Dodaj do ulubionych

Voyage, Voyage

09.02.11, 04:08
https://i52.tinypic.com/14kkx74.jpg(link)
Obserwuj wątek
    • m.maska Re: Voyage, Voyage 09.02.11, 04:11
      Zbigniew Herbert

      Podróż

      1
      Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa
      wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku
      żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi
      i abyś całą skórą zmierzył się ze światem

      2
      Zaprzyjaźń się z Grekiem z Efezu Żydem z Aleksandrii
      poprowadzą ciebie przez uśpione bazary
      miasta traktatów kryptoportyki
      tam nad wygasłym atanorem tablicą szmaragdową
      kołyszą się Basileos Valens Zosima Geber Filalet
      (złoto wyparowało mądrość pozostała)
      przez uchyloną zasłonę Izydy
      korytarze jak lustra oprawione w ciemność
      milczące inicjacje i niewinne orgie
      przez opuszczone sztolnie mitów i religii
      dotrzecie do nagich bogów bez symboli
      umarłych to jest wiecznych w cieniu swych potworów

      3
      Jeżeli już będziesz wiedział zamilcz swoją wiedzę
      na nowo ucz się świata jak joński filozof
      smakuj wodę i ogień powietrze i ziemię
      bo one pozostaną gdy wszystko przeminie
      i pozostanie podróż chociaż już nie twoja

      4
      Wtedy ojczyzna wyda ci się mała
      kołyska łódka przywiązana do gałęzi włosem matki
      kiedy wspomnisz jej imię nikt z tych przy ognisku
      nie będzie wiedział za jaką leży górą
      jakie rodzi drzewa
      kiedy tak iście mało potrzeba jej czułości
      powtarzaj przed zaśnięciem śmieszne dźwięki mowy
      że - czy - się
      uśmiechaj się przed zaśnięciem do ślepej ikony
      do łopuchów potoku do steczki do łęgów
      przeminął dom
      jest obłok ponad światem

      5
      Odkryj znikomość mowy królewską moc gestu
      bezużyteczność pojęć czystość samogłosek
      którymi można wyrazić wszystko żal radość zachwyt gniew
      lecz nie miej gniewu
      przyjmuj wszystko

      6
      Co to za miasto zatoka ulica rzeka
      skała która rośnie na morzu nie prosi o nazwę
      a ziemia jest jak niebo
      drogowskazy wiatrów światła wysokie i niskie
      tabliczki w proch się rozpadły
      piasek deszcz i trawa wyrównały wspomnienia
      imiona są jak muzyka przejrzyste i bez znaczenia
      Kalambaka Orchomenos Kavalla Levadia
      zegar staje i odtąd godziny są czarne białe lub niebieskie
      nasiąkają myślą że tracisz rysy twarzy
      kiedy niebo położy pieczęć na twej głowie
      cóż może odpowiedzieć ostom wyżłobiony napis
      oddaj puste siodło bez żalu
      oddaj powietrze innemu

      7
      Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa
      powtórka świata elementarna podróż
      rozmowa z żywiołami pytanie bez odpowiedzi
      pakt wymuszony po walce

      wielkie pojednanie
            • maja-z-podworka Re: Voyage, Voyage 10.02.11, 09:05
              Nioe wiem, czy jest ktoś, kto nie marzył o takiej podróży, jaką opisuje Herbert.... Jak w dawnych wiekach - bez obciążenia zbędnym bagażem, prawie bez planu....poznawać Ziemię. Poczuć wspólnotę przyrody i człowieka....Straszna tęsknota łapie mnie, kiedy czytam ten wiersz.

              Ale przy planowaniu urlopu, wygrywa dostępność bieżącej ciepłej wody.
              I może wtedy najbardziej czuję upływające lata - wiem, że takie wędrówki nigdy już nie będą moim udziałem.
              • m.maska Re: Voyage, Voyage 10.02.11, 20:19
                Wiesz Majeczko, ja kiedy planuje wyjazd tez musze miec swiadomosc, ze nawet jesli caly dzien bede sie gdzis wloczyc po najrozniejszych miejscach, niekoniecznie najczystszych to jednak wieczorem bede miala do dyspozycji prysznic, swiezy recznik i czysta posciel...a tesknota? ta lapie mnie ilekroc widze lecacy nade mna samolot pasazerski...po niemiecku jest na to swietne okreslenie FERNWEH...to mniej wiecej, ""bol", spowodowany pragnieniem oddalenia sie z miejsca w ktorym sie przebywa, wyjazdu w podroz" - jedno slowo a ja napisalam ich tyle i wciaz to nie jest to... ale wiem Maju, ze Ty wiesz o co chodzi.
    • m.maska Lizbona…Elevadores 11.02.11, 18:28
      Lizbona, miasto położone na siedmiu wzgórzach – ma niezapomniany flair.
      Nie jest wielkie, nie ma nawet miliona mieszkańców tylko około 600tysiecy, ale ma w sobie tyle fasetek że można by napisać na ten temat książkę.
      Miasto dolne i miasto górne – co to w praktyce oznacza? Schody, schody, schody, niezliczone ilości schodów...i windy. Czyżby windy? Po portugalsku Elevador czyli winda... nie widziałam czegoś podobnego nigdzie....Elevador da Bica, Elevador da Gloria, Elevador da Lavra, Elevador de Santa Justa....
      Jak można opisać przygodę pt. Jazda windą w Lizbonie – to coś jak kolejka szynowa, od schodów do schodów, po drodze mijanka – przepycha się ten wagonik w górę lub w dół wąskim korytarzem między budynkami, nie za szybko. Co sprawniejsi wysiadają lub wsiadają w biegu, kiedy mija miejsce do którego zmierzają lub skąd wybierają się w drogę.
      Ale nie każdy Elevador z tych czterech można tak po prostu odnaleźć – niektóre ukrywają się za zamkniętą bramą wejściową do budynku i niekiedy tylko to łut szczęścia: kiedy brama się otworzy a za nią nie ukaże się korytarz prowadzący do klatki schodowej i mieszkań a właśnie wagonik Elevador....

      https://i56.tinypic.com/2vls0uq.jpg

      Elevador da Bica

      Wbrew pozorom opisanie tego wcale nie jest takie proste – to trzeba przeżyć, usłyszeć skrzypienie nienaoliwionych kół, spotkać w którymś z tych wagoników rozgadanego Portugalczyka, tak podobnego jakby zszedł z któregoś z portretów rodziny królewskiej, oglądanych kilka dni wcześniej w Queluz.
      Trzy pierwsze Elevadores kursują między budynkami, transportują mieszkańców z dolnego miasta do górnego i w kierunku odwrotnym, ale ta ostatnia, to rzeczywiście winda... Nocą ukazuje się podobnie jak wieża Eiffela oświetlona w koronkowej sukni. 32m w górę...dwie kabiny wyłożone bordowym aksamitem...każda zabiera 25 osób i każdą obsługuje windziarz. Zwykle transportuje mieszkańców z miasta dolnego do górnego – można dostać zawrotu głowy przechodząc z windy pomostem wprost na niewielki plac przed Igreja do Carmo(ale to już zupełnie inna fascynująca historia).
      Kiedy byłam w Lizbonie, wyjście przez Rua do Carmo było nieczynne. Kilka lat wcześniej był tam wielki pożar i właśnie odnawiane było całe przejście a Elevador de Santa Justa stanowiła chwilowo wieżę widokową... na samo wspomnienie dostaję zawrotu głowy.
      Winda jedzie z dołu do góry – nie ma nic pomiędzy – na górze jest stacja końcowa a ponad nią platforma widokowa z niewielką kawiarenką...jaka droga prowadzi na tę platformę? Może lepiej uprzedzę, osobom z lękiem wysokości i dużą wyobraźnią radzę w tym miejscu przestać czytać. Mnie na samo wspomnienie kręci się w głowie....
      Na platformę prowadzą kręcone wąskie koronkowe schodki, ładniutkie...ale jeśli piszę wąskie kręcone, to one są wąskie, powiedziałabym są nawet ciasne – myślę, że już jakaś tęższa osoba miałaby problem wejść po nich i złapać zakręt...ale wejść w górę to bajka. A tam.... miasto pod nami, jak okiem sięgnąć – z bezpiecznej odległości do balustrady kręciłam film, w głowie nieustannie myśl: gdzie jestem – to co się nakręciło, to był raczej przypadek, bo nie miałam odwagi nawet patrzeć w kamerę....sporo tam nieba było wink jak się potem okazało.
      Ale byłam tam...a potem przyszedł najgorszy moment, trzeba było zejść, już innymi kręconymi schodkami, były tak wąskie, że właśnie z tego powodu były przeznaczone tylko do ruchu w jednym kierunku...hm pierwszy krok, spoglądam pod nogi i co widzę? W odległości ok 35m....między metalową, niezbyt gęstą koronką - ulica...no przecież jeśli źle postawię nogę, to pewnie spikuję w dół...dwa schody w dół, schody się kręcą a mnie kręci się w głowie – nie, nie ma mowy...za mną schodzi moja towarzyszka, musi się cofnąć do góry, ja wracam... po chwili kolejne podejście, spoglądam w dół? No przecież między tę metalową koronkę można wpaść...dlaczego nie widziałam platformy pod sobą? Widziałam tylko tę bardzo odległą ulicę i niczego co oddzielałoby mnie od niej... i...mowy nie ma, nie zejdę, teraz cofa się moja towarzyszka i jakaś para Węgrów, która zaczęła schodzić tuż za nami – nie było w ich wzroku nawet odrobiny potępienia...ile to trwało? nie wiem – schodziłam w końcu po tych schodach tyłem i z zamkniętymi oczami – uffff....i na to są niestety świadkowie.

      https://i53.tinypic.com/14iol90.jpg

      Elevador do Carmo / Elevador de Santa Justa
      • m.maska Re: Lizbona…Elevadores 12.02.11, 03:33
        ...wyjście z Elevador de Santa Justa na wysokości Igreja do Carmo nie było możliwe i jak dostać się do miasta położonego dużo wyżej?... to wcale nie takie proste, jeśli nie chce się tracić czasu i nadrabiać drogi liczącej kilka kilometrów....
        Początkowo zamiast jechać z Baixa(nazwa dzielnicy dolnej)do góry, trzeba zjechać w dół...do metra, po przeciwnej stronie znajdują się ruchome schody prowadzące do górnego miasta...schody które wydają się nigdy nie skończyć. Ciągną się, co jakiś czas przerywane tylko...zapewne nie istnieje maszyneria, która mogłaby je jednym ciągiem uruchomić.
        Wychodzi się wprost w dzielnicy Chiado...po prawej napotykamy na przesławną kawiarnię A Brasileira, przed wejściem usadzono na ławeczce postać najsławniejszego portugalskiego poety Fernando Pessoa...

        Fernando Pessoa - *** (Żal mi gwiazd...)

        Żal mi gwiazd,
        Które świecą już tyle lat,
        Tyle lat...
        Gwiazd mi żal.

        Czy nie ma żadnego zmęczenia
        W rzeczach,
        Wszystkich rzeczach,
        Jak zmęczenie nóg lub ramienia?

        Zmęczenia istnieniem,
        Byciem,
        Tylko byciem,
        Wesołym lub smutnym lśnieniem...

        Czy nie czeka w końcu
        Na wszelkie istnienie
        Nie śmierć, lecz tak
        Jakby inny koniec?
        Lub wielkie usprawiedliwienie -
        Coś takiego jak
        Przebaczenie?

        Tutaj pozostawiam linka...chociaż żaden videoclip nie odda atmosfery tego miasta....

        www.youtube.com/watch?v=IN6GSGyt61Q&feature=channel
        • m.maska Re: Lizbona…Elevadores 12.02.11, 03:55
          A tutaj jeszcze jeden link... mam wciąż w pamięci tamte schody, tamte tramwaje, tamte windy i tamtą atmosferę wink

          www.youtube.com/watch?v=gfQCglk93eA&feature=fvsr
          A tutaj nocne impresje z Lizbony...

          www.youtube.com/watch?v=RDRM2dJQDws
      • m.maska Lizbona…Igreja do Carmo 12.02.11, 16:37
        Igreja do Carmo

        Patrząc z Rossio w górę rzucają się w oczy ruiny Kościoła Karmelitów.
        Budowa tego kościoła i przylegającego doń klasztoru wiąże się ze spełnieniem przysięgi, którą złożył narodowy bohater Portugalii Nuno Álvares Pereira zanim w roku 1385 poprowadził swoje oddziały przeciwko Kastylii w walce o wyzwolenie Portugalii.

        Dlaczego ruiny?

        10 minut trwało Inferno...

        Był 1 listopada 1755 roku. Lizbona uroczyście obchodziła dzień Wszystkich Świętych, do kościołów napływały tłumy ludzi. Pogoda była piękna i nic nie wskazywało na zbliżającą się katastrofę.
        Nagle około godziny dziewiątej przez miasto przeciągnęła wichura, morzem przetoczyły się ogromne fale. Na kilka minut przed dziesiątą, ziemia zaczęła drzeć. Początkowo nieznacznie tylko, krótko potem następny decydujący wstrząs. Wraz z nim nadeszła do Lizbony śmierć. W ziemi tworzyły się ogromne kratery, pochłaniały ludzi, powozy, konie, a także cale domy, pałace i ciągi ulic. Ale wraz z tym nie skończyło się przerażenie. Był dzień Wszystkich Świętych, w kościołach paliły się niezliczone ilości świec, wraz z paleniskami w prywatnych domach zamieniły Lizbonę natychmiast w morze ognia. Ludzie uciekali przed falą ognia, w panice, do portu, tam oczekiwały ich fale wysokości 15m, które dotarły już do dolnego miasta. Cokolwiek stanęło im na drodze, zostało zmiażdżone.
        Bilans tego, tylko dziesięć minut trwającego inferno był przerażający: 30 000 do 50 000 mieszkańców straciło życie, Lizbona liczyła wtedy 270 000 mieszkańców, tysiące domów zostało zmiecionych, ponad 100 kościołów, 40 klasztorów, 300 pałaców. Jedynie dzielnice Alfama i Belém, gdzie w tym czasie przebywał król wraz z dworem, nie ucierpiały.

