Dodaj do ulubionych

Julenka...2.7.2011

02.07.11, 07:40
Ach, odkryłam dzisiaj w Lesie coś niezwykłego, wiesz, przy tych wielkich, omszałych głazach spod których wypływa Zwijasek. Rybka Niezabudka miała właśnie jeden ze swoich rozpłakanych dni, więc poszłam ją pocieszać, ale tak naprawdę, to chciałam sprawdzić czy strumyk pomieści wszystkie jej łzy. W pewnym momencie słońce skryło się niespodziewanie za chmurką i wtedy to zauważyłam.
Julenka, na widok mojego pytającego spojrzenia, roześmiała się głośno. Wiedziałam, że znała każdy, najmniejszy nawet szczegół na Polanie, w Lesie i całej okolicy, potrafiła z zamkniętymi oczyma wędrować obok Rozlewiska i bezbłędnie trafiała na swoje ścieżki, wiedziała ile jajek wysiaduje pliszka Truchcikonóżka, która akacja wabi najwięcej pszczół, pod jakim dębem najchętniej ucina sobie popołudniową drzemkę Kawaler Zarylski i jakie zapachy niesie ze sobą północny wiatr. Ale żeby wiedząc to wszystko mogla odkryć jeszcze coś nowego? Cóż to mogło być? Julenka uśmiechnęła się do mnie tajemniczo.
Ach, wiem że to ciebie zainteresuje, bo tak jak i ja potrafisz niekiedy zobaczyć rzeczy niedostrzegalne, rzeczy, które wyskakują czasami, na mgnienie oka, z mydlanych baniek, albo zabłysną przez chwilkę na samym koniuszku podwójnej tęczy. Tym razem nie był to błysk, lecz cień. Do tej pory myślałam, że każdy cień jest zawsze taki sam, przecież mój widzę codziennie i wiem natychmiast – to jest cień Julenki, jest do mnie podobny, prawie taki sam jak ja. Dzisiaj przekonałam się, że może być różnie i zaczęłam przypominać sobie pewne rzeczy. Pamiętasz jak kocur Ulisses, aby móc dolecieć do Wodopoju Kocich Nieosiągalności, koniecznie chciał nauczyć się fruwać? Zeskakiwał wtedy z wysokiego drzewa, a cień który rzucał na ziemię przypominał ptaka, a przecież ptakiem nigdy nie był i nigdy nie będzie. A kwoka Babsztylla, gdy puszyła się na podwórku i udawała Kogoś? Jej cień był ogromny i szary, a tak naprawdę to prawdziwy w niej jest tylko ten kolor. Cień poczciwego Kawalera Zarylskiego jest zupełnie taki sam jak on; duży, ciężki i z zawsze brudnym ryjkiem i przez to jest prawdziwy. Myślę, że niektórzy specjalnie nie pokazują swoich prawdziwych odbić. Mąż Pani Sąsiadki mówi, że niektórzy ludzie potrafią się bardzo dobrze maskować, zapytałam go ska te maski mają, czy kupują je może w jakimś sklepie, ale wytłumaczył mi, że to tak tylko się mówi, po prostu niektórzy udają kogoś kim nie są. Opowiedział mi smutną historię ze swojego dzieciństwa, zaufał chłopczykowi, który jak się okazało cały czas udawał jego najlepszego przyjaciela, ale któregoś dnia spadła mu z twarzy maska przyjaźni i oskarżył Męża Pani Sąsiadki, który wtedy nie myślał jeszcze o ożenku, bo był na to zbyt mały, że podkradał z tornistrów kolegów cukierki miętowe, a raz nawet procę. Tam, przy źródełku Zawijaska też się dzieją takie nie do końca prawdziwe rzeczy, wystarczy, że światło słoneczne padnie z innej strony, a głazy przestają być kamieniami, zaczynają udawać coś zupełnie innego. Mam wrażenie, że znudziło im się stać ciągle w jednym miejscu, dlatego starają się wyskoczyć same z siebie, chwilami poruszają się jak zwierzęta, rozciągają się jak węże, lub kurczą do rozmiarów małego grzybka-purchawki. Nic i nikt w całym Lesie tak się nie zachowuje, oglądałam to jak przedstawienie i nazwalam Teatrzykiem Czasami Zamaskowanych Cieni, czasami, bo najczęściej są sobą, inaczej już dawno bym to zauważyła. Mam też nadzieję, że nie wpadną w nawyk, bo wtedy straciłabym je na zawsze, wiem że rozumiesz co mam na myśli.
Skinęłam potakująco głową, oczywiście że doskonale wiedziałam, co miała na myśli.
Julenka roześmiała się nagle.
Ach, wiesz, niekiedy tak zabawnie się wszystko układa. Niekiedy ludzie nakładają maski, aby udawać kogoś kim nie są i rzucać na wszystko ogromny cień złudzenia, a nasza pani Maska tak się nazywa i zawsze jest tylko i aż sobą.
Zaraz pobiegnę ja odwiedzić i jej to opowiem, złożę jej też życzenia, bo przecież ma dzisiaj Urodziny.....zupełnie niezamaskowane.


https://de.flash-screen.com/free-wallpaper/uploads/200611/thus/1163510604_470x353_tree-shadow.jpg
Obserwuj wątek
    • zuza_anna Re: Julenka...2.7.2011 02.07.11, 07:58
      Cała prawda, w tym co napisałaś AL! Juleńka to mądra dziewczynka smile
      Taki wierszyk znalazłam, autora nie znam smile

      Trzeba tylko z papieru,
      Wyciąć różne postacie,
      Potem lampę zaświecić
      I już - teatrzyk macie!

      W tym dziwnym teatrzyku
      Grają aktorzy - Cienie...
      Chodzą, tańczą śpiewają
      Na ścianie jak na scenie.
      • al-szamanka Re: Julenka...2.7.2011 02.07.11, 08:09
        Jako dziecko bałam się cieni
        myślałam, że któryś mnie połknie
        i też w cień zamieni
      • m.maska Re: Julenka...2.7.2011 02.07.11, 12:09
        Wierszyk trafiony Zuzanko, jak zawsze big_grin
    • m.maska Re: Julenka...2.7.2011 02.07.11, 12:09
      Tak, Julenka to bardzo "madra dziewczynka"...dzieci widza wiecej... smile
      • al-szamanka Re: Julenka...2.7.2011 02.07.11, 21:51
        Może dlatego, że spoglądają na wszystko szeroko rozwartymi oczyma i nie oceniają...lecz po prostu widzą big_grin
        • m.maska Re: Julenka...2.7.2011 02.07.11, 22:11
          A moze dlatego, ze patrza bardziej "dusza" niz oczkami... smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka