m.maska PARYŻ - dzień pierwszy 14.10.11, 20:24 Kiedy wsiadlam do pociagu, AL miala juz za soba calkiem niezly kawalek trasy...6 godzin...przed nami bylo jeszcze dwie i pol godziny....w glowie mialam mniej wiecej plan pierwszych dwoch dni i kolejne elementy, ktore trzeba bylo jakos poukladac....te dwie godziny wystarczyly nam zeby dopracowac sobie wspolnie ten pierwszy wieczor.... Pociag byl wypelniony po brzegi...o dziwo, bo kto jedzie w niedziele po poludniu do Paryza? - wszyscy Punktualnie o 16:50 ICE wjechal na Gare de l'Est(dworzec wschodni)... Hotel wybralysmy sobie odpowiednio blisko, wpadlysmy, rzucilysmy nasze rzeczy i o 17:30 bylysmy juz w drodze na Montmartre. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: PARYŻ - dzień pierwszy 14.10.11, 22:00 A uliczki na Montmartre wiodą pod górkę i tu zaczęły się jęki Maseczki. Podejrzewam, że gdyby nie zapowiedź imprezy i dużej ilości doskonałego wina nie dałaby się tak gonić wzdłuż i w poprzek i po schodach. Żartuję. Wiem, że Maseczka narzeka, ale idzie równo, bo tak jak i ja zwiedzać lubi Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień pierwszy 14.10.11, 22:17 No tak, AL...nie wiem czy jeszcze nie doszlas do siebie po tej ilosci wina, czy co jest przyczyna tego poplatania...narzekac to ja zaczelam w polowie trzeciego dnia...bo wiedzialam, ze wieczor bedzie wyczerpujacy... A pamietasz jak chcialas wzniesc toast razem z Sacre Coeur? O prosze.... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień pierwszy 14.10.11, 22:17 p.s. a moze z ktoryms z tych rycerzy.... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień pierwszy 14.10.11, 22:23 a wiesz, ze jakos mnie to nie dziwi... Odpowiedz Link
mr.sajgon Re: Dobry wieczor 14.10.11, 23:46 m.maska napisała: > Zmeczona...owszem ale wrazen moc... Al Cie tak zgonila Odpowiedz Link
m.maska Re: Dobry wieczor 14.10.11, 23:55 Nieeeeeeeeeeeeeee...wzajemnie zesmy sie gonily a w pierwszy wieczor na Montmartre stanelysmy przed sciana "milosci" Odpowiedz Link
m.maska Re: Dobry wieczor 14.10.11, 23:58 To sciana na ktorej w 311 jezykach napisano "kocham cie"... i kazdego roku 14 lutego w Saint Valentin wypuszczaja stamtad 311 bialych golabkow... Odpowiedz Link
mr.sajgon Re: Dobry wieczor 15.10.11, 00:03 m.maska napisała: > To sciana na ktorej w 311 jezykach napisano "kocham cie"... i kazdego roku 14 l > utego w Saint Valentin wypuszczaja stamtad 311 bialych golabkow... > > Jednym przychodzi to bez problemu, innymi ktorzy cenia swoje slowo juz ciezej ale o milosci mowia wszyscy. Choc znaczna ich czesc nie ma pojecia o czym mowia Za fote dziekuje, lubie ogladac zdjecia. Czasami wiecej mozna znalezc o czlowieku przegladajac jego zdjecia niz od niego samego Odpowiedz Link
mr.sajgon Re: Dobry wieczor 14.10.11, 23:59 m.maska napisała: > ...a raczej wyznan milosnych Jest takie fajne powiedzeni gadal dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu ) Odpowiedz Link
mr.sajgon Re: Dobry wieczor 14.10.11, 23:58 Zeby to zobaczyc czasami nie trzeba jechac az do Paryza Odpowiedz Link
m.maska Re: Dobry wieczor 15.10.11, 00:06 Pewnie ze nie trzeba... to tylko ciekawostka a potem szukalysmy wsrod tych wszystkich slow, tych znajomych naszych... Odpowiedz Link
mr.sajgon Re: Dobry wieczor 15.10.11, 00:19 Nie zauwazylem tam kwiatow, milosc bez kwiatow nie istnieje. Odpowiedz Link
1zorro-bis Re: Dobry wieczor 15.10.11, 10:25 ja za to jezdze po Normandii i ogladam i .....jestem zaszokowany ile przepieknych palacow, kosciolow i katedr tutaj sie w gruzy zamienia.... Porobilem pare "fotek" jak wroce to zamieszcze.... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Dobry wieczor 15.10.11, 10:31 Okropne to, co piszesz. Francuzi mają albo za mało pieniędzy, albo ich to mało obchodzi. Może nie czują się już zbytnio związani z własną przeszłością....może tylko z jej wyobrażeniem. Wracaj.... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Dobry wieczor 15.10.11, 10:58 Nie zauwazylem tam kwiatow, milosc bez kwiatow nie istnieje. O jakie kwiaty Tobie chodzi? Jeżeli uważasz, że miłości powinny towarzyszyć cięte kwiaty, to się nie zgodzę. Nie należy podkreślać jednego piękna niszcząc inne piękno. Wśród kwiatów, na tle kwiatów, kwiaty w pięknych donicach jak najbardziej tak Prawdziwa miłość jest łagodna dla wszystkiego wkoło Odpowiedz Link
m.maska [...] 15.10.11, 17:36 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień pierwszy 15.10.11, 18:39 Do Montmartre mialysmy chyba do przejscia ze dwa kilometry...idac dolem rownolegle do Montmartre, nie mozna bylo nie slyszec dochodzacej z gory muzyki i werbli...waskie uliczki doprowadzily nas bezblednie na sam szczyt...pod Sacre Coeur. Na placyku Abbessess niedaleko stacji metra o tej samej nazwie francuski artysta Frederic Baron uwiecznil na scianie najwazniejsze slowa "kocham cię" w 311 jezykach. Kazdego roku w dniu Sw.Walentego wylatuje z tego miejsca w niebo 311 bialych golebi... To wlasnie tutaj... forum.gazeta.pl/forum/w,101385,129776248,129783014,Re_Dobry_wieczor.html Zajrzalysmy do pobliskiego kosciola, przy czym AL spogladala w oczy Aniolowi z ktorym ja probowalam "dyskutowac"... a potem byl juz place du Tertre, na ktorym jeszcze wiele lat temu ogladalam artystow ze sztalugami, dzisiaj sam srodek placu zajmuja restauracje a "artysci" stanowia zewnetrzna "ozdobe" kawiarnianych i restauracyjnych ogrodkow... zycie w tym miejscu zaczyna sie dopiero poznym popoludniem...a cala droga prowadzaca od placu do Bazyliki Sacre Coeur zapchana byla namiotami i kramami w ktorych serwowano wino, mozna bylo