        Kara Boża?
        Europa przeżyła szok. Lizbona miała w tamtym czasie dużo większe znaczenie polityczne i gospodarcze niż ma dzisiaj. Giełda zareagowała przerażeniem. Wiele domów handlowych z Amsterdamu, Hamburga, Londynu i Wenecji zainwestowało w Lizbonie.
        Wśród ówczesnej elity intelektualnej, trzęsienie ziemi w Lizbonie odbiło się szerokim echem. Człowiek Oświecenia ufał w sensowny i bezpieczny porządek wszystkiego, tutaj zachwiała się ta wiara w posadach. Voltaire dopatrywał się w tej katastrofie dowodów przeciw głoszonej przez Leibniza nowoczesnej tezie o „Świecie jedynym i najlepszym z możliwych”

        1 listopada 1755 roku nastąpiło trzęsienie ziemi w Lizbonie i roztoczyło ogromne przerażenie nad spokojem i idyllą do której przywykli mieszkańcy( J.W.Goethe – Poezja i Prawda)
        Goethe miał wtedy 8 lat. Wiele lat później pisał: ogromna, okazała rezydencja, miasto handlowe i portowe bez ostrzeżenia zostało dotknięte ogromnym nieszczęściem. Ziemia trzęsie się i kołysze, morze jest wzburzone, statki wpadają na siebie, domy się walą...sześćdziesiąt tysięcy ludzi w jednym mgnieniu oka, a jeszcze przed chwilą spokojni i zadowoleni, ginie...
        Oczywiście, ze pewne kręgi dopatrywały się „kary Bożej” za bezwzględność w czasach Inkwizycji albo „odpowiedzi Boga” na heretycki charakter Oświecenia. Protestanccy kaznodzieje niczym nie różnili się wtedy od reakcyjnych Jezuitów.

        https://i55.tinypic.com/97l252.jpg

        Igreja do Carmo – jest dzisiaj pomnikiem upamiętniającym tamte wydarzenia...
      • m.maska Lizbona…Palacio dos Marqueses de Fronteira 13.02.11, 02:51
        Palacio dos Marqueses de Fronteira

        https://i55.tinypic.com/33y2ozt.jpg
        od strony ogrodu

        Z dala od miejskiego zgiełku w dzielnicy Benfica odnaleźć można perełkę... tam nie docierają przepełnione turystami autobusy.
        Pałacyk Markiza de Fronteira jest posiadłością prywatną, oprowadzanie odbywa się indywidualnie, niektóre pomieszczenia nie są dostępne, fotografowanie czy kręcenie filmów zabronione....
        Brama wejściowa zawsze zamknięta, trzeba dzwonić...
        Pałacyk w stylu renesansu jest utrzymany w barwach czerwono-brunatnych – zbudowany pierwotnie w 1640 roku jako pawilon myśliwski, po trzęsieniu ziemi w 1755 roku został rozbudowany ponieważ miejskie mieszkanie Markiza Joao de Mascaranhas zostało zniszczone.
        Pałac i ogród ozdobione są pięknymi azulejos(kafelkami) z Holandii, Hiszpanii i Portugalii.

        https://i55.tinypic.com/vd1ws7.jpg

        Wewnątrz obejrzeć można m.in bibliotekę i salę „walki”. Utrwalone na pięknych kafelkach zostały sceny wojenne z okresu restauracji. W sali jadalnej, kafelki ukazują sceny życia wiejskiego i z polowania(kafle z Delft). W sali kominkowej, portrety olejne antenatów obecnego właściciela.

        https://i53.tinypic.com/63wwo8.jpg
        -wyjście na taras

        Taras wyłożony jest także azulejos...schodami przechodzi się do kaplicy i do wspaniałej groty. Ściany kaplicy wyłożone muszlami, porcelaną i kawałkami szkła połyskują kolorami tęczy. Ale właściwie dopiero w ogrodzie doznaje się oczarowania, groty, rzeźby, kafelki, kafelki, kafelki... przedstawiające nierzadko sceny frywolne, dużo alegorii, znaki zodiaku... Aniołowie, demony, ludzie pokazani pod postaciami kotów i małp... ściany pawilonu myśliwskiego(XVIIw.) ukazują dziwne bestiarium z pogranicza sacrum i profanum, zuchwalstwa i prowokacji.
        Nieważne ile fotek można pokazać, nic nie odda tego, co można zobaczyć w realu i aż dziwne że tak niewielu turystom chce się wziąć na siebie trud odszukania tego niezwykłego miejsca.

        https://i55.tinypic.com/oabz45.jpg

        https://i55.tinypic.com/sqp5e0.jpg

        https://i54.tinypic.com/xfrdhg.jpg
      • m.maska Sintra – bajkowe zamki i pałace niedaleko Lizbony 16.02.11, 13:22
        Około 30km od Lizbony w górach, leży małe miasteczko Sintra. Jedyne w swoim rodzaju nagromadzenie pałaców, ruin zamkowych i parków znajduje się w górach Serra de Sintra i oświetla miasto bajecznymi kolorami.
        Już w Średniowieczu, Sintra była letnią rezydencją królów i arystokracji. W naturalnym krajobrazie budowano pałace i zamki. Dzisiaj Sintra należy do światowego dziedzictwa kultury UNESCO
        Jest tych pałaców i pałacyków, zamków i ruin sporo...co obejrzałam? Palácio National de Sintra, położony w dole, w centrum miasteczka, Palácio Nacional da Pena, górujący nad miasteczkiem, bajkowy pałac Quinta da Regaleira i znajdujące się w pobliżu ogrody Palacio de Monserrate
        Każde z tych miejsc warte jest opisania, każde z nich było inne, niekiedy dziwne.. bo jak można sobie na przykład wyobrazić coś takiego? Jak dwa górujące nad pałacem a nawet nad miastem, śnieżnobiałe dziwne stożkowe kominy i fasady w stylu manuelińskim, niezwykle ozdobne i bogate w szczegóły...w stylu, który wykształcił się jedynie w Portugalii.

        https://i52.tinypic.com/15rnml0.jpg
        • m.maska Sintra – Quinta da Regaleira 18.02.11, 02:32
          Około 5 minut potrzeba na przejście szosą od miasteczka w kierunku Monserrate..po lewej stronie ukryta w lesie wznosi się jedna z najokazalszych prywatnych posiadłości w Sintrze, Palácio Quinta da Regaleira. W roku 1995 pałac zostal wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
          Palácio Quinta da Regaleira przypomina zaklęty zamek z dziecięcych baśni, znany jest także pod nazwą Palácio de Monteiro el de los Millones w nawiązaniu do pierwszego właściciela António Augusto Carvalho Monteiro. António Monteiro był portugalsko-brazylijskim handlarzem kawy i kamieni szlachetnych. Quinta da Regaleira była spełnieniem jego dziecięcych marzeń. Monteiro stworzył miejsce pełne tajemniczych elementów i symboli doskonale ukazujących jego własne zainteresowania.
          Quinta ciągnie się na czterech hektarach. Główna budowla, pseudomanueliński Palácio dos Milhoes jest najeżona wieżami i wieżyczkami, wewnątrz piękne rokokowe sufity i efektowne secesyjne kafelki. Ogrody przypominają bajkowy zaczarowany świat, pełen niespodzianek, kryją się tam piękne fontanny, mosty, tarasy, jeziorka, groty, podziemne tajemne przejścia i tajemnicze budowle, które przywodzą na myśl alchemików, wolnomularzy, templariuszy i różokrzyżowców.
          Znajduje się tam także Studnia Wtajemniczenia, która nazwę wzięła od wolnomularskich obrzędów inicjacji. Przez obrotowe kamienne drzwi, schodzi się po obrośniętych mchem krętych schodach na sam dół studni i dalej idzie się tunelem, który kończy się nad jeziorem.
          Jest tam mieszanina różnych stylów, romański, gotyk, renesans i oczywiście nieodzowny styl manueliński.
          To po prostu trzeba zobaczyć. Nie robiłam tam prawie wcale zdjęć, kręciłam film – postaram się wyciąć kilka kadrów i tutaj wkleić, ale to nieco później wink a teraz pozostawiam to co udało mi się odnależć w necie.
      • m.maska Lizbona...Belém 11.07.11, 05:01
        Belém w tłumaczeniu oznacza Betlejem...to dzielnica ciągnąca się wzdłuż północno-zachodniego wybrzeża Tagu. Dzielnica sławiąca epokę żeglarzy i wielkich odkryć geograficznych. Szerokie bulwary, parki, promenady, prowadzą od jednego cudu architektury manuelińskiej do kolejnego...są hołdem złożonym złotej epoce portugalskiego żeglarstwa.
        Dojeżdża się tam tramwajem nr 15...ale tramwaj nie zatrzymuje się ot tak na przystanku, on zatrzymują się na żądanie smile (zawsze)
        Ta dzielnica jest naprawdę szczególna - kiedy samolot schodził do lądowania, widać było całe wybrzeże, widać było Torre de Belém, wieżę niegdyś broniącą ujścia rzeki, widać kilkaset metrów wgłąb lądu znajdujący się Klasztor Hieronimitów a tuż nad brzegiem rzeki pomnik poświęcony Wielkim Odkryciom.
        Interesująco prezentuje się wzniesiona w 1960roku w 500-lecie śmierci Henryka Żeglarza, księcia odkrywcy, wielka betonowa karawela. Na dziobie Henryk Żeglarz w dłoni trzyma karawelę a wokół niego figury 32 królów, święci, misjonarze, kapitanowie. Na znajdującym się przed pomnikiem placu, namalowano różę wiatrów, ale ta widoczna jest dopiero jeśli wjedzie się na górę i spojrzy w dół z pomnika....

        http://www.bilderload.com/bild/122050/11560448221CJHT.jpg

        Padrão dos Descobrimentos

        https://www.bilderload.com/bild/122051/015537JDMDK.jpg

        Róża wiatrów znajdująca się z tyłu pomnika, jeśli przyjąć, że z przodu umieszczono postać Henryka Żeglarza

        Powrócę kiedyś i do Klasztoru, bo jest doprawdy niezwykły i pałacu królewskiego i do Torre de Belém... jest tam także przepiękny park i wtedy w czerwcu, cały ten Jardim de Ultramar pachniał jaśminem, tam po raz pierwszy widziałam białe pawie, jest też muzeum karet i jest coś jeszcze... ciasteczka... Pastéis de Belém... ale o tym to już następnym razem, w każdym razie są wyborne i zjeść te ciasteczka tam właśnie w Belém, to jest mus...one w żadnym innym miejscu w całej Lizbonie już tak nie smakują... smile
        • m.maska Pastéis de Belém 12.07.11, 02:52
          Jeśli właśnie przebywa się w Belém, należy koniecznie spróbować tej miejscowej specjalności! Jeden, albo dwa, albo trzy a nawet cztery... nie sposób się powstrzymać, kiedy już znajdują się na talerzyku, te kremowe torciki, wciąż robione wg starej receptury od zawsze w tym samym miejscu, właśnie w tej dzielnicy.
          ...każdego dnia, wg unikalnej na świecie receptury... wszystko jest wykonywane ręcznie!
          Jak wiele innych portugalskich deserów, także Pastéis de Belém mają swoją historię... przed laty producent cukierków i właściciel cukrowni Domingos Rafael Alves miał dobrego przyjaciela który był cukiernikiem i pracował w Klasztorze Hieronimitów. Po Rewolucji w roku 1820 zakon został rozwiązany a mnisi i mniszki zostali bez dachu nad głową. Właśnie wtedy producent cukierków zatrudnił mnicha-cukiernika, który był w posiadaniu tajemnej receptury na ciasteczka. Receptura została opatentowana i do dnia dzisiejszego jest strzeżona tajemnicą.
          Codziennie fabryka produkuje 14 000 tych "torcików"... czy wszystkie są sprzedawane? wystarczy spróbować, a odpowiedź już się pozna, o ile na jednym się poprzestanie...
          Fabryka produkowała coraz więcej torcików, coraz więcej współpracowników znajdowało zatrudnienie przy produkcji, ale powstawał problem, za wszelką cenę trzeba było uniknąć ujawnienia receptury. Dlatego nowym szefem cukierników mógł zostać tylko ktoś kto pracował w firmie minimum 25 lat i któremu firma ufała. Nawet w takim wypadku - musiał składać przysięgę, że w żadnym wypadku nie zdradzi receptury. Złamanie tajemnicy groziło utratą mienia a nawet więzieniem. Na szczęście, ta przysięga nigdy przez nikogo nie została złamana a tajemnica receptury nadal skrywa się poza murami fabryki.
          Można te kremowe torciki dostać w wielu kafejkach, ale nigdzie nie smakują tak jak te oryginalne, szczególnie jeśli je się jeszcze ciepłe, posypane cynamonem i cukrem pudrem. Ale nawet kiedy są już zimne, nadal smakują doskonale.
          Przy fabryce znajduje się kafejka... a w niej... w ciasteczkach nie ma żadnego wyboru, serwowane są tylko i wyłącznie Pastéis de Belém... jest tam cały labirynt małych pomieszczeń, maleńkie stoliki, dwu i czteroosobowe, jest ich wiele, ale wszystkie zawsze zajęte...ściany tych pomieszczeń są wyłożone wspaniałymi azulejos(kafelkami) i tłumy chętnych do skosztowania tego specjału - każdy wychodzi jeszcze z zapakowanym pudełkiem w którym zabiera ze sobą, kolejne porcje Pastéis de Belém

          https://www.bilderload.com/bild/122354/pasteisdebelemAJ8ZN.jpg

          to właśnie kawiarnia, która znajduje się przy firmie, która produkuje "kremowe torciki"

          https://www.bilderload.com/bild/122355/pasteis18ECOT.jpg

          wyglądają bardzo niepozornie, ale są naprawdę wyborne...
          • m.maska Re: Pastéis de Belém 13.07.11, 00:58
            No cóż... skoro receptura jest chroniona - w takim razie ten przepis to nie tradycyjne Pastéis de Belém a raczej Pastéis de Nata - tzn. tylko podróbka... która jest sprzedawana w innych miejscach, niż Belém... Pastéis de Nata jadłam także na Maderze...

