi od łacińskiego cytatu z Biblii: haec omnia tibi dabo si cadens adoraveris me. (...Dam Ci wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłony...) Odpowiedz Link
m.maska MALTA 15.08.11, 02:33 Malta to trzy wysepki: Malta, Gozo i Comino. Powierzchnia Malty jest mniejsza od Warszawy, przy najwiekszej gestosci zaludnienia w Europie. To kraj gleboko katolicki, wg przewodnikow, na Malcie znajduje sie 365 kosciolow . Stolica kraju, La Valetta widziana z gory, ma forme dloni o pieciu palcach(powroce kiedys do tego fascynujacego miejsca) – po przeciwnej stronie znajduje sie Sliema. Wlasnie w Sliemie przyszlo mi ogladac uroczystosci w dniu Wniebowziecia Matki Boskiej - 15 sierpnia. - Festa Santa Marija Mqabba Miasto od wielu dni bylo przygotowywane na ten dzien. Nad waskimi uliczkami zawieszono proporce, symbole maryjne. Na glownym placu, stanela ogromna figura Matki Boskiej. Poznym wieczorem 14 sierpnia byly pokazy fajerwerkow. Nie takich zwyklych strzelanych bezladnie, to byl caly spektakl, specjalnie przygotowane roznorodne kolowrotki, wirujace gwiazdy...na zakonczenie cale niebo zasypane zostalo fajerwerkami wystrzeliwanymi ze statkow znajdujacych sie na wodach miedzy Sliema i murami Valetty. Trwalo to okolo dwoch godzin. www.youtube.com/watch?v=bGCx5xA1hJI&feature=related www.youtube.com/watch?v=1WaX2Qh0pMk&feature=related www.youtube.com/watch?v=QBk22og4kKA&feature=related W dniu 15 sierpnia waskimi uliczkami Sliemy mieszkancy/mezczyzni ubrani w specjalne stroje niesli na ramionach ogromny feretron z figura Matki Boskiej – towarzyszyly temu werble i wrecz niesamowita rytmiczna muzyka – nawet kiedy teraz ogladam film, ktory tam nagralam, przebiegaja mi po plecach dreszcze. Musze sie w koncu zmobilizowac, wyciac fragment tego filmu i umiescic go na you tube - bo jakos nie moge znalezc zadnego clipu, na ktorym widoczna bylaby procesja, a wrazenia sa naprawde niezapomniane. Procesja, ktora ja ogladalam odbywala sie bardzo poznym wieczorem, bylo juz ciemno. Co kraj to obyczaj Odpowiedz Link
m.maska Das Parfuem Museum...Mehlingen-Baalborn 19.08.11, 00:48 i od razu firmowy samochód Nie znajduje się na drugim końcu Niemiec – mam je dosłownie o rzut kamieniem. 32km...a mimo to jakoś wciąż nie mogłam tam dojechać – pewnie za blisko jest. Otwarte jest też bardzo nietypowo, bo zaledwie dwa razy w tygodniu, w czwartki i piątki i w pierwszą sobotę miesiąca... Muzeum nie istnieje samo sobie – jest dodatkiem do produkcji perfum. Wykonuje się tam perfumy dla różnych znanych firm, można je korzystnie zakupić w sklepiku, który znajduje się tuż obok...z tym, że nie są to markowe flaszki, które w przypadku perfum przekładają się na ceny – są to numery, pod jakimi dane perfumy są odnotowane podczas produkcji... Na zewnątrz panował nieznośny upał, nagle i niespodziewanie powróciło lato – a ponieważ oprowadzanie po muzeum odbywa się tylko o pełnej godzinie, wykorzystałam oczywiście czas żeby zajrzeć do „sklepiku” tzw. Parfuem Outlet...i od razu korzystając z okazji zaopatrzyć się w kilka interesujących zapachów... Byłam już w Muzeum Perfum w Paryżu, które prowadzi firma Fragonard, mająca swą główną siedzibę w Grasse, ale to Muzeum to coś zgoła innego – jest niezwykłe... jest niewielkie ale...całość oprowadzania trwa zaledwie 15 minut...resztę opiszę pod fotkami.... Tuż przy wejściu znajduje się coś, co wręcz odebrało mi mowę – nie wiedziałam nawet, że cokolwiek takiego kiedykolwiek istniało... zobaczcie Automat z perfumami, gdyby któraś z pań, w teatrze, operze, na przyjęciu, w lokalu zapragnęła nagle spryskać się perfumami, a niestety nie wzięła ze sobą flaszki, które wtedy nie były jeszcze z rozpylaczami, mogła za drobną opłatą opryskać się w miarę potrzeb...np.Chanel N° 5 czy innym popularnym zapachem. A potem było już niemal jak na filmie.... Oto wejście... Odpowiedz Link