tez kupic najrozniejsze produkty w rodzaju miodow, ale to rejestrowalysmy raczej tylko na marginesie...z daleka dobiegaly odglosy werbli, niestety zbyt pozno sie zorientowalam i to co nagralam to byla juz tylko koncowka... Spedzilysmy na Montmartrze troche czasu, wypilysmy kilka szklaneczek wina - bo jakze tu odmowic, jesli tak serdecznie jest sie zapraszanym do degustacji? Ha... AL swietnie wlada jezykiem francuskim, nie chwalila sie tym dotychczas...jeden z "winiarzy" podal nam nasze szklaneczki i powiedzial "na zdrowie" - bylysmy lekko oglupiale, bo nie rozmawialysmy po polsku...ale to juz chyba lepiej AL wyjasni, poniewaz to Ona potem dopytywala sie dlaczego tak powiedzial... Schodzac z Montmartre, zaszlysmy jeszcze do pewnego Pana, ktory usiluje wydostac sie ze sciany, chcialysmy sprobowac mu w tym pomoc - niestety bezskutecznie...po czym powoli ruszylysmy w droge powrotna... Surrealistyczna rzezba pisarza Marcela Aymé (1902-1968) Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień pierwszy 15.10.11, 19:38 Droge powrotna z Montmartre wyznaczylysmy sobie przez dzielnice Pigalle, zeby zobaczyc Moulin Rouge, jak wyglada noca...po drodze wpadlysmy do jakiejs piekarni po bagietke i tak zajadajac te bagietke kierowalysmy sie na Pigalle... przechodzac przez wiadukt koncem oka zarejestrowalam stojace tuz nade mna dachy malych domkow... byl to slawny cmentarz Cimetière de Montmartre, tam ostatnie miejsce spoczynku znalezli Dalida, Stendhal, Dumas, Truffaut...dziwnie polozony jest ten cmentarz, pagorkowato...a przy nocnym oswietleniu, ogladany z mostu, ktory jest nad nim przerzucony, robi wrazenie niesamowite... Z gory uprzedzam: nie robie zdjec artystycznych, nie jestem fotografem, utrwalam jedynie momenty... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień pierwszy 15.10.11, 20:04 z tego co teraz widze, to byl tylko malenki fragment cmentarza, ktory ogladalysmy z mostu...po przeciwnej stronie widok bylby zapewne zgola inny...ale ruch na moscie byl taki, ze nie chcialysmy juz tam przechodzic.... Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień pierwszy - na picasa 15.10.11, 23:00 Ufff...sie udalo - poukladac to jakos... picasaweb.google.com/100165155499554484192/Paris9102011 Odpowiedz Link
maja-z-podworka Re: PARYŻ - dzień pierwszy 19.10.11, 16:38 Witajcie Poczta nie nadąża za siecią....dopiero dziś odebrałam piękną kartkę z pozdrowieniami z Paryża od naszych podróżniczek Dziękuję - AL, Maseczko Za kartkę i pozdrowienia, a przede wszystkim pamięć, serdecznie dziękuję Dalszych podróżniczych wrażeń Wam życzę Pozdrowienia z realu dla Wszystkich. Do napisania Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień drugi 17.10.11, 01:45 Poniedzialek…naladowany byl planami po brzegi…ale glownym punktem programu bylo oczywiscie nasze „kalejdoskopowe spotkanie”… wyznaczylysmy sobie trase, przez Luwr, Tuileries do mostu Aleksandra przy ktorym znajduje sie Grand Palais a po przeciwnej stronie ulicy Petit Palais…tuz obok place de la Concorde… Tu spotkalysmy Zorro i jego Zone... w poblizu nie bylo zadnego miejsca, gdzie moznaby spokojnie usiasc, a niestety byl problem z parkingiem – dlatego wybralismy Montmartre...juz wspominalam, ze bylam pelna podziwu z jak stoickim spokojem Zorro prowadzil samochod przez zatloczone ulice Paryza, zeby uciec z tloku wjezdzal w boczne waziutkie uliczki i cierpliwie manewrowal tak jakby to bylo na ekranie symulatora...jak to sie stalo, ze znalezlismy sie w pewnym momencie pod samym Sacre Coeur – tego do dzisiaj nie wiem...a i stad udalo mu sie spokojnie wyjechac... w koncu skierowalismy sie na Grands Boulevards i znalezlismy podziemny parking w poblizu Galerie Lafayette...teraz pozostalo znalezc miejsce, gdzie bedzie mozna spokojnie usiasc i zjesc...nie bylo to nawet zle, to jedzenie. Poczatkowo nawet padla propozycja, zebysmy pojechali do Wersalu, zeby uciec od korkow – tylko my mialysmy jeszcze w planie tego dnia obejrzenie muzeum Guimet i kilka innych punktow w programie... Spotkanie, mysle, ze dla wszystkich bylo sympatyczne... ale co ja...ja juz Zorro i jego Zone spotkalam w maju...ha...i juz wlasciwie ustalilismy kolejne...tym razem, jesli nic nie stanie na przeszkodzie, w Bawarii... Wspolnie zjedlismy obiad i Panstwo Zorro pojechali do Wersalu, a my ruszylysmy do Muzeum Guimet. Muzeum Guimet to jedno z najwspanialszych na swiecie muzeow sztuki azjatyckiej, posiada bogata kolekcje sztuki orientalnej i posagow z Chin, Japonii, Indii, Tybetu i Nepalu, Afganistanu i Pakistanu, Korei i Wietnamu, do pewnego stopnia odzwierciedla ono przeszlosc kolonialna Francji. Najcenniejszymi eksponatami sa buddyjskie rzezby z kompleksu swiatyn Angkor w Kambodzy... Miedzy AL i mna wywiazala sie dyskusja...czy to dobrze, ze te skarby zostaly z tych krajow wywiezione? Patrzac z perspektywy czasu, jak w Afganistanie zniszczono najwieksza statue Buddy, jak czerwoni Kmerowie niszczyli Kambodze, jak przez wieki niszczalo Angkor Wat – wydaje mi sie, ze dobrze sie dzieje, jesli te skarby gdzies zostaja zachowane i otoczone opieka...zanim okoliczna ludnosc to wszystko zniszczy, rozlupie i po kawalku sprzeda turystom. Na fotkach zobaczycie jakie cuda znajduja sie w tym muzeum. Z muzeum poszlysmy w strone Palais Chaillon, poniewaz to doskonaly punkt widokowy...stamtad mozna spojrzec na wieze Eiffla i na nizej polozone Trocadero – niestety o tej porze roku juz spuszczono wode, nie dzialaly fontanny... No i nadszedl czas na glowny punkt programu...dla mnie, bo AL z gory zaznaczyla, ze na Luk Triumfalny nie wjedzie, ma zdeklarowany lek wysokosci...moj jest nieco inny – ja jesli czuje pod soba mocna podstawe, to juz jest ok...juz nawet stalam w kolejce do kasy, kiedy to AL uswiadomila mnie, ze windy sa nieczynne i bede musiala tam wedrowac po schodach na piechote...po to zeby zrobic kilka fotek? Ja? I jeszcze za to placic? Ja bym za darmo nie poszla a co dopiero mialam za te przyjemnosc placic... w zwiazku z tym, poniewaz zabraklo mi papierosow i bylysmy spragnione jak na pustyni – postanowilysmy zadowolic sie widokiem Luku Triumfalnego z kawiarni na Champs-Élysées ....po czym grzecznie powrocilysmy do siebie – zaliczajac po drodze restauracje chinska – ktora nie mialaby szans przetrwania nawet u mnie na „wsi”...z taka jakoscia potraw.... troche zajrzalysmy tutaj i na tym zakonczylysmy drugi dzien pobytu w Paryzu... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: PARYŻ - dzień drugi 17.10.11, 12:08 Muzeum Guimet zrobiło na mnie wielkie wrażenie, wspaniałe eksponaty, nieprawdopodobna chińska porcelana i szafy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. A kawa z widokiem na Łuk smakowała tak samo, jak każda inna w Paryżu Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień drugi 17.10.11, 17:29 A mnie smakowala wysmienicie, bo mialam juz dluuga papierosowa przerwe i naprawde chcialo mi sie pic.... Odpowiedz Link
1zorro-bis Re: PARYŻ - dzień drugi 17.10.11, 18:39 "panstwo Zorro"....pojechali do Wersalu.... Jak to brzmi.....:_D ............................................................................................................................. Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień drugi 17.10.11, 18:45 niestety Zorro musial sam powozic... stangreta zabraklo Odpowiedz Link
1zorro-bis Re: PARYŻ - dzień drugi 18.10.11, 07:43 tylko ze ja nie król..... No, moze królik..... Odpowiedz Link
m.maska [...] 18.10.11, 17:03 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska [...] 18.10.11, 19:27 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień drugi - na picasa 18.10.11, 19:29 Z trudem ale udalo mi sie przekopac przez 20 tysiecy fotek i jeszcze kilka ... ufff...skrocilam i wiekszosc wyrzucilam...ile mozna ogladac Wieze Eiffla? ale co ja na to moge, ze gdzie sie nie obrocic, to gdzies jest... picasaweb.google.com/100165155499554484192/Paris10102011 Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - Musée Guimet - na picasa 18.10.11, 19:31 Poniewaz dzien ten obfitowal w wiele wrazen, a Musée Guimet jest obiektem szczegolnym - pokaze go w oddzielnym albumie... pozostawiam linka picasaweb.google.com/100165155499554484192/MuseeGuimet Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - Musée Guimet 26.10.11, 17:39 tutaj zaprezentuje Wam bilet wstepu... 7,50€ Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - jesli chcemy wyslac kartke... :-) 17.10.11, 20:46 Kupic widokowke w Paryzu - to zadna filozofia, jest ich wszedzie pelno, na kazdym kroku we wszelkich mozliwych formatach, kolorach, z roznymi obiektami... schody zaczynaja sie, jesli chcemy kupic znaczek...pani sprzedajaca nam kartki, zapewne z bylych kolonii francuskich z dalekiego wschodu, kieruje nas na poczte...jest niedaleko - wiec w czym problem...kolejka do stanowiska sprzedazy znaczkow jest krotka - to moze byc mylace, bo panienka mocno opalona z ogromnymi pierscionkami na kazdym palcu, ktore musza jej ciazyc i przeszkadzac w poruszaniu palcami, musi sie tez przy okazji wygadac... szczegolnie mocno opaleni obslugujacy duzo mowia, czesto miedzy soba, klient wydaje sie byc w tym momencie niepotrzebnym intruzem...w koncu dochodzimy do stanowiska...AL, mowiaca swietnie po francusku mowi, ze chce tyle i tyle znaczkow na kartki pocztowe, pada pytanie: do jakich krajow... do Niemiec i do Polski...panienka szuka w komputerze informacji... po czym proponuje kupno karnetu - wtedy kazdy znaczek bedzie tanszy - tylko po co nam karnet? jesli za karnet zaplacimy wiecej anizeli po tej wyzszej cenie za te ktore sa nam potrzebne... panienka juz pokazuje nam ow karnet... nie chcemy... no wiec zniecierpliwiona chowa skoroszyt i wyciaga kolejny. przerzuca strony, zaglada znowu do komputera, sprawdza, szuka... chowa kolejny skoroszyt, wyciaga poprzedni... znajduje odpowiednie znaczki, odlicza z trudem poruszajac palcami 5 sztuk...zgina, odrywa... chowa skoroszyt, wyciaga kolejny, znowu przerzuca strone po stronie, w koncu odnajduje to czego szuka - odrywa 10 kolejnych znaczkow i wyjasnia nam, ze mamy nakleic jeden chyba zielony i dwa zolte... Paryz... U mnie na "wsi" wchodze na poczte i prosze o znaczek na kartke, pani pyta, czy do EU czy Niemcy, czy moze jakis inny kraj - mowi mi ile place i zanim wyciagne pieniadze znaczek lezy przede mna....uffff... ciag dalszy nastapi - bo po napisaniu kartek, trzeba je jeszcze wrzucic do skrzynki - a to tez wbrew pozorom wcale nie jest taki proste... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: PARYŻ - jesli chcemy wyslac kartke... :-) 17.10.11, 21:40 A w niedużym, podręcznym supermarkecie??? To samo. Panie kasjerki muszą najpierw pogadać ze sobą zanim raczą klienta w końcu zauważyć. Dwie rzeczy kasują tyle samo czasu, co w moim mieście potrzeba na kopiasty wózek zakupów Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - jesli chcemy wyslac kartke... :-) 19.10.11, 01:40 Noooooo AL, ale to przeciez nie koniec naszych problemow "pocztowych"... przynioslysmy kartki do hotelu, napisalysmy i... nigdzie nie widzialysmy skrzynek pocztowych...ja mam juz pewnego rodzaju nawyki, przyzwyczajenia i doswiadczenia... jesli nie wiem gdzie, wtedy wchodze do pierwszego z brzegu hotelu i pytam: gdzie tu, w poblizu, jakas skrzynka... na ogol okazuje sie, ze mozna zostawic w hotelu, poniewaz znajac ten problem, maja oni wlasne skrzynki...w Andaluzji dodatkowo bylo tak dowcipnie, ze nie wiadomo bylo gdzie znaczki...w hotelu mozna bylo kupic znaczki, ale poczty prywatnej...w zwiazku z tym te kartki mozna bylo tez oddac do wyslania tylko w hotelu... Caly wieczor nosilysmy te kartki i w koncu, zeby bylo inaczej wparowalysmy do hotelu super-ekstra-gwiazdek nie moglam sie juz doliczyc...i AL niewinnie zapytala o skrzynke pocztowa, po czym elegancka recepcjonistka upewnila sie czy mamy znaczki i zaoferowala hotelowa skrzynke pocztowa... uffff...wiedzialam, ze hotele sa najpewniejsze....Moglysmy to zrobic na pewno w naszym hotelu...tylko naiwnie myslalysmy, ze spotkamy skrzynke pocztowa... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień drugi 18.10.11, 11:43 To wszystko to nic, ale gdyby Pani Zorro nie znala Paryza tak dobrze, to zaden system nawigacyjny by nam tam nie pomogl... i taka jest prawda... przeciez w koncu i tak musiales wylaczyc to gadajace pudelko, bo nas tylko w coraz wieksze korki pchalo... Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień trzeci 19.10.11, 21:21 Kolejny dzien przeznaczylysmy na centrum Paryza...tzn. tam gdzie wszystko sie zaczelo, to najstarsza czesc Paryza... Île de la Cité...postanowilysmy zaczac od Sainte-Chapelle przed ktora zawsze zbieraja sie ogromne kolejki... kolejki? Przeciez nie do kas...ale o tym przekonalysmy sie dopiero kiedy chcialysmy tam wejsc. Wszystko korkuje sie na kontroli...nie wolno miec przy sobie tego, tamtego, nozyczek, mlotkow, tudziez innych ostrych narzedzi – kontrola jak na lotnisku, torebki sa przeswietlane rentgenem, czekalam tylko, ze kaza mi wyskakiwac z butow – obylo sie bez...i wlasnie w tym miejscu nastepuje zageszczenie chetnych do wejscia....potem pelen luz. Sainte-Chapelle tkwi jak przyklejona do Palais de Justice. Kaplica jest dwupoziomowa, poziom nizszy byl przeznaczony dla palacowej sluzby, byl mniejszy i bardziej ponury...dzisiaj ta czesc jest traktowana raczej jak przedsionek wejscia do kaplicy – tam rozsiadly sie kramiki z roznego rodzaju „pamiatkami”.... waskie krecone schody prowadza na gorny poziom...wysokie 15metrowe witrazowe okna tworza kalejdoskop barw, odnosi sie wrazenie, ze swiatynia pozbawiona jest scian, a sklepienie opiera sie jedynie na pajeczynie kamiennych kolumn z ktorych jak zaslony opadaja witraze. Mialysmy troche szczescia... kiedy bylysmy w Sainte-Chapelle, jak kazdego ranka wydawalo sie przez chwile, ze bedzie to sloneczny dzien... Stamtad ruszylysmy w strone...no wlasnie, w ktora strone – cokolwiek pomieszalysmy kierunki, wrocilysmy w strone z ktorej zesmy przeszly na wyspe i nagle znalazlysmy sie w dzielnicy Marais, przed nami stalo z profilu cos co przypominalo katedre Notre Dame...ale to nie bylo to – chociaz dobrze sie stalo – bo w koncu po porannej kawie, nalezalo cos zjesc, takie petit déjeuner... Jak to po francusku, byl to kawalek bagietki i jakas marmoladka, do tego kawa - dobra kawa...teraz moglysmy juz wloczyc sie bez konca. Korzystajac z tego, ze juz znalazlysmy sie po tej stronie Sekwany, zajrzalysmy na plac przed l’Hotel de Ville – byl kiedys swiadkiem makabrycznych egzekucji...dzisiaj budynek jest siedziba Ratusza. Obejrzalysmy Katedre Notre Dame, przez strzelajace w niebo fontanny i powrocilysmy na wyspe... byc w Paryzu i nie stanac przynajmniej przed Notre Dame...nie do pomyslenia – bylam tam wiele lat temu, uznalam, ze wchodzic juz nie musze...AL juz dawno zdeklarowala, ze Paryz nie jest jej ulubinym miejscem na Ziemi, moim zreszta takze nie – ale czas trzeba bylo zagospodarowac... obeszlysmy wiec Katedre dookola, jak na „turystki” przystalo...i ruszylysmy w strone Pont Neuf. Tam po cokolwiek nieladnie pachnacych schodach zeszlysmy w dol i poszlysmy na cypelek zeby obejrzec kolejny mostek... ten jakze oslawiony Pont des Arts...na koncu cypelka znajduje sie szyld i tym razem ja zrobilam fotke AL, ktora trzymala sie kurczowo owego slupka, jak ja przed rokiem....no tak...”obowiazkowo” przeszlysmy potem po tym moscie, AL zagadala malujacego tam artyste, czego sie dowiedziala, wie tylko Ona, a kolejnym mostem wrocilysmy do Quartier Latin....bulwarem Saint-Germain ruszylysmy w strone Odeonu i Panteonu ale naszym celem byl znajdujacy sie w poblizu Place Monge, Mosquée de Paris....to pierwszy meczet w Paryzu, zbudowany w latach 1922-1926, wspaniale mozaiki, boazerie, rzezbiarskie koronki... niestety pora roku sprawila, ze wszystkie bajeczne fontanny wspanialego ogrodu, byly nieczynne... bums...wpadlam do jednej z nich...na szczescie skonczylo sie na poteznych siniakach tam odnalazlysmy owocujace drzewo khaki i.... drzewo truskawkowe – swietne sa te drzewne truskawki....dziwne owoce, potezny krzew, owoce niepestkowe, o konsystencji poziomki i kiedy sa dojrzale – maja kolor truskawki...kazda z nas dostala do sprobowania te dojrzale owoce i moglysmy jeszcze zabrac kilka...efekt? ja wygrzebywalam te marmolade w ktora sie zamienily z kieszeni, AL z torebki – jedna sie uchowala w calosci.... oto ona.... Po wyjsciu z tego kompleksu, ktory jest oaza ciszy i spokoju w samym srodku dzielnicy lacinskiej poszlysmy na Place de la Bastille i wdepnelysmy w sam srodek przygotowan do zadymy... sily po obu stronach byly juz zwierane, a mysmy beztrosko chcialy poogladac podworka polozone w dzielnicy Marais... jedno z nich bylo niedostepne, drugie takie sobie, trzecie – ok...latem na pewno malownicze... mialam jeszcze genialny pomysl, zeby tam wlasnie zjesc obiado-kolacje, AL przewidujac, ze petardy ktore na razie lecialy na placu Bastylii moga tez poleciec w inna strone, nie chciala byc swiadkiem zadymy i postanowila, ze jednak zmieniamy dzielnice....szkooooooooda.... Nastepny dzien mial byc wypelniony po brzegi...nie bylo sie co rzucac... nalezalo pomyslec zeby cos zjesc... to byla kolejna proba wytrzymalosci... skonczylo sie na crêpes(nalesniki). Odpowiedz Link