            Pastéis de Nata

            składniki na 4 porcje: (trzeba odpowiednio zmultiplikować)

            125 g mąki
            125 g masła
            5 łyżek stołowych wody
            szczypta soli
            2 żółtka
            1 jajko
            1 łyżka stołowa mąki
            1 łyżka stołowa cukru
            1 łyżeczka cukru waniliowego
            250 ml mleka
            szczypta utartej skórki cytrynowej
            szczypta cynamonu

            Przygotowanie:

            Mąkę przesiać i zagnieść z łyżeczką masła, 5 łyżkami bardzo zimnej wody i szczyptą soli na jednolitą masę. Cienko rozwałkować, pozostałe masło(musi mieć tę samą temperaturę co ciasto) położyć na środku, z obu stron ciasto założyć na masło, rozwałkować, odwrócić i wałkować w przeciwnym kierunku. Pozostawić na 20 minut. Wałkowanie i pozostawienie na 20 minut, należy powtórzyć trzy razy. Przed użyciem, ciasto włożyć na 30 minut do lodówki.

            Mleko zagotować. Pozostałe składniki utrzeć razem(jajko, żółtka, cukier, cukier waniliowy, maka, skorka cytrynowa, cynamon) na gładką masę i ubijając dodawać stopniowo do mleka. Na parze albo słabo podgrzewając masę, mieszać aż do zgęstnienia.
            Cienko rozwałkować ciasto. Wyłożyć nim foremki i napełnić ochłodzonym kremem, przykryć cienką warstwą ciasta. Piec w dobrze nagrzanym piekarniku okolo 20 minut.
            Podawać jeszcze ciepłe.

            Idealnie nadaje się forma do muffinek...

            https://www.bilderload.com/bild/122796/unnamedGCD7Y.jpg
          • m.maska Re: Pastéis de Belém - poprawka 18.02.12, 18:24
            > Przy fabryce znajduje się kafejka... a w niej... w ciasteczkach nie ma żadnego
            > wyboru, serwowane są tylko i wyłącznie Pastéis de Belém... jest tam cały labiry
            > nt małych pomieszczeń, maleńkie stoliki, dwu i czteroosobowe, jest ich wiele, a
            > le wszystkie zawsze zajęte...ściany tych pomieszczeń są wyłożone wspaniałymi az
            > ulejos(kafelkami) i tłumy chętnych do skosztowania tego specjału - każdy wychod
            > zi jeszcze z zapakowanym pudełkiem w którym zabiera ze sobą, kolejne porcje Pas
            > téis de Belém
            >
            > https://www.bilder-hochladen.net/files/itqm-ma-a8e8.jpg
            >
            > to właśnie kawiarnia, która znajduje się przy firmie, która produkuje "kremowe
            > torciki"
            >
            > https://www.bilder-hochladen.net/files/itqm-mb-7143.jpg
            >
            > wyglądają bardzo niepozornie, ale są naprawdę wyborne...
        • m.maska Lizbona...Torre de Belém 23.07.11, 02:45
          Dlaczego pokochalam Lizbone? bo jest niezwyklym miastem, niepowtarzalnym... nie jest duza, ale ma bardzo wiele fasetek, nie jest monotonna, nie jest przeladowana muzeami, wszystko jest wywazone, jest historia ale jest i to "moderne"....

          http://img269.imageshack.us/img269/9039/image035hjx.jpg

          Pozostajac w Belém, nie mozna zapomniec o Torre de Belém(wieza Belém)... widac ja wyraznie z samolotu, jest niezwykla, zaliczana do architektury "militarnej". Jak wiekszosc podobnych jej "wspanialosci" wzniesiona zostala za panowania Manuela I. Jej zadaniem byla obrona Tagu: w jej lochach, przez krotki czas wieziony byl general Jozef Bem.
          Mauretanskie wiezyczki, blizniacze okna, renesansowe wloskie loggie, mistrzowska koronkowa architektura, zabawa stylami i motywami manuelinskimi(spiralnie skrecone liny, herby, krzyze itp.) Z tarasu na piatym pietrze rozciaga sie widok na Tag...az po Ocean...

          http://img705.imageshack.us/img705/6437/image046y.jpg

          taki widok mozna obejrzec z samolotu, ktory wlasnie nadlatuje od strony Oceanu... nie wiem jakie sa korytarze powietrzne, wiem ze nasza trasa prowadzila z Frankfurtu nad Menem, potem przelecielismy nad Paryzem(po drodze to nie bylo) i korytarz dalej prowadzil nad Zatoka Biskajska i wlasciwie caly czas wzdluz zachodniego wybrzeza Hiszpanii a potem Portugalii. Samolot wlasnie tam robi petle i juz bedac nisko nadlutuje od strony Tagu nad miasto.

          http://img21.imageshack.us/img21/1640/image021be.jpg

          kiedy teraz na to patrze wydaje mi sie, ze wygladem bardziej przypomina cukierkowy palacyk niz militarna wieze obronna... smile

          http://img855.imageshack.us/img855/6913/image042j.jpg

          wejscie do wiezy

          http://img812.imageshack.us/img812/5540/image038j.jpg

          a to juz stanowiska strzelnicze na dolnej kondygnacji

          http://img11.imageshack.us/img11/5503/image040rm.jpg

          sala zwana sala królewską...

          i kolejnych kilka fragmentow Torre de Belém

          http://img534.imageshack.us/img534/7891/image044kd.jpghttp://img21.imageshack.us/img21/8473/image045ib.jpg



          http://img535.imageshack.us/img535/7590/image043f.jpg
        • m.maska Lizbona...Klasztor Hieronimitów 25.07.11, 03:14
          Kiedy stoi sie po przeciwnej stronie ulicy i spoglada na biel tej budowli, na jej wielkosc - wrazenie jest ogromne, wprost dech zapiera... to chyba jedna z najpiekniejszych budowli jakie widzialam. Wspanialy przyklad architektury manuelinskiej, pozny gotyk z inspirowanymi epoka odkryc geograficznych motywami rzezbiarskimi. Manuel I w roku 1502 rozpoczal budowe klasztoru ku chwale portugalskiej monarchii, budowa trwala prawie 100 lat. Wtedy tez zrodzila sie bogata kamieniarska koronka, motywy kwiatowe(liscie, kiscie, ananasy) i morskie(liny, korale, muszle), renesansowa groteska. A kiedy stoi sie tuz przed budowla, nie bardzo wiadomo na czym sie skoncetrowac, obfitosc szczegolow przyprawia o zawrot glowy.
          Koniecznie trzeba sie zatrzymac przy bocznych drzwiach, to arcydzielo najwiekszych mistrzow kamienia, albo imponujace sklepienie w kosciele... wewnatrz znajduje sie grob Vasco da Gamy...A dziedziniec wewnetrzny, a kruzganki, a... nie, to po prostu trzeba zobaczyc smile

          http://img651.imageshack.us/img651/686/image036f.jpg

          http://img706.imageshack.us/img706/9718/image022m.jpg

          http://img197.imageshack.us/img197/1111/image028sw.jpg

          wejscie do Klasztoru Hieronimitów... po prawej wejscie do Kosciola Santa Maria de Belém
          • m.maska Re: Lizbona...Belém - poprawka 18.02.12, 18:29
            Nie wiem dlaczego, ale jak widze adresy obrazkow nie sa aktywne... dlatego umieszczam je jeszcze raz:
            >
            > Na znajdującym się przed pomnikiem placu, namalowano różę wiatrów, ale ta widoczna >>jest dopiero jeśli wjedzie się na górę i spojrzy w dół z pomnika...
            > >
            > > https://www.bilder-hochladen.net/files/big/itqm-m6-8c67.jpg
            > >
            > > Padrão dos Descobrimentos
            > >
            > > https://www.bilder-hochladen.net/files/itqm-m9-67d9.jpg
            > >
            > > Róża wiatrów znajdująca się z tyłu pomnika, jeśli przyjąć, że z przodu umieszczono >>postać Henryka Żeglarza
    • al-szamanka Agadir....flamingi 11.02.11, 22:17
      Urlop w Maroko, to nie tylko wypady w głąb lądu, czy na pustynię kamienną. To nie tylko gaje eukaliptusowe i spacery po długiej plaży (9km), to także nieprzewidziane wydarzenia. Otóż w mojej wędrowce po okolicy napotkałam zalew, który podczas przypływu zasilany był wodami oceanu. Zalew był ogromny, płytki i jak tubylcy mi opowiedzieli, od pokoleń stanowił żerowisko flamingów. Zobaczyłam ich wielkie stado dosyć daleko, chciałam je podejść i zrobić doskonale zdjęcia wink. Nogi grzęzły z kazdym krokiem głębiej w dziwnym podłożu, ale nie zastanawiałam się zbytnio, gdyż okazało się, że moim tropem szedł pies-przybłęda, bałam się, że chory na wściekliznę, wiec szłam dalej i dalej. Pies otrząsał się momentami, z jego kudłów pryskała na boki dziwaczna maź, moje żółte spodenki i biała bluzeczka były nią pięknie pochlapane. Pociągnęłam nosem....coś okropnego; odór, a właściwie ich mieszanina odorów -zgniłej ryby, mułu, odchodów. Zdjęcia strzeliłam i na ląd powróciłam, gdy pies w pewnym momencie zrezygnował z bliższej znajomości, a przestraszone flamingi odleciały ogromną, czerwonawą chmurą. Nogi, do połowy ud, były czarne, pokryte smolistą, obrzydliwą papką, za nic w świecie nie mogłam jej zmyć, nawet gdy szorowałam piaskiem. No i niestety, budząc niezwykłe zainteresowanie plażowiczów, musiałam tak wędrować 9 km. Niektórzy byli na tyle litościwi, że nie zatykali nosów. Paskudztwa tego pozbyłam się dopiero po dwugodzinnym szorowaniu szczotką, gąbką, proszkiem do prania, płynem do mycia naczyń i mydłem, ale jeszcze długo miałam wrażenie, że ciągnie się za mną rybi zapaszek....cóż, pospacerowałam sobie po wspaniałym, półciekłym pokładzie flamingowego guana wink wink
      • m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 12.02.11, 19:21
        Lato idzie, warto powspominac...z reka na sercu powiem, ze dla mnie osobiscie, najpiekniejsza plażą jaką widzialam byla plaża na Helu...czy dzisiaj nadal jest taka szeroka, tego nie wiem. W pamieci utkwil mi taki obraz: mijamy wydmy i wychodzimy na bezkresna plażę, gdzies w oddali pojawia sie dopiero brzeg morza...to byl rok 1986...
            • m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 18.02.11, 13:18
              Byc nad morzem i nie moc isc brzegiem plazy...to udreka.
              Od dziecka wiedzialam, ze kiedy stoje na brzegu morza, zachod slonca widze po lewej stronie i to wrasta w pamiec...i ze mozna kilometrami isc i isc - a przeciez nie wszedzie... i ze kiedy odwroce sie, to za plecami beda wydmy a dalej sosnowy las i plaszczyzna.
              Ale nie wszedzie przeciez...chociaz taki wlasnie obraz nosi sie w pamieci.
              Kiedy ten krajobraz sie zmienil i ukazal mi sie inny, wtedy ze zdumieniem stwierdzilam, ze to co od lat bylo dla mnie niezmienialne, gdzies indziej, wyglada zupelnie inaczej.
              Plaża w Marbelli, za plecami palmy i tuż tuż góry, a po prawej zachodzące słońce, oswietlajace swoimi promieniami skałę Gibraltaru.

              https://i52.tinypic.com/161gpzo.jpg
      • m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 27.02.11, 15:15
        Costa Brava...plaze mozna ogladac z okien pociagu... Linia kolejowa laczaca wybrzeze Costa Brava z Barcelona biegnie dalej na poludnie az do Costa Dorada a dalej Costa Blanca. Jadac pociagiem nie widzi sie zatloczonych plaz, gdzieniegdzie lezy ktos zaplatany, nie ma w rzedach ustawionych lezakow... a spacer po plazy? hmm... i tutaj ciekawostka - rzadko mozna zobaczyc spacerujacych brzegiem plazy, slonce i tak zachodzi na lądzie...tam mozna obejrzec wschod slonca, zobaczyc jak z glebin morskich, zamglone wyłania sie powoli w calej gamie zolci i pomaranczy.
        Nie, spacerowac sie tym brzegiem nie da - to jak trening...na odcinku Santa Susanna, Malgrat de Mar i dalej na poludnie, plażę stanowi drobny zwirek, cos takiego wielkosci ryżu i to wcale nie przeszkadza, problem stwarza cos zupelnie innego...idac plaza, stopy zapadaja sie w ten "piasek", niekiedy az po kolana...nie da sie tam tez dlatego grac w pilke, bo kazdy ruch przypomina ruch "muchy w smole"... smile
        • m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 03.04.11, 00:17
          Alanya...zachod slonca 16 marca 2011...