m.maska Re: Das Parfuem Museum...Mehlingen-Baalborn 19.08.11, 01:19 A teraz kilka migawek z wnetrza Muzeum.... płatki kwiatowe z których dawniej produkowano esencje...dzisiaj niestety ustąpiły one miejsca esencjom produkowanym w większości syntetycznie po lewej miejsce pracy tzw. NOSA... tak nazywani są specjaliści "mieszający" perfumy Czy to wnętrze już Wam coś przypomina?... jeszcze nie? a teraz? Muzeum jest wierną kopią scenerii z filmu "Pachnidło" nakręconego wg powieści Patricka Süskinda....i to robi wrażenie...a pod wielkim kotłem "buzuje ogień". To już drugie miejsce, w którym odnalazłam ślady tego filmu. Pierwszym była oryginalna sceneria labiryntu...i bylo to w Barcelonie w Parc del Laberint d'Horta...ale o tym to juz innym razem Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Das Parfuem Museum...Mehlingen-Baalborn 19.08.11, 18:22 Rozpoznałam natychmiast. Film oglądałam parę razy, bo przecież nakręcony jest wg jednej z moich ukochanych trzech książek. Odpowiedz Link
m.maska Re: Das Parfuem Museum...Mehlingen-Baalborn 19.08.11, 19:19 Ha w tym automacie taka jedna szpryca perfum Chanel N°5 kosztowala 10 fenigow... to pewnie w przeliczeniu na ceny dzisiejsze, byloby z 5€...w tamtych czasach tylko ci najlepiej sytuawani mogli sobie pozwolic na takie fanaberie.... Odpowiedz Link
al-szamanka MARAKESZ 27.09.11, 18:48 Do Marakeszu wybraliśmy się na własną rękę, gdyż wycieczki zorganizowane, w wygodnych autobusach, były zbyt nudne, takie cywilizowane. Wystartowaliśmy o samym świcie z dworca w Agadirze - za odpowiednim bakczyszem wskazano nam właściwy autobus, gdyż w odrapanej poczekalni nie było rozkładu jazdy i nie wiadomo było tak do końca, kto jest tam urzędnikiem, a kto normalnym podróżnym. Wcisnęliśmy się w ostatniej chwili, kierowca sprzedał nam tekturkowe bilety, wskazał miejsca; dwa, wygodne...te mniej wygodne, to były trzy obok siebie - po raz pierwszy coś takiego widziałam. Ktoś włączył wiszący nad przednią szybą telewizor i przez całą drogę towarzyszyła nam przeraźliwa arabska muzyka, przerywana śpiewem muezzina i filmami o bohaterach z Bejrutu. Byłam jedyną kobietą w autobusie, do tego blondynka, wiec cały czas czułam na sobie spojrzenia brodatych tubylców, trochę zdziwionych, może nawet nieco gniewnych, w każdym bądź razie kurczyłam się coraz bardziej na niewygodnym siedzeniu. Widoki za szybą były wspaniałe, autobus przedzierał się przez góry Atlasu, powietrze rześkie, chłodnawe, na przystankach częstowano nas gorącą, miętową herbatą i małymi jak palec bananami, prosto z drzewa. Do miasta wjechaliśmy poprzez jedną z bram obronnego, czerwonawego muru, zupełnie jak z baśni z tysiąca i jednej nocy, a że mieliśmy wracać wieczorem, to od razu zabraliśmy się za zwiedzanie - tylko mediny-starego miasta, bo tylko ono godne jest uwagi. Odczucia niesamowite, gdyż ma się wrażenie bycia w innym świecie, a nawet w innej epoce. Farbiarze farbują zwoje wełny w tym samym miejscu i tak samo, jak to już robili przed wiekami, souks-bazary, pełne dźwięków wyklepywania miedzianych mis, pachnące orientalnymi przyprawami, miętą i safianem, kiedyś nie wyglądały inaczej niż teraz, ludzie nosili takie same stroje, a kobiety ozdabiały skórę misternymi, malowanymi henną, wzorami. Dzień na zwiedzanie Marakeszu w zupełności wystarczy, gdyż stare miasto nie jest wielkie, pomimo że nieprawdopodobna ilość malutkich, krętych uliczek i zakamarków sprawia wrażenie przeogromnego labiryntu. Widziałam sławny, nieco krzywy meczet Kutubija, ogrody Agdal, a w kawiarni przy Placu Dżamaa al-Fina piłam kawę i przyglądałam się wyczynom akrobatów, zaklinaczy wężów, bajarzy, a także kolorowym strojom roznosicieli wody. Zapędziłam się nawet pod hotel, w którym Doris Day (w filmie "The Man Who Knew Too Much") śpiewała kiedyś swój przebój "Que sera, sera". Pod wieczór, objechaliśmy jeszcze medinę typową dorożką, a potem czas było wracać; takim samym autobusem, podczas nocy, która w górach Atlasu nawet latem potrafi być mroźna, całe szczęście, że miałam ze sobą sweter. Do Agadiru dojechaliśmy już nad ranem, a noc odsypialiśmy na brzegu plaży, pod gęstym eukaliptusem minaret Kotubija Souk-bazar...tu akurat stoisko z oliwkami Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ 15.10.11, 23:19 Nie da rady... watek o Paryzu bedzie zbyt obszerny...dlatego tutaj zostawie tylko linka.... (link) Odpowiedz Link
m.maska [...] 02.03.12, 04:29 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link