al-szamanka Re: PARYŻ - dzień trzeci 19.10.11, 22:03 Maseczko, zapomniałaś o ważnym szczególe. Chyba pamiętasz, że zanim weszłyśmy na bulwar Saint-Germain byłyśmy zmuszone odwiedzic Les Deux Magots w bardzo ważnej, niecierpiącej zwłoki sprawie...... Najsławniejsi tam siadywali, my po prostu posiusiałyśmy za 50 centów każda - zupełnie przyzwoita cena Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień trzeci 19.10.11, 22:12 normalna...jak wszedzie...u nas na autostradzie jest drozej...bo 70 centow, z tego potem te 50 centow mozesz rozliczyc jesli cos kupisz... pod kreska wychodzi taniej - ale to tylko autostrada.... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: PARYŻ - dzień trzeci 19.10.11, 22:20 eeech, co tam cena, przecież zapłaciłybyśmy i więcej...bo nas tak cisnęło Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień trzeci 19.10.11, 22:23 powiem tak: lokal wygladal przyzwoicie, w koncu do byle knajpy bysmy nie weszly.... Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień trzeci - na picasa 21.10.11, 02:39 No... jesli to kogos zainteresuje, moze sobie obejrzec - sporo tego bylo, totez mi tak latwo nie poszlo... a i to sporo zostalo... picasaweb.google.com/100165155499554484192/Paris11102011 Odpowiedz Link
m.maska [...] 26.10.11, 17:47 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień trzeci - bilety wstepu 26.10.11, 17:52 bilet wstepu do Sainte-Chapelle 8€ byly tam jeszcze inne bilety, ale gdzies sie zapodzialy... jedno jest pewne: Paryz do zwiedzania jest tanszy niz Lizbona, czy Barcelona(cztery lata temu wstep do Casa Mila i Casa Battlo kosztowal 8€ kazdy i to juz tylko w polaczeniu z wczesniejszym kupnem Barcelona Modernizme Route, wstep do Sagrada Familia 8€... w Baden-Baden bilety wstepu nie schodza ponizej 12€.... Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień czwarty 22.10.11, 03:43 Ten dzień był tylko w połowie do zagospodarowania... wymyśliłam sobie, żeby tę połowę dnia przeznaczyć na poznanie innego Paryża, Paryża, którego turyści nie oglądają... ruszyłyśmy na piechotę tzn. nie korzystając z kanałów(metro) przechodząc nad kanałem(wodnym) Saint-Martin w stronę dzielnicy chińskiej i dalej do Cité Bergère, można się tam zagubić w labiryncie jednokierunkowych uliczek. Ta część Paryża ma atmosferę szczególną... jeden z mieszkańców, którego AL zapytała, jak się tam mieszka, powiedział: tutaj mieszkamy jak na wsi...wspięłyśmy się na szczyt tego "miasteczka" z którego roztacza się widok na Paryż...tuz pod nogami miałam piękną łąkę, pełną polnych kwiatów, w dali na widnokręgu widoczna była bazylika Sacre Coeur a trochę bardziej na lewo, gdzieś pomiędzy dachami, wyłaniał się niewielki czubek wieży Eiffla. Stamtąd poszłyśmy do parku Buttes-Chaumont w którym AL miała możliwość „potrenować” wraz z innymi, którzy urządzili tam sobie miejsce do gimnastyki czy tai chi potem ruszyłyśmy do Parku de Belleville z którego znowu obejrzałyśmy Paryż z innej strony...park urządzono na zboczach dawnej odkrywki gipsu. Czas jednak biegł nieubłaganie, zaszłyśmy jeszcze do kościoła Sw.Krzyża, który niespodziewanie „stanął” na naszej drodze i przez malowniczą dzielnicę Ménillmontant skierowałyśmy się w drogę powrotną, zahaczając przy okazji o Place de la République... ...tego dnia o 17:30 miał się odbyć wernisaż Salonu Jesiennego 2011....a przecież nie tylko wernisaż miałyśmy w planie – tylko jeszcze wiele, wiele więcej....cdn. Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień czwarty - na picasa 24.10.11, 04:42 Paryz widziany z nieco innej strony picasaweb.google.com/100165155499554484192/Paris12102011 Odpowiedz Link
al-szamanka Re: PARYŻ - dzień czwarty - na picasa 24.10.11, 10:30 I wiesz, Maseczko, ten inny Paryż był najciekawszy. Może dlatego, że wszystko pozostałe już znałyśmy. Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień czwarty - na picasa 24.10.11, 13:56 A ja, lubie wlasnie chodzic nieutartymi przez wszystkich turystow sciezkami...innymi niz wytyczone - spotykac ludzi, nie tych wylazacych jak szczury z kanalow, wysypujacych sie calym tlumem....ale tych zyjacych spokojnie bez pospiechu, z dala od miejskiego zgielku. A pamietasz jak juz mialysmy opuscic Cité Bergère kiedy zauwazylam uliczke idaca w gore? i postanowilysmy jeszcze spojrzec, jak tam wyglada, jeszcze za ten jeden rog? i wlasnie tam ujrzalysmy Paryz rozlozony w dole jak do fotografii.... Odpowiedz Link