          https://i55.tinypic.com/2yzbjw9.jpg

          plaza oddzielona jest szerokim pasem kamieni/otoczakow - co z tego, jesli przejscie po nich jest niekiedy karkolomne...spacerowac? mozna, najlepiej w obuwiu wink a tak naprawde to najlepiej usiasc i zapatrzec sie w opalizujacy zachod slonca - takich barw nie widzialam nigdy przedtem - na innych wybrzezach woda w tym momencie wydawala sie najczesciej wrecz granatowa
            • m.maska Re: Spacerkiem po plaży... 06.04.11, 00:13
              latem tak... ale nie teraz w marcu... nie wyobrazam sobie tam byc w lipcu, w sierpniu... ale Madeira - ma wspanialy klimat, to wrecz termiczny luksus... kiedy tam bylam pod koniec czerwca - w Niemczech i w Polsce wszyscy wzdychali z ponad 30 stopniowych upalow - a tam caly czas luksusowe 27° i nie czulo sie tej lepkiej slonej wilgoci...inaczej na Malcie - odnosilam wrazenie, ze kiedy zachodzi slonce to temperatura utrzymuje sie wciaz ta sama...
              Okolo polowy sierpnia, pamietam jak powiedziala do mnie pewna Maltanka... slychac juz cykady, nareszcie nadejdzie ochlodzenie... hihi... widac w taki upal to nawet cykadom sie nie chce... big_grin
    • m.maska Lubię podróżować... 24.03.11, 15:10
      Nic na to nie poradze...lubie poznawac nowe miejsca, nowych ludzi...ich historie, ich zycie..
      Pociaga mnie innosc, egzotyka... pierwsza moja dalsza podroz zawiodla mnie do Japonii. Zanim tam pojechalam, juz w Polsce mialam okazje zetknac sie z Japonczykami, ich zwyczajami, jezykiem, muzyka. Ale przed wyjazdem pochlonelam tez mase literatury na ten temat - chociaz w owczesnych czasach nie bylo zbyt wiele materialow dostepnych na polskim rynku na temat tego kraju. Inaczej oglada sie miejsca o ktorych sie juz cos wie i jest to w pamieci juz poukladane anizeli pozwalajac by pierwsze zetkniecie nastapilo juz na miejscu.
      Sa miejsca w ktore nigdy nie pojechalabym z zorganizowana wycieczka - ale sa i takie ktore mozna odwiedzic tylko w taki wlasnie sposob. Jesli decyduje sie obejrzec miasto - tak dokladnie, od srodka, wtedy wybieram definitywnie wyjazd indywidualny, to ja decyduje co i kiedy obejrze i ile czasu na to przeznacze... czy bede sie godzinami wloczyc po waskich uliczkach starego miasta, pozwalajac by czas zatrzymal sie w miejscu moc usiasc w kafejce i przygladac sie temu co dzieje sie wokol...Zadna zorganizowana wycieczka nie jest w stanie pokazac mi tego, co moge obejrzec sama.
      A jesli trzeba ruszyc sie gdzies dalej i... komunikacja jest dobrze zorganizowana, mozna samemu obejrzec wiecej i nie trzeba ogladac sie na nic i na nikogo. Takim wspaniale zorganizowanym miejscem jest Malta - z Valetty mozna korzystajac z miejscowej komunikacji dojechac w kazdy zakatek i spedzic tam tyle czasu ile uzna sie za stosowne...odwiedzic miejsca, ktorych nie ma w prospektach wycieczkowych. Duzo gorzej jest pod tym wzgledem w Andaluzji - tam panuje wszechobecne "mañana", autobusy jezdza, ale rozkladu jazdy sie nie uswiadczy...tak wiec nie bardzo wiadomo kiedy przyjada i dokad pojada i glowne pytanie: czy powroca?
      Chcialabym pojechac do Istambulu... na wlasna reke, niepospiesznie...
      Zadne wyjazdy all inclusiv.. tylko hotel i sniadanie - reszta wg wlasnego scenariusza...
      Tam gdzie bylam teraz - bylo swietnie - ale NIGDY nie pojechalabym tam w sezonie letnim...wykluczone...

      Ladny osrodek, tylko czy mozna tkwic tak codziennie przez dwa tygodnie w jednym miejscu? ja nie potrafie...

      https://i56.tinypic.com/ruplie.jpg
      • m.maska Re: Turcja - Anatolia 11.05.11, 01:22
        To juz niedlugo minie dwa miesiace od mojego powrotu z Anatolii i wciaz nie moge sie pozbierac, zeby napisac cos sensownego - chyba na razie uporalam sie ze zdjeciami... jest ich tyle, ze teraz bede musiala wybierac, ktore w ogole wsadzic do galerii... wiem z doswiadczenia, ze im dluzej bede z tym zwlekac, tym trudniej bedzie... tym bardziej ze zblizaja sie krotkie wycieczki w okolice - krotkie to znaczy latwiejsze do objecia, do opisania... no to sprobuje
        • m.maska Re: Turcja - Anatolia 11.05.11, 01:44
          Dzien pierwszy...
          O tym juz pisalam, dlugie oczekiwanie na odlot, potem dluga wycieczka objazdowa "samolotem" po lotnisku... terminal2 jest sporo oddalony od pasow startowych... Lot byl spokojny - trwal godzin 5 - w tym godzina przesuniecia, czyli realnie 4 tylko smile Wylatywalismy z zimnego Frankfurtu, przy temperaturze kilku stopni ponizej zera - wyladowalismy przy 22° na plusie. Zanim odebralismy bagaze, juz zaczynalismy sie powoli rozbierac... a pierwsze co zrobilam kiedy juz dopadlam swojej walizki, to wyciagnelam z niej cienkie mokasyny... wyszlismy z lotniska na zalany sloncem parking, tylko gory na widnokregu mialy osniezone szczyty i wszystko wskazywalo na to, ze ta wiosna nie trwala tam jeszcze zbyt dlugo...
          Do hotelu byl niezly kawalek drogi - drogi dobre, ale w koncu to rejon Riwiery tureckiej, gdzie hotele stoja niemal jeden przy drugim, teraz w wiekszosci puste, latem zapelnione sa spragnionymi slonca turystami.
          Hotel komfortowy, wlasciwie to osrodek hotelowy, wiele malych pietrowych dwupietrowych domkow wokol palmy, kwiaty, zielone aranzacje...wiosna byla juz w pelni... i pierwszy zachod slonca - chyba najefektowniejszy..wszystkie kolejne byly juz bardziej pochmurne.

          http://i51.tinypic.com/16jopjm.jpg
          • m.maska Turcja - Anatolia...fotki 11.05.11, 03:27
            Poczatek juz zrobilam i ambitnie przygotowalam fotki z pierwszego dnia... pierwsze wrazenia - a jeszcze niczego zesmy nie obejrzeli, dalej bedzie juz tylko trudniej... smile ale bede sie starala dolaczac dalsze fotki smile

            Anatolia w albumie picasa

            http://i52.tinypic.com/2vaiezn.jpg(link)
          • m.maska Re: Turcja - Anatolia 11.05.11, 18:18
            Dzien drugi...17.03.2011
            Alanya - miasto polozone u podnoza poteznej skaly(250m) wychodzacej wglab morza na okolo 2km.. w pewnym sensie podobne nieco do Gibraltaru, na szczycie widoczna cytadela i przypominajace mur chinski mury obronne(oczywiscie w wydaniu bardzo mini)... tuz przy nabrzezu zbudowano juz w 1225 roku wieze obronna, tzw. Czerwona Wieze, pieciopietrowa budowla w ksztalcie osmiokata. Nieopodal znajduja sie groty Damlatas, stalagmity, stalaktyty... i wszedzie oferowany swiezo wyciskany sok z granatow lub pomaranczy, a pogoda byla wrecz upalna.
            Na fotkach w picasa mozna zobaczyc kilka migawek z tamtych miejsc...

            picasaweb.google.com/maska.toja/Anatolia160323032011#
    • m.maska Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 13:01
      Ciekawa jestem co przywozicie z podrozy...
      Z mojej pierwszej zagranicznej podrozy, do Berlina w roku 1969... pamietam, przywiozlam sobie hihi... swietne BH... Triumpha - tego nie bylo w Polsce...oczywiscie pare fotek i nic ponadto.
      Pamietam jak wrocilam z Japonii w 1979 i kolezanki w pracy pytaly mnie co sobie kupilam i byly bardzo zdziwione... przywiozlam walizke folderow, widokowek, laleczke japonska, ktora dostalam w prezencie od poznanych jeszcze we Wroclawiu Japonczykow z ktorymi spotkalam sie w Osaka...jakies japonskie dzwoneczki, pozytywki w formie breloku i... moj pierwszy pamiatkowy breloczek. Potem byla dluuuuuuuga przerwa - wypady tu i tam ale tylko w poblizu... Paryz... z Paryza przywiozlam wszystkie pieniadze z powrotem(wtedy jeszcze franki) poniewaz naprawde nie znalazlam niczego na co warto byloby wydac pieniadze... na szczescie dosyc czesto wtedy jezdzilam na zakupy do Hagenau to okolo 90km stad - wiec nie bylo potrzeby powtornej wymiany...
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 13:20
        Potem byla Costa Brava i Barcelona... ha... tam mialam nawet zaplacone kolacje, ale juz przy ktorejs z kolei wyszlo na to ze idziemy jednak na kolacje do lokalu...impreza byla udana, zreszta nie pierwsza - kiedys i o tym napisze... wink
        Ale tak prawde mowiac od pewnego momentu zaczelam przywozic wlasciwie tylko kartki, foldery, kalendarz na przyszly rok, ktory zawsze wisi w przedpokoju i widokami przypomina mi o minionej podrozy i... breloczek, zamienny z roku na rok...od podrozy do podrozy...
        Z Andaluzji - przywiozlam kastaniety i wachlarze - ale wachlarze jako element codziennego uzytku w upalne lato na poludniu... zabieram je kazdorazowo ze soba.
        Wachlarze byly pierwsza rzecza jaka zakupilam w Marbelli...ale te ktore widzialam potem byly urzekajace - tyle ze i ceny ich byly powalajace - tak srednio od 50 do 80€...
        A to te moje...

        https://i52.tinypic.com/2ed8lr9.jpg
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 14:43
        Oczywiscie, ze z Andaluzji przywiozlam tez cala mase kartek i folderow i... jeden cuuuuuuuuudny przewodnik po Rondzie - w jezyku(sic!) niemieckim - tzn. teoretycznie pisane to jest po niemiecku, slowa sa na pewno niemieckie, tylko wyglada na to, ze komus sie nie chcialo tego tlumaczyc i wyszlo jak wyszlo smile W calej broszurze nie znalazlam ani jednego zdania, ktore mialoby sens... chyba jednak ktos to zagooglal... ale przez to jest to rzeczywiscie przewodnik unikatowy z ktorego nikt znajacy jezyk niemiecki niczego sie o Rondzie nie dowie...
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 14:48
        Z Malty przywiozlam kilkanascie nakreconych filmow video, zaledwie kilka tylko fotografii, breloczek z krzyzem maltanskim, jakas popielniczke z wtopionym rycerzem maltanskim, jakiegos wyjatkowego aniolka, mini szopke i... ha... kolczyki z kameami, pasowaly do wisiorka, ktory przywiozlam z Florencji smile no i oczywiscie kartki i foldery i kalendarz na kolejny rok.
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 14:53
        Eeee to juz chyba nudne jest, bo z Lizbony to ja tez przywiozlam kartki i filmy...i kalendarz i breloczki.... aaaaaaaa.... w Kosciele, ktory powstal w miejscu domu w ktorym urodzil sie Sw.Antoni kupilam kilka maciupenkich figurek Sw.Antoniego - przeciez Sw.Antoni chroni przed kradzieza i zguba - mialysmy tego dnia wlasnie pelno tych figurek w naszych torebkach, kiedy to na ruchomych schodach ktos probowal sie dobrac do torebki mojej towarzyszki - i jak tu nie wierzyc? gdyby tego dnia zostala okradziona - zwatpilabym w ochrone tego Swietego...
        Noooooooo... w Fatimie to mozna bylo kupic najwieksze cuda....tam przemysl pamiatkarski kwitnie pelna para big_grin cos tam stamtad przywiozlam, ale... cicho-sza wink
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 15:21
        Z Madeiry... co mozna przywiezc z Madeiry? oczywiscie przywiozlam kilka flaszek madery najlepszego gatunku...wloczylam sie po tych "pijalniach" i probowalam roznych marek, roznych smakow: Cerceal, Verdelho, Boal, Malvasia, madere 5-letnia, 10-letnia, 20-letnia...ale dopiero na lotnisku po zwazeniu mojego bagazu moglam uzupelnic tak naprawde to czego nie mialam odwagi dac do wazenia wink- a wiedzialam, ze ta najlepsza marka ma wlasnie na lotnisku w hali odlotow swoje stoisko. I przywiozlam sobie maly kafelek...taki malenki..ma bok o dlugosci 8cm, oczywiscie to samo co zawsze i bukiet tamtejszych kwiatow..kwiatow ktore rosna wszedzie..Madeira jest w koncu wyspa kwiatow - ale te sa szczegolne - to Agapanthus, w tlumaczeniu: afrykanskie kwiaty milosci.. i... owoce filodendrona - to tak jako ciekawostke, do sprobowania dla znajomych

        https://i54.tinypic.com/hx56a9.jpg

        to moj kafelek

        https://i55.tinypic.com/2cehlyu.jpg

        a to Agapant
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 22:41
        Barcelona - miasto Gaudiego...oczywiscie jak zawsze to samo...i breloki, breloki w ktorych umieszczono miniatury barwnych elementow z budowli Gaudiego...i breloki z Figueres - plynace zegary - byly dwa - oba dalam w prezencie i mam nadzieje, ze dzisiaj ciesza kogos innego.
      • m.maska Re: Pamiatki z podrozy... 04.04.11, 22:44
        Wlasciwie nigdy nie kupowalam jakichs typowych pamiatek, jakichs muszli, jakichs kubeczkow z napisem Paris... ale mam maly skladzik breloczkow i przez caly rok po powrocie z podrozy mam przyczepiony do torebki - "pamiec przynosi"... smile
    • m.maska Kraj Wschodzącego Słońca 16.04.11, 01:17
      Minęło już tyle lat, a ja wciąż mam w pamięci mój pierwszy wyjazd na „zachód“ zabawne, bo to wcale nie był tak naprawdę zachód – to był wschód.. daleki wschód..
      W 68r. mój brat opuścił kraj i nie powrócił, a więc napiętnowana była cała rodzina i o jakichkolwiek wyjazdach mogliśmy sobie tylko pomarzyć.. ale nadszedł rok 79 i przede mną otworzyła się szansa wyjazdu do Japonii. To była jedyna szansa w życiu, tak to wtedy widziałam – postawiłam wszystko na jedną kartę, żeby zdobyć ten upragniony paszport, do wygrania miałam wiele, do stracenia nic... i.. udało się.
      Wycieczka, która miała odbywać się statkiem wzdłuż wschodnich wybrzeży Japonii, rozpoczynała się w Warszawie i miała kilka etapów, loty, przesiadki, hotele, kolej transsyberyjska i w końcu port w Nachodce.. to miał być Władywostok, ale ponieważ grupa polska była wyjątkowo liczna (72 osoby), a wtedy już widziano w Polakach wywrotowców uznano zapewne, że byłoby to nierozważne wpuszczać ekstremistów do tak ważnego strategicznie miasta i portu...
      Statek miał się na kilka tygodni stać naszym pływającym hotelem... dzień i noc od Nachodki do wybrzeża Japonii, tyle trwała podróż między wybrzeżem a wybrzeżem...a trzeciego dnia o świcie otworzył się widok niespotykany.. Kraj Wschodzącego Słońca.. Japonia w pełni zasługuje na to miano. Właśnie obserwując tę grę światła z pokładu statku, nie mogłam oderwać oczu od tego widowiska. Słońce które było jeszcze poniżej horyzontu już wypuszczało swoje promienie i ubarwiało coraz to inną wysepkę ciepłym blaskiem.. cała ta feeria barw raz nasilająca się to znów znikająca gdzieś w oddali za kolejną wysepką, trwała tak długo, aż słońce nie wzniosło się dostatecznie wysoko żeby nie przysłaniał go już żaden ląd, wyspa czy wysepka ... chyba miałam szczęście.. a gdyby dzień był pochmurny? O ile byłabym uboższa?
      Minęło tyle już lat, a wystarczy, że o świcie, kiedy słońce wypuszcza swoje pierwsze promienie lekko przymknę oczy, a czuję znowu na wargach tamtą wilgotną sól i tamto słoneczne ciepło i to oczekiwanie na nieznane..

