norma_jean
13.03.03, 12:13
Czesc druga opowiesci z raju domniemanego, a utraconego.
Siedze od soboty w Pescarze i przywzwyczajam do mysli, ze nastepne 3 lata
spedze w tym brzydkim, podobnym do Katowic lub Gdyni miescie.
Ale jest morze i sa palmy (ktore od dziecinstwa niezmiennie robia na mnie
wrazenie - chyab za duzo Stasia i Nel czytalam :)
Jak zawsze z kolonii pisalam, tak i teraz: jedzenie jest niedobre :((
Do tej pory zasmakowala mi minestrone di verdura (tak pisalo w karcie; ja
jestem maniaczka zup) i tyle. Spaghetti bolognese bylo okropne i bez smaku, a
penne arabiatta byly takie arabiatta jak ja Wloszka.
Sklepy z butami to bedzie chyba moja pasja :)) Nie dosc ze sa na kazdym rogu,
to jeszcze wybor!
Ciuchow za wiele tu nie kupie, bo niestety nie mam moich rozmiarow :( No coz,
chyba ze za jakis czas na tych makaronach :)
Optymistycznie: sloneczko swieci, jest cieplutko (akurat nie dzis, ale do
wczoraj), ucze sie pieknego jezyka, i pije pyszne winka, i udalo mi sie
wreszcie znalezc mieszkanko. (piekne, urzadzone starymi meblami, z wieeelkim
balkonem)
Nieoptymistycznie - nie ma bigosiku :))
To tyle, znajomosci zadnych nie zawarlam, bo przeciez nie bede chodzic z
transparentem "szukam znajomych", z czasem na pewno.
Szkoda tylko, ze mnie do takiego malo wloskiego (w sensie architektury)
miasta rzucilo. Ale zamierzam robic wycieczki po calym polwyspie.
I chetnie przyjme rady jak tu zyc :))