1zorro-bis Re: PARYŻ - dzień czwarty - na picasa 24.10.11, 14:09 bo trasy nieturystyczne bywaja czesto najciekawsze..... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień czwarty - na picasa 26.10.11, 02:44 jasne, ze tak... ale najlepsze sa te na ktorych nie spotyka sie tabunow turystow... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ - dzień czwarty - na picasa 26.10.11, 02:45 ktorzy wysypuja sie z autobusow i to zeby z jednego autobusu, to pol biedy, ale to podjezdza ich jednoczesnie dziesiatki... Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień czwarty - cz.II 26.10.11, 02:42 Tak... ten dzien musial zostac podzielony na dwa etapy...zwykle rano wychodzilysmy z hotelu i dopiero wieczorem docieralysmy z powrotem...tego dnia trzeba jednak bylo zmienic garderobe, poprawic makijaz... zabrac zaproszenia, wino...a i tak mialysmy jeszcze w planie co nieco obejrzec, specjalnie nie pojechalysmy od razu do Grand Palais tylko wyszlysmy wczesniej i pojechalysmy na Place de l’Opéra... z mojego pierwszego pobytu w Paryzu pamietalam, ze w poblizu Opery i galerii Lafayette znajduje sie filia producenta perfum z Grace, Fragonarda...i wyszlo jak wyszlo ulic odchodzacych od place de l’Opéra jest multum... wyszlysmy z metra wprost na fronton Opery i ruszylysmy w prawo – to chyba przyzwyczajenie do ruchu prawoskretnego podswiadomie nakazuje nam ten kierunek, niejednokrotnie AL pytala w sklepach, w kafejkach, nikt nic nie wiedzial...w koncu zwatpilam, chociaz dwa lata wczesniej kolezanka moja przywiozla mi stamtad perfumy. Wiedzialam, ze wychodzac ze sklepu widzialam Opere, wiec musial sie znajdowac blisko tego placu i znalazlysmy... po okrazeniu calej Opery. Znajdowal sie na drugiej ulicy, ale w lewo...od frontu teraz wiedzac juz gdzie jest, moglysmy ruszyc w dalsza droge, te zakupy zaplanowalysmy dopiero na ostatni dzien, zeby sobie w spokoju obwachac wszystko i wybrac bez pospiechu to co naprawde bedziemy chcialy... Od Opery ruszylysmy na Place Vendôme, to tam znajduje sie Hotel Ritz z ktorego Lady Diana wyjechala w ostatnia swoja podroz, tam znajduja sie najdrozsze sklepy, Cartier, Boucheron, Chanel, Piaget, Bulgari, Mikimoto, Dior i wiele innych...w sumie malo nas interesowalo co oferuja, byla to w wiekszosci bizuteria – plac mozna zobaczyc na naszych fotkach, szkoda tylko, ze wiecznie zastawiony jest plotkami, chociaz w przeciwnym wypadku, zapewne samochody jechalyby przez niego bez ograniczen... Stamtad poszlysmy do kosciola de la Madeleine, ktory wyglada jakby zywcem przeniesiony wprost ze starozytnej Grecji czy Rzymu...i czas zaczal sie nam nagle kurczyc – przez Place de la Concorde(plac Zgody) poszlysmy do Grand Palais... i to co tam zesmy obejrzaly opisalam na innym watku i pokazalam w oddzielnym albumie... Salon d’Automne... Nadreptalysmy sie tam sporo...w koncu jak dlugo mozna obcowac z KULTURA?... nastepnego dnia miala odbyc sie oficjalna kolacja, na ktora moglysmy dostac zaproszenia, ale niestety o tej porze bylysmy juz w drodze powrotnej do domu... Po obejrzeniu wystawy, przyszla pora na Paryz noca... poszlysmy na most Aleksandra...ze kiczowaty? I co z tego...a wieza Eiffla to nie kicz? A obelisk na placu Zgody? A Luk triumfalny? A wlasciwie dlaczego kicz...ze tak ocieka zlotem? Palac Inwalidow z dala blyszczy zlotem...a niech sie swieci...wypilysmy nasze wino na moscie, stuknelysmy sie z Newa a moze z Sekwana(postaci umieszczone na srodku mostu symbolizujace obie rzeki), minelysmy znowu Grand Palais, obelisk na place de la Concorde, kosciol de la Madeleine i idac w strone place Place Vendôme, nagle oblecial mnie niepokoj, bylo ciemno, ludzi juz niewiele a na naszej drodze stala grupka mocno podgolonych mlodych facetow...kiedy zblizylysmy sie, uslyszalysmy znajome przerywniki...no tak, bylysmy w poblizu polskiego kosciola. Przed kosciolem, o tak poznej porze stala jeszcze grupa ludzi, rozmawiali – znajomy jezyk, dowiedzialysmy sie, ze wlasnie wrocili z pielgrzymki do kraju a poniewaz AL zadeklarowala, ze jest niewierzaca, natychmiast zaczela sie akcja nawracania na wiare i przekonywanie jej, ze szatan tylko czyha...dostala obrazek.. a potem pani wygrzebala woreczek nylonowy z niego wyciagnela medaliki, ktore wreczyla nam z wielkim namaszczeniem i zapewnieniem, ze zostaly poswiecone przez ks. Natanka podczas egzorcyzmow, bylam tak oszolomiona, ze wlasciwie niewiele z tego pamietam, to pewnie wrazenie, ze taki talizman trzymalam w dloni... AL rozprawiala z wielkim przekonaniem, mowila cos o tym, ze szatan to paskudnik i w koncu zaproszono nas na msze...a kiedy powiedzialysmy, ze nastepnego dnia wyjezdzamy, dopytano o ktorej i zaproponowano nam msze o 6:30, bo jeszcze zdazymy – tego bylo juz jak na mnie za wiele... jeszcze chwila i parsknelabym smiechem... oczami wyobrazni zobaczylam siebie jak zrywam sie o 5 rano tylko po to zeby wziac udzial w mszy...mysle, ze AL zauwazyla, ze dluzej sie juz nie opanuje i grzecznie sie pozegnalysmy... humory nam musialy dopisywac, bo jakzeby inaczej... do tego stopnia, ze kiedy weszlysmy na Place Vendôme, gdzie zamierzalysmy wpasc do Ritza na jakas niewielka kolacje po prostu zapomnialysmy o tym.... Place Vendôme przy swietle latarni potem Opera…i w koncu splynelysmy do hotelu…jutro tez mial byc dzien i to juz krotki, a w planie byly zakupy u Fragonarda…. Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień czwarty - cz.II - na picasa 26.10.11, 03:01 No tak... fotograf ze mnie taki o... totez nie wszystkie fotki nocne sa ok...czy ja juz zaznaczalam, ze nie mam ambicji na fotografa, ani na fotografie artystyczne? bo jesli nie - to teraz to podkreslam... nie krepujcie sie...mozecie krytykowac bez umiaru.... W koncu nie fotki sa wazne... a wrazenia...a te bylyby fajne gdybysmy spedzily ten czas w kazdym innym miejscu pod Sloncem... picasaweb.google.com/100165155499554484192/Paris121020112 Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień piąty - ostatni 27.10.11, 02:18 Wlasciwie Paryza mialysmy dosyc juz na wstepie...to wszystko okrzyczane, znane, sfilmowane, ale tego czasu tam, nie moglysmy przeciez spedzic siedzac w hotelu, restauracji czy jakims mieszkaniu... zanudzilybysmy sie zapewne – potrzeba nam bylo jednak dodatkowych wrazen...dlatego i tego ostatniego dnia, w ktorym moglybysmy przeciez spac przynajmniej do 10, wstalysmy wczesnie bo o 7, wypilysmy zaparzona przez AL kawe, makijaz...popakowalysmy tez nasze rzeczy, zeby potem juz tylko wrocic po bagaz i ruszylysmy na „zakupy”... Zakupy... przede wszystkim do Fragonarda... nigdzie poza Grasse* i Paryzem, nie spotka sie jego produktow – chociaz ostatnio widzialam, ze sa juz w internecie – ale to przeciez nie to samo, nie powacham niczego przez monitor... Krotka trasa Gare de l’Est – Opéra... oczywiscie zeby nie tracic czasu na chodzenie, skorzystalysmy z „kanalow”…do sklepu weszlysmy, kiedy jeszcze nikogo tam nie bylo, i wlasnie o to chodzilo – poprzedniego wieczoru przewalaly sie tam tlumy… w sumie nieduzo czasu nam to zajelo, ja mam juz od lat ulubiony ich zapach, perfumy ktore sa ich wizytowka, noszace nazwe firmy ale chcialam cos poza tym, totez zaczelo sie pryskanie, wachanie, wybieranie, porownywanie…i pytanie czy eau de toilette czy perfumy... Fragonard nie proponuje perfum w sprayu. Sa one sprzedawane w malych zlotych flaszkach, ktore maja membranke, ktora trzeba przebic i mozna ich uzywac po kropelce...mydla, pachnace tak intensywnie, ze w lazience nie trzeba potem zadnych innych sztucznych zapachow... i tak obladowane ruszylysmy do Galerie La Fayette... mialysmy mase czasu – hotel mialysmy opuscic do godziny 13... Przeszlysmy przez Galerie La Fayette, zatrzymalysmy sie przy jednym czy drugim stoisku, ceny rozbawily nas tak bardzo, ze dostalysmy niemal glupawki...wielu rzeczy, ktore mialy ceny niebotyczne, nie zalozylybysmy nawet za darmo, no chyba ze za doplata i to wysoka...ale jestem pewna, ze jesli ktos ma „drogi gust” na pewno cos by tam dla siebie odkryl... nie chcialo nam sie nawet tego ogladac – dlatego powrocilysmy do hotelu wczesniej niz mialysmy to pierwotnie w planie... zabralysmy bagaze i ruszylysmy na dworzec z mocnym postanowieniem zjedzenia w koncu sniadania i obiadu jednoczesnie...bo przeciez jechalysmy w droge, ja dosyc krotka, bo zaledwie dwuipolgodzinna, ale AL miala przed soba tych godzin dziewiec...I wlasnie kiedy zblizalysmy sie do dworca, zaczelo kropic, poranne swietliste niebo zapowiadajace cudna pogode, zasnulo sie chmurami... a kiedy siedzialysmy juz w restauracji za oknami stala sciana deszczu... i czy my nie jestesmy dziecmi szczescia? Przez te wszystkie dni pobytu, z nieba nie kapalo... a tego dnia, mimo ze planowalysmy udac sie na dworzec pozniej, zmienilysmy nasze plany... w przeciwnym wypadku przyszloby nam isc na dworzec wlasnie w ten najwiekszy deszcz... A potem byl juz pociag, miejsca specjalnie zarezerwowane przy stoliku....zeby nam bylo wygodnie...po przeciwnej stronie przejscia, jakis chlopiec koniecznie probowal poskladac swoja nowa francuska zabawke, wieze Eiffla, ktora mu sie nieustannie rozsypywala...kelner przyniosl nam nasze zamowienie i tak wspominajac spotkanie z Zorro i jego Żoną i nasze wycieczki po Paryzu ruszylysmy w droge powrotna... wygodna byla – mam nadzieje, ze dalsza droga AL takze...chociaz, jak to z pociagami bywa – podobno bez spoznienia sie nie obylo. Paryz, ktory nigdy nie byl miastem moich marzen i gdyby mi dzisiaj ktos zaproponowal wybor, dokad pojechac, do Paryza, Barcelony czy Lizbony, bez namyslu wybralabym Lizbone a jako druga Barcelone...i pisze o miastach, ktore znam....w ubieglym roku, kiedy tam bylam znudzil mnie do immentu, chcialam wiac juz na drugi dzien...ale to tez wiele zalezy od towarzystwa. Z Zorro i jego Żoną – czas nam zlecial migiem, spotkalismy sie jak ze starymi dobrymi znajomymi, ja po raz drugi, ale mysle, ze AL miala podobne odczucia... dlaczego? Bo znamy sie juz z forum, i Zorro taki jak na forum, jest takze w realu – dlatego spotyka sie po prostu dobrych znajomych....a jego Żona no przeciez nie znalysmy sie nawet z forum...und trotzdem keine Berührungsängste...bylo fajnie, bylo wesolo...jest co wspominac. Grasse* - miasto perfumiarzy w ktorym toczyla sie akcja ksiazki „Pachnidlo” P.Süskinda Odpowiedz Link
m.maska PARYŻ - dzień piąty - na picasa 27.10.11, 02:26 i w ten sposob dotarlam do konca... picasaweb.google.com/100165155499554484192/Paris13102011 sama widze, ze do pieciu dni wrazen - jestem w stanie to poskladac... przez 7 dni Anatolii, do dzisiaj sie jeszcze nie przekopalam... A AL?... niech doda cos od siebie Odpowiedz Link
m.maska FRANKREICH, FRANKREICH 27.10.11, 02:58 A zeby czegos nie zabraklo...wsrod tych wszystkich wrazen... to... FRANKREICH, FRANKREICH Odpowiedz Link
m.maska Dlaczego Marianna? 28.10.11, 03:01 Dlaczego narodowym symbolem Francji jest Marianna? Obraz namalowany w roku 1830 przez Eugèna Delacroix przedstawiający przywódczynię rewolucjonistów i bojowniczkę o wolność o wydatnym biuście wymachującą sztandarem, stał się nieśmiertelny. Imię Marie-Anne już długo przedtem było symbolem narodu francuskiego. Wielu dumnych poddanych w XVIII wieku nadawało właśnie to imię swoim córkom. Przeciwnicy demokracji, całą rewolucję nazywali Marie-Anne. A w roku 1792, republika francuska symbolicznie mianowała Marianne - Matką Narodu - jej wizerunek pojawił się na państwowej pieczęci. Od 1880 roku, jej popiersie znajduje się w każdym ratuszu we Francji. 36 000 burmistrzów co kilka lat zostaje zobowiązanych do wybrania jakiejś Francuzki, w charakterze modela: Brigitte Bardot, Catherine Deneuve czy Laetitia Casta a ostatnio Florence Foresti - każda z nich już symbolizowała Marianne. Marianna... o wydatnym biuście i obowiązkowo we frygijskiej czapce...w Paryżu, na Place de la République... Odpowiedz Link