      https://i55.tinypic.com/14ie8wk.jpg

      fotka może nie najlepszej jakości, ale ma w końcu swoje lata...
    • m.maska Firenze 18.04.11, 00:49
      Florencja


      Florencja stolica Toskanii, „włoskie Ateny”, ma wiele do zaoferowania. Tam jedyny raz jadłam różane lody, tam zapatrzyłam się na Campanile(dzwonnica katedralna), swoja wielkością zadziwił mnie David, którego kopię umieszczono przed Palazzo Vecchio, odstałam swoje by wejść do Uffizien, nie mogłam oderwać oczu od wspaniałej katedry Santa Maria del Fiore jej wnętrze, wspaniała kopuła, przytłacza bogactwem detali(wymaga chyba oddzielnego opisu)...widziałam jak mocno opaleni handlarze jakichś chustek, okularów przeciwsłonecznych i innych cudów, rozłożonych przed Uffizien w zawrotnym tempie zbierali swoje „przenośne stoiska” i znikali kiedy na horyzoncie ukazywali się Carabinieri

      ...i Ponte Vecchio...

      Nie, byłam zupełnie nieprzygotowana na to co zobaczyłam – ten most przerzucony nad Arno, kiedy spoglądałam na niego kojarzył mi się z „komórkami do wynajęcia”. Nawet nie wiem dlaczego, może dlatego że takie małe, kolorowe, biedne – jakby każdy malował taką farbą jaka udało mu się zdobyć. Absolutnie nieciekawy...chociaz niezwykły i niepowtarzalny... Jednego tylko nie wiedziałam, że ten most to chyba jeden z najdroższych mostów na świecie a na pewno w Europie...bo kiedy wchodzi się na Ponte Vecchio okazuje się, że widziane z zewnątrz „komórki” to maleńkie sklepiki jubilerskie. Tam odnalazłam to o czym od dawna marzyłam – kamee... broszki, wisiorki, kolczyki, w różnych barwach, odcieniach, wielkościach. Każdy sklepik miał coś do zaoferowania...były zachwycające. Oczywiście musiałam kupić, nie mogło być inaczej...i teraz mam moją piękną kameę, która może być noszona jako broszka, lub jako wisiorek – a po kilku latach uzupełniłam ją o kolczyki, które znalazłam na Malcie, w tym samym kolorze jasnego chabru i z bardzo podobnym motywem.

      Pierwotnie na Ponte Vecchio znajdowały się tanie jatki i garbarnie. Rzeźnicy wyrzucali śmierdzące ochłapy do rzeki Arno, garbarze prali w niej swoje skóry, uprzednio moczone w końskiej urynie. W roku 1593 dekretem most przekazano w posiadanie jubilerom...jest jedynym mostem we Florencji, który przetrwał drugą wojnę światową bez żadnych uszkodzeń, sam Hitler wydał rozkaz żeby ten most oszczędzono...
    • m.maska ANDALUZJA 05.05.11, 23:51
      Decyzja o wyjeździe na Costa del Sol zapadła nagle.. nęciło mnie także Bali, zniechęcał jednak długi lot. Przedyskutowałam to z Juniorem, którego chyba najważniejsze było to, że poleci w końcu samolotem.
      Bohaterem nie jest, na wszelki wypadek początkowa ciekawość przerodziła się w
      znudzenie i tym sposobem przespał lot nad Pirenejami a mnie wkurzył, bo zajął mi
      miejsce przy oknie z którego nie skorzystał...

      W głowie miałam już plan co koniecznie musimy obejrzeć. A więc w programie nie mogło
      zabraknąć Sevilli, Granady, Cordoby, Rondy i naturalnie koniecznie należy
      zajechać na skałę Gibraltaru... wszystko to udało mi się w ciągu tych dwóch tygodni w mniejszym czy większym stopniu zrealizować.

      Pierwszym zakupem jakiego dokonałam były piękne andaluzyjskie wachlarze... był
      koniec lipca i wachlarz nie był już tylko fanaberią smile
      • m.maska Re: ANDALUZJA 05.05.11, 23:59
        Przed wylotem miałam jeszcze trochę czasu żeby zapoznać się z historią tamtych miejsc. Z przerażeniem stwierdziłam, że nie wiedziałam na ten temat dosłownie NIC.. wiedziałam, że tam znajduje się najwięcej pozostałości bytności Maurów na półwyspie Pirenejskim... ale kim byli Maurowie, no tak ogólnie - Arabowie, no i fakt, że byli tam nie lat 50 czy 100 a 7 wieków - musiał pozostawić ślady. Przecież te narody na przestrzeni tylu wieków musiały się mieszać, przenikać, ślady są do dzisiaj...właśnie szczegolnie Andaluzja, zupełnie inaczej rzecz ma się w Katalonii. Także w języku hiszpańskim jest wiele słów arabskich.

        Andaluzja... miałam niesłychanie szczytne plany, objechać na własną rękę miejsca, które uważałam za interesujące.
        Przystanek autobusowy był tuż tuż przed hotelem.. oczywiście pierwsze co chciałam wiedzieć to: dokąd stamtąd dojadę i w jakich godzinach... mieszkałam w Marbelli.

        Przystanek autobusowy prezentował się niepozornie, była to tylko wiata i to dosłownie tylko... nic poza tym - gdyby nie fakt, że obsługa hotelowa pokazała mi go, nie wiedziałabym po co ta wiata tam stoi. Już następnego dnia byłam mądrzejsza. Dowiedziałam się, że autobusy jeżdżą jak chcą i kiedy się wsiada, nie bardzo wiadomo dokąd się dojedzie, o powrocie lepiej nie wspominać, a już zupełną niespodzianką jest godzina przyjazdu takiego autobusu, no i oczywiście, jeśli będzie pełen - wtedy się na pewno nie zatrzyma... moje szczytne plany zaczynały się walić..

        Byłam na południu Hiszpanii co zawsze i wszędzie oznaczało mañana
        • m.maska Re: ANDALUZJA 09.05.11, 15:01
          W przeciwieństwie do gospodarnej Katalonii, leniwa Andaluzja nastawiona jest latem na spragnionych słońca turystów... nie jest więc łatwo poruszać się samodzielnie z plecakiem.. pozostaje wypożyczalnia samochodów albo zorganizowane wypady...
          Jedno i drugie ma plusy i minusy...
          Wypożyczony samochód oznacza jedno, kierowca niestety nie widzi niczego poza drogą przed sobą a widoki warte są oglądania. Do tego najczęściej dochodzi nieznajomość okolicy co
          wielokrotnie owocuje nadrabianiem drogi lub, jeszcze gorzej, pogubieniem się w drodze...
          Nie radzę na przykład komuś żeby przez przypadek zjechał na niewłaściwą autostradę w Niemczech, może to oznaczać wielogodzinne błądzenie...
          Odległości, które ja planowałam tzn. Marbella - Sevilla, M-Granada i M-Cordoba - to było za każdym razem ok. 200km w jedną stronę, w nieznanym terenie i... na południu Hiszpanii, trudno było wtedy porozumieć się po niemiecku - to już blisko Gibraltaru a więc i turyści przybywający w tamte rejony są w większości anglojęzyczni...
          Pozostały więc zorganizowane wycieczki - drogie były na ówczesne warunki potwornie... każda mniej więcej 65€ od osoby - dzisiaj już na pewno te ceny poszybowały w górę...ale...
          I zawsze ten sam dylemat: no skoro tutaj już jestem, a może nie będzie mi dane przyjechać raz jeszcze, po powrocie będę zła, że jednak nie odżałowałam tej kasy i nie pojechałam tu czy tam... a poza tym wracać tylko po to żeby obejrzeć to co się przegapiło..to strata czasu, można w tym czasie jechać gdzie indziej.
          Oczywiscie z w/w powodów nawet nie pomyślałam, żeby brać samochód i pchać się
          ponad 200km w jedna stronę spędzając czas za kierownicą...
          • m.maska ANDALUZJA - Sevilla 08.06.11, 01:52
            Ile można obejrzeć na takiej "zorganizowanej" wycieczce? niewiele - ale... można sobie narobić apetytu na więcej.
            Nie ma co opowiadać bajek, jeśli chce się tak chociaż trochę zobaczyć Sevillę - należałoby spędzić tam przynajmniej tydzień... o ile nie więcej. A najlepiej w okresie Semana Santa(Wielki Tydzień)
            W czasie takiego "wypadu" do Sevilli... zagląda się na Plaza de España, to jest mus, ogląda się co pozostało ze światowej wystawy w 1930roku, złotą wieżę, królewski pałac Alcazar, który jako pierwszy pozostawia niezapomniane wrażenie i oczywiście Katedra.

            Do Katedry wchodzi się przez wielkie pomarańczowe patio... poprzecinane kanałami wodnymi, już samo szemranie tej wody sprawia, że ma się uczucie jakby nie było aż tak upalnie... i Giralda tzn. przebudowany na wieżę kościelną dawny Minaret - bo Katedra została zbudowana na pozostałościach dawnego meczetu..

            Katedra w Sevilli, trzecia co do wielkości Katedra na świecie jest pod patronatem światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
            Kiedy ok. godziny 18 opuszczaliśmy Sevillę - termometr pokazywał 38°C - była ostatnia dekada lipca i wg tego co mówili Hiszpanie, gorąco zaczyna być w początku sierpnia i liczy się powyżej 40° - do 40°, jest tylko ciepło.. smile

            http://i55.tinypic.com/333l2s4.jpg

            Oto fotka Katedry w Sevilli

            http://i55.tinypic.com/kf075i.jpg

            Ołtarz główny, jest chroniony metalową kratą - wszystkie złocenia zostały wykonane ze złota które ukradziono Inkom - ale... zapewne nic złego się nie stało, bo w końcu "cel uświęca środki" - Inkowie przypłacili życiem fakt posiadania złota, Kościół a wraz z nim Izabela i Ferdynand, ówcześni władcy się cieszyli..

            http://i51.tinypic.com/15gumig.jpg

            Grobowiec Krzysztofa Kolumba
            w Katedrze Santa María de la Sede w Sevilli

            Grobowiec zbudowano w 1902 roku. Dźwigający trumnę symbolizują cztery królestwa hiszpańskie: Kastylię, León, Aragón i Navarrę.
            Interesujące jest to, że szkielet znajdujący się w grobowcu Kolumba jest niekompletny. Znajduje się w nim zaledwie 15 kości. Trumna była wielokrotnie przewożona. Pierwotny pochówek odbył się w roku 1506 w Valladolid w północnej Hiszpanii.
            Trzy lata później, trumna została przewieziona do klasztoru Santa Maria de las Cuevas de La Cartuja w Sevilli. W roku 1544 stało się wiadome, że Kolumb chciał być pogrzebany w Indiach. W związku z tym przewieziono jego szczątki do Hispanioli(dzisiejsza Republika Dominikany), potem dalej do Havanny. Kiedy ponownie wrócił do Hiszpanii, nie wiadomo. Ale na podstawie przeprowadzonych badań porównawczych DNA(szczątki jego syna zostały także złożone w Katedrze w Sevilli), stwierdzono jednoznacznie, że tych kilka kości należało do Krzysztofa Kolumba. Miejsce w którym znajdują się pozostałe kości Kolumba, nie jest znane.
              • al-szamanka RZYM 19.09.11, 11:31

