mosteczek2
14.03.03, 02:24
Zaczynam wątek paskudny i zdaje sobie sprawę, że część uczestników tych
dyskusji znów będzie pisała, że rozbija sie o mnie jak o ścianę (nie
podejrzewałem w sobie takiej mocy!), albo będzie krzyczała, że ręce precz od
świeżej krwi, jakbym chciał kogoś wypijać albo i pomacać i obszczypać. Nic
podobnego. Nie zależy mi na tym, a poza tym - już nie muszę.
Zaczynam ten wątek zdając sobie sprawę, że ludzie głupi będą mysleli, że
zniechęcam specjalnie. Niech tak myślą. Ich sprawa.
A tak naprawdę ja naprawdę zamierzam pozniechęcać. Dla dobra Adeptów.
Przestrzegam - dziś guma to juz nie jest taka sensacja jak kiedyś, jeszcze 10
lat temu. Mamy do czynienia z sytuacja porównywalną z tą sprzed 30 lat, gdy
na świecie zaczęły pojawiać sie zespoły i orkiestry grające dawną muzykę na
instrumentach z eopki, w której ta muzyka została napisana. Dziś to jest juz
wykonawczy standard, wówczas - sensacja. Dziś tamte pionierskie nagrania
zdumiewają nieporadnością, choć oczywiście są ważnym dokumentem epoki. Wóczas
jednak to był ewenemnt i patrzono na to zjawisko z zachwytem. Dziś nikogo
juz nie rajcuje sam widok muzyka z barokowymi skrzypcami i z krótkim
smyczkiem wykonanym na wzór takich sprzed 300 lat. Mam nadzieje, że do tej
pory wyrażam sie jasno.
Dziś walczy sie o jakośc interpretacji. O jej odkrywczość, a nade wszystko -
TECHNICZNĄ BIEGŁOŚĆ a także słucha sie pilnie, co artysta ma do powiedzenia.
Podobnie jest z technikami szlachetnymi. To, że się je opanowało nie daje
dzis żadnej gwarancji, że będzie się wybitnym artystą. Widziałem b. wiele
słabieńkich gum, którym nic nie pomogła technika. Bo wyjściowy materiał był
do niczego. Przeciętna fotografia nie doczeka się bowiem nobilitacji
techniką. Guma, wymyślne papiery, dziwne zestawienia barwne nic nie pomogą
jeśli zdjęcie nie będzie miało wewnętrznej siły i tajemnicy. Popatrzcie na
zalew tej produkcji w Internecie. Zniechęcam dalej:
PIERWSZA, PODSTAWOWA I NAJWAŻNIEJSZA ZASADA:
TECHINKA MA SŁUŻYĆ TEMATOWI A NIE TEMAT TECHNICE!
Robię gumy od 1992 roku i dziś już nie czynię rozróżnienia na
techniki "szlachetne" i nieszlachetne. Jestem fotografem a nie gumistą. Ja
wytwarzam obrazy. Na wystawach umieszczam bromy obok gum i komputerowych
wydruków. Naturalnie jesli tylko uważam, że stworzy to symfoniczną całość,
jak w dobrej orkiestrze.
Zaręczam Wam - czasem lepiej jest zostawić zdjęcie w bromie albo w kolorze
niz cudować! Dziś z dawnymi technikami jest jak z tymi barokowymi
orkiestrami - to nic, że technologia ma 100 lat i jest b. romantyczna. Wiele
razy juz tu pisałem i uznawano to kilka razy (również i tu) za cynizm: g...
mnie obchodzi romantyzm naświetlania słońcem, prace na liściu i innych
niecodziennych materialach. Nic mnie bowiem nie obchodzi wrażliwość twórcy.
Mnie obchodzi, czy on jest w stanie potrącić we mnie moją wrażliwość.
Opowieści jak było romantycznie przy wyrobie fotografii przypominaja mi
zawsze praktyki faceta co się onanizuje publicznie i opowiada, jak cudownie.
No dobrze - pytam? Ale co mnie obchodzi Pański orgazm? Nic. Panu jest dobrze,
a mnie nijako. Czyli - blagam, zawieśmy na kołku romantyzm gumy i innych
technik, bo mnie doznania twórców przy produkcji nic nie obchodzą.
Apeluję do rozsądku - nie wszystko nadaje się na gumę! A ciągle przestrzegam
przed romatycznymi chałupkami. To już było, a jeśli posługujemy się tą
konwencją - to po coś.
I przestrzegam! Jeśli nie opanowaliśmy podstaw fotografii na poziomie
kadrowania i technologii czarno-białej, to na gumę jest za wcześnie.
O smaku pogadamy innym razem.