m.maska A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 00:55 jak sie czujesz? nie dostalas kataru? Odpowiedz Link
izydor88 Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 10:23 Wiedziałam,że weganka,ale że syrenka... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 18:52 Klaro, też o tym pojęcia nie miałam Maseczko, mówiłam Ci, że w moim śnie cało wyszłyśmy z dwóch olbrzymich tsunami, dlaczego więc teraz mnie podtopiłaś? Wiesz jaka woda zimna o tej porze roku? Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:02 Jakie podtopilam? jakie podtopilam? - woda jest tylko do pasa... Ty mnie nie prowokuj - bardzo Cie prosze - bo poziom wody w Sekwanie, moze sie gwaltownie podniesc... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:10 Na szczęście potrafię pływać, słupek mocny, a w razie czego uratowałby mnie jakiś przystojny i dzielny marynarz Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:12 Nie wiem czy zdazylby na czas... spojrz Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:19 Ratuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuunku........!!!! Odpowiedz Link
sakral Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:20 piękne co jeszcze można napisać ? piękne Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:26 Juz nic Sakral, ale skoro zaczelam, to i dokoncze... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:28 Ach, jeszcze mogę patrzeć na Pont des Arts Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 21:00 a teraz kasa - albo utoniesz!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 21:18 Jak możesz! Czyż nie kupiłam Ci ciastka z galaretką, czyż nie piłam z Tobą wina....? Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 21:56 ono bylo z jablkami to ciastko...jeszcze bagietka byla, tez na moscie...i przed Moulin Rouge Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 22:00 No widzisz. To dlaczego mi grozisz ??? Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 22:17 ...bo Klara pisala, ze morderstwo na forum, to by dopiero byla atrakcja... Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 02.11.11, 03:34 Pytalas dlaczego? zawsze musi byc motyw, sprawca i ofiara... no wiec zacznijmy - ofiara jest AL, sprawca moze byc kazdy... motyw? podpuscilas wszystkich, zaczelas pisac kryminal, wciagnelas wszystkich, zaciekawilas i zostawilas... czy to nie jest doskonaly motyw? kazdy Sad uzna to za okolicznosc lagodzaca.... Odpowiedz Link
zuza_anna Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 20:30 Nasza AL, podtopiona. Nie masz sumienia Maseczko. Fajnie Ci to wyszło. Z jakiego programu korzystasz? Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 01.11.11, 21:02 Zuza...to francuski program...sama sie niezle gimnastykuje Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 03.02.12, 14:50 A tak prawdę mówiąc, Maseczko, czas pomyśleć o jakiejś następnej wyprawie Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 03.02.12, 15:09 Wczoraj Club Bertelsmann przyslal mi interesujaca oferte... hotel, na 6 dni na dwie osoby....hotel 5* i 9,92€ za dobe... do wyboru 1900 hoteli w Niemczech, Austrii i innych krajach Europy... musze tam zadzwonic i dowiedziec sie gdzie jest hak...........przeciez chodzi o Florencje jesli jest taka okazja, to oczywiscie, ze wole zaplacic za nocleg 9,92€ niz 99,2€...albo jeszcze lepiej np. 299€ Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 03.02.12, 15:40 Wiedzialam, wiedzialam, ze gdzies jest hak.... wole juz po swojemu podrozowac... Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 02.03.12, 04:47 Najblizasza wyprawa AL, kroi nam sie do Poznania... ja i tak musze tam w interesach, wiec upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu - i hotel bedzie sponsorowany "oszczednosci w domu i zagrodzie" Odpowiedz Link
al-szamanka Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 02.03.12, 10:08 Oooo, to znaczy, że podczepię się pod sponsorowane. Od zawsze przywykłam sama za siebie płacić, ale nie powiem nie Odpowiedz Link
m.maska Re: A tutaj AL...cos dla Ciebie... 02.03.12, 11:19 Sponosorowane hotele sa cokolwiek drogie, mowiac tylko bardzo delikatnie.... taka kase mozna przeznaczyc na cos zupelnie innego............ czy nie bylo aby planu na Bawarie latem? przeciez Zorro musi odpoczac po tym pieknym "urlopie".... Odpowiedz Link
m.maska Streets of Paris - videoclip 03.12.11, 00:50 Szukalam dzisiaj czegos... i przy okazji wpadla mi ta piosenka, a od dawna chcialam zrobic videoclip z Naszymi fotkami z Paryza... Streets of Paris - Deborah Sasson Odpowiedz Link
al-szamanka Re: Streets of Paris - videoclip 03.12.11, 19:45 Obejrzałam...i tak po cichutku sobie powspominałam.... No i każde zdjęcie wsadziłaś w żółta ramkę, ciekawa jestem ile pracy to Ciebie kosztowało. Odpowiedz Link
m.maska Re: Streets of Paris - videoclip 03.12.11, 19:48 Tylko wybor byl trudny...zdjec sporo... a taki inny, z naszymi fotkami tez zrobie - ale troszke pozniej... nie dla publiki oczywiscie... Odpowiedz Link
m.maska Re: PARYŻ 02.03.12, 04:40 Przejrzalam ten watek... za dwa tygodnie wyrusze w kolejna podroz - mysle, ze bedzie udana, jak wszystkie dotychczasowe - wszystkie z wyjatkiem jednej...ktora byla strata czasu, urlopu i kasy... to tez byl Paryz - wkrotce powroce do tego... Wyobrazacie sobie, ze przyjezdzacie do Paryza, wysiadacie na dworcu i od razu chcecie wiac? a macie rezerwacje hotelu, ktory i tak skasuja a bilet powrotny macie za trzy dni - jak przetrzymac takie dni?...... Odpowiedz Link