                Rzym, moja druga zagraniczna podróż, ta z "najstarszych", minęło już od niej prawie 26 lat, jednakże była dla mnie tak ważna, iż pamiętam dokładnie każdą jej chwil się. Jechałam do Rzymu nocnym pociągiem, w przedziale dla siedzących, gdyż decyzja wyjazdu zapadła nagle i nie dostałam już kuszetki. Z samego rana, wytrzęsiona, zmęczona i w ponurym nastroju, nie mogłam uwierzyć, że szare, z mokrymi od deszczu czerwonymi dachami, budynki, które mijał pociąg były już Rzymem, a konkretnie okolicami dworca. Całe szczęście, że hotel znajdował się niedaleko i parę pokoi mieli jeszcze wolnych, gdyż o rezerwacji też oczywiście nie pomyślałam. Pierwsze co zrobiłam, po rzuceniu w kąt podróżnej torby, to wyjrzałam przez okno na wąską, zaśmieconą uliczkę - i to miało być Wieczne Miasto? A jednak przekonałam się, ze nim jest, przynajmniej dla mnie. Dwa tygodnie to sporo czasu jak na jedno miasto, postarałam się aby były wypełnione po brzegi. Od rana d nocy byłam na nogach i chyba w całym Rzymie nie ma kościoła, w którym nie pobyłabym chociaż pięciu minut, przytłoczyła mnie bazylika św.Piotra, zauroczyła natomiast prześliczna Santa Maria Maggiore. Zachwyciło mnie Forum Romanum, Koloseum, muzea, styl życia i wiele charakterystycznych miejsc znanych do tej pory tylko z włoskich filmów, a ja miałam wreszcie okazję być wśród nich. Pamiętam piknik na Via Appia Antica, gdzieś u samego jej końca, obok rozsypującego się grobowca z czasów cezara. Pamiętam panikę i ogarniające mnie uczucie mdłości w katakumbach San Sebastiano i zapach świeżej ciabatty z oliwkami. Koniecznie musiałam też usiąść na Schodach Hiszpańskich, i pomimo że siedziało się na nich tak samo jak na każdych innych schodach, to jednak był to moment wyjątkowy, wiec powtarzałam go wielokrotnie, raz na górnych, raz na dolnych stopniach i wystawiając twarz do słońca wsłuchiwałam się w rytm miasta, lub skupiałam na czekoladowym gelato. Nie przepuściłam też ani jednego dnia targowego, gdyż taką różnorodność śródziemnomorskich wspaniałości widziałam po raz pierwszy w życiu, byłam nimi zafascynowana, jak również tym, że potrafiłam wyhandlować niższą cenę praktycznie tylko przy pomocy niewinnego uśmiechu. I cieszyłam się, gdy w ostatnim dniu mojego pobytu, tak jak niegdyś Audrey Hepburn, nie straciłam mojej ręki w kamiennych Bocca della Verita.
                Do Rzymu wracałam jeszcze trzykrotnie...


                https://img98.imageshack.us/img98/9881/romanholiday.jpg


                https://img1.worldpoi.info/upload/pics/thumb/fs520x520px-4440377634e03276d7e349982446851.jpg
            • m.maska ANDALUZJA - Sevilla - moje kalendarze 08.06.11, 22:12
              Wspominalam juz o tym, ze z kazdego miejsca, ktore odwiedzam przywoze sobie kalendarz na rok kolejny - z Andaluzji przywiozlam wlasnie z Sevilli... oto jakie obrazki tam byly - pewnie nie beda one zbytnio dobrze widoczne, ale te ciekawsze zescanuje wink

              http://i56.tinypic.com/2h4grox.jpg

              http://i56.tinypic.com/5f0m6v.jpg
          • m.maska ANDALUZJA - Granada 08.06.11, 03:31
            Właściwie to jedynym dobrze znanym hasłem w Andaluzji była właśnie Granada...
            i ostatni bastion Maurów.. ALHAMBRA

            http://i56.tinypic.com/2cid3ck.jpg

            Zanim zobaczyłam Alhambrę, przeczytałam "Opowieści z Alhambry" Irvinga...
            "...Oglądane z zewnątrz jest to zwykłe nagromadzenie wież i murów obronnych, bez żadnego planu czy wdzięku architektonicznego, dające nikłą zapowiedź wdzięku i piękna panującego wewnątrz. Tak Washington Irving, amerykański pisarz, opisał Alhambrę w 1829 roku, lecz dzisiaj kontrast jest tak samo uderzający. Z zewnątrz była to twierdza obronna z 27 wieżami, zbudowana przez Maurów w czasach gdy potędze muzułmańskiej w Hiszpanii zagrażało ożywienie chrześcijaństwa. Wewnątrz niej istniał raj stworzony ludzką ręką.(...)Dziedzińce, korytarze i ciągi wodne łącza się w olśniewającą całość. Wszechobecne, przepyszne zdobienia w postaci płytek ceramicznych, rzeźb kamiennych, arabesek i zadziwiająco wyszukanych wzorów kaligraficznych niektórzy uważają za szczytowe osiągniecie muzułmańskiej sztuki zdobniczej na zachodzie: delikatnej, eleganckiej i technicznie doskonałej. Inni sądzą, że całe to miejsce tchnie dekadencją. Istotnie wyczuwa się coś dziwnie niematerialnego i oderwanego od świata w tych bogatych sklepieniach mugarnas - niesfornych strukturach zawieszonych niczym plastry miodu na drewnianych ramach, wspierających się na cienkich kolumnach. Poetyckie inskrypcje mówią o gwiazdach i niebiosach, kanałami płynie woda symbolizująca cztery rzeki raju islamskiego..."

            Każdy może sobie sam obejrzeć w necie obrazki z Alhambry.. ja miałam pecha i niestety jak się potem okazało, już w Sevilli zaczął mi nawalać aparat fot. wtedy jeszcze na klisze, po prostu nie przesuwał mi kliszy, dlatego mało mam zdjęć z Sevilli i także niewiele z Granady..
            zostawiam jedno(z netu) z takich uroczych ale jest tam tego sporo, ogrody tak wspaniałe, że wydaje się, że to przedsmak raju... ale o tym następnym razem...

            http://i56.tinypic.com/29kvs00.jpg





            • m.maska ANDALUZJA - Granada - ALHAMBRA 10.06.11, 01:33
              Na widok Alhambry z lotu ptaka składają się ogrody i dziedzińce. Pokoje zazwyczaj otwierają się na cztery strony. Same ich nazwy budzą duchy przeszłości: Dziedziniec Mirtów (zasadzonych na rabatach przy sadzawce), Sala Dwu Sióstr (dwu białych marmurów wbudowanych w podłogę) i Dziedziniec Lwów (nazwany tak od fontanny ze stojącymi wokół niej 12 lwami). Sala Ambasadorów była przeznaczona do spotkań oficjalnych - audiencji królewskich i spraw dworskich, lecz i ona została stworzona na podobieństwo raju. Komnata ma wysokość 18 m, a rzeźby jej drewnianego stropu uważa się za próbę przywołania w myśli niebios.
              - to nie ja, to opis Alhambry z netu...

              poniżej sklepienie Sali Dwu Sióstr...Sala de las dos Hermanas:

              http://i54.tinypic.com/2i1jnnc.jpg

              Ale dopiero obejrzenie tego sklepienia w zbliżeniu daje wyobrażenie o kunszcie architektów i budowniczych...

              http://i55.tinypic.com/8yatmr.jpg
              • m.maska Ogrody ALHAMBRY - Palacio de Generalife 10.06.11, 03:17
                Cudowne ogrody Alhambry

                "Raj na Ziemi" - to chcieli stworzyć ówcześni Sułtani budując ogrody Alhambry. Ogrody Alhambry tworzono zgodnie z opisem raju jaki znaleźć można w Koranie. Różnorodność kwiatów, wyjątkowe zieleńce, wygodne pawilony i historyczny już Pałac Generalife... nie ma wątpliwości, że zamierzenie stworzenia raju na Ziemi, spełniło się.
                Pałac Generalife, otoczony rozległymi ogrodami, znajduje się powyżej Alhambry. Zarówno paląc jak i wspaniałe ogrody były przez ówczesnych Sułtanów z dynastii Nasrydów wykorzystywane jako letnia rezydencja. Wg legendy, nazwa pochodzi od arabskiego "Yanat- al- Arif", co oznacza ogród architekta, poetycko-religijne odniesienie do Boga(Allaha), jako architekta i twórcy wszechświata.

                Ogrody Alhambry określane także jako "Palacio de Generalife" zostały zbudowane w XIII wieku.
                Do nich zaliczają się: Patio de la Acequia z charakterystycznym długim basenem otoczonym barwnymi kwiatami i fontannami i Jardin de la Sultana udekorowany wspaniałymi palmami i żywopłotami.
                W roku 1999, ogrody Alhambry zostały wpisanee na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
                Z ogrodów rozpościera się zapierający dech widok na pałac Alhambry, na Granadę a w tle ośnieżone szczyty Sierra Nevada.
                Tylko jedna droga prowadzi do "Palacio de Generalife" przez wysadzoną wysokimi cyprysami aleję zakończoną szpalerami róż tworzącymi sklepienia.

                Warto jest wspiąć się wysoko po schodach, by obejrzeć bajkowy krajobraz z górnej części ogrodów. Latem może to być szczególnie orzeźwiające - woda, szemrząca, pluskająca, sprawia, że upał nie jest tak bardzo nieznośny... w każdym miejscu można schłodzić dłonie, nabrać wody do picia albo - jak to zwykł robić Junior, wsadzić głowę pod fontannę smile

                http://i54.tinypic.com/10rmmqh.jpg

                Patio de la Acequia

                http://i54.tinypic.com/9qjp1s.jpg

                Jardin de la Sultana
              • m.maska Re: ANDALUZJA - Granada - ALHAMBRA 19.09.11, 01:31
                Architektura ALHAMBRY cokolwiek inaczej

                ALHAMBRA – budowa Alhambry oparta jest na prostej teorii zaleznych od siebie prostokatow.
                By uzyskac prostokat proporcjonalny, trzeba wziac te sama podstawe, przekatna ustawic pionowo by stanowila wysokosc kolejnego prostokata. Kluczem do projektu Alhambry jest prosta zaleznosc miedzy bokiem kwadratu a jego przekatna. Jesli uzyje sie przekatnej do utworzenia prostokata, a nastepnie przekatnej tego prostokata do utworzenia kolejnego prostokata, powstanie ciag prostokatow, czwarty prostokat bedzie dwa razy wiekszy od pierwszego, a przekatne w tym ciagu beda kwadratowymi pierwiastkami z 2, 3, 4 i 5 – magiczny ciag...
                Kazda przestrzen w palacu, dziedziniec, sale, rozmieszczenie kolumn oparto o ten system proporcji...takze elewacje... matematyka jest podstawa piekna ALHAMBRY

                http://img641.imageshack.us/img641/9782/screenshot214k.jpg
      • m.maska Re: ANDALUZJA 19.09.11, 01:45
        Zabiorę Was jeszcze do Rondy.. to małe urocze miasteczko położone w
        Sierra de Grazalema(wysoko w górach), do Cordoby, której pod
        żadnym pozorem pominąć w podróży nie należy - bo straci się okazję obejrzenia
        czegoś niepowtarzalnego i... na Gibraltar a może do Gibraltaru(?)
        - to już zupełnie inna bajka - mogłoby się wydawać, że w czasie pobytu Maurów na
        półwyspie iberyjskim Gibraltar zwyczajnie, nie istniał - i to wcale nie skała
        Gibraltaru jest najbardziej wysuniętym na południe cyplem Europy, tylko Tarifa..
      • m.maska ANDALUZJA - Cordoba - Mezquita 20.09.11, 01:21
        Głównym architektem Cordoby był Abdul Rahman – to on sprowadził kulturę i naukę z centrum świata islamu prosto do serca Andaluzji, do Cordoby. Kiedy przybył do Cordoby, miasto było w całkowitej rozsypce.
        Arabowie nie przybyli do Hiszpanii jako niszczyciele, a raczej jako wybawiciele... Abdul Rahman zastosował technologie nawadniania terenu, dzięki temu natychmiast zmienił się krajobraz. Palmy, drzewa cytrynowe, pomarańczowe, awokado, karczochy, granaty, pojawiły się rośliny dotąd nieznane w Europie. Dzięki rozwiniętej sieci handlowej, rolnictwo niosło wielkie bogactwo. A bogacze wybudowali jedno z najwspanialszych miast na świecie...

        Gdy mieszkańcy Londynu wciąż żyli w drewnianych domach, mieszkańcy Cordoby wybudowali stutysięczne kosmopolityczne miasto, największe w ówczesnej Europie. W Cordobie znajdowało się 70 bibliotek i ok. 300 publicznych łaźni. W relacjach podróżników mówi się o domach z bieżącą wodą i drogach oświetlonych latarniami. Zapewne jest w tym wiele kronikarskiej fantazji, ale odkrycia archeologiczne dowodzą, że miasto było niezwykle bogate.

        Największą zasługę jaką ma Abdul Rahman to wielki meczet Cordoby. Ma on powierzchnię czterech boisk do gry w piłkę nożną i jest największym meczetem zachodniego islamu. Las 600 marmurowych kolumn znikających gdzieś w dali tworzy hipnotyzujący efekt nieskończoności. Na kolumnach wspierają się łuki. Nisza modlitewna w kształcie muszli, ma niezwykłą akustykę. Słowo tam wypowiadane, jest słyszane w całym tym ogromnym pomieszczeniu.. kiedy meczet został wybudowany, arkady były otwarte do swobodnego wchodzenia i wychodzenia a dziedziniec stanowił centrum meczetu...
        Budowę meczetu zapoczątkował Abdul Rahman a kolejni władcy Cordoby w ciągu następnych 200 lat rozbudowywali go jeszcze trzykrotnie. Zapewne przyczyną tego był fakt, że w tym czasie przybyło wyznawców islamu i meczet musiał ich pomieścić...cdn...

        http://img62.imageshack.us/img62/5555/800pxcordobamezquitapan.jpg

        Nie wolno będąc w Andaluzji ominąć Cordoby – to najważniejsze ze wszystkich miast na tej trasie i... przynajmniej ja... mam niezapomniane wrażenia, na które mimo wszystko, nie byłam przygotowana... smile
        • m.maska Re: ANDALUZJA - Cordoba - Mezquita 20.09.11, 01:34
          Jeżeli myślicie, że maska zwariowała i uważa, że Cordobę należy odwiedzić, bo znajduje się tam wspaniały meczet... to trochę tak, ale niezupełnie tak...
          Kiedy weszliśmy do Mezquity, facet który sprawdzał bilety, dyskretnie zwrócił uwagę Juniorowi, żeby zdjął czapkę... właściwie dlaczego? przecież Arabowie noszą w meczetach nakrycia głowy? ja po prostu nie byłam tak naprawdę do końca poinformowana, jak się rzecz ma z Mezquitą....

