Dostaliśmy wczoraj od Dziecka paczkę z książkami.Między nimi "Tęczowa Julenka" zamówiona w księgarni na ul.Kanoniczej - w tym samym miejscu,które i mnie oferowało ściągnięcie tej książeczki

Przeczytałam natychmiast i przypomniałam sobie własne wakacyjne przygody.
Ja też,razem z kuzynką Joasią - zbierałam porzeczki do kobiałki.Wuj - właściciel sadu - płacił 2 złote od kobiałki.
Bawiliśmy się w tym sadzie w Indian,chodziliśmy - większą grupą - nad strumyk,ale nad rzekę,albo do lasu - już nie.
Myślę AL,że to książeczka dla dużych Julii,które idealizują swoje dzieciństwo

Oczywiście,przekażę tę książkę naszej 5-letniej Julce,ale z zastrzeżeniem dla rodziców,że Julenka jest elfem,albo wróżką.
Bo co,jeśli Julka stwierdzi : Dosyć mam urządzania zabaw dla młodszego rodzeństwa.Biorę poduszeczkę i ruszam w teren.
Oczywiście zdam Ci sprawozdanie,jak zareagowała Julka i młodsze rodzeństwo na przygody Julenki.
P.S.Też zajmowałam się hodowlą drobiu.To był czarny "kurczaczek-biedaczek",odrzucany przez resztę towarzystwa.Wyrósł na dorodną czarną kurę i na szczęście nie stracił głowy pod toporem podczas mojej tam bytności.