keyboard_cat
02.01.14, 01:20
Witam w Nowym Roku!
Chciałam poznać Wasze zdanie w pewnej sprawie. Sytuacja jest zupełnie nowa dla mnie, nie potrafię jej więc na spokojnie ocenić. Na początku listopada poznałam przez internet mężczyznę w moim wieku (32 lata). Zaczeliśmy się spotykać a znajomość się bardzo zacieśniła. Nie byliśmy może parą, ale spotykaliśmy się w każdy weekend i dodatkowo jeszcze w tygodniu, sypialiśmy u siebie, spędzaliśmy miło czas. Nikt nikomu nic nie obiecywał i nie mówił o planach na przyszłość, wszystko szło jedna w kierunku związku - dogadywaliśmy się znakomicie.
Po Świętach pojawił się temat Sylwestra. On zaproponował spotkanie w gronie swoich znajomych, których ja również miałam okazję już poznać lub w gronie moich znajomych, których on zna. Tak się składało bowiem, że zarówno jego znajomi i moi organizowali domówki i oboje mieliśmy zaproszenia na obie imprezy. Uznałam jednak, że domówka jest banalna na Sylwestra, ostatecznie zawsze można ją zorganizować w weekend i zaproponowałam wyjście do dobrego klubu. On się wstępnie zgodził, ale zapytał mnie o szczegóły. Cena wynosiła 800 zł od osoby, prestiżowy klub z miejscami siedzącymi, kateringiem, alkoholem a przy tym część artystyczna (pokaz tańców latynoamerykańskich). On odpowiedział, że to dla niego zdecydowanie za drogo i nie przewiduje wydawać więcej niż 150 zł na ten wieczór. Z kolei ja się zdziwiłam i nawet zaczęłam się śmiać, mówiąc, że to śmiesznie mało i na żadną dobrą imprezę za tyle się nie pójdzie. I tak od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o sprawach finansowych, czego nigdy wcześniej w sumie nie robiliśmy.
Ja wiedziałam, że on ma pracę biurową w jakiejś firmie, ale nie znałam jego dochodów. Jak się okazało, zarabia bardzo niewiele, około 2300 zł netto, co po zapłaceniu za mieszkanie, które wynajmuje połowy tej kwoty zostaje mu już bardzo niewiele. Jakoś do tej pory nie zauważałam jednak, że żyje skromnie, nie był skąpy, ale też faktycznie nigdy na jakieś "ekstrawagancje" sobie nie pozwalał. Ja pracuję w kancelarii podatkowej jako specjalistka i zarabiam ponad 3 razy więcej od niego, czego on również do naszej rozmowy nie wiedział.
Okazało się, że kompletnie inaczej zapatrujemy się na sprawy finansowe, dla mnie jednak pieniądze i sprawy materialne są bardzo ważne, dla niego zdecydowanie drugorzędne. Ja potrzebuję regularnie wychodzić do droższych lokali, żyć na wyższym poziomie, jego to nie interesuje. Nie kłóciliśmy się, nie padły żadne przykre słowa, po prostu uznaliśmy, że musimy to wszystko na spokojnie przemyśleć. Umówiliśmy się też, że w Sylwestra pójdziemy do moich znajomych. Tak też się stało, bawiliśmy się naprawdę dobrze, rozmawialiśmy, śmialiśmy się itp. Następnego dnia, czyli w Nowy Rok, gdy się obudziliśmy i ogarnęliśmy, on poprosił mnie o rozmowę. Poszliśmy więc na spacer, żeby w jego trakcie porozmawiać. Podczas przechadzki on powiedział mi, że przemyślał całą sprawę dokładnie i nie widzi możliwości, aby nam się ułożyła, tzn. abyśmy stworzyli związek. Podziękował mi za wspólnie spędzony czas i zabawę sylwestrową, złożył raz jeszcze życzenia noworoczne i odszedł. Byłam zszokowana, zachowałam dobrą minę, odwzajemniłam życzenia i podziękowania, ale do tej pory jestem rozstrzęsiona - minęło w końcu dopiero parę godzin. Próbuję sobie to przeanalizować i nie potrafię.
Proszę o Waszą ocenę. Czy jego zachowanie było w porządku, grzeczne? Czy zerwanie z dziewczyną w Nowy Rok, po udanej zabawie sylwestrowej jest grzeczne? Czy podanie jako powodu rozstania różnic finansowych, dysproporcji w zarobkach na korzyść kobiety oraz różnego sposobu postrzegania spraw materialnych jest w porządku? Czy forma w jakiej to wszystko zrobił była właściwa? Chciałabym z nim się skontaktować i porozmawiać jeszcze o tym, nie wierzę, że z takiego w sumie błahego powodu powinno się rozstawać. Co myślicie?
Ania