          Po upadku Maurów...
          w akcie "inspirującego wandalizmu" w Cordobie, władcy dokonali czegoś niezwykłego: pod ich naciskiem architekci zburzyli środek meczetu i wbudowali w to jedną z najpiękniejszych katedr w Hiszpanii. W rezultacie stworzono szokujące i bluźniercze połączenie dwóch największych religii świata. Katedra jest piękna, lecz jednocześnie zawiera w sobie pewną schizofrenię, tak jakby w tej budowli nieustannie była toczona niema bitwa między chrześcijaństwem i islamem...
          Musze przyznać, że widząc to doznałam wstrząsu, nie byłam aż tak przygotowana.. czasu na czytanie było niewiele, nie wszystko doczytałam....

          Poniżej zostawiam Wam obraz tej budowli, jak wygląda to z zewnątrz - wg pierwotnych zamierzeń cały meczet miał zostać zamieniony w Katedrę...ale znaleźli się bardziej rozsądni władcy, którzy powstrzymali ten proces niszczenia...

          http://img59.imageshack.us/img59/3933/a72mezquitadecordobavis.jpg
          • templb Re: ANDALUZJA - Cordoba - Mezquita 05.07.12, 13:26
            Hej.
            Kordoba jest piękna i to nie tylko dzięki La Mezquita. Byliśmy tam w zeszłym roku. Najlepsze tapas jedliśmy zaraz obok w lokalu 1001 tapas (polecam). Trochę na ten temat napisałem na blogu trippics.pl/pl/article/view/1

            (tutaj widać piękne połączenie dwóch kultur)
            https://trippics.pl/pictures/uploads/20120508/2149/p16smvurcq1p6s181o14fm1vqq1hkmnm.jpg
      • m.maska ANDALUZJA - Ronda 22.09.11, 01:06
        Nie dało się wmontować zorganizowanego wyjazdu do Rondy.

        Ronda to małe miasteczko położone wysoko w górach Sierra de Grazalema.
        Byłam z tego powodu niepocieszona, na widokówkach jawiło się ono jako miejsce wyjątkowo urokliwe, odmienne od pozostałych i znajdujące się z dala od turystycznych szlaków.
        Zapewne raz w tygodniu, kiedy dojeżdżały tam wycieczkowe autobusy, było zalewane przez fale turystów, ale w pozostałe dni, było to typowe senne miasteczko, z bielonymi ścianami domów...

        Decyzja zapadła – w końcu od czego są wypożyczalnie samochodów.. odległość od Marbelli nie była daleka, ok.40km

        Świtem bladym podstawiono mi samochód przed hotelem, na styl francuski, tzn. zderzak na zderzaku. I komu to zrobiono? Mnie smile która nigdy nie potrzebowała parkować na styku... już samo wyprowadzenie samochodu z tego tłoku to było ogromne przeżycie – na zewnątrz gorąco, w środku, uffff... a samochód nieznany oczywiście, jakiś z serii Seatow... kiedy w końcu udało mi się go wyprowadzić, byłam tak zadowolona, ze nawet nie pomyślałam, o tym by zaznajomić się z takim funkcjami jak np. światła..było jasno, nie myślałam o tym.. trasa która prowadziła mnie do Rondy nie przewidywała żadnych pułapek... akurat nie indifferent już po 15 km zmyliłam trasę i wjechałam do tunelu.... BEZ ŚWIATEŁ....... big_grin

        Ronda - to miejsce do ktorego wciaz powracal E.Hemingway...
        ponizej widok na "nowa" czesc miasteczka

        http://img856.imageshack.us/img856/1016/screenshot006wr.jpg
        • m.maska Re: ANDALUZJA - Ronda 22.09.11, 02:06
          http://img705.imageshack.us/img705/1660/screenshot008lo.jpg

          Kiedy myślę o Rondzie, przypomina mi się ten obraz. Dwie części śnieżno-białego miasta, nowa po lewej, stara po prawej stronie, obie położone na wysokich skałach, rozdzielone przez przepaść o głębokości 150m, połączone zostały dopiero w połowie XVIII w. przez budowę Ponte Nuevo..(widoczny na zdjęciu)

          Każdy most, ma podobno dwie strony, tę „dobrą” i tę „złą” – w zależności od położenia słońca.
          Dobra strona Ponte Nuevo była wielokrotnie przedstawiana na licznych fotografiach, ale spróbuję Wam pokazać tę „złą stronę”, zacienioną, odwróconą do słońca, stronę przepaści...

          W swojej powieści „Komu bije dzwon” Hemingway wspomina Rondę, jako miejsce w którym przeciwnicy zrzucali w przepaść faszystów...ten opis opiera się na autentycznych wydarzeniach, chociaż podobno ludzie ci zostali zastrzeleni..

          A ta „dobra”, słoneczna strona.. Rondą zachwycił się Hemingway, Orson Welles którego dopadła Ronda-Euforia, zdecydował, by jego prochy zostały pogrzebane w Rondzie(znajdują się w pobliżu PLAZA DE TOROS areny walki byków - najstarszej w Hiszpanii), także Rainer Maria Rilke spędził kilka miesięcy w Rondzie i tak opisał swój tam pobyt:


          " Wunderbar, dass ich Ronda gefunden habe, in dem alles erwünschte sich zusammenfasst: die spanischste Ortschaft, phantastisch und überaus großartig auf zwei enorme steile Gebirgsmassive hinaufgehäuft ... das Spektakel dieser Stadt ist unbeschreiblich ..!"

          Cudownie, że znalazłem Rondę, w której zebrało się wszystko czego można zapragnąć: hiszpańskie miasteczko, fantastyczne, na dwóch potężnych skalnych masywach wspaniale nagromadzone... spektakl tego miasta, jest nie do opisania...(tłum.własne)

          Nie będę wchodziła w szczegóły. Każdy kto zechce odnajdzie w necie dostatecznie dużo nt. Rondy – to małe miasteczko ok. 35tys mieszkańców, ma dużo więcej do zaproponowania, niż tylko Ponte Nuevo... wymienię tylko w punktach:

          PLAZA DE TOROS
          Casa del Rey Moro
          Palacio del Marques de Salvatierra
          kościół Santa Maria la Mayor
          Palacio de Mondragon
          sa tam tez łaźnie z czasów Maurów...
          mury miejskie..


          Będąc w Rondzie kupiliśmy przewodnik w języku niemieckim… który Junior wziął sobie do czytania po powrocie – planował dłuższe siedzenie w wannie... nie trwało to długo, kiedy nagle dobiegł mnie z łazienki szaleńczy śmiech... przez drzwi zaczął mi czytać to co zostało wydane jako przewodnik... tego się nie da opisać... zdania były zbudowane ze słów niemieckich, wszystkie słowa były niemieckie, ale żadne zdanie, dosłownie żadne, nie miało sensu... bardzo prawdopodobne, że tłumaczył to komputer.. hihi...zdarza mi się sięgnąć po ten przewodnik i za każdym razem próbuję zrozumieć o co tam chodzi... wyraźnie składnia hiszpańska(pierwotna?) odbiega od składni niemieckiej – no i znaczenie słów też najczęściej nie ma sensu...big_grin
          • m.maska Re: ANDALUZJA - Ronda 21.11.11, 00:05
            Pisalam o tym? pisalam... a teraz jest juz poswiadczone.... prosze bardzo - Ronda to najpiekniejsze miasto zbudowane na skalach.... wiedzialam dlaczego koniecznie musialam tam dojechac... smile

            podroze.gazeta.pl/podroze/56,114158,10647452,Najpiekniejsze_miasta_zbudowane_na_skalach.html
      • m.maska GIBRALTAR 24.09.11, 00:49
        Być w Andaluzji i ominąć Gibraltar? Dla Juniora, było nie do pomyślenia – koniecznie chciał zobaczyć te małpy, którymi zasiedlono skałę – podobno Gibraltar będzie tak długo należał do korony angielskiej, jak długo będą koczowały tam małpy…taka legenda..

        Gibraltar nie należy do Unii Europejskiej(gospodarczo), ponieważ nie jest oddzielnym krajem, jest suwerenną posiadłością zamorską Wielkiej Brytanii i Północnej Irlandii, czego oczywiście nie uznaje Hiszpania i co jakiś czas odnawiane są spory terytorialne...w ogóle jedne prawa unijne tam obowiązują, inne nie smile
        6,5 km² - to całe terytorium, w tym większość to skała gibraltarska – na tej powierzchni mieszka ponad 28 tys. mieszkańców... główna ulica, to raj dla kupujących, szczególnie papierosy, alkohol i elektronikę. Każdego dnia zjeżdżają do Gibraltaru dziesiątki autobusów pełne turystów chętnych by dokonać tanich zakupów.

        Czteropasmowa droga dojazdowa przecina pas startowy lotniska Gibraltaru... kiedy samoloty startują, ruch samochodowy ustaje, to ewenement na skalę światową.

        Gibraltar ma jednak więcej do zaproponowania niż tylko tani alkohol czy papierosy..

        Na dole stoją mikrobusy turystyczne, którymi można objechać całą skałę..

        Upał był nie do zniesienia, wsiadając do mikrobusu mieliśmy nadzieję na klimatyzację, kierowca-przewodnik radośnie nas poinformował, że niestety klimatyzacja wysiadła – śmiem wątpić czy kiedykolwiek w tym mikrobusie była zamontowana... no cóż.
        Jeśli ktoś wybiera się w tamte miejsca i zechce wsiąść do takiego mikrobusu, a cierpi jak ja, na lęk wysokości – odradzam siadanie po lewej stronie.. tzn. za kierowcą(Gibraltar ma ruch prawostronny, ze względu na jego umiejscowienie w Europie). Kiedy mikrobus wspina się w górę, po lewej stronie ma się pod sobą tylko przepaść... mija się Słupy Herkulesa – trzeba uważać żeby nie przegapić... jazda kończy się przy wejściu do groty Św.Michała – wbrew oczekiwaniom nie było tam ani trochę chłodniej, ale warto obejrzeć... właśnie przed wejściem do grot oczekują na turystów małpy... należy mimo wszystko uważać np na okulary, można się przez przypadek rozstać z nimi na zawsze, jeśli małpce się spodobają, nie będą już do odzyskania... z tego miejsca jest widok na cały port i położone w dole miasto, z tego też miejsca można kolejką linową wyruszyć na szczyt. Dobrowolnie zrezygnowałam, miałam dosyć przeżyć.. siedząc za kierowcą, nieustannie odchylałam się na prawo, co zostało zauważone przez kierowcę smile miałam wrażenie, że jeśli się odchylę, to kiedy ten busik będzie spadał na lewo... nawet nie wiem co mi się wydawało – śmieszne to było, ale jakieś instynktowne... kolejka linowa to już byłoby zbyt wiele, przecież czekała mnie droga powrotna, czyli zjazd, po drugiej stronie skały smile

        Słupy Herkulesa

        http://img15.imageshack.us/img15/5153/screenshot008do.jpg

        grota Św.Michała

        http://img694.imageshack.us/img694/7983/screenshot0081.jpg

        znaczek poczty Gibraltaru

        http://img24.imageshack.us/img24/2423/screenshot010ye.jpg
        • m.maska GIBRALTAR - Małpy 24.09.11, 00:56
          Ministerstwo Turystyki Gibraltaru zadecydowało o zabiciu przy pomocy
          zastrzyku trucizny grupy małp, po tym jak zaatakowały turystów i mieszkańców



          Małpy zamieszkujące Gibraltar należą do głównych atrakcji turystycznych.
          Niewielka ich grupa w międzyczasie stała się wobec ludzi tak natrętna, że
          postanowiono je zabić.

          Grupa ok. 25 zwierząt oddzieliła się od pozostałych 200 małp żyjących na skałach
          i osiadła na jednej z popularnych plaż. Tam uprzykrzają życie mieszkańcom,
          dostają się poprzez otwarte okna do mieszkań i atakują turystów.

          „To niełatwa decyzja”
          Minister Turystyki Gibraltaru, E.Britto zdecydował, że małpy stanowią
          niebezpieczeństwo zdrowia publicznego, dlatego zostanie wydane zezwolenie na
          usuniecie małp. To ostatnia możliwość...

          "Gibraltar Chronicle" 18.04.2008

          Możecie sobie wyobrazić reakcje organizacji obrońców zwierząt...


          A to te grzeczne, szalenie sympatyczne małpki, zamieszkujące skałę...

          http://img155.imageshack.us/img155/8522/screenshot012ox.jpg
      • m.maska Re: ANDALUZJA 24.09.11, 01:00
        AL ANDALUZ – kraina Wandali - tak nazwali ten region Maurowie...dotyczyło to germańskiego plemienia Wizygotów rządzących wtedy Hiszpanią
    • m.maska Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 19:24
      Kiedys kogos zapytalam: byles we Florencji? odpowiedz byla: a gdzie ja nie bylem... moznaby pomyslec, ze tak malo jest tych miejsc w ktorych nie byl, ze trudno je wyliczyc...okazalo sie, ze tak naprawde to nigdzie nie byl.
      Czy latwe sa powroty do przeszlosci? jak sie okazuje czasami latwiejsze nizby moglo sie wydawac. Internet skrocil odleglosci, sprawil ze latwiej spotyka sie ludzi z ktorymi juz dawno rozstalismy sie...
      Podroze - zawsze deklarowalam, ze to moj konik...od lat, od wielu lat. Kto mnie tym zarazil? zapewne moja Mama - nie bylo miejsca w ktorym bysmy po prostu tylko byly - nie... to musialo sie jeszcze cos dziac. Nad morzem sama plaza, to bylo za malo, ogladalo sie przy okazji cala okolice, pamietam, ze kiedy bylysmy w Swinoujsciu chodzilo sie na koncerty... byla taka kawiarnia "Parkowa" o ile mnie pamiec nie myli - codziennie koncertowal tam Niemen - atmosfera niemal kameralna. Gdzies utkwilo mi to gleboko, jesli Wisla to i Nowy Targ i splyw Dunajcem i Niedzica i Czorsztyn...
      Spotykamy na swojej drodze ludzi, ktorzy albo juz maja podobny pęd w sobie, albo zarazaja sie takim bakcylem...a po latach okazuje sie, ze bylismy w roznych miejscach ale byly i takie ktore odwiedzilismy zupelnie niezaleznie od siebie.
      I co jako nastepne? zeby nie powracac w to samo miejsce - bo swiat ma tak wiele do zaoferowania.
      Na razie potrzeba nam (AL i mnie) pilnie czasu i niezbednych drobnych, ktorymi moznaby sfinansowac "wymyslona" przez AL trase...a teraz pytanie do AL: czy masz zaplanowana trase w najdrobniejszych szczegolach? bo ja mam rejs dopiety i brak mi tylko tych niezbednych kilkuset tysiecy gotowki...reszta to juz bajka jest...
      Jutro jade do Baden-Baden, nazywaja to miasteczko - bo w koncu jest to tylko miasteczko (50tysiecy mieszkancow) najmniejsza metropolia swiata...plany sa rozlegle, tylko czy czasowo to sie uda...a pogodowo? jesli mozna "ciuchcia" czy ja wiem jak to nazwac wjechac na tamtejsza gorke o nazwie Merkury o wysokosci 668m i obejrzec cala okolice, przy ladnej pogodzie moze to byc przezycie - ale jesli nad okolica zawisna deszczowe chmury - wtedy klapa.
      • al-szamanka Re: Voyage, Voyage 13.05.11, 22:13
        a teraz pytanie do AL: czy masz zaplanowana trase w najdrobniejszych szczegolach?

        Tej trasy, jako jedynej, nie mam zaplanowanej, może dlatego, że jak na razie pozostaje marzeniem, bo właśnie....tego grosiwa trzeba, a przede wszystkim dużo wolnego czasu, którego przecież nie posiadam. Ale wiem z grubsza jak musiałaby wyglądać. Początek pod moim domem, a potem jazda samochodem poprzez Italię, Francję, Hiszpanię i Portugalię, nocleg w hotelach gdzie popadnie, dłuższe pobyty w miejscowościach najbardziej interesujących, wszystko powoli i na luzie, ale tak, aby jak najwięcej zobaczyć. Na tę podróż potrzebuję minimum trzy miesiące i odpowiednią osobę towarzyszącą - tę już mam big_grin...no nie, Maseczko?
    • m.maska Baden-Baden i z powrotem... :-) 16.05.11, 01:36
      Jak kazdy chyba kto polknal bakcyla podrozy, jesli nawet wybieram sie na jeden dzien w jakies miejsce - a nawet tymbardziej jesli jest to wypad jednodniowy, musi byc zaplanowany do ostatniej minuty...i byl...
      Switem bladym spojrzalam do netu, jaka pogoda byla przewidywana na ten dzien..hm..kazdy rozsadny zrezygnowalby chyba z wyjazdu - ale nie ja. Postanowilam przemilczec to co zobaczylam, a wiedzialam doskonale, ze reszta towarzystwa o tej porze nie zajrzala na prognozy. A prognozy byly, powiedzmy sobie, nie tylko nienajlepsze, ale wrecz fatalne... deszcz, burze ale 24°. Jestem chyba jednak optymistka - bo przekonalam sama siebie, ze te burze, to zapewne beda w nocy i beztroska pozbieralam "turystow".
      Sobota rano - rano, to malo powiedziane, dla mnie wrecz srodek nocy - bo ruszylismy o 7 rano. Do przebycia ok. 180km - oczywiscie, ze jest i trasa krotsza o 20km - ale jestem wygodna, wybieram taka, gdzie mam najkrotszy odcinek poza autostrada. Skad wzielo sie tego dnia i o tej porze tylu innych jadacych? oni powinni byli pojechac juz w piatek... na szczescie obylo sie bez korkow.
      Tak jak mi sie to dotychczas zwykle udawalo: planowo o 9 bylismy na miejscu, przejechalismy Baden-Baden i skierowalismy sie do Geroldsau... wodospad. Hihi...powiedzmy, szumnie nazwano to wodospadem..spotkanie z natura, wspanialy las, rododendrony ktore zwisaly nad nami, jakies takie monstrualne byly, gorski strumien, lesna droga - idyllicznie i...pogoda piekna.
      Gdybym wiedziala, ze "wodospad" moznaby spokojnie nazwac po prostu kaskada, zapewne zrezygnowalabym z tej wedrowki na korzysc wloczenia sie po zaulkach Baden-Baden a jednak bylo warto. Tam nawet ptaki spiewaly inaczej niz u mnie - las zyl...pieknie bylo.
      • m.maska Baden-Baden - Casino 16.05.11, 17:19
        "Tam gdzie serca graczy bija silniej"

        "Najpiekniejsze Kasyno swiata", z zachwytem miala powiedziec Marlena Dietrich kiedy byla gosciem w Baden-Baden. Czy to prawda, czy moze tylko legenda, pewne jest, ze Kasyno w Baden-Baden zalicza sie bezsprzecznie do najladniejszych w Niemczech i do tych ulubionych. Nawet ci, ktorym takie gry sa obojetne, zauwaza podczas wizyty urok Belle Epoque i chetnie zaryzykuja kilka zetonow.

        Kasyno otworzylo swoje podwoje w 1838 roku - male miasteczko Baden-Baden stalo sie natychmiast letnia stolica Europy. Przybywali tam wielcy tamtych czasow: Bismarck, Clara Schumann, Brahms, Wagner, Nietzsche, Krolowa Victoria. W 1863 odwiedzil Baden-Baden Franciszek Jozef z Austrii, Car Aleksander i Napoleo III - spotkanie trzech cesarzy.
        Dla wielbicieli Baden-Baden nastaly smutne czasy w okresie Republiki Weimarskiej... Kasyno zostalo zamkniete. W latach 1872-1933 gracze mogli probowac szczescia tylko na wyscigach konnych na pobliskim Iffezheim.

        Po wielkim krysysie gospodarczym w koncu lat dwudziestych szansa dla zrujnowanych finansow kurortu bylo ponowne otwarcie kasyna. W 1933 kiedy kule w ruletkach znowu sie potoczyly, gosci dosiegla goraczka gry, ale tylko do 1944 - kiedy ponownie swiatla pogasly, a Baden-Baden stalo sie "miastem-lazaretem"... zeby uchronic miasto przed bombardowaniami, na dachach rozciagnieto flagi z czerwonym krzyzem.
        W 1950 - sale zostaly ponownie otwarte. Rozpoczela sie druga Belle-Epoque.
        Ksiega gosci zaczela sie zapelniac slawnymi nazwiskami: od Szacha Persji do Kirka Douglasa, od Windsorow, Josephine Baker, po Curda Jürgensa... wszyscy kochali atmosfere kasyna Baden-Baden.
        BADEN-BADEN EXKLUSIV : W OGRODZIE ZIMOWYM, DAWNIEJ GRANO W RULETKE UZYWAJAC SREBRNYCH I ZLOTYCH ZETONOW.
        WSPANIALE: Wejscie do otwartych w 1855 roku wspanialych sal kasyna tworzy ogrod zimowy. Utrzymany jest w bialym marmurze. Sciany udekorowane pozlacana siateczka. Kilka lat temu stal tam jeszcze zloty stol, stol podwojnej ruletki, przy ktorym podczas specjalnych uroczystosci grano zlotymi i srebrnymi zetonami.
        "Sala czerwona" ma swoj wzorzec w barokowym palacu w Wersalu. Sciany wylozone sa czerwonym jedwabiem, drzwi, okna i sufity - bogato zdobione. Dzisiaj w "Sali czerwonej" obok klasycznej ruletki, gra sie takze Black-Jack.
        "Sala florentynska" zwana takze "Sala tysiaca swiec", kiedys sluzyla jako sala balowa. Orkiestra byla usadowiona w muszli, ktora byla spuszczana z sufitu.
        BACCARA i POKER : zwolennicy BACCARA z calego swiata czuja sie tutaj u siebie; w zadnym innym kasynie w Niemczech nie gra sie tak intensywnie Baccara jak wlasnie w Baden-Baden. Kazdego roku odbywaja sie turnieje Baccara. Baden-Baden, jako pierwsze kasyno w 1989 sciagnelo w swoje podwoje takze pokerzystow. W "Sali Amerykanskiej" graniczacej z "Sala Florentynska" grany jest poker, obok klasycznej ruletki, w roznych wersjach i na bardzo wysokim poziomie: w koncu listopada 1999 w kasynie odbyly sie finaly turnieju mistrzow pokera.
        To wiecej niz zabawa: No jak to, jeszcze nie graliscie? Dajcie sie skusic... to motto Baden-Baden: do poludnia odwiedzajacy moga obejrzec kasyno i wysluchac informacji, wieczorem krupierzy wprowadzaja gosci w "tajemnice gry".
        Restauracja, Nightclub i dyskoteka zapraszaja do odwiedzin. W barach kasyna mozna do rana swietowac wygrana albo utopic smutek przegranej.

        W galerii wkrotce pokaze fotki poszczegolnych sal... musze je tylko jakos skladnie poukladac zeby sie nie powielaly...
      • m.maska Re: Baden-Baden i z powrotem... :-) 17.05.11, 14:40
        Poniewaz decyzja o wyjezdzie zapadla stosunkowo szybko, malo bylo tez czasu na przygotowanie indywidualnej trasy, w zwiazku z tym skorzystalismy z przewodnika w ktorym wytyczone byly trzy trasy... wszystkie rozpoczynaly sie od placu Leopolda i wlasnie druga wg numeracji powiodla nas do kasyna potem do pijalni i dalej na gore Michala do kaplicy Stourdza.
        Droga prowadzila przez piekny park, wsrod rododendronow wyrastajacych na wyskosc drzew, z powrotem wzdluz rzeki, ktora dzieli miasto a mosty, mostki i mosteczki....pojawiaja sie co kilkadziesiat metrow.
        Kolejna trasa zaprowadzila nas piekna aleja do Muzeum Fabergé i dalej do kosciola szpitalnego, do ruin dawnych lazni rzymskich, wspielismy sie po schodach do kosciola, po to tylko zeby popukac w zamkniete drzwi... spojrzelismy na Nowy Zamek znajdujacy sie na gorze Florentynskiej, wykupiony przez kuwejtskie towarzystwo Al-Hassawi, ktore planuje jego przebudowe na nowoczesny hotel. Zapewne warto byloby wejsc tam, chocby po to zeby z gory spojrzec na miasto - ale czas, czasu bylo niewiele... o godzinie 14 mielismy juz zaplanowane obejrzenie ruin lazni rzymskich. Byla jeszcze trzecia trasa, wiodaca od muzeum sztuki przez muzeum sztuki uzytkowej, muzeum sztuki nowoczesnej az do muzeum miejskiego... przeszlismy te droge z pelna swiadomoscia, ze musimy juz wybierac - czy wsiadamy w samochod i jedziemy na obrzeze miasta do muzeum Fridy Kahlo czy jednak zdecydujemy sie na wejscie do ktoregos z tych muzeow i wsiakniecie na dobre... pogoda ulatwila nam decyzje - zaczelo popadywac i spacer parkiem przestal byc przyjemnoscia. Powrocilismy do "punktu wyjscia" i znajdujacego sie o krok parkingu - ruszylismy do muzeum poswieconego w calosci zyciu i tworczosci Fridy Kahlo... do kazdego z tych miejsc odniose sie oddzielnie... a poniewaz w miedzyczasie rozpadalo sie na dobre, nie bylo tez sensu jechac kolejka na gore Merkurego... poza tym, caly dzien nic zesmy nie jedli - a kiedy do poludnia ogladalismy kasyno, serdecznie Nas zapraszano na wieczor - poszlismy tam, gdzie juz wiedzielismy, ze samochod pod dachem i nie trzeba bedzie chodzic i szukac miejsca gdzie zjesc kolacje, oczywiscie uprzednio przyodzialismy sie nieco przyzwoiciej wink... pierwszy raz gralam w ruletke(!) - przygladalam sie wprawdzie jak grano w BlackJacka ale wiem dokladnie tyle samo co przedtem... i co? o ktorej godzinie mozna zakonczyc pobyt w kasynie? zamykaja je o 4 rano... nie dotrwalismy do konca - o 3 stwierdzilam, ze jesli mamy jeszcze dwie godziny jazdy przed soba - to juz czas...za to w drodze powrotnej autostrade mialam w zasadzie tylko dla siebie i moglam scinac wszystkie zakrety...smile
        Juz wkrotce uzupelnie ten opis o dokladniejsze opisy kaplicy Stourdza, muzeum Fabergé, ruin lazni rzymskich i muzeum Fridy Kahlo...
        Ufff... ale ogolne wrazenie juz tutaj pozostawiam.. smile
        • m.maska Baden-Baden - kaplica Stourdza 17.05.11, 22:44
          Kaplica Stourdza jest kaplicą grobową rumuńskiej rodziny książęcej Stourdza. Książę Michał Stourdza(1792-1884) był ostatnim regentem księstwa Mołdawii. Po wygnaniu z kraju(1849) osiedlił się najpierw w Paryżu a następnie w Baden-Baden. Po śmierci jego 17-letniego syna w 1863 roku postanowił wybudować tę kaplicę, gdzie w grobowcu mieszczącym się pod ołtarzem znajdują się sarkofagi rodziny wykonane z brązu.
          Przedsionek podtrzymują cztery kolumny w stylu jońskim z białego, czerwonego i brązowego piaskowca. Cała budowla zwieńczona jest kopułą która ma wysokość 24m, na niej znajduje się ortodoksyjny krzyż, wnętrze jest bogato zdobione freskami, ściany wykonano z barwnego marmuru ... kaplica znajduje się w otoczeniu wspaniałych drzew i kwitnących krzewów.
          Droga wiedzie nieco w gore, mija się niewielką uroczą kaskadę i ogromne krzewy różnobarwnych rododendronów.
          Kaplica jest otwarta, ale tylko jeśli się ktoś wcześniej telefonicznie umówi - nie mogliśmy przewidzieć o której godzinie znajdziemy się w jej okolicy - dlatego pozostało nam niestety obejrzenie jej tylko z zewnątrz... poniżej umieszczam fotki znalezione w necie z wnętrza kaplicy.

          http://i54.tinypic.com/9fnqiv.jpg

          http://i52.tinypic.com/ir83kl.jpg

          http://i53.tinypic.com/6z8oar.jpg